Dodaj do ulubionych

Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.11.05, 23:37
Tytuł prowokacyjny, ale o to chodzi. Otóż środowiska naukowe ubolewają, ze b.
mały procent PKB przeznaczany jest na badania naukowe. A ja spytam: dlaczego
miałby być większy? Przecież nawet te skromne pieniądze nie sa wykorzystywane
w jakikolwiek sensowny sposób. I nie dają żadnego efektu gospodarczego. Gdyby
wydatki na badania spały w Polsce do zera, nie zmieniło by się nic.
Obserwuj wątek
    • Gość: B.T., Zabrze A zobacz ile forsy idzie na robienie stopni naukow IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.11.05, 15:45
      ych.
      Policzmy...skoro GUS tego nie potrafi

      Przepraszam, że szacunkowo. GUS to powinien zrobić dokładnie. Ile to idzie na
      badania naukowe (stopnie i stanowiska naukowe poprzez publikacje) w Polsce:

      1. Z budżetu poprzez KBN, 3 mld

      2. Na szkolnictwo wyższe, 6 mld, powiedzmy z tego na badania 2 mld

      3. Opłaty studentów za naukę, 6 mld, powiedzmy z tego 4 mld na badania

      4. Dochody profesorów uczelni i PAN-u na czarno i szaro, 2 mld

      5. Finansowanie z przemysłu i instytucji, 1 mld 6. Z UE, jak twierdzi Kleiber,
      0,5 mld.

      7. Z prywatyzacji na Fundacje Nauki Polskiej, różnie ok. 0,2 mld

      Razem na działalność badawczą: 12,7 mld. W stosunku do PKB daje to: 2,2 % jak
      się mówi w Polsce "na naukę" czyli na działalność badawczą jak się mówi w
      innych mądrzejszych krajach. Dodajmy jeszcze jakieś 3 mld zł, które nasi
      szanowni profesorowie uczelni i PAN-u powinni uzyskać ze sprzedaży wyników
      swych prac badawczych tak jak to robi się w normalnych krajach to ten procent
      wzrasta do: 2,7 % w stosunku do PKB.

      Hurrrrrrra! jesteśmy w pierwszej dwunastce krajów Świata i bylibyśmy w
      pierwszej ósemce krajów Świata przeznaczającego na działalność badawczą, czy
      na "naukę polską" jak nie wiadomo dlaczego mówią nasi profesorowie!!! Z
      poważaniem, halo GUS, obudź się!!!

      Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze


    • Gość: alleluja Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.acn.waw.pl 28.11.05, 17:02
      Lepiej wydać na nowe świątynie. Modlitwa więcej zdziała niż najlepszy parowóz
      albo maszyna tkacka. Jezus Cię kocha!
      PS
      Oczywiście warto wydawać również na becikowe, za mało Polaków katolików się
      rodzi.
      • Gość: qwerty Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.05, 17:11
        Chodzi mi raczej o to, że:
        a) produkty high-tech stanowia tylko 2% polskiego eksportu. W tym polska myśl
        dokładnie 0%
        b) jak tylko jakis koncern przejmie firmę w Polsce, pierwszą rzeczą jest
        likwidacja działu badawczo-rozwojowego. Choc ten sam koncern z radością
        rozbuduje taki dział np. w Indiach.
        To chyba świadczy o czymś?
        • Gość: alleluja Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.acn.waw.pl 28.11.05, 17:18
          O to właśnie chodzi! Jedyna rada - obciąć fundusze, innego sposobu nie ma. Czym
          mniej pieniędzy na naukę będzie przeznaczane, tym mniej będzie marnotrawione.
          Wiadomo, że i tak co lepsi naukowcy już dawno z Polski wyjechali, więc po co
          utrzymywać bandę tępych darmozjadów? A kościół dał nam Papieża - w tym kierunku
          powinniśmy iść. Można też dotować górnictwo - ono dało nam Edwarda Gierka.
          Szczęść Boże!
          • Gość: qwerty Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.11.05, 23:25
            kpisz sobie, a ja zaputam poważnie - jakie produkty polskiej nauki udało się
            sprzedać w ciągu ostatnich 15 lat? Podaj trz przykłady. Trzy przykłady na 15 lat
            to chyba niewygórowane żądanie?
      • losiu4 Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? 01.12.05, 10:53
        Gość portalu: alleluja napisał(a):

        > Lepiej wydać na nowe świątynie

        a wiesz co? obserwując marazm w nauce polskiej chyba faktycznie lepiej pare
        kościołów postawić. Popieram Twój pomysł w całej jego niezmierzonej
        rozciągłości :)

        Pozdrawiam

        Losiu
    • Gość: twoja_stara Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.nyc.res.rr.com 29.11.05, 00:27
      Tez tak uwazam. W Polsce wystarczy ze istnieje KUL, reszta jest niewazna i
      nawet niepozadana. Nauka bez katolickiej duchowosci nie ma i nie bedzie miec
      zadnego znaczenia, wiec wydawanie na nia pieniedzy jest niepotrzebne i
      szkodliwe.
      • Gość: qwerty Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.05, 00:35
        pytam o pożytek. O pożytek. O pożytek.
        • you-know-who Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? 04.12.05, 20:40
          qwerty, ty w swoim w niezamierzony sposob komicznym wystapieniu
          nie mozesz pojac roznicy miedzy nauka podstawowa a technologia, czyli
          umiejetnoscia wytwarzania (plus reklamowania, sprzedawania, itd)
          te dwie rzeczy istnialy juz od dawna. ale juz w starozytnej grecji byly od
          siebie oddzielone i od filozofow nie oczekiwano aby ulepszyli sposob produkcji
          albo dystrybucji amfor. oczekiwano od nich czegos znacznie wiecej: zaspokojenia
          ciekawosci, ludzkiej zadzy PRAWDY, proszono o rade jak zyc.
          ty teraz chcesz wszystko zamacic.

          praktyka pokazuje, ze ludzi ograniczonych do spraw przyziemnych jest mniej niz
          50%, wiec publiczne sponsorowanie nauki w krajach demokratycznych nie zniknie.
          nauka i filozofia podupadaja ale sa niezniszczalne, bo taki na szczescie mamy
          potencjal mozgu.

          zyl taki facet w polsce, dosc dawno temu, ktory zajmowal sie zarowno polityka
          monetarna, medycyna, teologia jak i astronomia. czy wiesz o kim mowie?
          wiesz. wszyscy na swiecie wiedza! a DLACZEGO wiesz? (bo przyczynil sie do
          redukcji dziury budzetowej?)
          • Gość: p. who-you-know IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.05, 21:06
            you-know-who napisał:

            > qwerty, ty w swoim w niezamierzony sposob komicznym wystapieniu
            > nie mozesz pojac roznicy miedzy nauka podstawowa a technologia, czyli
            > umiejetnoscia wytwarzania (plus reklamowania, sprzedawania, itd)
            > te dwie rzeczy istnialy juz od dawna. ale juz w starozytnej grecji byly od
            > siebie oddzielone i od filozofow nie oczekiwano aby ulepszyli sposob produkcji
            > albo dystrybucji amfor. oczekiwano od nich czegos znacznie wiecej:
            > zaspokojenia
            > ciekawosci, ludzkiej zadzy PRAWDY, proszono o rade jak zyc.
            > ty teraz chcesz wszystko zamacic.

            Skoro mamy takich swietnych fachowcow od nauk postawowych
            to po co im nasze pieniadze z budzetu?
            Przeciez wygraja w konkursach granty z EU i beda dawac europejczykom
            rady jak zyc.

            Ciekawe jakie rady maja ci nasi medrcowie dla rolnikow
            z bylych pegieerow, albo dla pacjentow ktorzy nie moga sie
            dostac do lekarza bo NFZ wprowadzil limity,
            albo dla pacjentow ktorym NFZ odmawia refundacji lekow
            skazujac ichna smierc ?

            Smialo panie i panowie profesorowie, czekamy z niecierpliwoscia
            na wasze rady jak zyc.

            p.


            • Gość: Szydło Profesorowie wiedzą jak pędzić swój żywot, a reszt IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.12.05, 21:46
              a? Co tam reszta, myśmy genialni, nam należą się zaszczyty, my jesteśmy
              przewodnikiem narodu, my...

              Nie ma kto ich przypilnować, wykombinowali sobie autonomię uczelni za budżetowe
              pieniadze. denerwuje ich tyylko sieć nowych prywatnych uczelni.
            • you-know-who Re: who-you-know 06.12.05, 06:51

              odpowiem historyjka, 100% prawdziwa:
              w panstwie srodka zapanowal straszny czerwony pajak, ktory wszystkich poddanych
              wyposazyl w male czerwone ksiazeczki o tym 'jak zyc' i 'co robic?' (oops, to
              inny pajak, never mind), i zauwazyl ze na jego dworze kreca sie profesorzy o
              dlugich rzadziutkich brodach i rekach nie znajacych pluga.
              > Ciekawe jakie rady maja ci nasi medrcowie dla rolnikow
              > z bylych pegieerow, albo dla pacjentow ktorzy nie moga sie
              > dostac do lekarza
              zapytal pajak-cesarz. nikt nie odwazyl sie odpowiedziec. pajak wyslal wiec
              wszystkich profesorow na resocjalizacje do pegeerow, a ich swiatynie kazal zburzyc.
              ...fast forward 30 lat...
              nowa generacja inteligentnych pajakow juz nigdy nie probowala tamtej rewolucji
              kulturalnej, i zamiast wypedzic profesorow ze dworu, zaczela ksztalcic
              studentow, wielu za panstwowe pieniadze posylac cza grozny ocean, z nadzieja ze
              odbuduja kiedys to co zniszczono. no i.. cholera! udalo im sie. wlasnie szykuja
              sie leciec swa nowa lektyka na ksiezyc.

              przyjemego obcinania zerowych nakladow w prl...sorki, w rp.

              you-know-who
              • Gość: p. O tych co biora wiele razy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.12.05, 08:50
                you-know-who napisał:

                > odpowiem historyjka, 100% prawdziwa:
                > w panstwie srodka zapanowal straszny czerwony pajak, ktory wszystkich
                > poddanych wyposazyl w male czerwone ksiazeczki o tym 'jak zyc' i 'co
                > robic?'
                ...
                > zapytal pajak-cesarz. nikt nie odwazyl sie odpowiedziec. pajak wyslal wiec
                > wszystkich profesorow na resocjalizacje do pegeerow, a ich swiatynie kazal
                > zburzyc.
                ...
                > przyjemego obcinania zerowych nakladow w prl...sorki, w rp.
                >
                > you-know-who

                Ciekawe jak ta historyjka ma sie do 120 godzinnego pensum profesorskiego
                na rok w Polsce za 6000 PLN miesiecznie ???

                Wedlug Ciebie to sa zerowe zarobki rozumiem.
                Zeby tym geniuszom chcialo sie otworzyc geby by oswiecic
                nas swa madroscia zamiast ciagle wolac o wiecej pieniedzy
                to powinni zarabiac ustawowo po 60 000 PLN miesiecznie ??

                A moze to tez za malo by tworzyc cos praktycznego
                co przynosi zysk ?

                Rozumiem ze wg. Ciebie te 6 tys. na miesiac ich tak
                stresuja ze poza krzykiem o wiecej kasy juz na nic innego
                brak im sil i pomyslow.

                A najbardziej stresujace sa dla naszych siwobrodych
                ojcow nauki pytania o efekty ekonomiczne ich dokonan naukowych.

                Faktycznie im i Tobie wydaje sie ze dalej zyjemy PRL-u
                i czy stoi sie czy lezy to 6 tysiecy sie nalezy.

                A jak sie jeszcze dobrze pokombinuje na kilku etatach
                to spokojnie tym bardziej obrotnym daje sie wyciagnac
                ze 30-40 tysiecy na miesiac.

                Faktycznie bieda jest w tej polskiej nauce.
                Co nielicznych stac tylko by jezdzic Bentleyami czy Maybachami

                Znasz jeszcze jakies fajne historyjki ?;-)

                Jak bys nie wiedzial o czym pisze to ma tu link
                do postu leona11:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=33293872&v=2&s=0
                owocnej lektury ;-)

          • Gość: qwerty Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.12.05, 01:22
            różnice pomiedzy podstawową a stosowana znam - swego czsu zajmowałem się i jedna
            i drugą.
            Co do stosowanej: na uzyskanie patentu międzynarodowego trzeba w Polsce wydać 15
            razy więcej pieniędzy niz w bogatych skadinąd Stanach.
            Co do Podstawowej, to ktoś juz podał taki przykład: w Instytucie pewnym ktos
            kupił sekwenator DNA. Po latach okazało sie, że gdyby Instytut zlecał badania na
            zewnątrz koszta błyby 30-krotnie mniejsze przy tych samych rezultatach.
            I o tym mówiłem.
            Pieniądze wydawane na naukę w Polsce to potworne wręcz marnotrawtwo pieniędzy.
            • pomruk Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? 05.12.05, 02:00
              Co do sekwenatorów DNA (pisałem juz o tym gdzieś) jest ich w Polsce ponad setka.
              Ale dziś nie wystarczy pojedyńczy: żeby zrobić sensowny program badań, łączy się
              je w grupy po 50-100 sztuk. Więc teoretycznie w Polsce mozna by robić 2 programy
              na skalę swiatowa jednocześnie. Tylko że nikt nie łaczy sekwenatorów w jeden
              program - działaja oddzielnie i żadnych badań poważnych nie bedzie. No, ale
              forse podatnicy wydali...
          • maksimum Po co w Polsce wydawac na naukę? SLAWNI POLACY 13.12.05, 06:09
            you-know-who napisał:

            > zyl taki facet w polsce, dosc dawno temu, ktory zajmowal sie zarowno polityka
            > monetarna, medycyna, teologia jak i astronomia. czy wiesz o kim mowie?
            > wiesz. wszyscy na swiecie wiedza! a DLACZEGO wiesz? (bo przyczynil sie do
            > redukcji dziury budzetowej?)

            Niby Polak,niby w Polsce a jednak po polsku nie pisal.
            www.kopernik.pl/index.php?id=1&kod=1
            Rzekomo Marie Curie byla Polka,tylko ze jako Polka nic nie wynalazla.
            I Brzezinski jest ponoc Polakiem.
            Chopin stal sie slawny dopiero we Francji,a Paderewski dorobil sie majatku w
            USA.
            Pulaski jest bardziej znany w USA niz w Polsce.
            Jagiello ponoc tez byl Polakiem,ze o Mickiewiczu nie wspomne.
    • Gość: Kot Behemot Dla przetrwania tego, co odbudować nie tak łatwo IP: *.hsd1.ut.comcast.net 06.12.05, 21:52
      Owszem, postawiono ostatnio na drogę rozwoju dla Polski opartą o tanią i jako
      tako wykwalifikowaną (do poziomu licencjata) siłę roboczą. Droga ta jest błędna,
      bo taniością i pracowitością siły roboczej nigdy nie będziemy mogli konkurować z
      Chinami, które już są światową fabryką. Dla państw rozwiniętych właściwą drogą
      jest gospodarka oparta na wiedzy, a choćby teraz nie było do tego u nas chwilowo
      warunków, to warto chociaż przechować to, co mamy (bo Trzecim Światem nie
      byliśmy nigdy).

      Nauka i technika to nie kwestia włożenia iluś tam euro i cieszenie się efektami.
      To bardzo ulotna "infrastruktura" wiedzy, umiejętności i pewnej kultury
      naukowo-technicznej przekazywanych przez profesorów studentom, przez nauczycieli
      uczniom, a najpierw przecież i przez rodziców dzieciom. O czym piszę, wie każdy,
      kto się zawodowo zetknął z Chińczykiem czy Hindusem. Owszem, kończą oni studia,
      dostają doktoraty, znają się wystarczająco na swojej dziedzinie, ale z wiedzą
      generalnie u nich kiepściutko. Przeskok z sadzawki z ryżem do laboratorium nie
      jest wcale taki łatwy i oczywisty. Na to trzeba pokoleń.

      My przeskoku z kartofliska do fabryk dokonaliśmy prawie dwa stulecia temu, w
      zasadzie zgodnie z rytmem rewolucji naukowo-przemysłowej na świecie, w której
      przeciez uczestniczyliśmy przez cały czas. Nawet za komuny, choć zakłócona
      została relacja naukji z przemysłem, ta nauka istniała i dokładała nowe
      osiągnięcia do dorobku poprzedników. I kształciła nowe pokolenia naukowców i
      inżynierów (na poziomie nie odstającym od standardów światowych). Teraz: płacić,
      czy nie? Ależ proszę bardzo, do wyboru. Jeśli NIE płacić, to skutkiem będzie
      przyklepanie przynajmniej na półwiecze wybranego dla Polski 15 lat temu modelu
      rozwoju, w którym montownia Hyundaia, w której robol zarabia 1000 złotych a jego
      nadzorca 1500, jawi się jako high-tech. Jeśli PŁACIĆ, to jest szansa na szybki
      odwrót od tego modelu, jak tylko decydenci ekonomiczni pójdą po rozum do głowy.

      B.
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15562
      • Gość: Carmen Sandiego Re: Dla przetrwania tego, co odbudować nie tak ła IP: *.lr.centurytel.net 12.12.05, 18:12
        Behemocie, decydenci ekonomiczni po rozum do glowy nie pojda, bo sa ksztalceni
        w kulturze przeliczania wszystkiego na pieniadze. Postep tez wyrazaja
        pieniadzem w postaci PKB czy innego nonsensu. Jezeli „pieniadz robi pieniadz”
        to po co robic cos innego.

        W rozumieniu ekonomicznym liczy sie wynalazek ktory mozna sprzedac. W tym
        momencie nie ma nic zlego, zlo jest w tym ze nikt nie rozumie ze ostateczny
        wynalazca stoi na ramionach setek tych co prowadzili czastkowe badania a ci
        stoja na ramionach tysiecy tych co robili jeszcze mniej wazne badania, zatykali
        slepe uliczki i zmudnie zbierali dane doswiadczalne. Ekonomisci mysla ze
        wystarczy miec jednego wynalazce, tymczasem co pokazuje praktyka nie bedzie
        ostatecznego komercyjnego wynalazku ktory jest tym szczytem piramidy rozwoju
        idei jak nie bedzie wystarczajaco duzej ilosci badan tworzacych podstawe tej
        piramidy. Ekonomista zyje bilansem kwartalnym, w ciagu kwartalu nic sie nie da
        w nauce osiagnac i stad prosty juz wniosek ze nauka jest bezproduktywna. Tu i
        owdzie w Polsce cos ktos zrobi, czasami zachwyca sie tym GW ale nie ma jak na
        razie tej duzej piramidy. Taka moze utworzyc tylko rzad bo tylko rzad ma na to
        wystarczajaco duze srodki i tylko rzad moze pozwalac sobie na stawianie
        wieloletnich celow i tylko rzad moze pozwolic sobie na porazke w dziedzinie
        czastkowej aby umozliwiac rozwoj calosci.

        Na polski rzad nie ma co liczyc, obecna sytuacja w szkolnictwie wyzszym jest
        taka ze okreslenie skandal jest jeszcze lagodne. Po to aby pare osob moglo
        dorobic na boku zniszczono cala kulture akademicka, na to nalozyly sie problemy
        transformacji z pedem do szybkiego dorabiania sie, lustracja i rozliczeniami
        osobistymi. Swoje dokladaja skutki zlej powojennie narzuconej organizacji
        szkolnictwa polegajacej na podziale uniwersytetow na oddzielne zawodowe szkoly
        politechniczne, rolnicze, medyczne i inne. Z drugiej strony atakuje bezmyslne
        zapatrzenie w kulture anglosaska i jej tez wyczerpana i juz dawno nieefektywna
        formula organizacyjna. I na koniec sa juz problemy z naszymi cechami
        narodowymi – nepotyzmem, korupcja, kolesiostwem i calym polskiem pieklem. Te
        ostatnie musza powstawac w sytuacji gdy rynek kariery w nauce jest zatkany zla
        organizacja i glupimi ustawami nie wspominajac o zalosnych nakladach.

        Gdy slysze o kolejnej komisji, o kolejnym „procesie bolonskim” czy jakims
        pacanowskim to mnie juz tylko chce sie rzygac. Aby cos zmienic potrzebny jest
        rzad ktory ma wizje i odwage, ten na pewno takim nie jest, ugrzeznie znowu w
        profesorskim gledzeniu kolka wzajemnej adoracji ciagle tych samych
        reformatorow. A lata leca. Tez znam chinczykow i hindusow i to co jest teraz
        nie bedzie wiecznie. Gdy w Polsce otwierano pierwszy reakor jadrowy w Korei
        bylo poletko ryzowe z niepismiennymi wiesniakami. Teraz sie wszyscy podniecaja
        ze to oni zbuduja w Polsce fabryke ekranow cieklokrystalicznych, gdzie Polak
        dostanie srubokret i moze udawac robota przez osiem godzin, aby
        czterdziestoletni emeryt mogl sobie ogladac na nim Dode – Elektrode.

        „Robmy swoje”.
        • Gość: B.T., Zabrze Rzecz w tym Carmen, że w Polsce profesorowie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.05, 23:13
          uczelni wyższych i PAN-ów wszystko robią aby nie budować tej "piramidy" o
          której piszesz.
          Kiedyś w dyskusjach typu, co robisz? Odpowiadano - proadzę badania nad...
          Obecnie na takie samo pytanie odpowiada się z reguły - robie doktorat,
          habilitację i inne stopnie i stanowiska włądzy.

          A forsy ciągna co niemiara: z budżetu, z biednych studentów i ich całych
          rodzin, prywatyzacji itp.
          • Gość: Carmen S. Zamiast odpowiedzi cytat. IP: *.lr.centurytel.net 16.12.05, 04:12
            Cytat z wikipedii:

            Life in the Caltech community is governed by the Honor Code, which states
            simply: "No member of the Caltech community shall take unfair advantage of any
            other member of the Caltech community." This is enforced by a Board of Control,
            which consists of undergraduate students, and by a similar body at the graduate
            level, called the Graduate Review Board. The Honor Code, and the atmosphere of
            respect and trust that it promotes, allows Caltech students to enjoy privileges
            that make for a more relaxed atmosphere. For example, the Honor Code allows the
            professors to trust students sufficiently to give them take-home tests. Almost
            all Caltech tests are take-home, allowing students to take them on their own
            schedule and in their preferred environment.

            Znam ludzi po (i z) Caltechu i wiem ze to prawda. Dziela nas lata swietlne.
            Milej podrozy.
            • Gość: p. Re: Zamiast odpowiedzi cytat. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.12.05, 14:54
              Gość portalu: Carmen S. napisał(a):

              ...
              > Znam ludzi po (i z) Caltechu i wiem ze to prawda. Dziela nas lata swietlne.
              > Milej podrozy.

              i co ten cytat mialby znaczyc w tym kontekscie ???
        • kot.behemot Re: Dla przetrwania tego, co odbudować nie tak ła 14.12.05, 21:17
          > „Robmy swoje”.

          Otóż to. Żeby jeszcze nasze państwo nam w tym nie przeszkadzało...
    • flamengista powodów tego stanu rzeczy jest kilka: 12.12.05, 20:24
      1. Kumoterstwo - duża część grantów przyznawana jest na zasadach towarzyskich,
      nie decyduje wartość projektu a koneksje;

      2. Złe rozliczanie grantów - w efekcie mnóstwo kasy idzie na kupowanie książek
      dla kolegów z zakładu i na egzotyczne konferencje. Najmniej na publikacje i
      faktyczne badania;

      3. Zły system punktowania - przeciętna książka jest wyżej ceniona niż świetny
      artykuł w prestiżowym mięzynarodowym czasopiśmie - a powinno być dokładnie na
      odwrót;

      4. Brak umiejętności "sprzedania" wiedzy - większość naukowców uparcie pisze po
      polsku, zamiast próbować publikować za granicą i faktycznie znaczyć coś w
      międzynarodowym srodowisku naukowym;

      5. Brak odpowiednich nawyków i przyzwyczajeń, szczególnie w zakresie współpracy
      na linii nauka-sektor prywatny. W efekcie większość badań ma się nijak do ew.
      zastosowania praktycznego;

      Czy jednak przez to nie należy zwiększać nakładów na ten cel? Ależ skąd! Właśnie
      należy. Bo przynajmniej część tych dodatkowych środków trafi do młodych,
      ambitnych naukowców, którzy chcą jeździć na zagraniczne konferencje, prowadzić
      ambitne projekty miedzynarodowe, publikować w prestiżowych czasopismach i
      współpracować z wiodącymi firmami przy swoich badaniach.
      • Gość: qwerty Re: powodów tego stanu rzeczy jest kilka: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.05, 22:50
        Pięknie wypunktowałeś wiele "słabości" polskiej nauki. Dodałbym parę, ale ręce
        opdają.
        Tylko piszesz, że należy zwiększać nakłady. A wielu ludzi mówi coraz głośniej :
        niech wykorzystają na razie to, co dostają. Bo te nakłady na razie idą w [tu
        niecenzuralne określenie, które nie spodobałoby się moderatorowi].
      • Gość: xyz Re: powodów tego stanu rzeczy jest kilka: IP: *.uni.opole.pl 13.12.05, 10:09
        Do flamengisty:
        Przeciwstawianie "przeciętnej książki" świetnemu artykułowi" jest fałszywe.
        Nie wszystkie artykuły są świetne. "Książki" też są potrzebne a ich napisanie,
        nawet tych "przeciętnych" zabiera zwykle lata pracy. Nie tak też łatwo je wydać
        (no, nie wszystkim). Po prostu winny być środki zarowno na działalność naukową
        (jeśli są zbyt małe - to muszą być zmarnowane), jak i na dzialalność
        dydaktyczną. Te ostatne choćby dlatego, byśmy potrafili obsłużyć to, co w
        bardziej cywilizowanych krajach wymyślą.
    • Gość: omikron Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.05, 02:01
      Sens wydawania pieniedzy pojawi sie wtedy, gdy WIĘKSZOŚĆ nakładów pójdzie na
      PRYWATNE ośrodki i uczelnie - tak jak w USA. Owszem, będą potrzebne
      "uniwersytety stanowe", ale nie z nich beda wywodzic się nobliści (o ile tacy będą).
      • Gość: p. Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.05, 05:05
        Gość portalu: omikron napisał(a):

        > Sens wydawania pieniedzy pojawi sie wtedy, gdy WIĘKSZOŚĆ nakładów pójdzie na
        > PRYWATNE ośrodki i uczelnie - tak jak w USA. Owszem, będą potrzebne
        > "uniwersytety stanowe", ale nie z nich beda wywodzic się nobliści (o ile tacy
        > będą).

        Uczelnie to juz sa w calosci prywatne.
        Bo te ktore sa niby panstwowe pozostaja faktyczna
        wlasnoscia wladz uczelnianych / rad programowych.

        I nauczaja za ciezkie pieniadze bezwartosciowych
        pie..by tylko pracownicy mogli sobie wyrobic
        pensum.
        A przedmioty godne nauczania ze wzgledu na swoja
        praktyczna przydatnosc, sa redukowane do minimum
        bo nie ma ich kto nauczac.

        Pieniadze teraz nie ida na nauke, tylko na
        dobrze zorganizowana organizacje pasozytow z tytulami
        ktora ssie z budzetu ile sie da i cisagle naciska
        ze chcialaby ssac wiecej.

        • maksimum Po co w Polsce wydawac na naukę? TROCHE LOGIKI 13.12.05, 06:27
          Gość portalu: Carmen Sandiego napisał(a):

          > Tez znam chinczykow i hindusow i to co jest teraz
          > nie bedzie wiecznie. Gdy w Polsce otwierano pierwszy reakor jadrowy w Korei
          > bylo poletko ryzowe z niepismiennymi wiesniakami. Teraz sie wszyscy
          podniecaja
          > ze to oni zbuduja w Polsce fabryke ekranow cieklokrystalicznych, gdzie Polak
          > dostanie srubokret i moze udawac robota przez osiem godzin, aby
          > czterdziestoletni emeryt mogl sobie ogladac na nim Dode – Elektrode.

          Chinczycy czy Koreanczycy zaczeli od podstaw.
          Najpierw buduje sie prezny przemysl,ktory jest konkurencyjny na rynkach
          swiatowych,a dopiero pozniej sie mysli o podrozach kosmicznych.
          W ZSRR i Polsce sprawy od zawsze byly postawione na glowie.
          Zaczelo sie od reaktorow atomowych i lotow kosmicznych ,gdy przemysl byl na
          poziomie 3-cio swiatowym.
          Postawmy wiec sprawy na nogi.
          Najpierw zbudujmy przemysl i obnizmy bezrobocie do 5% tak jak w USA,a pozniej
          pomyslimy zeby wydac troche grosza na tych nieudacznikow profesorow polskich.
          Mam nadzieje,ze Kaczynski na taki pomysl wpadnie i pogoni tych nierobow
          profesorkow od koryta.

        • you-know-who Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? 13.12.05, 06:31
          > dobrze zorganizowana organizacje pasozytow z tytulami
          > ktora ssie z budzetu ile sie da i cisagle naciska
          > ze chcialaby ssac wiecej.

          pewnie tak jest.
          propozycje naprawy? wyrzucic wszystkich czy tylko stare kadry?
          nie byloby to takie zle, ale czekanie na to az cos sie poprawi moze potrwac!




          • Gość: omikron Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.05, 10:20
            Stare kady wyrzucić -to na pewno. Znam bliżej kilku takich i ich myślenie jest
            BEZNADZIEJNIE skażone -nie chcę polityki, ale muszę to napisać- komunizmem.
            "Czy się stoi, czy się leży X tysięcy się należy". I awanturują się, że tylko
            XXX wydatków budżetu idzie na "X tysięcy". Żadnego zrozumienia, że istnieje coś
            takiego, jak WARTOŚĆ pracy.
            • europitek Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? 13.12.05, 14:22
              A dlaczego sie dziwisz ? Jesli oni wiedza, ze ich wlasna praca oraz calego ich
              otoczenia jest nic nie warta, to skad maja wiedziec o istnieniu "wartosci
              pracy". Tyle, ze to nie ma wiele wspolnego z komunizmem - raczej z tradycyjnym u
              nas feudalizmem akademickim. Poza tym jest to przejaw "maksymalizacji zyskow" -
              maksimum pensji za minimum pracy.
              Polska profesura awangarda polskiego kapitalizmu ! (A to haselko to ma duzo
              wspolnego z tym brzydkim slowem na "k") :)
    • Gość: pikuś Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.12.05, 16:04
      Jak to - po co? To rodzaj zapomogi socjalnej dla osób, które nie chca przyjąć
      400 PLN miesięcznie, bo sa ponad.
      • Gość: p. Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.05, 16:21
        Gość portalu: pikuś napisał(a):

        > Jak to - po co? To rodzaj zapomogi socjalnej dla osób, które nie chca przyjąć
        > 400 PLN miesięcznie, bo sa ponad.

        6000 PLN na miesiac to spora zapomoga ;-)

        Powinni dostawac najwyzej 430 pln brutto czyli minimalna
        stawke na pol etatu.

        A za wyniki naukowe czy dydaktyczne placone osobno.
        To studenci powinni miec wybor z kim chca miec zajecia
        z magistrem dysponujacym warsztatem ktory chce sie tym warsztatem
        podzielic czy z profesorem ktory uczy archaicznych pie..k.

        Od finansowania badan naukowych sa granty i przemysl.
        Badania podstawowe powinny byc w 100% finansowane z funduszy
        unijnych.
        Polskie pieniadze powinny isc na to co przynosi zysk do
        budzetu.
        Najpier trzeba cos tam samemu wlozyc by potem mozna bylo
        cos z tego wyjac.
        A paniom i panom uczonym wydaje sie ze budzet to worek bez dna.

    • Gość: xxXxx Re: Po co w Polsce wydawac pieniądze na naukę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.05, 02:17
      Najkrócej: po nic.
    • t0g Re: Zredukować wydatki na naukę do zera. 14.12.05, 21:05
      A nazwy uczelni pozmieniać. Zamiast "Uniwersytet", "Akademia", itp., niech każda
      placówka sie nazywa po prostu "Wyższa Szkoła Zawodowa Taka i Taka".

      Naukę uprawia się nie tylko po to, by mieć z tego efekty ekonomiczne wymierne w
      złotówkach. Działalność naukowa to też niezwykle ważny element w kształceniu
      wysoko wykwalifikowanych kadr. Same ksiązki i wykłady tutaj nie wystarczą.

      Współczesna nauka nie polega na tym, ze każdy kraj dłubie tylko na swoim własnym
      poletku naukowym. Współczesna nauka to ogromny międzynarodowy wysiłek, wktórym
      istnieje multum powiązań pomiędzy grupami badawczymi, nieraz oddalonymi od
      siebie o tysiące kilometrów. Każdy kraj moze w tym wysiłku partycypować - pod
      warunkiem, ze jednak w danym kraju istnieje JAKAŚ przynajmniej "baza". Baza może
      byc nawet skromniutka - ale to juz wystarczy, by budować siec kontaktów z innymi
      ośrodkami w innych krajach. Jest cała kupa świetnych centrów badawczych na
      świecie, które zachęcaja do współpracy z nimi i oferuja najrózniejsze
      ułatwienia. Wystarczy, żeby byla "baza", chocby skromniutka. Ale jeśli w danym
      kraju W OGÓLE sie nie prowadzi badań z jakiejś dziedziny, to trudno rozwijać
      międzynarodowe kontakty w takim kierunku.

      Badania naukowe sa, jak powtarzam, niezwykle istotnym elementem wprocesie
      kształcenia młodych kadr. Państwa, które doceniają role nauki, postawiły ja na
      wysokim poziomie i maja z niej korzyść, moga tutaj dostarczyć uzytecznych
      wzorców. USA z pewnościa do takich krajów nalezy. A poniewaz ja pracuję w
      amerykańskim sektorze akademickim i częśc moich obowiązków zawodowych polega na
      robieniu badań, więc znam trochę te sprawy. Otóz, ostatnio istnieje tutaj silna
      tendencja, by jeszcze bardziej zwiekszyc zaangażowanie studentów w "prawdziwa
      prace naukową". W tradycyjnym systemie, przez kilka pierwszaych lat studenci nie
      brali udziału w samych badaniach - proces kształcenia odbywał sie w salach
      wykładowych i laboratoriach dydaktycznych, ale w tych laboratoriach, w których
      robiło sie już "prawdziwą naukę", to tych młodszych studentów praktycznie nie
      było. Pojawiali sie dopiero na etapie robienia pracy magisterskiej, lub - już
      "na pełny gwizdek" - na atapie robiena doktoratu. W tej chwili jednak istnieje
      silny nacisk, by zejśc z tym "piętro niżej", tak, by ci młodsi studenci też
      mogli partycypować w tej "prawdziwej pracy naukowej". Sposobów pożytecznego
      wykorzystania takich młodych ludzi jest multum, nie tylko studenci sie uczą, ale
      i laboratorium może wiele zyskać.

      Ja, odkad jestem w USA, to cała swoją działalnośc naukową opieram na grantach
      (uczelnia, tutejszym zwyczajem, nie daje mi ani centa na badania, płaci mi tylko
      za dydaktykę). Podobnie moja żona, która pracuje w tej samej uczelni. No więc
      sztukę występowania o fundusze mamy oboje nieźle opanowaną. Otóz, w oparciu o te
      doświadczenia, moge powiedzieć, w tej chili żaden projekt badawczy, wktórym nie
      przewiduje się istotnego udziału "undergrads", czyli tych młodszych studentów,
      w badaniach, nie ma w ogóle szans na uzyskanie grantu.

      Reasumując - jeśli w Polsce istnieją rózne patologie związane z niewłaściwym
      wykorzystaniem pieniedzy podatników kierowanych do finansowania badan, to należy
      te patologie leczyć - ale wszelkie pomysly ucięcia tych funduszy doprowadzic
      moga tylko do cofniecia sie kraju w skali poziomu cywilizacyjnego. Uczelnie
      zamienia sie w takie "nieco lepsze zawodówki", a kraj wyleci poza nawias
      globalnej działalności na polu nauki. Dzaiłalności, do której obecnie w
      niezwykle szybkim tempie "doszlusowywują" nowi członkowie - np. Chiny, Indie,
      Korea Południowa - do niedawna jeszcze kompletne "naukowe pustynie". Ten trend o
      czymś swiadczy, nie?
      • Gość: B.T., Zabrze Problem polega na tym, że profesorowie uczelni nie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.12.05, 01:04
        muszą prowadzić żadnych badań. Stąd nie potrzebni im są żadni studenci.
        Potrzebni im są jedynie asystenci do "wyskrobywania" kolejnych publikacji a nie
        do jakichś tam badań. Forsy na działalność badawczą mają pod dostatkiem. Gra
        idzie tylko o tytuły i stanowiska bo istnieje zasada, że im wyższe stanowisko
        tym wiekszy wpływ na rozdzielnictwo forsy. No, do tego stanowiska potrzebny
        jest stopień i tytuł naukowy - to tak przecież wypada i mozna to uzasadnić.
        Przecież na uczelniach nie prowadzi się żadnych badań. Wiesz przecież ile się
        trzeba napracować aby przebadać dane zagadnienie, a tu trzeba pisać dziesiątki
        publikacji bo ta ILOŚĆ jest jedynym kryterium uzyskiwania stopni i stanowisk i
        też dodatkowego finansowania z budżetu państwa (forsy nigdy nie za wiele).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka