Dodaj do ulubionych

Matematyka bez pochodnych?

07.09.07, 18:21
Ze spora dozą smutku odebrałem wiadomość o usunięciu z wymagań
maturalnych z matematyki rachunku różniczkowego i
prawdopodobieństwa . Uważam że w ten sposób decydenci ubliżają
klasom matematycznym , myślą,że uczniowie nie sa w stanie opanować
nieco większej partii materiału. A moim zdaniem pochodne i wszystko
co z nimi związane są najbardziej rozwijającym i zmuszającym do
myślenia tematem w całej szkole średniej, natomiast
prawdopodobieństwo może być ciekawe nawet dla uczniów kiepskich z
matematyki, gdyż jest stosunkowo łatwe i bardzo powiązane z życiem
codziennym.
Chciałbym, żeby te informacje okazały się nieprawdziwe(narazie
uslyszałem je od mojej nauczycielki,nigdzie nie widzialem
oficjalnego potwierdzenia)
Obserwuj wątek
    • gdabski Re: Matematyka bez pochodnych? 07.09.07, 18:32
      Uwaga: Minister Edukacji Narodowej podpisał dwa nowe rozporządzenia:
      (...)
      2. zmieniające rozporządzenie w sprawie standardów wymagań będących podstawą
      przeprowadzania egzaminów, z którego wynika, że w przypadku matematyki na
      egzaminie maturalnym w roku 2008 i 2009 będą obowiązywały dotychczasowe
      standardy wymagań, ale w zakresie zgodnym z nową podstawą programową, o której
      mowa w punkcie 1. Na egzaminie maturalnym z matematyki na poziomie rozszerzonym
      nie będzie m.in. zadań z granic ciągu oraz ciągłości i pochodnej funkcji.
      Szczegółowe informacje na ten temat zamieścimy 7 września br.

      www.oke.waw.pl/?go=page&inf=382&p=news
      /Gdabski
      • gdabski Re: Matematyka bez pochodnych? 07.09.07, 18:33
        Jak by było fajnie, gdyby się Giertych nie przyczepił do matur :/

        /Gdabski
    • randybvain Re: Matematyka bez pochodnych? 07.09.07, 18:41
      Nieco wiekszej partii materialu? Czlowieku, pare tych niecow i uczen
      nie bedzie mial czasu na sen!

      A moim zdaniem pochodne i wszystko
      > co z nimi związane są najbardziej rozwijającym i zmuszającym do
      > myślenia tematem w całej szkole średniej

      Matura nie polega na mysleniu, ale na rozwiazaniu zadan. Dla
      pasjonata nawet i geometria czterowymiarowa jest ciekawa i
      rozwijajaca, ale takich jest malo.


      gdyż jest stosunkowo łatwe i bardzo powiązane z życiem
      > codziennym.
      Prawdopodobienstwo jest rzeczywiscie latwe, ale dziwnym trafem
      zadania z prawdopodobienstwa sa bardzo czesto omijane ze wzgledu na
      nieprecyzyjny i skoplikowany jezyk, w jakim sformulowane sa zadania.
      • danuta49 Poziom rozszerzony jest dla chętnych!!! 07.09.07, 20:37
        Matematyka to dziś język prawie wszystkich dyscyplin nauki lub ich
        znacznych części, to język techniki i ekonomii.Dzięki Legutce, a
        wcześniej Handkemu/Dzierzgowskiej,nasi uczniowie zainteresowani
        poznaniem tego języka(przyszli naukowcy, inzynierowie, ekonomiści...)
        mają już ponad dwa lata straty w poznawaniu tego języka w porównaniu
        ze starszymi kolegami z klas mat-fiz czy mat-spol. czteroletniego
        liceum.Nie piszę już o ich rówieśnikach o podobnych zainteresowaniach
        (!) z krajów rozwiniętych. Języki(również podstawy matematyki!)
        najlepiej opanowuje się do 20 roku życia!Na obowiązkowym poziomie
        podstawowym niech sobie nawet zostaną 4 dzialania i procenty-
        najwyżej zarobią sprzedawcy i producenci kalkulatorów i innych
        liczydel.
        • matemily Re: Poziom rozszerzony jest dla chętnych!!! 14.09.07, 10:02
          A czy usunięcie funkcji liniowej oraz wzorów skróconego mnożenia z
          programu gimnazjum nie jest dla Was uczących w liceum tragedią? Bo
          sinusa, to nie ujrzysz w gimnazjum od początku istnienia tej szkoły.
          A przecież nie byli w stanie tego opanować jedynie Ci, co mieli
          dopuszczający na koniec roku, ale reszta świetnie sobie z tym
          radziła. Jest mi baaardzo szkoda zdolnych dzieci, dlaczego one mają
          równać w dół??? Nie macie pojęcia, z jaką przyjemnością i
          ciekawością zdolniejsze dzieciaki (czwórkowo - piątkowe) w gimnazjum
          wchłaniają to wszystko, czego nie ma w podręczniku do matematyki
          (trygonometria, tożsamości, rysowanie wykresów funkcji, intuicyjnie
          łapią, co to granica, asymptota). Nikt nie pomyślał też o tym, że
          poziom matematyczny gimnazjalistów charakteryzuje ogromna rozpiętość
          i abstrakcja nie boli co najmniej 50% populacji gimnazjum. Za moich
          czasów zadania o mamie, co szła na zakupy rozwiązywało się w
          młodszych klasach podstawówki, a teraz raczy się nimi
          szesnastolatków.
          A tak na marginesie- jestem zagorzałym przeciwnikiem obowiązkowej
          matury z matmy. Jeśli już teraz jej zdawalność jest nędzna, to
          pytam, jaka ona będzie, gdy wszyscy przystąpią do tego egzaminu?
          Poziom trzeba będzie obniżyć jeszcze z pięć razy, żeby 85%
          licealistów mogło zdać. Dopiero wtedy zobaczycie, czego pozwolą nam
          uczyć.
          • randybvain Re: Poziom rozszerzony jest dla chętnych!!! 14.09.07, 14:43
            > A czy usunięcie funkcji liniowej oraz wzorów skróconego mnożenia z
            > programu gimnazjum nie jest dla Was uczących w liceum tragedią?

            Dla mnie nie jest.

            Tragedia zas jest usuniecie z programow nauczania uczenia uczniow (p
            [przepraszam za powtorki) tego, jak sie uczyc, jak znalezc w
            podreczniku czy internecie wzor i jak go zastosowac. Dochodzi do
            tego, ze gdy podstawi sie uczniowi pod nos wszystkie potrzebne wzory
            i napisana lopatologicznie instrukcje ich zastosowania, to i tak na
            nie nie spojrzy, tylko bedzie sie meczyl probujac znalezc to
            wszystko w pamieci.

            Brak wiedzy nie jest tragedia.
            Brak umiejetnosci zastosowania wiedzy, ktora sie posiada - jest.
            • mefs Re: Poziom rozszerzony jest dla chętnych!!! 14.09.07, 16:10
              Tutaj musze sie z toba zgodzic. Uczniowie w LO nie sa w stanie skorzystac z
              czegos, co maja pod samym nosem, wszystko jedno, czy to bedzie ksiazka, czy
              tablica z wzorami. Zupelna tagedia jest poproszenie o opisanie czegokolwiek
              swoimi slowami - rozumienie tresci i pojec jest nikle.
              Zanim zacznie ktos krzyczec - sa wyjatki, jak zwykle, ale jest rowniez ogol.

              Co do matury z matematyki, to powinna jak najbardziej byc. Dochodzi juz do tego,
              ze jak ktos jest w klasie humanistycznej, to zaslania sie swoim "humanizmem"
              przed najprostszymi zadaniami - nawet typu "13 + 89" mowiac, ze "jest to dla
              niego zbyt trudne".
              Obowiazkowy egzamin maturalny z matematyki ma na celu nie hodowanie einsteinow,
              ale zmuszenie ich do stosowania podstawowych obliczen w praktyce. Nie ma sie co
              oszukiwac, ta matura bedzie zalosnie prosta, ale wlasnie o to chodzi, by ludzie
              mysleli a nie byli bezmozgim stadem.

              I jeszcze jedno - nie wszyscy musza zdac mature, jak sie to jednemu ministrowi
              wydawalo.
              • matemily Re: Poziom rozszerzony jest dla chętnych!!! 14.09.07, 17:49
                "Nauczenie uczniów jak się uczyć" nie mieści się przecież w
                treściach a w celach nauczania matematyki i tego nie wycofano. To
                już zależy od stylu pracy nauczyciela poprzedniego etapu
                edukacyjnego ucznia no i - nie oszukujmy się- od samego ucznia.
                W kwestii zaś "opisania czegoś własnymi słowami" to zauważcie, że
                działają tu reguły identyczne, jak w nauce języków obcych: najpierw
                trzeba sporo nauczyć się na pamięć i schematycznie, żeby potem można
                było na luzie posługiwać się językiem. Poza tym trzeba dużo
                słuchać. Ja, matematyczny native speaker, do swoich uczniów bardzo
                dużo mówię w obcym dla nich języku matematyki.I oni w końcu też
                zaczynają do mnie mówić. Niestety często nauczyciele matematyki mało
                mówią do uczniów. Poza tym dzieciaki boją się matmy i tyle.
                • mefs Re: Poziom rozszerzony jest dla chętnych!!! 17.09.07, 14:35
                  Raczej dzieciaki boja sie czegokolwiek, co jest zwiazane z liczeniem, czyli
                  wszystkich przedmiotow naturalnych. Zobacza kawalek wzoru i jest to dla nich
                  zbyt trudne, a przeczytanie zadania i wypisanie danych, zbyt ciezkie i
                  obciazajace mozg (co uslyszalem dzis).
                  btw, sprobuj rozwiazac jakiekolwiek zadanie z fizyki nie poslugujac sie
                  matematyka - nie da rady :)
              • randybvain Zmuszac? 17.09.07, 18:42
                Obowiazkowy egzamin maturalny z matematyki ma na celu nie hodowanie
                einsteinow,
                > ale zmuszenie ich do stosowania podstawowych obliczen w praktyce.

                Jak dlugo trwa matura? Czy dla jednorazowej imprezy warto zmuszac do
                czegos? Im bardziej bedziemy naciskac, tym szybciej abiturient rzuci
                matematyke w diably.

                BTW jestem za tym, by uczen zdawal mature z takich przedmiotow,
                jakie sam wybierze sobie lub takie jakie bylyby wymagane na uczelni
                wyzszej, do ktorej zamierza pojsc. Powiedzmy, na Politechnikach
                potrzebna bylaby zdana matura z matematyki, a w Akademii Medycznej z
                biologii, itd.
                • mefs Re: Zmuszac? 18.09.07, 17:00
                  randybvain napisał:
                  > Jak dlugo trwa matura? Czy dla jednorazowej imprezy warto zmuszac
                  > do czegos? Im bardziej bedziemy naciskac, tym szybciej abiturient
                  > rzuci matematyke w diably.

                  Mam zajecia w LO, podchodzi do tablicy uczen i widzac wzor mowi, ze nie potrafi,
                  nie chce nawet sprobowac, ale sie poddaje na poczatku. Chodzi o podejscie do
                  rozwiazywania problemu.
                  Poza tym, bardzo mi przykro, ale matematyka jest jednym z nielicznych
                  przedmiotow, z ktorymi spotykamy sie az po kres dni (czyli do smierci). Inaczej
                  beda oszukiwac ciebie w sklepie raz po raz (nawet w dobie kodow kreskowych i
                  skanerow). nie chodzi o to, by uczen wyznaczyl mi na maturze calki, ale o to, by
                  poradzil sobie z procentami, podstawami trygonometrii oraz potrafil podstawic
                  pod wzor (tak teraz wyglada matematyka na poziomie podstawowym). Gdzie mu sie to
                  przyda - chocby chodzac po bankach i szukajac kredytu, ktory nie bedzie go
                  kosztowal fortuny.

                  > BTW jestem za tym, by uczen zdawal mature z takich przedmiotow,
                  > jakie sam wybierze sobie lub takie jakie bylyby wymagane na uczelni
                  > wyzszej, do ktorej zamierza pojsc. Powiedzmy, na Politechnikach
                  > potrzebna bylaby zdana matura z matematyki, a w Akademii Medycznej z
                  > biologii, itd.

                  Lekarze akurat korzystaja z dosc zaawansowanej statystyki - zatem im matematyka
                  rowniez jest potrzebna :)
                  • randybvain Re: Zmuszac? 18.09.07, 18:46
                    > Mam zajecia w LO, podchodzi do tablicy uczen i widzac wzor mowi,
                    ze nie potrafi
                    > ,
                    > nie chce nawet sprobowac, ale sie poddaje na poczatku. Chodzi o
                    podejscie do
                    > rozwiazywania problemu.

                    Wlasnie. Symptomatyczne przyklejenie sobie etykietki debila dla
                    swietego spokoju.


                    nie chodzi o to, by uczen wyznaczyl mi na maturze calki, ale o to, b
                    > y
                    > poradzil sobie z procentami, podstawami trygonometrii oraz
                    potrafil podstawic
                    > pod wzor (tak teraz wyglada matematyka na poziomie podstawowym).

                    Podkresle PORADZIC sobie.
                    Cokolwiek jest nauczane na matematyce, powinno byc podporzadkowane
                    celowi: poradzic sobie. Jednak wzor, o ktorym piszesz, trzeba
                    pamietac. Tymczasem na maturze nie ma luksusu poradzenia sobie w
                    jakikolwiek sposob. Masz tylko wlasna pamiec. To zas zmusza do
                    wykucia na pamiec pewnej ilosci wzorow (bez tego stracisz mnostwo
                    czasu na maturze na liczeniu na piechote). Do tego dochodzi
                    procedura, ktorej musisz przestrzegac.

                    Cos z praktyki. Kiedys w mojej firmie zaszla koniecznosc przyciecia
                    pod katem. Nie bylo podanego kat, tylko jeden wymiar boku. Dla
                    matematyka, czyli mnie, sprawa byla oczywista: z funkcji
                    trygonometrycznych wyliczyc kat i potem ustawic go na maszynie.
                    Troche to mi czasu zajelo, bo bez tablic. W tym czasie pilarz
                    przycial "na oko" i wlasnie dopasowywal czesci do siebie. Tyle o
                    matematyce w zyciu codziennym...
                    • danuta49 Na maturze uczniowie mają do dyspozycji wzory!!! 19.09.07, 07:04
                      >To zas zmusza do wykucia na pamiec pewnej ilosci wzorow (bez tego
                      stracisz mnostwo czasu na maturze na liczeniu na piechote).<
                      W starej maturze mieli od dawna tablice mat-fiz, a teraz mają
                      tablice CKE.Więc tak jakby Twoje argumenty są nie z tej
                      rzeczywistości;-)
                      • randybvain Re: Na maturze uczniowie mają do dyspozycji wzory 19.09.07, 18:48
                        W takim razie cofam ten argument. Gdy zdawalem mature, nie bylo
                        mozliwosci posiadania niczego.

                        Skupmy sie zatem na nauczeniu jak sobie poradzic, bo w tym wypadku
                        wymaganie od ucznia znajomosci jakiegokolwiek wzoru czy definicji na
                        pamiec jest bezcelowe.
                        • mefs Re: Na maturze uczniowie mają do dyspozycji wzory 23.09.07, 18:04
                          Odpowiedz brzmi - uczniowie musza CHCIEC. Jesli ten warunek nie jest spelniony,
                          nie ma sensu podchodzic do matury. Nastepnym warunkiem do spelnienia jest
                          PRZYGOTOWAC SIE do matury, a nie isc na przyslowiowego betona, bo wowczas
                          istnieje szansa niezdania.
                          Zatem dochodzimy do momentu, w ktorym niestety okazuje sie, ze uczniowie musza
                          sie uczyc.

                          Ale wg mnie problem jest w samym systemie oswiaty - nie kazdy musi isc do liceum
                          i nie kazdy musi miec mature (tak samo, jak nie kazdy musi isc na studia i miec
                          mgr). Problem polega na tym, ze uczniowie slabi, ktorzy kiedys mogli isc do
                          zawodowek i pozniej od razu do pracy, nie maja takiej mozliwosci. Jak juz sa w
                          LO, to ciagle im sie powtarza, ze powinni podejsc do matury, zatem podchodza z
                          dosc oplakanym (czasami) skutkiem.
                          Problem jest jeszcze w wyborze przedmiotow maturalnych, bardzo wielu osobo,
                          wydaje sie, ze jesli w takich przedmiotach jak historia, geografia, biologia nie
                          ma matematyki, to sa one proste, banalne i nie trzeba sie przygotowywac do
                          egzaminu. Pozniej sa cale zabawy z ministerialnymi amnestiami, poniewaz do
                          matury podszedl pierwszy rocznik, ktory musial isc w calosci do LO, to poszedl,
                          a pozniej podszedl do matury i czesc oblala.

                          Ogladajac cala szopke w TV czlowiek jest po stronie uczniow, ale jak
                          zorientujesz sie, dlaczego jest taka a nie inna zdawalnosc tego egzaminu,
                          wowczas natychmiast zmieniasz zdanie. Przypominam, ze pierwotnie matura miala
                          zastepowac egzaminy wstepne na (niemalze) kazdy kierunek studiow, zatem powinna
                          byc na okreslonym poziomie, by moznabylo przeprowadzic selekcje przyszlych
                          studentow.
                          Poza tym... zdajesz mature (oraz jakikolwiek sprawdzian pisemny w LO i szkole
                          ponizej LO), jesli osiagniesz powyzej 30% mozliwych punktow. Jak ja bylem w LO,
                          to na sprawdzianach magiczna granica bylo 60% i jakos nikt nie protestowal.
                    • mefs Re: Zmuszac? 23.09.07, 17:52
                      randybvain napisał:
                      > Wlasnie. Symptomatyczne przyklejenie sobie etykietki debila dla
                      > swietego spokoju.

                      U mnie maja pecha i leca do tablicy, w przeciwnym wypadku nazywa sie to "odmowa
                      wspolpracy podczas zajec", co brzmi na tyle tajemniczo, ze kazdy idzie.

                      > Podkresle PORADZIC sobie.
                      > Cokolwiek jest nauczane na matematyce, powinno byc podporzadkowane
                      > celowi: poradzic sobie. Jednak wzor, o ktorym piszesz, trzeba
                      > pamietac. Tymczasem na maturze nie ma luksusu poradzenia sobie w
                      > jakikolwiek sposob. Masz tylko wlasna pamiec. To zas zmusza do
                      [cut]

                      Musze Ciebie zmartwic, na maturze masz tablice wzorow, czyli kartke (dla kazdego
                      piszacego), na ktorej jest dobre 90% wszystkich potrzebnych wzorow. Naturalnie
                      jest jeden problem - musisz jeszcze wiedziec ktory wzor jest do czego. To nie
                      jest ta stara matura, na ktorej musiales sporo umiec, to ta nowa.

                      [cut]
                      > Troche to mi czasu zajelo, bo bez tablic. W tym czasie pilarz
                      > przycial "na oko" i wlasnie dopasowywal czesci do siebie. Tyle o
                      > matematyce w zyciu codziennym...

                      To sie raczej nazywa doswiadczenie zawodowe. Sam czesc rzeczy rowniez robisz na
                      'czuja' poniewaz potrafisz oszacowac dana wielkosc.
            • danuta49 Nie rozumiesz matematyki ani jej uczenia!!! 14.09.07, 19:51
              Matematyka to nie jest podstawianie do wzoru(obojętne zapamiętanego
              czy znalezionego)!!!To umiejętność wykorzystania narzędzi
              matematycznych(pomysły, procedury, techniki) do rozwiązywania
              problemów z różnych dziedzin.Takich co umieją podstawiać do wzoru
              łatwo zastąpić komputerem.Niestety, tak jak ty myśli
              tez "intelygent" Legutko profesor pseudonauki zwanej filozofią;-)
              • matemily Re: Nie rozumiesz matematyki ani jej uczenia!!! 17.09.07, 13:06
                Droga Danuto, doprawdy nie wiem, dlaczego usiłujesz mnie obrazić.
                Całe szczęście zbyt długo uczę i ze zbyt dobrymi efektami, żebyś
                mogła mi wmówić, że nic nie rozumiem. Toż ja nie jestem za uczeniem
                się matematyki na pamięć, ale uważam, że schematów też trzeba
                nauczyć stosować. Jak rozwiążesz zadanie tekstowe o treści
                dotyczącej jakiejś pożytecznej sprawy, jeśli nie wiesz jak się
                rozwiązuje równania? I czy za każdym razem, gdy np. mnożysz ułamki
                zwykłe, to zastanawiasz się od nowa jak to się robi, przynosisz
                nożyczki i tniesz karteczkę na cząstki? Bo tylko tak możesz
                rozwiązać twórczo to zadanie. Nie, robisz to automatycznie i nawet
                nie zdajesz sobie z tego sprawy.
                Kolejny problem: jak ma dzieciak własnymi słowami zinterpretować
                wzór, gdy nie zna słów ani reguł gramatycznych panujących w tym
                języku? To, że nie umie zdania ułożyć nie oznacza, że jest głupi,
                tylko, że go wcześniej nie nauczyli. Języka. Albo się wstydzi, że
                powie coś niegramatycznie. Albo w życiu wcześniej nie był proszony o
                interpretację tekstu matematycznego. Trzeba po prostu dowiedzieć się
                od dzieciaka, co mu naprawdę sprawia kłopot.
                Na wasze zdziwienie, że przeciętny licealista nie umie poszukać ani
                zastosować „obcego” wzoru z tablic czy Internetu odpowiem, że tej
                umiejętności też po prostu trzeba nauczyć. Jak nie nauczyła pani w
                gimnazjum, to musi pani w liceum. W gimnazjum i w podstawówce nie ma
                wiele teorii, a wszystko, co potrzebne znajduje się w podręczniku i
                dlatego dzieciaki nie są przyzwyczajone do własnych poszukiwań
                (teoretycznych). Ponadto na każdy wzór czy własność poświęca się o
                wiele więcej czasu niż w liceum, każde nowe zagadnienie pomaga do
                bólu „oswajać” nauczyciel. Mówię o pracy z przeciętnym uczniem. Wina
                w tym, że zbyt wielu przeciętniaków (i poniżej) trafia do liceum i
                potem jest tragedia dla Was, tam uczących.
                Upieram się, że nie da się mnóstwa ludzi nauczyć matematyki, nawet
                tej na podstawowym poziomie. Dałabym spokój tym humanistom
                nieszczęsnym, niech się zajmują tym, co lubią. I dziwię, że mój
                pogląd jest taki odosobniony.
                • danuta49 To bylo do osobnika randybvain:-) 17.09.07, 18:45
                  Akurat z tym co napisaleś się zgadzam;-)
                  • randybvain A jak do mnie... 17.09.07, 18:51
                    To odpowiem...

                    Matematyka jest tak prosta jak proste sa algorytmy jej stosowania.
                    Dodawanie filozofii do matematyki powoduje, ze wiekszosc z uczniow
                    ma stracha przed rozwiazaniem zadania tekstowego, gdyz jest
                    najczesciej.ono tak sformulowane, ze nie wiadomo, jak ugryzc.

                    Algorytmow, schematow nauczysz kazdego ucznia. Filozofii i
                    rozumienia - niektorych. Obecne wyniki egzaminow z matematyki to
                    efekt wlasnie tego - prob nauczenia dzieci, w jaki sposob maja
                    myslec...
                    • danuta49 Algorytmów latwo uczyć tylko po co??? 17.09.07, 19:44
                      Oczywiście są ważne umiejętności-algebra, arytmetyka - bez tego
                      trudno o jakiekolwiek wykorzystanie najlepszych pomyslów.
                      Ale algorytmy generalnie lepiej wykorzystuje komputer;-)
                      Tyle, że trzeba wiedzieć gdzie jaki zastosować i co z tego wynika.Na
                      to nie ma algorytmów;-)
                      To nie chodzi o filozofię tylko rozumienie tych algorytmów i rozumne
                      z nich korzystanie!
                      >Obecne wyniki egzaminow z matematyki to
                      efekt wlasnie tego - prob nauczenia dzieci, w jaki sposob maja
                      myslec...<
                      Tacy co myślą są najbardziej wartościowi-to co zalgorytmizowane już
                      lub za parę lat po prostu się zauomatyzuje.Oczywiście nie każdymusi
                      mysleć, ale bez tych górnych 10% myslących kazdy naród i każde
                      spoleczeństwo jest skazane na zagladę lub klęskę w konfrontacji z
                      takimi gdzie ci myslacy są!!!

                      • randybvain Re: Algorytmów latwo uczyć tylko po co??? 18.09.07, 18:51
                        Tacy co myślą są najbardziej wartościowi-to co zalgorytmizowane już
                        > lub za parę lat po prostu się zauomatyzuje.Oczywiście nie
                        każdymusi
                        > mysleć, ale bez tych górnych 10% myslących kazdy naród i każde
                        > spoleczeństwo jest skazane na zagladę lub klęskę w konfrontacji z
                        > takimi gdzie ci myslacy są!!!


                        Aha. Powiedzmy, ze te 10% dzieci zrozumie matematyke i bedzie
                        potrafilo powiedziec twierdzenie Pitagorasa wlasnymi slowami.
                        Oczywiscie, masz racje. Jednak pozostala reszta skupi sie na
                        algorytmach. Uwazam po prostu, ze proba nauczenia tej czesci
                        rozumienia matematyki itd. jest bezowocna, wiec lepiej zaniechac.

                        A teraz ciekawostka: dlaczego testy gimnazjalne i inne takie
                        pokazuja, ze dzieci, ktore automatycznie zakreslaja odpowiedzi maja
                        lepsze wyniki od tych, ktore staraja sie myslec?
                • randybvain Czekaj 17.09.07, 18:47
                  Na wasze zdziwienie, że przeciętny licealista nie umie poszukać ani
                  > zastosować „obcego” wzoru z tablic czy Internetu odpowiem, że tej
                  > umiejętności też po prostu trzeba nauczyć.


                  Ok. Wytlumacz mi prosze ten paniczny lek w oczach uczniow, ktorzy
                  maja za zadanie poszukac cos w ksiazce i zastosowac i to po
                  pokazaniu im jak sie to robi, a zamiast tego mecza sie probujac
                  przywolac dane z pamieci? Toz to odruch wyuczony!
                  • matemily Re: Czekaj 17.09.07, 23:08
                    1. Nie wiem skąd się bierze "paniczny lęk" w oczach Twoich
                    uczniów, bo nie znam Twojego stylu pracy, ani stopnia rozgarnięcia
                    Twoich uczniów. Przypomnij sobie, czy ciebie ogarniał kiedyś na
                    lekcji paniczny lęk i co chciałeś/aś wtedy zrobić nauczycielowi,
                    który zmuszał Cię do przełamania się :)
                    2. Czy zauważyliście, że obecnie zadania tekstowe stosuje się w
                    sposób zupełnie przegięciowy? Po to tylko, by nikt autora nie
                    podejrzewał o propagowanie niezgodnej z trendami „suchej
                    matematyki”. Wersja zadania sprzed reformy: wstaw znak między ułamki
                    np. 2/3 ….3/4. Wersja nowoczesna: Mama powiedziała do Zosi: ciekawe,
                    co jest większe 2/3 czy ¾ . Zosia zapytała Krysi. Zosia uznała, że
                    2/3 a Krysia, że ¾. Kto ma rację? Może trochę przesadziłam z tym
                    przykładem, bo zmyśliłam go w tej chwili, ale chodzi mimo ideę. Ja
                    uważam, że jest to kompletne wypaczenie i strata czasu. Moi
                    uczniowie, gdy natrafią na kwiatki tego typu i przebrną już przez
                    wszystkie zawiłości tekstu, najpierw wybuchają śmiechem, a potem
                    pytają: proszę pani, co za idiota to wymyślił?
                    3. Górne 10% myślących zostało haniebnie zdołowane, to fakt. Co
                    zrobią uczelnie z tak wyedukowaną młodzieżą? Gdzieś czytałam, że są
                    pomysły wprowadzania roku zerowego, żeby nadrabiać ten materiał,
                    który wyrzucono.

                    • randybvain Re: Czekaj 18.09.07, 19:00
                      Dobre pytanie. Dla scislosci: udzielalem korepetycji, nie jestem
                      nauczycielem.


                      Przypomnij sobie, czy ciebie ogarniał kiedyś na
                      > lekcji paniczny lęk i co chciałeś/aś wtedy zrobić nauczycielowi,
                      > który zmuszał Cię do przełamania się :)

                      Tak, bylo cos takiego. Po kilku wyzwaniach od baranow i innego
                      bydla, ponizaniu przed klasa i zaginaniu na sile (typu pytania z
                      wiedzy licealnej w podstawowce) tez miewalem takie napady, ze
                      cokolwiek powiem czy napisze bedzie zle, a pan wladza nauczyciel
                      mnie nienawidzi i chce mnie upokorzyc. Odruch wyuczony.

                      Na szczescie przeszlo.

                      Oczywiscie u innych niekoniecznie musial byc to nauczyciel. Mogl to
                      byc rodzic, nadmiernie wymagajacy. Akurat moi uczniowie byli zle
                      potraktowani przez nauczycieli, lecz nie rozciagajmy tego na
                      wszystkich, OK?

                      2. Nie wiem, mi sie to zadanie podoba.
                      3. Uczelnie maja mnostwo pracy w pierwszych semestrach z
                      maturzystami bez wymaganej wiedzy (nie mowiac juz o giertychowych).
                      Tylko, ze na uczelnich traktuje sie ich jak doroslych. Uczysz sie
                      albo do widzenia...

                      BTW. Niby program licealny jest tak przepelniony, ale co jest jego
                      celem? Nie jest to przygotowanie do matury - do niej przygotowuje
                      sie osobno. Nie jest to przygotowanie do studiow - uczniom brakuje
                      wiedzy. Nie jest to przygotowanie do zycia - wiekszosc wiadomosci
                      uzyskanych w szkole jest nieprzydatna poza nia.
                      • matemily Re: Czekaj 20.09.07, 14:11
                        Myślę że Twoje rozważania z ostatniego akapitu są SEDNEM SPRAWY:
                        jaki do czorta jest w końcu cel nauczania matematyki w liceum?
                        Na początku reformy mówiono, że to gimnazjum jest tą szkołą,
                        która nauczy dzieci używać matmy w "życiowych sytuacjach". Dlatego
                        totalnie odteoretyzowano programy, dlatego wprowadzono obowiązkowy
                        dla wszystkich egzamin, który sprawdza jak dzieciom idzie „używanie”
                        matmy w banku, sklepie, na osiadającym wale przeciwpowodziowym i
                        przy puszczaniu zajączka. No, i podkreślono jej służebną rolę wobec
                        innych szkolnych przedmiotów. Jestem się z tym w stanie zgodzić,
                        chociaż z bólem, bo jak mówiłam wcześniej, już na tym etapie mamy
                        marnotrawstwo potencjału ludzkiego, czyli dzieci, które wyją z chęci
                        wejścia w abstrakcję, chcą się zadawać z samymi wzorami, liczbami,
                        związkami, które właśnie dostrzegli. To WCALE nie oznacza, że chcą
                        rutynowo podstawiać liczby do wzorów. W niewielu szkołach dla
                        tych „wyjących” jest klasa z poszerzonym programem matmy. Tych
                        dzieciaków jest stanowczo więcej niż 10%.
                        I teraz ktoś wymyślił, że liceach też odbierze się mądrym szansę
                        na poznanie, co to jest matematyka, rozwijanie wyobraźni i naukę
                        prawdziwego myślenia. Niech nie wie żaden dziewiętnastolatek, co to
                        maksimum (pamiętam jak mnie zżerała ciekawość, co do wyniku, gdy
                        rozwiązywałam zadania optymalizacyjne), ani co to iloczyn zbiorów
                        (kiedyś było w zerówce), ani co to alternatywa (logikę na prawie
                        będą oblewać wszyscy). Niech się nie dowie młodzian, co to dwumian
                        Newtona, bo jeszcze by nie daj Boże doszedł do trójkąta Pascala i
                        odkrył mnóstwo niesamowitych związków w tym ustrojstwie a potem spać
                        by nie mógł w nocy. Niech o granicy zapomni, wszak już nasi
                        przodkowie nieskończoności się bali (ha, mówili, że ten, kto ma
                        umysł skończony nieskończoności pojąć nie może).
                        A dlaczego temu dzieciakowi nieszczęsnemu nie dane się o tym
                        dowiedzieć? Bo jego kolega, który powinien być w zawodówce – ale nie
                        może, choćby chciał, bo przecież zawodówki nie ma żadnej na okolicę –
                        otóż ten kolega też musi na lekcji co nieco pojąć, żeby zdać maturę
                        na 30%. Ratunku!!!!!!

                        • mefs Re: Czekaj 20.09.07, 21:21
                          Chyba, niestety, udalo sie tobie perfekcyjnie opisac stan obecny oraz cel
                          ustanowienia tego stanu.
                        • randybvain Dobrze piszesz 21.09.07, 15:22
                          Ja wymyslilem dwa powody, dla ktorych taki sposob edukacji jest
                          dobry.
                          1. Przetrzymanie mlodziezy w jednym miejscu zapobiega temu, ze
                          szwenda sie ona po ulicach i popelnia przestepstwa. Dlatego tak
                          skrupulatnie rozlicza sie w szkolach z frekwencji.
                          2. Trzeba dac zatrudnienie ludziom pokrzywdzonym przez system
                          edukacji, ktorzy w zwiazku z ogromna podaza wyzszego wyksztalcenia
                          nie moga znalezc pracy. Gros z nich wedruje do szkol, mimo ze nie
                          posiada powolania i potem zwyczajnie sie niszczy.
                          • mefs Re: Dobrze piszesz 21.09.07, 17:26
                            randybvain napisał:

                            > Ja wymyslilem dwa powody, dla ktorych taki sposob edukacji jest
                            > dobry.
                            > 1. Przetrzymanie mlodziezy w jednym miejscu zapobiega temu, ze
                            > szwenda sie ona po ulicach i popelnia przestepstwa. Dlatego tak
                            > skrupulatnie rozlicza sie w szkolach z frekwencji.

                            Niestety nie moge sie tutaj z toba zgodzic. Z racji nieprzykuwania uczniow do
                            lawek absencja w szkolach jest calkiem wysoka, srednio 20%, a czasem i wiecej...
                            Poza tym uczniowie szwendaja sie po ulicach nie w godzinach 8.00 - 16.00 ale
                            raczej w godzinach 18.00 - 24.00 zatem wowczas, gdy urzednicy ministerialni juz
                            nie sa w pracy i nie widza problemu.
                            Co z tego, ze szkola rozlicza z frekwencji, skoro rodzice wypisuja hurtem
                            zwolnienia, a jesli nauczyciel nie chce go przyjac, to rabia taki mlyn, ze
                            dziecko ma nieobecnosci w koncu usprawiedliwione.

                            > 2. Trzeba dac zatrudnienie ludziom pokrzywdzonym przez system
                            > edukacji, ktorzy w zwiazku z ogromna podaza wyzszego wyksztalcenia
                            > nie moga znalezc pracy. Gros z nich wedruje do szkol, mimo ze nie
                            > posiada powolania i potem zwyczajnie sie niszczy.

                            Jesli byloby tak, jak piszesz, to w szkolach byloby pelno nauczycieli i klasy
                            liczylyby po 15 uczniow (a moze mniej), co nawet przy zle przygotowanych
                            nauczycielach skutkowaloby podnoszeniem poziomu ksztalcenia. A tak... klasa
                            liczy ok. 30 uczniow, zatem nawet najlepszy nauczyciel nie da rady przekazac i
                            uporzadkowac wiedzy takiej gromadzie nastolatkow. Nauczyciel poza obcowaniem z
                            uczniami ma jeszcze do wypelnienia stosy papierow.
                            Aha, ci nicnieumiejacy pseudo-nauczyciele nie ucza w szkolach, tylko robia cos
                            innego.
                            • randybvain To juz nic nie wiem 23.09.07, 15:41
                              Wychodzi na to, ze taki system jaki mamy dzisiaj, do niczego sie nie
                              nadaje...
                              • danuta49 Dokladnie!!! 23.09.07, 15:51
                                • danuta49 Oczywiście aktualny system jest do ... 23.09.07, 15:52
                              • mefs Re: To juz nic nie wiem 23.09.07, 18:06
                                bingo!
    • if_ona Re: Matematyka bez pochodnych? 14.09.07, 18:05
      ta1czka napisał:
      >nigdzie nie widzialem oficjalnego potwierdzenia)

      Zadania egzaminacyjne w roku 2008 nie będą sprawdzać następujących treści:
      www.cke.edu.pl/index.php?option=content&task=view&id=513&Itemid=2
    • uhu_an Re: Matematyka bez pochodnych? 14.09.07, 18:54
      rachunek rozniczkowy to najlepsza rzecz jaka jest w matemtyce. z
      prawdopodobienstwa bylam noga, no prawie, a rachunek trzaskalam ;)
      raz dwa, hehe.
      szkoda, szkoda

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka