turbo_wesz 21.07.08, 08:56 jedno pytanko: jak amerykańskie prawo patentowe postrzega wynalazek bazowany na naturalnym rozwiązaniu? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
nemo123 Re: Co ma humbak do wiatraka? 21.07.08, 09:38 jak widać rozwiązanie jest już stosowane także tuataj: www.noctua.at/main.php?show=nine_blade_design&lng=en Odpowiedz Link Zgłoś
pan-samochodzik Niezupełnie 23.07.08, 18:25 Niezupełnie. Rozwiązanie w wiatraczku które przytaczasz, posiada nierówności na krawędzi spływu (trailing edges) a nie na krawędzi natarcia jak ma Humbak. Ich głównym zadaniem jest minimalizacja hałasu. Dodatkowo uzyskali też większą wydajność, ale to zawdzięczają dodaniu dwu łopat i zmniejszeniu ich kąta natarcia. Odpowiedz Link Zgłoś
pizza nie ma problemu 21.07.08, 11:56 tylko gdyby wynalazek był od dawna w użyciu mogą odmówić opatentowania. W zasadzie merytorycznie nie oceniają, nie trzeba pokazać prototypu, w ogóle nie musi to działać - wynalazek nie jest oceniany merytorycznie w zasadzie, poza kilkoma wyjątkami: generatory energii są dość skrupulatnie egzaminowane mimo powyższych zasad - jeśli wynalazca zasugeruje "zbyt dużą wydajność" raczej patentu nie dostanie. Dlatego obecnie przy patentowaniu rozwiązań energetycznych powszechnie zaniża sie wydajność deklarowaną lub patentuje "metodę regulacji" i patent przechodzi. pozdr Odpowiedz Link Zgłoś
pan-samochodzik Patenty to jeden wielki przekręt, rozbój i hamulec 23.07.08, 19:23 Wprowadził je rząd USA bo szukał sposobów finansowania wojny. Inne państwa nie miały już wyjścia, więc wprowadziły to samo u siebie. Rząd nie zapewnia żadnej ochrony, a kasuje pieniądze. I to duże pieniądze, choć bardzo małe w stosunku do tego co kasują papugi. Przynajmniej na początku zanim połkniesz haczyk. Najłatwiej o patent oczywiście w USA. Jeśli masz, lub możesz mieć problem z uzyskaniem patentu w Europie - wal do Ameryki. Tam nawet perpetum mobile opatentujesz. Dlatego nie ma co zawrać sobie głowy w Polsce, bo i rynek mały a koszt praktycznie ten sam. Dodatkowo możesz w Stanach zabezpieczyć się na cały rok za jedyne 100 USD (Provisional Patent którego w Europie nie ma), a dopiero później patentować, jeśli widzisz sens i rynek na swój wynalazek. Ale wracając do tematu - patent to jeden wielki przekręt. Ogromny koszt a prawda jest taka, że KAŻDY dobry inżynier wymyśli dokładnie to samo, jeśli akurat ma na to potrzebę. Doświadczyliśmy tego więcej niż dziesiątki razy. Konsekwencją tego są najdroższe sprawy sądowe świata - bo nic nie jest droższe niż procesy o własność intelektulną. Jedyny kto na tym wygrywa to prawnik. Co tam prawnik - zespół prawników. Teoretycznie nic nie powinno uzyskać patentu, co jest "oczywiste dla osoby wykształconej w tym temacie" (obvious to the person skilled in the art), ale to tylko teoria. W praktyce można uzyskać patent NA WSZYSKO - zwłaszcza w USA. Jakie są tego konsekwencje? Otóż tragiczne dla maluczkich. Czemu? 1. Kogo stać na wydatek kilku do kilkunastu tysięcy zł/USD na patent, wliczajac w to opłaty dla papug? Zwłaszcza zdając sobie sprawę że szanse na zrobienie pieniędzy na wynalazku wynoszą mniej niż 3%? Niestety wynalazcy łudzą się (zwłaszcza nowicjusze) i oddają dorobek swego życia sprytnym papugom a resztę państwu. Czy muszę dodawać, że w większości kończy się to uzyskaniem nic nie wartego patentu który każdy może obejść? Papuga tak sprytnie napisze zastrzeżenia, że klient patent otrzymuje więc jest zadowolony, ale niewiele one go nie chronią o czym klient już nie wie. 2. OK - to jeden patent. A cóż jest on wart, zwłaszcza polski patent? Żeby uzyskać jako taką ochronę, to musisz wydać jeszcze kilkadziesiąt tysięcy i to na sam start i opatentować w USA, i kilku krajach europejskich i azjatyckich. 3. Dom zastawiony, patenty w kieszeni i... przychodzi szok. Trzeba państwom bulić więcej niż za zboże za tzw. utrzymanie patentu. A ten licznik naprawdę z każdym rokiem rośnie. W sumie mówimy o setkach tysięcy złotych podczas życia patentu (z których to większość idzie już do kas państwowych). 4. Teraz łatwo zrozumieć dlaczego patenty stały się narzędziem wielkich firm. Wielka firma zniszczy KAŻDEGO małego, jeśli tylko zechce. Mając podstawy, czy ich nie mając, będzie cię sądzić. Procesy jak już wspomniałem ciągną się całymi latami a nawet kilkanaście lat. W tym czasie firma może wyrób produkować, sprzedawać, nawet jeśli narusza czyjś patent. Na koniec, nawet jeśli wielka firma przegra, to odszkodowanie które musi wypłacić jest tylko niewielkim procentem ich zysków ze sprzedaży. Oczywiście nie przegra z tobą. Ciebie wykończą koszty rozprawy zanim się ona na dobre zacznie. Przegrać może jedynie proces z inną firmą. Firmą która ma parę milionów na wydanie. 5. Jest jeszcze jeden - gorszy aspekt. Otóż nie masz żadnej, najmniejszej możliwości w dzisiejszym świecie by sprzedać swój pomysł dużej firmie nie mając patentu. Zero szansy. Jako zasada, żadna firma nie będzie z tobą rozmawiała, jeśli nie masz na wynalazek patentu. Jest to częściowo zrozumiałe. Firmy boją się, że będziesz je sądził o kradzież pomysłu którego wcale im nie przedstawiłeś. A dodam że firmy pracują nad wieloma rzeczami które niekoniecznie patentują czy publikują w danej chwili. Tak więc twój patent jest dla nich gwarantem że twój pomysł jest zdefiniowany i obwarowany zastrzeżeniami, i tylko tego dotyczą rozmowy. Poza tym - wykonałeś już dla nich lwią robotę badań patentowych i uzyskania patentu. Biorąc pod uwagę punkt ostatni - jaką szansę tak naprawdę ma mały wynalazca na sprzedaż swojego pomysłu lub ochronę? I jaki jest tego koszt? Zupełnie nieopłacalna inwestycja, biorąc pod uwagę to co napisałem na wstępie - poniżej 3% odzyskuje pieniądze które wydali na patentowanie. Prawda jest taka, że tylko poniżej 1% wynalazków naprawdę zasługuje na ochronę patentową. Całą resztę "patentów" wymyślił by pierwszy lepszy inżynier w czasie krótszym niż 3 minuty - jeśli tylko miałby taką potrzebę. Potrzeba jest matką wynalazków, i jest to święta prawda. W technice najważniejsza jest technologia, nie wynalazek na urządzenie. A technologii opatentować praktycznie się nie da. To w doświadczeniu produkcyjnym, tolerancjach, pokryciach, odpowiednich smarach i kontroli jakości leży sekret sukcesu. Sekret umiejętności produkowania rzeczy bezawaryjnych, i tanio. Reszta to tylko maść na szczury. Bardzo droga maść, którą rządy zmuszają nas kupować. Odpowiedz Link Zgłoś
erich1 Liczba Reynoldsa 21.07.08, 20:37 Przy niskich szybkościach opływający czynnik nie uzyskuje wystarczajacej wartosci Liczby Reynoldsa ( zazw. powinno to byc powyżej 50 tys. ) , a wtedy nie ujawniają się wystarczjaco mocne efekty aero ( czy hydro) dynamiczne. Mozna tę liczbe podnieść- przy niskich predkosciach - doprowadzajac do turbulizacji opływu, np. w małych modelach latajacych można przykleić na krawędzi natarcia papier ścierny lub zygzak z drutu - czyli to co humbaki "same " odkryły pod postacią guzków . A te dane od kilkudziesięciu lat można znaleźć w literaturze modelarskiej, stąd "odkrycie" naukowca jest raczej z kategorii "na sezon ogórkowy". Pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
pms67 Re: Liczba Reynoldsa 21.07.08, 22:16 Nie tylko przy małych Re. Humbak osiąga cąłkiem spor wartości Re poniewa woda ma lepkość kinematyczną 70 ray mniejszą od powietrza. Przy cięciwie płetwy rzedu 1 m prędkości 3.6 m/s ( tylko: 2kts) mamy Re =360 000, bliski krytycznego dla kuli Re_kr_k =385000 Zwróccie uwagę, że te turbulizatory znajdują się głównie na końćówce płetwy, gdzie najpierw wystąpi oderwanie przepływu. Płetwa jeat płatem zbieżnym a na takim rozkład wsp. siły nośnej Cz wyrzucony jest na zewnątrz rozpiętości. I tam własnie osiąga się najpierw lokalnego Cz_max. Oderwanie propguje się od końćówki ku nasadzie. Stąd i w przypadku skrzydeł skośnych, silnie zbieżnych pracujących z dużymi Re =1...10x10^6 stosuje się turbulizatory/ generatory wirów w formie łopatek, czynaprzemiennie ustawionych połówek płatów delta. Poza tym ku końćówce przy takiej płetwie Re spada. Aha, i jeszcze jedno: humbak ma turbulizatory na facjacie i nikt się tym nie podnieca ;-) POzdrawiam, Piotr S. erich1 napisał: > Przy niskich szybkościach opływający czynnik nie uzyskuje wystarczajacej > wartosci Liczby Reynoldsa ( zazw. powinno to byc powyżej 50 tys. ) , a wtedy ni > e > ujawniają się wystarczjaco mocne efekty aero ( czy hydro) dynamiczne. Mozna tę > liczbe podnieść- przy niskich predkosciach - doprowadzajac do turbulizacji > opływu, np. w małych modelach latajacych można przykleić na krawędzi natarcia > papier ścierny lub zygzak z drutu - czyli to co humbaki "same " odkryły pod > postacią guzków . A te dane od kilkudziesięciu lat można znaleźć w literaturze > modelarskiej, stąd "odkrycie" naukowca jest raczej z kategorii "na sezon > ogórkowy". Pozdro. Odpowiedz Link Zgłoś
pizza Re: Liczba Reynoldsa 22.07.08, 12:42 piękna analiza, można jedynie dodać że z kinematyką wirów sprawa wcale nie jest tak łatwa i oczywista: w modelu standardowym nie ma specjalnie dobrej teorii wiru, istnieją za to mniej lub bardziej "paranaukowe" doniesienia że w warunkach wiru dochodzi do uzyskiwania zaskakująco dużych energii która wydaje się pochodzić z samej natury ruchu po spirali. Jedyne poważne teorie zbliżające się obecnie do natury tego zjawiska to koncepcje bazujące na fizycznej implementacji CA - czyli fizyce kwantowanej czasoprzestrzeni. pozdr Odpowiedz Link Zgłoś