Dodaj do ulubionych

Polscy naukowcy uciekają za granicę

    • khmara Zaproszenie do dyskusji 27.10.04, 15:10
      Niejaki dyplomata stwierdza na tym forum, że całe szkolnictwo wyższe w Polsce
      powinno zostać sprywatyzowane, ponieważ na państwowych uczelniach przewalana
      jest forsa podatników.

      Osobiście widzę bardzo prostą receptę na skończenie z "przewalaniem forsy
      podatników" przez uczelnie:
      1. zlikwidować wszystkie studia bezpłatne
      2. całkowicie zaprzestać finansowania badań naukowych z budżetu państwa.

      Zapraszam wszystkich odpowiedzialnych dyskutantów do wyrażenia opinii: co się
      wtedy stanie?

      Na gorąco:
      1. spadnie współczynnik scholaryzacji - obecnie studiuje 2 mln Polaków, tzn. co
      dwudziesty obywatel wliczając w to starców i niemowlęta
      2. zostaną zlikwidowane państwowe wyższe szkoły zawodowe (może to i dobrze?)
      3. likwidacji ulegną wszystkie niepotrzebne kierunki, jakieś tam filologie,
      historie itp.
      Co jeszcze?
      • Gość: ekostar Re: Zaproszenie do dyskusji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.04, 21:59
        khmara napisał:

        Osobiście widzę bardzo prostą receptę na skończenie z "przewalaniem forsy
        > podatników" przez uczelnie:
        > 1. zlikwidować wszystkie studia bezpłatne
        > 2. całkowicie zaprzestać finansowania badań naukowych z budżetu państwa.
        >
        > Zapraszam wszystkich odpowiedzialnych dyskutantów do wyrażenia opinii: co się
        > wtedy stanie?
        >
        > Na gorąco:
        > 1. spadnie współczynnik scholaryzacji - obecnie studiuje 2 mln Polaków, tzn.
        co
        > dwudziesty obywatel wliczając w to starców i niemowlęta
        > 2. zostaną zlikwidowane państwowe wyższe szkoły zawodowe (może to i dobrze?)
        > 3. likwidacji ulegną wszystkie niepotrzebne kierunki, jakieś tam filologie,
        > historie itp.
        > Co jeszcze?

        Zanim nastapią punkty 1-3 wymienione powyżej nastąpi gwałtowne poszukiwanie
        żródel finansowania.
        Dlatego państwowe wyzsze szkoly zawodowe szybko znajda sobie odpowiednie
        żródła i nie sadzę żeby zostały szybko zlikwidowane, ale z całą humanistyką
        bedzie krucho.

        W Stanach istnieją świetnie prosperujące akademie medyczne finansowane
        całkowicie przez uniwersyteckie szpitale.

        A jesli zostać w tej branży to u nas ciagle ciuciubabka: raz z ministerstwem
        zdrowia raz z oświatą czy edukacją. 60 lat poszukiwań formuły, bądź studni bez
        dna, zamiast samo-finansowania.
        • khmara Re: Zaproszenie do dyskusji 27.10.04, 23:37
          Drobne wyjaśnienie. Państwowe wyższe szkoły zawodowe (PWSZ) to nie są akademie
          medyczne ani politechniki. To są takie Wyższe Szoły Czegoś i Czegoś, tyle że
          państwowe. Kształcą tylko i wyłącznie na studiach licencjackich, profesorem PWSZ
          można zostać już z doktoratem, bez habilitacji. PWSZ-ety są w Łomży, Płocku,
          Pile i wielu innych małych miejscowościach. Taki amerykański community college.
          Pracownicy PWSZ nie mają obowiązku prowadzenia badań naukowych. Miały być
          finansowane przez samorządy lokalne, ale one na ogół przestają się do tego poczuwać.

          Padną, bo w większości kształcą biednych studentów, których nie stać na
          utrzymanie się w dużym mieście. Taka przynajmniej była idea ich utworzenia.

          PWSZ w Łomży dla przykładu:
          miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35241,2356162.html
      • dyplomata Niejaki khmara ultrademagogicznie 28.10.04, 08:05
        khmara napisał:

        > Niejaki dyplomata stwierdza na tym forum, że całe szkolnictwo wyższe w Polsce
        > powinno zostać sprywatyzowane, ponieważ na państwowych uczelniach przewalana
        > jest forsa podatników.

        Haha, prywatyzacja wcale nie oznacza ze pieniadze podatnikow nie moglyby byc
        uzyte na wsparcie edukacji. Sprawa polega tylko na tym jak to wsparcie
        powinno byc zorganizowane by kasa nie byla przewalana.

        > Na gorąco:
        > 1. spadnie współczynnik scholaryzacji - obecnie studiuje 2 mln Polaków, tzn.
        >co dwudziesty obywatel wliczając w to starców i niemowlęta

        Demagogia, jesli wprowadzone zostana oplaty na studiach dziennych
        to wspolczynnik skolaryzacji wcale nie spadnie. Po pierwsze na studiach
        dziennych *przecietnie* studiuja ludzie z rodzin zamozniejszych od tych
        ktorzy sa na studiach wieczorowych i zaocznych. To jest wysoce niesprawiedliwe.
        Tych biedniejszych jak sie okazuje stac na na oplaty a zamozniejsi maja za
        friko.

        Wprowadzenie oplat uzdrowi sytuacje tak jak ekonomia rynkowa uzdrawia chora
        ekonomie. Zwiekszy stopien odpowiedzialnosci studiujacych za to co robia.
        Pozwoli na zroznicowanie uczelni: uczelnie renomowane beda mogly ustalic
        wyzsze oplaty. Beda tez mogly ustalic oplaty w zaleznosci od osiagniec
        kandydatow itd. Tak jak w USA hehe.

        > 2. zostaną zlikwidowane państwowe wyższe szkoły zawodowe (może to i dobrze?)

        Dlaczego dobrze? To jest odpowiednik collegu w USA. Po co ludzie maja miec
        dyplomy uniwersytetow jesli mysla o praktycznym zawodzie?

        > 3. likwidacji ulegną wszystkie niepotrzebne kierunki, jakieś tam filologie,
        > historie itp.

        Duuuza przesada. Zawsze znajda sie ludzie gotowi studiowac filozofie za wlasna
        kase. Ale jednoczesnie ludzie beda mysleli powazniej bo bedzie ich to
        kosztowalo. W obecnym systemie masa ludzi studiuja po to zeby se postudiowac za
        darmo. Potem narzekaja ze dla nich, absolwentow filozofii starozytnej, panstwo
        nie przygotowalo etatow pracownikow filozoficznych.

        > Co jeszcze?

        Trzeba przyjac realia takie jakie sa: edukacja w Polsce poszla na zywiol i jest
        w duzej czesci prywatna. Darmowa edukacja panstwowa to demagogiczna pozostalosc
        epoki socjalizmu.

        Teraz mozna dyskutowac o odplatnosciach i formach wsparcia przez panstwo.

        • Gość: ekostar Prosba do Dyplomaty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.04, 08:53
          dyplomata napisał:


          Po pierwsze na studiach
          > dziennych *przecietnie* studiuja ludzie z rodzin zamozniejszych od tych
          > ktorzy sa na studiach wieczorowych i zaocznych. To jest wysoce
          niesprawiedliwe.
          > Tych biedniejszych jak sie okazuje stac na na oplaty a zamozniejsi maja za
          > friko.

          Skad takie informacje? Prosze podac statystyki i ich źródła.


          > Pozwoli na zrożnicowanie uczelni: uczelnie renomowane beda mogly ustalic
          > wyższe oplaty. Beda tez mogly ustalic oplaty w zaleznosci od osiagniec
          > kandydatow itd. Tak jak w USA hehe.

          Skąd takie informacje? Proszę podac statystyki (i ich źródła) dotyczące
          zależności poziomu nauczania od wysokosci opłat czesnego, w Polsce i za granicą.
          • dyplomata Dane ewidentne 28.10.04, 15:42
            Gość portalu: ekostar napisał(a):

            > > Tych biedniejszych jak sie okazuje stac na na oplaty a zamozniejsi maja z
            > > a friko.
            > Skad takie informacje? Prosze podac statystyki i ich źródła.

            To jest sprawa powszechnie znana. Bierze sie stad ze na studiach prywatnych,
            zaocznych i wieczorowych studiuja ludzie z malych miast, wsi i co co nie mieli
            kasy z domu na studia wiec musza pracowac i studiowac. W prasie pisano o tym
            setki razy.

            > > Pozwoli na zrożnicowanie uczelni: uczelnie renomowane beda mogly ustalic
            > > wyższe oplaty. Beda tez mogly ustalic oplaty w zaleznosci od osiagniec
            > > kandydatow itd. Tak jak w USA hehe.
            > Skąd takie informacje? Proszę podac statystyki (i ich źródła) dotyczące
            > zależności poziomu nauczania od wysokosci opłat czesnego, w Polsce i za
            >granicą

            Wystarczy sprawdzic ile biora uczelnie. Sprawa jest ewidentna. Mowa byla
            oczywiscie o renomie uczelni, czyli pozycji na rynku, co nie zawsze musi isc
            w parze z poziomem ksztalcenia.
            • khmara Nowy aksjomat? 28.10.04, 19:38
              dyplomata napisał:
              > Gość portalu: ekostar napisał(a):
              > > Skąd takie informacje? Proszę podac statystyki (i ich źródła) dotyczące
              > > zależności poziomu nauczania od wysokosci opłat czesnego, w Polsce i za
              > >granicą
              >
              > Sprawa jest ewidentna. Mowa byla
              > oczywiscie o renomie uczelni, czyli pozycji na rynku, co nie zawsze musi isc
              > w parze z poziomem ksztalcenia.

              Ewidentne to jest, że 2+2=4, ale też nie do końca. Np. w systemie dwójkowym już
              nie. Prośba ekostar o dane jak najbardziej zasadna. Należy podać dane dotyczące
              relacji między miejscem w rankingu a wysokością czesnego na polskich uczelniach.

              I proszę nie negować istnienia rynku edukacyjnego w Polsce. Najpierw trzeba
              zrozumieć, dlaczego on działa tak jak działa, a potem można coś naprawiać.
            • Gość: ekostar Brak danych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.04, 09:25
              dyplomata napisał:

              > To jest sprawa powszechnie znana. Bierze sie stad ze na studiach prywatnych,
              > zaocznych i wieczorowych studiuja ludzie z malych miast, wsi i co co nie mieli
              > kasy z domu na studia wiec musza pracowac i studiowac. W prasie pisano o tym
              > setki razy.

              Cytat z odpowiedzi Jasia 28.10:
              "Zgadzam sie z toba, ze wielu studentow studiuje na prywatnych uczelniach
              platnych. Sam znam paru takich. Musze cie niestety zasmucic, gdyz mechanizm,
              ktory sprawil, ze wiele z tych osob zdecydowalo sie placic za studia nie ma nic
              wspolnego z mechanizmami rynkowymi. Wiekrzosc tych studentow studiowala by
              najchetniej na studiach dziennych, ale sie na nie nie dostala z powodu
              niedostatecznych wiadomosci. Rodzice wiec "kupuja" dzieciom dyplom w prywatnej
              szkole wyzszej"

              Dlatego własnie, że są to prawdy obiegowe, prosiłam o podanie prawd
              statystycznych.

              Na uczelniach prywatnych studiuja zarówno osoby biedne jak i bardzo zamożne.
              Dla niektórych, studiowanie na prywatnej uczelni daje możliwosci odliczeń
              podatkowych. Istnieja też w Polsce płatne kierunki studiów anglojęzycznych na
              których studiuja słabi studencji zagraniczni, którzy są bez szans na studia na
              lepszych, rodzimych i innych uczelniach.

              Nie uznaję tej odpowiedzi. To co pisza w prasie, nie oznacza prawdy
              statystycznej

              Odpowiedź na pytanie następne (Skąd takie informacje? Proszę podac statystyki
              (i ich źródła) dotyczące zależności poziomu nauczania od wysokosci opłat
              czesnego, w Polsce i za granicą) przeczy wyraźnie poprzednim tezom Dyplomaty:


              > Wystarczy sprawdzic ile biora uczelnie. Sprawa jest ewidentna. Mowa byla
              > oczywiscie o renomie uczelni, czyli pozycji na rynku, co nie zawsze musi isc
              > w parze z poziomem ksztalcenia.

              A więc po co komu niekoniecznie dobre uczelnie z wysokim czesnym na którym mają
              studiować słabi studenci, albo psudo-studenci, których celem podstawowym jest
              odliczenie ulg podatkowych?
              Co komu ten mechanizm rykowy daje?
              Czy rozwija poziom edukacji?
              Czy pomaga rozwinąć badania naukowe?
              • dyplomata Mechanizm pseudorynkowy i rynkowy 29.10.04, 11:15
                Gość portalu: ekostar napisał(a):

                > Cytat z odpowiedzi Jasia 28.10:
                > "Zgadzam sie z toba, ze wielu studentow studiuje na prywatnych uczelniach
                > platnych. Sam znam paru takich. Musze cie niestety zasmucic, gdyz mechanizm,
                > ktory sprawil, ze wiele z tych osob zdecydowalo sie placic za studia nie ma
                >nic wspolnego z mechanizmami rynkowymi. Wiekrzosc tych studentow studiowala by
                > najchetniej na studiach dziennych, ale sie na nie nie dostala z powodu
                > niedostatecznych wiadomosci. Rodzice wiec "kupuja" dzieciom dyplom w
                >prywatnej szkole wyzszej"
                > Dlatego własnie, że są to prawdy obiegowe, prosiłam o podanie prawd
                > statystycznych.
                > Na uczelniach prywatnych studiuja zarówno osoby biedne jak i bardzo zamożne.
                > Dla niektórych, studiowanie na prywatnej uczelni daje możliwosci odliczeń
                > podatkowych. Istnieja też w Polsce płatne kierunki studiów anglojęzycznych na
                > których studiuja słabi studencji zagraniczni, którzy są bez szans na studia
                > na lepszych, rodzimych i innych uczelniach.
                > Nie uznaję tej odpowiedzi. To co pisza w prasie, nie oznacza prawdy
                > statystycznej

                Po pierwsze jest ewidentne ze KAZDY wolalby studiowac za darmo! to jest
                dzialanie mechanizmu pseudorynkowego. Tylko ci co sa zmuszeni studiuja za
                kase. A to ze na uczelniach prywatnych studiuja osoby biedne (majace kase
                oczywiscie!) i zamozne to truizm. Tyle ze jak wiadomo na uczelniach
                darmowych ktore mieszcza sie w wiekszsoci na terenie duzych miast studiuja
                glownie ludzie z duzych miast ktorzy maja sie przecietnie najlepiej.

                Zlikwidowanie kretynskiej nierownosci w postaci studiow za darmo jest sprawa
                elementarna. Gadanie o reformach bez takiej zmiany jest nonsensem.

                > A więc po co komu niekoniecznie dobre uczelnie z wysokim czesnym na którym
                >mają studiować słabi studenci, albo psudo-studenci, których celem podstawowym
                >jest odliczenie ulg podatkowych?
                > Co komu ten mechanizm rykowy daje?
                > Czy rozwija poziom edukacji?
                > Czy pomaga rozwinąć badania naukowe?

                HAHAHA. Tu wszyscy chwala model amerykanski wiec niech sie teraz wypowiedza.

                W modelu rynkowym jest tak ze informacja o wyksztalceniu ma wartosc TYLKO
                w powiazaniu z informacja SKAD to wyksztalcenie jest. Placowki musza dbac
                o reputacje rynkowa jesli chca miec wysoka pozycje na rynku. W ten sposob
                system sie sam reguluje a powyzsze pytania sa oczywiscie idiotyczne.

                I taki system musi byc wprowadzony w Polsce, innego wyjscia nie ma.
                • Gość: ekostar Do wszystkich w sprawie dyplomaty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.04, 15:36
                  W odpowiedzi na ponawiane moje konkretne pytania, dyplomata napisał:

                  W ten sposob
                  > system sie sam reguluje a powyzsze pytania sa oczywiscie idiotyczne.
                  >
                  > I taki system musi byc wprowadzony w Polsce, innego wyjscia nie ma.

                  Co zrobic z Dyplomatą, który nie przestrzega podstawojej reguły gry: solidnej
                  odpowiedzi nawet na najprostsze pytania?

                  Szanowny Dyplomato!

                  Czy słyszał Pan kiedykolwiek o głupich pytaniach? Nawet polskie porzekadło
                  wspomina tylko o głupich odpowiedziach.

                  • khmara Re: Do wszystkich w sprawie dyplomaty 29.10.04, 21:30
                    Dyplomata nie odpowiada na pytania. Na moje też nie odpowiedział:
                    1. co będzie, jeżeli od roku akademickiego 2005/2006 wszystkie studia będą płatne?
                    2. co będzie, jeżeli przestaniemy z budżetu państwa finansować badania naukowe?
                    Dyplomata nie uprawia dyskusji, tylko propagandę.
                    Powinien dyskutować sam ze sobą. Osoby, które nie przestrzegają zasad netykiety
                    potocznie nazywa się trollami. Na posty trolli nie należy odpowiadać.
                • Gość: jw [...] IP: *.autocom.pl 14.05.05, 11:40
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • khmara Re: Niejaki khmara ultrademagogicznie 28.10.04, 19:29
          dyplomata napisał:

          > Haha, prywatyzacja wcale nie oznacza ze pieniadze podatnikow nie moglyby byc
          > uzyte na wsparcie edukacji. Sprawa polega tylko na tym jak to wsparcie
          > powinno byc zorganizowane by kasa nie byla przewalana.

          Pieniądze podatników mają iść do prywatnych kieszeni? Do kieszeni właściciela
          uczelni prywatnej? Zgroza!!!

          > jesli wprowadzone zostana oplaty na studiach dziennych
          > to wspolczynnik skolaryzacji wcale nie spadnie. Po pierwsze na studiach
          > dziennych *przecietnie* studiuja ludzie z rodzin zamozniejszych od tych
          > ktorzy sa na studiach wieczorowych i zaocznych. To jest wysoce
          > niesprawiedliwe.

          Demagogia i krótkowzroczność. Powiem więcej, prywata. Tu chodzi tylko i
          wyłącznie o nabicie kabzy pazernym uczelniom publicznym i biznesmenom
          sprzedającym dyplomy w Wyższych Szkołach Czegoś i Czegoś.
          www.forumakad.pl/archiwum/2004/10/05-opinie_srizun.htm
          Mirosław Zdanowski: UE stwarza również zagrożenia dla polskiego szkolnictwa
          wyższego. Uczelnie niepaństwowe i skomercjalizowane w znacznym stopniu uczelnie
          państwowe zachowują dobrą kondycję dzięki ogromnej liczbie studentów wnoszących
          opłaty za studia. Tymczasem uczelnie zagraniczne oferują polskiej młodzieży
          atrakcyjne studia bezpłatne. Ta oferta będzie się poszerzała i znaczna część
          polskiej młodzieży wyjedzie na studia za granicę. Liczba kandydatów na krajowe
          studia może zmniejszyć się znacząco i bardzo szybko.

          > Wprowadzenie oplat uzdrowi sytuacje tak jak ekonomia rynkowa uzdrawia chora
          > ekonomie.

          Życzę zdrowia panu Kulczykowi. Komisja śledcza czeka.

          > > 2. zostaną zlikwidowane państwowe wyższe szkoły zawodowe (może to i dobrz
          > e?)
          >
          > Dlaczego dobrze? To jest odpowiednik collegu w USA. Po co ludzie maja miec
          > dyplomy uniwersytetow jesli mysla o praktycznym zawodzie?

          Oczywiście chodziło mi tylko i wyłącznie o poziom i jakość kształcenia. Poza tym
          to są uczelnie państwowe, finansowane z kasy podatnika. Kształcą przeważnie na
          studiach dziennych. Jest ich w kraju 30, wciąż powstają nowe.

          > > 3. likwidacji ulegną wszystkie niepotrzebne kierunki, jakieś tam filologi
          > e,
          > > historie itp.
          >
          > Duuuza przesada. Zawsze znajda sie ludzie gotowi studiowac filozofie za wlasna
          > kase.

          Ale bez państwowej kasy nie będzie się opłacało być profesorem filozofii.
          Pogłębi się luka pokoleniowa i wydziały filozofii nie będą w stanie zapewnić
          niezbędnych minimów kadrowych. Trzeba będzie zamknąć.

          > Teraz mozna dyskutowac o odplatnosciach i formach wsparcia przez panstwo.

          Państwo popiera. Np. w tym roku obniżono wysokość stypendiów i zabroniono
          uczelniom dofinansowywania stołówek studenckich i akademików. Zlikwidowano też
          pomoc finansową dla studentów niepełnosprawnych.
      • khmara Re: Zaproszenie do dyskusji 28.10.04, 19:58
        Ponawiam pytanie, na które nawet taki piewca naukowego neoliberalizmu jak
        dyplomata nie zechciał w przejrzysty sposób odpowiedzieć:

        Co się stanie, jeżeli:
        1. zlikwidujemy wszystkie studia bezpłatne,
        2. całkowicie zaprzestaniemy finansowania badań naukowych z budżetu państwa?

        Zanim wprowadzone zostaną rewelacyjne zmiany, dobrze pobawić się w przewidywanie
        wszelkich możliwych konsekwencji. Taka gimnastyka umysłowa z pewnością nikomu
        nie zaszkodzi.


        • dyplomata Realna ocena sytuacji - "My" i "Oni" 29.10.04, 08:05

          Jednym z mitow na ktorych bazuja pseudoreformatorzy tacy jak khmara
          czy wieczorkowcy jest podzial na My i Oni. My to ludzie chcacy reform
          a Oni to biurokraci kryptokomuchy przeciwni reformom.

          Niestety takie stawianie sprawy to mit na ktory lapia sie naiwni.

          Realna ocena sytuacji musi byc taka ze cale srodowiska sa zdegenerowane
          i nie ma wystarczajacej sily wewnatrz nich by mozna bylo wprowadzic
          reformy. Nie dotyczy to tylko nauki. Model korporacyjny wprowadzony pod
          haslem przywrocenia samorzadnosci po komunie stoczyl sie w kierunku
          mafijnej obrony interesow grupowych. To sa znane przyklady adwokatow,
          notariuszy, lekarzy. W nauce jest tak samo.

          Prasa ciagle donosi o ordynarnych przewalach swiadczacych o braku
          jakichkolwiek skrupulow, maly swiezy przyklad:

          info.onet.pl/1001211,11,item.html
          Jakie jest wyjscie z tej sytuacji? Tu nie pomoga najlepsze ustawy.
          Trzeba urynkowic caly system tak by wartosc byla widoczna na rynku.
          A wiec w koncu niech dojdzie do tego ze podobnie jak w USA nie bedzie
          sie liczylo ze ktos ma jakies tytuly czy dyplomy bo to mozna kupic za 99.99$.
          Wartosc tych rzeczy bedzie oparta wylacznie na reputacji czyli skad pochodza.
          W ten sposob system bedzie sie sam oczyszczal i rynek wymusi leczenie
          zdgenerowanych spolecznosci.

          • khmara Brak odpowiedzi 29.10.04, 21:46
            dyplomata napisał:

            > Jednym z mitow na ktorych bazuja pseudoreformatorzy tacy jak khmara
            > czy wieczorkowcy jest podzial na My i Oni. My to ludzie chcacy reform
            > a Oni to biurokraci kryptokomuchy przeciwni reformom.
            >
            > Niestety takie stawianie sprawy to mit na ktory lapia sie naiwni.
            >
            > Realna ocena sytuacji musi byc taka ze cale srodowiska sa zdegenerowane
            > i nie ma wystarczajacej sily wewnatrz nich by mozna bylo wprowadzic
            > reformy. Nie dotyczy to tylko nauki. Model korporacyjny wprowadzony pod
            > haslem przywrocenia samorzadnosci po komunie stoczyl sie w kierunku
            > mafijnej obrony interesow grupowych. To sa znane przyklady adwokatow,
            > notariuszy, lekarzy. W nauce jest tak samo.
            >

            Nadal brak odpowiedzi na zadane pytania:
            1. co będzie, jeżeli od roku akademickiego 2005/2006 wszystkie studia będą płatne?
            2. co będzie, jeżeli zaprzestaniemy finansować badania naukowe z budżetu państwa?
            Za to mnóstwo pustosłowia i zwrotów, których jedynym celem jest okazanie pogardy
            pozostałym dyskutantom: pseudoreformatorzy, wieczorkowcy, naiwni i
            zdegenerowani. Ani jednej nowej myśli, ani cienia konkretu.

            Sorry, panie dyplomata, z propagandą się nie dyskutuje. Z radiem też nie, ono i
            tak nie odpowie na żadne pytanie. Powie swoje i już.
            • dyplomata Odpowiedzi zawsze te same 01.11.04, 07:59
              khmara napisał:

              > Nadal brak odpowiedzi na zadane pytania:
              > 1. co będzie, jeżeli od roku akademickiego 2005/2006 wszystkie studia będą
              > płatne?

              To sie nie da tak szybko zrobic bo potrzebna jest kompleksowa reforma.
              Oplaty za studia to tylko jeden maly element.

              Ale nawet gdyby wprowadzono same tylko oplaty to nic by sie nie zmienilo.
              Na kierunkach szczegolnie obleganych oplaty moglyby byc wyzsze. Masa ludzi
              studiuje i placi wiec dlaczego na studiach dziennych mialoby to cos zmienic?

              > 2. co będzie, jeżeli zaprzestaniemy finansować badania naukowe z budżetu
              >państwa?

              O tym nikt nie mowil.

              Szczegoly reform sa do ustalenia.

              > Za to mnóstwo pustosłowia i zwrotów, których jedynym celem jest okazanie
              > pogardy pozostałym dyskutantom: pseudoreformatorzy, wieczorkowcy, naiwni i
              > zdegenerowani. Ani jednej nowej myśli, ani cienia konkretu.
              > Sorry, panie dyplomata, z propagandą się nie dyskutuje. Z radiem też nie, ono
              > i tak nie odpowie na żadne pytanie. Powie swoje i już.

              Wiadomo ze obnazanie tabu jest nieprzyjemne. Celem dotychczasowej pisaniny bylo
              obnazenie tabu na temat kasy. Pseudoreformatorzy lubia wizjonerowac piekne
              reformy na papierze poslugujac sie demagogicznie przykladami amerykanskimi itp.
              ALe problem kasy jest tabu. Zrywamy wiec tabu i dyskutujemy o kasie.

              Jak sie okazuje doskonalym miernikiem intencji jest problem bezplatnych studiow
              dziennych. Jest to problem ktorego nikt nie chce poruszac chociaz system jest
              obecnie totalnie niesprawiedliwy i w wielu przypadkach fasadowo-oszukanczy.
              • khmara Te same matactwa, co zwykle 01.11.04, 17:30
                dyplomata napisał:

                > khmara napisał:
                >
                > > Nadal brak odpowiedzi na zadane pytania:
                > > 1. co będzie, jeżeli od roku akademickiego 2005/2006 wszystkie studia będą
                > > płatne?
                >
                > To sie nie da tak szybko zrobic bo potrzebna jest kompleksowa reforma.

                Więc to takie ważne, ale nie da się zrobić szybko?
                To już nie jest argument, ale zwykłe matactwo.
                Ja mówię o tym, co można zrobić teraz.
                Mówię o tym, jak wykorzystać pieniądze, które z budżetu są przeznaczane na naukę
                obecnie, a ty szukasz, komu bu tu jeszcze zabrać.

                > Oplaty za studia to tylko jeden maly element.

                Właśnie o to chodzi, że to jest tylko jeden mały element i to wcale nie
                najważniejszy. Przykro mi, ale tu nie ma żadnego tabu.

                > Ale nawet gdyby wprowadzono same tylko oplaty to nic by sie nie zmienilo.

                To o co tyle krzyku? Jeżeli zgadzasz się ze mną, że samo wprowadzenie
                powszechnej odpłatności za studia niczego nie rozwiąże, to trzeba zmieniać co
                innego. A o opłatach możemy porozmawiać przy innej okazji.

                > Pseudoreformatorzy lubia wizjonerowac piekne reformy na papierze poslugujac
                > sie demagogicznie przykladami amerykanskimi itp.

                Wprowadzanie opłat za studia, dlatego że w Ameryce są, to jest właśnie
                pseudoreformatorskie wizjonerstwo i demagogia (biedni zaoczni studiują kosztem
                bogatych dziennych).
                • dyplomata Beton kontratakuje 01.11.04, 21:06
                  khmara napisał:

                  >> > > 1. co będzie, jeżeli od roku akademickiego 2005/2006 wszystkie stud
                  > ia będą
                  > > > płatne?
                  > > To sie nie da tak szybko zrobic bo potrzebna jest kompleksowa reforma.
                  > Więc to takie ważne, ale nie da się zrobić szybko?
                  > To już nie jest argument, ale zwykłe matactwo.
                  > Ja mówię o tym, co można zrobić teraz.
                  > Mówię o tym, jak wykorzystać pieniądze, które z budżetu są przeznaczane na
                  > naukę obecnie, a ty szukasz, komu bu tu jeszcze zabrać.

                  Haha mamy ladny przyklad demagogii przez insynuowanie ze reformy maja sie
                  sprowadzac do wprowadzenia oplat

                  > > Oplaty za studia to tylko jeden maly element.
                  > Właśnie o to chodzi, że to jest tylko jeden mały element i to wcale nie
                  > najważniejszy. Przykro mi, ale tu nie ma żadnego tabu.

                  Jest to element maly ale ma decydujace znaczenie jako test intencji. Zaden
                  pseudoreformator nie chce podjac tego tematu.

                  > > Ale nawet gdyby wprowadzono same tylko oplaty to nic by sie nie zmienilo.
                  > To o co tyle krzyku? Jeżeli zgadzasz się ze mną, że samo wprowadzenie
                  > powszechnej odpłatności za studia niczego nie rozwiąże, to trzeba zmieniać co
                  > innego. A o opłatach możemy porozmawiać przy innej okazji.

                  Nic by sie nie zmienilo w sensie oblozenia uczelni studentami. Natomiast bardzo
                  zmienilaby sie atmosfera wokol studiowania za darmo.

                  > Wprowadzanie opłat za studia, dlatego że w Ameryce są, to jest właśnie
                  > pseudoreformatorskie wizjonerstwo i demagogia (biedni zaoczni studiują kosztem
                  > bogatych dziennych).

                  Stale sie tu mowi ze oplaty to jeden element. Pelno innych rzeczy mozna wziac
                  z Ameryki ale bez oplat bedzie to reforma fasadowa.

                  Reforma realna musi oprzec sie na urynkowieniu. Bez urynkowienia bedzie model
                  socjalistyczny z pieknymi prawami i ustawami na papierze i hordami cwaniakow
                  kombinujacymi jak te ustawy obejsc i nabijac portfele.

                  Natomiast szczegoly urynkowienia to jest temat do powaznej dyskusji.
              • Gość: itakdalej Re: Odpowiedzi zawsze te same IP: *.chello.pl 01.11.04, 20:59
                dyplomata napisał:

                > obnazenie tabu na temat kasy. Pseudoreformatorzy lubia wizjonerowac piekne
                > reformy na papierze poslugujac sie demagogicznie przykladami amerykanskimi
                itp.
                > ALe problem kasy jest tabu. Zrywamy wiec tabu i dyskutujemy o kasie.
                >
                > Jak sie okazuje doskonalym miernikiem intencji jest problem bezplatnych
                studiow
                > dziennych.

                Pan to wcześniej przedstawiał w kontekście prywatyzacji uczelni wyższych, co
                zaciemniało obraz. Z tego co wiem, w USA studia na uczelniach publicznych są
                płatne, ale nie słyszałem żeby ktoś chciał te uczelnie prywatyzować. Ludzi
                którzy chcą stworzyć w Polsce system kapitalistyczny i rynkowy tak liberalny,
                że przy nim to co jest w USA jest prawie socjalizmem, uważam za oszołomów albo
                kutych na cztery nogi supercwaniaków, manipulujących na całego, żeby
                zawłaszczyć ile się da. Póki jeszcze można, bo czują przez skórę, że dni
                ich "grupy trzymającej władzę" są policzone.

                > Jest to problem ktorego nikt nie chce poruszac chociaz system jest
                > obecnie totalnie niesprawiedliwy i w wielu przypadkach fasadowo-oszukanczy.

                Ja nie wiem czy my jesteśmy od tego. Khmara ma rację, my jako środowisko
                powinniśmy w pierwszej kolejności dążyć do racjonalizacji tego co jest, w
                ramach obecnej "kasy". Wprowadzenie odpłatności za wszystkie studia byłoby poza
                wszystkim sprzeczne z konstytucją. Wymaga to jej zmiany - czyli chyba kolejnego
                referendum, poprzedzonego ogólnospołeczną debatą o jaki model gospodarki
                rynkowej nam chodzi. Jest to sprawa zbyt ważna dla całego społeczeństwa, by o
                niej decydowało samo środowisko, czyli w praktyce uzurpujący sobie prawo do
                wypowiadania się w jego imieniu prof. Ziejka i jego koledzy.
                Nie wydaje mi się, żeby to co Pan proponuje było sprawiedliwsze albo
                rozsądniejsze od tego co jest. Należy założyć, że rozwiązania idealnego nie ma,
                każde ma jakieś zalety i wady. Opłaty za studia dzienne wyeliminowałyby z nich
                zdolną młodzież z biedniejszych rodzin, która teraz na granicy minimum
                socjalnego jakoś sobie daje radę. Państwo by na tym straciło, bo sporo talentów
                by się zmarnowało.
                Możliwe że najlepszy by był u nas model anglosaski bez opłat, taki jaki
                obowiązuje w Szkocji.
                System bywa "fasadowo-oszukańczy" z powodu patologii części kadry która nim
                zarządza - vide Wydział Prawa UG - spowodowanej utrzymywaniem na uczelniach
                zasad rodem z czasów stalinowskich. Wystarczy otworzyć go na świat, wpuścić
                trochę świeżego powietrza (w tym naszych rodaków z Zachodu ,którzy by chcieli
                podzielić się z nami swoją wiedzą) i wprowadzić mechanizmy podobne do
                zachodnich, a powinno być znacznie lepiej.

                > Pseudoreformatorzy lubia wizjonerowac piekne
                > reformy na papierze poslugujac sie demagogicznie przykladami amerykanskimi
                itp.

                "Pseudoreformatorzy", "wizjonerować", "demagogicznie". Odmładzam się czytając
                Pana posty. Przypomina mi się "Dziennik Telewizyjny" z roku 1981 i stanu
                wojennego i "Jarmarczne wybryki solidarnościowych agitatorów" albo "wytrawni
                politykierzy". Tylko tam było tyle epitetów w jednym zdaniu. Bardzo to ciekawe,
                że ultraliberał ma styl języka podobny do komunistycznego betonu.
                • dyplomata Itakdalej itakdalej 01.11.04, 21:32
                  Gość portalu: itakdalej napisał(a):

                  > Pan to wcześniej przedstawiał w kontekście prywatyzacji uczelni wyższych, co
                  > zaciemniało obraz. Z tego co wiem, w USA studia na uczelniach publicznych są
                  > płatne, ale nie słyszałem żeby ktoś chciał te uczelnie prywatyzować. Ludzi
                  > którzy chcą stworzyć w Polsce system kapitalistyczny i rynkowy tak
                  > liberalny, że przy nim to co jest w USA jest prawie socjalizmem, uważam za
                  > oszołomów albo kutych na cztery nogi supercwaniaków, manipulujących na
                  > całego, żeby zawłaszczyć ile się da. Póki jeszcze można, bo czują przez
                  > skórę, że dni ich "grupy trzymającej władzę" są policzone.

                  Po pierwsze prywatyzacja nie oznacza ze wlascicielami beda cwaniacy. Formy
                  wlasnosci moga byc rozne. Po drugie system i ludzie w Polsce sa zdemoralizowani
                  wiec prywatyzacja jest jedynym sposobem terapii. Poprzez papierowe reformy nic
                  sie nie zdziala.

                  > Ja nie wiem czy my jesteśmy od tego. Khmara ma rację, my jako środowisko
                  > powinniśmy w pierwszej kolejności dążyć do racjonalizacji tego co jest, w
                  > ramach obecnej "kasy".

                  Racjonalizacja w ramach obecnych ukladow to sprzecznosc, to jest niemozliwe.

                  >Wprowadzenie odpłatności za wszystkie studia byłoby poza wszystkim sprzeczne
                  >z konstytucją. Wymaga to jej zmiany - czyli chyba kolejnego
                  > referendum, poprzedzonego ogólnospołeczną debatą o jaki model gospodarki
                  > rynkowej nam chodzi. Jest to sprawa zbyt ważna dla całego społeczeństwa, by o
                  > niej decydowało samo środowisko, czyli w praktyce uzurpujący sobie prawo do
                  > wypowiadania się w jego imieniu prof. Ziejka i jego koledzy.

                  No wlasnie. W obecnym ukladzie zongluje sie slowami robi fasadowa
                  sprawiedliwosc. A wiekszosc ludzi placi za studia. Utrzymywanie fasady
                  ze za dzienne sie nie placi to absurd i niesprawiedliwosc niezgodna
                  z konstytucja.

                  > Nie wydaje mi się, żeby to co Pan proponuje było sprawiedliwsze albo
                  > rozsądniejsze od tego co jest. Należy założyć, że rozwiązania idealnego nie
                  >ma, każde ma jakieś zalety i wady. Opłaty za studia dzienne wyeliminowałyby z
                  >nich zdolną młodzież z biedniejszych rodzin, która teraz na granicy minimum
                  > socjalnego jakoś sobie daje radę. Państwo by na tym straciło, bo sporo
                  >talentów by się zmarnowało.

                  To jest czysta demagogia w stylu rozwinietego socjalizmu. Zreszta z tego punktu
                  widzenia socjalizm byl sprawiedliwszy. A ci co studiuja za pieniadze to jak
                  sobie daja rade?

                  > Możliwe że najlepszy by był u nas model anglosaski bez opłat, taki jaki
                  > obowiązuje w Szkocji.

                  Szkocja, ladne. A model angielski w ktorym robi sie podwyzke oplat to lepiej
                  zapomniec?

                  > System bywa "fasadowo-oszukańczy" z powodu patologii części kadry która nim
                  > zarządza - vide Wydział Prawa UG - spowodowanej utrzymywaniem na uczelniach
                  > zasad rodem z czasów stalinowskich. Wystarczy otworzyć go na świat, wpuścić
                  > trochę świeżego powietrza (w tym naszych rodaków z Zachodu ,którzy by chcieli
                  > podzielić się z nami swoją wiedzą) i wprowadzić mechanizmy podobne do
                  > zachodnich, a powinno być znacznie lepiej.

                  I tu jest sprawa fundamentalna: w obliczu kolosalnej demoralizacji zadne miekkie
                  mechanizmy czyli ladne papierowe ustawy nie zadzialaja. Poza tym utrzymywanie
                  oddzielnie sektora panstwowego i prywatnego jest obecnie nielogiczne i
                  nieetyczne.

                  Zreszta jak pokazuje przyklad sluzby zdrowia reforma rynkowa jest nieunikniona.
                  Reformy papierowe nic nie daly i zycie wymusza reforme rynkowa.

                  > "Pseudoreformatorzy", "wizjonerować", "demagogicznie". Odmładzam się czytając
                  > Pana posty. Przypomina mi się "Dziennik Telewizyjny" z roku 1981 i stanu
                  > wojennego i "Jarmarczne wybryki solidarnościowych agitatorów" albo "wytrawni
                  > politykierzy". Tylko tam było tyle epitetów w jednym zdaniu. Bardzo to
                  >ciekawe, że ultraliberał ma styl języka podobny do komunistycznego betonu.

                  To sa metody czarnej propagandy. Jak wiadomo komuna byla pryncypialnie przeciw
                  ekonomii rynkowej. A teraz przeciwnikow urynkowienia mamy jeszcze w dwoch
                  sektorach gdzie egzystuja jeszcze pozostalosci demagogii. Sluzba zdrowia juz
                  dojrzewa do urynkowienia. Natomiast sektor wyzszej edukacji to najgorszy
                  przypadek, zelbeton ktory broni sie zaciekle.
                  • Gość: itakdalej Re: dyplomata który nie zna świata IP: *.chello.pl 01.11.04, 23:09
                    dyplomata napisał:

                    > Po pierwsze prywatyzacja nie oznacza ze wlascicielami beda cwaniacy. Formy
                    > wlasnosci moga byc rozne. Po drugie system i ludzie w Polsce
                    > sa zdemoralizowani wiec prywatyzacja jest jedynym sposobem terapii.
                    > Poprzez papierowe reformy nic sie nie zdziala.

                    Po pierwsze: nie wszyscy są zdemoralizowani, ale góra rządząca i rozdająca
                    karty (w szczególności przy prywatyzacji) na pewno tak. Po drugie: kto to
                    zrobił przed nami i jakie są efekty? A po trzecie, skąd Pana złe doświadczenia
                    z reformami w kierunku modelu zachodniego? Mamy w Polsce po drobnej kosmetyce
                    model rodem z lat stalinowskich - przecież na uczelniach i w polskiej nauce
                    żadnych poważnych zmian nie było.
                    >
                    > Racjonalizacja w ramach obecnych ukladow to sprzecznosc, to jest niemozliwe.
                    >
                    Ale nie była podjęta żadna jej próba! Skąd w Panu ta pewność? Zamiast zmierzyć
                    się z problemami, które my (i już nie tylko my) wytykamy, proponuje Pan
                    obejście starych problemów, nie zdając sobie sprawy z tego, że jest to skok w
                    nieznane, i to w skali światowej. Skąd w Panu ten defetyzm? Dlaczego nie chce
                    Pan dać szansy ludziom dobrej woli, którzy chcą coś poprawić i znajdują dla
                    tego coraz więcej zrozumienia?

                    > No wlasnie. W obecnym ukladzie zongluje sie slowami robi fasadowa
                    > sprawiedliwosc. A wiekszosc ludzi placi za studia. Utrzymywanie fasady
                    > ze za dzienne sie nie placi to absurd i niesprawiedliwosc niezgodna
                    > z konstytucja.
                    >

                    Pan chyba nie zna Konstytucji RP, więc ją przypomnę:
                    Art. 70.

                    1. Każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18 roku życia jest obowiązkowa. Sposób
                    wykonywania obowiązku szkolnego określa ustawa.
                    2. Nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna. Ustawa może dopuścić
                    świadczenie niektórych usług edukacyjnych przez publiczne szkoły wyższe za
                    odpłatnością.

                    > A ci co studiuja za pieniadze to jak sobie daja rade?

                    Coś się zmienia na ich korzyść. Zaczęli dostawać stypendia tak jak ci ze szkół
                    publicznych. Sądzi Pan, że to są tacy prymitywni i zawistni młodzi ludzie, że
                    ich nastrój się poprawi, jak zobaczą, że na studia nie stać ich kolegów którzy
                    lepiej zdali egzaminy na studia? Albo nie zdawali, bo od razu wiedzieli że ich
                    rodzin nie będzie na te studia stać, i mimo że bardzo zdolni, poszli do pracy z
                    nadzieją że zarobią przynajmniej na studia zaoczne w najbliższym mieście
                    powiatowym?
                    >
                    > Szkocja, ladne. A model angielski w ktorym robi sie podwyzke oplat to lepiej
                    > zapomniec?
                    >

                    Ale ciągle są to koszty na poziomie jednego miesięcznego przeciętnego
                    wynagrodzenia za cały rok nauki (w USA też). Piszę dla tych, którzy tego nie
                    wiedzą.

                    > Natomiast sektor wyzszej edukacji to najgorszy
                    > przypadek, zelbeton ktory broni sie zaciekle.

                    Zgadzam się, że KRASP, grupa przy Prezydencie przygotowująca "nową" ustawę i
                    ludzie którzy ją popierają to żelbeton, który broni się zaciekle.
                    My (opozycja do ww.) tylko chcemy, żeby zacząć coś zmieniać tak, żeby nasz
                    system upodobnić do rozwiązań panujących w krajach przodujących. Do tej pory w
                    różnych dziedzinach takie podejście się sprawdzało. Jeśli to co jest w USA czy
                    Wlk. Brytanii można nazwać systemem rynkowym, niech i u nas będzie system
                    rynkowy. Ja mogę ostatecznie się zgodzić na opłaty za studia na podobnym
                    poziomie w stosunku do naszych wynagrodzeń. Ale my jesteśmy biedniejsi, jest
                    bardzo wysokie bezrobocie i to może dla niektórych rodzin oznaczać zbyt duże
                    wyrzeczenia, wręcz niemożliwe do poniesienia.
                    Ja rzeczywiście jestem za sprawiedliwością, jestem trochę lewicowy, ale jestem
                    także trochę wyrachowany. Edukacja zdolnego człowieka z biednej rodziny to
                    inwestycja społeczeństwa. Jeśli dzięki temu w społeczeństwie tym pojawi się
                    niezwykle utalentowana lub nawet wybitna jednostka, to społeczeństwo zyska pod
                    każdym względem. Nawet płaconych podatków i marketingu w świecie. Zna Pan
                    życiorys Banacha? Obawiam się, że w Pana systemie nie miałby żadnych szans.
                    • Gość: itakdalej Uściślenie IP: *.chello.pl 01.11.04, 23:25
                      Gość portalu: itakdalej napisał(a):

                      > dyplomata napisał:
                      > >
                      > > Racjonalizacja w ramach obecnych ukladow to sprzecznosc, to jest
                      > > niemozliwe.
                      > >
                      > Ale nie była podjęta żadna jej próba!

                      Dyplomata trochę przekręcił. Mi chodziło wcześniej o rozpoczęcie zasadniczej
                      reformy bez angażowania dodatkowych środków. Ona będzie jednak polegała na
                      stopniowej, nierewolucyjnej zmianie "układów" (dokładniej, napisałem: "my jako
                      środowisko powinniśmy w pierwszej kolejności dążyć do racjonalizacji tego co
                      jest, w ramach obecnej "kasy" "), na przykład na podaniu, że w modelu docelowym
                      profesur belwederskich ani habilitacji nie będzie (nagle tego zmienić się nie
                      da ze względu na prace rozpoczęte), terminu kiedy ten stan ma być osiągnięty,
                      itp.
                      • khmara Re: Okres przejściowy 01.11.04, 23:41
                        Gość portalu: itakdalej napisał(a):

                        > Gość portalu: itakdalej napisał(a):
                        >
                        > > dyplomata napisał:
                        > > >
                        > > > Racjonalizacja w ramach obecnych ukladow to sprzecznosc, to jest
                        > > > niemozliwe.

                        A kto mówi o racjonalizowaniu układów. A fe!

                        > "my jako
                        > środowisko powinniśmy w pierwszej kolejności dążyć do racjonalizacji tego co
                        > jest, w ramach obecnej "kasy" "), na przykład na podaniu, że w modelu
                        > docelowym
                        > profesur belwederskich ani habilitacji nie będzie (nagle tego zmienić się nie
                        > da ze względu na prace rozpoczęte), terminu kiedy ten stan ma być osiągnięty,
                        > itp.

                        Z tym "nagle", to radzę ostrożnie, bo już ktoś z góry (chyba minister)
                        zapowiadał, że habilitacje mogą być zniesione w perspektywie najbliższych 20
                        lat. Przecież to jest absurdalny termin. Wystarczy zakończyć sprawy, które już
                        trafiły do CK i szanowną instytucję rozwiązać. Jeżeli pozostali piszą książki,
                        to przecież zawsze mogą je opublikować i zaliczyć do dorobku. Tzw. okres
                        przejściowy nie może zostać wykorzystany tylko po to, żeby trupa za wszelką cenę
                        utrzymywać przy życiu.
                        • Gość: itakdalej Re: Okres przejściowy - moja (konserw.)propozycja IP: *.chello.pl 02.11.04, 00:09
                          khmara napisał:

                          > Z tym "nagle", to radzę ostrożnie, bo już ktoś z góry (chyba minister)
                          > zapowiadał, że habilitacje mogą być zniesione w perspektywie najbliższych 20
                          > lat. Przecież to jest absurdalny termin. Wystarczy zakończyć sprawy, które już
                          > trafiły do CK i szanowną instytucję rozwiązać.

                          Zgadzam się, że 20 lat to absurdalny termin. Nowy system powinien obowiązywać w
                          pełni po jakichś 2-3 latach od wydania ustawy. Pięć lat to jest maksymalny
                          okres, który powinien wystarczyć, żeby ci którzy dostaną w najbliższym czasie
                          swoje habilitacje i tytuły naukowe nacieszyli się nimi. Summa summarum: od 2010
                          roku powinniśmy już mieć w 100% normalny system bez sowieckich habilitacji i
                          tytułów profesora. Każdy późniejszy termin zniesienia tej komunistycznej
                          pozostałości będzie porażką zdrowego rozsądku i sygnałem dla młodych żeby
                          uciekać.
                  • khmara Re: Beton kontratakuje 01.11.04, 23:29
                    Człowieku, sam sobie przeczysz. W każdym niemal poście powtarzasz, że studia
                    muszą być płatne, bo bez tego nie ma prawdziwych reform, a potem stwierdzasz, że
                    to tylko test intencji reformatorów i mało istotny fragment całości, a najlepiej
                    to odłożyć na później, bo szybko się nie da zrobić. To ja cię spytam, czy
                    codziennie czyścisz buty i na tej podstawie wyciągnę wnioski o twoim stosunku do
                    higieny osobistej.

                    Czarna propaganda to chyba najlepsze określenie twojej działalności. Myślę, że
                    chodzi ci przede wszystkim o to, żeby do żadnych reform nie dopuścić. Albo
                    ewentualnie urynkowić, ale jednocześnie zachować habilitację. Maluczkim się
                    wytłumaczy, że tak musi być, bo idziemy z duchem czasów, a kasa będzie spływała
                    do tych samych kieszeni co do tej pory. Będzie rewolucja (finansowa), ale
                    wszystko zostanie po staremu, a przede wszystkim te same mordy przy korycie.

                    W kwestii urynkowienia i prywatyzacji. Mieliśmy już Balcerowicza, który wierzył
                    święcie, że przyjdzie rynek i wszystko załatwi. Na krótko to zadziałało -
                    zapełniły się półki w sklepach, udało się opanować hiperinflację, Polska stała
                    się tygrysem Europy w latach 90-tych. Ale potem się okazało, że majątek był
                    rozdawany za grosze, że było przy tym sporo przekrętów, że paru kolesiów nieźle
                    się obłowiło. I przyszedł krach i totalna zapaść. I kolejne afery i komisje
                    śledcze, które pokazują, kto przez ten czas naprawdę pociągał za sznurki.
                    Rezultat jest taki, że ze środkowoeuropejskiego tygrysa staliśmy się pariasem
                    Europy i najbiedniejszym, najbardziej zacofanym z krajów nowoprzyjętych do Unii.
                    Dlaczego? Dlatego, że nasi sąsiedzi działali rozważniej i nie puszczali
                    transformacji ustrojowej na żywioł.

                    Jeżeli ustaliliśmy już, że twój główny argument, powszechna odpłatność za studia
                    jest mało ważnym fragmentem całości, a pozostałe reformy to cyt. "kwestia do
                    ustalenia", to powiedz łaskawie, jakie proponujesz sposoby na odsunięcie
                    supercwaniaków od władzy, bo sorki, ale żywiołowe urynkowienie to jest dla
                    takich gości woda na młyn. Ci ludzie w tej chwili wszystkim kręcą i najbardziej
                    się obławiają na pseudoedukacyjnej działalności w sektorze państwowo-prywatnym.
                    Wybacz, za dobrze znam to środowisko i mechanizmy nim rządzące, żeby mi oczy
                    mydlić rynkiem, który przyjdzie i ich zmiecie.
                    • Gość: Carmen S. Re: Beton kontratakuje IP: *.dhcp.uno.edu 02.11.04, 20:44
                      Ja proponuje zeby dyskusja o odplatnosci studiow stala sie konkretna a nie
                      ideologiczno-humanistyczna. To znaczy trzeba zrobic symulacje i podac ile jaki
                      kierunek bedzie kosztowal w jakiej uczelni. Taka symulacja musi oczywiscie byc
                      rzetelna i nie ukrywac w kosztach dydaktyki tego co temu nie sluzy. Dopiero
                      majac te liczby mozna bedzie mowic kogo na to stac i jak pomoc tym ktorych nie
                      stac, na razie jest jeden wor, i to niestety wor bez dna.

                      Zgadzam sie z jednym, obecny sytem sluzy temu ze biedniejsi finansuja bezplatna
                      nauke bogatych, ktorzy staja sie przez to jeszcze bogatsi, a dla biednych
                      pozostaja bajki o Janku Muzykancie, w ktorych sie zapomina ze edukacyjna
                      dyskryminacja zaczyna sie w szkolach podstawowych.
                      • khmara Re: Beton kontratakuje 02.11.04, 22:23
                        Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

                        > Ja proponuje zeby dyskusja o odplatnosci studiow stala sie konkretna a nie
                        > ideologiczno-humanistyczna. To znaczy trzeba zrobic symulacje i podac ile jaki
                        > kierunek bedzie kosztowal w jakiej uczelni. Taka symulacja musi oczywiscie byc
                        > rzetelna i nie ukrywac w kosztach dydaktyki tego co temu nie sluzy. Dopiero
                        > majac te liczby mozna bedzie mowic kogo na to stac i jak pomoc tym ktorych nie
                        > stac, na razie jest jeden wor, i to niestety wor bez dna.
                        >
                        > Zgadzam sie z jednym, obecny sytem sluzy temu ze biedniejsi finansuja
                        > bezplatna nauke bogatych, ktorzy staja sie przez to jeszcze bogatsi, a dla
                        > biednych pozostaja bajki o Janku Muzykancie, w ktorych sie zapomina ze
                        > edukacyjna dyskryminacja zaczyna sie w szkolach podstawowych.

                        Zgadzam się w całej rozciągłości. Nie jestem przeciwko wprowadzeniu powszechnej
                        odpłatności za studia, jestem przeciwko przeideologizowanej wersji
                        pseudoliberalnych reform proponowanych przez dyplomatę. Nie jestem w stanie
                        podać relanych kosztów kształcenia na studiach dziennych i wiem, że nikt do tej
                        pory takich symulacji nie przeprowadzał. Obecne stawki za studia zaoczne są
                        często wzięte z sufitu, a na uczelniach prywatnych z czesnego finansuje się zysk
                        właściciela, bo to jest biznes, jak każdy inny, rozbudowę uczelni (nowe budynki)
                        i licho wie, co jeszcze. Konkretów nie ma, a chętnych do dorobienia się na
                        produkowaniu licencjatów i magistrów nie brakuje. Obecny system pomocy dla
                        najuboższych studentów jest żałosny pod względem wysokości nakładów i sposobu
                        ich dystrybucji, a kolejne zmiany w tym systemie świadczą o całkowitej
                        ignorancji i indolencji wprowadzających je urzędników. Jest to wór bez dna i nie
                        widać szans na jakąkolwiek sensowną zmianę. To prawda, że biedniejsi finansują
                        bogatych, ale obawiam się, że żywiołowe majstrowanie przy tym sysytemie w imię
                        sprawiedliwości społecznej, mitu ekonomii rynkowej czy innych argumentów
                        ideologicznych, jak chce tego dyplomata, doprowadzi do całkowitego odebrania
                        młodzieży z biedniejszych rodzin i z prowincji szans uzyskania wyższego
                        wykształcenia w Polsce.

                        Ekonomia jest tworem o wiele bardziej skomplikowanym, niż chce dyplomata, a
                        wszelkie reformy ekonomiczne są zabiegiem na żywej tkance społecznej.
                        Najczęsciej zabiegiem bez znieczulenia. Dyplomata szermuje gazetowymi
                        argumentami, które są prawdziwe tylko w odniesieniu do dużych miast. Na dużych
                        uczelniach studenci dzienni pochodzą w dużej części z rodzin średniozamożnych,
                        studenci zaoczni to dzisiaj znowu ludzie, którzy uczą się i pracują, często są
                        to magistrowie, którzy robią drugi fakultet. Dzieci z rodzin średniozamożnych,
                        które nie dostały się na studia bezpłatne idą do szkół prywatnych. Zupełnie
                        inaczej wygląda to na prowincji. Większość studentów małych uczelni państwowych
                        (Uniwersytet Opolski, Rzeszowski, Pomorska Akademia Pedagogiczna w Słupsku),
                        lokalnych filii dużych uczelni, kolegiów nauczycielskich i państwowych wyższych
                        szkół zawodowych (Legnica, Płock, Piła, Bielsk) to młodzież, której nie stać na
                        studia w dużym mieście, nawet bezpłatne. Studiują 2 mln Polaków, czyli co
                        dwudziesty, wliczając w to starców i niemowlęta. Obawiam się, że nieprzemyślane
                        zmiany w systemie odpłatności za studia i pomocy stypendialnej doprowadzą do
                        tego, że pełny komfort studiowania będzie miał 40-latek, podczas gdy zbyt wielu
                        19-latków zostanie tej możliwości pozbawionych. Na bardziej konkretnym poziomie
                        nie jestem w stanie rozmawiać, gdyż nie dysponuję odpowiednimi danymi. Wg mojej
                        wiedzy, takich danych nie ma również ministerstwo. Dlatego dyskusja o
                        wprowadzaniu odpłatności za studia może być obecnie tylko dyskusją ideologiczną,
                        a do ideologów nie mam zaufania.
                        • Gość: itakdalej Prawda obiegowa że biedni finansują bogatych IP: *.chello.pl 03.11.04, 09:36
                          khmara napisał:

                          > To prawda, że biedniejsi finansują bogatych,

                          Nie jestem przekonany. Biedniejsi płacą małe podatki albo wcale ich nie płacą.
                          Sporo ludzi w tej grupie działa w szarej strefie. Ponadto biedniejsi mają
                          przeważnie więcej dzieci. Państwo jest utrzymywane przez ludzi średnio
                          zarabiajacych. To ludzie bogaci kształcą dzieci przed studiami w szkołach
                          społecznych/prywatnych i ich dzieci nie korzystają z tego co wpłacają do
                          wspólnej kasy w ramach podatków, czyli przechodzi to na dzieci z biedniejszych
                          rodzin. Za granicę na studia wyjeżdżają i będą wyjeżdżać także dzieci ludzi
                          zamożnych, automatycznie zwalniając miejsca dla biedniejszych. Za te bezpłatne
                          miejsca na uczelniach publicznych płacą podatki oczywiście ich rodzice.
                          Jeśli będą wprowadzone opłaty za studia, to powinny być zmniejszone podatki, bo
                          bez tego będzie to oznaczało wzrost wydatków przede wszystkim klasy średniej.
                          Ubogim to nie zrównoważy straty z racji dodatkowych wydatków na studia, bo ich
                          podatki są dużo mniejsze. Jeśli podatki nie będą zmniejszone, skąd wziąć
                          pieniądze na sfinansowanie studiów dla uboższych?

                          Uważam że zacytowane na wstępie hasło jest populistyczne a nawet demagogiczne.
                      • dyplomata Optyka rynkowa i optyka socjalistyczna 03.11.04, 15:17
                        Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

                        > Ja proponuje zeby dyskusja o odplatnosci studiow stala sie konkretna a nie
                        > ideologiczno-humanistyczna. To znaczy trzeba zrobic symulacje i podac ile
                        >jaki kierunek bedzie kosztowal w jakiej uczelni. Taka symulacja musi
                        > byc oczywiscie
                        > rzetelna i nie ukrywac w kosztach dydaktyki tego co temu nie sluzy. Dopiero
                        > majac te liczby mozna bedzie mowic kogo na to stac i jak pomoc tym ktorych
                        >nie stac, na razie jest jeden wor, i to niestety wor bez dna.

                        Jak mozna latwo sprawdzic Dyplomata i Seniorita Carmen SanDiego maja dokladnie
                        taki sam poglad na sprawe bo widza to przez optyke ekonomii rynkowej. W tej
                        optyce wszystko zaczyna sie i konczy na kasie. Przeplywy kasy musza bys jasne
                        i realne a wtedy wszystko jest w porzadku.

                        Przeciwienstwem tego jest optyka socjalistyczna dyskutantow w ktorej o kasie
                        sie nie mowi a gledzi sie duzo o nadbudowie w postaci ladnych frazesow i
                        przepisow. Wtedy na papierze wszystko jest pieknie a ludzie po cichu, na lewo
                        i w podziemiu robia kase. Albo panstwo trwoni pieniadze podatnikow.

                        Sprawa fundamentalna jest wiec czy akceptuje sie punkt widzenia ze dyskusje o
                        reformie powinny sie koncentrowac na kasie a nie na drobiazgach z nadbudowy.

                        • khmara Baza i nadbudowa 03.11.04, 19:46
                          dyplomata napisał:

                          > Przeciwienstwem tego jest optyka socjalistyczna dyskutantow w ktorej o kasie
                          > sie nie mowi a gledzi sie duzo o nadbudowie w postaci ladnych frazesow i
                          > przepisow.

                          Ideologie ci się pokopały. O bazie i nadbudowie to było w filozofii
                          marksistowskiej, a kapitalizm wg tej orientacji to był właśnie ustrój, który coś
                          majstrował przy nadbudowie nie zważając na dynamiczny rozwój bazy, dlatego
                          właśnie miał zostać obalony w wyniku ogólnoświatowej rewolucji.

                          > Sprawa fundamentalna jest wiec czy akceptuje sie punkt widzenia ze dyskusje o
                          > reformie powinny sie koncentrowac na kasie a nie na drobiazgach z nadbudowy.

                          Jasne. Marksiści też powtarzali: baza, tylko baza, nie nadbudowa.
                    • dyplomata Zakamuflowane poglady wychodza 02.11.04, 20:44
                      khmara napisał:

                      > W kwestii urynkowienia i prywatyzacji. Mieliśmy już Balcerowicza, który
                      >wierzył święcie, że przyjdzie rynek i wszystko załatwi. Na krótko to
                      >zadziałało -zapełniły się półki w sklepach, udało się opanować hiperinflację,
                      >Polska stała ię tygrysem Europy w latach 90-tych. Ale potem się okazało, że
                      >majątek był rozdawany za grosze, że było przy tym sporo przekrętów, że paru
                      >kolesiów nieźle się obłowiło. I przyszedł krach i totalna zapaść. I kolejne
                      >afery i komisje śledcze, które pokazują, kto przez ten czas naprawdę pociągał
                      >za sznurki.
                      > Rezultat jest taki, że ze środkowoeuropejskiego tygrysa staliśmy się pariasem
                      > Europy i najbiedniejszym, najbardziej zacofanym z krajów nowoprzyjętych do
                      >Unii. Dlaczego? Dlatego, że nasi sąsiedzi działali rozważniej i nie puszczali
                      > transformacji ustrojowej na żywioł.

                      Mamy tutaj wylozone jasno argumenty kryptokomuny. Nie ma sie wiec co dziwic
                      ze przedstawiciele srodowisk jednomyslnie zazadali stalych etatow.

                      Powyzszy fragment jest dowodem skrajnej kompromitacji. Upatrywanie przyczyn
                      problemow ekonomicznych w Balcerowiczu to jest po prostu skandal. Bo przyczyny
                      sa dokladnie odwrotne: zaniechanie prywatyzacji i nonszalancka polityka
                      rzadow trwoniacych publiczne pieniadze. A Balcerowicz przynajmniej zdolal
                      utrzymac zlotowke na poziomie cywilizowanym i stworzyl podstawy normalnego
                      rozwoju.

                      Demagogia kryptokomunistyczna kryje sie rowniez w sugerowaniu ze bylyby jakies
                      magiczne srodki zeby w Polsce zapanowal raj. Przeksztalcanie ekonomii musi
                      pociagac za soba ogromne problemy i koszty. Podobne problemy maja tez wszystkie
                      byle demoludy i nie ma tam zadnego raju. Tyle ze w Polsce jest wyzsze bezrobocie
                      bo kraj mail najgorsza strukture ekonomii.

                      > Jeżeli ustaliliśmy już, że twój główny argument, powszechna odpłatność za
                      >studia
                      > jest mało ważnym fragmentem całości, a pozostałe reformy to cyt. "kwestia do
                      > ustalenia", to powiedz łaskawie, jakie proponujesz sposoby na odsunięcie
                      > supercwaniaków od władzy, bo sorki, ale żywiołowe urynkowienie to jest dla
                      > takich gości woda na młyn. Ci ludzie w tej chwili wszystkim kręcą i
                      >najbardziej się obławiają na pseudoedukacyjnej działalności w sektorze
                      >państwowo-prywatnym.
                      > Wybacz, za dobrze znam to środowisko i mechanizmy nim rządzące, żeby mi oczy
                      > mydlić rynkiem, który przyjdzie i ich zmiecie.

                      Temat do powaznej dyskusji jak ekonomia rynkowa pozwoli na wyjscie z bagna.
                      Absolutnie podstawowa sprawa jest zrozumienie ze tego nie da sie zrobic
                      w jeden dzien, to jest proces wieloletni.

                      Zacznijmy od tego ze ekonomia rynkowa juz funkcjonuje w duzej czesci sektora
                      wyzszej edukacji. Mozna powiedziec ze jest juz po fazie wstepnej bo rynek
                      zapelnil sie towarem (w wiekszosci posledniej jakosci). Nastepna bedzie faza
                      konkurencji i konsolidacji, klienci zaczynaja wybierac oferty i zaczyna liczyc
                      sie reputacja towaru. Nalezy oczekiwac ze za jakis czas przestanie sie liczyc
                      wyksztalcenie w ogole z sektora prywatnego tylko zacznie sie liczyc SKAD jest.

                      Nie ma zadnego powodu by nie wlaczyc uczelni publicznych w ten mechanizm.
                      Ale nie da sie tego zrobic jesli nie wprowadzi sie oplat za ksztalcenie tak
                      by wszystkie podmioty konkurowaly rownorzednie na rynku. Nalezaloby najpierw
                      zrobic pewne symulacje: rachunek kosztow i ocenic jaka musialaby byc wysokosc
                      oplat pokrywajacych pelne koszty ksztalcenia. Ta informacja bylaby punktem
                      wyjscia co zrobic dalej.
                      • khmara Cóż za ideologiczne oburzenie!!!! 02.11.04, 23:07
                        dyplomata napisał:

                        > Upatrywanie przyczyn
                        > problemow ekonomicznych w Balcerowiczu to jest po prostu skandal.

                        Piękna filipika. Mówimy o tym samym ministrze finansów w rządzie premiera Buzka,
                        który tak skutecznie schłodził gospodarkę, że się do dzisiaj nie może podnieść?

                        > Zacznijmy od tego ze ekonomia rynkowa juz funkcjonuje w duzej czesci sektora
                        > wyzszej edukacji.

                        Na rynku pracy też. Koszty pracy są tak wysokie, że gospodarka zeszła do
                        podziemia - w szarej strefie produkuje się buty, tekstylia, buduje domy, sprząta
                        pomieszczenia, a nawet wygrywa przetargi. Powtórzę wielkimi literami: RYNEK JEST
                        ZAWSZE I WSZĘDZIE, A DZIAŁA TAK, JAK PRZEPISY NA TO POZWALAJĄ. Zamiast wyważać
                        otwarte drzwi, trzeba wprowadzić sensowne akty prawne, dostosowane do realiów,
                        czasu i miejsca, i zapewnić skuteczną ich egzekucję, a nie wprowadzać nowy
                        popiwek, by wykazać słuszność swoich przekonań.

                        Nie wiem, w jakim kraju siedzisz, dyplomato, ale nie znasz realiów ani
                        zagranicznych, ani krajowych. Ideologizowanie bez znajomości realiów to
                        najgorsze, co może być. Tak właśnie wprowadzano w Polsce stalinizm. Gomułka przy
                        tobie to trzeźwy pragmatyk.
                        • dyplomata Najgorsze przypuszczenia 03.11.04, 15:07
                          khmara napisał:

                          > Piękna filipika. Mówimy o tym samym ministrze finansów w rządzie premiera
                          >Buzka, który tak skutecznie schłodził gospodarkę, że się do dzisiaj nie może
                          >podnieść?

                          Wychodzi kryptokomuna i to potwierdza najgorsze przypuszczenia o intencjach
                          pseudoreformatorow. Jest oczywiste ze Balcerowicz uratowal ekonomie przed
                          gwaltownym wstrzasem spowodowanym gwaltowna akcja kredytowa, inflacja i
                          deficytem handlowym. Przez takie wstrzasy przeszlo wiele krajow i to by
                          byla prawdziwa tragedia.

                          > ZAWSZE I WSZĘDZIE, A DZIAŁA TAK, JAK PRZEPISY NA TO POZWALAJĄ. Zamiast wyważać
                          > otwarte drzwi, trzeba wprowadzić sensowne akty prawne, dostosowane do realiów,
                          > czasu i miejsca, i zapewnić skuteczną ich egzekucję, a nie wprowadzać nowy
                          > popiwek, by wykazać słuszność swoich przekonań.

                          Koszty pracy sa wynikiem systemu w ktorym wydatki budzetu sa za wysokie.
                          Dotyczy to finansowania panstwowego przemyslu i sfery budzetowej.

                          > Nie wiem, w jakim kraju siedzisz, dyplomato, ale nie znasz realiów ani
                          > zagranicznych, ani krajowych. Ideologizowanie bez znajomości realiów to
                          > najgorsze, co może być. Tak właśnie wprowadzano w Polsce stalinizm. Gomułka
                          > przy tobie to trzeźwy pragmatyk.

                          Hahah, postulowanie urynkowienia to ideologizowanie.
                          • Gość: Jarek Re: Najgorsze przypuszczenia IP: *.iimcb.gov.pl 03.11.04, 19:24
                            Dyplomata jest bardzo zacieklym wyznawca ideologii neoliberalnej dlatego
                            krytyczna ocena niektorych decyzji Balcerowicza powoduje natychmiastowe
                            nazwanie adwersarza "kryptokomunista". Nie post-komunista ani komunista tylko
                            Krypto! Jak ja bym wierzyl w Balcerowicza tak jak Dyplomata to bym uwazal z tym
                            przezywaniem od ....komunistow bo w koncu z calym naleznym szacunkiem mozna
                            prof Balcerowicza nazwac eks-komunista! Tylko czy to cokolwiek wnosi do
                            dyskusji? "/'
                            • dyplomata Realizm bez ideologizacji 04.11.04, 09:13
                              Gość portalu: Jarek napisał(a):

                              > Dyplomata jest bardzo zacieklym wyznawca ideologii neoliberalnej dlatego

                              To jest nonsens, nie ma mowy o zadnej ideologizacji tylko chodzi o realizm.
                              A realizm to dopasowanie rozwiazan systemowych do realnej sytuacji w Polsce.

                              Na swiecie dobrze znany jest model panstw skandynawskich. Panstwa te przoduja
                              we wszystkich niemal dziedzinach. Nauka jest znakomicie rozwinieta i wszystko
                              jest panstwowe a edukacja nawet nie jest bezplatna bo studentom placi sie
                              solidne zasilki. Wysokie podatki ida na uslugi spoleczne na najwyzszym
                              poziomie.

                              Mozna zadac pytanie jak to jest mozliwe? Czesciowa odpowiedz zawiera sie w
                              faktach ze kraje te sa rowniez przodujace na swiecie pod wzgledem niskiej
                              korupcji, przestepczosci, solidnosci ludzi i zachowan prospolecznych. W takich
                              spoleczenstwach system oparty na duzej roli panstwa dziala bardzo dobrze i
                              moze byc naprawde godny polecenia.

                              Niestety realna ocena sytuacji w Polsce jest taka ze mamy dokladne
                              przeciwienstwo. Znaczna czesc spoleczenstwa jest zdemoralizowana a korupcja,
                              niesolidnosc, prywata, cwaniactwo czy wrecz przestepczosc sa rozpowszechnione
                              we wszystkich warstwach. Ludzie sa szczegolnie nastawieni na to zeby okradac
                              dobra panstwowe, a specjalnie te ktore sa 'darmowe' bo w ich pojeciu sa
                              one 'niczyje', przyklady mozna mnozyc od wyludzania rent do profesorow na 5
                              etatach. Jedynym wiec mozliwym znanym systemem ktory bedzie leczyl te problemy
                              jest system z minimalna rola panstwa, z rynkiem regulujacym zachowania ludzi.

                              Czyli "neoliberalna" recepta to jedyne realne lekarstwo na obecny ciezki
                              stan chorobowy. W systemie rynkowym jest bowiem tak ze ludzie sami decyduja
                              o wydatkach swojej kasy i nic nie ma za darmo. Wyksztalca sie wiec system
                              oparty na reputacji bo ludzie musza wiedziec gdzie moga powierzyc swoje
                              pieniadze z zaufaniem ze nie zostana oszukani.

                              Natomiast pseudoreformatorzy wola obecnych struktur wlasnosciowych nie ruszac
                              bo sa one wygodne. Chca tylko zlikwidowac bariery biurokratyczne takie jak
                              habile po to zeby miec wieksza swobode. Jasne jest ze likwidacja barier bez
                              zmiany struktury bedzie prowadzila do kompletnej degrengolady.
                              • khmara Re: Realizm bez ideologizacji 05.11.04, 13:25
                                dyplomata napisał:

                                > A realizm to dopasowanie rozwiazan systemowych do realnej sytuacji w Polsce.

                                > ... realna ocena sytuacji w Polsce ...
                                > Znaczna czesc spoleczenstwa jest zdemoralizowana a korupcja,
                                > niesolidnosc, prywata, cwaniactwo czy wrecz przestepczosc sa rozpowszechnione
                                > we wszystkich warstwach. Ludzie sa szczegolnie nastawieni na to zeby okradac
                                > dobra panstwowe, a specjalnie te ktore sa 'darmowe' bo w ich pojeciu sa
                                > one 'niczyje', przyklady mozna mnozyc od wyludzania rent do profesorow na 5
                                > etatach.

                                Bardzo słusznie. Jest więc oczywiste, że sprywatyzowanie tego bałaganu będzie w
                                praktyce oznaczało rozkradzenie wszystkiego przez dotychczasową nomenklaturę.
                          • khmara Rozmowa o młynie 03.11.04, 19:38
                            Odpowiem anegdotką:
                            W pociągu jedzie dwóch dziadków i wspominają przeszłość.
                            - Panie, a na wojnie jak my tam w Rosji byli, szli my, a tam taka miejscowość.
                            Rzeka, i młyn był.
                            - Co pan mówisz. To ja tam też był z wojskiem i jak my do wsi podchodzili, to
                            rzeka była, ale żadnego młyna tam nie było.
                            - Jak nie było. Panie, młyn był i my się ostrzeliwali z tego młyna.
                            - A w którym to było roku?
                            - A w czterdziestym trzecim.
                            - O to staro kolega wygląda. Jak ja na wojnie bolszewickiej byłem, to młyna nie
                            było. Może potem postawili.

                            Zapomniałeś, że Balcerowicz był dwukrotnie ministrem finansów.
                            Poducz się, kolego, zamiast pałać świętym oburzeniem, to wtedy porozmawiamy o
                            konkretach.

                      • Gość: itakdalej A celtycki, ultraliberalny tygrys w drugą stronę IP: *.chello.pl 05.11.04, 01:01
                        dyplomata napisał:

                        > Zacznijmy od tego ze ekonomia rynkowa juz funkcjonuje w duzej czesci sektora
                        > wyzszej edukacji. Mozna powiedziec ze jest juz po fazie wstepnej bo rynek
                        > zapelnil sie towarem (w wiekszosci posledniej jakosci). Nastepna bedzie faza
                        > konkurencji i konsolidacji, klienci zaczynaja wybierac oferty i zaczyna
                        liczyc
                        > sie reputacja towaru. Nalezy oczekiwac ze za jakis czas przestanie sie liczyc
                        > wyksztalcenie w ogole z sektora prywatnego tylko zacznie sie liczyc SKAD jest.
                        >
                        > Nie ma zadnego powodu by nie wlaczyc uczelni publicznych w ten mechanizm.
                        > Ale nie da sie tego zrobic jesli nie wprowadzi sie oplat za ksztalcenie tak
                        > by wszystkie podmioty konkurowaly rownorzednie na rynku.

                        Wyszperałem w sieci coś takiego na temat Free Fees Initiative w Irlandii
                        wprowadzonej w latach 90-tych:

                        praca.gazeta.pl/praca/1,56280,2189022.html

                        -tekst po polsku

                        www.oasis.gov.ie/education/third_level_education/third_level_courses_for_
                        mature_students.html?search=free+fees+initiative

                        -oficjalna strona rządu irlandzkiego

                        www.edulandia.pl/edu.cm?id=400094&idc=6379624&F_SERWIS=edul
                        -trochę informacji o opłatach w krajach UE; stamtąd ciekawostka: w Irlandii "za
                        studia równoległe lub drugie, rozpoczęte po ukończeniu pierwszych, trzeba
                        płacić" - moim zdaniem u nas już dawno powinno to być wprowadzone

                        Jak widać, kryptokomuna ma się w tym kraju coraz lepiej. Irlandczycy,
                        ograniczając ekonomię rynkową na uniwersytetach, wchodzą w coraz większe
                        bagno. Dyplomata powinien tam czym prędzej się wybrać i wygłosić kilka
                        wykładów, żeby im to uświadomić. Nasze doświadczenia i przemyślenia zebrane w
                        ciągu 15 lat budowy nowego ustroju są BEZCENNE w skali światowej.
                        • Gość: itakdalej Dobry link o opłatach ze strony rządu irlandzkiego IP: *.chello.pl 05.11.04, 01:08
                          Tam było o "mature students" (powyżej 23 lat), teraz o młodszych:

                          www.oasis.gov.ie/education/third_level_education/fees.html
                        • dyplomata Tania demagogia itakdalej 05.11.04, 12:44

                          Demagogia jest latwo widoczna: Przytacza sie przyklad kraju X jako
                          poparcie na to ze to w Polsce jest wszystko w porzadku.

                          Zamiast Irlandii mozna zaproponowac kraje skandynawskie: nie tylko jest za
                          darmo ale studenci dostaja porzadne zasilki na nauke!

                          Demagogia polega na tym ze w Polsce struktury publiczne sa w stanie rozkladu,
                          znaczna czesc spoleczenstwa jest zdemoralizowana a panstwo jest slabe i tez
                          skorumpowane w duzej czesci.

                          Jedyna mozliwoscia wyprostowania tego stanu jest urynkowienie. Niech kazdy
                          placi sam za siebie i pilnuje swojej kasy. Niech kasa przeplywa miedzy
                          niezaleznymi podmiotami pilnujacymi swoich interesow.

                          Dobrym przykladem jest zreszta sluzba zdrowia ktora dogorywa w fasadowo-
                          socjalistycznej wersji. Zadne reformy nie pomogly i nie pomoga a prywatyzacja
                          i oplaty za uslugi sa nieuniknione. Chowanie glowy w piasek przed realiami
                          nic nie da, to musi nastapic.

                          To samo jest z sektorem wyzszej edukacji tylko ze proces gnicia bedzie trwal
                          dluzej. Dopiero gdy na rynku zadomowia sie produkty w postaci bardzo watpliwej
                          jakosci absolwentow i zaczna wyrzadzac szkody.

                          • Gość: ekostar Proroctwa Dyplomaty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.04, 20:13
                            dyplomata napisał:
                            > To samo jest z sektorem wyzszej edukacji tylko ze proces gnicia bedzie trwal
                            > dluzej. Dopiero gdy na rynku zadomowia sie produkty w postaci bardzo
                            watpliwej
                            > jakosci absolwentow i zaczna wyrzadzac szkody.
                            >
                            Skoro więc dla WSZYSTKICH - BO I DLA DYPLOMATY jest to jasne to należy temu
                            zapobiec. To o tym ta dyskusja.

                            Współczesna medycyna też skupia się bardziej na profilaktyce niż na leczeniu. Z
                            dużymi sukcesami zresztą. W Stanach na przykład klasyczny stomatolog niewiele
                            ma do roboty, bo profilaktyka działa niemal od poczęcia.

                            Dyplomata widać szykuje się do złotych koron na próchnicę...

                            To już od kilkunastu miesięcy oglądamy w TV, ale dyplomata jeszcze ciągle się
                            przymierza do skoku i chce przeciagać powolny rozpad. Nie uda się! Juz nie!

                          • Gość: itakdalej Re: Dyplomata odporny na fakty IP: *.chello.pl 06.11.04, 10:44
                            dyplomata napisał:

                            >
                            > Demagogia jest latwo widoczna: Przytacza sie przyklad kraju X jako
                            > poparcie na to ze to w Polsce jest wszystko w porzadku.
                            >

                            Akurat ja jestem w tej grupie, która najwięcej pisze o tym, że nic nie jest w
                            porządku.

                            >
                            > Demagogia polega na tym ze w Polsce struktury publiczne sa w stanie rozkladu,
                            > znaczna czesc spoleczenstwa jest zdemoralizowana a panstwo jest slabe i tez
                            > skorumpowane w duzej czesci.
                            >
                            > Jedyna mozliwoscia wyprostowania tego stanu jest urynkowienie.

                            Wolny rynek przede wszystkim zapewnia równowagę między podażą i popytem. To dla
                            nas było dużo po gospodarce niedoborów i kolejkach w PRL. Ale sam rynek nie
                            rozwiąże wszystkich problemów. Potrzebne jest silne państwo, prawo oraz sądy i
                            policja od jego egzekwowania. Liberalizacja w słabym państwie prowadzi do
                            patologii rynku: oligarchizacji, ogromnej korupcji i grożącego konfliktami na
                            wielką skalę rozwarstwienia. Chyba Pan coś wie o tym co się działo i dzieje w
                            Rosji, co było trzy lata temu w Argentynie (wcześniej kraj ten wzorcowo wręcz
                            realizował zalecenia neoliberalnych doktryn ekonomicznych) i innych krajach
                            Ameryki Południowej, a u nas o aferach Rywina i Orlenu?

                            Ultraliberalne rozwiązania w słabych, skorumpowanych państwach przynoszą więcej
                            szkody niż pożytku. Panuje raczej na ten temat zgoda. Droga do postępu wiedzie
                            przez wzmocnienie państwa i prawa. I na przykładach anglosaskich (USA, Wlk.
                            Brytania, Irlandia, Kanada) pokazałem Panu, że to w silnych, świetnie
                            zorganizowanych państwach nie ma znaczenia, czy uniwersytet jest publiczny czy
                            prywatny i czy się płaci za studia czy nie.
        • Gość: californian Po owocach ich poznacie IP: *.acn.waw.pl 05.11.04, 23:06
          Standardowym, choć nie całkiem idealnym, sposobem oceny jakości naukowca jest
          liczba cytowań jego prac. Pod ręką mam system pozwalający na wyszukanie cytowań
          prac opublikowanych i cytowanych od roku 1996. Jeśli chodzi o prace publikowane
          przed 1996 rokiem, to znajdują się w tej bazie tylko dane na temat pierwszego
          autora. Przedstawiony poniżej ranking nie jest wiec do końca sprawiedliwy, ale
          jednak daje ogólne wyobrażenie o dorobku, który chcemy ocenić. Oczywiście przy
          okazji takiego prostego podejścia można popełnić wiele błędów. Z góry więc
          przepraszam za ewentualne pomyłki i proszę o ich sprostowanie.

          Jak więc w świetle tego brutalnego systemu oceny wypadają niektórzy uczestnicy
          dyskusji na temat kondycji nauki polskiej?

          Maciej Żylicz 638
          Cezary Wójcik 489
          Marek Wroński 369
          Andrzej B. Legocki 131
          Ewa Kostarczyk 99
          Józef Wieczorek 48
          Mariusz Skwarczyński 47
          Tomasz Strabel 46
          Leszek Kuźnicki 32
          Piotr Drabik 15
          Michael J. Urbanski 5
          Krzysztof Schmidt-Szałowski 5
          Zofia Szychowska 3
          Jerzy Janusz Mosna 2
          Bogdan Thomalla 2
          Karol Jalochowski 0
          Jacek Bąbka 0
          Maciej Krzystek 0

          W instytucji w której teraz jestem, od kandydata do habilitacji oczekuje się
          dorobku na poziomie co najmniej 100 cytowań. Nie wymaga się za to wcale pisania
          żadnego bryku. Wystarczy zabrać kilka publikacji na jeden temat, w których za
          koncepcję i wykonanie odpowiedzialny był habilitant. Ludzie pracujący na jako
          takim poziomie nie musza w zasadzie nic robić. Są oblatani w swojej dziedzinie
          więc nie muszą też robić nic specjalnego w sprawie kolokwium i wykładu.
          Wystarczy posortować przeźrocza w PowerPoint. Przypuszczam, że tak właśnie
          wyglądała habilitacja pana Wójcika.

          1. Uwagi ogólne. Polska pod względem potencjału gospodarczego i ludności zajmuje
          jakieś czterdzieste miejsce na świecie. Pod względem osiągnięć naukowych jest na
          jakimś dwudziestym miejscu. Wydawałoby się więc, że znacznie powyżej możliwości.
          Patologie nauki polskiej nie są niczym nadzwyczajnym – są po prostu pochodną
          patologii polskiego społeczeństwa. W nauce polskiej nie ma wcale więcej
          chamstwa, głupoty i kantów niż w innych dziedzinach polskiego grajdołu – w
          polityce, mediach, biznesie, służbie zdrowia czy w życiu codziennym. Uzdrowienie
          nauki polskiej jest niemożliwe bez uzdrowienia całego państwa.

          2. Uwagi do panów Wójcika i Wrońskiego. Panów inicjatywa, słuszna i godna
          poparcia, tak długo nie będzie wiarygodna jak długo nie odetną się Panowie od
          zadymiarzy. Obawiam się, że poetyka listu Panów, zawierającego, obok (jakże
          słusznej) krytyki objawów patologii w nauce polskiej, także rażące uproszczenia,
          plotki podwórkowe i zwykłe oszczerstwa, wyklucza stworzenie konstruktywnego
          ciała o choćby szczątkowej sile sprawczej. Nie sądzę aby jakikolwiek poważny
          naukowiec w Polsce złożył podpis w tym towarzystwie. Ja ze swej strony mógłbym
          starać się namówić co najmniej kilka osób do przyłączenia się do Panów, ale
          tylko do Panów. Zbliża się zmiana ekipy rządzącej i być może jest jakaś nadzieja
          na zmiany w dobrym kierunku.

          3. Uwagi do pani Kostarczyk. Sprawia Pani wrażenie wspaniałej kobiety – pełnej
          ciepła, humanizmu i wiary w ideały – niestety niezbyt zaradnej. Jestem całym
          sercem z Panią. Każdy jest jednak kowalem swojego losu, życie bywa brutalne a
          Pani popełniła kilka błędów. Jeśli chce jeszcze Pani powalczyć, jest Pani w
          stanie uzyskać odpowiednie referencje i oświadczenia ewentualnych współautorów
          prac mających wejść w zakres habilitacji, to proszę dać znać. Może coś da się
          zrobić.

          Pozdrowienia
          • Gość: Carmen Sandiego Re: Po owocach ich poznacie IP: *.dhcp.uno.edu 06.11.04, 00:26
            Zenujace. To jedna z tych chwil w ktorych sie ciesze ze nie jestem w Polsce.
          • khmara Re: Po owocach ich poznacie 06.11.04, 14:12
            Gość portalu: californian napisał(a):

            > W instytucji w której teraz jestem, od kandydata do habilitacji oczekuje się
            > dorobku na poziomie co najmniej 100 cytowań.

            W instytucji, w której ja jestem, od habilitanta wymaga się dorobku na poziomie
            0-5 cytowań. Instytucja ta ma najwyższą kategorię w rankingu KBN. Uprzejmie
            proszę więc nie zawracać głowy rankingiem dyskutantów, z których niejeden ma
            wyższy indeks cytowań niż większość profesorów w mojej instytucji (do których
            się nie zaliczam). Żeby zauważyć, w jakim bagnie tkwimy nie potrzeba nawet
            doktoratu, wystarczy trochę obycia w świecie.

            > Uzdrowienie
            > nauki polskiej jest niemożliwe bez uzdrowienia całego państwa.

            Nie czuję się osobą kompetentną do uzdrawiania całego państwa. Uzdrawianie
            państwa proponuję zacząć od własnego podwórka.

            Dodam jeszcze, że w mojej instytucji o podziale pieniędzy na badania własne i
            statutowe decyduje jednoosobowo dyrekcja. Generalnie rzecz biorąc, im mniejsze
            szanse ma konkretny projekt na wyprodukowanie konkretnych publikowalnych w
            cywilizowanym świecie rezultatów, tym większa szansa na uzyskanie finansowania.
            Kawa na ławę: im mniejszy dorobek ubiegającego się o pieniądze, tym większa
            szansa, że je dostanie. A przeważająca część funduszy budżetowych przeznaczanych
            w Polsce na badania naukowe ładowana jest w badania własne i statutowe,
            finansowanie zewnętrzne, w tym z KBN, to ułamek całej kwoty przeznaczanej w
            Polsce na badania.

            Proszę dyskutować z argumentami, a nie dyskredytować dyskutantów, bo w ten
            sposób na pewno nigdzie nie dojdziemy. Zwłaszcza, jeżeli o przyszłości polskiej
            nauki będą się wypowiadały tylko osoby zadowolone ze stanu obecnego (do których
            zdecydowanie nie należę).
          • Gość: Ewa Kostarczyk Re: Po owocach ich poznacie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.04, 16:23
            Dziekuję za wykonanie pracy.

            Z dużą ciekawoscią zapoznałam sie z info.

            > Standardowym, choć nie całkiem idealnym, sposobem oceny jakości naukowca jest
            > liczba cytowań jego prac. Pod ręką mam system pozwalający na wyszukanie
            cytowań
            > prac opublikowanych i cytowanych od roku 1996. Jeśli chodzi o prace
            publikowane
            > przed 1996 rokiem, to znajdują się w tej bazie tylko dane na temat pierwszego
            > autora. Przedstawiony poniżej ranking nie jest wiec do końca sprawiedliwy

            Jeśli chodzi o mnie to dla jasności: wróciłam do Polski w sierpniu 1998, a od
            października 2001 jestem totalnie pozbawiona możliwosi pracy naukowej.
            I proszę teraz podliczyć moją stratę. Jak Pan nie potrafi to proszę się
            posłużyć jakims systemem do przewidywań, pewnie też ma Pan taki pod ręką?

            I teraz dalej, w mojej dziedzinie nauki 7 lat do tyłu to wiecej, niż średnio 20
            lat ogólnej przepaści pomiędzy poziomem nauki, szkolnictwa oraz polską
            infrastrukturą w stosunku do państw rozwiniętych. I jak Pan wkalkuluje ten
            fakt w moje koszty?

            > Patologie nauki polskiej nie są niczym nadzwyczajnym – są po prostu pocho
            > dną
            > patologii polskiego społeczeństwa. W nauce polskiej nie ma wcale więcej
            > chamstwa, głupoty i kantów niż w innych dziedzinach polskiego grajdołu –
            > w
            > polityce, mediach, biznesie, służbie zdrowia czy w życiu codziennym.
            Uzdrowieni
            > e
            > nauki polskiej jest niemożliwe bez uzdrowienia całego państwa.

            A cóż to znowu za sugestia?
            Czyli środowisko polskich naukowców i dydaktyków ma czekać na odgórną naprawę
            państwa? I Pan to pisze z Kalifornii? Ie lat Pan tam siedzi? Jakoś słabo
            przyswaja Pan sobie reguły państwa obywatelskiego, tylko po polsku korzysta Pan
            z amerykańskiej infrastruktury. Oburzajace!

            > Pani popełniła kilka błędów. Jeśli chce jeszcze Pani powalczyć, jest Pani w
            > stanie uzyskać odpowiednie referencje i oświadczenia ewentualnych współautorów
            > prac mających wejść w zakres habilitacji, to proszę dać znać. Może coś da się
            > zrobić.

            Żałosna propozycja.

            Dla informacji forumowiczów: to nie jest pierwsza taka propozycja odkąd zajęłam
            się tego typu publicystyką. Sądzę wręcz, że co poniektórzy przekalkulowali, że
            może lepiej żebym zajmowała się tym czym tak naprawdę powinnam sie zaimować?
            Zacytuję tu moją odpowiedź: Habilitacja od lat dwóch przestała być w centrum
            moich zainteresowań, ponieważ w żaden sposób nie widzę sensu zaistnienia wśród
            polskich samodzielnych pracowników nauki, ani w prowadzeniu w Polsce badań
            naukowych ani nawet w nauczaniu akademickim w taki sposób w jaki sprawiałoby
            mi to satysfakcję.

            Przeszłam dobrą edukację radykalnych inteligentów. Staram się zawsze robić coś
            co ma sens. I to robię! Z perspektywy, nie mam wiele okresów w których
            rozmieniałabym się na drobne.

            Jeśli włączyłam się do ogólnej akcji zorientowanej na zmianę ustawy o
            szkolnictwie wyższym uczyniłam to nie dla korzyści osobistych lecz czysto
            ideowych.


          • Gość: Józef Wieczorek Re: Po owocach ich poznacie IP: *.autocom.pl 06.11.04, 17:05
            Bardzo dziękuje za ten ranking. Nie spodziewalem się , ze jestem az tak często
            cytowany w okresie po 1996 kiedy to na badania mialem 0 zl. polskich i skazany
            na brak warsztatu pracy i dostępu do moich zbiorow naukowych. Bylbym wdzieczny
            za podanie rankingu w kategorii economic factor - częstoliwośc cytowania w
            stosunku do nakladów na badania ( u mnie 0 zł !!!). Jak sądze w tym ( i chyba
            nie tylko w tym) towarzystwie w takim rankingu bylbym chyba na samym szczycie.
            Zaznaczę, że w okresie 1988 -1996 pracowalem naukowo głownie w konspiracji
            przed decydentami, czego żaden ranking nie wykaże a kontekst wiele mówi o
            potencjale naukowym.


          • bum_cyk_cyk.hey Re: Po owocach ich poznacie 06.11.04, 18:53
            Wyczytałem u "californiana" (mam nadzieje, ze dobrze odmieniam)

            > Patologie nauki polskiej nie są niczym nadzwyczajnym – są po prostu pocho
            > dną
            > patologii polskiego społeczeństwa. W nauce polskiej nie ma wcale więcej
            > chamstwa, głupoty i kantów niż w innych dziedzinach polskiego grajdołu –
            > w
            > polityce, mediach, biznesie, służbie zdrowia czy w życiu codziennym.

            To w duzej części prawda. Problemem jest jednak m.in. to, że tamte srodowiska
            nie są, taj jak szkolnicto wyższe czy nauka hermetyczne. Jest tez
            spora "tradycja" pisania o nadużyciach polityków, lekarzy czy biznesmenów.
            Nauka była do niedawna "wieżą z kosci słoniowej" i malo kto odważał sie
            negatywnie o niej pisac. Były same sukcesy. W polityce od pewnego czasu widać
            usiłowania jekiejs "lustracji", np ostatnio majatkowej. W nauce czy
            szkolnictwie wyższym można np. utajniac swoje dokonania (proszę nie pisać tu o
            liscie filadelfijskiej czy cytowaniach. W tzw. naukach społecznych wyśmieją
            Pana natychmiast - a forsę biorą taką samą.) Wyglada wiec na to, że w tym
            akurat miejscu (nauce i szkolnictwie, nie tylko wyższym) jest po prostu
            trudniej cos poprawic.

            Uzdrowieni
            > e
            > nauki polskiej jest niemożliwe bez uzdrowienia całego państwa.

            To rozumowanie prowadzi do zaniechania wszelkich działań, bo to samo można
            powiedziec, o słuzbie zdrowia, adminstracji itp.. Nie wiem skąd Pańskie
            przekonanie, ze zależności kauzalne są zawsze antysymetryczne (Tak rozumiem
            cytowane stwierdzenie. Gdyby tak miało byc, to można by stracić życie na
            szukaniu praprzyczyn bez podejmowania jakichkolwiek dzialań.) Na pewno nie
            naprawimy całego świata (Idę tu Pańskim tropem i stwierdzam, ze Polska
            funkcjonuje przecież w Europie, która tez idealna nie jest i ma zwiazki np. z
            Nigeria, gdzie jak mówia szerzy sie korupcja i trzeba by pewnie cos z tym
            zrobic, bo "polska funkcjonuje przecież ..." itd.). Mozemy jednak spróbować
            zrobic cos koło siebie bez czekania na te reszte Polski lub świata.
          • Gość: B.T., Zabrze Podaj jeszcze ranking ile forsy z budżetu na... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.11.04, 21:00
            Podaj jeszcze ranking ile forsy z budżetu na jedno cytowanie. Podaj także ile
            jest tzw. samocytowań, podaj także jaki cel mają cytowane prace i kto je
            cytuje. Nie jest problemmem pisanie publikacji, wymyślanie wyników pomiarów.
            Problem jest aby wykonywać badania potrzebne, a szczególnie gdy są finnsowane
            ze środków publicznych.
          • gaia80 Re: Po metodach go poznacie 07.11.04, 08:59
            Na forum pojawił sie wielki autorytet moralny, który potrafi poziom moralny
            okreslić w punktach i sam chętnie weźmie w swoje ręce podnoszenie poziomu
            moralnego. Ponadto bardzo zyczliwy. Na wszelki wypadek się nie ujawnil zapewne
            ze względu na wielka skromnośc przynalezna wszystkim wielkim autorytetom
            moralnym. Po metodach go poznacie. To chyba klon Agaja, który robił na forum
            podobna zadyme, ale nie do końca mu się udało.
          • Gość: Ewa Kostarczyk DO WSZYSTKICH! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.04, 10:04
            Re: Po owocach ich poznacie

            Zanim podejmuje sie dyskusje na forum, czasem warto sprawdzić serwer z którego
            ktoś wysyła wiadomość!

            Po owocach ich poznacie IP: *.acn.waw.pl

            Przeczytaj komentowany artykuł »
            Gość: californian 05.11.2004 23:06

            Typowe zagrywki skompromitowanego systemu:

            skłócić
            poniżyć
            upokorzyć
            zdestanilizować
            zniechęcić
            przekupić
            i uspokoić, że wszędzie jest źle.
            nieobywatelskiego, przekupnego systemu.
            • Gość: ekostar Re: DO WSZYSTKICH! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.04, 10:37
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=16289850&wv.x=2&a=17387483
              dzis.dziennik.krakow.pl/?2004/10.29/Magazyn/07/07.html

              Publicystyka 29-10-2004

              Szpilki z drzewa SB .Rozmowa ze ZBIGNIEWEM FIJAKIEM, działaczem opozycji
              antykomunistycznej
              Czy na Uniwersytecie Jagiellońskim bezpieka miała wielu tajnych informatorów?
              - Wśród około 500 najaktywniejszych członków "Solidarności" UJ agentów było
              około 50. Na całym uniwersytecie, rzecz jasna, było dużo więcej tajnych
              współpracowników bezpieki. Ilu dokładnie, tego nie wiem
          • Gość: Jasio Re: Po owocach ich poznacie IP: *.proxy.aol.com 07.11.04, 16:35
            > Standardowym, choć nie całkiem idealnym, sposobem oceny jakości naukowca jest
            > liczba cytowań jego prac.

            I tu lezy jeden z glownych problemow nauki. Ocena naukowca, a w szczegolnosci
            ocena na podstawie jego publikacji. No i........
            1. Publikuje sie masowo bzdety, byle duzo.
            2. Publikuje sie masowo niesprawdzone dane eksperymentalne.
            3. Dopisuje sie nagminnie wspolautorow, ktorzy nawet nie czytali pracy.
            4. Jest sie dopisywanym na zasadzie wzajemnosci.
            5. Wspolautor, ktorego wklad jest najwiekrzy najczesciej nie jest wymieniany na
            pierwszym miejscu
            6. Wiele bardzo dobrych prac naukowych nie moze byc opublikowanych, bo zostaly
            wykonane za pieniadze przemyslu, a sponsor chce zachowac wyniki dla siebie.
            7. .............
            8. .................
            I ty Californian uzywasz kryterium publikacji jako glowny element przy ocenie
            naukowca?!
            • khmara Re: Po owocach ich poznacie 07.11.04, 17:58
              9. itd. O ile mnie pamięć nie myli, prace z niektórych dziedzin biologii i nauk
              medycznych mają generalnie wyższe współczynniki cytowań niż prace geologiczne,
              więc takie interdyscyplinarne rankingi, porównywanie psychologa z matematykiem
              jest ździebko pozbawione sensu. Ale to tylko czysta złośliwość pod adresem
              Californiana ;-)
          • dyplomata Diagnoza i co dalej 08.11.04, 11:07
            Gość portalu: californian napisał(a):

            > 1. Uwagi ogólne. Polska pod względem potencjału gospodarczego i ludności
            >zajmuje jakieś czterdzieste miejsce na świecie. Pod względem osiągnięć
            >naukowych jest na jakimś dwudziestym miejscu. Wydawałoby się więc, że znacznie
            >powyżej możliwości. Patologie nauki polskiej nie są niczym nadzwyczajnym – są
            >po prostu pochodną patologii polskiego społeczeństwa. W nauce polskiej nie ma
            >wcale więcej chamstwa, głupoty i kantów niż w innych dziedzinach polskiego
            >grajdołu – w polityce, mediach, biznesie, służbie zdrowia czy w życiu
            >codziennym. Uzdrowienie nauki polskiej jest niemożliwe bez uzdrowienia całego
            >państwa.
            > 2. Uwagi do panów Wójcika i Wrońskiego. Panów inicjatywa, słuszna i godna
            > poparcia, tak długo nie będzie wiarygodna jak długo nie odetną się Panowie od
            > zadymiarzy.

            To jest wlasnie diagnoza rzeczywistego stanu rzeczy. Zwyrodnienia i degeneracja
            rozlane sa szeroko. Swiezutki przyklad:

            serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2380552.html
            Tak jest oczywiscie wszedzie.

            Pytanie co w tej sytuacji mozna zrobic? Uchwalic nowe piekne ustawy i przepisy?
            To nic nie pomoze w obliczu niezwykle spryciarskich srodowisk zorganizowanych
            w sitwe.

            Jedynym rozwiazaniem jest urynkowienie sektora w mozliwie duzym stopniu tak by
            jak najszybciej wylonila sie struktura wlascicielska i hierarchia oparta na
            rynkowej reputacji. Oczywiscie nie bedzie to proces krotki i bezbolesny ale
            innej drogi nie ma. Czyli po drodze zlikwidowac haby i belwederki ale w zamian
            wprowadzic odpowiedzialnosc za finanse i reputacje.
            • khmara Zdrowaśki nie pomogą 08.11.04, 12:51
              dyplomata napisał:

              > serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2380552.html
              > Tak jest oczywiscie wszedzie.

              To nie jest prawda. UG popełnił duży błąd pozwalając, żeby ktoś, kto nie ma
              tytułu profesorskiego został rektorem. Rektorowi Ceynowie ewidentnie zabrakło
              doświadczenia, żeby poradzić sobie z tak skomplikowanym przypadkiem. Gdyby
              rektorem UG była odpowiedzialna osoba z tytułem profesora, cała sprawa z
              pewnością nie ujrzałaby światła dziennego. Ten przypadek potwierdza teorię
              dywanów J. Wieczorka. A recepta dyplomaty na urynkowienie tego bajzlu nie
              zlikwiduje sitwy, ale w prostej linii doprowadzi do jej uwłaszczenia na
              uniwersyteckich włościach. Diagnoza trafna, dyplomato, proponowana terapia
              przyniesie skutki odwrotne do zamierzonych.
            • Gość: californian Re: Diagnoza i co dalej - ciezka praca, nie zadyma IP: *.acn.waw.pl 09.11.04, 21:50
              Na tym forum najbardziej wojowniczy są ludzie sfrustrowani, którzy niestety
              najczęściej nie wiedzą o czym piszą. Dyskusja z nimi na ogół mija się z celem.
              Przyzwyczaiłem się do brania cięgów i chciałbym Wam Kochani pokazać, że nie
              muszą prowadzić one do zatracenia poczucia realizmu, zgorzknienia czy
              perseweracji myślowych. Jest to mój ostatni post w tym wątku. Możecie sobie
              nawrzucać ile wlezie, jeśli ma Wam to w czymś pomóc. Nigdy nie twierdziłem, że w
              nauce polskiej jest znakomicie – jest bardzo źle. Znam wszystkie blaski i cienie
              tej sytuacji, również od strony studentów i młodych pracowników, z którymi
              miałem zawsze znakomity kontakt. Staram się zmienić co mogę, ale wątpię w to aby
              większości dyskutantów na tym forum zależało na rzeczywistej poprawie kondycji
              nauki polskiej. Obawiam się, że poza nielicznymi wyjątkami, chodzi tu raczej o
              bicie piany albo promowanie własnej osoby. Błagam Was jednak kochani, czytajcie
              chociaż uważnie komentowane teksty. Nie sądzę żebym kogokolwiek przekonał, ale
              może trafi się ktoś komu się przyda spojrzenie z drugiej strony.

              Nie było moja intencją dezawuować kogokolwiek. Ja tylko podałem próbkę tak
              gloryfikowanego przez dr Wójcika systemu amerykańskiego, „publish or vanish”.
              Miłym zaskoczeniem jest to, że jedynym „ocenianym”, który się nie obraził jest
              dr Wieczorek. Obawiam się, że po przeczytaniu tego listu może się to zmienić
              diametralnie. Nie mam nic przeciwko Panu. Pana niespożyta energia może się
              przydać cennym inicjatywom. Jednak jeśli zależy Panu na poprawie sytuacji nauki
              polskiej powinien Pan stonować język i działać niekiedy w drugim szeregu. Nigdy
              nie uwolni się Pan od podejrzeń o kierowanie się pobudkami osobistymi. Czasami
              dla dobra sprawy trzeba powściągnąć ambicje i pogodzić się z porażkami. Pani dr
              Kostarczyk – pudło. Prosty „search” uchroniłby Panią przed przykrą wpadką.
              Zaczynam mieć wątpliwości czy ma Pani kwalifikacje na samodzielnego pracownika
              naukowego, co i tak wyszłoby przy bezpośredniej rozmowie. Być może stąd biorą
              się Pani kłopoty, że świetnie sobie Pani radzi tylko pod kierunkiem dobrego
              szefa. To jednak za mało żeby być dobrym naukowcem, a o to przecież Pani
              chodziło. Gdzie jest powiedziane, że ktoś o pseudonimie „californian” musi pisać
              z Kalifornii. Poza tym, czy zauważyła Pani, że w moim rankingu depcze Pani po
              piętach prezesowi Polskiej Akademii Nauk i na głowę bije prof. Leszka
              Kuźnickiego (nie mylić z Jackiem). Ja tylko chciałem Panią ratować przed tym co
              spotkało dr Wieczorka. Jak widać jest już za późno. Zagnaliście się Państwo w
              kozi róg. Ale do rzeczy.

              KBN to pierwsza w dziejach Polski instytucja, w której na wzór zachodni
              próbowano rozdziału funduszy na badania naukowe na podstawie konkursu projektów.
              Kilka ostatnich bitew o KBN zostało przegranych, jednak twierdzenie, że konkursy
              są generalnie ustawiane to prymitywne oszczerstwo. Pomysł powołania KBN był
              bardzo ważnym etapem , ale został rozmyty przez kolejne ekipy rządzące. Poza KBN
              pojawiają się kolejne instytucje finansujące naukę, jak np. Fundacja Nauki
              Polskiej. Należy sobie życzyć następnych, tak aby sytuacja była podobna do tej w
              innych krajach rozwiniętych. Pojawiły się też spore pieniądze z Unii. Głównym
              przestępstwem KBN jest drastycznie malejący udział pieniędzy przeznaczanych na
              projekty badawcze zgłaszane do konkursu a wzrastający udział pieniędzy na
              projekty zamawiane, BST i BW. Kilka prostych posunięć na poziomie Rządu może
              diametralnie zmienić tę sytuację. KBN dostaje do oceny najróżniejsze projekty,
              od beznadziejnych do znakomitych. Generalnie ich poziom stale wzrasta bo ludzie
              uczą się na błędach. Są tacy aplikanci (być może niektórzy z nich wylewają łzy
              na tym forum), którzy piszą od lat. Niektórzy z 6 punktów doszli do 9, inni
              stoją w miejscu. Zdarzają się też i tacy, którzy publikują w Nature czy PNAS i
              oni na ogół dostają 10. Co ciekawe, nie wszyscy z nich mają zapewnione
              finansowanie za pierwszym razem, ale na ogół zawsze za drugim.

              Ktoś mi opowiadał, że przytrafiła mu się śmieszna historia. Rozmawiał z
              człowiekiem aplikującym o finansowanie, który wieszał psy na KBN i recenzencie
              swojego projektu. Mój rozmówca szybko zorientował się, że to on jestem tym
              łobuzem. Grant był beznadziejny. Metodologia zupełnie nie przystająca do
              zamierzeń. Widać było wyraźnie, że gość przeczytał jakąś jedną pracę, której do
              końca nie zrozumiał i na tej podstawie spodziewał się wyciągnąć od podatnika
              ponad 100 tys. zł. Innym razem ktoś dostał do oceny bardzo słaby projekt
              początkującego doktoranta. Oczywiście projekt przepadł. Po kilku latach pojawił
              się podobny, istotnie poprawiony projekt zgłoszony przez profesora z dorobkiem.
              W ocenie uwzględnia się dorobek zespołu, który był teraz znaczący; trzeba więc
              było i za to dodać kilka punktów. Jeśli ten młody człowiek ma głowę na karku to
              jest szansa, że się czegoś nauczył. Jeśli jest łachudrą to będzie rozpowiadał,
              że podrzucił swój projekt profesorowi a projekt z beznadziejnego zmienił się na
              bardzo dobry w wyniku zmowy profesorskiej. Oczywiście wśród recenzentów KBN
              zdarzają się łobuzy, ale im więcej będzie tam takich ludzi jak dr Wójcik tym dla
              KBN i nauki polskiej lepiej.
              • Gość: Ewa Kostarczyk Re: Diagnoza i co dalej - ciezka praca, nie zadym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.04, 11:07
                Gość portalu: californian napisał(a):

                > Na tym forum najbardziej wojowniczy są ludzie sfrustrowani, którzy niestety
                > najczęściej nie wiedzą o czym piszą. Dyskusja z nimi na ogół mija się z celem.

                Czy tak naprawdę?

                > chodzi tu raczej o
                bicie piany albo promowanie własnej osoby.

                Jeśli Pan naprawdę sądzi, że przyznawanie sie do własnych co tu dużo kryć
                porażek ma walory promujące, świadczy to o braku znajomości prawideł
                psychologii społecznej.

                > Ja tylko chciałem Panią ratować przed tym co spotkało dr Wieczorka. Jak widać
                jest już za późno. Zagnaliście się Państwo w
                > kozi róg.

                Wnoszę, po Pańskich inklinacjach do samarytanki jest to chyba po kursach
                Czerwonego Krzyża?


                > Są tacy aplikanci (być może niektórzy z nich wylewają łzyna tym forum),
                którzy piszą od lat. Niektórzy z 6 punktów doszli do 9, inni
                > stoją w miejscu.

                Nie piszę tego, żeby jak Pan łatwo by to zakwalifikował wypromować siebie.
                Pisze, żeby wyprostować Pańskie opinie dotyczące aplikantów o granty KBN.
                W 1999 (a więc rok po moim powrocie do Ojczyzny) złożyłam projekt, który
                uzyskał:
                u jednego recenzenta 66 punktów. Recenzja: Projekt jest znakomity. Jest
                pionierski teoretycznie i praktycznie. Kierownik projektu dr E. Kostarczyk ma
                bardzo dobry dorobek naukowy. W projekcie zostaną zintegrowane wysiłki kilku
                ośrodków naukowych. proponuję przyznanie grantu w wysokości połowy postulowanej
                sumy
                u drugiego recenzenta projekt otrzymał 40 punktów. A oto wyjątki z postulatów
                do zmian: wysokie koszty budzą zastrzeżenia..., poza kierownikiem grantu,
                doswiadczenie głównego wykonawcy nie jest przekonywujace..., bardzo duża liczba
                przewidzianych wyonawców...bardzo wysokie koszty materiałów i przedmiotów
                nietrwałych budzą zastrzeżenia. Planowane badania...nie wymagają bardzo drogich
                odczynników. Projekt wymaga przeredagowania z dokładniejszym planowaniem metod
                i kosztów ich wykonania oraz składu osobowego zespołu badawczego.

                Projekt był rozpisany na trzy zakłady uczelni, ktorą znałam zaledwie JEDEN ROK.
                Sama nie dysponowałam, żadnym warsztatem badawczym. W zakładzie w którym wtedy
                byłam zatrudniona drzwi pracowni były przede mną szczelnie zamkniete. W związku
                z sytuacja w ktoreje znalazłam, byłam jedynie pomysłodawcą projektu. Nigdy nie
                miałam pretensji do recenzentów. Uważałam te uwagi za w pełni uzasadnione. NA
                MOJĄ PROŚBĘ DOKONANIA TYCH ZMIAN NIKT SIĘ NIE ZGODZIŁ. MUR WALKI O FORSĘ DLA
                SIEBIE.

                > Zaczynam mieć wątpliwości czy ma Pani kwalifikacje na samodzielnego pracownika
                > naukowego, co i tak wyszłoby przy bezpośredniej rozmowie.

                I tutaj ma Pan całkowitą rację. Ja się naprawdę nie nadaję na samodzielnego
                pracownika naukowego kierujacego takim zespołem ludzkim.

                Pan natomiast, posiadając lepsze kwalifikacje do pracy w polskich zespołach
                badawczych niż ja, dzięki mojej rezygnacji może sie cieszyć wyższymi dotacjami
                na pańskie podroże pomiędzy Kalifornią i Warszawą.

                Może w czasie którejś z podroży padnie Pan ofiarą porwania samolotu i wyląduje
                na bezludnej wyspie. Tego Panu życzę. Brakuje Panu takich doświadczeń.
              • khmara Re: Diagnoza i co dalej - ciezka praca, nie zadym 10.11.04, 21:37
                Gość portalu: californian napisał(a):
                > Jest to mój ostatni post w tym wątku. Możecie sobie
                > nawrzucać ile wlezie, jeśli ma Wam to w czymś pomóc.

                Nie odmówię sobie, choć w niczym mi to nie pomoże.

                > Na tym forum najbardziej wojowniczy są ludzie sfrustrowani, którzy niestety
                > najczęściej nie wiedzą o czym piszą.

                Czyżby?

                > Nie było moja intencją dezawuować kogokolwiek.

                Wyszło, jak wyszło. Dobrymi intencjami piekło wybrukowane.

                > Są tacy aplikanci (być może niektórzy z nich wylewają łzy
                > na tym forum), którzy piszą od lat. Niektórzy z 6 punktów doszli do 9, inni
                > stoją w miejscu. Zdarzają się też i tacy, którzy publikują w Nature czy PNAS i
                > oni na ogół dostają 10.

                Mnie się wydawało, że jeden recenzent może przyznać od 0 do 70 punktów.

                > Jeśli ten młody człowiek ma głowę na karku to jest szansa, że się czegoś
                > nauczył. Jeśli jest łachudrą to będzie rozpowiadał, że podrzucił swój projekt
                > profesorowi a projekt z beznadziejnego zmienił się na
                > bardzo dobry w wyniku zmowy profesorskiej.

                Za dorobek naukowy można dostać max. 15 punktów. Jeżeli, przykładowo, projekt
                zgłoszony przez doktora uzyskał w sumie 30 punktów, a ten sam projekt, ale
                zgłoszony przez profesora, uzyskał 65 punktów, to ten hipotetyczny, anonimowy
                doktor może czuć się obrażony, jeżeli nazwie się go łachudrą.

                Jako anonim, nie promuję swojej osoby. W Pana poście irytują mnie pewne, dość
                rozpowszechnione stereotypy, wg których niesamodzielny pracownik, krytykujący
                samodzielnych, to z pewnością leń i frustrat, który domniemane krzywdy obnosi
                publicznie zamiast wziąść się do solidnej roboty, a taka niesamodzielna gadanina
                to nic niewarte podwórkowe plotki. Dlatego apeluję, by merytorycznej dyskusji
                nie sprowadzać do argumentów odnoszących się do osobistych wad i zalet
                dyskutantów. Czy chciał Pan przez to powiedzieć, że my, samodzielni potrafimy
                urządzić wszystko najlepiej, a niesamodzielni są z definicji niekompetentni?
                Deklarowany, dobry kontakt z młodzieżą takiego nastawienia nie wyklucza.
            • Gość: californian tez bylem kiedys zadymiarzem IP: *.acn.waw.pl 09.11.04, 21:55
              W czasach Konspiry i Solidarności donosił na mnie ktoś zajmujący obecnie w
              nauce polskiej bardzo eksponowane stanowisko. W rankingu, który zamieściłem
              pobiłby on na głowę wszystkich. Gdybym był dr Wieczorkiem to ogłosiłbym nazwisko
              tego luminarza w Internecie, ale ja tego nie zrobię, chyba że tamten znowu
              zacznie robić świństwa. Po obronie doktoratu szef próbował wywalić mnie z
              uczelni pod pretekstem opuszczenia stanowiska pracy bez pozwolenia. Byłem wtedy
              opiekunem koła naukowego a opuszczenie stanowiska pracy polegało na udaniu się
              ze studentami na zorganizowane przez nich seminarium. Prawdziwą przyczyną
              zwolnienia było to, że nie dopisałem promotora do publikacji, przy której nie
              ruszył palcem, jak zresztą przy całym moim doktoracie. Sprawa trafiła do Komisji
              Oceny Młodej Kadry przy RW, gdzie zostałem poproszony o pokajanie się i
              przeproszenie mojego mistrza. Komisja doznała szoku gdy oświadczyłem, że to on
              raczej powinien był przeprosić i przeznaczyła mnie na ścięcie. Odwołałem się do
              Komisji Etyki Senatu i wygrałem, bo nieopatrznie przyznano mi wcześniej kilka
              nagród za działalność naukową i dydaktyczną a publikacje z doktoratu miały
              przyzwoity „Impact Factor”. Dziekan dostał polecenie przywrócenia mojego
              zatrudnienia na Wydziale. W międzyczasie, nie będąc pewny obrotu sprawy,
              załatwiłem sobie postdoka w Stanach. Gdybym wyleciał z uczelni to poszedłbym w
              swoją stronę i na pewno nie pisałbym przez 20 lat żałosnych listów do Senatu.
              Ponieważ nie wyleciałem wstąpiłem na miesiąc do Polski po kilku latach i
              zaliczyłem habilitację.

              Dlatego z dużą ostrożnością traktuje opisywane przez dr Wieczorka i dr
              Kostarczyk ich przygody na UJ. Nawet pobieżna lektura ich tekstów pozwala na
              stwierdzenie, że mamy do czynienia z ludźmi z ciężkim urazem psychicznym, nie
              mogących pogodzić się z krzywdą jaka ich spotkała. Nie znam sytuacji na całym
              UJ, być może na Geologii jest bagno. Ja znam na UJ świetne zakłady, zaś prof.
              Koj jest wybitnym naukowcem (w moim rankingu 616). Tak więc wieszanie na nim
              psów, a tym bardziej na całym UJ jest mało produktywne. Luminarze nauki
              amerykańskiej też bywają świniami. Popełniają plagiaty, kradną wyniki i
              bezwzględnie łupią postdoków. Znam np. jednego, który płaci rosyjskim postdokom
              10 tys. dolców/rok(co w Kalifornii jest pensją głodową), mimo że minimalna
              stawka to 32 tys. Czyż to nie jest feudalizm. Głośna kiedyś była sprawa dr
              Gallo, któremu udowodniono kradzież wirusa HIV i przywłaszczenia sobie tytułu do
              jego odkrycia. Dr Gallo do świetny naukowiec, musiał podzielić się splendorem,
              ale ma się dobrze i kieruje w dalszym ciągu wielkim laboratorium. Ludzie w
              Polsce podniecają się afera na U Gdańskim a mało kto wie, że podobne praktyki
              panują na wielu uniwersytetach amerykańskich. Tylko tam od dawna wiadomo, że są
              równi i równiejsi. Jak to wygląda? Większość, czyli równi sortowani są na
              podstawie SAT, eseju, zdolności przywódczych, wkładu w różnorodność na campusie
              i innych mało precyzyjnych (poza pierwszym) kryteriów. Równiejsi (sportowcy,
              dzieci pracowników, dzieci i protegowani absolwentów wpłacających sowite
              dotacje) przyjmowani są poza kolejnością. Tak jest na MIT, Harvardzie, Yale i
              wielu innych renomowanych uniwersytetach. To nie zmienia faktu, że uniwersytety
              te są bardzo selekcyjne.

              Przyzwoita kariera naukowa w Polsce to ciężki kawałek chleba, podobnie zresztą
              jak w Stanach czy gdziekolwiek indziej. Ileż ja się w Stanach nasłuchałem
              biadolenia na szefów i to tych z najwyższej półki. Post-doktoranci i doktoranci
              mają tam ciężkie życie. Zasuwają oni od świtu do nocy i wiedzą że nie mogą
              podskoczyć bo zaraz wylecą. Do głowy by im nie przyszło zakładać komitety. W
              Stanach nauka też ma swoje problemy, ale poważne listy piszą Varmus, Baltimore,
              Dulbecco , Gilbert i im podobni;
              www.ucsusa.org/global_environment/rsi/page.cfm?pageID=1320
              w Polsce Żylicz, Lesyng i im podobni.
              www.ii.uni.wroc.pl/~psw/index.php/psw/aktualno_ci/list_otwarty_z_1_x_2004
              Jest tam miejsce dla dr Wójcika i dr Wrońskiego, ale niestety nie ma dla dr
              Wieczorka, dr Kostarczyk, a tym bardziej dla pana Bąbki. Mogę tylko wyrazić żal,
              że doktorom Wójcikowi i Wrońskiemu jest po drodze z dr Wieczorkiem i panem Bąbką
              a nie po drodze im z prof. Żyliczem czy prof. Lesyngiem. Moim zdaniem to wielka
              pomyłka.

              Polska to kraj zdemoralizowanych malkontentów i pieniaczy. Wszyscy narzekają na
              korupcje, ale jak trzeba coś przyspieszyć to niemal każdy daje w łapę. Dlaczego
              naukowcy mieliby być lepsi. Niedawno szacowny profesor uniwersytetu pytał mnie
              gdzie na pewniaka można zrobić przegląd samochodu bo jego wóz wciąż jakoś nie
              może przejść testu spalin. To samo jest w sprawie obrony miejsc pracy. Górnicy w
              obronie swoich miejsc pracy rzucają śrubami w Kancelarię Premiera. To nieodzowny
              folklor transformacji. Profesorowie i docenci też bronią jak umieją swoich
              interesów. Podobnie adiunkci. W Polsce jak ktoś ma kłopot ze zrobieniem
              habilitacji to zakłada Komitet Likwidacji Habilitacji albo Komitet Ratowania
              Nauki Polskiej. Jeśli jest bardziej cwany, to zakłada partię polityczna i idzie
              w „ministry”. Czy ktoś może zwrócił uwagę dlaczego w partii adiunktów (UD) tak
              wielu specjalistów od szkolnictwa wyższego miało w życiorysie w przedziwny
              sposób powtarzalną liczbę 18. To była liczba lat zatrudnienia na uczelni i
              wtajemniczeni wiedzą doskonale co to znaczy. Na tym tle wiara w to, że
              zlikwidowanie habilitacji, jak za dotknięciem różczki zlikwiduje problemy nauki
              polskiej, jest po prostu dziecinna naiwnością.

            • Gość: californian Re: Diagnoza i co dalej - sposob litewski IP: *.acn.waw.pl 09.11.04, 22:23
              Od kilkunastu lat kursuję regularnie między Stanami i Polską więc mam niezły
              wgląd w zmiany zachodzące w Polsce, również w nauce. Dla przybysza ze Stanów
              szczególnie uciążliwe w życiu codziennym jest chamstwo polskich kierowców. W
              Warszawie nastąpiła uderzająca zmiana na lepsze po wprowadzeniu ograniczenia
              szybkości do 50 km/godz. Można się było poczuć jak w Kalifornii. Trwało to
              jednak bardzo krótko, do czasu gdy kierowcy zorientowali się, że policja jest
              bezsilna w egzekwowaniu tego przepisu. Bo w Polsce policja zmienia się zgodnie z
              wymogami państwa demokratycznego a społeczeństwo nie. Policjanci z drogówki już
              nie czają się w krzakach zasłaniających znak ograniczenia szybkości. Z
              satysfakcją obserwuję, że łapią kierowców popełniających poważne wykroczenia a,
              tak jak na całym świecie, ignorują np. nieznaczne przekroczenia szybkości.
              Niedawno zatrzymali mnie na drodze E7, gdzie jest masa śmiertelnych wypadków i
              twierdzili, że jechałem 120 tam gdzie można 90. Powiedziałem im, że to nieprawda
              bo miałem włączony „cruise control” na 110. Możecie mi wierzyć albo nie, ale
              puścili mnie bez mandatu. Za to kierowcy polscy migają światłami żeby ostrzec
              piratów przed kontrolami i z dumą pędzą 150 tam gdzie można 50. Łamaniem
              przepisów drogowych chełpią się publicznie w Polsce politycy, dziennikarze,
              sportowcy i ludzie kultury. Szczególnie złą sławą w Polsce cieszą się kierowcy
              litewscy. Jakie więc było moje zaskoczenie gdy przejechałem się ostatnio po
              Litwie. Wszyscy suną tam grzecznie jak w Szwecji bo policja litewska jest
              bezlitosna. Dlatego nie wierzę w receptę naprawy nauki za pomocą zniesienia
              habilitacji. To tak jakby oczekiwać, że postawienie na każdym skrzyżowaniu znaku
              stopu, jak w Stanach, rozwiąże wszystkie problemy. Nic podobnego. Tylko
              bezwzględne tępienie piratów, czy to w nauce czy na drodze może przynieść poprawę.

              Dr Wójcik demonizuje zresztą habilitacje i profesury belwederskie (teraz powinny
              się chyba nazywać namiestnikowskie) i przy okazji robi wodę z mózgu młodzieży.
              Żeby nie było nieporozumień, głęboko mi wiszą i jedna i druga, dyplom dr hab.
              odebrałem po 10-ciu latach, a do pałacu się nie wybieram. Za to w Stanach są
              odpowiedniki i jednego i drugiego. Ukrywanie tego faktu jest nieuczciwe. Bo
              czymże jest amerykańskie „tenure” jeśli nie dożywotnią synekurą. To, że działa
              to w Stanach a nie działa w Polsce wynika z całego splotu okoliczności
              społeczno-gospodarczych a nie z tego, że w Polsce trzeba rzekomo robić
              habilitacje. Habilitację można obronić w Polsce gdzie się chce. W większości
              dobrych ośrodków nie trzeba jej robić bo same się robią. Dr Wójcikowi też się
              sama zrobiła a dr Wieczorkowi nie chciała się zrobić. Czy habilitacja pani dr
              Kostarczyk się zrobiła czy nie, można było łatwo sprawdzić. Najczęściej po
              wysłuchaniu jednej strony nie można wyrobić sobie rzetelnego stanowiska. Dlatego
              się do niej odezwałem, ale reakcja dr Kostarczyk na moją propozycję, ani jej
              styl specjalnie mnie nie zaskoczyła. Jeśli jakieś bydlę chce utrącić kogoś
              młodego, to w Polsce nie potrzebuje do tego habilitacji. Nie będzie habilitacji
              to znajdą się inne sposoby dopóki w Polsce będą działały układy. Nie sądzę aby
              likwidacja habilitacji cokolwiek tu zmieniła. Ja nie znam ani jednej dobrej
              osoby, którą by habilitacja powstrzymała przed czymkolwiek. Znam za to całą kupę
              osób, które (na szczęście) bariera habilitacji wyeliminowała z uczelni, a nie
              było na nich innego sposobu. Stach pomyśleć co by było gdyby mieli prawo głosu
              nad habilitacjami i profesurami.

              Podobnie profesury belwederskie porównałbym do czegoś miedzy „full” a
              „distinguished professorship”. W Polsce, de facto, też przyznaje je uczelnia.
              CKST je tylko zatwierdza a prezydent wręcza. I co z tego? Strach pomyśleć co by
              to było gdyby nie było CKST. Ja sam znam chyba już kilkanaście przypadków
              odrzucenia doktoratów, habilitacji i tytułów profesora przez CKST. Gdyby jej nie
              było to te gnioty puszczone na uczelniach by przeszły. Jeśli się komuś nie
              podoba skład czy decyzje CKST to trzeba z tym walczyć. Gnioty z Rady Wydziału
              kontroluje, a przynajmniej powinien Senat. Czasami to działa, czasami nie, bo
              pomysłowość profesorska nie zna granic. Prawdę powiedziawszy, nie bardzo wierzę
              w zatwierdzanie przez CKST habilitacji bez żadnego dorobku, jak to opisuje
              khmara. Jeśli ktoś zna takie przypadki to, zamiast klepać bezproduktywnie w
              klawiaturę, powinien je upublicznić. Zebrać to wszystko do kupy i opublikować –
              np. listę wszystkich grzechów CKST – z nazwiskami i zerowym dorobkiem.
              Przynajmniej w dziedzinie nauk matematyczno przyrodniczych nie powinno być to
              trudne, za to bardzo bolesne. Publikowanie listy własnych krzywd do niczego nie
              prowadzi.

              Warto tu może przypomnieć kuriozalny przypadek, w którym dziennikarz Gazety
              Wyborczej sprzymierzył się z niedoszłym profesorem AM w Poznaniu i sprokurowali
              historię zaiste nie z tej ziemi. Według tej komicznej pary, Senat AM miał
              utrącić tę profesurę jakoby dlatego, że ktoś puścił plotkę iż dziennikarz GW
              jest rzekomo synem tego profesora. Ponieważ GW nieprzychylnie pisała o AM to
              Senat postanowił się zemścić na domniemanym ojcu niegrzecznego dziennikarza. W
              rzeczywistości niedoszły profesor był od 20 lat nieaktywny naukowo i Senat po
              prostu nie dopuścił do nominacji kogoś nie spełniającego warunków. Po kilku
              postach na forum GW ta żenującą akcja obrony profesora przed Senatem ustała.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=10242996&a=10250484
              • khmara Re: Diagnoza i co dalej - sposob litewski 10.11.04, 22:03
                > Prawdę powiedziawszy, nie bardzo wierzę
                > w zatwierdzanie przez CKST habilitacji bez żadnego dorobku, jak to opisuje
                > khmara.

                Proszę uważnie przestudiować własny ranking. Ja nie piszę o osobach z żadnym
                dorobkiem, piszę, że CKST może przepuścić osoby o mizernym dorobku, może też
                zatrzymać osoby o sporym dorobku. I robi to, ponieważ w CKST układy są
                ważniejsze niż dorobek. CKST została stworzona, by promować swoich i eliminować
                obcych. Jako stalinowski relikt powinna zostać w pierwszej kolejności
                rozwiązana. Dla jasności - moja habilitacja do CKST jeszcze nie trafiła.

                Kto jest kim w Polsce:
                nauka-polska.pl/
            • Gość: californian kto chce niech wraca, nie bedzie latwo IP: *.acn.waw.pl 09.11.04, 22:47
              Kilka lat temu potrzebowałem doktoranta więc rozpisałem otwarty konkurs. Poza
              stypendium doktoranckim: 500 zł/miesiąc z grantu, możliwość dorobienia nawet
              1000 zł/miesiąc, do tego korzystanie z najnowocześniejszej aparatury i
              odczynników bez ograniczeń. Spoza naszej instytucji zgłosiły się wyłącznie
              panienki (nie jestem seksistą – tak wypadło, gdyby byli to faceci napisałbym
              chłoptasie), które pokończyły właśnie studia i nie wiedziały co ze sobą zrobić.
              Na campusie Ochota w Warszawie takich i o wiele lepszych okazji jest co
              niemiara. Tu życie naukowe kwitnie jak na amerykańskich campusach. Dr Janusz
              Bujnicki,
              212.87.21.2/iimcb/default.php?func=labbio
              czy dr Mathias Bochtler nie mają habilitacji, mają za to własne grupy w IIMCB i
              furę pieniędzy. Na seminaria przyjeżdżają świetni ludzie z całego świata.
              Niedługo będą wolne nowe miejsca i jeśli się komuś chce, a nietrudno mu się
              rozstać ze strzyżonym co tydzień trawnikiem za 10 dolców, dobrymi hotelami i
              restauracjami, SUVem na podjeździe i podobnymi bzdetami, to może zastartować.
              Inne ośrodki mają być tworzone w Poznaniu i w innych miastach. Powstają fundusze
              powrotowe:
              serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2381790.html
              Trzeba wziąć dupę w troki a nie narzekać. Jeszcze kilka lat temu człowiek musiał
              biegać po podpis do samego Rektora aby przepchnąć przez cło każdą głupią
              probówkę, a celnik, jeśli mu się nie spodobałeś to mógł zażądać do wglądu
              oryginału aktu założenia firmy (co w wypadku UW czy UJ było dość trudne).
              Ludzie, którzy dziś zaczynają nie chcą wierzyć jak było naprawdę tak bardzo
              niedawno, a mnie się to zdarzyło. Musiałem pisać w tej sprawie pismo do Prezesa GUC.

              W naszej instytucji sytuacja nie jest zbyt dobra, ale zmienia się na lepsze.
              Oczywiście obok świetnych zakładów są i beznadziejne, ale klepią one biedę a
              niektóre zaczynają się już rozpadać. Jeszcze niedawno było tak jak pisze khmara.
              Prym wodzili mniej lub bardziej stetryczali profesorowie. Wymuszenie zmian
              ymagało jednak sporego zaangażowania i dość morderczej walki. Sporo też było
              nerwów przy każdym tajnym głosowaniu nad niektórymi promocjami. Obecnie sytuacja
              jest taka, że starzy na ogół nie przeszkadzają i nikomu nie przyszłoby na myśl
              żeby promować jakiegoś habilitanta bez dorobku. Pieniądze na BW rozdzielane są w
              100% dla ludzi poniżej 35 roku życia na zasadzie konkursu projektów, na BST zaś
              wg punktów KBN (to zgniły kompromis), najpierw na zakłady a później do dołu, aż
              do konkretnych osób. Kierownicy grantów zewnętrznych dostają też do kieszeni 30%
              kosztów pośrednich. W naszym Instytucie doktorzy bez habilitacji a nawet
              magistrzy dość regularnie dostają pieniądze (i się z nich rozliczają) z KBN a
              ostatnio z UE.

              Pozdrawiam.
              • Gość: itakdalej Propaganda sukcesu II IP: *.chello.pl 09.11.04, 23:37
                Californian zapowiedział, że już się nie odezwie, więc chciałbym pozostałych
                forumowiczów zapytać czy rozumieją o co mu chodziło w tym miejscu:

                > Pani dr Kostarczyk – pudło. Prosty „search” uchroniłby Panią przed przykrą
                > wpadką. Zaczynam mieć wątpliwości czy ma Pani kwalifikacje na samodzielnego
                > pracownika naukowego, co i tak wyszłoby przy bezpośredniej rozmowie. Być może
                > stąd biorą się Pani kłopoty, że świetnie sobie Pani radzi tylko pod
                > kierunkiem dobrego szefa. To jednak za mało żeby być dobrym naukowcem, a o to
                > przecież Pani chodziło.

                Czy o to, że Pani Kostarczyk ma za mało samodzielnych publikacji, albo w zbyt
                niewielu jest na pierwszym miejscu? Uderza pewność własnych sądów i łatwość
                kategorycznej oceny innych na podstawie małej ilości informacji - z jednego
                listu. Jeszcze nie tak dawno, sięgając do baz danych, californian widział w
                Pani Kostarczyk materiał na samodzielnego pracownika naukowego. Wystarczyło
                jedno krytyczne zdanie tej ostatniej na temat obecnych samodzielnych i już
                zmienił opinię o 180 stopni. Bardzo to dziwne...

                Ja nie wiem co to jest za człowiek, ale pisząc, że przy habiliatcjach naprawdę
                bierze się pod uwagę dorobek publikacyjny, i że przy przyznawaniu grantów
                (dodałbym jeszcze recenzje doktoratów i habilitacji) nie ma kumoterstwa, albo
                siebie i nas okłamuje (bo mimo że jest i tutaj i w USA boi się zmiany status
                quo?), albo jest zupełnie oderwany od rzeczywistości. Możliwe też, że na
                Kampusie Ochota w Warszawie panują inne zasady niż w całym kraju - takie jak w
                cywilizowanych krajach. UW w rankingu chińskim (obok UJ), wprawdzie w czwartej
                setce, ale się znalazł. Ale już w Top 200 The Times - nie. Czyli chyba nie
                jest tak dobrze z naszymi uczelniami. Jak widać, californian myśli głównie o
                sobie. Może mu się myli Kalifornia z Polską, skoro jest raz tu, raz tu?
                Mimo bardzo logicznego i dobrze napisanego listu, w pewnym miejscu californian
                sam sobie zaprzeczył. Bo jeśli jest tak dobrze, to dlaczego zaczyna
                zdaniem "Nigdy nie twierdziłem, że w nauce polskiej jest znakomicie – jest
                bardzo źle." Jeśli krytykuje (słusznie) litewskich kierowców za lekceważenie
                naszych przepisów, dlaczego sam to robi? Jeśli w jednym liście zachwyca się
                Panią Kostarczyk, dlaczego w następnym miesza ją z błotem?
                Trochę niekonsekwentny jest to człowiek.
                Ponieważw w tym wątku chodzi o konkrety, przesłanie jest bardzo proste: młodzi
                musicie mieć wyjście awaryjne na wypadek blokady i innych kłopotów tutaj -
                załatwiajcie w tajemnicy przed waszymi szefami wyjazdy na Zachód. Jeżeli nie
                wyjdzie na wasze (californianowi się udało) i będziecie chcieli dochodzić
                waszych praw w waszej ojczyźnie, znajdziecie się na marginesie,
                będziecie "sfrustrowanymi zadymiarzami". Śmierć frajerom!
              • Gość: Carmen Sandiego Re: kto chce niech wraca, nie bedzie latwo IP: *.ppp.uno.edu 10.11.04, 01:45
                Mily p.t. californian. Napisalam ze twoj post jest zenujacy z tego powodu ze
                tematem dyskusji jest „dlaczego naukowcy uciekaja za granice” wiec w dyskusji
                przewijaja sie rozne argumenty merytoryczne na ktore inni odpowiadaja
                merytorycznie. Ty natomiast przywolujesz typowy argument z autorytetu – bo X ma
                wiecej cytowan niz Y wiec ma racje w kazdej innej sprawie. To brzmi nieomal jak
                dogmat o nieomylnosci papieza, bo w temacie wspomnianej dyskusji ilosc cytowan
                ma tyle do rzeczy co wielkosc mojego biustu. Tranfer kompetencji czesciowo
                istnieje ale nie siega az tak daleko i dlatego posrod wybitnych naukowcow mozna
                bylo znalezc wlascicieli niewolnikow, kanibali, stalinowcow i hitlerowcow,
                o „zwyklych” rasistach, antyfeministach i antysemitach nie wspomne, a swinia
                jest pewnie co drugi. Z drugiej zas strony nie najbardziej wybitni naukowcy
                wlasnie poprzez umiejetnosc szerokiego spojrzenia i organizacji potrafili
                wykreowac cale slawne instytuty pelne geniuszy nieomal z niczego (np. Ioffe w
                Rosji), wiec moj wniosek jest, ze nauka potrzebuje roznych ludzi aby caly
                mechanizm sie krecil. Wedlug twojego rozumowania problem mozna rozwiazac
                banalnie, znalezc wyszukiwarka kogos kto ma najwiecej cytowan, niech on
                jednoosobowo napisze cala ustawe i szlus. A tak na marginesie to znajac
                narodowy charakter Polakow az dziwie sie ze tak dlugo trzeba bylo czekac na
                kogos jak ty.

                Jestem przedstawicielka nauk doswiadczalnych wiec zawsze bardziej mnie
                przekonuje wynik doswiadczenia niz najlepszy wywod teoretyczny. A doswiadczenie
                mowi ze jednak uciekaja i nie wracaja. A ty zamiast przyjac to do wiadomosci i
                analizowac przyczyny uciekasz w kolejny argument typu „a w Ameryce bija
                Murzynow”, bo tam tez jest korupcja, wyzysk i znajomosci. Owszem jestem tu, i
                wiem ze jest, istota polega na tym ze system amerykanski ma na przeciwwadze
                wystarczajaco duzo zalet aby to nikomu nie przeszkadzalo a polski nie ma. Aby
                wiec polski system mogl dzialac musi polozyc cos na wadze czego nie potrafi
                amerykanski, niechby i to byl bigos i polska szynka, inaczej kierunek sie nie
                zmieni, i tu jest istota debaty.

                Sprawa habilitacji idzie dalej niz sama habilitacja. Powtorze tu argument ktory
                juz kiedys przytaczalam – jak habilitacja pozwala odsiac miernote to jest
                pytanie kto i po jakiego grzyba ta miernote naprzyjmowal. To jest miejsce gdzie
                sprawe trzeba wyleczyc a nie protezowac habilitacja. Zycie jest jednak zyciem i
                sama mozliwosc uwalenia kogos jest czesto nieodparta pokusa zwazywszy
                wspomniana wyzej kondycje etyczna naukowcow, wiec zniesienie tej pokusy w
                sposob wyrazny poprawi atmosfere. O porownywaniu habilitacji z amerykanska
                tenure tez nie ma mowy, tenure sie dostaje prawie zawsze, i wlasnie dlatego ze
                glupkow sie nie przyjmuje. Podsumowujac utrzymywanie habilitacji jest
                rozwiazywaniem problemu ktory by sie nie pojawil gdyby habilitacji nie bylo.
                Znowu argument ze to nie rozwiaze wszystkich problemow jest zwyczajnie
                smieszny, oczywiscie ze nie rozwiaze wszystkich ale rozwiaze czesc, to tak jak
                ludzie pracuja nad lekarstwem na raka lub Parkinsona a nie nad panaceum.

                Sprawa ile mam cytowan nie zaprzata mojej glowy w stopniu nawet minimalnym i
                tak naprawde dziwie sie ze ludzie ktorzy zajmujac sie nauka, a wiec racjonalni
                poswiecaja temu tyle czasu i wysilku. Kiedys nie bylo baz danych, nikt nie
                wiedzial ile kto ma cytowan ale jakos to nie przeszkadzalo sie ani nauce
                rozwijac ani oceniac kto czego dokonal. Ostatnio spotkalam osobe co jest
                autorem ponad 1200 artykulow, nigdy o niej wczesniej nie slyszlam, albo wiec
                jestem ignorantem albo waz zjada wlasny ogon. „Liga publicystow” szybciej
                wykopie grob nauce niz brak pieniedzy na cokolwiek. No ale niech i ja zrobie
                cos dla dobra ludzkosci, podaj mi californian jakies swoje publikaje to je
                zacytuje przy najblizszej okazji, zakladam sie ze nikt nie zauwazy.
              • khmara Widok z księżyca? 10.11.04, 22:36
                Uprzejmie proszę zejść na ziemię.

                > Kilka lat temu potrzebowałem doktoranta więc rozpisałem otwarty konkurs. Spoza
                > naszej instytucji zgłosiły się wyłącznie panienki, które pokończyły właśnie
                > studia i nie wiedziały co ze sobą zrobić.

                I co w tym dziwnego? Nikt więcej nie uwierzył, że to nie jest lipny konkurs, jak
                wszystkie inne.

                > W naszej instytucji sytuacja nie jest zbyt dobra, ale zmienia się na lepsze.
                > Oczywiście obok świetnych zakładów są i beznadziejne, ale klepią one biedę a
                > niektóre zaczynają się już rozpadać. Jeszcze niedawno było tak jak pisze
                > khmara.

                W Polsce jest 82,5 tys. nauczycieli akademickich. IIMCB jest jeden i zatrudnia
                80 osób. Zmiany na lepsze dotyczą coś ok. jednego promila wszystkich
                zatrudnionych. To ma napawać optymizmem?

                > Prym wodzili mniej lub bardziej stetryczali profesorowie. Wymuszenie zmian
                > ymagało jednak sporego zaangażowania i dość morderczej walki. Sporo też było
                > nerwów przy każdym tajnym głosowaniu nad niektórymi promocjami.

                I to jest przaśna rzeczywistość dotycząca 99,9 % wszystkich zatrudnionych "w
                nauce". Być może przesadzam, możemy podyskutować o tym, czy w rzeczywistości
                jest to 97%, czy tylko 93%.
    • Gość: Prymus Re: Polscy naukowcy uciekają za granicę IP: *.mel.iprimus.net.au 08.11.04, 03:49
      Nic dziwnego! Ukonczylem Melbourne University - wedlug rankingu londynskiego
      Timesa 22 na swiecie a 5 w regionie (MA z ekonomii) i Monash University - 33 na
      swiecie, 7 w regionie (PhD z nauk politycznych), ale jak chcialem pracowac w
      Polsce, to nie otrzymalem odpowiedzi na 99% wyslanych aplikacji (a wyslalem ich
      dobrze ponad 50), prodziekan (do spraw nauki) wydzialu nauk politycznych UMCS
      uznal ma rozprawe doktorska za "nic nie warta", bo nie zna on oczywiscie
      angielskiego, a dziekan tegoz wydzialu oczywiscie poparl prodziekana, zas moj
      szef na pewnej prywatnej uczelni w Rzeszowie (podobno najlepszej w regionie,
      wyzej ocenianej w rankingach "Polityki" niz tamtejszy uniwersytet), gdzie
      znalazlem tymczasowa prace na krotkoterminowy kontrakt, tak dlugo szulal bledu
      w moich opracowaniach,az wreszcie znalazl jeden: w liscie rekomendacyjnym,
      napisanym na jego prosbe dla pewnej absolwentki owej uczelni, wybierajacej sie
      do Australii, znalazl on straszliwy blad: poniewaz, jak to sie robi zwyczajowo,
      skopiowalem z malymi zmianami standardowy list rekomendacyjny, to w pierwszej
      wersji, przedstawionej memu szefowi, zapomnialem zmienic "he" na "she", co
      wywolalo niesamowite zadowolenie ze strony tego "uczonego". Tak wiec mimo iz
      jestem absolwentem uczelni znacznie, ale to znacznie lepszych niz polskie, ze
      znacznym dorobkiem naukowym (ksiazki, rozdzialy w ksiazkach, artykuly w
      renomowanych czaspismach naukowych w Europie, USA i Australii oczywiscie, plus
      prawie 10 lat praktyki na australijskich uniwersytetach) to praktycznie nie mam
      szansy na prace w Polsce, nawet jako adiunkt. Pytanie: kto na tym traci? Troche
      trace ja, bo w Australii nie moge sie zajmowac tym , co mnie naprawde intersuje
      (transformacja w dawnych krajach RWPG), bo tu udaja, ze poza USA i b. imperium
      brytyjskim nie ma innych panstw na swiecie, ale naprawde traca polscy studenci,
      odcieci od mozliwosci pobierania najnowszej wiedzy na poziomie swiatowym,
      wiedzy prezentowanej im tez najnowszymi, najbardziej efektywnymi metodami (z
      wykorzystaniem komputerow, Internetu itp.).
      Ciekaw jestem, co na to powiedza nasze polskie wladze? Czy dalej beda udawac,
      ze polska habilitacja i profesura belwerderska jest wiecej warta niz doktorat
      (PhD) uczelni w pierwszej swiatowej piecdziesiatce (przypominam, iz zadna, ale
      to zadna polska uczelnia nie weszla do pierwszych 200 na swiecie).
      Pozdr. z Melbourne, Australia
      • dyplomata Prymus bezrynkowy 08.11.04, 11:24
        Gość portalu: Prymus napisał(a):

        > angielskiego, a dziekan tegoz wydzialu oczywiscie poparl prodziekana, zas moj
        > szef na pewnej prywatnej uczelni w Rzeszowie (podobno najlepszej w regionie,
        > wyzej ocenianej w rankingach "Polityki" niz tamtejszy uniwersytet), gdzie
        >...
        > Tak wiec mimo iz
        > jestem absolwentem uczelni znacznie, ale to znacznie lepszych niz polskie, ze
        > znacznym dorobkiem naukowym > szansy na prace w Polsce, nawet jako adiunkt.
        > Pytanie: kto na tym traci? Troche trace ja, bo w Australii nie moge sie
        >zajmowac tym , co mnie naprawde intersuje (transformacja w dawnych krajach
        >RWPG), bo tu udaja, ze poza USA i b. imperium brytyjskim nie ma innych panstw
        >na swiecie, ale naprawde traca polscy studenci,
        > odcieci od mozliwosci pobierania najnowszej wiedzy na poziomie swiatowym,
        > wiedzy prezentowanej im tez najnowszymi, najbardziej efektywnymi metodami (z
        > wykorzystaniem komputerow, Internetu itp.).
        > Ciekaw jestem, co na to powiedza nasze polskie wladze? Czy dalej beda udawac,
        > ze polska habilitacja i profesura belwerderska jest wiecej warta niz doktorat
        > (PhD) uczelni w pierwszej swiatowej piecdziesiatce (przypominam, iz zadna,
        >ale to zadna polska uczelnia nie weszla do pierwszych 200 na swiecie).
        > Pozdr. z Melbourne, Australia go! Ukonczylem Melbourne University - wedlug
        > rankingu londynskiego Timesa 22

        Cos tu jest nie do konca zrozumiale. Twoje zale odnosnie habilitacji sa OK
        i uklady na panstwowej uczelni tez moga byc niedobre.

        Ale dlaczego na prywatnej uczelni nie mogles dostac zatrudnienia a szef na
        prywatnej chcial cie wyrzucic???

        Jezeli nie mozesz znalezc stanowiska w Polsce w sektorze prywatnym to znaczy ze
        nie ma zapotrzebowania na rynku albo nie jestes konkurencyjny albo sa jakies
        inne przyczyny tego stanu rzeczy (trudny charakter?). Jedna mozliwosc jest tez
        taka ze transformacja krajow RWPG to temat na ktory napisano tony papierow i
        nic konkretnego z tego nie wynika. Mowi sie i pisze na ten temat latwo i
        przyjemnie ale co to ma dac polskim studentom? To juz lepiej zeby w Australii
        cos sie na temat tej egzotyki dowiadywali.
        • khmara Sektor prywatny bezrynkowy 08.11.04, 12:30
          dyplomata napisał:

          > Jezeli nie mozesz znalezc stanowiska w Polsce w sektorze prywatnym to znaczy
          > ze nie ma zapotrzebowania na rynku albo nie jestes konkurencyjny albo sa
          > jakies inne przyczyny tego stanu rzeczy

          To znaczy tylko tyle, że między sektorem państwowym a prywatnym w Polsce nie ma
          żadnej istotnej różnicy.
          1. RYNEK JEST ZAWSZE, SPOSÓB JEGO FUNKCJONOWANIA WYMUSZAJĄ PRZEPISY. W tym
          przypadku wspólne dla sektora państwowego i prywatnego (akredytacja i takie tam).
          2. W sektorze prywatnym rektorami i dziekanami są te same osoby, które pracują w
          sektorze państwowym. Jak widać, rynek nie wymusił zmiany ich sposobu myślenia.

          Jak by powiedział Californian, Prymus "popełnił kilka błędów". Po pierwsze NIKT
          w Polsce nie stara się o pracę w uczelni wyższej wysyłając aplikacje gdzie tylko
          możliwe. TAKIE SPRAWY ZAŁATWIA SIĘ ZUPEŁNIE INACZEJ. Wolny rynek i konkurencja
          po polsku.
        • Gość: ekostar Re: Prymus bezrynkowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.11.04, 15:07
          Coraz bardziej upewniam się, że Dyplomata nie tyle rynkowy ile z pozarynkowych
          układów.

          Dyplomata napisał:

          -> nie ma zapotrzebowania na rynku albo nie jestes konkurencyjny albo sa jakies
          > inne przyczyny tego stanu rzeczy (trudny charakter?)

          A, jeśli chodzi o problem zapotrzebowania, to chyba nikt na tym forum nie
          zgłaszał takowego na udział Dyplomaty.
          Przewidywalność treści oraz ich ton mówią same za siebie. Charakter Dyplomata
          ma powiedziałabym łatwy do współpracy, oczywiście przy założeniu zgodności
          poglądów.

          Dyplomato, naprawdę trudno pojąć po co Pan traci czas na anachroniczne zatęchłe
          wiadomą stęchlizną wypowiedzi.

          • Gość: itakdalej Pożytki z dyplomaty IP: *.chello.pl 08.11.04, 23:00
            Gość portalu: ekostar napisał(a):

            > Coraz bardziej upewniam się, że Dyplomata nie tyle rynkowy ile z
            > pozarynkowych układów.
            >
            > Dyplomata napisał:
            >
            >> nie ma zapotrzebowania na rynku albo nie jestes konkurencyjny albo sa
            >> jakies inne przyczyny tego stanu rzeczy (trudny charakter?)
            >
            > A, jeśli chodzi o problem zapotrzebowania, to chyba nikt na tym forum nie
            > zgłaszał takowego na udział Dyplomaty.

            Zgłaszali, zgłaszali, np. wiosną kolega JZ ze Szwecji:

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=12169666

            A mnie posty dyplomaty inspirują: są tak irytujące, że zmuszają do wykonania
            pewnej pracy (głównie szukania w sieci informacji i liczenia statystyk), co
            pogłębia naszą dyskusję i wzmacnia merytorycznie zwolenników zmian. Bez tego
            impulsu ze strony dyplomaty, pewnie by mi się nie chciało.

            Poza tym dyplomata jest nietypowym przedstawicielem profesury, bo uważa - tak
            jak my - że jesteśmy na dnie i bynajmniej nie chodzi o niedofinansowanie
            uczelni, jak twierdzi Ziejka & Co. Summa summarum - moim zdaniem lepiej, żeby
            tu został. Jak ktoś go nie toleruje, nie musi czytać jego postów.
            • Gość: itakdalej A poza tym, IP: *.chello.pl 08.11.04, 23:42
              czasami, gdy nie pisze o totalnym urynkowieniu i prywatyzacji, zdarza się, że
              dyplomata ma trochę racji.
              • Gość: Ewa Kostarczyk Re: A poza tym, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.04, 10:38
                Brak mi wyjształcenia ekonomicznego, ale dla wszystkich jest jasne, że to nie
                PIENIĄDZE są główną przyczyną naszych problemów.

                Co stanowi o sile naukowca?

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&wv.x=2&a=17452516
        • Gość: itakdalej Polska, polska nauka i polski rynek AD 2004 IP: *.chello.pl 08.11.04, 23:22
          dyplomata napisał:

          > nie ma zapotrzebowania na rynku albo nie jestes konkurencyjny albo sa jakies
          > inne przyczyny tego stanu rzeczy

          Jeśli chodzi o przyczyny tego stanu rzeczy to coraz coraz lepiej są one
          rozpoznane. Szkoda że Pan tego nie bierze pod uwagę (będzie o tym niżej).

          > transformacja krajow RWPG to temat na ktory napisano tony papierow i
          > nic konkretnego z tego nie wynika. Mowi sie i pisze na ten temat latwo i
          > przyjemnie

          Nie sądzę, żeby było przyjemnie np. prof. Krasnodębskiemu autorowi świetnego
          tekstu w dzisiejszej "Rzeczpospolitej":

          www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041108/publicystyka/publicystyka_a_9
          .html

          Wybrałem fragmenty które doskonale charakteryzują nasze państwo, ale także
          polski rynek i naukę polską. Wystarczy zamiast wyrazu "państwo" wstawić w nim
          wyraz "nauka":

          "Historia III Rzeczypospolitej już dawno stała się kryminałem czy thrillerem
          drukowanym w odcinkach w prasie i pokazywanym - dość niechętnie - w telewizji
          publicznej. "Nowy tydzień, nowy skandal" - pisze "The Economist" o polskiej
          polityce. Ten kraj chciałby odgrywać rolę w Europie i narzeka, że nie traktuje
          się go poważnie i godnie.
          ...
          Materiał socjologiczny zebrany przez komisję śledczą w sprawie Rywina,
          doniesienia prasowe ostatnich lat, dotychczasowe fakty ujawnione przez obecną
          komisję potwierdzają smutną konstatację, że III Rzeczpospolita okazała się
          tylko namiastką państwa praworządnego i demokratycznego.
          ...
          Afera Rywina sprawiła, że uzyskaliśmy wgląd w ową głębszą warstwę polskiej
          rzeczywistości, na której zbudowane zostały szklane domy liberalizmu III RP, i
          instytucjonalne miraże naszej demokracji. Afera Rywina była zresztą tylko
          prologiem, skromną zapowiedzią tego, czego dowiadujemy się dzisiaj.
          ...
          Rzeczywiście widok jest gorszący i wolelibyśmy go nie oglądać. Gdyby ktoś nam
          powiedział w roku 1980, że tak będzie wyglądała wolna Polska, nie moglibyśmy i
          nie chcielibyśmy uwierzyć.
          ...
          Dziwić może, dlaczego w ogóle pęka ów system, od dawna budowany, szczelny,
          spoisty i - wydawałoby się - niezwykle trwały. To przecież przez całe lata
          powstała z niczego i założona przez nie wiadomo kogo firma J&S monopolizowała
          dostawy energii. Imperium doktora K. także nie powstało z dnia na dzień, a
          sposób ustalania rady nadzorczej Orlenu nie musiał być wyjątkiem. Odpowiedź
          jest prosta - otóż system pęka, bo kończą się łatwe łupy, bo coraz ciaśniej
          robi się na rynku, coraz mniej można "sprywatyzować", a ci, którzy do tej pory
          trzymali władzę, zaczynają się kłócić o kasę, o swoje udziały w mediach, na
          rynku paliwowym itd. Walka się zaostrza i prowadzi do niespodziewanego
          wzbogacenia naszej wiedzy. Okazuje się przy tym - i to jest jedyny pocieszający
          aspekt tej sprawy - że nie sposób do końca uczynić fikcji z demokratycznych
          instytucji, z wolnej prasy i z parlamentu, że mogą one wyrwać się spod
          kontroli, że to, co miało być tylko pozorem, może zacząć rzeczywiście
          funkcjonować.
          ...
          Ten spektakl pozorów, który nam urządzono po 1989 roku, odgrywany jest niestety
          na nasz koszt. Trup, o którego chodzi w tym kryminale, to sponiewierany,
          zhańbiony trup naszych nadziei, że po latach życia we wrogim pseudopaństwie PRL
          zaczniemy żyć rzeczywiście u siebie, w państwie praworządnym i demokratycznym,
          rządzonym przez ludzi godnych szacunku i zaufania, a nie przez niejawne
          struktury o ubecko- -mafijnym charakterze.
          ...
          Dawno już te skandale przekroczyły wszelką miarę. Nie można pocieszać się
          argumentem, że takie rzeczy zdarzają się także w praworządnych demokracjach
          zachodnich. One przypominają raczej to, co się działo pod koniec I
          Rzeczypospolitej. Strach pomyśleć, że następnej doczekaliśmy się po ponad stu
          dwudziestu latach."
          -----------------------------------

          Problem z nauką i uczelniami polega na tym, że gdy państwo mimo wszystko
          podlega zmianom, nauka i uczelnie są hermetyczne i jest dużo trudniej naruszyć
          stalinowsko-feudalne układy. Ponadto wydaje mi się, że w nauce "stronnictwo
          rosyjskie", które nie chce żebyśmy się upodobnili do Zachodu jest jeszcze
          silniejsze niż w innych sferach życia. Jego zdaniem mamy być kompatybilni po
          wsze czasy z WNP i koniec! Ziejka czy któryś z jego kolegów powiedział nawet,
          że szanse na zmiany i upodobnienie nas do krajów anglosaskich są, ale za 200
          lat. To jest tupet i arogancja niespotykana nawet w świecie polskiej polityki
          AD 2004.
          • Gość: itakdalej Dobry (mam nadzieję) link do art. prof. Krasnod. IP: *.chello.pl 08.11.04, 23:24
            www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_041108/publicystyka/publicystyka_a_9
            .html

          • khmara Re: Rosyjskie stronnictwo w nauce 09.11.04, 00:03
            Myślę, że istnienie rosyjskiego stronnictwa w nauce jest całkiem prawdopodobne.
            Polecam wywiad z Potockim:
            serwisy.gazeta.pl/tokfm/1,53880,2380887.html
            Za taką hipotezą przemawiają dwa fakty:
            1. PZPR-owski rodowód pokaźnej części tzw. elit naukowych,
            2. fakt, że wielu profesorów ma duże ambicje polityczne, zasiadają we władzach
            lokalnych, bardzo chętnie kandydują do parlamentu z ramienia różnych partii, a
            system pozwala na to, by być jednocześnie profesorem i posłem, jak mało gdzie w
            cywilizowanym świecie.
            Polska profesura to potencjalnie bardzo żyzne poletko dla różnych agentur.
            • Gość: Ewa Kostarczyk Re: Rosyjskie stronnictwo w nauce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.11.04, 10:21
              Na to wskazuje równiez niechęć polskich mediów do nalitycznego podekmowania
              tematów problemu nauki i szkolnictwa, co ilustruje poniższy przegląd:

              Z kim dziennikarze przeprowadzają wywiady? W moim notatniku na wrzesień 2004
              odnotowuję: wywiad w tygodniku Przegląd z Prof. Andrzej B. Legockim, prezesem
              Polskiej Akademii Nauk, który niezbyt przekonywująco alarmował, że postulaty
              likwidacji PAN godzą w całą (bliżej nieokreśloną) sferę badań naukowych
              (p://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=wywiad&name=39) . Choć wywiad ten
              został obśmiany przez komentujących, nie przeszkodziło to, by prawie
              jednocześnie, media podały informację, że prezydent Aleksander Kwaśniewski
              został uhonorowany tytułem profesora Państwowego Uniwersytetu Moskiewskiego im.
              Michaiła Łomonosowa (www.wprost.pl/ar/?O=68060). Prezydent oczywiście
              nie odpisał naukowcom na ich serdeczne powitanie w ich gronie oraz wiązane z
              tym nadzieje poprawy ich sytuacji oraz perspektyw. Ironii dopełnia fakt, że w
              najnowszym rankingu 200 najlepszych uczelni świata Uniwersytet Łomonosowa
              figuruje jako jedyna uczelnia z krajów dawnych demoludów
              (www.thes.co.uk/worldrankings/). Prezydent Kwaśniewski przerósł, zatem
              nas wszystkich.

              Następnym prominentem, który dostąpił zaszczytu indagacji przez media to
              Dariusz Rott, rzecznik prasowy Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego, który
              uspokoił wszystkich, że propozycje zapisane w projekcie ustawy nie wprowadzają
              żadnego istotnego novum, bo przecież od wielu lat szkolnictwo wyższe jest
              oceniane przez Komitet Badań Naukowych i różne jego zespoły.
              www.gazetaprawna.pl/dzialy/28.html?numer=1316&dok=1316.28.489.3.19.2.0.1.htm
              Listopad w interesującej nas prasie rozpoczęliśmy od rozważań nad legalną
              stroną problemów pracowników dydaktycznych i naukowych: czyli rozmowy Gazety
              Prawnej z prof. Piotrem Węgleńskim, rektorem Uniwersytetu Warszawskiego, na
              temat wieloetatowości. (www.gazetaprawna.pl/dzialy/2.html?
              numer=1325&dok=1325.2.615.3.27.1.0.1.htm).
              Zmiana reguł zatrudniania wieloetatowców na uczelniach oraz cały opisany przez
              Pana Rektora system nadzorujący wieloetatowość jest pełną abstrakcją. Można
              wręcz uwierzyć, że w Polsce mamy deficyt pracowników naukowych, a jedyny
              problem to pogodzenie obowiązków tych rozchwytywanych wszędzie nadzwyczajnych
              dydaktyków!

              Odwilż jesienią

              Na przełomie października i listopada powiało jednak odwilżą. Polityka
              zamieściła artykuł Józefa Wieczorka polityka.onet.pl/artykul.asp?
              DB=162&ITEM=1197343&MP=1, w którym poruszono problem „…nastawienia na
              zdobywanie tytułów niezależnych często od poziomu wiedzy i produkcji mało
              wartych dyplomów…” . Drugim ważnym tematem artykułu to wieloetatowość „…
              wielu ‘sklonowanych’ profesorów ‘pracujących‘ na wielu etatach w bardzo
              licznych uczelniach, ale na ogół bardzo słabo znanych, lub nieznanych w nauce
              światowej.” Autor artykułu porównuje również dwa projekty ustawy o
              szkolnictwie wyższym. Projekt zwany prezydenckim czy rektorskim, który utrwala
              dotychczasowy anachroniczny, niewydajny system nauki polskiej oraz projekt
              konkurencyjny, tzw. poselski, przypominający, co prawda system anglosaski (bez
              habilitacji, z otwartymi konkursami na stanowiska uczelniane), lecz zakładający
              zbytnią stabilizację kadry.
              Z kolei, prawie równolegle, w Przeglądzie www.przeglad-
              tygodnik.pl/index.php?site=opinie&name=31 Dariusz Wędzki, jako ekonomista
              postuluje wprowadzenie specjalnego systemu punktowego do oceny zarówno
              pracownika naukowego, jak też kierowników zakładów naukowych oraz instytucji
              naukowych. Według autora takie posunięcie osłabiłoby tendencje do hamowania
              rozwoju kariery naukowej nie współpracownikom, których uczelnia nie faworyzuje.


              Ale Unia chce nam pomóc:

              serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,2381790.html
              Tylko jak ta pomoc zostanie wykorzystana? Już sam dobór przykładów oficjalnych
              wywiadów dziennikarzy GW jest specyficznie propagandowy.
          • dyplomata Bez samooszukiwania: To jest wynik sowietyzacji 09.11.04, 21:06
            Gość portalu: itakdalej napisał(a):

            > > nie ma zapotrzebowania na rynku albo nie jestes konkurencyjny albo sa jak
            > iesinne przyczyny tego stanu rzeczy
            > Jeśli chodzi o przyczyny tego stanu rzeczy to coraz coraz lepiej są one
            > rozpoznane. Szkoda że Pan tego nie bierze pod uwagę (będzie o tym niżej).

            Nie przesadzajmy, mowa byla o zatrudnieniu w sektorze prywatnym.

            > > transformacja krajow RWPG to temat na ktory napisano tony papierow i
            > > nic konkretnego z tego nie wynika. Mowi sie i pisze na ten temat latwo i
            > > przyjemnie
            > Nie sądzę, żeby było przyjemnie np. prof. Krasnodębskiemu autorowi świetnego
            > tekstu w dzisiejszej "Rzeczpospolitej":
            > Wybrałem fragmenty które doskonale charakteryzują nasze państwo, ale także
            > polski rynek i naukę polską. Wystarczy zamiast wyrazu "państwo" wstawić w nim
            > wyraz "nauka":
            >....

            Ladnie napisane i POWTORZMY nic z tego nie wynika. Dlaczego? Bo w gruncie rzeczy
            nikt nie chce realnych zmian, czyli nie chodzi tu o rosyjskie stronnictwo. To
            jest latwe zwalanie sprawy na jakas grupe.

            A tu chodzi o powszechna SOWIETYZACJE umyslow.

            Dlatego utrzymuje sie ladne fasady i system czynownikow na etatach.

            Jedyna metoda wymuszenia zmian jest urynkowienie systemu. A przeciwne temu
            jest powszechne lobby zsowietyzowanych umyslow.

            • Gość: itakdalej Re: Bez samooszukiwania: To jest wynik sowietyzac IP: *.chello.pl 10.11.04, 08:21
              dyplomata napisał:

              > A tu chodzi o powszechna SOWIETYZACJE umyslow.
              >
              > Dlatego utrzymuje sie ladne fasady i system czynownikow na etatach.
              >

              Tu się mogę w zasadzie zgodzić. Ale nie wszyscy starsi są zsowietyzowani w
              jednakowym stopniu - niektórzy są nawet skrajnie antysowieccy, a poza tym
              sporo osób było dłużej na Zachodzie i się odsowietyzowało. Inni, którzy tam
              zostali, chętnie by wrócili chociaż na trochę, i wnieśli trochę świeżego
              powietrza, ale ich system nie chce. Robi wszystko żeby ich zniechęcić:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=17458961&a=17494846

              Młodzi zaś są wychowani w nowym systemie, pełni idealizmu i dopiero na
              uczelniach są demoralizowani.

              > Jedyna metoda wymuszenia zmian jest urynkowienie systemu. A przeciwne temu
              > jest powszechne lobby zsowietyzowanych umyslow.

              A tutaj już się nie zgadzam. Prywatyzacja na wielką skalę w państwie "miękkim":
              skorumpowanym, ogarniętym nepotyzmem, w którym prawo nie jest przestrzegane a
              sądy i policja go nie egzekwują, prowadzi do oligarchizacji oraz ogromnych
              nierówności społecznych. To też nasz zbliża do Rosji, tylko już tej
              współczesnej.
            • Gość: Ewa Kostarczyk Re: SOWIETYZACJA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.11.04, 11:19
              SOWIETYZACJA czyli zaniechanie postawy nonkonformizmu, charakterystycznej dla
              intelektualnych elit
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=17380129&wv.x=2&a=17390801

              bezideowość:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&wv.x=2&a=17452516
              oraz odstępstwo od roli wychowawczej młodego pokolenia.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=522&w=17429600&a=17436169
              • ekostar Re: SOWIETYZACJA 10.11.04, 11:35

                Nowy wątek: POLITYCY A REFORMA SZKOLNICTWA WYŻSZEGO I NAUKI
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=17516580
                DIAGNOZA O tym, że szkolnictwo wyższe oraz polska nauka funkcjonują źle mówią
                zarówno pracownicy naukowo-dydaktyczni jak i studenci oraz ich rodzice.
                Nepotyzm, wieloetatowość, nie nadążanie za światowymi standardami, niski poziom
                kadry akademickiej, brak badań naukowych na światowym poziomie, etatyzm,
                anachroniczna struktura awansu w karierze naukowej, brak pieniędzy…

                PROGNOZY: Upadek wielu szkół wyższych, Rozbicie wielkich jednostek, na
                mniejsze, Wyjazdy potencjalnych studentów na zagraniczne uczelnie publiczne,
                Emigracja naukowców, Rozwój, lecz nierównomierny prywatnego szkolnictwa
                wyższego, Redukcje kosztów, Redukcje pracowników, Redukcje…

                RECEPTY: Więcej pieniędzy, Znieść habilitację, Zrewidować cały system nadawania
                stopni naukowych, Wprowadzić terminowe kontrakty, Znieść wieloetatowość

                KTO I GDZIE DYSKUTUJE? Zwraca uwagę niechęć oficjalnych mediów do podejmowania
                gorącego tematu reformy szkolnictwa wyższego.
                Choć Gazeta Wyborcza w 2003 roku wznieciła płomień dyskusji, palił się on tylko
                do momentu powierzchownego opisywania zjawisk oraz apeli o zwiększenie dotacji
                budżetowych na naukę. Potem, w miarę podejmowania coraz głębszych analiz
                przyczyn patologii społecznych hamujących rozwój nauki w Polsce, Gazeta
                Wyborcza, to sztandarowe medium polskich nonkonformistów zaczęła stopniowo
                likwidować łatwo dostępne łącza do wejść na forum dyskusji internetowych. Nawet
                bezpośrednie apele odwołujące się do honoru Naczelnego Redaktora GW nie
                odniosły żadnego skutku.
                Na łamach innych czasopism, podobnie: urzędowym tematem jest brak pieniędzy na
                szkolnictwo wyższe i naukę, jak gdyby to miało podstawowe znaczenie. Polscy
                dziennikarze, w najlepszym razie mogą być zafascynowani najnowszymi odkryciami
                nauki w świecie, ale wyraźnie brak im rozeznania w polskim świecie naukowym:
                jego randze w nauce światowej, braku autorytetów naukowych w naszym kraju oraz
                niuansów, co do wydźwięku pojęć: profesor zwyczajny, nadzwyczajny oraz doktor
                habilitowany w środowiskach naukowych. Dziennikarz podejmując temat dotyczący
                ciekawego odkrycia naukowego w świecie, przeprowadza wywiad z profesorem z
                urzędowej listy autorytetów pozostając nadal w nieświadomości o istnieniu osób
                bardziej kompetentnych i ciekawszych do udzielenia merytorycznego wywiadu.
                Wiele dziennikarskich artykułów dotyczących problematyki polskich naukowców
                powstaje wyraźnie podczas spotkań rodzinnych. Świadczą o tym odniesienia do
                powtarzających się, ciągle tych samych osób czy też instytucji naukowych, z
                których te osoby pochodzą. To smutne, kiedy znani dziennikarze angażują się w
                specyficzny rodzaj reklamy.
                Brak dociekliwości dziennikarskiej, kumoterstwo czy polityka?
                W dyskusjach toczących się w prasie akademickiej o małym zasięgu, a przede
                wszystkim w Internecie na łamach Forum Nauka czy też bezpośrednio w formie
                komentarzy na ukazujące się artykuły w wydaniach internetowych różnych
                czasopism (GW, Polityka, Przegląd, Gazeta Prawna, Tygodnik Powszechny itp.)
                biorą udział pedagodzy i naukowcy, często nie podając swojego nazwiska. Po tylu
                latach raczkującej, co prawda, ale demokracji – to przerażające, że polskie
                elity intelektualne, którym nie grozi ani zsyłka ani Cytadela, ani nawet
                kilkudniowy areszt boją się firmować swoich wypowiedzi własnym podpisem. W
                gronie anonimowych dyskutantów jest wielu doktorów nauk z wieloletnim stażem,
                są też pracownicy samodzielni. Na anonimowych rozmówców z akademickiego
                środowiska powołują się też często profesjonalni dziennikarze w swojej
                publicystyce. PAMIĘTAJMY, ŻE ISTNIEJE PROSTA, NEGATYWNA KORELACJA POMIĘDZY SIŁĄ
                PRZEKONYWANIA A CHRONIENIEM WŁASNEJ OSOBY. DO PRZEPROWADZENIA REFORM POTRZEBA
                WYRAZISTYCH OSÓB, A NIE BEZIMIENNEGO TŁUMU FRUSTRATÓW.

                POLITYCY A SPRAWA NAUKI: Polscy politycy totalnie stronią od tematu nauki. Nic
                dziwnego. Nauka, której podstawowym celem jest dążenie do prawdy, jest z
                definicji zaprzeczeniem polityki. Ponieważ jednak wchodzimy w ostatni sezon
                debaty politycznej przed przyszłorocznymi wyborami, warto się przyjrzeć, co
                ugrupowania pretendujące do przejęcia od skompromitowanej do reszty lewicy
                władzy, mają nam do zaproponowania w sferze reformy szkolnictwa wyższego. Ten
                temat wydaje się być dla polityków mało ciekawym. Nie wymagam zajmowania się
                tym problemem ani od Samoobrony, SLD czy nawet Ligii Polskich Rodzin. Ale brak
                uszczegółowień w kwestii reformy szkolnictwa wyższego i nauki na kanwie
                programów PO czy PiS’u jest zastanawiająca. Obydwie te partie odwołują się
                zarówno do pewnej kultury oraz systemu wartości podobnych dla ich potencjalnych
                wyborców. Co te obydwie partie mają nam: pedagogom i naukowcom do zaoferowania?
                W przeprowadzonej ostatnio analizie podobieństw oraz różnic w programach tych
                ugrupowań (Gazeta Wyborcza 3.11.04) problem nauki oraz szkolnictwa nawet nie
                zaistniał.
                Józef Kalisz zaangażowany publicystycznie w reformę szkolnictwa wyższego
                postuluje: do podjęcia tej reformy potrzeba nam mądrego parlamentu i rządu,
                który zrozumie fundamentalną wagę nauki dla silnego państwa. Aby jednak w
                parlamencie pojawili się właściwi ludzie, konieczne jest wprowadzenie
                jednomandatowych okręgów wyborczych, a w Konstytucji RP zmiana ordynacji
                wyborczej na większościową „…Tylko w ten sposób można wyeliminować głosowanie
                na skompromitowane „partyjne listy wyborcze” i wybierać najlepszych ludzi, a
                nie „partie”. Istniejący obecnie w Polsce system wyłaniania tzw. „elit
                sprawujących władzę” nie stwarza dużych nadziei na sensowne reformy również w
                polskiej nauce. Zgodnie z Konstytucją RP, „projekt ustawy o zmianie Konstytucji
                może przedłożyć, co najmniej 1/5 ustawowej liczby posłów, Senat lub Prezydent
                Rzeczypospolitej". Jest to jedyna droga do zmiany Konstytucji. Kto i kiedy ją
                wykorzysta? Planowane referendum w tej sprawie może stać się ważną procedurą
                inicjatywną.” (www.kontrateksty.pl/index.php?
                action=show&type=news&newsgroup=3&pf=1&id=346)

                ZAPROSZENIE DO DYSKUSJI NAD REPREZENTACJĄ W PAŃSTWOWYCH ORGANACH
                USTAWODAWCZYCH ORAZ ADMINISTRACYJNYCH PROBLEMÓW NAUKI I SZKOLNICTWA POLSKIEGO
                OSÓB, KTÓRE NIE BOJĄ SIĘ IDENTYFIKACJI, A WŁASNE POGLĄDY MOGĄ FIRMOWAC
                WŁASNYM PODPISEM.
                --------------------------------------------
                dr n. przyr. Ewa Kostarczyk
                psycholog kliniczny i neurofizjolog
                autorka wielu specjalistycznych publikacji z dziedziny psychologii
                eksperymentalnej i neurofizjologii, rozdziałów książek.
                10 lat mojego życia zawodowego upłynęło na Uniwersytetach Cambridge w Anglii,
                Minnesota oraz Iowa (USA)
                • dyplomata Po co w kolko 12.11.04, 16:49

                  Powtarzanie w kolko zniesc habilitacje bez wspominania finansow jest
                  w tej chwili nieefektywne bo nikt sie na to nie nabierze.

                  Pojawilo sie stanowisko mlodych demokratow gdzie nareszcie mowi sie
                  o skonczeniu z mitem bezplatnego ksztalcenia. To pierwszy dobry krok
                  dla odklamania, demitologizacji, odfasadowienia i desowietyzacji.
                  Ale oczywiscie brakuje pelnego zdeklarowania sie po stronie rynku.

                  Mila polzarcik/polserio w tym kontekscie: Gdzie w Polsce w ogole
                  nie widac pozostalosci sowietyzacji? Ano w hipermarketach i w galeriach
                  handlowych. Bo tam kroluje rynek i to w normalnej wersji krajow wysoko
                  rozwinietych.

                  • khmara Re: Po co w kolko 13.11.04, 01:09

                    Powtarzanie w kolko wprowadzić odpłatność bez reform systemowych jest
                    w tej chwili nieefektywne bo nikt sie na to nie nabierze.

                    > Mila polzarcik/polserio w tym kontekscie: Gdzie w Polsce w ogole
                    > nie widac pozostalosci sowietyzacji? Ano w hipermarketach i w galeriach
                    > handlowych. Bo tam kroluje rynek i to w normalnej wersji krajow wysoko
                    > rozwinietych.

                    Zwłaszcza w sieci Biedronka - kapitalizm w wersji XIX-wiecznej (chodzi zwłaszcza
                    o pierwszą połowę XIX w. w Anglii). Pozwy w sądach pracy w tej chwili
                    praktycznie w każdym województwie.

                    Stanowisko Młodych Demokratów jest w miarę spójnym dokumentem przedstawiającym
                    kompleksową wizję zmian, w odróżnieniu od pseudoliberalnych argumentów w rodzaju
                    "rynek zwycięży wszystko".
                  • Gość: itakdalej Re: Lobby prosowieckie IP: *.chello.pl 14.11.04, 21:05
                    dyplomata napisał:

                    > nareszcie mowi sie
                    > o skonczeniu z mitem bezplatnego ksztalcenia. To pierwszy dobry krok
                    > dla odklamania, demitologizacji, odfasadowienia i desowietyzacji.

                    Dlaczego tylko ten jeden krok? My proponujemy żeby od razu skoczyć w system
                    amerykański, albo inny anglosaski (np. irlandzki lub szkocki - ze względu na
                    bezpłatne kształcenie na poziomie BSc, łatwiejsze do zaakceptowania w biednym
                    kraju). To wtedy nastąpi prawdziwe "odklamanie, demitologizacja, odfasadowienie
                    i desowietyzacja", gdy zacznie się oceniać ludzi według norm zachodnich i na
                    uczelniach zaczną obowiązywać najbardziej efektywne mechanizmy których się
                    dopracowały tamte kraje. Większość ludzi piszących tutaj nie boi się tego
                    systemu, uważa że to jest najlepsze rozwiązanie. To profesura (poza chlubnymi
                    wyjątkami jak sygnatariusze "Listu Otwartego" i prof. Kalisz) się go boi, bo
                    nie chce utracić swoich przywilejów pochodzących z lat stalinowskich. Przypadek
                    UG pokazuje jak jest bezczelna i okopana. Już wszyscy widzą i nie mają
                    wątpliwości, że profesura nie chce żadnych zmian, jedyne co proponowała przez
                    15 lat (i co proponuje teraz w Sejmie) to było pudrowanie trupa. Profesura to
                    potężna siła prosowiecka w naszym kraju.
    • ekostar MOŻE WARTO PODSUMOWAĆ ? 03.12.04, 09:23
      Zamiast milczeć, moze lepiej wyciagnąć wnioski?

      varia.p4u.pl/test/forum.php?cmd=show&id=5&category=1&pg=0#22
    • Gość: xxxxxxxxxxxxxxxxxx Re: Polscy naukowcy uciekają za granicę IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.01.05, 08:08

      Obywatelu zrob sobie dobrze sam
    • Gość: WOJ Po prostu KLIMAT u nas nieszczególny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.05, 08:19
      I chyba o to chodzi, sądząc z artykułu, postów, setek innych info (rozmów,
      obserwacji...). Niestety, nie ma ogólnej zgody co do kierunków rozwoju
      technologicznego kraju (są hasła ale mam wrażenie, że służą raczej do badania
      nastrojów społecznych niż jako zaczynek poważnych zmian), co do "wolności
      wyboru" (szczególnie ważne dla młodych) i porozumienia między starszymi i
      młodszymi. Wieczna walka, jak to u nas bywa, tylko że walka samobójcza a nie w
      kierunku ekspansji na zewnątrz.
      Co do wątku pracy pozanaukowej po studiach, który przewinął się w jednym z
      akapitów artykułu, to wyraźnie powinny być zaznaczone DWA PIONY nauczania (co
      do sposobu: prawnego, mniej oficjalnego się nie wypowiadam):
      1. Dla tych, którzy chcą być naukowacami (i wiedzą o tym od szkoły podstawowej:-
      )
      2. Dla pozostałych, czyli tych, którzy chcą podwyższać kwalifikacje,
      czyli "profesjonalizować się" w kierunku bardziej codziennym, "przyziemnym"
      (nie chcę nikogo urazić pisząc: praktycznym, bo też i nie jest taki podział
      zgodny z prawdą).

      Szkoda pieniędzy (i widać efekty na rynku pracy) na jednolity system, czyli
      wszystkim po równo.
      • ekostar KLIMAT nieszczególny więc trzeba go zmieniać 27.01.05, 10:20
        www.nauka-edukacja.p4u.pl/
        Nowy portal internetowy poświęcony działaniom na rzecz nauki i edukacji w Polsce.
        Niezależne opinie o kondycji nauki i edukacji, o uwarunkowanych systemowo
        patologiach , o możliwościach zmiany obecnego, osobliwego systemu nauki i
        edukacji w Polsce.

        W portalu można zamieszczać swoje opinie na forach. Również forum dla
        doktorantów i studentów

      • pajak1 Re: Po prostu KLIMAT u nas nieszczególny 14.05.05, 03:05

        A ja wyjechalem w 1989 roku na 4 lata kontraktu w stony Brook(USA)
        jako fiyk. Kontrakt sie skonczul wiec pozniej pracowalem pare lat
        w BNL-u az w koncu obrzydla mi tak fizka ze nia zygam i dziwie sie
        ze dawniej zachwycala mnie ona.
        Kiedy jak przyszedlem do BNL-u pewien facet wspolpacujacy z nam
        (tzn. Stony Brook University) odchodzil;(on byl dobry i wczesniej wiele
        rzeczy mnie nauczyl jako profesjionalista) a on mi wali ze idzie uczyc
        do liceum na Manhattanie jako fizyk i matematyk; mnie zatkalo,zauwazyl to
        powiedzial mi ze czasami potrzebny jest pewny czas aby odpoczac i nabrac
        nowych sil. Nie rozumialem co om wygaduje,ale z czasem pojalem to.
        Te wielkie Instytuty swiata wygladaja tam a jak sie tam ludzie zra to pala
        dymi jezyk wychodzi na ze,podobnie na uniwrsytetach wewnatrz.
        Kilka razy przyjezadzal do nas bo oni nie radzili sobie z czym innaym rowniez
        a kiedyby sie zwrocili do Departamentu odpowiedzilanego za te zagadnienia
        to bych ich tak z forsy obrobili ze popamietaliby ruski miesiac.
        Kiedy ostanio spotkalem mojego nauczyciela z leceum byl juz zmeczony,mowil,
        mlodziez nie chce sie totalnie uczyc a on jest zmeczony,w koncu nie byl mlody.
        Oj zucie,zycie, dlaczego tak lubisz sie powtarzac,pewnie wtedy naberasz energii
        a my, coz my, poprostu przemijamy.
        pozdrowienia dla wszystkich Polakow,
        :)))
    • Gość: Marcin -Heidelberg Re: Polscy naukowcy uciekają za granicę IP: *.inet.dkfz / *.inet.dkfz-heidelberg.de 27.01.05, 12:26
      Niestety to szczera prawda.
    • Gość: ravi Re: Polscy naukowcy uciekają za granicę IP: 132.198.175.* 27.01.05, 15:21
      Szczera prawda, jestem w USA i wide te roznicy nauku w Polsce.
      • dyplomata Ravi where 27.01.05, 21:35
        Gość portalu: ravi napisał(a):

        > Szczera prawda, jestem w USA i wide te roznicy nauku w Polsce.

        Where jestes w USA?
    • Gość: JZ Nauka Polska to Wy, wiec nie traccie czasu... IP: *.priorityevents.net 12.05.05, 00:57
      Czasem z nudow zagladam i widze se dyskusja nie chce umrzec, nawet dyskutanci
      sie niespecjalnie zmienili.

      Niestety uczestnicy zapominaja ze nauka Polska to oni sami, i ta sama nauka
      niewiel zyska na internetowych sporach. Wy tez nieiwle zyskacie, internetowego
      nicka nie wpiszecie do CV.
      Jesli chodzi o impakt, to forum jest przesycone, nikt o zdrowym podejsciu do
      zycia tego nie przeczyta, nie zromumie i nie doceni. Dzieki naporowi
      reformatorow watki sa rozbite wiec forum nawet nie imponuje juz najwieksza
      iloscia doniesien. Rozwiazan brak, pozostaly tylko zlosliwosci i gorycz. wcale
      nie najlepszy obraz srodowiska reformatorow.

      Dla tych ktorzy jeszcze zachowali rozsadek - nie traccie czasu, zajmijacie sie
      wlasna kariera, badaniami, zyciem lub polityka realna a nie wirtualna.

      pozdrawiam
      JZ
      • itakdalej.itakdalej JZ udziela nam rad w stylu tow. Wiesława 13.05.05, 22:07
        Gość portalu: JZ napisał(a):

        > forum nawet nie imponuje juz najwieksza
        > iloscia doniesien. Rozwiazan brak, pozostaly tylko zlosliwosci i gorycz.
        > wcale nie najlepszy obraz srodowiska reformatorow.
        >
        > Dla tych ktorzy jeszcze zachowali rozsadek - nie traccie czasu,
        > zajmijacie sie wlasna kariera, badaniami, zyciem lub polityka realna a nie
        > wirtualna.

        Czy naprawdę chce Pan powiedzieć:
        "Studenci do nauki, pisarze do piór, naukowcy do badań..."?
        My jednak nie uważamy, że najwięcej się zmieni, gdy nic się nie będzie robiło.
        Poza naukowcami jesteśmy też obywatelami, nasze pisanie pojmujemy jako
        działalność "pro publico bono", która dzięki Internetowi ma większy zasięg.
        Nawet jeżeli jest to jak - do czasu - działalność opozycyjna za komuny -
        walenie głową w mur.
        Natomiast pogląd, że Internet nie ma wpływu na politykę realną świadczy o tym,
        że nawet fizyk może się oderwać od świata realnego i nie rozumieć go.
        Czyżby Pan nie słyszał o "Liście Wildsteina"?
        To że nasza aktywność TUTAJ jest wyraźnie mniejsza wynika z tego, że mamy
        WŁASNE forum, którego powstania Pan nie zauważył. Niestety nie mogę podać
        linka, bo moderator potraktuje to jako reklamę i wytnie posta, jak to robił
        wiele razy. Jako naukowiec obeznany z Internetem nie powinien Pan mieć
        problemów ze znalezieniem prawdziwie NIEZALEŹNEGO FORUM AKADEMICKIEGO gdzie się
        przenieśliśmy.
      • khmara Do JZ 14.05.05, 22:50
        Dyskusja na tym forum umarła już dawno, co zawdzięczamy zmianie orientacji GW.
        Nasze posty są usuwane przez moderatora. To, że pojawiają się w tej dyskusji
        całkowicie nowe osoby, świadczy o tym, że taka dyskusja jest potrzebna, a
        tematyka aktualna.

        Dyskusja (i dyskutanci) przenieśli się na Niezależne Forum Akademickie. Jest też
        wiele nowych osób. Impakt nowego forum jest bardzo duży, o czym świadczy liczba
        odwiedzin. Polityka też przestała być wirtualna, ale o tym można przekonać się
        szczegółowo śledząc gorące tematy na NFA, zwłaszcza dotyczące ustawy i
        Europejskiej Karty Naukowca, oraz nerwowe reakcje decydentów na niektóre poczynania.

        Wszystkim "powracającym" (i "uciekającym") polecam zwłaszcza wypowiedzi Tadeusza
        Wróblewskiego w ostatnich komentarzach - tematyka ściśle związana z tym wątkiem.

        Na Forum Nauka zaglądam obecnie rzadko, bo nic tu się nie dzieje. Nowych tekstów
        o sytuacji nauki w Polsce nie było w GW od kilku miesięcy. To jest bardzo
        niewygodny temat, ponieważ prowokuje mnóstwo krytycznych komentarzy, a te nie są
        mile widziane przez Grupę Trzymającą Władzę, która wszelkimi możliwymi środkami
        prze do uchwalenia ustawy przed końcem kadencji sejmu, bo jest oczywiste, że w
        nowym sejmie ta ustawa nie miałaby najmniejszych szans. Już nawet SdPl opowiada
        się za zniesieniem habilitacji.

        Moderatora informuję, że nigdy nie podpisuję swoich postów jw, co administrator
        serwisu może bez problemu sprawdzić. W przypadku usunięcia tego postu z
        jakichkolwiek powodów, proszę o przesłanie stosownej informacji na mój adres
        pocztowy w serwisie - zgodnie z regulaminem portalu.
    • Gość: wojtek Re: Polscy naukowcy uciekają za granicę IP: *.zgora.dialog.net.pl 15.05.05, 14:14
      A dlaczego polscy naukowcy sami nie zalorza firm biotechnologicznych i
      informatycznych, ktore stana sie kolem napedowym nauki?
      • kot.behemot Re: Polscy naukowcy uciekają za granicę 24.06.05, 22:24
        Gość portalu: wojtek napisał(a):

        > A dlaczego polscy naukowcy sami nie zalorza firm biotechnologicznych i
        > informatycznych, ktore stana sie kolem napedowym nauki?

        Dlatego, że takie firmy (biotechnologia, drug discovery, o informatyce się nie
        wypowiadam) przez pierwszych przynajmniej kilka lat nie przynoszą zysku. Nawet,
        jeśli mam technologię i mogę pewne rzeczy zrobić tanio, to zeżrą mnie ZUSy,
        które płacić trzeba - zysk, czy nie zysk.
      • szydlo4 A, ja wiem czemu. Bo nie prowadzą badań tylko... 30.06.05, 18:17
        zrzynają z innych tylko po to aby mieć odpowiednią ilość publikacji do
        uzyskiwania kolejnych stopni naukowych i stanowisk. Z tego powodu nie mają
        zielonego pojęcia o tym o czym piszą w tych publikacjach. Jedno co wiedzą to
        to, że ich "wyników badań" nikt nie kupi bo nic nie są warte. Nie można (o tym
        wiedzą) na tych wieloletnich przecież badaniach opracować technologii do
        wykorzystania czy to samemu czy też do sprzedaży. Walczą tylko o forsę z
        budżetu państwa, czyli z naszych podatków. Pieniądze, zamiast przeznaczać na
        działaność badawczą, uzyskiwać ciekawe (potrzebne komuś) wyniki badań i te
        wyniki sprzedawać powielając w ten sposób zyski, przeznaczają na własną
        konsumpcję.

        Taka działalność jest działalnością pasożytniczą, niestety trwa to od roku 1990
        kiedy to pieniądze z funduszu na działalnośc B+R przejęli pod swą wyłączną
        kuratele profesorowie uczelni wyższych i PAN-ów i nazwali to "pieniądze na
        naukę (profesorów)". I tak uczą się już 15 lat i nie ma kto robić postępu
        technologicznego w Polsce. Na szczęście działają firmy zagraniczne i jakoś to
        się biednie kręci.

        A ponieważ pieniędzy jest zawsze za mało, to wymyślają działanie aby iluś tam
        kolegów wykolegować. Chodzi o to, że np. profesor politechniki zajmuje się
        konstrukcją rowera, ma patenty, ma wdrożenia do przemysłu, uczy studentów jak
        to te rowery się wytwarza (aby znaleźli po studiach pracę) ale nie ma
        odpowiedniej ilości publikacji filadelfijskich i nowe twarze tu, na tym forum
        dyskutujące zaciekle (głównie fizycy teoretyczni i biotechnolodzy - też
        niestety teoretyczni) chcą ich pozbawić stanowisk a nawet tytułów.

        Ha! ha! ha! ...ha!
        Z poważaniem

        dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
        • ekostar Śmieszne nowe twarze 08.07.05, 22:56
          > dr Bogdan Thomalla napisał:"...i nowe twarze tu, na tym forum
          dyskutujące zaciekle (głównie fizycy teoretyczni i biotechnolodzy - też
          niestety teoretyczni) chcą ich pozbawić stanowisk a nawet tytułów..."
          ---------------------------------

          Nie śmiałabym się na Pana miejscu z tych nowych twarzy.
          www.nauka-edukacja.p4u.pl
    • Gość: biotechnolog Re: Polscy naukowcy uciekają za granicę IP: *.ucdavis.edu 24.06.05, 16:56
      Mozna zrobic, kleczac przed starymi UBowcami z tytulami profesorskimi lub bedac
      oszustem.

      biotechnolog, od 8 lat w USA
      • Gość: Carmen S. Nigdy nie jest za pozno.... IP: *.lr.centurytel.net 27.06.05, 00:57
        [John]Fenn was 70 years old before he began work on what would in time become
        his Nobel Prize-winning discovery.

        calosc:

        en.wikipedia.org/wiki/John_Fenn
        • Gość: Jasio Re: Nigdy nie jest za pozno.... IP: 5.3.* / *.proxy.aol.com 28.06.05, 04:25
          Masz racje. Nigdy nie jest za pozno, szczegolnie teraz po wprowadzeniu VIAGRY
          na rynek.
          Pozdrawiam
      • Gość: californian jedni uciekaja inni wracaja IP: *.bot.uw.edu.pl 18.08.05, 11:19
        DOKTORAT W MIĘDZYNARODOWYM INSTYTUCIE BIOLOGII MOLEKLARNEJ I KOMÓRKOWEJ UNESCO/PAN

        Kierownik powstającej pracowni w Międzynarodowym Instytucie Biologii
        Molekularnej i Komórkowej w Warszawie poszukuje kandydatów na studia
        doktoranckie w zakresie neurobiologii molekularnej.
        Badania będą dotyczyły molekularnych mechanizmów rozwoju i komunikacji pomiędzy
        komórkami nerwowymi. Kandydaci powinni posiadać wykształcenie wyższe z:
        biologii, biotechnologii, farmacji, medycyny lub weterynarii oraz biegłą
        znajomość języka angielskiego.
        Preferowane będą osoby ze znajomością podstawowych technik biologii molekularnej
        i komórkowej lub biochemii. Osoby zainteresowane proszone są o przesłanie pocztą
        elektroniczną CV, listu motywacyjnego oraz opinii opiekuna naukowego do Dr.
        Jacka Jaworskiego do dnia 25-08-2005 r. (jaworski@mit.edu lub
        jaworski@iimcb.gov.pl).
    • Gość: plok Nawet Chiny Ludowe są pod tym względem mądrzejsze IP: *.chello.pl 18.07.05, 22:49
      Z artykułu "Renesans azjatyckiej nauki" (na razie niestety tylko w wydaniu
      papierowym GW z 18.07.2005, str. 19)

      "Thomson ISI, firma specjalizująca się w monitorowaniu rozwoju naukowego,
      podaje, że liczba wysoce wpływowych publikacji w Chinach wzrosła z 21 w 1994
      roku do 223 w 2003 roku. O tym, czy publikacja naukowa 'zostaje zaliczona
      do "wysoce wpływowych", decyduje częstotliwość cytowania jej przez innych
      naukowców na świecie. Łączny odsetek chińskich artykułów zamieszczonych w
      międzynarodowej prasie naukowej skoczył z 0,4 proc. w 1981 roku do 5,1 proc.
      (40 tys. artykułów) w 2003 roku.
      W latach 1998-2003 wydatki Chińczyków na badania i rozwój mniej więcej potroiły
      się - pisze "Financial Tim~s". Nadal jednak istnieje wiele miejsca na wzrost w
      tej dziedzinie, gdyż Chiny wydają na ten cel jedynie 1,2 proc. PKB w porównaniu
      z 2,5-3 proc. PKB w krajach uprzemysłowionych, które np. Korea Południowa i
      Singapur już pod tym względem dogoniły. Również rząd Indii zannerza zwiększyć
      środki na badania i rozwój z poniżej 1 proc. do co najmniej 2 proc. PKB.
      ---
      Płace chińskich i indyjskich naukowców sięgają jednej czwartej płac
      amerykańskich, a w przypadku kadry kierowniczej około połowy. Żaden z tych
      krajów nie prowadzi statystyk dotyczących emigracji ani powrotów
      wykwalifikowanych specjalistów. Najprawdopodobniej nadal odnotowują ich odpływ
      netto.
      ============================================================================
      | Nie ulega jednak wątpliwości, że ci, którzy wracają z Zachodu, odgrywają |
      | niebagatelną rolę w azjatyckim renesansie nauki. Większość laboratoriów |
      | preferuje osoby z doświadczeniem zagranicznym. |
      ============================================================================
      Ilustruje to jednocześnie pewną słabość Azji w tej dziedzinie: tamtejsze
      uniwersytety zazwyczaj nie są w stanie sprostać zachodnim standardom ani w
      poziomie dydaktycznym, ani badań naukowych, mimo że konkurencja kandydatów na
      egzaminach wstępnych jest ogromna. Ponadto laboratoria są nadal dość słabo
      wyposażone.
      Aby poprawić jakość nauczania i badań, rząd Korei np. zatrudnił laureata
      Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki Roberta Laughlina z kalifornijskiego
      Uniwersytetu Stanford, aby doprowadził do porządku Zaawansowany Instytut Nauki
      i Techniki Korei.

      • Gość: plok Re: Nawet Chiny Ludowe są pod tym względem mądrze IP: *.chello.pl 18.07.05, 22:57
        U mnie była taka ładna ramka, ale serwer Forum GW pozjadał spacje i wyszło tak
        sobie.
        W takim razie powtórzę kluczowe zdanie, które świadczy o tym że GTW w nauce w
        demokratycznej Polsce jest bardziej ograniczona i egoistyczna, niż ta w
        komunistycznych Chinach:

        "Nie ulega jednak wątpliwości, że ci, którzy wracają z Zachodu, odgrywają
        niebagatelną rolę w azjatyckim renesansie nauki. Większość laboratoriów
        preferuje osoby z doświadczeniem zagranicznym. "
      • Gość: Jasio Re: Nawet Chiny i Korea są pod tym względem..... IP: 8.3.* / *.proxy.aol.com 20.08.05, 06:27
        > Aby poprawić jakość nauczania i badań, rząd Korei np. zatrudnił laureata
        > Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki Roberta Laughlina z kalifornijskiego
        > Uniwersytetu Stanford, aby doprowadził do porządku Zaawansowany Instytut
        Nauki
        > i Techniki Korei.

        Mialem okazje odwiedzic to miejce pare lat temu. Nie zrobilo na mnie
        najlepszego wrazenia. Ale moze to bylo odczucie indiwidualne.
    • Gość: dybow@uic.edu Re: Polscy naukowcy uciekaja˛ za granice˛ IP: *.pharm.uic.edu 22.08.05, 23:25
      "Tak si? sk?ada, ?e jednym z warunków otrzymania wizy wjazdowej przyznaj?cej
      status "wizytuj?cego pracownika" jest zgoda na powrót do kraju ojczystego na co
      najmniej dwa lata, by dzieli? si? do?wiadczeniami i nabyt? wiedz?, zanim znów
      mo?na stara? si? o wyjazd."

      Masz niescisle informacje - na wizie J-1 w naszym przypadku nie do kraju
      ojczystego koniecznie - wystarczy do jednego z krajow Unii Europejskiej....
      tak, ze po 2 latach we Francji mozesz znow wracac do USA...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka