Poszłam wczoraj na chwilę do pracy, z młodym, wieczorem. prowadzimy z M firmę
i poszłam go zastąpić na dosłownie godzinę, bo do 18 przyjmujemy klientów a
on musiał wyjść. Udało mi się jakoś kolebiąc wózkiem obsłużyć ich (na
szczęście było tylko dwóch). Potem młody zasnął i spał obok w pomieszczeniu a
ja nadganiałam papierkową robotę. I było super! Siedziałam do 22.
Siedząc w domu mam poczucie, że mnie rozsadza. Karmię, butli nie chcę, więc
czekam aż młody podrośnie na tyle, żeby mu dodać coś innego do cyca i wtedy
wrócę na dobre, a Franiem zajmie się moja mama. ale teraz M zasuwa za nas
dwoje. Od rana do nocy, dziś wyszedł o 5:30 a jeszcze go nie ma. A jak ja
pracuję to dzielimy robotę na pół i zostaje jeszcze dużo czasu dla nas i
dzieci.
A domowych robót nienawidzę, gospodyni ze mnie kiepska. Nie gotuję (poza tym
nie mam komu: starszy w przedszkolu, M na mieście), sprzątam tylko tyle ile
trzeba i właściwie cały dzień poświęcam Franiowi i Antkowi. No cóż, ale teraz
Franc ma pierwszeństwo! A mój mąż poszkodowany

(