mary.nara
30.12.07, 20:06
witam serdecznie,
pozwaliłam sie dopisać do czyjegoś wątku, żeby nie tworzyć
niepotrzebnie nowych, ale nikt nawet nie skomentował jednym słowem,
więć jednak rozpoczynam swój.
mam nadzieje, ze mnie ktoś tutaj znajdzie:))). i pomoże:))) albo
poradzi coś mądrego:)
Odchudzanie jest moim problemem. i zawsze było.
Nie będę jednak streszczać całego życia z odchudzaniem. Zacznę od
ostatnich epizodów.
Jestem po 30tce, ostatnio próbowałam - zaczęłam w lato w roku 2006 -
odchudzać się dietą South Beach. Było nieźle, po miesiącu schudłam z
około 75-76 kg (165cm wzrostu) do około 70-71 kg, trzymało sie dobre
kilka miesięcy, do zimy, w zimie przytyłam kilka kilo (73-74) -
miałam dużo stresów, jadłam nieregularnie i ze ściśniętym żołądkiem,
na szybko, na stojąco, w biegu. Do tego kawa:). Okres rozbiegania w
pracy miał się skończyć wraz z końcem roku i miałam się wziąć za
siebie. Niestety. Wypadek/upadek/kontuzja. Koniec roku witałam z
nogą w gipsie. I tu się zaczyna coś dziwnego - w pierwszym tygodniu
gipsu tyję 6 kg!!! średnio kg na dzień:((( . I przez następne kilka
miesięcy chodzenia o kulach (zero ruchu) nic więcej mi nie przybywa
(ale i nie ubywa). Wszyscy pocieszają mnie, że po tym jak
zacznę "normalnie" chodzić, skończy sie rehabilitacja "samo
zejdzie". Rehabilitacja trwa aż do dziś. Zniecierpliwiona zaczęłam
biegać w maju 2007 – około 15-25 minut, 4-5 razy w tygodniu (więcej
nie mogłam, ze względu na kontuzje miałam niewiarygodnie słabą
kondycję), po około miesiącu po bieganiu znów odezwała się kontuzja,
musiałam przerwać, bo przez ból nie mogłam chodzić, a co dopiero
biegać. Nic nie schudłam - tak na marginesie. Z czasem trochę ból
się wycofał i we wrześniu 2007 zaczęłam chodzić na zajęcia fitness
do klubu. 2 razy w tygodniu po godzinie. Zaczęłam – około 2
miesiące - od gimnastyki odchudzającej i zajęć statycznych typu
płaski brzuch/jędrne pośladki. Potem następne dwa miesiące ABT i
TBC. Od 1 września do końca grudnia przytyłam 2 kg i nie zmniejszyły
mi sie obwody - mierzyłam pas i biodra i jest różnica tylko około 1
cm, więc w granicach błędu pomiarowego.
Staram się nie jeść słodyczy, białego chleba, masła, smażonych
potraw, nie jem ziemniaków, tłustych sosów, śmietany i majonezu,
niestety pije (1-2 dziennie) kawy z cukrem - 1,5 łyżeczki.
Wydaje mi sie ze ćwiczyć powinnam, chociazby ze wgledu zdrowie, np.
plecy, z którymi miałam koszmarne problemy mniej mnie teraz bolą,
ataki korzonków jakby rzadziej, ale chciałabym tez schudnąć..
Jestem w kropce, a nie chce koleżanek chudzielców juz obarczać
pytaniami- co robić?
Dodam jeszcze, że koleżanki-chudzielce chodzą tyle samo na fitness
co ja, i – czemu nie - jeszcze chudną:]
Do ćwiczeń przykładam się bardzo – staram się je wykonywać z
dbałością o technikę, i o tempo w miarę możliwości też. Po jednych
z ćwiczeń wylądowałam u lekarza, który radząc zmniejszyć
intensywność, jednocześnie polecił schudnąć. Bardzo zabawne.
Nie mierzyłam sobie poziomu tłuszczu, moje BMI wkracza
niebezpiecznie w otyłość, a pochodzę z rodziny z genetycznymi
skłonnościami do chorób typu wieńcowych, mam ogromne stresy w
rodzinie i w pracy, a nie chcę sobie hodować zawału przed 40tką.
Co zmienić w moim fitnesie zeby schudnąć?
Będe wdzięczna za wszelkie komentarze.
strapiona mary.nara
ps. Dodam, że basem odpada, bo pływać nie umiem, a ochoty na
dodatkowe stresy i traumy chwilowo nie mam.