Dodaj do ulubionych

Mam dosyc gadania o dietach

05.06.02, 16:47
Nie mam nic przeciwko zdrowemu trybowi zycia i rozsadkowi w kwestii jedzenia.
Niestety sama nie moge swiecic przykladem jezeli chodzi o to co jem (w ostatni
weekend pyszny smalec z cebulka!!! Pycha!).
Mialam niestety nieprzyjemnosc przez kilka dni ostatniego weekendu spedzic w
towarzystwie ludzi, ktorzy mieli niestety jopla na punkcie jedzenia. Podziwiam
ich za to, ale z drugiej strony zal mi ich bylo, kiedy tak ciagle czegos sobie
odmawiali. Kazdy kes poprzedzony byl westchnieniem i wykladem jaka to bomba
kaloryczna, czy to bialko, czy nie i ile trzeba bedzie cwiczyc zeby to spalic.
Najpierw niezmiernie mnie to bawilo, potem zaczelo meczyc, w koncu zaczelo
najzwyczajniej w swiecie denerwowac. Szkoda mi sie zrobilo tych ludzi, ktorzy
odmawiali sobie wszystkiego, po to aby przypadkiem nie przybyl im milimetr w
talii. Jakie zalosne i smutne jest takie zycie. Wlasciwie po co zyc, jezeli
wiaze sie to tylko z cierpieniem i wyrzeczeniami?
Boze, pomyslalam sobie, jakim jestem szczesliwym i zdrowym czlowiekiem, skoro
pozarcie dwoch pajd chleba z tlustym smalcem nie wiaze sie u mnie z
najmniejszym wyrzutem sumienia!
Co wy o tym sadzicie? Nie uwazacie, ze po prostu szkoda zycia na katowanie sie
w ten sposob? No i co z tego, ze nie mam bicepsow i twardego brzucha
wyrobionego na silowni. Od idealnej sylwetki wole dobre samopoczucie po
zjedzeniu czegos pysznego.
Obserwuj wątek
    • Gość: izabelsk Re: Mam dosyc gadania o dietach IP: 192.223.158.* 05.06.02, 17:34
      Masz racje, gdy mowisz, ze katowanie sie dla pozbycia sie dodatkowego
      milimetra/centymetra, ktore dzieli nas od idealnej wagi jest niezdrowe.
      Mysle, ze takie postepowanie prowadzic moze do pozniejszej nadwagi/niedowagi i
      duzych problemow zdrowotnych.
      Jesli jednak mamy problemy typu BMI ᡖ, to nie sa zarty, bo z takiej nadwagi
      to juz malutki krok do cukrzycy i problemow z sercem.
      Mysle, ze lepiej byloby znalezc inne slowo aby zastapic to juz znienawidzone -
      dieta, moze styl odzywiania sie ,sposob odzywiania sie i dyskutowac o zmianach
      tegoz w sposob bardziej ludzki, bez tego wlasnie katowania sie.
      Ja sie lapie za glowe, jak czasam dziewczyny o BMIង chca sie pozbyc tluszczu,
      toz to jest prosta droga do bezplodnosci, osteoporozy i Bog wie czego.
      Ale kazdy z nas ma prawo katowac sie i naduzywac swojego zdrowia jak mu sie
      podoba, nie poradzimy nic na to.
      Jestes w niezwykle komfortowej sytuacji, jesli mozesz jesc co chcesz i kiedy
      chcesz, nie wiesz co to za uczucie byc "rzadzonym" przez wlasny zoladek (a
      czasami mozg), jest to uzaleznienie z gatunku alkoholizmu, i jako takie tez
      powinno byc leczone.

      izabelski
    • herr.doktor Re: Mam dosyc gadania o dietach 05.06.02, 23:17
      Jestem zwolennikiem teorii, ze ludzie nie sa masochistami z natury. Jezeli ktos
      katuje sie i odmawia sobie czegos, to widocznie widzi w tym jakis glebszy powod
      i niekoniecznie trzeba zakladac, ze jego zycie jest pasmem cierpien.

      Dla wielu ludzi satysfakcja ze szczuplej sylwetki jest wiecej warta niz chwila
      radosci ze zjedzenia kromki ze smalcem. Kromka ze smalcem to piec sekund
      radosci, za ktora trzeba zaplacic albo tluszczem na biodrach albo piecioma
      minutami biegania. Szczupla sylwetka to satysfakcja na co dzien, lepsze
      samopoczucie zarowno fizyczne, jak i psychiczne, lepsze zdrowie, brak uczucia
      ociezalosci etc.

      A kto zyje aktywnie i uprawia sport, moze sobie pozwolic nawet na kromke ze
      smalcem, bo i tak spali ja przy najblizszym treningu.


    • vendea Re: Mam dosyc gadania o dietach 06.06.02, 10:40
      pamiętaj, że kazdy ma jedno życie i jedno ciało, i w gruncie rzeczy chodzi aby
      wykorzystać dany nam czas i szanse jak najlepiej. oczywiste jest chyba dla
      każdego z nas dążenie do rozoju i doskonalenia przymiotów umysłowych i
      duchowych, walka o bycie lepszym człowiekiem po prostu. dla mnie dbanie o swoje
      zdrowie i sprawność także należy do tych obowiązków, które decydują o jakości
      życia i dążeniu do doskonałości. myslę, że kultura fizyczna i dietetyka są po
      prostu przejawem świadomości siebie i pracy nad sobą. oczywiście, że przesada
      na typ polu nie jest zdrowa. ważne jest też, aby potrzeba taka wypływała z
      własnej woli i przekonań.
    • amelioni Re: Mam dosyc gadania o dietach 06.06.02, 12:43
      To ty się katujesz słuchając ich, bo Ciebie to "nie bawi". Jednak są ludzie,
      którym zastanawianie się nad tym co pakują do żołądka nie przynosi cierpień,
      wręcz odwrotnie. Jak się domyślasz po tym krókim wstępie zaliczam się do nich i
      gwarantuję Ci, że również cieszę się z życia, jestem szczęśliwa i bardziej
      świadoma. Poza tym nie muszę się obawiać konsekwencji w przyszłości. Pomyśl,
      dzisiaj jesteśmy (tak przypuszczam po Twoim liście) młodymi ludźmi, metabolizm
      mamy sprawny ale tak nie będzie zawsze. Z wiekem metabolizm się zmienia i to
      niestety niekorzystnie a ja w wieku 50 lat chciałabym tak jak teraz pędzić na
      rowerze, wspinać się po górach i mieć ochotę na spacer. Swoją drogą, ciekawe
      jaki prowadzisz tryb życia. Pewne dobre nawyki potrafią się "oddwdzięczyć".
      Cieszę się, że weekendy nie śpię do południa i nie przesypiam życia, tylko mam
      ochotę na sport i aktywne wykorzystywanie dnia, po to, żeby poźniej zjeść
      pyszny obiad (ale nie chleb ze smalcem, bo z resztą go ani jednego ani drugiego
      nie lubię). Kwestia przyzwyczajenia Moniko. Także nie jest tak źle z tymi,
      którzy patrzą na to co i ile jedzą. Oczywiście w granicach rozsądku, skrajności
      w żadnej dziedzinie nie są wskazane. Pozdrawiam:)
      • moniaag1 Re: Mam dosyc gadania o dietach 06.06.02, 14:36
        Naprawde bardzo szanuje ludzi, ktorzy uwazaja na zdrowie i odzywiaja sie
        rozsadnie. Sama daze do tego, aby jesc wiecej warzyw i owocow. Ale uwierz mi
        istnieja osobniki, po ktorych nie widac, aby dieta im sluzyla - wrecz
        przeciwnie mialam wrazenie, ze ci ludzie maja po 60 lat - zero ochoty na
        spozytkowanie swojej energii w sposob inny niz gadanie o kaloriach. Ci ludzie
        byli naprawde zalosci i nieszczesliwi.
        Jestem w stanie zrozumiec, ze jedzenie smalcu, czy tlustej kielbachy itp. nie
        jest moze powodem do dumy, ale ja takze w tym nie przesadzam. Wychodze bowiem z
        zalozenia, ze gdy od czasu do czasu zjem cos "zakazanego" to naprawde nic mi
        sie nie stanie, co innego gdybym miala jesc slonine dzien w dzien (na
        marginesie moj dziadek przez cale zycie zarl slonine, balerony i inne
        obrzydlistwa i ma dzisiaj 88 lat i wszystkie swoje zdrowe zeby!).
        Poza tym bardzo ciekawilo mnie to, ze np. wg opinii tych ludzi oliwa z oliwek
        jest absolutnie niewskazana bo tlusta i kaloryczna itp. a przeciez wiadomo, ze
        oliwa zapobiega chorobom ukladu krazenia, a dieta poludniowoeuropejska (czy jak
        jej tam) uwazana jest za najzdrowsza. To samo z miodem - kazdy wie przeciez, ze
        miod to jest samo zdrowie - a oni wystrzegali sie go jak ognia.
        Przysiegam, ze przebywanie w towarzystwie tych ludzi to byla meczarnia, ale
        absolutnie nie chce powiedziec, ze nie nalezy uwazac na to co sie je. Byle bez
        przesady.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka