jeroh
20.03.08, 02:07
W wielu książkach popularnonaukowych, szczególnie tych o filozoficznym
zacięciu, autor stwierdza z dużym przekonaniem, że Einstein mógł stworzyć
działającą zunifikowaną teorię pola (ZTP). Chodzi - jeśli ktoś przypadkiem nie
słyszał - o teorię łączącą opis grawitacji i elektromagnetyzmu w jednym
niesprzecznym i eleganckim modelu. Czasem do wymienionych dwóch oddziaływań
dodaje się dwa pozostałe oddziaływania fundamentalne - słabe i silne.
Wszystkie one miałyby być przejawem działania jednego pola. W takich książkach
i esejach zazwyczaj wymienia się jednym tchem ZTP, teorię wszystkiego i
kwantową teorię grawitacji. Autorzy owych tekstów twierdzą, że Einstein mógł
wyprodukować taką teorię. Pod jednym wszakże warunkiem: musiałby odrzucić
własne przekonanie, że "Bóg nie gra z Wszechświatem w kości" i uwierzyć w
mechanikę kwantową.
Opisana idea jest powielana (albo niezależnie wymyślana?) na różnych forach,
na których pojawia się wątek o twórcy teorii względności. Ostatnio z opisanym
poglądem spotkałem się na tym forum, chyba zresztą nie po raz pierwszy:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=76903181&a=76930206
Otóż moim zdaniem jest to kompletna bzdura.
1. Einstein był genialny (według większości definicji geniuszu), ale bez
przesady. Zbyt często traktuje się Einsteina jako jedynego w swoim rodzaju
cudotwórcę. W dwudziestym wieku było wielu niesamowitych fizyków. Niektórzy,
gdyby urodzili się pod koniec wieku XIX, być może ubiegliby Einsteina. To że
ktoś stworzył przełomową teorię, nie znaczy, że opracowałby inną, znacznie
trudniejszą, tylko dlatego, że też byłby to przełom. A następne tak imponujące
przełomy okazały się trudniejsze bez porównania. Einstein urodził się w
odpowiedim miejscu i czasie, żeby stworzyć tak wspaniałą teorię jak OTW (i
kilka pomniejszych). Jak się jednak wydaje, choćby do elektrodynamiki
kwantowej Einstein by nie doszedł, nawet gdyby głęboko wierzył, że rozwijanie
teorii kwantów to właściwa droga. Po prostu u niego wyobraźnia i talent były
ukierunkowane nieco inaczej niż na przykład u Feynmana lub Schwingera (co nie
znaczy, że były gorsze - po prostu inne). Oni oprócz fizycznej intuicji mieli
wielki talent do matematyki. A był to talent również jakościowo różniący się u
każdego z nich. Einstein był powszechnie uważany za matematyka raczej dość
przeciętnego - opowiada się o tym historyjki.
W fizyce współczesnej nowoczesna matematyka bardzo się przydaje.
Zaawansowane metody matematyczne wydają się tym użyteczniejsze, im bardziej
zagłębiamy się w fizyczną strukturę rzeczywistości. Dalej - współcześnie
ludzka wiedza na temat fizyki teorytecznej i empirycznej jest znacznie większa
niż za Einsteina. Ponadto fizycy wspomagają się maszynami obliczeniowymi o
mocy niewiarygodnej dla ludzi z I poł. XX w. Co więcej nawet nad teoriami
pracują w wielkich, zorganizowanych zespołach, zaś dzięki internetowi na
bieżąco komunikują się ze sobą zespoły z całego świata. Obecnie bardzo rzadko
się zdarza, żeby pojedynczy uczony dostał za jakąś teorię nagrodę Nobla.
Jednak ani do ZTP, ani do kwantowej grawitacji, ani do teorii wszystkiego nikt
jeszcze nie doszedł. Zrobiłby to oświecony kwantowo Einstein? Bez żartów.
2. Kwantowa teoria grawitacji raczej odpada, jako że pierwsza kwantowa teoria
pola (QED) została przedstawiona kilka lat przed śmiercią Einsteina. Tak więc,
żeby ją połączyć z teorią grawitacji miał już niewiele czasu. Zauważmy przy
tym, że ludzie na starość są raczej mniej błyskotliwi niż za młodu. W ogóle
wiedza na temat kwantów była mała w porównaniu z dzisiejszą, gdy Einstein
odchodził z tego świata.
3. Einstein znał teorię kwantów wystarczająco dobrze. Gdyby ujrzał w niej
wyjście, zapewne by jej użył, tak jak w przypadku, gdy wyjaśniał emisję
wymuszoną, redagował artykuł Bosego, czy opisywał paradoks EPR. W końcu był
racjonalnym fizykiem. Filozofem-panteistą też, jak zauważa Dawkins w swoim
"Bogu urojonym" (i o czym lubi na tym forum rozprawiać Kagan). Jednak Einstein
na pewno nie ograniczał się w myśleniu o fizyce do tych ram, jakie ponoć
narzucała ta autorska wersja panteizmu z wizją Boga brzydzącego się hazardem.
Nawiasem mówiąc można być panteistą i fizykiem kwantowym jednocześnie.
Einstein brnąłby w teorię kwantów, gdyby jego intuicja znalazła w niej
światełko nadziei. Widocznie intuicja Einsteina była za słaba. Albo Einstein
miał rację, a kwanty są ślepym (choć użytecznym) zaułkiem w labiryncie do
teorii ostatecznej.
4. Przekonywałem już, że wymienione na początku teorie były bardzo trudne do
uzyskania nie tylko przez Einsteina. Również przez dysponujących lepszymi
możliwościami, organizacją i może nawet umysłami fizyków. A jeśli te teorie w
ogóle istnieją? (Istnieją w znaczeniu: można stworzyć teorie spełniające
żądane założenia i ilościowo zgadzające się z obserwacjami). Przynajmniej co
do fizycznej teorii wszystkiego - mam wątpliwości.
PS Wyjeżdżam, więc na ewentualną dyskusję zareaguję po świętach.
Wesołych Świąt!