fenytoina
07.04.13, 18:18
i zapewne dla niektórych głupie...
Jestem z kimś kto kogoś ma...trwa to już prawie 5ty rok...Drugi rok jestem w innym mieście, wyjechałam, bo chciałam to zakończyć, a przy okazji rozpoczęłam naukę w szkole...Tak dla zabicia czasu/myśli...Niestety on nie dawał o sobie zapomnieć.
Przez ponad rok jeździł do mnie raz, dwa razy w tyg. Pytałam czy sypia z żoną, zawsze odpowiadał, że nie...No cóż i wierzyłam i nie wierzyłam, ale tęskniłam, kochałam i kocham nadal, sama sobie dziwię się, że wytrzymałam tyle łez i cierpienia. Wielokrotnie rozmawialiśmy o nas i onaszej przyszłości, mówił..."skończ szkołę"...
ja nie wytrzymywałam nerwowo, wyżywałam się na nim, krzyczałam, że na pewno z żoną sypia, a mnie okłamuje...Dowiedziała się o nim moja mama. Powiedziałam mu o tym, w tym momencie w słuchawce zapadła cisza i wykrzyczał "nie będziemy się już więcej spotykać!!" Szok i niedowierzanie...I tak prawie pół roku nie mieliśmy ze sobą kontaktu, po czym odezwał się, że tęskni, kocha, że ja pewnie nigdy nie odezwałabym się pierwsza, bo duma mi nie pozwala...
Znowu spędziliśmy miłą chwilę, bo ja znowu zaczęłam się wyżywać. Zakazałam mu pisać do mnie twierdząc, że żona jest ważniejsza nawet w takie dni jak walentynki czy dzień kobiet...Znowu milczenie przez miesiąc.
Po miesiącu spotkanie, znowu radość...
I tu moje podejrzenia...chociaż wielokrotnie mówił mi, że ja mam problem z wiarą, że nie wierzę ludziom, nie ufam...i, że z tym jest problem...
Niestety pamiętam kiedy ostatni raz kochaliśmy się miał prezerwatywy innej firmy, niż te które wyjął wczoraj....i podczas uniesień - zatkało mnie, mina mi zrzedła...zaczął pytać o co mi chodzi. Wytłumaczyłam, że ostatnim razem miał całe opakowanie Skyn'ów, a dzisiaj jedną prezerwatywę Durexa...
Pytam go gdzie są tamte Skyn'y..." Nie wiem, może je wyrzuciłem, mówiłem Ci, że są do bani"...pytam więc gdzie ma resztę Durexów - "nie wiem, samochód oddałem do serwisu, więc powyjmowałem, może zostały w garażu w reklamówce".
Pokłociliśmy się...wydarł się na mnie, że robię z niego ku*wiarza, że myślę, że miał tu jeszcze inne panienki...
I, że znowu mam problem z wiarą i, że on nie będzie mi się tłumaczył, bo wie co robi.
Czy tak świeżym okiem mógłby ktoś spojrzeć na ten głupi problem? Czy zaufałybyście facetowi, który ( pomijając jego gadanie, że od dwoch lat nie śpi z żoną) przez ostatnie pół roku naszego niewidzenia twierdzi, że nie spał z żoną, a zaspokajał się sam?
I ta sytuacja z tymi prezerwatywami nie daje mi spokoju...Przecież dla faceta prezerwatywy to chyba ważna rzecz...a dla niego to takie naturalne, że teraz ma jedną inną i nie wie gdzie jest reszta...