Dodaj do ulubionych

Jakaś paranoja...

20.01.09, 18:21
Poniedziałek: człowiek nie mógł wstać z łóżka, ból niewiadomego
pochodzenia, plecy...dzwoni do pracy z informacją, ze chory,
doczłapał sie, że tak to nazwę do lekarza rodzinnego, ten przyjmuje
od 14tej, ale po 14tej jest oblezenie i niewiadomo czy pacjent
zostanie przyjęty. Człek o ktorym mowa doczłapał sie do neurologa,
ten bez badań nic nie pomoże, przeciwbólowe zastrzyki i skierowanie
na rtg. wizyta 100 zł, pacjent poszedł szukać placówki, gdzie
wykonają rtg, tam okazalo się, że nie może zrobić tego państwowo, bo
nie jest na kontrakcie, czy umowie z NFZ i koszt wykonania zdjęcia
245 zł, + kolejna wizyta neurologiczna 100 zł razem około 500 zł, ów
człowiek zwątpił, nie miał sił pójść dalej szukać miejsca, gdzie owe
zdjęcie wykonają mu za darmo, zadzwonił do szefa z prośbą o urlop.
Zastanawiam się czy zdrowy wytrzymałby takei wycieczki? gdzie
pieniadze z ubezpieczenia? loosie.
Obserwuj wątek
    • cccykoria Re: Jakaś paranoja... 20.01.09, 18:32
      Zdziwila mnie ta kwota za rtg
      Nawet jakby calego kregoslupa (choc nie wiem czy robia)to
      tyle by nie wyszlo? Cos klamiesz ? Wpuszczasz w maliny?
      CT jednego odcinka kosztuje 350zl z kontastem i po sprawie.

      Niestety tak jest teraz okres grypowy ludzi w przychodni jak
      mrowki.
    • protozoa Re: Jakaś paranoja... 20.01.09, 18:46
      Jest epidemia, duzo ludzi choruje. Czy zatem Twoim zdaniem lekarz miał za darmo
      pozostać po godzinach, żeby przyjąc pacjenta z bólem pleców nieznanego
      pochodzenia? Czy ów pacjent zostałby w pracy i obsłuzył klienta po godzniach i
      za darmo? Odpowiedz sobie uczciwie na to pytanie.
      Neurolog jest lekarzem a nie wróżbitą. Bez badań nie postawi diagnozy, tak samo
      jak mechanik samochodowy bez podłączenia samochodu do komputera nie stwierdzi co
      się popsuło. Neurolog przyjmowaał prywatnie, stawki były wiadome, znane. Czy
      miał zrzec się honorarium czyli znów pracowac za darmo tylko dlatego, że ktos
      jest chory? Nie!!! Sprzedawca w sklepie nie da nikomu za darmo butów, płaszcza
      czy kapelusza.
      Koszt zdjęcia rtg jest wiadomy, znany. Jeśli zbyt wysoki mozna poszukac tańszej
      opcji. Jeśli nie mam forsy na buty z górjen półki szukam tańszych.
      Kolejna wizyta też kosztuje. Niby dlaczego neurolog ma pracować za darmo? Ów
      człek też nie pracuje bez wynagrodzenia.
      Pisałam o konieczności zmian systemowych. Gdyby wprowadzic kilka pakietów
      ubezpieczeniowych i pacjent z bolącymi plecami zapłaciłby stosowna składkę
      zostałby przyjety tego samego dnia i miał rtg w ramach ubezpieczenia. Jesli
      płaciłby najniższą z mozliwych - zblizona do dzisiejszej - to pewnie doczekałby
      sie wizyty za tydzień lub dwa.
    • dr01 Re: Jakaś paranoja... 20.01.09, 19:01

      > wykonają rtg, tam okazalo się, że nie może zrobić tego państwowo, bo
      > nie jest na kontrakcie, czy umowie z NFZ i koszt wykonania zdjęcia
      > 245 zł, + kolejna wizyta neurologiczna 100 zł razem około 500 zł, ów
      > człowiek zwątpił, nie miał sił pójść dalej szukać miejsca, gdzie owe
      > zdjęcie wykonają mu za darmo, zadzwonił do szefa z prośbą o urlop.
      > Zastanawiam się czy zdrowy wytrzymałby takei wycieczki? gdzie
      > pieniadze z ubezpieczenia? loosie.


      to pacjenci chcą mieć darmowy system opieki zdrowotnej więc mają "za darmo"
      wedle życzenia:
      - nie chcą wysokich składek, albo nie chcą płacić w ogóle (KRUS), efekt: niskie
      nakłady na opiekę ambulatoryjną, niskie płace lekarzy - efekt: ze 130 tys
      lekarzy zostało 60 tys, limity procedur, kolejki itp.
      druga sprawa - powszechna "bezpłatność" oraz pewne procedury papierkowe prowadzą
      do tego, że do przychodni zgłaszają się osoby, które wcale nie wymagają
      konsultacji lekarskiej, blokując w ten sposób miejsca dla naprawdę chorych -
      efekt: naprawdę chorzy muszą chodzić prywatnie i płacić a wszystko dlatego, że
      "większość" chce mieć "za darmo"...
    • nela7716 Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 06:39
      Dlatego ów pacjent zamiast na chorobowe poszedł na urlop. Fotka
      kręgoslupa 245 zł + wizyta lekarska 10ciominutowa 100 zł ( jedna, bo
      aby otrzymac diagnozę potrzebne są minimum dwie ). Co do składek, to
      faktycznie może i niskie, ale ja wolałabym aby wszelkie składki
      odciągane z mojej wypłaty tj ponad 700 zł trafialy na moje konto,
      wówczas byłabym zgodna. Dodam,że pracuje w szkolnictwie i nie raz
      zostaję po godzinach pracy za darmo i jakoś nie robię z tego tytułu
      wiekszych problemów, tylko medycyna ma pretensje do wszystkich i o
      wszystko.
      • cccykoria Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 07:33
        Nela z calym szacunkiem ,te 700zl to skladki zdrowotne?

        Trafilas akurat ,na okres grypowy i tu mialas pecha.Jak
        myslisz ,czy rodzinna dalaby Tobie akurat na rtg?, jakbys sie
        dostala .? Nie wiedzialam ,ze rtg tyle kosztuje ,to byl
        calego kregoslupa?

        Moja sister jest tez nauczycielem i wiem ile zarabia- to sa
        grosze ,za kupe lat nauki podyplomowe "3 kierunki"- nauczyciel
        dyplomowany.
      • protozoa Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 08:00
        Nauczyciel po godzinach??? Nie rozśmieszaj mnie, bo mam zaraz odprawę i o 9.00
        operację!!! Nauczyciele, w znakomitej większości, wychodzą ze szkoły równo z
        dzwonkiem! Nauczyciele są chyba najbardziej chorowita profesja pod słońcem. W
        czasie 13 lat edukacji moich synów (zerówka+ 6 lat podstawówki+3 lata gimnazjum
        + 3 lata liceum) nie znalazłam ani jednego okazu nauczycielskiej profesji,który
        co najmniej 2 razy w roku nie zaniemógłby. A synowie chodzili do niezłych szkół,
        a kończa bardzo dobre liceum. Rekordzistka-polonistka dwa(sic!) razy w miesiącu
        bierze zwolnienia lekarskie po 3 dni ( wtorek, środa, czwartek), bo w
        poniedziałki i piatki nie ma lekcji. Na wywiadówki spóźnia się ok kwadransa a
        rozmowa z nia trwa max 3 minuty, bo... nie ma czasu.
        • casio69 Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 10:03
          O rany, protozoo - te zwolnienia to ona bierze sama do koszyka w supermarkecie
          czy jakiś nieuczciwy lekarz jej wypisuje...
          A może jest chora i lekarz uczciwie ją ocenia - jak wtedy wygląda pretensja na
          forum ze strony lekarza, że chory bywa chory...
          Tak bardzo próbujemy się bronić przed krytyką pacjentów, że czasem strzelamy
          sobie w stopę...;))
          • dr01 Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 10:31
            >te zwolnienia to ona bierze sama do koszyka w supermarkecie
            > czy jakiś nieuczciwy lekarz jej wypisuje...

            lekarz może wypisywać je w poczuciu uczciwości, wystarczy tylko gdy pacjent wie
            co ma powiedzieć
          • protozoa Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 15:13
            Lekarz rodzinny przyjmując 50 pacjentów dziennie ( są to Twoje słowa, a sam
            piszesz, że czasem bywa i dwa razy więcej) nawet katar uzna za powód do
            zwolnienia, a jeśli do tego pacjent opowie o całonocnej gorączce, trochę
            pochrząka itd to ma sprawę załatwioną. Lepiej wypisać zwolnienie zdrowemu niż
            odesłac w cholerę chorego. Taka jest prawda. Nauczyciele, niestety, są mistrzami
            w otrzymywaniu zwolnień. Karta Nauczyciela czyni ich bezkarnymi.
            • obs2 Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 15:46
              > Nauczyciele, niestety, są mistrzami w otrzymywaniu zwolnień.

              poza tym, należą im się. Ilość zaawansowanej F48 w tej populacji
              jest straszna. To rozpoznanie upoważnia niejednokrotnie do bardzo
              długiego zwolnienia.
            • casio69 Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 16:30
              Tak, to jakaś paranoja - dialog (call/response):
              c...nauczyciele wyłudzają zwolnienia...
              r...ale to lekarz odpowiada za rozpoznanie symulanta...
              c...ale oni tak udatnie symulują, lepiej się nie narażać...
              r...więc świadomie poświadczamy nieprawdę?...
              c...ale oni naprawdę mają dzikie choroby i kartę nauczyciela...
              r...czyli są chorzy, czy nie?
              c...nieważne, i tak to oni są winni - my jesteśmy ok.
              itd itp.

              Tak ogólnie, abstrahując od Twego postu, odpowiedzialność (nie w sensie karnym
              ale dojrzałości osobistej) za czyny zawodowe to w naszym środowisku czerwona
              płachta na "rasowego" lekarza.
              A fakt ten potwierdza gros lekarskich postów na tym forum.

              Wymigiwanie się od odpowiedzialności za czyny to nasz sport, w którym bijemy na
              głowę nauczycieli z ich umiejętnościami "symulacji".

              Typowy lekarz, to zadanie dla (psycho)terapii krańcowych stadiów nerwic "z
              wypalenia", oj tak.
              • obs2 Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 17:18
                > r...więc świadomie poświadczamy nieprawdę?...

                R53 - i nie poświadczasz nieprawdy.
                A nigdzie nie jest napisane, że R53 nigdy nie jest podstawą do
                zwolnienia.
                Zaremba pisze że są regiony Szwecji (tak, tej niezwykle przepisowej,
                niezwykle zachodniej Szwecji) gdzie połowa w danej okolicy jest na
                zwolnieniu. Nie przez poświadczenie nieprawdy przez lekarza.
                Są "zmęczeni" w stopniu uniemożliwiającym - w ich co prawda ocenie -
                pracę. Szwedzcy, nieskorumpowani i jakże protestancko rzetelni
                lekarze piszą im te wielomiesięczne zwolnienia tysiącami.
                Ja nie mówię że to dobrze.
                Ja tylko mówię że R53 lub F48 w przypadku nauczyciela to niemal
                zawsze prawda. Nasilone R53 lub F48 jest spokojnie wskazaniem do
                zwolnienia. Inna rzecz, czy na pewno na pół roku ;-))))
              • super-reset Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 17:28
                Nerwicę z wypalenia mają lekarze, którzy dużo pracują Z PACJENTEM i
                wkładają wiele emocji w to, co robią. A kto nie ma? Klinicyści ,
                często z syndromem "inteligencji w pierwszym pokoleniu"-im większym
                granatem od pługa oderwany, tym bardziej mu się wydaje,że misję
                dziejową pełni...
                • funiculus Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 20:11
                  o, święte słowa, super. dla funiculusa też jest jasne, że jak ktoś pracuje
                  uczciwie, z radością i lubi to co robi, to cham i burak jakiś od pługa oderwany.
                  funiculus takich wysyła na badania genetyczne bo trzeba być głupem, żeby się tak
                  w pierwszym pokoleniu inteligencją popisywać. a przecież wiadomo, że
                  inteligencja się dziedziczy dopiero w trzecim pokoleniu i to wyłącznie w
                  przypadkach bliźniaczych. to i funiculus poczeka, i następnym razem odpowie
                  dopiero na jakiś błyskotliwy pościk twoich praprawnuków bliźniaków. nawet, jeśli
                  każdy z osobna byłby półinteligentem, to już i tak prawdziwy postęp pokoleniowy
                  będzie.
                  • super-reset Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 23:35
                    Chyba uderzyłam w stół, funiculus...:)
                    Przeczytaj może jeszcze raz moje pierwsze zdanie -i jeśli już
                    próbujesz być ironiczny, nie przekręcaj proszę moich słów.
                    Słowa "inteligencja" użyłam w pojęciu socjologicznym, oznaczającym
                    warstwę społeczną ludzi wykształconych.Może teraz zrozumiesz
                    wydźwięk mojego postu...Jeśli nie spotkałeś w swoim życiu studenckim
                    lub zawodowym żadnego dochtora, politykiera lub przedstawiciela
                    innej tzw."elity" co to "wyżej poszedł", karyjere zrobił i tera kase
                    trzepie, choć w dzieciństwie suchy chleb ze smalcem jadł, to
                    pozazdrościć.Ja znałam i znam takich wielu.
                    • young_doc Re: Jakaś paranoja... 22.01.09, 12:09
                      Suchy cleb - zdarzało się, jadałem. Kasę obecnie moim zdaniem robię. W dochtory
                      - poszedłem. Tylko za cholerę nie potrafię się wstydzic swojego pochodzenia.

                      Wręcz przeciwnie - trudno mi jest zrozumiec jak ktos może byc dumny z tego że
                      został lekarzem w kolejnym pokoleniu, gardzac osobami które by zdobyc dyplom
                      przeszły drogę znacznie dłuższą i w moim (zapewne subiektywnym mniemaniu)
                      trudniejszą, na której odsiew był o wiele większy i starac się trzeba było też
                      nieraz bardziej... Nie rozumiem dlaczego to mają byc gorsi lekarze. Powiem
                      więcej - w moim odczuciu nigdy ktoś kto nie zaznał niedostatku nie zrozumie
                      starego, schorowanego, biednego człowieka. A że nasze zachowania czasem rażą
                      osoby wychowywane w rodzinach z tzw. tradycjami? Cóż, my musimy się zaadaptowac
                      do życia w innym środowisku niż to w którym wyrośliśmy. Nie twierdzę że to łatwy
                      proces, nie zawsze też udany. Ale pogardy ze strony osób które nigdy go
                      posmakowały nie zrozumiem.
                      • super-reset Re: Jakaś paranoja... 22.01.09, 15:40
                        Young, wbrew moim intencjom odebrałeś mój post bardzo osobiście.Jest
                        mi przykro z tego powodu, bo jesteś tutaj jednym z tych, których
                        posty bardzo sobie cenię.Jeśli faktycznie jesteś młody, jak wynika z
                        twego nicka, to Bogu dziękować,bo już masz dużo dystansu i zdrowego
                        rozsądku, a za parę lat może być tylko lepiej.Żeby było jasne-nikomu
                        nie każę się wstydzić sojego pochodzenia, podobnie, jak nie szczycę
                        się własnym (nawiasem mówiąc, inteligenckie-ale skąd wniosek, że
                        jestem lekarskim dzieckiem, bo ja o tym nie pisałam, zatem
                        dośpiewałeś sobie:).Nikogo nie traktuję "z góry" ot tak sobie, ale
                        jeśli jest agresywny , pogardliwy lub chamski-to i owszem.Zauważ
                        jednak, że nigdy nie atakuję pierwsza:)

                        > Wręcz przeciwnie - trudno mi jest zrozumiec jak ktos może byc
                        dumny z tego że
                        > został lekarzem w kolejnym pokoleniu, gardzac osobami które by
                        zdobyc dyplom
                        > przeszły drogę znacznie dłuższą i w moim (zapewne subiektywnym
                        mniemaniu)
                        > trudniejszą, na której odsiew był o wiele większy i starac się
                        trzeba było też
                        > nieraz bardziej... Nie rozumiem dlaczego to mają byc gorsi lekarze.
                        Wyjaśnij, na czym polegają te trudności.Na finansach? Ja akurat
                        żyłam ze stypendium, w wakacje pracowałam, mieszkałam w akademiku,
                        jeździłam tramwajem, a nie autem , jak niejeden kolega.Nie wiem,
                        gdzie ta łatwiejsza droga, jakoś nie dostrzegam.

                        Pierwszy mój post w tym wątku skierowany był do kolegi Casio, który
                        z niewiadomych mi przyczyn uzurpuje sobie prawo do oceniania kolegów
                        lekarzy, ba-pouczania nawet.Ciekawa jestem, jaka szczególna cnota
                        daje mu podstawy do traktowania innych z wyższością?
                        Dla mnie to zwykły brak ogłady.Buractwo.Niestety dziedziczne.Ale
                        powtarzam-dla mnie-i nie bronię nikomu mieć inne zdanie.
                        • young_doc Re: Jakaś paranoja... 22.01.09, 23:18
                          Wybacz, proszę, sformułowania jakie użyłem w poprzednim poście - jeśli zostały
                          (a mogły) za nieco napastliwe, to moja wina, aczkolwiek nie moja intencja.
                          Niestety zawsze miałem kłopoty z łączeniem lapidarności z precyzją wypowiedzi,
                          zwłaszcza gdy dotyczą tematów będących moimi czułymi punktami. Jakieś kompleksy
                          ma każdy, ja jedynie mam nieco większe kłopoty z ukryciem ich. Niestety czasem
                          na forum nie mogę oddac niuansów wypowiedzi zawartych w tonie i intonacji głosu.
                          Staram się nie atakowac nikogo, gdyż nie po to poświęcam czasem trochę czasu na
                          wypowiedź na forum by wdawac się w bezproduktywne pyskówki, lecz by na spokojnie
                          porozmawiac z wartościowymi ludźmi - a do takowych zaliczam wielu, chociaż nie
                          wszystkich użytkowników forum. Aha - i jestem młody, tj. jeszcze trochę mam do
                          trzydziestki, z czego bardzo się cieszę i pragnąłbym takim pozostac ile się da.

                          Łatwiejsza droga? Wybacz może pewien stereotyp finansowy (choc faktem nie bez
                          znaczenia jest nieco lepsze statystyczne ), ale dla ja i moi koledzy dużo
                          bardziej zazdrościliśmy dzieciom lekarzy czegoś zupełnie innego: oni dużo
                          rzadziej mieli wątpliwości czy dadzą radę, czy nadają się do zawodu. Dla ich
                          otoczenia było oczywiste że tak. Sam do liceum miałem 30 km i były w mojej
                          rodzinie spore wątpliwości czy warto mnie tam wysyłac - zarówno ze względu na
                          koszt, jak i wątpliwe korzyści. Wybacz, tak rozumują prości ludzie, a nie każdy
                          zdolny piętnastolatek z mojego środowiska miał tyle szczęścia by dojśc do etapu
                          liceum, o studiach nie wspomniawszy. Potem kwestia utrzymania w odległym
                          mieście... wiesz czemu studiowałem medycynę? Bo gdybym się dostał na inny, mniej
                          prestiżowy kierunek studiów niż prawo, medycyna czy architektura, to pod znakiem
                          zapytania stało czy znalazłyby się środki na moje utrzymanie (aczkolwiek
                          zaznaczam że nie był to jedyny powód wyboru kierunku studiów).

                          Faktem niezaprzeczalnym jest że na studiach bezpłatnych studiuje więcej dzieci z
                          zamożniejszych rodzin. Przyczyn tego faktu jest na pewno wiele - ale dla mnie
                          jest oczywiste że dzieciom z prowincji w obcym, wielkim mieście jest trudniej.
                          Wiele z nich sobie tam nie poradzi, to niewątpliwie prawda. Ale ostrzejsze
                          hartowanie daje w efekcie materiał twardszy choc nie zawsze o oczekiwanej formie.

                          I jeszcze jedno - chodzi mi po prostu o to że buractwo nie jest dziedziczne. Ani
                          kultura osobista. Każdy jest panem samego siebie i jest sam za siebie
                          odpowiedzialny. Środowisko w jakim wyrastał ma znaczny wpływ, ale przeciw niemu
                          zawsze można się zbuntowac. Niektórzy po prostu nie muszą tego robic by zostac
                          lekarzami.
                      • sybi.lla Re: Jakaś paranoja... 22.01.09, 20:37
                        Znam lekarza którego matka była krawcowa a ojciec górnikiem.
                        W rodzinie nie było żadnego lekarza.
                        Facet jest swietnym fachowcem,szanowanym przez kolegów i pacjentów.
                        Znam lekarke która pochodzi z lekarskiej rodziny.
                        Totalne dno,pod każdym wzgledem.
                        Ostatnio miałam nieprzyjemność przebywać na imprezie ,na której znalazła sie
                        pewna Pani doktor(też z lekarskiej rodziny).Wstydziłam sie że jestem
                        kobietą.Jedyny temat jaki mogła zaproponować to stringi.
                        Upiła sie jak świnia,dostawiała sie do każdego faceta i prawie naga tańczyła na
                        stole.Katastrofa!
                        Biorąc pod uwage że przebywała w normalnym towarzystwie,to naprawde masakra.
                        Wiec zgadzam sie z Panem young doc,że pochodzenie chyba nie ma znaczenia.
                        Można pochodzić z rodziny z tradycjami i byc zwykłą wywłoką,chamem,gburem,zerem.
                        Mozna pochodzic z rodziny ,gdzie ojciec i matka są skromnymi prostymi ludzmi i
                        byc zdolnym ,wartościowym i szanowanym człowiekiem.
                        • young_doc Re: Jakaś paranoja... 22.01.09, 23:22
                          A mozna pochodzic z rodziny inteligenckiej i byc kulturalny, a można też
                          pozostac na niezbyt wysokim poziomie rodziców. Tak, to nie ma znaczenia. Chociaż
                          muszę przyznac że osobiście jestem bardzo dumny z tego że moi rodzice byli
                          osobami prostymi, skromnymi i bardzo wartościowymi. Gdyby nie ich wpływ na pewno
                          byłbym jeszcze bardziej zadufany w sobie i jeszcze bardziej pełen fałszywej
                          pychy niż jestem.
                    • funiculus uderz w stół, byle nie czółkiem 22.01.09, 14:17
                      och, funiculus z zasady nie odpowiada na posty z wyższych sfer, ale tym razem
                      zrobi wyjątek, bo przecież nie wypada...taki smaczny, żoliborski, nie-podwórkowy
                      pościk, od razu widać te genetyczne predyspozycje...
                      i co za niespodzianka - wbrew instynktom samozachowawczym, kolejny raz tak mocno
                      się uderzyłaś w stół, że aż Ci się autodiagnoza wypsnęła, tylko smakować.
                      następnym razem spróbuj walnąć inną częścią ciała, bo na razie to sobie zrobiłaś
                      super reset, a funiculusowi - ludyczną uciechę :-)
                      Z czułymi pozdrowieniami.
                      • super-reset Re: uderz w stół, byle nie czółkiem 22.01.09, 15:43
                        Wiesz funiculus, kogo mi przypominasz? Leppera.On też mówi o sobie w
                        trzeciej osobie:)
                        • slav_ Re: uderz w stół, byle nie czółkiem 22.01.09, 15:49
                          poza tym uderzającym podobieństwem można też jednak zauważyć parę drobnych
                          różnic między tymi dwoma postaciami :-)
                          • super-reset Re: uderz w stół, byle nie czółkiem 22.01.09, 16:02
                            Na pewno nie ma tak świetnie skrojonych garniturów, jak Andrzej, bo
                            nawet kolejni prezydenci nie mają:)
                        • funiculus być idolem... 22.01.09, 16:00
                          tiaaa - jakie czółko, takie skojarzenia, szkoda tylko tego stołu...i leżących na
                          nim pacjentów.
                          ale funiculus na szczęście ma możliwość omijania okolic Twoich praktyk i nie
                          grozi mu medyczny super-reset.
                          tymczasem jeszcze raz serdeczne czułości i życzenia przyjemnego Ci_pobytu w
                          Twoim własnym maglu :-) zasyła funiculus.
                          • super-reset Re: być idolem... 22.01.09, 16:06
                            Za życzenia dziękuję, od czułości mam męża:)
              • funiculus Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 20:17
                i znowu słowa święte! funiculus się na starość ucieszył, że to nie kostucha go
                trawi ale wypala się po prostu, jak świeczka.
                każdy to widzi, nawet pewien dobry człowiek, co na funiculusa podwórku zobaczył
                jasno syndrom wypalenia i drzewa do kominka zaproponował uzupełnienie składu.
                a pacjenci - nic funiculusowi nie proponują, nawet małego kasjo w kopertce, ani
                69 układu też nie.
                i jak się tu nie szarpnąć na terapię grupową - chociaż, na forum wychodzi taniej :-)
                • borderlineonline funiculus 21.01.09, 22:28
                  masz rozdwojenie jaźni?
                  to,że wiele osób ma tutaj swe alter ego- wydaje się normą,
                  ale ,żeby samemu do siebie gadać?
        • vlad nauczycielka to rozpoznanie, nie zawód. 21.01.09, 17:28
          faceci-nauczyciele sa z reguły normalniejsi
          • super-reset Re: nauczycielka to rozpoznanie, nie zawód. 21.01.09, 17:31
            A to prawda, choć znam ze dwa-trzy ciężkie wyjątki od reguły:)
      • obs2 Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 15:42
        > Dodam,że pracuje w szkolnictwie i nie raz
        > zostaję po godzinach pracy za darmo i jakoś nie robię z tego
        > tytułu wiekszych problemów

        twoja fanaberia, twoje hobby, twój wybór.

        > tylko medycyna ma pretensje do wszystkich i o wszystko.

        bo my za judymów nie zamierzamy robić. Lubisz zostawać po godzinach?
        To zostawaj. Od nas lekarzy tego proszę nie wymagać.
        Zresztą dobrze znamy te nauczycielskie "po godzinach". Mówię
        ogólnie, czuję ze ty to faktycznie judym, ale fortunki lepsze od
        lekarskich na korkach wyrastają od dziesięcioleci! Po godzinach,
        hehehehe.

        • cccykoria Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 17:09
          z tymi komentami.Nie wiedzialam ,ze tak nie lubicie
          nauczycieli ,a przeciez ucza Wasze dzieci ,a dzieci sa
          rozne. Z tymi nerwicami itp to prawda i nie dziwie sie ,ze
          tak jest.W zyciu nie chcialabym byc nauczycielem...
    • gamdan Re: Jakaś paranoja... 21.01.09, 23:05
      nela7716 napisała:

      > Poniedziałek:

      Taa. Znamy. Też jesteśmy człowiekami. Nikt nie lubi poniedziałku.

      > człowiek nie mógł wstać z łóżka, ból niewiadomego
      > pochodzenia, plecy...

      Też tak czasem mamy. Wstać z łóżka nie można. Wszystko boli.
      Ale żeby od razu "niewiadomego pochodzenia". Przesada. Dość długo żyjemy na świecie i wystarczająco długo jesteśmy lekarzami, aby wiedzieć, że pochodzenie bólu jest wiadome.
      Głowa boli bo zatruł nas aldehyd mrówkowy.
      Mięśnie bolą bo zatruł nas aldehyd mrówkowy albo/i kwas mlekowy.
      Człapiemy ledwo bo jesteśmy zatruci, niewyspani, lekkomyślni, bo nie dbamy o swoje zdrowie.

      Nie ma tak, że kładziemy się spać zdrowi, a budzimy chorzy. Mówimy tu o zdrowym, fizjologicznym i odpowiednio długim wypoczynku nocnym.
      Zwiastuny choroby pojawiają się już poprzedniego dnia lub przez kilka poprzedzających dni. Nie dokuczają zbytnio, więc je lekceważymy.
      Ból pleców wystąpił, bo nie uprawiamy fizkultury regularnie, bo ostatnio przytyliśmy, bo szaleliśmy na parkiecie pół nocy, bo dźwigaliśmy pudła z kafelkami bez opamiętania, bo pchaliśmy auto wuja i coś chrupnęło w krzyżu, bo całą sobotę bez odpoczynku robiliśmy wielkie porządki w domu, bo pół nocy przespaliśmy na werandzie, a noc była chłodna... bo...(mogę jeszcze długo).

      Reszta już została opisana przez innych.

      > Zastanawiam się czy zdrowy wytrzymałby takei wycieczki?

      Zdrowy na umyśle nie musi robić takich wycieczek.
      Mądry potrafi zadbać o swoje zdrowie.
      Mądry wie, że można liczyć tylko na siebie.
      • cccykoria Re: No ladnie 22.01.09, 10:41
        wszystkich nauczycieli do jednego wora ,to samo co pacjenci -
        wszystkich lekarzy do jednego wora.
        Malo tego ,wrecz odwaznie (a nie powinno tak byc) te
        symbole choroby. Od zmeczenia do nerwicy itp dla niektorych
        krotka droga (nawet niektorzy twierdza ,ze to samo) ,aby
        znalesc sie na oddziale psychosomatycznym itp

        Czy komus przyszlo do glowy ,dlaczego tak sie dzieje?

        Nauczyciel ,powinien poszczegac klase jako calosc ,jak
        rowniez jako poszczegolne jednostki.Prawda?
        Sa w niej dzieci o roznych charakterach itp
        Wystarczy ,ze w klasie znajdzie sie kilka osob np
        nadpobudliwych i lekcja z glowy i na tym cierpia inne
        dzieci itd
        A co Pani mi zrobi? mowi uczen -ja mam zaswiadczenie od
        dr itd -to jakby wolal -ze wszystko mi wolno.

        Kazda lekcja z takimi osobami to juz stres ,a co dzisiaj
        bedzie ,czy znow cos nie zrobi ,nie uderzy innego dziecka
        itp
        A kto za to odpowiada ? nauczyciel

        To jedna strona medalu

        Druga ,sa nauczyciele ,ktorym wszystko wolno -spotkalam
        takich i nie ma na nich bata
        Pojdziesz poskarzyc do kuratorium itp ,to oczywiscie
        zaplacisz za to ,nie Ty ,ale rowniez dziecko.

        Moglabym tak pisac bez konca i tak wedlug wszystkich
        jestem tepa -niech Wam bedzie........





Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka