connie1
11.09.07, 13:11
pacjentom na Pomorzu.
Cytat za Eskulapem...
Nie trzeba strajków i zbiorowych wypowiedzeń, by załamał się system opieki
zdrowotnej"
Spełniają się czarne prognozy - na Pomorzu zaczyna brakować
lekarzy-specjalistów - alarmuje "Dziennik Bałtycki". Już dziś tysiąc na 8
tysięcy medyków z naszego województwa wystąpiło do Okręgowej Izby Lekarskiej o
dokumenty pozwalające na podjęcie pracy za granicą. Zrozpaczeni pacjenci,
którzy chcą zapisać się do specjalisty słyszą, że doktor wyjechał.
- Dostałem skierowanie do jedynego w powiecie kardiologa - emeryt z
podkartuskiego Sianowa jest bliski płaczu. - Do specjalisty mogę przyjść
dopiero w grudniu. Starałem się umówić do Kościerzyny, ale tam są limity!
Część poradni radzi chorym, by... wstrzymali się z zapisami do przyszłego
roku. Tak jest m.in. z wizytą u endokrynologa w Akademii Medycznej w Gdańsku i
poradą okulistyczną i kardiologiczną w Żukowie.
Pomorski NFZ otrzymał właśnie dodatkowo 62 mln zł, które zamierza przeznaczyć
na rozładowanie kolejek. Jest nadzieja, że jesienią otrzymamy jeszcze kolejne
40 mln złotych. Problem w tym, że są to "gorące pieniądze", które należy wydać
do końca roku.
- Na rynku nie ma wolnych lekarzy - mówi dr Jarosław Skłucki, kierujący
przychodnią w Gdyni. - Ci, którzy zostali, pracują w kilku przychodniach i
szpitalach. A doba ma tylko 24 godziny.
Nie trzeba strajków i zbiorowych wypowiedzeń z pracy, by załamał się system
opieki zdrowotnej. Dziś już niewielkie zdziwienie towarzyszy informacji, że
kardiolog przyjmie pacjenta z sercowymi kłopotami za pół roku, rehabilitant
zacznie uruchamiać złamaną nogę za trzy miesiące, a okulistę zobaczymy - jeśli
w ogóle zobaczymy - za cztery miesiące.
- Mam pękniętą kostkę, na pogotowiu powiedziano, że koniecznie muszę
skonsultować to z ortopedą - mówi oburzona mieszkanka Stężycy. - Już drugi
tydzień z nogą w gipsie poszukuję specjalisty. W Kościerzynie zostałam
przyjęta o godz. 19 i doktor powiedział, że nic tu nie pomoże bez dodatkowego
zdjęcia rtg, no ale jest po godzinach. Prywatnie też jest problem, wizyty
można zamawiać na połowę października. Do tego czasu to mi chyba noga odpadnie...
W powiecie kartuskim nie ma poradni onkologicznej ani endokrynologicznej,
finansowanej z Narodowego Funduszu Zdrowia. Pacjenci dojeżdżają do Trójmiasta.
Do pozostałych specjalistów tworzą się kolejki.
- Bo pacjent ma obecnie prawo do kolejki, a nie do świadczenia - mówi lek.
med. Maciej Kloczkowski, kierownik NZOZ Centrum Medyczne Kaszuby. - Kolejki
powstają, bo NFZ narzuca nam wartość kontraktu. To kontrakt determinuje liczbę
przyjmowanych pacjentów, a w każdej naszej poradni limity te są przekraczane.
Według Elżbiety Rucińskiej-Kulesz, wicedyrektor pomorskiego oddziału NFZ
sytuacja powinna poprawić się jeszcze w tym roku. Aż 62 miliony zł z nadwyżki
planu finansowego zostaną przeznaczone na rozładowanie kolejek. Połowa tej
kwoty trafi do lecznictwa pozaszpitalnego, m.in. na leczenie u specjalistów.
Po cichu mówi się, że to nie ostatni finansowy zastrzyk dla Pomorza - łącznie
mamy szansę na ponad 100 milionów złotych.
O dziwo, informacja o dodatkowych pieniądzach nie spotkała się z
entuzjastycznym przyjęciem u wszystkich świadczeniodawców usług medycznych.
- Niektórzy z nich zastanawiali się, czy będą w stanie wydać dodatkową kwotę -
przyznaje Mariusz Szymański, rzecznik NFZ. - Mówiono, że nie jest to kwestia
pieniędzy, ale mocy przerobowych systemu.
Dyrektorzy przychodni i poradni specjalistycznych twierdzą, że dziś o
specjalistę jest bardzo trudno.
- Część wyjechała za granicę, część zniechęcona niskimi stawkami oferowanymi
przez NFZ przeszła do gabinetów prywatnych - mówi dr Jarosław Skłucki z
Przychodni Św. Maksymiliana w Gdyni. - Ci, którzy zostali, nie mogą pracować
trzy razy dłużej.
Według dr. Krzysztofa Wójcikiewicza, przewodniczącego Okręgowej Izby
Lekarskiej na Pomorzu, emigracja lekarzy nie jest jedyną przyczyną kłopotów.
Kolejnymi decyzjami władze "zapracowały" na obecny krach.
- System opieki specjalistycznej jest rozproszony i lekarz, zamiast przyjmować
pacjentów w jednym miejscu, jeździ - tracąc czas - z jednego gabinetu do
drugiego - wylicza dr Wójcikiewicz. - Ponadto Narodowy Fundusz Zdrowia,
stawiając coraz wyższe wymogi specjalistom, ograniczył ich liczbę. Dziś przez
to nie ma prawie np. endokrynologów. Stawki NFZ są zbyt niskie, a sposób
rozliczania świadczeń nie zachęca do przyjmowania nowych pacjentów. Główną
przyczyną jest tendencja przerzucania kosztów - podstawowa opieka zdrowotna
wraz z kosztami "podrzuca" pacjenta specjalistom. Zresztą lekarz rodzinny
zgodnie z ustawą nie ma kompetencji do leczenia części schorzeń. Odchodzenie
lekarzy do gabinetów prywatnych i wyjazdy za granicę to już skutek, a nie
przyczyna obecnego problemu.
Niektórzy twierdzą, że obecny "zawał kolejkowy" to nic wobec problemów, jakie
mogą nas czekać pod koniec roku. Do tej pory bowiem, mimo wcześniejszych
zapowiedzi, nie udało się namówić lekarzy z kilku dużych pomorskich szpitali
do wycofania wypowiedzeń z pracy. Wczorajsze negocjacje przedstawicieli
strajkujących lekarzy z przedstawicielami władz województwa nie przyniosły
rezultatów.
- Nie doszliśmy do porozumienia - mówi dr Jerzy Zadrożny ze Związku Zawodowego
Lekarzy. - Nadal ważne są wypowiedzenia z pracy, od pierwszego października,
kolegów ze Słupska, Wejherowa, Gdańska Zaspy i dwóch gdyńskich szpitali. Także
moje, a ja zatrudniony jestem na etacie w przyszpitalnej poradni
kardiologicznej w Gdyni Redłowie.
Kolejka do kardiologa dr. Zadrożnego sięga do połowy grudnia tego roku.
("Dziennik Bałtycki")
-------------------------------------------------------------------------------------------
Sam się sobie dziwię, że wytrzymuję takie tempo
Rozmowa z dr. Tomaszem Łopaciukiem, ortopedą
- Kiedy pan ostatnio był w domu?
- Niech policzę... Dziś poniedziałek, w pracy jestem już czwartą dobę, kończę
we wtorek po południu. Byłem w Nowym Dworze, potem Malbork, pogotowie w
Starogardzie Gdańskim. Teraz przyjmuję w poradni w Malborku.
- Był czas na sen?
- Był. W podstacji pogotowia w Skórczu spałem łącznie 3,5 godziny. W trzech
ratach.
- Chyba pan trochę przesadził...
- Nie ma chętnych do pracy. Kolega ze Starogardu prosił mnie, bym wziął dyżur
w pogotowiu, bo ma tylko jednego lekarza. W Nowym Dworze jestem odpowiedzialny
za dzienny oddział chirurgiczny, ambulatorium i karetkę wypadkową. Część
lekarzy zrezygnowała z dyżurów w pogotowiu, więc musiałam wsiąść do karetki.
Taka sytuacja trwa już kolejny miesiąc. Od lipca mam po 18, 19 dyżurów w miesiącu.
- To w końcu ile godzin miesięcznie spędza pan w pracy?
- Średnio 460.
- Wypada ponad 15 godzin dziennie z sobotami i niedzielami włącznie! Jako
lekarz wie pan dobrze, że człowiek długo takiego tempa nie wytrzyma...
- Sam się sobie dziwię, ale chyba nie umiem odmawiać. Pacjenci czekają ponad
miesiąc na wizytę u ortopedy. W Nowym Dworze przyjmuję wraz z kolegą z
Elbląga, który raz w tygodniu przyjeżdża na trzy godziny. W Malborku prócz
mnie przyjmują tylko dwaj ortopedzi, dojeżdżający z Gdańska i Elbląga. Na
razie wszystko jakoś się trzyma, bo przez wędrówki takich ludzi jak ja, nie
widać, jak bardzo brakuje lekarzy-specjalistów. Jeśli jednak Polska zostanie
zmuszona do przestrzegania norm unijnych limitujących czas pracy, które nie
pozwalają na więcej, niż 4 dyżury lekarza w miesiącu, dojdzie do prawdziwej
katastrofy.
Ile trzeba czekać
Gdańsk, Gdynia
endokrynolog - limit na ten rok wyczerpany. Zapisy od stycznia 2008 r.
kardiolog - 2 miesiące - pół roku
ortopeda - od jednego do 3 miesięcy
okulista - od jednego miesiąca
Tczew
ortopeda - 7 tygodni
kardiolog - do końca roku limity wyczerpane
endokrynolog - 7 tygodni
okulista - 7 tygodni
Wejherowo
ortopeda - półtora miesiąca
kardiolog - półtora miesiąca
endokrynolog - nie ma
okulista - 4 miesiące
Kwidzyn
ortopeda - ok. 2 tygodnie
k