spokofacio 09.01.04, 07:15 Mam pobożną siostrę, która nie chce się rozwieść z mężem łajdakiem, bo chce być "czysta" w oczach Koscioła. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
samowolny Re: No a czemu rozwod nie jest uznany przez kosci 09.01.04, 08:19 spytaj jakiegos księdza..wtedy dowierz sie "u źródła"..:)))) Odpowiedz Link Zgłoś
desperacja Re: No a czemu rozwod nie jest uznany przez kosci 09.01.04, 08:29 samowolny napisał: > spytaj jakiegos księdza..wtedy dowierz sie "u źródła"..:)))) loj samowolny, a kiedy Ty sie dowiesz jak sie poprawnie pisze "dowiesz"? Odpowiedz Link Zgłoś
samowolny Re: No a czemu rozwod nie jest uznany przez kosci 09.01.04, 08:38 desperacja napisała: > samowolny napisał: > > > spytaj jakiegos księdza..wtedy dowierz sie "u źródła"..:)))) > > loj samowolny, a kiedy Ty sie dowiesz jak sie poprawnie pisze "dowiesz"? jak zaisze do śrutła:)))) Odpowiedz Link Zgłoś
samowolny Re: No a czemu rozwod nie jest uznany przez kosci 09.01.04, 08:40 desperacja napisała: > samowolny napisał: > > > spytaj jakiegos księdza..wtedy dowierz sie "u źródła"..:)))) > > loj samowolny, a kiedy Ty sie dowiesz jak sie poprawnie pisze "dowiesz"? a tak apropo..jakoś w słowniku nie widziałem słowa "loj"..co ono oznacza?:))) Odpowiedz Link Zgłoś
desperacja Re: No a czemu rozwod nie jest uznany przez kosci 09.01.04, 08:43 samowolny napisał: >> a tak apropo..jakoś w słowniku nie widziałem słowa "loj"..co ono oznacza?:))) naprzyklad: loj dadana loj da daaaaaaaaaa Odpowiedz Link Zgłoś
cal-ineczka Jest uznawany.... 09.01.04, 11:58 Mam kolezanke, ktora robi doktorat i bedzie pracowac w sadzie koscielnym (jesli bedzie) - mowi ze rozwody owszem sa - tylko inaczej sie to nazywa - uniewaznienie malzenstwa - tzn ze go wogole nie bylo, fikcja - trzeba znalezc dowody - ze jedna strona oszukala - jesli tak jest oczywiscie. A jesli nie - i jesli jest wazny slub to może wszystko gra... Odpowiedz Link Zgłoś
harriet_makepeace Re: Jest uznawany.... 09.01.04, 12:02 ale rozwod uznaje ze malzenstwo bylo tylko zostalo rozwiazane - to jednak 2 zupelnie rozne rzeczy i co masz na mysli mowiac "jesli jest wazny slub to może wszystko gra..."? Odpowiedz Link Zgłoś
cal-ineczka Re: Jest uznawany.... 09.01.04, 12:05 bo moze warto podejsc do tego z innej strony - nie jako milosc ktora byla- minela bo w swietle kosciola milosc to wartosc ktora nie mija - wiec nalezaloby udowodnic - ze albo jest albo pioprostu jej wogole nie bylo, nigdy. Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Jest uznawany.... 09.01.04, 13:29 cal-ineczka napisała: > bo moze warto podejsc do tego z innej strony - nie jako milosc ktora byla- > minela bo w swietle kosciola milosc to wartosc ktora nie mija - wiec > nalezaloby udowodnic - ze albo jest albo pioprostu jej wogole nie bylo, nigdy. Nie przesadzaj, Calineczko. Jeśli mężczyzna ożenił sie z kobietą i kochał ją wtedy oraz był porządnym gościem, ale po dziesięciu latach rozpił się i zaczął maltretować żonę i dzieci to ślub kościelny jak najbardziej był ważny. Ale czy to znaczy, że teraz w tej sytuacji wszystko jest w porządku, bo "miłość jest wartością która nie mija"? Problem w tym, ze miłość mija i ludzie też często zmieniają sie nie do poznania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cal-ineczka na dobre i na zle.... IP: *.media4.pl / *.media4.pl 09.01.04, 14:09 No ale wszyscy popelniaja jakies tam bledy i sie je wybacza, tak latwiej zyc. A to o czym mowisz -alkoholizm to choroba, to juz nie on dziala, tylko alkohol powoduje takie skutki. Jak przestaje pic - napewno jest innym, dobrym czlowiekiem. Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: na dobre i na zle.... 09.01.04, 14:46 Tylko ciekawe jak sprawic, zeby alkoholik przestal pic i byl tym innym, dobrym czlowiekiem. Sama powiedzialas: choroba. I niestety modlitwa z niej nie wyleczy, ani swiecona woda. A polskie prawo nie dozwala leczyc alkoholika bez jego zgody. A alkoholik z reguly zgody na leczenie nie wyraza. I biednej zonie pozostaje tylko obrywac od pijanego bydlaka, obracajac w palcach rozaniec i plakac, ze to juz "na dobre i na zle". A zeby nie bylo watpliwosci to mam bardzo duze doswiadczenie z alkholikami i wiem jak trudno uswiadomic takiemu czlowiekowi, ze sprawia innym problemy, nie mowiac juz o naklonieniu do leczenia. Mozna zmarnowac cale swoje zycie i nic nie wskorac w imie tego "na dobre i na zle". No chyba, ze ktos lubi byc bity i poniewierany. Mam propozycje dla wszystkich idealistek: wyjdzcie za alkoholikow i swoja miloscia wyleczcie ich z nalogu :-PPP Odpowiedz Link Zgłoś
cal-ineczka _______ :-( 10.01.04, 12:46 > Tylko ciekawe jak sprawic, zeby alkoholik przestal pic > i byl tym innym, dobrym czlowiekiem. Wlasciwie alkoholikiem jest sie juz do konca zycia, jedyne co podtrzymuje takich przy niepiciu to mitongi aa - sa razem i sie nawzajem podtrzymuja w niepiciu. Ale musi mu to ktos powiedziec - ze jest uzalezniony, sam nie pojdzie bo nie wie, mysli, ze z nim wszystko gra. > Sama powiedzialas: choroba. I niestety modlitwa z niej > nie wyleczy, ani swiecona woda. Ja wiem? Napewno? Znam takich co wlasnie tak sie leczą. Dawniej ten problem nie byl naglasniany, ale teraz jak sie za kogos wychodzi za maz, to sie widzi - czy zaglada do kieliszka i czy mu sie lapy nie trzesa jak nie wypije - po co za takiego wychodzic w takim razie. Ale wlasnie - przeciez ktos tam wspomnial o separacji - jakies wyjscie jest zamiast rozwodu.... Odpowiedz Link Zgłoś
rozsadek Re: _______ :-( 10.01.04, 23:02 cal-ineczka napisała: > > Tylko ciekawe jak sprawic, zeby alkoholik przestal pic > > i byl tym innym, dobrym czlowiekiem. > > Wlasciwie alkoholikiem jest sie juz do konca zycia, Z tego jak piszesz o alkoholizmie(w przeszlosci tez), wyglada na to ze sie z tym bezposrednio zetknelas. A wiesz ze naukowo udowodniono, ze alkoholizm przechodzi w geny. Czyli Ty tez masz predyspozycje? Czyli tez jestes alkoholikiem do konca zycia.... ( to tak jak sie rozumuje Twoim sposobem) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cal-ineczka pudło IP: *.media4.pl / *.media4.pl 11.01.04, 19:31 akurat rodziców mam extra. Źle rozumujesz..... Ale istnieje jeszcze cos takiego jak duuuza wiedza o alkoholizmie -nabyta... Odpowiedz Link Zgłoś
rozsadek Re: pudło 11.01.04, 21:25 Gość portalu: cal-ineczka napisał(a): > akurat rodziców mam extra. Źle rozumujesz..... > Ale istnieje jeszcze cos takiego jak duuuza wiedza o alkoholizmie -nabyta... Te kropki po "nabyta". Ciekawe czego nie dopowiedzialas.... To dlaczego narzekalas na Forum Psychologia na swoja mame? Jeden z watkow to byl "Moja matka mnie nienawidzi" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cal-ineczka czep sie tramwaju IP: *.media4.pl / *.media4.pl 15.01.04, 19:46 jak Ty nic nie kumasz. Sa extra pod wzgledem wiedzy nabytej o alkoholizmie. Wystarczy? A reszta niech Cie nie obchodzi... Odpowiedz Link Zgłoś
rozsadek Re: czep sie tramwaju 15.01.04, 22:30 Gość portalu: cal-ineczka napisał(a): > jak Ty nic nie kumasz. Sa extra pod wzgledem wiedzy nabytej o alkoholizmie. > Wystarczy? A reszta niech Cie nie obchodzi... Obchodzi bo tutaj o tym piszesz. A czemu tak bardzo interesuje Ci zagadnienie alkoholizmu???...... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cal-ineczka __________________________________________ IP: *.media4.pl / *.media4.pl 16.01.04, 14:34 > Obchodzi bo tutaj o tym piszesz nie tutaj tylko na psychologii i nie pisze tylko pisalam 100 lat temu. > A czemu tak bardzo interesuje Ci zagadnienie alkoholizmu???...... hmm, ciekawy temat. Tak seryunie nikt nie wie o co biega. Kudzie mysla ze jak sie upija to sa alkoholicy, nie oddzielaja choroby fizycznej od psychicznej pijak - to tylko pijak.... a alkoholik widzi, slyszy roznosci, w kazdym czlowieku widzi szatana ktory chce mu zrobic krzywde - dlatego rzuca w ludzi, bije ich - nie widzi ludzi, tylko zjawy. Ale wogole na ogol sie mysli ze jak sie upije - to to wplywa na alkoholizm, uzaleznienie. A tymczasem wystarczy malo pic a systematycznie. Pozatym wcale sie nie interesuje tym problemem, poprostu jest bo jest, ale nie u mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: _______ :-( 11.01.04, 18:08 > Ale wlasnie - przeciez ktos tam wspomnial o separacji - jakies wyjscie jest > zamiast rozwodu.... Chyba pisałam tu już kiedyś o sąsiadce z bloku, koleżance mojej matki z pracy. Wyszła za mąż za chłopaka, który rozpił się z czasem, zaczął ją bić i gwałcić oraz obnażać genitalia przed nieletnią córką. Nieraz ta kobieta uciekała do nas. Raz jej mąż dobijał się do naszych drzwi trzymając nóż w rękach. Moja matka była świadkiem na rozprawie rozwodowej. Czy Ty zdajesz sobie sprawę, że separacja oznaczałaby w tym przypadku dalsze mieszkanie tego człowieka ze swoją żoną i córką? Tego życzysz niewinnym ludziom w imię zgody z nauką Kościoła? Niezasłużonych cierpień i upokorzeń? Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Re: _______ :-( 12.01.04, 01:44 meduza4 napisała: > Czy Ty zdajesz sobie sprawę, że > separacja oznaczałaby w tym przypadku dalsze mieszkanie tego człowieka ze swoją żoną i córką? Rozwód, niestety, nie gwarantuje oddzielnego mieszkania... Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Na szczescie.... 12.01.04, 10:52 jmx napisała: > meduza4 napisała: > > > Czy Ty zdajesz sobie sprawę, że > > separacja oznaczałaby w tym przypadku dalsze mieszkanie tego człowieka ze > swoją żoną i córką? > > Rozwód, niestety, nie gwarantuje oddzielnego mieszkania... > Pan ten zostal sadownie wyeksmitowany z tego mieszkania, pomimo ze byl glownym najemca. Lokatorzy zeznawali przeciw niemu i bardzo sie skarzyli. Prawde mowiac niezly byl z niego szajbus i stanowil zagrozenie dla niewinnych ludzi. Mieszkanie zostalo przyznane tej kobiecie i dwojce nastoletnich, prawie doroslych dzieci. Widac, da sie jakos to zrobic :-))))) Odpowiedz Link Zgłoś
samowolny Re: Na szczescie.... 12.01.04, 11:14 Tak sie zastanawiam co by było jakby na swiecie dzialo sie samo dobro? Na co wydawane byłby pieniadze z przeróżnych fundacji,stowarzyszeń czy instytucji religijnych co ponoć powstaja tylko aby pomagać tym co dzieje sie źle..? A tak jest ruch "w interesie" i zawsze jakaś kwota złożona na szczytny cel wpadnie w ręce tego dla którego nie była skierowana... Ale odbiegłem od tematu..:))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cal---ka Re: Na szczescie.... IP: *.media4.pl / *.media4.pl 15.01.04, 19:51 co by robil kosciol? Napewno staralby sie rowijac to "dobro". Tak jak teraz - sa grupy wspomagajace dzieci w nauce, wolontariackie, inne wczytuja sie w biblie i szereg rzeczy robia ktore uznaja za "dobre". -a nie mowia ze naprawiaja zlo. Tak tylko, co za filozofije..... Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Na szczescie.... 16.01.04, 12:00 Nie pogniewaj się na mnie za mocne słowa, ale co gwałconej i bitej po mordzie kobiecie po wsparciu ze strony Kościoła i wczytywaniu się w Biblię? Co jej dzieciom po grupach wspomagających w nauce jeśli ich psychika od wczesnej młodości jest gwałcona widokiem przemocy? Co to za pomoc, jeśli z dnia na dzień godność tych ludzi cierpi? Odpowiedz Link Zgłoś
dzievvuszka Re: Na szczescie.... 16.01.04, 12:57 Meduzo, ja tez chetnie poslucham jej odpowiedzi Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Na szczescie.... 16.01.04, 14:14 Przepraszam, że się tak unoszę, ale w bloku w którym mieszkałam było kilka rodzin patologicznych i od małego się napatrzyłam na sceny z piekła rodem. Ktoś, kto nie widział tego na własne oczy nie ma bladego pojęcia co to jest alkoholizm i że w takim przypadku jedynym wyjściem jest absolutne odcięcie się od osoby pijącej. To nie jest tak, że alkoholik gdy nie pije jest miłym facetem i można mu tłumaczyć, żeby się leczył. To nie jest tak, że żony mają znosić takich ludzi. W takich przypadkach rozwód moim zdaniem jest usprawiedliwiony i takim kobietom (może się również zdarzyć, że mężczyzna jest pokrzywdzony przez alkoholiczkę) Kościół jak najbardziej powinien iść na rękę i dać możliwość zawarcia kolejnego małżeństwa, jeśli osoba rozwiedziona pragnie zawrzeć je w kościele. Amen. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cal-ineczka Re: Na szczescie.... IP: *.media4.pl / *.media4.pl 16.01.04, 14:18 a, o tym nie pomysleli widocznie. No ale dropga wolna, mozna zalozyc grupy zajmujace sie takimi wlasnie ludzmi. Wiem, ze sa np swietlice dla dzieci - takich wlasnie, zeby najmniej czasu przebywaly w domu, dla matek samotnych i inne, wystarczy miec pomysl - jak konkretnie pomoc - i ludzi do tego. Niewiem czy nie przyjda - u mnie w parafii jest ponad 30 grup - jakos im sie chce dzialac, to moze w takich wypadkach tez im sie bedzie chcialo. Tylko jak pomoc? Stworzyc nowy dom? Osrodek? -dokad zawsze moglyby pojsc? Juz sa rozne takie ... Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: Na szczescie.... 16.01.04, 15:04 Wiesz co, Calineczko - tu już chyba sama nie wiesz co mówisz. Dlaczego dawać takiej kobiecie i dzieciom ośrodek, w którym mają żyć jak w przytułku? Przecież i tak już razem z tym alkoholikiem nie tworzą rodziny, ona się rozpadła, taki jest stan faktyczny. A tymczasem zawierając nowe małżeństwo kobieta jest w stanie dać dzieciom nowy dom, nową rodzinę, miłość i ciepło. To jest fakt z życia wzięty: małżeństwa i rodziny czasami rozpadają się! Nikt nie kwestionuje faktu, że zbyt dojrzałe owoce lecą z drzew na ziemię więc czemuby zaprzeczać temu, że niektóre sytuacje niszczą związki międzyludzkie? Kościół po prostu chce wmawiać ludziom, że miłość jest wieczna. Ale wieczna być nie może, bo człowiek nie jest doskonały. A skoro Kościół głosi wybaczenie ludzkich niedoskonałości (słowa grzech nie lubię i nie uznaję)więc powinien wybaczać tym, którzy się rozwiedli i pragną związać z kimś innym. Ja się nie dziwię, że w Polsce coraz mniej osób chodzi do kościoła, nawet jeśli deklarują się jako wierzący. Niestety doktryna Kościoła Katolickiego jest conajmniej kilkaset lat do tyłu za sytułacją społeczną. Taka jest moja opinia i przepraszam wszystkich których mogło to dotknąć za jej publiczne wyrażenie. Odpowiedz Link Zgłoś
rozsadek Re: Na szczescie.... 16.01.04, 23:34 meduza4 napisała: > Wiesz co, Calineczko - tu już chyba sama nie wiesz co mówisz. Nie trać czasu meduzo. Przeczytaj sobie inne jej wypowiedzi (chociażby tylko na tej stronie Forum). Zobaczysz, ze nie ma sensu wdawać się w dyskusje z kimś takim. Odpowiedz Link Zgłoś
cal-ineczka a wiara? 24.01.04, 13:13 Czlowiek nie jest doskonały - ale Bog jest doskonały - wchodzac w zwiazek sakramentalny - zaprasza sie Boga jako tego doskonalego - ktory bedzie naprawial wszelkie przeciwnosci - bo czlowiek nie jest doskonaly. Czym by sie w takim razie roznil zwiazek malzenski sakramentalny - i brany w urzedzie stanu cywilnego? Co to znaczy wybaczac malzenstwom ich rozwody? Bog jest w stanie polaczyc spowrotem kazde najgorsze malzenstwo i przemieniac serca tych - zlych ludzi wystarczy sie tylko zgodzic, i zaprosic go do problemow. Odpowiedz Link Zgłoś
harriet_makepeace dziecko, jak ty nic o zyciu nie wiesz... 09.01.04, 14:55 :) radze sie troche w tym swoim idealizmie i naiwnosci opamietac - alkoholizm to moja droga choroba nieuleczalna - moze byc zaleczona, przy dobrych checiach samego zainteresowanego, ale on zawsze pozostanie osoba chora. PO co sie maltretowac? W imie czego? Czasem warto pomyslec i zastanowic sie co jest dla MNIE dobre, a nie co jest religijnie sluszne i dozwolone. Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Re: dziecko, jak ty nic o zyciu nie wiesz... 10.01.04, 01:25 ....napisała doświadczona babcia Harriet ;-) W KK jest coś takiego jak separacja. I jeszcze jedno - właściwie można sie rozwieść, choć w oczach KK ślub nadal jest ważny, dlatego nie można wziąść ślubu sakramentalnego i dla kościoła jest to równoznaczne z życiem w grzechu. No chyba, że ktoś zdecyduje się na "białe małżeństwo", tzn. bez współżycia. Wtedy wolno związać się ponownie. Odpowiedz Link Zgłoś
harriet_makepeace Re: dziecko, jak ty nic o zyciu nie wiesz... 10.01.04, 12:32 widze ze kolejna osoba ma problemy z rozroznieniem zartow od pisania serio :P :)))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Re: dziecko, jak ty nic o zyciu nie wiesz... 12.01.04, 01:34 Nooo... i emotikonów nie dostrzega... To pewnie ten podeszły wiek ;-))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
cal-ineczka harriet, jak ty nic o zyciu nie wiesz... 10.01.04, 12:48 No dobrze, ktos tu pytal jak ma sie kosciol do tego a nie jak powinno byc wg forumowiczow sekty romantica. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja Re: Jest uznawany.... IP: *.bphpbk.pl 22.01.04, 13:10 Nie jest powiedziane, że jak się pobierali to się kochali. a może byli zbyt młodzi by zdac sobie sprawę z tego, że to tylko zauroczenie. A może to rodzina ich namówiła. A może jedna ze stron miała ciężkoą sytuację w rodzinie i chciała sie wyrwać z domu, a potem wyszło, że to nie było najlepsze rozwiązanie itd. itd... Tak więc jednym z argumentów dla unieważnienia ślubu może być "brak miłości z związku", "niedojrzałość obydwu stron" itd. Troszke sie akurat tym interesuję. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
arieska Re: No a czemu rozwod nie jest uznany przez kosci 09.01.04, 14:19 spokofacio napisał: > Mam pobożną siostrę, która nie chce się rozwieść z mężem łajdakiem, bo chce > być "czysta" w oczach Koscioła. I co to za zycie?Rozumiem,ze sa jakies wyzsze wartosci,ale odrobina egoizmu tez nie zaszkodzi.Warto czasem pomyslec o sobie. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_frezja Re: No a czemu rozwod nie jest uznany przez kosci 09.01.04, 21:56 Nie ma problemu, można sie rozwieść.Siostra się wyspowiada, dostaje rozgrzeszenie, komunię. Po prostu kościół podchodzi do tego problemu tak jakby jej "były" mąż, wyjechał na delegację. Warunek jest tylko jeden , że bedzie żyła w celibacie.Związanie się z kimś w poźniejszym czasie spowoduje, że to ona będzie zdradzała ślubnego i wtedy nie będzie mogła sie komunikowć. Życzę powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
gradaczka Re: No a czemu rozwod nie jest uznany przez kosci 09.01.04, 22:11 pani_frezja napisała: > > żyła w celibacie. czyli tak samo to sie dotyczy faceta, jezeli sie rozszedl z zona - to tez musi zyc w celibacie.W przeciwnym razie to drugie malzenstwo w oczach kosciola nie istnieje. Odpowiedz Link Zgłoś
pani_frezja Re: No a czemu rozwod nie jest uznany przez kosci 09.01.04, 23:05 gradaczka napisała: > pani_frezja napisała: > > > > > żyła w celibacie. > > czyli tak samo to sie dotyczy faceta, jezeli sie rozszedl z zona - to tez musi > zyc w celibacie.W przeciwnym razie to drugie malzenstwo w oczach kosciola nie > istnieje. Tak, tak niestety jest,to uwazane za zdrade, mozna chodzic do kościoła, spowiadać sie ,ale do komuni nie można przystąpic. Chociaż znam przypadek, że osoba przyznała sie do tego że utrzymuje kontakt intymny z osobą "zajętą" i otrzymała rozgrzeszenie. Nie wiem od czego to zalezy. Słyszałam, że biskupi wystosowali list do wiernych i w nim bylo zawarte zmiany dotyczące stosunku kościoła do ludzi po rozwodach.Najlepiej dowiedzieć sie na ten temat u samego żródła, można zapytać sie nawet w konfesjonale, albo np. jak przyjmuje sie kolędę. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja Re: No a czemu rozwod nie jest uznany przez kosci IP: *.bphpbk.pl 12.01.04, 10:36 zaraz zaraz. Kościół toleruje unieważnienie ślubu kościelnego. Składasza pozew do Sądu Metropolitalnego i próbujesz poprzez przedstawienie świadków i mocnych argumentów unieważnić ślub. Wtedy jesteś "czysta" nawet wobec swojego księdza "buraka" z parafii, który jeśli znałby sprawę,sam powinien zaproponować takie rozwiązanie. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
samowolny rozwód a slub konkordatowy 12.01.04, 10:45 Ciekawe czy ja rozwód nastepuje po slubie konkordatowym to kosciół powinien uznac taki rozwód z "automatu" ..bo jak slub zawarty w kościele w USC jest tez wazny to rozwod zawarty w "urzędzie cywilnym" kościół tez powinien uznać..:)))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ja Re: rozwód a slub konkordatowy IP: *.bphpbk.pl 12.01.04, 12:28 :)) rozczaruję Cię, ale tak nie jest. Musisz przebywać naprawdę dłuuugą drogę do unieważnienia ślubu kościelnego, czasami ze skutkiem negatywnym, a swoją drogą rozwieśc się za niezłą kasę w "zwykłym" Sądzie. Ślub konkordatowy powoduje, że dokumenty, które powinienieś podpisać w USC,podpisujesz w Kościele. Lecz nadal są to dwa różne śluby, wzięte poprostu w kalipcy Kościoła. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: rozwód a slub konkordatowy 12.01.04, 15:11 Gość portalu: Ja napisał(a): > Musisz przebywać naprawdę dłuuugą drogę > do unieważnienia ślubu kościelnego, czasami ze skutkiem negatywnym, a swoją > drogą rozwieśc się za niezłą kasę w "zwykłym" Sądzie. > Bez przesady. Ta "niezła kasa" to w przypadku osoby naprawdę ubogiej jest 30 PLN a w przypadku osoby mającej jako takie środki do życia jest to kilkaset złotych, przy czym można pisać wniosek o ustalenie jak najmniejszej opłaty ze względu na takie czy inne wydatki. Odpowiedz Link Zgłoś
sinisza kosciol ??? porazka 12.01.04, 15:36 dla mnie ta cala czystosc uznawana przez kosciola jest gowno warta. najwazniejsze jest aby byc czystym dla siebie. jesli sie przestaje kogoskocvhac to sie bierze rozwod. I wtedy mnie nie obchodzi co mysli o tym kosciol. Bo to nie z kosciolem ten slub zwielam Odpowiedz Link Zgłoś
meduza4 Re: kosciol ??? porazka 12.01.04, 16:00 Krótko, rzeczowo, na temat... choć dosadnie :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
jmx Re: kosciol ??? porazka 12.01.04, 16:15 sinisza napisała: > dla mnie ta cala czystosc uznawana przez kosciola jest gowno warta. Ano jest. Ale jak ktoś bierze ślub kościelny dla cioci, mamusi, sąsiadek bo "co ludzie powiedzą", "nie wypada mieszkać na kocią łapę" to potem takie skutki. Odpowiedz Link Zgłoś
kobbieta Re: kosciol ??? porazka 13.01.04, 00:33 wlasnie ze slub koscielny jest ok dla wierzacych. Wogole cala ta ceremonia jest wspaniala. Odpowiedz Link Zgłoś
brytan Re: kosciol ??? porazka 24.01.04, 13:29 Pewnie, a slub koscielny daja ksieza, ktorzy czesto sie okazuja pedofilami Odpowiedz Link Zgłoś