dokowski
25.03.05, 21:55
W bardzo wielu książkach i publikacjach znanych i szanowanych autorów pojawia
się bardzo uproszczony i wprowadzający w błąd obraz czarnej dziury i jej
horyzontu zdarzeń. Kiedy czytam niektóre kawałki, to widzę oczyma duszy jak
jednoroczniak Marek (ten ze "Szwejka") tłumaczy jakiemuś kapralowi, jak to
bardzo niebezpieczne jest dla okrętu przypływanie przez koło podbiegunowe.
Nie będę przytaczał autorów ani bredni, które wypisują, bo nie chcę stać się
znów celem ataków obrońców autorytetów, zamiast tego zaproponuję dyskusję
czysto merytoryczną, taką wymianę wyobrażeń na temat horyzontu zdarzeń i jego
okolic.
Aby ułatwić sobie dyskusję i kształtowanie intuicji proponuję od razu dużą
skalę. Wyobraźmy sobie, że w centrum pobliskiej gromady galaktyk, zasłoniętej
przez jądro naszej Galaktyki, gdzieś tam gdzie jest słynny Wielki Atraktor,
znajduje więc wielka czarna dziura, taka której "średnica" (horyzontu
zdarzeń) znacznie przekracza średnicę naszej Galaktyki.
Czy macie wyobrażenie o tym, jak silne pole grawitacyjne występuje w okolicy
horyzontu zdarzeń takiej czarnej dziury?
Wyobraź sobie, kochanie ty moje, że jesteś nieśmiertelny(a) i masz do
dyspozycji statek kosmiczny przyszłości z dostępem do nieograniczonych
zapasów paliwa i wielu stacji remontowych na trasie pomiędzy Galaktyką a
Wielkim Atraktorem. O ile wiem, Galaktyka jest satelitą Wielkiego Atraktora,
więc nie musimy się martwić kosmiczną ekspoansją, mamy mnóstwo czasu, żeby
tam wiele razy polecieć i wrócić.
Jak myślicie, co zobaczycie podczas podróży do Wielkiego Atraktora i z
powrotem? Czy zobaczycie horyzont zdarzeń? Czy, kiedy i w jaki sposób realnie
odczujecie bliskość horyzontu zdarzeń?
Czy wiecie, że możecie w pewnym sensie wlecieć pod horyzont zdarzeń i wrócić
na Ziemię?