Dodaj do ulubionych

mity i nieporozumienia

12.06.09, 18:56
Na temat opieki zdrowotnej pokutuja w tzw spoleczenstwie mity. To powoduje
nieporozumienia miedzy np. pacjentami i lekarzami. Oto krotka lista co
istotniejszych i bardzo falszywych mitow:

1. Byc lekarzem to powolanie.
2. Opieka zdrowotna jest prawem kazdego czlowieka/obywatela.
3. Zycie ludzkie jest bezcenne. Dlatego jest obowiazkiem kazdego zawsze czynic
wszystko, co w jego mocy, by czlowieka przy zyciu utrzymac.
4. Ustawowo gwarantowane prawa pacjenta przynosza korzysc nie tylko
pacjentowi, ale i calemu spoleczenstwu.
5. Lekarz zajmuje sie swiadczeniem uslug dla ludnosci. Jako pacjent przychodze
po usluge, place i wymagam, a jesli z jakiegos powodu nie jestem zadowolony,
domagam sie zadoscuczynienia.
6.Autonomia pacjenta jest absolutna i nienaruszalna. Jesli pacjent nie jest w
stanie sam decydowac o swoim losie, w jego wszystkie prawa wchodzi rodzina.
7. Pacjent ma prawo zadac od lekarza wykonania takiego zabiegu, jaki uwaza za
stosowny.
8. Prawa pacjenta, w odroznieniu od innych praw, bynajmniej nie implikuja
obowiazkow pacjenta.

Na pewno sa jeszcze i inne.
Obserwuj wątek
    • casio69 Re: mity i nieporozumienia 12.06.09, 19:10
      Bardzo ciekawy punkt widzenia.
      Zechciałbyś wyjaśnić, co skłania Cię do zakwalifikowania tych spostrzeżeń jako
      a/ mitów
      b/nieporozumień

      Np.:
      > 2. Opieka zdrowotna jest prawem kazdego czlowieka/obywatela.
      Co jest tu mitem a co nieporozumieniem?
      > 5. Lekarz zajmuje sie swiadczeniem uslug dla ludnosci.
      Jw. Czym innym zajmuje się lekarz?
      > 8. Prawa pacjenta, w odroznieniu od innych praw, bynajmniej nie implikuja
      > obowiazkow pacjenta.
      Skąd pomysł, że prawa implikują obowiązki? Czy nie wiesz o istnieniu praw
      nabytych, i/lub wynikających z umowy prawnej?

      Pozdrawiam.
      • do.ki Re: mity i nieporozumienia 12.06.09, 19:17
        Przedstawilem mity, a nieporozumienia wynikaja z tego, ze jedna strona wie, ze
        to mit, a druga nie.

        > > 2. Opieka zdrowotna jest prawem kazdego czlowieka/obywatela.
        > Co jest tu mitem a co nieporozumieniem?

        Opieka zdrowotna bynajmniej nie jest prawem. Jest dobrem, ktore trzeba sobie
        kupic (albo kazac komu kupic je nam).

        > Skąd pomysł, że prawa implikują obowiązki?

        Tak jakos zwykle sie sklada...

        > > 5. Lekarz zajmuje sie swiadczeniem uslug dla ludnosci.
        > Jw. Czym innym zajmuje się lekarz?

        Gdybys nie wyjal zdania z kontekstu, moze bys zrozumial. Ale sprobuje z innej
        strony: pacjent to nie klient. Ja nie swiadcze uslug dla ludnosci, ale zajmuje
        sie praktykowaniem medycyny. Praktyka medycyny nie daje sie sprowadzic tylko do
        zadowalania klientow. Mowiac jeszcze inaczej: pacjent od lekarza powinien dostac
        to, czego potrzebuje, niekoniecznie to, czego chce.

        Czy nie wiesz o istnieniu praw
        > nabytych, i/lub wynikających z umowy prawnej?

        Ano wlasnie. Umowa prawna z definicji ma co najmniej dwie strony. Prawo jednej
        strony jest obowiazkiem drugiej i vice versa.
        • obs2 Re: mity i nieporozumienia 12.06.09, 19:28
          > Ja nie swiadcze uslug dla ludnosci, ale zajmuje sie praktykowaniem medycyny.

          O, to to właśnie!

          Z drugiej strony, z wypowiedzią:

          > pacjent to nie klient.

          z kolei ja się nie zgadzam. Pacjent jest klientem. Jak widać, w tej sprawie me
          poglądy sytuują się pomiędzy do.ki a casio.
          Lekarz to człowiek, który nie zajmuje się świadczeniem usług, ale jest
          usługodawcą. Zajmuje się leczeniem (próbami leczenia) pacjenta, ale pacjent jest
          klientem.
          Paradoks pracy lekarza w obecnych realiach polega na tym, że lekarz próbując
          pełnić rolę na zasadach wyznaczonych wiekami tradycji (nieco paternalistyczny
          stosunek, oczekiwanie sporego szacunku a priori, przekonanie, że to lekarz wie
          co dla pacjenta jest lepsze) ma do czynienia z rynkowo nastawionym klientem,
          który ze skóry wyłazi by wyjść z roli pacjenta- nie wie, że czasem robi sobie
          tym krzywdę (to jest to co napisał do.ki: lekarz ma pacjentowi dać to co jest
          dla niego lepsze, a nie to czego CHCE pacjent).

          • young_doc Re: mity i nieporozumienia 12.06.09, 23:11
            Jeśli można uściślic - lekarz udzielający świadczeń zdrowotnych finansowanych z
            NFZ jest wedle prawa nie tyle usługodawcą, co funkcjonariuszem publicznym
            dzielącym środki społeczeństwa. To dośc istotnie modyfikuje jego misję - ma on
            nie zaspokajac klientów, ale czasem wręcz przeciwnie.
            • aelithe Re: mity i nieporozumienia 12.06.09, 23:23
              young
              wybacz; ale w trakcie pracy należałoby nas zakwalifikować jako osobę pełniącą
              obowiązki publiczne. Czyli każde zniesławienie w trakcie pracy powinno być
              karane z dochodzenia publicznego.
              Natomiast co do interesu publicznego. Wykonując pracę lekarza masz przede
              wszystkim kierować się dobrem chorego. Co nie znaczy, że on musi być z tego
              zadowolony. :)
              • young_doc Re: mity i nieporozumienia 12.06.09, 23:46
                > wybacz; ale w trakcie pracy należałoby nas zakwalifikować jako osobę pełniącą
                > obowiązki publiczne. Czyli każde zniesławienie w trakcie pracy powinno być
                > karane z dochodzenia publicznego.
                Zasadniczo masz rację - tyle tylko że teoria z praktyką nieco się rozmija. Ja
                musiałbym chyba z sądu nie wychodzic gdybym składał doniesienie na każdego
                grożącego mi pobiciem pacjenta...

                > Natomiast co do interesu publicznego. Wykonując pracę lekarza masz przede
                > wszystkim kierować się dobrem chorego. Co nie znaczy, że on musi być z tego
                > zadowolony. :)
                Mam kierowac się dobrem chorych, nie chorego - różnice pojawiają tu się np. w
                przypadku szczepień, izolacji podejrzanych o zakażenie choróbą zakaźną,
                kwalifikacją do niektórych terapii czy w moim konkrentnym przypadku - do
                przyjęcia do OIT, itd.

                Oczywiście granice między dobrem jednostki a ogółu są płynne, często dyskusyjne
                i czasem dwuznaczne etycznie - ale przyjęcie że mam myślec tylko o dobru
                jednostki jest moim zdaniem uproszczeniem równie błędnym jak nakaz popupularny
                w niektórych krajach zwłaszcza XX wieku kierowania się przede wszystkim dobrem
                społeczeństwa. Trzeba tu w bólach szukac złotego środka.

                Pozdrawiam.
                • aelithe Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 11:53
                  young_doc napisał:


                  > Zasadniczo masz rację - tyle tylko że teoria z praktyką nieco się rozmija. Ja
                  > musiałbym chyba z sądu nie wychodzić gdybym składał doniesienie na każdego
                  > grożącego mi pobiciem pacjenta...
                  Rozmawiałem w tej sprawie z urzędnikiem w kancelarii RPO. Zgodnie z prawem w
                  chwili badania jesteśmy osobami pełniącymi obowiązki publiczne; ale takiego
                  prawa nie chcą nam przyznać prokuratorzy i sądy.Dopóki nie zostaniemy pobici,
                  nie mamy żadnej ochrony. Sprawy sądowe powinni załatwiać prawnicy, a nie my. Czy
                  uważasz, że gdyby pacjent lądował jak w innych krajach na policji, czy w
                  prokuraturze, to byli by tak chętni do bluzgów.
                  >

                  > Mam kierowac się dobrem chorych, nie chorego - różnice pojawiają tu się np. w
                  > przypadku szczepień, izolacji podejrzanych o zakażenie choróbą zakaźną,
                  > kwalifikacją do niektórych terapii czy w moim konkrentnym przypadku - do
                  > przyjęcia do OIT, itd.
                  >
                  > Oczywiście granice między dobrem jednostki a ogółu są płynne, często dyskusyjne
                  > i czasem dwuznaczne etycznie - ale przyjęcie że mam myślec tylko o dobru
                  > jednostki jest moim zdaniem uproszczeniem równie błędnym jak nakaz popupularny
                  > w niektórych krajach zwłaszcza XX wieku kierowania się przede wszystkim dobrem
                  > społeczeństwa. Trzeba tu w bólach szukac złotego środka.
                  >
                  > Pozdrawiam.
                  Mi bardziej odpowiada anglosaska koncepcja solidnego wykonania pracy, niż polska
                  dobra chorego. My mamy solidnie wykonać swoją pracę, a nie decydować o chorym.
                  To jest jego wybór, my tylko dajemy mu szansę. Nie możemy decydować co on z tym
                  zrobi. Co do dobra wspólnego zgoda. Tylko w Polsce matce, która odmawia
                  obowiązkowych szczepień można tylko pokiwać palcem. W UK najpierw idzie kara
                  kilku tysięcy libra, potem odbiera się prawa rodzicielskie, jeśli nie wywiąże
                  się z obowiązku.
                  • young_doc Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 19:08
                    W Polsce obawiam się że autorami większości skarg na pacjentów byliby lekarze
                    sami wymagający pomocy, a może i odsunięcia od kontaktów z chorymi. Taka grupa
                    niestety wytworzyła się wskutek pewnych warunków organizacyjnych naszego
                    systemu. Najgorsze że pacjenci istnieniem takich osób usprawiedliwiają każdy
                    atak na dowolnego lekarza. W ich opinii jako grupy społecznej i tak się nam
                    należy... I to jest chyba największa przeszkoda w wytworzeniu normalnych
                    kontaktów lekarz pacjent: ten przemożny nastrój wzajemnej wrogości.

                    Wybór pacjenta w większości przypadków ogranicza jego poziom umysłowy.
                    Przeciętnemu człowiekowi jestem w stanie tak nakreślic opcje terapeutyczne że
                    sam zadecyduje tak jak według mnie jest najlepiej. Faktem natomiast jest że i mi
                    osobiscie, i wielu moim kolegom trudno nieraz jest zaakceptowac odmowę przez
                    pacjenta zgody na proponowany zabieg, nie mówiąc o jakże częstym domaganiu się
                    procedur nieproponowanych z żądaniem wytłumaczenia się czemu nie!

                    I bardzo, bardzo się cieszę z tego co napisałeś o etyce pracy. Mi też marzy się
                    by pracę lekarza oceniano według jego profesjonalizmu a nie przez pryzmat wizji
                    doktora zbawiciela świata. Ale czasami mam wrażenie że jestem w tym poglądzie
                    odosobnionym dziwakiem. Rzeczywiście, na co dzień widzę że bardziej doceniane są
                    wzniosłe deklaracje niż ciężka robota... ale i tak dla poklasku społecznego
                    błazna robic z siebie nie będę.
            • casio69 Jak powstają mity i nieporozumienia 12.06.09, 23:32
              "lekarz udzielający świadczeń zdrowotnych finansowanych z
              > NFZ jest wedle prawa nie tyle usługodawcą, co funkcjonariuszem publicznym"

              USTAWA z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty
              Rozdział 5
              Zasady wykonywania zawodu lekarza

              Art. 44. Lekarzowi, który wykonuje czynności w ramach świadczeń pomocy doraźnej lub w przypadku, o którym mowa w art. 30, przysługuje ochrona prawna należna funkcjonariuszowi publicznemu.

              Art. 30. Lekarz ma obowiązek udzielać pomocy lekarskiej w każdym przypadku, gdy zwłoka w jej udzieleniu mogłaby spowodować niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz w innych przypadkach niecierpiących zwłoki.

              Młodości, ty nad poziomy (mitów) wylatuj...
              Chcesz być funkcjonariuszem - nie odmawiaj pomocy doraźnej.
              • young_doc Re: Jak powstają mity i nieporozumienia 12.06.09, 23:38
                Casio, generalnie rozmowa z Tobą wydaje mi się bezsensowna, ale ostatni raz
                poproszę - zapoznaj się z orzecznictwem w sprawie obowiązków, a nie przywilejów
                funkcjonariuszaa publicznego. Istnieją orzeczenia SN (nie chce mi się w tej
                chwili szukac sygnatur) jasno mówiące że każda osoba, w tym i lekarz dzieląca
                środki publiczne jest funkcjonariuszem publicznym. Zeby było śmiesznej wykładnia
                ta została stworzona by określic co jest korupcją - ale może byc też mieczem
                obosiecznym. Prawo jest trochę bardziej skomplikowane. Poproś Andnowa, może on b
                ędzie miał to siłe dalej tłumacztyc. Ja już do ciebie nie mam. EOT.
                • casio69 Re: Jak powstają mity i nieporozumienia 13.06.09, 18:16
                  "To dośc istotnie modyfikuje jego misję - ma on
                  nie zaspokajac klientów, ale czasem wręcz przeciwnie"

                  W żadnym wypadku interpretacja żadnego obowiązującego prawa nie prowadzi do
                  takich wniosków.

                  Ja z Tobą nie dyskutuję, tylko udzielam Ci informacji o prawie, jakie Ciebie
                  (jako doca) obowiązuje.

                  Jeśli zechcesz sprawdzić, w jaki sposób jakiekolwiek orzeczenie SN w kwestii
                  korupcji pozwoli Ci na "niezaspokajanie klientów a nawet przeciwnie" ,
                  potrzebujesz dobrego prawnika już teraz i sporo kanapek z jajkiem.
                  Serdecznie dziękuję za ukierunkowanie mojej wieloletniej praktyki związanej z
                  orzecznictwem lekarskim, poprzez odkrycie dla mnie tak istotnego elementu jakim
                  jest SN.
                  I pokornie proszę o dalsze lekcje interpretacji i wykładni prawa medycznego,
                  zapewne i young i doc mają w tym względzie świeżość spojrzenia i doświadczeń,
                  które nada sens życiu zawodowemu takich kaziów, jak niżej podpisany.
                  • young_doc Re: Jak powstają mity i nieporozumienia 13.06.09, 20:59
                    No dobrze. Łamię swoje własne słowo ale porwę się na szczyt bezczelności i
                    poprawię starszego kolegę tylko dlatego że nie ma on racji miast paśc na kolana
                    przed każdym wypowiedzianym przez niego błędnym stwierdzeniem. No normalnie
                    rzecz nie do pomyślenia!

                    Napisałeś dwa posty wyżej:
                    (...)
                    Art. 44. Lekarzowi, który wykonuje czynności w ramach świadczeń pomocy doraźnej
                    lub w przypadku, o którym mowa w art. 30, przysługuje ochrona prawna należna
                    funkcjonariuszowi publicznemu.
                    (...)
                    Młodości, ty nad poziomy (mitów) wylatuj...
                    Chcesz być funkcjonariuszem - nie odmawiaj pomocy doraźnej. (...)

                    Wyjaśniam - nie trzeba pracowac w pomocy doraźnej by byc osobą pełniąca funkcje
                    publiczne. Cytat znaleziony w dwie minuty:

                    (...)
                    Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego (uchwała z dnia 20.06.2001 roku, sygn.
                    akt I KZP 5/2001) pełnienie funkcji publicznej nie musi ograniczać się do
                    działalności administracyjnej, ale może przybrać postać także wykonywania
                    czynności, o ile wynikają one z przepisów prawa i wykorzystują w tym zakresie
                    środki publiczne. Za takie SN uznał czynności lekarskie, wykonywane w ramach
                    świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych osobom ubezpieczonym
                    oraz innym uprawnionym.
                    Decydujące znaczenie dla uznania udzielania świadczeń zdrowotnych za mieszczące
                    się w pojęciu pełnienia funkcji publicznej ma to, czy są one wykonywane w ramach
                    przysługujących osobie uprawnionej (pacjentowi) świadczeń zdrowotnych
                    finansowanych ze środków publicznych czy też z własnych pieniędzy pacjenta.
                    Jak zostało to odnotowane w `Pulsie Medycyny` nr 13 z dnia 18.07.2001 roku,
                    konsekwencją uznania lekarza za pełniącego funkcję publiczną przy świadczeniach
                    udzielanych w ramach umowy z Funduszem Zdrowia jest objęcie lekarza
                    odpowiedzialnością karną za łapownictwo (art. 228 k. k.), a pacjenta -
                    odpowiedzialnością za przekupstwo (art. 229 k. k.).

                    Marcin Wawrzynek
                    Prawnik w Kancelarii Radców Prawnych A. Trefon, K. Niczpan s. c.
                    (...)

                    Jeśli na życzenie rodziny pacjenta zaspokoję ich potrzebę przyjmując poza
                    kolejnością chorą w poradni i zlecę jej np. jakiekolwiek badanie czy lek
                    refundowany z NFZ popełniam przestępstwo z w/w artykułu k. k. Ścigane z urzędu,
                    nadmienię. Pomimo że jej de facto pomogłem. Nie korzystam wówczas jednak z
                    ochrony prawnej przynależnej funkcjonariuszom publicznym w razie wystosowania
                    pod moim adresem np. gróźb.

                    Jeśli silisz się na ironię w stosunku do młodszych kolegów polecałbym
                    zapoznawanie się z tematami na które się wypowiadasz. W przeciwnym razie
                    szczycenie się pracą w orzecznictwie medycznym przy jednoczesnych elementarnych
                    brakach w znajomości prawa medycznego może niekoniecznie wzbudzic mój podziw. to
                    tak a propos mitów i nieporozumień.

                    P. S. Za kanapki z jajkiem nie przepadam.
                    • casio69 Re: Jak powstają mity i nieporozumienia 15.06.09, 08:04
                      Nie warto łamać własnego słowa - dobrze, że jeszcze się tego nie nauczyłeś, ale
                      w tym systemie to tylko kwestia czasu.

                      Znam oczywiście te orzeczenia. Odnoszą się do kwestii "łapownictwa" a nie do
                      ochrony prawnej lekarza, jako funkcjonariusza, o czym Ty pisałeś w pierwszym
                      poście, na który odpowiedziałem.
                      Ponadto, w tejże kwestii są też inne wyroki i orzeczenia, przyjmujące inna
                      interpretację.
                      W naszym systemie prawnym orzeczenia SN nie są wiążące dla innych instancji w
                      innych sprawach. Toteż nie ma żadnej gwarancji, że cytowane orzeczenie stanie
                      się podstawą prawną wyroku w innej sprawie.
                      Wniosek jest taki, że nie warto liczyć na jednoznaczną ochronę prawną lekarza
                      jako funkcjonariusza, a jest duże prawdopodobieństwo, że można liczyć na
                      sankcje wobec niego, jako potencjalnego łapownika, poprzez przypisanie mu roli
                      tegoż funkcjonariusza pod pretekstem dzielenia środków publicznych.
                      Co ciekawe, w tej interpretacji, państwo przyznaje, że nfz nie jest niezależną
                      jednostką ubezpieczeniową lecz państwową agendą dzielącą fundusze publiczne. Co
                      dowodzi trwającego monopolu państwa właśnie na odpowiedzialność za publiczną SZ,
                      czemu kolejne rządy zaprzeczają, powołując się na rzekomo dokonany rozdział nfz
                      od państwa i fałszywe w istocie reformy.

                      W dyskusji nie chodzi o wiek czy doświadczenie lecz o jej formę i poziom
                      argumentacji, nawet, a może zwłaszcza, gdy mamy inne poglądy.
                      Więc przepraszam za uszczypliwości, skoro podjąłeś rzeczową dyskusję kładąc na
                      ołtarzu prawdy własne słowo.
                    • casio69 PS 15.06.09, 08:07
                      To dośc istotnie modyfikuje jego misję - ma on
                      nie zaspokajac klientów, ale czasem wręcz przeciwnie.


                      To jest kwestia, w której nadal mamy inny pogląd.
                      Cała dyskusja o lekarzu jako funkcjonariuszu - lub nie, nie zmienia faktu, że
                      żadne prawo i orzecznictwo NIE nakazuje misji, będącej niezaspokajaniem 'klientów'.
                      • young_doc Re: PS 15.06.09, 20:59
                        Przede wszystkim chciałbym bardzo przeprosic za użyte przeze mnie w poprzedniej
                        wypowiedzi zwroty. Są one w stosunku do starszego kolegi absolutnie nie na
                        miejscu i nic nie usprawiedliwia mojego braku kultury. Przyjmij proszę pokorną i
                        szczerą prośbę o wybaczenie niewyparzonego języka młodego lekarza.

                        Masz absolutną rację pisząc o niejasności statusu lekarza. Chociaż z całą
                        pewnością w pewnych okolicznościach jest traktowany on jako pełnoprawny
                        funkcjonariusz państwowy, orzecznictwo i wykładnia są bardzo niejasne co do
                        granic jego uprawnień i obowiązków w tym zakresie. Słusznie przywołujesz
                        orzeczenia SN wskazujące na możliwośc odmiennej interpretacji prawa. Popełniłem
                        również błąd cytując w kontekście przywołanego przykładu art. 228 - niedokładnie
                        przejrzałem cytowany fragment. Odpowiedniejszy byłby art. 231, 271 lub 296.
                        Zdaję sobie sprawę że dyskusyjne może byc pociągnięcie do odpowiedzialności
                        lekarza na w/w podstawie, ale jak sam bardzo prawdziwie piszesz - wyciąganie
                        sankcji przeciwko lekarzom na podstawie dośc ekwilibrystycznych sztuczek
                        prawnych jest ostatnio w modzie wśród organów ścigania. Za całe
                        usprawiedliwienie sensu mojego wywodu przytoczę jego cel - przywołanie jednej z
                        najbardziej rozpowszechnionych interpretacji prawa jako przykładu że jednak w
                        pewnych okolicznościach lekarz pomagający konkretnemu pacjentowi przez
                        obchodzenie systemu może zostac pociągnięty do odpowiedzialności, i to nie tylko
                        teoretycznie.

                        To w czym najbardziej się różnimy (niezależnie od prawnych uwarunkowań
                        rzeczywistości w jakiej pracujemy) to nasze postrzeganie misji lekarza. Ty, o
                        ile dobrze odczytałem Twoje inne posty na tym forum, uważasz że mamy etyczny
                        obowiązek zadbac z uzyciem wszystkich możliwych środków o dobro konkretnego
                        leczonego przez nas pacjanta.
                        Ja zaś za swój imperatyw przyjmuję zasadę równego i sprawiedliwego traktowania
                        wszystkich pacjentów którzy wpłacają składki do wspólnej kasy pod tytułem NFZ i
                        powinni w moim mniemaniu miec równy i jasno określony dostęp do finansowanych z
                        niej usług. Stąd moja niechec do wszystkich przypadków "specjalnego" traktowania
                        kogokolwiek na podstawie kryteriów innych niż scricte medyczne (pilnośc,
                        rokowanie, etc.). Po prostu uważam że kolejki są dla wszystkich. Nie dlatego że
                        tak nakazuje mi prawo, ale mój rozum i przyzwoitośc.

                        Jest mi natomiast bardzo miło zgodzic się w pełni z Twoją opinią nt. NFZ jako
                        instytucji. Dopóki jednak nie istnieje alternatywny sposób leczenia ciężkich
                        chorób poza tym systemem, będę w nim pracował.
                        Bardzo cenię sobie również wszystkie podsycające życie na każdym forum
                        kontrowersyjne poglądy i dyskutantów, gdyż uważam że tylko takie rozmowy
                        pozwalają dojsc do wniosku o słuszności lub błędach we własnym rozumowaniu.
                        Jednek choc jestem przekonany o tym że z całą pewnościa nieraz się mylę, nie do
                        końca mnie Twoja argumentacja przekonuje. I z całą pewnością nie wrzucałbym
                        Ciebie do jednego worka z innymi dyskutantami z grupy tzw. trollów.

                        Mam nadzieję że nieraz jeszcze przyjdzie się nam z sobą nie zgodzic. Pozdrawiam.
                        • casio69 Re: PS 17.06.09, 10:35
                          Fajnie się czytało!
                          Bardzo mi także miło, że nie jestem już autorem niemal najdłuższych postów na
                          tym forum ;)
                          Jeśli jednak zechcesz dalej iść tą drogą, licz się z obelgami typu "bełkot
                          marketingowy" od osób, które za konkretne czytanie uważają wykucie na blachę
                          petitu z Bochenka albo innej encyklopedii.
                          Rewanżuję się szczerą prośbą o wybaczenie mi mojej małej wiary w Twoje zdolności
                          ingracjacyjno-aprecjacyjne wobec starszych kolegów :-))
                          • marcinoit Re: PS 17.06.09, 12:19
                            a teraz chlopaki jeszcze tylko buzi buzi.
                            a tak bardziej powaznie ciekawa wymiana zdan. gdyby tylko jeszce
                            casio zechcial swoje ,czesto sluszne, uwagi wyglaszac mniej
                            protekcjonalnym tonem.
                            • casio69 Re: PS 17.06.09, 12:33
                              > a teraz chlopaki jeszcze tylko buzi buzi.

                              Rozumiem, że wchodzisz na trzeciego? To ja wypadam... ;))

                              Rzeczywiście, protekcjonalny "ton" nie jest moją intencją, być może bywa tak
                              odbierany ze względu na moją trudność w zdystansowaniu się do wypowiedzi na
                              pasjonujący mnie temat.
                              Zwłaszcza, jeśli młodzi i/lub rozsądni skądinąd ludzie piszą rzeczy, które znam
                              z poprzedniego systemu (tzw. efekt zombi).

                              A więc, zamiast skracania dystansu personalnego (buzi...) wolę mocniej trzymać
                              ten emocjonalny {:-/
                              • marcinoit Re: PS 17.06.09, 12:58
                                > Rozumiem, że wchodzisz na trzeciego? To ja wypadam... ;))
                                w zadnym razie :) ani przedmiot dyskusji jest mi dostatecznie znany
                                ani tez gustuje w "greckiej milosci".
                                wszyscy jestesmy skarzeni poprzednim systemem .ci ktorzy z racji
                                wieku , nie maja osobistych doswiadczen, przejmuja pewne zachowania
                                czy sposob rozumowania od swoich nauczycieli.
                                Chwala ci za to ze wyrwales sie z zakletego kregu :)
                                nie mniej daje sie czasami zauwazyc w twoich wypowiedziach
                                zaangazowanie neofity.
                                • casio69 Re: PS 17.06.09, 14:01
                                  Trochem w swej wolnej działalności zawodowej za stary na neofitę, ale bytność na
                                  forum odświeża również moich dawnych wspomnień czar... ;)
                                  Z nauczycielami - to racja, sieją skarzeniem i trudno to nawet zaskarżyć. Wiem
                                  coś o tym.
                                  Pozdr.
        • aelithe Re: mity i nieporozumienia 12.06.09, 23:20
          Do.ki
          pacjent to też klient, jedyna specyfika naszego zawodu polega na tym; że o
          prawidłowym wykonaniu usługi nie zawsze świadczy zadowolenia pacjenta. A czasem
          nawet jego brak ;)
      • obs2 Re: mity i nieporozumienia 12.06.09, 19:23
        > > 2. Opieka zdrowotna jest prawem kazdego czlowieka/obywatela.

        > Co jest tu mitem a co nieporozumieniem?

        Całe to zdanie jest równocześnie mitem i nieporozumieniem.


        > > 5. Lekarz zajmuje sie swiadczeniem uslug dla ludnosci.

        > Jw. Czym innym zajmuje się lekarz?

        Lekarz zajmuje się działaniem, które ma na celu poprawę stanu zdrowia pacjenta.
        Celowo nie piszę "leczeniem", bo to pachnie tak często zarzucanym nam przez
        pacjentów zadufaniem. Otóż my nie zajmujemy się - wg mojej skromnej opinii-
        leczeniem, bowiem leczenie jest czymś póki co niezdefiniowanym. Zajmujemy się
        próbami leczenia.
        A teraz ad vocem w tej konkretnie dyskusji. Oczywiście pijesz do tego Casio, że
        lekarz jest usługodawcą. I gdy tak na to spojrzeć, masz rację, zresztą, jak już
        to kiedyś ustaliliśmy, podzielam ten pogląd- podzielam go o wiele bardziej niż
        pogląd że lekarz to artysta, a medycyna to sztuka. Nie - medycyna to rzemiosło,
        lekarz to rzemieślnik. Ale co innego powiedzieć, że lekarz jest usługodawcą
        (usługi która za niedościgły cel ma leczenie), a co innego powiedzieć że lekarz
        ZAJMUJE się ŚWIADCZENIEM usług dla ludności.
        Nie wiem czy o to chodziło autorowi wątku, ale dla mnie ten leksykalny niuans
        jest bardzo ważny.
        Podsumowując: lekarz zajmuje się próbami leczenia. Wg niektórych - zajmuje się
        leczeniem. Jest usługodawcą. Ale nie zajmuje się świadczeniem usług.
        Nie wiem czy to jasne, ale tak to czuję.
        • do.ki Re: mity i nieporozumienia 12.06.09, 20:53
          Mysle, ze roznice miedzy nami sa raczej leksykalne niz co do meritum, choc nie
          wykluczam, ze i te ostatnie sa. Moim zdaniem pacjent nie jest klientem m.in.
          wlasnie dlatego, ze czasami moge, a wrecz musze decydowac nie tak, jak on (lub
          jego rodzina) by sobie zyczyl. Bywa, ze wynika to z nakazu deontologicznego
          odpowiedzialnosci za pacjenta, bywa, ze wynika to z odpowiedzialnosci za dobro
          innych pacjentow. Np niewypisywanie antybiotyku mamie dziecka, ktorea sie ich
          domaga, jest przykladem takiej sytuacji, gdiz widac, ze pacjent to nie klient.
          • casio69 kol.kol do.ki/obs 12.06.09, 23:04
            Co mnie zaciekawiło najbardziej:
            a/ czy sądzicie, że w roli klienta, z definicji dostaje się to, czego się żąda -
            i tym się różni klient od pacjenta?
            b/ czy można 'uprawiać medycynę' w abstrakcji od podmiotu istnienia tej profesji?
            c/ czy w tym, co piszecie, że robicie, dostrzegacie jakiś aspekt zawodowstwa
            opartego na normach i standardach łączących nas z cywilizacją, w tym pojęciem
            zawodowego profesjonalizmu?
            d/ czy raczej sądzicie, ze medycyna wykorzystywana do zarabiania pieniędzy to
            takie szlachetne hobby artystyczne jak majsterkowanie, które pracodawca (tu:
            społeczeństwo) ma obowiązek opłacać i znosić w pokorze, zgodnie z wymaganiami
            kółka hobbystycznego?

            Od razu zaznaczę, że liczę też na opinie innych dyskutantów...
            • aelithe Re: kol.kol do.ki/obs 12.06.09, 23:25
              zwykle występujesz w roli forumowego oszołoma

              ale tym razem cię zaskoczę , zgadzam się z twoim wywodem w 100% - tym razem.
              • casio69 freak busters 12.06.09, 23:35
                > zwykle występujesz w roli forumowego oszołoma
                > ale tym razem cię zaskoczę , zgadzam się z twoim wywodem w 100% - tym razem.

                Niestety, nie mogę Ci się odwzajemnić, nie obrażam ludzi epitetami w zależności
                od tego czy zgadzam się z nimi czy nie.
                Tropienie oszołomstwa różni się od epitetowania i wymaga przygotowania zawodowego ;)
                • aelithe Re: freak busters 13.06.09, 11:45
                  wybacz jeśli cię uraziłem, nie to było moją intencją.
                  Chociaż z drugiej strony nie mogę się zgodzić z ponad połową twoich postów. Co
                  nie znaczy, że w części swoich wypowiedzi nie masz racji.
                  • casio69 Re: freak busters 13.06.09, 15:43
                    Nie ma mowy o urazie, tę wymianę zdań traktuję żartobliwie.
                    Bardzo mi miło, że mamy o czym rozmawiać, zarówno z powodu zgodnych, jak i
                    niezgodnych poglądów.
                    Pozdrawiam.
            • horse_sense Na razie przyczepie sie jedynie punktu a 13.06.09, 03:54
              > a/ czy sądzicie, że w roli klienta, z definicji dostaje się to,
              czego się żąda
              > -
              > i tym się różni klient od pacjenta?
              To akurat nie jest wcale skomplikowane. Jako klient uslugi np typu:
              naprawa pralki, samochodu, kupno aparatu fotograficznego - mam (w
              przypadku niewlasciwego wykonania uslugi, kupna bubla) prawo do
              wymiany na inny, refundacji kosztow, procedury odwolawczej.
              W przypadku "uslugi" medycznej po zaistnieniu zdarzenia niestety
              owo "klientelskie" i "marketingowe" prawo jest niestety czesto
              niemozliwe do realizacji - np. nie mozna cofnac stadium zbyt pozno
              rozpoznanego nowotworu, nie ta amputowana konczyna nie da sie
              niestety przyszyc na miejsce itp itd. Podstawowa i dosc istotna
              roznica.
              "Po secundo" jako klient moje prawa sa chronione przepisami
              konsumenckimi (procedury odwolawcze, postepowaniu refundacje)
              tyczacymi rzeczy przewidywalnych, namacalnych. Jako pacjent niestety
              nie, nie moge bowiem zagwarantowac,ze cialo poddane zabiegom
              uslugowym (medycznym )zawsze odpowie na owe zabiegi w 100%
              powtarzalny sposob, dosc prosta roznica.
              Kupujesz BMW 7 dostajesz BMW 7 a nie Seicento, jesli dostajesz
              Seicento a zaplaciles za BMW 7 masz do dyspozycji cla game praw jako
              konsument.
              Podajesz jako lekarz rodzinny antybiotyk A osobie X osiagasz
              wyleczenie, podajesz ten sam antybiotyk osobie Y nastepnego dnia
              (pech chce ze z dala od najblizszego oddzialu OIOMU-u z pelnym
              wyposazeniem) a osoba Y na zlosc twym dobrym intencjom (wywiad
              zebrany nie sugeruje uczulenia w przeszlosci) wpada w szok
              anafilatyczny i niestety nie daje sie jej dowiesc zywej po tym jak R-
              zjawia sie w przychodni, domu 10 minut pozniej.
              Wracajac do roznicy miedzy konsumentem a pacjentem, dosc prosto jest
              odroznic BMW 7 od Seicento, nieco trudniej jednak przewidziec np.
              profil farmakognetyczny czy immunologiczny pacjenta w reakcji na
              podany lek.
              Tylko prosze nie pisz, ze u kazdego pacjenta przed podaniem leku
              wysylasz jego surowice zadajac pelnego profilu farmakokinetycznego.
              Sorry ale nie uwierze (z gory uprzedzam).
              • casio69 Re: Na razie przyczepie sie jedynie punktu a 15.06.09, 08:22
                W skrócie:
                Liczne procedury odwoławcze i gwarancyjne jakie opisujesz dowodzą tego, co
                sugerowałem - klient nie zawsze dostaje to, co zamierzał kupić.
                Podobnie jest z pacjentem.
                Przeciwstawianie pojęcia pacjenta i klienta jest mylne.
                W obu przypadkach ma miejsce transakcja (w sensie negocjacyjnym), przy czym
                gwarancją sukcesu usługodawcy (np braku reklamacji i dokonania zapłaty+ponownych
                transakcji) jest jego skuteczność negocjacyjna w rzetelnym przekonaniu drugiej
                strony, ze to, co dostaje, jest tym, czego mu potrzeba i co służy jego interesom.
                Ignorowanie tych mechanizmów jest możliwe tylko w przypadku zmonopolizowanego (a
                więc nierzetelnego) rynku dostawcy.
                Co dość trafnie opisuje sytuację i postawę wielu funkcjonariuszy SZ.
                W takim środowisku dominuje postawa aroganckiego zrzucania odpowiedzialności za
                kulawą jakość usług na klienta.
                Znamy to z komuny, znamy i z przychodni, pełna kompatybilność wizerunku.
            • obs2 Re: kol.kol do.ki/obs 13.06.09, 12:21
              > b/ czy można 'uprawiać medycynę' w abstrakcji od podmiotu istnienia
              > tej profesji?

              oświeć nas pierwej, co jest tym podmiotem.
              Bo mam wrażenie że w myśl Twoich kryteriów tkwimy tu w ciemnocie tak strasznej,
              że jakiekolwiek próby naszych definicji byłyby aż kipiące nikczemną nietrafnością.

              > d/ czy raczej sądzicie, ze medycyna wykorzystywana do zarabiania
              > pieniędzy to takie szlachetne hobby artystyczne jak
              > majsterkowanie, które pracodawca (tu: społeczeństwo) ma obowiązek
              > opłacać i znosić w pokorze, zgodnie z wymaganiami kółka
              > hobbystycznego?

              a skąd w ogóle takie przypuszczenie?
              Medycyna wykorzystywana do zarabiania pieniędzy to raczej nie medycyna oparta na
              pokornym opłacaniu przez społeczeństwo.
              A raczej: zarabianie pieniędzy, czasem sporych się w takim przypadku (medycyny
              "państwowej") ZDARZA. Właśnie "zdarza". Istnieją pewne okoliczności, istnieje
              zaradny a odważny człowiek który jak to mówią, dwa do dwóch potrafi dodać, to i
              profity do jego kieszeni trafić mogą. Czasami nawet prawie legalnie.
              • casio69 Re: kol.kol do.ki/obs 15.06.09, 08:26
                pnkt.1 oświecam: pacjent
                pnkt.2 wynika z metaanalizy postów wyznawców "godności płacy" z tytułu "bycia
                doktorem", Obs.
        • st.lucas Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 20:15
          Podzielam poglady, obs 2.

          Dorzuce tylko tyle, ze analiza czegokolwiek musi miec charakter
          fenomenologiczny, aby miala sens. Np.: Byloby nonsensem
          interpretowac powolanie kaplanskie przez pryzmat stolu ofiarnego
          jako warsztatu pracy, a niedzieli jako dnia roboczego... A przeciez
          formalnie i logicznie moznaby taka analize pracy przeprowadzic!

          Podobnie i z naszym powolaniem, ktore - jestem o tym gleboko
          przekonany - istnieje. Mozemy wiec analizowac nasze zajecie wedle
          roznych kryteriow i glebokosci (wznioslosci). Tyle, ze nie kazda
          taka analiza bedzie oddawala istote sprawy, czyli nie kazda bedzie
          fenomenologicznie adekwatna. I dlatego niektore sa glupie...

          Caly problem naszego zawodu/powolania, naszej polskiej/europejskiej
          sytuacji, i naszych/nienaszych internetowych dyskusji sprowadza sie
          do niezrozumienia, ze lekarz powinien w razie koniecznosci, ktore
          dosc czesto napotyka cechowac sie heroizmem, A L E cala reszta
          spoleczenstwa powinna mu w tym pomoc, rowniez materialnie.

          Exemplum: Chrystu uzdrawia chorego. W miescie uzdrowienia napotyka
          najpierw wiare, a potem wdziecznosc...
          Jest bowiem tak, ze my w pacjentach powinnismy widziec cierpiacego
          Chrystusa. ALE jest i tak - zarazem! - ze oni powinni widziec w nas
          Chrystusa uzdrawiajacego.

          To bardzo patetyczne, przepraszam.
          Trudno zarzucic mi jednak teoloczna niepoprawnosc.
          Napisalem prawde.
    • vacia Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 06:37
      do.ki napisał:

      > 3. Zycie ludzkie jest bezcenne.

      Szacunek dla ludzkiego życia to podstawa medycyny.

      • obs2 Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 07:56
        > > 3. Zycie ludzkie jest bezcenne.
        >
        > Szacunek dla ludzkiego życia to podstawa medycyny.

        przecież nie ma sprzeczności pomiędzy tym, że zdanie do.ki to mit, a
        zdanie Vacii to prawda.
        Po prostu: szacunek dla ludzkiego życia to podstawa medycyny,
        NIEMNIEJ JEDNAK istnieje mit że życie ludzkie jest bezcenne.
    • vacia Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 06:46
      do.ki napisał:


      > 1. Byc lekarzem to powolanie.

      Czemu słowo "powołanie" budzi alergię?
      Przecież słowo "powołanie" można rozumieć jako przemożną chęć
      wykonywania zawodu lekarza lub jako pasję życiową, a czy może być
      coś piękniejszego niż chęć ulżenia innym w cierpieniu lub
      realizowanie swoich zainteresowań i pasji?
      Do pewnych zawodów potrzebne jest powołanie aby je dobrze wykonywać.
      • obs2 Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 07:54
        > Czemu słowo "powołanie" budzi alergię?

        bo jest od dziesięcioleci wykorzystywane w Polsce do udowodnienia,
        że status quo w postaci niskich zarobków lekarzy jest pożądanym
        status quo.
        Dyskutowano to już tu wiele razy.

        > Przecież słowo "powołanie" można rozumieć....

        tak, ale NIE JEST tak rozumiane. I stąd alergiczne reakcje.
        Ja np. odbieram je jako rodzaj przekleństwa, bluzgu (gdy odnoszone
        jest do lekarzy) - dałem temu wyraz wielokrotnie.
        To się, Vaciu, nie wzięło znikąd.

        > Do pewnych zawodów potrzebne jest powołanie aby je dobrze wykonywać

        Tak, to zawody kapłana i szamana.



        • snajper55 Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 18:02
          obs2 napisał:

          > > Do pewnych zawodów potrzebne jest powołanie aby je dobrze wykonywać
          >
          > Tak, to zawody kapłana i szamana.

          A ja sądzę, że do każdego zawodu powinno się czuć powołanie. Nie ważne, czy się
          jest lekarzem, księdzem, taksówkarzem czy hodowcą nutrii. Ale samo powołanie nie
          zastąpi wiedzy i umiejętności jej stosowania.

          S.
          • casio69 Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 18:24
            > A ja sądzę, że do każdego zawodu powinno się czuć powołanie. Nie ważne, czy się
            > jest lekarzem, księdzem, taksówkarzem czy hodowcą nutrii. Ale samo powołanie ni
            > e
            > zastąpi wiedzy i umiejętności jej stosowania.

            Dokładnie, dlatego może lepiej niż wieloznacznego "powołanie" używać pojęcia
            "profesjonalizm".
            W US powołanie (vocation) ma nieco inne znaczenie - dotyczy postawy głębokiego
            zaangażowania i potrzeby samorealizacji w tym , co się robi.
            Uważa się, że bez tego rodzaju vocation, nie ma profesjonalizmu - ja też tak
            uważam. Oczywiście vocation nie może być substytutem sprawności zawodowej ani
            powołaniem będącym charytatywną misją społeczną.
            Sama wiedza i umiejętność stosowania czyni co najwyżej rzemieślnika, trafne
            vocation sprawia, że osiąga on sukces zawodowy.
      • snajper55 Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 18:00
        vacia napisała:

        > Do pewnych zawodów potrzebne jest powołanie aby je dobrze wykonywać.

        Nie. Można czuć powołanie i być bardzo złym lekarzem. Można być też świetnym
        fachowcem, który swe zajęcie traktuje jedynie jako źródło pieniędzy. Ja bym,
        wolał, aby mnie leczył ten drugi, rzemieślnik.

        S.
        • st.lucas Re: mity i nieporozumienia 13.06.09, 20:23
          Zgadzam sie. Bo nie chodzi o czucie powolania, a o jego rzeczywiste
          posiadanie.

          Pamietam pewna kolezanke ze studiow, ktora niewatpliwie czula
          powolanie... ktorego z pewnoscia nie miala.
    • do.ki Re: mity i nieporozumienia 14.06.09, 12:27
      a/ czy sądzicie, że w roli klienta, z definicji dostaje się to, czego się żąda -
      i tym się różni klient od pacjenta?

      Inny jest rodzaj umowy z klientem, a inny z pacjentem, jak to juz zreszta
      wyjasniano powyzej. Klient ma z uslugodawca umowe o konkretne dzielo: konkretne
      prace, nalezycie wykonane albo dostawa konkretnie wyspecyfikowanego towaru.
      Jesli prac nie wykonano nalezycie albo w umowionym terminie, albo jesli
      dostarczony towar nie spelnia specyfikacji, to z definicji doszlo do zlamania
      umowy. Lekarz ma z pacjentem umowe o dolozenie staran w okreslonym celu, ale
      umowa nie jest zlamana jesli cel nie zostanie osiagniety, a nie da sie wykazac
      zaniedbania w dolozeniu staran. To istotna roznica. Czy z firma murarska
      umawiasz sie, ze oni postaraja sie, zeby twoj dom jakos stal, czy tez
      oczekujesz, ze bedzie zbudowany zgodnie z projektem? Wyjatkiem jest tu czasem
      chirurgia estetyczna, tam umowa jest o dzielo.

      b/ czy można 'uprawiać medycynę' w abstrakcji od podmiotu istnienia tej profesji?

      Oczywiscie, ze mozna. Wez chociazby epidemiologie, medycyne katastrof albo
      zobacz za co byly ostatnie Noble z medycyny.

      c/ czy w tym, co piszecie, że robicie, dostrzegacie jakiś aspekt zawodowstwa
      opartego na normach i standardach łączących nas z cywilizacją, w tym pojęciem
      zawodowego profesjonalizmu?

      Ja dostrzegam, ale dostrzegam nawet wiecej. Wspomniano tu Chrystusa
      uzdrawiajacego. Slusznie! Przez tysiaclecia leczenie bylo prerogatywa kaplanow i
      jak sie tak lepiej zastanowic, to funkcja lekarza jako kaplana sztuki (sic!)
      leczenia nawet i dzis nie jest bez znaczenia (dodam dla porzadku: moim zdaniem).
      Profesjonalizm to wiecej niz bieglosc techniczna, wiedza i punktualnosc. Wydaje
      mi sie, ze powoli dochodze w swojej karierze zawodowej do momentu, gdy bieglosc
      techniczna jeszcze jest zrodlem satysfakcji z pracy, ale juz nie jedynym, a
      czasem nawet nie najwiekszym. Dlatego nie zgodze sie z obsem, ktory pisal o
      medycynie jako o rzemiosle. Nawet moich kolegow-chirurgow ciezko by mi bylo
      nazwac rzemieslnikami, no moze czasem ortopedzi... W innych specjalnosciach to
      juz w ogole nie jest rzemioslo. Rzemioslo medyczne to praca scisle wedle
      wytycznych. Gdy- slusznie lub nie- wychodzisz poza wytyczne, zajmujesz sie
      sztuka. Porownaj to do kamieniarza, ktory wycinal z kamienia parapety w moim
      domu. Jest roznica miedzy nim a facetem, ktory z tego samego kamienia stworzy
      rzezbe.

      d/ czy raczej sądzicie, ze medycyna wykorzystywana do zarabiania pieniędzy to
      takie szlachetne hobby artystyczne jak majsterkowanie, które pracodawca (tu:
      społeczeństwo) ma obowiązek opłacać i znosić w pokorze, zgodnie z wymaganiami
      kółka hobbystycznego?

      Fajnie jest, jesli twoja pasja przynosi ci pieniadze i to wystarczy tu za
      odpowiedz. A co do spoleczenstwa, ktore ma znosic w pokorze, to prosze pamietaj,
      ze to wlasnie spoleczenstwo chcialo takiego ukladu, tzn wejscia w role moze nie
      tyle pracodawcy, co platnika. Lekarz moze rownie dobrze brac pieniadze
      bezposrednio od pacjenta. To pacjenci nie chca siegac do portfela.
      • casio69 Re: mity i nieporozumienia 15.06.09, 09:10
        a/ określenie przedmiotu umowy wcale nie wymaga skutku zerojedynkowego. Jest
        wiele umów,określających standardy celu i postępowania, co zapewnia
        prawdopodobieństwo wyniku - np. umowy o dzieło czy managerskie. Podobnie w
        badaniach klinicznych - standardy postępowania i punkty graniczne wyniku, co
        wcale nie oznacza że jedynym pożądanym skutkiem jest całkowite wyleczenie.
        Na tym właśnie polega profesjonalna medycyna - określa się twarde kryteria tego,
        do czego zmierza lekarz na swoim stanowisku i w jaki sposób odnosi się do
        pacjenta w tym celu.
        Pacjent zawsze jest w tym sensie klientem, że rola lekarza w nowoczesnej
        medycynie jest usługowa a pacjenta - podmiotowa, również w kategoriach biznesu.

        b/ Nic mi nie wiadomo, aby którakolwiek z wymienionych przez Ciebie dziedzin i
        nagród nie miała na celu wyleczenia pacjentów. Natomiast przykładem postawy
        zawodowego abstrahowania od podmiotu medycyny są liczne na forum posty
        traktujące, jako imperatyw w pracy lekarza- "zadowolenie systemu", często z
        jawnie wyrażaną pogardą dla interesów pacjenta, jeśli są (a są zawsze) sprzeczne
        z wymaganiami naszego systemu SZ.
        Nie jest to dla mnie postawa mająca cokolwiek wspólnego z medycyną czy zawodem
        lekarza.

        c/ dla mnie profesjonalizm to osiąganie w powtarzalny sposób coraz lepszych
        wyników w osiąganiu CELU ZAWODOWEGO (= wyleczanie pacjentów), dzięki wiedzy,
        postawie i umiejętnościom.
        W tym mieści się Twoje pojęcie rzemieślnika, który ma umiejętności, lecz
        niekoniecznie postawę nakierowaną na właściwy cel działania lekarza oraz
        potrzebę doskonalenia w osiąganiu tego celu.
        Biorąc pod uwagę komentarz a+b i istniejące powszechnie u nas praktyki, śmiem
        wątpić, czy możemy uznać się za kraj cywilizowanej, zawodowej medycyny.

        d/ dla mnie przyzwoitość zawodowa, to oczekiwania płacowe na miarę wyników.
        Jeśli pracuję w warsztacie i z narzędziami, które zamieniają mój profesjonalizm
        w partackie rzeźbienie, to albo zmieniam zakład/ narzędzia albo zakładam własny.
        Rozważania o lekarzach, jako bezwolnych zakładnikach społeczeństwa budzą w tym
        społeczeństwie pusty śmiech (we mnie też)- nie ma takiej dziedziny od 20 lat, w
        której ludzie sami nie zmienili swoich warsztatów pracy, z wyjątkiem siedzib
        czystej komuny (górnictwo itp), ale nie na takie przecież porównania zasługuje
        nasz zawód?
        Pacjenci w PL sięgają chętniej do portfela, niż w jakimkolwiek innym kraju UE (o
        czym świadczą dane ekonomiczne które cytowałem jakiś czas temu). Mogę to również
        osobiście zaświadczyć (wystawiam rachunki i płacę od nich podatki, aby było jasne).
        Nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla tezy, że to społeczeństwo
        konserwuje system. Samych lekarzy jest 120tys i to już potężna siła społeczna.
        Por. z farmaceutami czy weterynarzami, którzy odpowiednie legislacje załatwili
        juz dawno a jest ich o wiele mniej i mają mniejszy wpływ i szacunek społeczny (?).

        Summa summarum, uważam że przedstawione przez Ciebie punkt widzenia (za co
        dziękuję Ci) w dużej części uważam za dość reprezentatywny zestaw mitów,
        konserwowanych w kesonie naszej SZ, do tego stopnia, że przechodzą z pokolenia
        na pokolenie a nawet, wraz z nosicielami, za granicę, tworząc czasami kolejne
        enklawy naszego "jackowa", o czym z zażenowaniem można przekonać się również na
        tym forum.
        Domyślam się, że nosiciele (do których Ciebie akurat nie zaliczam :) potwierdzą
        moje obserwacje, żwawo bluzgając w odpowiedzi na ten mój post. Choć wolałbym się
        mylić i porozmawiać konstruktywnych wnioskach.

        Pozdrawiam.
        • do.ki Re: mity i nieporozumienia 16.06.09, 23:59
          > a/ określenie przedmiotu umowy wcale nie wymaga skutku zerojedynkowego. Jest
          > wiele umów,określających standardy celu i postępowania, co zapewnia
          > prawdopodobieństwo wyniku - np. umowy o dzieło czy managerskie.

          Cala znana mi wykladnia cywilnoprawna umow mieczy lekarzem a pacjentem nie ma nic wspolnego z umowami managerskimi, wiec Twoj przyklad jest pusty, a rzeczywistosc jest taka, jak napisalem i tego sie trzymam. Badania kliniczne tez nie maja tu nic do rzeczy. Mowimy o zwyklej, codziennej praktyce.

          > Na tym właśnie polega profesjonalna medycyna - określa się twarde kryteria tego
          > ,
          > do czego zmierza lekarz na swoim stanowisku i w jaki sposób odnosi się do
          > pacjenta w tym celu.

          Nie. Na tym polega medycyna AKADEMICKA, ktora z prawdziwa medycyna (profesjonalna lub nie (!)) ma tyle wspolnego, co ja z kombajnem "Bizon".

          > b/ Nic mi nie wiadomo, aby którakolwiek z wymienionych przez Ciebie dziedzin i
          > nagród nie miała na celu wyleczenia pacjentów.

          Celem medycyny nie jest "wyleczanie". Celem medycyny jest "leczenie". To jest taki "dirty secret". Ale powaznie: moze zdefiniujesz o co ci chodzi gdy pisales o oderwaniu wzglednie abstrakcji od podmiotu dzialan medycznych? Ja podalem przyklady dziedzin, ktore nie zajmuja sie jednostkami.

          Natomiast przykładem postawy
          > zawodowego abstrahowania od podmiotu medycyny są liczne na forum posty
          > traktujące, jako imperatyw w pracy lekarza- "zadowolenie systemu",

          Przyjmij do wiadomosci, ze lekarze znalezli sie miedzy mlotem a kowadlem. Musza jednoczesnie zadowolic pacjentow (ktorzy zakladaja im procesy o BYLE CO (sic!) i wladze panstwa (ktore po prostu chca, zeby bylo tanio).

          > Biorąc pod uwagę komentarz a+b i istniejące powszechnie u nas praktyki, śmiem
          > wątpić, czy możemy uznać się za kraj cywilizowanej, zawodowej medycyny.
          >

          Polski poziom medycyny w niczym nie ustepuje poziomowi swiatowemu, a czasem go przewyzsza. Z tego wywodze wniosek, ze nie do konca rozumiesz jak oceniac poziom medycyny.

          > d/ dla mnie przyzwoitość zawodowa, to oczekiwania płacowe na miarę wyników.

          No i po co bylo cale moje pisanie? A wyniki to nie wszystko. Gdybys chcial placic tylko za dobre wyniki, to byloby drozej...

          summa summarum nie do konca byl taki cel przedstawienia listy mitow. Zrozumiales jak chciales.Trudno.
          • casio69 ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 00:46

            > Cala znana mi wykladnia cywilnoprawna

            Widać to za mało, abyś zrozumiał treść, z którą polemizujesz.

            >Nie. Na tym polega medycyna AKADEMICKA, ktora z prawdziwa medycyna (profesjonal
            > na lub nie (!)) ma tyle wspolnego, co ja z kombajnem "Bizon"<

            Ja widzę duże podobieństwo między wami. Bizony też nie wiedziały, co robią i wyginęły.

            >Celem medycyny jest "leczenie". To jest taki "dirty secret".

            Medycyna to nie jest "dirty secret", przeciwnie, wymaga czystych rąk i umysłu. A pacjent nie uczestniczy w castingu do "Dirty Dancing". Jak widać, nie wszyscy to rozumieją i ...leczą, zamiast wyleczać.

            > Przyjmij do wiadomosci, ze lekarze znalezli sie miedzy mlotem a kowadlem. Musza
            > jednoczesnie zadowolic pacjentow (ktorzy zakladaja im procesy o BYLE CO (sic!)
            > i wladze panstwa (ktore po prostu chca, zeby bylo tanio).

            Ciekawe, co Tobie wychodzi lepiej - zadowalanie Władz Państwa czy pacjentów. Z opisu wynika, ze to pierwsze. Miałem kolegę na studiach, który też tanio zadowalał władze państwa, pisząc tanie donosy, ale nie został tu lekarzem - wyjechał za granicę na placówkę i teraz zadowala już drogo. Tak to bywa - per aspera ad astra, no nie?
            Tak, to przyjmuję do wiadomości ale nie o tym jest ten wątek.

            > Polski poziom medycyny w niczym nie ustepuje poziomowi swiatowemu, a czasem go przewyzsza<

            No, tym mnie powaliłeś. Świat czeka na przykłady, pisz od razu do NEJM i Sztokholmu, zwłaszcza podaj namiary na ten przewyższający poziom, z którego patrzysz. Wyleczysz wiele naszych kompleksów (oj, sorki - "będziesz leczył").

            > No i po co bylo cale moje pisanie?

            Przyłączam się do samokrytyki.

            >A wyniki to nie wszystko.<
            No jasne. Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by leczyć go...(refren!)

            >Gdybys chcial placic tylko za dobre wyniki, to byloby drozej...<

            Jasne. To samo słyszę w serwisie samochodowym, gdy mi podmienią nowe części na stare.

            > summa summarum nie do konca byl taki cel przedstawienia listy mitow. Zrozumiale
            > s jak chciales.Trudno.

            Przykro mi, że Ci zepsułem okazję do naigrywania się z pacjentów i rzetelnego wykonywania zawodu. Ale przynajmniej ja coś zrozumiałem, jak zauważasz.
            Miły jesteś, doki, więc nie będę Cię już dręczył niewłaściwymi odpowiedziami na posty.

            • do.ki Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 07:46
              Alez be my guest! Twoj ostatni post jest grubo ponizej Twojego poziomu, zwykle udaje ci sie napisac wiecej niz czepiac sie slowek. Trudno, bede musial dopisac wnioski w osobnym poscie. Teraz przepraszam, ale czas do roboty.
            • maga_luisa Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 08:35
              Czytam to i czytam, i mam 2 uwagi.
              1.Twoje uwagi (niestety wbrew temu co deklarujesz bardzo często personalne w
              stosunku do różnych osób z tego forum), czasem można czytać z uśmiechem. Wiesz,
              te typu "zadowalanie systemu i władzy". Nie wiesz, jak dana osoba pracuje, nie
              wiesz gdzie, a pozwalasz sobie na tego typu daleko idące wnioski
              2.Nie jestem w stanie pojąć, jak lekarz może tak autorytatywnie przemawiać do
              drugiego lekarza, że jego celem ma być "wyleczenie" a nie leczenie.
              Naprawdę tak uważasz, czy to tylko taki model wypowiedzi? Zapewne bardzo
              przemawiający do części pacjentów, tym bardziej niebezpieczny, jeśli głoszony
              publicznie z sugestią, że wypowiada się LEKARZ.
              • casio69 Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 10:24
                Doceniam, że jako jedna z niewielu czytasz i odnosisz się do meritum tego, co
                przeczytałaś.

                1/ Moje uwagi personalne pojawiają się wyłącznie w odpowiedzi na posty
                napastliwe personalnie. Myślę, że masz co najmniej dość wrażliwości, aby to
                zauważyć. Oczywiście, że takie pyskówki karmią tylko atakujących personalnie
                trolli i są bez sensu, z mojego punktu widzenia.

                Ja sobie nie wyobrażam misji lekarza, w której jakimkolwiek elementem jest
                "zadowalanie władz państwa" zwłaszcza przeciwstawione "leczeniu pacjenta". Albo
                takie państwo jest chore, albo jego 'zadowalacze', jeśli piszą to w roli
                lekarza. Czasami rzeczywiste intencje studiowania medycyny ujawniają się właśnie
                tak, jak u mojego 'kolegi', co opisałem. Jakoś mi się to zawsze przypomina, gdy
                lekarz apeluje o 'zadowalanie władz', taki uraz ze stanu wojennego.

                2/ Od autorytarnych (i to bezpodstawnie) a więc pyszałkowatych i aroganckich
                wypowiedzi to forum aż huczy, tyle, ze skierowanych do pacjentów i innych
                forumowiczów nie będących uwikłanymi w państwową SZ. Mam nadzieję, że nie tylko
                ja nie jestem w stanie tego pojąć, bo trudno połączyć nienawistne i
                szydercze wobec pacjentów posty (np wobec Samanty) z postawą lekarza. Sądzę, że
                w czasie studiów nasłuchałaś się dość autorytatywnych wypowiedzi lekarzy,
                kierowanych do lekarzy. Moim zdaniem zwykła przyzwoitość nakazuje polemizować z
                niegodnymi lekarza wypowiedziami na forum, właśnie z powodu tego, że czytają to
                również osoby postronne.

                Co do celów postępowania lekarza - jeśli ktoś leczy bez zamiaru
                wyleczenia, to już sama sobie odpowiedz, jak nazwać taką profesję. Gdyby takie
                było podejście lekarzy na świecie, cała wiedza i postęp w medycynie zatrzymałby
                się na poziomie amputacji krzemiennym toporkiem.

                Ktoś, kto nie rozumie, że cel działania determinuje postawę i poziom
                zaangażowania obu stron procesu terapeutycznego, myląc intencje wyleczenia z
                fałszywą obietnicą uzdrowienia, polemizuje z własną tylko bezradnością zawodową
                i prowadzi w istocie smutną walkę z pacjentem, a nie leczenie rokujące sukces na
                miarę potencjału możliwości w danej sytuacji.
                To właśnie postawa lekarza, sugerująca lub dowodząca pacjentowi, że nie działa
                się z intencją wyleczenia go, jest oburzającym deprecjonowaniem ethosu
                zawodowego. Przykładem takiej postawy są jawne na tym forum propagowania działań
                lub zaniechań lekarza, opisywanych jako leczenie (np odsyłanie pacjenta jak
                paczki, bez próby nawet podmiotowej komunikacji, nie mówiąc o zaopatrzeniu), czy
                ograniczających dostęp pacjenta do leczenia, w imię oportunizmu wobec systemu
                (czyli "władzy państwowej"). A często, tak naprawdę po prostu w imię wygody i
                nędznych groszy, oszczędzanych na kapitacji, taki to wymiar 'zniewolenia
                systemem' - malutki, jak grosik.

                Ponieważ zarówno Polska od jakiegoś czasu, jak i (z zasady) internet są wolne
                od totalitaryzmu, pozwolę sobie swobodnie wyrażać tu swoje opinie na temat
                mojego zawodu; próby cenzury ze strony myślących inaczej a nie mających
                argumentów osób, traktując jako pożałowania godny objaw intoksykacji oparami
                środowiska państwowej SZ.
                Mam wrażenie, że akurat Ty, Mago, nie jesteś jeszcze w stanie wymagającym
                takiego detoksu.
                • maga_luisa Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 11:40
                  Casio, intencja wyleczenia jest szlachetna, ale bywa nieracjonalna.
                  Nie jeżdżę do chorego w terminalnej fazie neo żeby go wyleczyć, nie ściemniajmy.
                  Nawet lecząc rolnika z osteofitami tworzącymi mosty kostne nie zamierzam udawać,
                  że uwolnię go na długo albo jeszcze lepiej, na zawsze, od bólu.
                  Za dużo słów może zaciemniać obraz.
                  W kwestii uwag personalnych: Doki raczej Cię nie obraził.
                  Twoja opinia na mój temat zaś, jak sam wiesz, bywa zmienna; na szczęście moje
                  poczucie solidnie wykonywanej pracy ( jako beneficjent systemu) ani na tym nie
                  cierpi, ani nie rośnie.
                  • casio69 Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 12:23
                    Hej!
                    Zdaje się, że nie rozróżniasz uzdrowienia od wyleczenia oraz postawy terapeuty od wyniku leczenia.
                    A to ma wpływ właśnie na poziom satysfakcji pacjenta i przebieg schorzenia.
                    Ale fakt, tego nas na studiach nie uczą, stąd zapewne niezrozumienie, o czym piszę.

                    Co do obrażania się, pozwól, że sam będę o tym decydował.
                    Jednak nie o to mi chodziło. Atak personalny to forma manipulacji erystycznej, służąca przegranym w dyskusji na argumenty do pokonania dyskutanta, jako przeciwnika. Nie musi być obraźliwy, ale rujnuje merytoryczny sens dyskusji.
                    O tym pisałem, nie odnosząc tego jakoś szczególnie akurat do do.kiego.
                    Moja opinia na Twój temat dotyczy i wynika wyłącznie z tego, co piszesz, a z tym również bywa różnie, prawda? :-)
                    • maga_luisa Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 12:36
                      Za Wikipedią:

                      W odniesieniu do dowolnych chorób pojęcie wyleczenia oznacza osiągnięcie takiego
                      stanu osoby poddawanej leczeniu, że prawdopodobieństwo ponownego zachorowania na
                      tę samą chorobę jest takie jak prawdopodobieństwo zachorowania na tą samą
                      chorobę dowolnej osoby z populacji "ogólnej".
                      • casio69 wikipedia uzdrawia? 17.06.09, 13:56
                        Nadal się nie rozumiemy.
                        Na szczęście, nie ma takiej potrzeby.

                        Dodam jednak dla porządku, co następuje:
                        Przystępując do leczenia, trzeba sobie jasno postawić cel, do czego zmierzamy w
                        swym działaniu - czy do przywrócenia lub poprawy stanu zdrowia podmiotu
                        działania (pacjenta) poprzez usunięcie przyczyny i/lub objawów jego utraty
                        (wyleczenie - a niekoniecznie uzdrowienie, będące wyleczeniem całkowitym i
                        totalnym), czy też np nasze postępowanie ma na celu coś innego,
                        niezgodnego lub sprzecznego z w/w celem.
                        Ciekawe, ilu dziennie pacjentów np w typowym POZ ma szansę być beneficjentem
                        postawy nakierowanej na wyleczenie a ilu - innych wariantów. Z analizy opinii i
                        procedur reklamacyjnych wynika, że bywa to jak 1:10, na rzecz tych 'wariantów'.
                        Wybacz, że nie przedstawię analizy postaw zawodowych, sprzecznych z tym celem,
                        są dostatecznie szeroko opisywane na tym forum, sam to już też wskazywałem (por.
                        case Samanty).

                        Ale wzruszyłaś mnie, zarówno źródłem, jak i treścią porady, jaka uznałaś za
                        autorytatywną dla lekarza.
                        Pozdrawiam, choć niekoniecznie tym samym uzdrawiam...(ach te podobne słówka...) 8-/
                        • p.atryk Skory do wzruszen 17.06.09, 14:41
                          O pracach Berksona i Gauge'a, w korych po raz pierwszy w sposob
                          przytaczany przez Luize definiowano "wyleczenie" ("cure") oczywiscie
                          nie slyszales. Bo i skad.
                          W zamian podajesz jakas "wlasnawa" definicje (bedaca pomieszaniem
                          dwoch pojec- leczenia/treatment i wyleczenia/cure.

                          Luizo, szkoda czasu.

                        • maga_luisa Re: wikipedia uzdrawia? 17.06.09, 15:33
                          casio69 napisał:


                          > Ale wzruszyłaś mnie, zarówno źródłem, jak i treścią porady, jaka uznałaś za
                          > autorytatywną dla lekarza.

                          I to jest Casio sama esencja Twojej postawy wobec mnie i innych lekarzy na tym
                          forum.
                          Pogardliwa, autorytatywna, sarkastyczna.

                          Co stwierdziwszy, śpieszę donieść, że w związku z powyższym zamierzam się
                          zastosować do porady Patryka. Dziękując mu jednocześnie za wsparcie znacznie
                          bardziej godnym szacunku źródłem :-)
                          • casio69 Re: wikipedia uzdrawia? 17.06.09, 20:05
                            Śpieszne doniesienie przyjąłem ze zrozumieniem.
                            Każdy powinien polemizować w towarzystwie i na polu, które mu odpowiada.
                            Mnie np. nie odpowiada próba polemiki o zawodzie lekarza na poziomie wikipedii i to jest kwintesencja mojej postawy o której nie sądzę, aby wymagała dalszych uzasadnień - ponad to, co wyjaśniłem merytorycznie w poście.
                            Osobiście będzie mi bardzo przykro, że odchodzisz z Patrykiem, no, ale fakt, on słyszy skomplikowane nazwiska i potrafi je powtórzyć na piśmie, co naturalnie budzi zrozumiały szacunek i wiarygodność u czytelników wikipedii.
                            A kulturą wypowiedzi no, to nas wszystkich po prostu gasi.
                            Nie mam więc szans i nie stanę na drodze Waszego Szczęścia, a może nawet skrobnę coś o tym sojuszu do wikipedii ku radości potomnych.
                            Pozostaję niepocieszony w porzuceniu 8-((
                            • extorris Re: wikipedia uzdrawia? 17.06.09, 20:28
                              daruj sobie

                              po raz kolejny braki wiedzy przykrywasz chamstwem
                              • p.atryk Extorris... 18.06.09, 14:20

                                Milo mi, ze choc jedna osoba poza mna poczula za konieczne wyrazic
                                swoja opinie na temat "polemiki" casio69 z Luiza. Pragnacemu
                                skadinad goraca uchodzic za gentelmana.

                                Pozdrawiam.
                                • p.atryk Opps 18.06.09, 15:23
                                  Przepraszam, literowka nie zamierzona-kursor robi mi dziwne psikusy.
                                  Nie byla to zamierzona zlosliwosc.
                                  • off-sik Re: Opps 18.06.09, 18:13
                                    dolaczam sie, ten casio69 to - wedle swego mniemania - Nieomylny
                                    Zastepca Asklepiosa
                • obs2 Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 16:43
                  > bo trudno połączyć nienawistne i szydercze wobec pacjentów posty
                  > (np wobec Samanty) z postawą lekarza

                  mógłbyś podać przykłady, np. w postaci linków do np. 3 takich
                  wypowiedzi wobec Samanty? Bardzo proszę.
                  • casio69 Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 20:07
                    Jasne.
                    Jeśli Ty w zamian wymienisz trzy szczegóły, którymi różni się postępowanie
                    chirurga z opowieści Samanty od etycznej postawy lekarza.
                    Bardzo dziękuję.
                    • obs2 Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 20:29
                      > Jeśli Ty w zamian wymienisz trzy szczegóły

                      Ok, zgoda. Czekam na linki.

                      • casio69 Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 21:47
                        Obs żąda:
                        >mógłbyś podać przykłady, np. w postaci linków do np. 3 takich
                        wypowiedzi wobec Samanty? Bardzo proszę<
                        Casio słuzy:
                        Bardzo proszę.
                        Post 1
                        Lekarz dzieli się dylematami zawodowymi z pacjentką:
                        Twoim zdaniem co ma zrobić?
                        Kazać ortopedzie? Skorumpować ortopedę? Zrobić ortopedzie laskę za
                        wcześniejszy termin? No co?

                        Post 2
                        Porada admina forum dla pacjentki, oczekującej innych niż podjęte działań lekarza:
                        Już wiem. Powinien przepisać maść z kasztanowca i zalecić smarowanie ręki przez
                        dwa tygodnie trzy razy dziennie.

                        Post 3
                        prośba lekarza do pacjentki o klarowny przekaz:
                        POWTARZAM: co miał zrobić lekarz: laskę ortopedzie czy wysłać do
                        niego wiersz z podpiętą prośbą? Czy zagrozić ortopedzie pobiciem?
                        Dlaczego uparcie wracasz do punktu wyjścia?

                        Post 4
                        Odpowiedź lekarza pacjentce Samancie
                        że tak powiem, wali mnie jak się czujesz.
                        Post 5
                        Porada lekarska po diagnozie syndromu krótkiej kołdry:
                        zawsze można też przyciąć nóżki, by pasowały do długości kołdry..
                        Post 6
                        Apel lekarza do pacjentów:
                        A jeżeli nie, to nie każcie nam robić... tak naprawdę nie wiecie czego robić.Kazać jeżowi tańczyć w balecie? Kazać słoniowi wiązać supełki?
                        i na koniec
                        Post 7
                        Deklaracja przyjaznych uczuć wobec pacjenta pytającego na forum:
                        Wiesz co: na takie teksty lekarze reagują alergią albo uogólnioną
                        furią. Tak sprawy stawiać nie wolno. Taki tekst jak powyższy powodują nasze wypalenie i frustrację.


                        Obs, doszedłem tylko do połowy wątku, robię to tylko dla Ciebie i ten jeden raz. Ogólnie "wali mnie", w jaki sposób będziesz próbował wyprzeć się wymowy tych tekstów.
                        Oczekuję jedynie satysfakcji w trzech (nie musi być siedem) strzałach - do których się zobowiązałeś, ku uciesze gawiedzi.
                        • obs2 Re: ...a nawet przewyższa! 17.06.09, 22:59
                          a jednak się wysiliłeś.
                          Mój podziw wzrasta.

                          ad 1 - kompletnie nie rozumiem, co w tym poście było dla Samanty
                          przykre, co w tym poście pokazywało typową naturę lekarza kesonu.
                          To post który odpowiadał - w nieco ubarwionej formie, ale to było
                          już tylko reakcją na niemożność doproszenia się prostej odpowiedzi:
                          czemu jeden lekarz jest winien braku terminów u drugiego. Odpowiedzi
                          tej nie znamy do dziś.

                          ad 2 - również ubarwiona formalnie odpowiedź w związku ze stałym
                          kołowrotkiem tekstów: nie ma termiów - ale nie pomógł- ale nie winny
                          że kto inny nie ma termiów - ale nie pomógł.

                          ad 3 - tam jest wyraźnie napisane o stałym wracaniu do punktu
                          wyjścia.

                          ad 4 - no bo mnie wali.

                          ad 5 - nie pamiętam kontekstu

                          ad 6 - kolejny ubarwiony formalnie komentarz do zarzutów że nie
                          jestem wielbłądem oraz że nie dzierżę magicznego długopisu
                          zapisującego "na już" do ortopedy

                          ad 7 - czy lekarz nie ma prawa do cienia uczuć nieprzyjaznych?

                          > . Ogólnie "wali mnie", w jaki sposób będziesz próbował wyprzeć się
                          > wymowy tych tekstów.

                          wiem, że Cię wali. Ale ich wymowa w dalszym ciągu nie jest dla mnie
                          taka, jak to sugerujesz, więc się niczego nie wypieram.

                          > Oczekuję jedynie satysfakcji w trzech (nie musi być siedem)
                          strzałach - do których się zobowiązałeś, ku uciesze gawiedzi.

                          Zobowiązałem się,

                          > trzy szczegóły, którymi różni się postępowanie
                          > chirurga z opowieści Samanty od etycznej postawy lekarza

                          1. nie zaproponował leczenia przy schorzeniu, które mieści się w
                          szeroko pojętym zakresie kompetencji chirurga.
                          2. hm......
                          3. hm......Skierował do właściwego wg jego zdania specjalisty, a ma
                          pecha kierować w kraju w którym nie istnieje coś takiego jak "pilna
                          konsultacja", więc dostało mu się za system. Cóż, jak już
                          wspomniałem, powinien był skierować na SOR. Tak, po prostu nie
                          pochylił się wystarczająco nad pacjentem i jego spuchniętą ręką.







                          • casio69 najlepiej wypada...hm 17.06.09, 23:13
                            Wiesz, Obs, jedyne z tego, co napisałeś i jest warte zastanowienia to punkt 2,
                            brzmiący:
                            ...hm

                            Naprawdę nie chce mi się babrać raz jeszcze wśród tych "barw", o których
                            piszesz, a które każdy przyzwoity człowiek nazywa po prostu szyderstwami, często
                            o nienawistnym, no właśnie, zabarwieniu.

                            I tak wykasowałem resztę mojego komentarza bo szkoda słów a ja nie lubię się znęcać.

                            Lepiej sobie popostujmy o najgłupszych wistach pacjentów na dzień dobry w gabinecie.
                            Oraz o podstępnym systemie, trzymającym nas za jaja mocniej, niż niewidzialna
                            ręka rynku.
                            I będzie jak za starych dobrych czasów.
                            Dobranoc.
                            • obs2 hm 17.06.09, 23:17
                              > a które każdy przyzwoity człowiek nazywa po prostu szyderstwami

                              Więc nie jestem przyzwoitym człowiekiem.

                              ale wali mnie to - zbyt wielu ludzi mnie za przyzwoitego uważa.
                              Będę żył dalej w tej schizofrenii.
                              Pozdrawiam, dobranoc.
    • karw123 Re: mity i nieporozumienia 17.06.09, 16:37
      Mit:

      9. Lekarze pracujący w publicznej SZ nie mają wpływu na sposób jej działania.
      • casio69 Re: mity i nieporozumienia 17.06.09, 20:10
        To nie mit, lecz tzw."legenda" na użytek ławy przysięgłych i sporadycznych
        resztek sumienia.
        • andnow2 w zasadzie znowu się zgadzam 17.06.09, 23:03
          casio69 napisał:

          > To nie mit, lecz tzw."legenda" na użytek ławy przysięgłych i
          > sporadycznych resztek sumienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka