meiji
24.03.08, 15:36
POznalam go, jak był juz w siedmioletnim
zwiazku. POczatkowo oboje udawalismy, ze łaczy nas przyjazn, ale tak
naprawde nie moglismy bez siebie zyc: przypadkowe zaplanowane
spotkania, telefony i w koncu pelno wzajmenych wyznań. Chcial odejść
od swojej ówczesnej narzeczonej. Ja nie nalegalam, bo bylam młoda i
wyznawalam zasadę " jak coś ma byc, to bedzie wbrew wszsytkiemu". On
sie wahał, kochał Ją, więc nie chciał JEJ skrzywdzic. Wzięli
ślub.Myślałam, że mi przejdzie, że zapomnę, zakocham sie w kims
innym.
Od tego czasu minely 2 lata. Oni wlasnie spodziewają sie dziecka.
Ja jestem sama. Wciąż o nim myślę. On o mnie zresztą też. Często do
siebie dzwonimy, zwierzamy się sobie. Jak Ona wyjeżdża do rodziców,
rozmawiamy cale noce. Z jednej strony, to bardzo niewinne, bo
obiecaliśmy sobie, że nie będziemy wracać do tego, co było i nie
bedziemy aranzować żadnych spotkań, ale tak naprawdę to bardzo
dziwny uklad. A najbardziej boli mnie, że on chyba jest szczesliwy,
a mi na widok tego jego szczęścia serce pęka z bólu.