Dodaj do ulubionych

kochanka!?

23.02.11, 11:38
Jestem kochanką juz prawie od roku, on ma żone i dzieci ja tez mam za plecami męża i dziecko.Spotykamy sie regularnie raz w tygodniu .Ten mój romans jest chyba troszkę inny niż te, o których tu czytam.Chyba jest taki bez zobowiązan, nie rozmawiamy o przyszłosci ,nic sobie nie obiecujemy i nie wyznajemy sobie miłosci,chociz raz mu sie wymknęło"kocham" ale udałam ze nie słysze. Sama nie wiem dlaczego to pisze??Probuje sobie wmowic ,ze jest to romans bez zobowiazan???Boje sie ze zaczynam sie zakochiwac?!moze powinnam to zakonczy ,bo juz za długo to wszystko trwa? Jest mi z NIM dobrze,zawsze czekam z niecierpliwoscia na kolejne spotkanie.
Obserwuj wątek
    • anneh Re: kochanka!? 23.02.11, 22:42
      nikt26 napisała:

      > Jestem kochanką juz prawie od roku, [...] Probuje sobie wmowic ,ze jest to romans bez zobowiazan???Boje
      > sie ze zaczynam sie zakochiwac?!moze powinnam to zakonczy ,bo juz za długo to w
      > szystko trwa? Jest mi z NIM dobrze,zawsze czekam z niecierpliwoscia na kolejne
      > spotkanie.

      Jeśli mam być szczera - uciekaj. Póki nie wplątałaś się w miłość, w emocje i uczucia to jeszcze panujesz nad sytuacja, ale im dalej, tym gorzej. A nasze słodkie, jedyne, wyjątkowe "Misiaczki" mają dar omamiania -przerobione, sprawdzone. Jestem na odwyku. Polecam.
    • gazeta_mi_placi Re: kochanka!? 24.02.11, 05:55
      To zdrowy układ, żadnych rozwodów, rozbijania rodzin, gratuluję smile
      Tak trzymaj, tylko bądźcie dyskretni i uważajcie, aby się nie wydało, w końcu od życia też nam coś się należy.
      • nikt26 Re: kochanka!? 24.02.11, 08:20
        gazeta_mi_placi napisała:

        > To zdrowy układ, żadnych rozwodów, rozbijania rodzin, gratuluję smile
        > Tak trzymaj, tylko bądźcie dyskretni i uważajcie, aby się nie wydało, w końcu o
        > d życia też nam coś się należy.

        Tylko czy warto brnać w cos co nie ma przyszłosci? chciałabym usprawiedliwic swoje poczucie winy.Czy da sie "zlikwidowac sumienie"?
        • anneh Re: kochanka!? 25.02.11, 16:34
          nikt26 napisała:
          > Tylko czy warto brnać w cos co nie ma przyszłosci? chciałabym usprawiedliwic sw
          > oje poczucie winy.Czy da sie "zlikwidowac sumienie"?

          Nie warto. Uwierz. Przerobiłam to. Zagłuszysz sumienie na chwilę. Będziesz znajdować dla siebie usprawiedliwienia, ale przy pierwszym potknięciu - pęknniesz.
        • wirtualnyzbylut Re: kochanka!? 22.08.11, 16:27
          > Tylko czy warto brnać w cos co nie ma przyszłosci?

          Generalnie zycie konczy sie smiercia.
          Czy zatem warto brnac w cos co nie ma przyszlosci ? smile
    • ladyaann Re: kochanka!? 26.02.11, 17:01
      Ja tez jestem kochanka od jakiegos czasu, tez bez obietnic -/ jest tylko mowa , ze --MOZE KIEDYS?-gdybysmy jakims cudem zostali samotni/, wyznajemy sobie milosc, bo sie kochamy.
      Czekam na kazde spotkanie z drzeniem serca.Jestem z Nim szczesliwa, nawet gdybym miala kiedys cierpiec, to nigdy przenigdy nie zrezygnuje z tego.
      /A tak naprawde, to zyjemy chwile i nic w zasadzie nie ma sensu/.
      Mysle, ze warto przezyc takie chwile, zeby potem na starosc nie zalowac, ze sie zrezygnowalo z czegos pieknego.
      • nikt26 Re: kochanka!? 01.03.11, 11:42
        Warto!? No nie wiem, cały czas w niepewnosci, w stresie, a tu ktoregos dnia przestaje dzwonic ,pisac,poprostu NIC. On mnie chyba zostawił bez słowa wyjasnienia!!!! Żonie by tego w taki sposób nie zrobił i kto ma lepiej? ;-(
        • on99 Re: kochanka!? 01.03.11, 14:37
          > Warto!? No nie wiem, cały czas w niepewnosci, w stresie, a tu ktoregos dnia pr
          > zestaje dzwonic ,pisac,poprostu NIC. On mnie chyba zostawił bez słowa wyjasnien
          > ia!!!! Żonie by tego w taki sposób nie zrobił i kto ma lepiej? ;-(

          8 dni - szybko smile

          • on99 Re: kochanka!? 01.03.11, 14:37
            Wróć - 6 dni a nie 8 smile
          • nikt26 Re: kochanka!? 01.03.11, 16:39
            nie rozumiem
            • on99 Re: kochanka!? 02.03.11, 10:05
              Przepraszam, zrozumiałem że Twój misio zostawił Cię bez słowa ...

              Tak a'propos - czemu misio miałby zostawiać bez słowa ? Przecież kochankowie też schodzą się i rozchodzą więc nie widzę powodu aby miało to wyglądać inaczej niż małżonkowie (jedyne to, że nie miesza się w to sądów (chociaż wśród ex kochanków to też się zdarza).

              smile
        • nikt26 Re: kochanka!? 08.03.11, 11:58
          Odezwał sie podobno miał duzo pracy!! I co ja mam teraz zrobic umowic sie na spotkanie czy juz sobie odposcic?? to wszystko nie jest takie łatwe?! Chyba sie juz przyzwyczaiłam
      • klawiatura_zablokowana Re: kochanka!? 18.04.11, 13:43
        > Mysle, ze warto przezyc takie chwile, zeby potem na starosc nie zalowac, ze sie
        > zrezygnowalo z czegos pieknego.

        Myślę, że lepiej nie pakować się w bycie kochanką, żeby potem na starość nie żałować, że się postępowało nieuczciwie.

        A coś pięknego można przeżyć - nie wiem, czy wiesz - także z osobą wolną, więc to naprawdę żaden argument :]
    • misssy Re: kochanka!? 02.03.11, 13:57
      Wiesz co nikt26 smile
      Jak przeczytałam Twój pierwszy post to tak jakbym czytała słowa napisane przeze mnie smile
      Dokładnie to samo...rodziny, brak obietnic, tylko teraźniejszość, przyjemność, seks i też trwa to rok.
      Problem polega na tym że siłą woli stajemy się sobie coraz blizsi, że wkrada się do tego bliskosć, rozmowy o niczym jak i zwierzenia ( takie codzienne,o pracy, kłopotach ale z wyłączeniem kłopotów i rozterek zwiazanych z naszymi małżeństwami).
      On cały czas podkresla że nie wolno nam się angazowac uczuciowo, że założenie było że tylko seks. Nie słodzi mi tak jak wiekszośc kochanków że kocha, że tęskni że zyc beze mnie nie może. Raczej to on mnie sprowadza na ziemię ale tylko słowami.
      Ale jak zaproponowałam rozstanie, jak stałam się rozdrażniona to nie pozwala mi odejść. Stałam się zmienna i wbijałam mu szpileczki winkDziwię mu się bo każdy facet który nie jest zaangażowany a czerpie tylko przyjemnosc z seksu dałby sobie spokój z taką babą wink
      A on cały czas się SŁOWNIE broni natomiast GESTAMI pokazuje ogromne zaangażowanie. Dzień w dzień wisimy na smsach i telefonach, na dzien dobry i na dobranoc. To on aranzuje spotkania i on się pierwszy odzywa.
      Ja mam metlik w głowie bo trwa to już długo, bo kontakt się rozwija, bo on nie chce mnie wypuscić pomimo tego że czesto jestem nieznosna...
      i co myslicie? Jest to układ czysto niezobowiązujący i oparty tylko na seksie? Czy myślicie że on jest zaangazowany tylko broni się i zrobi wszystko aby swoich uczuć nie wypuscic na swiatło dzienne?
      • on99 Re: kochanka!? 02.03.11, 15:23
        misssy napisała:
        > Czy myślicie że on jest zaangazowany tylko broni się i zrobi wszystko aby swoic
        > h uczuć nie wypuscic na swiatło dzienne?

        Mogę odpowiedzieć tylko we własnym imieniu - jest zaangażowany i broni się.

        smile
      • nikt26 Re: kochanka!? 02.03.11, 16:11
        witam misssy!!
        Masz racje problem ten sam, tylko tyle ze moj naprawde mnie zostawił, juz od paru ładnych dni sie nie odzywa!! Moze teraz przyjełas lepsza pozycje w tym"związku" mozesz zaczac stawiac warunki i spotykac sie na Twoich zasadach- to zawsze jest jakas przewagasmile.Nawet troszke Ci zazdroszcze że tak bardzo chce Cie zatrzymac przy sobiesmile.Mam tylko nadzieje ze nie jest to jakas chorobliwa chec Ciebie zatrzymania. Uważaj!!
        • on99 Re: kochanka!? 02.03.11, 16:18
          nikt26 napisała:

          > Masz racje problem ten sam, tylko tyle ze moj naprawde mnie zostawił, juz od pa
          > ru ładnych dni sie nie odzywa!!

          No proszę, to jednak miałem rację smile
    • amarkowska25 Re: kochanka!? 02.03.11, 20:51

      Chciałabym podzielić się z Wami pewną historią. Otóż byłam kochanką. Byłam wtedy mężatką, nie układało nam się od dawna, ciągłe kłótnie, awantury, zdrada męża, moje poronienie. Nie piszę tego zeby się usprawiedliwiać, piszę po prostu jak jest.. W tamtym okresie spotkałam jego - nasza pierwsza wspolna noc to byla po prostu chwila zapomnienie, wyjazd sluzbowy, atmosfera, parę drinkow za duzo.. nie wiem dlaczego to zrobilam, moze chcialam zobaczyc jak to jest, moze chcialam poczuc satysfakcję, skryta zemsta na mężu który też mnie zdradził.. Po tej pierwszej nocy zaczęliśmy utrzymywać kontakt smsowy, a po pewnym czasie umowilismy sie na spotkanie.. juz zaplanowane, z premedytacją. Wiedzialam, ze on jest zonaty, ze ma córeczkę. To bylo jak narkotyk.. zapomnienie.. uwolnienie sie od klotni w domu i awantur. Moja praca polegająca na czestych wyjazdach sprzyjala tej sytuacji, jego praca podobnie. On okazal sie wspanialym, czulym kochankiem i przyjacielem - kims kto wreszcie mnie sluchal i interesowalo go to co mówie, myslę i czuje. W moim malzenstwie sila rzeczy robilo sie coraz gorzej, poniewaz kobieta zawsze angazuje sie emocjonalnie, oddalalam sie wiec od meza coraz bardziej. W koncu wzielismy rozwod - zgodnie, za porozumieniem stron. Moj romans ciagnal sie ponad dwa lata, zaczynalam cierpiec coraz bardziej - zak0ochalam sie. Dobijala mnie samotnosc i ciagle czekanie. Nigdy nie naciskalam jednak na niego zeby odszedl od zony. Kilka razy probowalam to zakonczyc, ale on nie pozwalal mi odejsc - pisal, dzwonil.. nie widzialam innych mezczyzn, trwalam w tej beznadziei.. az w koncu zona sie dowiedziala - przejrzala nocą jego telefon. Zadzwonila do mnie, zaskoczyla mnie, przyznalam sie do wszystkiego. Bylo mi wstyd przed nia i przed sobą. I wtedy pękłam - postawilam mu ultimatum - KONIEC - albo ona albo ja. Musi sie na cos zdecydowac, tak zyc nie mozna, to straszne.. Poprosil o kilka dni do namysłu.. Nie naciskalam, czulam sie fatalnie, kochalam go ale wiedzialam jak zle bylo to co robilismy.. w koncu podjął decyzję - kocha mnie, bedzie ze mną. Przyjechal i został. Tydzień. Po tym czasie zniknal bez pozegnania - pojechal zobaczyc sie z corką - i przyslal smsa - nie umiem tego zrobic. Wyplakalam morze lez. Zmienial decyzję jeszcze dwa razy, czulam sie jak na karuzeli, stalam sie wrakiem czlowieka. Najdziwniejsze ze zawsze bylam pewna siebie kobietą, faceci zawsze ogladali sie za mna. A niestety bylam tak zakochana i zaslepiona ze te dwa razy przyjmowalam go spowrotem wierzac ze tym razem mnie nie zawiedzie.. za kazdym razem zawiodl. Po drugim upadku postanowilam sie podniesc. W tym roku skonczylam trzydziesci lat i bilans mojego zycia jest bardzo smutny - rozwod, smierc dziecka /zmarlo w 6mcu ciazy/ i toksyczny, zly zwiazek. Odcielam sie od niego, probowalam zyc dalej. Zaczelam sie z kims spotykac. Na poczatku lutego mialam wyjazd sluzbowy na wyspy kanaryjskie/dodam ze przedzial czasowy wszystkich decydujacych wydarzen byl niewielki - od listopada, bo wtedy dowiedziala sie zona - do teraz/. Czulam sie juz troszke lepiej, czulam ze dam sobie radę z zyciem, ze moze znowu bede szczesliwa. Dzien przed wyjazdem zaczal mnie dreczyc smsami, rozdrapywac stare rany, jak teskni, jak myli, nie moze zyc beze mnie.. przyjechal w nocy - z kwiatami i walizką. Kocham cie, powiedzialem ze odchodze, nie moge zyc bez ciebie.. Ja w swojej bezgranicznej naiwnosci spytalam czy jest tego pewien, bo nie zniose tego po raz kolejny. Tak, jest pewien. Na drugi dzien rano polecialam a on zostal. Caly wyjazd wisialam na telefonie, pocieszlam go /powiedzial corce, 10 lat, ona bardzo to przezywala/, odpisywalam na smsy.. Wrocilam jak na skrzydlach, czekal na mnie, mieszkanie wysprzatane, kupil nawet jakies nowe sprzety.. zaczelo sie nasze zycie. wspolne zakupy plany, kolacje, winko wieczorami. Rozmowy, przytulania i pocalunki. W weekendy spotykal sie z corką, wiem ze bylo mu ciezko.. ale uwierzcie i nie osadzajcie mnie.. ja do niczego go nie zmuszalam, nie chcialam rozwalac jego rodziny.. to byla jego decyzja. Wytrzymal trzy tygodnie. Po trzech tygodniach, gdy pedzilam do domu szczesliwa, on czekal z kolacja, zostrawil mnie po raz czwarty. Weszlam do domu, tam swiece, pachnie jedzeniem. Zjadl ze mna kolacje jak gdyby nigdy nic - skarbie, kochanie.. po kolacji pytam go dlaczego wydaje sie smutny. A on po dlugim milczeniu /podczas ktorego krew sciela mi sie w zylach/ mowi: "skarbie odchodzę". Jak gdyby nigdy nic. tak po prostu. wstalam otworzylam szafe, szafki - nie bylo juz jego ubran. Spakowal sie, gdy ja bylam w pracy. Jeszcze rozmawial ze mna rano przez telefon, czule, usypial moja czujnosc - a moze podczas rozmowy juz sie pakowal? nie wiem. gdy dotarlo do mnie co sie wydarzylo wpadlam w szal, plakalam, krzyczalam, uderzylam go.. tej nocy pilam samotnie wino i zalewalam sie lzami. Jego tlumaczenie - nie moze tego udzwignac ze tak krzywdzi wlasne dziecko.. wiem to prawda, jego 10letnia corka bardzo to przezywala, ale, do cholery jestem jeszcze ja! moje zycie, moja godnosc moje uczucia! nie namawialam go zeby zostawial zone, nie chcialam niczego, chcialam zapomniec.. gdy go przyjelam, uwierzylam po raz kolejny, przyjaciele krecili glowami nad moja naiwnoscia a rodzice byli po prostu smutni.. teraz mam ciezka depresje, nie mam checi do zycia. Jego zona, co oczywiswcie rozumiem, obwinia mnie za wszystko. Nienawidzi mnie. Na moje nieszczescie zna ludzi z ktorymi kiedys pracowalam, zludzi z mojej branzy, podejrzewam ze mam juz etykiete tej "zlej" tej podlej kobiety, ktora odbiera innym mezow. Oprocz tego dostaje od niej smsy, w ktorych pisze o konsekwencjach - podejrzewam ze zechce zrujnowac mi zycie zawodowe. Jestem cieniem czlowieka, nie mam z czego chudnac, nikomu juz nie ufam i nikomu nie wierzę. To jest ostrzezenie dla wszystkich kobiet - nigdy nie spotykajcie sie z zonatym facetem. To naprawde moze zniszczyc zycie wam i innym. A bol jest nieznosny.. Mam do niego straszny żal, jest nieodpowiedzialny, bez charakteru, chorągiewka na wietrze. Ale prawda jest taka ze niestety - pozwolilam sobie na to. Nie umialam powiedziec "nie" i nie szanowalam samej siebie. Wierzylam mu - jak glupia zakochana dziecinna nastolatka. Tak mi wstyd przed samą sobą. Nigdy mu tego nie wybacze. ale najgorsze jest to, ze nie potrafię wybaczyc sobie.
      • synergia_1 Re: kochanka!? 03.03.11, 23:50
        na terapię i to szybko!!
        tego chłopa to tylko ubić!
        Kobieto weź się za siebie..i mowię serio do psychiatry i to pędem bo się wykończysz pschicznie i fiz...
        Emocje są wielkie u kobiet.,,ogarniają w tym wypadku unicestwiają Ciebie.. zrob to dla siebie.. i zacznij zyć od nowa..
        trzymam kciuki!!!
      • miasara Re: kochanka!? 04.03.11, 14:31
        amarkowska25 życie wystawiło Cię na wielką próbę....
        Bardzo Ci współczuję, że trafiłaś na kogoś takiego. Jestem być może bardziej wrażliwa na Twoją krzywdę niż inni, a dlaczego...? kto czytał moje wątki wie.
        Moja historia ma wiele analogii z Twoją.
        Trzymaj się kobieto.
        Nie narażaj się dłużej na takie krzywdy. Zobaczysz, że z czasem wróci Twoja radość życia.
        Łatwiej będzie bez niego.
        Nie zazdrość jego żonie bycia z kimś takim. Ty masz szanse na warościowego towarzysza życia....ona prawdopodbnie już nie.
        Jak masz ochotę pisz na priva.
        Czekam.
        Nie pozwól mu się więcej zbliżyć do siebie!
      • lina_onsdag Re: kochanka!? 04.04.11, 16:22
        Po tym poście i paru innych na tym forum oraz po moich własnych doświadczeniach, mam tylko jedno pytanie - za co my tak kochany tych skur...? sad( Zwodzą nas, okłamują, mamią obietnicami, wykorzystują, a potem wyrzucają w kąt jak zepsutą zabawkę... A my i tak jesteśmy zaślepione zakochaniem sad
        • madisia Re: kochanka!? 04.04.11, 18:41
          smutne, ale niestety muszę się z Tobą zgodzić w 100%
          Mój dwa dni temu namawiał mnie na spotkanie, które miało sie odbyć wczoraj, jak zwykle wymyśliłam w domu pretekst dlaczego mnie nie będzie w niedzielne popołudnie w domu, a tu nagle w południe sms od niego z wykrętem, że w sobotę wieczorem był z żoną u znajomych, popił i teraz "leczy się", tyle ze to nie pierwszy raz słyszę to tłumaczenie, nie wierzę już w nie ale i tak to ja głupia go pocieszałam, że ma się nie martwić, że nic się nie stało...tyle ze się stało! znowu nakręciłam się jak głupiutka zakochana nastolatka i znowu się rozczarowałam, znowu po kątach ryczałam w domu
          dlaczego tak kocham tego gnojka?? nie wiem!
          • viola01 Re: kochanka!? 04.04.11, 19:20
            Ten pierwszy post to jakby o mnie.
            Ja żona, mama on mąż i tata. Uwielbiamy się. Spotykamy się w pracy codziennie. Nie spaliśmy ze sobą i raczej nigdy do tego nie dojdzie, choć wiem że on by bardzo chciał. Ja i tak dla niego złamałam większość moich zasad. Nic sobie nie obiecujemy, wiemy że nigdy razem nie będziemy. Zyjemy chwilą, pocałunki, codzienne telefony, morze smsów.

            Jest tylko jeden problem. Znamy się rodzinami i raz po imprezie gdy się upił nagadał żonie jak to jestem jego najlepszą przyjaciółką itp, przeszukała jego komórkę ale były tylko smsy z koncówkami pa pa w sumie nic bo wszystko kasuje. Ale zazdrość się z jej strony uaktywniła. O naszą przyjaźń.
            Ukrywamy się lepiej, choć nie jest łatwo, w pracy też nikt nic nie wie.
            Czasem jest mi ciężko, ale nie potrafię z tego zrezygnować smile
            Obiecaliśmy sobie, że gdyby któreś chciało się wycofać to mówi wprost. Bez kręcenia.
            Nie wiem jak będzie dalej i czy w ogóle mogę nazwać się kochanką. Chyba nie.

            Nie spotykamy się po pracy. Czasem 10 min przelotem. Zdążymy się wycałować na zapas i tyle smile A całuje bosko. Alem się opisała. W sumie nie wiem po co... ale mi lżej.
            • nikt26 Re: kochanka!? 14.04.11, 23:58
              Dawno nic nie pisałam ale jakos nie było czasu.Nic sie u mnie nie zmieniło dalej się spotykamy(dla wtajemniczonych beda wiedzieli o co chodzi),potrafił sie kilka dni nie odzywac i znowu.A ja naiwna (a moze już zakochana) zawsze się zgadzam. Nie narzekam, bo jest cudownie jak jesteśmy razem, ale coraz częsciej zaczynam mieć wyrzuty sumienia(chyba). Nasze spotkania są bardzo krótkie, bo on coraz cześciej się śpieszy.Po kazdym spotkaniu obiecuje sobie że to już koniec, nie odbiore od Niego kolejnego telefonu, nie zgodze sie na kolejne spotkanie.Za dwa ,trzy dni już mi Go brakuje,i nici z mojego planu!!! Czy to wszystko ma sens!!!
              • madisia Re: kochanka!? 15.04.11, 23:48
                Jeszcze jakiś czas temu mogłabym się w 100% podpisać pod Twoimi słowami, u mnie było tak samo, czytam to jakbym czytała o sobie wink
                Czy to ma sens?? hmmm sama musisz wiedzieć. Ja już z moim P. sie nie spotykam, ale kontaktu nie urwaliśmy, nadal rozmawiamy, piszemy eski, żartujemy i chyba nadal trochę kręcimy, ale pogodziłam się z tym co jest, a teraz wspominam to co było i jakie było smile Niczego nie żałuję i sądzę, że było warto!
        • tautschinsky Re: kochanka!? 22.08.11, 17:57
          lina_onsdag napisała:

          > Po tym poście i paru innych na tym forum oraz po moich własnych doświadczeniach
          > , mam tylko jedno pytanie - za co my tak kochany tych skur...? sad( Zwodzą nas,
          > okłamują, mamią obietnicami, wykorzystują, a potem wyrzucają w kąt jak zepsutą
          > zabawkę... A my i tak jesteśmy zaślepione zakochaniem sad



          Bywają też one, które postępują jak ci faceci - raz tak,
          raz siak. Chwiejność uczuć albo wyborów nie dotyczy tylko
          mężczyzn. W przypadku mężczyzn to strach przed utratą dzieci,
          kobiety w takich sytuacjach zazwyczaj mają O WIELE MNIEJ
          szlachetne pobudki. Pieniądze. Stabilizację finansową. Jakoś
          łatwiej mi zrozumieć mężczyznę, który w końcu wraca do żony
          z powodu posiadanych z nią dzieci niż żonę, której gruby portfel
          męża może przestać być do jej dyspozycji. A więc wcale nie jest
          to taki obraz czarno-biały. Oni źli, one dobre.



      • klawiatura_zablokowana I to jest to "coś pięknego" 18.04.11, 14:25
        co gwarantuje związek z wiarołomnym, zajętym facetem, tak?
        Taka mnie refleksja nachodzi, jak czytam buńczuczne wypowiedzi wielu tutejszych kochanek...
      • proto Re: kochanka!? 18.04.11, 15:51
        Ale post. To przecież nie może być prawda.
        Takie rzeczy to tylko w filmie smile
        No może i w podstawówce.
    • anna197105 Re: kochanka!? 05.08.11, 09:17
      Jeśli ci to odpowiada to nie kończ . Właśnie na ty polega związek kochanki z kochankiem a nie na tym aby komuś w życie w brudnych butach wchodzić . Jeśli masz taki zamiar to czym prędzej wyjdź z tego związku .
    • agus-ia76 Re: kochanka!? 08.08.11, 09:12
      a pomyśl, ze już nie chce tego cotygodniowego spotkania
      co czujesz?
      delej ci obojetnie? czy jednek zakłuło coś pod sercem, jeśli tak tzn. ze już wpadłaś, zakochałaś się
      • nikt26 Re: kochanka!? 23.09.11, 22:05
        Chodzi o to że nie jest mi obojetne, nie mogę wytrzymac bez tych spotkan, nawet telefonow. Nie opuszczam telefonu na krok aby nie przegapic kiedy dzwoni. To troszkę nienormalne ale nic juz na to nie potrafię poradzic cały czas czekam....!!
    • agarena73 Re: kochanka!? 09.08.11, 22:11
      Tez na poczatku tak mi sie wydawalo a trwalo to 8 lat. Rozstania i powroty. I choc juz ok. 5 lat go nie widze, to i tak ciagle lecze sie z niego. Kazda sytuacja jest inna i nie wiem co moge Ci poradzic. Rozstanie na dobre to Koszmar.
    • lily.y Re: kochanka!? 10.08.11, 19:42
      U mnie były chwile gdy myślalam że powinnam była wyczuć moment gdy mogę bez bólu sobie odpuscić.
      Ale teraz już wiem że to nie chodzi o bycie z kimś innym i dobry seks lub uczucie którego brakuje na codzień.
      Teraz wiem że ta osoba zapada w tobie jak ktoś w kim się poprostu zakochujesz jak jesteś sama.

      Jeżeli jesteś szczęśliwa w związku to tego nie szukasz......
      On też....tylko oni mają większego stracha...że stracą cieply domek ...dzieci. Całkowicie zrozumiałe dla mnie.

      U mnie akurat jest tak że mamy razem dziecko. długo się nie widzieliśmy - ja na macierzynskim , on walczy o to żeby nie stracić dzieci.

      Po jakimś czasie znowu sie spotykamy. jest cudownie ale znowu jego strach że straci dzieci. Gorzkie slowa...że to się musi skonczyć.

      I pomyślałam..dobrze! dałam mu do zrozumienia że to koniec. I co?
      Okazalo się że jest tak zakochany że nawet to o co walczył nie jest tak ważne.. Znowu jesteśmy razem i wiem że z jego strony już nigdy nie będzie niepewności. To widać i czuć.

      W momencie prawdziwego rozstania, kwestii co mozna stracić a co utrzymać wychodzi prawda uczuć.
      Ja wiem że on jest mój. Już na zawsze.
      I dobrze bo zajebiście go kocham.
      A on mnie bardziej smile
      • magdamegan Re: kochanka!? 12.04.14, 12:36
        Skarbie, Ja mam wspaniałego faceta .Jesteśmy 15 lat,mamy piękne dzieci,kilka posiadłości.Niby tak jak Ty piszesz nie powinno mi nic brakować..A jednak...Mąż wyjechał za granicę na okres 3 miesięcy.Wystarczyło.Trafiłam na tak natarczywego adoratora, że pękłam.Teraz cierpię bo kocham ich obu i wiem, że oni mnie tez kochają.Jestem jak w jakimś serialu brazylijskim.Zrywałam z moim szefem -kochankiem mnóstwo razy a on cierpliwie czekał.Zwolniłam się z pracy bo 4 miesiącach znów spotkaliśmy się -mój mąż za granicą.Myślę że gdyby był cały czas przy mnie to nigdy by się nie wydarzyło.Myślę też że moja natura jest winowajcą.Ciężko mnie przełamać.Tylko ich dwóch dopuściłam do mojego życia i łóżka.
        Nie wiem jak mam to skończyć żeby nie cierpieć i nie tęsknić?Z moim kochankiem jestem tylko wtedy kiedy męża nie ma,dosyć rzadko raz na tydzień ale ja wiem, że go kocham .....
    • lily.y Re: kochanka!? 10.08.11, 19:47
      Niktusiu,
      Jeżeli kochasz to kochaj.
      Jeżeli on się tylko bawi to masz dwa wyjścia:
      1. Przyjmujesz to bez zobowiązań i tez się bawisz ale ze świadomością końca.
      2, Kopas w dupas - i kto wie ? smile
    • mandarynka.1 Re: kochanka!? 28.09.11, 16:26
      do wszystkich kochanek!!!!

      czy wy naprawde wszystkie jestescie takie proste glupie i nieswiadome???
      czy naprawde dla paru chwil warto sie tak ponizac????


      nie czytam dalej tego watku bo po prostu wlos mi sie na glowie jezy,jak kobiety potrafia sie nie szanowac i gdybac co bedzie i jaki to wielki problem maja.

      dajcie spokoj!!!!Faceci tylko sie z tego smieja!a zon nie zostawia!to sie zdarza tylko w filmach!!!czytam to wszystko tutaj i no jednym slowem masakra!!!szkoda mi was!!!
      kochanki...TRAGEDIA w waszych mozgach!!!!
      • oli25-7 Re: kochanka!? 29.09.11, 14:34
        do Mandarynki,,,Skoro Ci to przeszkadza to nie czytaj,głupia i prosta to może jesteś Ty,skoro tak łatwo oceniasz innych.Nikt nie jest ideałem,Ty na pewno tez nie jesteś.A życie różnie się układa i sama nie wiesz co może Cie spotkać.
        • mandarynka.1 Re: kochanka!? 03.10.11, 23:06
          gdyby czlowiek chcial spac z kazdym facetem ktoremu sie podobam to nie wyrobilabym fizycznie...
          do nas kobiet nalezy dokonywanie wlasciwych wyborow i mowienie NIE kiedy rzeczywiscie trzeba.
          facetom zawsze takie cos ujdzie,a wy juz po pierwszym razie bedziecie sie brzydko nazywaly na K...

          sorki,ale nie mialam zamiaru nikogo ponizac.Stwierdzam fakty!!!
          • daria_nowak Re: kochanka!? 04.10.11, 07:26
            Aż się na usta ciśnie przedszkolne "kto się przezywa, ten się sam tak nazywa";

            I nie. To już nie jest późne średniowiecze, czy nawet zaścianek XIX w.
            Tyle samo wymagam od mężczyzn, co od kobiet - w końcu to również myślący LUDZIE, nie zwierzęta sterowane popędem.

            Fakt, Twoje posty wychodzą takie sobie - może popracuj nad formą przekazu.
            • mandarynka.1 Re: kochanka!? 04.10.11, 13:57
              hehe...nie rozsmieszaj mnie...


              chyba zawsze prawda bolala????
              i to was tak razi moje drogie?

              • daria_nowak Re: kochanka!? 04.10.11, 14:57
                Nie wiem, co kogo razi. Mnie chwilowo - chamstwo.
                Czyli każdy kto Cię skrytykuje jest tą be kochanką, tak?
                Dość proste podejście i sposób wartościowania, podobnie jak forma postów. Nie da się ukryć - całość spójna.
                • mandarynka.1 Re: kochanka!? 04.10.11, 15:19
                  hehe...


                  a ja po prstu wspolczuje kochankom...ciezki orzech do zgryzienia maja.
                  Zakochuja sie w facetach dupkach,ktorzy i tak po jakims czasie je zostawia.
                  nie krytykuje,ani nie mpwie,ze ktos jest BE czy A.
                  Chodzi mi o trzezwe spojrzenie na to wszystko.Faceci nie sa teo warci.
                  Zal mi kobiet.To wszystko.
                  • daria_nowak Re: kochanka!? 04.10.11, 18:21
                    "a wy juz po pierwszym razie bedziecie sie brzydko nazywaly na K..."

                    nie ma to jak konstruktywna krytyka i wieeelkie współczucie. A tak, również trzeźwe podejściewink Teraz to Ty mnie nie rozśmieszaj...
                    • mandarynka.1 Re: kochanka!? 04.10.11, 21:42
                      nie skomentuje tego.
    • mandarynka.1 Re: kochanka!? 04.10.11, 21:57
      a tak jeszcze prostujac,to nie nazwalam nikogo na K jak juz nie umiesz sie domyslec.
      Po prostu stwierdzam fakty,ze facet,to ma z takiego zycia zadne konsekwencje,a kobiety to od razu K...i tak bylo jest i bedzie i nie udawaj ,ze nie wiesz o czym mowie i inteligentnie prosze Cie,zostaw w spokoju moje opinie jesli ci sie nie podobaja,nie czytaj.
      pozdrawiam mimo wszystkosmile
      • daria_nowak Re: kochanka!? 05.10.11, 07:34
        Pozdrawiając informuję, ze jako moderator nie bardzo mogę zostawiać opinie tu piszących w spokoju.
        I jeśli forma ich nazywania nie będzie mi odpowiadała, bo złamią zasady forum, to po prostu polecą. Na razie mało inteligentnie proszę - pomyśl zanim napiszesz.

        P.S. "> kobiety to od razu K...i tak bylo jest i bedzie "

        Chyba u ludzi z mentalnością małego miasteczka.
        • mandarynka.1 Re: kochanka!? 05.10.11, 13:45
          nie obrazam nikogo.jeszcze raz mowie i przypominam CI droga moderatorko forum,ze jesli Ci moje posty nie odpowiadaja ,to po prostu ich nie czytaj.Pisze prawde i tak jak jest ,nie wiem co Cie tak obraza.Mozesz mnie usunac jak chcesz,ale z tego wychodzi,ze nie mozna tutaj nic na pisac.Czego oczekujesz,ze bedziesz miec pochwaly tylko???nikt nie moze miec zdania swojego?
          apropo wielkiego miasta,to pochodze wlasnie z miasta i na obecna chwile mieszkam w NY,bedac obywatelka tego kraju i nie mysl,ze nie wiem co sie z wyciu dzieje.Znam doskonale przypadki i w jednym z nich,moja kumpela tak sie pograzyla bedac kochanka wlasnie,ze do dzis dnia nie moze sie pozbierac.Wiec nie najezdzaj na mnie,bo jakos odkad zycie trwa ,takie historie bardzo rzadko maja happy end.
    • marcepanna Re: kochanka!? 05.10.11, 10:02
      Zdrowy układ !
      Seks z żonatym to chwilowa zabawka, kiedyś trzeba to przerwać no i dla kobiet które mają dodatkowy dreszczyk emocji kiedy tzreba się ukrywac, kluczyć, kłamac...jednym słowem prowadzić tzw drugie życie

      Jak sie angażujesz trzeba poszukac sobie kolejnego żonatego a tego zostawić i juz po problemie
    • perfum kochanka - marzenie. 12.04.14, 21:08
      trzymam kciuki.
      oby tak dalej.
    • ada1214 Re: kochanka!? 17.04.14, 15:09
      Nie no to forum jest znakomite. Bede tu zagladac. Takiej dawki absurdu to nawet u Barei nie bylo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka