rybniker
26.11.06, 20:17
polactwo z blokow tak wlasnie robi
Psa, który przez kilkanaście lat mieszkał na stacji benzynowej, znaleziono
martwego w piątek. Ciało utkwiło w rurze ciepłowniczej. Żeby je stamtąd
zabrać, musieli interweniować strażacy.
Historię Kuby opisywaliśmy wielokrotnie. 13 lat temu małego pieska znaleźli
pracownicy stacji benzynowej w Katowicach przy ul. Murckowskiej. Był
przywiązany do drzewa. Zabrali go na stację, zbudowali budę, postawili miski,
nadali imię.
Ponad miesiąc temu zmienił się ajent stacji. Nowa kierownicza psa przegoniła.
Znikła też jego buda. Kiedy o tym napisaliśmy, odzew był natychmiastowy. Do
redakcji pisali i dzwonili ludzie z całej Polski. Do PKN Orlen, do którego
stacja należy, pisał też Tomasz Pietrzykowski, wojewoda śląski. Prosił o
wyrozumiałość i okazanie serca czworonogowi. Wiele osób deklarowało, że
chętnie weźmie Kubę do domu. Był tylko jeden problem - przypominający wyglądem
wilczura Kubuś potwornie bał się ludzi. Nie dał się pogłaskać, przytulić ani
też złapać.
W ubiegłym tygodniu koncern przeprosił. Zarząd PKN Orlen kazał postawić z
powrotem psią budę. - Zapewniam, że piesek może spokojnie tam wrócić i żyć.
Nie zrobimy czegokolwiek, by stało się inaczej - mówił nam Paweł Poręba z
biura prasowego PKN Orlen.
Pies na stację nie powrócił. Po tym, jak wygoniono go ze stacji, wałęsał się w
sąsiednim lasku. Jak dowiedzieliśmy się wczoraj, psa próbowali schwytać hycle.
- 16 listopada mieliśmy telefon ze stacji. Najprawdopodobniej dzwoniła
kierowniczka. Mówiła, że wałęsa się bezdomny pies, którego trzeba zabrać.
Naszym ludziom nie udało się go jednak pochwycić - mówi Aleksandra Molnar,
kierowniczka katowickiego schroniska.
- Widziałem, jak ludzie biegali za Kubą. Nie złapali go, bo on się bardzo boi,
szybko ucieka - mówi pan Ryszard, który mieszka niedaleko i zna pieska od lat.
Od tamtej pory nikt Kuby już nie widział.
- W lasku, do którego uciekł pies, jest rura ciepłownicza. Wiemy, że czasem
pies przy niej siedział. Zwróciliśmy się więc do PKN Orlen o sfinansowanie
prac ekipy, która kamerą mogłaby sprawdzić, czy Kuba tam nie utknął - mówi
Joanna Zaremba z Fundacji for Animals. Wczoraj za pomocą kamery badano rurę.
Niespełna metr od jej końca znaleziono nieżyjącego już psa.
Badaniom przyglądali się mieszkańcy Katowic. - Ja go znam od lat. Coś musiało
się stać, że wszedł tak głęboko. Psisko mogło na stacji dożyć swojej starości.
A tak? Po co to wszystko? Nie będę już tu nigdy tankował - zapowiedział
Jarosław Motak, jeden z katowickich taksówkarzy.
- Mogę tylko powiedzieć, że przykro mi, że tak się stało - w imieniu koncernu
mówił z kolei Poręba.
Fundacja For Animals zapowiedziała, że u Kuby zostanie przeprowadzona sekcja
zwłok. - Chcemy sprawdzić, co po tylu latach życia w takim miejscu jak stacja,
mogło zabić Kubę. Chcemy też wiedzieć, jaki wpływ mogła mieć chęć schwytania
go przez hycli. Czy mógł podczas ucieczki wbiec do rury i tam się udusić? -
pyta Zaremba.
Jak usłyszeliśmy od powiatowego lekarza weterynarii, przyczyny zgonu Kuby będą
znane za kilka dni.