Dodaj do ulubionych

Wskaźniki KBN a uczciwość wobec podatników

IP: *.chello.pl 25.11.04, 23:43
Kolejny bardzo ciekawy artykuł w "Polityce" i to od razu w całości w
Internecie. Prof. Wojciech J. Stec z Centrum Badań Molekularnych i
Makromolekularnych PAN w Łodzi, laureat polskiego Nobla '04 mówi m.in.:
"Moim zdaniem nawet zajmując się tzw. nauką czystą i badaniami podstawowymi,
gdy robi się coś rzeczywiście oryginalnego, to zawsze w takich dyscyplinach
jak chemia, fizyka, biologia, genetyka powstaje myśl mająca wymiar
ekonomiczny. Udostępnianie jej za darmo w formie publikacji po to, by
skorzystał z niej jakiś amerykański lub japoński koncern przemysłowy, można
tłumaczyć tylko brakiem świadomości, czym jest narodowa własność
intelektualna. Inaczej takie postępowanie nosi, według mnie, znamiona grzechu
zaniechania i jest zwykłą nieuczciwością wobec polskich podatników – to oni
wszak utrzymują polską naukę. Zresztą liczby mówią same za siebie. Zgodnie z
raportem prestiżowego czasopisma „Nature” z ubiegłego roku, w Polsce za jeden
miliard dolarów inwestowanych w badania i rozwój powstają cztery patenty
międzynarodowe, podczas gdy na Węgrzech 18, na Słowacji 12, w Korei
Południowej 16, w Stanach Zjednoczonych 51."
...
"po 1989 r. winę za nieudolność w ochronie narodowej własności intelektualnej
ponosi system nauki. Reforma nauki, w ramach której powołano Komitet Badań
Naukowych, polegała na faktycznym zerwaniu więzi z przemysłem. Zgodnie z
doktryną, państwo miało finansować badania podstawowe, a przechodząca
transformację gospodarka – rozwój technologii i ich wdrożenia. W efekcie
sprywatyzowany rodzimy przemysł do dziś praktycznie nie inwestuje w badania i
rozwój. Natomiast sposób finansowania badań przez KBN wykształcił nabożny
stosunek do liczby publikacji naukowych, które stały się głównym miernikiem
służącym do rozliczania uczonych. O powstającej w tym procesie wartości
najważniejszej, własności intelektualnej, zapomniano."

A wie co mówi, bo na jednym tylko patencie zarobił 150 tys. dol; ponadto był
przez półtora roku wiceprezydentem ds. naukowych w amerykańskiej firmie
farmaceutycznej Pharmasset, Inc..
Wynika z tego że prof. Stec uważa, że w wymienionych przez niego naukach
sukces polega na uzyskaniu patentu, a nie dziesiątek publikacji w
czasopismach.

polityka.onet.pl/162,1204304,1,0,2481-2004-48,artykul.html
Obserwuj wątek
    • Gość: itakdalej I mój wniosek... IP: *.chello.pl 25.11.04, 23:50
      Albo wprowadźmy w nauce system amerykański w całości, albo wróćmy do czystego
      modelu sowieckiego. Na tej hybrydzie która jest teraz traci państwo polskie i
      biedny polski podatnik.
    • Gość: B.T., Zabrze Brawo! Nareszcie coś mądrego w tej Polityce o... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.11.04, 00:11
      .. działalności N+B+R. Myślę, że moja 7 letnia praca nie poszła na darmo.
    • Gość: B.T., Zabrze No, dyskutanci o nauce! Jest pozytywny model jak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.04, 22:31
      powinna działać tzw. "polska nauka" (ścislej działalność N+B+R) w Polsce. A tu
      wszyscy cicho (no z wyjątkiem itakdalej). Zobaczcie jak można zarobić
      sprzedając wyniki swych badań, zariobić dla kraju, nie okradać budżetu państwa
      i pisać publikacje, o które tak się rozchodzi.

      A może wam (dyskutanci) chodzi jedynie o dalsze dostawanie nieograniczonej
      forsy z budżetu (naszych podatków) bez dodawania do niego czegokolwiek?
      • Gość: Carmen Sandiego Re: No, dyskutanci o nauce! Jest pozytywny model IP: *.dhcp.uno.edu 29.11.04, 05:46
        Poniewaz mnie wywolujesz do tablicy to prosze oto moje zdanie, ale przysiegam
        ze ostatnie bo od jakiegos czasu w tych dyskucjach to tylko sie moge smiac.

        Nauka istnieje od zawsze na zasadzie umowy spolecznej, niepisanej ale
        przestrzeganej. Polega ona na tym ze naukowcy dostaja pensje i (od czasu do
        czasu) pieniadze na swoje zabawki. W zamian za to wszystkie wyniki i odkrycia
        sa dostepne dla spoleczenstwa za darmo. Jest to system podobny do powszechnego
        ubezpieczenia zdrowotnego, tyle samo placi zdrowy dwudziestolatek jak i
        schorowany osiemdziesieciolatek, choc korzysta z opieki w innym stopniu.

        Nagle ktos chce te umowe zlamac. Mowi tak, mozesz zarobic pieniadze na wynikach
        badan ale musisz sie sam utrzymac, to znaczy z zarobionych pieniedzy kup sobie
        sam aparature i sie utrzymaj. Czyli przechodzimy od systemu powszechnego
        ubezpieczenia do systemu takiego ze kazdy placi skladke taka jakie jest jego
        ryzyko. Do tego dochodza koszty funkcjonowania samego systemu bo to ryzyko musi
        ktos oceniac, ktos musi pisac umowy prawne, ksiegowac, przeliczac i kontrolowac
        naduzycia, a rady nadzorcze kupowac sobie wypasione Mercedesy. Mlodzieniaszek
        sie cieszy bo placi grosze, starzec w ciszy umiera bo nie stac go na nic. I tak
        jest sprawiedliwie krzyknie wielu, a najglosniej ow mlodzieniaszek.

        Starzec sobie teraz mysli, no przeciez jak ja bylem mlody to gralem wedlug
        regul, gdzie sa teraz moje pieniadze. Mowi wiec swojemu synowi “ty nic nie
        plac”. Czyli przekladajac na jezyk nauki patentuj wszystko. I wszystko jest
        cacy dopoki nie nastapi wymiana pokolen. W nastepnym pokoleniu wnuk tego starca
        juz widzi ze nie ma nad czym pracowac bo wszystko jest tajne i opatentowane. Za
        zmieszanie kwasu i wody musi zaplacic licencje patentu, bo ta wiedza byla za
        darmo jak sie system zmienial, teraz juz wszyscy sa cwani. I nastepuje krzyk do
        rzadu: dajcie pieniadze bo nic sie nie da robic, wszystko opatentowane. I rzad
        pieniadze da bo boi sie zamieszek albo nawet bardziej osciennego rzadu ktory
        byl dwa pokolenia wczesniej madrzejszy i teraz u nich nauka hula gwizdzac na
        prawa patentowe.

        Podsumowujac, pan Stec jest madry bo korzysta z nieopatentowanej wiedzy
        wczesniejszych odkrywcow, jest to premia pioniera przy zmianie sytemu, - dopoty
        dopoki. Podobnie jak zarzad Orlenu, jak sa tacy genialni to niech zbuduja sobie
        od zera w szczerym polu rafinerie.

        Te sprawy jeszcze lepiej widac jak sie popatrzy na szczegoly. Ostateczne
        odkrycie ktore moze byc skomercjalizowane jest najczesciej wynikiem pracy
        doslownie wielu tysiecy badaczy i wielu tysiecy napisanych artykulow, wlasnie
        dostepnych bezplatnie. Nie byloby tego ostatecznego gdyby nie te posrednie. I
        teraz aby jakos oddac sprawiedliwosc (i pieniadze) wszystkim jest taka umowa
        jaka opisalam na poczatku. Jak sie ja zlamie to po jakims czasie problemy
        dosiegna tego co jest odkrywca finalnym.

        Dzis taksowkarz ma placic tantiem autorskie od sluchania radia przez pasazerow,
        czekajcie na odpowiednik tego samego w nauce. Sami chcieliscie, ja mam nadzieje
        ze nie dozyje.
        • Gość: gość Re: No, dyskutanci o nauce! Jest pozytywny model IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 29.11.04, 08:17
          Dzięki, Carmen, sam miałem coś podobnego (nie po raz pierwszy zresztą) napisać,
          a dzięki Tobie już nie muszę. Ale to i tak grochem o ścianę. Zresztą obawiam
          się, że najsilniejszy trend "patentowy" idzie z USA, więc marna szansa, by
          świat zachodni się temu oparł. Co innego Chiny i inne kraje azjatyckie, które
          umiarkowanie przejmują się pozwami z USA - jak tak dalej pójdzie, to właśnie
          tam będzie za kilkadziesiąt lat kwitnąć nauka, jeśli tylko znów nie przykręcą
          śruby ideolo.
        • Gość: B.T., Zabrze Powtarzasz się Carmen i nie wiesz, że w nauce... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.04, 22:44
          ... istnieje łańcuszek zdarzeń. To o czym piszesz to jakieś ogniwka tego
          łańcuszka, które albo są złe (najczęściej), albo się gdzieś gubią, albo też nie
          można ich dołączyć do poprzedniego ogniwka. Nie jest też widomym jakie mają byc
          te następne ogniwka.

          W tym modelu działalności badawczej jest konsekwentny łańcuch zdarzeń i
          dokładane są właściwe następne ogniwka, każde pasuje do poprzedniego i jest
          sprawdzone. Teraz każdy może dołożyć swe ogniwko i będzie pewny sukcesu bo
          lańcuch też jest pewny.

          Z poważaniem

          dr Bogdan Thomalla, Zabrze
          • finn_mccool Pudło - to nie jest model działalności badawczej 29.11.04, 23:16
            Gość portalu: B.T., Zabrze napisał(a):

            > ... istnieje łańcuszek zdarzeń. To o czym piszesz to jakieś ogniwka tego
            > łańcuszka, które albo są złe (najczęściej), albo się gdzieś gubią, albo też nie
            >
            > można ich dołączyć do poprzedniego ogniwka. Nie jest też widomym jakie mają byc
            >
            > te następne ogniwka.

            Teoria ewolucji. Mozna też szukać brakującego ogniwa.

            > W tym modelu działalności badawczej jest konsekwentny łańcuch zdarzeń i
            > dokładane są właściwe następne ogniwka, każde pasuje do poprzedniego i jest
            > sprawdzone. Teraz każdy może dołożyć swe ogniwko i będzie pewny sukcesu bo
            > lańcuch też jest pewny.

            Tak jest w matematyce.

            Żaden z tych modeli nie opisuje paradygmatu badawczego nauk humanistycznych,
            eksperymentalnych ani stosowanych.

            Z dalekiej wyspy,
            Finn McCool
            • ekostar Re: Pudło - to nie jest model działalności badawc 02.12.04, 18:24
              Artykuły, komentarze, dyskusje na na testowanym obecnie
              portalu

              varia.p4u.pl/test/index.php

              Z góry dziekujemy za uwagi na temat nowego portalu !
            • Gość: B.T., Zabrze Ale opisuje jak nie okradać podatników i o tym... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.12.04, 22:53
              jest mowa i to jest potrzebne najbardziej zacofanej i najbiedniejszej w UE
              Polsce.
    • Gość: Jasio Re: Wskaźniki KBN a uczciwość wobec podatników IP: *.proxy.aol.com 03.12.04, 05:41
      To wszystko moi drodzy wyglada nieco inaczej niz w waszych postach.
      Prof. Stec chetnie by opatentowal wszystkie swoje wyniki, gdyby nadawaly sie
      do opatentowania. Dotyczy to tez slawnych profesorow przykladowo w takich
      krajach jak Niemcy, Kanada i USA. Trzeba jednak wiedziec jak to zrobic i jak na
      sprawe patentow patrzec. Jezeli naukowiec odkryl nowosc, ktora spelnia warunki
      patentu, to przed napisaniem publikacji spotyka sie, a przynajmniej powinien
      sie spotkac z rzecznikiem patentowym i zastanowic sie, czy jego pomysl warto
      jest opatentowac. Im bardziej zawezony jest zakres potencjalnego wynalazku, tym
      zazwyczaj latwiej jest uzyskac patent, ktory jednak moze nie miec duzej
      wartosci wlasnie z uwagi na ten waski zakres. Trzeba tylko nauczyc sie myslec
      wlasciwymi kryteriami i umiec ocenic, czy oplaca sie wlozyc wysilek i pieniadze
      w patent, czy tez moze lepiej jest rozpoczac produkcje oparta na wynalazku
      traktujac odkrycie jako tajemnice firmy. Trzeba tez miec pojecie nie tylko o
      tym co jest opublikowane w literaturze naukowej, ale co juz praktycznie zostalo
      wykorzystane w przemysle i to nie tylko w fabryczce na rogu ulicy gdzie sie
      mieszka, ale takze w Japonii, Chinach, Australii USA, ....... A wlasnie z ta
      wiedza jest nieco gorzej w swiatku akademickim. Czesto nie oplaca sie zawracac
      sobie glowy potencjalnym wynalazkiem. Patent daje wynalazcy ktotka przewage nad
      konkurencja. Np. waznosc patentu w Stanach to 17 lat. Po tym okresie kazdy moze
      z opatentowanego rozwiazania zkorzystac. Staje sie on wlasnoscia publiczna.
      Nie rozumiem wiec zacietrzewienia co poniekrorych forumowiczow.
      Jezeli chodzi o wlasnosc patentu i prawo do licencji, to jest to sprawa umowna.
      W jednych instytucjach naukowych czy uniwersyterach patent nalezy do
      instytucji, a w innych zrzekaja sie one do takiego prawa na korzysc wynalazcow.
      Za prawem do patentu kryje sie prawo do "wlasnosci intelektualnej". Trzeba
      jednak pamietac, ze tylko mala ilosc patentow znajduje praktyczne zastosowanie,
      a jeszcze mniejsza daje prawdziwa "kase" wynalazcom. Poza tym duza czesc
      patentow zostaje uzytych praktycznie dopiero krotko przed wygasnieciem ochrony
      patentowej albo nawet pozniej. Rozne sa tego przyczyny. Jeszcze gorzej jest z
      z "kasa". Nawet patent wprowadzony do produkcji przez wynalazce nie
      gwarantuje "kasy", a wiele jest tego powodow.
      I jeszcze raz podkresle. Opatentowanie wynikow badan nie wplywa na mozliwosc
      ich publikacji przez autorow. Tyle tylko, ze trzeba to zrobic we wlasciwej
      kolejnosci i uzyskac zgode sponsora finansujacego badania, chyba ze pieniadze
      maja zrodlo w rzadowym grancie.
      Poniewaz pieniadze na badania pochodza najczesciej od jakiegos sponsora, zwykle
      w umowie przy przekazywaniu pieniedzy zastrzega on sobie w jakies formie prawo
      do "intelektualnej wlasnosci". Jasno te sprawy powinny byc tez postawione w
      umowie z jednostka zatrudniajaca naukowca. A jezeli nie sa, to znaczy, ze
      dyrekcja nie pracuje wlasciwie. Chyba, ze nasz naukowiec, jak nasz szanowny pan
      Tomala, finansuje badania z wlasnej kieszeni we wlasnym sfinansowanym przez
      siebie laboratorium. Sam tez oplaci rzecznika i wylozy kase na oplaty w
      Urzedzie Patentowym, a moga to byc spore pieniadze, zwlaszcza, kiedy wynalazek
      chcemy opatentowas szeroko w swiecie.
      Dodam jeszcze od siebie, ze przygotowanie dobrego patentu wymaga czesto
      wiekrzego wysilku niz napisanie kilkunastu publikacji. Wymaga tez wiedzy w tym
      zakresie, ktorej wiekrzosc kadry akademickiej nie posiada, i to jak wynika z
      moich obserwacji, nie tylko w Polsce. Warto by wiec na kazdej uczelni
      wprowadzic przedmiot obejmujacy intelektualna wlasnosc i jej ochrone. Niestety,
      starzy zasiedziali profesorowie nie byliby zadowoleni z takiego szkolenia
      mlodych.
      Pozdrawiam
      • Gość: Jasio Re: Wskaźniki KBN a uczciwość wobec podatników IP: *.proxy.aol.com 04.12.04, 04:48
        Widze ze temat "intelectual property" nie jest chwytliwy w polskim swiatku
        akademickim. Innymi slowy, prawdziwy profsor tutaj nie kala sie glupim
        patentem. Prawdzwy profesor, a raczej jego uczen pisze publikacje, ktorych i
        tak nikt nie bedzie ani probowal, ani potrafil odtworzyc. Nie przejmujcie sie
        wiec drodzy forumowicze. Zachodni imperialista nic z polskiej nauki nie
        wycisnie. Z grantu i tak sie czlowiek rozliczy, szczegolnie jak wyprodukuje
        kilka bezwartosciowych "papierow", a autorytet profesora jest niepodwazalny "z
        definicji".
        Pozdrawiam tych z tytulami i tych bez.
        ____________________________________________________
        "Zeby polska rosla w sile, a ludzie zyli dostatniej"
      • Gość: aha Re: Wskaźniki KBN a uczciwość wobec podatników IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 09.12.04, 08:07
        Tak, a przed uplywem 17 lat zmienia sie w patencie drobny detal i patentuje to
        samo na kolejne 17 lat (metoda powszechna np. wsrod koncernow
        farmaceutycznych), chyba ze konkurencja, ktora stac na lepszych prawnikow,
        zdola zrobic ten sam numer wczesniej.

        Troche podobnie jest z prawami do tekstow. Wprawdzie nikt jeszcze nie
        zawlaszczyl praw do dziel Szekspira, ale juz np. Kubus Puchtek Milne'a jest
        zawlaszczony na trwale. Uplyniecie 50 (czy ilu tam trzeba zaleznie od kraju)
        lat od smierci autora przestaje wystarczac do tego, by dzielo stalo sie
        wlasnoscia publiczna, jesli spadkobiercy autora odpowiednio sie wokol tego
        zakreca. Do czego ten proces doprowadzi, dopiero zobaczymy, bo jest jeszcze
        sporo miejsca na nowe pomysly.

        W Polsce jakis czas temu media donosily, ze wladze Lodzi "opatentowaly" nazwe
        swego miasta i zadaja pieniedzy od roznych instytucji, ktore maja Lodz w nazwie
        :) Tylko czekac, az koscioly zaczna patentowac Pana Boga i swietych.

        Ani ja, ani (jak sadze) Carmen S., nie domagamy sie zniesienia patentow w
        ogole, bo sama idea ochrony praw jest wazna i potrzebna. Rzecz w tym, ze idea
        ta, jak kazda inna, moze zwyrodniec, jesli sie na to pozwoli. Moim zdaniem
        wlasnie jestesmy swiadkami poczatkow takiego zwyrodnienia i z czasem poniesiemy
        jego koszty.

        A co do edukacji prawnej, to swieta racja, ze uczelnie i zaklady badawcze
        powinny zaczac zatrudniac specjalistow od prawa patentowego tam, gdzie sa oni
        potrzebni. Rzecz w tym, ze za PRL ochrona praw intelektualnych nie byla
        szczegolnie popularna, a czesto tez nie bylo czego chronic (bylo natomiast co
        podbierac z cudzego dorobku). Trzeba po prostu troche czasu na zmiany i moze
        istotnie za bardzo sie to opoznia; ale tez ciezko podejmowac decyzje o
        utworzeniu etatu dla prawnika, gdy nie mozna zatrudnic nowych badaczy, bo
        naklady na nauke i badania spadaja - tu biznes ma troche inne priorytety niz
        szkolnictwo panstwowe czy nauki podstawowe i moze nalezaloby po prostu te
        dziedziny rozdzielic, tworzac osobny sektor na styku nauk stosowanych i
        komercji, finansowany w duzej mierze spoza kasy publicznej.
        • Gość: Jasio Re: Wskaźniki KBN a uczciwość wobec podatników IP: *.proxy.aol.com 11.12.04, 06:18
          > Tak, a przed uplywem 17 lat zmienia sie w patencie drobny detal i patentuje
          to
          > samo na kolejne 17 lat (metoda powszechna np. wsrod koncernow
          > farmaceutycznych), chyba ze konkurencja, ktora stac na lepszych prawnikow,
          > zdola zrobic ten sam numer wczesniej.

          Troche to wyglada inaczej. Jezeli tylko zmienisz drobny detal, to ciagle stary
          patent, bez tego detalu staje sie dostepny. Detalem nie zalatwisz sprawy.


          > Troche podobnie jest z prawami do tekstow. Wprawdzie nikt jeszcze nie
          > zawlaszczyl praw do dziel Szekspira, ale juz np. Kubus Puchtek Milne'a jest
          > zawlaszczony na trwale. Uplyniecie 50 (czy ilu tam trzeba zaleznie od kraju)
          > lat od smierci autora przestaje wystarczac do tego, by dzielo stalo sie
          > wlasnoscia publiczna, jesli spadkobiercy autora odpowiednio sie wokol tego
          > zakreca. Do czego ten proces doprowadzi, dopiero zobaczymy, bo jest jeszcze
          > sporo miejsca na nowe pomysly.

          Ejze, prawa autorskie nie maja nic wspolnego z patentami. Nie mieszajmy pojec

          > W Polsce jakis czas temu media donosily, ze wladze Lodzi "opatentowaly" nazwe
          > swego miasta i zadaja pieniedzy od roznych instytucji, ktore maja Lodz w
          nazwie

          Znowu co to ma wspolnego z patentami, nauka i technologia.

          Ani ja, ani (jak sadze) Carmen S., nie domagamy sie zniesienia patentow w
          > ogole, bo sama idea ochrony praw jest wazna i potrzebna. Rzecz w tym, ze idea
          > ta, jak kazda inna, moze zwyrodniec, jesli sie na to pozwoli. Moim zdaniem
          > wlasnie jestesmy swiadkami poczatkow takiego zwyrodnienia i z czasem
          poniesiemy
          >
          > jego koszty.

          Zostanmy wiec przy dyskusji o patentach i prawie patentowym, a wiele
          nieporozumien sie rozwieje.

          > A co do edukacji prawnej, to swieta racja, ze uczelnie i zaklady badawcze
          > powinny zaczac zatrudniac specjalistow od prawa patentowego tam, gdzie sa oni
          > potrzebni.

          Nie trzeba prawnikow patentowych zatrudniac na etat. zawsze mozna podpisac
          umowe, i taki prawnik przyjdzie, kiedy sie go potrzebuje. Nie kupujcie
          piekarni, jak potrzeba wam tylko pare bochenkow chleba. Ale coz, ten sposob
          myslenia jaki prezentuje wielu to pozostalosci mienionej epoki.

          Rzecz w tym, ze za PRL ochrona praw intelektualnych nie byla
          > szczegolnie popularna, a czesto tez nie bylo czego chronic (bylo natomiast co
          > podbierac z cudzego dorobku). Trzeba po prostu troche czasu na zmiany i moze
          > istotnie za bardzo sie to opoznia;

          Oj opoznia. Wyobraz sobie, ze te kadre kierownicza w mojej dziedzinie nauki,
          ktora pamietam z okresu Gierka, spotykalem rownie czesto w poznych latach
          dziwiecdziesiatych. Teraz rzadza ich najlepsi uczniowie, wiec czego sie
          spodziewasz??

          Co do reszty odpowiem ci pozniej.
          Pozdrawiam
          • Gość: ewa Re: Wskaźniki KBN a uczciwość wobec podatników IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.04, 11:32
            Nie kazda wiedza nadaje sie do patentowania (patent na e=mc2??). Czasami tez
            koszty patentu sa tak duze ze nie stac na nie pracowni, szczegolnie jezeli
            patent ma objac kilka krajow. Naukowcy nie sa tez zainteresowani patentami gdyz
            sa one strasznie czasochlonne, moje doswiadczenia sa takie ze mimo pomocy
            administracji Uniwersytetu duza czesc procedury trzeba zalatwiac samemu.
            No warto pamietac ze nigdzie na swiecie, nawet w bagatych Uniwersytetach,
            patenty nie sa glownym zrodlem finansowania nauki, moga ja tylko w niewielkim
            stopniu wspomagac.
            ewa
            Ps M.Curie, nigdy niczego nie patententowala, programowo, uwazajac ze jej
            wiedza nalezy do wszystkich.
            • Gość: Jasio Re: Wskaźniki KBN a uczciwość wobec podatników IP: *.proxy.aol.com 12.12.04, 18:25
              > Nie kazda wiedza nadaje sie do patentowania (patent na e=mc2??).

              Sluszna uwaga. Skupmy sie wiec na dziedzinach tzw. nauk stosowanych, gdzie o
              idee warta opatentwania jest najlatwiej. Ale nawet wiele idei zaczynajacych
              raczkowac jako odkrycia w badaniach podstawowych nalezy juz na tym etapie
              wychwycic i opatentowac. Daje to mozliwosci bardzo szerokiego i wartosciowego
              patentu (np. tranzystor zbydowany w oparciu o zjawisko polprzewodnosci)
              Niestety, potrzeba do tego nieco szerszego spojrzenia na dzialalnosc naukowa.
              Wielu uczonych, zagubionych w "wyscigu szczurow" nad ilosciowa produkcja
              publikacji na to nie stac.


              > Czasami tez
              > koszty patentu sa tak duze ze nie stac na nie pracowni, szczegolnie jezeli
              > patent ma objac kilka krajow.

              Co to znaczy, nie stac pracowni. To brzmi tak jak majac pewna inwestycje,
              ktora w przyszlosci moze utrzymac cala pracownie na dobrym swiatowym poziomie,
              my sie ta inwestycja nie interesujemy. Poza tym, kto kaze ci patentowac na
              calym swiecie?? Jak cos ma wartosc uzytkowa, to patentujemy poczatkowo tylko w
              krajach najlepiej rozwinietych, o najwiekrzym rynku. Pierwszym takim miejscem
              jest USA. Zgloszenie patentu amerykanskiego, to koszt ok $5.000, czyli przy
              dzisiejszym przeliczeniu ok 15.000zl. Jest to przyblizony koszt amerykanskiego
              prawnika i oplat w Urzedzie, ktore nie sa az takie wysokie. Potem mozemy
              zglosic dokument jako "patent swiatowy" i czekac na klientow gotowych go kupic.
              (jak tacy sie znajda). Klient z przemyslu pokryje wszystkie pozostale koszty z
              obszaru jego zainteresowan. No ale tez trzeba wiedziec z kim na swiecie o
              takich sprawach rozmawiac i jak rozmawiac. Trzeba wyjsc z grajdola polskiej
              nauki, a bardzo niewielu na to stac.
              A jak stac, to taka osoba staje sie wrogiem #1 otoczenia. Podwaza sie jego
              naukowe osiagniecia itp. Znam osobiscie takie przypadki. Nie kazdy chce sie
              wiec narazac w "srodowisku".I tu jest glowny problem.
              Poza tym pozostaje jeszcze ocena wartosci patentu. Jak juz gdzies wyzej
              wspomnialem, mozna opatentowac bardzo wiele rzczy, ale poniewaz patent jest
              zwezony do specyficznych warunkow, nie ma on wiekrzego znaczenia globalnego.
              Czy wiec warto patentowac?? Prosze np. spojrzec na dorobek patentowy
              wymienionego tu wczsniej Prof. Wojciecha Steca. Jak spojrzymy na wydruk z
              European Patent Office, to jest na tej liscie ok 44 patentow polskich i ok 9
              patentow amerykanskich. Skad ta dysproporcja. Otoz spodziewam sie, ze tylko te
              patenty USA maja rzeczywista wartosc. Pozostale elementy technologii
              opatentowane tylko w Polsce nie maja raczej swiatowego znaczenia i koszt ich
              patentowania za granica bylby wyrzucaniem pieniedzy. Sa to tylko swojego
              rodzaju publikacje bez wartosci ekonomicznej. Jezeli jednak jeden tylko patent
              znajdzie nabywce, to powinien pokryc on koszty pozostalych zgloszen wlaczajac w
              to prace badawcze. jak mozesz przeczytac, Prof Stec sprzedal jeden z patentow
              za $150.000. Nie znam detali negocjacji napomknietych w artykule, ale ze swojej
              strony wiem, ze wartosc dobrego patentu potrafi isc w MILIONY DOLAROW. A to juz
              cos znaczy. Mowimy tu o powaznych pieniadzach. Trzeba wiec temat traktowac
              troche powazniej.

              Naukowcy nie sa tez zainteresowani patentami gdyz
              >
              > sa one strasznie czasochlonne, moje doswiadczenia sa takie ze mimo pomocy
              > administracji Uniwersytetu duza czesc procedury trzeba zalatwiac samemu.

              No coz, mamy tu troche dodatkowej pracy, ale przy odrobinie rutyny gra powinna
              byc warta wysilku. Prawdziwy problem lezy gdzie indziej. Patenty nie sa
              doceniane w swiatku naukowym. Co wiecej, mozesz przez to zyskac powaznych
              wrogow, jak wspomnialem powyzej. Dobry patent pozwala bowiem odroznic tych, co
              wnosza cos wartosciowego do swiatowego dorobku, od tych co kreca sie w kolko w
              swojej dyscyplinie produkujac bezwartosciowe publikacje i marnujac praktycznie
              inwestowane pieniadze. A ze sa cytowani?? To juz osobny temat do dyskusji.
              Osobiscie widze zalete w tym, ze tacy ludzie nic nie patentuja. Uczynili by z
              literatury patentowej jeszcze wiekrzy smietnik, a to moglo by byc juz trudnym
              do strawienia.

              .
              > No warto pamietac ze nigdzie na swiecie, nawet w bagatych Uniwersytetach,
              > patenty nie sa glownym zrodlem finansowania nauki, moga ja tylko w niewielkim
              > stopniu wspomagac.

              Czyli polska nauka nie odstaje znaczaco od nauki swiatowej. Ten sam zamkniety
              krag "wielkich", mielacych pieniadze podatnikow bez wiekrzego pozytku.
              Niestety, wiekrzosc waznych odkryc o znaczeniu praktycznym powstaje w
              prywatnych laboratoriach firm.


              Ps M.Curie, nigdy niczego nie patententowala, programowo, uwazajac ze jej
              > wiedza nalezy do wszystkich.

              No coz, kazdy robi bledy w zyciu. Ta sama Maria nazwala jeden z odkrytych
              pierwiastkow imieniem Polon (na czesc Polski), a drugi Radem, Gdyby wiedziala,
              ze wlasnie Rad, a nie Polon zdobedzie duze znaczenie praktyczne i stanie sie
              slawny, zamienilaby prawdopodobnie te nazwy.
              • Gość: ewa Re: Wskaźniki KBN a uczciwość wobec podatników IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.04, 20:07
                gratuluje p Stecowi ale jak sie domyslam patent ten byl pochodna jego badan
                poza granicami Polski i zapewne zostal sfinasowany nie przez polskich
                podatnikow...Sorry ale wiekszosc udzielajacych tu rad chyba nie bardzo sobie
                zdaje sprawe z realiow w Polsiej nauce.
                15 tys zl (prawdziwy koszt patentu Amerykanskiego jest znacznie wyzszy i zalezy
                od zakresu patentowego) to ok 1/5 mojego rocznego budzetu na badania statutowe
                (a tylko z nich moge pokryc taki wydatek). A nadmienie ze to jedna z bogatszych
                pracowni na mojej uczelni. Nie mam wiec dylematow patentowac czy nie.
                A co do M Curie wcale nie uwazam ze zrobila blad, dzieki jej swiadomemu
                wyborowi rentgenografia szybko weszla do medycyny, a znam przypadki z mojej
                wlasnej dziedziny ze patent zablokowal rozwoj nowej techniki, zmuszajac firmy
                ktore go nie posiadaly do szukania mniej efektywnych rozwiazan technicznych.
    • Gość: Jasio Re: Wskaźniki KBN a uczciwość wobec podatników IP: *.proxy.aol.com 18.12.04, 17:27
      Czy ktos moglby podjac sie podsumowania tej dyskusji i wyciagniecia z niej
      wnioskow i zalecen na przyszlosc??
      • Gość: itakdalej A może Pan? IP: *.chello.pl 18.12.04, 23:09
        Gość portalu: Jasio napisał(a):

        > Czy ktos moglby podjac sie podsumowania tej dyskusji i wyciagniecia z niej
        > wnioskow i zalecen na przyszlosc??

        Jako inicjator tego wątku chętnie to na kogoś sceduję.
        Wszyscy mają trochę racji, ale najbardziej do mnie przemawiają słowa prof.
        Steca, B.T. i Pana. Trochę się nie czuję się na siłach, żeby podsumowywać, bo
        niewiele wiem o tych zagadnieniach. Rozpocząłem ten wątek, bo mi artykuł
        przeczytany w "Polityce" skojarzył się z B.T., którego zdecydowane poglądy są
        na tym forum raczej zwalczane. Uważam, że ludzie od wdrożeń są u nas
        niedoceniani. A tymczasem, to nie przypadek że najwięcej patentów jest w: USA,
        Japonii, Korei Płd, Niemczech, itp. Trzeba chuchać i dmuchać na tych, którzy
        ryzykując własne pieniądze, przekładają wyniki z laboratoriów uniwersyteckich
        na innowacyjne produkty. Słowa te oczywiście nie oznaczają pozbawienia
        finansowania badań podstawowych.
        • khmara Re: Badania podstawowe 18.12.04, 23:22
          polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1207977&MP=4
          Nazywano mnie kiedyś pogardliwie mysim doktorem, bo bardziej znano mnie z badań
          podstawowych niż klinicznych. A przecież odpowiedzialny lekarz nie może zaczynać
          od doświadczeń na ludziach! W moim zawodowym życiu chodzi o to, by coś wymyślić,
          odkryć, ale także by wdrożyć nową myśl do praktyki lekarskiej. W końcu – by móc
          zobaczyć człowieka, który dzięki temu przeżył.

          Prof. dr hab. Wiesław W. Jędrzejczak jest kierownikiem Kliniki Hematologii,
          Onkologii i Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w Warszawie, a także
          konsultantem krajowym w zakresie hematologii. Laureat (z 1993 r.) prestiżowej
          nagrody Fundacji Nauki Polskiej w dziedzinie nauk przyrodniczych i medycznych za
          prace na temat molekularnych i komórkowych mechanizmów powstawania komórek krwi.
          Publikuje w najważniejszych światowych pismach naukowych: „Science”, „Journal of
          Experimental Medicine”, „Blood”, „British Medical Journal”. W dni powszednie
          pracuje w szpitalu od rana do późnej nocy, a w weekendy z upodobaniem zajmuje
          się renowacją starych mebli.
        • Gość: Jasio Re: A może Pan? IP: *.proxy.aol.com 20.12.04, 06:13
          Trochę się nie czuję się na siłach, żeby podsumowywać, bo
          > niewiele wiem o tych zagadnieniach.

          Itakdalej, mysle, ze nie jestes tutaj odosobniony. W tym zdaniu podsumowales
          dyskusje. Zdecydowana wiekrzosc polskiego swiatka nauki nie ma pojecia o prawie
          patentowym, prawach autorskich i pojeciu etyki. Niestety, te sprawy troche sie
          ze soba wiaza. A to kosztuje podatnikow olbrzymie pieniadze.

          Jakie jest tu rozwiazamie??!!

          Mysle, ze najprostszym i najefektywniejszym rozwiazaniem byloby obowiazkowe
          wprowadzenie dla studentow na WSZYSTKICH uczelniach w Polsce kilkunastu godzin
          wykladow z dziedzin wspomnianych powyzej. I to powinno byc zrobione jak
          najszybciej.

          Nie mysle jednak, ze stara kadra taki pomysl poprze. Uswiadomieni mlodzi
          naukowcy zaczeliby wymagac od szefow innego sposobu myslenia. A to jest nie do
          pogodzenia z parafeudalnym systemem panujacym w swiatku polskiej nauki. I w ten
          sposob kolo sie zamyka i prawdopodobnie NIC sie nie zmieni w tej dziedzinie,
          jak dlugo obecne pokolenie nie odejdzie. Zmiany mentalnosci moga zajac nawet
          wiecej czasu niz jedno pokolenie. A w miedzy czasie Swiat bedzie szedl do
          przodu bez nas.
          Pozdrawiam
          • khmara Re: Podsumowanie 20.12.04, 13:23
            Gość portalu: Jasio napisał(a):

            > Mysle, ze najprostszym i najefektywniejszym rozwiazaniem byloby obowiazkowe
            > wprowadzenie dla studentow na WSZYSTKICH uczelniach w Polsce kilkunastu godzin
            > wykladow z dziedzin wspomnianych powyzej. I to powinno byc zrobione jak
            > najszybciej.

            > Nie mysle jednak, ze stara kadra taki pomysl poprze. Uswiadomieni mlodzi
            > naukowcy zaczeliby wymagac od szefow innego sposobu myslenia. A to jest nie do
            > pogodzenia z parafeudalnym systemem panujacym w swiatku polskiej nauki.

            Pomysł całkowicie popieram. Tylko co będzie, jeżeli studenci i doktoranci zaczną
            się burzyć, że ich prace posłużyły przygotowaniu profesorskich publikacji?
            ZGROZA. Dlatego - ciemno widzę.
    • Gość: B,.T., Zabrze Polecam rektorowi UW prof. P. Weglenskiemu IP: 213.241.17.* 27.12.04, 22:55
      Panie Rektorze, tu jest wyjątek; reszta to reguła.
    • Gość: Jasio Re: Statystyka IP: *.proxy.aol.com 06.01.05, 06:48
      Watek "Jak zdradza zone dzierzba srokosz" ma na forum NAUKA wiecej listow (28),
      niz ten o nauce i patentach (23).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka