drquinn123
15.02.17, 21:11
Jestem tu nowa, i od roku jestem kochanką. Pisze ten post zebyscie mi przemówily do rozumu, bo niby wiem ze zle robie ale jakos nie potrafie przestac.
Zacznijmy od początku, jego poznalam na kursie prawa jazdy (jest instruktorem) fajnie sie jezdziło, gadalo, dobrze sie razem czulismy w swoim towarzystwie. Kurs sie skonczyl, ja zdalam prawko i powody do spotkan tez sie skonczyly, postanowilismy utrzymac kontakt, bo czemuby nie. Wymienilismy ze sobą mnostwo smsów ( ok 200 dziennie praktycznie codziennie). Pewnego razu zaprosilam go do siebie, zeby obejrzec film, pogadac, oczywiscie skonczylo sie w łóżku. Te "seanse" osbywały sie juz regularnie, choc rzadko bo nie zawsze mial czas, i pretekst. Ja od poczatku wiedzialam ze ma zone i dwojke dzieci. Nie kocham go, i nigdy nie kochalam, dawal mi jedynie przyjemnosc. A ja nie mam zadnych wyrzutów sumienia, tlumacze sobie ze przeciez ja nikogo nie zdradzam a co mnie obchodzi czyjas zona i czyjes dzieci? Wina lezy wylacznie po jego stronie