yanca3 29.12.05, 19:16 sadza łagodzi głobalne ocieplenie , tak ? tak gazeta napisała Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
yanca3 Re: Klimat: Kioto, Montreal i... wciąż za dużo wę 29.12.05, 19:17 28-go grudnia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: r39 Re: Klimat: Kioto, Montreal i... wciąż za dużo wę IP: *.ifpan.edu.pl 29.12.05, 21:18 Zapłacą kary? A komu? Sobie nawzajem. Więc co to ma niby zmienić, nieważne w którą stronę? Ano, będą nowe miejsca pracy dla bankowców. Ktoś musi przecież dokonać tych przelewów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kapitalizm Re: Klimat: Kioto, Montreal i... wciąż za dużo wę IP: *.oc.oc.cox.net 30.12.05, 03:56 www.predictweather.com/articles.asp?ID=36 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anatol Spojrzeć inaczej! IP: *.internet.v.pl 30.12.05, 10:57 Dyskusje i rozważania na temat globalnego ocieplenia sprowadzają się do pro- blemu, kto i w jakim zakresie powinien ograniczyć emisję gazów cieplarnianych, by w ten sposób zahamować wzrost średniej temperatury powierzchni Ziemi (obecnie prawie 15ºC). Na wartość tej temperatury ma wpływ: [1] stopień pochłaniania promieniowania słonecznego (Ziemia wraz z atmosferą odbija ok. 40% tego promieniowania) oraz [2] „zdolność izolacyjna” cząsteczek pary wodnej oraz gazów pochłaniających promieniowanie podczerwone, nazwanych gazami cieplarnia- nymi (CO2, CH4, O3, tlenki azotu i in.). Gdyby w atmosferze ziemskiej nie było pary wodnej oraz gazów cieplarnianych to temperatura powierzchni Ziemi ustaliłaby się na poziomie –18ºC. Na ten przyrost (33ºC) głównie przyczynia się para wodna (ok. 20,5ºC; ludzie na to nie mają bezpośred-niego wpływu) i CO2 (ok. 7,5ºC; jego stężenie rośnie co roku o ponad 0,5%). Stężenie pozostałych gazów cieplarnianych także szybko rośnie (od 0,3% do 1% rocznie). Oczywiście należy działać i apelować do rządów i społeczeństw, aby maksymalnie ograniczały emisję tych gazów, a więc zmniejszały ilość samochodów (emisja CO2 i tlenków azotu), przesta-wiały się na energooszczędne technologie, ograniczały uprawę ryżu i hodowlę bydła (emisja meta-nu), zmniejszały przyrost naturalny i inne podobne zalecenia, które jak widać w większości są nie-realne. Sprawa podpisania protokołu z Kioto i brak jego akceptacji przez rząd USA (ok. 30% świa-towej emisji CO2) są dowodem małej skuteczności takich konferencji i szczytnych apeli. Wzrost globalnej temp. o ok. 0,8ºC w ostatnim stuleciu, już spowodował znane i odczuwalne za-kłócenia klimatyczne na całym świecie. Prognozy na bieżące stulecie przewidują wzrost tempera-tury od 3 do 5 razy wyższy. Uderzający jest przy tym widoczny brak (wśród naukowców, ekolo-gów, technologów) realnej koncepcji, która pozwoliłaby na ograniczenie, a następnie kompensację zaistniałych zmian w klimacie Ziemi. Sytuacja jest bardzo poważna, a skutki tego mimowolnego, globalnego eksperymentu porównywalne z katastrofą kosmiczną lub światowej wojny nuklearnej. Moim zdaniem jest jedno realne działanie będące w zasięgu i możliwościach technicznych czoło-wych mocarstw gospodarczych, które zresztą w głównej mierze przyczyniły się do obecnych za-kłóceń klimatycznych. Temperaturę Ziemi można obniżyć (do poziomu sprzed np. 50 lat) poprzez ograniczenie dopływu energii słonecznej na jej powierzchnię. Wiąże się to ze zwiększeniem ilości odbitego promieniowania słonecznego, czyli wzrostem albeda Ziemi. Możliwości jest kil- ka: np. zwiększenie ilości smug kondensacyjnych wytwarzanych przez samoloty (specjalne lub rejsowe) w odpowiednim czasie, miejscu i wysokości. Podobną rolę mogą spełniać sztuczne obłoki pyłowe „zawieszane” na odpowiedniej wysokości przy wykorzystaniu efektu kominowego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JK Re: Spojrzeć inaczej! IP: *.ericsson.net 30.12.05, 11:50 Anatolu, bardzo ciekawe to co piszesz. Nie syszalem o koncepcji zmniejszania albeda Ziemi przez wykorzystanie smug kondensacyjnych. Co to za pomysl i na ile jest realny? Mnie sie wydawalo, ze intensyfikacja transportu lotniczego (zwiazana m.in. z powstaniem tanich linii lotniczych) raczej moze szkodzic atmosferze. A tu prosze, niespodzianka! Kiedys w radio publicznym (chyba w PR Bis, ale jescze zanim stalo sie radiem dla cwiercinteligentow) sluchalem wypowiedzi profesora klimatologii z UW, ktory twierdzil, ze sa cztery istotne przyczyni zwiekszania sie temperatury na naszej planecie, podaje w kolejnosci od najistotniejszego: 1. Systematyczne zwiekszanie sie liczby plam na sloncu (ich liczba stale rosnie odkad je zaobserwowal Galileusz zdaje sie w 1608 roku) - oczywiscie nie mowie tu o jedenastoletnich cyklach slonecznych, ale o wielosetletnich tendencjach. Chyba nie wiadomo, czemu temperatura jest z tymi plamami zwiazana, ale statystycznie jest to potwierdzone. 2. Zwiekszanie sie liczby pylow wulkanicznych w atmosferze na skutek zwiekszonej aktywnosci wulkanow 3. Nakladanie sie na siebie cyklow zmian klimatu (sa cykle kilkuletnie, kilkudziesiecioletnie, kilkusetletnie a nawet dluzsze) Akurat tak sie sklada, ze teraz mamy maksimum wszystkich cykli. Te cykle wlasnie odpowiedzialne sa za to, ze 1000 lat temu w Europie bylo o wiele cieplej niz teraz (w Polsce uprawiano winna latorosl, choc nie znano odmian mrozoodpornych, na Grenlandii Wikingowie uprawiali zboze), zas 400 lat temu znacznie zimniej (Baltyk bardzo czesto zamarzal). W czasach starozytych Sahara byla sawanna i polpustynia, a kraje srodziemnomorskie mialy klimat o wiele chlodniejszy niz teraz. 4. Efekt cieplarniany spowodowany cywilizacyjna emisja dwutlenku wegla to atmosfery, Wg. wspomnianego profesora te 4 czynniki sa decydujace, z czego czwarty najmniej. Znaczy to, ze cywilizacje mozemy obarczyc za ocieplanie klimatu mniej niz w 25%. Jest 3 innych "winowajcow", ktorzy maja na to wiekszy wplyw. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Piotrek Re: Klimat: Kioto, Montreal i... wciąż za dużo wę IP: *.c241.petrotel.pl 30.12.05, 15:37 a ja lubie jak jest ciepło... :P Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anatol Podejść do problemu aktywnie IP: *.internet.v.pl 30.12.05, 22:13 Szkoda, że dyskusji o problemie globalnego ocieplenia, tylko JK ustosunkował się do mojej koncepcji kompensacji nieuniknionego przyrostu temp. Ziemi poprzez zwiększenia albeda Z. Takie zjawiska (jak np. zapylenie atmosfery przez gwałtowne burze piaskowe, wielkie pożary, wybuchy wulkanów, dymy z kominów) w sposób niekontrolowany wpływają na klimat Z. częściej niż nam się wydaje. Zawieszenie na 3 dni lotów samolotów pasażerskich w USA po ataku w pamiętnym dniu 11 września, spowodowało mierzalny i statystycznie istotny wzrost śred. temp. powietrza nad tym kontynentem (brak smug kondensacyjnych)! Wytwarzanie takich smug poprzez rozpylanie pyłu solnego (to przecież naturalne jądra kondensacji dla przechłodzonej pary wodnej w górnych warstwach atmosfery) w odpowiednich miejscach i czasie mogłyby być dokonywane przez rejsowe samoloty wyposażone w odpowiednie agregaty i zbiorniki soli morskiej. Sól w dowolnej ilości można uzyskiwać w procesie odsalania wody, czyli dodatkowy zysk w postaci deficytowego surowca dla większości krajów. Samoloty z reguły są nie dociążone bo rzadko przewożą komplety pasażerów i bagaży, a firmy transportowe miałyby dodatkowe zyski biorąc udział w takim przedsięwzięciu. Taki system, sterowany przez międzynarodową organizację (tu rola np. ONZ i jego agend) byłby stosunkowo tani w odniesieniu do skali całego przedsięwzięcia. Pod słowem tani rozumiem wydatek kilku mld. dolarów rocznie. w zestawieniu z bardzo realną perspektywą globalnej katastrofy klimatycznej (a już obecnie odczuwalną niestabilnością klimatu, cyklonami, suszą itp.). Taki sposób regulacji temp. poprzez zwiększania ilości odbijanej energii promienistej ze Słońca na pewno nie grozi gwałtownym i nieodwracalnym ochłodzeniem. W bardziej efektywny, ale także bezpieczny i niedrogi sposób można zwiększyć albedo Z. poprzez cykliczne wyrzuty pyłu piaskowego w górne warstwy troposfery (to co ma miejsce podczas burz piaskowych na pustyniach). I taką koncepcję również należałoby rozważyć! Jak łatwo zauważyć, przy takim podejściu do problemu, wzrastające stężenie gazów cieplarnianych nie zagrażałoby jeszcze długo ludziom i innym użytkownikom biosfery. Wręcz przeciwnie, wyższe stężenie CO2 (naturalny, niezbędny dla roślin zielonych i deficytowy nawóz gazowy) zwiększyłoby efektywność fotosyntezy. Zwiększone stężenie gazów cieplarnianych, a więc zwiększona zdolność izolacyjności atmosfery (dodatkowa szyba w naszym ziemskim oknie) zwiększa bezpieczeństwo i możliwości manewrów w przypadku całkiem prawdopodobnego ochłodzenia Z. w wyniku wahań klimatycznych. To co w nieco prostacki sposób przedstawił film „Pojutrze”. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: AP Re: Podejść do problemu aktywnie IP: *.net-serwis.pl 02.01.06, 09:13 Istnieje bardzo wiele sposobów przeciwdziałania globalnemu ociepleniu, ale na przeszkodzie stoi gospodarka. To dlatego USA wstrzymują się od wiążących deklaracji. Jeśli celowo zmniejszymy nasłonecznienie powierzchni Ziemi przez generowanie sztucznych cirrusów za pomocą samolotów, zaraz zaprotestują rolnicy, że nie pozwalamy rosnąć ich pomidorom - i każdy sąd przyzna im rację (oraz oczywiście słone odszkodowanie). Dlatego tego typu działania można w miarę swobodnie prowadzić tylko nad wodami międzynarodowymi. Pomysł zmniejszania albedo nie jest nowy. Już w latach 60' eksperymentowano z rozpylaniem w atmosferze sproszkowanego aluminium. Moim zdaniem główną wadą tego rozwiązania jest to, że nie usuwa ono przyczyny, pozwalając jej się pogłębiać. To nie ma sensu na dłuższą metę. Trzeba zwalczać przyczynę, czyli redukować atmosferyczne stężenia metanu i CO2, najlepiej najtańszą i najmniej szkodliwą dla gospodarki metodą - czyli zwiększając powierzchnię lasów kosztem pól uprawnych (i tak mamy nadprodukcję żywności) i przede wszystkim nieużytków. Należy też powoli przestawiać energetykę z paliw kopalnych na źródła odnawialne, zwłaszcza roślinne. Walkę z globalnym ociepleniem trzeba prowadzić ostrożnie, bo Ziemi realnie grozi nowa epoka lodowa, która, gdyby nie zwiększony efekt cieplarniany, trwałaby już od kilku tysięcy lat. Z czasem będziemy potrzebować coraz grubszej cieplarnianej "pierzynki", żeby się przed nią uchronić. Obecny klimat "zawdzięczamy" w połowie wytrzebieniu lasów w strefie klimatu umiarkowanego, a w drugiej połowie - spalaniu paliw kopalnych. Nie należy więc całkowicie rezygnować ze spalania paliw kopalnych, a jednocześnie utrzymywać powierzchnię lasów pod ścisłą kontrolą, tak aby bilans cieplny Ziemi był stabilny. A z fotosyntezą to niestety nie jest tak prosto. Fakt, rośliny w pierwszym okresie zwiększają tempo wzrostu, ale później znów się ono stabilizuje, bo wykształcają się ewolucyjne przystosowania, np. zmniejsza się liczba aparatów szparkowych w liściach, redukując zdolność rośliny do pobierania CO2 z powietrza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: JK. Re: Podejść do problemu aktywnie IP: *.ericsson.net 03.01.06, 14:52 Dziękuję Anatolowi za uznanie :-) Zgadzam się też z AP, że rozpylanie soli tylko likwiduje samo ocieplenie, bez likwidacji jego powodów. Ale chyba w pierwszej kolejności trzeba choćby walczyć z samymi objawami ocieplenia (i robić to tylko nad wodami międzynorodowymi). Z w tym czasie trzeba rozpocząć realizację planu zapewnienia naszej planecie zerowego bilansu energetycznego przez przejście na odnawialne źródła energii (węgla, ropy i gazu po prostu szkoda palić, to są surowce na trwałe materiały, np. tworzywa sztuczne). Energię trzeba pozyskiwać z fotosyntezy (uprawy roślin energodajnych), to jest po prostu odzyskiwanie zmagazynowanej energii, która i tak do nas ze Słońca dotarła. Oczywiście poza tym jako uzupełnienie trzeba stosować także elektrownie wodne i jądrowe (bo wbrew obiegowej opinii jądrowe są najczystsze, choć paliwo jądrowe jest tym, które w ogóle nie jest odnawialne). W przyszłości także może i elektrownie termojądrowe, kto wie, może się uda... Natomiast elektrownie wiatrowe są po prostu za drogie. Oczywiście trzeba wszystko robić przez stworzenie mechanizmów przy których takie działania na rzecz atmosfery i w ogółe środowiska się ludziom będą opłacać. Wtedy powstaną firmy, zarabiające na przywracaniu naturalnego środowiska i dające ludziom miejsca pracy. Na pewno nie wolno tego robić lewicowymi metodami nakazowymi (karami i nakazami), bo z tego tylko afery i korupcja. Uniezależnienie się od producentów ropy miałoby pozytywne skutki cywilizacyjne, bo złoża ropy i gazu są głównie w krajach co najmniej niechętnie nastawionych do krajów przestrzegających praw człowieka (kraje arabskie, Rosja). Kraje te usiłują szantażować cywilizowany świat zamykaniem kurka z ropą i gazem. Amerykańskie prace nad bakteriami tworzącymi syntetyczny wodór gdyby odniosły sukces, byłyby zbawieniem dla cywilizacji i pozbawiłyby antydemokratyczne kraje możliwości szantażowania wolnego świata. Kraje pozbawione dochodów z ropy musiałby się w końcu zreformować: przestrzegać praw człowieka i praw kobiet, wolności słowa, wolności gospodarczej, wolności wyznawania religii, wolności podróżowania i osiedlania się oraz decydowania o swoim życiu itp. Tak czy owak z manipulowaniem klimatem jest jak z manipulowaniem genami - bardzo dużo parametrów trzeba kontrolować i nie wiadomo co z tego wyniknie. Ale tak czy owak trzeba to robić, bo i tak się to dzieje niejako nieświadomie. Przecież ludzkość od tysięcy lat udoskonala rośliny i zwierzęta przez hodowlę (czasem to wątpliwe udoskonalenia, vide pudle ;-), wpływa też na klimat przez wycinanie lub sadzenie lasów, przez budowę tam i ogrzewanie atmosfery. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Takijeden Re: Klimat: Kioto, Montreal i... wciąż za dużo wę IP: *.dhcp-bl.indiana.edu 02.01.06, 19:24 >Niektórzy badacze bagatelizują globalne ocieplenie albo zaprzeczając jego >istnieniu ("prędzej się ochłodzi, niż ociepli" No, panie Andrzeju, wielu naukowcow twierdzi, ze sie "ochlodzi, a nie ociepli" ale nie znaczy to, ze bagatelizuja sprawe, tylko raczej, ze proponija inny mechanizm zmian pogodowych, ktore powoduje swoja dzialalnoscia czlowiek. To duza roznica. Poza tym, nikt nie zaprzecza "globalnemu ociepleniu", tylko dyskutuje sie raczej, na ile zwiazane jest to z wplywem czlowieka, oraz jakie i/czy wlasnie spowoduje to tragiczne skutki... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zbychar Będzie ciepło ! IP: *.studio.biblpubl.waw.pl / *.biblpubl.waw.pl 02.01.06, 20:13 Zobacz : poland.indymedia.org/pl/2005/12/17608.shtml Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anatol Jeszcze o aktywnym działaniu! IP: *.internet.v.pl 07.01.06, 23:21 W dwóch głosach dyskusyjnych (AP i JK, dziękuję za zainteresowanie!) słyszę nawoływanie do usunięcia przyczyny wzrostu efektu cieplarnianego, jako antidotum na niebezpieczną sytuację klimatyczną, która w bliskiej przyszłości może stać się katastrofalną. Niestety nic nie wskazuje na niewielkie nawet SPOWOLNIENIE wzrostu stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze. Emiterem ich jest bowiem, nie tylko przemysł, ale każdy człowiek, jego krowy i owce, jego poletko ryżowe, jego paleniska i samochody (te ostatnie przebijają wielokrotnie wszystkie poprzednio wymienione). Liczba mieszkańców Ziemi zwiększy się do końca tego wieku, wg optymistycznego scenariusza, o ok. 50%. Liczba samochodów rośnie lawinowo (zwłaszcza w Chinach), a zużycie energii z węgla i paliw węglowodorowych rosnąć będzie coraz szybciej. Wynika to z obecnych danych oraz ze jednoznacznych prognoz. Oczywiście należy dążyć do radykalnego ograniczenia spalania węgla i paliw węglowodorowych, oszczędności energii (energooszczędne technologie produkcji), wykorzystanie źródeł energii odnawialnej itd., pod tym wszystkim z entuzjazmem się podpisuję, ale (w odróżnieniu od moich dyskutantów) jestem niestety pozbawiony złudzeń, że na tej drodze uzyska się realne spowolnienie narastającego problemu, a o naprawie powstałej sytuacji klimatycznej w ogóle nie ma co marzyć! Zgadzam się, że interpretacja wpływu zachmurzenia na klimat nie jest, ani prosta, ani jednoznaczna. Przyznacie chyba jednak, że ten sposób regulacji jest bezpieczny bo pozwala, niemal na natychmiastową korektę poprzez zaniechanie inicjacji smug nad właściwym sektorze globu. Takie przedsięwzięcie powinno mieć charakter globalny i nie będąc łatwym wydaje mi się koniecznym. Nie sądzę też, że przekraczałoby aktualnych możliwości technicznych i naukowych. Pytanie, jaka jest inna alternatywa, w poprzedniej wypowiedzi usiłowałem krótko omówić bezradność i brak jakichkolwiek mierzalnych efektów dotychczasowych prób ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, a przecież chodziło tylko o ORGANICZENIE emisji i ZŁAGODZENIE narastających komplikacji klimatycznych! Problem ten jest na tyle poważny, że słusznie zasłużył na miano potencjalnej katastrofy klimatycznej, analogicznej jak ta z przed 65 mil. lat. Sytuacja wymaga znacznie bardziej poważnego wysiłku niż dotychczasowe liczne dyskusje, konferencje, kongresy i protokoły. Obawa przed negatywnym wpływem na efektywność fotosyntezy, tak nieznacznie obniżonego (o 0,5-1%) napromieniowania słonecznego są nieuzasadnione. Większość roślin uprawnych w okresie swojej wegetacji cierpi z nadmiaru światła, co przejawia się w zjawisku południowej depresji fotosyntezy. Zjawisko jest rejestrowane, zarówno w okolicach podzwrotnikowych jak i na naszej szerokości geograficznej. Nie jestem z wykształcenia biologiem (jestem biofizykiem), ale zagadnienia ekofizjologii roślin, a szczególnie fotosyntezy, są mi bliskie. Niestety muszę rozczarować, ale fotosynteza nie jest w stanie przywrócić bezpiecznego poziomu CO2 w atmosferze. Aktualne emitowane ilości tego gazu mogłyby pochłonąć i zakumulować w drewnie szybko rosnące drzewa na obszarze porównywalnym z obszarem Europy i to tylko przez 40-50 lat. Nierealne, a przecież CO2 ma tylko 55% udziału w globalnym ociepleniu (pomijając rolę pary wodnej, na co nie mamy raczej żadnego wpływu). Należy pamiętać o szybko zwiększających się stężeniach: metanu, tlenków azotu oraz ozonu w warstwie przyziemnej, gazach wielokrotnie bardziej efektywnych w potęgowaniu efektu cieplarnianego. Należy zmienić sposób ROZUMOWANIA , nie rozważać w kółko jak to nie udaje się ograniczyć emisji gazów ciepl., ale podjąć niezbędne działania w celu przywrócenia średniej temp. Ziemi do poziomu z połowy XX wieku. Nie jest tajemnicą, że zmiany klimatyczne na naszej półkuli ujawniły się tak dotkliwie w ostatniej dekadzie, a istotną tego przyczyną jest (paradoksalnie!) poprawa jakości powietrza, tzn. zmniejszone zapylenia (powszechne elektrofiltry) i zmniejszenie koncentracji aerozoli (głównie siarkowych). Otóż, te uciążliwe zanieczyszczenia dość skutecznie ograniczały (poprzez zwiększenia albeda) dopływ energii słonecznej maskując tym samym początkową fazę narastającego ocieplenia. Dlaczego nie można próbować tą samą drogą (ale już w sposób kontrolowany, wytwarzając dodatkową warstwę obłoków – smug kondensacyjnych oraz pyłowych obłoków) przywrócić status quo z początku ubiegłego wieku? Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś