Dodaj do ulubionych

Mam propozycję

01.05.05, 00:20
Czy nie sądzicie, że obecne zbiorowe olewanie przez uczniów swej edukacji
wynika z utrzymywania obowiązku szkolnego do 18. roku życia? Czy nie
uważacie, że bierze się z tego efekt naduzasadnienia i uczniowie przychodzą
do szkoły nie ze względu na zdobywanie wiedzy, a ze względu na sankcje prawne
i przez to mamy to co mamy?
Z tego wynika moja propozycja: znieśmy obowiązek szkolny. Ewentualnie możemy
zrobić jakiś (powiedzmy) 10-letni okres przejściowy, w trakcie którego
obowiązek szkolny obejmowałby tylko pierwsze 3 klasy podstawówki, po to, aby
uczeń z jednej strony wszedłby już w ten szkolny rytm, a z drugiej -
ukończenie 3 klas nic mu przecież nie da i niejako wymusi na nim konieczność
dalszego kształcenia się. Czy nie jest to sensowny pomysł?
PS. Moja propozycja nie wiąże się z prywatyzacją szkolnictwa! To byłoby nadal
tzw. darmowe.
Obserwuj wątek
    • tawananna Re: Mam propozycję 01.05.05, 01:31
      Jestem absolutnie przeciwna. Nie wyobrażam sobie tego; zwłaszcza w naszym kraju.

      Pomyśl, co z rodzinami, w których nie dba się o edukację dziecka - rodzic nie
      ma pieniędzy na podręczniki (albo potrzebuje pomocy przy pracach domowych czy
      młodszych dzieciach) - więc rezygnuje z posłania dziecka do czwartej klasy
      podstawówki. Dziecko nie kończy szkoły, nie może nawet zdobyć porządnego zawodu
      (do zawodówki przecież nie pójdzie) - prosta droga na bezrobocie. I do
      analfabetyzmu w społeczeństwie, niestety, bo po 3 latach szkoły trudno mówić o
      wystarczającej umiejętności czytania, pisania czy liczenia.

      I z drugiej strony - dzieciak w gimnazjum, trwa okres buntu - mówi rodzicom, że
      nie chce chodzić dalej do szkoły. I przestaje chodzić - rodzic wszak nie zmusi.
      A jest zbyt mało odpowiedzialne by wiedzieć, że właśnie marnuje sobie życie.

      Oczywiście, możesz powiedzieć, że to kwestia rodziców, wychowania itd. Ale nie
      zmienia to faktu, ze taka reforma zniszczyłaby życie wielu ludzi i na pewno nie
      wpłynęłaby pozytywnie na sytuację w kraju, o wykształceniu Polaków nie
      wspominając. Pomysł opiera się na świadomości społeczeństwa w zakresie potrzeby
      edukacji ("ukończenie 3 klas nic mu przecież nie da i niejako wymusi na nim
      konieczność dalszego kształcenia się") - a to niestety dość niepewne.

      Jeśli skrócić obowiązek szkolny, to najdalej do końca gimnazjum.
      • robertmar1 Re: Mam propozycję 01.05.05, 11:03
        Spróbuję Ci po kolei odpowiedzieć:

        > Pomyśl, co z rodzinami, w których nie dba się o edukację dziecka - rodzic nie
        > ma pieniędzy na podręczniki (albo potrzebuje pomocy przy pracach domowych czy
        > młodszych dzieciach) - więc rezygnuje z posłania dziecka do czwartej klasy
        > podstawówki. Dziecko nie kończy szkoły, nie może nawet zdobyć porządnego
        zawodu
        >
        > (do zawodówki przecież nie pójdzie) - prosta droga na bezrobocie. I do
        > analfabetyzmu w społeczeństwie, niestety, bo po 3 latach szkoły trudno mówić
        o
        > wystarczającej umiejętności czytania, pisania czy liczenia.

        To może zastanów się jak to wygląda dzisiaj? Wszak obowiązek szkolny obejmuje
        tylko posyłanie dzieci do szkoły, nie ma tu mowy o obowiązku zakupu
        podręczników czy nawet zapewnienia dowozu dziecka do placówki edukacyjnej. Od
        tej strony patrząc koszty są doprawdy minimalne, biorąc pod uwagę jak wiele
        dzieci również i dzisiaj nie korzysta z podręczników. Obniżenie progu obowiązku
        szkolnego nie spowodowałoby umycia rąk przez gminy w kwestii pomocy socjalnej.
        Po prostu do szkoły chodziłby po tych 3 klasach ten, kto naprawdę by tego
        chciał, kto byłby świadomy konieczności swej edukacji, a do tego powinniśmy
        chyba dążyć, nieprawdaż?

        > I z drugiej strony - dzieciak w gimnazjum, trwa okres buntu - mówi rodzicom,
        że
        >
        > nie chce chodzić dalej do szkoły. I przestaje chodzić - rodzic wszak nie
        zmusi.

        Według mnie niebezpieczne jest myślenie wedle którego państwo ma zastępować
        rodzica. Zresztą dlaczego rodzic ma tego dziecka nie zmusić do chodzenia do
        szkoły? Wiem, że zawsze dzieciak może się w razie czego podeprzeć jakąś
        konwencją o swych prawach, ale i tutaj możnaby było wprowadzić stosowne
        regulacje prawne.

        Pomysł opiera się na świadomości społeczeństwa w zakresie potrzeby
        >
        > edukacji ("ukończenie 3 klas nic mu przecież nie da i niejako wymusi na nim
        > konieczność dalszego kształcenia się") - a to niestety dość niepewne.

        Innej drogi niestety nie ma. Jeżeli chcemy żyć w społeczeństwie ludzi
        odpowiedzialnych, to nie wolno nam tym ludziom poczucia odpowiedzialności
        odbierać.

        > Jeśli skrócić obowiązek szkolny, to najdalej do końca gimnazjum.
        >

        Dzięki, że jednak mimo wszystko z częścią mojego pomysłu się zgodziłaś :)
        Pozdrawiam!
      • l-a Re: Mam propozycję 01.05.05, 16:08
        Czegoś tak głupiego to jeszcze czytałam. Większość dzieci gbyby wiedziały ,że
        nie muszą chodzić do szkoły to by nie chodziły, bo przecież lepiej robić
        ciekawsze rzeczy. 10-latek po 3 klasie podstawówki nie jest na tyle dojrzały
        żeby decydować o tym czy ma chodzić do szkoły ( zresztą niektórzy rodzice też
        nie).
        • robertmar1 Re: Mam propozycję 01.05.05, 20:11
          Chyba się nie rozumiemy. Otóż zapewne wiesz, iż za dzieci decydują ich rodzice
          i to oni posyłaliby je do szkoły - autentycznie z własnej woli, a nie dlatego,
          że ktoś im to każe. To raptownie zmieniłoby podejście do edukacji - nie byłaby
          ona traktowana jako coś do odbębnienia, ale jako świadomy wybór.
          To prawda, niektórzy rodzice zapewne darowaliby swoim dzieciom szkołę, ale
          należy tu wyraźnie zaznaczyć, iż czyniliby tak na SWOJĄ odpowiedzialność i to
          do siebie samych powinni mieć później pretensje z tego tytułu, a nie do państwa.
          • roman.gawron Re: Mam propozycję 01.05.05, 21:15
            robertmar1 napisał:

            > należy tu wyraźnie zaznaczyć, iż czyniliby tak na SWOJĄ odpowiedzialność i to
            > do siebie samych powinni mieć później pretensje z tego tytułu, a nie do
            > państwa

            I co by to była za różnica dla tego biednego, niedouczonego dziecka?
            • robertmar1 Re: Mam propozycję 01.05.05, 21:50
              Kolosalna! Prawo natury jest takie, że to rodzice w pierwszej mierze
              odpowiadają za swe dziecko i nie zastępuje ich w tym względzie jakieś państwo.
              Dlatego też dziecko nauczy się prawidłowego porządku rzeczy, zda sobie sprawę z
              tego do kogo może kierować swoje pretensje i w ten sposób będzie duża szansa na
              to, że dzieci tego dziecka będą wychowywane już we właściwy sposób.
              • roman.gawron Re: Mam propozycję 02.05.05, 07:49
                robertmar1 napisał:

                > Kolosalna! Prawo natury jest takie, że to rodzice w pierwszej mierze
                > odpowiadają za swe dziecko i nie zastępuje ich w tym względzie jakieś
                > państwo.

                Niezależnie do kogo dziecko będzie miało mieć prawo pretensje, zakładając że
                ciasne horyzonty w ogóle pozwolą mu je wyrazić, i tak pozostanie prostym,
                nieuczonym człowiekiem, skrzywdzonym przez to na całe życie. Co ma za
                znaczenie, kto tu jest winny? Winni bylibyśmy wszyscy.

                > Dlatego też dziecko nauczy się prawidłowego porządku rzeczy, zda sobie sprawę
                > z tego do kogo może kierować swoje pretensje i w ten sposób będzie duża
                > szansa na to, że dzieci tego dziecka będą wychowywane już we właściwy sposób.

                Wybacz, ale na tego typu argumenty można się jedynie uśmiechnąć:)
                • robertmar1 Re: Mam propozycję 02.05.05, 10:21
                  > Niezależnie do kogo dziecko będzie miało mieć prawo pretensje, zakładając że
                  > ciasne horyzonty w ogóle pozwolą mu je wyrazić, i tak pozostanie prostym,
                  > nieuczonym człowiekiem, skrzywdzonym przez to na całe życie. Co ma za
                  > znaczenie, kto tu jest winny? Winni bylibyśmy wszyscy.

                  Romanie, dlaczego uważasz, że wszyscy bylibyśmy winni? Jesteś zdania,
                  że "wszystkie dzieci są nasze"? Bo moje akurat nie jest żadne, a w każdym razie
                  nic o tym nie wiem :) Wróćmy wreszcie do naturalnego porządku rzeczy i nie
                  plećmy socjalistycznych banialuk!
                  Pozdrawiam.
    • basia961 Re: Mam propozycję 01.05.05, 07:32
      Twój post to prowokacja, prawda?
      "Olewanie", jak to pięknie ująłeś, edukacji nie ma związku z istnieniem
      obowiązku szkolnego. Nie dotyczy też ogólnie "uczniów" ale tylko niektórych
      środowisk, zawsze tak było i zawsze będzie. Mam syna w szkole podstawowej i
      widzę że to "olewanie" dotyczy dzieci ze środowisk patologicznych. Bo jak
      inaczej nazwać taką rodzinę - mama pije, tatuś pije, starszy brat w więzieniu,
      rodzina bez pracy - dobre państwo da zasiłek, po co się męczyć.Jedenastolatek
      zamiast do szkoły idzie na wagary, łazi po wsi z papierosem w zębach i butelką
      piwa w dłoni - rodzice nie reagują, widać to dla nich normalne. Jeśli już
      zapomni się i przyjdzie do szkoły, wszczyna bójki i awantury. To co napisałam to
      fakt - w klasie mojego syna jest taki uczeń, w całej szkole kilku, a szkoła malutka.
      Dla normalnych środowisk istnienie, czy nie istnienie, obowiązku szkolnego nie
      ma znaczenia. Normalni ludzie posyłają dzieci do szkoły niezależnie od istnienia
      takiego obowiązku.
      • robertmar1 Re: Mam propozycję 01.05.05, 11:11
        basia961 napisała:

        > Twój post to prowokacja, prawda?
        W pewnym sensie, ale tylko w pewnym sensie.

        > "Olewanie", jak to pięknie ująłeś, edukacji nie ma związku z istnieniem
        > obowiązku szkolnego.
        Oj, niestety ma...

        Nie dotyczy też ogólnie "uczniów" ale tylko niektórych
        > środowisk, zawsze tak było i zawsze będzie. Mam syna w szkole podstawowej i
        > widzę że to "olewanie" dotyczy dzieci ze środowisk patologicznych. Bo jak
        > inaczej nazwać taką rodzinę - mama pije, tatuś pije, starszy brat w więzieniu,
        > rodzina bez pracy - dobre państwo da zasiłek, po co się męczyć.
        No i to jest logiczna konsekwencja tego myślenia państwa za obywatela. Różne są
        tego przejawy: wysokie podatki (bo państwo lepiej wie od nas jak wydawać
        pieniądze), zasiłki (bo trzeba ludziom pomagać, nawet jak im ta pomoc
        ewidentnie szkodzi) czy też m.in. obowiązek szkolny (jego idea na pewno była
        szczytna, ale wywołał on u ludzi w wielu wypadkach klasyczny efekt
        naduzasadnienia).

        Jedenastolatek
        > zamiast do szkoły idzie na wagary, łazi po wsi z papierosem w zębach i butelką
        > piwa w dłoni - rodzice nie reagują, widać to dla nich normalne. Jeśli już
        > zapomni się i przyjdzie do szkoły, wszczyna bójki i awantury. To co napisałam
        t
        > o
        > fakt - w klasie mojego syna jest taki uczeń, w całej szkole kilku, a szkoła
        mal
        > utka.
        I jeszcze jesteś za utrzymaniem obecnego stanu rzeczy? Przecież ten uczeń nie
        przychodziłby do szkoły (gdyż nie musiałby tego czynić), a co za tym idzie -
        nie wszczynałby awantur. To miałoby pozytywny wpływ na całą szkołę.

        > Dla normalnych środowisk istnienie, czy nie istnienie, obowiązku szkolnego nie
        > ma znaczenia. Normalni ludzie posyłają dzieci do szkoły niezależnie od
        istnieni
        > a
        > takiego obowiązku.
        Lecz środowiska nienormalne posyłają dzieci do szkoły, tylko dlatego, że muszą,
        a efektem są, wymienione przez Ciebie, bójki, awantury etc.
        Pozdrawiam!
        • basia961 Re: Mam propozycję 02.05.05, 08:20
          Obawiam się, Robertmarze1, że bez obowiązku szkolnego byłoby więcej takich
          przypadków jak opisałam. A takie, puszczone samopas, dzieci kiedyś dorosną i
          może to być dla reszty społeczeństwa niebezpieczne i kosztowne - utrzymanie
          więżnia kosztuje. Jeśli obowiązek szkolny "naprostuje" choćby jedno zaniedbane
          dziecko - dobrze że jest.
          Pozdrawiam
          • robertmar1 Re: Mam propozycję 02.05.05, 10:27
            A ja bym radził te obawy odłożyć na półkę :) Po prostu w parze ze zniesieniem
            obowiązku szkolnego (wszystko jedno czy całkowitym czy częściowym) powinno iść
            precyzyjne prawo, które każdy powinien pojmować (jest to możliwe, zaręczam - 3
            klasy podstawówki wystarczą do tego w zupełności) i stosować. Ty zakładasz, że
            bez szkoły dzieci nie dojdą do tego co jest dobre, a co jest złe, a ja mówię,
            że szkoła i tak nic nie zrobi w tym względzie, bo takie sprawy kształtuje
            rodzina. To z nią dziecko ma zawsze najdłuższy kontakt i to ona jest naturalnym
            wychowawcą. Szkoła może tylko rozwijać wartości wynoszone z domu i nic poza tym.
            Pozdrawiam.
    • tawananna Re: Mam propozycję 02.05.05, 00:50
      "To może zastanów się jak to wygląda dzisiaj? Wszak obowiązek
      szkolny obejmuje tylko posyłanie dzieci do szkoły, nie ma tu mowy o obowiązku
      zakupu podręczników czy nawet zapewnienia dowozu dziecka do placówki
      edukacyjnej."

      Dowóz zapewnia państwo (vide gimbusy). A jeśli chodzi o te nieszczęsne
      podręczniki: jeśli rodzic posyła dziecko do szkoły (a posyła, bo musi), to
      zazwyczaj jakoś go do tej szkoły wyposaża. Ale jeśli dziecko nie będzie musiało
      się uczyć, z przyjemnością zrezygnuje ze "zbędnych" wydatków.

      "Po prostu do szkoły chodziłby po tych 3 klasach ten, kto naprawdę by tego
      chciał, kto byłby świadomy konieczności swej edukacji, a do tego powinniśmy
      chyba dążyć, nieprawdaż?"

      To utopia. Mało który czwartoklasista jest "świadomy konieczności swej
      edukacji", nie bądźmy śmieszni. A jeśli całą odpowiedzialność przerzucimy na
      rodziców (którzy będą decydowali o edukacji dziecka), to konsekwencje ich
      nieświamości poniosą dzieci... i nastąpi jeszcze silniejsza segregacja
      społeczna i "dziedziczenie" braku wykształcenia.

      "Lecz środowiska nienormalne posyłają dzieci do szkoły, tylko dlatego, że
      muszą, a efektem są, wymienione przez Ciebie, bójki, awantury etc."

      Czyli uważasz, że najlepiej by było, gdyby środowiska "nienormalne" przestały
      posyłać dzieci do szkoły - byłby przynajmniej spokój?
      • robertmar1 Re: Mam propozycję 02.05.05, 10:40
        tawananna napisała:

        > "To może zastanów się jak to wygląda dzisiaj? Wszak obowiązek
        > szkolny obejmuje tylko posyłanie dzieci do szkoły, nie ma tu mowy o obowiązku
        > zakupu podręczników czy nawet zapewnienia dowozu dziecka do placówki
        > edukacyjnej."
        >
        > Dowóz zapewnia państwo (vide gimbusy). A jeśli chodzi o te nieszczęsne
        > podręczniki: jeśli rodzic posyła dziecko do szkoły (a posyła, bo musi), to
        > zazwyczaj jakoś go do tej szkoły wyposaża. Ale jeśli dziecko nie będzie
        musiało
        >
        > się uczyć, z przyjemnością zrezygnuje ze "zbędnych" wydatków.

        Chwileczkę. Coś mi się zdaje, że i dziś funkcjonuje system zakupów podręczników
        dla dzieci z biednych rodzin, nieprawdaż? W czasach mojej nauki (nie tak
        dawnej) były osoby, które z tego korzystały i wcale na tym nie wychodziła źle
        żadna ze stron.

        > "Po prostu do szkoły chodziłby po tych 3 klasach ten, kto naprawdę by tego
        > chciał, kto byłby świadomy konieczności swej edukacji, a do tego powinniśmy
        > chyba dążyć, nieprawdaż?"
        >
        > To utopia. Mało który czwartoklasista jest "świadomy konieczności swej
        > edukacji", nie bądźmy śmieszni. A jeśli całą odpowiedzialność przerzucimy na
        > rodziców (którzy będą decydowali o edukacji dziecka), to konsekwencje ich
        > nieświamości poniosą dzieci... i nastąpi jeszcze silniejsza segregacja
        > społeczna i "dziedziczenie" braku wykształcenia.

        Krótkie pytanie: do kogo "należą" dzieci? Do państwa, czy do swoich rodziców?
        Prawda jest taka, że z niewolnika nie ma pracownika i otrzymane wykształcenie z
        przymusu nijak się ma do wykształcenia tego, kto na nie rzetelnie i świadomie
        pracował.
        Co do segregacji społecznej: jako taka jest zawsze nieunikniona. Rola państwa
        powinna się ograniczać do tego by nie wynikała ona z przyczyn tzw.
        obiektywnych, ale państwo nie może się wtrącać do segregacji na własne
        życzenie. Szkopuł w tym czy z niskim wykształceniem będzie komuś dobrze czy
        źle. Ja proponuję oczywistą furtkę dla swego rozwoju, furtkę, którą widzieć
        będą wszyscy ci, którzy ją zechcą widzieć. Co z tymi, którzy nie zechcą jej
        dostrzec? Nie naszą to sprawą jest. W tym kraju nigdy nie będzie dobrze, jeśli
        jeden będzie myśleć za drugiego.

        > "Lecz środowiska nienormalne posyłają dzieci do szkoły, tylko dlatego, że
        > muszą, a efektem są, wymienione przez Ciebie, bójki, awantury etc."
        >
        > Czyli uważasz, że najlepiej by było, gdyby środowiska "nienormalne" przestały
        > posyłać dzieci do szkoły - byłby przynajmniej spokój?

        Biorąc pod uwagę to jak owe dzieci obniżają (przez swe zachowanie) poziom
        nauczania reszty dzieci, bezpieczeństwa w szkole etc. rzeczywiście nie byłoby
        to gorszą sytuacją niż obecnie.
    • tawananna Re: Mam propozycję 02.05.05, 13:35
      "Romanie, dlaczego uważasz, że wszyscy bylibyśmy winni? Jesteś zdania,
      że "wszystkie dzieci są nasze"? Bo moje akurat nie jest żadne, a w każdym razie
      nic o tym nie wiem :) Wróćmy wreszcie do naturalnego porządku rzeczy i nie
      plećmy socjalistycznych banialuk!"

      Demagogia. A co sądzisz np. o polityce państw skandynawskich?

      "Po prostu w parze ze zniesieniem obowiązku szkolnego (wszystko jedno czy
      całkowitym czy częściowym) powinno iść precyzyjne prawo, które każdy powinien
      pojmować (jest to możliwe, zaręczam - 3 klasy podstawówki wystarczą do tego w
      zupełności) i stosować."

      Utopia. Porozmawiaj z prawnikiem. Nie bez powodu studiuje się te 5 lat prawo,
      by można było je pojąć po trzech klasach podstawówki. Wiesz w ogóle, jaka jest
      wiedza dziecka po trzech klasach szkoły podstawowej?

      "Chwileczkę. Coś mi się zdaje, że i dziś funkcjonuje system zakupów
      podręczników dla dzieci z biednych rodzin, nieprawdaż? W czasach mojej nauki
      (nie tak dawnej) były osoby, które z tego korzystały i wcale na tym nie
      wychodziła źle żadna ze stron."

      Nie rozumiesz. Po pierwsze, system zakupu podręczników jest tylko dla dzieci z
      _bardzo_ biednych rodzin. A bieda i nieświadomość potrzeby kształcenia
      niekoniecznie idą z sobą w parze. Po drugie, to nie o podręczniki chodzi. Po co
      rodzic ma kupować dziecku książki, przybory szkolne, strój na WF, nowe buty
      itd., skoro dzieciak może zostać w domu i pomóc przy gospodarstwie czy przy
      młodszym rodzeństwie? A dziecko będzie jeszcze zadowolone, nie będzie musiało
      się uczyć.

      "Krótkie pytanie: do kogo "należą" dzieci? Do państwa, czy do swoich rodziców?"

      Parafrazując jedną z wcześniejszych wypowiedzi: a co to będzie za różnica dla
      biednego, niedouczonego dziecka?

      "Prawda jest taka, że z niewolnika nie ma pracownika i otrzymane wykształcenie
      z przymusu nijak się ma do wykształcenia tego, kto na nie rzetelnie i świadomie
      pracował."

      Pokaż mi tych czwartoklasistów, którzy rzetelnie i świadomie pracują na swoje
      wykształcenie! Większość dzieci i tak będzie się uczyło, bo musi - a czy to
      jest ustawowy obowiązek szkolny, czy obowiązek narzucony przez rodziców, to
      naprawdę nieistotne.

      "Co do segregacji społecznej: jako taka jest zawsze nieunikniona."

      Jasne, że jest nieunikniona. Ale to nie znaczy, że mamy ją jeszcze pogłębiać.

      "Rola państwa powinna się ograniczać do tego by nie wynikała ona z przyczyn
      tzw. obiektywnych, ale państwo nie może się wtrącać do segregacji na własne
      życzenie."

      A narzucać podatki państwo może?

      "Szkopuł w tym czy z niskim wykształceniem będzie komuś dobrze czy
      źle."

      No to będzie mu źle. I co z tym zrobimy? Załóżmy, że "nawróci się" i będzie
      chciał się uczyć. Zrobimy podstawówki "dla dorosłych"? Albo będzie chciał, by
      jego dziecko zdobyło wykształcenie - ale nie pomoże mu przy odrabianiu lekcji.
      Ba, na wywiadówce nie zrozumie wypowiedzi nauczycielki o jego dziecku (no...
      ale jasne, zawsze można powiedzieć prościej). O pisaniu CV nie wspominajmy.

      "Co z tymi, którzy nie zechcą jej dostrzec? Nie naszą to sprawą jest. W tym
      kraju nigdy nie będzie dobrze, jeśli jeden będzie myśleć za drugiego."

      Możemy tak mówić. Możemy udawać, że problemy innych ludzi nie istnieją.
      Odgradzać się od świata w iluzji strzeżonych osiedli. A jak potem na ulicy taki
      niewykształcony syn niewykształconego rodzica z powodu frustracji wywołanych
      brakiem pracy napadnie na nasze dziecko - no, to wtedy to będzie nasz problem.

      "Biorąc pod uwagę to jak owe dzieci obniżają (przez swe zachowanie) poziom
      nauczania reszty dzieci, bezpieczeństwa w szkole etc. rzeczywiście nie byłoby
      to gorszą sytuacją niż obecnie."

      Poślij swoje dziecko do płatnej szkoły. Problem z głowy. A jeśli nie masz
      pieniędzy... to nie moja sprawa.
      • robertmar1 Re: Mam propozycję 02.05.05, 17:25
        A zatem po kolei:

        A co sądzisz np. o polityce państw skandynawskich?
        A co ja mogę sądzić o systemie, który ewidentnie bankrutuje i w którym coraz
        bardziej dostrzegana jest potrzeba przynajmniej częściowego zaniechania
        socjalnego?
        Poza tym tam akurat mój pomysł przyjąłby się jeszcze prędzej niż w Polsce. Tam
        nie trzeba przekonywać ludzi do wypełniania swoich obowiązków.

        Nie bez powodu studiuje się te 5 lat prawo,
        > by można było je pojąć po trzech klasach podstawówki. Wiesz w ogóle, jaka
        jest
        > wiedza dziecka po trzech klasach szkoły podstawowej?
        Wiem i właśnie dlatego uważam, że nie wolno państwu myśleć za obywatela.

        Po co
        >
        > rodzic ma kupować dziecku książki, przybory szkolne, strój na WF, nowe buty
        > itd., skoro dzieciak może zostać w domu i pomóc przy gospodarstwie czy przy
        > młodszym rodzeństwie? A dziecko będzie jeszcze zadowolone, nie będzie musiało
        > się uczyć.
        Dziecko jest sprawą przede wszystkim rodziców. To nie państwo "produkuje"
        dzieci to nie państwa rzeczą jest się nimi zajmować. Jeżeli rodzice uznaliby,
        że szkoła jest dziecku niepotrzebna, to trudno. Trzeba być odpowiedzialnym za
        siebie i za to co się posiada - za dzieci też.

        co to będzie za różnica dla
        > biednego, niedouczonego dziecka?
        Ale to nie jest moje dziecko. Mogę komuś takiemu pomóc na własną rękę, z
        własnej inicjatywy (o którą się proszę nie martwić), ale nie czułbym się
        odpowiedzialny za wszystkie takie przypadki.

        > Pokaż mi tych czwartoklasistów, którzy rzetelnie i świadomie pracują na swoje
        > wykształcenie! Większość dzieci i tak będzie się uczyło, bo musi - a czy to
        > jest ustawowy obowiązek szkolny, czy obowiązek narzucony przez rodziców, to
        > naprawdę nieistotne.
        Niestety się mylisz. Chodzi mi o coś takiego jak nastawienie do nauki, które,
        nie łudźmy się, jest wynoszone w 90% z rodzinnego domu. Jeżeli rodzice będą
        namawiać dziecko do nauki mówiąc, że jest ona potrzebna, to będzie to zupełnie
        inaczej wyglądać niż mówienie, iż "trzeba chodzić do szkoły, bo jest taki
        obowiązek", bo wówczas i samo dziecko czuje, że rodzice najchętniej by go do
        szkoły nie posyłali, a kto jest dziecku bliższy? Rodzice czy szkoła?

        > "Co do segregacji społecznej: jako taka jest zawsze nieunikniona."
        >
        > Jasne, że jest nieunikniona. Ale to nie znaczy, że mamy ją jeszcze pogłębiać.
        Dlaczego my? Ja swoje dzieci zamierzam kształcić możliwie dużo czasu, Ty
        zapewne też. To gdzie tu jest mowa o nas?

        > No to będzie mu źle. I co z tym zrobimy? Załóżmy, że "nawróci się" i będzie
        > chciał się uczyć. Zrobimy podstawówki "dla dorosłych"? Albo będzie chciał, by
        > jego dziecko zdobyło wykształcenie - ale nie pomoże mu przy odrabianiu
        lekcji.
        > Ba, na wywiadówce nie zrozumie wypowiedzi nauczycielki o jego dziecku (no...
        > ale jasne, zawsze można powiedzieć prościej). O pisaniu CV nie wspominajmy
        Moja babcia na przełomie lat 40-tych i 50-tych zrobiła jakimś cudem maturę,
        choć wszyscy w rodzinie rzucali jej kłody pod nogi (nikt tam nie wyszedł poza
        parę klas podstawówki). Nikt jej nie pomagał w odrabianiu lekcji, babcia sama
        wiedziała, że musi się uczyć. Realia nie mają tu nic do rzeczy. Śmiem
        twierdzić, iż dziś uczniowie mają dużo lepiej niż przed półwieczem. A zatem
        chyba jednak można?

        > Możemy tak mówić. Możemy udawać, że problemy innych ludzi nie istnieją.
        > Odgradzać się od świata w iluzji strzeżonych osiedli. A jak potem na ulicy
        taki
        >
        > niewykształcony syn niewykształconego rodzica z powodu frustracji wywołanych
        > brakiem pracy napadnie na nasze dziecko - no, to wtedy to będzie nasz
        problem.
        Te słowa jak najbardziej nazwałbym demagogią. Co miało to znaczyć? Że ten ktoś
        mściłby się za to, że był (i jest) głupi? Wybacz, ale cudza głupota (nawet przy
        okaleczeniu mojego dziecka) nie obchodziłaby mnie w ogóle. Napad byłby zawsze
        napadem i coś takiego winno być stosownie ukarane.

        > Poślij swoje dziecko do płatnej szkoły. Problem z głowy. A jeśli nie masz
        > pieniędzy... to nie moja sprawa.
        Nigdy. Ja chcę by moje dziecko było sprawiedliwie oceniane poprzez pryzmat swej
        wiedzy, a nie grubości mojego portfela.
        Pozdrawiam.
    • agataku Re: Mam propozycję 02.05.05, 14:09
      widzisz - to nie jest takie proste. W mniej oświeconych warstwach społecznych,
      gdzie rodzice nie kojarzą właściwej edukacji z lepszym startem w życiu,
      obowiązek szkolny jest jedyną szansą dla dzieci, które chcą zdobyć
      wykształcenie.
      Wyobraź sobie taką sytuację - rodzina z nizin, bieda w domu, rodzice po trzech
      latach podstawówki nie posyłają dzieci do szkoły, bo np. "tatuś też szkoły nie
      skończył i co z tego", poza tym ktoś się musi zająć młodszym rodzeństwem.
      Dziecko, które może być zdolne i chętne do nauki, nie skończy nawet podstawówki.
      Więc ingerencja państwa jest w tym momencie niezbędna - chroni dziecko przed
      krzywdą. Bo, niestety, ale wielu jest jeszcze takich rodziców, którzy nie
      potrafią patrzeć perspektywicznie.
      • robertmar1 Re: Mam propozycję 02.05.05, 17:37
        Agato, tu bym się akurat z Tobą zgodził, ale zarazem muszę stwierdzić, że takie
        podejście do sprawy (tych rodziców) jest coraz rzadsze i całe szczęście.
        Abstrahując, jednak powstaje tu pewien dylemat moralny: do kogo "należą"
        dzieci? Czy do państwa, czy do swoich rodziców? Chcę Ci powiedzieć, iż nad moim
        pomysłem myślałem naprawdę długo i doszedłem do wniosku, że jednak mimo
        wszystko wolę rodziców powinno się szanować, podobnie jak np. w przypadku braku
        ich zgody na pobranie narządów po śmierci ich dziecka. Nie znaczy to jednak, że
        państwo ma odstąpić od namawiania i przekonywania rodziców do zmiany swej
        decyzji. Jeżeli dziecko byłoby ewidentnie zdolne, to moralny obowiązek do tego
        miałby każdy, kto widziałby ową dziedzięcą krzywdę. Jednak należy się wówczas
        ograniczyć tylko do namawiania, bez żadnych sankcji. Te i tak w końcu nadejdą.
        Pozwólmy ludziom być za siebie odpowiedzialni!
        Pozdrawiam i dziękuję za post.
        • agataku Re: Mam propozycję 02.05.05, 17:50
          muszę stwierdzić, że takie
          >
          > podejście do sprawy (tych rodziców) jest coraz rzadsze i całe szczęście.

          uwierz mi - takich nieodpowiedzialnych rodziców jest jeszcze bardzo wielu...:(

          do kogo "należą"
          > dzieci? Czy do państwa, czy do swoich rodziców?
          no wiesz... moim zdaniem, to dzieci nie "należą" do nikogo, nie są rzeczą...
          wiem, że idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby rodzicom można było zaufać, że
          dadzą dziecku to, co najlepsze - ale ile razy zdarzało się, że dzieci trzeba
          chronić przed pomysłami nieodpowiedzialnych dosrosłych...

          Jeżeli dziecko byłoby ewidentnie zdolne, to moralny obowiązek do tego
          > miałby każdy, kto widziałby ową dziedzięcą krzywdę.
          Tak, ale zobacz: rodzice, którzy czują ten "moralny obowiązek", to nie są
          rodziny z nizin i marginesu - bo takich ludzi nie dręczy sumienie, moralność
          przegrywa z pragmatyzmem i głupotą.
          I dzieci żal. Bo to one są skrzywdzone.
          • robertmar1 Re: Mam propozycję 02.05.05, 21:42
            agataku napisała:

            > muszę stwierdzić, że takie
            > >
            > > podejście do sprawy (tych rodziców) jest coraz rzadsze i całe szczęście.
            >
            > uwierz mi - takich nieodpowiedzialnych rodziców jest jeszcze bardzo wielu...:(
            To przykre, ale sądzę, że mimo wszystko nie jest tak źle, jak sądzisz.

            > do kogo "należą"
            > > dzieci? Czy do państwa, czy do swoich rodziców?
            > no wiesz... moim zdaniem, to dzieci nie "należą" do nikogo, nie są rzeczą...
            > wiem, że idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby rodzicom można było zaufać, że
            > dadzą dziecku to, co najlepsze - ale ile razy zdarzało się, że dzieci trzeba
            > chronić przed pomysłami nieodpowiedzialnych dosrosłych...
            Na pewno dzieci nie "należą", ale dzieci się "ma". Nic nie poradzę na specyfikę
            języka. Może więc umówmy się krakowskim targiem, że dzieci podlegają pod swoich
            rodziców, OK?
            Poza tym jeszcze jedna sprawa: z Twoich słów wynika, że optujesz za tzw.
            mniejszym złem, ale przez swoje 20 lat życia (wiem, że to nie dużo, ale też i
            nie bardzo mało) przekonałem się, że dużo lepiej jest stawiać na większe dobro.

            >
            > Jeżeli dziecko byłoby ewidentnie zdolne, to moralny obowiązek do tego
            > > miałby każdy, kto widziałby ową dziedzięcą krzywdę.
            > Tak, ale zobacz: rodzice, którzy czują ten "moralny obowiązek", to nie są
            > rodziny z nizin i marginesu - bo takich ludzi nie dręczy sumienie, moralność
            > przegrywa z pragmatyzmem i głupotą.
            > I dzieci żal. Bo to one są skrzywdzone.
            Takich ludzi sumienie nie dręczy, ale dręczy np. pedagogów, ludzi światłych,
            którzy widzieliby co się dzieje. To jest ich rola w tym wszystkim.
            Pozdrawiam.
            • agataku Re: Mam propozycję 02.05.05, 23:03
              > Takich ludzi sumienie nie dręczy, ale dręczy np. pedagogów, ludzi światłych,
              > którzy widzieliby co się dzieje. To jest ich rola w tym wszystkim.
              > Pozdrawiam.
              tak, dręczy pedagogów, żebyś wiedział. teraz te starania chroni prawo. a potem
              co? można sobie pogadać z rodzicami, do części to w ogóle nie dotrze. a z
              dziecka wyrośnie menel, bo co można robić bez szkoły średniej, nawet bez
              zawodówki?
              być może brak obowiązku szkolnego mógłby zdać egzamin w społeczeństwie naprawdę
              wysoko rozwiniętym i uświadomionym. Polska jest na to nieprzygotowana.
              • fion_a Re: Mam propozycję 07.05.05, 00:07
                agataku napisała:

                a z dziecka wyrośnie menel, bo co można robić bez szkoły średniej, nawet bez
                > zawodówki?
                > być może brak obowiązku szkolnego mógłby zdać egzamin w społeczeństwie
                naprawdę
                >
                > wysoko rozwiniętym i uświadomionym. Polska jest na to nieprzygotowana.

                Droga agataku! Wszystko co piszesz brzmi naprawdę pieknie i tak niesłychanie
                altruistycznie, ze gdyby napisac powiesc, to zajęłaby miejsce siłaczki w
                kanonie lektur obowiazkowych!

                Czyż nie zauwazyłaś tego, ze obecnie menele, jak to okreslilas stanowia znaczna
                czesc uczniów gimnazjum??Ze nie wspomne o slabych szkołach srednich (kiepskie
                technika i zawodówki). I nawet 3-4 lata w tej szkole nie zrobia z nich
                porzadnych ludzi. Zreszta szkola dzis nie jest placówka resocjalizacyjna (choc
                znajac tendencje wiekszosci taka sie pewno stanie), a miejscem, gdzie uczniowie
                powinni przestrzegac obowiazkow swoich, co wytrwale głosi Pan Roman( i
                słusznie). A tacy, powiedziałabym zdemoralizowani i patologiczni, uczniowie
                niestety musza, podkreslam musza, znaleźć miejsce w jakiejs szkole do 18 roku
                zycia, i dla swietego spokoju sa przepychani z klasy do klasy, bo nauczyclele
                sie ich boja. I ta szkola naprawde niczego dobrego ich nie uczy, oprócz tego,
                ze im sie nalzezy i przemoca moga wymusic wszystko, bo wiedza, ze do 18 roku
                zycia i tek gdzies ich przyjma, bo musza. Szkodza sobie (ale to pal licho,
                uwazam, ze jednostka ma prawo szkodzic sobie, skoro lubi), ale co gorsza
                szkodza innym uczniom, ktorzy byc moze sa mniej bystrzy od tych, ktorym udalo
                sie dostacdo najlepszego LO, ale ktorzy sie staraja i chca skonczyc szkole. I
                sa to własnie ofiary obowiazku szkolnego do 18 roku zycia. Moim zdaniem,
                obowiazek powinien wygasnac najpozniej wraz z ukonczeniem gimnazjum. Daje to
                naprawde dość czasu, te 9 lat, by zorientowac sie w sytuacji ucznia i by
                wyrobic w nim nawyk uczenia się. Na forum obowiazki pisalas o biednych
                uczniach, ktorzy nie beda mieli szans na nauke. Ja uwazam, ze dla biednych i
                bystrych powinny byc specjalne programy stypendialne (sa i dzis, tylko za malo).
                Uwazam tez, ze jesli skzola srednia bylaby swoistym przywuilejem, jak studia,
                to uczniowie musieliby ja zaczac szanowac. Bo dla takiego lesera w któryms
                miejscu skonczyloby sie przepychanie z klasy do klasy, ze szkoly do szkoly.
                Wymusiloby to na nim albo dostosowanie sie do warunków panujacych w szkole,
                albo rezygnacje z niej. Obie mozliwosci byłyby z pozytkiem dla inych, a
                pierwsza rowniez z pozytkiem dla samego ucznia, który w obecnym systemie
                swiadomy swojej bezkarnosci łamie wszystkie prawa i olewa obowiazki.
    • tawananna Re: Mam propozycję 02.05.05, 18:48
      "A co ja mogę sądzić o systemie, który ewidentnie bankrutuje"

      Czyli liczy się tylko i wyłącznie "kasa"... To co sądzisz o wynikach uczniów
      np. w takiej Finlandii?

      "Wiem i właśnie dlatego uważam, że nie wolno państwu myśleć za obywatela."

      A co to ma do rozumienia prawa?

      "Jeżeli rodzice uznaliby, że szkoła jest dziecku niepotrzebna, to trudno.
      Trzeba być odpowiedzialnym za siebie i za to co się posiada - za dzieci też."

      Dziecko nie jest czymś, co się POSIADA! Dziecko jest człowiekiem!

      Czy wraz z likwidacją obowiązku szkolnego proponujesz likwidację domów dziecka,
      pogotowia opiekuńczego, rodzin zastępczych itd.? Bo - trzeba być
      odpowiedzialnym za dziecko, a jeśli się nie jest - to nie rzeczą państwa jest
      się nim zajmować?

      "Niestety się mylisz. Chodzi mi o coś takiego jak nastawienie do nauki, które,
      nie łudźmy się, jest wynoszone w 90% z rodzinnego domu. Jeżeli rodzice będą
      namawiać dziecko do nauki mówiąc, że jest ona potrzebna, to będzie to zupełnie
      inaczej wyglądać niż mówienie, iż "trzeba chodzić do szkoły, bo jest taki
      obowiązek""

      Stwierdzenie: "musisz się uczyć, bo nauka jest potrzebna" nie jest znacznie
      odmienne od "musisz się uczyć, bo taki jest obowiązek". Pamiętasz ze swojego
      dzieciństwa (8-9 lat), po co chodziłeś do szkoły? Nie oszukujmy się,
      konieczność edukacji nie jest przedmiotem refleksji dziecka. W najlepszym razie
      chodzi do szkoły, bo mu się podoba, spotyka się z innymi dziećmi, robi fajne
      rzeczy na lekcjach, lubi się uczyć itd. W innym razie - większość - chodzi do
      szkoły, bo - chodzą wszyscy, to oczywiste, tak trzeba. Ale cieszy się, gdy
      szkoły nie ma, gdy są wakacje, gdy zajęcia są odwołane (nie pamiętasz licealnej
      euforii z powodu odwołanych zajęć - licealnej (!), kiedy już zdajesz sobie
      sprawę z wagi edukacji) - rozmawiałeś kiedyś o tym z dziećmi albo choćby
      oglądałeś takie rozmowy w TV? O tym, jak byłoby fajnie, gdyby wakacje trwały 10
      miesięcy, a szkoła - 2?

      "Moja babcia na przełomie lat 40-tych i 50-tych zrobiła jakimś cudem maturę,
      choć wszyscy w rodzinie rzucali jej kłody pod nogi"

      Matura to trochę inna sytuacja. Sama znam historie osób - rodzice:
      wykształcenie podstawowe/zawodowe. Dziecko postawiło się i zamiast do zawodówki
      zdało do liceum. Rodzice zachwyceni zresztą nie byli - zawodu nie będzie i po
      co ta matura, a poza tym na pewno sobie nie poradzisz - no, ale zabronić nie
      zabronili. Ale trudno mówić o podejmowaniu takich świadomych przez
      dziewięciolatka (!).

      "Realia nie mają tu nic do rzeczy. Śmiem twierdzić, iż dziś uczniowie mają dużo
      lepiej niż przed półwieczem. A zatem chyba jednak można?"

      Tylko - po co? Zmiany mają sens wtedy, gdy przynoszą więcej pożytku niż szkód.
      W moim odczuciu Twoja propozycja bardziej zaszkodzi niż poprawi sytuację.

      "Co miało to znaczyć? Że ten ktoś mściłby się za to, że był (i jest) głupi?
      Wybacz, ale cudza głupota (nawet przy okaleczeniu mojego dziecka) nie
      obchodziłaby mnie w ogóle. Napad byłby zawsze napadem i coś takiego winno być
      stosownie ukarane."

      Ech. Nie o napad tutaj chodzi - to powinno być karane, oczywiście. To miał być
      tylko przykład ilustrujący sytuację. Nie chodził o tu o mszczenie się za
      głupotę... a raczej o fakt, że w słabiej wykształconym społeczeństwie wzrośnie
      frustracja i przestępczość.

      "Nigdy. Ja chcę by moje dziecko było sprawiedliwie oceniane poprzez pryzmat
      swej wiedzy, a nie grubości mojego portfela."

      A tego akurat nie rozumiem. Są szkoły prywatne czy społeczne, gdzie dziecko
      jest oceniane przez pryzmat wiedzy, a nie portfela. Pokutuje opinia o płatnych
      szkołach, gdzie za odpowiednią sumkę można kupić dyplom, a przecież są szkoły
      prywatne, gdzie poziom nauki jest bardzo dobry, a warunki pracy -
      nieporównywalne.
      • robertmar1 Re: Mam propozycję 02.05.05, 21:35
        > Czyli liczy się tylko i wyłącznie "kasa"... To co sądzisz o wynikach uczniów
        > np. w takiej Finlandii?
        Trudno, żeby się nie liczyła, gdy jej po prostu zaczyna brakować. Co sądzę o
        wynikach uczniów fińskich? Wybacz, ale porównywanie wychowanego w warunkach
        niezbędnej obowiązkowości i pracowitości Fina, do wychowanego w robieniu
        wszystkiego "na odwal" Polaka mówi samo za siebie jeszcze przed właściwym
        porównaniem. Finlandia to jest po prostu zupełnie inny kraj - lepszy od nas,
        choć do ideału im sporo brakuje.

        > "Wiem i właśnie dlatego uważam, że nie wolno państwu myśleć za obywatela."
        >
        > A co to ma do rozumienia prawa?
        To, że człowiek MUSI sam zrozumieć, że tylko samodzielnie (tj. bez przymusu),
        we własnym interesie, to prawo powinien pojąć.

        > Dziecko nie jest czymś, co się POSIADA! Dziecko jest człowiekiem!
        Przepraszam, a MASZ może dzieci? Ich POSIADANIE wcale nie pozbawia ich
        człowieczeństwa.

        > Czy wraz z likwidacją obowiązku szkolnego proponujesz likwidację domów
        dziecka,
        >
        > pogotowia opiekuńczego, rodzin zastępczych itd.? Bo - trzeba być
        > odpowiedzialnym za dziecko, a jeśli się nie jest - to nie rzeczą państwa jest
        > się nim zajmować?
        Jak mi odpowiesz na pytanie co ma wspólnego państwo z funkcjonowaniem rodzin
        zastępczych (wyłączając przyznawane przez państwo zasiłki) to wtedy Ci odpowiem
        na to pytanie.
        A tak w ogóle: nie słyszałem, żeby ktoś kiedykolwiek walczył o OBOWIĄZKI
        rodzicielskie. Cały czas na topie są jedynie PRAWA, a o obowiązkach nikt nie
        mówi... To tylko takie wtrącenie.

        > Stwierdzenie: "musisz się uczyć, bo nauka jest potrzebna" nie jest znacznie
        > odmienne od "musisz się uczyć, bo taki jest obowiązek". Pamiętasz ze swojego
        > dzieciństwa (8-9 lat), po co chodziłeś do szkoły? Nie oszukujmy się,
        > konieczność edukacji nie jest przedmiotem refleksji dziecka. W najlepszym
        razie
        >
        > chodzi do szkoły, bo mu się podoba, spotyka się z innymi dziećmi, robi fajne
        > rzeczy na lekcjach, lubi się uczyć itd. W innym razie - większość - chodzi do
        > szkoły, bo - chodzą wszyscy, to oczywiste, tak trzeba. Ale cieszy się, gdy
        > szkoły nie ma, gdy są wakacje, gdy zajęcia są odwołane (nie pamiętasz
        licealnej
        >
        > euforii z powodu odwołanych zajęć - licealnej (!), kiedy już zdajesz sobie
        > sprawę z wagi edukacji) - rozmawiałeś kiedyś o tym z dziećmi albo choćby
        > oglądałeś takie rozmowy w TV? O tym, jak byłoby fajnie, gdyby wakacje trwały
        10
        >
        > miesięcy, a szkoła - 2?
        Bardzo dobrze pamiętam moje pertraktacje z rodzicami (nawet i wieku kilkunastu
        lat) w sprawie mojego "niepójścia do szkoły". Pamiętam też jednak bardzo dobrze
        argumentację moich rodzicieli, za którą jestem im dozgonnie wdzięczny, bo ani
        razu razu nie odwoływali się do sankcji, jakie państwo na nich miało nałożyć.
        Argumentowali to zwykłą koniecznością, która zaprocentuje w przyszłości.
        Zresztą zaprocentowała :) Po prostu od tego są rodzice.
        Tak, pamiętam liceum i radość z odwoływanych zajęć. Niemniej ta euforia nie
        wynikała z przepadania seryjnego. Co innego, gdy danego przedmiotu nie mieliśmy
        przez tydzień, a co innego, gdy przez miesiąc. W podstawówce zresztą było
        podobnie.

        > Matura to trochę inna sytuacja. Sama znam historie osób - rodzice:
        > wykształcenie podstawowe/zawodowe. Dziecko postawiło się i zamiast do
        zawodówki
        >
        > zdało do liceum. Rodzice zachwyceni zresztą nie byli - zawodu nie będzie i po
        > co ta matura, a poza tym na pewno sobie nie poradzisz - no, ale zabronić nie
        > zabronili. Ale trudno mówić o podejmowaniu takich świadomych przez
        > dziewięciolatka (!).
        Ale tu jest sytuacja taka, że ten 9-latek po 3 klasach nie będzie mieć w
        praktyce ŻADNEGO wykształcenia i choćby ten fakt wymoże na nim (a właściwie na
        jego rodzicach) konieczność ukończenia choćby podstawówki. Pewnie, że będą
        rodziny, gdzie na tych 3 klasach się skończy, ale za tych ludzi nie mogę brać
        odpowiedzialności.

        > W moim odczuciu Twoja propozycja bardziej zaszkodzi niż poprawi sytuację.
        W moim mniemaniu przeciwnie, ale ważne, że o tym kulturalnie rozmawiamy. Do
        jakiegoś konsensusu w końcu zapewne dojdziemy :)

        > Ech. Nie o napad tutaj chodzi - to powinno być karane, oczywiście. To miał
        być
        > tylko przykład ilustrujący sytuację. Nie chodził o tu o mszczenie się za
        > głupotę... a raczej o fakt, że w słabiej wykształconym społeczeństwie
        wzrośnie
        > frustracja i przestępczość.
        Wykształcenie jest tylko jednym z wielu czynników potęgujących lub redukujących
        przestępczość i frustrację. Nie wywyższałbym go tutaj zanadto.

        > A tego akurat nie rozumiem. Są szkoły prywatne czy społeczne, gdzie dziecko
        > jest oceniane przez pryzmat wiedzy, a nie portfela. Pokutuje opinia o
        płatnych
        > szkołach, gdzie za odpowiednią sumkę można kupić dyplom, a przecież są szkoły
        > prywatne, gdzie poziom nauki jest bardzo dobry, a warunki pracy -
        > nieporównywalne.
        Wiesz, to jeszcze zależy od okolicy, w której się mieszka. Mam to szczęście, że
        mieszkam w mieście powiatowym, gdzie jest jeden zespół szkół społecznych
        (podstawówka, gimnazjum, ogólniak), w którym te warunki pracy są rzeczywiście
        nieporównywalne, ale poziom absolwentów nie jest najwyższy. Można ich
        charakteryzować podobnie jak swego czasu króla Michała Korybuta
        Wiśniowieckiego, który "znał sześć języków, ale w żadnym nie miał nic do
        powiedzenia". Chyba więc nie dziwisz się mojemu uprzedzeniu do tej szkoły.
        Pozdrawiam.
        • tawananna Re: Mam propozycję 02.05.05, 22:50
          > Finlandia to jest po prostu zupełnie inny kraj - lepszy od nas,
          > choć do ideału im sporo brakuje.

          OK, to inaczej - jakie znasz przypadki zniesienia obowiązku szkolnego i jakie
          były tego konsekwencje?

          > Przepraszam, a MASZ może dzieci?

          Jeszcze nie mam. A Ty?:)

          > Jak mi odpowiesz na pytanie co ma wspólnego państwo z funkcjonowaniem rodzin
          > zastępczych (wyłączając przyznawane przez państwo zasiłki) to wtedy Ci
          > odpowiem na to pytanie.

          Chodzi mi tylko o to, czy uważasz, że los dzieci ma zależeć od państwa (mają
          utrzymywać domy dzie cka, rodziny zastępcze itd.), czy może mają pecha, że
          trafili im się tacy rodzice i mają świadomie zacząć się utrzymywać i uczyć, a
          jeśli się nie uda - świadomie ponieść konsekwencje postępowania swoich
          rodziców...?

          > Ale tu jest sytuacja taka, że ten 9-latek po 3 klasach nie będzie mieć w
          > praktyce ŻADNEGO wykształcenia i choćby ten fakt wymoże na nim (a właściwie na
          > jego rodzicach) konieczność ukończenia choćby podstawówki.

          Zrozum, że nie wymoże. A jeśli skończy podstawówkę - co to za wykształcenie
          podstawówka? Sześcioletnia?

          > W moim mniemaniu przeciwnie, ale ważne, że o tym kulturalnie rozmawiamy. Do
          > jakiegoś konsensusu w końcu zapewne dojdziemy :)

          Wątpię, ale możemy dyskutować dalej :)

          > mieszkam w mieście powiatowym, gdzie jest jeden zespół szkół społecznych
          > (podstawówka, gimnazjum, ogólniak), w którym te warunki pracy są rzeczywiście
          > nieporównywalne, ale poziom absolwentów nie jest najwyższy

          W dużych miastach poziom takich szkół (nie wszystkich oczywiście!) bywa
          większy, czasem naprawdę dobry (szkoły z międzynarodową maturą np.).

          "> uwierz mi - takich nieodpowiedzialnych rodziców jest jeszcze bardzo wielu...:
          (
          To przykre, ale sądzę, że mimo wszystko nie jest tak źle, jak sądzisz."

          Wiesz, ty mieszkasz w mieście powiatowym - nie Warszawa co prawda :), ale
          spojrzenie trochę inne. Ja pochodzę z niewielkiej miejscowości, nawet nie
          gminnej - i wierz mi, z tej perspektywy wszystko wygląda inaczej.
          • robertmar1 Re: Mam propozycję 03.05.05, 14:08
            > OK, to inaczej - jakie znasz przypadki zniesienia obowiązku szkolnego i jakie
            > były tego konsekwencje?
            Nie znam takich przypadków, mój pomysł określam jako nowatorski, ale uważam, że
            skuteczny.

            > Jeszcze nie mam. A Ty?:)
            Niestety, ja również je dopiero planuję :)

            > Chodzi mi tylko o to, czy uważasz, że los dzieci ma zależeć od państwa (mają
            > utrzymywać domy dzie cka, rodziny zastępcze itd.), czy może mają pecha, że
            > trafili im się tacy rodzice i mają świadomie zacząć się utrzymywać i uczyć, a
            > jeśli się nie uda - świadomie ponieść konsekwencje postępowania swoich
            > rodziców...?
            Czekaj, czekaj - troszkę się zapędziłaś :) Otóż według mnie powinno być tak, że
            póki dziecko przebywa np. w domu dziecka, to jego prawnym (możliwie czasowym)
            opiekunem jest instytucja państwowa, a skoro tak, to wtedy państwo mogłoby temu
            dziecku nakazać się uczyć, oczywiście zarazem pokrywając koszty tej edukacji.
            Jeśli dziecko przebywa w rodzinie zastępczej, to prawa rodzicielskie (także
            prawo do kształcenia) powinna mieć rodzina zastępcza. To chyba proste?

            > Zrozum, że nie wymoże. A jeśli skończy podstawówkę - co to za wykształcenie
            > podstawówka? Sześcioletnia?
            Zawsze to lepiej niż te 3 klasy. Poza tym jestem zdania, że dobrowolnie
            ukończona podstawówka przyniesie efekt lepszy niż "na odwal" ukończone
            gimnazjum.

            > W dużych miastach poziom takich szkół (nie wszystkich oczywiście!) bywa
            > większy, czasem naprawdę dobry (szkoły z międzynarodową maturą np.).
            Sama widzisz - to zależy już tylko od danego miejsca :)

            A moje miasto jest na południowym-wschodzie kraju.
        • cytryna76 Re: Mam propozycję 02.05.05, 23:00
          Wydaje mi się, ze Twoja propozycja jest zbyt radykalna. Moim zdaniem obowiazek
          szkolny powinien istnieć do 15 roku życia. Problem wagarowania i bandziorstwa,
          aczkolwiek zdarza się już w podstawówkach, eskaluje w gimnazjum, bo dlatego,
          trzeba trzymać takiego w szkole do osiemnstki. Dzięki takiemu "przetrzymywaniu"
          na siłę jakieś 99% z nich, ani sie nie nawróci, ani nie wyedukuje, poważnie
          utrudniając naukę swym kolegom i efektywną pracę nauczycielom. Dzis mamy do
          czynienia ze swoistą parodią, gdy na przykład uczeń przez kilka lat figuruje na
          liscie w I klasie gimnazjum (moze tak figurowac nawet 5 lat), a do szkoły wpada
          od czasu do czasu zrobić rozrubę, bo wie, że wyrzucić go z niej nie wolno.
          Wszyscy z niecierpliwoscią czekają na ukończenie przez niego magicznych 18 lat,
          by wychowawca i pedagog mógł wreszcie zaprzestać bezsensownego wysyłania tony
          papierów,z ponagleniami i groźbami, ktore i tak nie skutkują.
          Zgadzam się, ze problem dotyczy przede wszystkim rodzin patologicznych. Z
          patologią społeczna skutecznie walczy się jednak inaczej niż wydłużając
          formalny okres obowiązku szkolnego.
          • agataku Re: Mam propozycję 02.05.05, 23:13
            Cytryno, ale ja się obawiam, że chroniąc szkołę od "bandziorów" strzelimy sobie
            samobójczego gola. Dlaczego? Ano, dlatego, że skrócenie obowiązku szkolnego
            uderzy nie w grupę docelową, a w zdolne dzieci, które przez to zakończą naukę
            przedwcześnie, bo rodzice nie widzą potrzeby edukowania syna czy córki. Nie
            wszystkie dzieci ubogie czy z tzw. marginesu są młodocianymi bandytami - są
            wśród nich uczniowie zdolni i ambitni. Ale cóż z tego, skoro rodzice podejmą za
            nich decyzję o skończeniu nauki.
            Nie traktujcie wszystkich dzieci tak samo. Szkoda ich.
            • tawananna Re: Mam propozycję 03.05.05, 00:39
              > Dlaczego? Ano, dlatego, że skrócenie obowiązku szkolnego
              > uderzy nie w grupę docelową, a w zdolne dzieci, które przez to zakończą naukę
              > przedwcześnie, bo rodzice nie widzą potrzeby edukowania syna czy córki.

              Zgadzam się. I jest jeszcze jedna kwestia - nawet zlikwidowanie obowiązku
              szkolnego nie uchroni szkoły przed bandziorami. Bo im, w gruncie rzeczy, ta
              cała szkoła jest na rękę - wielu rodziców "proedukacyjnych";) mówi: albo
              będziesz się uczył, albo do roboty pójdziesz. A szkoła to ileś lat wolności ;)

              Swoją drogą, za likwidacją obowiązku szkolnego musiałoby pójść obniżenie wieku,
              od którego można pracować...

              I już do rzeczy: podstawówka i gimnazjum to absolutne minimum, które powinno
              być obowiązkowe. Być może obowiązek szkolny mógłby się kończyć po gimnazjum -
              tego nie wiem, ciekawa byłabym argumentów zwolenników takiego rozwiązania
              (konkretnych).

              Ale nauka do końca trzeciej klasy podstawówki - nie :))).
              • robertmar1 Re: Mam propozycję 03.05.05, 14:20
                jest jeszcze jedna kwestia - nawet zlikwidowanie obowiązku
                > szkolnego nie uchroni szkoły przed bandziorami. Bo im, w gruncie rzeczy, ta
                > cała szkoła jest na rękę - wielu rodziców "proedukacyjnych";) mówi: albo
                > będziesz się uczył, albo do roboty pójdziesz. A szkoła to ileś lat
                wolności ;)
                Niekoniecznie. Wolność to jest teraz - bo można w gruncie rzeczy nie robić nic,
                a i tak się w tej szkole będzie. Zniesienie obowiązku szkolnego spowodowałoby
                już konieczność robienia czegoś by ze szkoły nie wylecieć. Powiedzmy sobie
                prawdę w oczy - szkolny bandytyzm wynika z poczucia bezkarności wypływającej z
                faktu konieczności utrzymywania delikwenta w danej placówce edukacyjnej.
                Przenosiny (o ile do nich dochodzi) i tak nic nie dają.

                > Swoją drogą, za likwidacją obowiązku szkolnego musiałoby pójść obniżenie
                wieku,
                >
                > od którego można pracować...
                Słuszna uwaga, ale ja tego nie postrzegam jako jakiegoś zagrożenia. Wielu
                świeżych nastolatków już dziś doskonale uczy się samodzielności wykonując
                proste prace zarobkowe, a na coś takiego popyt będzie zawsze.

                > I już do rzeczy: podstawówka i gimnazjum to absolutne minimum, które powinno
                > być obowiązkowe. Być może obowiązek szkolny mógłby się kończyć po gimnazjum -
                > tego nie wiem, ciekawa byłabym argumentów zwolenników takiego rozwiązania
                > (konkretnych).
                Ode mnie się tych argumentów nie doczekasz, bo na obowiązek nauki w gimnazjum
                nie zgodzę się na pewno :))) Jestem też sceptycznie nastawiony do obowiązkowej
                pełnej podstawówki, mogę się ewentualnie zastanowić do zwiększenia ilości
                obowiązkowych tamże klas do (powiedzmy) czterech by trochę temu młodemu
                człowiekowi poszerzyć horyzonty poza nauczanie początkowe, ale tu też mam spore
                wątpliwości czy to nie jest za dużo.
                • tawananna Re: Mam propozycję 08.06.05, 20:23
                  O, ktoś wyciągnął ten wątek, więc przypomniał mi się jeden argument przeciwko
                  takim zmianom, który przyszedł mi kiedyś do głowy, a o którym zapomniałam
                  napisać...

                  Gdzieś wyżej pisano o tym, że po skróceniu obowiązku szkolnego można byłoby bez
                  skrupułów wyrzucić ze szkoły chuliganów. A ja obawiam się, że byłoby wręcz
                  przeciwnie - w sytuacji skrócenia obowiązku szkolnego zmniejszyłaby się liczba
                  uczniów, a przez to zapewne - liczba klas i etatów w szkole (bo wiedząc,
                  jakim "priorytetem" jest dla naszych polityków edukacja, możemy zakładać, że to
                  nie liczbę uczniów w klasie by zmniejszono...). W takim układzie każdy uczeń
                  byłby dla szkoły na wagę złota - i byliby jeszcze bardziej bezkarni...
              • fion_a Re: Mam propozycję 07.05.05, 00:31
                Argumenty napisałam w oascie wyzej do agataku, sa dokładnie te same co
                cytrynki:)
                Naprawde nie mam zamiaru krzywdzic dzieci i tak pokrzywdzonch juz przez
                patologicznych rodziców, znaczy sie tych dzieci, ktore same siebie nie krzywdza
                i nie krzywdza innych, staraja sie i chca sie uczyc. Uwazam, ze stypendia dla
                nich, chocby refundacja podrecznikow i darmowy obiad, dojazd, jak trzeba to
                internat sa konieczne. Bo w takich uczniow trzeba, a nawet nalezy inwestowac.
                Uwazam tez, zedo 15 roku zycia pedagodzy i same dzieci, a moze nawet i rodzice,
                sa w stanie zbadac sytuacje i okreslic mozliwosci i checi dziecka. Jesli jednak
                od najmlodszych lat dziecko pojdzie wyraznie w slady rodziców (znaczy sie w
                patologie), to na siłe nikt za niego nie zacznie ani myslec, ani zyc, niestety.
                Jesli wybierze zła droge, to predzej czy pozniej zajma sie nim placówki do tego
                powolane (poprawczak przykładowo). Tam byc moze odbije sie od dna,byc moze nie.
                Nie wiem. Jesli tak - nawet dzis sa zawodowki, technika i LO dla doroslych.
                Szanse bedzie mial zawsze. Ale nie bedzie miał prawa krzywdzic swoich szkolnych
                równiesników, byc moze tez biednych, byc moze tez z rodzin alkoholowych albo
                innych dysfunkcyjnych, albo ze zwyklej, przecietnej rodziny, tylko po prostu
                mniej bystrych. A krzywdziłby ich trzymany na sile z nimi w klasie i za nic,
                dla swietego spokoju przepychany z klasy do klasy. I ja tego sobie naprawde nie
                wymyslilam, miałam pół roku kontakt z taka szkola, z takimi uczniami, gdzie
                przejrzałam na oczy. Dzis np. o godz.21 jechalam w tramwaju z kilkoma
                wyrostkami ( z twarzy i wzrostu - 15-16 lat): pijani, nacpani, wsiedli z
                papierosami do tramwaju i zaczeli wykrzykiwac, co bardziej oplaca sie ukrasc.
                Na przystanku "skasowali" komorke chłopcu w ich wieku.I to sa realia polskich
                szkół, ktore sa powolane do nauczania, a nie do resocjalizacji. A niestety
                obecna tendencja rokuje, ze zamienia sie w te drugie:(
    • randybvain Popieram 04.05.05, 19:34
      Prtzejrzalem dyskusje i jednak popieram robertmara. Obecny obowiazek szkolny to
      paradoks. Do szkoly sie chodzi, ale nie po to, aby sie uczyc. I wychodzi bez
      wielu podstawowych umiejetnosci. ludzie nie potrafia porzadnie pisac,
      wypowiadac sie, liczyc, wypelniac formularzy a czynnosci zawodowych w
      wiekszosci ucza sie dopiero w zakladzie pracy. Czyli wtorny analfabetyzm. wiec,
      gdy obowiazek szkolny zniknie, wtorny analfabetyzm zastapi sie pierwotnym -
      jaka roznica procz nazwy?
      Pisano tutaj o biednych rodzinach, ktore nie posla dzieci do szkoly, albo
      patologicznych. Jestem za odpowiedzialnoscia rodzicow za dziecko. Jednak
      powinien byc system szans dla zdolnych dzieci, stypendia socjalne itp. W tym
      momencie takze dzieci niechcace sie uczyc a lubiace pobiegac i powagarowac, nie
      przebywaly by w szkole i bylyby o wiele szczesliwsze. I nie byloby w klasie
      osobnikow nieintegrowalnych. Out.
      Podstawowki dla doroslych? A czemu nie? Jak ktos sie chce ksztalcic, to niech
      moze. I tak dopiero dwudziestoparolatkowie stanawszy przed koniecznoscia
      podniesienia swych kwalifikacji - leca na kursy jezykowe i zawodowe.
      Nie podoba mi sie zabieranie dzieciom prawa do glosu przez poprzendiczki.
      Granica dojrzalosci jest plynna i nie mozna mowic o okreslonym wieku, w ktorym
      dziecko moze decydowac o sobie. Sa dziesiecioletnie dziewczynki pomagajace
      owdowialemu ojcu w utrzymywaniu gospodarstwa i trzydziestoletnie maminsynki,
      ktore nie wiedza, jak obsluzyc pralke.
      Jasne, ze wymagaloby to wprowadzenia konkretnych rozwiazan prawnych i ogolnie
      jest sprzeczne z tradycja edukacyjna. Ale po to jest dyskusja, by rozwazyc za i
      przeciw nim przedsiewezmie sie na lapu capu jakies dzialania w stylu naszych
      rzadow.
      • basia961 Re: Popieram 09.05.05, 07:50
        Bandytyzmu w szkołach nie zlikwiduje zniesienie obowiązku szkolnego. Na rzeczy
        byłoby natomiast zniesienie rejonizacji, szczególnie w gimnazjach. Wtedy do
        dobrego gimnazjum byłyby przyjmowane dzieci chcące się uczyć i tylko na
        podstawie punktów zdobytych na teście po podstawówce. Teraz do dobrego gimnazjum
        trzeba przyjąć idiotę - bo z rejonu, z zdolne dziecko musi o przyjęci specjalnie
        się starać - bo nie jego rejon. Są sytuacje fikcyjnych meldunków w rejonie
        dobrej szkoły - to "świetna" szkoła radzenia sobie w życiu.
        Gimnazjum powinno być szkołą elitarną bo od niego zależy dalsza droga
        kształcenia dziecka. A promować należy najlepszych, i, choć to brzmi
        górnolotnie, to najlepsi stanowią o dobrobycie kraju.
    • themoonlord też mam propozycję 18.05.05, 09:31
      Proponuje zmniejszyć liczbę miejsc w liceach ogólnokształcących. Wtedy wszyscy
      by wiedzieli, że się trzeba uczyć, a dodatkowo, nie byłoby ludzi bez zawodu po
      ogólniaku, którzy nie są w stanie pójść na studia. Jak ktoś jest mniej zdolny
      powinien mieć zawód i iść do pracy, a nie się w liceum męczyć, bo jest taka
      moda.
      Tyle pieniędzy idzie na edukację, bo wiele osób się uczy niepotrzebnie i nie
      adekwatnie do swoich umiejętności. Na Zachodzie jest wiele instytucji, które
      pomagają rodzicom i dzieciom wybrać życiową drogę i sprawdzają w jakim stopniu
      dziecko jest zdolne.
      Ile jest przecież takich osób, co jakiś studia wyższe niby pokończyły, ale
      pracy nie mogą znaleźć. Gdyby to u nas sprawniej działało, byłoby nmiej
      bezrobocia. Ale teraz nikt do zawodówki nie pójdzie, jak może iść do ogólniaka,
      najgorszego, ale zawsze ogólniaka.
      • krzysztofoledzki Zapraszam na forum PRAWA UCZNIA 07.06.05, 18:32
        Witam!

        Zapraszam wszystkich, którym los uczniów nie jest obojętny, którzy są gotowi
        stanąć w obronie niezbywalnych, podstawowych Praw Człowieka.
        Zapraszam wszystkich zainteresowanych merytoryczną i kulturalną dyskusją.

        Pdr
        KO

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka