Dodaj do ulubionych

Sami ich sobie nauczymy

22.09.07, 07:39
I do czego doprowadziły idiotyczne reformy Handkego i Radziwiłł. Nie będę
mówił która gazeta aż wyła z zachwytu nad tymi reformami.
Obserwuj wątek
    • lesiofromireland Sami ich sobie nauczymy 22.09.07, 08:03
      troche to jest smutno czytac, a przeciez matematyka potrafi byc
      piekna, i bawiac sie nia mozna spedzic niejedna noc
      • revely Re: Sami ich sobie nauczymy 22.09.07, 08:19
        ponoć światło lampy zależy od oleju, a mądrość ucznia zależy od nauczyciela.
        gdyby to jeszcze wszyscy nauczyciele z liceum potrafili przekazać swoją
        wiedzę... i tak będą chodzić na korki, bo często korepetytorzy lepiej tłumaczą.
        z resztą społeczeństwo nam się humanizuje, górą politolodzy, socjologowie i
        filologie różnych krajów... i na pewno poziom nauczania matematyki ma na to wpływ.
        • tetlian Bardzo dobry pomysł 22.09.07, 11:01
          Bardzo dobry pomysł. Matematyka jest najważniejszą nauką na świecie. Dlatego
          trzeba zrobić wszystko, by jak najwięcej osób było w niej biegłych.
          • wymiatator1 Njaważniejsza jest fizyka. 22.09.07, 11:20
            matematyka to tylko narzędzie. Słyszeliście kiedyś, żeby ktoś zginął z powodu
            nieznajomości matematyki?? Nieznajomość praw fizyki to główna przyczyna wypadków
            na świecie.
            • sirpietros Re: Njaważniejsza jest fizyka. 22.09.07, 11:25
              Zgadzam się w 100% Ale zeby zrozumiec fizyke na poziomie ponad licealnym
              niezbedna jest bardzo dobra znajomosc matematyki. Czyli ze nieznajomosc praw
              fizyki moze byc spowodowana brakiem matematyki...:)
              • baby1 E tam. Najważniesza jest religia i o tym 22.09.07, 12:09
                ministrowie od oświaty wiedzą. Niech ktoś powie inaczej, to od razu
                podpadnie przewodniej sile narodu (dawniej PZPR). Katecheci są już w
                przedszkolu. Nawet za czasów najgorszego stalinizmu nie uczono
                ideologii komunistycznej w podstawówkach.
            • danuta49 Matematyka jest językiem fizyki!!!Bez języka 22.09.07, 11:27
              nie da się jej poznać!!!Dlatego najpierw dobra znajomość matematyki,
              a na tej bazie - znajomść fizyki!!!
        • danuta49 Jak Jędrzejczak będzie na basenie 3h dziennie 22.09.07, 11:03
          zamiast 6 jak to robi, to ten sam trener zrobi z niej najwyżej
          mistrzynię powiatu.I tak jest w tym przypadku z matematyką!!!

          >ponoć światło lampy zależy od oleju, a mądrość ucznia zależy od
          nauczyciela.<
          • mmisiure Re: Jak Jędrzejczak będzie na basenie 3h dziennie 22.09.07, 19:36
            > zamiast 6 jak to robi, to ten sam trener zrobi z niej najwyżej
            > mistrzynię powiatu.I tak jest w tym przypadku z matematyką!!!

            Ale nie można przesadzać w drugą stronę. Podpis pod zdjęciem głosi:
            "przez całą dobę próbowała rozwiązać 500 zadań". To jest poniżej
            3 minut na zadanie! Podejrzewam, że to jest wynik zidiocenia, które
            przyszło z Ameryki. W USA typowe jest, że żąda się od dzieci
            rozwiązywania zadań bez myślenia. A myślenie w matematyce jest
            rzeczą najważniejszą. Co się da wymyślić w 3 minuty?
            • danuta49 Rozwiązywanie zadań na czas i ilość to glupota! 22.09.07, 21:27
              >Ale nie można przesadzać w drugą stronę. Podpis pod zdjęciem głosi:
              > "przez całą dobę próbowała rozwiązać 500 zadań". <
              Chodzi jednak o ilość czasu spędzanego na rozwiązywaniu problemów
              (!) matematycznych pod kierunkiem i opieką nauczyciela!
              Matematyka to umiejętność - jej opanowanie wymaga treningu i ćwiczeń
              pod okiem instruktora(trenera, nauczyciela) i samodzielnego tak jak
              opanowanie każdej innej umiejętności.
        • sniperslaststand Polak: jęczy, szuka winnych poza sobą, nie myśli 22.09.07, 11:44
          Tak czytam Wasze wypowiedzi - każdy jęczy, narzeka, szuka winnych u
          innych i w ogóle nie patrzy myśląco na sytuację. Typowa Polska.

          -------------------------------------
          Po pierwsze (1):

          Uczelnie techniczne realizowały takie przygotowania do studiów od
          zawsze. Na dwa lata przed dostaniem się na studia, chodziłem chyba
          na wszystkie możliwe edycje Studium Talent (liźnięcie matematyki i
          fizyki politechnicznej) na Politechnice Wrocławskiej. Zajęcia te,
          organizowane dla wolnych słuchaczy z liceów mają długą historię. Tak
          samo jak bezpłatny kurs korespondencyjny z matematyki i tak samo jak
          zajęcia (już płatne, choć niewiele) z matematyki, przygotowujące
          dodatkowo do matury, organizowane przez tą samą uczelnię. To było 5
          lat temu. Takie zajęcia PWr organizowała od dawna i teraz chyba też
          są dostępne.

          Problem niedostatecznego przygotowania uczniów do studiów
          technicznych był więc obecny jeszcze zanim zaczęły się wszystkie
          reformy (jestem po zupełnie niereformowanym systemie oświatowym).


          -------------------------------------
          Po drugie (2):

          Taka zła ta reforma? Szkoda, że nikt nie raczył zauważyć, że
          skończono raz na zawsze z korupcjogennymi egzaminami do LO i przede
          wszystkim, na studia? Wszystko idzie zakodowane do komisji
          egzaminacyjnych i możliwość wpłynięcia na wyniki swojego dziecka
          została bardzo zminimalizowana.


          Dawniej było tak: szło dziecko na egzamin do LO, wywieszono później
          kartkę z wynikami i.... tyle. LO ustalało, co będzie na egzaminie
          (można było się zaskoczyć) i kto będzie znał pytania/kto będzie
          przyjęty pokątnie. Sam mój wujek załatwił swojej córce dostanie się
          do "dobrego" liceum, chociaż wynik egzaminu na to nie pozwalał. Po
          prostu poszedł do dyrektora.

          Dziś jest CKO (centralna komisja egzaminacyjna - jeśli wiecie, co to
          jest) i... punkciki. I tyle, wszystko jest jasne i klarowne.


          A co z egzaminami na uczelnie wyższe? Sam poszedłem dostałem się na
          politechnikę z konkursu świadectw za dobrą maturę i szczerze
          współczułem tym, którzy szli się ciąc na egzaminy uniwersyteckie.
          Zakres materiału zawsze był nie do końca znany i trochę
          manipulowany, krążyły jednocześnie pogłoski, ile miejsc
          zarezerwowanych dla VIPów z miasta, ile dla dzieci czy to prawników
          czy lekarzy czy dzieci pracowników uczelni, wiadomo - Polska kraj
          krewnych i znajomych królika.

          Dziś już korupcyjne możliwości zostały drastycznie zmniejszone
          właśnie przez cykl reform oświatowych. Znowu wkracza CKU, koduje
          prace, wysyła gdzieś w kraj i wracają sprawdzone (bardzo dokładnie -
          wiem, ponieważ członek rodziny jest egzaminatorem), według
          precyzyjnego klucza, który jest przyjazny uczniom (np. nie liczy
          wiele razy tych samych błędów i punktuje różne interpretacje).


          -------------------------------------
          Po trzecie (3):

          Ktoś pamięta, jak się dawniej w LO sprawdzało matury z polskiego?
          Widzi mi się, widzi wam się, polonistka ucznia nie lubiała - mogła
          go centralnie udupić, bo większość rzeczy była według uznania i
          jeśli się szło na uczelnię wyższą z konkursu świadect - to kaplica -
          polski był punktowany.

          Dziś już tego nie ma. Jest precyzyjny klucz, który dobrze sprawdza
          się także w tekstach pisanych, ponieważ wylicza, do czego powinno
          się nawiązać w sensie lektur szkolnych i punktuje dobry styl
          pisania. Jednocześnie ucięto idiotyczne rozpisywanie się na starych
          maturach (ile napisałeś?!? ile napisałeś!? 10.... 10!?!?
          ueeeeeeeeee... ja mam 15!! ooooooo.... a ja tylko 10 :-( )


          (później trza było nauczycielom przez te zesmażone kloce brnąć)

          -------------------------------------
          Po czwarte (4):

          MATURA Z MATEMATYKI STAŁA SIĘ O.B.O.W.I.Ą.Z.K.O.W.A

          Dawniej można było przebrnąć przez cały system edukacji polskiej i
          nie wiedzieć, ile to jest trzy gruchy + dwa jabłka. Już nie teraz.


          -------------------------------------
          Po piąte (5):

          Widzę, że wszyscy lubią se pojojczyć, jak to szkoła niedobra
          skrzywdziła ich dziatwę, nie nauczyła, nie przygotowała. To wszystko
          wina ministra!!!!

          Prawda gorzka niestety jest taka, że to nie oświata obniżała poziom
          mądrych dzieci, ubierając je w cementowe buty i krzywdząc ich
          intelekt. To młodzież idiocieje i szkoły muszą obniżyć oczekiwania.
          Uczelnie wyższe tak samo, przecież one nie żyją w oderwaniu od
          rzeczywistości.

          Przykłady? Prosze bardzo, bez liku ich.

          Dawniej komputery nie były powszechne w domach. Dostęp do internetu
          był bardzo drogi i ograniczony.

          Źle? Komputer z Internetem oknem na świat?

          W teorii tak, tylko jaki procent dzieci korzysta z niego w sposób
          poszerzający ich horyzonty? Ile dzieciaków obczytuje sobie
          wikipedię, czyta tematyczne fora, czyta publikacje na w miarę
          sensownych portalach, usiłuje uczyć się języka czytając materiały po
          angielsku czy cokolwiek innego, stara się uczyć mówić w obcym języku
          szukając znajomych z innych krajów na Skype i przełamując pierwsze
          komunikacyjne lody?

          Myślę, że nie pomylę się bardzo, gdy powiem, że prawie żaden.

          Dziś dzieciom komputer służy do:

          - ogłupiającego i brutalizującego grania
          - nielegalnego ściągania muzyki i filmów
          - uprawiania gadu-gadu i czatów w trybie 24/7
          - wysyłania SMSów z sieci
          - dodawaniu fotek na fotkę czy naszą klasę
          - ściągania opracowań, wypracowań i zadań zadanych przez szkołę, a
          więc ignorowanie procesu uczenia się i oszukiwanie systemu celem
          włożenia we własną edukację jak najmniejszej energii (w praktyce
          oszukuje się samego siebie)

          ...i tysiąca innych rzeczy, które są atrakcyjne i kolorowe, ale na
          zwoje mózgowe mają wpływ stagnacyjny.

          Dzień dobry, tu ziemia. Młodzież dziś nie czyta lektur, nie uczy
          się, olewa szkołę i się bawi. To i później uczelnie wyższe zaczną
          stękać, że materiał do nich przychodzący jest lichej próby.


          Co z tym zrobić?

          Osobiście polecam przestać jęczeć, że to wszystko wina nauczyciela
          czy ministra i jako rodzić rozpocząć inteligentne wychowywanie
          swojego dziecka, poprzez pilnowanie tego, jak korzysta z
          dzisiejszych nieograniczonych możliwości zdobywania wiedzy (czy
          korzysta w ogóle) i jak się rozwija w świecie, gdzie trzeba umieć,
          wiedzieć i rozumieć coraz więcej.

          Rodzice dziś dają się dzieciom zmanipulować, olewają je, nie mają
          dla nich czasu, nie pilnują ich i tylko prezentują postawy
          roszczeniowe, że szkoła zła, program zły, oni niewinni a ich
          pociechy skrzywdzone. Swoją indolencją podtapiają kolejne pokolenie.
          A dziś każdą złotówkę (czy EURO, czy funta patrząc na ostatnie
          zjawiska społeczne) cięzko się wypracowuje albo własnym mózgiem,
          albo łapami.

          Tym bardziej przeraża, że w całym wątku, pełnym notabene gładkich
          wypowiedzi (a więc niepisanych przez głupków, jakich na forum GW od
          groma) widzę tylko jęki i stęki i narzekanie, zamiast racjonalnego
          spojrzenia na sytuację i szukania możliwości jej poprawy.

          PS. Zgadzam się, że dwie godziny religii to za dużo. Jedna w tygodniu religia/etyka styknie.

          Bystry obserwator dojdzie jednak do konkluzji, że ogólnie w Polszy
          taka instytucja jak nauczyciel jest OLEWANA przez rząd (bo jest
          słaba, nie przyjdzie, jak górnik, rozwalić połowy Warszawy i nie
          zablokuje, jak kulejorz, torów). Płace są śmiesznie niskie (dla
          ludzi z tytułem magistra przyp. red.), dla początkujących
          nauczycieli bez awansu zawodowego na poziomie wręcz ubóstwa. I to
          wszystko w instytucji, od której tak naprawdę po części zależy, czy
          nowe pokolenia będą używały mózgów, czy tylko po prostu będą i nasz
          kraj nadal będzie eksporterem głównie truskawek i kartofli (nie to,
          żebym coś do truskawek i kartofli miał, ale taki niemiecki samochód
          to trochę coś ambitniejszego).

          Nie ma lepszej inwestycji niż inwestycja w młodzież. To powinien
          wiedzieć rodzić, inwestując w swoje dziecko (nie tylko pieniądze,
          ale czas i uwagę), patrząc mu na ręce i głowę i to powinien wiedzieć
          minister, inwestując w ludzi zajmujących się edukacją przyszłych
          pokoleń. Amen.
          • danuta49 Korupcja to jest dziś dopiero!!! 22.09.07, 11:57
            Ad2.Rzekoma korupcja na egzamianch do liceum.
            Pewnie bywala, ale jednocześnie te licea, które się w to bawily i
            przyjmowaly slabszych uczniów niż mogly, same na tym tracily.Bo się
            potem z przyjętymi w ten sposób musaly męczyć 4 lata!
            Dziś egzamin gimnazjalny(z takiej mieszanki ani to matematyki, ani
            przyrody, na minimalnym poziomie) to, szczególnie w szkolach
            niepublicznych okazja do oszustw i korupcji.Przecież "pomagając"
            wlasnym uczniom na egzaminie i zawyżając wyniki nic nie tracą, a
            tylko zyskują - wyższy wynik, zadowolenie uczniów i ich rodzców,
            opinię przyjaznej szkoly, wziątki.A męczyć się będzie z ich uczniami
            wlaśnie liceum!!!
            Pomyśl trochę zanim glupio napiszesz;-)
            • sniperslaststand Re: Korupcja to jest dziś dopiero!!! 22.09.07, 13:03
              danuta49 napisała:

              > Ad2.Rzekoma korupcja na egzamianch do liceum.

              Liceum to i tak względnie mniejsze piwo, bo w nich chodziło tylko o
              liceum "lepsze" i "gorsze", w obydwu przypadkach bezpłatne. Na
              studiach było sto razy bardziej źle, bo chodziło o dzienne (za
              darmo) lub zaoczne (5 lat płacanie i gorszy poziom).


              > Pewnie bywala

              Nie "pewnie", a "na pewno".


              >, ale jednocześnie te licea, które się w to bawily i
              > przyjmowaly slabszych uczniów niż mogly, same na tym tracily.Bo się potem z przyjętymi w ten sposób musaly męczyć 4 lata!

              Męczyć? A co to za miara krzywdy LO? Szedł taki powoli przez szkołę
              i tyle. Dopiero przy nowych maturach i egzaminach do LO/ginmazjów
              można rzetelnie zmierzyć, jak wypada dana szkoła na tle innych.
              Dawniej to było o wiele trudniejsze (uczniowie różnych szkół
              startowali na różne uczelnie/szkoły dalszego etapu edukacji, każda
              miała swoje wymyślowe egzaminy, których nie szło porównywać), więc i
              mniej martwiono się o wyniki swoich uczniów na egzaminach, ergo nie
              było ważne, czy przyjmie się gorszego ucznia za cenę jakiejś
              korzyści/znajomości.


              Co więcej, z perspektywy osoby skorumpowanej nigdy nie liczy się
              korzyść reprezentowanej instutycji (a szczególnie jej klientów - w
              tym przypadku uczniów).



              > Dziś egzamin gimnazjalny(z takiej mieszanki ani to matematyki, ani
              > przyrody, na minimalnym poziomie) to, szczególnie w szkolach
              > niepublicznych okazja do oszustw i korupcji.Przecież "pomagając"
              > wlasnym uczniom na egzaminie i zawyżając wyniki nic nie tracą, a
              > tylko zyskują - wyższy wynik, zadowolenie uczniów i ich rodzców,
              > opinię przyjaznej szkoly, wziątki.

              Na egzaminach są niezależni obserwatorzy!

              Po za tym, z dwóch potencjalnych miejsc manipulacji wynikami
              egzaminów (jednostka edukacyjna, do której uczeń startuje i
              jednostka, gdzie przeprowadza się egzamin), praktycznie wycięto tą
              pierwszą możliwość. Druga jest mocno ograniczona. Twoje sugestie
              więc są, mówiąc wprost, nietrafione.


              > Pomyśl trochę zanim glupio napiszesz;-)

              Głupio? Nie obaliłaś ani jednego mojego argumentu. Zastanów się, kto
              z nas dwojga tu głupio pisze.
              • danuta49 Na egzaminach bywają(!!!) obserwatorzy!!! 22.09.07, 13:43
                >Na egzaminach są niezależni obserwatorzy!<
                Poza tym obserwator też czlowiek i bierze!!!;-)


                • tbernard Re: Na egzaminach bywają(!!!) obserwatorzy!!! 09.10.07, 11:30
                  danuta49 napisała:

                  > >Na egzaminach są niezależni obserwatorzy!<
                  > Poza tym obserwator też czlowiek i bierze!!!;-)

                  Czyżby tak bolało, że trudniej teraz korumpować? Do tego stopnia, że bezsensowne
                  argumenty się przytacza?
                  Obserwatora którego poznajemy dopiero w dniu egzaminu o wiele trudniej
                  przekupić. Za mało czasu aby obserwator miał pewność, czy go ktoś czasem nie
                  sprawdza i tylko pazerny głupek nie zważając na to weźmie.
                  • danuta49 Jak korumpowaleś ty albo ciebie to teraz żal;-) 09.10.07, 12:48
                    Każdy sądzi wedlug siebie!!!
                    1.Obserwatorzy,jak pisalam, bywają.A więc najczęsciej ich nie ma!!!A
                    wtedy róbta co chceta;-)A interes, zwlaszcza szkoly prywatnej jest
                    ogromny!!!Interesu w uczciwym egzaminie nie ma żadnego!
                    2.Obserwatorzy są róznych kategorii.Ale środowisko oświatowe
                    najczęsciej się zna i dziala zasada"Ja tobie..."Ni trzeba dawać
                    koperty - wystarczy zagadać, poczęstować, obiecać etc.
                    3."Ktoś" tych obserwatorów wysyla - można skorumpować jego;-)
                    4.Jakoś tak storpedowano ( z glupią ideologią)pomysl żeby egzaminy
                    byly robione poza szkolą ucznia, najlepiej w mieszanych
                    grupkach.Albo żeby poza szkolą zdawala wybrana losowo próbka uczniów
                    danej szkoly...;-)
                    Kiedyś szkoly(i średnie i wyższe) mialy jakiś interes żeby egzamin
                    prowadzić w miarę uczciwie.Teraz nikt, lącznie z ministrem edukacji
                    (dla niego "dobry" wynik to powód do chwaly;-)), takiego interesu
                    nie ma!!!
          • xi0 Re: Polak: jęczy, szuka winnych poza sobą, nie my 22.09.07, 13:10
            O stary! Jaka tyrada ... Nie myśl, że brak odpowiedzi oznacza zgodę na wszystkie
            postawione tam tezy. Powinienneś raczej odnieść się do tezy artykułu, tzn.
            faktu, że w nowym systemie edukacji szkoły średnie słabiej przygotowują do
            studiów i część uczelni zdecydowała się utworzyć nowe kursy dla przyszłych
            kandydatów. Ta teza jest jak najbardziej prawdziwa. A Ty o mało w swoich
            dywagacjach nie poruszyłeś problemu biednych dzieci w Afryce i wojny w Iraku.
            • sniperslaststand Re: Polak: jęczy, szuka winnych poza sobą, nie my 22.09.07, 16:31
              xi0 napisał:


              > Powinienneś raczej odnieść się do tezy artykułu, tzn.
              > faktu, że w nowym systemie edukacji szkoły średnie słabiej
              > przygotowują do studiów

              Odniosłem się. Dzieci są głupsze, niepilnowane przez rodziców,
              rozwydrzone, mniej karne mniej się uczą, są pod wpływem złodziei
              czasu (komputer z internetem, ten sam, który miał rozszerzać
              horyzonty). Trzeba było obniżyć poziom i tyle, jak podniesiesz
              poprzeczkę, to wszystko co żyje pooblewa egzaminy.

              Oczywiście może to do nikogo nie docierać i nadal będzie się
              wierzyło w zły urok szkoły, nic nie robiąc aby dzieci wreszcie
              wzięły się do pracy korzystając z dzisiejszych możliwośc.



              > i część uczelni zdecydowała się utworzyć nowe kursy dla przyszłych
              > kandydatów. Ta teza jest jak najbardziej prawdziwa.

              Czy ktoś tu w ogóle umie czytać?

              Takie kursy były od zawsze!

              Jestem z systemu przed jakąkolwiek reformą i uczelnie jechały z
              takimi kursami już wtedy. I jak to się ma do stwierdzenia, że one są
              niby dopiero od dziś, bo taki zły system zreformowany edukacji
              skrzywdził biedne dzieciaczki?
              • xi0 Re: Polak: jęczy, szuka winnych poza sobą, nie my 23.09.07, 12:04
                No patrz snajperku, moj post byl 100 razy krotszy od twojego, a i tak go nie
                zrozumiales. Powtarzasz sie piszac znowu te swoje teorie, ze dzieci sa glupsze.
                Bla bla bla. Jakies uzasadnienie? Od tego jest szkola, zeby stawiac dzieciom
                wymagania. Obnizanie poprzeczki jest najgorszym co mozna w takiej sytuacji zrobic.

                > Czy ktoś tu w ogóle umie czytać?
                >
                > Takie kursy były od zawsze!
                >
                > Jestem z systemu przed jakąkolwiek reformą i uczelnie jechały z
                > takimi kursami już wtedy. I jak to się ma do stwierdzenia, że one są
                > niby dopiero od dziś, bo taki zły system zreformowany edukacji
                > skrzywdził biedne dzieciaczki?

                No i wlasnie popisales sie nieumiejetnoscia czytania. Ja nie twierdze, ze
                wczesniej nie bylo takich kursow, ale powtarzam za artykulem, ze wiecej uczelni
                zdecydowalo sie takie kursy utworzyc. Ty sie nie zacietrzewiaj, tylko napisz mi
                skad wiesz, ze zadna szkola takiego kursu nie otworzyla?

                Odnoszac sie do calosci - czy Ty probujesz udowodnic, ze reforma byla dobra, bo
                dzieci sa glupie ? Zejdz na ziemie, porozmawiaj z ludzmi, POSLUCHAJ innych
                ludzi. Pisanie dlugasnych elaboracji na jakikolwiek temat nie zmieni faktu, ze
                reforma edukacji obnizyla poziom przygotowania uczniow do studiow ze szczegolnym
                uwzglednienm kierunkow technicznych.
              • maruda.r Re: Polak: jęczy, szuka winnych poza sobą, nie my 23.09.07, 14:24
                sniperslaststand napisał:

                > xi0 napisał:
                >
                >
                > > Powinienneś raczej odnieść się do tezy artykułu, tzn.
                > > faktu, że w nowym systemie edukacji szkoły średnie słabiej
                > > przygotowują do studiów
                >
                > Odniosłem się. Dzieci są głupsze, niepilnowane przez rodziców,
                > rozwydrzone, mniej karne mniej się uczą, są pod wpływem złodziei
                > czasu (komputer z internetem, ten sam, który miał rozszerzać
                > horyzonty).

                ************************************

                Powtarzasz banał, niezmienny od tysięcy lat: "ech, ta dzisiejsza młodzież". Dziś
                czas kradną komputery, wczoraj telewizja, przedwczoraj książki przygodowe, piłka
                i gonitwy na podwórku, a wcześniej ciężka praca w warsztacie ojca lub w fabryce.
                Nie zwracasz uwagi na to, że ukradziony czas jest z nadmiarem kompensowany przez
                ilość informacji podawanej w najróżniejszej formie.

                Dziś dziecko w ciągu tygodnia otrzymuje więcej informacji, niż jego rówieśnik w
                ciągu roku 50 lat temu.

                Zadaniem szkoły nie jest więc dublowanie informacji, a nauczenie zasad jej
                filtrowania i rozumienia.


          • danuta49 Dzierzgowska, i tak wiadomo że to ty!!;-) 22.09.07, 13:51
            Albo Zawadowska;-)
    • e.kant Brakuje godzni? Proponuję wycofanie religii! 22.09.07, 08:26
      Najłatwiejszą metodą na więcej godzin z matematyki jest wycofanie ze szkół religii. Za te 2 godziny religii, 2 godziny matematyki byłyby wręcz zbawieniem. Nawet jedna godzina matematyki więcej byłaby już skuteczna.
      • szatanskipomiot Re: Brakuje godzni? Proponuję wycofanie religii! 22.09.07, 08:58
        Dokladnie. Poobcinano liczbe godzin z wielu przedmiotow ale na religie
        2 godz. tyg. sie znalazly.
        • danuta49 No jeszcze jest fikcyjna 5 godzina WF! 22.09.07, 10:02
          Najpierw potrzebne byly sale i baseny,a potem godziny!Teraz to jest
          kosztowna fikcja!Co do religii to też popieram!
    • asmyk7 Re: Sami ich sobie nauczymy 22.09.07, 08:37
      Racja. Niezły poziom liceów to jedna z niewielu dobrych rzeczy, jakie
      odziedziczyliśmy po PRL-u, więc od razu zaczęto przy tym majdrować: zmniejszono
      liczbę godzin matematyki i fizyki, zaczęto tworzyć szkołę bezstresową itd.
      Ukoronowaniem idiotyzmów była amnestia Giertycha, tak więc wszystkie rządzące
      kolejno ugrupowania przyłożyły rękę do obniżenia poziomu szkolnictwa.
      Liberałowie chcieli wychować głupich konsumentów, a ci z PiS-u i okolic tępaków,
      którymi łatwiej rządzić.
    • marcotto Sami ich sobie nauczymy 22.09.07, 09:28
      Gdyby nie reforma, to w "starych" szkołach podstawowych, znaleźliby się prawie
      osiemnastolatkowie tak jak obecnie w wielu gimnazjach. Klasy przygotowawcze do
      studiów wyższych są częścią systemu kształcenia we Francji, mogą powstać i w
      Polsce (oby jak najszybciej)
      • trv Re: Sami ich sobie nauczymy 22.09.07, 09:43
        Ciekawe, ciekawe.

        Z tego co pamiętam jak skończyłem podstawówkę miałem 14 lat. Część moich kolegów
        była rok starsza. Nijak to się ma do 'prawie 18' bo do tego prawie to brakowało
        mi 4 cztery lata - akurat całe LO. Jak już byłem na studiach wyższych miałem 18
        lat. I system jakoś się sprawdzał i to o wiele lepiej od tego co jest dzisiaj -
        część kolegów z LO z powodzeniem dostała się na politechniki które zresztą
        pokończyli, część na humanistyczne które też pokończyli.
        Proste statystyki - z mojej klasy z LO z 28 osób 3/4 dostała się i ukończyła
        studia wyższe. W tej chwili trzy się doktoryzują. Chyba całkiem niezła średnia.
      • xi0 Re: Sami ich sobie nauczymy 22.09.07, 09:48
        Choć to nieistotne, ten twój prawie osiemnastolatek ma 15 lat. Zresztą bronienie
        nowego (no może już nie tak nowego) ustroju edukacyjnego w Polsce, zwłaszcza za
        pomocą tak abstrackyjnych argumentów, mija się z celem. Widoczne jest obniżenie
        się poziomu kształcenia po wprowadzeniu gimnazjów, ditto!

        Nigdy nie rozumiałem argumentów zwolenników tego rozwiązania. Opierały się
        głównie na założeniu, że to ŹLE jeśli w jednej szkole studiuje pierwszo i
        ósmoklasista. Dlaczego źle ? Tu już trudniej o racjonalne argumenty.
        • marcotto Re: Sami ich sobie nauczymy 22.09.07, 22:00
          Jestem nauczycielem w "nowym" gimnazjum i byłem nauczycielem w "starej" szkole
          podstawowej. W gimnazjum, rok w rok, mamy uczniów, którzy muszą powtarzać klasy.
          Docierają też często wiekowo do 18-roku życia. Twierdzę też, że gdyby
          pozostawiono "stary" system w ostatnich klasach, również zdarzali by się
          osiemnastolatkowie, często o bardzo wysokim stopniu niedostosowania społecznego,
          w jednym budynku z uczniami klas pierwszych - siedmiolatkami(!). Obniżenie się
          poziomu nauczania, które jest traktowane jako fakt, nie potwierdzają żadne znane
          mi badania, chyba że, poważnie traktujemy te z czasów PRL :), lub tęsknimy za
          PRL, kiedy byliśmy młodzi a "młodzież inna"... Badania europejskie, np. tzw.
          "PISA", jeśli przyjrzeć się im dokładnie, nie pokazują żadnej katastrofy, lecz
          pewne wady, o których mowa już dawno, tzw. "encyklopedyczność" szkół,
          przeładowane programy itd. Faktem natomiast jest najwyższy w Europie odsetek
          ludzi posiadających wyższe wykształcenie w grupie wiekowej do 28 roku życia i
          poziom aspiracji młodzieży która w 80% chce po gimnazjach iść do szkół
          ogólnokształcących. To że brakuje inżynierów, to jedna z wielu konsekwencji niżu
          demograficznego oraz faktu że, studia inżynierskie są po prostu trudne. W tej
          chwili w Polsce, na potęgę, buduje się "blaszanki", czyli centra badawcze o
          marginalnym znaczeniu w punktu widzenia rozwoju dużych korporacji i nauki, które
          w chwili realnego wzrostu płac w Polsce, natychmiast zostaną przeniesione "tam
          gdzie będzie taniej". Nie rozumiem, zatem tego medialnego hałasu, że nie ma
          inżynierów, że należy ich "produkować" jak najwięcej. Za kilka lat nie będą oni
          nikomu potrzebni, a może się okazać, że "kiepsko" wykształceni absolwenci
          prywatnych uczelni, którzy ukończyli je dzięki "kiepskiej" maturze z "nowego"
          liceum, wrócą z Anglii i Irlandii, i wypracują tyle PKB ile w swoich nowych,
          miejmy nadzieję, tymczasowych miejscach pracy.
          • xi0 Re: Sami ich sobie nauczymy 25.09.07, 11:31
            Można się zastanawiać co jest gorsze - siedemnastolatek w szkole z
            siedmiolatkami, czy osiemnastolatek w szkole z trzynastolatkami. Nie chcę tego
            wątku za bardzo ciągnąć. Uważam, że jeśli to miała być główna zaleta nowego
            systemu - to to jest żadna zaleta.

            Matematyka, którą młodzież poznaje w szkole średniej nie przystaje wiedzy
            wymaganej na uczelniach wyższych. Przekazywana wiedza jest zbyt powierzchowna.
            Wiąże się to, w mojej opinii, ze skróceniem do trzech lat czasu poświęconego
            poważnej matematyce. Program jest przeładowany. Te trzy lata to naprawdę jest
            niewiele czasu nawet do wprowadzenia podstawowych pojęć. Jeszcze niedawno
            prowadzący zajęcia na renomowanych uczelniach wymagali od studentów pierwszego
            roku umiejętności sprawnego liczenia całek. Dziś z programu szkół średnich
            stopniowo eliminowane są nawet podstawy analizy matematycznej. Ktoś może
            powiedzieć, że to uczelnie powinny dostosować program nauczania do nowych
            realiów. Ja to nazywam obniżeniem poziomu przygotowania kandydatów. We
            wcześniejszej dyskusji inny forumowicz twierdził, że dzisiejsza młodzież
            głupieje. Ja mam do niej trochę więcej zaufania; mam nadzieję, że się nie mylę.
            Nawet bardzo wysokie wymagania są do spełnienia jeśli program nauki jest
            odpowiednio ułożony. Reforma wg mnie w tej kwestia popchnęła naszą edukację dwa
            kroki do tyłu.

            Może na koniec w dwóch zdaniach odniosę się do dezawuacji problemu niedoboru
            techników. Przecież nie tylko w Polsce (rzekomo ze względu na "blaszanki", jak
            je określiłeś) istnieje problem niedoboru informatyków czy inżynierów. Firmy,
            które próbowały łatać braki budując centra deweloperskie np. w Indiach, teraz
            wycofują się z tych inwestycji. Poziom 'hodowanych' tam specjalistów jest po
            prostu zbyt niski. Miejmy nadzieję, że dzięki reformom edukacji, jakość usług
            naszych informatyków nie obniży się zbyt drastycznie.

    • danuta49 Dzierzgowska liceum zniszczyla-teraz się mądrzy!!! 22.09.07, 09:47
      To jej "reforma" zniszczyla klasy mat-fiz, które znakomicie
      przygtowywaly do studiów technicznych!To ona wprowadzila
      liceum "uczące" 17 przedmiotów i nie dające uczniom w praktce wyboru!
      To dzieki niej nie ma egzaminów wstępnych do liceum z matematyki, co
      wyrównywalo i podnosilo poziom tego przedmiotu od poczatku tego
      szczebla ksztalcenia!
      Pani Dzierzgowskiej już dziękujemy-do garów i na Trybunal Stanu
      czekać!!!
      • maruda.r Re: Dzierzgowska liceum zniszczyla-teraz się mądr 22.09.07, 10:33
        danuta49 napisała:

        > To jej "reforma" zniszczyla klasy mat-fiz, które znakomicie
        > przygtowywaly do studiów technicznych!To ona wprowadzila
        > liceum "uczące" 17 przedmiotów i nie dające uczniom w praktce wyboru!

        *********************************

        Hmmm, właśnie o tym chciałem pisać. Nie chodzi przecież w procesie nauczania na
        poziomie podstawowym i średnim o ilość przedmiotów, a takie zgłębienie
        niektórych przedmiotów, by stały się narzędziami w przyswajaniu dalszej i
        szerszej wiedzy. Matematyka i język polski.

        Sam kończyłem klasę mat-fiz w czasach PRL-u, a już na poziomie liceum pojawiały
        się problemy z nauką np. fizyki, której uczono w sposób dziecinny, bez rachunku
        różniczkowego. Gdy trafiłem na uczelnie techniczną, to aby móc rozwiązywać
        elektronikę, trzeba było prosić wykładowcę matematyki o zajęcia dodatkowe z
        liczb zespolonych, bo tylko troje na czterdziestu studentów miało o nich
        pojęcie. A przecież chodziło o coś więcej, niż pojęcie.

        • danuta49 Chyba bardziej niż polski-języki obce! 22.09.07, 10:49
          >Hmmm, właśnie o tym chciałem pisać. Nie chodzi przecież w procesie
          nauczania na
          poziomie podstawowym i średnim o ilość przedmiotów, a takie
          zgłębienie
          niektórych przedmiotów, by stały się narzędziami w przyswajaniu
          dalszej i
          szerszej wiedzy. Matematyka i język polski<
          Zwlaszcza, że zamiast sprawnej komunikacji po polsku ucży się u nas
          glównie historycznoliterackiego żargonu, nawet nie świadomego
          czytania ksiązek!A jako tako to polski praktycznie każdy mówi i się
          nim posluguje;-)
          • maruda.r Re: Chyba bardziej niż polski-języki obce! 23.09.07, 13:40
            danuta49 napisała:

            > Zwlaszcza, że zamiast sprawnej komunikacji po polsku ucży się u nas
            > glównie historycznoliterackiego żargonu, nawet nie świadomego
            > czytania ksiązek!A jako tako to polski praktycznie każdy mówi i się
            > nim posluguje;-)

            **************************************

            Jako takie władanie polskim wystarcza do zrobienie zamówienia w sklepie.

            Chodzi mi raczej o nauczenie jednoznacznego, spójnego i logicznego
            przedstawiania myśli. Co pewien czas wraca temat prac magisterskich: pisać czy
            nie pisać? Podstawowym problemem nie jest znajomość tematu pracy, ale brak
            znajomości narzędzia za pomocą którego chcemy problem przedstawić.

            Wraca też temat pytań na egzaminach różnego szczebla, w którym podstawowym
            problemem egzaminowanego jest rozgryzienie, co autor pytania miał na myśli? I
            nie chodzi tu o ograniczenie egzaminowanego, a o graniczenie autora pytania.
            Przykładów jest aż nadto w zeszytach do ćwiczeń.

            A jak wygląda nasza polityka? Precyzyjne przekazywanie myśli to ponoć podstawowa
            umiejętność polityka, a większość naszej polityki kręci się wokół bezmyślnie
            wydawanych dźwięków, eufemistycznie zwanych skrótami myślowymi.

            Czy warto stawiać w procesie nauczania podstawowego i średniego na naukę języków
            obcych, skoro nic z tego nie wynika? No bo nie wynika - przeciętny biznesmen
            radzi sobie posługując angielskim tak prymitywnym, że aż żal. Nie przeceniałbym
            nauki języków obcych, jako przedmiotów koniecznych, bo w 70% przypadków jest to
            strata czasu.

            • danuta49 Większość materialów pisanych jest w j.obcych! 23.09.07, 13:56
              >No bo nie wynika - przeciętny biznesmen
              radzi sobie posługując angielskim tak prymitywnym, że aż żal. Nie
              przeceniałbym nauki języków obcych, jako przedmiotów koniecznych, bo
              w 70% przypadków jest to strata czasu.<

              To nie chodzi o porozumienie się kulawą angieszczyzna z partnerem -
              zresztą akurat biznesmen może sobie wynająć tlumacza.Jeśli jednk
              podpisuje umowę, interesują go przepisy, itd.....
              Najlepsze ksiązki(również fachowe są w językach obcych - po polsku
              ukazują się b.nieliczne i to z wielkim opóźnieniem.
              Ważne jest jednak, że pod haslem j.polskiego występuje u nas nauka
              historycznoliterackiego żargonu, który naprawdę w skali Polski jest
              potrzebny paru setkom uniwersyeckich polonistów i krytyków
              literackich!!!
              • maruda.r Re: Większość materialów pisanych jest w j.obcych 23.09.07, 17:00
                danuta49 napisała:

                > >No bo nie wynika - przeciętny biznesmen
                > radzi sobie posługując angielskim tak prymitywnym, że aż żal. Nie
                > przeceniałbym nauki języków obcych, jako przedmiotów koniecznych, bo
                > w 70% przypadków jest to strata czasu.<
                >
                > To nie chodzi o porozumienie się kulawą angieszczyzna z partnerem -
                > zresztą akurat biznesmen może sobie wynająć tlumacza.Jeśli jednk
                > podpisuje umowę, interesują go przepisy, itd.....
                > Najlepsze ksiązki(również fachowe są w językach obcych - po polsku
                > ukazują się b.nieliczne i to z wielkim opóźnieniem.

                **********************************

                Mam coś wspólnego z obszarem biznesu, w którym to się dzieje. Niezbyt
                skomplikowaną instrukcję jestem w stanie przetłumaczyć sobie sam, choć moja
                czynna znajomość angielskiego pozostawia wiele do życzenia. Mogę skorzystać z
                translatora, co nie niczego nie upraszcza, bo tłumaczy na pidżin. Poprawne
                tłumaczenie determinuje więc moja wiedza specjalistyczna. Osoba z biegłą
                znajomością angielskiego nie jest tu pomocna, o ile nie ma wiedzy wymaganej w
                danym przypadku.

                Tego typu teksty, jeżeli mają trafić do szerszego grona, daje się do tłumaczenia
                osobom z dobrą znajomością danego problemu. Zazwyczaj są to osoby z dobrą
                znajomością polskiego, z odpowiednim wykształceniem, obyte z potocznym i
                technicznym językiem obcym oraz mające możliwości skonsultowania się z
                obcojęzycznym kolegą, który rozumie problem w danym języku.

                Przykładów tego, jak wyglądają słabe tłumaczenia, jest aż nadto w tłumaczeniach
                filmów, dostępnych w internecie. Porażająca ilość błędów ortograficznych i
                tłumaczenia idiomów wprost. Czy naprawdę chodzi nam o produkowanie osób, które
                kaleczą wszystkie języki, jakich się "nauczyły"?

                Nie jestem przeciwnikiem nauki języków obcych. Widzę jednak, że wieloletnie
                ćwiczenie tematu nie przynosi spodziewanych efektów. Nawet niezbyt dokładnie
                potrafimy określić, co ma być efektem. Ty twierdzisz, że korzystanie z
                obcojęzycznych źródeł. Jaki odsetek, w trakcie szkolnej edukacji, osiągnie taki
                poziom? Może efektem ma być możliwość zamówienia kebabu po angielsku np. na
                wycieczce do Egiptu? Może wyjazd do pracy w obcym kraju? Wyjeżdżają przecież
                osoby, co do których mamy wątpliwości, że samodzielnie potrafiłyby przejechać
                pociągiem z miasta do miasta, a jednak sobie radzą w UK, Norwegii czy Szwecji.



                • danuta49 Fachowiec powinien znać języki!!! 23.09.07, 17:11
                  >Osoba z biegłąznajomością angielskiego nie jest tu pomocna, o ile
                  nie ma wiedzy wymaganej w danym przypadku. <
                  Ja nie piszę o potrzebie ksztalcenia filologów, tylko o, że
                  fachowcowi w innej dziedzinie bardzo się języki przydają.I ty to
                  potwierdzasz;-)!!!
                  Skądinąd znam firmę fryzjerską o wielu punktach w Polsce i nie
                  tylko, która przyjmuje fryzjerki itp.ze znajomością języków
                  obcych.Bo oni wspólpracują z wytwórcami kosmetyków, wysylają je na
                  stosowne kursy.I chccieliby, żeby one umialy i instrukcję użycia
                  drogiego kosmetyku zrozumieć i kurs w Paryżu bez tlumacza odbyć!!!
        • asd616 Re: Dzierzgowska liceum zniszczyla-teraz się mądr 22.09.07, 12:19
          Dokładnie, a wtedy i tak program był lepszy. W średniej miałem o tyle dobrze, że nauczyciel matematyki na mat-fiz powiedział "przerobimy cały program matematyki z pierwszego roku uczelni technicznych" więc miałem całki, różniczki, liczby zespolone itp. Potem pierwszy rok studiów był dla mnie przyjemną powtórką (z czego byłem bardzo zadowolony). Jak ktoś protestuje "bo to jest takie cieżkie" tylko ośmiesza się - to jest cały czas matematyka na poziomie podstawowym. A studenci oblewają, bo nie chce im się usiąść na du**e i zrobic kilkunastu zadań, nawet nie dla oceny, tylko by ułatwić sobie późniejsze życie na studiach.
          • maruda.r Re: Dzierzgowska liceum zniszczyla-teraz się mądr 23.09.07, 14:04
            asd616 napisał:

            > Dokładnie, a wtedy i tak program był lepszy. W średniej miałem o tyle dobrze, ż
            > e nauczyciel matematyki na mat-fiz powiedział "przerobimy cały program matematy
            > ki z pierwszego roku uczelni technicznych" więc miałem całki, różniczki, liczby
            > zespolone itp.

            ****************************************

            Mój nauczyciel tego nie mówił, ale taki program faktycznie był w klasach
            mat-fiz. Tym, co szczególnie sobie cenię, było położenie nacisku na
            przygotowanie problemu w postaci określenia założeń wyjściowych. Ta, z pozoru,
            czysto formalna czynność wielokrotnie pozwalała rozwiązać problem bez jego
            rozwiązywania, bo algorytm przewidziany dla danego problemu nie mieścił się w
            założeniach.

            Jednocześnie, większa dawka przedmiotów technicznych wcale nie upośledzała
            przyswajania materiału przedmiotów humanistycznych. Paradoksalnie, studenci
            uczelni technicznych znacznie lepiej orientują się w literaturze pięknej czy
            historii. Podejrzewam, że jest wynik procesu nauczania nastawionego na twórcze
            rozwiązywanie problemów.

            Obserwuję, z racji bycia rodzicem, materiał szkoły podstawowej. I znów całkowite
            nieporozumienie w nauczaniu matematyki - podobne do tego, które opisałem przy
            okazji fizyki. Dzieci uczą się rozwiązywania problemów na zasadzie zgadywania -
            problemów, które w sposób jasny i precyzyjny rozwiązuje się układami równań. Nie
            uczy się technologii rozwiązywania problemów, a osiągania z góry wiadomego
            wyniku. Czy o to chodzi? Na pewno nie. Zdecydowanie szkodzi, bo właśnie tu rodzi
            się niechęć do przedmiotów zwanych ścisłymi.

    • danuta49 Pani Dzierzgowskiej już dziekujemy!Trybunal Stanu 22.09.07, 09:49
      to dla niej wlaściwe miejsce!!!
    • danuta49 To byla "reforma"Handkego i Dzierzgowskiej!!! 22.09.07, 09:52
      A tu ona bezczelnie mówi coś o niewydolności systemu!Przecież to ta
      baba zniszczyla możliwość dobrego przygotowania kandydatów na studia
      techniczne przez puliczne szkolnictwo!!!
    • danuta49 N o jeszcze red.Pacewicza z żoną(CEO) !!! 22.09.07, 09:55
      • mn Podstawy programowe 22.09.07, 11:46
        Niech Szanowny Pan Rektor się nie dziwi.
        Szkoły mają obowiązek realizować materiał nauczania zawarty w
        dokumencie ministerialnym zwanym podstawą programową.
        Proszę łaskawie przejrzeć podstawy programowe z matematyki na
        kolejnych szczeblach kształcenia od szkoły podstawowej do liceum ;
        najlepiej obie wersje - starszą obowiązującą od czasów min.
        Handkego; nową podpisaną nagle w sierpniu br. (są np. na stronie:
        www.gwo.pl/parts/home/index.php?menu=254). Potem proszę
        porównać materiał tam zawarty z Państwa oczekiwaniami wobec
        absolwentów liceów. Proszę jeszcze sobie uczciwie odpowiedzieć na
        pytanie, czy zrobili to Państwo wcześniej - czy wykładowcy i
        prowadzący ćwiczenia rzetelnie sprawdzili, czego uczeni są w liceum
        ich nowi studenci, czy też zignorowali wprowadzenie reformy i nadal
        oczekują od studentów tego, co dawniej.
        Jeśli po przeglądnięciu podstaw programowych sądzą Państwo, że są
        one bardzo ubogie i zawierają za mało, to pretensje należy kierować
        pod właściwym adresem - do tych, którzy (będąc zresztą w większości
        pracownikami szkół wyższych i profesorami) do okrojenia tych podstaw
        doprowadzili - mając zresztą na to pewne argumenty. Na razie proszę
        się przygotować na to, że nowy rocznik będzie umieć jeszcze mniej -
        tegoroczne zmiany usunęły znaczące partie materiału.
        Dla przykładu:
        uczniowie szkoły podstawowej nie poznają procentów (będą w gimnazjum)
        absolwenci liceum bez poszerzonego programu nauczania matematyki nie
        będą znać m.in. takich zagadnień:
        - Zbiory, podstawowe pojęcia rachunku zdań
        - Dzielenie wielomianów, twierdzenie B´ezout
        - Funkcja homograficzna; Rozwiązywanie równań i nierówności z
        funkcją homograficzną
        absolwenci klas z poszerzonym programem nauczania matematyki nie
        poznają m.in. takich zagadnień:
        - Zbiory, podstawowe pojęcia rachunku zdań
        - Indukcja matematyczna
        - Dwumian Newtona
        - Granica ciągu
        - Suma szeregu geometrycznego
        - Ciągłość i pochodna funkcji
        - Prawdopodobieństwo warunkowe.
        - Prawdopodobieństwo całkowite
        - Niezależność zdarzeń
        - Schemat Bernoulliego
        Podkreślam - tego nie będzie się uczyć nawet na POZIOMIE
        ROZSZERZONYM.
        • mn Podstawy programowe cd 22.09.07, 11:51
          I TO WSZYSTKO OBOWIĄZUJE JUŻ W TYM ROKU!
          TAKŻE OBECNYCH MATURZYSTÓW, BOWIEM ZMIANY PROGRAMOWE ZGODNIE Z
          ZARZĄDZENIEM MIN. LEGUTKI WCHODZĄ RÓWNOCZEŚNIE DO WSZYSTKICH KLAS.
          Logika takiego rozwiązania to temat na zupełnie osobną dyskusję...
          • pp.ptr Re: Podstawy programowe cd 23.09.07, 19:58
            Z kolei w szkołach wyższych obowiązują podstawy i minima programowe dla
            kierunków studiów oraz treści programowe dla poszczególnych wykładanych
            przedmiotów. Nota bene opracowane przez śp. MENiS - w całkowitym oderwaniu od
            programów licealnych. Programy te zakładają znajomość ww. zagadnień.
        • danuta49 Niech rektor AGH ex rektora AGH Handkego zapyta 22.09.07, 12:27
          co ten szkodnik zrobil z polską oświatą i,szczególnie, nauczaniem w
          niej matematyki i fizyki, zamiast się madrzyć!!!
        • muhi1 Podstawy programowe są niedostosowane do wymagań u 22.09.07, 13:08
          Skończy się tym, że myslące poważnie o poziomie przygotowania
          przyszłych studentów uczelnie gł. politechniki wprowadzą rok zerowy,
          na którym będą wykładać matematykę, ale już nie fizykę, bo do
          zrozumienia fizyki potrzebna jest dobrze opanowana matematyka.
          Ewentualnie I semestr matematyka (tak gdzieś 20 godzin - w tym
          powtorzenie liceum oraz wprowadzenie rachunku różniczkowego i
          całkowego, bo bez nich ani rusz), a w II semestrze fizykaa. Do tego
          języki obce(zwłaszcza angielski), aby można było czytać publikacje
          wydane w iinych krajach. W technice dostęp do świeżej wiedzy jest
          bardzo ważny. No i oczywiście wf, bo studenci za mało się ruszają.
          Po roku zerpwym będzie dopiero faktyczna kwalifikacja na stuidia
          techniczne. Nie będzie to zbyt kosztowne, gdyż wykłady dla 200 osób
          to ,jak dla mnie, zwykła rzecz( u mnie na PW zaczynało 350 osób, a
          była to końcówka lat 70-tych); takich sal jest sporo na PW. Do tego
          dołozyć ćwiczenia dla grup 50-osobowych. Istna szkoła przetrwania,
          ale przydatna.Taką dawkę wiedzy wytrzymaja najbardziej
          zdeterminowani i dopiero tak sprawdzonych studentów można uczyć
          dalej. Koszty niewielkie w porównaniu z kosztami laboratoriów, jakie
          obecnie trzeba odrabiać na I roku.
    • skin.polskii jakim prawem Dzieżgowska robi tu za eksperta? 22.09.07, 11:51
      przecież ona sama walnie się do tego stanu rzeczy walnie
      przyczyniła!!
    • malmarie Re: Sami ich sobie nauczymy 22.09.07, 19:56
      Pani Dzieżgowska albo jest mało lotna, albo taką udaje. Na Zachodzie jest dużo
      firm edukacyjnych przygotowujących uczniów do startu na studia lub zwyczajnie
      zajmujących się wyrównywaniem zaległości.
      Poprawa niewydolnego systemu? Proszę bardzo! Klasy maksymalnie 25-osobowe,
      wyprowadzenie dwóch godzin religii ze szkoły i powrót do jej nauczania w salkach
      przy kościele i podniesienie płac nauczycieli, a wtedy będziemy mogli oczekiwać
      poprawy.
    • pani_rosomak Re: Sami ich sobie nauczymy 22.09.07, 21:49
      Niestety pani wice-minister się myli :drugi obieg nie POWSTANIE, drugi obieg był ZAWSZE. W każdym razie był za moich czasów, a maturę robiłam jeszcze "za komuny". W klasie mat/fiz dobrego warszawskiego LO tylko 5 uczniów NIE MIAŁO korepetycji z matmy i fizy, a było nas w klasie prawie 40. Powszechnie wiadomo że jak ktoś chce się dostać na jakiś oblegany kierunek- czy to medycynę, czy architekturę, czy prawo, to same lekcje w szkole nie wystarczą. Fajnie że uczelnie wreszcie postanowiły partycypować w kosztach tego przedsięwzięcia. Potwierdza to moje odczucie że bezpłatna szkoła to fikcja.
      • danuta49 Wszystko to prawda!Różnica jest w poziomie! 22.09.07, 22:01
        Ówczesne zadania z egzaminów wstępnych na politechniki jest w stanie
        rozwiązać dziś jakaś setka maturzystów w calym województwie
        mazowieckim (o 6 mln ludności!).Ja chodzilam w latach 70-tych do
        Poniatówki w Warszawie - jakoś mysmy z fizyki i matematyki
        korepetycji nie potrzebowali!;-)
    • kemer2 Sami ich sobie nauczymy 23.09.07, 12:10
      Nie "fatalnie ich przygotowuje liceum", tylko głąby po prostu nie
      chcą się uczyć.
      Jeśli chodzi o matematykę, można być 100% samoukiem. Polski system
      edukacyjny eliminuje resztki logiki ze szkół - matematyka (przedmiot
      niematuralny), gramatyka, muzyka. Szkoła uczy gadulstwa i wiedzy
      internetowej (już nawet nie encyklopedycznej).
      • danuta49 Z matematyki czy fizyki najtrudniej być samoukiem! 23.09.07, 13:35
        >Jeśli chodzi o matematykę, można być 100% samoukiem.<
        Oczywiście można ze wszystkiego, tylko bardzo trudno.I akurat z
        matematyki i fizyki najtrudniej.Bo tu są potrzebne pewne wyćwiczone
        podstawy, jedne umiejętności warunkują zdobycie kolejnych, potrzebna
        jest duża systematyczność i porządek edukacji.Możesz przeczytać
        podręcznik czy wysluchać wyrwanego wykladu z III roku historii czy
        geografii bez szczególnego przygotowania.A idź bez przygotowania na
        losowy jakiś wyklad np.z II semestru I roku z matematyki czy
        fizyki.Albo spróbuj od środka czytać odpowiedni podręcznik;-)))
      • maruda.r Re: Sami ich sobie nauczymy 23.09.07, 14:34
        kemer2 napisał:

        > Nie "fatalnie ich przygotowuje liceum", tylko głąby po prostu nie
        > chcą się uczyć.
        > Jeśli chodzi o matematykę, można być 100% samoukiem. Polski system
        > edukacyjny eliminuje resztki logiki ze szkół - matematyka (przedmiot
        > niematuralny), gramatyka, muzyka. Szkoła uczy gadulstwa i wiedzy
        > internetowej (już nawet nie encyklopedycznej).

        **********************************

        Zaprzeczasz samemu sobie w jednym krótkim poście. Twój dowód (szkoła uczy
        gadulstwa) jest zupełnie nieadekwatny do postawionej tezy (głąby nie chcą się
        uczyć). Gdzie związek?

        Co do samouctwa, to po co jeszcze raz wynajdywać rower?

    • aalto1 politechniki biorą kogo popadnie! 05.10.07, 12:18
      problemem jest to że na kierunki techniczne nie ma chętnych. Skutek
      tego taki że idą ludzie którzy chcą 'studiować' byle co, oby za
      darmo. Jak nie ma konkurencji wśród kandydatów to i nie ma dobrego
      poziomu przyszłych studentów. Owszem, sa oblegane kierunki
      (budownictwo, informatyka), ale sa też takie na które nikt nie chce
      isć (elektronika, konstrukcje maszyn) więc przyjmuja kogo popadnie.
      Na mój kierunek w tym roku przyjęli np. osobę która w rekrutacji
      miała...16 /100 możliwych punktów! nie dziwne więc że potem połowa
      osób odpada.
      Uczelnie powinny dostosować liczbę miejsc do liczby kandydatów,
      wtedy i konkurencja się pojawi. Ale nie, lepiej przyjmować po
      300osobó i wywalać połowę po 1roku bo przynajmniej pracownicy
      naukowi mają kasę za prowadzenie zajęć.. to jest chore!
    • wisteria_lane Re: Sami ich sobie nauczymy 10.10.07, 12:38
      szkoda tych, którzy (z różnych przyczyn)nie zalapią się na dod.
      kursy.
    • stanley_fish koniec z monopolem szkół państwowych! 17.10.07, 23:20
      pani Irena Dzierzgowska nie ma racji. prawdziwym bólem jest właśnie monopol a
      nie jakiś "drugi obieg". nie bójmy się MOŻLIWOŚCI dodatkowego kształcenia,
      dodatkowego rozwoju dzieci i młodzieży. a czy robią to uczelnie państwowe czy
      jakieś prywatne inicjatywy (choćby podszyte propagandą jak lekcje angielskiego w
      kościołach metodystów) - to bez znaczenia, byle było skutecznie.
      WYBÓR jest tu kluczem, nie MONOPOL

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka