casio69
06.05.09, 12:51
Co chwila jakiś wątek wybucha tematem "co się komu należy" - Skierowania,badania,leki,których żądają (oczywiście bezzasadnie) pacjenci, spotykają się ze zdrową, solidarną odmową, uzasadnioną w prostych, żołnierskich słowach: nfz nie płaci, nie ma pieniędzy.
Tymczasem EBM (Evidence Based Management - tak,tak, zarządzanie to też element SZ) wyjaśnia, dlaczego pacjenci mają uzasadnione poczucie, że płacą za więcej, niż im się udostępnia.
Może ktoś wie, co dzieje się z tymi pieniędzmi?
"...Co roku Polacy wydają na leczenie 18 mld zł prywatnych środków. Stanowi to ponad 30 proc. wszystkich pieniędzy, jakimi dysponuje system ochrony zdrowia.
- Uważam, że kwota ta jest zaniżona, bo nie jesteśmy w stanie dokładnie oszacować szarej strefy w publicznym systemie ochrony zdrowia - mówi profesor Jacek Ruszkowski z Centrum Zdrowia Publicznego Wyższej Szkoły Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Koźmińskiego w Warszawie.
Ale nawet te oficjalne dane powodują, że Polska należy do tych krajów UE, w których najwięcej dopłaca się do świadczeń zdrowotnych. Grupą społeczną, która przeznacza najwięcej własnych środków na leczenie, są emeryci i renciści. Najmniej dopłacają osoby utrzymujące się z źródeł niezarobkowych (19 zł miesięcznie na jedną osobę w gospodarstwie domowym) (...)
Najwięcej prywatnych pieniędzy wydawanych na ochronę zdrowia przeznacza się na zakup leków. W przypadku osób pracujących na własny rachunek jest to 47 proc. łącznych wydatków na zdrowie, a w gospodarstwach emerytów aż 75 proc.
Jak podkreślają eksperci, wysoki poziom dopłat do leków to efekt relatywnie niskiego udziału środków publicznych w wydatkach na farmaceutyki ogółem. W Polsce udział ten wynosi około 38 proc., w Czechach 76 proc., a na Słowacji 74 proc.
Polacy dopłacają do niektórych preparatów medycznych nawet 70 proc.
- Według Światowej Organizacji Zdrowia, jeśli współpłacenie przekracza 35 proc., to już jest to istotna bariera w dostępie do leków - zauważa profesor Jacek Ruszkowski..."
Moim zdaniem, dane o udziale leków w wydatkach prywatnych na SZ są o tyle nietrafne, że przepływ gotówki za leki jest w pełni monitorowany fiskalnie, w przeciwieństwie do takiego przepływu w dziedzinie usług. W tym zakresie w rzeczywistości jest co najmniej podobnie i mówią o tym inne badania społeczne.
Tzn., że na każdą złotówkę płatną przez nfz przypadają 2-3 złotówki płatne z kieszeni pacjenta bezpośrednio.
A może jest zupełnie inaczej...? Np. to nfz i Państwo Ludowe dopłaca do bezczelnie naciągających SZ pacjentów?
Byłbym ciekaw rzeczowych argumentów za lub przeciw.
g.infor.pl/p/_wspolne/pliki/39000/i02_2008_221_000_008a_001_39430.jpg