Witam, potrzebuje rady jak to ogarnąć.....
Spotykamy sie półtora roku, od samego początku jasno ustalona zasada; mam żonę itd... Spoko, wchodząc w to wiedziałam ze to nic poważnego tylko poprostu romans. Było cudownie, dziesiątki tysięcy smsow, spotkania na noc lub poprostu na kawę. Miedzy nami wytworzyla sie bardzo fajna, ciepła relacja. Ja byłam twarda, nie chciałam sie zakochac ale on robił wszystko żebym sie zakochała. Po ok pól roku zmieklam, on tez. Ja nadal wiedziałam ze nic poważnego z tego nie wyjdzie i byłam zadowolona z takiej formy relacji, nie szukam stałego partnera. Spotykalismy sie dalej. Teraz wyglada to tak; od kilku tyg on sie zaczął dystansowac, coraz rzadziej pisać lub nawet nie odpisywać na moje wiadomości, nie podobało mi sie to bo to był jego pomysł aby nasza relacja nie była oparta tylko na seksie. Wczoraj przyznał mi sie wreszcie ze ochłodza stosunki ze mną, na pytanie ale dlaczego, co sie stało, zero odzewu! Zapytałam czy nadal chce sie spotykać to powiedział ze tak. W związku z tym myśle ze ok pogadamy, zobaczymy czego on odemnie oczekuje i czy mi to pasuje, jak tak to spotykamy sie dalej a jak nie to przynajmniej rozstaniemy sie po ludzku bez jakichś awantur czy żali. No i jest zero odzewu

ja czekam, denerwuje sie, staram sie jakoś sprowokować go do tego żeby ze mną pogadal ale nie w jakiś chamski sposób tylko tak normalnie ale jest cisza. I tak sobie myśle, czy to normalne ze faceci tak robią? Nie wydarzył sie miedzy nami jakiś hardcore żeby był na mnie zły czy cos, ot tak poprostu zero odzewu. Dlaczego poprostu ze mną nie porozmawia i najwyżej to zakończymy, ja poplacze miesiąc i mi przejdzie. Jestem zrozpaczona, nawet nie tym ze najprawdopodobniej to koniec ale tym ze mnie teraz tak traktuje, zero szacunku. Ogarnia mnie straszna wściekłość ze człowiek który był mi tak bliski, odstawil mnie jak rzecz bez słowa wyjaśnienia. W jaki sposób mam to sobie wytłumaczyć żeby czuć sie lepiej?