Dodaj do ulubionych

Dyskusja o habilitacjach

20.05.05, 13:44
Chyba ktoś w redakcji Portalu pomyłkowo umiescił dyskusje o ustawie o
szkolnictwie wyższym (m.in. o habilitacji) na forum "edukacja".

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=24144061&a=24147099
Obserwuj wątek
    • Gość: Tomek Re: Dyskusja o habilitacjach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 15:09
      Środowa "Polityka" publikuje zdjęcie, na którym widać, jak poseł Janusz Lisak
      ogląda magazyn pornograficzny i jednocześnie wzwiedzionym palcem dotyka
      przycisku do głosowania. Totalna kompromitacja posła [= dopełniacz
      od "posioł"]. Natomiast według dzisiejszej "Wyborczej" ("Co dalej z
      habilitacją?") posioł Lisak ma mieć coś do powiedzenia w sprawie habilitacji!!!
      Pisze bowiem "Wyborcza", że posioł przekonywał, że należy habilitację znieść.
      Sprawdziłem posła i znalazłem [www.sejm.gov.pl/poslowie], że
      pięćdziesięcioletni posioł nie ma jeszcze habilitacji, ale doktorat już ma:

      Janusz Lisak
      Politechnika Krakowska, Materiałoznawstwo i Obróbka Cieplna - dr

      Faktycznie, materiały ogląda i się na nich grzeje.
      • Gość: qwerty Re: Dyskusja o habilitacjach IP: *.chello.pl 20.05.05, 23:43
        Na szczęście jest to pornografia dwa razy mniejsza niż w przypadku warszawskiej
        Nike, bo widać tylko jedną pierś. Ten pomnik to dopiero kompromitacja! Ktoś kto
        go ogląda jest bałwanem z definicji nawet jeśli ma habilitację.
    • t0g W USA instytucja habilitacji jest nieznana, i.... 20.05.05, 22:22
      ...dlatego ich nauka tak sie wlecze w ogonie swiatowej nauki.
    • t0g Habilitacja ma na celu przedluzenie "naukowego... 20.05.05, 22:28
      ...dziecinstwa" na tak dlugo, jak tylko sie da.

      Wiadomo, ze dziecinstwo jest najszczesliwszym okresem w zyciu czlowieka. Zatem
      istnienie habilitacji jest czyms dobrym, bo zapewnia polskim naukowcom
      szczescie, ktorego nie dane jest zazywac naukowcom z wielu innych krajow, jak
      USA, GB, kraje skandynawskie, i wiele innych.

      Nie odbierajmy polskim naukowcom szczescia! Utrzymajmy habilitacje! (znaczy
      utrzymajcie, bo mnie to juz osobiscie zwisa - w USA posiedze do emerytury).
    • Gość: Carmen S. Re: Dyskusja o habilitacjach IP: *.lr.centurytel.net 24.05.05, 21:31
      Przeczytalam sejmowa dyskusje, powiem krotko - "kaszana forever"
      • t0g Droga Carmen: a czy juz sam fakt, ze Sejm, w jego 24.05.05, 21:57
        ...obecnym skladzie, dyskutuje o jakis sprawach zwiazanych z NAUKA, nie wydaje Ci sie czyms jakby z
        powiescie surrelalistycznej?
        • sothis666 Re: Droga Carmen: a czy juz sam fakt, ze Sejm, w 25.05.05, 01:51
          Masz racje - sejm i nauka :D

          Ale z habilitacją juz nie jest tak prosto. Oczywiście, z perspektywy systemu amerykańskiego jest ona absurdem. Ale w Polsce, w obecnej sytuacji, to ostatnia szansa na (jakąkolwiek) weryfikacje merytoryczną pracowników. Ja osobiście (robie w Computer Science) widzę takie obrazki- 2 osoby z 2 publikacjami (krajowymi) za ostatnie 5 lat (i ~20 za ostatnie 20) oraz tytułem dr kieruja instytutami badawczymi. Są doktoranci z poważniejszym dorobkiem. A poniewaz panuje la republique des camarades, habilitacja jest jedyną barierą, jaka jeszcze pozostaje... Bez niej z automatu zostaja profesorami.
          ps. Inna rzecz że po hab. to dopiero wchodzimy w strefe mroku:)
          pozdr:)
          • polski_francuz Sukces 26.05.05, 07:47
            nauki amerykanskiej ma wiecej wspolnego z finansowaniem, dobrymi uniwersytetami
            ktore przyciagaja najbardziej swiatle glowy na swiecie anizeli z habilitacjami.

            W Niemczech i we Francji sa habilitacje i nauka ma sie tam lepiej niz w Polsce.

            Ja bym zostawil i habilitacje i mozliwosc zostania profesorem z dobrym
            dorobkiem naukowym. Tak naprawde zawsze juz bylo i jesli ustawa to potwierdzi
            tym lepiej.

            Co do posiola, to moze obradu sejmu sa takie nudne, ze sie biedak za pornosa
            bierze? I tak dobrze, ze siedzi na obradach.

            PF
            • t0g Re: Sukces 26.05.05, 08:41
              polski_francuz napisał:

              > nauki amerykanskiej ma wiecej wspolnego z finansowaniem, dobrymi uniwersytetami
              >
              > ktore przyciagaja najbardziej swiatle glowy na swiecie anizeli z habilitacjami.
              >
              Widzisz, Drogi Polski Francuzie, niezupelnie sie z Toba zgadzam. W USA czlowiek pracujacy w systemie
              akademickim faktycznie osiaga samodzielnosc naukowa - moze wystepowac o wlasne granty i miec
              wlasnych doktorantow juz na poziomie assistant professor, co odpowiada mniej wiecej polskiej
              adiunkturze. W sprawach naukowych nie ma juz sie nad soba zadnego "szefa". Naukowa samodzielnosc
              jest poteznym czynikiem motywacyjnym. Koniecznosc posiadania naukowego szefa w sytuacji, gdy
              czlowiek jest juz de facto samodzielnym naukowcem, jest poteznym czynnikiem frustrogennym (wiem,
              bo sam przez to przeszedlem w Polsce).

              > W Niemczech i we Francji sa habilitacje i nauka ma sie tam lepiej niz w Polsce.
              >
              Ponoc francuska habilitacja jest czyms innym, niz polska. Jedna moja dobra znajoma zrobila przed
              paru laty francuska habilitacje i pozniej byla potezna awantura, bo jej tego nie chcieli w Polsce
              nostryfikowac bez przejscia przez cala polska procedure z recenzjami, etc. (ona sie w rezultacie
              wypiela). Znaczy w Polsce francuskiej habilitacji nie uwaza sie za "rownie dobra", jak polska.
              • Gość: vintage_tenure Tak samo jest w przypadku IP: 80.51.255.* 26.05.05, 10:27
                habilitacji niemieckiej. Natomiast bez problemu uznawany jest w Polsce jako habilitacja doktorat z Bialorusii, Ukrainy i Rosji. Na tzw. Scianie Wschodniej jest wielu polskich uczonych habilitowanych w ten sposob.
              • polski_francuz Habilitacje 26.05.05, 10:28
                zrobione w jednym kraju europejskim nie sa uznawane w innym. Nie chodzi tu o
                poziom ale o obrone systemu naukowego przed "konfrontacja zewnetrzna". Ta
                konfrontacja dotyczy tylko i wylacznie stanowisk profesora, tzn stanowiska
                smodzielnego i odpowiedzialnego prze "Bogiem i historia" naukowcai nauczyciela.

                Dopiero teraz i powoli system europejski sie jednolici na zasadzie 3-5-8 lub L-
                M-D. Czego Ci nie musze wyjasniac.

                Historia Twojej kolezanki to taka historia i na pewno krylo sie za tym zawisc
                i "stajnia jednego" profesora, ktory nie chcial dopuscic konkurentki do
                naukowego "zloba". Z poziomem to nic wspolnego nie ma.

                Co do samodzielnosci finansowej to inna sprawa. System francuski to system
                laboratoriow i samodzielny profesor ma duze trudnosci z finansowaniem swoich
                badan. Wynika to z "mafijnego" skretu mentalnosci krajow lacinskich. Czego nie
                ma w pragmatycznej nauce amerykanskiej.

                Sam jestem profesorem z francuska habilitacja wiec pisze to, ze tak powiem, z
                wlasnego doswiadczenia.

                Zgodzmy sie co do jednego: porzadny dorobek i pracowitosc sa uznawane na calym
                swiecie. Wszystko jedna gdzie pracujesz w Polsce, Francji czy Stanach.

                Pzdr.

                PF
                • t0g Re: Habilitacje 26.05.05, 11:04
                  polski_francuz napisał:


                  > Co do samodzielnosci finansowej to inna sprawa. System francuski to system
                  > laboratoriow i samodzielny profesor ma duze trudnosci z finansowaniem swoich
                  > badan. Wynika to z "mafijnego" skretu mentalnosci krajow lacinskich. Czego nie
                  > ma w pragmatycznej nauce amerykanskiej.
                  >
                  No wiec pod tym wzgledem w USA nie jest wcale tak rozowo. Uczelnia na badania
                  grosza nie da. Kiedy dziseic lat temu przyszedlem na moj uniwerek (po kilkunastu
                  latach w jednym National Lab), to mi dali na poczatek... 35 k$. Brzmialo troche
                  jak ponury zart, ale akurat nie bylo szansy sie targowac. Od tamtej pory grosza
                  wiecej mi nie dali. Natomiast,owszem, biora szczodry haracz od moich grantow,
                  zwany elegancko "overhead" - 42%. Podobno z tego daja troche tym, ktorym sie
                  nie wiedzie za dobrze z grantami. Mnie akurat dobrze idzie z NSF-em, przez 10lat
                  ani przez moment nie bylem bez grantu, wiec nawet nie mam co marzyc i nie
                  probuje nawet prosic uczelni o nic. Ale moja zona miala "dolek" z grantami i
                  guzik tez dostala, choc prosila (na szczescie, ostatnio jej sie troche
                  pofarcilo). Jedyne, co dobre, to to, ze jestem "pan na wlasnych grantach" i nikt
                  nie moze mi juz dyktowac, jak mam te pieniadze wydawac.

                  Ale to zabieganie o granty niszczy czleka psychicznie. W kwietniu czekalem na
                  werdykt z NSF-u i bylem jedna wielka psychiczna ruina, mowie Ci. W przypadku
                  mojej zony taka sytuacja sie ciagnela az dwa lata. Ona jest biologiem, stara
                  sie o forse w NIH, a im zrobili potworne ciecia w ostatnich latach. Wojna w
                  Iraku kosztuje i skades rzad pieniadze na to musi brac!

                  Sedrdecznie pozdrawiam, t0g
                  • polski_francuz A 26.05.05, 11:10
                    ja finansuje czesto gesto moje wyjzdy na konferencje. Mowie sobie, ze bycie tam
                    to inwestycja, ktora mi sie jakos zwroci.

                    Overheady sa tez tutaje ale troche mniejsze 10 % okolo.

                    Pieniadze to rzeczywiscie psychiczna ruina. Ale psychiczny komfort to "tenured"
                    pozycja. A nawet lepiej bo profesor mianowany jest przez prezydenta w tutejszym
                    monitorze. Mnie mianowal Chirac dlatego go bronie na forum swiat (zartuje
                    sobie...).

                    Pozdrawiam serdecznie

                    PF

                • itakdalej.itakdalej Re: Habilitacje 26.05.05, 11:12
                  polski_francuz napisał:

                  > Zgodzmy sie co do jednego: porzadny dorobek i pracowitosc sa uznawane na
                  > calym swiecie. Wszystko jedna gdzie pracujesz w Polsce, Francji czy Stanach.

                  Nie w Polsce i innych krajach gdzie faktycznie wciąż panuje system stalinowsko-
                  feudalny. My naprawdę jesteśmy skansenem!
                  Proszę prześledzić życiorysy Ewy Kostarczyk:
                  www.nauka-edukacja.tubaza.pl/articles.php?id=16
                  i Józefa Wieczorka:
                  www.naukowcy.republika.pl/jubileusz.html

                  Pana kategoryczne i bardzo łatwo wypowiedziane stwierdzenie obraża tych ludzi o
                  dorobku (mierzonym np. publikacjami na LF) bardziej znaczącym niż większości
                  polskich profesorów tytularnych.

                  • polski_francuz Jesli 26.05.05, 11:26
                    kogos obrazilem, to na pewno nie bylo to moim zamiarem.

                    jesli tak sie stalo to jest mi przykro.

                    Pozdrowienia

                    PF
                • t0g Re: Habilitacje 26.05.05, 15:01
                  polski_francuz napisał:

                  > Sam jestem profesorem z francuska habilitacj....
                  >

                  Slyszalem, ze to ponoc duza sztuka i niewielu Polakow to zdolalo osiagnac!
                  W USA chyba jest latwiej. W kazdym razie, patrzac, ilu moich kolegw-fizykow zostalo tutaj profesorami,
                  to chyba rzeczywiscie... Wypada Ci serdecznie pogratulowac sukcesu.

                  Co do "tenuru" - mnie nic on nie przyniosl finansowo, jesli nie liczyc 10% podwyzki uposazenia. Ale
                  przyniosl moc komfortu psychicznego i to sie chyba najbardziej liczy.

                  W sprawie tych "overheadow": niezbyt dokladnie napisalem. Jest tak, ze jak ja wydam, dajmy na to,
                  $100, to uniwerek placi rachunek i bierze sobie 42%. Zatem z 142 wydanych $ pobiera 42, czyli
                  efektywnie wypada to 42/142, zatem ok. 30%. Tym nie mniej, bandytyzm czystej wody!

                  • polski_francuz Z 10 profesorow 26.05.05, 15:46
                    we Francji, ktorych znam wiecej czy mniej osobiscie jest w Polsce urodzonych.
                    No powiedzmy, ze jest nas kilkudziesieciu na okolo 16000 profesorow w ogole.
                    Proporcja jest zatem nie najgorsza.

                    Ale nie gratuluj bo jestem nim od 10 lat (nominacja w 1995 roku) i klopoty
                    codzienne kaza zapomniec, ze jest sie z cezgo cieszyc.

                    A Ty masz jaka pozycje?

                    PF
                    • t0g Re: Z 10 profesorow 26.05.05, 19:19
                      polski_francuz napisał:

                      > we Francji, ktorych znam wiecej czy mniej osobiscie jest w Polsce urodzonych.
                      > No powiedzmy, ze jest nas kilkudziesieciu na okolo 16000 profesorow w ogole.
                      > Proporcja jest zatem nie najgorsza.
                      >
                      > Ale nie gratuluj bo jestem nim od 10 lat (nominacja w 1995 roku) i klopoty
                      > codzienne kaza zapomniec, ze jest sie z cezgo cieszyc.
                      >
                      > A Ty masz jaka pozycje?
                      >

                      Mnie jeszcze czeka ostatni awans, z "associate" na "full" i osiagne wymagana
                      wysluge lat, zeby wystapic o awans, za rok od najblizszej jesieni. Ale to
                      wylacznie zmiana tytulu i kolejne 10% podwyzki, a tenure - czyli to, co jest
                      najwazniejsze - juz od paru lat mam.

                      Te - ze nie powiem kto - nie chcieli uznac mojego stazu pracy w Polsce, a ja
                      przepracowalem na uczelni 14 lat i bylem juz przez pare lat adiunktem. Wszystko
                      jak psu w d..., wykrecili sie i zaczynalem "od zera". Oczywiscie chodzilo o
                      forse. A punktu zaczepienia do targowania sie za bardzo nie bylo. Mysmy
                      koniecznie chcieli z zona znalezc prace w jednej i tej samej uczelni, wiec
                      zabiegalismy nie o jedna, a o dwie identyczne pozycje. A to bardzo jest rudne w
                      USA - przypuszczam, ze nie tylko w USA. Nasz uniwerek to jeden z niewielu, ktory
                      oficjalnie stosuje tzw. "dual career policy", tzn. zatrudnia oboje malzonkow.
                      Ale szczodrzy przy tym nie sa! Czasem, jak akurat sa trudnosci budzetowe (a na
                      naszej uczelni to stan permanentny), to daja po pol etatu i po jakims czasie
                      przenosza na caly. Nam dali od razu po pelnym, ale zwyczajowe dodatki - tzw.
                      "start-up fund" - scieli prawie do zera. No, ale ja polskim zwyczajem nie chce
                      wpadac w tony narzekalskie. I tak mam wiecej, niz oczekiwalem od zycia.

                      Jeszcze o tym, jak w USA traktuja "cialo profesorskie": placa nam pensje przez 9
                      miesiecy. Jak chcemy wiecej - prosze bardzo, tylko pieniazki prosze przyniesc.
                      Z grantu. To jest tzw. "summer salary". No wiec ja nadal nie narzekam, bo do tej
                      pory zawsze na to mialem. Ale wielu moich kolegow po prostu idzie sobie na
                      trzymiesieczny urlop.

                      Czy pisalem Ci, ze moj pradziad byl Komunardem w 1871 roku? Nie z wlasnej woli
                      bynajmniej, bo on nigdy przedtem w Paryzu w ogole nie byl. Po przegranej
                      kampanii w 1870 oddzial, w ktorym byl, wycofal sie do Paryza, po prostu. Pozniej
                      jednak pradziadek mial "kreche w zyciorysie", a w jego zawodzie - inzynier od
                      drog i mostow - bardzo to utrudnialo znalezienie pracy. No i dowiedzial sie, ze
                      w Cesarstwie Austro-wegierskim w czesci zwanej "Galicja" jest duze
                      zapotrzebowanie na inzynierow z jego specjalnosci i dobrze placa. No to sie
                      spakowal z cala rodzina... I tam juz, we Lwowie, rodzina pozostawala az znow
                      Komuna zaciazyla na ich zyciu - tym razem inna - tzn. bolszewicy ich wyrzucili w
                      1944 roku.

                      Pozdrowienia, t0g.
                      • polski_francuz Sciskam kciuki 26.05.05, 19:52
                        za Twoja nominacje na full position.

                        Juz mi chyba kiedys pisales o przodku francuskim. Jestesmy juz powoli obydwoje
                        weteranami na forach GW.

                        Ciekawy jest to dual career policy. Amerykanie maja czasem niezle pomysly.

                        Pozdrawiam serdecznie

                        PF
                    • t0g Jeszcze dodam, PF-ie: a propos mego stosunku do... 26.05.05, 19:52
                      ...nauki francuskiej. Jest on nacechowany naboznym szacunkiem. Dlaczego?

                      Otoz, w tej dziedzinie, ktora uprawiam - to sie nazywa "badania w zakresie
                      fizyki ciala stalego przy pomocy rozpraszania neutronow" - absolutna Mekka jest
                      Grenoble, a raczej Instytut ILL w tym miescie.

                      Kurcze, a mnie sie jakos jeszcze nie zlozylo tam pojechac! A tym bardziej
                      chcialbym, bo jestem zapalonym narciarzem.

                      Z tymi neutronami jest smiesznie, bo akurat na tym Forum niejaki Bonobo wczoraj
                      oglosil bojkot mojej skromnej osoby z ich powodu. Wyczytal on mianowicie gdzies
                      na Webie, ze Amerykanie w Iraku uzyli bomby neutronowej - zatem, skoro ja mam
                      konszachty z neutronami, to na pewno maczalem w tym palce.

                      Mam nadzieje, ze on tego nie przeczyta - bo gdyby sie dowiedzial, ze wiodace
                      swiatowe laboratorium od neutronow jest we Francji, to niechybnie by zaraz
                      rozciagnal bojkot i na Ciebie!

                      Pozdrowienia, t0g
                      • polski_francuz Moja 26.05.05, 19:55
                        kolezanka z instytutu tam (do Grenoble)jezdzi.

                        Mnie XRD wytarczy w zupelnosci.

                        Mam kolege z Czech w Argonne NL, ktory pracuje z neutronami. Jestesmy obbadwa
                        associate editors w jednym czaspismie fachowym.

                        Pozdrowienia z Francji

                        PF
                        • t0g Re: Moja 26.05.05, 21:18
                          polski_francuz napisał:

                          > kolezanka z instytutu tam (do Grenoble)jezdzi.
                          >
                          > Mnie XRD wytarczy w zupelnosci.

                          X-ray Diffraction? Oczywiscie ja tez z tym mam co niemiara do czynienia.
                          Ale zaleta neutronow jest, ze "widza" magnetyzm, a X-raye slabo. A ja wlasnie
                          robie w magnetyzmie. Polprzewodnikach magnetycznych, konkretnie.
                          Najsmieszniejsze jest to, ze te tematyke "przywiozlem" z Polski i przez
                          wszystkie lata w Ameryce udawalo mie sie za jej sprawa zarabiac na chleb.
                          Polprzewodniki magnetyczne to dziedzina, w ktorej Polska akurat sie bardzo
                          liczy. Tutaj jest watek o prof. Dietlu, on faktycznie ma niekewstionowana
                          pozycje jednego z trzech "wielkich guru" od tej tematyki na swiecie.
                          >
                          > Mam kolege z Czech w Argonne NL, ktory pracuje z neutronami. Jestesmy obbadwa
                          > associate editors w jednym czaspismie fachowym.

                          Calkiem mozliwe, ze znam... Neutronowcy to niewielka mafia.

                          Czwartek to dzien, kiedy moge pozniej wstac i do lunchu posiedziec w domu.
                          Czyli "dzien forumowy" dla mnie. Ja na Forum glownie szukam kontaktu z Polska.
                          Mozliwiosci porozmawiania w "ludzkim jezyku", chocby przy pomocy klawiatury.
                          Forum to taka "mala Polska".

                          Ogladnalem przed chwila Twoja niedawna wymiane zdan ze Splitem na FS. Sluchaj,
                          FS to forum ogrodnicze! Znaczy, prawie kazdy tam ma fiola. Split to chyba jeden
                          z przodownikow-stachanowcow w tym ogrodnictwie, bo fiola to ma on poteznego.
                          Razem z moim sasiadem zza rzeki, niejakim Rattlerem, podbijaja sobie nawzajem
                          bebenka. Para wariatow. Ale na FS maja dobre towarzystwo. Ja z FS ucieklem juz
                          dawno. Tam jeszcze straszyl kiedys niejaki Gucio, ktory lubil wypisywac posty w
                          rodzaju: "Na Florydzie wielkie chlody - wiazke Zyda na opal pilnie kupie!".
                          Wyobraz sobie, ze ten Gucio to jest... emerytowany profesor wyzszej uczelni.

                          >
                          > Pozdrowienia z Francji
                          >
                          > PF

                          Wzajemnie, z Oregonu - bardzo ladnego miejsca na Ziemi, nota bene. Nawet
                          Szwajcarom mamy czym zaimponowac w dziedzinie gorskich krajobrazow - mam na
                          mysli Crater Lake, prawdziwy cud natury.

                          t0g.
                          • polski_francuz Re: Moja 27.05.05, 07:57
                            t0g napisał:

                            > polski_francuz napisał:
                            >
                            > > kolezanka z instytutu tam (do Grenoble)jezdzi.
                            > >
                            > > Mnie XRD wytarczy w zupelnosci.
                            >
                            > X-ray Diffraction?

                            Tak, X-ray diffraction. Uzywam tej techniki do identyfikcaji faz a takze, z
                            poszeszenia wiazki do oszacowania wielkosci polikrysztalkow

                            Oczywiscie ja tez z tym mam co niemiara do czynienia.
                            > Ale zaleta neutronow jest, ze "widza" magnetyzm, a X-raye slabo. A ja wlasnie
                            > robie w magnetyzmie. Polprzewodnikach magnetycznych, konkretnie.
                            > Najsmieszniejsze jest to, ze te tematyke "przywiozlem" z Polski i przez
                            > wszystkie lata w Ameryce udawalo mie sie za jej sprawa zarabiac na chleb.
                            > Polprzewodniki magnetyczne to dziedzina, w ktorej Polska akurat sie bardzo
                            > liczy. Tutaj jest watek o prof. Dietlu, on faktycznie ma niekewstionowana
                            > pozycje jednego z trzech "wielkich guru" od tej tematyki na swiecie.
                            > >
                            > > Mam kolege z Czech w Argonne NL, ktory pracuje z neutronami. Jestesmy obb
                            > adwa
                            > > associate editors w jednym czaspismie fachowym.
                            >
                            > Calkiem mozliwe, ze znam... Neutronowcy to niewielka mafia.

                            On bada profile porowatosci. Spokojny i sympatyczny chlopak (jest z 10 lat
                            mlodszy ode mnie). Jeszcze mowi co mysli. Za 10 lat zacznie mowic co mu bedzie
                            korzystne.
                            >
                            > Czwartek to dzien, kiedy moge pozniej wstac i do lunchu posiedziec w domu.
                            > Czyli "dzien forumowy" dla mnie. Ja na Forum glownie szukam kontaktu z Polska.
                            > Mozliwiosci porozmawiania w "ludzkim jezyku", chocby przy pomocy klawiatury.
                            > Forum to taka "mala Polska".
                            >
                            Podobnie dla mnie.
                            > Ogladnalem przed chwila Twoja niedawna wymiane zdan ze Splitem na FS. Sluchaj,
                            > FS to forum ogrodnicze! Znaczy, prawie kazdy tam ma fiola. Split to chyba
                            jeden
                            > z przodownikow-stachanowcow w tym ogrodnictwie, bo fiola to ma on poteznego.
                            > Razem z moim sasiadem zza rzeki, niejakim Rattlerem, podbijaja sobie nawzajem
                            > bebenka. Para wariatow. Ale na FS maja dobre towarzystwo. Ja z FS ucieklem juz
                            > dawno. Tam jeszcze straszyl kiedys niejaki Gucio, ktory lubil wypisywac posty
                            w
                            > rodzaju: "Na Florydzie wielkie chlody - wiazke Zyda na opal pilnie kupie!".
                            > Wyobraz sobie, ze ten Gucio to jest... emerytowany profesor wyzszej
                            uczelni.
                            Zaczynam dochodzic do wniosku, ze masz niestety racje. Glosy rozsadku na FS sa
                            jak rodzynki w ciescie.

                            >
                            >
                            > >
                            > > Pozdrowienia z Francji
                            > >
                            > > PF
                            >
                            > Wzajemnie, z Oregonu - bardzo ladnego miejsca na Ziemi, nota bene. Nawet
                            > Szwajcarom mamy czym zaimponowac w dziedzinie gorskich krajobrazow - mam na
                            > mysli Crater Lake, prawdziwy cud natury.
                            >
                            > t0g.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka