lohengrin4
10.06.06, 10:34
I żeby nie było - że się nam nie chce udzielać informacji, czy pracować, czy
cokolwiek. Zatrzegam na początku: proszę tak nie komentować. Chodzi o
przestrzeganie porządku, którego nie my jesteśmy autorami, i chodzi o
zachowanie jakichkolwiek form przyjętych w krajach cywilizowanych, co prawda
takim krajem nie jesteśmy, ale podobno aspirujemy do takiego miana.
Po raz kolejny - dyżur opieki całodobowej.
Przychodzi tatuś z córką, nie mówi dzień dobry, niby w polskim buszu to
norma, ale już -1 punkt dla tatusia:
- czy tu ktoś obsługuje? - pyta na mój widok (dla jasności, czas oczekiwania
na mnie od wejścia tego pana w okolice rejestracji do mojego wyjścia z
dyżurki wynosił ok 3.5 sekundy).
Odpowiadam, zgodnie z prawdą
- zależy co obsługuje.
Pomyślałem szybko, co obsługuję czasem na dyżurze: no czajnik, aparat ekg,
spłuczkę w kiblu, czasami telewizor, telefon, niewiele tego.
Okazało się, że chodzi o przyjęcie pacjenta. No, w sumie mogłem się domyślić.
To tylko wstęp - i znów, prosze nie pisać że klientów w urzędzie czy sklepie
i pacjentów w gabinecie się nie wybiera. Tak, nie wybiera się, i w związku z
tym za takie zachowanie żaden lekarz jeszcze nie odmówił nikomu przyjęcia,
ale podobać mi się to nie musi i napiętnować tego pana od "antydzieńdobry" i
od "obsługiwania" mam prawo.
Natomiast meritum jest takie, ze pan chciał wypełnić kartę kolonijną dla
dziecka. Powiedział przy tym, że przyszedł "po pieczątkę". Czyli nie
interesuje go zbadanie dziecka, stwierdzenie stanu faktycznego, tylko
spełnienie wymogu formalnego, klapnięcie pieczątką w blankiet. Dziękuję za
szacunek dla mojej pracy.
Oczywiście jako że mialo to miejsce na dyżurze, nie uzyskał "pieczątki", w
sposób grzeczny został poinformowany o warunkach i zakresie świadczeń opieki
całodobowej - tu nota bene nie jestem do końca przekonany o celowości
wytycznych NFZ nie dających możliwości załatwienia sprawy takiej jak powyższa
na dyżurze, rozumiem że z wielu względów ludzie na taki dyżur z takimi
sprawami przychodzą, ale - nie ja jestem autorem tego porządku, nie mogłem
dać tej pieczątki, oczywiście po takiej fanaberii z mojej strony jaką byłoby
zbadanie dziecka.
W sumie nawet problemu nie było, o dziwo nie było zapowiedzi skargi (co ją
uprawdopodobnia, bohaterowie odgrażający się licznymi skargami na ogól na
odgrażaniu wyczerpują swą inwencję i odwagę, tak że tu skargi tym bardziej
się spodziewam).
Pan jedynie zmierzył mnie wzrokiem przepełnionym nienawiścią i
wycedził "dziękuję", oczywiście "do widzenia" przekraczało jego możliwości
pod każdym względem.
I teraz zonk. Bo mam dane dziecka, będę miał i dane taty.
I to ja wykonam pierwszy ruch. Ano poinformuję NFZ i ZUS, jakich to
mianowicie pacjentów ma w swej opiece i dla kogo zapewnia świadczenia.
Otóż wg mnie człowiek, który ma takie poglądy, że przychodzi się z dzieckiem
nie do zbadania przed kolonią, tylko po podbicie najlepiej zaoczne pieczątką,
to człowiek na tyle nieświadomy w problematyce zdrowotnej, że należałoby od
niego pobierać wielokrotność składki (tak jak wyższe składki ubezpieczeniowe
płacą młodzi kierowcy). Wiem że nie ma takiej możliwości prawnej - moze
kiedyś będzie. Wiem że nic nie da moje pismo. Ale- jako pracownik ochrony
zdrowia wiem że moje źródło utrzymania związane jest z systemem ubezpieczeń
zdrowotnych, a skoro są takie indywidua, które ten system przez swoją jawnie
okazywaną ingorancję, tępotę, połączoną z chamstwem, okazują, to odczuwam
etyczną potrzebę poinformowania odnośnych organów.
Na tej samej zasadzie, na której w niektórych krajach obywatel widząc że
kierowca prowadząc samochód rozmawia przez telefon komórkowy, dzwoni na
policję z doniesieniem, dla dobra swojego, innych a także- choć niektórzy
uważają to za paradoks, dla dobra tego kierowcy popełniającego wykroczenie.
Drodzy pacjenci! Jeśli swym zachowaniem udowadniacie, że wasze postawy są nie
pro- ale antyzdrowotne, to ja o tym ubezpieczyciela poinformuję. Moze kiedyś
dożyję dnia, że ci którzy jawnie działają na szkodę swego zdrowia, będą
musieli płacić ubezpieczenia 2, 3 krotnie większe od innych. Oczywiście
powinni mieć też prawo do rezygnacji z ubezpieczenia i do umierania w
majestacie prawa przy braku kasy na leczenie.
Pozdrawiam, będę dalej was "obsługiwać" i wbijać wam pieczątki, nie muszę was
nawet oglądać by was leczyć skoro tak chcecie. Tylko ustalmy, że skutki tego
to będzie wasza wina!