Dodaj do ulubionych

Wielka przegrana kreacjonizmu

IP: *.wl.rockefeller.edu 20.12.05, 18:56
Sędzia Jones właśnie ogłosił wyrok w sprawie Kitzmiller vs. Dover.
Nauczanie "teorii inteligentnego projektu":
- jest motywowane religijnie, więc niezgodne z konstytucją
- ID nie jest nauką
- kreacjoniści są kłamcami

Enzo
Obserwuj wątek
    • Gość: fedra Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.05, 19:13
      Gość portalu: Enzo napisał(a):

      > Sędzia Jones właśnie ogłosił wyrok w sprawie Kitzmiller vs. Dover.
      > Nauczanie "teorii inteligentnego projektu":
      > - jest motywowane religijnie, więc niezgodne z konstytucją
      > - ID nie jest nauką
      > - kreacjoniści są kłamcami

      Świetnie, świetnie. Niedługo sędziowie będą dostawać Nobla z nauk ścisłych.
      • Gość: Enzo Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.wl.rockefeller.edu 20.12.05, 19:15
        A to niby dlaczego? Zastosowanie logiki do faktów ma być takim nowatorstwem?


        Enzo
        • Gość: fedra Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.05, 19:44
          Gość portalu: Enzo napisał(a):

          > A to niby dlaczego? Zastosowanie logiki do faktów ma być takim nowatorstwem?

          Nie załapałeś. Tu chodzi, że niebawem sędziowie będą chyba rozstrzygać spory
          pomiędzy naukowcami, oczywiście stosując: "logikę faktów"! Ha, ha.
          • Gość: Enzo Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.wl.rockefeller.edu 20.12.05, 19:58
            > Nie załapałeś. Tu chodzi, że niebawem sędziowie będą chyba rozstrzygać spory
            > pomiędzy naukowcami, oczywiście stosując: "logikę faktów"! Ha, ha.

            Dalej nie łapię... Musisz się jaśniej wyrażac

            Enzo
            • Gość: fedra Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.05, 20:13
              Gość portalu: Enzo napisał(a):

              > Dalej nie łapię... Musisz się jaśniej wyrażac

              Chyba żartujesz! Powtórzę jednak. Uważam, że sądy nie powinny rozstrzygać
              sporów naukowych, bo to nie ich domena.
              • Gość: Enzo Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.wl.rockefeller.edu 20.12.05, 20:15
                >
                > Chyba żartujesz! Powtórzę jednak. Uważam, że sądy nie powinny rozstrzygać
                > sporów naukowych, bo to nie ich domena.

                Ależ to nie był spór naukowy, ID nie jest nauką.
                Była to klęska propagandy kreacjonistycznej, której poraz kolejny nie udało się
                oszukać sądu.

                Enzo
                • Gość: fedra Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.05, 20:33
                  Gość portalu: Enzo napisał(a):

                  > Ależ to nie był spór naukowy, ID nie jest nauką.

                  No widzisz, sam wpadłeś w pułapkę! Orzekanie co jest, a co nie jest nauką, ma
                  zdecydowanie charakter naukowy, a nie prawny. Tyś tam w sprawach prawnych USA
                  bardziej oblatany, wyjaśniej, jak to jest. Jeżeli się myle, z góry przepraszam.
                  • Gość: Enzo Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.wl.rockefeller.edu 20.12.05, 20:55
                    > No widzisz, sam wpadłeś w pułapkę!

                    ???

                    > Orzekanie co jest, a co nie jest nauką, ma
                    > zdecydowanie charakter naukowy, a nie prawny.

                    To nie było orzekanie, a stwierdzenie faktu.

                    > Tyś tam w sprawach prawnych USA
                    > bardziej oblatany, wyjaśniej, jak to jest.
                    > Jeżeli się myle, z góry przepraszam.

                    Zadaniem sądu pierwszej instancji jest m.in. ustalenie faktów (finding of
                    facts). Stanowią one podstawę orzeczenia. W tym przypadku - zakazu nauczania
                    kreacjonizmu w wersji ID na lekcjach biologii w szkołach publicznych.

                    Enzo
                    • felusiak1 enzo dalej nie rozumiesz 22.12.05, 04:09
                      i nie ma nadziek, ze zrozumiesz.
              • stefan4 Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 20.12.05, 21:10
                fedra:
                > Uważam, że sądy nie powinny rozstrzygać sporów naukowych, bo to nie ich
                > domena.

                Masz rację, że nie powinny. Ale też żaden sąd nie zajął się tu żadną nauką. O
                ile rozumiem, powództwo pochodziło nie od naukowców, tylko od jakiegoś komitetu
                rodziców, zaniepokojonego tym, że ich dzieciom wtyka się w głowy jakieś
                kreacjonistyczne interpretacje. Pozwanymi byli nie naukowcy, tylko lokalna
                School Board
                • Gość: Enzo Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.rockefeller.edu 20.12.05, 21:20
                  > Sędzia nie rozstrzygał, co jest prawdą naukową, tylko czy narzucenie szkołom
                  > obowiązku przestrzegania uczniów przed ewolucjonizmem jest próbą przemycenia
                  > religii do szkoły (i w takim razie jest zabronione) czy może sprzyja edukacji.
                  > Zawyrokował to pierwsze i przegrana School Board zmieniła skład.
                  >
                  > W ten spór nauka nie była zaangażowana w najmniejszym stopniu.

                  To nie jest do końca prawdą. Oprócz decyzji o której piszesz powyżej, sąd
                  ustalił fakt, że 'teoria inteligentnego projektu' nie jest teoria naukową.
                  Ustalenie tego faktu stanowiło sporą część procesu, gdyż Rada Edukacyjna
                  strasznie się chciała wykazać. Zeznawał m.in. jeden z 'twórców' ID, Michael
                  Behe, który zrobił z siebie kompletnego idiotę (przyznał m.in. że jeśli uznać ID
                  za naukę, to również należałoby astrologię)

                  > Spór o kreacjonizm w ogóle nie jest sporem naukowym tylko polityczno-obyczajowym.

                  Z tym się zgodzę. Sąd nie dał się nabrać na argumenty kreacjonistów, jakoby ID
                  było nauką.

                  Istotną klęską kreacjonistów, jest w tym fakt, że sąd nie dał się nabrać na nowy
                  trick w postaci ID. Teraz im znowu zejdzie 10-20 lat na przegrupowanie.

                  > Nauka ma inne problemy, również z ewolucjonizmem.

                  ??? Można wiedzieć jakie ? :)

                  Enzo
                  • stefan4 Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 20.12.05, 23:32
                    Ja:
                    > Nauka ma inne problemy, również z ewolucjonizmem.

                    Enzo:
                    > ??? Można wiedzieć jakie ? :)

                    Wydaje mi się, że nie ma problemu ,,czy'', ale jest problem ,,jak''.
                    Dokładniej: chodzi o szczegółowe mechanizmy, którymi działa ewolucja.

                    W niektórych sytuacjach rozwój jakiejś cechy można wyjaśnić albo przez dobór
                    płciowy, albo przez dobór krewniaczy, albo przez neotenię i nie ma jasnych
                    kryteriów, żeby rozstrzygnąć, który z tych mechanizmów przyczynił się w jakim
                    stopniu. Ewolucjonizm jest nauką jakościową, mało co daje się w nim policzyć (o
                    Hamiltonie wiem). Mam nadzieję, że dalszy rozwój ewolucjonizmu doprowadzi do
                    możliwości oszacowania np. siły presji selekcyjnej jakiegoś czynnika w jakichś
                    warunkach.

                    Nie jest całkiem jasne, kto jest podmiotem gry o przetrwanie i propagację.
                    Kiedyś mówiono, że gatunki, ale to oczywiście się nie utrzymało. Potem mówiono,
                    że jednostki, ale wtedy nie wiadomo, dlaczego rodzice troszczą się o dzieci.
                    Potem mówiono, że genotyp, ale precież genotyp się rozwadnia o 50% w każdym
                    pokoleniu, więc po 10 pokoleniach zostaje z niego niecały 1 promil. Zresztą
                    argumenty przeciwko selekcji grupowej stosują się w pewnym stopniu przeciwko
                    selekcji grup genów. Może więc pojedynczy gen
                    • Gość: Enzo Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.c3-0.nyr-ubr1.nyr.ny.cable.rcn.com 21.12.05, 03:47
                      > Wydaje mi się, że nie ma problemu ,,czy'', ale jest problem ,,jak''.
                      > Dokładniej: chodzi o szczegółowe mechanizmy, którymi działa ewolucja.

                      Mechanizmy są dosyć dokładnie poznane. Więc chyba nie o to Ci chodzi.
                      Zastosowanie teorii ewolucji do pewnych konkretnych problemów może być
                      problematyczne, ale to głównie z powodu ogromu danych i niewiadomych, które
                      trzeba mieć na uwadze.

                      Tam gdzie można wyizolować wszystkie zmienne TE daje zdumiewająco dokładne
                      przewidywania. Wystraczy wspomnieć badania Grantów nad ziębami Darwina. Innym
                      dobrym przykładem było przewidzenie strategi cyklicznych przez Maynarda-Smitha,
                      później znalezione w przyrodzie i zgodne z przewidywaniami ilościowymi.
                      Tutaj np. możesz o tym poczytać:
                      www.sciam.com/article.cfm?articleID=00073D8B-26B2-1C68-B882809EC588ED9F


                      >
                      > W niektórych sytuacjach rozwój jakiejś cechy można wyjaśnić albo przez dobór
                      > płciowy, albo przez dobór krewniaczy, albo przez neotenię i nie ma jasnych
                      > kryteriów, żeby rozstrzygnąć, który z tych mechanizmów przyczynił się w jakim
                      > stopniu.

                      Myślę, że to twierdzenie wynika raczej z pobieżnej znajomości TE. W praktyce
                      sytuacja jest o wiele prostsza.

                      Dobór płciowy, jako teoria ma tą paskudną właściwość, że w zasadzie jest
                      nienaukowy, tzn. nienaukowe są odwłowywania się do niego bez posiadania
                      konkretnych danych eksperymentalnych. Jeśli ktoś Ci mówi że jakaś cecha jest
                      wynikiem doboru płciowego, ale jednocześnie nie podaje konkretnych wyników na
                      potwierdzenie tego to należy się popukać w głowę.

                      > Ewolucjonizm jest nauką jakościową, mało co daje się w nim policzyć (
                      > o Hamiltonie wiem).

                      Nie masz tutaj racji. Ewolucjonizm, już od czasów Ronalda Fishera jest jak
                      najbardziej ilościowy. Jak już pisałem wyżej, praktyczne zastosowanie ilościowe
                      jest ograniczone dostępnością danych.

                      proces ewolucji ilościowo, dokładnie i zupełnie jest opisany tzw równaniem Price'a:

                      W delta Z = cov (w,z) + E (w delta z);
                      gdzie W - średnie dostosowanie, delta Z zmiana średniej wartości cechy w
                      populacji, cov() - kowariancja, w - dostosowanie i-tego fenotypu, z - wartość
                      cechy i-tego fenotypu, E() - wartość oczekiwana.

                      Człon kowariacyjny opisuje proces doboru, człon wartości oczekiwanej opisuje
                      procesy transmisyjne (np. mutacje)

                      Z tego równania można wyprowadzić w zasadzie każdą istotną tautologię TE. Np.
                      podstawiając z=w i Z=W otrzymujemy Podstawowe Twierdzenie Doboru Naturalnego.


                      > Mam nadzieję, że dalszy rozwój ewolucjonizmu doprowadzi do
                      > możliwości oszacowania np. siły presji selekcyjnej jakiegoś czynnika w jakichś
                      > warunkach.

                      Poczytaj sobie o pracach Grantów - mają dokładnie takie wyniki.


                      >
                      > Nie jest całkiem jasne, kto jest podmiotem gry o przetrwanie i propagację.
                      > Kiedyś mówiono, że gatunki, ale to oczywiście się nie utrzymało. Potem mówiono
                      > ,
                      > że jednostki, ale wtedy nie wiadomo, dlaczego rodzice troszczą się o dzieci.

                      To są troche takie tłumaczenia na chłopski rozum. Wynikają z uproszczeń w
                      rozumowaniu.


                      > Potem mówiono, że genotyp, ale precież genotyp się rozwadnia o 50% w każdym
                      > pokoleniu, więc po 10 pokoleniach zostaje z niego niecały 1 promil.

                      Pierwsze słyszę :)

                      > Zresztą
                      > argumenty przeciwko selekcji grupowej stosują się w pewnym stopniu przeciwko
                      > selekcji grup genów. Może więc pojedynczy gen
                      • stefan4 Price i inni 21.12.05, 19:41

                        No to mamy wiele spraw do omówienia. Muszę na wstępie zacząć od głośnego
                        powtórzenia, że NIE JESTEM BIOLOGIEM. Proszę Cię, żebyś postarał się wyjaśnić
                        mi, gdzie błądzę i darował niezręczności terminologiczne; i żebyś wykazał
                        pobłażliwość dla luk w mojej wiedzy w kwestiach niezwiązanych bezpośrednio z
                        tematem a wyprowadził mnie na równą drogę z tych związanych z tematem. Opieram
                        się na tym, co zrozumiałem z kilkunastu książek popularno-naukowych oraz z wielu
                        dyskusji z biologami-ewolucjonistami; to jest oczywiście znacznie mniej niż
                        regularne studia.

                        Zacznijmy od spraw, w których się zgadzamy, a czym cięższa niezgoda, tym
                        bardziej będę ją odsuwał na później.

                        Enzo:
                        > Próbujesz trochę odkrywać koło na nowo. Procesy symbiozy i kooperacji są jak
                        > najbardziej wyjasnialne na poziomie TE.

                        Nie próbuję odkrywać koła w biologii, to nie moja działka. Ale pytałeś, co jest
                        problemem ewolucjonistów, więc zacytowałem kilka rzeczy, o których sądzę, że
                        ewolucjoniści je uważają za żywe problemy badawcze.

                        Enzo:
                        > Wciąż się odkrywa różne ciekawe aspekty, ale o to przecież w nauce chodzi?

                        Jasne. To była moja główna myśl: nauka jest tam, gdzie nie wszystko wiadomo i
                        gdzie się aktywnie pracuje nad powiększeniem wiedzy. Jak już będzie wiadomo, to
                        to nie będzie nauka tylko rzemiosło, albo technologia, albo inne takie. Ku
                        mojemu zdziwieniu zareagowałeś pytajnikami na moje stwierdzenie, że w
                        ewolucjonizmie też są problemy otwarte. Wyraziłem to stwierdzenie innymi
                        słowami; może tym sformułowaniem spowodowałem nieporozumienie?

                        Enzo:
                        > Dobór płciowy, jako teoria ma tą paskudną właściwość, że w zasadzie jest
                        > nienaukowy, tzn. nienaukowe są odwłowywania się do niego bez posiadania
                        > konkretnych danych eksperymentalnych. Jeśli ktoś Ci mówi że jakaś cecha jest
                        > wynikiem doboru płciowego, ale jednocześnie nie podaje konkretnych wyników na
                        > potwierdzenie tego to należy się popukać w głowę.

                        Enzo, wyjmujesz mi z serca to, co sam chciałem powiedzieć, ale nie byłem pewien,
                        czy to nie jest herezja. Czy jesteś pewien, że Ty nie jesteś heretykiem?
                        Wyjaśnienia z powołaniem się na dobór płciowy najczęściej wydawały mi się zbyt
                        łatwe i zbyt nieweryfikowalne. Ale dobór płciowy to przecież nie mój pomysł,
                        tylko ewolucjonistów.

                        Ja zresztą nie uważam teorii doboru płciowego za fałszywą od góry do dołu.
                        Uważam tylko, że jest przez szkołę Dawkinsa nadużywana do zatykania dziur w
                        wiedzy.

                        Enzo:
                        > Zastosowanie teorii ewolucji do pewnych konkretnych problemów może być
                        > problematyczne, ale to głównie z powodu ogromu danyqch i niewiadomych, które
                        > trzeba mieć na uwadze.

                        Ogrom danych i niewiadomych przydarza się każdej wiedzy przyrodniczej, nie tylko
                        ewolucjonizmowi. Jednak zwykle potrafimy je posortować na mniej i bardziej
                        istotne i przeprowadzić obliczenie przybliżone, biorąc pod uwagę tylko tyle
                        faktów, ile się zmieści w komputerze. Zwykle potrafimy wtedy również oszacować
                        błąd obliczeń. Tak robią zarówno astronomowie jak meteorolodzy; nie widzę
                        zasadniczych przyczyn, żeby nie mogli tego robić ewolucjoniści. Ale muszą
                        przedtem umieć oszacować znaczenie różnych danych, żeby wiedzieć, które z nich
                        można zaniedbać i z jakim błędem.

                        stefan4:
                        > Potem mówiono, że genotyp, ale precież genotyp się rozwadnia o 50% w każdym
                        > pokoleniu, więc po 10 pokoleniach zostaje z niego niecały 1 promil.
                        Enzo:
                        > Pierwsze słyszę :)

                        Co pierwsze słyszysz? Że masz ze swoim synem tylko 50% wspólnych genów? Czy że
                        masz ze swoim wnukiem tylko 25% wspólnych genów? A ze swoim pra^10-potomkiem
                        masz 1/2^10 = 1/1024 < 1/1000 = 1promil wspólnych genów. Czego z tych rzeczy
                        nie słyszałeś?

                        Enzo:
                        > Nie masz tutaj racji. Ewolucjonizm, już od czasów Ronalda Fishera jest jak
                        > najbardziej ilościowy. Jak już pisałem wyżej, praktyczne zastosowanie
                        > ilościowe jest ograniczone dostępnością danych. proces ewolucji ilościowo,
                        > dokładnie i zupełnie jest opisany tzw równaniem Price'a:
                        > W delta Z = cov (w,z) + E (w delta z);
                        > gdzie W - średnie dostosowanie, delta Z zmiana średniej wartości cechy w
                        > populacji, cov() - kowariancja, w - dostosowanie i-tego fenotypu, z - wartość
                        > cechy i-tego fenotypu, E() - wartość oczekiwana.

                        To jest ciekawe, dziękuję za zwrócenie uwagi. Poczytałem sobie na ten temat
                        witrynki www.gnxp.com/MT2/archives/002372.html oraz
                        en.wikipedia.org/wiki/Price_equation . Sam wzór jest matematyczną
                        oczywistością; trudniej mi idzie z przemyśleniem jego konsekwencji
                        biologicznych.

                        Jednak na razie nie całkiem zgadzam się z Twoim stwierdzeniem, że ,,proces
                        ewolucji ilościowo, dokładnie i zupełnie jest opisany tzw równaniem Price'a'',
                        bo wydaje mi się, że potrafiłbym podać ,,komplikacje'', których to równanie
                        przynajmniej w tej postaci nie opisuje. Martwi mnie, że analizowany jest wpływ
                        na dostosowanie zaledwie pojedynczej cechy a nie zespołu cech. I jeszcze, że
                        równanie nie zawiera żadnej informacji biologicznej, tylko czystą matematykę.

                        Jeśli na przykład jakaś cecha bardzo sprzyja dostosowaniu, póki jest rzadka w
                        populacji, a wcale, gdy już się rozpowszechni, to z równania nie wynika (w
                        każdym razie ja nie widzę na razie, żeby wynikało), czy ustali się na jakimś
                        poziomie, czy też będzie pulsować (cyklicznie rozpowszechniać się i zanikać).

                        Enzo:
                        > Innym dobrym przykładem było przewidzenie strategi cyklicznych przez
                        > Maynarda-Smitha, później znalezione w przyrodzie i zgodne z przewidywaniami
                        > ilościowymi. Tutaj np. możesz o tym poczytać:
                        > www.sciam.com/article.cfm?articleID=00073D8B-26B2-1C68-B882809EC588ED9F

                        Dzięki za link. Jest ciekawy, ale chyba mało związany z równaniem Price'a.
                        Przeciwnie, to jest chyba właśnie opis sytuacji, w której równanie Price'a nie
                        ma nic do powiedzenia. Jest oczywiście nadal prawdziwe, bo ogólne wzory
                        matematyczne są zawsze prawdziwe, tylko że nic z niego nie wynika w sprawie tych
                        jaszczurek.

                        Enzo:
                        > Z tego równania można wyprowadzić w zasadzie każdą istotną tautologię TE.

                        No właśnie, tautologię. Ale TE nie jest przecież wyłacznie studiowaniem
                        tautologii, prawda? Zresztą myślę, że nie każdą tautologię. Możnaby pewnie
                        uogólnić Price'a na rozpatrywanie więcej niż jednej cechy na raz i otrzymać
                        więcej tautologii niż z tej podstawowej wersji.

                        - Stefan

                        --
                        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                        • europitek Re: Price i inni 21.12.05, 22:51
                          Ja czytając Twoje "żale" pod adresem ewolucjonizmu odniosłem wrażenie, że
                          oczekujesz większej precyzji i pewności wyników niż on jest w stanie Ci
                          zaoferować. Tu przypomniała mi sie nasza wcześniejsza dyskusja o szachach i
                          wygrywającej "strategii". Może w przypadku szachów i teorii ewolucji istnieje
                          jakaś granica, że tak powiem, sensownej albo opłacalnej dokładności. Jeśli tak,
                          to czasami będzie się bardziej opłacać (a różnych względów) pozostanie na jakimś
                          poziomie ogólności, niejako zakładającym określony brak precyzji wniosków.
                          • stefan4 Re: Price i inni 22.12.05, 00:20
                            europitek:
                            > Ja czytając Twoje "żale" pod adresem ewolucjonizmu

                            No nie, jakie żale?!
                            • Gość: Enzo Re: Price i inni IP: *.c3-0.nyr-ubr1.nyr.ny.cable.rcn.com 22.12.05, 01:49
                              > Enzo uważa, że ewolucjonizm jest w stanie zaoferować mi tyle precyzji, na ile
                              > starczy mi mocy obliczeniowej.

                              Enzo uważa, że ograniczeni jesteśmy głównie dostępnością danych, mocy
                              obliczeniowej nam nie potrzeba :)

                              > Ja uważam, że tak kiedyś będzie, ale na razie
                              > jeszcze nie jest. Ty uważasz, że nie będzie. Czy tak?

                              też uważam, że wiele się jeszcze nauczymy.


                              > Zresztą gdyby było
                              > możliwe prognozowanie, jaką drogą potoczy się ewolucja jakiejś populacji w
                              > zadanych warunkach, to praktyczne zastosowania takiej możliwości byłyby
                              > niezmierzone. Dlatego nikt się nie zatrzyma na poziomie ogólnym, o ile będzie
                              > istnieć możliwość uszczegóławiania.

                              Nie wiem o co Ci konkretnei chodzi. Możesz podać przykład jakiegoś przewidywania
                              z którym masz kłopot?

                              > Ja myślę, ze będzie istnieć. Enzo zdaje się myśli, że już istnieje.

                              Myślę, że istnieje. Grantowie np., zmierzywszy ileś set tam różnych parametrów
                              środowiska byli w stanie całkiem dokładnie przewidzieć ewolucję zięb Darwina.

                              jeśli uważasz, że TE jest jakoś nienormalnie niedorozwinięta, to przewidź
                              szóstkę w totolotku :) W sumie też jest ten system dokładnie opisany prostymi
                              prawami fizyki.

                              Enzo

                              • rs_gazeta_forum program, gen a jego kopia 22.12.05, 02:54
                                stefan4 napisał:
                                > Nie jest całkiem jasne, kto jest podmiotem gry o przetrwanie i propagację.
                                > ...
                                > Potem mówiono, że genotyp, ale precież genotyp się rozwadnia o 50% w każdym
                                > pokoleniu, więc po 10 pokoleniach zostaje z niego niecały 1 promil. Zresztą
                                > argumenty przeciwko selekcji grupowej stosują się w pewnym stopniu przeciwko
                                > selekcji grup genów. Może więc pojedynczy gen
                                • stefan4 Re: program, gen a jego kopia 22.12.05, 09:24
                                  rs_gazeta_forum:
                                  > Stefanie, odnoszę nieodparte wrażenie, że traktujesz gen/zespół genów zawsze
                                  > jako kopię programu, a nie sam program. Stąd ten 1 promil i problem genów
                                  > mitochondriów u mężczyzn.
                                  > Na przykładzie tego ostatniego: geny mitochondriów mężczyzny nie muszą
                                  > pozostawiać po sobie bezpośredniej kopii, wszak te kopie istnieją w ciałach
                                  > jego sióstr.

                                  Tak, z tymi kopiami genów mitochondrialnych masz rację, palnąłem.

                                  Nie rozumiem jednak, dlaczego do tej samej szuflady wkładasz ,,1 promil''.
                                  Zaczęło się od zastanawiania się, kto jest podmiotem gry o przetrwanie i
                                  propagację: zespół genów czy pojedynczy gen. Zgadzam się z Tobą, że powinienem
                                  mieć na myśli te rzeczy jako programy a nie jako konkretne ich zapisy. Ale
                                  nadal chcę wiedzieć, czy gen czy zespół.

                                  Jeśli działa grupowa selekcja genów; czyli selekcja genotypów, to rozmnażanie
                                  płciowe jest złą strategią, bo genotyp szybko przestaje istnieć; z wyjątkiem
                                  kazirodztwa, które ma za to inne wady.

                                  Prościej (ale nie wiem, czy poprawniej) jest przyjąć, że albo
                                  # selekcjonowane są pojedyncze geny
                                  • stefan4 Re: program, gen a jego kopia 22.12.05, 09:47
                                    rs_gazeta_forum:
                                    > geny mitochondriów mężczyzny nie muszą pozostawiać po sobie bezpośredniej
                                    > kopii, wszak te kopie istnieją w ciałach jego sióstr.

                                    stefan4:
                                    > Tak, z tymi kopiami genów mitochondrialnych masz rację, palnąłem.

                                    Chyba jednak za szybko się poddałem. No bo tak: wyobraź sobie, że ktoś tam ma
                                    się rozmnożyć i jego geny maja ustalić, jaką płeć ma mieć potomek.

                                    Wg Ciebie postawa negocjacyjna genu mitochondrialnego jest taka: ,,a co się będę
                                    kłocić, jak będzie dziewczynka, to kiedyś przekaże dalej moją kopię, a jeśli
                                    chłopczyk, to pewnie nie on ostatni, będzie jeszcze miał siostrzyczkę, to na
                                    niej sobie odkuję stratę''. No to teraz co się stanie, jeśli wśród takich genów
                                    mitochondrialnych pojawi się mutant, który zawsze przy okazji rozmnażania
                                    wielkim głosem wrzeszczy: ,,teraz ma być dziewczynka!''.

                                    Otóż on ma rację, bo siostrzyczka albo będzie, albo jej nie będzie, lepiej brać
                                    swoje teraz; taki mutant pozostawi więcej kopii. Tak więc Twoja strategia
                                    zgadzania się na chłopca i liczenia na kopie w siostrzyczkach nie jest
                                    ewolucyjnie stabilna.

                                    Równowaga płci leży w interesie genów jądrowych (może z wyjątkiem Y, który jest
                                    zainteresowany w chłopcach), ale nie lezy w interesie genów mitochondrialnych.
                                    Matt Ridley w ,,Czerwonej królowej'' mówi wprost o ,,tłumieniu buntu'' genów
                                    mitochondrialnych.

                                    - Stefan

                                    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                                    • rs_gazeta_forum Re: program, gen a jego kopia 22.12.05, 14:35
                                      Nie jestem pewien, czy nie przyjmujemy punktu widzenia zbyt nastawionego na
                                      'walkę' genów, a nie na ich działanie czy współdziałanie.

                                      I to trochę nie tak, z tym moim zdaniem, jak wygląda 'postawa negocjacyjna'
                                      genów mitochondrialnych.
                                      Otóż ona sobie może być, po poszczególnych mutacjach (albo i bez nich), bardzo
                                      różna.
                                      Natomiast ewolucyjnie stabilna okazała się ta, która jest :).
                                      Tylko ewolucyjnie stabilna dla kogo/czego?
                                      W moim pojęciu, nie dla pojedynczego genu, ale zespołu trwających w czasie
                                      genów, potrafiących utworzyć organizm budujący ich kopie.

                                      > No to teraz co się stanie, jeśli wśród takich genów
                                      > mitochondrialnych pojawi się mutant, który zawsze przy okazji rozmnażania
                                      > wielkim głosem wrzeszczy: ,,teraz ma być dziewczynka!''.
                                      > Otóż on ma rację, bo siostrzyczka albo będzie, albo jej nie będzie, lepiej
                                      > brać swoje teraz; taki mutant pozostawi więcej kopii. Tak więc Twoja
                                      > strategia zgadzania się na chłopca i liczenia na kopie w siostrzyczkach nie
                                      > jest ewolucyjnie stabilna.

                                      Za szybko przeszedłeś do tego braku stabilności, bo nie zależy to tylko od
                                      pojedynczego genu.
                                      Co taki mutant osiągnąłby? Jak rozumiem, twierdzisz, że zwiększenie ilości
                                      swoich kopii.
                                      W stosunku do czego?
                                      Przecież w stosunku do genu-programu, z którego powstał, i niczego więcej.
                                      Natomiast sukces taki może nie być sukcesem ewolucyjnym (ewolucyjnie stabilnym)
                                      całego zespołu, podobnie jak komórka rakowata odnosi sukces tylko do czasu
                                      śmierci żywiciela.

                                      Rzecz cała polega, jak rozumiem, na takim współdziałaniu genów-programów, by w
                                      długim przeciągu czasu w stosunku do czasu osiągnięcia dojrzałości płciowej
                                      przez pojedynczego ich nosiciela po pierwsze, po prostu, przetrwać. W tym sensie
                                      mierzenie sukcesu chwilową częstością występowania, a nie długim występowaniem,
                                      jest nieco mylące.
                                      I właśnie sukces pojedynczego genu, długofalowo kolidujący z sukcesem całego
                                      zespołu, na pewno często ma miejsce, ale jest likwidowany w dłuższym okresie
                                      czasu. Sukces strategii rozpatrywał bym więc nie na poziomie genów
                                      mitochondrialnych, ale całego zespołu genów płynącego w czasie.

                                      Poza tym wchodzimy, zadaje się, na obszar opisywany przez Dawkinsa obrazowo
                                      poprzez poszczególne doliny, stoki i szczyty górskie.
                                      I stąd mówienie o 'dyktaturze' genów jądrowych jest tak samo obrazowe, jak
                                      mówienie o dyktaturze 'soczewki' w budowie oka człowieka - mogłoby być ono
                                      zbudowane, jak to jest u niektórych innych organizmów, na planie zwierciadła,
                                      ale nie jest, bo tak się kiedyś akurat zaczęło kształtować, i DZIAŁA.
                                      Strategia polegająca na większej ilości samic niż samców czy odwrotnie, nie jest
                                      ewolucyjnie stabilna z punktu widzenia zespołu i tyle.

                                      ---

                                      > Prościej (ale nie wiem, czy poprawniej) jest przyjąć, że albo
                                      > # selekcjonowane są pojedyncze geny
                                      • stefan4 Re: program, gen a jego kopia 23.12.05, 00:01
                                        rs_gazeta_forum:
                                        > I to trochę nie tak, z tym moim zdaniem, jak wygląda 'postawa negocjacyjna'
                                        > genów mitochondrialnych. Otóż ona sobie może być, po poszczególnych mutacjach
                                        > (albo i bez nich), bardzo różna. Natomiast ewolucyjnie stabilna okazała się
                                        > ta, która jest :).

                                        No, śmieszek na końcu, uff... Bo ja się zawsze trochę boję takich rozumowań
                                        ewolucyjnych, które ocierają się o tautologiczność. Łatwych wyjaśnień w stylu
                                        ,,działa tu mechanizm umfa-umfa, bo przecież jest nie do pomyślenia, że mógłby
                                        nie działać''.

                                        W naiwnym rozumieniu TE wydaje się tautologiczna: głosi ona, że sukces odnosi
                                        lepiej przystosowany, a przystosowanie mierzy odnoszonymi sukcesami. Wobec tego
                                        głosi ona, że sukces odnosi ten, kto odnosi sukces. Niezbyt odkrywcze, prawda?
                                        Przez pewien czas Popper nie chciał przyznać TE statusu nauki twierdząc, że jest
                                        ona tautologiczna a więc niefalsyfikowalna. Potem się do niej przekonał, bo
                                        zajarzył, że TE jest głębsza niż tylko przedstawiana powszechnie tautologiczna
                                        powierzchnia. Ale tautologiczność dręczy popularne przedstawienia TE nadal;
                                        mnie np. odrzucają książezki Dawkinsa właśnie ze względu na nią.

                                        A teraz Ty wyrażasz gotowość podparcia DOWOLNYCH obserwacji ciągle tą samą
                                        teorią. Teoria powinna dopuszczać pewne obserwacje a wykluczać inne; a jeśli
                                        któreś z wykluczonych jednak się zdarzą, to uznać się za pokonaną i paść na polu
                                        chwały. Teoria w każdych warunkach zwycięska, jest bezwartościowa. Na
                                        szczęście postawiłeś śmieszek.

                                        rs_gazeta_forum:
                                        > Tylko ewolucyjnie stabilna dla kogo/czego?

                                        Nie ma ,,dla kogo'', stabilna to stabilna, znaczy, że się utrzymuje w populacji.

                                        rs_gazeta_forum:
                                        > Co taki mutant osiągnąłby? Jak rozumiem, twierdzisz, że zwiększenie ilości
                                        > swoich kopii.
                                        > W stosunku do czego?

                                        W stosunku do innych niezmutowanych genów.

                                        To nie ja wynalazłem pojęcie ,,stabilności ewolucyjnej''. Tak się standardowo
                                        wyjaśnia, jakie cechy mogą się rozpowszechnić w populacji a jakie nie. Moim
                                        zdaniem to jest cenne narzędzie, ale trzeba je stosować z umiarem. Największą
                                        korzyść dostaje się wtedy, gdy wynik rozumowania o stabilności ewolucyjnej stają
                                        w konflikcie z jakąś obserwacją lub eksperymentem
                                        • rs_gazeta_forum Re: program, gen a jego kopia 23.12.05, 15:51
                                          Jesteś o niebo bardziej precyzyjny w swoich wypowiedziach - ja, niestety,
                                          zauważyłem u siebie manierę wyrażania 'to się w zasadzie samo przez się
                                          rozumie'. W dodatku pośpiech pewien w pisaniu... Ale to właśnie możliwość
                                          spotykania się z tymi 'precyzyjniejszymi' ciągnie mnie tutaj...

                                          Pisząc o postawie negocjacyjnej genów mitochondrialnych i tym, co obserwujemy,
                                          miałem rzecz jasna na myśli tylko to, że nie wyraziłem wcale (przyjętej przez
                                          Ciebie domyślnie) opinii o postawie negocjacyjnej genów mitochondrialnych,
                                          zasugerowałem tylko, o czym trzeba bez przerwy pamiętać myśląc o genach, a czego
                                          mi jakby zabrakło we wcześniejszych Twoich wypowiedziach - my je
                                          antropomorfizujemy (niby o tym pamiętając) także w ten sposób, że dla nas dwa
                                          geny w dwóch różnych organizmach to różne geny, a to niewłaściwy sposób myślenia
                                          w przypadku programu i jego kopii.
                                          Dalej już o poruszonym problemie: ponieważ myślowy eksperyment prowadzi nas do
                                          wniosku, że rozważając tylko prosty mechanizm stabilniejsza ewolucyjnie (dla
                                          nich: w sensie, gdyby one miały o tym decydować) okazałaby się strategia żądania
                                          przez geny mitochondrialne samych (no prawie) dziewczynek, jasnym się staje, że
                                          działa tam szerszy mechanizm wzajemnych zależności, na tyle szeroki, że nie
                                          można wykluczyć, że z jakichś przyczyn, których jeszcze nie przewidziałem,
                                          wyklucza on taką postawę genów mitochondrialnych, i w tym sensie ewolucyjnie
                                          stabilna jest być może (być może, być może - pewnie nie! - ale tego nie zbadamy
                                          procesem myślowym) postawa inna.
                                          I jeszcze, że nie wystarczy stawianie tylko takiego pytania, jakie Ty zadałeś, bo:
                                          > Z rozumowania na temat stabilności taktyk genów mitochondrialnych wynika, że
                                          > powinny one preferować potomstwo damskie. Tymczasem faktem jest przybliżona
                                          > równowaga płci. Mamy konflikt przewidywania z obserwacją; trzeba poszukać
                                          > jakiegoś wyjaśnienia tego konfliktu. Np.
                                          > ...
                                          A ponieważ założyłem, że doskonale o tym wiesz, a tylko przez uproszczenia
                                          mogłoby dla kogoś wynikać (pośrednio) z Twojego postu, że nieobserwowanie
                                          większości dziewczynek przeczy wystarczalności trwania dla genów
                                          mitochondrialnych obecności ich kopii w ciałach dziewczynek, to to wszystko
                                          miały zastąpić jedno zdanie i jeden uśmieszek...

                                          > A teraz Ty wyrażasz gotowość podparcia DOWOLNYCH obserwacji ciągle
                                          > tą samą teorią.

                                          Ooo, tu się głęboko nie zgodzę, ze względu, że wcale tego nie robię, ale być
                                          może opis powyżej tu wystarczy.

                                          > Z rozumowania na temat stabilności taktyk genów mitochondrialnych wynika, że
                                          > powinny one preferować potomstwo damskie. Tymczasem faktem jest przybliżona
                                          > równowaga płci. Mamy konflikt przewidywania z obserwacją; trzeba poszukać
                                          > jakiegoś wyjaśnienia tego konfliktu. Np.
                                          >
                                          > (1) w długoterminowym interesie genów mitochondrialnych leży równowaga płci
                                          > dlatego, że nadmiar kobiet jest ogólnie niekorzystny dla wszystkich genów --
                                          > tak mówisz Ty; albo
                                          > (2) ich interes się nie liczy, bo są one całkiem odsunięte od decyzji na temat
                                          > płci potomka; tak uważa np. Ridley w ,,Czerwonej królowej''
                                          • rs_gazeta_forum Re: program, gen a jego kopia cz.2 23.12.05, 15:53
                                            Tyle mi się napisało, że przekroczyłem maksymalną objętość postu, więc dodaję
                                            poniższe.

                                            P.S.2
                                            Dlaczego ta kula się toczy? Bo wpadła w dół. Po czym poznać, że tu jest dół? Bo
                                            kula się toczy.
                                            Nie zauważyłem tego u Dawkinsa, ale może dlatego, że i tak uważam, że ma rację,
                                            i nie szukałem?
                                            P.S.3
                                            O reszcie pytań później :-).
                                          • stefan4 Re: program, gen a jego kopia 23.12.05, 18:27
                                            rs_gazeta_forum:
                                            > Pisząc o postawie negocjacyjnej genów mitochondrialnych i tym, co obserwujemy,
                                            [...]
                                            > my je antropomorfizujemy (niby o tym pamiętając) także w ten sposób, że dla
                                            > nas dwa geny w dwóch różnych organizmach to różne geny, a to niewłaściwy
                                            > sposób myślenia w przypadku programu i jego kopii.

                                            Jasne. Ale odkąd zwróciłeś mi na to uwagę, starałem się nie popełnić ponownie
                                            tego błędu i mam nadzieję, że już go nie popełniłem.

                                            rs_gazeta_forum:
                                            > pojawienie się genu 'chcącego dziewczynek' może wcale nie być takie proste, i
                                            > to ze względów czysto technicznych. Na jakiej podstawie przypuszczasz, że
                                            > jakaś pojedyncza mutacja (typu przestawienie literek w DNA genów
                                            > mitochondrialnych) jest w stanie spowodować /przy 'obojętności' całego zespołu
                                            > innych genów/, że zaczną się rodzić dziewczynki, a inne działania organizmu,
                                            > za jakie 'odpowiadają' geny zmutowane, nie zostaną zaburzone?

                                            Płeć potomka zależy od pojedynczego chromosomu. Zablokujesz u tatusia chromosom
                                            Y i hyc, wyskoczy dziewczynka. Zdrowa i niezaburzona.

                                            Muszę jednak powiedzieć to, co ciągle powtarzam jak mantrę, żeby nikogo nie
                                            zmylić: ja NIE JESTEM BIOLOGIEM. Mogę najwyżej powoływać się na książki
                                            popularne. Matt Ridley w ,,Czerwonej Królowej'' twierdzi, że istnieją organizmy
                                            hermafrodytyczne (głównie rośliny), u których znaleziono ,,geny męskiej
                                            sterylności'' czyli powodujące zablokowanie męskich czynności rozrodczych.
                                            Zawsze były to geny organellowe, nigdy jądrowe. Czyli organella podkopywały
                                            męskie funkcje hermafrodyty, bo były zainteresowane mnożeniem się, co było dla
                                            nich możliwe tylko przy pełnieniu funkcji żeńskich.

                                            Ridley twierdzi, że u zwierząt istnieją specjalne mechanizmy ,,wiążące ręce''
                                            genom mitochondrialnych, to znaczy bardzo ograniczające ich sposób działania.
                                            Mają się zajmować sposobami zasilania energetycznego organizmu i nie wściubiać
                                            nosa w wielką politykę. Właśnie to on nazywa ,,stłumieniem buntu''. I jeszcze
                                            pisze, że w podobnym ,,areszcie'' przebywa chromosom Y, którego geny są
                                            zainteresowane płcią męską potomka (przeciwnie niż mitochondrialne). Geny
                                            osobiście zainteresowane płcią potomka niech lepiej będą odsunięte od
                                            podejmowania decyzji.

                                            Ja nie umiem sam ocenić rzetelności relacji Ridleya. Ale książka została mi
                                            polecona, i to z naciskiem, przez faceta zawodowo badającego ewolucjonizm. W
                                            dodatku sam nie potrafię znaleźć w niej bzdur (a np. z Dawkinsem idzie mi zwykle
                                            łatwo). To nie znaczy, że bzdur tam na pewno nie ma, bo oczywiście nie mam jak
                                            sprawdzić faktów podawanych przez autora.

                                            rs_gazeta_forum:
                                            > A po urodzeniu się w takiej populacji, może się okazać, że większość kobiet ma
                                            > mniejszą płodność, choćby z tego powodu, że zamiast rodzić dzieci są
                                            > zmuszone/wolą(!) w większym stopniu zajmować się opieką nad potomstwem już
                                            > posiadanym.

                                            Ja tak tylko mówię ,,chłopczyk'' i ,,dziewczynka'', ale oczywiście mam na myśli
                                            problem dotyczący nie tylko kręgowców
                              • stefan4 Re: Price i inni 22.12.05, 11:25
                                stefan4:
                                > Zresztą gdyby było możliwe prognozowanie, jaką drogą potoczy się ewolucja
                                > jakiejś populacji w zadanych warunkach, to praktyczne zastosowania takiej
                                > możliwości byłyby niezmierzone.

                                Enzo:
                                > Nie wiem o co Ci konkretnei chodzi. Możesz podać przykład jakiegoś
                                > przewidywania z którym masz kłopot?

                                Sam niżej piszesz o totolotku
                                • Gość: Enzo Re: Price i inni IP: *.rockefeller.edu 22.12.05, 21:21
                                  > > Zresztą gdyby było możliwe prognozowanie, jaką drogą potoczy się ewolucja
                                  > > jakiejś populacji w zadanych warunkach, to praktyczne zastosowania takiej
                                  > > możliwości byłyby niezmierzone.
                                  >
                                  > Enzo:
                                  > > Nie wiem o co Ci konkretnei chodzi. Możesz podać przykład jakiegoś
                                  > > przewidywania z którym masz kłopot?
                                  >
                                  > Sam niżej piszesz o totolotku
                                  • stefan4 Re: Price i inni 23.12.05, 00:19
                                    Enzo:
                                    > PPrzeczytaj książkę "dziób zięby" Jonathana Weinera

                                    Niestety nie w najbliższym czasie...

                                    Enzo:
                                    > Na wstępie odrzuciłeś Hamiltona

                                    A broń Boże! Tfu, tfu, czy ja wyglądam na samobójcę? Prawda, nie zamieściłem
                                    zdjęcia, więc Ty nie wiesz, jak ja wyglądam.

                                    Przeciwnie, zaznaczyłem, że coś tam o jego obliczeniach wiem. Ponieważ nie
                                    jestem fachowcem, łatwiej mi wymienić rzeczy, które wiem, niż te, których nie
                                    wiem. Zresztą trafiłem jak kulą w płot, bo zapomniałem o całej masie rzeczy,
                                    które Hamilton wyliczył. Pamiętałem tylko dawne wyjaśnienie struktury
                                    społecznej błonkówek przez haploidalność ich samców. Wyjaśnienie zaiste
                                    dobitne.

                                    Enzo:
                                    > Weźmy zatem bilard :) po jakim dystansie przewidywalność się załamuje :)

                                    U dobrych graczy: po kilku odbiciach bili o bandę. U mnie: jeszcze przed
                                    uderzeniem kijem, bo nawet nie potrafię przewidzieć, czy nim w coś wceluję.
                                    Myślę, że byłoby możliwe zrobić maszynę bilardową, której przewidywalność byłaby
                                    znacznie wyższa; tylko nie wiadomo, po co to robić.

                                    - Stefan

                                    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                                    • Gość: Enzo Re: Price i inni IP: *.wl.rockefeller.edu 23.12.05, 18:07
                                      Co do biliardu i totka. Użyłem tych przykładów, bo chciałem pokazać, że istnieją
                                      zjawiska całkowicie deterministyczne, których przewidywalność jest ograniczona,
                                      [1]czy to przez złożoność obliczeniową, [2]czy też przez ogrom danych
                                      potrzebnych do uzyskania znaczącego wyniku.

                                      TE na pewno podpada pod [2], wynika to ze złożoności przyrody. Dlatego opisy
                                      statystyczne są tak rozpowszechnione, nie przypadek że ojciec matematyzacji
                                      ewolucji, Fisher, był również jednym z pionierów statystyki.

                                      Rzeczywiście potzreba nam nowych narzędzi matematycznych w biologii, nie tylko
                                      do rozwinięcia TE, ale również do opisania takich zjawisk jak np. procesy
                                      komórkowe. Ludzie nad tym pracują (tzw. systems biology) ale postęp na razie
                                      jest taki sobie.

                                      Poszukam konkretnych prac gdzie ludzie porobili przewidywnaia jakościowe i
                                      podeślę Ci

                                      Enzo
                            • europitek Re: Price i inni 22.12.05, 13:30

                              europitek:
                              > Ja czytając Twoje "żale" pod adresem ewolucjonizmu

                              Stefanie! Przecież żale były w cudzysłowiu.

                              W sprawie hasła nie masz racji, znasz je dobrze, tylko kokietujesz.

                              > Enzo uważa, że ewolucjonizm jest w stanie zaoferować mi tyle precyzji, na ile
                              > starczy mi mocy obliczeniowej. Ja uważam, że tak kiedyś będzie, ale na razie
                              > jeszcze nie jest. Ty uważasz, że nie będzie. Czy tak?
                              Z Enzo się nie zgadzam w kwestii praktycznej możliwości obliczenia wszystkiego w
                              temacie naszej dyskusji. Watpię również, by taka sytuacja zaistniała w ciągu
                              naszego życia - przy założeniu braku jakiejś rewolucji w dziedzinie technik
                              obliczeniowych. Generalnie to jest to zadanie podobne do próby obliczenia
                              wszystkich wariantów w szachach, w dodatku z koniecznością uwzględniania pewnej
                              losowości. Trochę mnie to martwi, bo chętnie bym w to "wsadził łapy".

                              europitek:
                              > Może w przypadku szachów i teorii ewolucji istnieje jakaś granica, że tak
                              > powiem, sensownej albo opłacalnej dokładności. Jeśli tak, to czasami będzie
                              > się bardziej opłacać (a różnych względów) pozostanie na jakimś poziomie
                              > ogólności, niejako zakładającym określony brak precyzji wniosków.
                              stefan4:
                              > Przecież nauka tak nie działa. Jeśli istnieje możliwość zwiększenia precyzji,
                              > to naukowcy zwiekszają precyzję nie bacząc na opłacalność. Zresztą gdyby było
                              > możliwe prognozowanie, jaką drogą potoczy się ewolucja jakiejś populacji w
                              > zadanych warunkach, to praktyczne zastosowania takiej możliwości byłyby
                              > niezmierzone. Dlatego nikt się nie zatrzyma na poziomie ogólnym, o ile będzie
                              > istnieć możliwość uszczegóławiania.
                              W kwestii "opłacalności precyzji" sie nie rozumiemy - trochę mało precyzyjnie
                              (!) wyraziłem swoją opinię. Miałem na myśli, że walka o jak największą precyzję
                              (i szczegółowość analizy) może prowadzić do relatywnego osłabienia wiedzy
                              syntetycznej, a to jest moim zdaniem, współczesna tendencja. A dla mnie
                              "szczegóły" bez solidnej nadbudowy teoretycznej są tylko zbiorem
                              udokumentowanych faktów empirycznych. Wiedza bez relacji interdyscyplinarnych
                              jest tylko półwiedzą - półproduktem, a nie wyrobem finalnym.
                              Posługując się analogią szachową można też powiedzieć, że samo liczenie
                              forsownych wariantów (szukanie wygrywającej "strategii"), choć (może) da kiedyś
                              konkretny rezultat, to okaże się w efekcie końcowym rozwiązaniem
                              "niepraktycznym". (Mam nadzieję, że moje wywody z wątku "szachowego" przekonały
                              Cię.)
                              Do rzeczy jest też przypomnienie, że nasz potencjał poznawczy (mózgi, sprzęt,
                              środki finansowe) jest wartością skończoną - jeśli "rzucisz" go (lub sam "się
                              rzuci") w jedno miejsce, to zabraknie go gdzie indziej.

                              > Ja myślę, ze będzie istnieć. Enzo zdaje się myśli, że już istnieje.
                              Enzo jest optymistą, Ty ostrożnym optymistą, a ja najzwyczajniej nie wiem i
                              staram się zrozumiec świat na poziomie uogólnienia umożliwiającym mi to przy
                              moich dzisiejszych możliwościach.
                        • Gość: Enzo Re: Price i inni IP: *.rockefeller.edu 22.12.05, 17:57
                          [..]
                          > Enzo:
                          > > Próbujesz trochę odkrywać koło na nowo. Procesy symbiozy i kooperacji są
                          > jak
                          > > najbardziej wyjasnialne na poziomie TE.
                          >
                          > Nie próbuję odkrywać koła w biologii, to nie moja działka. Ale pytałeś, co jest
                          > problemem ewolucjonistów, więc zacytowałem kilka rzeczy, o których sądzę, że
                          > ewolucjoniści je uważają za żywe problemy badawcze.
                          >
                          > Enzo:
                          > > Wciąż się odkrywa różne ciekawe aspekty, ale o to przecież w nauce chodzi
                          > ?
                          >
                          > Jasne. To była moja główna myśl: nauka jest tam, gdzie nie wszystko wiadomo i
                          > gdzie się aktywnie pracuje nad powiększeniem wiedzy. Jak już będzie wiadomo, t
                          > o
                          > to nie będzie nauka tylko rzemiosło, albo technologia, albo inne takie. Ku
                          > mojemu zdziwieniu zareagowałeś pytajnikami na moje stwierdzenie, że w
                          > ewolucjonizmie też są problemy otwarte. Wyraziłem to stwierdzenie innymi
                          > słowami; może tym sformułowaniem spowodowałem nieporozumienie?

                          Oczywiście, zgadzam się, że ewolucjonizm ma wiele otwartych problemów, znaczy
                          się wciąż jest żywą nauką


                          >
                          > Enzo:
                          > > Dobór płciowy, jako teoria ma tą paskudną właściwość, że w zasadzie jest
                          > > nienaukowy, tzn. nienaukowe są odwłowywania się do niego bez posiadania
                          > > konkretnych danych eksperymentalnych. Jeśli ktoś Ci mówi że jakaś cecha j
                          > est
                          > > wynikiem doboru płciowego, ale jednocześnie nie podaje konkretnych wynikó
                          > w na
                          > > potwierdzenie tego to należy się popukać w głowę.
                          >
                          > Enzo, wyjmujesz mi z serca to, co sam chciałem powiedzieć, ale nie byłem pewien
                          > ,
                          > czy to nie jest herezja. Czy jesteś pewien, że Ty nie jesteś heretykiem?

                          Nie, nie jestem (jesteśmy)

                          Popularna wersja doboru płciowego, taka jak się spotyka w wypowiedziach wielu
                          domorosłych ewolucjonistów, w tym i Dawkinsa, jest zapchaj dziurą taką jak ID i
                          kreacjonizm. Wynika to z faktu, że dobór płciowy zakłada intencje, a te jak
                          wiesz jest trudno udowodnić. Dlatego jakiekolwiek odwołania ad hoc do doboru
                          płciowego są błędne i równoznaczne z sofizmatem ad ignorantium.

                          Działanie doboru płciowego można udowodnić, demonstrując eksperymentalnie
                          preferencje osobników co do cech. Bez posiadania tej informacji odwoływanie się
                          do doboru płciowego w jakimś konkretnym problemie jest przyznaniem się do nieiwedzy.


                          > Wyjaśnienia z powołaniem się na dobór płciowy najczęściej wydawały mi się zbyt
                          > łatwe i zbyt nieweryfikowalne. Ale dobór płciowy to przecież nie mój pomysł,
                          > tylko ewolucjonistów.
                          >
                          > Ja zresztą nie uważam teorii doboru płciowego za fałszywą od góry do dołu.
                          > Uważam tylko, że jest przez szkołę Dawkinsa nadużywana do zatykania dziur w
                          > wiedzy.

                          Absolutnie się zgadzam. Dawkins jest fatalnym źródłem informacji o TE. Dawkins
                          jest apologetykiem ateizmu, a nie naukowcem. Warto zresztą sprawdzić jego
                          publikacje – marnie.



                          >
                          > Enzo:
                          > > Zastosowanie teorii ewolucji do pewnych konkretnych problemów może być
                          > > problematyczne, ale to głównie z powodu ogromu danyqch i niewiadomych, kt
                          > óre
                          > > trzeba mieć na uwadze.
                          >
                          > Ogrom danych i niewiadomych przydarza się każdej wiedzy przyrodniczej, nie tylk
                          > o
                          > ewolucjonizmowi. Jednak zwykle potrafimy je posortować na mniej i bardziej
                          > istotne i przeprowadzić obliczenie przybliżone, biorąc pod uwagę tylko tyle
                          > faktów, ile się zmieści w komputerze. Zwykle potrafimy wtedy również oszacować
                          > błąd obliczeń. Tak robią zarówno astronomowie jak meteorolodzy; nie widzę
                          > zasadniczych przyczyn, żeby nie mogli tego robić ewolucjoniści. Ale muszą
                          > przedtem umieć oszacować znaczenie różnych danych, żeby wiedzieć, które z nich
                          > można zaniedbać i z jakim błędem.

                          Takie obliczenia są robione, to nie jest moja działka (jestem biologiem
                          molekularnym) więc będę miał problemy z jakąś bardzo szczegółową dyskusją.
                          Najlepszą dokładność uzyskuje się w analizie problemów optymalizacyjnych (dobór
                          działa optymalizująco, osiągając równowagę Nasha), w podręczniku Krzanowskiej
                          zdaje się są anegdoty dotyczące policzenia optymalnej wyskości z jakiej mewa
                          zrzuca małże na kamienie itp.

                          W przykładzie z jaszczurkami policzyć można była długość cyklu dominacji
                          kolejnych form etc.



                          >
                          > stefan4:
                          > > Potem mówiono, że genotyp, ale precież genotyp się rozwadnia o 50% w każd
                          > ym
                          > > pokoleniu, więc po 10 pokoleniach zostaje z niego niecały 1 promil.
                          > Enzo:
                          > > Pierwsze słyszę :)
                          >
                          > Co pierwsze słyszysz? Że masz ze swoim synem tylko 50% wspólnych genów? Czy ż
                          > e
                          > masz ze swoim wnukiem tylko 25% wspólnych genów? A ze swoim pra^10-potomkiem
                          > masz 1/2^10 = 1/1024 < 1/1000 = 1promil wspólnych genów. Czego z tych rzec
                          > zy
                          > nie słyszałeś?
                          >


                          Chodzi ci o współczynnik pokrewieństwa? OK, przez moment myślałem, że o
                          rozcieńczanie cech (teoria dziedziczenia z czasu Darwina :)

                          Jeśli chodzi o jednostkę doboru, to nie ma takiej wyraźnej (zobacz na równanie
                          Price'a) dlatego, że gen/organizm wpływa na inne geny/organizmy. Dlatego jeśli
                          twardo założyć że jednostką jest np. gen, pomijając dodatkowe efekty, dochodzimy
                          do oczywiście błędnych wyników jak np. brak kooperacji.



                          > Enzo:
                          > > Nie masz tutaj racji. Ewolucjonizm, już od czasów Ronalda Fishera jest ja
                          > k
                          > > najbardziej ilościowy. Jak już pisałem wyżej, praktyczne zastosowanie
                          > > ilościowe jest ograniczone dostępnością danych. proces ewolucji ilościow
                          > o,
                          > > dokładnie i zupełnie jest opisany tzw równaniem Price'a:
                          > > W delta Z = cov (w,z) + E (w delta z);
                          > > gdzie W - średnie dostosowanie, delta Z zmiana średniej wartości cechy w
                          > > populacji, cov() - kowariancja, w - dostosowanie i-tego fenotypu, z - war
                          > tość
                          > > cechy i-tego fenotypu, E() - wartość oczekiwana.
                          >
                          > To jest ciekawe, dziękuję za zwrócenie uwagi. Poczytałem sobie na ten temat
                          > witrynki www.gnxp.com/MT2/archives/002372.html oraz
                          > en.wikipedia.org/wiki/Price_equation . Sam wzór jest
                          matematyczną
                          > oczywistością; trudniej mi idzie z przemyśleniem jego konsekwencji
                          > biologicznych.

                          No, nie jest to łatwe. Nawet dla biologa.


                          >
                          > Jednak na razie nie całkiem zgadzam się z Twoim stwierdzeniem, że ,,proces
                          > ewolucji ilościowo, dokładnie i zupełnie jest opisany tzw równaniem Price'a'',
                          > bo wydaje mi się, że potrafiłbym podać ,,komplikacje'', których to równanie
                          > przynajmniej w tej postaci nie opisuje. Martwi mnie, że analizowany jest wpływ
                          > na dostosowanie zaledwie pojedynczej cechy a nie zespołu cech.

                          Kowariancja się tym zajmuje.

                          > I jeszcze, że
                          > równanie nie zawiera żadnej informacji biologicznej, tylko czystą matematykę.

                          Ehem. Tak wygląda każde równanie, również w fizyce.

                          np. F=ma też zawiera "tylko" matematykę

                          w równaniu Price'a masz wartość typowo biologiczną (w) czyli fitness, z może być
                          dowolną wartością biologiczną.



                          >
                          > Jeśli na przykład jakaś cecha bardzo sprzyja dostosowaniu, póki jest rzadka w
                          > populacji, a wcale, gdy już się rozpowszechni, to z równania nie wynika (w
                          > każdym razie ja nie widzę na razie, żeby wynikało), czy ustali się na jakimś
                          > poziomie, czy też będzie pulsować (cyklicznie rozpowszechniać się i zanikać).
                          >


                          Jest to kwestia w jakiej postaci podstawisz funkcję doboru za w/W, jeśli dobór
                          jest zależny od częstości allelu to musisz potraktować wstawić w(q) gdzie q częstość


                          > Enzo:
                          > > Innym dobrym przykładem było przewidzenie strategi cyklicznych przez
                          > > Maynarda-Smitha, później znalezione w przyrodzie i zgodne z przewidywania
                          > mi
                          > > ilościowymi. Tutaj np. możesz o tym poczytać:
                          &#
                          • stefan4 Re: Price i inni 22.12.05, 22:29
                            Enzo:
                            > Jeśli chodzi o jednostkę doboru, to nie ma takiej wyraźnej (zobacz na równanie
                            > Price'a) dlatego, że gen/organizm wpływa na inne geny/organizmy. Dlatego jeśli
                            > twardo założyć że jednostką jest np. gen, pomijając dodatkowe efekty,
                            > dochodzimy do oczywiście błędnych wyników jak np. brak kooperacji.

                            Współpraca może być w pewnych warunkach optymalną strategią. Więc można by
                            przyjąć, że graczem jest gen i że maksymalizuje on swój długofalowy interes
                            przez współpracę z innymi. Ale w tym celu trzeba DOPUŚCIĆ możliwość, że nagle
                            po jakiejś zmianie warunków inna strategia stanie się lepsza i wtedy współpraca
                            się skończy. Na przykład (ale teraz to już sobie całkiem roję), gdyby się
                            okazało, że może istnieć jakiś poziomy transfer NIEKTÓRYCH genów z jednego
                            organizmu na drugi, to te geny, które byłyby do niego zdolne mogłyby nie być
                            dłużej zainteresowane współpracą z genami niezdolnymi do transferu
                            • Gość: Enzo Re: Price i inni IP: *.wl.rockefeller.edu 23.12.05, 18:01
                              [...]
                              Wyciąłęm trochę bo serwer gazety obcina dłuższe posty.
                              Przyjemnie się z Tobą rozmawia. Na prawdę masz sporą intuicję jeśli chodzi o
                              ewolucję

                              > I myślę, że my, całe organizmy, też mamy własne interesy, które jakoś powstały
                              > na bazie interesów naszych genów, ale nie są z nimi całkiem tożsame; a też
                              > podlegają konkurencji i selekcji. Nie jesteśmy więc TYLKO futerałami na geny.

                              Tak, masz rację. Jesteśmy meta-bytem, nie wiem jak to inaczej nazwać. I mamy
                              sprzeczne interesy z genami (czasem)

                              [...]
                              > Natomiast równanie Price'a nie daje się zmienić bez wzbudzania protestu
                              > matematyka. Jest ono prostą konsekwencją rachunkową samej definicji
                              > kowariancji. Ja je wczoraj zobaczyłem po raz pierwszy w Twoim poście i sobie j
                              > e
                              > udowodniłem, jako twierdzenie matematyczne. W nim nie ma żadnej wiedzy stricte
                              > biologicznej. Jeśli będziesz chciał na przykład dodać do niego nowy składnik,
                              > to matematyk zaprotestuje, bo w ten sposób wprowadzisz sprzeczność do
                              > matematyki.

                              Chyba rozumiem o co Ci chodzi. Równanie Price'a ma charakter bardziej opisowy
                              niż F=ma. Sam Price argumentował, że odnosi się do kazdego rodzaju ewolucji, nie
                              tylko biologicznej.

                              Jeśli interesują Cię problemy teoretyczne TE, to polecam poczytać prace Martina
                              Nowaka - facet ma niesamowity talent do przedstawiania skomplikowanych problemów
                              biologicznych i socjologicznych w elegancka matematykę. Szczerze powiedziawszy,
                              to ten dział biologii jest bardzo daleko poza moimi umiejętnościami matematycznymi.

                              > W obliczeniach trzeba o tym ,,w'' wiedzieć tylko tyle, że charakteryzuje zmianę
                              > wielkości populacji. Jeśli n1 to jest stara wielkość a n2 nowa, to w = n2/n1.
                              > Możesz tą zależność przyjąć za definicję ,,w'' i już. Fitness jest ważnym
                              > pojęciem biologicznym, ale z tej ważności do równania nie wzięto prawie nic;
                              > tylko równość, którą właśnie napisałem.

                              Fitness tak właśnie jest definiowany (różni się od potocznego pojęcia, które
                              kojarzy nam się z cechami organizmu)

                              Fakt, ze równanie Price'a jest całkowicie definiowalne w obrębie matematyki może
                              wynikać z czegoś innego - wielkości fizyczne którymi operuje ewolucja (częstość
                              genów) mają prosty odpowiednik matematyczny.

                              Enzo

                              P.S. W wolnej chwili poczytaj sobie (dla mnie za trudne :)
                              www.ped.fas.harvard.edu/people/faculty/select_list.html
                              stevefrank.org/
                              • stefan4 Re: Price i inni 23.12.05, 18:44
                                Enzo:
                                > W wolnej chwili poczytaj sobie (dla mnie za trudne :)
                                > www.ped.fas.harvard.edu/people/faculty/select_list.html
                                > stevefrank.org/

                                Takiej wolnej chwili, żeby studiować prace badawcze z nie mojej dziedziny, to ja
                                długo nie będę miał. Ale pod drugim z tych linków są do darmowego zassania dwie
                                książki Franka. To się zawsze łatwiej czyta niż artykuły. Czy myślisz, że
                                warto im poświęcić czas?

                                - Stefan

                                www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                                • Gość: Enzo Re: Price i inni IP: *.rockefeller.edu 23.12.05, 21:24
                                  Jesli cię interesuje teoria TE, to na pewno tak.
      • madcio Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 25.12.05, 16:45
        Nie, mój drogi. Sąd nie orzekał w sprawie nauki, tylko w tej sprawie, czy ID
        może czy też nie może być uczony w szkole na równi z biologią ewolucyjną.
        Oczywiście, nikt nie wyklucza i nie zakazuje uczenia o ID na lekcji religii.
    • vacia Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 21.12.05, 15:47
      Gość portalu: Enzo napisał(a):

      > Sędzia Jones właśnie ogłosił wyrok w sprawie Kitzmiller vs. Dover.
      > Nauczanie "teorii inteligentnego projektu":
      > - jest motywowane religijnie, więc niezgodne z konstytucją
      > - ID nie jest nauką
      > - kreacjoniści są kłamcami

      > Enzo

      Enzo, Sędziowie nie mają monopolu na prawdę, dlatego jest system składania
      apelacji i kasacji roztrzygnięć sądowych ale nawet po przejściu przez system
      odwołań ostateczny "wyrok " Sądu może być pomyłką co się zgodzisz ze mną że ma
      od czasu do czasu miejsce.
      Dlatego nie ma powodu aby nazywać kreacjonistów kłamcamim jeżeli jest konflikt
      między tym co głosi nauka a co podaje Biblia z czasem okazuje się że to Biblia
      miała rację.
      • Gość: Enzo Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.c3-0.nyr-ubr1.nyr.ny.cable.rcn.com 21.12.05, 16:06
        > Enzo, Sędziowie nie mają monopolu na prawdę, dlatego jest system składania
        > apelacji i kasacji roztrzygnięć sądowych ale nawet po przejściu przez system
        > odwołań ostateczny "wyrok " Sądu może być pomyłką co się zgodzisz ze mną że ma
        > od czasu do czasu miejsce.

        Nie o to chodzi: strategia kreacjonistów polega na próbach narzucenia swoich
        poglądów drogą legalistyczną. Tutaj polegli od własnej broni.

        Po drugie w systemie prawnym jaki panuje w USA apelacji podlegają tylko kwestie
        interpretacji prawa. Ustalenie faktów leży tylko i wyłącznie w gestii pierwszej
        instancji.

        Nie używam decyzji sądu by bronić teorii ewolucji, to byłoby bez sensu z wielu
        powodów, m.in dlatego, że TE jest dobrą teorią naukową.


        > Dlatego nie ma powodu aby nazywać kreacjonistów kłamcamim jeżeli jest konflikt
        > między tym co głosi nauka a co podaje Biblia z czasem okazuje się że to Biblia
        > miała rację.

        Sędzia nie nazwał ich kłamacami z tego powodu. Nazwał ich tak, bo kłamali w
        czasie procesu, bezczelnie, i ich na tym złapał. Potem się tłumaczyli że byli
        naćpani bo są uzależnieni :)

        Enzo
        • vacia Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 08:58
          Gość portalu: Enzo napisał(a):

          > Nie o to chodzi: strategia kreacjonistów polega na próbach narzucenia swoich
          > poglądów drogą legalistyczną. Tutaj polegli od własnej broni.

          Jeszcze nie polegli. Będą walczyć dalej.Zwróć uwagę, że są wśród nich również
          ludzie nauki np William Dembski profesor matematyki.
          Szkoda,że nie dysponuję wiedzą aby polemizować na ten temat w sposób naukowy
          ale na pewno ten matematyk Dembski (wprawdzie nie biolog) należy do ludzi
          opierających się na rozumie.


          >
          > Po drugie w systemie prawnym jaki panuje w USA apelacji podlegają tylko
          kwestie> interpretacji prawa. Ustalenie faktów leży tylko i wyłącznie w gestii
          pierwszej> instancji.

          Tym gorzej ,że tak jest, jedna instancja ustalająca fakty to za mało. Powinno
          być możliwość odwołania się w sprawie ustalenia faktów do drugiej instancji.



          >
          > Sędzia nie nazwał ich kłamacami z tego powodu. Nazwał ich tak, bo kłamali w
          > czasie procesu, bezczelnie, i ich na tym złapał. Potem się tłumaczyli że byli
          > naćpani bo są uzależnieni :)

          To oczywiście nie zrobiło dobrego wrażenia na Sędzi ( na mnie też by nie
          zrobiło) ale jesli to Bóg wykreował naszą rzeczywistość właśnie jako
          inteligentny projektant to jak wielkim kłamstwem posłużyli się opozycjoniści ID?
          Pozbawili Wielkiego Autora praw autorskich.
          Grzech przeciwko człowiekowi jest mniejszej wagi niż grzech przeciwko Duchowi
          świętemu.

          Naukowcy i Sędziowie powinni dązyć do przekazywania w szkołach prawdy również o
          brakach i lukach w nauce dotychczas nie wyjaśnionych.
          Niech dzieci nie myślą, że Nauka wyjaśniła już wszystko bo tak nie jest.
          Sam prosty fakt, że naukowcy nie wiedza jak powstało zycie i nie potrafią
          eksperymentalnie tego aktu dokonać świadczy, o wielkiej niewiedzy naukowców.
          Zagadka powstania życia na Ziemii wiąże się ściśle z ID bo jeśli z boskiej
          interwencji zainicjowane zostało zycie to ten który ten proces zapoczatkował
          mógł go dalej kontynuować.
          P.S.
          Szkoła ma nauczać prawdy a nie religii ale jeśli pewne religijne nauki sa
          prawdą to najwazniejsze jest przekazanie dzieciom prawdy a nie obawa o
          jej "religiność".





          • europitek Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 10:21
            Vaciu, szkoła ma za zadanie nauczać wiedzy, zgodnie z jej aktualnym stanem, a
            nie prawdy. Nauczanie prawdy jest domeną ideologii i ideologów.

            Pozdrowienia
            • vacia Re: kreacjonizm 22.12.05, 15:11
              europitek napisał:

              > Vaciu, szkoła ma za zadanie nauczać wiedzy, zgodnie z jej aktualnym stanem, a
              > nie prawdy. Nauczanie prawdy jest domeną ideologii i ideologów.

              Przecież aktualny stan wiedzy przyjmujemy za prawdę.
              Przeciez fizykom też zależy na poznaniu prawdy naukowej w fizyce i tak samo
              jest w każdej dziedzinie wiedzy.
              Prawda to nie domena ideologii , prawda jest ważna i w nauce i w codziennym
              życiu.
              Tylko to słowo się zdewaluowało z winy ludzi.
              • europitek Re: kreacjonizm 22.12.05, 21:19
                A czy prawda podlega zmianom w czasie, czy też jest niezmienna?
                Dla mnie aktualny stan wiedzy jest aktualna prawdą, która może jutro być
                nieprawdą. Poza tym, dla mnie nie ma różnicy między nauka i życiem codziennym -
                w tej kwestii oczywiście.
          • stefan4 Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 13:00
            vacia:
            > Zwróć uwagę, że są wśród nich również ludzie nauki np William Dembski profesor
            > matematyki.

            W USA ,,professor'' to może być albo naukowiec, albo nauczyciel w college'u,
            albo nauczyciel w szkole. Chyba musi mieć studia wyższe, ale nie jestem pewien,
            czy w każdej szkole w każdym stanie.

            vacia:
            > Szkoda,że nie dysponuję wiedzą aby polemizować na ten temat w sposób naukowy
            > ale na pewno ten matematyk Dembski (wprawdzie nie biolog) należy do ludzi
            > opierających się na rozumie.

            Nie na pewno. Ludzie, również naukowcy, mają różne pobudki i opierają się na
            różnych rzeczach. Względna pewność twierdzeń naukowych nie bierze się z
            deklaracji jakiegoś pojedynczego geniusza, choćby i profesora Dembskiego, tylko
            ze żmudnego procesu dyskutowania, sprawdzania, krytykowania, recenzowania,
            powtarzania doświadczeń
            • vacia Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 15:27
              Właściwie zgadzam się prawie ze wszystkimi Twoimi argumentami.
              Pamiętam dobrze, że powstanie życia nie należy do zakresu dyskusji na temat
              teorii ewolucji ale zastanawiam się dlaczego gorący zwolennicy teorii ewolucji
              boją sie tego pytania tak jakby przeczuwali, że to jednak Bóg zapoczątkował ten
              nie spotykany na innych planetach proces życia.
              • stefan4 Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 16:30
                vacia:
                > zastanawiam się dlaczego gorący zwolennicy teorii ewolucji boją sie tego
                > pytania

                Jakiego pytania się boję?
                • vacia Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 18:25
                  stefan4 napisał:
                  >
                  > Ewolucja życia na Ziemi jest terenem dobrze przebadanym przez naukę. Kto
                  > ,,rozpoczął proces życia'' tego nie wiem, ale ostrzegam Cię, że to jest pole
                  > intesywnie badane; więc też lepiej się tam nie rozsiadaj z bogami, bo za kilka
                  > lat może dojść do eksmisji

                  Brak jest przekonywujących dowodów na ewolucję stąd jej nazwa "Teoria"
                  stąd jej liczni przeciwnicy również w świecie naukowym( i to wśród biologów,
                  paleontologów), dotychczasowe badania są naciągane do przestarzałej koncepcji
                  Darwina.
                  Jeśli do tej pory nie odkryto zagadki powstania życia to dlatego, że widocznie
                  nie leży to w granicach ludzkich możliwośći.
                  Natomiast niezwykle skomplikowany świat w którym żyjemy potwierdza istnienie
                  nadzwyczaj inteligentnego Stwórcy Boga Jehowy,
                • korelli Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 23.12.05, 00:46
                  stefan4 napisał:
                  (w poście do Vaci)
                  > Ale jeśli masz nam myśli staruszka z brodą i dobrym serduszkiem zbudowanego na
                  > obraz i podobieństwo człowieka i machającego do nas z chmurki, to można łatwo
                  > pokazać, że niczego takiego nie ma. Lepiej zgódź się na proponowaną przez T0g
                  > ortogonalność: nie wdeptuj z bogami na tereny dobrze przebadane przez naukę a
                  > wtedy i na tereny Twojej wiary nie będzie wdeptywane.
                  > - Stefan

                  Pewność siebie niektórych ateistów jest zaiste godna podziwu, w tym samym
                  stopniu, co ich pewność, że to, co serwuje nam nauka jest jakąś obiektywną
                  prawdą. Przypomina to sytuację mrówki poruszającej się po powierzchni jabłka i
                  przekonanej( zapewne), iż porusza sie po powierzchni płaskiej. Podobnie jak nie
                  sposób byłoby jej przekonac, że podrózuje w przestrzni trójwymiarowej, tak nie
                  sposób jest przkonac ateistów, że opierając się w swych badaniach na empirii
                  oraz przypisując doświadczeniu role absolutu popełniaja niewybaczalny z punktu
                  widzenia logiki klasycznej błąd. Logik zapytałby bowiem: a skąd panowie wiedzą,
                  że to, co wskazuja wam zmysły (o których działaniu prawie nie macie pojecia)lub
                  aparaty (oparte na zjawiskach wciąż stanowiacych dla was zagadkę) prowadzi do
                  jakiejś obiektywnej, nie dającej się zakwestionować prawdy? Cała wiedza oparta
                  na takich założeniach jest stosowalna jedynie w pewnych szczególnych
                  przypadkach i tylko w określonych (przez kogo?) granicach, których badacz (mimo
                  całej płynącej stąd frustracji) nie może przekroczyć. Nigdy nie wydedukuje on
                  ze swych badań nic prawdziwego w sensie bezwzglednym, ponadczasowym.
                  Niektórym zapewne to wystarcza, ale mnie niestety nie. Dlatego poszukiwania
                  moje prowadzę przy założeniu, że nie ma żadnych absolutnych praw fizycznych,
                  tylko wola Boga, która może sprawić, że jakiś proces przebiega w pewnej
                  ograiczonej przestrzeni i ograniczonym przedziale czasowym zgodnie z jakąś
                  formułą matematyczną, ale wcale nie musi, czyli w każdym momencie działanie
                  tych praw może być zawieszone, skoro taka będzie akurat wola Boga. Mamy na to
                  aż nadto przykładów w Biblii. Co zas się tyczy doświadczenia, to bedąc oparte
                  na subiektywnych bodźcach zmysłowych lub danych pomiarowych opartych na blizej
                  nie znanych zjawiskach, nie upoważnia nas ono do wyciagania żadnych ogólnych
                  wniosków na temat materii i zachodzących w niej procesów.Dorzuciłbym też,
                  że nie ma większych szans, aby w najbliższym czasie dowiedzieli się oni
                  znacznie wiecej, niz wiedzą, gdyż złożoność ich teorii doszła do takiego
                  stopnia, że hamuje dalszy postęp - klasyczne zjawisko w przypadku podążania
                  scieżką, na która skierowała turystę czyjaś błędna wskazówka, a która to
                  ścieżka kończy sie urwiskiem lub pionową turnią. Nie mogę jednak zakończyć
                  jeszcze mego wywodu z uwagi na poniższy cytat autora postu.
                  > Ewolucja życia na Ziemi jest terenem dobrze przebadanym przez naukę. Kto
                  > ,,rozpoczął proces życia'' tego nie wiem, ale ostrzegam Cię, że to jest pole
                  > intesywnie badane; więc też lepiej się tam nie rozsiadaj z bogami, bo za kilka
                  > lat może dojść do eksmisji".
                  Zapytuję przeto, co autor ma na mysli mówiąc o owym "terenie dobrze przebadanym
                  przez nauke"? Czy chodzi o to, że badacze włozyi mnóstwo wysiłku i talentu w
                  zgromadzenie ogromnej ilosci danych naukowych? Jeśli tak, to zgadzam sie z nim
                  w zupełnosci. Jesli zas mu chodzi mu o to, ze badacze coś na pewno ustalili na
                  podstawie tych danych, to jest on w wielkim błedzie, gdyż nic nie zostało jak
                  dotąd ustalone na pewno. Wszystko to domysły, co gorsza nie dające się
                  zweryfikowac. A co do eksmisji Boga, doradzałbym wiekszą skromność i wiecej
                  instynktu samozachowawczego. korelli.
                  • stefan4 Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 23.12.05, 01:07
                    korelli:
                    > Dlatego poszukiwania moje prowadzę przy założeniu, że nie ma żadnych
                    > absolutnych praw fizycznych, tylko wola Boga

                    I prowadząc te poszukiwania przy tym założeniu, co już znalazłeś? Oczywiście
                    oprócz tej rewelacji, że wszystko jest zależne od woli Boga i dlatego całkiem
                    nieprzewidywalne. Bo że nic nie wiadomo, to nie jest nic nowego, wiedziano o
                    tym już w plejstocenie.

                    Jesli coś wiesz, to powiedz. Jeśli zaś Twoim hasłem jest ,,ignoramus et
                    ignorabimus'', to po co sie męczysz na forum NAUKOWYM?

                    - Stefan

                    www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                    • korelli Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 23.12.05, 19:46
                      stefan4 napisał:
                      > Jesli coś wiesz, to powiedz. Jeśli zaś Twoim hasłem jest ,,ignoramus et
                      > ignorabimus'', to po co sie męczysz na forum NAUKOWYM?
                      >
                      > - Stefan
                      Pozwolę sobie zacząć od czegoś lżejszego i do śmiechu, bo stałem się
                      dziś "ofiarą świerzopa' - no może nie zupełnie świerzopa, ale
                      Twojego "Kobyszczęcia" zupełnie jak w wiersu Gałczynskiego. Niech zreszta sam
                      Konstanty Ildefons opowie o tym lepiej:

                      Jest w I Księdze "Pana Tadeusza"
                      taki ustęp, panie doktorze:
                      "Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała..."
                      I właśnie przez ten świerzop neurastenia cała...
                      O Boże, Boże...

                      Bo, gdy spytałem Kridla, co to takiego świerzop,
                      Kridl odpowiedział: - Hm, może to jaki przyrząd?
                      Potem pytałem Pigonia,
                      a Pigoń podniósł ramiona.

                      Potem ryłem w cyklopediach,
                      w katalogach i w słownikach,
                      w staropolskich trajediach,
                      i w herbarzach, i w zielnikach...

                      Idzie jesień i zima.
                      Ale świerzopa ni ma.

                      Już szepcą naokół panie:
                      - cóż się zrobiło z chłopa!
                      Dziękuję, panie Adamie!!!
                      Jestem ofiara świerzopa.

                      Dziekuję Stefanie, jestem ofiarą Kobyszczęcia. Tuszę, że zanim pójdę z
                      tą sprawą do doktora, zdradzisz mi, co to takiego.
                      A teraz odnośnie twego pytania. Otóż istotnie udało mi sie coś znaleźć, ale nie
                      mogę w stosunku do Ciebie występować jako nauczyciel. My możemy być tylko
                      kolegami, a koledzy na ogół nie instruują się wzajemnie. Uczą sie od kogoś, kto
                      wie najlepiej. Co zyskasz w takim wypadku? Przede wszystkim nie posądzisz mnie
                      o próbę mentorstwa, ani o zniekształcenie czy wypaczenie czegos w trakcie
                      pośredniczenia,po drugie będziesz mógł się odpowiednio przygotować, zanim
                      znajdziesz to wszystko. Bo to jest coś naprawdę wielkiego i może kogoś nie
                      przygotowanego albo porazić, albo kompletnie zniechęcić, co byłoby jeszcze
                      gorsze. W Twym wypadku nastąpiłoby raczej to drugie, i miałbym nieczyste
                      sumienie. Odsyłam Cię wiec do Kogoś, kto wie i jeśli zechce, pozwoli Ci
                      wszystko zrozumieć. Wnioski, co do sposobu postępowania z tym Kimś, musisz
                      wyciągnąć sam. Z okazji Świąt życzę Ci sukcesów na tej drodze i wszelkiej
                      pomyślności. korelli.
                  • europitek Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 23.12.05, 04:57
                    Korelli napisał:
                    > A co do eksmisji Boga, doradzałbym wiekszą skromność i wiecej
                    > instynktu samozachowawczego. korelli.

                    Dlaczego radzisz Stefanowi, by zaopatrzył się w więcej czegoś, czego nie ma? To
                    z "życzliwości", czy przez niewiedzę?
                    • korelli Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 23.12.05, 16:07
                      europitek napisał:

                      > Korelli napisał:
                      > > A co do eksmisji Boga, doradzałbym wiekszą skromność i wiecej
                      > > instynktu samozachowawczego. korelli.
                      >
                      > Dlaczego radzisz Stefanowi, by zaopatrzył się w więcej czegoś, czego nie ma?
                      To
                      > z "życzliwości", czy przez niewiedzę?

                      Z życzliwości. A swoją drogą dziekuję za wsparcie. Lepsze tyle niż nic.
                      Pozdrawiam.
                • w_ojciech Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 23.12.05, 19:38
                  stefan4 napisał:
                  > Ale jeśli masz nam myśli staruszka z brodą i dobrym serduszkiem zbudowanego na
                  > obraz i podobieństwo człowieka i machającego do nas z chmurki, to można łatwo
                  > pokazać, że niczego takiego nie ma. Lepiej zgódź się na proponowaną przez T0g
                  ortogonalność: .....
                  ──────────────────────
                  Przyjęcie ww. ortogonalności jest postulatem i to nie wiadomo tak naprawdę czy wykonalnym.
                  Nie zdziwiłbym się gdyby za 5 wieków nabijano się z wykładanych teraz teorii, tak jak z obrazu
                  "staruszka z brodą i dobrym serduszkiem".
    • dokowski Drugie nie ma sensu 21.12.05, 16:31
      Gość portalu: Enzo napisał(a):

      > Sędzia Jones właśnie ogłosił wyrok w sprawie Kitzmiller vs. Dover.
      > Nauczanie "teorii inteligentnego projektu":
      > - jest motywowane religijnie, więc niezgodne z konstytucją
      > - ID nie jest nauką

      O tym powinni zadecydować naukowcy, a nie sędziowie. Nie każda dziedzina wiedzy
      może mieć swój wydział na uniwersytetach, nie każda szkoła może mieć swoją
      katedrę. To uniwersytety (z pewną pomocą UNESCO) dycydują o tym, czy coś jest
      nauką czy nie. Takie orzeczenie sądu jest po prostu infantylne (chociaż
      przypadkiem prawdziwe w tym przypadku) tak jak w Szwejku gdy kadet Biegler
      układał tytuły do książek, które napisze jako oficer - tak samo ten sędzia
      wyobraził sobie, że jest rektorem a może nawet senatem uniwersytetu.

      > - kreacjoniści są kłamcami

      To chyba było najłatwiej udowodnić, wystarczyło uznać za dowód dowolną książkę
      napisaną przez kreacjonistę
      • Gość: Enzo Re: Drugie nie ma sensu IP: *.wl.rockefeller.edu 21.12.05, 18:41
        > > - ID nie jest nauką
        >
        > O tym powinni zadecydować naukowcy, a nie sędziowie. Nie każda dziedzina wiedzy

        O tym naukowcy zdecydowali jakieś 200 lat temu. Kreacjoniści za to uparli się
        wpychać tą bzdurę do szkół. Długo by pisać dlaczego tak jest.

        > może mieć swój wydział na uniwersytetach, nie każda szkoła może mieć swoją
        > katedrę. To uniwersytety (z pewną pomocą UNESCO) dycydują o tym, czy coś jest
        > nauką czy nie.

        Tak właśnie jest. Sędzia ustalił na podtsawie zeznań świadków i materiałów
        dowodowych, że taki jest fakt: ID nie jest nauką, jest religią. Jako taka nie
        może być nauczana w szkołach publicznych ze względu na ograniczenia prawne. Nikt
        nie broni ciemnogrodzianom nauczać tego w prywatnych moher-shulach.

        >Takie orzeczenie sądu jest po prostu infantylne

        Czytałeś orzeczenie? Założę się że nie. Poczytaj sobie:
        msnbcmedia.msn.com/i/msnbc/sections/news/051220_kitzmiller_342.pdf
        i wtedy się wypowiadaj.

        > > - kreacjoniści są kłamcami
        >
        > To chyba było najłatwiej udowodnić, wystarczyło uznać za dowód dowolną książkę
        > napisaną przez kreacjonistę

        Tam chodzizło o coś innego: kreacjoniści kłamali w czasie procesu. Na dodatek
        potem zwalali to na uzaleznienie od narkotyków :)

        Enzo
        • dokowski Przepraszam, zostałem wprowadzony w błąd 22.12.05, 15:00
          Gość portalu: Enzo napisał(a):

          > Czytałeś orzeczenie? Założę się że nie
    • Gość: pak Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.asta-net.com.pl 21.12.05, 22:51
      Ogloszenie przez sedziego Jones, ze kreacjonisci to klamcy jest mniej wiecej
      wydarzeniem podobnej rangi i kalibru do ogloszenia przez ONZ, ze czerwony
      kapturek mial zielony kapturek.
      Problem nie polega na tym, co jakis sedzia oglosil. Tu chodzi o raczej o
      umiejetnosc analizowania faktow. Pierwszy naukowo udokumentowany eksperyment, w
      wyniku ktorego jeden gatunek przechodzi spontanicznie w drugi, albo
      spontaniczne pojawienie sie zycia, zada ostateczny cios kreacjonistom.
      Poniewaz powyzsze moze zaistniec jedynie przy zlamaniu wiekszosci
      obowiazujacych praw fizyki, jest wysoce malo prawdopodobne, ze ktos to kiedys
      oglosi.
      • europitek Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 21.12.05, 23:05
        Pozwolę sobie na niedelikatność i zadam pytanie: dlaczego przejście z gatunku w
        gatunek musi być spontaniczne? Czy dlatego, żeby zadowolić zachcianki oponentów
        TE? A jeśli okaże się, że ludzie i w ogóle całe życie na Ziemi to wynik
        przemyślanej akcji (eksperymentu) profesora A'Ngoxtlyi (transliteracja z
        syriańskiego) z II Laboratorium Biotechnologii Katedry Biologii Kosmicznej
        Wydziału Biologii Imperialnego Uniwersytetu Potrójnego Układu Syriusza, to wtedy
        ktoś na Ziemi uzna tegoż profa za prawdziwego i jedynego boga?
      • Gość: Enzo Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.wl.rockefeller.edu 21.12.05, 23:08
        > Problem nie polega na tym, co jakis sedzia oglosil. Tu chodzi o raczej o
        > umiejetnosc analizowania faktow.

        Nie miał z tym problemów. Kreacjoniści, którzy zeznawali w czasie procesu
        zostali przez sędziego na kłamstwach. Potraktował ich nadzwyczaj ładgodnie, bo
        mógłby skierować sprawę do prokuratury za tzw. perjury, albo wymierzyć karę za
        obrazę sądu.

        > Pierwszy naukowo udokumentowany eksperyment, w
        > wyniku ktorego jeden gatunek przechodzi spontanicznie w drugi,

        Przespałeś XX wiek? Nie słyszałeś o wynikach takich eksperymentów?

        > albo spontaniczne pojawienie sie zycia,

        Powstanie życia nie ma związku z prawdziwością TE

        > zada ostateczny cios kreacjonistom.

        Nic im nie zada. Na radosną ignorancję nie ma lekarstwa

        > Poniewaz powyzsze moze zaistniec jedynie przy zlamaniu wiekszosci
        > obowiazujacych praw fizyki,

        Żartujesz sobie oczywiście

        Enzo
      • stefan4 Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 21.12.05, 23:26
        pak:
        > Pierwszy naukowo udokumentowany eksperyment, w wyniku ktorego jeden gatunek
        > przechodzi spontanicznie w drugi, albo spontaniczne pojawienie sie zycia,
        > zada ostateczny cios kreacjonistom.

        Pojawienie się życia pozostawmy na razie na boku, bo to z ewolucją nie ma nic
        wspólnego.

        Na czym wg Ciebie miałoby polegać to spontaniczne przejście gatunku w gatunek?
        Jakaś populacja sobie żyje, zwolna się zmienia,... co musi zajść, żebyś sie
        zgodził, że oto właśnie jeden gatunek przeszedł w drugi gatunek?

        Bo ja się trochę obawiam, że nie dasz się zadowolić. Że jak Ci przemienię konia
        w zebrę, to będziesz się upierał, że to jest nie zebra tylko pasiasty koń; a
        jak przemienię go w żyrafę, to w ogóle nie będziesz chciał patrzeć, bo przecież
        istnienie zwierzęcia z taką szyją łamie większość obowiązujących praw fizyki.

        Systematyka, w tym podział świata żywego na gatunki, jest rzeczą trochę umowną.
        To, co jeden nazwie gatunkiem, inny nazwie odmianą albo podgatunkiem. Dlatego
        określ swoje kryterium precyzyjniej: co musi zajść, żebyś przyznał, że już mamy
        do czynienia z nowym gatunkiem?

        - Stefan

        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • madcio Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 25.12.05, 16:57
        www.talkorigins.org/faqs/comdesc/
        > Poniewaz powyzsze moze zaistniec jedynie przy zlamaniu wiekszosci
        > obowiazujacych praw fizyki
        Czy porządek może wyłonić się z chaosu?

        Po co to piszę, cię i tak nic nie przekona, pak.
        • t0g Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 26.12.05, 11:39
          Zwolennicy kreacjonizmu czesto powoluje sie na II Prawo Termodynamiki,
          przemilczajac jedna 'drobnostke" - ze odnosi sie ono tylko do ukladu
          adiabatycznego. Tymczasem Ziemia z pewnoscia takim ukladem nie jest.

          Porzadek z chaosu? Sa na to liczne przyklady w postaci chociazby przemian fazowych.
          • madcio Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 26.12.05, 15:06
            > Porzadek z chaosu? Sa na to liczne przyklady w postaci chociazby przemian
            > fazowych.
            Ja to wiem, tylko czy to pak wie? :)

            Interesujace jest tez powoływanie się tu na naukę, mimo że to nauka wyniosła
            ewolucję do rangi obowiązującej teorii. Widać przyzwyczajenia z religii, gdzie
            nie takie sprzeczności mogą współistnieć z sobą. :)

            Niestety, nauka rządzi się innymi prawami - przede wszystkim nie ma miejsca na
            chciejstwo ("wishful thinking").
    • Gość: ft Wielka wygrana rozumu. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.05, 22:59
      Amerykanie przestaną wreszcie być pośmiewiskiem świata.
      • i-love-2-ski Re: Wielka wygrana rozumu. 22.12.05, 03:49
        Gość portalu: ft napisał(a):

        > Amerykanie przestaną wreszcie być pośmiewiskiem świata.

        nie bardzo wiem,czyjego rozumu,czyzby sedziego,ktory stwierdzil,ze nauczanie
        ID,jest niezgodne z konstytucja (jego opinia),tych 11 ludzi skarzacych szkolny
        district,ze naucza jednej z teorii powstania zycia na lekcjach biologii,czy moze
        tego school board,ktory zatwierdzil,ze powinnismy uswiadamiac dzieciom,ze oprocz
        darwina cos jeszcze nam tu na ziemskim padole pomoglo w egzystencji? kto tu
        wygral nie bardzo wiem,ale jedno co wiem,to to,ze nadmiar wiedzy jest bardzo
        niebezpieczny w USA,grozi nam wtedy przeuczenie i z tym trzeba koniecznie walczyc.
    • felusiak1 Przegrana wolnosci 22.12.05, 04:48
      poza fedra i moja nemesis ilove2ski wszystko co tu przeczytalem to nieslychane
      dyrdymaly. Szczegolnie te od enzo. Zacznijmy od poczatku.
      Oto w styczniu 2005 nauczyciel biologii zmuszony sostal do odczytania uczniom na
      poczatku roku w 9-tej klasie nastepujacego komunikatu ( razem okolo 100 slow),
      ktory ponizej streszcze.

      *** W pensylwanii wymaga sie aby uczniowie uczyli sie i zdali egzamin z teorii
      *** ewolucji Darwina. Jest to teoria zawierajaca luki ktorych nie mozna
      *** wytlumaczyc jednak ma charekter naukowy itd itp.
      *** Intelligent Design jest wytlumaczeniem poczatkow zycia rozniacym sie od
      *** teorii Darwina. Uczniowie moga przeczytac taka to a taka ksiazke na ten
      *** temat jesli chca, moga dyskutowac miedzy soba lub w gronie rodzinnym jednak
      *** obowiazuje teoria Darwina i z tego bedzie egzamin.

      Powyzsze ubodlo ateistow i zaskarzyli to do sadu zarzucajac, ze jest to
      wprowadzanie religii czego zabrania Pierwsza Poprawka (w obecnej interpretacji.
      Powod przekonal sad, ze ID nie jest naukowa i swiecka a pozwani nie potrafili
      wykazac, ze kierowali sie swieckim swiatopogladem wprowadzajac wzmianke o ID do
      programu. Sedzia zgodnie z duchem obowiazujacego prawa wydal sluszna decyzje.

      Nie tu jednak pies jest pogrzebany, W USA toczy sie walka pomiedzy walecznymi
      ateistami i cala reszta. Wiekszosc owej reszty jest calkowicie bierna co
      sprawia, ze ateisci dostaja powoli konia i ktoregos dnia przebudza tych
      pograzonych w marazmie.
      Dlaczego twierdze, ze dostaja konia? A jak nazwac walke o usuniecie krzysa
      znajdujacego sie w herbie miasta Santa Cruz? Do ciezkiej cholery Santa Cruz to
      po angielsku Saint Cross, a po polsku Swiety Krzyz.
      To wlasnie waleczni ateisci doprowadzili do tego, ze szkolna dzieciarnia
      nie bawi sie na Christmas Party lecz na Winter Party i nie przy Christmas Tree
      lecz przy Holiday Tree i nie spiewa niewinnych piosenek w stylu "Rudolph, the
      Red Nose Raindeer gdyz slowa piosenki zawieraja fraze Merry Christmas a to, qrwa
      narusz Pierwsza Poprawke.
      • t0g Re: Instynkt Felusiakla zawiódł na całej linii tą 22.12.05, 07:06
        razą.

        Felusiak, ja Cię zawsze bardzo ceniłem i cenię i uważam za jedną z
        najinteligentniejszych postaci na Forum. Niestety, tym razem Twój instynkt Cie
        zawiódł. Powołując się na fundamentalne względy obrony wolności, stajesz w
        obronie czegoś, co jest w oczywisty sposób kolejną inkarnacją łysenkizmu. W
        nieco łagodniejszej formie, bo teraz trup nie pada, a za Akademika Łysenki,
        Trofima zresztą, trup padał gęsto wśród niepokornych genetyków - ale mechanizmy
        są podobne. Chcesz bronic wolności - tymczasem, dopomagasz w procesie
        zawłaszczania nauki przez fundamentalistów, jej szariatyzacji, islamizacji,
        ajatollahizacji - można by wymyślać rózne nawy, które wszystkie sprowadzają się
        do podporządkowania ideologii pewnej ważnej dziedziny działalności ludzkiej,
        która do tej pory pozostaje od ideologii wolna. Jedynym obowiązującym w niej
        przepisem na dochodzenie do prawdy jest zbiór recept zwanych "metodą naukową".
        Metoda naukowa jest jednym z największych tryumfów ludzkiego rozumu i w żaden
        sposób nie należy dopusćic do tego, by uległa zwyrodnieniu czy zanieczyszczeniu.
        Przez dopuszczenie do tego, by "hokus-pokus" zyskało w niej "prawo
        obywatelstwa".

        Nikt nie zanierza zabraniac nauczania ID, czy jakiejkolwiek innej "teorii"
        kreacjonistycznej. Chodzi wyłacznie o to, by nie wkładac tych rzeczy na siłę do
        nauczania "science". Ponadto, ID jest nierozerwalnie zwiazana z religią - kto
        twierdzi inaczej, zwyczajnie łże. A nauka powinna pozostac w stosunku do religii
        ortogonalna. Ani nie próbować rozstrzygać, czy Bóg jest, czy Go nie ma - ani
        tego, który Bóg jest prawdziwy, a którzy inni bogowie są fałszywi (bo pomiedzy
        róznymi religiami zgodności co do tego przecież nie ma). Podobni, niech
        światopogląd religijny nie próbuje sie wtrącać w naukę. Wszelkie próby
        de-ortogonalizacji nauki i religii należy zwalczać i to nie jest tłamszenie
        wolności, a właśnie obrona wolności.

        Objaśnienie pojęcia "ortogonalny": dwie rzeczy są wzajemnie do siebie
        ortogonalne, jeśli nawzajem na siebie nie rzutuja.
        • europitek Re: Instynkt Felusiakla zawiódł na całej linii tą 22.12.05, 10:29
          Trzeba jednak przyznać , że przykład z Santa Cruz to taki "łysenkizm inaczej".
          • t0g Re: Tyle, że zasadniczo nie na temat... 22.12.05, 10:33
            Ale sam w sobie przykład dobry, niewątpliwie.
            • felusiak1 Re: Tyle, że zasadniczo nie na temat... 22.12.05, 15:29
              Jak najbardziej na temat poniewaz podstawa usuniecia ID i krzyza z herbu jest
              dokladnie taka sama. Establishment Clause of the First Amendment to the
              Constitution of the United States. Period.
              • i-love-2-ski Re: Tyle, że zasadniczo nie na temat... 22.12.05, 16:42
                felusiak1 napisała:

                > Jak najbardziej na temat poniewaz podstawa usuniecia ID i krzyza z herbu jest
                > dokladnie taka sama. Establishment Clause of the First Amendment to the
                > Constitution of the United States. Period.

                ciekawe kiedy usuna symbol religijny z flagi izraela? moze pan tomasz sie
                wypowie,on zdaje sie w religii rowniez robi.
              • t0g Re: Tyle, że zasadniczo nie na temat... 22.12.05, 18:00
                felusiak1 napisała:

                > Jak najbardziej na temat poniewaz podstawa usuniecia ID i krzyza z herbu jest
                > dokladnie taka sama.

                G... prawda.

                • felusiak1 Re: Tyle, że zasadniczo nie na temat... 22.12.05, 19:36
                  Tomeeeeeek bo nakrzycze na ciebie.
                  W obu przypadkach sad powolal sie tylko i wylacznie na violation of the
                  Establishment Clause. A zatem jako logiczny naukowiec powinienes natychmiast
                  wycofac G... ze zdania G.... prawda.
        • felusiak1 Et tu Tomasz contra me 22.12.05, 15:27
          Mialbys calkowita racje gdyby w tej sprawie chodzilo o nauczanie ID.
          To jednak nie mialo miejsca. No chyba, ze odczytanie zawierajacego 100 slow
          oswiadczenia o tym, ze obok TE istnieje tez ID, kwalifikuje sie jako religijne
          indoktrynowanie szkolnej gawiedzi. Mialbys rowniez racje gdyby zarzucono
          ID brak naukowych podstaw. Jednak sprawa tego nie dotyczyla.
          Oto co sedzia napisal w wyroku:
          A declaratory judgment is hereby issued in favor of Plaintiffs (.....)
          such that Defendants’ ID Policy violates the Establishment Clause of the First
          Amendment of the Constitution of the United States and Art. I, § 3 of
          the Constitution of the Commonwealth of Pennsylvania.
          A zatem sad nie wyrazil opinii w przedmiocie naukowosci ID. Nie obalil tezy, ze
          ID i TE sa konkurencyjne w stosunku do siebie jak tez nie stwierdzil, ze TE jest
          "valid" a ID jest "defective". Nic z tych rzeczy.
          Wszystko co sad stwierdzil w wyroku to odczytanie owego oswiadczenie narusz
          Establishment Clause zawarta w Pierwszej Poprawce do Konstytucji.
          A co mowi Establishment Clause? Prosze uprzejmie: " Congress shall make no law
          respecting an establishment of religion, or prohibiting the free exercise thereof;"
          Nauczanie Genesis powinno odbywac sie na lekcjach religii lub teologii a nie na
          lekcjach biologii, co do tego nie mam watpliwosci. Jednak nie widze przeszkod
          aby podczas doglebnego studiowania TE uczniowie dowiedzieli sie, ze istnieje
          sobie cos takiego jak ID, ktore pozbawione jest naukowych podstaw, swoje
          korzenie ma w religii i nie ma na to zadnych dowodow.
          Jak wiec widzisz sad odrzucil ID nie biorac pod uwage nawet jednego naukowego
          argumentu. W swietle tego cala powyzsza dyskusja w ktorej kolejni rozmowcy
          udowadniaja wyzszosc TE na ID jest calkowicie pozbawiona sensu. Jest to dyskusja
          obot tematu.
          Napisales:" "Nikt nie zanierza zabraniac nauczania ID, czy jakiejkolwiek innej
          "teorii" kreacjonistycznej." I tu tkwi twoj blad. Ten wyrok zabrania nie tylko
          nauczania ale tez nawet wzmianki o ID, gdyz narusza Pierwsza Poprawke.
          Nie ma przy tym znaczenia czy odbywa sie to na lekcji biologii czy historii czy
          tez matematyki albo nawet w czasie przerwy. We wszystkich szkolach okregu Dover
          nie molno wymieniac ID z nazwy i mowic o tym. To znaczy uczniowie miedzy soba
          moga, nauczyciele pomiedzy soba moga ale nauczyciele do uczniow? W kajdany i na
          Sybir.
          • t0g Re: Et tu Tomasz contra me 22.12.05, 18:12
            Dla humanisty cala wiedza, wlaczajac wszystkie teorie zbudowane w pelnej
            zgodnosci z metoda naukowa, to wszystko jest "hokus-pokus", abrakadabra i
            czaru-maru. Nic wiec dziwnego, ze humanista nie jest w stanie pojac istoty
            roznicy pomiedzy ID i TE.

            Propozycja rozwiazania: zmienic nazwe przedmiotu uczonego jako "science" na cos,
            co jednoznacznie wskaze na rodzaj tego "science". Np. "Modern Empirical
            Science". W ten sposob, zeby to od razu wykluczalo wprowadzenie ID, jako nie
            spelniajacej podstawowego warunku dotyczacego tego curriculum.


            W sprawach polityki, ekonomii -jestes dla mnie autorytetem, Felusiak.
            • felusiak1 Re: Et tu Tomasz contra me 22.12.05, 19:47
              Tomek ja doskonale rozumiem istote roznicy pomiedzy ID i TE i w zadnym wypadku
              nie nawoluje do nauczania kreacjonizmu. Powiem wiecej, zabronmy nauczania
              kreacjonizmu na lekcjach biologii gdyz nie spelnia warunkow potrzebnych aby
              uznac to za teorie naukowa. W tym wypadku moze dokonac tego legislatura stanowa
              poprzez uchwalenie norm. Jednak zakaz wprowadzono tylnymi drzwiami w oparciu o
              obecna interpretacje First Amendment, ktora moze juz jutro ulec zmianie i
              kreacjonizm trafi ponownie na lekcje biologii.
              Ty traktujesz sprawe ID bardzo wasko a ja w przeciwienstwie do ciebie bardzo
              szeroko.
              No coz, chwala [...], ze na podstawie tego samego Firs Amendment mamy prawo nie
              zgadzac sie ze soba. Wykropkowalem aby nam tego prawa nie zabrano.
      • rs_gazeta_forum Re: Przegrana wolnosci 22.12.05, 14:49
        felusiak1 napisał:
        > poza fedra i moja nemesis ilove2ski wszystko co tu przeczytalem to
        > nieslychane dyrdymaly.

        Cóż, w zasadzie t0g wyjaśnił już, co można o Twojej opinii powiedzieć, ale ja w
        odróżnieniu od niego nie mam wrażenia, że to akurat instynkt Cię tu zawiódł. Kto
        ma rację?
      • w_ojciech Re: Przegrana wolnosci 22.12.05, 18:13
        Felusiak,
        rzadko to się zdarza, ale zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości.
        Oby to się zdarzało częściej.
      • Gość: Enzo Re: Przegrana wolnosci IP: *.rockefeller.edu 22.12.05, 21:50
        [...]> dyrdymaly. Szczegolnie te od enzo. Zacznijmy od poczatku.
        > Oto w styczniu 2005 nauczyciel biologii zmuszony sostal do odczytania uczniom n
        > a
        > poczatku roku w 9-tej klasie nastepujacego komunikatu ( razem okolo 100 slow),
        > ktory ponizej streszcze. [...]

        Nie ma to jak wybielać :)
        Po pierwsze komunikat jest fałszywy.
        Po drugie rada edukacyjna wprowadziła kreacjonistyczny podręcznik "of Pnadas and
        People" - ale o tym już przemilczałeś, typowe dla fundamentalistycznych krętaczy

        [...]> Nie tu jednak pies jest pogrzebany, W USA toczy sie walka pomiedzy walecznymi
        > ateistami i cala reszta. Wiekszosc owej reszty jest calkowicie bierna co
        > sprawia, ze ateisci dostaja powoli konia i ktoregos dnia przebudza tych
        > pograzonych w marazmie.[...]

        ta... akurat. Niewielka grupka (zwana ateistami - w gruncie rzeczy chodzi
        świadomych obywateli) wciąż walczy z narastającym przekształcaniem USA w
        protestancki Iran. Ilekroć ktoś podniesie głos, że może wpieprzenie religii tam
        gdzie nie powinno jej być nie jest najlepszym pomysłem, od razu 80%
        społeczeństwa (chrześcijanie) wrzeszczy że się ich dyskryminuje :) Osobnicy
        uzależnieni od religii mają potrzebę bycia prześladowanymi. Wynika to z poczucia
        włąsnej ważności jako wybranych. Analogicznie do zaburzeń psychicznych typu
        paranoja lub narcyzm. Oczywiście - wszystko się kręci wokół nich. Telewizor
        przesyła ukryte manipulacje ateistyczne etc. Zabawne jest, że są ludzie któzy
        się nabieraja na takie bdzury.

        Enzo
    • t0g Re: Jakosciowy charakter TE 22.12.05, 05:24
      To zdaje sie Stefan podkreslil, ze TE ma charakter jaosciowy - nie dziwota, bo
      gatunek + srodowisko, w ktorym on zyje to w oczywisty sposob to, co my nazywamy
      w fizyce "zagadnieniem wielu cial" (akurat w przypadku osobnikow zywych to nawet
      staje sie dowcipna nazwa). No i wiadomo, ze zagadnienia wielu cial nie daje sie
      ugryzc analitycznie. Tylko w dosyc prostych przypadkach, np. obiektow
      astronomicznych i to w przypadku, gdy jeden jest duzo bardziej masywny od
      innych. No, ale numeryczne techniki obliczeniowe doprowadzily do zmiany sytuacji
      ba tym polu. Zagadnienia wielocialowe, ktorych sie nie dawalo ugryzc
      analitycznie, okazuja sie calkiem "zjadliwe" przy pomocy roznorakich metod
      symulacji komputerowej. Wiec ja oczekuje, ze kiedy wreszcie "symulanci" zaczna
      interesowac sie TE, to ta nauka moze zmienic swoj status przynajmniej na
      semi-ilosciowa, czy jak by tam to nazwac. A moze tego rodzaju proces juz sie
      rozpoczal?

      Ja tam lubuie sobie posymulowac na komputerach, ale wszystko sie ograniczalo do
      modelowania ukladow magnetycznych przy pomocy techniki Monte Carlo w jej wersji
      uzywanej w fizyce statystycznej (ktorej pionierem byl m. in. Stanislaw Ulam).
      Sila rzeczy, z powodu poletka, w ktorym siedze, wiem tez conieco o tzw. metodzie
      "molecular dynamics". Ale na tym koniec. Co sie robi poza fizyka, tego juz
      zupelnie nie wiem. Wiec moze ktorys z Was, Stefanie lub Enzo, lub jeszcze ktos,
      orientuje sie, czy ludzie od symulacji komputerowej zaczeli sie juz interesowac
      ewolucja?

      To musi pojsc wlasnie tak, ze "symulanci" musza sie nauczyc troche biologii i
      zaczac cos modelowac
      • stefan4 Re: Jakosciowy charakter TE 22.12.05, 10:44
        t0g:
        > gatunek + srodowisko, w ktorym on zyje to w oczywisty sposob to, co my
        > nazywamy w fizyce "zagadnieniem wielu cial"
        [...]
        > No, ale numeryczne techniki obliczeniowe doprowadzily do zmiany sytuacji ba
        > tym polu. Zagadnienia wielocialowe, ktorych sie nie dawalo ugryzc
        > analitycznie, okazuja sie calkiem "zjadliwe" przy pomocy roznorakich metod
        > symulacji komputerowej.

        Dla stosowalności metod przybliżonych konieczna jest dobra teoria jakościowa i
        ta teoria musi być STABILNA. To znaczy musi tak działać, żeby niewielkie zmiany
        danych powodowały tylko niewielkie zmiany wyniku. W wypowiedzi wyżej (patrz
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=33783218&a=33851605 ) Enzo pisząc
        o szóstce w totolotku właśnie zaprzeczył takiej możliwości
      • europitek Re: Jakosciowy charakter TE 22.12.05, 10:56
        > wierze, ze wlasciwa droga jest przyuczenie fachowcow od technik
        > numerycznych do danego zagadnienia, ktore trzeba rozwiazac, a nie vice versa.

        Zgadzam się z Tobą całkowicie - od dłuższego czasu kłade to do głowy mojemu
        synowi, który właśnie zrobił licencjat z informatyki, czyli namawiam do studiów
        w jakiejś "konkretnej" dziedzinie. Skopiowałem nawet Twój post i wyśle go
        lotarośli, jako dowód, że nie jestem jedynym heretykiem (bo na razie takie
        poglądy tak są klasyfikowane przez tzw. większość) na świecie.
        Z własnego doświadczenia wiem, że specjaliści z jakiejś dziedziny (nie tylko
        naukowej) nie mają bladego pojęcia o komputerologii, a informatycy mało wiedzą o
        innych dyscyplinach. W efekcie często powstają jakieś "potworki", a w najlepszym
        razie obie strony mordują się ze sobą w trakcie współpracy niemiłosiernie (i
        okładają epitetami, a pod koniec projektu wszyscy mają czerwone plamy na czołach
        - od pukania się w nie).
        Jedyne z czym mógłym podyskutować, to kolejność zdobywania wiedzy zaprezentowana
        przez Ciebie. Moim zdaniem to raczej kwestia solidności posiadanej wiedzy i może
        pewnych cech jednostkowych, niż ogólna prawidłowość. Ale to jest już mniej istotne.
      • dokowski Tak właśnie jest. Dużo o tym jest w książce: 22.12.05, 15:24
        t0g napisał:

        > czy ludzie od symulacji komputerowej zaczeli sie juz interesowac
        > ewolucja?

        ... "O pochodzeniu cnoty". To właśnie algorytmy podane przez biologów pozwoliły
        matematykom znaleźć stabilne rozwiązania słynnego dylematu więźnia.

        > To musi pojsc wlasnie tak, ze "symulanci" musza sie nauczyc troche biologii i
        > zaczac cos modelowac
        • stefan4 Ty znowu z tym dylematem matematyków... 22.12.05, 16:00
          dokowski
          > Tak właśnie jest. Dużo o tym jest w książce:... "O pochodzeniu cnoty". To
          > właśnie algorytmy podane przez biologów pozwoliły matematykom znaleźć stabilne
          > rozwiązania słynnego dylematu więźnia.

          Dokowski, bardzo Cie proszę, nie mów takich rzeczy. ŻADNE algorytmy nie mogą
          rozwiązać problemu matematycznego (są od tej zasady wyjątki, ale bardzo
          specjalne). Matematyka działa na innym poziomie pojęciowym niż algorytmy.
          Dylemat więźnia nie jest i nigdy nie był problemem matematycznym; w ogóle nie ma
          i nie było w nic niczego problematycznego. Dylemat ma hipotetyczny więzień a
          nie badający go matematyk.

          Kiedyś już o tym mówiliśmy; różnica jest obecnie taka, że ja w międzyczasie
          przeczytałem książkę Ridleya ,,O pochodzeniu cnoty''. Jest ona w istocie
          ciekawa, polecam wszystkim do zastanowienia się (ale oczywiście nie do
          przyjmowania jako prawdę objawioną). Istotnie przedstawia ona różne warianty
          dylematu więźnia jako ewentualne modele dalekowzrocznego sensu altruizmu i
          współpracy w swiecie ożywionym. Ale nie dodaje NICZEGO do matematyki.

          - Stefan

          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
          • niteran Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 23.12.05, 00:20
            stefan4 napisał:

            > Dokowski, bardzo Cie proszę, nie mów takich rzeczy. ŻADNE algorytmy nie mogą
            > rozwiązać problemu matematycznego (są od tej zasady wyjątki, ale bardzo
            > specjalne).

            Oczywiście, że są w stanie. Nie wszystkie, co pokazali Goedel i Turing, ale
            część jak najbardziej.

            > Dylemat więźnia nie jest i nigdy nie był problemem matematycznym; w ogóle nie
            m
            > a
            > i nie było w nic niczego problematycznego. Dylemat ma hipotetyczny więzień a
            > nie badający go matematyk.

            Problemem - jak najbardziej matematycznym - jest znalezienie optymalnej
            _strategii_, która maksymalizowałaby zysk grającego w dylemat więźnia. W tym
            konkretnym przypadku chodziło o grę przeciwko komuś używającemu nieznanej
            strategii. I metodami ewolucyjnymi (prostym AG) dało się to rozwiązać bardzo
            szybko. To zresztą podręcznikowy przykład skuteczności algorytmów genetycznych.
            >
            > Kiedyś już o tym mówiliśmy; różnica jest obecnie taka, że ja w międzyczasie
            > przeczytałem książkę Ridleya ,,O pochodzeniu cnoty''. Jest ona w istocie
            > ciekawa, polecam wszystkim do zastanowienia się (ale oczywiście nie do
            > przyjmowania jako prawdę objawioną). Istotnie przedstawia ona różne warianty
            > dylematu więźnia jako ewentualne modele dalekowzrocznego sensu altruizmu i
            > współpracy w swiecie ożywionym. Ale nie dodaje NICZEGO do matematyki.

            Teoria gier to całkiem płodny dział matematyki.
            • stefan4 Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 23.12.05, 00:49
              stefan4:
              > ŻADNE algorytmy nie mogą rozwiązać problemu matematycznego (są od tej zasady
              > wyjątki, ale bardzo specjalne).

              niteran:
              > Oczywiście, że są w stanie. Nie wszystkie, co pokazali Goedel i Turing, ale
              > część jak najbardziej.

              Zaraz, w takim razie co wg Ciebie pokazali Goedel i Turing? Podstawowe
              twierdzenie Goedla mówi o nieistnieniu zupełnej aksjomatyzacji dla arytmetyki.
              Nie o algorytmach. Nie jestem pewien, co masz na myśli z Turingiem, ale
              przypuszczam, że coś o nieroztrzygalności, na przykład własności stopu. To są
              zastosowania matematyki a nie zastosowania czegoś do matematyki.

              niteran:
              > Problemem - jak najbardziej matematycznym - jest znalezienie optymalnej
              > _strategii_, która maksymalizowałaby zysk grającego w dylemat więźnia.

              Zwykły dylemat więźnia (gra jednorazowa) nie jest żadnym problemem, chyba się z
              tym zgodzisz. Dla znalezienia optymalnej strategii trzeba tylko umieć porównać
              liczby i dojść do wniosku, że 15 lat odsiadki to jest więcej niż 2 lata
              odsiadki.

              Każde bardziej skomplikowane sformułowanie dylematu więźnia, np. szukanie
              strategii długofalowej przy wielokrotnej grze ma oczywiste rozwiązanie
              natychmiast po sformułowaniu problemu. Kiedy szukamy wyjaśnienia pewnych
              zachowań w biologii, to cały wic polega na tym, żeby dobrze zdefiniować grę;
              potem już znalezienie dla niej strategii jest łatwe. Książka ,,O pochodzeniu
              cnoty'' Ridleya pełna jest takich właśnie coraz to na nowo przeformułowywanych
              zasad gry. To jest typowe dla wielu zastosowań matematyki (ale daleko nie
              wszystkich): walka toczy się o sformułowanie modelu; a kiedy mamy właściwy
              matematyczny model, to dalej już jest z górki.

              Matematyczna teoria gier jest dziedziną matematyki i jej twierdzenia się
              udowadnia a nie sprawdza na komputerze. Nawet algorytmami ewolucyjnymi.

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
              • niteran Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 23.12.05, 02:04
                stefan4 napisał:

                > Zaraz, w takim razie co wg Ciebie pokazali Goedel i Turing? Podstawowe
                > twierdzenie Goedla mówi o nieistnieniu zupełnej aksjomatyzacji dla arytmetyki.
                > Nie o algorytmach. Nie jestem pewien, co masz na myśli z Turingiem, ale
                > przypuszczam, że coś o nieroztrzygalności, na przykład własności stopu. To są
                > zastosowania matematyki a nie zastosowania czegoś do matematyki.

                Entscheidungsproblem to Twoim zdaniem 'zastosowania matematyki', a nie
                metamatematyka?

                >
                > Każde bardziej skomplikowane sformułowanie dylematu więźnia, np. szukanie
                > strategii długofalowej przy wielokrotnej grze ma oczywiste rozwiązanie
                > natychmiast po sformułowaniu problemu.

                Nie rozumiem, w jakim sensie piszesz o 'oczywistym rozwiązaniu', i
                to 'natychmiast po sformułowaniu problemu'. Ogólnej, wygrywającej strategii,
                niezależnej od warunków początkowych nie ma, można więc tylko wybrać z
                populacji wszystkich możliwych rozwiązań jak najlepsze.

                > zachowań w biologii, to cały wic polega na tym, żeby dobrze zdefiniować grę;
                > potem już znalezienie dla niej strategii jest łatwe. Książka ,,O pochodzeniu
                > cnoty'' Ridleya pełna jest takich właśnie coraz to na nowo przeformułowywanych
                > zasad gry. To jest typowe dla wielu zastosowań matematyki (ale daleko nie
                > wszystkich): walka toczy się o sformułowanie modelu; a kiedy mamy właściwy
                > matematyczny model, to dalej już jest z górki.

                Dowcip polega na tym, że AG radzą sobie i bez szukania właściwego
                matematycznego modelu.

                >
                > Matematyczna teoria gier jest dziedziną matematyki i jej twierdzenia się
                > udowadnia a nie sprawdza na komputerze.

                Rozróżnienie 'udowodniania' i 'sprawdzania' jest dość śliskie. Wyobraź sobie
                np. urządzenie, które potrafi udowodnić bądź obalić hipotezę Goldbacha poprzez
                sprawdzenie czy zachodzi ona dla całej dziedziny.

                > Nawet algorytmami ewolucyjnymi.

                Nie 'nawet', bo AG służą do rozwiązywania problemów optymalizacyjnych. Od
                udowadniania twierdzeń są Automatic Theorem Provery.
                • stefan4 Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 23.12.05, 11:36
                  niteran:
                  > Entscheidungsproblem to Twoim zdaniem 'zastosowania matematyki', a nie
                  > metamatematyka?

                  I to i to, podział matematyki na administracyjne poddziedziny nie jest
                  rozłączny.

                  ,,Metamatematyka'' jest częścią matematyki. Rozróżnienie na warstwy ,,meta-'' i
                  nie-,,meta-'' ma sens w podstawach matematyki, głównie w logice. Poza tym
                  takiego rozróżnienia się nie robi na codzień, bo nie ma po co.

                  Tak, wynik Goedla oraz Entscheidungsproblem Turinga i Churcha należą do
                  metamatematyki. Ale mają również konsekwencje w teorii algorytmów (szczególnie
                  ten drugi); mianowicie wynikają z nich pewne negatywne twierdzenia na temat
                  możliwości przewidzenia zachowania algorytmów. W tym sensie są to zastosowania
                  matematyki.

                  niteran:
                  > Nie rozumiem, w jakim sensie piszesz o 'oczywistym rozwiązaniu', i to
                  > 'natychmiast po sformułowaniu problemu'. Ogólnej, wygrywającej strategii,
                  > niezależnej od warunków początkowych nie ma, można więc tylko wybrać z
                  > populacji wszystkich możliwych rozwiązań jak najlepsze.

                  Dla pojedynczego dylematu więźnia oczywiście istnieje taka strategia: zdradzić
                  kumpla. Lepszego wyniku niż przy takiej grze nie możesz sobie ZAPEWNIĆ. Jeśli
                  zależy Ci na tym, żeby jednak ująć jakoś ew. zaufanie do kumpla, to musisz grę
                  przedefiniować i skomplikować. Na przykład określić prawdopodobieństwo, że
                  kumpel będzie szedł w zaparte
                  • niteran Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 23.12.05, 12:25
                    stefan4 napisał:

                    > I to i to, podział matematyki na administracyjne poddziedziny nie jest
                    > rozłączny.
                    >
                    > ,,Metamatematyka'' jest częścią matematyki. Rozróżnienie na warstwy ,,meta-
                    ''
                    > i
                    > nie-,,meta-'' ma sens w podstawach matematyki, głównie w logice. Poza tym
                    > takiego rozróżnienia się nie robi na codzień, bo nie ma po co.

                    Ale przecież to Ty użyłeś ostrego rozróżnienia - 'zastosowania matematyki' są
                    jak najbardziej rozwiązywalne algorytmicznie, a 'matematyka' - już nie. Przy
                    czym mamy precyzyjną definicję (wyznaczającą tę granicę), mówiącą które
                    problemy da się rozwiązać przy pomocy MT czy równoważnych formalizmów, a które
                    nie.

                    >
                    > Tak, wynik Goedla oraz Entscheidungsproblem Turinga i Churcha należą do
                    > metamatematyki. Ale mają również konsekwencje w teorii algorytmów
                    (szczególnie
                    > ten drugi); mianowicie wynikają z nich pewne negatywne twierdzenia na temat
                    > możliwości przewidzenia zachowania algorytmów. W tym sensie są to
                    zastosowania
                    > matematyki.

                    E tam, zastosowania. Tak jakby dowód Turinga miał cokolwiek wspólnego z np.
                    wieszaniem się Windowsów.

                    >
                    > Dla pojedynczego dylematu więźnia oczywiście istnieje taka strategia: zdradzić
                    > kumpla. Lepszego wyniku niż przy takiej grze nie możesz sobie ZAPEWNIĆ.
                    Jeśli
                    > zależy Ci na tym, żeby jednak ująć jakoś ew. zaufanie do kumpla, to musisz grę
                    > przedefiniować i skomplikować. Na przykład określić prawdopodobieństwo, że
                    > kumpel będzie szedł w zaparte
                    • niteran Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 23.12.05, 12:28
                      "Chodziło mi o pokazanie, że 'sprawdzanie przez komputer', w najbardziej
                      wulgarnym przypadku - zwykłe podstawianie symboli i sprawdzanie, jak zachowuje
                      się formuła, może przynieść dowód twierdzenia, którego nie potrafi udowodnić."

                      Sorry, zabrakło na końcu słowka "...człowiek."

                    • stefan4 Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 23.12.05, 14:00
                      niteran:
                      > E tam, zastosowania. Tak jakby dowód Turinga miał cokolwiek wspólnego z np.
                      > wieszaniem się Windowsów.

                      Wieszanie się Windowsów nie jest problemem naukowym tylko
                      polityczno-gospodarczym. Jakby zaczął spadać popyt światowy na ten ,,system'',
                      to Gates wywaliłby połowę personelu na przyspieszoną emeryturę a drugiej połowie
                      dałby trochę swobody ruchu
                      • niteran Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 23.12.05, 15:17
                        stefan4 napisał:

                        > Wieszanie się Windowsów nie jest problemem naukowym tylko
                        > polityczno-gospodarczym. Jakby zaczął spadać popyt światowy na
                        ten ,,system'',
                        > to Gates wywaliłby połowę personelu na przyspieszoną emeryturę a drugiej
                        połowi
                        > e
                        > dałby trochę swobody ruchu
                        • stefan4 Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 23.12.05, 16:52
                          stefan4:
                          > Ja mówię o zastosowaniach w TEORII ALGORYTMÓW.

                          niteran:
                          > Mówisz o zastosowaniu algorytmów w teorii algorytmów? Tak, to dość oczywiste
                          > zastosowanie ;)

                          No właśnie za ten styl argumentacji tak Was obu (z Dokowskim) lubię! Mówiliśmy
                          cały czas o zastosowaniach MATEMATYKI. Zastosowania matematyki w różnych
                          rzeczach, m.in. w TEORII ALGORYTMÓW. Nie o systemie Windows; i nie o
                          zastosowaniach teorii algorytmów.

                          niteran:
                          > Mówię, że prosty algorytm jest w stanie rozwiązać _problem matematyczny_ (co
                          > kwestionowałeś), przy odpowiednich założeniach dotyczących fizyki
                          > Wszechświata.

                          Ja to nadal kwestionuję. Terminy ,,algorytm'', ,,problem'', ,,rozwiązać''
                          itp. mają ścisłe definicje i w tych definicjach nie występuje ani fizyka ani
                          Wszechświat. Twoja podróż do czarnej dziury nie mieści się w takiej definicji
                          rozwiązania, nie jest więc rozwiązaniem. Algorytmiczna rozwiązalność problemu
                          zależy od własności liczb naturalnych, ale nie zależy od fizyki ani
                          Wszechświata.

                          stefan4:
                          > I Ty uważasz, że znalezienie rozwiązania dylematu więźnia jest NIE DO
                          > ZROBIENIA (bez pomocy biologów),

                          niteran:
                          > LOL, proszę mi tu nie imputować takich głupot. W którym miejscu napisałem, że
                          > tak uważam?

                          Przepraszam Cię. Coś podobnego chyba sugerował Dokowski.

                          niteran:
                          > Widzisz, wyżej piszesz o 'oczywistości' pewnych rozwiązań analitycznych, nawet
                          > jeśli (pozwól że dopowiem to co wiemy obydwaj) nie da się ich znaleźć zanim
                          > nie wypalą się gwiazdy.

                          Po pierwsze nierozstrzygalność problemu jest ,,trudnością'' o wiele bardziej
                          definitywną niż wysoka złożoność. Po drugie do znalezienia rozwiązania
                          analitycznego (w przeciwieństwie do symulacji komputerowej) potrzebny jest nie
                          czas tylko pomysł. Po trzecie jak łatwo te rozwiązania dają się znaleźć, to
                          zależy od konkretnego sformułowania.

                          Dylemat więźnia w najprostszej postaci (jednorazowy) jest trywialny: optymalną
                          strategię znajdzie w mgnieniu oka każde dziecko, które ZROZUMIE, na czym on
                          polega. Jeśli teraz zaczniesz komplikować założenia, mówić o zysku
                          długofalowym, o psychice innych graczy itp., to za każdym razem otrzymasz inny
                          dylemat więźnia; analityczne znalezienie optymalnych strategii dla niektórych z
                          nich będzie natychmiastowe, dla innych będzie sztampowym zadaniem, dla jeszcze
                          innych może być trudne, a dla jakichś tam może być ciężkim zagadnieniem
                          badawczym. Te sformułowania, które są omówione w książce Ridleya, prowadzą do
                          problemów niezbyt trudnych; i oni tam używali komputera prawdopodobnie tylko do
                          tego, żeby szybko przejrzeć i wykluczyć dużą liczbę jakichś sformułowań
                          bezsensownych, o których potem już nawet nie wspomnieli w książce.

                          niteran:
                          > Tzn. rekurencyjnie przeliczalne są chyba zbiory i języki, no ale to szczegół.

                          A co za różnica?

                          JĘZYK to (z definicji) dowolny podzbiór A*, gdzie A oznacza skończony alfabet.
                          Nie ma więc potrzeby rozróżniania między językami a zbiorami słów.

                          PROBLEM (w sensie teorii rekursji) to jest zbiór par:
                          # na pierwszym miejscu liczba naturalna,
                          # na drugim miejscu odpowiedź ,,tak'' lub ,,nie''.
                          Na przykład problem ,,czy dane n jest liczbą pierwszą?'' ma postać
                          { <2,tak>, <3,tak>, <4,nie>, <5,tak>, <6,nie>, ... }
                          Więc problemy też są zbiorami. Pojęcia rekurencyjności i rekurencyjnej
                          przeliczalności stosują się do nich w zwykły sposób.

                          To nie jest ten sam sens użycia terminu ,,problem'' co w sformułowaniu ,,to jest
                          trudny problem badawczy''.

                          - Stefan

                          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                          • niteran Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 24.12.05, 11:46
                            > No właśnie za ten styl argumentacji tak Was obu (z Dokowskim) lubię! Mówiliśmy
                            > cały czas o zastosowaniach MATEMATYKI. Zastosowania matematyki w różnych
                            > rzeczach, m.in. w TEORII ALGORYTMÓW. Nie o systemie Windows; i nie o
                            > zastosowaniach teorii algorytmów.

                            Nie, na odwrót. Mówiliśmy o zastosowaniach ALGORYTMÓW (że też sobie włączę capsa)
                            do rozwiązywania problemów matematycznych. Istnienie takich zastosowań
                            zakwestionowałeś,
                            z czym się nie zgodziłem. Teoria algorytmów pojawiła się po to, by pokazać że są
                            problemy
                            których algorytmicznie (w sensie Turinga, tzn. w skończonej ilości kroków) nie
                            da się rozwiązać.

                            > Ja to nadal kwestionuję. Terminy ,,algorytm'', ,,problem'', ,,rozwiązać''
                            > itp. mają ścisłe definicje i w tych definicjach nie występuje ani fizyka ani
                            > Wszechświat. Twoja podróż do czarnej dziury nie mieści się w takiej definicji
                            > rozwiązania, nie jest więc rozwiązaniem. Algorytmiczna rozwiązalność problemu
                            > zależy od własności liczb naturalnych, ale nie zależy od fizyki ani
                            > Wszechświata.

                            Zgoda, opisany przeze mnie scenariusz nie jest obliczeniem w sensie Turinga. Ale,
                            po pierwsze, chciałem pokazać, że można udowodnić nie takie oczywiste twierdzenie
                            poprzez zwykłe 'sprawdzenie przez komputer'. Krzyknąłeś, że nie można, bo niemożliwe
                            jest sprawdzenie całej dziedziny liczb parzystych w skończonym czasie. A niemożność
                            ta nie wynika z własności liczb naturalnych, tylko (jeśli jest prawdziwa) z fizyki.

                            Własności liczb naturalnych nijak się mają do narzędzi, którymi możemy je wywodzić.

                            Trudno też powiedzieć, że opisany przeze mnie scenariusz nie jest algorytmicznym
                            rozwiązaniem problemu. Obliczeń dokonuje zwykła maszyna Turinga, wzbogacona
                            o zewnętrzną funkcję 'jeśli obliczenia nie zakończą się w skończonym czasie,
                            odpowiedz
                            TAK'. Cała reszta to już fizyka.

                            > Po pierwsze nierozstrzygalność problemu jest ,,trudnością'' o wiele bardziej
                            > definitywną niż wysoka złożoność.

                            Zgadza się. Ale też sprowadza się to do fizyki. Kiedy opisywałem komputer
                            relatywistyczny, zadawałeś nieprzystojne pytania o kwestie jego zasilania,
                            awaryjności i egzobiologii ;) Równie dobrze ja mógłbym powiedzieć 'no ale
                            niemożliwe jest rozwiązanie problemu kliki dla n = 1000, bo za 5 mld lat Słońce
                            zmieni się w czerwonego olbrzyma, a Ty potrzebujesz 10^30 lat' (wartości
                            wziąłem z powietrza, oczywiście zakładamy separację P i NP).

                            > Po drugie do znalezienia rozwiązania analitycznego (w przeciwieństwie do
                            > symulacji komputerowej) potrzebny jest nie czas tylko pomysł. Po trzecie
                            > jak łatwo te rozwiązania dają się znaleźć, to zależy od konkretnego sformułowania.

                            Hehe. No widzisz, dla rozwiązania problemu Goldbacha pomysł już masz. A że
                            wymaga on przejrzenia całej dziedziny liczb parzystych, to inna kwestia.

                            Co do 'pomysłu' i 'sformułowania' - śmiem kwestionować. Załóżmy, że P /= NP.
                            Uważasz, że istnieje szybkie, analityczne rozwiązanie problemu kliki czy innego TSP,
                            tylko dotychczas nikt na nie nie wpadł?

                            > Dylemat więźnia w najprostszej postaci (jednorazowy) jest trywialny: optymalną
                            > strategię znajdzie w mgnieniu oka każde dziecko, które ZROZUMIE, na czym on
                            > polega. Jeśli teraz zaczniesz komplikować założenia, mówić o zysku
                            > długofalowym, o psychice innych graczy itp., to za każdym razem otrzymasz inny
                            > dylemat więźnia; analityczne znalezienie optymalnych strategii dla niektórych z
                            > nich będzie natychmiastowe, dla innych będzie sztampowym zadaniem, dla jeszcze
                            > innych może być trudne, a dla jakichś tam może być ciężkim zagadnieniem
                            > badawczym. Te sformułowania, które są omówione w książce Ridleya, prowadzą do
                            > problemów niezbyt trudnych; i oni tam używali komputera prawdopodobnie tylko do
                            > tego, żeby szybko przejrzeć i wykluczyć dużą liczbę jakichś sformułowań
                            > bezsensownych, o których potem już nawet nie wspomnieli w książce.

                            No ok. A teraz o co chodzi z AG. Nie ma tu mowy o rozumieniu problemu, o
                            analitycznym
                            znajdowaniu sztampowych strategii. AG w ogóle nie posiada szczegółowej wiedzy o
                            problemie - wystarczy tylko umiejętność zakodowania jego rozwiązań, ich ocenienia
                            oraz wprowadzenie zmienności ewolucyjnej (operatory genetyczne). A pomimo tego
                            potrafią znaleźć dobre strategie. I nie, nie twierdzę, że jest to jedyna czy
                            najlepsza metoda
                            rozwiązywania dylematu więźnia, czy też np. rozwiązywania problemów NP-trudnych.
                            Mówię tylko, że AG to dobre potwierdzenie skuteczności ewolucji przy rozwiązywaniu
                            wcale nie takich łatwych problemów. Wydawało mi się, że to kwestionowałeś - dzisiaj
                            przeczytałem jednak Twój pierwszy post, i zrozumiałem że miałeś na myśli coś innego,
                            nieskuteczność AG jako narzędzia metamatematycznego (że 'nie dodają niczego do
                            matematyki'). A z tym się mogę zgodzić, przy zastrzeżeniu, że po odpowiednio długim
                            czasie AG pewnie potrafiłyby wyewoluować jakiegoś Theorem Provera - dowodem
                            jest fakt, że ewolucja naturalna w końcu stworzyła matematyków ;)

                            > A co za różnica?

                            Hehe. Ok, dzięki, zawsze dobrze sobie przypomnieć te rzeczy.

                            • stefan4 Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 24.12.05, 12:49
                              niteran:
                              > nieskuteczność AG jako narzędzia metamatematycznego (że 'nie dodają niczego do
                              > matematyki'). A z tym się mogę zgodzić, przy zastrzeżeniu, że po odpowiednio
                              > długim czasie AG pewnie potrafiłyby wyewoluować jakiegoś Theorem Provera -
                              > dowodem jest fakt, że ewolucja naturalna w końcu stworzyła matematyków ;)

                              To słaby dowód. Po pierwsze nie wiadomo, czy algorytmy genetyczne potrafią
                              WSZYSTKO, co potrafi ewolucja. Po drugie żeby ewolucja stworzyła matematyków,
                              potrzebny był specyficzny ciąg zdarzeń; jest wątpliwe, czy stworzyłaby ich,
                              gdyby historia świata potoczyła się inaczej. Na przykład gdyby ten meteor nie
                              wytępił dinozaurów, to ssaki nie dostałyby szansy a czy gad może zostać
                              matematykiem, to jest otwarty problem.

                              - Stefan

                              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                              • Gość: nitaren Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.12.05, 15:30
                                Tak to już jest z metodami niedeterministycznymi.

                                Wesołych Świąt!
          • w_ojciech Re: Ty znowu z tym dylematem matematyków... 23.12.05, 10:23
            stefan4 napisał:
            > Ale nie dodaje NICZEGO do matematyki.
            ─────────────────────────────
            A nie lepiej brzmi ta fraza tak?
            "Ale nie dodaje czegokolwiek do matematyki."
          • dokowski To dywagacje na tematy oczywiste 23.12.05, 13:06
            stefan4 napisał:

            > ŻADNE algorytmy nie mogą rozwiązać problemu matematycznego
            > (są od tej zasady wyjątki, ale bardzo
            > specjalne). Matematyka działa na innym poziomie pojęciowym niż algorytmy.

            Matematycy nie tylko zajmują się rozwiązywaniem problemów matematycznych.

            > Dylemat więźnia nie jest i nigdy nie był problemem matematycznym

            Matematycy często zajmują się rozwiązywaniem problemów fizycznych, a nierzadko
            próbują pomagać rozwiązywać zadania z jeszcze innych dziedzin. Jednak bez
            pomocy ewolucjonistów nie potrafili pomóc teoretykom od teorii gier.

            > przeczytałem książkę Ridleya ,,O pochodzeniu cnoty''. Jest ona w istocie
            > ciekawa, polecam wszystkim do zastanowienia się (ale oczywiście nie do
            > przyjmowania jako prawdę objawioną). Istotnie przedstawia ona różne warianty
            > dylematu więźnia jako ewentualne modele dalekowzrocznego sensu altruizmu i
            > współpracy w swiecie ożywionym.

            Książkę tę oczywiście trzeba uzupełnić innymi lekturami, jak np. "Umysł w
            zalotach". Dobór naturalny wg dylematu więźnia wymagał wsparcia ze strony
            doboru płciowego
            • w_ojciech Re: To dywagacje na tematy oczywiste 23.12.05, 13:59
              Doku
              pytanie troszkę obok. Czy spotkałeś się z modelami gdzie ujmowano by cierpienie i to
              w pozytywnym aspekcie?

              w_ojciecch (wojcd)
              • dokowski Oczywiście. Funkcją cierpienia jest zniechęcenie.. 27.12.05, 15:13
                w_ojciech napisał:

                > Czy spotkałeś się z modelami gdzie ujmowano by cierpienie i to
                > w pozytywnym aspekcie?

                ... osobnika do działań zagrażającym sukcesowi jego genów, to po prostu stan
                ułatwiający zapamiętaniem, których ludzi czy sytuacji należy unikać. W skrajnym
                przypadku prowadzi do samobójstwa, którego genetycznym celem jest usunięcie się
                z rodziny dla jej dobra.

                Statystyki dowodzą, że większość samobójców to ludzie mający dzieci lub
                rodzeństwo, których sukcesowi genetycznemu zagraża złe funkcjonowie przyszłego
                samobójcy. Taki ktoś instynktownie czuje, że nikt go nie zechce, że (nowego)
                potomstwa się nie dochowa, natomiast widzi, że wszystko co robi osłabia i
                krzywdzi jego bliskich.

                Te same wady u osoby samotnej nie są dla niej powodem do samobójstwa. Jeśli
                potencjalny samobójca skutecznie odizoluje się od rodziny, to cierpi sobie w
                samotności i ani mu w głowie popełniać samobójstwo.
                • europitek Re: Oczywiście. Funkcją cierpienia jest zniechęce 27.12.05, 19:02
                  A czy możesz powiedzieć coś więcej o tych statystykach, na które się powołujesz.
                  Może chociaż pamiętasz, gdzie można je znależć.
                  • dokowski Wydaje mi się, że wyczytałem to w podręczniku:... 29.12.05, 09:48
                    europitek napisał:

                    > Może chociaż pamiętasz, gdzie można je znależć.

                    ... "Psychologia ewolucyjna" wydanym gdzieś w Gdańsku - zresztą o ile wiem, w
                    Polsce jest na razie tylko jeden akademicki podręcznik z psychologii ewolucyjnej
        • w_ojciech Doku Ty diabełku 22.12.05, 18:24
          kiedy się wreszcie nawrócisz:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=3437541&a=3534632
    • w_ojciech Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 11:46
      Gość portalu: Enzo napisał(a):
      > Sędzia Jones właśnie ogłosił wyrok w sprawie ....
      ───────────────────────────
      Nie zdziwię się gdy w stanie obok inny sędzia ogłosi wyrok z przeciwnymi
      orzeczeniami. Niezła zabawa musi być gdy w domu posyła się jedno
      dziecko do szkoły w jednym z tych stanów, a inne do drugiego.
      • i-love-2-ski Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 17:23
        w_ojciech napisał:

        > Gość portalu: Enzo napisał(a):
        > > Sędzia Jones właśnie ogłosił wyrok w sprawie ....
        > ───────────&#
        > 9472;──────────^
        > 72;────
        > Nie zdziwię się gdy w stanie obok inny sędzia ogłosi wyrok z przeciwnymi
        > orzeczeniami. Niezła zabawa musi być gdy w domu posyła się jedno
        > dziecko do szkoły w jednym z tych stanów, a inne do drugiego.

        a jeszcze lepsza zabawa jest jak sie posyla dzieci do sasiednich dystryktow,w
        tym samym miejscu zamieszkania. jesli mamy lewakow w jednym to mamy darwinizm w
        szkole,i holcaust zydow jeno ,jesli chodzi o II wojne swiatowa, a jesli mamy
        konserwatystow w drugim to mamy in God we Trust a wojna,jaka wojna,acha
        holocaust zydow jeno.
        • rs_gazeta_forum Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 17:54
          i-love-2-ski napisał:
          > a jeszcze lepsza zabawa jest jak sie posyla dzieci do sasiednich dystryktow,w
          > tym samym miejscu zamieszkania. jesli mamy lewakow w jednym to mamy darwinizm w
          > szkole,

          Twój post, mimo, że wygląda tylko na pochylenie się z uśmiechem nad ułomnościami
          tego świata, jest bardzo cenny, bo wreszcie jakiś wyróżnik (i to, nie bójmy się
          tego słowa, intelektualny) 'lewaków' został w nim jasno określony ;-).
          • i-love-2-ski Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 21:03
            rs_gazeta_forum napisał:

            > i-love-2-ski napisał:
            > > a jeszcze lepsza zabawa jest jak sie posyla dzieci do sasiednich dystrykt
            > ow,w
            > > tym samym miejscu zamieszkania. jesli mamy lewakow w jednym to mamy darwi
            > nizm w
            > > szkole,
            >
            > Twój post, mimo, że wygląda tylko na pochylenie się z uśmiechem nad ułomnościam
            > i
            > tego świata, jest bardzo cenny, bo wreszcie jakiś wyróżnik (i to, nie bójmy się
            > tego słowa, intelektualny) 'lewaków' został w nim jasno określony ;-).

            no jo mom wiecej wyroznikow lewakow.np. lewaccy mezcyzni na takie kobity jak ja
            wolajom-maglara z kolka gospodyn wiejskich,a konserwatywni to wolajom-maglara z
            jezykiem jak magielnica.tia juz ja tych skurcybykow poznam nawet w ciemnom noc
            ,gdzie la luna nie swieci.
    • korelli Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 22.12.05, 22:32
      Gość portalu: Enzo napisał(a):

      > Sędzia Jones właśnie ogłosił wyrok w sprawie Kitzmiller vs. Dover.
      > Nauczanie "teorii inteligentnego projektu":
      > - jest motywowane religijnie, więc niezgodne z konstytucją
      > - ID nie jest nauką
      > Enzo
      Czymże jest ich konstytucja? Swistkiem papieru, który dla obywateli innych
      krajów nie ma żadnej wartosci i nie może ich obowiązywać. Ja optuję za inną
      konstytucją, a na jej podstawie nigdy nie mozna by potepić kreacjonizmu.korelli.
      • Gość: Enzo Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.rockefeller.edu 23.12.05, 01:53
        Twoja wypowiedź, Korelli, jest komedią pomyłek

        > Czymże jest ich konstytucja? Swistkiem papieru,

        ale za to całkiem skutecznym. Jakoś pozwoliła im zostać supermocarstwem. Coś w
        tym jest.

        Pozatym, świry religijne maja właśnie takie podejście do poszanowania prawa i
        konstytucji, tow. Krzak ma podobne i skutki są wiadome



        > który dla obywateli innych
        > krajów nie ma żadnej wartosci i nie może ich obowiązywać. Ja optuję za inną
        > konstytucją, a na jej podstawie nigdy nie mozna by potepić kreacjonizmu.korelli


        Świetnie, najłatwiej Ci będzie jak się przeprowadzisz do Iranu.

        Enzo
        • korelli Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 23.12.05, 17:04
          Już chciałem Ci powiedzieć, Enzo, że się prawie za Toba stęskniłem i że miło mi
          Cie widzieć, gdy natknąłem się na twoje stwierdzenie z wczoraj, które pozwolę
          sobie zacytowac:
          Enzo napisał:
          > Poza tym, świry religijne maja właśnie takie podejście do poszanowania prawa i
          > konstytucji, tow. Krzak ma podobne i skutki są wiadome.
          Jeśli piłeś tym do mnie, to wstrzymuje sie ze słowami, które chciałem
          wypowiedziec pod Twoim adresem. Tobie zaś any way zalecam ostrożność w
          karkołomnych rozważaniach ewolucyjno-matematycznych, które snujesz. Abstrahujac
          już od faktu, ze nie wnoszą one nic konstruktywnego do naszego zrozumienia
          rzeczywistości, można przy dłuższym praktykowaniu naprawdę od tego ześwirowac.
          A rzeczywistość jest tak prosta i jasna, zaś ziemia, po której pielgrzymujemy -
          tak piękna, że nie chciałbym, aby Cię to spotkało. Zyczyłbym Ci tego spokoju
          wewnetrznego, który jest moim udziałem. A to nie jest trudne do osiągnięcia. To
          są moje życzenia świąteczne dla Ciebie.korelli.

          • stefan4 Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 23.12.05, 17:17
            korelli:
            > zalecam ostrożność w karkołomnych rozważaniach ewolucyjno-matematycznych,
            > które snujesz. Abstrahujac już od faktu, ze nie wnoszą one nic
            > konstruktywnego do naszego zrozumienia rzeczywistości, można przy dłuższym
            > praktykowaniu naprawdę od tego ześwirowac. A rzeczywistość jest tak prosta i
            > jasna, zaś ziemia, po której pielgrzymujemy - tak piękna, że nie chciałbym,
            > aby Cię to spotkało. Zyczyłbym Ci tego spokoju wewnetrznego, który jest moim
            > udziałem. A to nie jest trudne do osiągnięcia.

            Też próbowałem być takim Kobyszczęciem, ale nie potrafiłem. To jest trudne,
            Korelli, dokonujesz Wielkiej Sztuki.

            - Stefan

            www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • vacia Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 23.12.05, 13:20
        korelli napisał:

        >> Ja optuję za inną > konstytucją, a na jej podstawie nigdy nie mozna by
        potepić kreacjonizmu.korelli

        Korelli miło Cię znowu przeczytać.
        Ja też optuję za inną konstytucją, konsytucją głoszącą prawdziwą sprawiedliwość
        i uwolnienie od kłamstwa, gdzie ludzie wierzący w Boga mogliby czuć się
        swobodnie, nie narażeni na szyderstwa i obelgi ateistów, konstytucji głoszącej
        sprawiedliwość, której na razie nie ma w żadnym kraju na świecie również w tym
        tzw."supermocarstwie" USA.


        • korelli Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 23.12.05, 18:22
          vacia napisała:

          > Korelli miło Cię znowu przeczytać.
          > Ja też optuję za inną konstytucją, konsytucją głoszącą prawdziwą
          > sprawiedliwość i uwolnienie od kłamstwa, gdzie ludzie wierzący w Boga
          > mogliby czuć się swobodnie, nie narażeni na szyderstwa i obelgi ateistów...

          Mnie też zrobiło sie raźniej na Twój widok. Jak sie czujesz Vaciu? Pracuję
          teraz ciężko nad pewnym szerszym projektem, bo czas nagli. Ateiści, jak widzisz
          triumfują, ciesząc się, że juz prawie wyeksmitowai Boga z tego świata, a my
          jesteśmy rozproszeni i totalnie skłoceni, niezdolni do zrobienia jednego kroku
          naprzód ramię przy ramieniu. Mówiąc miedzy nami, szkoda mi Stefana. Potrafi
          bardzo jasno stawiać problemy i rozwiazywać je. Byłby z niego wielki pożytek,
          gdyby przejrzał i przedszedł na drugą strone barykady. Zamierzam zaraz
          odpowiedzieć na jego pytanie z ostatniego postu. A brzmi ono: czy coś znalazłem
          prowadząc poszukiwania metodą, o ktorej wspomniałem, a jesli tak, to dlaczego
          nie powiem o tym wyraźnie. Naprawdę dobre pytanie. Stefan musiałby sam znaleźć
          to wszystko, co ja znalazłem, a wtedy wiedziałby dokładnie, dlaczego jestem tak
          powściągliwy w wypowiedziach na ten temat. Ale dość o bliźnich. Napisz, co
          robiłaś i czy miałaś sukcesy. Zycze Ci wszelkiej pomyślności z okazji Swiąt.
          korelli.
          • Gość: fedra Re: Kreacjonizm nic nie przegrał IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.12.05, 18:53
            korelli napisał:

            > vacia napisała:
            >
            > > Korelli miło Cię znowu przeczytać.
            > > Ja też optuję za inną konstytucją, konsytucją głoszącą prawdziwą
            > > sprawiedliwość i uwolnienie od kłamstwa, gdzie ludzie wierzący w Boga
            > > mogliby czuć się swobodnie, nie narażeni na szyderstwa i obelgi ateistów.
            > ..
            >
            > Mnie też zrobiło sie raźniej na Twój widok. Jak sie czujesz Vaciu? Pracuję
            > teraz ciężko nad pewnym szerszym projektem, bo czas nagli. Ateiści, jak
            widzisz
            >
            > triumfują, ciesząc się, że juz prawie wyeksmitowai Boga z tego świata, a my
            > jesteśmy rozproszeni i totalnie skłoceni, niezdolni do zrobienia jednego
            kroku
            > naprzód ramię przy ramieniu. Mówiąc miedzy nami, szkoda mi Stefana. Potrafi
            > bardzo jasno stawiać problemy i rozwiazywać je. Byłby z niego wielki pożytek,
            > gdyby przejrzał i przedszedł na drugą strone barykady. Zamierzam zaraz
            > odpowiedzieć na jego pytanie z ostatniego postu. A brzmi ono: czy coś
            znalazłem
            >
            > prowadząc poszukiwania metodą, o ktorej wspomniałem, a jesli tak, to dlaczego
            > nie powiem o tym wyraźnie. Naprawdę dobre pytanie. Stefan musiałby sam
            znaleźć
            > to wszystko, co ja znalazłem, a wtedy wiedziałby dokładnie, dlaczego jestem
            tak
            >
            > powściągliwy w wypowiedziach na ten temat. Ale dość o bliźnich. Napisz, co
            > robiłaś i czy miałaś sukcesy. Zycze Ci wszelkiej pomyślności z okazji Swiąt.
            > korelli.

            Nie wierzę, że człowiek obroni WIARĘ. Ona nie potrzebuje obrony, a to co Wy
            robicie dla niej wielkie NIC znaczy, - chyba tych coś dla tych giaurów!
            Sporo lat spędzonych przy reissbrecie (kto jeszcze wie co to za ding?), przy
            konstrukcji mechanizmów precyzyjnych, dało mi dobrą szkołę. Biologia to nie
            moja dziedzina, dlatego nie zabieram głosu w sprawach fachowych. Przeczucie mam
            jednak od poczatku, że problem zbudowania przez człowieka najprostszego
            ustrojstwa zdolnego do samoreprodukcji (oczywiście przy zewnętrznym zasilaniu
            energią) należeć będzie dłuuuugo do pobożnych życzeń. Żaden Enco, żaden Stefan,
            ba dużo silniejsi od nich nie dadzą rady, wyzioną wcześniej ducha.
            Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.
            • Gość: fedra Re: Kreacjonizm nic nie przegrał IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.12.05, 18:56
              - chyba tych coś dla tych giaurów!

              miało być:

              - chyba tylko coś dla tych giaurów!
              Pozdr.
            • stefan4 Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 23.12.05, 19:51
              fedra:
              > Przeczucie mam jednak od poczatku, że problem zbudowania przez człowieka
              > najprostszego ustrojstwa zdolnego do samoreprodukcji (oczywiście przy
              > zewnętrznym zasilaniu energią) należeć będzie dłuuuugo do pobożnych życzeń.

              No to masz niewyśrubowane kryteria, Fedro. Tylko samoreprodukcja?

              Nie bardzo wiem, co rozumiesz pod terminem ,,ustrojstwo'', ale... czy słyszałaś
              o wirusach komputerowych? One
              # zostały stworzone przez ludzi,
              # samoreprodukują się jak wściekłe.
              Tylko nie wiem, czy stanowią ,,ustrojstwa'' w Twoim sensie, bo nie podałaś
              definicji. W każdym razie, jak widać, samoreprodukcję ludzkość ma opanowaną już
              od ponad 20 lat.

              Proszę Cię, zaproponuj jakąś wyższą poprzeczkę, bo przeskakiwanie kresek
              namalowanych na wysokości zero nie daje satysfakcji.

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
              • Gość: fedra Re: Kreacjonizm nic nie przegrał IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.12.05, 20:44
                stefan4 napisał:

                > No to masz niewyśrubowane kryteria, Fedro. Tylko samoreprodukcja?

                Absolutnie niewyśrubowane, ..... na poczatek. Na przykład, zrobienie myszki do
                mojego komputera, która po nakramieniu jej, powiedzmy ciekłym tlenem i wodorem
                (by było ekologicznie), po kilku miesiącach wydała z siebie swoją materialną
                kopię (samoreprodukcja). Dla ułatwienia dodam, że może ona być 100 razy
                mniejsza od niej samej (kopia miniatura), nie musi rosnąć i ma to byc akt
                jednorazowy. Na marginesie dodam, jest to małe wyzwane dla Ciebie. Jeżeli
                odniesiesz sukces, natychmiast opatentuj, i ubezpiecz się na wysoką sumę,
                konkurencja nie śpi, a płatnych najemników z byłego CCCP ci u nas dostatek!

                > o wirusach komputerowych?

                Conieco obiło się człowiekowi o uszy (szyderstwa ani niederschaetzungi mnie nie
                zrażają, więc daruj sobie!).
                Proszę wybaczyć kolokwializm, "wirus" to dla mnie spiętrzenie (obiekt) z
                przewróconych klocków LEGO, klocków które wcześniej człowiek ustawił, a nad
                przewracaniem się których czasami nie panuje. Te spiętrzenia nie są w moim
                rozumieniu tzwn. "ustrojstwo", bo mam na myśli obiekty materialne.

                > Proszę Cię, zaproponuj jakąś wyższą poprzeczkę, bo przeskakiwanie kresek
                > namalowanych na wysokości zero nie daje satysfakcji.

                Propozycja jest powyżej.

                Pozdrawiam.
                • stefan4 Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 23.12.05, 21:35
                  fedra:
                  > Na przykład, zrobienie myszki do mojego komputera, która po nakramieniu jej,
                  > powiedzmy ciekłym tlenem i wodorem (by było ekologicznie), po kilku miesiącach
                  > wydała z siebie swoją materialną kopię (samoreprodukcja). Dla ułatwienia
                  > dodam, że może ona być 100 razy mniejsza od niej samej (kopia miniatura), nie
                  > musi rosnąć i ma to byc akt jednorazowy.

                  Jeśli jednorazowy, to to nie jest reprodukcja. Twój problem można rozwiązać
                  tak, że od samego początku ta mniejsza myszka będzie schowana wq większej, tylko
                  mechanizm zegarowy nie wypuści jej przed wymaganymi przez Ciebie kilku
                  miesiącami. Takimi zabawkami ludzie się zachwycali w XVII wieku, a potem im
                  przeszło, bo to za łatwe. Ale wydaje mi się, że jeszcze dziś istnieją lalki
                  Barbie w ciąży, które potem rodzą ,,dzidziusia'' i przestają być w ciąży.
                  Istnieje jakaś metoda, żeby tego dzidziusia załadować z powrotem, żeby Barbie
                  znowu były w ciąży.

                  Samoreprodukcja, żeby była godna tego imienia, musi być potencjalnie
                  nieskończona; czyli dawać tyle kolejnych pokoleń, na ile się jej pozwoli.
                  Dlatego powiedziałem o wirusach komputerowych. One spełniają ten warunek.

                  fedra:
                  > Proszę wybaczyć kolokwializm, "wirus" to dla mnie spiętrzenie (obiekt) z
                  > przewróconych klocków LEGO, klocków które wcześniej człowiek ustawił, a nad
                  > przewracaniem się których czasami nie panuje.

                  Dlaczego ,,przewróconych'' klocków? Dlaczego ,,nie panuje''?

                  Wirus komputerowy jest fragmentem programu napisanym UMYŚLNIE przez człowieka i
                  zachowujący się dokładnie tak, jak jego autor zamierzył. Nie ma tu mowy o
                  żadnym niepanowaniu. Jego nieograniczone reprodukowanie się jest zamierzone.

                  fedra:
                  > Te spiętrzenia nie są w moim rozumieniu tzwn. "ustrojstwo", bo mam na myśli
                  > obiekty materialne.

                  Skoro sam SPOSÓB samoreprodukcji jest już znany, to jego realizacja materialna
                  jest tak samo możliwa jak wirtualna. Nikt tego nie robi tylko dlatego, że nie
                  wiadomo po co. W komputerze ludzie to robią, bo to jest zabawne i tanie; a też
                  ci złośliwsi cieszą się, że innym napsują krwi.

                  fedra:
                  > Na marginesie dodam, jest to małe wyzwane dla Ciebie. Jeżeli odniesiesz
                  > sukces, natychmiast opatentuj, i ubezpiecz się na wysoką sumę, konkurencja nie
                  > śpi, a płatnych najemników z byłego CCCP ci u nas dostatek!

                  Jeśli tak, to pojadą raczej do Bułgarii. To stamtąd pochodziły kilkanaście lat
                  temu najzłośliwsze wirusy produkowane przez specjalistów wojskowych. I należy
                  sądzić, że tam uchowali się fachowcy o niebo lepsi ode mnie, niegodnego.

                  Fedro, samoreplikacja (nawet nieograniczenierazowa) jest łatwa, ale nie
                  wystarczy, żeby móc mówić o stworzeniu życia. Naturalne wirusy, te kawałeczki
                  kodu DNA, reprodukują się bez trudu, jednak nie są uważane za organizmy żywe.
                  Łatwo spowodować namnażanie kryształów kosztem przyłączania jonów z roztworu;
                  ,,hodowanie'' kryształów jest od dawna znaną i dobrze działającą technologią.
                  Oczywiście te namnażające się kryształy nie są żywe.

                  Stworzyć samoreprodukcję umiemy od dawna. Stworzyć życia nie umiemy.

                  - Stefan

                  www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                  • Gość: fedra Re: Kreacjonizm nic nie przegrał IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.12.05, 08:05
                    stefan4 napisał:

                    > fedra:
                    > > Na przykład, zrobienie myszki do mojego komputera, która po nakramieniu j
                    > ej,
                    > > powiedzmy ciekłym tlenem i wodorem (by było ekologicznie), po kilku miesi
                    > ącach
                    > > wydała z siebie swoją materialną kopię (samoreprodukcja). Dla ułatwienia
                    > > dodam, że może ona być 100 razy mniejsza od niej samej (kopia miniatura),
                    > nie
                    > > musi rosnąć i ma to byc akt jednorazowy.
                    >
                    > Jeśli jednorazowy, to to nie jest reprodukcja. Twój problem można rozwiązać
                    > tak, że od samego początku ta mniejsza myszka będzie schowana wq większej,
                    tylk
                    > o
                    > mechanizm zegarowy nie wypuści jej przed wymaganymi przez Ciebie kilku
                    > miesiącami. Takimi zabawkami ludzie się zachwycali w XVII wieku, a potem im
                    > przeszło, bo to za łatwe. Ale wydaje mi się, że jeszcze dziś istnieją lalki
                    > Barbie w ciąży, które potem rodzą ,,dzidziusia'' i przestają być w ciąży.
                    > Istnieje jakaś metoda, żeby tego dzidziusia załadować z powrotem, żeby Barbie
                    > znowu były w ciąży.

                    Nie bądź irytujący i rozumuj jak dorosły czytając tekst pisany w formie
                    uproszczonej! Dobrze wiesz, że nie chodzi o ukrycie we wnętrzu małej repliki
                    wypychanej sprężyną (chyba, że chodzi Ci o wyśmianie mego nicku), ale o
                    stworzenie przez organizm owej myszy nowego organizmu. Dalsze moje b.
                    złagodzone warunki (takie jak, akt jednorazowy, nie musi rosnąć, itd.) miały
                    tylko uprościć zadanie, a Ty łapiesz się sztuczek. Co za Typ z Ciebie? Poza tym
                    takie kretyńskie bzdety, jak z tą Barbie, niepotrzebnie piszesz. Ja nie jestem
                    tu i piszę tu, to co piszę, by ktoś podobny do Ciebie wymyślał na poczekaniu
                    podobne przykłady, choćby z bliskiej i miłej mi dziedziny zabawek
                    mechanicznych, np. wystarczy w pistolecie maszynowym w magazynku umieścić
                    naboje w kształcie miniaturki takiego pistoletu, ha, ha, ha,!! Doskonale wiesz,
                    że następny krok, to utrudnienie zadania, np. miniatura musi potrafić spełniać
                    funkcje matki.

                    > Wirus komputerowy jest fragmentem programu napisanym UMYŚLNIE przez człowieka
                    i
                    > zachowujący się dokładnie tak, jak jego autor zamierzył. Nie ma tu mowy o
                    > żadnym niepanowaniu. Jego nieograniczone reprodukowanie się jest zamierzone.

                    Na ogół jest nad nimi kontrola, mój zwrot "nie panuje" jest tym samym jak
                    kierowcy zdarza się "tracić kontrolę" nad pojazdem.

                    > Skoro sam SPOSÓB samoreprodukcji jest już znany, to jego realizacja materialna
                    > jest tak samo możliwa jak wirtualna. Nikt tego nie robi tylko dlatego, że nie
                    > wiadomo po co. W komputerze ludzie to robią, bo to jest zabawne i tanie; a też
                    > ci złośliwsi cieszą się, że innym napsują krwi.

                    Właśnie przejście od samoreprodukcji niematerialnej do materialnej nie jest
                    robione nie dlatego, że nie jest to nie użyteczne, ale że to jest dla człowieka
                    na razie nie do osiągnięcia. Tysiące z życia sytuacji można wymyślić, gdzie
                    takowy mechanizm byłby b. przydatny. Parasole tak często się psują. Może ktoś
                    wytworzy parasol matkę, na ramionach której wyrastać będą pąki z małymi
                    parasolkami, które zbiegiem czasu dojrzeją! Wiele innych analogicznych
                    przykładów możesz sobie dośpiewać!
                    To jest oczywiście fantazja, opisywana naszą antropocentryczną retoryką, ale
                    myślę, że tym razem czujesz w czym rzecz i więcej nie będziesz udawał infanta.

                    > Oczywiście te namnażające się kryształy nie są żywe.

                    A kiedy będą dla Ciebie żywe? Jak daleko wiem, co do definicji materii żywej i
                    nie, ciągle jeszcze trwają spory. Dlatego w moich propozycjach nie używam tego
                    terminu, więc moja matka mysza, matka parasol nie musi żyć, ale musi umieć sama
                    wytwarzać swoje kopie.
                    Pozdr.
                    • stefan4 Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 24.12.05, 08:53
                      fedra:
                      > Parasole tak często się psują. Może ktoś wytworzy parasol matkę, na ramionach
                      > której wyrastać będą pąki z małymi parasolkami, które zbiegiem czasu dojrzeją!

                      No to życzę Ci na gwiazdkę parki płodnych parasoli.

                      - Stefan

                      www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                    • stefan4 Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 24.12.05, 09:06
                      fedra:
                      > małej repliki wypychanej sprężyną (chyba, że chodzi Ci o wyśmianie mego nicku)

                      Właściwie dotąd nie zastanawiałem się od czego pochodzi Twój nick. Ale skoro o
                      tym mówisz... Chyba tylko po niemiecku Twój nick ma coś wspólnego ze sprężyną.
                      Polskie ,,fedrowanie'' (w kopalni) to chyba skądinąd, ale nie jestem pewien.
                      Przedtem już coś mówiłaś n.t. ,,niederschaetzung''. Czy Ty jesteś germanistką?

                      - Stefan

                      www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                    • Gość: scept89 lisc vs parasol IP: *.san.res.rr.com 04.01.06, 09:16
                      Gość portalu: fedra napisał(a):
                      > wytworzy parasol matkę, na ramionach której wyrastać będą pąki z małymi
                      > parasolkami, które zbiegiem czasu dojrzeją! Wiele innych analogicznych
                      > przykładów możesz sobie dośpiewać!

                      Doktor Orangutan albo Docent Szympans juz dawno cos takiego wynalezli: zrywaja
                      po prostu duze liscie ktore zastepuja im parasole podczas deszczu. Rozwiazanie
                      tanie i w miare skuteczne. Oczywiscie zaraz powiesz ze prawdziwy
                      kreacjonistyczny parasol winien miec bo ja wiem, bakelitowa raczke oraz
                      niklowane sprezynki? Troche tak jakby od organizmow zywych wymagac uranowych
                      mini-reaktorkow.

                      Bardziej serio: to czego wymagasz to stworzenie de novo calego metabolizmu oraz
                      srodowiska. Istnieja calkiem udatne proby konstruowania "zredukowanych
                      organizmow", takich mini-bakterii zawierajacych jedynie minimalny zestaw
                      niezbednych genow. Zabawy w 100% alternatywne "organizmy" takze przynosza
                      ciekawe rezultaty (np odpowiednik DNA bardziej stabilny niz orginal czy tez
                      skonstruowane od podstaw bialka majace okreslone wlasnosci enzymu).
                      Skonstruowanie najprostszej DNA-based art-bakterii z kilkuset pozbawionych
                      jakiegokolwiek podobienstwa do naturalnie wystepujacych genow, zyjacej w jakiejs
                      wzbogaconej zupie-medium potrzeba kilkuset wspoldzialajacych i regulowanych
                      genow/protein jest diablo trudne. To jest bardzo duzy projekt badawczy ktory w
                      dalszym ciagu i tak nawet na przedpola samoodnawialnego parasola by nie doszedl.

                      Poczekaj kolejne 20-50lat.
          • vacia Re: Kreacjonizm nic nie przegrał 24.12.05, 13:40
            korelli napisał:

            > Ateiści, jak widzisz triumfują, ciesząc się, że juz prawie wyeksmitowai Boga
            z tego świata, a my jesteśmy rozproszeni i totalnie skłoceni, niezdolni do
            zrobienia jednego kroku > naprzód ramię przy ramieniu.

            To pozorny tryumf ateistów, wszystkie zwycięstwa ide ludzi oddalonych od Boga
            są tylko pozorne. Ich sprzeciw wobec kreacjonizmu nie zmieni faktu, że to Bóg
            jest Stwórcą.

            Pisze w Psalmie 37:10,11

            "Jeszcze trochę a nie będzie bezbożnego,
            Spojrzysz na jego miejsce a już go nie będzie"

            Ponieważ jednak Pan Bóg miłuje nawet ateistów dał im jeszcze czas na
            zreflektownie się
            2 Piotra 3:9
            "Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy , chociaż niektórzy uważają, że
            zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce aby ktokolwiek
            zginął, lecz chce aby wszyscy przyszli do upamiętania"

            Warto skorzystać z cierpliwości Boga. Cenię u ludzi wykształcenie ale widać i
            na Forum i w zyciu, że czasami wykształcenie buduje w człowieku tak dużą pychę,
            że utrudnia ona racjonalne myślenie i zbliżenie się do Boga.

            Mówiąc miedzy nami, szkoda mi Stefana.

            Mi też.

            Potrafi > bardzo jasno stawiać problemy i rozwiazywać je. Byłby z niego wielki
            pożytek, > gdyby przejrzał i przedszedł na drugą strone barykady.

            Też widzę jego zalety.

            Napisz, co robiłaś i czy miałaś sukcesy. Zycze Ci wszelkiej pomyślności z
            okazji Swiąt.
            Dziekuję Ci za życzenia.
            Czy sukcesy będą to pokaże przyszłość, na razie tylko mogę powiedzieć że życie
            nie jest dla mnie łatwe ale nasycone problemami.
            Cieszę się ,że mogłam znowu Cię przeczytać, to mnie naprawde pocieszyło.
            Przesyłam Ci w prezencie wiersz księdza, który bardzo mi się spodobał:

            Przyszedł, aby nam pomóc żyć:
            żeby poprzez naszą małość, podłość, nędzę,
            poprzez chęć prześlizgnięcia się
            przez świat w wygodzie i spokoju
            potrafiła się przebić nasza wspaniałość;
            żebyśmy, mali spryciarze, potrafili
            rzucić na szalę służby Dobru -
            siebie samych."
            ks. Mieczysław Maliński
    • ewa8a Re: Wielka przegrana kreacjonizmu 23.12.05, 19:26
      Wyrok, który zapadł to iskierka nadziei, że Ameryka wreszcie się opamięta i
      skończy z tymi pseudonaukowymi i pseudointeligentnymi idiotyzmami.
      • doktor_pogotowia Czyzby 24.12.05, 06:26
        ewa8a napisała:
        > Wyrok, który zapadł to iskierka nadziei, że Ameryka wreszcie się opamięta i
        > skończy z tymi pseudonaukowymi i pseudointeligentnymi idiotyzmami.
        =====================================================================
        Bardzo kuriozalne stanowisko zwazywszy, ze przyklady z historii mowia iz wyrok
        sadu w zadnym wypadku nie konczy sporu.
        Otoz w 1973 roku Sad Najwyzszy zadecydowal powolujac sie na wydedukowane w
        Konstytucji prawo do prywatnosci iz aborcja jest niwzbywalnym prawem kobiety.
        Sad uwazal, ze spor zostal raz na zawsze zakonczony. 39 stanow gdzie aborcja
        byla dozwolona musialo z koniecznosci zawiesic uchwalone ustawy aborcyjne a 11
        stanow gdzie aborcja byla nielegalna przyjela narzucone prawo.
        Spor jednak nie ustal i po 33 latach jest jeszcze zywszy. Malo tego, wszystko
        wskazuje na to, ze ta decyzja zostanie w stosunkowo krotkim czasie cofnieta.
        Oczywiscie sporu to nie zakonczy ale moze go zlagodzic, gdyz decyzje w tej
        sprawie beda ponownie podejmowane przez konstytucyjnie powolane do tego ciala.
        Podobnie rzecz sie ma z ID i TE. Zaden sad nie jest w stanie zakonczyc sporu,
        gdyz ze wzgledow oczywistych nie moze wypowiadac sie w sprawie nauki.
        W tym konkretnym wypadku sad rowniez nie wypowiedzial sie czy ID jest nauka czy
        tez nia nie jest. Sad stwierdzil jedynie, ze informowanie uczniow w szkole
        publicznej o czyms co nazywa sie Intelligent Design jest niezgodne z konstytucja
        ale tylko i wylacznie na terenie tego jednego okregu szkolnego. Oznacza to, ze
        inny sad w innym okregu moze dojsc do calkowicie innej konkluzji.
      • t0g Re: Ewo, nie martw sie. 24.12.05, 11:08
        Nie zapominaj o tym, ze "mafia" naukowcow popierajacych teorie ewolucji w USA
        jest chyba liczniejsza, niz w jakimkolwiek innym kraju. Na "wyzszych pietrach"
        nauki amerykanskiej raczej nie zdolal sobie stworzyc jakis istotnych przyczolkow.

        Redakcja "Science", czyli amerykanskiego czasopisma naukowego o najwyzszym
        prestizu, wlasnie oglosila, corocznym zwyczajem, liste osiagniec naukowych,
        ktore uwaza za najwazniejsze w minionym roku. Na pierwszym miejscu wymieniono
        "istotny postep, ktory sie dokonal w roku 2005 w rozumieniu molekularnych
        mechanizmow ewolucji".

        Redakcja rozeslala zawiadomienie o tym e-mailem do swoich prenumeratorow. Mam
        ten e-mail, ale sie boje go tu zamieszczac, bo ostatnio byla awantura, ze mamy
        pisac tutaj WYLACZNIE po polsku. Przytoczylem go jednak na Forum Swiat w watku
        Dritte_Dame na temat wyroku sadowego, do ktorego Ty nawiazujesz w swoim poscie.
        • t0g Re: Ewo, nie martw sie. Erratum: 24.12.05, 11:12
          Przepraszam, zgubilo sie jedno slowo. Drugie zdanie w moim poscie mialo brzmiec:

          > Na "wyzszych pietrach"
          > nauki amerykanskiej KREACJONIZM raczej nie zdolal sobie stworzyc jakis
          istotnych > przyczolkow.
    • abstrakt2003 To że w sądzie przegrała banda religijnych oszołom 24.12.05, 08:13
      ów jest bardzo pozytywne! DOBRZE SIĘ STAŁO!
      Ale to nie ma żadnego znaczenia dla idei kreacji Wszechświata przez Boga!
      Trzeba pamiętać o tymże Kreacja nie wyklucza ewolucji! Można spokojnie przyjąć
      że ewolucja jest narzedziem kreacji!
      Poza tym To że idea kreacji nie jest weryfikowalna naukowo nie oznacza że nie
      jest prawdziwa.
    • Gość: Hal 9000 Re: Wielka przegrana kreacjonizmu IP: *.ztpnet.pl 26.12.05, 22:17
      Najgorzej to wpadać w krańcowe teorie.
    • Gość: siedem [...] IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.12.05, 11:26
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka