malory_knox
28.09.06, 22:31
Jak wynika z relacji świadków, ekscentrycznie ubrany, czytający monotonnym
głosem referat Witkacy wywoływał śmiech i oburzenie.
Nie był, jak mawiał, „przeintelektualizowanym młynkiem”, choć w ostatnim
okresie życia uważał się przede wszystkim za filozofa. Należał do Towarzystwa
Filozoficznego i bywał na wykładach przezeń organizowanych. Znając kilka
języków obcych czytywał między innymi Leibniza, Husserla i Kanta, studiował
też u znanego niemieckiego filozofa Hansa Corneliusa, którego gościł w
Zakopanem. Był na bieżąco z nowościami epoki: lwowską szkołą logiki, pracami
z kręgu Koła Wiedeńskiego, książkami Bergsona i Freuda. W kręgach naukowych
jednak niemal zupełnie go lekceważono. Traktowano jako filozofującego
literata, amatora i samouka. Słynne są anegdoty o III Zjeździe Filozoficznym
w Krakowie w 1936 roku, na którym Witkiewicz wygłosił referat. Jak wynika z
relacji świadków, ekscentrycznie ubrany, czytający monotonnym głosem referat
Witkacy wywoływał śmiech i oburzenie. Powołując się na wybrane prace naukowe
mówił: „Zajrzyj no koteczku tam i tam” lub „Porównaj no koteczku to i tamto”.
Jedynie nieliczni, jak zaprzyjaźniony z nim Roman Ingarden, wybitny logik Jan
Leszczyński, estetyk i historyk filozofii Władysław Tatarkiewicz czy Tadeusz
Kotarbiński cenili prace filozoficzne artysty. Przyjaźń z Kotarbińskim
(Witkacy nazywał go czule Kotarbeuszem lub Kot-Arbińskim), nie wpłynęła na
stępienie ostrza krytyki: przejęty na serio Tajemnicą Istnienia metafizyk
Witkiewicz energicznie zwalczał somatyzm, a więc pogląd, że jedynym rodzajem
bytu są poznawalne zmysłami ciała. Na wystawie w CSW książka Kotarbińskiego
jest równie gęsto pokreślona, co praca szczególnie znienawidzonego logika,
Alfreda Tarskiego, a słowa „gó..” i „kretyństwo” okraszają liczne
wykrzykniki.