Dodaj do ulubionych

Ładna to piosenka...

09.08.12, 17:02
Nie ważne gdzie. To miejsce po prostu wydaje się do tego odpowiednie.
Jak? Tak jakby wszystko co się stało, stało się tylko za moją sprawą?
W jaki sposób? Tak jakbym sobie chciał to wszystko przypomnieć, bo może najwyższa pora ogarnąć się.

ROZDZIAŁ 1
Uwiodłem ją. Uwiodłem ją tak jak żonaty, ustatkowany facet uwieść może wolną kobietę. Uwiodłem ja cierpliwością, wzrokiem, czasem który jej poświęcałem, obyciem. To nie było łatwe i trwało kilka miesięcy, ale w końcu ją uwiodłem. Zrobiłem to dla siebie, nie mogąc już wytrzymać ze swoją żoną, która gdzieś po drodze zaczęła mówić do mnie w innym, niezrozumiałym języku, jak sierżant w wojsku, jak obcokrajowiec, jak wąski specjalista tylko w swojej dziedzinie.
A kiedy ją już uwiodłem stało się coś czego nie przewidziałem. Zakochałem się. Ale jak...
Nazwałem to uzależnieniem, głupotą, słabością ale w gruncie rzeczy to było zakochanie jak żadne inne dotychczas.
Chciałem się wyprowadzić, zostawić, żonę i dzieci, bo przecież jak sama mówiła jakoś to będzie, dlaczego mam rezygnować z własnego szczęścia. Istne szaleństwo.
Ale coś podpowiadało nie ufaj jej. Jeszcze nie wiedziałem co ale czołem, że coś jest nie tak. Ale o tym że nie wyprowadziłem się zdecydowały kwestie organizacyjne a nie wątpliwości. Nie da się tak z dnia na dzień spakować się i zostawić wszystko. Ale przecież obiecałem, że się wyprowadzę.
Ale gdy postawiła warunek że mam się przeprowadzić już dziś to nie mogłem tego zrobić. Miesiąc, może dwa tygodnie ale nie dwa dni.
Tego dnia urządziła mi piekło. Zdecydowałem, że muszę wszystko w końcu powiedzieć żonie i dziś mogę powiedzieć ze szczera rozmowa w takiej sytuacji z kimś od kogo się odchodzi była głupotą z mojej strony. Czego ja się spodziewałem? Oklasków za odwagę, rozsądnych rozwiązań. Uciekając przed jednym piekłem wywołałem drugie. Co ja właściwie chciałem zrobić? odejść z godnością. Ale tak właśnie godność straciłem i już nie było do kogo odchodzić. Okłamała mnie i do tej pory za to nie przeprosiła. Może chciała dobrze ale przesadziła. Przestałem jej ufać. Czy można kogoś kochać i nienawidzić jednocześnie? Można. I to było nawet straszniejsze od tego co działo się w domu. A gdy w końcu podjąłem decyzję ze odchodzę, ale już nie do kogoś ale tylko od kogoś to okazało się nagle, że jestem nie tylko potrzebny ale wręcz niezbędny i nie tylko ze względu na pieniądze ale ze względu na to co najcenniejsze, czyli ze względu na czas jaki mogę komuś poświęcić.
Nie wiedziałem tylko, że to jeszcze nie koniec...
Obserwuj wątek
    • fuzzystone Re: Ładna to piosenka... 09.08.12, 17:26
      DRAMAT!!!!! RANY KOGUTA, DRAMAT!!!

      " Zrobiłem to dla siebie, nie mogąc już wytrzymać ze swoją żoną, która gdzieś po drodze
      > zaczęła mówić do mnie w innym, niezrozumiałym języku, jak sierżant w wojsku, jak obcokrajowiec, jak wąski specjalista tylko w swojej dziedzinie."

      O ja pierd......, w rozdziale drugim napiszesz, że Cię ta jędza do ślubu zmusiła trzymając pistolet przy Twojej skroni w USC.

      Tylko baby mogą być tak głupie.
    • janzuszek Re: Ładna to piosenka... 09.08.12, 19:48
      Czujesz się oszukany, bo "zostałeś na lodzie"? W jaki sposób okłamała Cię?
      Ktoś mi powiedział,że tylko małpy nie puszczą gałęzi póki nie złapiądrugiej.sad
    • niecierpielata Re: Ładna to piosenka... 10.08.12, 08:37
      życie,byłem w podobnej sytuacjismile
    • imrug Re: Ładna to piosenka... 10.08.12, 10:01
      Kiedy piszę o tym wszystkim to okazuje się że nie można pominąć sytuacji domowej. Rozdział drugi miał być o czymś innym a wygląda tak:

      ROZDZIAŁ 2
      Nie pamiętam z tego okresu żadnej konkretnej sytuacji. Pamiętam tylko wyrwane z kontekstu rozmowy z żoną.
      Jakby na to nie patrzeć chciałem odejście i przygotowywałem to odejście. Co mnie zatrzymało? Warunki postawione przez żonę. Były do tego stopnia niewykonalne, że aż absurdalne. Początkowo chciałem wypracować jakiś kompromis wierząc, że zdrowy rozsądek weźmie górę, ale każda moja propozycja kończyła się jeszcze wyższymi wymaganiami. Wtedy myślałem, ze moja żona jest przeze mnie rozpieszczona i dlatego uważa że należy jej się wszystko co moje i tak będzie też w przyszłości a wszystko co jest jej jest tylko jej no i dzieci. Jest możliwe jednak, że ona nie chciała żebym odchodził. Musiała sobie zdawać sprawę z tego jak absurdalne są jej warunki i wydaje mi się, że postawiła je celowo po to właśnie żeby mnie zatrzymać. Ale nie jestem tego pewny.
      W efekcie zmieniłem front. To ja zacząłem stawiać żądania, zacząłem rozliczać ja z pieniędzy, przestałem zgadzać się z jej scenariuszem życia rodzinnego, w odpowiedzi na jej plany ja sam zacząłem organizować czas. I dużo czasu znowu spędzałem z dziećmi.
      Któregoś dnia powiedziała, że nie rozumie jak ja mogę się tak zachowywać, ze każdy inny facet podwinąłby ogon i się wyprowadził a ja zachowuję się tak jakby to ona była wszystkiemu winna. To utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że podjąłem właściwa decyzje.
      Chyba właśnie wtedy zrozumiałem też, ze cokolwiek się stanie to musi stać się to tak, żeby dzieci na tym nie ucierpiały. I trzymam się tego do dziś.

      A jednocześnie szukałem jej. Chodziłem w miejsca gdzie była szansa ja spotkać ale tak, że w razie czego spotkanie wytłumaczyć zbiegiem okoliczności. Ale nigdzie jej nie było. Stopniowo, a trwało to kilka miesięcy, doszedłem do wniosku, że nie traktowała mnie poważnie. Dzięki temu starłem się o niej nie myśleć i odkochiwać się. Aż któregoś dnia spotkałem ja znowu...
      • fuzzystone Re: Ładna to piosenka... 10.08.12, 10:57

        "Co mnie zatrzymało? Warunki postawione przez żonę. Były do tego stopnia niewykonalne, że aż absurdalne. Początkowo chciałem wypracować jakiś kompromis wierząc, że zdrowy rozsądek weźmie górę, ale każda moja propozycja kończyła się jeszcze wyższymi wymaganiami. Wtedy myślałem, ze moja żona jest przeze mnie rozpieszczona i dlatego uważa że należy jej się wszystko co moje i tak będzie też w przyszłości a wszystko co jest jej jest tylko jej no i dzieci. Jest możliwe jednak, że ona nie chciała żebym odchodził. Musiała sobie zdawać sprawę z tego jak absurdalne są jej warunki i wydaje mi się, że postawiła je celowo po to właśnie żeby mnie zatrzymać. Ale nie jestem tego pewny. "

        Jest tylko jeden mały szkopuł:
        chęć odejścia była spowodowana nawiązaniem romansu pozamałżeńskiego, to nie było tak, że oznajmiłeś żonie że odchodzisz a potem poznałeś dziewczynę. Zatem Twoja żona miała prawo poczuć się oszukoana - bo ją oszukałeś, nazwijmy rzecz po imieniu.
        Rzecz jasna z Twojego punktu widzenia powinna potulnie zgodzić się na Twoje odejście - a tu mosz, JĘDZA STAWIA WARUNKI!!! KŁODY POD NOGI RZUCA, zdzira jedna! Wojnę podjazdową zaczyna! I potem dziwić się, że taka Lenka w swoim wątku pisze o wrednej żonie która utrudnia rozwód - już wiem, skąd się biorą takie sytuacje...
        "Wtedy myślałem, ze moja żona jest przeze mnie rozpieszczona" BUAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAH jaki dobry Pan, że miski strawy dziennie nie wydzielał
        "... dlatego uważa że należy jej się wszystko co moje i tak będzie też w przyszłości a wszystko co jest jej jest tylko jej no i dzieci." Skoro nie miałeś intercyzy to niestety, ale obowiązuje zasada wspólnoty majątkowej - no i te dzieci też mają niejakie znaczenie.

        Zabawne, że ja, była kochanka jadę po facecie mającym romans, ale jak czytam takie rzeczy to mi się flaki wywracają.

        Odpowiedz jest prosta: skoro wasze małżeństwo było fikcją, to trzeba było je najpierw rozwiązać a potem na panienki iść. Byłoby łatwiej o podział majątku.

        "Psychodelikami w rodzaju LSD pogardzał, gdyż uważał te używki za niegodne prawdziwych mężczyzn."
        • agus-ia76 Re: Ładna to piosenka... 10.08.12, 14:24
          brawo fuzzy!!!
          • wiosnanadziei Re: Ładna to piosenka... 10.08.12, 21:23
            Dawaj facet dalej z tym felietonem w odcinkach.Dowiemy sie reszty i ocenimy.
            • 51stan To nie facet 08.09.12, 11:40
              To kobieta to pisze.
    • mijo81 Re: Ładna to piosenka... 11.08.12, 20:39
      Gdybyś tą historię pisał jako kobieta to tutejsze kochanki tylko by ci współczuły, a że piszesz jako facet to drwią z ciebie.
      • mimfa Re: Ładna to piosenka... 12.08.12, 08:29
        I vice versa
    • kolkjo Re: Ładna to piosenka... 12.08.12, 23:43
      Tylko potwierdzasz, że faceci to wygodniccy tchórze. Wyjątki sa tak nieliczne, że prawie niespotykane w przyrodzie.
    • imrug Re: Ładna to piosenka... 13.08.12, 09:55
      Po pierwsze zauważyłem, że myślenie o tym sprawia mi przyjemność, podobnie pisanie, dopiero powrót do rzeczywistości jest znowu trudny. I myślenie, że coś moglem zrobić lepiej, albo inaczej usprawiedliwiam emocjami, które mi wtedy towarzyszyły a dziś są jakby uśpione.
      Po drugie zauważyłem, że mam problem z odtwarzaniem pewnych rzeczy chronologicznie. Jeśli tak jest to staram się przedstawić sytuację tak, że to ja byłe przyczyna pewnych zachować.
      Po trzecie, są pewne sytuacje o których pisać nie chcę lub nie mogę. Staram się jednak przedstawić sobie to wszystko tak aby powstał klarowny obraz tego co się wydarzyło.

      ROZDZIAŁ 3.

      Wydaje mi się, że to spotkanie miało też wyglądać na przypadkowe ale zorientowała się, że ja się zorientowałem i powiedziała, ze chciała się ze mną spotkać. Kłopoty. mnóstwo kłopotów. Oczywiście spytała mnie czy się rozwiodłem. Nie pamiętam co jej mówiłem. Nie pamiętam czy już wtedy wpadłem na pomysł z szukaniem jej nowej pracy. Pamiętam tylko że na koniec spotkania zachowałem się nieprzyjemnie (emocje). Dlaczego mnie okłamałaś? jak teraz mogę Ci ufać? - wypaliłem. Wyszła ze łzami. Nie powiedziała ani słowa. To chyba ja się z nią później skontaktowałem. W międzyczasie sprawdziłem, że mój klient szuka kogoś na stanowisko odpowiadające jej umiejętnościom. Nawet jej nie poleciłem. Sadziłem, ze dostanie tę prace i faktycznie ja dostała. W efekcie mogliśmy widywać się służbowo a z czasem nawet współpracować.
      Wprowadziła zasadę, ze nasze kontakty sprowadzają się tylko do kontaktów służbowo-przyjacielskich i nawet nam się to udawało. W pracy nikt niczego się nie domyślał. Okazało się że w pracy jest świetna, bardzo kontaktowa, błyskotliwa i pracowita. Wcale mnie to nie dziwiło. Sama wzięła ode mnie część roboty. Kazała mi wychodzić do domu wcześniej, żebym zajął się dzieciakami. Wydawało mi się że jest zadowolona. Sam znowu zacząłem kombinować z rozwodem. Bardziej czułem, niż wiedziałem, że jeszcze trochę i nie da sie tego ukrywać dłużej, znowu byłem w niej zakochany.
      To ona pierwsza próbowała złamać swoją zasadę. Wszystko przygotowała ale ja odmówiłem. Kilka dni później to jednak ja zapukałem do niej i popełniłem znowu karygodną rzecz: po wszystkim powiedziałem, że muszę wracać do domu. Musiałem ale nie powinienem był w ogóle do niej przychodzić albo przynajmniej zostać jeszcze chwilę.
      Nasze relacje w pracy się oziębiły. Pracowo zaczęła mnie unikać. Na lanczach za to zaczęła mi opowiadać, że kogoś poznała. W końcu, że się zakochała. Bolało, ale mimo to słuchałem jej opowieści. Tłumaczyłem sobie, że to dobrze. Że znalazła w końcu faceta, który jest jej wart. W końcu, któregoś dnia powiedziała mi, że musimy przestać się widywać. Tego pocałunku na ulicy nigdy nie zapomnę. Wszystko wypadło mi z rąk. Stałem i patrzyłem jak odchodzi. Po kilku dniach dowiedziałem się, że złożyła wypowiedzenie a jej szef zgodził się zwolnić ją z obowiązków świadczenia pracy. Dowiedziałem się, że wyjechała. Nie szukałem jej.
      Któregoś dnia żona otworzyła zaproszenie na ślub. Nie skojarzyła imienia. Spytała kto to jest. Powiedziałem, ze koleżanka z pracy. Oczywiście nie poszliśmy. Ślub w jej rodzinnej miejscowości.
      Myślałem, że mam ją z głowy. Powili zacząłem proces ponownego odkochiwania się. W domu nowe porządki wyszły nam na dobre. Przestawałem o niej myśleć non stop. Aż do telefonu od niej...
      • wiosnanadziei Re: Ładna to piosenka... 13.08.12, 14:27
        sp.......doliles sprawe kolego
    • imrug Re: Ładna to piosenka... 14.08.12, 10:28
      I tak powoli zbliżam się do końca tej historii. choć nie wiem czy w tej sytuacji można mówić o końcu.

      ROZDZIAŁ 4
      "Ratuj moje małżeństwo".
      Najpierw myślałem że to żart. Później, że znowu próbuje mnie w coś wmanewrować. Próbowałem wytłumaczyć, że nie jestem właściwym adresatem tej prośby ale wywołało to tylko przeciwny efekt. Jeszcze bardziej nalegała na spotkanie. Okazało się że nigdzie nie wyjechała. Jest cały czas tutaj
      Siedzieliśmy kilka godzin. Ona opowiadała ja słuchałem. Z opowieści wynikało, że facet po ślubie przestał się nią interesować i zwracać na nią uwagę. Taki obraz zapracowanego biznesmena, który nie ma czasu dla swojej żony i rozpieszcza ją pieniędzmi. Nie moglem tego słuchać. nie rozumiałem tego jak można ja tak traktować a poza tym byłem cholernie zazdrosny. Zadzwoniłem do niej kiedy to zrozumiałem i powiedziałem że chcę się znowu z nią spotkać. Przy tym spotkaniu odniosłem wrażenie, ze nie jest sobą. To tak, jakby facet dając jej wszystko zabił w niej energię, choć ona się z tym nie zgodziła.
      Razem opracowaliśmy plan jak wywołać w nim zazdrość i poczucie winy. Plan to duże słowo ale przecież zazdrość bywa silniejsza niż miłość.
      I... zadziałało. Zadzwoniła do mnie. Była zadowolona.
      A później znowu poprosiła o spotkanie.
      Przyszła, żeby mi powiedzieć, że myślała o tym wszystkim i nagle przestało jej zależeć. bo jeśli działają na niego tak proste numery, to jej już się nie chce i już jej nie zależy.
      Nie zrobiłem nic. Nie skomentowałem. Przy okazji spytałem tylko kim dla niej jestem. Nie potrafiła odpowiedzieć.
      Pożegnałem się i wyszedłem.
      Co ja wyprawiam? Tłumaczę kobiecie jak ma uwodzić własnego męża. Zajmuje się czyimiś problemami zamiast rozwiązywać własne. Po co mi to?
      Najlepiej byłoby już nie kontaktować się z nią wcale ale nie potrafię. Moja silna wola kończy się gdy do mnie dzwoni a że kontakty te są rzadkie to siła każdego telefonu jest ogromna.
      A poza tym, choć nie jest już moją kochanka to nadal ją kocham.
      Jest dojrzałą, doświadczoną kobietą ale w kwestii uczuć zachowuje się jak dziecko.

      Będzie chyba jeszcze jeden rozdział.
      • trzy_w_jednym Re: Ładna to piosenka... 14.08.12, 10:33
        > Będzie chyba jeszcze jeden rozdział.

        Ciekawe co tym razem wymyślisz? big_grin
      • damodia chłopie, podkręc jakoś klimat 14.08.12, 12:59
        bo to zaczyna być nudniejsze niż telenowela argentyńska
      • gk-63 Re: Ładna to piosenka... 14.08.12, 17:11
        imrug ty nie piszesz tego serio?To niemożliwe żebyś tak idiotyczne wnioski wyciągał z zachowania żony .To niemożliwe żebyś tak zachowywał się po zdradzie i zdradzając .TY robisz sobie jaja,albo chcesz się dowiedziec jak ocenone zostanie twoje grafomaństwo-dlatego nie ma znaczenia gdzie piszesz.Dlatego nie polemizujesz z osobami czytającymi ten serial bo to nie ma nic wspólnego z realnym życiem.
    • imrug Re: Ładna to piosenka... 14.08.12, 18:37
      POSŁOWIE

      Siedzę po godzinach w pracy. Widziałem się z nią. Nie rozwiedzie się.
      "Ty masz w sumie gorzej".
      Pora się ogarnąć. Nie da się tego wyrzucić z pamięci ale pora zacząć o tym myśleć w czasie przeszłym. To po to musiałem to wszystko napisać.
      Wszystko jest możliwe. Wszystko to się wydarzyło i znacznie więcej w ciągu ponad 5 lat.
      Z nieba do piekła i z powrotem. Nigdy nie było letnio, nigdy nudno.
      Byc może moje zachowanie może wydawać się idiotyczne. Ale zawsze był do niego jakiś
      powód.
      A może jedno szaleństwo powoduje drugie...
      • janzuszek Re: Ładna to piosenka... 14.08.12, 19:08
        ...jak dziecisad Prawdopodobnie osięgneliście jedynie dojrzałść seksualną. Intelektualna i psychiczna zastała na poziomie podstawówki
        • atrytka Ładnie.... 18.08.12, 13:37
          .... napisane... tak "Harlequinowo"...

          Po co oceniać? Jest i już.... samo życie... każdy inaczej na nie " paczy"... smile

          Pozdrawiam serdecznie autora wątku wink
      • mijo81 Re: Ładna to piosenka... 18.08.12, 22:23
        Ale z ciebie cipa
        • fuzzystone Re: Ładna to piosenka... 19.08.12, 00:35
          Zabawne, po raz pierwszy zgadzam się z mijo, tylko że mnie nasunęła się "pipa grochowa"big_grin
          • mijo81 Re: Ładna to piosenka... 19.08.12, 10:35
            .... jakby to była kobieta, to od razu rzuciałabyś się do jej pocieszania
    • default Re: Ładna to piosenka... 21.08.12, 07:48
      > Nazwałem to uzależnieniem, głupotą, słabością ale w gruncie rzeczy to było zako
      > chanie jak żadne inne dotychczas.

      Aha, czyli już nieraz sobie pozwalałeś na skoki w bok. Pięknie. Nic dziwnego, że żona zaczęła "mówić w innym, niezrozumiałym języku, jak sierżant w wojsku"...

      > Nie da się tak z dnia na dzień spakować się i zostawić
      > wszystko.

      Da się. Dla chcącego nic trudnego, uwierz.

      > Ale gdy postawiła warunek że mam się przeprowadzić już dziś to nie mogłem tego
      > zrobić. Miesiąc, może dwa tygodnie ale nie dwa dni.

      J.w. - jaka to w sumie różnica - miesiąc czy dwa dni. Fizycznie wyprowadzka trwa chwilę - bierzesz torbę z gaciami na zmianę i szczoteczką do zębów i wychodzisz. Doprawdy nie rozumiem tego argumentu "bo nie da się z dnia na dzień". Owszem, sprawy organizacyjno-prawno-majątkowe mogą się ciągnąć latami nawet - ale kto ci każe cały ten czas spędzać w domu z żoną ? Dlatego takie gadki to tylko klasyczna wymówka.

      > Zdecydowałem, że muszę wszystko w końcu powiedzi
      > eć żonie i dziś mogę powiedzieć ze szczera rozmowa w takiej sytuacji z kimś od
      > kogo się odchodzi była głupotą z mojej strony. Czego ja się spodziewałem?

      Zapewne że żona pokiwa ze zrozumieniem głową nad biednym misiem, poklepie po pleckach i pobłogosławi na drogę. Jej świat się zawalił, oszukała ją najbliższa osoba - to najgorsza chyba rzecz, jaka może spotkać w życiu. Owszem, jeśi chciałeś odejść to powinieneś jej powiedzieć, ale jednocześnie przyjąć na klatę jej rozpacz, ból, złość, nienawiść, a nie użalać się nad "piekłem w domu".


      Tylko cały czas nie kumam o co chodzi z tym, że kochanka " Okłamała mnie i do tej pory za
      > to nie przeprosiła. Może chciała dobrze ale przesadziła. Przestałem jej ufać." O co chodziło ? Bo jakoś mi to ściemą jedzie. Jakbyś sam siebie usprawiedliwiał dlaczego nie zdecydowałeś się odejść od żony i związać z tamtą (" Ale coś podpowiadało nie ufaj jej. Jeszcze nie wiedziałem co ale czołem, że coś jest nie tak").
      Jakoś tak asekurancko to brzmi...."tak, ja bym jak najbardziej i w każdej chwili, ale może to suka jakaś okaże się i co ja biedny miś zrobię, jeśli w międzyczasie spalę za sobą mosty i stracę wygodne gnaizdko przy żonie, to lepiej tak na razie niezobowiązująco ją sobie podziugam, bezpiecznie, żonka w odwodzie, a potem się zobaczy ewentualnie..."
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka