Dodaj do ulubionych

nie mam nic przeciwko samoukom

21.09.06, 22:08
nie mam nic przeciwko samoukom, jeżeli ich wiedza jest naprawdę solidna to
zasługują na szczególne uznanie .

przytoczę tu porównanie do znienawidzonego przez komuszą brać sytemu
edukacyjnego w USA - samouk który sam doszedł do poziomu wiedzy jaką
osiąga się na dobrym uniwerku jest tam szczególnie honorowany . dostaje
dyplom "najplepszego w świecie uniwerku" i droga kariery przed nim otwarta
bez granic . spotkałem jednego takiego - niesamowity . najpierwe
przypuszczałem , że po bardzo dobrym uniwerku , bo mówił o matematyce
z taką pasją i wiedzą jak niejeden pracownik dobrej uczelni . był dyretkorem
IBM w San Diego . znałem jego syna i ten mi powiedział , że ojciec
zaczął pracować w IBM od pozycji sprzątającego i jest samoukiem . miał
przez panstwo przynany dyplom mgr nie kończąc żadnej uczelni .

ale to co spotykam w Polsce - systemowe uznanie kwalifiakcji zaczniaków to
już nie ma nic wspólnego z moim szacunkiem do ludzi , którzy poza rygorem
uczelni zdobyli prawo do wykonywanie tego samego zawodu co wykonują inni
kosztem wieloletnich studiów i ciężkiej pracy . nie systemowego potwierdzania
kwalifikacji zdobytych 10 krotnie mniejszym wysiłkiem w USA - są tylko
w krajach postkomunistycznych które zapewne kiedyś słuzyło tworzeniu dobrego
image elit komunistycznych i z pewnością musiało wpłynąc na jakość studiów
dziennych by ich absolwenci mogli dobrze ocenić kwalifikacje swoich
kolegów lub przełożonych .

nie twierdzę , że nie ma zaoczniaków o wysokich kwalifiakacjach - są
ale tego ich dyplom nie potwierdza , potwierdza to ich wiedza wyłącznie ,
która w przypadku większości zaoczniaków jest tym czym może być coś czego
człowiek uczył się około jednego roku ( rozłożonego w okresie pięciu lat ) .

uważam , że warto by było zastosować wzorce z USA - zaliczać wiedzę a nie
systemowo tworzyć niesprawiedliwe uznanie równoważności studiów dziennych
ze studiami zaocznymi - takich po prostu nie ma w innych krajach
demokratycznych i były tylko w systemach dyktatorskich .
Obserwuj wątek
    • playadelsol Re: nie mam nic przeciwko samoukom 22.09.06, 02:31
      NO to idź mądralo i postudiuj sobie trochę na studiach zaocznych, owszem bedziesz na uczelni spędzał mniej czasu niz na studiach dziennych (choć znam i takie uczelnie gdzie wymiar godzinowy nauczania na studiach dziennych i zaocznych jest niemal taki sam), ale na egzaminie na pewno nie bedziesz miał taryfy ulgowej, na wielu kierunkach bedziesz musiał wiedziec nawet więcej niz byś musiał na studiach dziennych, bo czesto uczelnie przyjmują wszystkich chętnych by zarobic na nich kase, ale później trzeba ich liczbe stopniowo ograniczać, więc by się na studiach utrzymać, musisz się wykazać duzo większa wiedzą niż na studiach dziennych, bo przy rażącej dyskrepancji między liczbą przyjęć a realistyczną liczba absolwentów znacznie wiecej studentów przypada na jeden dyplom....

      i mówiłam Ci już: nie medrkuj na tematy o których słyszałes coś tam przelotnie w wiadomościach na tv
      i nie "chwal" sie tym swoim amerykańskim dyplomem, bo doprawdy nie ma czym...kończyłeś jeden z "najlepszych" uniwersytetów świata, george w. bush tez konczył, jeszcze lepszy niz twój, no i jakoś tego po nim nie widać....a to juz bardzo kiepsko swiadczy o tym uniwersytecie....więc podchodź z większym dystansem do edukacji w wydaniu anglosaskim, bo ludzie się z ciebie śmieją...
      a jak tak kochasz stany to co tu jeszcze robisz? acha, chyba ze cie tam nie chcą....
    • playadelsol Re: nie mam nic przeciwko samoukom 22.09.06, 02:34
      no i jeszcze dwie rzeczy:

      1) przepraszam bardzo, a czym są studia jak nie własnie zaliczaniem wiedzy?

      2) komusza brać to o mnie zapewne? owszem komunistami gardze mniej niż amerykanami, ale to jeszcze nie znaczy ze nimi nie gardze...więc z łaski swojej zamknij ten swój ubrudzony hamburgerami pyszczek :)
    • playadelsol Re: nie mam nic przeciwko samoukom 22.09.06, 02:41
      i wreszcze rzecz trzecia:

      cóż to za stwierdzenie: nie mam nic przeciw samoukom??/ po tobie spodziewałabym się czegoś więcej, np nie mam nic przeciw dyplomom, choc na pierwszym miejscu stawiam wiedze
      no ale ty na to jesteś zbyt ograniczony, trzeba naprawdę otwartego umysłu by postepowac własnie tak, by na pierwszym miejscu stawiac wiedze a nie dyplom. Tak czynię np ja przyjmując ludzi do pracy. Gdybym miała wybierac korepetytora np dla siebie, tez postawiłabym na wiedze nie dyplom. Ale jesli chodzi o system szkolny to musi istniec pewien jasny i w miarę obiektywny sposób weryfikacji ludzi przyjmowanych do pracy.
      a jeśli ktoś jest tak rzeczywiście tak zdolny za jakiego się uwaza to jest w stanie uzyskać odpowiednie kwalifikacje bez trudu....chyba ze jednak nie jest tak dobry jak o sobie mysli....
    • playadelsol Re: nie mam nic przeciwko samoukom 22.09.06, 02:48
      i po czwarte:

      ty chyba lekko myslisz dwie dychotomie: studia dzienne - zaoczne oraz studia na uczelni państwowej-studia na uczelni prywatnej

      to raczej to drugie rozróznienie uprawniałoby do stwierdzeń podobnych do twoich, choć to tez tylko generalizacja, i to spora...

      i żeby było jasne moje dyplomy (a jest ich kilka) to ani dyplomy studiów zaocznych, ani uczelni prywatnych... więc równiez w tej kwestii nie wyciągaj pochopnych wniosków...a niezależnie od ilości dyplomów i tak uważam się za samouka, bo tak naprawde jak sie sam nie nauczysz to cię nikt nie nauczy....

      • unsatisfied6 przede wszystkim przepraszam 22.09.06, 09:03
        przede wszystkim przepraszam , jeżeli obraziłm tym wątkiem ciebie.
        nie można generalizować - znam matematyka po studiach zaocznych i muszę
        powiedzieć , że jest wyśmienity w tym co robi . uczy w szkole podstawej
        i to świetnie . znam inżyniera po studiach zaocznych i podziwiam jego
        ciągły pociąg do wiedzy i otwarty umysł na wiele spraw . uważam , że
        jest dobry w tym co robi .

        ten wątek nie dotyczył twojej osoby ani nie zamierzałem ciebie obrażać -
        owszem temat wynikał z naszej poprzedniej dyskusji , ale nie przypuszczałem
        że ty również jesteś po studiach zaocznych . prawdę mówiąc przypuszczałem
        że nie masz żadnego wyższego wykształcenia . tzn niech sprostuję - uważam
        mimo twoich przekonań , że dyplom studiów zaocznych nie jest potwierdzeniem
        wyższego wykształcenia - przykłady osób które podałem dotyczą ich wiedzy i
        profesjonalizmu jak i dużej pracy samouków i są niewspółmierne do standardu
        jaki reprezentują absolwenci uczelni zaocznych .

        jak juz poprzednio zauważyłem , absurdem jest udzielanie dyplomu ukończenia
        uczelni wyższej i tytułu magr osobom , które poświęciły na zdobycie tego
        wykształcenia poniżej jednego roku nauki ( to że jest rozłożony na
        pięć czy dziesięć lat nie przekreśla faktu , że można to zrobić bez wiekszego
        wysilania się w przeciągu roku ) .

        podejrzanym wydaje mi się wykształcenie np w bankowości osoby która
        nie potrafi samodzielnie oszacować kosztów kredytu a potrzebny jej
        kalkulator kredytowy - poprawność działań takiego
        kalkultora jest bardzo różna , w przypadku kredytów walutowych
        praktycznie nie daje żadnego rozeznania . ponadto mgr to osoba
        która napisze taki program a nie która z niego korzysta wpisując
        dane - wpisywania danych można nauczyć w szkole podstawowej .

        inny incydent stanowiący o miernych walorach edukacji zaocznej spotkał
        mnie ze strony osoby po zaoczniaku , która szczycąc się jakimś tam
        paskiem dowiedziawszy się , że interesuję się matematyką , rzuciła
        pytanie czy wiem , co to jest prawo Vieta- zaczęły mi pracować komórki
        mózgowe , ale nie mogłem sobie przypomnieć tego prawa ze studiów .
        gdy ten zaczął wywód ze szkoły podstawowej o równaniach kwadratowych
        kompletnie oniemniałem , że czegoś takiego można uczyć na studiach -
        bo niegdyś na kółku matematycznym robiliśmy coś takiego o ile pamięć
        mnie nie myli .
        • dziama3 zaoczne 22.09.06, 13:09
          Nie wiem jak inni, ale ja zakończyłam swoje studia zaoczne mgr uzupełniające z
          dużym niedosytem, nie dowiedziałam się prawie niczego nowego, za to strasznie
          się nudziłam. Czułam się, jakbym poszła na bazar i kupiła sobie dyplom...
          • playadelsol Re: zaoczne 22.09.06, 15:21
            a ja tak własnie czułam się kończąc studia jak najbardziej dzienne i na uczelni państwowej
            prawda jest niestety taka ze na uczelniach niewiele mozna sie nauczyc, owszem egzaminy trzeba zaliczac, ale do wiedzy jesli komus na tym zalezy dochodzi sie samemu
        • playadelsol Re: przede wszystkim przepraszam 22.09.06, 15:24
          a ja moze jeszcze raz napisze co tak naprawde mysle o dyplomach; to tylko świstek papieru który niczego tak naprawde nie potwierdza, niezaleznie od tego co mysle o sposobie dopuszczania osób do wykonywania niektórych zawodów, w tym zawodu nauczyciela
    • chelsea_champion Re: nie mam nic przeciwko samoukom 22.09.06, 18:47
      hmmm bardzo ciekawe wywody..jak zwykle;)

      przytoczę tu porównanie do znienawidzonego przez komuszą brać sytemu
      > edukacyjnego w USA

      Nie jestem żadną 'bracią komuszą',choć urodziłam się w '81, a nienawidze
      systemu amer.!! O wiele bardziej cenię system skandynawski i fiński.
      Studiowałam w Finlandii i przez rok nauczyłam się więcej niż w Polsce na
      dziennych przez 3 lata.

      Jeśli chodzi o zaoczniaków to nie byłabym taka ostra. Nie chcę znów
      generalizować, ale podczas, gdy większość dziennych siedzi w książkach lub na
      imprezach w akademikach, oni pracują, często właśnie wykorzystując swoją wiedzę
      ze studiów. Można też inaczej: mają w praktyce coś co dzienni znają tylko z
      książek.

      Śmieszą mnie dyskusje, dzienne lepsze/gorsze od zaocznych, prywatne
      lepsze/gorsze od państwowych...Tak można bez końca.

      Studiowałam na państwowej i prywatnej. Powiem szczerze, moja noga nigdy nie
      postanie na uczelni prywatnej. 2 lata stracone, pieniądze w błoto...Bo żeby
      osoba z tytułem dr nie umiała sama nic wymyślić tylko dyktować definicje i inne
      brednie żywcem z książek...jak sobie o tym pomyśle to aż niedobrze mi się robi.
      I to niby uczelnia z 5 najlepszych prywatnych;/

      Gdybym mogła zdecydować nigdy bym nie studiowała w Polsce...strata czasu.

      Jeśli chodzi o samouków...super, że tacy jeszcze są.

      <uważam , że warto by było zastosować wzorce z USA >

      Nie chciałabym mieć nic wspólnego co jest związane z USA;/ To czego potrzeba
      polskiej uczelni to więcej praktyki,mniej teorii i rzecz najważniejsza
      to...student na pierwszym miejscu, a nie jakiś profesorek, który ma wszystko
      głęboko w poważaniu. Jednak nie jestem optymistka i nie wierzę, że takie coś
      kiedykolwiek nastąpi w Polsce.

      Pzdr
      • playadelsol Re: nie mam nic przeciwko samoukom 22.09.06, 19:11
        mówisz ze Cie śiesza dyskusje typu państwowe lepsze od prywatnych, po czym sama sie do takiej dyskusji przyłączasz... a tak naprawdę to ją inicjujesz...
        • unsatisfied6 czasmi się zgadzamy 22.09.06, 19:25
          playadelsol napisała:

          > mówisz ze Cie śiesza dyskusje typu państwowe lepsze od prywatnych, po czym
          sama
          > sie do takiej dyskusji przyłączasz... a tak naprawdę to ją inicjujesz...

          wyjęłaś mi to z ust .
      • unsatisfied6 to w ciągu 5 lat będziesz umiał 15 x więcej 22.09.06, 19:28
        chelsea_champion napisała:

        > hmmm bardzo ciekawe wywody..jak zwykle;)
        >
        > przytoczę tu porównanie do znienawidzonego przez komuszą brać sytemu
        > > edukacyjnego w USA
        >
        > Nie jestem żadną 'bracią komuszą',choć urodziłam się w '81, a nienawidze
        > systemu amer.!! O wiele bardziej cenię system skandynawski i fiński.
        > Studiowałam w Finlandii i przez rok nauczyłam się więcej niż w Polsce na
        > dziennych przez 3 lata.

        to się nazywa skuteczność edukacji - pogratulować :)) za pięć lat nauczysz
        się 15 razy więcej
      • unsatisfied6 śmieszna jesteś 22.09.06, 19:38
        chelsea_champion napisała:

        > hmmm bardzo ciekawe wywody..jak zwykle;)
        >
        > przytoczę tu porównanie do znienawidzonego przez komuszą brać sytemu
        > > edukacyjnego w USA
        >
        > Nie jestem żadną 'bracią komuszą',choć urodziłam się w '81, a nienawidze
        > systemu amer.!! O wiele bardziej cenię system skandynawski i fiński.

        nie znam systemu skandynawskiego - podoba mi się to , co o nim słyszę .

        możesz powiedzieć , czy w skandynawi są studia zaoczne których program
        to około 20% programu studiów dziennych ? jak traktuje się w skandynawi
        samouków ? podobnie jak w USA ? są tacy ?
      • unsatisfied6 na 25-cio latkę masz bogaty życiorys 22.09.06, 19:51
        chelsea_champion napisała:

        > hmmm bardzo ciekawe wywody..jak zwykle;)
        >
        > przytoczę tu porównanie do znienawidzonego przez komuszą brać sytemu
        > > edukacyjnego w USA
        >
        > Nie jestem żadną 'bracią komuszą',choć urodziłam się w '81, a nienawidze
        > systemu amer.!! O wiele bardziej cenię system skandynawski i fiński.
        > Studiowałam w Finlandii i przez rok nauczyłam się więcej niż w Polsce na
        > dziennych przez 3 lata.
        >
        > Jeśli chodzi o zaoczniaków to nie byłabym taka ostra. Nie chcę znów
        > generalizować, ale podczas, gdy większość dziennych siedzi w książkach lub na
        > imprezach w akademikach, oni pracują, często właśnie wykorzystując swoją
        wiedzę
        >
        > ze studiów. Można też inaczej: mają w praktyce coś co dzienni znają tylko z
        > książek.
        >
        > Śmieszą mnie dyskusje, dzienne lepsze/gorsze od zaocznych, prywatne
        > lepsze/gorsze od państwowych...Tak można bez końca.
        >
        > Studiowałam na państwowej i prywatnej. Powiem szczerze, moja noga nigdy nie
        > postanie na uczelni prywatnej. 2 lata stracone, pieniądze w błoto...Bo żeby
        > osoba z tytułem dr nie umiała sama nic wymyślić tylko dyktować definicje i
        inne
        >
        > brednie żywcem z książek...jak sobie o tym pomyśle to aż niedobrze mi się
        robi.
        >
        > I to niby uczelnia z 5 najlepszych prywatnych;/
        >
        > Gdybym mogła zdecydować nigdy bym nie studiowała w Polsce...strata czasu.
        >
        > Jeśli chodzi o samouków...super, że tacy jeszcze są.
        >
        > <uważam , że warto by było zastosować wzorce z USA >
        >
        > Nie chciałabym mieć nic wspólnego co jest związane z USA;/ To czego potrzeba
        > polskiej uczelni to więcej praktyki,mniej teorii i rzecz najważniejsza
        > to...student na pierwszym miejscu, a nie jakiś profesorek, który ma wszystko
        > głęboko w poważaniu. Jednak nie jestem optymistka i nie wierzę, że takie coś
        > kiedykolwiek nastąpi w Polsce.
        >
        > Pzdr

        na 25-cio latkę masz bogaty życiorys .

        skoro uczysz znaczy masz skonczone studia - przypuszczam , że w Polsce .
        teraz uczysz w technikum a przedtem rok w gimnazjum . ponadto co najmniej
        rok spędziłaś w Finlandii - też studiowałaś zaocznie ? ta pani dr , o której
        wspominasz uczyła cię na zaocznych studiach czy dziennych ?

        skąd taka nienawiść do amerykańskiego systemu edukacji ? co o tym systemie
        wiesz ?
        • bambolina1 bogaty życiorys???? 22.09.06, 22:12
          Przepraszam wcześniej nie zauważyłam, że nie pisałam ze swojego nicka
          (chelsea_champion).

          > na 25-cio latkę masz bogaty życiorys

          ;/ nie rozumiem co tu jest takie bogate??? Pracować zaczęłam mając 21 lat!
          Kończę drugi kierunek DZIENNIE!! Nigdy nie studiowałam zaocznie i nie zamierzam
          (choć zdarzyło mi się być na kilku wykładach;/)! Pani dr była z dziennych
          (wykłada też na zaocznych), choć nie jest to odosobniony przypadek. Wkuwanie
          regułek i innych bzdur to jakaś plaga.

          W Finlandii studiowałam dziennie,nie słyszałam żeby było tam coś takiego jak
          studia zaoczne czy nawet wieczorowe!Tam na studia przyjmuje się tylko
          najlepszych! Np. na socjologię nabór odbywa się co dwa lata i przyjmuje się
          tylko 30 osób; na anglistykę co roku do 40. Oni stawiają na jakość a nie ilość.
          Uczelnie są tak hermetyczne w swoim naborze, że nie chcą przyjmować
          obcokrajowców, gdyż uważają, że mają swoich o wiele lepszych fińskich
          studentów. Chłopak z Australii, który ze mną studiował powiedział, że został
          przyjęty głównie dlatego, że jego ojciec jest Finem, a on sam mieszka już
          troszke w Finlandii. Mówię teraz o filologii angielskiej. Na innych kierunkach
          już jest trochę luźniej, ale obcokrajowców jest na prawdę mało (nie mówię o
          studentach z Erasmusa).

          Na przyszłość byłabym wdzięczna gdybyś czytał trochę ze zrozumieniem i
          umieszczał swoje wszystkie wypowiedzi w jedynym wątku (łatwiej byłboby
          odpowiadać). Pisząc, iż podczas jednego roku w Finlandii nauczyłam się więcej
          niż tutaj w 3 lata, miałam na myśli, że nauka jest tam efektywniejsza!!Także
          ironię zostaw dla siebie!!

          > skąd taka nienawiść do amerykańskiego systemu edukacji ? co o tym systemie
          > wiesz ?
          >
          No raczej muszę coś wiedzieć jeżeli jestem po fil. ang.;/ USA to dla mnie
          brzydko mówiąc jedno wielkie g***o (przepraszam za wyrażenie) i mam już
          dość 'kopiowania' wszystkiego z tego syfu.

          PS. Nie zamierzałam zaczynać żadnych dyskusji na temat uczelni prywatnych czy
          państwowych, bo jak sam autor powinien zauważyć nie taki jest temat wątku.
          Chiałam tylko wyrazić swoją opinię, a nie była to główna myśl mojej wypowiedzi.
          Może ciągle czuję gniew!!!;/
          • unsatisfied6 to masz rację - nieładnie ciebie w szkole nauczyli 22.09.06, 22:35
            bambolina1 napisała:

            > > skąd taka nienawiść do amerykańskiego systemu edukacji ? co o tym systemi
            > e
            > > wiesz ?
            > >
            > No raczej muszę coś wiedzieć jeżeli jestem po fil. ang.;/ USA to dla mnie
            > brzydko mówiąc jedno wielkie g***o (przepraszam za wyrażenie) i mam już
            > dość 'kopiowania' wszystkiego z tego syfu.
            >

            to masz rację - nieładnie ciebie w szkole nauczyli .

            a co z tego "syfu" skopiowałaś ? szacunek może dla innych ?
            szacunek dla ucznia ? to co ty piszesz o uczniach żaden dobry amerykanski
            nauczyciel nie napisze o swoich . używasz uogólniania do rodziców i uczniów
            swoich klas - typowa polska szkoła , nie widzę żadnego kopiowania z
            amerykańskiego systemu . uczysz słówek , mówisz - w jakiej szkole językowej w
            USA uczą słówek albo każą uczniowi przepisywać z tablicy ? oni mają
            ksero :)

            zapominasz o tym , że system amerykański jest budowany przez ludzi z wielu
            krajów - często wyrzucanych na margines we własnej ojczyźnie . tworzyli
            i tworzą go również wybitni Polacy .
            • bambolina1 Re: to masz rację - nieładnie ciebie w szkole nau 22.09.06, 23:07
              Ludzie, skąd Ty bierzesz te informacje????? Człowieku trochę się zastanów.
              > to masz rację - nieładnie ciebie w szkole nauczyli .
              >
              Gdzie napisałam, że nauczyli mnie tego w szkole?????? Jedyne co napisałam to,
              że po fil.ang. wiem jak wygląda system ed. w USA!!!! A to, że nie 'wielbię pod
              niebiosa" USA to moja własna opinia i mam do niej prawo tak samo jak ty do
              idealizowania tego państwa.
              > szacunek dla ucznia ? to co ty piszesz o uczniach żaden dobry amerykanski
              > nauczyciel nie napisze o swoich

              Pokaż mi co napisałam o moich uczniach????? Mam 10 klas i tak jak w każdej są
              osoby które lubię i takie, które nie powinny w szkole się znaleźć. A co do tych
              cudownych amerykanskich nauczycieli...to nie przesadzaj....znam wielu i jakoś
              aż tacy 'miłosierni' dla swoich uczniów nie są. Dla Twojej wiadomości to kocham
              swoją pracę i choć mam drugi kierunek i spokojnie mogę znaleźć lepiej płatną i
              mniej stresującą pracę to w niej zostałam i zostanę. Właśnie dla tych uczniów,
              których to ja tak niby obrażam. 3 godziny za darmo tygodniowo pracowałam, aby
              maturzyści mogli zdać dobrze maturę, bo byli tak zaniedbani przez poprzednich
              nauczycieli, że niektórzy nie umieli zapytać, np. skąd jesteś. Dla Twojej
              wiadomości wszyscy moi uczniowie zdali i...średnia każdej mojej klasy (były ich
              4) była najwyższa w szkole jeśli chodzi o język angielski. Ci sami uczniowie,
              których tak obrażam choć skonczyli już szkołę piszą smsy i pytają się co
              słychać, chcą się spotkać i ...wysyłają mi znajomych/rodzeństwo na korepetycje.
              Ci sami uczniowie, których przecież tak nienawidzę piszą smsy: jak spędzam
              wakacje i że mają nadzieję , że będę ich uczyć dalej. Uczniowie proszą bym
              została z nimi do matury,a są dopiero w 2 klasie!!!!!!

              Więc zanim zaczniesz pisać bzdury to zdobądź więcej informacji,a szacunku to
              zanim zaczniesz uczyć innych zacznij od siebie!!!!

              używasz uogólniania do rodziców i uczniów
              > swoich klas

              Pisząc o swoich klasach i rodzicach to nie jest uogólnienie;/ Ty używasz
              uogólnień pisząc o cudownym systemie usa i cudownych amerykańskich
              nauczycielach;/

              uczysz słówek , mówisz - w jakiej szkole językowej w
              > USA uczą słówek albo każą uczniowi przepisywać z tablicy ? oni mają
              > ksero :)

              U nas też jest ksero......płatne.Proponuję przyjść do mojej szkoły i zebrać
              pieniądze na ksero. Jeżeli uda Ci się to w tydzień...będziesz dla mnie
              bohaterem. Używam dużo xerowek,a słówek nie uczę jako listy, aby tylko
              wykuć.Więc przestań dopowiadać.

              > zapominasz o tym , że system amerykański jest budowany przez ludzi z wielu
              > krajów - często wyrzucanych na margines we własnej ojczyźnie . tworzyli
              > i tworzą go również wybitni Polacy .

              I co????????/ I to znaczy, że mam całować każego Amerykanina i chwalić w
              niebogłosy jakie to USA jest cudnowne itp. Daj spokój...

              • unsatisfied6 dla ciebie to nie znaczny całować każdego Amerykan 22.09.06, 23:21
                bambolina1 napisała:

                >
                > > zapominasz o tym , że system amerykański jest budowany przez ludzi z wiel
                > u
                > > krajów - często wyrzucanych na margines we własnej ojczyźnie . tworzyli
                > > i tworzą go również wybitni Polacy .
                >
                > I co????????/ I to znaczy, że mam całować każego Amerykanina i chwalić w
                > niebogłosy jakie to USA jest cudnowne itp. Daj spokój...
                >
                dla ciebie to nie znaczny całować każdego Amerykanina -dla ciebie to znaczy
                nienawidzieć . ciekawe jak ty mogłaś ich poznać skoro ich tak nienawidzisz ?

                dla ciebie to "syf" z którego "nie będziesz kopiowała" - to nie jest
                przewieństwo do "całowania każdego Amerykanina" .

                co ty poza tym piszesz o swojej wiedzy na temat systemu amerykańskiego ?
                czytałaś w książkach na studiach których walory bardzo nisko oceniłaś ?

                byłaś w jakiejś szkole amerykańskiej ?

                twoja wiedza o systemie amerykańskim jest taka jak byś znała smak krewetek z
                książki kucharskiej .
                • bambolina1 Re: dla ciebie to nie znaczny całować każdego Ame 22.09.06, 23:35


                  dla ciebie to nie znaczny całować każdego Amerykanina -dla ciebie to znaczy
                  > nienawidzieć . ciekawe jak ty mogłaś ich poznać skoro ich tak nienawidzisz ?
                  >
                  > dla ciebie to "syf" z którego "nie będziesz kopiowała" - to nie jest
                  > przewieństwo do "całowania każdego Amerykanina" .
                  >
                  > co ty poza tym piszesz o swojej wiedzy na temat systemu amerykańskiego ?
                  > czytałaś w książkach na studiach których walory bardzo nisko oceniłaś ?
                  >
                  > byłaś w jakiejś szkole amerykańskiej ?
                  >
                  > twoja wiedza o systemie amerykańskim jest taka jak byś znała smak krewetek z
                  > książki kucharskiej .
                  >
                  >

                  Kiedyś jak byłam w podstawówce moja babcia wyjechała do USA. Od tamtej pory
                  marzyłam, aby tam wyjechać, zamieszkać. Był to dla mnie raj, o niczym innym nie
                  myślałam. W liceum zaczęłam myśleć o studiach w USA, a tu jak nic pojawiło się
                  ogłoszenie, że można wyjechać do USA do szkoły z możliwością zrobienia tam
                  matury. Dzięki, ale byłam, widziałam. Ciąglę twierdzę, że system ed. w
                  Finlandii przerasta o głowę ten amer.

                  W przeciwieństwie do Ciebie nie wypowiadam się na tematy o których nie mam
                  pojęcia. Swoje poglądy i opinię wyrobiłam na posdst. doświadczeń, a nie opinii
                  innych czy przeczytanych książek.

                  Jak dla mnie to poziom jest tam za niski. Nie piszę teraz o elitarnych
                  uczelniach, ale jak ktoś już tu napisał Bush skończył taką i jakoś tego nie
                  widać, więc....
                  > twoja wiedza o systemie amerykańskim jest taka jak byś znała smak krewetek z
                  > książki kucharskiej .
                  >
                  >

                  Za to Twoje uwielbienie dla USA przypomina mi fanatyzm...bin Ladena.
                  • unsatisfied6 nie przesadzajmy:)) 22.09.06, 23:47
                    bambolina1 napisała:

                    > Za to Twoje uwielbienie dla USA przypomina mi fanatyzm...bin Ladena.

                    wiem , że są różne szkoły w USA i 50 stanów - do którego ty trafiłaś
                    i do jakiej szkoły , nie wiem . mówisz , że edukacja w szkole do której
                    trafiłaś była mierna - a twoja wiedza z angielskiego była na tyle dobra
                    byś mogła wówczas uczęszczać do dobrej szkoły ?

                    wielu ludzi ocenia USA przez przyzmat potencjału poznawczego ich jezyka -
                    spotykają takie środowisko , na jakie pozwala ich znajomość angielskiego .

                    podobnie zresztą słabo mówiący po angielsku ocenia Anglię - jak może
                    ją inaczej ocenić skoro jego język polski jest na innym poziomie
                    i stwarza mu możliwości obcowania z innym środowiskiem .

                    niegdyś miałem ucznia , którego ojciec wysłał do USA ( 7 klasa
                    szkoły pdst ) - odważny krok , ja bym się bał . po roku czasu
                    jego ojciec powiedział , że to co ja mówiłem o edukacji amerykańskiej
                    w połowie nie reprezentuje jej walorów - jego syn uczęszczał
                    do szkoły publicznej a ojciec ( lekarz ) był zafascynowany wiedzą
                    z biologi , którą jego syn tam zdobywał ( przywiózł mnóstwo
                    fantastycznych książek - naprawdę się czymś zaintersował ) .
                    • bambolina1 Re: nie przesadzajmy:)) 22.09.06, 23:59
                      Angielskiego uczę się niemal od urodzenia...taka rodzinna tradycja. Jestem
                      idealistka i niestety mam duże wymagania względem siebie, dlatego gdybym
                      uważała, że nie znam dobrze angielskiego bym się tam nie pchała. Nie miałam
                      większych problemów z komunikacja,oczywiście podszkoliłam język (bo jakimś niby-
                      nativem w życiu bym się nie nazwała ani się nie nazwę).

                      > wiem , że są różne szkoły w USA i 50 stanów - do którego ty trafiłaś
                      > i do jakiej szkoły , nie wiem . mówisz , że edukacja w szkole do której
                      > trafiłaś była mierna - a twoja wiedza z angielskiego była na tyle dobra
                      > byś mogła wówczas uczęszczać do dobrej szkoły ?

                      Nie napisałam, że była mierna;/ Nie napisałam też, że lekcje nie były ciekawe.
                      Poprostu, nie uważam syst. ed. za aż taki super. System fiński podobał mi się o
                      niebo bardziej (powtarzanie tego już mi się znudziło). w końcu napisałeś sam to
                      co od kilku wątków próbuje Ci wytłumaczyć:tak samo jak w USA są różne stany, a
                      w nich różne szkoł to i tak samo jest w Polsce. Także pisząc w tym drugim
                      wątku, że czas zmienic pracę itd. to jest dokładnie to co inne panie pisały na
                      temat szkolnictwa. Szkoła szkole nierówna, tak samo jak uczeń uczniowi i
                      nauczyciel nauczycielowi.

                      > podobnie zresztą słabo mówiący po angielsku ocenia Anglię - jak może
                      > ją inaczej ocenić skoro jego język polski jest na innym poziomie

                      Anglię kocham:))))

                      • unsatisfied6 rok czasu to mało 23.09.06, 00:15
                        bambolina1 napisała:

                        > Angielskiego uczę się niemal od urodzenia...taka rodzinna tradycja. Jestem
                        > idealistka i niestety mam duże wymagania względem siebie, dlatego gdybym
                        > uważała, że nie znam dobrze angielskiego bym się tam nie pchała. Nie miałam
                        > większych problemów z komunikacja,oczywiście podszkoliłam język (bo jakimś
                        niby
                        > -
                        > nativem w życiu bym się nie nazwała ani się nie nazwę).
                        >
                        > > wiem , że są różne szkoły w USA i 50 stanów - do którego ty trafiłaś
                        > > i do jakiej szkoły , nie wiem . mówisz , że edukacja w szkole do której
                        > > trafiłaś była mierna - a twoja wiedza z angielskiego była na tyle dobra
                        > > byś mogła wówczas uczęszczać do dobrej szkoły ?
                        >
                        > Nie napisałam, że była mierna;/ Nie napisałam też, że lekcje nie były
                        ciekawe.
                        > Poprostu, nie uważam syst. ed. za aż taki super. System fiński podobał mi się
                        o
                        >
                        > niebo bardziej (powtarzanie tego już mi się znudziło). w końcu napisałeś sam
                        to
                        >
                        > co od kilku wątków próbuje Ci wytłumaczyć:tak samo jak w USA są różne stany,
                        a
                        >
                        > w nich różne szkoł to i tak samo jest w Polsce. Także pisząc w tym drugim
                        > wątku, że czas zmienic pracę itd. to jest dokładnie to co inne panie pisały
                        na
                        > temat szkolnictwa. Szkoła szkole nierówna, tak samo jak uczeń uczniowi i
                        > nauczyciel nauczycielowi.
                        >
                        > > podobnie zresztą słabo mówiący po angielsku ocenia Anglię - jak może
                        > > ją inaczej ocenić skoro jego język polski jest na innym poziomie
                        >
                        > Anglię kocham:))))
                        >

                        ja przez kilka lat nie miałem przekonania do szkoły amerykańskiej .
                        cóż - człowiek ma pewną nabytą hierachię wartości . może mu
                        brakować kaszanki w USA ( mi brakowało :))) i nieadekwatnie oceniać środowisko
                        w innym systemie nabytych wartości ( juz kaszanka mi nie smakuje :))

                        co do skuteczności systemu amerykańskiego - jeżeli ktoś chce się tam
                        uczuć - uważam , że nie ma lepszego na świecie . sama pisałaś że
                        w Finlandi tylko wąskie elity dostając się na studia . podam
                        przykład , którego zapewne nie znajdziesz w żadnym innym kraju .

                        to brzmi jak cud , a zdarzyło się naprawdę - nauczyć tych co chcą do poziomu II
                        roku studiów . nie żadne honor classes , ale młodzież z patologicznych rodzin i
                        po prostu ci co chcą :)) to mogło się zdarzyć tylko w systemie amerykańskim .
                        www.reason.com/0207/fe.jj.stand.shtml
                        • bambolina1 Re: rok czasu to mało 23.09.06, 00:45
                          hmmm Finlandia to namiastka USA. Malutka, gdzie ludzie żyją sobie spokojnie,
                          nie ma takiego czegoś jak bezdomność czy psy chodzące po ulicy. Zupełnie inny
                          system wartości. Do szkoły dostają się najlepsi, bo jest z kogo wybierać.
                          Fiński uczeń kończący liceum to nie taki sam uczeń jak polski (oczywiście są
                          wyjątki, znowu generalizuję). Tam na studia idą osoby, które naprawdę chcą na
                          nie iść, wiedzą po co na nie idą i wiedzą po co na nich są. Tam nie ma czegoś
                          takiego jak: studiuję bo muszę mieć papier. Tam student sam idzie do biblioteki
                          po zajęciach, bo CHCE wiedzieć więcej,a nie ktoś mu KAZAŁ. Dla mnie te studia
                          to było coś cudownego, marzę aby tam wrócić, bo każde 45 zajęć to był czasy
                          wypełniony maxymalnie tym czym powinien. Uczyli mnie Amerykanie, Anglicy,
                          Finowie-każdy robił to świetnie.

                          Jak dla mnie poziom w USA jest niski.Nienawidzę matematyki, nigdy nie uważałam
                          na tym przedmiocie, a tam byłam najlepsza. Robili tak śmieszne rzeczy, że
                          myślałam,że jestem w przedszkolu.

                          W Finlandii, aby dostać się na anglistykę od kandydatów wymaga się znajomości
                          języka angielskiego na poziomie advance,a najlepiej proficiency oraz
                          przeczytania książkek, które u nas czyta się na 3-4 roku (np. z lingwistyki).
                          Problem w tym, że przeczytanie to za mało,musisz to rozumieć. A dla mnie wielu
                          Amerykanów ma problemy z rozumieniem tego co czytają. Ich wiedza jest
                          ograniczonaa...bardzo. Nie mówię tu oczywiście o pracownikach naukowych.

                          Jeśli chodzi o 'rozprawianie' się z patologią to oni mają co robić. Oglądałam
                          wiele programów i czytałam na temat ich sposobów. Bardzo spodobał mi się pomysł
                          pozakywania młodzieży, która opuszczała szkołe i miała już problemy z prawem,
                          jak wygląda więzienie. DZieciaki spotykały sie z największymi przestępcami,
                          którzy opoiwadali jak strasznie jest w więzieniu itd, następnie zamykano te
                          dzieciaki same w celach na jakiś czas. Dzieciaki byly przerażone,ale efekty
                          były. Sama chętnie zastosowałabym coś podobnego u nas;/

                          W Finalndii nie ma takiego problemu, to jakiś niewielki procent, więc takie
                          programy nie są potrzebne.
                          • playadelsol Re: rok czasu to mało 23.09.06, 00:49
                            chyba jednak przeceniesz amerykańskich pracowników naukowych :)
                          • unsatisfied6 i o to właśnie chodzi 23.09.06, 10:53
                            bambolina1 napisała:

                            > Jak dla mnie poziom w USA jest niski.Nienawidzę matematyki, nigdy nie
                            uważałam
                            > na tym przedmiocie, a tam byłam najlepsza. Robili tak śmieszne rzeczy, że
                            > myślałam,że jestem w przedszkolu.
                            >

                            też mi się wydawało , że UCSD to jakieś przedszole - do czasu .
                            na polkiej uczelni z prostego probelmu zrobiono temat kwadratury
                            koła - przez cały rok pisaliśmy program do generowania liczb pierwszych
                            i było to naprawdę skomplikowane , bo chodziło o jak najoszczędniejszy
                            wykorzystanie mocy komputera . na UCSD pierwsze dwa , może trzy programy
                            do napisanie bardzo zniechęciły mnie do przedmiotu - przedszkole , pomyslałem .
                            ale to była tylko rozgrzewka i okazało się , że żaden program nie był trudny
                            i nie do zrobienia , daleko na wyrost albo do bólu skomplikowany banał jak
                            generowanie liczb pierwszych .

                            ty nienawidzisz matematykę więc jak mieli zmienić twój stosunek
                            do tego przedmiotu - dołożyć ci do tego ładunku twojej nienawiści
                            do przedmiotu ?dlaczego nienawidzisz matematykę - bo
                            nienawidzisz matematykę którą uczyła cię polska szkoła - ja znienawidziłem
                            język polski i myślałem , że jestem "ścisły umysł " i dopiero w USA
                            poznałem przyjemność poznawania przedmiotów humanistycznych i naprawdę
                            spodobał mi się sposób uczenia angielskiego . polubiłem historię
                            i żałowałem , że tak późno . nawet zmienił się mój stosunek do opery
                            i wychowania fizycznego . wydawało mi się niemożliwym , że popłynę
                            1000 yardów w czaasie jaki robi ratownik kraulem -zrozumiałem po latach że
                            wszystko co jest możliwe staje się nieosiągalne gdy ma się negatywny
                            stosunek do wykonywanej czynności .

                            jak byś dłużej w USA pobyła , może zrobili by z ciebie dobrego matematyka :))
                            i dziwiłabyś się , jak mogłaś przedtem nienawidzieć tego przedmiotu .
                      • bambolina1 jeszcze dodam... 23.09.06, 00:19
                        bo tak w tej całej zaciętej dyskusji zapomniałam o najważniejszym;/ Istnieje
                        takie coś jak plan wynikowy i inne tego typu bajery narzucone z góry. Ja i tak
                        staram sie unikać tego jak się da, ale przecież w dzienniku musi być wpisany
                        dokładnie taki temat....Jakby przyszła kontrola i zebrała zeszyty moich uczniów
                        i porównała je ztematami w dzienniku byłabym spalona na stosie.

                        Ale to to jeszcze pół biedy. Na radzie pedagogicznej dyrektor grzmiał, że
                        maturzyści mają mówić na lekcjach po angielsku, bo potem na ustnej nie zdają
                        itd...po czym niemal każda klasa maturalna liczy ponad 20 osób. Chętnie z nimi
                        poćwiczę mówienie tylko przez 45 min jakbym chciała, aby każdy powiedział choć
                        po kilka zdań to nie ma szans, że każdy z 26 uczniów coś powie, bo przecież
                        jedno zdanie to nie dyskusja;/ Nie wspomnę o tym, że w tym roku do mojej
                        jedynej klasy maturalnej, w której większość chciała zdawać na rozszerzonym
                        poziomie dołączyli mi drugą część klasy (innej nauczycielki), w której
                        uczniowie nie umieją praktycznie nic!!! Teraz znajdź sposób, to Twoj
                        problem,ale wyniki mają być, bo inaczej to ...goodbye.

                        Syst. ed. jest chory i ten wirus przemienia się w raka. Poziom ed. się obiża,
                        coraz mniej mamy wymagać,ale efekty muszą być w postaci super wysokich %. Daje
                        się nam plany w/g których mamy prowadzić lekcje, bo inaczej ...katastrofa.

                        Nie dziwię się , że uczniowie mają dość szkoły, jeżeli większość nauczycieli
                        zamiast skupić się na nauczniu musi wypełniać papierki albo martwić się o to co
                        nie powinna.
                      • playadelsol Re: nie przesadzajmy:)) 23.09.06, 00:45
                        no tak, unatisfied właściwie sam sobie zaprzecza, bo najpierw wychwala pod niebiosa system amerykański, by jednak w końcu dodać ze jest 50 stanów i wszystko zalezy od tego gdzie trafiłaś......więc jednak jest pewien relatywizm w ocenie tego systemu

                        z drugiej strony system polski srodze krytukuje, choc mimo wszystko, o ile dobrze teraz pamiętam, przyznaje ze tez są szkoły lepsze i gorsze....

                        a więc wniosek: nie ma tak wielkiej óznicy miedzy "dobrym" systemem amerykańskim a "złym" polskim....
    • unsatisfied6 może masz rację playadelsol 22.09.06, 20:54
      może masz rację playadelsol ,że na zaocznych studiach w Polsce można się więcej
      nauczyć niż na dziennych .

      jeżeli te dzienne wyglądają jak w poniższym przykładzie ( dotyczy gimnazjum
      ale może równie dobrze dotyczyć uczelni ) , to możliwym jest to o czym piszesz -
      można w ciągu roku nauczyć się lepiej i skuteczniej tego co się tłucze przez
      pięć lat .

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=48979605&a=49090477

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka