nowey777
04.02.08, 23:25
www.ekumenizm.pl/content/article/20080109113335929.htm
Wybór na prezydenta osoby, która nie wyznaje teorii ewolucji może doprowadzić
nasz naród do ruiny - uważa genetyk Gilbert Omenn z Uniwersytetu w Michigan.
W ten sposób odniósł się on do kandydatury Mike Huckabee'go, który jako jedyny
z wiodących kandydatów na prezydenta przyznaje, że nie jest zwolennikiem
teorii ewolucji (a przynajmniej pewnej jej interpretacji).
- Logika, która prowadzi nas do przyjęcia ewolucji jako faktu jest taka sama,
jak ta, która prowadzi nas do uznania, że palenie jest hazardem uprawianym z
własnym zdrowiem oraz to, że posiadanie przez nas poważnej polityki
energetycznej jest istotne dla globalnego ocieplenia - grzmiał Omenn podczas
spotkania będącego promocją jego własnej książki poświęconej zwalczaniu
kreacjonizmu. - Obawiam się, że prezydent, który nie wierzy w argumenty za
ewolucją może nie uwierzyć także w te pozostałe. A to jest droga prowadzące
nasze państwo do ruiny - uzupełnił genetyk.
Słowa te wszyscy komentatorzy odnoszą do Mike'a Huckabee'go, który w majowej
debacie przyznał, że jeset kreacjonistą. - Jeśli chcecie werzyć, że wy i wasze
rodziny pochodzicie od małp, to ja to akceptuje. Ale ja sam wierzę w proces
kreacji - podkreślał. Jednocześnie zastrzegł, że nie domaga się obowiązkowego
wprowadzenia kreacjonizmu (jako uzupełnienia ewolucjonizmu) do szkół
publicznych, ale nie chciałby, aby w szkołach istniała tylko jedna,
obowiązkowa teoria, przy wykluczeniu wszystkich innych. - Nie powinniśmy
indoktrynować dzieci w szkołach - powiedział.
Jednak dla ewolucjonistów nawet wzmiankowanie o kreacjonizmie jest już uważane
za zbrodnie przeciwko nauce. - Nie uczymy w szkołach astrologii, jako
alternatywnej formy astronomii. Nie możemy też uczyć kreacjonizmu jako formy
alternatywnej dla ewolucjonizmu - uważa Francisco Ayala, biolog z Universuty
of California. Jego zdaniem wybór na prezydenta zwolennika kreacjonizmu
oznaczałby pogłębienie procesu odrzucania ewolucjonizmu w szkołach.
Jak wynika z ostatnich badań przyjęcie ograniczenia praw wyborczych tylko do
zwolenników ewolucjonizmu doprowadziłoby do tego, że niemal połowa Amerykanów
nie mogłaby zostać prezydentem. Teorię ewolucji wyznaje bowiem 53 procent
Amerykanów, z czego większość nie uznaje jej wcale za sprzeczną z
kreacjonizmem, uważając, że Autorem i Stwórcą procesu ewolucji pozostaje Bóg.
Dwie trzecie wszystkich Amerykanów uważa się zaś za kreacjonistów.