Dodaj do ulubionych

Dawno temu

04.02.08, 20:30
chyba przed kilkoma miesiacami podawano Afryke Poludniowa jako
kraj ktory nigdy nie bedzie potrzebowal elektrowni atomowych ,
zaprotestowalem bardzo smialo ale zostalem pobity przez horde
specjalistow i naukowcow.
Oto co czytamy dzisiaj w "Le Monde" Afryka poludniowa zamowila
2 centrale EPR (po 3 miliardy euro kazda) i oglosila przetarg
na dalsze dziesiec.
Obserwuj wątek
    • mrzorba Re: Dawno temu 04.02.08, 21:25
      Po polsku mowi sie elektrownie, a nie "centrale" (z francuskiego)
      czy "stacje" z angielskiego...
      I po co malpom atom? Do rozbijania na wlasnych glowach?
      • picard2 Re: Dawno temu 04.02.08, 21:42
        mrzorba napisała:

        > Po polsku mowi sie elektrownie, a nie "centrale" (z francuskiego)

        To bardzo ważne ale dla mnie centrala atomowa to nie to samo co
        elektrownia atomowa(lub po francusku jądrowa).jeśli nic więcej nie umiesz
        odpowiedzieć na ten temat to idź się bawić z małpami Twoja głowa jest nie do
        rozbicia.
        • mrzorba Re: Dawno temu 04.02.08, 21:45
          Odpusc sobie te "madrosci". Pracowales kiedys w Afryce? Bowiem ja
          tak...
      • dalatata Re: Dawno temu 04.02.08, 21:47
        Nie cierpie takich tekstow o malpach. to Pan czesto przypomina o
        tym, ze to Forum Nauka. to ja Panu przypominam o tym: to Forum
        Nauka, a nie Forum Opluwamy kogo sie da. Powinien sie Pan wstydzic.
        • mrzorba Re: Dawno temu 04.02.08, 21:50
          Niestety, ale nie powinno dawac sie malpie brzytwy, a murzynom
          energii jadrowej...
        • picard2 Re: Dawno temu 04.02.08, 21:59
          dalatata napisał:

          > Nie cierpie takich tekstow o malpach. to Pan czesto przypomina o
          > tym, ze to Forum Nauka. to ja Panu przypominam o tym: to Forum
          > Nauka, a nie Forum Opluwamy kogo sie da. Powinien sie Pan wstydzic.

          Dawno temu pisałem na Forum Nauka o centralach atomowych i dużo
          innych forumowiczów odpowiadało do rzeczy szczególnie NEMO właśnie inżynier z
          Afryki Południowej.
          Pan mrzoba jest mi nie znany pod tym nickiem.Ale zgadzam się
          z poprzednim postem ze na Forum Nauka należy pisać o nauce chyba
          ze nic na ten temat nie damy rady.
          Dla tych którzy o tym nie wiedza jeżyk polski jest dla mnie jak
          esperanto to znaczy opanowany długo po urodzeniu.

          • mrzorba Re: Dawno temu 04.02.08, 22:09
            Przenies sie wiec na forum esperantystow...
            • petrucchio Dlaczego bez potrzeby obrażasz dyskutantów? /nt 04.02.08, 22:28
              • dar61 Re: Dlaczego bez potrzeby obrażasz dyskutantów? 2. 05.02.08, 13:23
                A bywają w życiu jakieś potrzeby tego rodzaju?
                Nie ma innych dróg do samorealizacji i
                dowartościowywania siebie?

                Człek wyrósł już z etapu szczerzenia kłów, przeszedł
                przez etap potrząsania maczugą.

                Chyba przeszedł...
                • mrzorba Re: Dlaczego bez potrzeby obrażasz dyskutantów? 2 05.02.08, 15:50
                  Ja tylko pisze prawde... Nie moja wina, ze prawda kogos w oczy kole!
              • mrzorba Re: Dlaczego bez potrzeby obrażasz dyskutantów? / 05.02.08, 15:49
                Ja? Zarty sobie stroisz!
    • picard2 Re: Dawno temu 04.02.08, 22:27
      na Forum Nauka pisało pełno ludzi przeplatających nonsensy z cytatami
      pochodzacymi z wiki czy innej pedii.To się ciągle powtarza.
      Pytanie dlaczego zamyka się kopalnie węgla było szeroko omawiane.Mimo ze
      posiadamy węgiel na 200 lat po za Chinami ciągle będzie sie je zamykało.
      Nie ma sensu brać udziału w dyskusji gdzie autor kilkudziesięciu postów
      dziwi się ze centrale atomowe (jedna centrala może posiadac kilka
      reaktorów) buduje się blisko Melbourne zamiast je budowac 1000km dalej.
      • mrzorba Re: Dawno temu? 05.02.08, 15:57
        1. Kopalni wegla nie bedzie sie zamykac, a raczej otwierac, bowiem
        zrodel energii nie przybywa, a zapotrzebowanie na nia rosnie.
        2. Nie ma w j. polskim pojecia "centrali atomowej". Po polsku mowi
        sioe o elektrowniach atomowych, ktore moga miec wiecej niz jeden
        reaktor.
        3. Elektrownie atomowe powinno sie budowac ze wzgledow
        bezpieczenstwa jak najdalej od wielkich miast. Dzieki doprowadzonym
        dzis do perfekcji wynalazkom N. Tesli mozna dzis przesylac energie
        elektryczna liniami bardzo wysokiego napiecia (ponad 220kV) na
        bardzo dlugie odleglosci (ponad 1000km) praktycznie bez strat... I
        na razie to jedyny czynny reaktor jadrowy w Australii znajduje sie
        bardzo blisko centrum Sydney, a wiec ponad 1000km od Melbourne...
        Jeden post "picarda" a tyle bledow... :(
        • picard2 Re: Dawno temu? 05.02.08, 20:38
          mrzorba napisała:

          > 1. Kopalni wegla nie bedzie sie zamykac, a raczej otwierac, bowiem
          > zrodel energii nie przybywa, a zapotrzebowanie na nia rosnie.

          Podaj choć jeden poważny link na poparcie Twojej wypowiedzi.

          2. Nie ma w j. polskim pojecia "centrali atomowej". Po polsku mowi
          > sioe o elektrowniach atomowych, ktore moga miec wiecej niz jeden
          > reaktor.

          dzięki za naukę ale dla mnie centrala elektryczna to centrala elektryczna i koniec.


          > 3. Elektrownie atomowe powinno sie budowac ze wzgledow
          > bezpieczenstwa jak najdalej od wielkich miast. Dzieki doprowadzonym
          > dzis do perfekcji wynalazkom N. Tesli mozna dzis przesylac energie
          > elektryczna liniami bardzo wysokiego napiecia (ponad 220kV) na
          > bardzo dlugie odleglosci (ponad 1000km) praktycznie bez strat

          Co ma Tesla wspólnego z przesyłem energii elektrycznej po za Toba nikt o tym
          nie wie.Dyskusje o liniach elektrycznych wymagają po za
          znajomością fizyki trochę informacji technologicznych
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=37833584&a=37833584
          Za iinie bardzo wysokiego napięcia sa uważane dzisiaj konstrukcje
          od 800 do 1500KV.Chodzi tutaj przeważnie o sieci trójfazowe ale coraz
          czesciej uzywa sie sieci pradu stalego 600 KV do 1000KV.Budowa lini
          zalezy od wielu czynnikow takich jak: STRATY (nawet sprawnosc przesylu rzedu
          95% prowadzi miedzy Francja i Niemcami
          do strat do okolo 17TWh*0,05 ) regulacja czestotliwosci do 0,1Hz.
          Zasada jest budowa zrodel energii jak najblizej odbiornikow. Mimo to
          linie 10 000km nie są rzadkie.



          > Jeden post "picarda" a tyle bledow...

          : masz racje dlatego dyskusja ze specjalistami Twego pokroju na tym sie zakonczy.
          • mrzorba Re: Dawno temu? 05.02.08, 22:45
            1. Linki znajdz sobie sam. I poczytaj cos powaznego na temat
            polityki i ekonomiki sektora energetycznego.
            2. A dla mnie to po prostu nie znasz poprawnej polskiej terminologii
            z zakresu elektroenergetyki.
            3. Poczytaj wiec cos na temat Tesli. Tesla stworzyl cala teorie i
            praktyke pradu przemiennego i wysokich napiec. I napisalem wyraznie,
            ze chodzi mi o linie z napieciem PONAD 220kV. I poczytaj cos o
            Tesli, na poczatek np.pl.wikipedia.org/wiki/Nikola_Tesla
            Tesla Electric Light Company i walka o prąd przemienny
            W laboratoriach swojej firmy Tesla opracował podstawy generowania i
            przesyłu prądu przemiennego, które są stosowane do dzisiaj na całym
            świecie oraz stworzył projekty urządzeń napędzanych bezpośrednio
            prądem przemiennym, takie jak świetlówka i silnik elektryczny.
            Następnie z pomocą Georga Westinghouse'a, który był
            współwłaścicielem Western Union Company, zbudował pierwszą
            elektrownię prądu przemiennego i linię przesyłową, która zasiliła
            oparte na świetlówkach oświetlenie wszystkich stacji kolejowych
            Western Union na północnym wschodzie USA.
            Zaskoczony sukcesem Tesli, Edison rozpoczął kampanię na temat
            rzekomego niebezpieczeństwa stosowania prądu przemiennego. Jednakże
            fakty mówiły same za siebie i instalacje Tesli zaczęły powoli
            przejmować rynek produkcji i przesyłu prądu elektrycznego w USA, aż
            w końcu władze General Electric wymusiły na Tesli sprzedaż patentów
            na urządzenia prądu przemiennego, a na Edisonie przejście wszystkich
            jego elektrowni na nowy system. Ostateczny kres elektrowni na prąd
            stały położył kolejny wynalazek Tesli – turbina wodna, która
            generowała prąd przemienny z energii przepływu wody w rzekach.

            • cs137 Re: Prad stały wraca do łask, to wiadomo. 06.02.08, 08:54
              Przy przesyłaniu znacznych mocy na duże odległosci.

              Polski patriota powiniem sie cieszyć z tego, że cudzoziemiec chce uzywac nasze
              mowy. Drobnych odstepstw od powszecnie używanych w Polsce terminów nie nalezy
              pietnować
              • mrzorba Re: Prad stały wraca do łask, to wiadomo. 06.02.08, 11:49
                Nigdy nie bylo tak, ze zmienny ogolnie jest lepszy niz staly czy na
                odwrot. Oburza mnie tylko ignorancja piszacych tu, szczegolnie jesli
                chodzi o Tesle. Jak mozna napisac, ze nie mial on nic wspolnego z
                przesylaniem energii elektrycznej? I PS: prad staly moze byc
                przesylany, ale prad staly o napieciu np. 220kV czy wyzszym nie
                bierze sie bezposrednio z pradnic (generatorow), a z
                transformatorow, wiec znow Tesla... I to jest POLSKIE forum, wiec
                piszmy tu po POLSKU!
                • winoman Re: Prad stały wraca do łask, to wiadomo. 06.02.08, 12:07
                  mrzorba napisała:

                  > I to jest POLSKIE forum, wiec piszmy tu po POLSKU!

                  Zastosuj to najpierw do siebie, choćby używając polskich znaków.
                  • mrzorba Re: Prad stały wraca do łask, to wiadomo. 06.02.08, 12:23
                    Nie czepiaj sie i poczytaj cos na temat Tesli!
                    • cs137 Re: Tesla nie wynalazł tansformatora 06.02.08, 19:00
                      Pierwsze patenty na urzadzenia, które były juz w zasadzie prototypami
                      współczesnie używanych transformatorów, uzyskali inni.

                      A tzw. "transformator Tesli" jest bardzo specyficznym przyrządem i nie ma
                      specjalnie szerokich zastosowań praktycznych.

                      Tesla wynalazł silnik indukcyjny, do dziś szeroko używany bez zasadniczych zmian
                      konstrukcyjnych.

                      Tesla w ogromnym stopmniu sie przyczynił do rozpowszechnienia uzywania prądu
                      zmiennego, czyli AC, rugując skutecznie Edisona, którego stawianie na DC nosiło
                      pod koniec zycia oznaki obsesji.
                      Prąd zmienny pozostanie "królem" w instalacjacjach niskiego i sredniego
                      napiecia, ale linie przesyłowe na bardzo wysokie napięcia
                      coraz częsciej juz sa na prąd stały. Nikt nie generuje pradu stałego, generuje
                      sie prądf zmienny, podwyższa napiecie transformatorami, po czym "prostuje sie"
                      go uzywajac gigantycznych prostownikiów tyrystorowych. Najbardziej zaawansowane
                      dziś prostowniki uzywaja układu 12 "zaworów" i układ taki ma specjalną nazwe
                      (która jednak mi akurat wywietrzała z głowy). Układ przetwarzający z powrotem
                      na prąd zmienny (zwany bodajże "falownikiem" po polsku) jest w zasadzie
                      odwróceniem takiego prostownika. Prostowanie i uzmiennianie wiąze sie z pewnymi
                      stratami, ale zwracają się one z nawiązką z powodu mniejszych strat w samej
                      linii przesyłowej.

                      Interesujacym przykładem rozwiązania, które jest jakby "pół drogi pomiędzy
                      pradem stałym i zmiennym", jest używanie prądu zmiennego a bardzo niskiej
                      częstotliwości, 16.7 Hz, czyli trzykotnie obnizonej czestotliwosci 50 Hz. Takie
                      rozwiązanie stosuja koleje elektryczne (ale nie wszystkie). Prad 16.7 Hz nadal
                      mozna transformować, a jednocześnie jest to na tyle niska częstotliwośc, ze
                      silnik komutatorowy pradu stałego całkiem dobrze taki prad toleruje. Do całkiem
                      niedawna w trakcji elektrycznej królowały silniki komutatorowe. Ostatnio to sie
                      mogło zmienic, nie wiem.
                      • mrzorba Re: Tesla nie wynalazł tansformatora 06.02.08, 19:34
                        1. Tesla wynalazl caly system produkcji i dystrybucji pradu
                        PRZEMIENNEGO.
                        2. Prad zmienny (scisle mowiac "tetniacy") jest produkowany tez
                        przez tradycyjna pradnice pradu stalego z komutatorem (prad tetnicy
                        plynie zawsze w jednym kierunku, ale zmienia swe natezenie:
                        szczegoly na pl.wikipedia.org/wiki/Pr%C4%85d_przemienny).
                        Prad staly produkuje w zasadzie tylko akumulator...
                        3. W trakcji elektrycznej sporo sie ostanio zmienilo...
                        • cs137 Re: Jak go zwal, tak go zwał 06.02.08, 20:01
                          No to mówmy o pradzie oktreślonym równaniem I=Io*exp(i*omega*t), jak to robia
                          fachowcy, i spory o końcówki i przedrostki stana się zbyteczne. Impedancja,
                          zwana po polsku zawadą, jest dana wzorem Z=R + i*omega*L + (1/i*omega)*C, i te
                          dwa wzory juz wystarcza w zasadzie do opisania wiekszosci rzeczy, które sie
                          dzieja w obwodzie. Tetniacy prad mozna wtedu opisac równaniem I=Io + f(t), z
                          zastrzezeniem, ze amplituda zmian f(t) jest < Io, zatem I zawsze jest >0 (lub
                          <0, tak tez sie mozna umówic
                          • cs137 Re: Nie każdy prąd zmienny jest przemienny, 06.02.08, 20:15
                            ale kazdy prad przemienny jest prądem zmiennym. Wiec nie robi błedu ten, kto
                            mówi o instalach pradu zmiennego. De facto, w Polsce terminu "prad przemienny"
                            uzywaja wyłacznie purysci językowi. Powszechnie sie mówi o pradzie zmiennym, a
                            poprawnie jest tak, jak ludzie mówia. Dlatego dzis "siłownia" to fitness club, a
                            nie czesc elektrowni, czy pomieszczenia na okręcie, w których znajduja sie
                            silniki
                            • mrzorba Re: Nie każdy prąd zmienny jest przemienny, 06.02.08, 22:02
                              W jezyku potocznym nie jest to specjalnie istotne, ale tu mowilismy
                              o wynalazkach Tesli na forum NAUKA, wiec powinnismy uzywac
                              poprawnych terminow...
                          • mrzorba Re: Jak go zwal, tak go zwał 06.02.08, 22:01
                            A slyszal o brzytwie Ockhama?
                            • picard2 Re: Jak go zwal, tak go zwał 06.02.08, 22:09
                              mrzorba napisała:

                              > A slyszal o brzytwie Ockhama?

                              To forum przyciąga kretynów dodaje mrzobe do kolekcji.
                              Jego dewiza jest Nic nie wiem ale powiem wszystko.
                              • mrzorba Re: Jak go zwal, tak go zwał 07.02.08, 16:02
                                Widze, ze zostaly ci juz tylko argumenty ad personam! :(
                            • cs137 Re: Ita est - audi! Entia non sunt multiplicanda.. 06.02.08, 22:58
                              mrzorba napisała:

                              > A slyszal o brzytwie Ockhama?

                              ...praeter necessitatem.
                              • mrzorba Re: Ita est - audi! Entia non sunt multiplicanda. 07.02.08, 16:03
                                Czyli nie mnozyc bytow ponad koniecznosc...
                      • picard2 Re: Tesla nie wynalazł tansformatora drogi Tomku 06.02.08, 21:34
                        Tesla był,pewnego rodzaju pod Edison czyli inżynierem łapiącym na lewo i na
                        prawo dobrodziejstwa "królowej elektryczności" starając sie
                        opatentować swoje genialne pomysły ale nawet w swoim kraju po za
                        polem wirowym na podstawie prądu dwufazowego nikt mu nie przyznaje żadnej zasługi.
                        Pomijajac Faradaya pierwszy transormator przemyslowy zostal opatentowany przez
                        Francuza Gaulard w 1883 ten sam Gaulard i Deprez wykonali dwie pierwsze linje
                        transportujace prad poprzez transormatory
                        -linie miedzy wystawa w Torino i stacja w Lazio odlegla o
                        37km.
                        -druga linia o realnym zastosowaniu przemysłowym została zbudowana
                        w 1885 prawie pod moimi oknami i przenosiła "115 CV pod napięciem
                        6200 Volt z Creil do Paryza (56km).

                        Maszyny elektryczne pozwalały na otrzymanie prądnic prądu zmiennego
                        i prostowniki rtęciowe prąd prawie staly.Ale najważniejszym wynalazkiem było
                        Dynamo Gramma i Motor prądu stałego oparty
                        na systemie kolektora szczotkowego.Pierwsza maszynę używająca
                        pard zmienny trzyfazowy wynalazł polski szlachcic Doliwo-Dobrowolski
                        pracujący w Laboratorium Siemensa.
                        Nikt nie widział narazie Tesli i dużo nigdy go nie postrzegło.
                        Maszyny elektryczne (prądnice i silniki) zapoczątkowały ere
                        elektryczności która sie opierała na centralach elektrycznych poczatkowo
                        wodnych( pierwsza turbina ruszyła w Alpach Lancey)
                        1899).Po paru probach elektrownie hydrauliczne zaczely pracowac i
                        pracuja do dzisiaj na patencie Kaplana zwiemu je turbiny Kaplana.

                        Tesla wynalazł silnik indukcyjny, do dziś szeroko używany bez zasadniczych zmian
                        konstrukcyjnych.

                        Nie Tomku wszystkie silniki przemysłowe są indukcyjnymi a to co sobie
                        przypisywał Tesla to silnik asynchroniczny zbudowany poprzednio
                        przez Siemens(Doliwo-Dobrowolski)

                        Nie będziemy się sprzeczać o bitwach Westignhoue (gdzie pracował Tesla) z
                        Edisonem.Prad stały to prąd o częstotliwości 0 wiec dzisiaj
                        nie ma różnic miedzy nimi i wiekszosc napędów przemysłowych jest
                        napedzana "przeksztaltnikami" f=var. prądu I=var lub napięcia U=var

                        System 16 3/4 HZ byl szeroko zastosowany w kolejach węgierskich i
                        nosi nazwę KANDO.Geneza tego systemu byly silniki kolektorowe prądu
                        stałego używane do końca XX wieku.Sieci kolejowe prądu stałego były
                        zasilane przez napięcie 1500 do 3000V.Aby podwyższyć to napięcie
                        należało przejść na prąd zmienny ale silniku kolektorowe komutuje bardzo złe na
                        prądzie zmiennym im wieksza jest jego częstotliwość.
                        Inżynier Kando przystosował kolektory maszyn CC do częstotliwości
                        16 2/3 Hz.
                        Dzisiaj dyskusja na ten temat jest zbędna gdyż wszystkie koleje
                        nowoczesne sa zasilane prądem jednofazowym zmiennym (~16KV).
                        A motory dzięki magnesom stałym i możliwością regulowania wszystkich parametrów
                        bardzo as oddalone od silników z 1970

                        Chris.

                        Mam zamiar sie przejechac ATV (szybkosc handlowa 360km/godz i podam swoje wrazenia.
                        Najwiekszym problemem bardzo szybkich kolei jest fala mechaniczna
                        wywolana stykiem(pantograf) siec zasilajaca.
                        • mrzorba Re: Tesla nie wynalazł tansformatora drogi Tomku? 06.02.08, 22:09
                          Mozesz sobie pisac co chcesz, ale to Tesla byl tym czlowiekiem,
                          ktory "wynalazl XX wiek". Nie porownuj go do Edisona, bowiem Edison
                          to byl samouk-szarlatan, a Tesla byl genialnym naukowcem, ktory
                          usystematyzowal technologie wytwarzania energii elektrycznej na
                          skale przemyslowa i na dodatek opracowal cala nowoczesna teorie
                          elektrycznosci, lacznie z podstawami zdalnego sterowania, radia,
                          robotyki i bezprzewodowego przesylania energi...
                          • picard2 Re: Tesla nie wynalazł tansformatora drogi Tomku? 06.02.08, 22:14
                            mrzorba napisała:

                            > Mozesz sobie pisac co chcesz, ale to Tesla byl tym czlowiekiem,
                            > ktory "wynalazl XX wiek". Nie porownuj go do Edisona, bowiem Edison
                            > to byl samouk-szarlatan, a Tesla byl genialnym naukowcem, ktory
                            > usystematyzowal technologie wytwarzania energii elektrycznej na
                            > skale przemyslowa i na dodatek opracowal cala nowoczesna teorie
                            > elektrycznosci, lacznie z podstawami zdalnego sterowania, radia,
                            > robotyki i bezprzewodowego przesylania energi...

                            Zrozumiałem ze Ty jesteś dowcipniś ale zapomniałeś o największym
                            wynalazku Mikołaja :Klonowanie maszyn in vitro.Teraz znikaj bo
                            bawisz mnie coraz mniej.
                            • cs137 O slinikach trakcyjnych i napieciach pulsujących 07.02.08, 09:06
                              Chris,

                              Ja kiedyś interesowałem się sinikami elektrycznymi uzywanymi
                              do napędu pojadów, bo jakis instynkt mi mówił, ze w przyszłość bęizie
                              jednak należała do samochodów elektrycznych. Ale byłem wtedy jeszcze
                              bardzo młodym człowiekiem. Później moje zainteresowania sie zwróciły
                              w inną stronę. Wiec stan mojej wiedzy to stan sprzed lat zapewne
                              ok. czterdziestu. Pamiętam, wtedy sie mówło, ze idealnym silnikiem
                              do stosowania w pojazdach jest silnik komutatorowy prądu stałego
                              z uzwojeniem statora połaczonym szeregowo z obwodem wirnika
                              (o magnesach stałych sie w ogóle wtedy nie mówiło, stator składał
                              sie z elektromagnesów). Taki silnik, jak pamietam, ma bardzo
                              korzystna charakterystyke momentu obrotowego - maksymalny
                              moment przy zerowych obrotach i opadająca krzywa przy wzroscie
                              obrotów. Czyli taki silnik pozwala na ruszanie z miejsca bez
                              konieczności uzycia sprzęgła (podobnie jak parowy) i zasadniczo
                              taki pojazd moze sie obywac bez skrzyni biegów.

                              Dzis to juz pewnie wszystko prehistoria, bo teraz wciaz słysze
                              o silnikach na magnesach stałych robionych z róznych tam
                              stopów metali ziem rzadkich, jak np. kobalt-samar. No i
                              komutator w formie wielosegmentowego miedzianego
                              pierscienia z węglowymi szczotkami to chyba tez już
                              "epoka kamienia łupanego", bo przeciez mozna do wirnika
                              nawsadzac tyrystorów czy jakis innych połprzewodnikowych
                              cudów i taki elektromechaniczny przełacznik wysokopradowy,
                              jakim jest ów miedziany komutator, chyba mozna sobie
                              odpuścic? W odkurzaczach to ciągle uzywa sie takich
                              motorków, ale czy do napedu samochodow nie używa się
                              teraz jednak czegos znacznie nowocześniejszego?

                              Nasz Kolega wspomiał o prądzie pulsującym. To mi
                              przypomniało bardzo dawne czasy, kiedy osobiscie
                              miałem z takim pradem do czynienia. W ostatnich
                              dwóch klasach szkoły podstawowej chodziłem na kółko
                              radiotechniczne. Zaczynaliśmy od budowy odbiorników
                              "kryształkowych" (kto je jeszcze pamięta?), po czym
                              kolejno budowaliśmy odbiorniki z jedna lampa i
                              dwiema lampami, zasilane z baterii. Wreszczie
                              w drugim roku zajęc budowalismy radia zasilane prądem
                              sieciowym. No i tu własnie pojawiał sie problem
                              pulsującego napiecia. Do zasilania obwodów anodowych
                              lamp potrzebne było napiecie stałe ok. 300 V. Wytwarzalo
                              sie je tak, że najpierw był transformator, ktory w połowie
                              uzwojenia wtórnego miał odczep. Wiec z niego miało sie
                              dwa napiecia zmienne przesuniete w fazie o 180 stopni.
                              Teraz te napiecia szly na lampe prostownicza - była to
                              "duodioda", czyli dwie diody w jednej obudowie. Nawet
                              pamietam jej symbol, AZ-1. Na wyjsciu dostawało sie
                              wiec napecie wyprostowane, w kształcie półówek
                              sinusoidy - dwie takie połówki na kazdy cykl napecia
                              sieciowego. Teraz nalezało je jeszcze "wygładzić" i
                              to sie robiło przy pomocy filtra skłdajcego sie z dwóch
                              kondensatorów elektrolitycznych i dławika, połaczonych
                              w kształcie litery "pi". To znaczy "nózki" pi to były te
                              kondensatory, a "daszek" to był ów dławik. No i na
                              wyjsciu filtra napiecie było juz zdrowo "wygładzone",
                              ale jednak pewne "tętnienia" zawsze pozostawały
                              i potem dawały one efekt nieprzyjemego buczenia w
                              głosniku, który fachowo nazywało sie "przydźwiekiem
                              sieci". Była to zmora dla konstruktorów tanich
                              odbiorników. Lepsze filty bowiem bardzo podnosiły
                              cene. A w Polsce ludzie byli wtedy biedni, jak
                              myszy koscielne. Najpopularniejszym radiem był
                              "Pionier", w krym nawet nie było transformatora
                              sieciowego. Prostownik składał sie z czerech
                              diód po laczonych w mostek - każda z napieciem
                              żarzenia 55 V. Katody te łaczyło sie w szereg, więc
                              w sumie było 220 V, jak w sieci. No. ale filtr był
                              prosciutki te "Pioniery" zdrowo buczały.

                              Dzis z takim przydźwiekem nie ma absolutnie
                              problemu w elektronice półprzewodnikowej.
                              Na wysciu zasilacza daje sie po prostu
                              jeszcze elektroniczny stabilizator napiecia
                              i on wszystko załatwia - no i te stabilizatory
                              sie kupuje w formie gotowych scalaków w cenie
                              pół dolara za sztukę. No, ale w epoce elektroniki
                              lampowej niczego takiego nie było, no i jeszcze
                              do tego operowało sie napieciami rzedu kilkuset
                              woltów, a nie kilku czy kilkunastu, jak w przypadku
                              półprzewodników. Wiec jesli układ zasilany takim
                              tetniacym nieco napieciem był na lampach
                              zwanych triodami, to było skaranie boskie, bo
                              w triodzie charakterystyki sa silnie nachylone i
                              współczynnik wzmocnienia wzmacniacza sinie zalezy
                              od wielkosci napiecia anodowego. Ale, na szczęscie,
                              wymyslono lampe o nazwie "pentoda", która miała
                              nie jedną siatkę, jak trioda, ale trzy - no i pentody
                              miały juz bardzo, bardzo płaskie charakterystyki i
                              dlatego tętnienie napiecia anodowego było dużo
                              mniejszym problemem. De facto, w odniorniku,
                              który wtedy zbudowałem, trzeba było dobrze
                              natezyc uszu, żeby tego buczenia sie dosłuchać.
                              • picard2 Re: O slinikach trakcyjnych i napieciach pulsują 07.02.08, 23:01
                                Czesc Tomku
                                Z racji mojego zawodu musze grzebac troche w napedach elektycznych.
                                Zauważyłem przy okazji ze to proste urządzenie jest przedstawiane w sposób
                                skomplikowany .Ale model fizyczny jest elementarnym
                                oddziaływaniem dwóch magnesów które zachowują stale odchylenie w
                                przestrzeni.jeśli jeden magnes jest nieruchomy(np stator) i wzbudza stale pole w
                                przestrzeni to drugi wirujący(np.rotor) musi wzbudzać w przestrzeni wirujące
                                pole nieruchome. To wszystko od czasu gdy Gramme
                                zaproponował zasilanie rotora przez prąd stały za pomocą styku szczotka kolektor
                                (czuli wynalazł falownik mechaniczny) nic się nie
                                zmieniło.Zawsze mamy rotor i stator które wzbudzają odpowiednie pola
                                magnetyczne.Na przykład szeregowy motor prądu stałego ma stator
                                wytwarzajace pole magnetyczne nieruchome wiec musi mieć rotor wywołujące tez
                                pole stale w przestrzeni w silnikach trakcyjnych szeregowych pole w rotorze i
                                statorze jest wzbudzany szeregowo tym samym prądem wiec moment w chwili rozruchu
                                jest wysoki (C=Cte I²).
                                Jakie zmiany technologiczne wprowadzamy teraz do maszyn to po prostu
                                zasilanie rotora i statora przez przetworniki to znaczy źródła prądu lub
                                napięcia o zmiennej częstotliwości co daje możliwość kontroli
                                SZYBKOŚCI pól wirujących i z kolei sterowanie momentem według praw
                                narzuconego przez uzytkownika (a raczej jego micro p.)
                                Magnesy stale ktore sa ustawiane w silnikach trakcyjnych na rotorze
                                daja pola wirujace z szybkoscia wirnika a stojan zasilany przez przeksztaltnik
                                daje pole o szybkosci zmiennej otrzymujemy w ten sposob silnik zwany
                                synchronicznym o maksymalnym(lub celowo zmiennym) momencie na calej skali predkosci.
                                Gdy bylem studentem (to znaczy dawno temu) przetworniki trakcyjne
                                opierały sie na tyrystorach dzisiaj to raczej tranzystory mocy.

                                P.S szukam po wszystkich adresach mail postu od Ciebie ale niczego nie ma moze
                                przeslesz jeszcze raz na domowy ..laposte.net

                              • kala.fior Lampy.. 07.02.08, 23:13
                                robią mały come-back, we wzmacniaczach audio i profesjonalnych dla gitar.
                                Rozmawiałem na ten temat parę lat temu z konstruktorem nowoczesnych wzmacniaczy
                                gitarowych.
                                Fabryk lamp już prawie niema, ostatnie parę fabryk w Czechach, ZSSR i chyba
                                Chinach kupili zachodni fantaści. mój znajomy mógł znaleźć aparaty do pomiary
                                lamp tylko z demobilu, i nawet mial plany na własny product z mikrokomputerami,
                                nie wiem czy coś z tego wyszło. Ale na rynku możną spotka wiele 'custom' lamp,
                                małych ekskluzywnych serii, jest to oczywiście marketingowy pic, moglibyśmy
                                nawet zamówić serie lamp z logo "FN" .-)

                                Ale czy ta technologia ma dziś sense ? W normalnych wzmacniaczach na użytek
                                amatorski raczej nie, oprócz oczywiście efektu 'inności' i snobistycznie
                                wysokiej ceny. Specialisci mówią ze lampy maja 'cieplejszy dźwięk' mój
                                przyjaciel odpowiada na to, ze trzeba słuchać muzyki a nie szumów i ciepełek, a
                                najlepiej w sali koncertowej.

                                Inna sprawa to wzmacniacze gitarowe, szczególnie przesterowane (ever heard Jimmy
                                Hendrix playing Tesla-caster? ), bzyczy to inaczej niż tranzystory.

                                [yes sir, Tesla wynalazł gitarę elektryczna ! Fakt !]
                                • mrzorba Re: Lampy.. 07.02.08, 23:43
                                  kala.fior napisał:
                                  yes sir, Tesla wynalazł gitarę elektryczna ! Fakt !
                                  - Dziekuje za przypomnienie mi (i PT Forumowiczom) kolejnego
                                  wynalazku Tesli. I jako b. pracownik Rozy Luxemburg i Kasprzaka mam
                                  sentyment do lamp elektronowych a szczegolnie do odbiornikow
                                  radiowych i magnetofonow szpulowych z tzw. okiem magicznym...
                            • mrzorba Re: Tesla nie wynalazł tansformatora drogi Tomku? 07.02.08, 15:59
                              Nie jestem tu aby cie bawic, ale by demaskowac twa ignorancje i
                              arogancje...
                              • cs137 Re: A propos demaskowania ignorancji 07.02.08, 20:03
                                Demaskowanie ignorancji oponenta stanowi pewnego rodzaju sport, w którym gustuje
                                znaczna liczba uczestników Forum GW, zauważyłem.

                                Niedawno na FS niejaki jorl postawił sobie za cel zdemaskowac ignorancje
                                Picarda, a później i moją, dotyczaca zjawiska GMR (tego, za które był ostani
                                Nobel z fizyki).

                                Dyskusje takie naogół zaczynają sie w bardzo podobny sposób
                                • mrzorba Re: A propos demaskowania ignorancji 07.02.08, 22:14
                                  Co z tego, ze cos tam wykladasz, jesli nic z tego co wykladasz, nie
                                  rozumiesz. Ja moge wykladac dowolny przedmiot w dowolnym jezyku,
                                  nawet takim, ktorego nie znam, jesli mi ktos napisze, jak obecnemu
                                  papiezowi, fonetyczna wymowe tego, co mam przeczytac z kartki. Aby
                                  cos wykladac ex cathedra wystarczy dobra pamiec i umiejetnosc
                                  plynnego czytania i mowienia. I w teorii to ostatnio wszystko jest
                                  mozliwe, np. temperatura ponizej zera bezwglednego, przekroczenie
                                  szybkosci swiatla, ktos nawet kiedys zademonstrowal tzw. cold fusion
                                  (czekamy teraz na cold fission), w teorii istnieja superstruny i
                                  supermebrany, i to w kilkunstu wymiarach przestrzennych, w teorii
                                  ustnieja gazy idealne, istniala idealna proznia, istnieja gospodarki
                                  bez inflacji i bezrobocia, w teorii mamy w Polsce demokracje. I co z
                                  tego? W teorii wszystko jest mozliwe, jesli sie przyjmie odpowiednie
                                  zalozenia. Tyle, ze klania sie tu tobie Ockham ze swoja brzytwa...
                                  • cs137 Re: Prosze Pana, 07.02.08, 22:32
                                    O ujemnej temperaturze bezwzglednej moze Pan sobie przeczytac w swojej ulubionej
                                    Wikipedii. Zadna teoria, tylko fakt i Pan wielokrotnhie w zyciu sie poslugiwal
                                    ukladem, ktory mozna uwazac za taki o ujemnej temperaturze bezwglednej. A co do
                                    tego, czy ja rozumim, co wykladam, czy nie, to Pan Szanowny nie jest w tej
                                    sprawie zadnym autorytetem i niech Pan laskawie
                                    • mrzorba Re: Prosze Pana, 07.02.08, 23:05
                                      Jak widac, bardzo sie przejmujesz tym co ja pisze. Ale przeciez nie
                                      musisz. Na Wikipedie powoluje sie zas tylko ze wzgledow
                                      dydaktycznych, a nie jako zrodlo 'prawdy objawionej'. I w swej
                                      wieloletniej karierze akademickiej (jako student i wykladowca)
                                      natknalem sie na setki wykldowcow, co nie rozumieli czego wykladaja.
                                      I sporo o tym zhawisku tez przeczytalem, wiec nie sa to tylko
                                      moje 'zwidy'.
                                      Oraz "in short" on absolute zero:
                                      This is the temperature at which atoms have stopped moving.
                                      Temperature is a function of the movement of atoms and molecules,
                                      and a higher speed means higher temperature. At absolute zero (0 K),
                                      there is no movement, so it is the coldest possible temperature.
                                      It's not possible to have less movement than no movement, therefore
                                      the temperature cannot go below zero kelvin.
                                      answers.yahoo.com/question/index?qid=20070828094425AAczri2
                                      However:
                                      In the Metric System the lowest temperature is the point at which
                                      there is no movement by electrons, measured as zero on the scale of
                                      Kelvin (273 degrees below zero on the scale of Celsius). The problem
                                      with Kelvin's absolute zero is that it has only one fixed point,
                                      which means that one needs another scale on which to measure things.
                                      Theoretically, temperatures can go below minus zero degrees Kelvin,
                                      if the electrons start spinning the other way, which makes one
                                      wonder what it is that Kelvin measures.
                                      The interesting thing about the scale of Kelvin is that it appears
                                      to describe temperature as the speed at which electrons move around
                                      an atom. If speed is a combination of distance and time, then
                                      measuring temperature really is measuring time and distance; thus,
                                      one needs to define both what distance and what time is.
                                      www.optionality.net/mag/jan94a.html
                                      • cs137 Szanowny Panie, 08.02.08, 02:32
                                        Może i Pan dużo był łaskaw czytać, ale jest dla mnie rzecza oczywistą, że nigdy
                                        nie był Pan łaskaw przerobić podstawowgo kursu ani termodynamiki, ani mechaniki
                                        statystycznej wyłozonego na współczesnym poziomie.

                                        Jaka jest definicja temperatury, którą Pan zna? Prosze przytoczyć.
                                        Dla ułatwienia podam, ze prawidłowa najbardziej podstawowa definicja temperatury
                                        to jest po prostu jedna pochodna cząstkowa, i nic więcej.
                                        Moge Panu podać szereg podręczników, w których Pan to znajdzie.

                                        Na przykład, polecam bardzo dobry podręcznik Kittela i Kroemera pt. "Thermal
                                        physics", gdzie o ujemnej temperaturze bezwzglednej jest na 460
                                        (angielskojezyczne wydanie, polskiego nie mam). Tu jest link do Amazona:

                                        www.amazon.com/Thermal-Physics-2nd-Charles-Kittel/dp/0716710889
                                        Jak Pan przeczyta, to mozemy dalej rozmawiać. Bo ja nie cierpie rozmawiac z
                                        kims, kto nie ma pojęcia, o czym mowi, a udaje nie wiadomo jakiego mędrka.

                                        Tu ma Pan jeszcze odnosnik do artykułu z Physical Review, w którym chyba po rza
                                        pierwszy zostało wprowadzone pojecie ujemnej temperatury absolutnej:

                                        N.F. Ramsey, "Thermodynamics and statistical mechanics at negative absolute
                                        temperature," Phys. Rev. 103, 20 (1956).

                                        Jak Pan jestes taki kozak, to Pan masz dostep do "Physical Review", prawda? I
                                        jak Pan chce na kogos nakrzyczeć, to prosze na tego Ramseya, a nie na mnie (z
                                        tym, ze on chyba już nieboszczyk, obawiam się).

                                        Ja zaraz sobie przeczytam ten artykuł Ramseya, bo mam łatwy dostęp do
                                        archiwalnych numerów Phys. Rev.
                                        • cs137 Re: Szanowny Panie abstrakt artykułu Ramseya 08.02.08, 02:41
                                          Nie wiem, czy to on na pewno pierwszy mówił o ujemnej temperaturze (trzeba by
                                          preczytac cały artykuł, a mnie sie już dzisiaj nie chce)
                                          ale na pewno to jest jedna z pierwszch prac na ten temat. Przy okazji, jak Pan
                                          to przeczyta, to sie Pan dowie, jak definiujemy temperaturę, bo definicja jest w
                                          abstrakcie przytoczona.

                                          Miłej lektury i niech Pan już przestanie strugac mędrka, co wszystkie rozumy
                                          pozjadał. Te dywagacje na temat zera absolutnego, które Pan podał, są na
                                          poziomie fizyki licealnej, lub stanu wiedzy sprzed ponad 100 lat.


                                          Thermodynamics and Statistical Mechanics at Negative Absolute Temperatures

                                          Norman F. Ramsey *
                                          Harvard University, Cambridge, Massachusetts, and Clarendon Laboratory,
                                          Oxford, England

                                          Received 26 March 1956

                                          The circumstances under which negative absolute temperatures can occur are
                                          discussed, and principles of thermodynamics and statistical mechanics at
                                          negative temperatures are developed. If the entropy of a thermodynamic system is
                                          not a monotonically increasing function of its internal energy, it possesses a
                                          negative temperature whenever (∂S / ∂U)X is negative. Negative temperatures are
                                          hotter than positive temperatures. When account is taken of the possibility of
                                          negative temperatures, various modifications of conventional thermodynamics
                                          statements are required. For example, heat can be extracted from a
                                          negative-temperature reservoir with no other effect than the performance of an
                                          equivalent amount of work. One of the standard formulations of the second law of
                                          thermodynamics must be altered to the following: It is impossible to construct
                                          an engine that will operate in a closed cycle and provide no effect other than
                                          (1) the extraction of heat from a positive-temperature reservoir with the
                                          performance of an equivalent amount of work or (2) the rejection of heat into a
                                          negative-temperature reservoir with the corresponding work being done on the
                                          engine. A thermodynamic system that is in internal thermodynamic equilibrium,
                                          that is otherwise essentially isolated, and that has an energetic upper limit to
                                          its allowed states can possess a negative temperature. The statistical mechanics
                                          of such a system are discussed and the results are applied to nuclear spin systems.

                                          ©1956 The American Physical Society
                                          • mrzorba Re: Szanowny Panie abstrakt artykułu Ramseya 08.02.08, 13:36
                                            Dziekuje za abstrakt. Czy zrozumial Pan to: "If the entropy of a
                                            thermodynamic system is not a monotonically increasing function of
                                            its internal energy". To znaczy, ze jesli zalozymy, ze NOT A, wtedy
                                            otrzymujemy B. Dam tu przyklad z mojej dzialki, czyli ekonomii:
                                            jesli zalozymy, ze place sa doskonale dostosowujace sie do popytu na
                                            sile robocza, wtedy nie mamy bezrobocia, przynajmniej bezrobocia
                                            cyklicznego. Ale przeciez wiemy, ze bezrobocie istnieje, i ze
                                            istnieje scisly zwiazek miedzy fazami cykli koniunkturalnych a
                                            wysokoscia stopy bezrobocia. Pytam sie wiec, co sie stanie, gdy
                                            zalozymy iz "the entropy of a thermodynamic system is INDEED a
                                            monotonically increasing function of its internal energy"? Ponadto
                                            mowa jest o "thermodynamic system that is in internal thermodynamic
                                            equilibrium, that is otherwise essentially isolated, and that has an
                                            energetic upper limit to its allowed states", ktory wtedy "can" (ale
                                            nie "must") "possess a negative temperature". Za duzo tu dla mnie
                                            zalozen, bardzo nierealistycznych (dynamiczny system praktycznie
                                            nigdy NIE jest w rownowadze i zaden realny system nie jest nigdy
                                            odizolowany od innych systemow". I mowa jest o gornym limicie, ale
                                            nie ma nic o jego poziomie, a ten poziom moze miec wielkie
                                            znaczenie. Innymy slowy, autor zaklada, ze ponizej absolutnego zera
                                            mamy sfere bardzo wysokich temperatur, ale to sa tylko spekulacje,
                                            bo na razie to nikomu sie nieudalo przekroczyc absolutnego zera,
                                            podobnie jak nikomu nie udalo sie przekroczyc szybkosci swiatla. To
                                            co Pan pisze, to wiec bardziej Science FICTION niz SCIENCE...
                                        • mrzorba Pochodne i dzielenie przez zero 08.02.08, 13:21
                                          Samo pojecie pochodnej jest mocno watpliwe, bowiem opiera sie na
                                          dzieleniu przez zero. Zauwazyl to od razu Berkeley, ktory ostro
                                          skrytykowal nowe wowczas pomysly Newtona i Leibniza, swoja droga
                                          rzeczywiscie wybitnych umyslow, ale przeciez nawet i Einstein
                                          popelnial bledy... Oczywiscie, aby ratowac pochodne, wprowadzono
                                          rozne protezy typu granic ('limesow'), ale to bylo wbrew zasadzie
                                          oszczednosci Ockhama (zaczeto mnozyc byty ponad potrzebe). Schowano
                                          to zero w mianowniku tylko pozornie poza granica (limes), jako iz
                                          aby obliczyc pochodna trzeba podzielic przez liczbe, ktora nie jest
                                          zerem tylko z nazwy! Zreszta to dzielenie przez zero, aby otrzymac
                                          pochodna, odbija sie dzis w fizyce pojwianiem sie prawie wszedzie
                                          nieskonczonosci (jako "odwrotnosci" zera). I znow mnozy sie byty
                                          ponad potrzebe, wprowadzajac tzw. renormalizacje, ktora poza madra
                                          nazwa nie ma nic wspolnego z nauka. Prosze mi wiec nie mowic o
                                          pochodnych, bo to mocno watpliwy wynalazek. Ponadto pochodne maja
                                          sens tylko wtedy, gdy funkcja jest ciagla. A niczego nie mierzymy
                                          ciagle - w momencie, gdy podajemy wartosc jakiegos parametu w
                                          konkretnych jednostkach to przestaje byc ona ciagla, wiec nie mozna
                                          liczyc dla niej pochodnej!
                                          • mrzorba Re: Pochodne i dzielenie przez zero 08.02.08, 13:50
                                            PS: Pochodne sprawdzaja sie w regionie umiarkowanych wartosci, np.
                                            przy szybkosciach znacznie mniejszych od c. Ale podobnie sprawdzaja
                                            sie tzw. wzory empiryczne (t.j. wyprowadzone z obserwacji, ale bez
                                            zrozumienia istoty obserwowanych zjawisk). Ale kiedy mamy do
                                            czynienia np. z b. malymi masami, to nam zaczyna wychodzic, np.
                                            nieskonczona masa elektronu, co jest oczywiscie bzdura. Wbrew
                                            pozorom, fizyka ma spore klopoty z niezgodnoscia teorii z
                                            obserwacja, a spora wine ponosi za to stosowanie pochodnych tam,
                                            gdzie nie powinny byc one stosowane... A to z kolei wynik edukacji
                                            nowych pokolen fizykow przez pokolenia stare, wychowane na
                                            religijnym niemal szacunku dla analizy matematycznej (konkretnie
                                            differential calculus), czyli do pochodnych, na ktorych ow calculus
                                            jest przeciez oparty... Niestety, fizycy nie sa w stanie odrzucic
                                            tego rachunku. Maja mentalne blokady mozgu, i stad fizyka od tylu
                                            juz lat sie praktycznie nie posuwa do przodu. Miejsce geniuszy typu
                                            Einsteina, Bohra, Schroedingera, Heisenberga czy Pauliego zajeli
                                            dzis wyrobnicy, glownie z US of A, czesto adminstratorzy wielkich
                                            zespolow, ktore pracuja jak w powiesci Swifta (szukaja rozwiazan
                                            metoda juz nawet nie tyle prob i bledow, co na zasadzie zupelnego
                                            przypadku).
                                          • winoman Re: Pochodne i dzielenie przez zero 08.02.08, 13:51
                                            No tak, właściwie przestaje mnie dziwić, że można dziś wychwalać gospodarkę PRL. Oczywiście trzeba w tym celu zatrzymać się w rozwoju na etapie biskupa Berkeleya.

                                            I jeszcze w sprawie pochodnych. Pewnie to pana zdziwi, ale nawet funkcja nie ciągła w żadnym punkcie może być różniczkowalna, oczywiście nie w sensie rachunku różniczkowego Newtona, Leibniza i Weierstrassa.

                                            • mrzorba Re: Pochodne i dzielenie przez zero 09.02.08, 12:55
                                              1. Gospodarka PRL wcale tak zle nie wyglada w porownaniu z
                                              dzisiejsza, chorujaca na przewlekle bezrobocie i deficty budzetu
                                              oraz wymiany z zagranica...
                                              2. W matematyce wszystko jest mozliwe. To tylko kwestia zalozen. Ale
                                              ja mowie o matematyce opisujacej realny, a nie wyimaginowany
                                              wszechswiat...
                                              • winoman Re: Pochodne i dzielenie przez zero 09.02.08, 13:21
                                                mrzorba napisała:

                                                > 1. Gospodarka PRL wcale tak zle nie wyglada w porownaniu z
                                                > dzisiejsza, chorujaca na przewlekle bezrobocie i deficty budzetu
                                                > oraz wymiany z zagranica...

                                                Za to za Gierka była nadwyżka w handlu zagranicznym, rolnicy cierpieli na nadmiar sznurka do snopowiązałek, samochód Syrena podbijał świat, po mięso stało się w kolejkach od 5 rano dla zdrowia (świeże powietrze!), a przejściowe braki papieru toaletowego były spowodowane knowaniami imperialistów.

                                                > 2. W matematyce wszystko jest mozliwe. To tylko kwestia zalozen. Ale
                                                > ja mowie o matematyce opisujacej realny, a nie wyimaginowany
                                                > wszechswiat...

                                                Teorię dystrybucji, w której można różniczkować funkcje nieciągłe, jako pierwszy stworzył fizyk (Dirac), renormalizację też wymyślili fizycy, właśnie po to, by móc lepiej opisywać świat. A stwierdzenie, że matematyka nie opisuje świata realnego, a wyimaginowany świadczy tylko o nieznajomości matematyki lub świata, a najpewniej i jednego i drugiego.

                                                • mrzorba Re: Pochodne i dzielenie przez zero 09.02.08, 14:19
                                                  1. Za Gierka rozpoczal sie na calym swiecie kryzys spowodowany
                                                  agresja Izraela na swych aranbskich sasiadow, co dalo w wyniku
                                                  kryzysy naftowe (pierwszy juz w roku 1973). Wtedy tez zaczal sie
                                                  koniec USA jako swiatowego hegemona (sromotnie przegrana wojna w
                                                  Wietnamie, ktora zostawila po sobie kac moralny i obrzymie dlugi i
                                                  inflacje oraz koniec wymienialnosci USD na zloto). Mimo to w Polsce
                                                  nie bylo wtedy bezrobocia, panstwo inwestowalo w nauke, oswiate i
                                                  budownictwo mieszkaniowe dostepne dla ludzi pracy. Nie bylo raju,
                                                  ale nie bylo tez gorzej niz dzis. Gdyby nie Gierek, to nie byloby
                                                  dzis w Posce ani Gierkostrady, ani Wislostrady, ani Trasy
                                                  Lazienowskiej czy Centralnej Magistrali Kolejowej i nie byloby czego
                                                  prywatyzowac...
                                                  2.W teorii mozna rozniczkowac kazda funkcje, pytanie tylko, jaki ma
                                                  to sens fizyczny? Renormalizacja to zas zwyczajne oszustwo. Gdyby ja
                                                  zastosowac np. w finansach to spowodowala by tylko gigantyczna
                                                  inflacje (nie mylic z hipotetyczna infalcja "big bangowa").
                                                  3. Czytaj dokladnie: napisalem, ze matematyka more ROWNIE DOBRZE
                                                  opisywac realny swiat fizyczny jak tez i swiaty wyimaginowane, w
                                                  ktorych nieciagle funkcje maja pochodne w KAZDYM MIEJSCU, a
                                                  temperatury ponizej 0 stopni K sa jak najbardziej realne...
                                                  • winoman Re: Pochodne i dzielenie przez zero 09.02.08, 21:15
                                                    Skończmy już może o Gierku, tak się składa, że ja dobrze pamiętam te czasy i
                                                    proszę mi tu nie wciskać kitu, że wtedy nie było gorzej, niż dziś.


                                                    > 3. Czytaj dokladnie: napisalem, ze matematyka more ROWNIE DOBRZE
                                                    > opisywac realny swiat fizyczny jak tez i swiaty wyimaginowane, w
                                                    > ktorych nieciagle funkcje maja pochodne w KAZDYM MIEJSCU,

                                                    Dirac stworzył elektrodynamikę kwantową, tworząc przy okazji teorię dystrybucji,
                                                    w której takie różniczkowanie jest możliwe. Feynman, wraz ze Schwingerem i
                                                    Tomonagą rozwinęli teorię Diraca w taki sposób, że do dziś dzień jest to teoria
                                                    fizyczna najbardziej zgodna z eksperymentami (nie pamiętam teraz liczb, ale
                                                    zgodność jest rzędu 10^(-11)), a zgodność osiągnęli między innemu dzięki
                                                    renormalizacji
                                                  • mrzorba Re: Pochodne i dzielenie przez zero 09.02.08, 21:20
                                                    Naciagneli teorie do faktow, czy fakty do teorii?
                                                  • winoman Re: Pochodne i dzielenie przez zero 09.02.08, 21:30
                                                    Rozumiem, że ma Pan w zanadrzu inny, prawdziwy opis świata. Czekam niecierpliwie.
                                                  • mrzorba Re: Pochodne i dzielenie przez zero 09.02.08, 21:42
                                                    Nie mam takowego, ale to nie znaczy, ze nie moge demaskowac
                                                    pseudoanuki i pseudouczonych...
                                                  • winoman Re: Pochodne i dzielenie przez zero (cd) 09.02.08, 21:28
                                                    Notka za szybko poszła w świat, więc kontynuuję tutaj.

                                                    Tylko ktoś mający bardzo mgliste pojęcie o współczesnej matematyce może
                                                    twierdzić, że opisuje ona świat wyimaginowany, a nie rzeczywisty. Równie dobrze
                                                    czytelnik "Bajek robotów" Lema mógłby twierdzić, że poloniści to zakute łby, a
                                                    język polski nie opisuje świata rzeczywistego. To nie matematyka opisuje świat.
                                                    Matematyka jest językiem, przy pomocy którego świat opisują fizycy. Oczywiste
                                                    jest, że często im się to nie udaje, ale idzie im coraz lepiej, a matematycy
                                                    coraz bardziej doskonalą możliwości tego języka.
                                                  • mrzorba Re: Pochodne i dzielenie przez zero (cd) 09.02.08, 21:51
                                                    Mowisz tylko o tej malej czesci matematyki, ktora opisuje swiat
                                                    realny. A poniewaz matematyka to jezyk nauk scislych ("hard"
                                                    science), to jak kazdy jezyk moze opisywac swiat realny (fizyczny) i
                                                    wyimaginowany, jak to pokazuje mistrzowskie uzycie przez Lema jezyka
                                                    polskiego do opisu calkowicie nierealnego, wyimaginowanego swiata
                                                    sredniowiecznych robotow parowych i "nakrecanych kluczykiem", ktory
                                                    to swiat jest jdnak wewnetrznie niesprzeczny (wystarczy tylko
                                                    zalozyc, ze moga byc inteligentne roboty na pare wodna i na
                                                    sprzezyne - a jak, to juz sprawa drugorzedna, szczegoly
                                                    wykonania)... A takie zalozenie nie jest wcale bardziej smieszne niz
                                                    zalozenia ekonomistow o gospodarce rynkowej znajdujcej sie w stanie
                                                    rownowagi i bez bezrobocia, czy tez fizykow, np. ze istnieja idealne
                                                    gazy czy tez temperatury nizsze niz O stopni Lorda Kelvina...
                                                    Pozdr. :)
                                                    Pozdr. :)
                                          • cs137 Re: Wielce Szanowny Panie, 08.02.08, 18:03
                                            Musi Pan dotrzec do uczonych mędrców i otworzyć im oczy na przykry fakt, że od
                                            dobrych 300 lat błądzą w swoich rozważaniach.

                                            Ale ja jestem malutkim skromniutkim pionkiem w całej tej ogromnej maszynerii,
                                            którą jest dzisiejsza nauka, więc indoktrynowanie mnie w tych kwestiach nie ma
                                            wielkiego sensu. Ładnie z Pana strony, ze Pan poswięca czas na dokształcanie
                                            mnie
                                            • cs137 Re: PS: Aha, zapomniałem dodać... 08.02.08, 18:15
                                              ...że układów fizycznych, w których entropia jest niemonotoniczną funkcją
                                              energii, znamy dziś na pęczki. Jak Ramsey pisał swój artykuł, to moze stanowiły
                                              one jeszcze egzotykę
                                            • cs137 Re: PS: Aha, zapomniałem dodać... 08.02.08, 19:37
                                              ...że układów fizycznych, w których entropia jest niemonotoniczną funkcją
                                              energii, znamy dziś na pęczki. Jak Ramsey pisał swój artykuł, to moze stanowiły
                                              one jeszcze egzotykę
                                              • mrzorba Re: PS: Aha, zapomniałem dodać... 09.02.08, 12:59
                                                Co z tego, ze jakis uklad sie nazwie "takim, w których entropia jest
                                                niemonotoniczną funkcją energii"? I czy z tego wyniknie, ze
                                                prawdopodobnie nawet w większosci wiejskich domów w Polsce znajdzie
                                                sie temperatury nizsze niz zero absolutne?
                                            • mrzorba Re: Wielce Szanowny Panie, 09.02.08, 12:56
                                              Jak widac, z braku argumentow ad rem, przechodzimy, do jakze
                                              naukowych, argumentow ad personam...
                                              • cs137 Re: Wielce Szanowny Panie, 09.02.08, 19:49
                                                To Szanowny Pan był łaskaw zacząc zabawe w argumanty "ad personam", robiąc
                                                przejrzyste aluzje do tego, że wykładam przedmioty, o których nie mam pojęcia.

                                                Ujemne temperatury bezwzgledne są jak nabardziej uznanym pojeciem w fizyce i ja
                                                podałem Panu odnosniki zarówno do artykułow, jak i do
                                                znanych podręczników akademickich, gdzie ten temat jest przedstawiany. Na
                                                zyczenie mogę podac tytuły do kilku następnych podręczników. Równmiez o ujemnych
                                                temperaturach bezwzglednych mozna przeczytac w Wikipedii (która wszakże nie jest
                                                zawsze bardzo wiarygodnym źródlem, bo każdy moze napisać hasło do Wikipedii bez
                                                potrzeby przedstawiania komukolwiek jakichkolwiek certyfikatów).

                                                Ja tylko mówię, że niech Pan Szanowny na mnie nie krzyczy, bo nie ja te rzeczy
                                                wymyśliłem
                                                • mrzorba Re: Wielce Szanowny Panie, 09.02.08, 20:06
                                                  1. Szanowny Pan niejako laskawie raczyl sprowokowac cala te
                                                  wymiane "grzecznosci" poprzez ton swych wypowiedzi.
                                                  2. To, ze "cos" jest w podrecznikach lub zostalo napisane przez
                                                  jakis ogolnie uznany autorytet nie jest zadnym dowodem na to, ze
                                                  to "cos" ma sens. Odwoluje sie Pan tu tzw. argumentacji typu "Appeal
                                                  to Authority", co jest Fallacy (sofizmatem, czyli niejako falszem).
                                                  Przepraszam, ze pisze tu czesciowo oo angielsku, ale polskie terminy
                                                  sa tu, moim skromnym zdaniem, zbyt malo precyzyjne...
                                                  www.nizkor.org/features/fallacies/appeal-to-authority.html
                                                  An Appeal to Authority is a fallacy with the following form:
                                                  Person A is (claimed to be) an authority on subject S.
                                                  Person A makes claim C about subject S.
                                                  Therefore, C is true.
                                                  This fallacy is committed when the person in question is not a
                                                  legitimate authority on the subject. More formally, if person A is
                                                  not qualified to make reliable claims in subject S, then the
                                                  argument will be fallacious.
                                                  This sort of reasoning is fallacious when the person in question is
                                                  not an expert. In such cases the reasoning is flawed because the
                                                  fact that an unqualified person makes a claim does not provide any
                                                  justification for the claim. The claim could be true, but the fact
                                                  that an unqualified person made the claim does not provide any
                                                  rational reason to accept the claim as true.
                                                  When a person falls prey to this fallacy, they are accepting a claim
                                                  as true without there being adequate evidence to do so. More
                                                  specifically, the person is accepting the claim because they
                                                  erroneously believe that the person making the claim is a legitimate
                                                  expert and hence that the claim is reasonable to accept. Since
                                                  people have a tendency to believe authorities (and there are, in
                                                  fact, good reasons to accept some claims made by authorities) this
                                                  fallacy is a fairly common one.
                                                  • cs137 Re: Sir, 09.02.08, 22:19
                                                    If you wish, we can switch to English. Actually, when discussing
                                                    statistical-mechanical topics, I feel much more comfortable speaking English
                                                    than Polish. I speak Polish only at home and when chatting on Forum, but English
                                                    is the language spoken at my workplace
                                                  • mrzorba Re: Sir 09.02.08, 23:19
                                                    1. To jest jednak POLSKIE forum. Angielskiego uzywajmy wiec
                                                    oszczednie...
                                                    2. To sa zupelne brednie, o jakichs tam wyimaginowanych ukladach,
                                                    skaldajacych sie z elementow, ktore moga byc tylko w 2 stanach
                                                    energetycznych. I co bedzie, jesli E1=E2 lub E1~=E2? I jakim cudem
                                                    ten uklad osiaga absolutne zero?
                                                    3. Jakos w moich licznych laserach nie zauwazylem, aby osiagaly one
                                                    temperatury ponizej 0 stopni K. Zachowuja sie one na ogol bardzo
                                                    przewidywalnie...
                                                  • picard2 Pseudo uczeni tak okreslaja swiat 09.02.08, 22:42
                                                    fizyki w dniu dzisiejszy:
                                                    -świat mikroskopiczny lub dostępny dla pomiarów , inaczej świat fizyki inżyniera.
                                                    -świat matematyki jest abstrakcja która obejmuje obszaru zbiorów
                                                    nieskończenie gęstych to znaczy świat gdzie miedzy a i b (a<b) wielkości
                                                    nieskończenie bliskich istnieje c większe jak a i mniejsze
                                                    jak b. ;w tym świecie określa się funkcje ciągle i różniczkowalne;
                                                    tutaj można określić funkcje f(x) dla której w pewnych przedzialach
                                                    istnieje granica:
                                                    f'(x) = lim f(x+dx)-f(x)/dx dla której dx --> 0.
                                                    jeśli w tym wypadku zamiast f(x) przyjmujemy wartość
                                                    fizyczna l(t) funkcji czasu t otrzymujemy świat fizyczny wartości
                                                    abstrakcyjnych gdzie czas dąży do wielkości tak malej ze nie można go zmierzyć.
                                                    -Swiat mikroskopiczny to swiat wielkosci malych :masa elektronu (
                                                    10E-27 gramów ładunek elementarny 1,6*10E-19 C...itd.Głównym charakterem świata
                                                    mikroskopicznego jest nieciągłość i nieokreśloność.

                                                    Bardzo przepraszam Newtona ,Lagrangea ,Maxwella ,Boltzmana ,Hertza
                                                    i innych pseudo nakowcow od których pożyczyłem powyższe rozumowania
                                                  • picard2 Re: Pseudo uczeni tak okreslaja swiat Errata 09.02.08, 22:46
                                                    zamiast świat mikroskopiczny w pierwszym zdaniu należy czytać świat
                                                    mikroskopiczny.
                                                  • picard2 Re: Pseudo uczeni tak okreslaja swiat Errata+ 09.02.08, 23:01
                                                    zamiast świat mikroskopiczny w pierwszym zdaniu należy czytać świat
                                                    > MAKROSKOPICZNY.
                                                  • cs137 Re: O, Jezu, można zwariować... 09.02.08, 23:07
                                                    Ja w tym trymestrze ucze kursu, który sie nazywa "Introduction to computational
                                                    physics". Początek to głownie zaznajomienie studentów z "Maple" (drugi bardzo
                                                    podobny znany program to "Mathematica"). Wczoraj zrobiłem im kolokwium i dziś
                                                    mam 20 prac do sprawdzenia i okropnie mi sie nie chce do tego brać, więc dlatego
                                                    wykłocam sie z Mr. Zorbą. Ale chyba juz musze sie wziac do tej roboty.

                                                    Ja za "Maple" nie przepadam, zresztą, jak mam sobie cos policzyć, to wole sobie
                                                    sam napisac programik w C. Druga częśc kursu to zanzajomienie dzieci z Java, to
                                                    mi znacznie bardziej podchodzi.
                                                    Java bardzo niewiele rózni sie od C++.

                                                    Mnóstwo ludzi tez używawa Matlab, a je musze ze wstydem przyznać, ze go
                                                    kompletnie nie znam.

                                                    Chris, list, który Ci napisałem, wyszukam i posle Ci go na adres
                                                    picar2@gazeta.pl, to za jakis czas zajrzyj, prosze.
                                                  • mrzorba Re: O, Jezu, można zwariować... 09.02.08, 23:26
                                                    Kiedys programowalem bylem w C (i +). Dla mnie ten jezyk i jego
                                                    pochodne to wytwor chorego mozgu szalonego matematyka. Komplikuje
                                                    sie w nim ponad koniecznosc nawet najprostsze operacje typu
                                                    dodawania... Dac Ockhama aby zrobil porzadek z C i jego
                                                    pochodnymi...
                                                    I nie patronizuj studentow. Wielu z nich przerasta cie o glowe
                                                    wiedza i inteligencja, nie maja tylko jeszcze twoich koneksji...
                                                  • cs137 Re: Gdzie ja patronizuję 10.02.08, 00:49
                                                    mrzorba napisała:

                                                    > Kiedys programowalem bylem w C (i +).

                                                    Nie Pan jeden, prosze Pana. Całe miliony.

                                                    Dla mnie ten jezyk i jego
                                                    > pochodne to wytwor chorego mozgu szalonego matematyka. Komplikuje
                                                    > sie w nim ponad koniecznosc nawet najprostsze operacje typu
                                                    > dodawania...

                                                    To programuj Pan w asemblerze, i bedziesz Pan miał spokój.

                                                    Dac Ockhama aby zrobil porzadek z C i jego
                                                    > pochodnymi...


                                                    > I nie patronizuj studentow. Wielu z nich przerasta cie o glowe
                                                    > wiedza i inteligencja,

                                                    Jeszcze jeden z tych, którzy potrafia przez kabel internetowy zajrzeć
                                                    człowiekowi do rozporka i stwierdzić, ze sie ma ptaszka obrzezanego.
                                                    Skad Pan moze wiedzieć, skoro Pan żadfnego z moich studentów na oczy nie widział?...
                                                  • dalatata Re: Gdzie ja patronizuję 10.02.08, 00:54
                                                    tak dla porzadku: zamiast staropolskiego slowa 'patronizowac' mozna
                                                    tez uzyc nowinki: jestem protekcjonalny, traktuje protekcjonalnie
                                                    itp.
                                                  • mrzorba Re: Gdzie ja patronizuję 10.02.08, 12:56
                                                    1. Wiem, ze sporo, ale nie sadze ze az miliony...
                                                    2. Assembler to jezyk dla maszyny, a nie dla czlowieka.
                                                    3. Ze sposobu, o ktorym Acan o studentach piszesz...
                                                  • picard2 Re: O, Jezu, można zwariować... 09.02.08, 23:34
                                                    cs137 napisał:

                                                    > Mnóstwo ludzi tez używawa Matlab, a je musze ze wstydem przyznać, ze go
                                                    kompletnie nie znam.

                                                    Od czasu jak ożywam Matlab (od 1990 chyba) stałem się analfabeta
                                                    w Informatyce.To co mi potrzeba znajduje się w tym "języku".
                                                    Ale ostatnio zauważyłem ze zgroza ze roboty są programowane w
                                                    Basic albo w Turbo-Pascalu.Moze za parę lat dojdą jeszcze niżej.

                                                    Mały przykład miałem wykładowce prof Darieusa (tego od turbiny Darieusa) który
                                                    słynął z metod wykreślnych obliczania pól
                                                    magnetycznych,dzięki niemu obliczono w 1930 dynamikę turbin Kaplana.
                                                    On zwalczał numeryczne metody liczenia twierdząc ze lepiej posiadać
                                                    suwak z duża głową niż computer z małą głową.Według niego inżynier
                                                    który używa komputery ulepsza maszynę 931 ale nigdy nie zbuduje 932.
                                                    Moze to nie zupełna głupota.
                                                    >
                                                    > Chris, list, który Ci napisałem, wyszukam i pośle Ci go na adres
                                                    > picar2@gazeta.pl, to za jakiś czas zajrzyj, proszę.

                                                    Dzieki.
                                                  • mrzorba Re: Pseudo uczeni tak okreslaja swiat 09.02.08, 23:21
                                                    Swiat niedostepny do pomiarow nie moze byc zbadany ani opisany. To
                                                    chyba logiczne. Mylisz nauke z filozofia, teologia i matematyka...
                                                  • picard2 Re: Pseudo uczeni tak okreslaja swiat 09.02.08, 23:48
                                                    Swiat niedostepny do pomiarow nie moze byc zbadany ani opisany. To
                                                    > chyba logiczne. Mylisz nauke z filozofia, teologia i matematyka...

                                                    Czasami mylę Ciebie z pełnosprawnym umysłowo osobnikiem.Ale ciągle
                                                    myślę ze jesteś dowcipnisiem.
                                                    Podział świata fizycznego na 3 części które opisałem był początkowo
                                                    podany przez Hertza i Boltzmanna oczywiście im się wszystko pokićkało w głowie.
                                                    Napisz na twoje definicje fizyki małą notatkę to chętnie ja przedstawię w
                                                    Akademii Nauk mojego kraju.
                                                  • mrzorba Re: Pseudo uczeni tak okreslaja swiat 10.02.08, 00:35
                                                    To chyba proste. Nauka zajmuje sie fenomenami obserwowalnymi i
                                                    mierzalnymi (chocby tylko szacunkowo), zas filozfia i teologia
                                                    bytami nieobserwowaalnymi i niemierzalnymi...
                                                  • dalatata Re: Pseudo uczeni tak okreslaja swiat 10.02.08, 00:39
                                                    jesli idzie o filozofie, to jest jedna z tych wypowiedzi, ktora pana
                                                    tylko kwalifikuje na Cesarza Nauk Wszelakich.

                                                    mrzorba napisała:

                                                    > To chyba proste. Nauka zajmuje sie fenomenami obserwowalnymi i
                                                    > mierzalnymi (chocby tylko szacunkowo), zas filozfia i teologia
                                                    > bytami nieobserwowaalnymi i niemierzalnymi...
                                          • winoman Re: Pochodne i dzielenie przez zero 09.02.08, 21:56
                                            mrzorba napisała:

                                            > Samo pojecie pochodnej jest mocno watpliwe, bowiem opiera sie na
                                            > dzieleniu przez zero.

                                            Do tej pory tego akurat stwierdzenia nie komentowałem, ale jednak nie mogę się powstrzymać. Takie bowiem stwierdzenie całkowicie dyskwalifikuje pod względem matematycznym osobę je wypowiadającą. Nie lepiej przyznać się po prostu do kompletnego niezrozumienia pojęcia pochodnej? Mogę tu polecić kapitalną książeczkę, na której podstaw analizy matematycznej uczyło się kilka pokoleń studentów:
                                            tinyurl.com/2uxphy

                                            • cs137 Re: Winoman: 09.02.08, 22:54
                                              Kliknij tutaj, prosze:

                                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50308&w=75504106
                                              • mrzorba Re: Winoman: 09.02.08, 23:28
                                                Thanks, but no, thank you very much...
                                                • cs137 Re: Wiadomośc była tylko dla Winomana 10.02.08, 00:33
                                                  mrzorba napisała:

                                                  > Thanks, but no, thank you very much...

                                                  Nie ma co dziękować, tam wstep jest tylko za zaproszeniami.
                                                  • mrzorba Re: Wiadomośc była tylko dla Winomana 10.02.08, 00:36
                                                    Nie wstepuje do kolek wzjemnej adoracji oraz kol adoracji
                                                    Przenajswietszego Sakramentu... ;)
                                            • mrzorba Re: Pochodne i dzielenie przez zero 09.02.08, 23:27
                                              Postaraj sie przede wszystkim zrozumiec elementarna algebre, a
                                              pozniej definicje pochodnej...
                                              • winoman Re: Pochodne i dzielenie przez zero 09.02.08, 23:54
                                                mrzorba napisała:

                                                > Postaraj sie przede wszystkim zrozumiec elementarna algebre, a
                                                > pozniej definicje pochodnej...

                                                Moje zrozumienie algebry, nie tylko elementarnej, było wielokrotnie sprawdzane
                                                na bardzo różnych poziomach i jakoś nikt nie miał żadnych w tej sprawie
                                                wątpliwości.
                                                • dalatata Nic nie rozumiem! 10.02.08, 00:07
                                                  Panowie, czy nie prosciej powiedziec ze Mr ZOrba ma racje. a jak nie
                                                  ma, to patrzec na punkt pierwszy. obseruje te dyskusje z pewnym
                                                  rozbawieniem, choc najsmieszniej bylo, jak sie okazywalo, ze czasy
                                                  Gierka to byla Shangri-la. zaczynam marzyc o powrocie Syreny.

                                                  Proponuje uznac Kagana Cesarzem Nauk Wszelakich.
                                                  • cs137 Re: FSO Syrena! Mój pierwszy w życiu samochód.... 10.02.08, 00:40
                                                    Model 104. Jesli to w ogóle mozna nazwać było samochodem. Ale co sie mechaniki
                                                    napraktykowałem, to moje! Ponadto, do dzis umiem zmieniac biegi techniką
                                                    "podwojnego wysprzeglania z przegazówka". Co prawda, nie za bardzo mam jak
                                                    popisywac się tą umiejętnościa... W motocyklu nie można.
                                                  • mrzorba Re: FSO Syrena! Mój pierwszy w życiu samochód.... 10.02.08, 00:47
                                                    Moj tez. W Syrence 104 biegi byly jednak synchronizowane. To w
                                                    Warszawie tak sie schodzilo do jedynki...
                                                    I Syrenka zwiedzilem caly PRL i na dodatek tez i cale NRD... Na
                                                    autostradach przekraczalem lekko 120km/h i "kosilem" Maluchy i
                                                    Trabanty... I radze zrezygnowac z motocykla. Im szybszy, tym
                                                    szybciej zajedziesz nim "do nieba"... Jak widzis, dobrze ci zycze!
                                                  • dalatata Re: FSO Syrena! Mój pierwszy w życiu samochód.... 10.02.08, 00:52
                                                    Syrenka 120 km/h to chyba z turbodoladowaniem i z gorki. a wszystko
                                                    jak sie przysnilo. Mr Zorba, sa granice gadania pie..w!! i teraz
                                                    przekroczyl ja pan i to w sposob nie do zaakceptowania.

                                                    mrzorba napisała:

                                                    > Moj tez. W Syrence 104 biegi byly jednak synchronizowane. To w
                                                    > Warszawie tak sie schodzilo do jedynki...
                                                    > I Syrenka zwiedzilem caly PRL i na dodatek tez i cale NRD... Na
                                                    > autostradach przekraczalem lekko 120km/h i "kosilem" Maluchy i
                                                    > Trabanty... I radze zrezygnowac z motocykla. Im szybszy, tym
                                                    > szybciej zajedziesz nim "do nieba"... Jak widzis, dobrze ci zycze!
                                                  • mrzorba Re: FSO Syrena! Mój pierwszy w życiu samochód.... 10.02.08, 12:15
                                                    Dobrze dotarta Syrena 104 (40KM, 0.85 l) latwo osiagala 120km/h na
                                                    autostradzie czy nawet na Gierkowce.
                                                    www.wsinf.edu.pl/~fillipo/dane.htm
                                                    Prędkość maksymalna (Syrena 104)
                                                    Z pełnym obciążeniem 120 km/h
                                                    Prędkość maksymalna trwała 115 km/h
                                                    Prędkość ekonomiczna 60 - 80 km/h
                                                  • cs137 Re: Synchronizatory czesto wysiadały 10.02.08, 00:56
                                                    mrzorba napisała:

                                                    > Moj tez. W Syrence 104 biegi byly jednak synchronizowane. To w
                                                    > Warszawie tak sie schodzilo do jedynki...

                                                    W mojej synchronizator dwójki sie zepsuł po roku. Redukcja 3->2 była bardzo
                                                    czesto potrzebana w miescie.

                                                    Dopiero po czterech latach, gdy w skrzyni poszło ważne łozysko, fachowcy
                                                    rozebrali mi ja na czesci i przy tej okazji stwierdzili, że pierścień
                                                    synchonizatora II biegu, taki element z brązu, po prostu pękł i to bardzo dawno,
                                                    bo metal w szczelinie zdrowo zdażył szczernieć.

                                                    > I Syrenka zwiedzilem caly PRL i na dodatek tez i cale NRD... Na
                                                    > autostradach przekraczalem lekko 120km/h i "kosilem" Maluchy i
                                                    > Trabanty... I radze zrezygnowac z motocykla.

                                                    A ja Panu z Forum.
                                                  • mrzorba Re: Synchronizatory czesto wysiadały 10.02.08, 12:23
                                                    Pewnie nie uczyles sie jezdzic na Warszawie, ktora nie miala
                                                    synhronizacji pierwszego biegu i dzwignie zmiany biegow w
                                                    stylu "ameryklanskim", czyli obok kierownicy (zamiast znacznie
                                                    prostszego i dokladniejszego oraz trwalszego
                                                    systemu "europejskiego", czyli z dzwignia w podlodze). Skrzynie
                                                    biegow Syrena miala b. dobra. Problem byl ze sprzeglem - oryginalne
                                                    tarcze po kilku latach pekaly w modelu 104 (wieksza moc silnika i
                                                    wiekszy przenoszony moment obrotowy), i trudno bylo dostac dobrej
                                                    jakosci tarcze (te regenerowane przez prywaciarzy wytrzymywaly gora
                                                    kilka miesiecy). Oprocz tego problem byl z linka sprzegla, ale tu
                                                    wymyslono linki ze smarowaniem, ktore wytrzymywaly dluzej. Zreszta
                                                    zmiana linki to bylo nic, ale do zmiany tarczy sprzegla trzeba bylo
                                                    rozbierac praktycznie caly przod samochodu...
                                                    I z forum nie zrezygnuje, bo lubie na nim demaskowac pseudonauke i
                                                    pseudouczonych, ktorzy twierdza tu np. ze Syrena 104 nie osiagala
                                                    nigdy 120km/h: www.wsinf.edu.pl/~fillipo/dane.htm
                                                  • dalatata Wielki Demaskator Kagan 10.02.08, 14:14
                                                    nie sadzilem ze wypowiadam sie o predkosci maksymalnej Syreny jako
                                                    uczony.i ze idzie tu o nauke lub pseudo nauke.ale jesli ulzy Panu
                                                    mysle ze mnie pan zdemaskowal, knock yourself out.

                                                    ja nie mam waptliwosci ze Pana auto bylo najlepiej dotarte ze
                                                    wszystkich dotartych aut. jednak przed chwila podal Pan ze predkosc
                                                    maks. trwala Syreny to 115 km/h, a Pan twierdzil, ze Pan jezdzil 120
                                                    bez problemu. cos tu nie gra.

                                                    co wiecej, ja za dlugo zyje, zeby wierzyc we wszystko co FSO pisalo
                                                    o swoich autach.

                                                    a tak w ogole, get a life man. i wyluzuj sie misiu.
                                                  • mrzorba Re: Wielki Demaskator Kagan 10.02.08, 16:44
                                                    Widze, ze sie bedziesz wyklocac o 5 km/h. Syrenki mialy spory
                                                    rozrzut jakosci, wiekszy niz amochody produkowane dzis. Stad moja
                                                    nie miala trudnosci w utrzymywaniu 120km/h, a twoja mogla ledwo
                                                    wyciagac 115km/h. I to ty sie wyluzuj... Nie czepiaj sie slowek.
                                                    Napisalem, ze bez trudu jezdzilem nia 120km/h, ale nie napisalem,
                                                    jak dlugo...
                                                  • dalatata Re: Wielki Demaskator Kagan 10.02.08, 18:26
                                                    jesli ktos mowi na poziomie pewnosci takim jak pan, wystawia sie na
                                                    wszlekie krytyki. Wielki Demaskator musi byc poza podejrzeniem.

                                                    nie wiem, jak mozna bez trudu jedzic 120, jelsi wiecej nie mozna
                                                    pojechac. sila rzeczy nie jest to bez trudu. a zatem chrzanisz pan,
                                                    panie Zorba. nie pierwszy i nie ostatni raz.
                                                  • mrzorba Re: Wielki Demaskator Kagan? 11.02.08, 10:13
                                                    Nie rozumiesz, ze te 120km to SREDNI limit predkosci. Stad zawsze
                                                    byly Syrenki, ktore prekraczaly ow limit jak i takie, ktore go nie
                                                    potrafily osiagnac. To sie potocznie naywa rozrzut statystyczny i
                                                    jest znane kazdemu, kto pracowal w fabryce i mial do czynienia z
                                                    kontrola jakosci...
                                                  • dalatata Re: Wielki Demaskator Kagan? 11.02.08, 16:09
                                                    aaaaa. to w fabryce samochodow tez pan pracowal.
                                                    chyba napisze artykul o lingwistycznych cechach pojscia w zaparte.

                                                    i z cala pewnoscia Pan wlasnie byl w posiadaniu tej syrenki (byc
                                                    moze nawet kilku), ktora 120 robila lekko i to na trojce. bo jak pan
                                                    wlaczyl czworke, to porszaki wymiekaly.

                                                    Nie sadzilem ze kiedys uslysze jakiekolwiek dobre zdanie o syrence,
                                                    jednak zycie z reguly prerasta kabaret.
                                                  • mrzorba Re: Wielki Demaskator Kagan? 11.02.08, 16:19
                                                    Tak. W adminstracji FSO jak tam skladali Syrenki, praktycznie
                                                    recznie, stad ten spory rozrzut w ich jakosci...
                                                    I jak pisalem, Syrenka byla szybsza tylko od Maluchow i Trabantow. A
                                                    jakbys poczytal pisma motoryzacyjne, to bys sie wielu ciekawych
                                                    rzeczy o Syrenkach dowiedzial.
                                                    www.fsomoto.xip.pl/
                                                    fsomoto.xip.pl/syrena/
                                                  • dalatata PS 11.02.08, 16:20
                                                    Mialem kiedys kolege serdecznego (nie zyje juz niestety). i on
                                                    zawsze mowil mi ze bagaznik trabanta jest wiekszy od bagaznika
                                                    duzego fiata (ktorym wtedy jezdzilem - straszne auto, choc lepsze od
                                                    syrenki). Kolega mi wtedy powiedzial, ze trabant litrowo ma bagaznik
                                                    wiekszy. ja mu wtedy powiedzialem: Jarek, ale po co do bagaznika
                                                    wode wlewac?

                                                    jest pan jedynym czlowiekiem jakiego znam ( imysle ze jednym z
                                                    nielicznych na siwecie), ktory chcialby udowodnic jakosc samochodu
                                                    Syrena, powszechnie znanego jako pralka i to nie dlatego ze on mial
                                                    jeszcz opcja prania chemicznego. byl to koszmar a nie samochod, bez
                                                    wzgledu na to, czy byl dobrze dotarty czy zle (sama idea dobrego
                                                    dotarcia jest juz dla mnie zabawna).

                                                    i jako ze pan jest zwolennikiem poznego Gierka, to moze sie
                                                    powinnismy wszyscy cieszyc, ze pan nas nie moze zmusic do jezdzenia
                                                    tym pieknym autem. ale nic nie przeszkadza zeby pan nim nie jezdzil.
                                                    szyku pan zada co nie miara. i udowodni pan wszystkim ze mozna.
                                                    powodzenia. koncze juz debate, bo dyskusja z panem to jak walenie
                                                    glowa o beton. jak zwykle zreszta. i jesli pan uwaza ze koncza bo
                                                    nmie mam argumentow i pan wygral: lata mi to powiewa.
                                                  • mrzorba Fallacy of composition 11.02.08, 16:29
                                                    1. De gustibus...
                                                    2. Syrenka to byl pierwszy samochod w moim posiadaniu. Zjechalem
                                                    nia, bez awarii, cala Polske i cale NRD. Nie ja jeden wspominam
                                                    Syrenki z sympatia, i nia ja jeden widze dobre strony epoki Gierka
                                                    (brak bezrobocia, ogolnie dostepna edukacja i leczenie, poczucie
                                                    bezpieczenstwa i optymizm, zaklocony pozniej przez Kosciol i Zachod,
                                                    ktoremu nie na reke byla silna, niezalezna od Zachodu Polska).
                                                    3. To, ze obracasz sie w kregu osob ktore mysla jak ty, nie
                                                    swiadczy, ze caly swiat mysli tak jak ty i twoi znajomi. Po raz
                                                    kolejny popelniasz blad zwany po angielsku fallacy oc composition:
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Fallacy_of_composition
                                                    A fallacy of composition arises when one infers that something is
                                                    true of the whole from the fact that it is true of some part of the
                                                    whole (or even of every proper part). For example: "This fragment of
                                                    metal cannot be broken with a hammer, therefore the machine of which
                                                    it is a part cannot be broken with a hammer." This is clearly
                                                    fallacious, because many machines can be broken into their
                                                    constituent parts without any of those parts being breakable.
                                                    This fallacy is often confused with the fallacy of hasty
                                                    generalization, in which an unwarranted inference is made from a
                                                    statement about a sample to a statement about the population from
                                                    which it is drawn.
                                                    The fallacy of composition is the converse of the fallacy of
                                                    division.
                                                    Example: Atoms are not visible to the naked eye. Humans are made up
                                                    of atoms. Therefore, humans are not visible to the naked eye.
                                                    Application: In Keynesian macroeconomics, the "paradox of thrift"
                                                    illustrates this fallacy: increasing saving (or "thrift") is
                                                    obviously good for an individual, since it provides for retirement
                                                    or a "rainy day," but if everyone saves more, it may cause a
                                                    recession by reducing consumer demand. So here is one explicit
                                                    argument (selected from a number of possibilities arising from these
                                                    facts) that commits the fallacy of composition:
                                                    The thrift of any member of a group is beneficial to that member.
                                                    Therefore, the thrift of the group as a whole is beneficial to that
                                                    group as a whole.
                                                    Commodity exports and dependency theory may also be used to
                                                    demonstrate the fallacy of composition. Increases in the export of a
                                                    certain commodity from one country may be beneficial to that
                                                    country. However, exports of that commodity by many countries may
                                                    flood the market, and thus drive down price, proving detrimental to
                                                    the ensemble of exporting countries.
                                                  • mrzorba Re: Wielki Demaskator Kagan? 11.02.08, 18:15
                                                    auto.gazeta.pl/auto/1,48316,4907210.html
                                                  • dalatata Re: FSO Syrena! Mój pierwszy w życiu samochód.... 10.02.08, 00:50
                                                    Moi rodzice mieli 104ke - z drzwiami otwieranym pod prad
                                                    powietrza....sasiad z gory mial 105L, z przekladnia biegow w
                                                    podlodze....to byl szpan!

                                                    pamietam dwie rzeczy - przygotowanie hamulcow przez pompowanie, i
                                                    spryskiwacz ktory miesil w sobie jakies poltora szkalnki plynu. i
                                                    byla taka gumka w srodku ktora jak sie naduszalo wieloooooookrotnie,
                                                    to spryskiwacz dzialal wydzielajac smutny strumien wody, spadajacy
                                                    na maske.

                                                    no i jeszcze moja mama ktora za kazdym razem darla sie na mojego
                                                    ocja ktory sie uwalil przy tankowaniu - bo lanie oleju do baniaka z
                                                    benzyna, podnoszenie go do wleu paliwa niezmiennie sie konczylo
                                                    uwaleniem spodni. a przy 70tce (km) mama krzyczala: Janusz nie pedz
                                                    tak!
                                                  • mrzorba Re: FSO Syrena! Mój pierwszy w życiu samochód.... 10.02.08, 00:55
                                                    Ja przerobilem 104 na dzwignie zmiany biegow w podlodze. Z taka
                                                    modna wowczas przezroczysta plastykowa glowka, tapicerke mialem ze
                                                    skaju, przeguby z Wartburga, swiece dewizowe marki Champion, a
                                                    drzwi "samobojcze" dawaly bardzo dobry dostep do srodka.
                                                  • dalatata Re: FSO Syrena! Mój pierwszy w życiu samochód.... 10.02.08, 00:58
                                                    drzwi daly dostep tez mojej mamie do zlamania mi palcow w rece, nie
                                                    zdarzylem cofnac reki jak ona juz zamykala je. super po prostu.
                                                  • mrzorba Re: FSO Syrena! Mój pierwszy w życiu samochód.... 10.02.08, 12:26
                                                    I co z tego? Moja zona przyciela palce synowi w amaochodzie Toyota
                                                    Celica 1.6 l model 1972 (tez tylko 2 drzwi, ale otwierane do tylu).
                                                    Na szczescie nic sie mu nie stalo, ale pamietam, ze w recepcji
                                                    szpitala (panstwowoego na przedmiesciu Melbourne) pytali sie o
                                                    wyznanie, za co ich ochrzanilem...
                                                  • mrzorba Re: Nic nie rozumiem? 10.02.08, 00:43
                                                    Cysorz to ma klawe zycie, ale czesto marnie konczy... I chyba mam
                                                    prawo do swojego zdania. Wcale nie twierdze, ze za Gierka byl raj,
                                                    ale dzis jest obiektywnie nizsza jakosc zycia niz za Gierka. Brakuje
                                                    nam przede wszystkim poczucia bezpieczenstwa socjalnego (nie mylic z
                                                    zasilkami za nic).
                                                    I prosze mi wyjasnic:
                                                    1. Jak mozna obliczyc pochodna bez dzielenia przez liczbe tak mala,
                                                    ze jest ona praktycznie zerem.
                                                    2. Jak sie konkretnie liczy pochodne funkcji nieciaglych, i jaki one
                                                    maja sens fizyczny. Np. prosze mi powiedziec, jak policzyc pochodna
                                                    dla fukcji, ktora moze przyjmowac tylko dwie wartosci: 0 i 1?
                                                  • winoman Re: Nic nie rozumiem? 10.02.08, 01:07

                                                    > 1. Jak mozna obliczyc pochodna bez dzielenia przez liczbe tak mala,
                                                    > ze jest ona praktycznie zerem.

                                                    Po pierwsze w matematyce nie ma liczb tak małych, że są praktycznie zerem (choć była poważna - i całkiem udana - próba przeformułowania analizy matematycznej w tym kierunku, proszę poczytać prace Abrahama Robinsona i innych o analizie niestandardowej, choćby tu:
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Non-standard_analysis ), po drugie iloraz dwóch liczb małych może być całkiem "zwykłą" liczbą, ani mała, ani dużą.

                                                    > 2. Jak sie konkretnie liczy pochodne funkcji nieciaglych, i jaki one
                                                    > maja sens fizyczny. Np. prosze mi powiedziec, jak policzyc pochodna
                                                    > dla fukcji, ktora moze przyjmowac tylko dwie wartosci: 0 i 1?

                                                    Tu się kłania teoria dystrybucji Schwartza i Soboleva, podstawowe informacje są tu:
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Distribution_(mathematics) , a ścisły wykład jej podstawowych pojęć na przykład tu:
                                                    www.mth.kcl.ac.uk/~iwilde/notes/gf/gf.pdf
                                                    W konkretnym przypadku funkcji o wartościach w zbiorze {0,1} odpowiedź zależy od tego o jaką konkretnie funkcję chodzi, przy czym raczej rzadko pochodną będzie tradycyjna funkcja, zwykle będzie to dystrybucja (inaczej nazywana funkcją uogólnioną).






                                                  • winoman Re: Nic nie rozumiem? 10.02.08, 09:52
                                                    Może jeszcze słówko na temat tego, jak dystrybucja różni się od zwykłej funkcji. Ścisła definicja dystrybucji wymaga użycia pojęć analizy funkcjonalnej (dystrybucja jest funkcjonałem na odpowiedniej przestrzeni funkcji próbnych), ale idea jest mniej więcej taka: dystrybucja to "funkcja" dla której nie podajemy wartości w konkretnych punktach, ale raczej "średnie wartości" w dowolnie małych otoczeniach punktów. Każda funkcja lokalnie całkowalna "jest" dystrybucją, każda dystrybucja ma pochodną, zdefiniowaną w odpowiedni sposób (poprzez uogólnienie całkowania przez części).

                                                    Sens fizyczny pojęcia dystrybucji najlepiej oddaje mój ulubiony przykład pomiaru temperatury. Fizyk nigdy nie mierzy wartości temperatury w konkretnym punkcie, wynik pomiaru jest średnią temperaturą pewnego obszaru, zajmowanego przez zbiorniczek z rtęcią. Różne kształty i wielkość zbiorniczków odpowiadają różnym funkcjom próbnym.
                                                  • mrzorba Re: Nic nie rozumiem? 10.02.08, 12:54
                                                    Dodam tylko, ze temperatury powietrza podawane w prasie czy TV to a
                                                    tez tylko wartosci srednie z pomiarow z termometrow, ktore choc sa
                                                    znormalizowane i umieszczone w znormalizowanych szafkach, to
                                                    lokalizacja tych szafek jest mocno arbitralna.
                                                    I co jak mamy tylko dwa punkty (0 i 1)? I jak zdefiniujesz "dowolnie
                                                    male" bez uciekania sie do zera? I nie ma sensu definowac
                                                    rozniczkowania przez calkowanie, bo to sa dwie strony tego samego
                                                    medalu...
                                                  • winoman Re: Nic nie rozumiem? 10.02.08, 18:04

                                                    > I jak zdefiniujesz "dowolnie
                                                    > male" bez uciekania sie do zera?

                                                    Pojęcie "dowolnie mała" nie jest ścisłym pojęciem matematycznym, to pewien skrót myślowy. Matematycy mówią "dla każdej dowolnie małej liczby a zachodzi ..." gdy na myśli mają bardziej skomplikowane zdanie "Dla każdego zbioru A którego kresem dolnym jest zero i dla każdego elementu a zbioru A zachodzi ..."

                                                    > I nie ma sensu definowac
                                                    > rozniczkowania przez calkowanie, bo to sa dwie strony tego samego
                                                    > medalu...

                                                    Oczywiście jest sens, można zdefiniować pochodną pewnego bardziej skomplikowanego obiektu używając całek prostszych obiektów, które już umiemy całkować. Ale to i tak nie ma znaczenia, napisałem jedynie, że różniczkowanie definiuje się za pomocą pewnego uogólnienia całkowania przez części, ale sedno tkwi tu w tym "pewnym uogólnieniu", tak naprawdę nie w nim żadnego całkowania. Niestety nie da się tu opowiedzieć o szczegółach, dlatego też podałem link do pliku pdf, gdzie wszystko jest wytłumaczone. Dwa lata dobrego kursu analizy matematycznej i trochę pracy (nie ma nic za darmo) powinny wystarczyć do zrozumienia tego tekstu.

                                                  • mrzorba Circulus vitiosus 10.02.08, 19:59
                                                    1. Matematycy mówią "dla każdej dowolnie małej liczby a
                                                    zachodzi ..." gdy na myśli mają bardziej skomplikowane zdanie "Dla
                                                    każdego zbioru A którego kresem dolnym jest zero i dla każdego
                                                    elementu a zbioru A zachodzi ..."
                                                    - Pierwsze to typowe maslo maslane a drugie po prostu nie ma sensu...
                                                    2. Znow nic nie wyjasniles. Polecam wiec elementarny kurs logiki,
                                                    bowiem definiowanie rozniczkowania przez calkowanie nie ma zadnego
                                                    sensu, bowiem to jest typowe circulus vitiosus, inaczej vicious
                                                    circle:
                                                    1. A situation in which the apparent solution of one problem in a
                                                    chain of circumstances creates a new problem and increases the
                                                    difficulty of solving the original problem. Also called vicious
                                                    cycle.
                                                    2. A condition in which a disorder or disease gives rise to another
                                                    that subsequently affects the first.
                                                    3. Logic A fallacy in reasoning in which the premise is used to
                                                    prove the conclusion, and the conclusion used to prove the premise.
                                                    www.thefreedictionary.com/vicious+circle
                                                  • winoman Re: Circulus vitiosus 10.02.08, 23:38

                                                    > - Pierwsze to typowe maslo maslane a drugie po prostu nie ma sensu...

                                                    Dla każdego średnio zdolnego studenta matematyki czy fizyki ma sens.


                                                    > 2. Znow nic nie wyjasniles. Polecam wiec elementarny kurs logiki,
                                                    > bowiem definiowanie rozniczkowania przez calkowanie nie ma zadnego
                                                    > sensu, bowiem to jest typowe circulus vitiosus, inaczej vicious
                                                    > circle: (...)

                                                    "Nie rozumiem, więc jest bez sensu." Czy zawsze rozumuje Pan w ten sposób? Mam wrażenie, że dla Pana całkowanie jest tożsame z odnajdywaniem funkcji pierwotnych. O całce Lebesgue'a Pan pewnie nie słyszał. No cóż, dobry dwuletni kurs analizy matematycznej powinien wystarczyć, wtedy możemy zacząć rozmawiać o dystrybucjach.

                                                  • mrzorba Winoman, tys man czy woman? 11.02.08, 10:10
                                                    1. Moze dla studentow rydzykowego "uniwersytetu"...
                                                    2. Nie uzywaj taktyki straw man (wsadzania mi do ust kompletnych
                                                    bzdur i pozniej atakowania mnie jako glupka) bo to jest nieuczciwe...
                                                    3. Daj sobie spokoj z tym protekcjonalnym traktowaniem innych ludzi.
                                                    4. Nie ma znaczenia, jakie calki ktos wymysli. Nie mozna po prostu
                                                    definiowac czegokolwiek metoda "zamknietego kola", czyli nie mozna
                                                    np. definowac dodawania jako odejmowanie z przeciwnym znakiem i
                                                    jednoczesnie odejmowania jakio dodawania z przeciwnym znakiem, bo to
                                                    niczego nie wyjasnia. Po prostu nic nie rozumiesz z tego, co sie
                                                    nauczyles z analizy matematycznej. Wykules formulki na "blache", ale
                                                    nie rozumiesz o co tam chodzi. To, nistety, bardzo czeste wsrod
                                                    matematykow, ktorzy myla umiejetnosc sprawnego przeksztalcania
                                                    formulek ze zrozumieniem matematyki... A to z kolei wina zlego
                                                    nauczania, gdyz zli matematycy ksztalca (z definicji) kolejne
                                                    pokolenia zlych matematykow. Dobry matematyk moze oczywiscie
                                                    czasem "wypuscic" ze swej szkoly (katedry) zlego matematyka, ale zly
                                                    matematyk tylko wyjatkowo moze miec dobrego ucznia (tylko wtedy, gdy
                                                    ow uczen odrzuci "nauki" swego "mistrza" i zacznie sie uczyc
                                                    sam)... :(
                                                  • winoman Re: Winoman, tys man czy woman? 11.02.08, 11:26

                                                    > 4. Nie ma znaczenia, jakie calki ktos wymysli. Nie mozna po prostu
                                                    > definiowac czegokolwiek metoda "zamknietego kola",

                                                    No to proszę mi pokazać gdzie całkowanie definiuje się wykorzystując pojęcie
                                                    pochodnej. We wszystkich porządnych podręcznikach analizy matematycznej
                                                    całkowanie definiowane jest jako ściśle zdefiniowany rodzaj "nieskończonego
                                                    sumowania". Jeśli pojawiają się pochodne, to przede wszystkim tam, gdzie mówi
                                                    się, jak to zrobić efektywnie dla pewnej klasy funkcji, wtedy pojawia się
                                                    pojęcie funkcji pierwotnej (czyli tak zwana całka nieoznaczona). Myli więc Pan
                                                    istotę całki z formułką, zapisywaną zwykle jako "F(b)-F(a)", która czasem
                                                    pozwala ją wyliczyć.
                                                  • mrzorba Re: Winoman, tys man czy woman? 11.02.08, 15:59
                                                    Ja nie mowie, ze w podrecznikach. Ja tylko mowie, ze to ty tak
                                                    definiujesz...
                                                  • mrzorba Re: Nic nie rozumiem? 10.02.08, 12:49
                                                    1. Jak to nie ma? A liczba rozniaca sie od zera o dowolnie mala
                                                    liczbe? A ich iloraz zalezy od tego, czy obie liczby sa tak samo
                                                    blisko zera. A sa tak samo blisko zera tylko wtedy, gdy pochodna ma
                                                    wartosc 1. Przy innych warosciach pochodnej licznik musi byc rozny
                                                    od mianownika...
                                                    2. Dystrybucja to pojecie z rachunku prawdopodobienstwa. A mnie
                                                    chodzi o konkretne zasady, np. dla funkcji ciaglych mamy np. dla
                                                    y=x^2 liczymy y'=2x. Jaka jest formulka dla funkcji NIECIAGLEJ,
                                                    ktora zapisze, moze niezbyt poprawnie jako y={0,1}? Nie chodzi mi tu
                                                    o dystrybucje a o konkretne wartosci. Konkretnie wiec przyklad z
                                                    klasycznej ("marginalnej")mikroekonomii. Jesli funcja konsumpcji ma
                                                    postac: U=f(C), gdzie U to uzytecznosc (w przyblizeniu satysfakcja z
                                                    konsumpcji) a C to wielkosc konsumpcji. Jak znalezc maksymalna
                                                    wartosc U, gdy C przyjmuje wartosci dyskretne (nieciagle)?
                                                    Cytuje z Wikipedii:
                                                    (en.wikipedia.org/wiki/Utility_maximization_problem),
                                                    bowiem nie mam czasu na przepisywanie z podrecznikow:
                                                    Finding x(p, w) is the utility maximization problem.
                                                    The solution x(p, w) need not be unique. If u is continuous and
                                                    no commodities are free of charge, then x(p, w) is nonempty.
                                                    (p to ceny, w to "paczki" konsumpcji na ktore stac danego
                                                    konsumenta).
                                                    Pytanie: a jak u is NOT continuous?
                                                  • winoman Re: Nic nie rozumiem? 10.02.08, 17:55
                                                    mrzorba napisała:

                                                    > 1. Jak to nie ma? A liczba rozniaca sie od zera o dowolnie mala
                                                    > liczbe?

                                                    Każda liczba różna od zera różni się od tegoż zera o KONKRETNĄ, nie o dowolnie mała liczbę. Jedna liczba nie może być dowolnie mała. Owszem, jakiś zbiór złożony z liczb dodatnich może zawierać liczby dowolnie małe, mówimy wtedy, że jego kresem dolnym jest zero.

                                                    > A ich iloraz zalezy od tego, czy obie liczby sa tak samo
                                                    > blisko zera. A sa tak samo blisko zera tylko wtedy, gdy pochodna ma
                                                    > wartosc 1. Przy innych warosciach pochodnej licznik musi byc rozny
                                                    > od mianownika...

                                                    Mam wrażenie, że nie rozumie Pan pojęcia granicy, dlatego też wydaje się Panu takie podejrzane. Na to już nic nie poradzę, to wymagałoby dłuższej rozmowy przy tablicy.

                                                    > 2. Dystrybucja to pojecie z rachunku prawdopodobienstwa.

                                                    Niekoniecznie, to także pojęcie z zakresu samych podstaw analizy matematycznej.

                                                    > A mnie
                                                    > chodzi o konkretne zasady, np. dla funkcji ciaglych mamy np. dla
                                                    > y=x^2 liczymy y'=2x. Jaka jest formulka dla funkcji NIECIAGLEJ,

                                                    O formułkach możemy porozmawiać, gdy już ustalimy, że rozumiemy pojęcia. Zresztą nawet w zwykłej analizie matematycznej tylko niektóre funkcje poddają się takim formułkom, na przykład funkcje wielomianowe, trygonometryczne, wykładnicze i inne, uzyskane z nich przy pomocy operacji algebraicznych i składania.

                                                    > ktora zapisze, moze niezbyt poprawnie jako y={0,1}? Nie chodzi mi tu
                                                    > o dystrybucje a o konkretne wartosci.

                                                    Dystrybucja nie ma "konkretnych wartości", już o tym pisałem. Nie o to w nich chodzi, dla dystrybucji nie istnieje pojęcie wartości w punkcie.

                                                    Konkretnie wiec przyklad z
                                                    > klasycznej ("marginalnej")mikroekonomii. Jesli funcja konsumpcji ma
                                                    > postac: U=f(C), gdzie U to uzytecznosc (w przyblizeniu satysfakcja z
                                                    > konsumpcji) a C to wielkosc konsumpcji. Jak znalezc maksymalna
                                                    > wartosc U, gdy C przyjmuje wartosci dyskretne (nieciagle)?

                                                    Tutaj nie pomoże ani teoria dystrybucji, ani inne działy analizy matematycznej, nie do tego służą i nie znajdą tu zastosowania. W takim przypadku trzeba szukać innych metod, zapewne odmiennych dla różnych konkretnych zagadnień.
                                                  • mrzorba Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 10.02.08, 20:08
                                                    1. Znow po prostu bredzisz... Konkretna liczba moze byc bardzo mala.
                                                    Zawsze mozna "wyprodukowac" liczbe mniejsza od dowolnie malej liczby
                                                    (przez "dowolnie mala" rozumiem tu liczbe dodatnia, wieksza od zera,
                                                    ale o bardzo mala wartosc, rzedu 10 do minus miliona i jeszcze
                                                    wiekszych poteg, np. miliarda, miliarda miliardow itd.).
                                                    2. Jesli dzielimy dwie dodatnie liczby, to ich iloraz jest tym
                                                    blizszy do 1, im mniejsza jest roznica miedzy nimi... Tu nie trzeba
                                                    wprowadzac zbednych bytow typu granic ani tablicy z kreda... Trzeba
                                                    tylko umiec samodzielnie myslec...
                                                    3. Dystrybucja jest najbardziej znana w rachunku prwdopodobienstwa.
                                                    Mowie tu o normalnych osobach a nie fanatykach matematyki ze
                                                    sklonnosciami autystyczno-schozofrenicznymi...
                                                    4. Jak nie ma danym punkcie wartosci, to nie ma w nim tez i
                                                    pochodnej...
                                                    5. A nie uczciwiej by bylo po prostu napisac NIE WIEM?
                                                  • winoman Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 10.02.08, 23:41
                                                    mrzorba napisała:

                                                    > 5. A nie uczciwiej by bylo po prostu napisac NIE WIEM?

                                                    No, nareszcie zadał Pan sobie to pytanie. Szkoda tylko, że nie odpowiedział Pan na nie.

                                                    Przy okazji, gdzie uczył się Pan matematyki?

                                                  • cs137 Re: We Lwowie, skąd moja rodzina pochodzi... 11.02.08, 01:25
                                                    ...(nawiasem mówiąc, dziadek był matematykiem, wykładał na Politechnice, jeszcze
                                                    za CK Austrii), używano takiego słowa "besserwisser". To był taki osobnik, który
                                                    ZAWSZE musiał wszystko lepiej wiedzieć. Słowko było byc moze rodzimego
                                                    lwowskiego rodowodu, bo pytałem znajomych Niemców i mówili mi, ze to raczej nie
                                                    jest słowo powszechnie używane w Niemczech.

                                                    No więc nasz przyjaciel wydaje mi sie byc przypadkiem besserwisserstwa
                                                    posuniętego juz do ekstremum, lub wręcz poza ekstremum :o)). To juz jest
                                                    ewidentnie patologiczny przypadek. Nie tylko on zawsze musi miec rację, co
                                                    raczej w nim jest taki wewnętrzny przymus, zeby INNI NIGDY NIE MIELI RACJI. Nie
                                                    może po prostu znieść sytuacji, żeby ktos powiedział cokolwiek, a on by
                                                    natychmiast nie skontrował i twierdził, ze ten ktos jest w błędzie, albo tylko
                                                    zna częśc prawdy, a cała to zna on. Dla mnie to on sie ewidentnie kwalifikuje do
                                                    psychiatry.

                                                    No przeciez ta cała dyskusja ze mna o ujemnych temperaturach - przeciez to są
                                                    sprawy doskonale znane w fizyce od dobrych 50 lat, od kiedy takie stany zaczeto
                                                    badac, i to eksperymentalnie. Cała kupa literatury jest na ten temat.

                                                    Na a ta dyskusja z Toba, Winoman, to juz kompletnie swiadczy o tym, że ten
                                                    osobnik stracił jakikolwiek kontakt z rzeczywistościa i ze zdrowym rozumem.

                                                    Rozsadny człowiek się wstydzi mówic bzdury, bo wie, że to go kompromituje - a
                                                    szczególnie juz powtarzanie coraz to nowych bzdur raz za razem.

                                                    Niestety, obecnie prawo nie pozwala siła doprowadzac do psychiatry, więc to
                                                    indywiduum będzie straszyć po forach jeszcze długo.

                                                    W ogóle nie wiadomo, co z takim indywiduum zrobic. Na mączkę paszową przerobić
                                                    strach, bo krowy, ktore by ja zjadły, jak w banku by zapadły natychmiast na
                                                    chorobę Creutzfelda-Jacobsa. On jest ewidentnie chory na chorobe wsciekłych
                                                    baranów, a z baranów to sie przenosi łatwo na krowy.
                                                  • mrzorba Re: We Lwowie, skąd moja rodzina pochodzi... 11.02.08, 09:59
                                                    Nie widzisz, ze to ty jestes taki wlasnie Besserwisser (nawiasem to
                                                    w niemieckim, skad to slowo wlasnie pochodzi, WSZYSTKIE rzeczowniki
                                                    piszemy zawsze z DUZEJ litery, ale nie posadzam ciebie o znajomosc
                                                    jakigokolwiek obcego jezyka poza lacina uzywana niegdys przez
                                                    dorozkazy w Lwowie i innych polskich miastach).
                                                    Popelniles blad ignorujac parowanie wody. Nic to specjalnego, kazdy
                                                    przeciez moze blad popelnic. Ale zastanawia mnie twoj wrecz osli
                                                    upor. Zamiast przejsc do porzadku dziennego, zaczynasz wypisywac na
                                                    moj temat rozne oszczerstwa i wysylac mnie do psychiatry, gdy
                                                    tymczasem to u ciebie widac powazne problemy z:
                                                    1. Absolutnym brakiem poczucia humoru.
                                                    2. Skostnialym dogmatyzmem i niemoznoscia przyznania sie do bledu,
                                                    chocby nawet najmniejszego.
                                                    3. Agresja, na tym forum na szczescie tylko werbalna.
                                                    4. Lekcewazacym traktowaniem innych ludzi, w tym studentow i
                                                    forumowiczow.
                                                    Naprawde radze Ci zastanowic sie nad soba. Nie sugeruje psychiatry,
                                                    bo u ciebie sa raczej problemy lezace na pograniczu zdrowia
                                                    psychicznego i choroby psychicznej, tak wiec przecietny psychiatra
                                                    moze ci tylko zaszkodzic, a na dobrego pewnie cie nie stac, jak tez
                                                    nie stac 99% Polakow po tylu latach reform, w tym sluzby zdrowia...
                                                  • cs137 Re: Bład Acan popełnił. Wody najwyżej przybędzie. 11.02.08, 10:14
                                                    Acamn się znasz na fizyce jak ja na finansach.
                                                  • mrzorba Re: Bład Acan popełnił. Wody najwyżej przybędzie. 11.02.08, 15:51
                                                    Gdybys byl dobrym fizykiem, to moze by ciebie zatrudnili w finansach
                                                    (np. przy modelowaniu zachowania gieldy czy w funduszach
                                                    inwestycyjnych). A tak zostaje tobie tylko wyladowywanie swych
                                                    kompleksow na Bogu ducha winnym studentach (a jako ze Boga nie ma,
                                                    to nikomu nic oni nie sa winni)...
                                                  • mrzorba Ignoramus et ignorabimus 11.02.08, 09:46
                                                    Alez jestescie uparci. Jesli taki cs137 uczy fizyki, a nie wie o
                                                    parowaniu wody, to co ja moge wiecej zrobic? Demaskuje tylko wasza
                                                    ignorancje w interesie ogolu. Rozumie tez, ze ignoranci typu cs137
                                                    nie lubia jak sie demaskuje ich ignorancje. Tacy jak wy moga tylko
                                                    powiedziec "ignoramus et ignorabimus"...
                                                  • cs137 Re: Para wodna i para noja 11.02.08, 17:46
                                                    Cees słyszał o parowaniu i sublimacji, ale Kafgan bnajwt\yrażniej nie słyszał o
                                                    skraplaniu i resublimacji (zjawisko odwrotne do sublimacji).

                                                    Wiem, co to jest para, i wiem też, ze schorzenie, na które Waśc cierpisz, to też
                                                    para (noja).
                                                  • mrzorba Re: Para wodna i para noja? 11.02.08, 18:14
                                                    Szklanka ma to do siebie, ze jest otwarta u gory. Skraplanie
                                                    zachodzi tam wiec tylko marginalnie, o czym dpskonale wiedza wszyscy
                                                    pedzacy bimber. Wiec zbuduj sobie w piwnicy mala bimbrownie, a
                                                    pozniej sie wymadrzaj na temat skraplania...
                                                    I zauwaz, ze o sublimacji i parowaniu to ja ci powiedzialem, i
                                                    dzieki temu przeczytales cos na ten temat...
                                                    I daruj sobie te oszczestwa, bowiem sam zes paranoik, co dobrze
                                                    widac po twej reakcji na calkowicie zrozumiala krytyke, i to krytyke
                                                    rzeczowa i w pelni uzasadniona!
                                                  • cs137 Re: Pan już zaczynasz być groteskowo smieszny 11.02.08, 19:33
                                                    mrzorba napisała:

                                                    > Szklanka ma to do siebie, ze jest otwarta u gory. Skraplanie
                                                    > zachodzi tam wiec tylko marginalnie,

                                                    Oczywisty nonsens

                                                    o czym dpskonale wiedza wszyscy
                                                    > pedzacy bimber.

                                                    Pijący go zbyt wielem, co niewatpliwie Panu się przydarza codziennie i całodziennie.


                                                    > I zauwaz, ze o sublimacji i parowaniu to ja ci powiedzialem, i

                                                    Od lat wyprowadzam na swoich wykładach Równanie Clapeyrona... (moje "lecture
                                                    notes" sa na Webie, komus wiarygodnemu mógłbym nawet podac link). Ciekawe,
                                                    ciekawe, jak to mozna zrobic nie wiedzac o parowaniu i sublimacji.

                                                    Pan oczywiście nie wiesz, co to jest Równanie Clapeyrona, ani jak np. obliczyć
                                                    przy jego pomocy zależnośc temperatury wrzenia od cisnienia atmosferycznego.
                                                    > dzieki temu przeczytales cos na ten temat...
                                                    > I daruj sobie te oszczestwa, bowiem sam zes paranoik, co dobrze
                                                    > widac po twej reakcji na calkowicie zrozumiala krytyke, i to krytyke
                                                    > rzeczowa i w pelni uzasadniona!
                                                  • mrzorba Re: Pan już zaczynasz być groteskowo smieszny 11.02.08, 19:46
                                                    1. Wedlug cs137: to szklanka z defincji jest od gory hermetycznie
                                                    zamknieta. No comment.
                                                    2. A co mnie to rownanie obchodzi? I bez niego wiem, ze temperatura
                                                    wrzenia zmienia sie z cisnieniem, co mozna sprawdzic empirycznie w
                                                    gorach... I wiem co to sa szybkowary i jak one dzialaja... I to mi
                                                    do szczescia calkowicie wystarczy!
                                                  • mrzorba Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 11.02.08, 09:48
                                                    Ps: matematyki uczylem sie jak Banach, glownie samemu, ale tez i na
                                                    d. SGPiS (dzis znow SGH) i na The University of Melbourne. A ty z
                                                    cs137 pewnie u "profesora" Balcerowicza na WSNS przy KC PZPR albo na
                                                    WUML...
                                                  • winoman Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 11.02.08, 11:18
                                                    mrzorba napisała:

                                                    > Ps: matematyki uczylem sie jak Banach, glownie samemu,

                                                    Proszę więc przeczytać książkę Waltera Rudina "Podstawy analizy matematycznej" (wyd. polskie PWN). Pozwoli to usystematyzować pojęcia, zwłaszcza pojęcie liczby rzeczywistej, pochodnej i całki, tej ostatniej zarówno w wersji Riemanna (rozdział 6), jak i Lebesgue'a (rozdział 11). Nie trzeba czytać całej książki, na tym etapie można opuścić rozdziały 7,8 i 10.

                                                    Następnie proszę zdobyć książkę tegoż Rudina "Analiza funkcjonalna" przeczytać z niej tyle, ile potrzeba do zrozumienia rozdziału 6 "Funkcje próbne i dystrybucje". Dodam, że analiza funkcjonalna to właśnie ten dział matematyki, którego jednym z głównych twórców był Stefan Banach.

                                                    SGH nie uczy dziś matematyki, nie sądzę,żeby za czasów SGPiS było inaczej (wiem coś o tym, bo moja córka ukończyła właśnie studia na tej uczelni). Owszem, wiedza przekazywana przez SGH jest dość spora, ale to jest raczej zestaw narzędzi do stosowania w konkretnych sytuacjach, a nie usystematyzowana wiedza matematyczna zbudowana na solidnych podstawach. Wiem też jak się uczy matematyki na wydziałach ekonomicznych różnych zachodnich uniwersytetów, do nich też można zastosować te same uwagi. Jest to zresztą zupełnie zrozumiałe, nie o to na tych kierunkach chodzi.

                                                    > A ty z
                                                    > cs137 pewnie u "profesora" Balcerowicza na WSNS przy KC PZPR albo
                                                    > na WUML...

                                                    Zmartwię Pana, nie tam. Na dobrym polskim uniwersytecie, choć oczywiście głównie sam, uczelnia była dla mnie zawsze przede wszystkim miejscem weryfikacji wiedzy zdobytej samodzielnie, z książkami, papierem i ołówkiem.

                                                  • mrzorba Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 11.02.08, 15:57
                                                    1. Na SGPiS mialem dwa semestry matematyki po czym dwa semestry
                                                    statystyki matematycznej plus semestr statystyki ekonomicznej i dwa
                                                    semestry ekonometrii oraz semestr badan operacyjnych. Razem osiem
                                                    semestrow z matematyka "czysta" i "stosowana"...
                                                    2. Podobnie jak na SGPiS, na Melbourne to byla matematyka na serio.
                                                    Trzeba bylo znac dowody, a nie tylko gotowe formulki.
                                                    3. Dla mnie jednak nie masz opjecia o matematyce. Moze jestes biegly
                                                    w rozwiazywaniu rownan i formalnych przeksztalceniach, ale nie o to
                                                    przeciez w matematyce chodzi...
                                                    4. Jak nie potrafisz wyjasnic o co ci chodzi, to nie zabieraj mi
                                                    czasu. Ja tez potrafie kogos skierowac do biblioteki..
                                                  • winoman Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 11.02.08, 16:43
                                                    mrzorba napisała:

                                                    > 1. Na SGPiS mialem dwa semestry matematyki po czym dwa semestry
                                                    > statystyki matematycznej plus semestr statystyki ekonomicznej i dwa
                                                    > semestry ekonometrii oraz semestr badan operacyjnych. Razem osiem
                                                    > semestrow z matematyka "czysta" i "stosowana"...

                                                    Dwa semestry to zajmuje dobry kurs podstaw logiki i teorii zbiorów, albo kurs elementarnej analizy (funkcje jednej zmiennej, bez całki Lebesgue'a). Statystyka matematyczna to nie jest matematyka, choć stosuje metody matematyczne (na wielu amerykańskich uniwersytetach wydział statystyki matematycznej jest zupełnie odrębną jednostką, bez związków z wydziałem matematyki). Nic dziwnego, że mimo tak intensywnych studiów nie rozumie Pan najbardziej elementarnych pojęć, takich jak pochodna, czy liczba rzeczywista.


                                                    > 3. Dla mnie jednak nie masz opjecia o matematyce. Moze jestes biegly
                                                    > w rozwiazywaniu rownan i formalnych przeksztalceniach, ale nie o to
                                                    > przeciez w matematyce chodzi...

                                                    Ależ to właśnie Pan oczekiwał ode mnie formułki ("jeśli y=x^2, to y'=2x"). Chce Pan formułki? Proszę bardzo:

                                                    Pochodną dystrybucji T (może nią być funkcja nieciągła w żadnym punkcie, byleby była lokalnie całkowalna) nazywamy dystrybucję T' która na funkcją próbną f (a więc gładką funkcją o nośniku zwartym)działa zgodnie ze wzorem <T',f> = - <T,f'>. W szczególności jeśli T jest funkcją różniczkowalną, jej pochodna w sensie teorii dystrubucji jest dystrybucją wyznaczoną przez jej zwykłą funkcję pochodną (twierdzenie o całkowaniu przez części).

                                                    Pomogło?

                                                    > 4. Jak nie potrafisz wyjasnic o co ci chodzi, to nie zabieraj mi
                                                    > czasu. Ja tez potrafie kogos skierowac do biblioteki..

                                                    Nie jest Pan chyba tak naiwny, by sądzić że na forum można wyjaśnić jakikolwiek istotny problem. Można co najwyżej wskazać miejsce, gdzie osoba zainteresowana znajdzie wyczerpującą analizę zagadnienia.

                                                    Swoją drogą Pański nauczyciel matematyki z SGPiS czytając Pana wypowiedź o tym, jakie to podejrzane jest pojęcie pochodnej, bo opiera się na dzieleniu przez zero, pewnie umarłby ze wstydu, że dał Panu zaliczenie ...


                                                  • mrzorba Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 11.02.08, 18:10
                                                    1. Nigdy nie twierdzilem, ze jestem matematykiem, tylko ze ja
                                                    studiowalem bylem, i to na niejednej dobrej wyzszej uczelni...
                                                    2. Statystyka matematyczna JEST dzialem matematyki. Owszem, mozna ja
                                                    sztucznie wydzielic z matematyki, podobnie jak mozna utworzyc osobny
                                                    wydzial geometrii, niezalezny od wydzialu matematyki. Tylko co to ma
                                                    wspolnego z matematyka?
                                                    3. Chodzilo mi nie o skopiowanie formulki, bo to potrafi prawie
                                                    kazdy na tym forum, ale o wyliczenie pochodnej dla funkcji
                                                    przyjmujacej tylko dwie wartosci, mianowicie 0 i 1.
                                                    4. Mozna wiele wyjasnic, tylko trzeba:
                                                    A. Zrozumiec pytanie.
                                                    B. Znac odpowiedz.
                                                    C. Potrafic ja zmiescic na 1 poscie.
                                                    To proste jak A, B i C! ;)
                                                    4. Nie moja wina, ze potrafie myslec krytycznie...
                                                  • winoman Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 11.02.08, 19:59

                                                    > 3. Chodzilo mi nie o skopiowanie formulki, bo to potrafi prawie
                                                    > kazdy na tym forum, ale o wyliczenie pochodnej dla funkcji
                                                    > przyjmujacej tylko dwie wartosci, mianowicie 0 i 1.

                                                    Proszę bardzo. Ustalmy zatem, że mówimy o funkcjach określonych na całym zbiorze liczb rzeczywistych R. Funkcji o wartościach w zbiorze {0,1} jest tyle, ile jest podzbiorów zbioru R - podzbiorowi A odpowiada funkcja przyporządkowująca wartość 1 elementom zbioru A, zaś wartość 0 elementom jego dopełnienia. Dla uproszczenia notacji funkcję odpowiadającą podzbiorowi A będziemy oznaczać tą samą literą A (taka notacyjna brzytwa Ockhama), zatem

                                                    A(x)=1 gdy x należy do A
                                                    A(x)=0 gdy x nie należy do A.

                                                    Funkcja A będzie wyznaczała dystrybucję, jeśli będzie lokalnie całkowalna, co w tym przypadku jest równoważne mierzalności zbioru A. Tylko dla takich funkcji będziemy liczyć pochodną.

                                                    Dystrybucja odpowiadająca funkcji A (również oznaczana przez A) jest zdefiniowana w taki sposób:

                                                    Wartość A na funkcji próbnej f, oznaczana <A,f>, jest równa całce iloczynu A.f po całym R, co w naszym przypadku daje

                                                    <A,f> = całka (Lebesgue'a) funkcji f na zbiorze A.

                                                    Zgodnie z definicją pochodnej dystrybucji mamy zatem

                                                    <A',f> = -<A,f'> jest całką z f' na zbiorze A, wziętą ze znakiem minus. To jest odpowiedź na pytanie o pochodną w przypadku ogólnym. Jeśli zbiór A jest przedziałem [a,b], to elementarna analiza uczy, że <A,f'>=f(b)-f(a), zatem <A',f> = f(a)-f(b). Jeśli A będzie przeliczalną sumą przedziałów, to wartość pochodnej dystrybucji A na funkcji f będzie przeliczalną sumą takich przyrostów. Jeśli A będzie dodatnią półosią (a więc jeśli funkcja A przyjmuje wartość 0 dla argumentów ujemnych, a 1 dla nieujemnych), to pochodną dystrybucji A jest słynna delta Diraca:

                                                    <A',f> = f(0).


                                                  • mrzorba Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 11.02.08, 21:31
                                                    Takiego belkotu dawno nie czytalem... Napisz lepiej, ze taka funcja
                                                    nie ma pochodnych, zamiast bredzic o zbiorach liczb rzeczywistych
                                                    czy deltach Diraca. Pytam sie bowiem o konkretne wartosci pochodnych
                                                    owej "dyskretnej" funkcji, analogicznie do: f(x)=x^2, jesli x=3, to f
                                                    (x)=9, a wiec f'(x)=2x, wiec f'(x)=6.
                                                  • winoman Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 11.02.08, 22:04
                                                    mrzorba napisała:

                                                    > Takiego belkotu dawno nie czytalem... Napisz lepiej, ze taka funcja
                                                    > nie ma pochodnych, zamiast bredzic o zbiorach liczb rzeczywistych
                                                    > czy deltach Diraca. Pytam sie bowiem o konkretne wartosci pochodnych
                                                    > owej "dyskretnej" funkcji, analogicznie do: f(x)=x^2, jesli x=3, to f
                                                    > (x)=9, a wiec f'(x)=2x, wiec f'(x)=6.

                                                    Rzeczywiście groch o ścianę ... Napisałem wcześnie wyraźnie: chodzi o pochodną funkcji traktowanej jako dystrybucja. Napisałem też wcześniej wyraźnie, że dystrybucja nie ma wartości w punkcie, w szczególności taka dystrybucyjna pochodna też nie ma wartości w żadnym konkretnym punkcie, mimo to jest dobrze zdefiniowanym i bardzo przydatnym, również poważnym fizykom, narzędziem matematycznym.

                                                    Raczył Pan wygłosić bardzo krytyczny sąd na temat matematyków i fizyków, wspominając między innymi pojęcie ciągłości w matematyce i jego brak w "rzeczywistym świecie". Zasygnalizowałem Panu istnienie bardzo rozbudowanej i powszechnie stosowanej teorii matematycznej, która z takimi rzeczami bardzo dobrze sobie radzi. To naprawdę nie moja sprawa, co Pan z tą wiedzą zrobi. Jeśli Pańskie ego jest nadęte do tego stopnia, że rzeczy dla Pana niezrozumiałe są "bezsensowne", to jest tylko Pana problem, nie mój. Pana, i może jeszcze Pańskich biednych studentów, jeśli rzeczywiście ich Pan ma, co mnie zaczyna napawać lekkim przerażeniem. Przy okazji zdradził się Pan z kompletnym niezrozumieniem nawet dość elementarnej matematyki, co w kontekście Pańskich kontaktów ze studentami przeraża mnie jeszcze bardziej.


                                                  • mrzorba Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 12.02.08, 10:47
                                                    Tyle sie narozpisywalez zamiast po prostu napisac, ze takowa funkcja
                                                    pochodnych po prostu nie ma...
                                                    Pisanie o "funkcji traktowanej jako dystrybucja" ma zas taki sam
                                                    sens, jak pisanie o "samolocie traktowanym jako magazyn"
                                                    czy "pieniadzu traktowanym jako papier toaletowy". Jezyk wiele
                                                    zniesie i nie prostestuje przeciwko takim postmodernistycznym
                                                    sztuczkom.
                                                    I jak mam rozumiec, ze dystrybucja nie ma wartosci w punkcie? Ona ma
                                                    bardzo konkretne wartosci, w przypadku ktory podalem 0 albo 1. I co
                                                    to za pochodna, ktora nie ma wartości w żadnym konkretnym punkcie?
                                                    Jak nie ma wartości w żadnym konkretnym punkcie, to nie ma jej
                                                    nigdzie, chyba ze w przestrzeni metafizycznej, ale to juz wtedy
                                                    domena Sw. Teologi... I ja sie tez martwie o waszych studentow,
                                                    ktorzy musza dla was recytowac z pamieci bzdurne formulki, zupelnie
                                                    jak w jakiejs talmudycznej szkolce w przedwojennym Parczewie.
                                                  • winoman Re: Nic nie rozumiem? Niestety... :( 12.02.08, 12:13
                                                    Pański stosunek do nowych pojęć i teorii matematycznych przypomina mi trochę to, jak pod koniec XIX wieku przyjęto teorię zbiorów Cantora. Początkowo go wyśmiewano, dziś trudno sobie wyobrazić matematykę bez jego teorii. Diraca i jego deltę też nie traktowano poważnie, sądzono, że to po prostu jakiś trick rachunkowy, na szczęście Laurent Schwartz i Sergei Sobolev właściwy model matematyczny mieli już wówczas gotowy. Na powszechne przyjęcie liczb zespolonych trzeba było czekać blisko 300 lat, póki Gauss nie wymyślił ich geometrycznej interpretacji.

                                                    Może się to Panu nie podobać, ale teoria dystrybucji, właśnie takich trochę funkcji (zawierają funkcje i nie są od nich bardzo oddalone, każda dystrybucja daje się zapisać jako suma dystrybucyjnych pochodnych różnych funkcji), a trochę nie funkcji (nie mają konkretnych wartości w konkretnych punktach), jest dobrze ugruntowaną i zbadaną teorią matematyczną i nie da się dziś mówić o równaniach różniczkowych, o fizyce matematycznej, o elektrodynamice kwantowej, o teorii reprezentacji grup ... bez teorii dystrybucji.

                                                    Nie piszę tego dla Pana, tu wielkich nadziei nie mam, zresztą od samego początku dyskusji. Piszę dla innych, z bardziej otwartymi umysłami, którzy przypadkiem mogli tu zabłądzić.

                                                    Linki podawałem gdzie indziej, ale dla kompletu powtórzę je tu.

                                                    Wikipedia:
                                                    en.wikipedia.org/wiki/Distribution_(mathematics)
                                                    Zwięzły wykład podstaw teorii dystrybucji:
                                                    www.mth.kcl.ac.uk/~iwilde/notes/gf/gf.pdf
                                                  • mrzorba Pochodne nieciaglych funkcji 12.02.08, 12:40
                                                    Wiec powiedzmy sobie wyraznie: ja nie krytkuje matematyki "jako
                                                    takiej", a tylko twoje i cs137 (i wam podobnych) opinie na temat
                                                    tejze matematyki.
                                                    Widac, ze nie rozumiesz, albo nie chcesz zrozumiec, o co mi chodzi.
                                                    Dla mnie matematyka to nie cel, a narzedzie. Mnie interesuje sprawa
                                                    maksymalizacji zysku badz uztecznosci w warunkach, gdy funkcja
                                                    produkcji (tu rozumiana jako zysk=f(produkcja) ) badz konsumpcji
                                                    (rozumianej jako uzytecznosc=f(konsumpcja) ) nie jest ciagla. I
                                                    szukam rozwiazania tego problemu, a wy, zamiast mi pomoc, to tylko
                                                    sie wysmiewacie z mojej, calkiem zrozumiale, ze niezbyt wielkiej,
                                                    wiedzy matematycznej. A przeciez nie udaje matematyka - wyraznie wam
                                                    napisalem, ze moja wiedza matematyczna konczy sie na "tradycyjnych"
                                                    rownaniach roznicznkowych, macierzach, rachunku pradopodobienstwa,
                                                    geometrii wykreslnej i analitycznej i statystyce matematycznej oraz
                                                    na elementach badan operacyjnych (optymalizacja sieci transportowych
                                                    itp.) i niewiele wiecej, ale to nie znaczy, ze nie mozna mi po
                                                    ludzku wyjasnic, czy moge znalezc pochodna dla funkcji "binarnej"
                                                    (ogolnie przyjmujacej wylacznie "dyskretne" wartosci). Wiec prosze o
                                                    jasna odpowiedz, a jak jej nie znacie, to zapytajcie sie tych, co ja
                                                    znaja, zamiast przepistwac podreczniki i wysmiewac sie ze mnie jako
                                                    czlowieka...
                                                  • winoman Re: Pochodne nieciaglych funkcji 12.02.08, 13:41
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=75524207&a=75595277
                                                  • mrzorba Re: Pochodne nieciaglych funkcji 12.02.08, 14:10
                                                    No niby tak, ale tyle to ja wiem. Chodzilo mi o niepoprawne uzywanie
                                                    analizy matematycznej w ekonomii. W tym zalozenie, ze uzyteczosc
                                                    jest dodatnia (a moze byc ujemna, np. uzytecznosc uzywek) i glownie
                                                    o zalozenie ciaglosci funkcji, gdy tymczasem funkcje konsumpcji czy
                                                    produkcji sa na ogol nieciagle, szczegolnie funkcja produkcji (poza
                                                    rafineriami i niektorymi instalacjami w przemysle chemicznym czy
                                                    spozywczym produkujemy na ogol dyskretne ilosci wyrobow, a juz
                                                    szczegolnie uslug). Wiec jak widac, mozna tu kulturalnie dyskutowac.
                                                    I mozna udzielic odpowiedzi w prosty sposob. Dziekuje! :)
                                                  • cs137 Re: Warunek do instnienia i niestnienia pochodnej. 11.02.08, 19:36
                                                    Do istnienia pochodnej muszą być spełnione dwa warunki: konieczny i wystarczający.

                                                    Do nieistnienia pochodnej (nieistnienia jako takiego) musi być spełniony tylko
                                                    jeden warunek: demencjastaczający.
                                                  • cs137 Re: Errata- dodanie brakującej litery 11.02.08, 19:40
                                                    Do istnienia pochodnej muszą być spełnione dwa warunki: konieczny i wystarczający.

                                                    Do nieistnienia pochodnej (nieistnienia jako takiego) musi być spełniony tylko
                                                    jeden warunek: demencjastarczający.
                                                  • mrzorba Re: Errata- dodanie brakującej litery 11.02.08, 19:47
                                                    Z toba coraz gorzej, i to w postepie GEOMETRYCZNYM!
                                                • mrzorba Re: Pochodne i dzielenie przez zero 10.02.08, 00:37
                                                  Masz spory dar przekonywania, zasobna kase, wplywowych znajomych, a
                                                  najpewniej wszystko to razem...
                                                  • winoman Re: Pochodne i dzielenie przez zero 10.02.08, 00:43
                                                    mrzorba napisała:

                                                    > Masz spory dar przekonywania, zasobna kase, wplywowych znajomych, a
                                                    > najpewniej wszystko to razem...

                                                    Za Gierka nie stać mnie było nawet na malucha, znajomi siedzieli za politykę, a ja nie byłem w stanie przekonać komisji wojskowej, że nie nadaję się na artylerzystę ... Sam widzisz, że jest coraz lepiej!
                                                  • mrzorba Re: Pochodne i dzielenie przez zero 10.02.08, 00:49
                                                    Za Gierka stales nad krawedzia przepasci, ale od tego czasu zrobiles
                                                    przeciez wielki krok naprzod! ;)
                                                    I dobieraj sobie rozsadniejszych znajomych!
                    • pawel.bruksela Re: Prad stały wraca do łask, to wiadomo. 26.03.08, 09:34
                      Taki czujesz sie przywiazany do polskich literek? ja ich nie mam w
                      komputerze, wiec nie wolno mi dyskutowac na forum? Ogolnie przyjete
                      na wszystkich forach jest, ze nie uzywa sie znakow specjalnych, na
                      forach francuskich malo kto bawi sie w ç, î, é, è itp, Nie badz taki
                      ograniczony
                • waldemar.m Re: Prad stały wraca do łask, to wiadomo. 03.04.08, 10:26
                  Szanowny "mrzorba",

                  Pan jesteś masochista? Czy jakaś inna zaraza? Jeśli przeczytał Pan
                  jakąś informację i uważa Pan, że ona jest niekorektnie napisana,
                  zawiera błędy formalne lub techniczne, to proszę w kulturalnej
                  formie zwrócić na ten fakt uwagę, a nie czepiać się jakości
                  intelektualnych piszących.
                  Chyba, że Pana ktoś osobiście zaczepi, to wal Pan na odlep, gdyż
                  chamstwu trzeba się przeciwstawiać siłą. Na nieszczęście, jak czytam
                  różne wątki, to widzę, że Pan się wszędzie produkuje i chami! Chami!
                  I jeszcze raz chami.

                  Przejdziemy do Tesli. Napisał Pan:
                  >Jak mozna napisac, ze nie mial on nic wspolnego z
                  > przesylaniem energii elektrycznej?

                  Nikt tak nie pisał, ale jeżeli już Pan poruszył ten temat i uważa
                  się Pan za biografa N.Tesli to wypadało podać informację, że Tesla
                  zajął się przesyłaniem prądu przewodami pod przymusem, a nie
                  dlatego, że takie było jego stanowisko w tej sprawie.

                  To właśnie Tesla dokazał, że prąd można przesyłać jednym przewodem,
                  ale "zgniłe kapitalisty" nie mogli dopuścić do tego.
    • cs137 Re: Szanowny Panie Mr. Zorba, ostatnie pytanie: 10.02.08, 09:58
      Pan jest łaskaw twierdzić, że Pan chce demaskować ignorancję pseudouczonych.

      No dobrze, ale jaka muy mamy gwarację, że to Pan zna PRAWDĘ, a tamci to są
      psudouczeni, a nie jest na odwrót? Że to oni znają PRAWDĘ, a Pan Szanowny jest
      pseudouczonym? Mógłby Pan przedstawić jakieś łatwo zrozumiałe argumenta w tej
      sprawie? Bo jak my mamy inaczej miec pewnośc, ze to oni wciskają kit, a Pan tem
      kit prostuje?
      • mrzorba Bandwagon fallacy 10.02.08, 13:08
        Gwarancji oczywiscie nie ma. Ale musi byc ktos, kto krytkuje niejako
        z zewnatrz obecnych uczonych. Bez tej niezaleznej krytyki, wpadli by
        oni w nieograniczone samozadowolenie, i nikt by im nie zwrocil
        uwagi, ze sa w bledzie. Jaka masz gwarancje, ze wiekszosc ma zawsze
        racje? Odwolujesz sie tu Acan do argumentu "do wiekszosci":
        en.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_populum:
        An argumentum ad populum (Latin: "appeal to the people"), in logic,
        is a fallacious argument that concludes a proposition to be true
        because many or all people believe it; it alleges that "If many
        believe so, it is so." In ethics this argument is stated, "If many
        find it acceptable, it is acceptable."
        This type of argument is known by several names, including appeal to
        the masses, appeal to belief, appeal to the majority, appeal to the
        people, argument by consensus, authority of the many, and bandwagon
        fallacy, and in Latin by the names argumentum ad populum ("appeal to
        the people"), argumentum ad numerum ("appeal to the number"), and
        consensus gentium ("agreement of the clans"). It is also the basis
        of a number of social phenomena, including communal reinforcement
        and the bandwagon effect, and of the Chinese proverb "three men make
        a tiger".
        Przyklady:
        Since most of the world believes in God, God must exist.
        Christianity is believed in by the greatest number of people in the
        world, so it must be true.
        Most analysts consider (at a certain time) Enron Corporation a well-
        run company with excellent management, so its common stock is a good
        investment.
        So: It is logically fallacious because the mere fact that a belief
        is widely held is not necessarily a guarantee that the belief is
        correct; if the belief of any individual can be wrong, then the
        belief held by multiple persons can also be wrong.
        Appeal to belief is valid only when the question is whether the
        belief exists.
        • picard2 Jeden zaburzony umyslowo 11.02.08, 20:44

          forumowicz wygaduje niestworzone bzdury na dowolny temat.Fizyke znam na tyle ze
          jego wygibasy sa nie warte smiechu. Zastosowanie Matematyki
          MMP(Metody Mtematyczne Pfizyki) wykladal mi Laurent Schwartz.
          Dlaczego jeden Chory Nieuk Pan Rzorba nie pozwala na zadna dyskusje
          na Forum Nauka gdzie znajduje sie wielu rozumnych ludzi.

          • mrzorba Re: Jeden zaburzony umyslowo 11.02.08, 21:33
            Sam masz klopoty ze zdrowiem psychicznym, skoro uwazasz, ze jak ja
            zadaje zbyt trudne dla was pytania i pokazuje wasza ignorancje i
            brak inteligencji, to musze byc chory psychicznie. Skad u was taka
            agresja? Uczyl ciebie tego ten caly Czarny Wawrzyniec, czy co?
            • picard2 Re: Jeden zaburzony umyslowo 11.02.08, 22:00
              mrzorba napisała:

              > Sam masz klopoty ze zdrowiem psychicznym, skoro uwazasz, ze jak ja
              > zadaje zbyt trudne dla was pytania i pokazuje wasza ignorancje i
              > brak inteligencji, to musze byc chory psychicznie. Skad u was taka
              > agresja? Uczyl ciebie tego ten caly Czarny Wawrzyniec, czy co?

              Nie Laurant Schwartz , nie myślę ze wiesz o kogo tu chodzi? .
              On oczywiście nie miał inteligencji "mrzobowej" ale dostał
              od takich nieuków jak My Medal Fielda.
              Trudno Ci dać wirtualnie kopniaka w tyłek ale bądź tak dobry aby
              nie truć wątków innych.Ustaliliśmy bezsprzecznie ze Wiedza Nas przewyższasz ale
              pozwól głupim się tez wypowiedzieć a Ty przenieść się do tematów Geniuszy.

              P.S Ostatnio omawiano najlepsze podręczniki matematyki dla początkujących
              studentów , znalazł się wśród nich niejaki Pogorzelski.
              On nie żyje ale możesz sobie kopic jego 4 tomowa prace i popraw
              ja aby ludzie wiedzieli ze nie wszyscy Polacy są idiotami.

              • mrzorba Re: Jeden zaburzony umyslowo 12.02.08, 10:28
                Medale rozdawal tez niejaki Adolf Hitler, a wsrod odbiorcow bylo
                duzo profesorow, i to renomowanych uniwersytetow, np. z
                Heidelbergu... Uzywasz mocno zawodnego odwolania sie do
                autorytetu... :( Autorytetm w nauce byl np. dlugo Arystoteles, mimo
                iz byl on tylko filozofem, i to na dodatek bardzo metnym, ale ze
                Kosciol zaakceptowal jego nauki, to uchodzily one dlugo za jedynie
                dozwolona prawde, z olbrzymia szkoda nie tylko dla nauki, ale i dla
                wszytkich ludzi... :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka