Dodaj do ulubionych

Genetyka przeciwko neomitomanom antropologom.

18.08.11, 15:47
Proszę klikać na obrazki na chomiku ,a wówczas się powiększą .Nie trzeba być zarejestrowanym użytkownikiem chomika , żeby móc korzystać z tej opcji.

..Czyli o wyrywaniu z kontekstu oszałamiajacej złozoności biologicznej pewnych faktow i usiłowaniu 'dowodzenia' nimi urojeń NEOMitomanow !

Genetyka przeciwko fantazji o ewolucji H.sapiens od małpy!

Po analizie antropometrycznej skroc.pl/42e5 , 42e5.skroc.pl jaką tutaj zaprezentowałem nikt nie powinien
mieć już uzasadnionych wątpliwości i każdy powinien śmiało przyjąć pogląd, iż
wszyscy ludzie żywi czy kopalni należą (i zawsze należeli) do tego samego
gatunku biologicznego ,a ilościowe (nieistotne dla rozważań nad
pochodzeniem człowieka od zwierząt) różnice pomiędzy nimi nie uprawniają
nikogo do tego , żeby różne formy morfologiczne ('rasy') człowieka klasyfikować , jako
odrębne gatunki. Teraz chciałbym się zająć innym aspektem związanym z
rozważaniami na temat rzekomej ewolucji człowieka od małpy. To znaczy
aspektem genetycznym. Często się słyszy iż łączy nas z małpami znaczne
podobieństwo genetyczne, zwłaszcza z obecnie żyjącymi na świecie małpami
człekokształtnymi (orangutanem ,gorylem i szympansem). "Koronnym dowodem" na
to "pokrewieństwa" ma być 1-2% różnice w sekwencjach DNA h.sapiens i
szympansa. Rozważmy , jak w świetle ustaleń genetyków wyglądają te "dowody". Zastanówmy się czy owe "dowody" wynikają z
koncentrowania się na ustaleniach nauki , czy może z koncentrowania się na interpretacjach tych ustaleń ?

Nieżyjący już znany biolog W.R.Thompson w przedmowie do książki Karola
Darwina "O pochodzeniu gatunków" wydanej w setną rocznicę jej opublikowania
napisał : "Długotrwałym i pożałowania godnym następstwem sukcesu dzieła O
powstawaniu gatunków stała się panująca wśród biologów mania wdawania się w
spekulacje, których słuszności nie da się sprawdzić. (.) Powodzeniu
darwinizmu towarzyszył zanik rzetelności naukowej".

Sytuacja, w której uczeni sprzymierzają się po to, aby stawać w obronie
doktryny, której nie są w stanie naukowo zdefiniować ani z naukową
dokładnością przedstawić i której wiarogodność w opinii publicznej starają
się podtrzymywać tłumieniem krytyki oraz przemilczaniem trudności, jest w
nauce czymś nienormalnym i niepożądanym."


Sytuacja nie zmieniła się po dziś dzień(Współczesny biolog Michael Behe potwierdzając te słowa napisał : "Neodarwiniści w imię nauki tłumią naukową krytykę doboru naturalnego").Odnośnie tematu związanego z
zakładaną ewolucją człowieka od zwierząt (choć ten problem na polu biologii
ewolucyjnej ma powszechne znaczenie) brak rzetelności objawia się już u samych podstaw tej koncepcji. Uczeni (np. Richard Dawkins zapewniają ,że do złożoności istot żywych ,powstania różnych planów budowy oraz uczłowieczenia małpy-przyczyniły się mutacje odpowiednio selekcjonowane przez dobór
naturalny. I na tym stwierdzeniu wszelkie "wyjaśnienia" NEOdarwinistów (czasami będę używał bardziej adekwatnego określenia NIEOdarwinistów: "Neomitomani") urywają się. Innymi słowy: nie dysponują oni żadnym rzetelnym i dobrze zdefiniowanym (konkretnie namierzonym,określonym i opisanym) mechanizmem , który by umożliwiał takie
transformacje na przestrzeni milionów lat ! Postulują oni konkretne zmiany
ewolucyjne ,ale nie wyznaczają zakresu ich stosowalności w rzeczywistości i
nie dostarczają precyzyjnych ,a choćby wiarogodnych ,modeli teoretycznych
postulowanych zmian ewolucyjnych. Przenosząc te zarzuty na grunt genetyki i zakładanej ewolucji człowieka od zwierzęcego przodka:
nie mają oni pojęcia w jakich konkretnie małpich genach musiały zajść
odpowiednie mutacje ,żeby ta mogła przeistoczyć się w człowieka.
Paradoksalnie nasze podobieństwo genetyczne do szympansa (a właściwie 'podobieństwo' wywnioskowane na podstawie tendencyjnej metody) nastręcza więcej
pytań niż odpowiedzi. Ponieważ skoro jesteśmy tak do niego genetycznie
podobni ,to dlaczego fenotypowo jesteśmy tak od niego różni (jakiż to typ selekcji wpłyną tak na geny 'małpiego przodka' H.sapiens [i na które konkretnie geny selekcja owa oddziaływała] iż mógł on stać się tym kim jest ?)? Przecież obserwowana
zmienność w obrębie gatunków ma wyrazne granice morfologiczne i behawioralne. Każdy widząc jamnika i doga niemieckiego bez trudu nazwie jedno ,jak i drugie zwierzę 'psem' (choć wśród psów istnieje ogromna gama
wariacji morfologicznych, mimo ciągłości genetycznej).
Obserwuj wątek
    • noveyy777 cz:2 18.08.11, 15:48
      Każdy o zdrowych
      zmysłach widząc Murzyna ,Aborygena czy rekonstrukcje (a nawet szkielet)
      neandertalczyka nazwie te istoty 'ludzmi'. Ale czy znajdzie się ktoś normalny,kto zaliczy człowieka i szympansa do tego samego gatunku biologicznego(choć istnieją przypadki sporne. Niektórzy NEOmitomani chcieli zaliczyć szympansa do rodzaju 'homo', a inni nazwali człowieka 'trzecim szympansem'-ale widać rozsądek większej części społeczności naukowców wziął górę nad głupotą i ignorowaniem faktów.) ? Wiadomo też dość dobrze na jakich mechanizmach genetycznych opiera się zmienność morfologiczna w obrębie gatunków (choć bardzo dużo jeszcze w tym zakresie do odkrycia). Dobrze potwierdzone doświadczenia hodowlane pokazują nam ,że taką zmienność można uzyskać na przestrzeni małej liczby pokoleń poprzez odpowiednie kojarzenie osobników z pożądanymi właściwościami, co w efekcie owocuje kumulowanie się tych pożądanych cech w kolejnych pokoleniach potomnych. Od kiedy uczeni poznali haploidalny i diploidalny charakter genomów zrozumieli , że taka zmienność nie bazuje na mechanizmach NIEOdarwinowskich (mutacje+dobór
      naturalny=zmienność), lecz na zmienności w występowaniu alleli (genów) , czyli na zasadach odkrytych przez Grzegorza Mendla. Czym różnią się te dwa
      mechanizmy powodujące zmienność u rożnych istot żywych rozmnażających się
      płciowo ? Otóż NEOdarwinizm zakłada POWSTAWANIE NOWYCH ALLELI (to znaczy
      nowych jakościowo wersji genów) w wyniku proponowanych przez siebie
      mechanizmów (duplikacja genu, tasowanie egzonów , mutacje punktowe).
      Natomiast zmienność mendlowska bazuje na ALLELACH KTÓRE STANOWIĄ NATURALNE
      WYPOSAŻENIE GENETYCZNE rożnych organizmów (a nie na powstawaniu nowych alleli). Podsumowując : postulowane mechanizmy NEOdarwinowskie są niepotwierdzone , natomiast mendlowskie są
      obserwowane na naszych oczach. Oczywiście NEOdarwiniści usiłują się posiłkować odwoływaniem się do nabywania lekooporności przez różne mikroorganizmy, uodparniania się owadów na
      pestycydy, czy bakterii na antybiotyki, oraz mutacjami powodującymi różne
      patologie (jak krótkie nogi u karłów czy jamników) i tymi motywami, w nieuprawniony sposób rozciągając swoją argumentację przekraczając granice wyznaczone przez doświadczenie i zdrowy rozsądek, usiłują oni "dowodzić" możliwości ewolucji wszystkiego innego : od pompy jonowej do
      produkcji ATP aż po ewolucję małpy w człowieka ! Jest to klasyczny
      przykład błędów logicznych, które polegają na szukaniu analogii tam , gdzie jej nie ma i usiłowaniu w taki sposób 'dowodzenia' swoich 'racji' oraz nadawaniu obserwacjom większego statusu dowodowego niż owe doświadczenia posiadają. Właściwie w tym przypadku argumentacja NEOmitomanów
      wyczerpuje całą gamę błędów logicznych , które poniżej przytoczę :

      False analogy-Ten błąd powstaje wtedy, gdy argumentujemy za pomocą analogii, która jest nieadekwatna.
      a) Jan jest ssakiem,b) Azor jest ssakiem,c) zatem Jan jest Azorem.
      Non-support-Błąd ten powstaje zawsze wtedy, gdy ktoś wyciąga jakiś wniosek
      na podstawie zbyt małej ilości przesłanek lub na podstawie przesłanek, które
      są dobrane tendencyjnie.
      Secundum quid-Błąd ten powstaje zawsze wtedy, gdy ktoś uogólnia coś na
      podstawie jednostkowych przypadków.
      Fallacy of exclusion-Błąd logiczny powstaje wtedy, gdy ktoś pomija jakąś
      ważną informację, która podkopuje jego wnioskowanie.
      • noveyy777 cz :3 18.08.11, 15:50
        Teraz postaram się jasno uzasadnić powyższe wnioski: otóż, dajmy na to, mutacja powodująca utratę powinowactwa u jakiegoś bakteryjnego białka do konkretnego antybiotyku, który po przyłączeniu się do niego paraliżuje jego funkcję (inhibicja) nie powoduje iż to białko traci swoją tożsamość biochemiczną w sensie nabywania nowej funkcji.
        Gyraza , która traci takie powinowactwo w wyniku mutacji w sekwencji genetycznej odpowiedzialnej za kodowanie domeny łącząca się z danym antybiotykiem w dalszym ciągu skutecznie bierze udział w replikacji DNA (nie potrafię sobie wyobrazić w jaki sposób ta wyrafinowana maszynka molekularna w wyniku takiej mutacji mogłaby ewoluować w coś innego ? NEOmitomani są w stanie hodować i pielęgnować jedynie takie głupoty w głowach ludzi totalnie nie rozumiejących procesów molekularnych!) , a odpowiednie np. białko w rybosomie po utracie takiego
        powinowactwa do antybiotyku w dalszym ciągu bierze skuteczny udział w translacji polipeptydu. Wirus, dajmy na to HIV cz grypy, przechodzi w krótkim czasie niezliczoną
        liczbę replikacji swojego materiału genetycznego, co owocuje niezliczoną
        wręcz liczbą pokoleń, a więc i błędów w tej replikacji (mutacji). Przy takim tempie mutacji w szybkim czasie uodparnia się
        on na przeróżne leki (np. traci powinowactwo do pewnych inhibitorów lekowych) , ale czy zmienia on swoją tożsamość "gatunkową"
        (możliwość /niemożliwość ewolucji (pochodzenia) wirusów to temat na osobną polemikę. Moim ulubionym nieredukowalne złożonym przykładem jest bakteriofag)?

        Widać więc , że do przeobrażenia się małpy w człowieka nie mogą wystarczyć JAKIEKOLWIEK MUTACJE , lecz muszą to być KONKRETNE MUTACJE (w konkretnych sekwencjach DNA). A jakie to
        mają być te "KONKRETNE MUTACJE" ? Na to pytanie właśnie NEOdarwiniści nie
        potrafią udzielić odpowiedzi. Mgliście postulują ,że takie mutacje musiałyby radykalnie zmieniać fenotyp podczas rozwoju embrionalnego (koncepcja evo-devo) ,a więc
        musiałyby zachodzić w genach regulujących początkowe etapy ontogenezy (rozwoju embrionalnego). Faktem jest , że takie mutacje można wywołać nawet doświadczalnie. Na szeroką skalę indukowano je u muszek owocowych poddając promieniowaniu uszkadzającemu DNA (te muszki , to ulubiony
        materiał biologiczny do badań genetyków). Mutacje w genach (hox) sterujących rozwojem u muszki owocówki powodowały MEGefekty fenotypowe. Zmutowanym w ten sposób muszkom rosły odnóża zamiast czułków , odnóża w miejscu skrzydełek, czy oczy na odnóżach. Rodziły się też muszki z powieloną lub ograniczoną liczbą segmentów ciała i ilością skrzydełek. Takie "fikołki anatomiczne" są szkodliwe dla organizmu i nie dają żadnej przewagi selekcyjnej, to zwykłe wady genetyczne , patologie , które przyczyniają się do tragedii i cierpienia zamiast do sukcesu reprodukcyjnego. Zmutowane muszki przywrócone do warunków podobnych do naturalnych były eliminowane przez selekcję. Natomiast jeżeli mutanty jakoś przeżyły ,to w kolejnych pokoleniach zmienione cechy były rozmywane w populacji i w ten sposób żadna nowa cecha w populacji nie ulegała zafiksowaniu dając przewagę selekcyjną.

        Opisane doświadczenia z tymi muszkami dowodzą też tego , że geny regulatorowe sterujące rozwojem organizmów (sterujące morfogenezą czy narządogenezą ) są bardzo wyczulone na jakiekolwiek zmiany, a owoc wieloletniego wysiłku genetyków pokazuje , że są one u różnych organizmów bardzo konserwatywne, to znaczy u różnych
        taksonów, które posiadają takie analogiczne geny (NEOdarwiniści nazywają takie geny "ortologami" zakładając ich wspólne (homologiczne) pochodzenie), różnią się one między sobą co najwyżej kilkoma zmianami w swoich sekwencjach (i to przeważnie w sekwencjach neutralnych , to znaczy takich ,które nie oddziałują na funkcje danego białka). Wykazano też ,że geny regulatorowe
        zarządzają całymi sieciami genetycznymi ,powiązanymi z innymi takimi sieciami genetycznymi , które współpracują z nimi w obsługiwaniu powstawania jakiejś konkretnej cechy (tkanki , narządu) lub są odpowiedzialne w szerszym zakresie za jakieś inne funkcje w
        organizmie. Przeważnie w wyniku współpracy wielu takich zintegrowanych i
        kaskadowych następstw biochemicznych , jakimi charakteryzuje się praca tych sieci genetycznych, jest uzależnione powstawanie różnych złożonych narządów, czy nawet kodowanych genetycznie właściwości behawioralnych (np. możliwości posługiwania
        się ludzką mową , 'wiedzę' potrzebną do zbudowania gniazda ,czy migracji
        węgorzy do Morza sargasowego). Uczeni stosując wyszukane techniki biotechnologiczne badali (i w dalszym ciągu badają) wrażliwość tych sieci na różne zmiany w tworzących je genach. Jest to podstawowa metoda stosowane w genetyce medycznej ,która ma na celu poznanie funkcji danego genu. Która też przy okazji przyczyniła się do potwierdzenia tezy zakładającej, że w biologii istnieją układy biochemiczne nieredukowalnie złożone. Uczeni aby namierzyć funkcje danego genu musieli taki gen po prostu wyeliminować z obiegu. W tym celu 'nokautowali' (dezaktywowali) różne geny uczestniczące w takich kaskadach rozwojowych.
        Najczęściej w efekcie pozbawienia funkcji nawet jednego genu , który bierze
        udział w takiej kaskadzie łatwo wywoływano tragiczne konsekwencje fenotypowe. Rodziły się organizmy z niewykształconymi oczami i innymi niezbędnymi do przeżycia narządami. Ptaki pozbawione zdolności śpiewania
        ,lub innych niezbędnych do przeżycia możliwości.
        • noveyy777 cz:4 18.08.11, 15:51
          Nietoperze , które miały
          zaburzoną zdolność posługiwania się echolokacją i rozbijały się na pierwszym
          lepszym słupie czy drzewie itd. ,itd..Przykłady takie można mnożyć bez końca...Każdy obeznany zna szkolny przykład z rybami jaskiniowymi. NEOdarwiniści lubują się w powoływaniu się na 'wyewoluowanie zanikania oczu u ryb jaskiniowych' i 'udowadnianiu' w ten sposób możliwości ewolucji wszystkiego innego, postępując analogicznie (przez odwoływanie się do zlej analogii) , jak w przypadku powoływania się na nabywanie przez bakterie oporności na antybiotyki itd..

          Na ironię; to zanikanie oczu u niektórych ryb jaskiniowych przemawia akurat przeciwko pomysłom NEOmitamanów, zamiast przemawiać na ich korzyść. Mamy
          tutaj klasyczny przykład utraty funkcji jakiegoś narządu, w wyniku utraty funkcji nawet jednego genu w całej kaskadzie genetycznej , która działa na zasadzie efektu domina ! Czyli "wyewoluowanie utraty oczu" to nie to samo ,
          co "wyewoluowanie oczu od zera" poprzez dodawanie do tej sieci kolejnych genów, która to sieć działa współcześnie , jako nieredukowalna całość !

          Mało tego --tutaj działa identyczny mechanizm ,jak w przypadku ludzi rodzących się bez umiejętności mówienia (widzenia) czy nietoperzy rozbijających się o słupy. Należy zaznaczyć (dla uniknięcia ewentualnego pomieszania pojęć), że niektóre gatunki ryb
          jaskiniowych potrafią tracić wzrok w warunkach ciemności i w przypadku powrotu do oświetlonego środowiska,w kolejnych pokoleniach, odzyskiwać te narządy. Jest to jednak mechanizm nie NEOdarwinowski, lecz oparty na dostosowaniu w ramach normy reakcji na środowisko-polegający na wyłączaniu i wyłączaniu już istniejących genów. Jest to jednak temat na inna okazję.

          Biorąc pod uwagę te wszystkie empirycznie potwierdzone fakty NEOmitomani czują się zbici z tropu i jakoś usiłują tej empirii narzucić
          interpretację. Mawiają :"no tak obecnie te sieci genetyczne są nierozerwanie zintegrowane i działają tylko, jako KOMPLETNE SYSTEMY biochemiczne...,ale kiedyś mogło być inaczej"...I na tym się kończy NEOmitomańskie "wyjaśnianie".

          To całe "wyjaśniane" , które opiera się na kolejnym błędzie logicznym :
          Hypothesis contrary to fact-Błąd tego typu powstaje wtedy, gdy ktoś
          argumentuje na podstawie tego, że coś mogło się zdarzyć, choć jednocześnie
          nic nie wskazuje na to, że tak się zdarzyło, lub nawet coś temu przeczy.

          Należy jednak oddać honor niektórym NEOmitomanom , którzy należą do tej
          bardziej uczciwej mniejszości. Bruce Weber w kontekście możliwości/niemożliwości ewolucji systemów zintegrowanych wypowiedział się
          jednoznacznie :

          "Należy przyznać, że przedstawienie tego, w jaki sposób aktualne dane biologii molekularnej sugerują procesy duplikacji genu, tasowania domen i
          eksonów oraz ewolucji dywergentnej nie wyjaśnia, jak NIEKOMPLETNE SYSTEMY
          zyskują przewagę selekcyjną (...)"

          Innymi słowy NEOmitomani nie potrafią sobie wyobrazić , jaki to KONKRETNY
          mechanizm genetyczny mógł się przyczynić do transformacji małpy w człowieka.

          Więc jak ratują swoją NEOmitomańską koncepcję przed wyrokiem empirii ? Na
          przeróżne sposoby, najczęściej przy stosowaniu manipulacji wiedzą, w sposoby analogiczne do opisanych wcześniej (nabywanie oporności na antybiotyki , "wyewoluowanie utraty funkcji jakiegoś narządu" itd.), a wszystkie owe "wyjaśnienia" zamykają się przeważnie w definicjach zacytowanych prze zemnie wcześniej błędów logicznych.

          Otóż w genomach różnych organizmów znajdują się uszkodzone i pozbawione funkcji (czy raczej przeważnie wyłączone) sekwencje genetyczne. Nazwano je 'pseudogenami'. Jedna z hipotez (standardowo!) usiłująca 'wyjaśnić' uczłowieczenie się małpy nosi nazwę
          'less is more hypothesis' (w języku polskim: 'mniej to więcej'). Po zsekwencjonowaniu genomów H.sapiens i szympansa porównano je i stewiedzono , że niektóre geny aktywne u szympansa są nieaktywne u H.sapiens.

          Rożwamy tutaj dwa przypadki takich genów , których funkcja została namierzona. Są to
          geny odpowiedzialne za kodowanie receptorów węchu oraz gen odpowiedzialny za
          bardziej masywne szczęki i jej umięśnienie. W pierwszym przypadku pewne geny odpowiedzialne za kodowanie receptorów węchu są u człowieka wyłączone i leżą
          odłogiem w genomie , natomiast u szympansa ulegają ekspresji. NEOmitomani zinterpretowali tą obserwację UTRATY FUNKCJI (lub raczej wyłączenie tej funkcji) , jako dowód na pochodzenie przodków człowieka i szympansa od wspólnego przodka , który posiadał wszystkie te geny aktywne.

          Założono arbitralnie , że w linii wiodącej do H.sapiens nasi 'ewolucyjni przodkowie' pozbyli się części genów kodujących receptory węchu, ponieważ przodkom H.sapiens niepotrzebny był już "zwierzęcy węch", a tym samym , że "małpa bardziej się
          uczłowieczyła". Nie uzasadniają NEOmitomani tej "rewelacyjnej' wiadomości" rzetelnie , to
          znaczy nie wyjaśniają w jaki sposób utrata ostrzejszego węchu mogła się przyczynić do nabycia typowo ludzkich cech przez naszych "ewolucyjnych przodków" (???). Zanim przejdę do wyjaśnienia drugiego przykładu podam alternatywne wyjaśnienie ,i przynajmniej dość dobrze potwierdzone empirycznie, tej obserwacji.
          Otóż nowe badania genetyczne pokazują, że w genomach H.sapiens (i nie tylko H.sapiens) zachodzą różne dziwne (biorąc pod uwagę wcześniejsze ,sztywne, poglądy dotyczące funkcjonowania genomów złożonych organizmów) procesy : przetasowania , duplikacje , fuzje genów itd, które najwyrazniej nie opierają się na przypadkowych interakcjach (mutacjach) jakby tego chcieli NEOdarwiniści, ale są wynikiem 'planowanych' przez genomy przeróbek wchodzących w skład naturalnej biotechnologii. O taką umiejętność majsterkowania organizmów przy swoich genomach podejrzewało je w przeszłości wielu światłych biologów ,którzy nigdy nie pogodzili się z prymitywnymi pomysłami NEOdarwinistów typu Richarda Dawkinsa.
          • noveyy777 cz:5 18.08.11, 15:53
            Ludzki gen OR11H7P kodujacy u H.sapiens
            receptor wrażliwy na zapach kwasu izowalerianowego u pewnej części populacji
            ludzkiej jest nieaktywny. Obie jego kopie. Gen ten jest odpowiedzialny za
            większą lub mniejsza wrażliwość na zapach ludzkiego potu. A więc nawet w obrębie ludzkiej populacji pewne geny są aktywne , a inne są 'pseudogenami'.

            Gen OR11H7P występuje w wielu wersjach i te inne wersje słabiej wiążą cząsteczki kwasu izowalerianowego , tak że ludzie którzy mają nieaktywny ten gen czują zapach wywoływany przez tą substancję za pomocą tych innych
            receptorów. Zmysł węchu posługuje się więc kombinacjami wielu czynników ,w
            tym różnych receptorów o różnym natężeniu możliwości odbierania sygnałów
            węchowych i w każdym środowisku może być użyteczny inny zestaw tych kombinacji, które komórki odpowiedzialne za jakość powonienia 'dobierają' w zależności od potrzeb. Poza tym za ostrość węchu nie odpowiada sama ilość receptorów węchu , ale też geny odpowiedzialne za przenoszenie sygnału do mózgu ,oraz interpretację doznań węchowych w mózgu. Nikt rozsądny nie pomyśli chyba , że
            gdyby przeszczepiono H.sapiens psi nos , to taki przeszczep umożliwiłby człowiekowi wyszukiwanie trufli za pomocą węchu.

            Człowiek ma (według oszacowania , które w miarę rozwoju wiedzy na ten temat
            może zostać folklorem) 856 genów kodujacych receptory węchowe, z tego rzekomo 388 to pseudogeny. Szczur ma 1201 takich receptorów i z tego 292 to 'pseudogeny'.

            Natomiast pies ma 872 genów kodujących
            receptory węchu z czego 222 to 'pseudogeny'. Pies ma bardziej wrażliwy węch niż myszy czy szczury (psy nazywa się ze względu na wyjątkowo silny węch: "nosami na czterech łapach"), a mimo to ma mniej receptorów węchowych niż gryzonie (choć nieco więcej niż człowiek). Fakt ten przywiódł uczonych do słusznego wniosku , jaki wyłuszczyłem wcześniej: ilość receptorów węchu nie jest ostateczną przyczyną natężenia wrażliwości na zapachy.
            Lektura uzupełniająca :
            <http://www.poradnikmedyczny.pl/mod/archiwum/5768_kom%C3%B3rka_w%C4%99chowa_decyduje.html>

            Cytat :

            "Specyficznym przykładem sekwencji, których ekspresja wymaga "przełączenia
            na nowy promotor" są pseudogeny należące do omawianej rodziny genów. W
            genomie człowieka znajduje się ich blisko 300 (Malnic i wsp., 2004).
            Pseudogeny te, pomimo dużego podobieństwa sekwencji względem innych genów z
            rodziny kodującej receptory węchowe, są niefunkcjonalne. Początkowo, w
            bardzo niewielkiej części komórek węchowych, zapoczątkowana zostaje
            transkrypcja pseudogenów - szybko jednak następuje zmiana aktywnego
            promotora. Warto zauważyć, że z jednej strony w komórce dochodzi ostatecznie
            do ekspresji genu kodującego funkcjonalny receptor, z drugiej zaś
            utrzymywana jest w genomie pula pseudogenów. Choć w pierwszej chwili może
            się to wydawać mało oczywiste, to pula ta stanowi prawdopodobnie istotne
            "tworzywo" procesu molekularnej ewolucji - jest bowiem rezerwuarem
            potencjalnej zmienności, różnorodności funkcjonalnych cząsteczek receptorów,
            których powstanie będzie wymuszone w przyszłości przez konieczność adaptacji
            organizmów do środowiska (Shykind i wsp., 2004). "

            A więc owe "pseudogeny" są wykorzystywane przez organizm do tworzenia nowych
            wariantów w ramach normy reakcji na wymagania środowiska (jakby tam autorzy nie nazywali tego zjawiska). Organizmy w spoób 'planowy' (ewolucja kontrolowana) korzystają z 'pseudogenów' , jak z rezerw taktycznych do tworzenia użytecznych wariantów genetycznych, nowych wersji użytecznych genów, które są korzystne w nowych warunkach i dlatego opłaca się organizmom utrzymywanie ich w genomie i powielanie z pokolenia na pokolenie.

            Wiele wyłączonych genów zostaje jednak w końcu 'przemielonych i posiekanych' (użytecznie wykorzystanych) do
            tego stopnia , że zostaje po nich zaledwie kilka domen , nukleotydów , lub
            w ogóle nic nie zostaje (takie pozostałości wbrew empirii ewolucjoniści lubią traktować , jako "śmieci" stanowiące bagaż po "zwierzęcych przodkach". Taką 'średniowieczną' argumentacją posługuje się np. Richard Dawkins w swojej najnowszej książce i w ten sposób usiluje m.in. "dowodzić" NIEinteligentnego projektu... Nawiasem mówiąc nawet , gdyby była w takich twierdzeniach jakaś część prawdy, to NIEinteligentny projekt, to przecież tez projekt
            !;-)).
            • noveyy777 cz:6 18.08.11, 15:54
              Co jakiś czas w sieci pojawiają się doniesienia o nowych odkryciach dotyczących funkcjonowania złożonych genomów. Odkrycia te burzą wcześniejsze uproszczone wyobrażenia na ten temat. Wyobrażenia na których budowano "proste wyjaśnienia". NEOmitomani czują się tymi faktami zbici z tropu (wszystko miało być takie piękne i proste) do tego stopnia , że już nie wyrabiają z produkowaniem kleconych na kolanie naiwnych "wyjaśnień" nowych obserwacji (dorabianie ideologii do faktu).

              Przestają to wszystko ogarniać do tego stopnia iż w swoich wnioskach zaczynają się posuwać do granic absurdu ,niejednokrotnie (usiłując tłumić głosy sprzeciwu) zaprzeczając podstawom samego NEOdarwinizmu ! Na chomiku zamieściłem kilka takich doniesień w postaci plików PDF, tutaj zacytuje z nich kilka takich spostrzeżeń.

              "DUŻE RÓŻNICE W DNA LUDZI
              Ludzie różnią się pod względem genetycznym znacznie bardziej niż oceniano
              dotychczas. Te różnice to nie
              tylko pojedyncze miejsca w DNA, ale całe jego fragmenty - doszli do wniosku
              naukowcy z
              międzynarodowego zespołu badawczego.
              Wyniki badań opisanych na łamach tygodnika "Nature" nie tylko pomogą
              zrozumieć przyczyny takiej
              różnorodności między ludźmi, ale też zrewolucjonizują diagnostykę i leczenie
              wielu schorzeń o podłożu
              genetycznym.
              Kiedy trzy lata temu naukowcy ukończyli prace nad poznaniem genomu
              ludzkiego, wiadomo było, że to
              dopiero początek wielu odkryć, zarówno z zakresu genetycznego podłoża chorób
              ludzkich, jak i ewolucji
              człowieka. Ale czy ktoś spodziewał się takiej niespodzianki.
              Opublikowana w najbardziej prestiżowych pismach naukowych sekwencja
              wszystkich ludzkich genów, była
              niejako ogólnym wzorcem. Naukowcy zdawali sobie sprawę, że tekst Księgi
              Życia, jak często określa się
              genom człowieka, różni się między poszczególnymi ludźmi. Sądzili jednak, że
              w bardzo niewielkim stopniu -
              zaledwie pojedynczymi literkami informacji genetycznej. Najnowsze
              międzynarodowe badania dowiodły
              jednak, że różnice te są znacznie większe - "raczej jak zdania, a nawet całe
              fragmenty czy strony tekstu".
              Osiągnięcie to jest związane ze zmianą metody porównywania genów ludzkich.
              Do tej pory skupiano się na
              wyławianiu różnic (mutacji) w pojedynczych literkach tworzących dany gen
              (tzw. polimorfizm pojedynczych
              nukleotydów). Teraz badacze z USA, Kanady, Wielkiej Brytanii i Japonii
              poszukiwali większych zmian, np.
              powielenia, wstawienia czy utraty całych fragmentów DNA. O ich obecności
              wiedziano już dawno, ale nie
              przypuszczano, że dotyczą one tak dużej części genomu i mogą mieć tak duży
              wpływ na różnice między
              ludźmi.
              W trakcie dwuletnich badań przeanalizowali DNA 270 osób, należących do
              czterech grup etnicznych -
              plemienia Joruba z Nigerii, Amerykanów o europejskich korzeniach, Chińczyków
              zamieszkujących Pekin
              oraz Japończyków z Tokio. Osoby te wcześniej brały też udział w projekcie
              dotyczącym pojedynczych różnic
              w genach.
              Badaczom udało się u nich znaleźć aż 1447 różnic dotyczących dużych
              fragmentów DNA, które łącznie
              obejmują aż 12 proc. genomu ludzkiego. Często polegają one na powieleniu
              całych genów lub ich
              fragmentów. Te duże różnice w DNA, określane w skrócie jako CNV (copy number
              variations - różnice w
              liczbie kopii) mają minimum 1000 par zasad, czyli jednostek (literek)
              budujących DNA. Naukowcy stworzyli
              nową mapę genomu ludzkiego uwzględniającą właśnie te różnice.
              "Każdy z nas ma wyjątkowy dla siebie wzorzec CNV, czyli powielonych czy
              utraconych odcinków DNA" -
              tłumaczy jeden z kierowników projektu Matt Hurles. Jak podkreśla, od niego
              może zależeć aktywność
              naszych genów, to jak wyglądamy, jakie mamy zdolności adaptacyjne i na wiele
              innych cech, w tym
              podatność czy odporność na różne choroby.(.....)"
              • noveyy777 cz:7 18.08.11, 15:56
                "Zdolności adaptacyjne"- jakie to mogą być zdolności? W przypadku CNV mogą
                ,w odpowiedzi na zapotrzebowanie środowiska, powstawać nowe rodziny
                genetyczne poprzez GENETYCZNIE KONTROLOWANĄ duplikację pierwotnych genów.
                Np. jeżeli w jakimś środowisku będzie zapotrzebowanie na wzmożoną produkcję
                jakiegoś białka ,to powstanie więcej kopii potrzebnego genu ,a co za tym idzie wzmożona transkrypcja niezbędnego produktu.
                W przypadku odwrotnym ,to znaczy kiedy ilość produkcji przykładowego genu
                jest zbędna ,to w ramach oszczędności GENETYCZNIE KONTROLOWANE procesy mogą wyłączać część nadmiarowych genów ,które następnie w wyniku deaktywacji
                leżą odłogiem w genomie i są replikowane z ojca na syna i wykorzystywane w jakiś sposób przez organizm, jak w przypadku tych receptorów węchu.

                Jeżeli taka zmiana zaszła u przodka , który dał początek większej populacji, lub nawet całej
                współczesnej ludzkości ,to logicznym jest stwierdzić iż po nim właśnie odziedziczyliśmy takie, a nie inne cechy genetyczne. Odnośnie genów kodujących receptory węchu u H.sapiens mógł zajść (i z pewnością zaszedł)
                taki właśnie proces. Geny odpowiedzialne za procesy związane z powonieniem duplikowały się , modyfikowały (np. poprzez rekombinację) ,włączały , wyłączały ,a wszystko w zależności od potrzeb środowiska.

                Gnomy coraz bardziej jawią się biologom , jako wyspecjalizowane fabryki zdolne do zaawansowanej technicznie bioinżynierii ,która potrafi dostosować organizm do potrzeb środowiska. Niektóre procesy związane z tą
                naturalną bioinżynierią już zostały namierzone
                <http://creationism.org.pl/teoria_kontroli> , inne czekają na swoją chwilę.

                ( Wielu biologów, w tym Nobliści, od dawna głosiło i dalej głoszą takie poglądy, z resztą coraz bardziej poparte empirycznie! Np. :
                Wolf-Ekkehard Lönnig
                <http://www.weloennig.de/internetlibrary.html> Barbara McClintock
                <http://pl.wikipedia.org/wiki/Barbara_McClintock>
                James Shapiro <http://shapiro.bsd.uchicago.edu/> "Genome System
                Architecture and Natural Genetic Engineering")

                Wyniki innych doświadczeń pokazują właśnie , że genomy bez szkody dla organizmu
                potrafią łączyć niektóre geny (fuzje), powielać je itd. Już dawno było wiadomo , że nawet takie zjawiska strukturalne w genomach , jak fuzje chromosomów ,czy polimorfizmy inwersyjne (zmiany robertsonowskie oraz mutacje polegające na odwracaniu pewnych fragmentów DNA) muszą dawać jakieś korzyści środowiskowe , ponieważ notorycznie zachodzą u niektórych organizmów (myszy
                ,ryjówki) i w dodatku te zmiany są powtarzalne w i skorelowane z właściwościami danego środowiska ! Czy takie statystyczne dane nie powinny już dawno skłonić NEOmitomanów do refleksji nad wartością swoich "wyjaśnień"?

                "'Tasowanie genów, czyli czym się różnimy'
                (...)nawet u zdrowych ludzi występują mutacje polegające na usunięciu genu
                lub jego części albo na połączeniu sekwencji dwóch genów. Najdziwniejsze jest
                to, że dzieje się to bez uszkodzenia funkcji biologicznych komórki, z którymi geny
                są powiązane - uważają naukowcy z Yale University. Ich zdaniem świadczy to o
                wyjątkowej elastyczności ludzkiego genomu."

                Teraz rozważmy drugi przykład. To znaczy ludzkiego 'pseudogenu' , ktorego analog u szympansa bierze udział w kodowaniu wiekszych szczęk i ich umięśnienia. NEOmitomani jak zwykle wyciągają daleko idące wnioski. Uważają ,że wyłączenie tego genu mogło się w istotny sposób przyczynić do
                zmniejszenia szczęk i umięśnienia tych szczęk na korzyść rozrostu mózgoczaszki i zdobycia przez przodków H.sapiens ludzkich zdolności
                umysłowych. Po pierwsze kto udowodnił , że wielki mózg = się automatycznie ludzka inteligencja ? Ten mit jest tyle razy empirycznie obalony , że śmiało można powiedzieć, iż żeby nie specyficzna ludzka struktura mózgu , to nawet gdyby u przodka H.sapiens mózg rozrósł się do rozmiarów mózgu słonia , to i
                tak miałby on w dalszym ciągu umysł małpy.

                Innymi słowy : za typowo ludzkie możliwości umysłowe nie odpowiada rozmiar mózgu , tylko jego jakość !
                Więc przyczyn naszej wyjątkowej natury behawioralnej należy szukać w genach
                odpowiedzialnych za rozwój i jakość mózgu ,a nie za jego rozmiar.
                Twierdzenie przeciwne , to zwykła ściema i nic więcej ! Poza tym tzw. "ludzie archaiczni" charakteryzowali się większymi szczękami , zębami i umięśnieniem tych szczęk niż ludzie współcześni (nawet pośród populacji ludzi współczesnych gama wariacji pod tym względem jest imponująca !), więc ten gen mógł być u nich aktywny. Mogliśmy go odziedziczyć po wspólnym ludzkim przodku (i zapewne tak było) , ale pózniej mechanizmy w
                ramach normy reakcji na środowisko po prostu go u bezpośrednich przodków ludzi współczesnych wyłączyły. Mogło być też tak , że gen ten powstał u jakiejś lokalnej populacji ludzkiej na drodze sterowanej
                duplikacji , w odpowiednich warunkach przyczyniając się do wykształcenia się
                większych szczęk i ich umięśnienia, a następnie został przekazany naszym
                przodkom na drodze krzyżówek między populacyjnych (miedzy rasowych np. ludzi typu współczesnego z neandertalczykami ,czy jawajskimi 'H.erecus'), następnie
                jego ekspresja mogła zostać wyciszona ,ponieważ nie pasował do reszty systemu
                obsługującego narządogenezę szczęk i ich mięśni u naszych przodków, dla których korzystniej było obsługiwać delikatniejsze szczęki.

                Poza tym narządogeneza szczęk , mięśni jest obsługiwana przez całe kompleksy
                genetyczne i chyba nikt rozumny nie uwierzy ,że PRZYPADKOWA różnica w funkcjonowaniu jednego genu mogła PRZYPADKOWO doprowadzić do przekształcenia się małpiego aparatu mastykacyjnego w ludzki, to znaczy że zmiana ta mogła mieć PRZYPADKOWO tak wyważony i wieloetapowy charakter ! Jak to ktoś powiedział : "przypadkowe włożenie kija w aparaturę elektroniczną raczej nie poprawi jego funkcjonowania ". Takie przykłady doświadczalne , jak te z nietoperzami rozbijającymi się o słupy wysokiego napięcia wymownie potwierdzą tę prawdę, przenosząc analogie z kijem w aparaturze elektronicznej na pole działania regulatorowych sieci genetycznych !

                Na koniec: nawet jeżeli przodkowie H.sapiens
                mieliby wcześniej węch jak psy i szczęki jak hipopotamy , to utrata funkcji pewnych genów
                na korzyść słabszego węchu oraz mniejszych szczęk nie mogłaby się przecież przyczynić do tego , żeby w wyniku wyłączenia pewnych genów ludzie stali się tym , kim są. H.SAPIENS !
                Powoływanie się na takie motywy przez NEOmitomanów usiłujących 'dowodzić' pochodzenia człowieka od małpy, to zwykły przekręt !
                • noveyy777 cz:8 na 'bezrybiu i rak ryba' 18.08.11, 15:58
                  Ale jak to się mawia : "na bezrybiu i rak ryba". Innym "argumentem" NEOmitomanów mającym dowodzić ewolucji człowieka jest utrata u pewnych populacji funkcji genów , których produkty rozkładają laktozę w wieku dorosłym. Daruję sobie komentarz do tego pomysłu ,ponieważ wcześniejszy wywód załatwia wszystko od ręki.

                  Na koniec powróćmy do "koronnego dowodu" na jaki powołują się NEOmitomani,
                  to znaczy na rzekome pokrewieństwo małp i H.sapiens .Chodzi konkretnie o wspomniane na początku artykułu podobieństwa między genomami człowieka i szympansa. Na czym polegają te podobieństwa ? Żeby je ocenić należy skoncentrować się na różnicach ,
                  ponieważ z punktu widzenia centralnego założenia NEOdarwinizmu , to ilość
                  odpowiednich mutacji różniących człowieka od szympansa musi być przyczyną modyfikacji małpiego genomu w ludzki , oczywiście wykluczając te mutacje , które zaszły u przodków szympansów już po dywergencji na potomne gatunki (no i oczywiście należy wykluczyć mutacje neutralne ,których jest zawsze przytłaczająca większość). Każdy się chyba zgodzi , że ten "wspólny przodek" człowieka i szympansa musiałby być fenotypowo bardziej podobny do szympansa niż do H.sapiens ?

                  Genom człowieka składa się z około 3 miliardów nukleotydów i zawiera, jak
                  się zakłada, około 30 tys. genów (choć ze względu na przeróżne procesy regulujące ekspresje i odczytywanie genów ( odczytywaniu genów na różne sposoby w zależności od punktu rozpoczęcia transkrypcji, czy ich edyzji) ,rekombinacyjne, związane z modyfikowaniem transkryptów z alternatywnym składaniem włącznie , oraz w wyniku innych niepoznanych jeszcze procesów molekularnych, genów tych może być o wiele więcej !).

                  Poza genami kodującymi jakieś transkrypty istnieją w naszym genomie olbrzymie ponad 98% obszary genomu, których funkcji
                  prawie nie znamy (choć ta wiedza jest systematycznie poszerzana. W związku z
                  rozwojem tej wiedzy na znaczeniu straciła nazwa "śmieciowe DNA"). Podejrzewa
                  się, że część z tych niepoznanych obszarów DNA zaangażowana jest w
                  koordynowanie ekspresji genów sterujących rozwojem organizmu: tzn. różnicowaniem się komórek , organizacją tych komórek w tkanki i narządy itd.. Kontrola ta sprawia, że np. hemoglobina ulega ekspresji tylko w dojrzewających czerwonych ciałkach krwi, a nie znajdziemy jej w białych ciałkach (no chyba ,że "ktoś wsadzi kija w ta elektroniczną aparaturę"), choć oba typy krwinek zawierają tę samą informację genetyczną.

                  Geny takie ,to właśnie geny regulatorowe ,odpowiedzialne za morfogenezę i
                  narządogenezę. Geny odpowiedziane za sterowanie zintegrowanymi sieciami kaskadowymi, których rola polega głównie na
                  zintegrowanym regulowaniu transkrypcji różnych genów oraz na wyłączaniu jednych genów i włączaniu innych.

                  Szacuje się , że genomy H.sapiens i szympansa różnią się jakimiś 40.000.000
                  pojedynczych zmian (mutacji). Z czego jakieś 4 000.000 przypada na znane sekwencje kodujące (szacunki są przeróżne, więc biorę pierwsze z brzegu), to znaczy na te , których funkcje poznano. Chodzi o te 2% genomu na obszarach którego zidentyfikowano geny kodujące białka i różne rodzaje RNA. Nie będę tutaj wnikał w wymienianie zakładanych szczegółow statystycznych , ponieważ jak bym to uczynił ,to musiałbym odsiać z tych
                  4000.000 mutacje neutralne , których jest o wiele więcej niż zakładanych korzystnych. Ale po co skoro i tak nie wiadomo ,które ze zmutowanych genów człowieka okazały się odpowiedzialne za humanizację małpy(???).
                  Nikt rozsądny nie uwierzy przecież , że róż nice np. w budowie hemoglobiny czy regulacji transkrypcji enzymów trawiennych u H.sapiens i małpy (szympansa) mogły się przyczynić do tego , że H.sapiens potrafi napisać sonety muzyczne ,malować obrazy , rzezbić podobizny w kamieniu , wynajdywać komputery oraz modlić się do Boga ! Takie "argumenty" za pochodzeniem człowieka od małpy ,to taka sama ściema taktyczna ,jak w przypadku opisanego przykładu z receptorami węchowymi i nabywaniem lekooporności.

                  Poszukiwanie genów człowieczeństwa w kontekście NEOmitomańskich fantazji na temat ewolucji człowieka od maŁpy , to poszukiwanie św. Gralla. Już wcześniej
                  napisałem ( i potwierdziłem konkretnymi doniesieniami naukowymi) , że badanie pojedynczych różnic w obrębie populacji ludzkiej i na tej podstawie wyciąganie wniosków ,co do podobieństw ludzi
                  współczesnych wyprowadziło naukowców na manowce. Okazało się bowiem , że istnieją inne mechanizmy genetyczne , które powodują
                  znaczne różnice już nie tylko w strukturze genomów dwóch odległych geograficznie populacji , ale nawet pomiędzy genomami matki i syna !

                  Wyniki polegające na wyciąganiu wniosków na podstawie obserwacji takich pojedynczych różnic, doprowadziło uczonych do absurdalnych konkluzji. Wynika z nich np. ,że mężczyzna jest bardziej spokrewniony z szympansem niż z kobietą ,co można by jeszcze od biedy tłumaczyć różnicami w budowie chromosomów płciowych, ale podobne metody wykazały , że kobieta
                  może być bardziej podobna genetycznie do mężczyzny niż do innej kobiety !

                  Nasze człowieczeństwo nie zależy od obserwowanych i zidentyfikowanych punktowych zmian w genach, tzn. opisanych różnicach genetycznych pomiędzy szympansem i człowiekiem , ponieważ stosując podobne kryteria musielibyśmy stwierdzić , że kobieta to inny gatunek niż mężczyzna i że wszystkie kobiety należą do odmiennych gatunków biologicznych!

                  To kim są ludzie zależy od zupełnie innych, nie poznanych do tej pory właściwości
                  naszego wyposażenia genetycznego, co coraz jaśniej wykazuje empiria ! Jestem przekonany (biorąc pod uwagę szybki rozwój sytuacji na rynku naukowym), że dalszy rozwój nauki z pewnością wykaże iż prymitywny NEOdarwinizm, usiłujący wtłoczyć wszystkie obserwacje w ramy swojego NEOMItomańskiego paradygmatu tylko blokował i blokuje rozwój wiedzy na temat funkcjonowania ludzkiego (i nie tylko ludzkiego)
                  genomu, co może zaowocować opóznieniami w wynajdywaniu użytecznych leków !
                  • noveyy777 cz:9 w poszukiwaniu genów człowieczeństwa. 18.08.11, 16:04
                    Na zakończenie zacytuję, co na temat "genów człowieczeństwa" ma do powiedzenia
                    fachowiec od filogenetyki molekularnej profesor Paweł Golik :

                    "(...)
                    Często spotykane w popularnych tekstach sprowadzanie różnic między
                    genomami do procentowej wartości podobieństwa niewiele w istocie
                    wnosi, zwłaszcza że nie ma sposobu pozwalającego na jednoznaczne
                    obliczenie takiej wartości. Wspomnijmy jedynie, że różnice między
                    genomem człowieka a szympansa są stosunkowo niewielkie, jedynie
                    około dziesięciokrotnie większe niż
                    zróżnicowanie genomów różnych ludzi. Wśród trzech miliardów par zasad składających się na genom człowieka (genom szympansa ma bardzo podobną wielkość) znajdziemy około 35 milionów (nieco ponad 1%) takich, które nas różnią, do tego doliczyć należy około 5 milionów miejsc, gdzie zaszło
                    wstawienie lub wypadnięcie większego fragmentu DNA. Gdy porównamy kodowane przez genom białka, podobieństwo staje się
                    jeszcze bardziej uderzające - 29% wszystkich białek ma u człowieka i szympansa identyczną sekwencję aminokwasów, a przeciętne ludzkie
                    białko różni się od szympansiego odpowiednika zaledwie dwoma aminokwasami.
                    Gdzie zatem wśród tych różnic szukać śladów ewolucji człowieka?

                    Najbardziej oczywistą byłaby sytuacja, w której pojawił się w naszym genomie gen, lub grupa genów, których nie posiadają szympansy i
                    inne zwierzęta. Nie można też wykluczyć tego, że w linii prowadzącej do człowieka pewne geny obecne u naszych krewnych zaniknęły.
                    Można też spodziewać się, że w genach obecnych i u nas, i u naszych krewniaków, zachodziły w toku ewolucji mutacje, które zmieniły ich funkcję na tyle, by nadać nam właściwe naszemu gatunkowi cechy.
                    Istotną rolę z pewnością odegrały też zmiany w mechanizmach regulacyjnych, które decydują o tym, kiedy i jak bardzo dany gen jest
                    aktywny. Poszukiwania nowych genów specyficznych dla genomu człowieka nie
                    przyniosły przełomowych odkryć. Znaleziono wprawdzie grupę genów, zwanych Morpheus, w której dochodziło do wielu duplikacji
                    (podwojeń), przez co niektóre z nich występują wyłącznie w genomie człowieka, trudno jednak dopatrywać się w nich klucza do szczególnych cech naszego gatunku. Funkcja tych genów pozostaje wciąż w znacznej mierze niezbadana, przypuszcza się, że mogły one
                    odegrać pośrednią rolę w ewolucji, kontrolując stabilność genomu i tempo zachodzących w nim zmian.(...) Klucz do zrozumienia ewolucyjnej drogi naszego gatunku tkwić musi
                    zatem w mutacjach zmieniających sekwencję genów obecnych zarówno w naszym genomie, jak i u naszych krewnych ze świata zwierząt. Zidentyfikowanie takich mutacji nie jest jednak trywialne."
                    'W poszukiwaniu "genów człowieczeństwa"
                    - biologia molekularna na tropie ewolucji człowieka'
                    Paweł Golik

                    Warto podsumować przypomnieniem informacji o tym , że nowe rzetelne
                    ustalenia wykazały iż tempo mutacji u H.sapiens jest trzy razy wolniejsze niż
                    zakładano.
                    Więc i zakładana dywergencja przodka H.sapiens od wspólnego z szympansem
                    przodka musiałaby nastąpić trzy razy wcześniej niż zakładano dotychczas. Czyli wszelkie korelacje i spekulacje na podstawie tempa mutacji w chromosomie Y oraz w mt. DNA ,na których zbudowano tę wysoce spekulatywną koncepcję 'Mitochondrialnej Ewy' można spokojnie wyrzucić na smietnik historii. No cóż teraz ,kiedy znamy rzeczywiste tempo mutacji u H.sapiens 'zegar molekularny' w końcu uzyskał część wskazówek i zarazem się okazuje ,że tyka nie tak ,jak przewidywano dotychczas. Koeljne przewidywanie NEOmitomanow legło w gruzach (szczegóły na chomiku. Są też zamieszczone informacje na temat nowych zadziwiających wniosków dotyczących najnowszych badań dotyczących ludzkiego chromosomu Y) !

                    pozdrawiam.



    • asteroida2 Elektryka przeciwko metorologom 18.08.11, 16:50
      A może masz coś o elektrykach obalających urojenia meteorologów, że to ładunki elektryczne w chmurach wywołują pioruny?

      Nie mówię, żeby od razu badać Zeusa, ale powinniśmy badać PROJEKT zgodnie z którym uderzają pioruny. Bo przecież pomysł, że takie wielkie błyskawice SAMO-powstają, jest niedorzeczny. ;)
      • noveyy777 precedens dla spamerów. 18.08.11, 21:38
        asteroida2 napisał:

        > A może masz coś o elektrykach obalających urojenia meteorologów, że to ładunki
        > elektryczne w chmurach wywołują pioruny?
        >
        > Nie mówię, żeby od razu badać Zeusa, ale powinniśmy badać PROJEKT zgodnie z któ
        > rym uderzają pioruny. Bo przecież pomysł, że takie wielkie błyskawice SAMO-pows
        > tają, jest niedorzeczny. ;)

        W moim poście dużo pisałem o argumentacji ze złej analogii. Tyle razy juz do ciebie pisalem ,a ze jesteś złośliwy ,a ta złośliwość czerpie z nieuctwa, to jednak mój tekst ma coś wspólnego z kosmosem. Jest napisany pod takie 'asteroidy' -wiec łatwy i prosty. Zachecam. Od tej chwili na durnowane posty nie odpowiadam,wiec szanujcie swój czas.

        pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka