Dodaj do ulubionych

"Matematyczny Nobel" przyznany

23.03.11, 18:41
Zaledwie 31 lat?
Kompetencje autora artykułu pozostawiają wiele do życzenia. Cytując najgorsze ze źródeł - wikipedię - "Medal Fieldsa jest przyznawany wyłącznie młodym matematykom (którzy nie ukończyli 40 lat do 1 stycznia roku, w którym jest nadawany)".
Obserwuj wątek
    • rubownik "Matematyczny Nobel" przyznany 23.03.11, 18:51
      To fantastyczny matematyk. Gratulacje!
      (Napisal rowniez kilka swietnych podrecznikow.)
    • yamata "Matematyczny Nobel" przyznany 23.03.11, 19:35
      Przeciętny Polak zapewne wyciągnie wniosek iż Milnor to z pewnością Żyd.
      W dodatku dostanie nagrodę od innego "Żyda" - Abela w wysokości 6 mln koron norweskich (około 750 tys. euro). Co doprowadzi go do następnego, logicznego wniosku - że to "bogaty Żyd".

      To już całe dwa powody by zapałać nienawiścią do matematyki!
      Uważam, że artykuł jest tendencyjny... ;)
      • kamyk_wj Re: "Matematyczny Nobel" przyznany 23.03.11, 21:18
        Abel kojarzy mi się tylko z grupami abelowymi, a nie z jakakolwiek nacją. O ile wiem, Abel był Norwegiem i młodo zmarł, zdążył jednak dać podwaliny pod teorię grup.
        Matematyka nie ma narodowości, to jest oddzielny byt.
        Ze względu na tzw. ścisłość wymaga rzeczywistej wiedzy, a nie robienia ogólnie dobrego wrażenia. Dlatego pewnie nie jest specjalnie lubiana przez uczniów. Nie jest to sprawa specyficznie polska.
        • panbuchman Re: "Matematyczny Nobel" przyznany 23.03.11, 22:41
          Ten młody od grup to chyba Évariste Galois. Niels Henrik Abel też młodo zmarł. Najsłynniejszy jego wynik to dowód niemożności znalezienia rozwiązań ogólnych równań wielomianowych stopnia piątego i wyższych.
        • neuroleptyk Re: "Matematyczny Nobel" przyznany 24.03.11, 12:26
          > Ze względu na tzw. ścisłość wymaga rzeczywistej wiedzy, a nie robienia ogólnie
          > dobrego wrażenia.

          Ciekawe co masz na myśli pisząc o rzeczywistej wiedzy. Sugerujesz, że obiekty matematyczne istnieją?
          • kamyk_wj Re: "Matematyczny Nobel" przyznany 24.03.11, 12:47
            Nie, nie sugeruję. Istnieją obiekty fizyczne, oraz - zdaniem niektórych - metafizyczne.
            Rzeczywista wiedza to według mnie wiedza jednoznacznie weryfikowalna.
            • neuroleptyk Re: "Matematyczny Nobel" przyznany 24.03.11, 14:24
              kamyk_wj napisał:

              kamyk_wj napisał:

              > Nie, nie sugeruję. Istnieją obiekty fizyczne, oraz - zdaniem niektórych - metaf
              > izyczne.
              > Rzeczywista wiedza to według mnie wiedza jednoznacznie weryfikowalna.


              Chyba sugerujesz, że chodzi o tzw. pewną wiedzę, i że taka jest możliwa tylko w matematyce.
              • kamyk_wj Re: "Matematyczny Nobel" przyznany 24.03.11, 16:11
                > Chyba sugerujesz, że chodzi o tzw. pewną wiedzę,

                Tak

                > i że taka jest możliwa tylko w matematyce.

                Nie
                • neuroleptyk Re: "Matematyczny Nobel" przyznany 24.03.11, 18:48
                  kamyk_wj napisał:

                  > > Chyba sugerujesz, że chodzi o tzw. pewną wiedzę,
                  >
                  > Tak

                  Wygląda na to, że ludzie lubią mieć pewną wiedzę, wymagają dowodów, itp, ale tylko w przypadku wiedzy "pozytywnej". Bo jak powiesz, że czegoś nie wiesz, to raczej nikt nie będzie cie prosił o dowód.

                  > > i że taka jest możliwa tylko w matematyce.
                  >
                  > Nie

                  W sumie to jestem ciekaw, co by było przykładem takiej pewnej wiedzy.
                  • hector0 Re: "Matematyczny Nobel" przyznany 24.03.11, 19:13
                    neuroleptyk napisał:

                    >
                    > W sumie to jestem ciekaw, co by było przykładem takiej pewnej wiedzy.
                    >

                    "Wiem,ze nic nie wiem."
                    • neuroleptyk Re: "Matematyczny Nobel" przyznany 24.03.11, 19:29
                      hector0 napisał:

                      > neuroleptyk napisał:
                      >
                      > >
                      > > W sumie to jestem ciekaw, co by było przykładem takiej pewnej wiedzy.
                      > >
                      >
                      > "Wiem,ze nic nie wiem."

                      Ale to jest niestety samoobalające, chociaż słynne;)
                      • hector0 Re: "Matematyczny Nobel" przyznany 24.03.11, 19:49
                        neuroleptyk napisał:

                        > >
                        > > "Wiem,ze nic nie wiem."
                        >
                        > Ale to jest niestety samoobalające, chociaż słynne;)
                        >

                        Inne za to zludne (zwodnicze),nie wytrzymuja proby czasu i zostaja obalane.
                        Powaznie jednak patrzac na ten problem,to jest to problem raczej swiadomosci.
                        Stwierdzenie wlasnego istnienia to chyba jedyne co moze byc pewne,na miare tej pewnosci
                        jaka ja rozumiemy,bo jest ona poprzez nia okreslana.

    • oldnick5 Boże, ile bym dał... 23.03.11, 21:37
      Boże, ile bym dał (gdybym miał...) za jeden mały promil zdolności pana Milnera.
      Z wielkim respektem :-)
      Stanisław Remuszko
      • 3744meriva Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 09:06
        Stanisławie nic się nie bój bo sam jestem w strachu. Nie musisz od razu być jakimś Ablem czy Abelem. Może sam nie wiesz jai jesteś zdolny matematycznie. Spróbuj rozwiązać taką proporcję :
        a / b = b / a plus b

        a > 0, b > 0, b > a

        Powodzenia Henryk
        • kamyk_wj Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 10:14
          Pewnie miało być a/b=b/(a plus b).
          Czego miałoby dowodzić rozwiązanie (lub umiejętność rozwiązania)?
          Lepiej zastanowić się, kiedy a+b to nie to samo, co b+a. Na cześć Abela.
          Uwaga: nie dotyczy to liczb. Może dotyczyć kolejności jakichś podobnych czynności, typu: najpierw w lewo, potem prosto.
          • stefan4 Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 10:46
            kamyk_wj:
            > Pewnie miało być a/b=b/(a plus b).
            > Czego miałoby dowodzić rozwiązanie (lub umiejętność rozwiązania)?

            Zapewne znajomości równań kwadratowych. Albo jednego równania kwadratowego, prowadzącego do złotego podziału. Tak czy tak, to jest wiedza z gimnazjum...

            kamyk_wj:
            > Lepiej zastanowić się, kiedy a+b to nie to samo, co b+a. Na cześć Abela.
            > Uwaga: nie dotyczy to liczb.

            Ale liczb ustawionych w kwadraty już tak... Macierze kwadratowe dowolnego stopnia większego niż 1, o wyznacznikach niezerowych, stanowią grupę nieabelową ze względu na mnożenie.

            kamyk_wj:
            > Może dotyczyć kolejności jakichś podobnych czynności, typu: najpierw w
            > lewo, potem prosto.

            Składanie translacji (czyli dodawanie wektorów) jest przemienne. Chyba, że zakładasz istnienie jakichś przeszkód
            • kamyk_wj Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 12:06
              No tak, właśnie o czymś takim myślałem. Nie chciałem jednak dawać rozwiązania, tylko postawić zagadnienie teoriogrupowe dla nie-matematyków. Stąd uwaga o przemieszczeniach i obrotach. Bo przykłady grup nieabelowych poda z rękawa student po pierwszym roku.
              Swoją drogą, słyszałem dawno temu, że uczono gdzieś w Polsce teorii grup i podstaw algebry liniowej w młodszych klasach szkoły podstawowej, ku wielkiemu zainteresowaniu uczniów. Może to ciekawsze od tabliczki mnożenia? I daje więcej pojęcia o matematyce? Sam nie wiem.
              • stefan4 Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 12:39
                kamyk_wj:
                > Swoją drogą, słyszałem dawno temu, że uczono gdzieś w Polsce teorii grup i
                > podstaw algebry liniowej w młodszych klasach szkoły podstawowej, ku
                > wielkiemu zainteresowaniu uczniów.

                Był taki trend na początku lat 1970tych. Wtedy to np. teoria zbiorów zeszła nawet do co ambitniejszych przedszkoli.

                Cytat
                • kamyk_wj Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 13:01
                  No tak, słyszałem, że obecnie dla większości maturzystów 1/2+1/3=2/5.
                  Być może jednak dałoby się coś wypośrodkować między nauką matematyki w rozumieniu umiejętności wykonywania prostych działań na liczbach a jakimś małym światłem na tę "prawdziwą" matematykę?
                  Dawno, dawno temu, jak byłem studentem piątego roku, uczyłem krótko w szkole. Bodajże szóstoklasistom opowiedziałem raz o składaniu obrotów (to tak a propos, żeby pozostać w temacie wątku). Większość z fascynacją podeszła do sprawy obracając swoje podręczniki na ławkach. Pierwszy raz zobaczyli, że a+b to nie zawsze to samo, co b+a. Nie wiedzieli dotąd, że to też matematyka.
                  Mam wrażenie, że dla większości uczniów matematyka to wzory do wkucia. Ale, szczerze mówiąc, na studiach selekcja do specjalności nauczycielskiej była negatywna, więc co tu się wielce dziwić.
                  • stefan4 Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 14:34
                    kamyk_wj:
                    > Dawno, dawno temu, jak byłem studentem piątego roku, uczyłem krótko w
                    > szkole. Bodajże szóstoklasistom opowiedziałem raz o składaniu obrotów (to
                    > tak a propos, żeby pozostać w temacie wątku). Większość z fascynacją
                    > podeszła do sprawy obracając swoje podręczniki na ławkach.

                    Można i należy prezentować uczniom i studentom ciekawostki i łamigłówki. Ale w którymś momencie, po przedstawieniu całej barwnej Lilavati, trzeba przejść przez jakieś żmudne obliczenia i dowody. Bez tego uczeń nie będzie miał w ręku narzędzia do uzyskiwania pewności. Nie będzie mógł pełnym głosem zakrzyknąć ,,tak jest, bo ja to udowodniłem!''. A cóż jest warta matematyka bez takiej pewności?

                    Niestety, wielu moich studentów (nie wszyscy) jest w stanie udowodnić każdą bzdurę, którą im się zada; a jak się każe udowodnić przeciwną bzdurę, to też ją udowodnią bez zawahania. I oczywiście nadal, jeśli chcą wiedzieć, jak jest naprawdę, to muszą sięgnąć po autorytet
                    • stefan4 błędne koło 24.03.11, 15:39
                      stefan4:
                      > I tu tkwi błędne koło... Dlaczego ci lepsi mieliby pchać się na nauczycieli?
                      > Trzeba by nauczycielom bardzo znacznie podnieść pensje; pozostawić czas na
                      > własne poszukiwania (czyli zmniejszyć pensum); zostawić wolną rękę w
                      > doborze treści i sposobów nauczania, i... poczekać 30 lat.

                      Coś mi przerwało i nie dopisałem reszty tego błędnego koła. Otóż tego nie można zrobić, bo nigdy nie będzie społecznego przyzwolenia na tak specjalne traktowanie nauczycieli ewidentnie kiepskich, z wieloletniego negatywnego doboru.

                      - Stefan
                    • hector0 Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 16:58
                      stefan4 napisał:

                      >
                      > I tu tkwi błędne koło... Dlaczego ci lepsi mieliby pchać się na nauczycieli?
                      > Trzeba by nauczycielom bardzo znacznie podnieść pensje; pozostawić czas na włas
                      > ne poszukiwania (czyli zmniejszyć pensum); zostawić wolną rękę w doborze treści
                      > i sposobów nauczania, i... poczekać 30 lat. Ta wolna ręka to dlatego, że nik
                      > t nie wie, jak dobrze nauczać; dawniej, jak woźnica zgubił się we mgle, to pusz
                      > czał koniom wodze, żeby same znalazły drogę
                      • kamyk_wj Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 18:09
                        Chyba faktycznie Lenin. Pamiętam, jak ten cytat był często umieszczany w różnych miejscach na samym początku lat osiemdziesiątych. Trudno było władzy zrywać plakaty z cytatem Lenina...
                        Ale rzecz ma się nie do końca tak. Nauczyciele zarabiają zupełnie nieźle. Średnio 3 tys. brutto. To może niewiele w Warszawie, ale w miasteczku czy na wsi to znakomite wynagrodzenie. No i sporo więcej od policjanta, tak gdzieś do stanowiska inspektora. Podobnie pensum na poziomie 20 godzin tygodniowo nie jest nadzwyczajnie wysokie, ot, przeciętne. Dodać trzeba nadzwyczajnie długi urlop. Więc bez przesady z tym przeciążeniem.
                        Wydaje mi się, że problemem jest długoletnie niedofinansowanie i ta negatywna selekcja. Przy obecnym finansowaniu trzeba poczekać wspomniane przez Stefana 30 lat. O tyle, że proces obniżania poziomu kształcenia miał długo ujemne sprzężenie zwrotne, czego przejawem jest poziom studentów. Zmiana kierunku sprzężenia i zmiana nastąpi nieprędko. Pewnie można ten proces jakoś przyspieszyć, aby zamiast 30 lat było, powiedzmy, 20. Cudu jednak nie ma co oczekiwać. Robić swoje, a zwłaszcza porządnie kształcić ludzi, kogo i gdzie się tylko da.
                        Ktoś w końcu musi zarobić na nasze emerytury, a ze zbierania malin i montowania pralek wiele się nie uskłada.
                        To się zrobiło kompletnie off-topic. Przestaję ględzić.
                        Pozdrawiam dyskutantów
                        Stanisław
                        • hector0 Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 18:20
                          kamyk_wj napisał:

                          >
                          > To się zrobiło kompletnie off-topic. Przestaję ględzić.

                          Alez skadze.Noblisci nie biora sie z powietrza.Im lepszy Mistrz tym lepsi uczniowie.
                          On przeciez pisze tez podreczniki i uczy studentow.
                          Ja uwazam,ze problem jest nie powszechny ale u gory,elitarny.
                          Jak tacy ludzie jak np.tutaj Andrew klasyfikuja przydatnosc do zawodu nauczyciela
                          (patrzac na to jak klasyfikuja przydatnosc studentow) i daja wytyczne dla nauczycieli
                          czy pisza podreczniki,no to nie ma szans.

                • kornel-1 Eksperymenty na uczniach ;-) 25.03.11, 07:53
                  stefan4 napisał:

                  > Był taki trend na początku lat 1970tych. Wtedy to np. teoria zbiorów zeszła na
                  > wet do co ambitniejszych przedszkoli.


                  Na początku lat 70. ubiegłego wieku byłem (wraz z innymi uczniami) matematycznym królikiem doświadczalnym ;-) Chodziłem do "Szkoły ćwiczeń WSP": dano nam kolorowe klocki różniące się długością (od tej pory wiem, że liczba 3 ma kolor błękitny, sześć - szafirowy a dziewięć jest - naturalnie - granatowa), z których układaliśmy "dywaniki", dostaliśmy sznureczki, które po zawiązaniu w pętelkę stanowiły urocze modele zbiorów. W trzeciej czy w czwartej klasie wprowadzono nam kwantyfikatory ogólne i szczegółowe, nie straszne nam były prawa de Morgana i funkcja entier, pierwiastek z dwóch był w 4 klasie a w ósmej posmakowaliśmy pojęcia pochodnej i całki. Tak przynajmniej zapamiętałem podstawową edukację.

                  Nie sądzę, by program był przeładowany.

                  Macierze w liceum? Toż to było moje pytanie na maturze!
                  A dziś? Spójrzcie co wyleciało z treści programowych w szkole ponadgimnazjalnej w wyniku reformy w 2007.

                  Kornel
                  • bimota Re: Eksperymenty na uczniach ;-) 25.03.11, 14:56
                    Jest przeladowany. Historia, polskim, WOSem... Nie twierdze, ze wogole nie powinno tych przedmiotow byc, ale, do cholery, co mnie obchodzi jakie sa odmiany buraka... ??
                    • kornel-1 Re: Eksperymenty na uczniach ;-) 25.03.11, 18:02
                      bimota napisał:

                      > Jest przeladowany. Historia, polskim, WOSem... Nie twierdze, ze wogole nie powi
                      > nno tych przedmiotow byc, ale, do cholery, co mnie obchodzi jakie sa odmiany bu
                      > raka... ??


                      Pisałem o nauczaniu matematyki.
                      Znajomość odmian buraka jest potrzebna choćby po to, by cen cukru nie wiązać z plonami buraka pastewnego.
                      W uzupełnieniu dodam, że autorem programu powstałego na krak. WSP (lub: prowadzącym) był dr Henryk Moroz (obecnie UŚ).
                      k.
                      • bimota Re: Eksperymenty na uczniach ;-) 26.03.11, 00:20
                        No to sie zdecyduj czy wazniejszy burak czy matma...

                        Tobie sie wydaje, ze obecne podwyzku cukru maja zwiazek z plonami czegokolwiek ??
                        • kornel-1 Re: Eksperymenty na uczniach ;-) 26.03.11, 09:54
                          bimota napisał:
                          > No to sie zdecyduj czy wazniejszy burak czy matma...

                          Czy okazałem w swoich wypowiedziach jakiekolwiek niezdecydowanie w kwestii wyższości nauczania botaniki nad matematyką lub odwrotnie? Skoro nawet nie poruszyłem tej kwestii, to twoje oczekiwanie, abym się decydował jest mało sensowne.

                          > Tobie sie wydaje, ze obecne podwyzku cukru maja zwiazek z plonami czegokolwiek ??

                          Kornel: "Znajomość odmian buraka jest potrzebna choćby po to, by cen cukru nie wiązać z plonami buraka pastewnego."

                          Jedną z korzyści płynących z uczenia się matematyki jest umiejętność logicznego myślenia i wyciągania właściwych wniosków.

                          Powodzenia!

                          k.
                          • bimota Re: Eksperymenty na uczniach ;-) 26.03.11, 10:59
                            Napisales, ze program nie jest przeladowany. JEsli kaza sie uczyc o burakach to na matme nie ma czasu. Logiczne ??
                            • kornel-1 Re: Eksperymenty na uczniach ;-) 26.03.11, 12:06
                              bimota napisał:

                              > Napisales, ze program nie jest przeladowany. JEsli kaza sie uczyc o burakach to
                              > na matme nie ma czasu. Logiczne ??


                              Napisałem, że program nie był przeładowany. Tym bardziej dziś
                              nie jest przeładowany - po usunięciu wielu treści programowych.
                              Skoro program nauczania matematyki nie jest przeładowany (moim zdaniem), to jest i czas na poznawanie odmian buraka (moim zdaniem).

                              Każdy ma swoją logikę, ROTFL

                              k.
                              • bimota Re: Eksperymenty na uczniach ;-) 26.03.11, 20:57
                                Jesli ucza takich pie...to moim zdaniem jest, chocby i matmy nie bylo wcale...
      • stefan4 Re: Boże, ile bym dał... 24.03.11, 11:12
        oldnick5:
        > Boże, ile bym dał (gdybym miał...) za jeden mały promil zdolności pana Milnera.

        Pana Johna Milnora. Literówka o tyle istotna, że pan Robin Milner jest również laureatem najważniejszej światowej nagrody w nienoblowskiej dziedzinie, mianowicie nagrody Turinga w informatyce.

        - Stefan
    • kaczka_dziwaczka_czyli_dziwna matematyka według kaczki dziwaczki 24.03.11, 06:23
      równanie nr 1 kaczki dziwaczki

      LIBIA - KADDAFI + MILION WORKÓW NA TRUPY = ROPA do kwadratu



      równanie nr 2 kaczki dziwaczki

      PRAWDA razy GAZETA WYBORCZA = FAŁSZ do kwadratu

      ***

      napisałam już dwa wierszyki na forum (zaraziłam się od Szymborskiej?) i dwa równania też są, jak widać, dziwnie matematyczne, po kaczemu oczywiście.

      Natomiast na razie nie będę się zajmowała medycyną, ponieważ na forum GW nie brakuje lekarzy, psychologów i psychiatrów koniecznie chcących mnie wyleczyć ze wszystkiego.

      :):):)
      • lks17 Re: matematyka według kaczki dziwaczki 24.03.11, 08:01
        wszystkie swoje tezy z dowodem wyślij do dr rehab. Tadeusza Rydzyka. Masz szanse na wielki medal geotermii specjalnej dla wybitnie zakrzywionych gamoni w duchu świętym.
    • nautilus77 "Matematyczny Nobel" przyznany 24.03.11, 10:26
      dobrze, że są jeszcze pożyteczni ludzie na świecie, po których zostaje jakiś ważny dorobek. Nie to co mały stworek idący na zakupy, nie umiejący ich zrobić samodzielnie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka