korelli
02.10.05, 22:31
Jak powstała ziemia niestety wciaż nie wiemy Na poziomie popularno-naukowym
można by to próbować tłumaczyć akrecją plenetozymali na orbicie
okołoziemskiej, jak to szybko zasugerował p. Sabath. Niestety, jeśli weźmiemy
ten problem na warsztat i zajmiemy sie nim na poważnie, powtórzy sie
dokładnie to, co obserwujemy w przypadku każdej teorii naukowej i co juz
kilkakrotnie podnosiłem w dyskusjach z p. Sabathem, a wiec po wstepnej
euforii ze znalezionego rozwiązania następuje wśród naukowców stopniowa
konsternacja. Wyskakują coraz to nowe problemy, wnioski są sprzeczne między
sobą, badacze są coraz bardziej świadomi, że coś jest nie tak, ale brną dalej
w swym poszukiwaniu prawdy naukowej, które z uwagi na wybór metody nie moze
nigdy zakończyc się sukcesem.
Przyjrzyjmy się wiec bliżej akrecji plantozymali na orbicie okołoziemskiej
i zastanówmy, czy mogło to doprowadzic do powstania globu ziemskiego. Na
szczescie istnieją od pewnego czasu komputery i autorzy tej teorii mogli ją
sprawdzic drogą symulacji komputerowej. Wprowadzili wiec do maszyny
odpowiednie równania oraz dane, takie jak średnica planetozymalu, jego
prędkość orbitalna, gęstość materii, z której powstał, współczynnik
lepkości, itp. a potem kazali maszynie symulowac wszystkie mozliwe sytuacje,
jakie mogły się zdarzyć. I cóż sie okazało? Okazało się że nie istnieje żadna
sensowna kombinacja tych danych, która mogłaby doprowadzic do akrecji
wiekszego bloku materii. Jeśli założmy, że orbity planetozymali krzyżowały
się i dochodziło do upragnionego kontaktu dwu mas, to nie kończyło sie to
przeważnie akrecją, lecz rozbiciem tego, co już narosło i trzeba by zaczynać
od nowa. A jeśli naukowcy opuscili tę najtrudniejszą fazę porodu naszego
globu i przyjeli, że jakimś cudem narósł wiekszy obiekt na orbicie, to wciaz
siła grawitacji była w jego przypadku tak mała, że nie zapewniała mu zadnej
spójności i obiekt powoli zaczynał sie rozchodzić w szwach, stawał sie zwolna
pierścieniem materii na orbicie, takim jak był na poczatku. Dlaczego zaczynał
sie rozchodzić? Otóż należy pamietac o rozrywającym efekcie, jaki na
orbitujace ciało ma zależność predkości orbitalnej od odległości
słońca.Bliższe słońcu partie obiektu mają tendencję do orbitowania szybciej,
zaś dalsze chciałyby orbitować wolniej.W rezulatcie mały obiekt niebieski
siłą rzeczy pozbawiony jeszcze wymaganej spójności (mała lepkosć
planetozymali, mała siła grawitacji ku środkowi), ulegnie stopniowemu
rozerwaniu, nie zas dalszej akrecji. Tak przynajmniej wychodzi z symulacji w
komputerze. Ale czy badacze moga sie przyznac do porazki? Żadną miarą!
Dlatego wciaż serwuja nam bajeczkę o akrecji, co na poziomie szkoły średniej
mozna by nawet przyjąć na słowo.