dokowski
03.02.07, 00:05
Gdy słyszę echa pomysłu Giertycha, żeby zlikwidować biologię w szkołach, a
zamiast niej nauczać kreacjonizmu, przychodzą mi do głowy różne skojarzenia.
Przypomniała mi się historia odkrycia pierwotnej przyczyny wojen przez
Chagnona, który badał Yanomamów. Chagnon był jednym z tych, którzy sprawili,
że antropologia, z paranauki, przekształciła się w naukę. Chagnon odkrył, że
pierwotnym celem wojen były wyprawy po kobiety.
Z nazwiskiem Chagnona wiąże się nazwisko Patricka Tierney’a, które jest
klasycznym reprezentantem antynauki, takim jak Giertych. Niektórzy
antynaukowcy mieli tytuły naukowe: Łysenko, Stalin, byli utytułowanymi
„naukowcami” i pisali poważne dzieła „naukowe”.
Granica między nauką i paranauką nie jest tak ostra, jak granica między nauka
i antynauką. Podobnie nieostra jest granica między paranauką a antynauką. To
bardzo istotna okoliczność, która czasem utrudnia zrozumienie intencji i celów
ludzi takich jak kreacjoniści czy Patrick Tierney. A lekceważenie tego może
być niebezpieczne, gdyż cele antynauki nie są naukowe. Antynaukowy mają swoje
cele nadrzędne, dla których poświęcają naukę. Stalin pragną mieć naród
niewolników, kreacjoniści też walczą o rząd dusz, prawda ich nie obchodzi.
Tierney z premedytacją zaatakował ojca antropologii nie po to, żeby bronić
dawnej, paranaukowej postaci antropologii, zaatakował go z pozycji antynauki,
z pozycji interesów, którym nauka przeszkadza.
Giertych także reprezentuje interesy, którym nauka przeszkadza. Giertych
walczy z nauką tak samo, jak robił to Stalin, tak samo jak wcześniej robiła to
Inkwizycja.
Antynaukowcy często udają paranaukowców, gdyż granica między nauką a paranauką
jest nieostra. Z pozycji paranaukowca dużo łatwiej ukrywać swoje antynaukowe
intencje i powiązania z interesem, któremu nauka przeszkadza. Np. kreacjoniści
często chowają się za zasłoną paranauki, ukrywając swoje religijne poglądy po
to, żeby ukryć swoje nieczyste intencje. W przypadku kreacjonistów oczywiście
łatwo jest zdemaskować ich powiązania z religiami, którym rozwój nauki
przeszkadza. Giertycha też łatwo jest zdemaskować jako antynaukowca.
Przykładami paranaukowców są Margareth Mead i Deniken. Taki Deniken nie
atakuje nauki, gdyż rozwój nauki jest dla paranauki korzystny. Im więcej
odkryć naukowych, im bardziej nauka jest rozwinięta, tym więcej jest problemów
otwartych i niewyjaśnionych danych szczegółowych. Im więcej nauki, tym łatwiej
uprawiać paranaukę – wystarczy zebrać garść niewyjaśnionych problemów i
sformułować hipotezę, która te problemy wyjaśnia i przy tym jest niemożliwa do
obalenia. Paranauka żyje dzięki nauce, antynauka pragnie naukę zniszczyć.
Wiele osób popełnia bardzo poważny błąd, nie zauważając, że marksizm jest
antynauką. Gdy Marks pisał o wspólnocie pierwotnej i promiskuityzmie, robił to
z pozycji antynaukowca, a nie paranaukowca. Jego celem był komunizm, a nie
paranaukowa hochsztaplerka. Marks, Engels, Lenin, Stalin nie byli tacy jak
Deniken. Byli niszczycielami nauki takimi jak Giertych czy Tierney.
Można dyskutować, czy ludzie pokroju Denikena szkodzą rozwojowi nauki czy nie.
Ludzie pokroju Stalina czy Giertycha są zaś bez najmniejszych wątpliwości
wielkimi szkodnikami. Bardzo ważne jest więc, żeby umieć odróżnić paranaukę od
antynauki. W tym celu trzeba skupiać się na ostrej granicy między nauką a
antynauką, zamiast na nieostrych granicach paranauki. Aby przeciwstawiać się
zagrożeniu, trzeba jak najdalej odsunąć się od paranauki – dopiero z takiej
perspektywy łatwo zidentyfikować wroga, czyli antynaukowca.
Ogólna zasada jest prosta. Jeżeli mamy do czynienia z paranaukowcem, który
zamiast zając się zarabianiem pieniędzy, wzorem Denikena, próbuje wtrącać się
do nauki, próbuje coś zmieniać w programach nauczania, w podręcznikach, w
instytutach naukowych, w politycy oświatowej itd., to powinniśmy go sprawdzić,
jaki jest jego stosunek do nauki w dziedzinach, które leżą bardzo daleko od
paranauki, które są najbliższe ideałom naukowości. Mam na myśli oczywiście
fizykę i chemię, a w szczególności fizykę kwantową i genetykę, które są
dziedzinami bardzo młodymi i bardzo złożonymi, a przy tym prowadzą do
konsekwencji, które trudno jest pojąć nienaukowcom i paranaukowcom: do
nielokalności i braku przyczynowości w przyrodzie oraz do teorii ewolucji, o
które prawie wszyscy mówią, a prawie nikt jej nie rozumie.
Paranaukowiec nigdy nie zaatakuje samych podstaw nauki, antynaukowiec atakuje
przede wszystkim podstawy, nawet te, które paranaukowcy omijają z daleka.
Jeżeli chcesz odróżnić paranaukowca od antynaukowca, to spytaj go o teorię
ewolucji, albo o zasadę przyczynowości. Atak na te fundamenty nauki zdemaskuje
antynaukowca, a więc człowieka o złych intencjach i celach sprzecznych z
rozwojem nauki i dążeniem do prawdy.
Jeżeli ktoś publicznie głosi, że nie pochodzi od małpy, jest wrogiem nauki -
nie dajmy się zwieść jego paranaukowej demagogii.