unsatisfied6
21.09.06, 22:08
nie mam nic przeciwko samoukom, jeżeli ich wiedza jest naprawdę solidna to
zasługują na szczególne uznanie .
przytoczę tu porównanie do znienawidzonego przez komuszą brać sytemu
edukacyjnego w USA - samouk który sam doszedł do poziomu wiedzy jaką
osiąga się na dobrym uniwerku jest tam szczególnie honorowany . dostaje
dyplom "najplepszego w świecie uniwerku" i droga kariery przed nim otwarta
bez granic . spotkałem jednego takiego - niesamowity . najpierwe
przypuszczałem , że po bardzo dobrym uniwerku , bo mówił o matematyce
z taką pasją i wiedzą jak niejeden pracownik dobrej uczelni . był dyretkorem
IBM w San Diego . znałem jego syna i ten mi powiedział , że ojciec
zaczął pracować w IBM od pozycji sprzątającego i jest samoukiem . miał
przez panstwo przynany dyplom mgr nie kończąc żadnej uczelni .
ale to co spotykam w Polsce - systemowe uznanie kwalifiakcji zaczniaków to
już nie ma nic wspólnego z moim szacunkiem do ludzi , którzy poza rygorem
uczelni zdobyli prawo do wykonywanie tego samego zawodu co wykonują inni
kosztem wieloletnich studiów i ciężkiej pracy . nie systemowego potwierdzania
kwalifikacji zdobytych 10 krotnie mniejszym wysiłkiem w USA - są tylko
w krajach postkomunistycznych które zapewne kiedyś słuzyło tworzeniu dobrego
image elit komunistycznych i z pewnością musiało wpłynąc na jakość studiów
dziennych by ich absolwenci mogli dobrze ocenić kwalifikacje swoich
kolegów lub przełożonych .
nie twierdzę , że nie ma zaoczniaków o wysokich kwalifiakacjach - są
ale tego ich dyplom nie potwierdza , potwierdza to ich wiedza wyłącznie ,
która w przypadku większości zaoczniaków jest tym czym może być coś czego
człowiek uczył się około jednego roku ( rozłożonego w okresie pięciu lat ) .
uważam , że warto by było zastosować wzorce z USA - zaliczać wiedzę a nie
systemowo tworzyć niesprawiedliwe uznanie równoważności studiów dziennych
ze studiami zaocznymi - takich po prostu nie ma w innych krajach
demokratycznych i były tylko w systemach dyktatorskich .