Gość: +++IGNOR
IP: *.dialog.net.pl / *.wroclaw.dialog.net.pl
11.08.02, 23:20
TARAKA nowości || Słowianie || Szamanizm || Warsztaty
Wojciech Jóźwiak
Indoeuropejczycy: pasikoniki czy mrówki?
(O książce Colina Renfrew'a "Archeologia i język. Łamigłówka pochodzenia
Indoeuropejczyków".)
Część 1.
Świat od paru tysiącleci jest widownią ekspansji języków indoeuropejskich.
Tak było w starożytności, kiedy zachodnią część Starego Świata zdominowała
łacina, greka, języki Germanów i Celtów, a dalej na wschodzie perski i
sanskryt. Tak jest do dziś, jako że indoeuropejskimi językami mówi około 60
procent ludności świata, z czego większość po angielsku, hiszpańsku,
portugalsku i rosyjsku oraz w urdu, hindi i bengali. Na pewno języki tej
rodziny nie zawdzięczają tego sukcesu swojej prostocie: przeciwnie, ich
gramatyka jest zawiła, a dźwięki zgrzytliwe. (Proszę się wsłuchać w
fonetyczną prostotę japońskiego, w melodyjność języków bantu i docenić
elegancję gramatyki węgierskiej.) Mimo to wykazują większą niż inne zdolność
do poszerzania swojego zasięgu, albo, mówiąc ściślej, grupy ludności tymi
językami mówiące okazywały się - w historycznej skali - bardziej ekspansywne
od innych. Już około 2000 a nawet 3000 lat temu języki i.e. zajmowały zwarty
obszar, który sięgał od Skandynawii i Wysp Brytyjskich, przez całą zachodnią,
środkową i południową Europę do Anatolii i dalej przez Wyżynę Irańską do
północnej połowy Indii, a stamtąd na Cejlon. Prócz tego ludy i.e.
zamieszkiwały strefę stepu od Karpat aż po Ałtaj i oazy w Środkowej Azji,
tam, gdzie dziś jest chińska prowincja Xinjiang. Na tym ogromnym obszarze,
przechodzącym przez wszystkie strefy klimatyczne, jedynymi wyspami języków
nie z tej rodziny były okolice Florencji, gdzie mówiono po etrusku, kraj
Basków z językiem niepodobnym do innego w świecie, części obecnej Hiszpanii z
własnym nie-indoeuropejskim językiem, oraz Kaukaz, który do dziś pozostał
przy językach z rodziny kaukaskiej. (Turcy i Węgrzy są nowością i przybyli do
swych obecnych ojczyzn dopiero w średniowieczu.) Wszystkie i.e. języki z tego
obszaru w starożytności były dużo bardziej wzajemnie podobne do siebie niż
dziś, skąd logiczny wniosek, iż pochodzą od wspólnego języka-przodka. Język
ten został w dużym stopniu zrekonstruowany już w XIX wieku. Pytanie brzmi:
jaki mechanizm spowodował, że ludzie mówiący owym praindoeuropejskim językiem
(lub jego różnicującymi się dialektami) rozpełzli się od norweskich fiordów
po deltę Brahmaputry, i dokonali tego na tak wczesnym etapie ludzkiej
historii, już kilka tysięcy lat temu?
Pasikoniki?
Do niedawna przy wyjaśnianiu tej kwestii: skąd się Indoeuropejczycy wzięli i
co ich rozsiało, obowiązywał model pasikoników. Skojarzenie z tymi owadami
wzięło się piszącemu te słowa z filmu "Dawno temu w trawie" - jest tam bowiem
miasto pracowitych, gromadzących plony, matriarchalnych mrówek, oraz ich
wrogów, wymuszających na mrówkach haracz wojowniczych pasikoników.
Termin "pasikoniki" tym bardziej pasuje do ludów i.e. (w myśl omawianego tu
modelu), że Indoeuropejczycy rzeczywiście paśli konie! Obraz jest
następujący: na stepach Ukrainy i południa Rosji żył kiedyś (bliżej nieznany)
lud, który udomowił konie i przeszedł na nomadyczne konne pasterstwo. W ten
sposób sięgnął po zasoby niedostępnego dotąd dla ludzi pokarmu: morza
stepowych traw, oczywiście w postaci przetworzonej na mięso i mleko. Zarazem
Indoeuropejczycy (bo oni to byli) przekształcili się w społeczeństwo
zdominowane przez mężczyzn: uzbrojonych, walczących z koni (lub z rydwanów)
herosów, pokonujących w walce swych nie-stepowych sąsiadów i dyktujących im
swoje warunki. Odtąd nomadzi prowadzili podwójne życie: kiedy na stepie było
dość paszy, paśli swoje trzody. Kiedy przychodziła susza, uznawali, że
lepszym sposobem na życie jest wojna i grabienie oraz podbijanie sąsiadów-
rolników, którzy byli dla nich łatwym łupem. Na zdobytych terenach ci stepowi
jeźdźcy stawali się warstwą uprzywilejowaną, "herrenvolkiem", a zdominowana
przez nich ludność rolnicza chcąc nie chcąc uczyła się mówić w ich języku.
Kolejnymi podbojami przez i.e. herosów tłumaczono ukształtowanie się i
ekspansję języków najpierw anatolijskich (z hetyckim na czele), potem
greckich, italsko-celtyckich, germańskich i słowiańskich, a w Azji irańskich
i aryjskich (w Indiach). Języki Bałtów (Litwa, Łotwa, stare Prusy) uważano za
najmniej zmienione w stosunku do pierwotnego i.e., co zgadzało się z tym, że
ich siedziby leżały najbliżej postulowanej praojczyzny Indoeuropejczyków nad
Dnieprem, a same te ludy w znanej przeszłości raczej daleko nie wędrowały. Do
ukształtowania się tego modelu (a może wizji?) w pierwszym rzędzie
przyczynili się niemiecki archeolog Gustaf Kossinna (1858-1931), Anglik Vere
Gordon Childe (1892-1957) i mieszkająca w Kalifornii Litwinka Marija Gimbutas
(1921-1994). Wizja ta miewała swoje warianty: Kossinna i zrazu również Childe
uważali, że i.e. byli rosłymi blondynami i swoją zdobywczą przewagę
zawdzięczali także swej większej sile fizycznej. (Rasistowskie polityczne
konsekwencje tej koncepcji to wątek osobny, który tu pominiemy.)
Językoznawstwo zdawało się potwierdzać model stepowych pasikoników. Języki
i.e. mają wspólne słowo na "śnieg", a także
na "zimę", "owcę", "konia", "wełnę", "wilka" , "niedźwiedzia", "bobra",
na "doić" i "orać" - nie ma zaś słów na "morze", ani (np.) na "palmę"
czy "słonia", ani nazw poszczególnych metali (które są względnie nowe lub
zapożyczone z zewnątrz). Po zebraniu tych i innych wspólnych słów i rdzeni
wyłania się z nich obraz społeczeństwa o rozwiniętej hodowli (ale słabo
wykształconym rolnictwie, bo nie ma wspólnych starych nazw zbóż), żyjącego w
strefie surowych zim, z dala od morza, w patriarchalnym ustroju, na przełomie
epoki kamienia i brązu. Gdzie? - najbardziej pasuje tu rzeczywiście
południowa, stepowa cześć Europy wschodniej.
Mrówki?
Wątpliwości przychodziły ze strony archeologów: w miarę jak wykopalisk w
Europie przybywało, a śladów najazdów ze Wschodu nie było widać. (Wydaje się,
że koczownicy najdalej na zachód docierali tylko do obecnych Węgier.)
Rozwinął się kierunek zwany archeologią procesualną, stawiający sobie za
zadanie odtworzenie tego, jak dawne społeczeństwa rozwijały się w czasie i
przestrzeni. Jeden z czołowych reprezentantów tego podejścia, Colin Renfrew,
profesor z Cambrigde (ur. 1937), badacz neolitycznych kultur w Grecji,
stworzył koncepcję, która w prahistorii jest przewrotem, zmianą paradygmatu -
prawdziwą "rewolucją naukową" w sensie Kuhna. Na czym polega jego koncepcja,
którą tu pozwalam sobie nazwać "modelem mrówek"?
Rodzina języków indoeuropejskich jest (według niego) znacznie starsza niż
uważano dotąd: zaczęła się dzielić na języki potomne - będące przodkami
obecnych podrodzin, takich jak grecka, italska, anatolijska, słowiańska itd. -
nie około 3000 r. pne., lecz od przynajmniej 6500 pne. Renfrew wykazuje, że
specyficzne różnice pomiedzy tymi podrodzinami mogą być nawet dwukrotnie
starsze niż sądzono dotąd.
Ekspansja języków indoeuropejskich jest wynikiem wczesnego i niezmiernie
doniosłego przekształcenia ludzkich kultur: mianowicie rewolucji
neolitycznej, skromniej zwanej też neolityzacją kultur. Zmiana ta polegała na
udomowieniu zbóż (i kilku innych gatunków roślin) i przejściu od zbieractwa i
myślistwa do rolnictwa, i od koczowania do życia w stałych osadach.
Europejskie rolnictwo wywodzi się z jednego centrum: z południowej Anatolii,
gdzie już ok. 7000 lat pne. istniały osady pierwszych rolników. Najbardziej
znane są zabytki ze wzgórza Çatalhöyök 50 km na pd. wschód od miasta Konya.
(Kopią tam również Polacy.) Pierwotność tego ośrodka rolnictwa zgadza się z
tym, że najbardziej archaicznym językiem spośród i.e. był hetycki, używany w
starożytności na tym samym terenie, w Anatolii. (Słowo pokrewne
naszemu "orać" - "harsz-" po hetycku, znaczało nie "orać