Dodaj do ulubionych

raz nieco inaczej

12.02.02, 17:05
W pewnym mieście, stolicy małego i sympatycznego choć rzadko uczęszczanego
państwa, trafiłem na dość dziwną dziewczynę. Prawdę mówiąc w pewnej chwili
myślałem, że wpakowałem się w kłopoty i zacząłem się zastanawiać, co tu dalej
robić.

Nie była może pięknością, jak na przykład dziewczyny w moskiewskich hotelach.
Nie była też w zawodzie nowa – powiedziała mi że ma 35 lat i ponieważ wyglądała
młodziej, nie mam powodu przypuszczać że zawyżyła sobie wiek. Piła coś co
wyglądało jak woda mineralna z cytryną i mogło udawać jakiegoś białego drinka.
Prawie nie mówiła po angielsku, ja musiałem odrzucić jej niemiecką propozycję,
i już zastanawiałem się w jakim języku przebrniemy przez pierwsze formalności.
Na szczęście mówiła po włosku na poziomie umożliwiającym w miarę swobodną
rozmowę, więc przez początkowe dziesięć minut podziwiałem jej nogi
przypominając sobie congiuntivo. I tu pierwsza niespodzianka – dość uporczywie
wracała do wątków rodzinnych, co i raz wspominając o swoim piętnastoletnim
synu. Jak na rozmowę około północy w hotelowym barze, prowadzoną na ogół z
podekscytowanymi samcami w delegacjach, temat był raczej dziwny i, można
powiedzieć, nie na miejscu. Wiadomo – przypomina o własnej rodzinie i stawia
przed oczyma obraz własnych dzieci, a są to myśli które raczej przeszkadzają
niż pomagają sfinalizować łóżkowy biznes. Przez chwilę zastanawiałem się co
dalej, ale pomyślałem że to może jakieś drobne dziwactwo. Tym bardziej, że
nogi, biust i włosy i miała naprawdę wspaniałe (buzię zresztą też miłą). Na
koniec przeszliśmy na swoje ojczyste języki i tak chyba rozumieliśmy się
najlepiej.

Kiedy już podałem jej numer pokoju, poszedłem na górę i zdjąłem marynarkę,
okazało się, że musiałem czekać niespodziewanie długo. Już zacząłem się
zastanawiać czy aby nie pomyliła pokoi, kiedy wreszcie rozległo się cichutkie
pukanie do drzwi.

Dopiero w pokoju, kiedy stała, zorientowałem się że jest dość niska, około 170
cm wzrostu. Miała ładny biały stanik, który zauważyłem już w barze, jak
prześwitywał pod bluzką. Kiedy wyszła z łazienki po prysznicu przeżyłem szok:
zmieniła bieliznę i założyła czarny komplet, który nawet nie wiem jak się
fachowo nazywa. Takie coś zdarzyło mi się pierwszy raz, żeby dziewczyna nosiła
w torebce bieliznę specjalnie przygotowaną do łóżka. To się nazywa
profesjonalizm! – pomyślałem, choć trochę mi to nie współgrało z tą
nieprofesjonalną rozmową na dole. Powiedziała też coś o tym że ma tremę i że
zanim przyszła do pokoju, musiała jeszcze napić się przy barze.
Była bardzo czuła. I w swoich czułościach bardzo cierpliwa. Bardziej niż ja,
prawdę mówiąc. Zawodowe dziewczyny na ogół zmierzają prosto do celu, a na
czułości zostawiają sobie tylko tyle czasu ile potrzeba, żeby klient był
przygotowany na danie główne. Tym razem to ja musiałem przejąć inicjatywę i
zdjąć z niej resztę garderoby. Pomimo tego jakoś nie sięgała po prezerwatywę,
więc musiałem ją o to poprosić. Jak myślę, po prostu zamierzała przejść do
rzeczy dopiero za jakiś czas. Zorientowałem się też że istotnie, napiła się
przy barze. Ale nie stępiło to jej wrażliwości; trafnie powiedziała mi jakiej
wody kolońskiej używałem tego dnia rano, choć było to kilkanaście godzin
wcześniej i kilkaset kilometrów dalej.

Dalej akcja potoczyła się w miare standardowo. Oczywiście znów nie byłem w
stanie dociec na ile ochy i achy, które słyszy się od dziewczyn w takich
sytuacjach, są zawodowo przećwiczonym komponentem całego pakietu usług, jaki
dostaje klient, a na ile czymś oryginalnym. Tego dnia dlaczegoś skłaniałem się
ku tej drugiej interpretacji.

Największa niespodzianka przyszła na końcu. Po wszystkim nie wstała natychmiast
z łóżka i nie pobiegła do łazienki pod prysznic, jak to zwykle dziewczyny
robią. Leżeliśmy obok siebie, a ona mówiła, trochę do siebie a trochę do mnie.
Minuty mijały, a ja zaczynałem się niepokoić. Podejrzewałem, że dopiero teraz
alkohol uderzył jej do głowy i że trochę się pogubiła. Już kombinowałem, w jaki
sposób pozbyć się dziewczyny z pokoju, kiedy ni mniej ni więcej tylko...
zaproponowała mi drugi raz! Zawodowa dziewczyna, która proponuje drugi raz!
Byłem kompletnie zmieszany. Po pierwsze, sytuacja stała się na tyle
niestandardowa że bałem się kłopotów. Po drugie, było około pierwszej w nocy a
rano jak zwykle, świeży i wypoczęty musiałem stawić czoło problemom w biurze
lokalnego oddziału mojej firmy. Po trzecie, całkiem normalnie po pierwszym
razie byłem zadowolony i niczego mi już do szczęścia nie było trzeba. Zabrało
mi trochę czasu wytłumaczenie jej tego.

Rozstanie było miłe. Kiedy dowiedziałem się że ma samochód pod hotelem
poradziłem, żeby nie jechała po kieliszku do domu, i dowiedziałem się, że może
będzie nocować w okolicy, u mamy. Atmosfera zrobiła się zatem całkiem rodzinna.
Poszła i cały czas zastanawiam się z kim miałem do czynienia. Czy miała już na
tyle rutyny żeby pozwolić sobie na nierutynowe zachowania? czy może wróciła do
zawodu po przerwie i jeszcze nie zdążyła nabrać rutyny? Czy może wcześniej tego
dnia stało się coś co zupełnie zmieniło jej nastrój, powiedzmy, syn zdał ważny
egzamin? Nie wiem.
Obserwuj wątek
    • ellesine Re: raz nieco inaczej 12.02.02, 19:11
      A może to nie była Pani z tych o których myślisz?
    • malkont Re: raz nieco inaczej 12.02.02, 20:22

      [...] A potem się obudziłem.

      Pozdrawiam, Malkontent
      • Gość: Frene Re: raz nieco inaczej IP: *.cb.open.net.pl 13.02.02, 03:39
        Czekasz na komentarze dotyczące jej zachowania, a to Twoje podejście do ludzi
        jest bardziej warte skomentowania.(i wcale nie chodzi o to,ze korzystasz z
        takich czy innych usług)
        Chętnie Cię podsumuję tylko daj znać,że mogę - bo miła nie będę.
        • mary_ann Re: raz nieco inaczej 14.02.02, 18:09
          Frene, dzięki. Toc samo miałam napisać.
          Wzruszająca historyjka, czyż nie? Tylko autor kawał(....).....
          Pewnie tego samego wieczoru w domu słodziutko w łóżeczkach zasnęło dwoje
          fajnych dzieci (a może już całkiem dużych ludzi, skoro tatuś przechodzi kryzys
          wieku średniego) i ufna, kochająca małżonka.
          Założę się, że facet ma się za przyzwoitego człowieka. A inni go w tym
          przekonaniu zapewne , niestety, umocnią. A ja mówię: BOJKOT TAKIM! INFAMIA!
          • Gość: Frene Re: raz nieco inaczej IP: *.cb.open.net.pl 17.02.02, 04:21
            mary_ann napisał(a):

            > Frene, dzięki. Toc samo miałam napisać.
            > Wzruszająca historyjka, czyż nie? Tylko autor kawał(....).....
            > Pewnie tego samego wieczoru w domu słodziutko w łóżeczkach zasnęło dwoje
            > fajnych dzieci (a może już całkiem dużych ludzi, skoro tatuś przechodzi kryzys
            > wieku średniego) i ufna, kochająca małżonka.
            > Założę się, że facet ma się za przyzwoitego człowieka. A inni go w tym
            > przekonaniu zapewne , niestety, umocnią. A ja mówię: BOJKOT TAKIM! INFAMIA!

            Chodziło mi raczej wogóle o jego podejście do ludzi - jak do automatów, nie będę
            rozwijać bo, bo w zasadzie kim ja jestem ,żeby go oceniać.

            • Gość: anka68 gorzej niz automaty IP: 212.244.167.* 17.02.02, 10:56
              no nie wiem, sądząc z tego co tam powypisywał to z tymi automatami chyba
              niezbyt prawda. Powiedziałabym raczej że przeciwnie, stara się zrozumiec i
              indywidualizowac, ale tylko po to żeby mieć więcej zabawy

    • Gość: feainne Re: raz nieco inaczej IP: *.dip.t-dialin.net 13.02.02, 20:25
      dzyyyyyyyn, to tylko budzik, pobudka:-)
      • Gość: UglyGirl Re: raz nieco inaczej IP: *.proxy.aol.com 14.02.02, 00:52
        Niniejsze opwiadanie prosze przeslac do jakies zina typu "Majteczki w
        kropeczki". Pan redaktor ma niezla wyobraznie i nie najgorszy styl.
        • Gość: Una Re: raz nieco inaczej IP: *.devs.futuro.pl 14.02.02, 11:25
          A ja z innej beczki: 170 cm wzrostu i była dość niska?! Styl jest ok, chociaż
          trochę za bardzo leniwie toczy się akcja. I przydałaby się jakaś niespodzianka
          pod koniec.
          • quickly Redaktorze naczelny ale wy tu swinstwa wypisujecie 17.02.02, 06:03
            No cos takiego!
            Nie wierze swoim oczom!
            Niemozliwe!
            Okropnosci!
            Ja tam bym nigdy nic takiego nie zrobil!
            Wstydu nie masz za grosz!
            Gdzie jest twoje sumienie!?

            (Wzieles jej numer telefonu? Mozesz mi podac?)
    • redaktor__naczelny raz dość typowo 19.02.02, 16:09
      Ponieważ poprzednio wspomniałem o Moskwie, może tutaj pociągnę ten wątek.
      Sądząc po Państwa komentarzach wypadałoby uwiarygodnić się nieco, rozrzucając
      tu i ówdzie trochę szczegółow. Oczywiście nie mogę podać ich za dużo, i dla
      równowagi zostawię też trochę mylących tropów. Obiecuję, że nieistotnych; być
      może jednak uspokoją one niektóre Szanowne Czytelniczki, że mają do czynienia z
      fikcją literacką. Zastrzegam się też że ciąg dalszy będzie chyba mniej ciekawy.
      Tamtą historię opowiedziałem, bo zdarzyła mi się niedawno, była właśnie
      nietypowa i nie ukrywam, że mnie poruszyła. Inną są znacznie przeciętniejsze,
      choć postaram się opisać je interesująco.

      No więc Moskwa. Oczywiście tym co zwala w moskiewskich hotelach z nóg są ceny.
      Jeśli w byłych demoludach ceny hoteli klasy średniej-wyższej stoją na około $90-
      $100 (oczywiście stawka korporacyjna, wynegocjowana przez moją firmę), to w
      Moskwie dwa razy tyle. Kiedy za którymś razem rosyjscy koledzy dali mi znać że
      zarezerwowali hotel za $130 już myślałem, że przyjdzie mi spać w jakimś
      studenckim dormitorium ze wspólną ubikacją i prysznicem. Na szczęście czy też
      nieszczęście potem okazało się, że jak doliczyć wszystkie podatki i dodatki, to
      cena winduje się w okolice $200.

      Drugą rzeczą która oszałamia mnie w moskiewskich hotelach jest uroda dziewczyn.
      Nigdy i nigdzie nie widziałem tylu pięknych kobiet. Czy mówimy o wielkich
      hotelach, jak obydwa Mariotty, czy o niewielkich, jak Marco Polo, prawie każda
      z tamtejszych panien mogłaby startować w konkursach. Nie wiem dlaczego tak się
      dzieje. Nie chodzi chyba o to że Rosjanki są akurat w moim guście. W niektórych
      hotelach, np. Mieżdunarodnaja-1, bywają też piękne Azjatki, nie wiem czy
      Wietnamki czy może z jakiś wschodnich części Syberii. Nie chodzi też chyba o
      to, że akurat moskiewska mafia stawia dziewczynom szczególnie wysokie
      wymagania, a mafie wiedeńska, sztokholmska czy bukareszteńska dopuszczają do
      zawodu jak leci. Więc być może działa po prostu prawo statystyki: w ogromnym
      kraju najlepsze 5% jest nieporównanie lepsze od najlepszych 5% ze średniego
      kraju.

      Na szczęscie u młodych dam ceny utrzymują się na standardowym
      środkowoeuropejskim poziomie $150.

      Moskwa szczególnie sprzyja nocnym rozmowom, choć tylko na początku. Powód jest
      prosty: dwugodzinna różnica czasów. Choć miejscowy zegar pokazuje 23-cią, ty
      jesteś świeży i aktywny, bo wg twojego zegara dopiero na dwójce zaczyna
      się „Panorama”. Zastanawiasz się więc co robić dalej, i tak kończysz w jakimś
      drink-barze na parterze. Oczywiście następnego dnia rano ponosisz tego koszty,
      bo w końcu różnicę czasów musisz jakoś wyrównać.

      W tym hotelu gdzie akurat stanąłem dziewczyny były nie tylko przepiękne, ale
      było ich również dużo. O ile zwykle można je znaleźć w jakiś lekko ukrytych
      miejscach, typu nocne kluby czy hotelowe knajpki (raz widziałem je na
      basenie!), w tym akurat hotelu przechadzały się po foyer. Stanąłem sobie na
      uboczu i starałem się docenić ich urodę, kiedy po około 45 sekundach podeszła
      do mnie jedna z nich. Porozmawialiśmy chwilę po angielsku i już znaliśmy swoje
      imiona. Jednak całkowicie zdemoralizowany tak wspaniałym wyborem postanowiłem
      trochę powybrzydzać, znalazłem jakąś grzeczną wymówkę i moja rozmówczyni
      wróciła do koleżanek. Widziałem jak przez chwilę z nimi rozmawia, po czym od
      grupy odłączyła się inna panna, tak na oko nieco po dwudziestce, wysoka, we
      wpadającej we fiolet garsonce. Kiedy podeszła zorientowałem się, że bardzo
      przypomina mi jedną z moich kuzynek w swoim najlepszym okresie. Mówiła nieźle
      po angielsku, co dla mnie jest ważne o tyle, że nie lubię porozumiewać się na
      migi lub używając jakiś infantylnych międzynarodowych grepsów. Skończyło się na
      tym, że od razu poszliśmy razem do pokoju. To zresztą chyba też moskiewska
      specyfika, bo na ogół po wymianie danych logistycznych dziewczyny chwilę
      czekają, po czym do pokoju trafiają same.

      Podała jakieś durne, banalne imię, typu Angelika, Emmanuelle czy coś w tym
      guście. Niestety z moich doświadczeń wynika, że większość księżniczek uważa za
      uwodzicielskie przedstawić się używając jakiegoś francuskopodobnego imienia.
      Nie lubię tego bo po pierwsze, umowność sytuacji staje się wtedy zbyt oczywista
      i drażniąca. Po drugie, trochę za dużo tego banału, wystarczy już samotny facet
      na delegacji. Po trzecie, Swieta, Milena, Jana czy Erszbet dają wrażenie, że
      rozmawiasz z konkretną osobą.

      Nasze losy w pokoju niewarte są opowiadania, bo nie ma w nich nic szczególnego.
      Może poza tym dziwnym uczuciem że leżę w łóżku z kuzynką (zresztą nigdy się w
      niej nie podkochiwałem), oraz poza jej wzrostem. Była to chyba najwyższa
      kobieta, z którą się kiedykolwiek spotkałem, bodaj czy nie trochę wyższa niż
      ja. Bałem się nawet nieprzyjemnych wrażeń z tego powodu (wiadomo, ona górą),
      ale nic takiego na szczęście nie miało miejsca.

      Jak już pisałem była naprawdę piękna, czułem się jakbym rozmawiał z modelką czy
      gwiazdą filmową. Ale była też miła, bez typowej dla Rosjan (w kontaktach z
      obcokrajowcami) wyniosłej dumy i rezerwy, pełna wewnętrznego spokoju, pogodnie
      uprzejma i pozbawiona tego zawodowego pospiechu, charakterystycznego zwłaszcza
      dla młodych dziewczyn. Naturalnie nie do przesady; może innym razem napiszę o
      pannie, która była dla mnie naprawdę miła i już w drzwiach, na odchodnym,
      pocałowała mnie z własnej inicjatywy. Niemniej potrafiłem docenić i gesty tej
      przystojnej Rosjanki. Prawdę mówiąc, bywając potem w tym hotelu zawsze szukam
      jej znowu, ale na próżno. Mam nadzieję, że przeniosła się do naprawdę
      najlepszych moskiewskich hoteli albo zmieniła zawód, i że nic złego jej się nie
      stało.
      • Gość: Pom Typowo jak dla kogo IP: 195.205.239.* 19.02.02, 17:17
        Wzruszyłam się, jak pragnę zdrowia, hahaha:))))

        A teraz prosiem o coś ekstra, zamiast wynurzeń wrażliwego smakosza hotelowych
        prostytutek.
    • Gość: a psik Re: raz nieco inaczej IP: 192.168.1.* 19.02.02, 17:30
      jak Boga kocham aniol - czas jego beatyfikacje zaczac, moze patronem
      prostytutek zostanie ha ha ha
      z wyrazami szacunku
    • redaktor__naczelny raz nieprzyjemnie 26.02.02, 09:16
      Ponieważ od niektórych Szanownych Czytelniczek dostaję listy w których wyrażają
      one przekonanie, że życie jeszcze nie dało mi po uszach, postaram się pokazać
      że niekoniecznie... No owszem, nie złapałem nic brzydkiego ani nie wyszczerbił
      mi zębów przednich jakiś podpity alfons, ale zawsze...

      Rzecz działa się w kraju mało u nas znanym. Nie trzeba było czytać „Business
      Central Eastern Europe” żeby przekonać się, że nie jest to tygrys przemian
      gospodarczych i że w większości rankingów społeczno-ekonomicznych wlecze się w
      ogonie. Upewniała o tym choćby ilość bezpańskich psów, włóczących się po
      ulicach stolicy.

      Mieszkałem w hotelu leżącym już poza miastem. W mieście tym mało jest zresztą
      przyzwoitych hoteli, przy czym część z nich jest nieprzytomnie droga, a z
      częścią moja firma nie ma umów o stawkach korporacyjnych. Do piecio- i
      czterogwiazdkowych hoteli w centrum zraziłem się też z innego powodu, gdy
      mieszkałem kiedyś w jednym z nich, noszącym zresztą dumną, arystokratyczną
      nazwę. Późny wieczór przechodził już w noc, a ja walczyłem o życie tonąc w
      obitych ciemnobrązową skórą fotelach w miejscowym barze, gdzie nawet sięganie
      po stojącą na stoliku kawę wymagało albo dwumetrowej ręki, albo podnoszenia
      siedzenia. Przy sąsiednim stoliku siedziała czarnowłosa dama, której dawałem od
      kilku minut dość oczywiste sygnały. Nie dość że podeszła dopiero po wypiciu
      tego co miała w szklance, to jeszcze wydała mi się dość arogancka i
      zarozumiała. Zraziłem się ostatecznie kiedy zażądała $200. Po pierwsze, tyle
      nie zapłacił bym nawet Isabelli Rossellini, gdyby się zgodziła (przesadzam,
      oczywiście że bym zapłacił). Po drugie, moja niedoszła przyjaciółka to jednak
      nie była Isabella Rossellini. Po trzecie, jakoś nie nabrałem do niej sympatii.
      Po czwarte, myślałem że może pojawi się kto inny. Ale się nie pojawił i zamiast
      czegoś przyjemniejszego, w pokoju zająłem się ściąganiem służbowej poczty.

      Po tych doświadczeniach poprosiłem o zarezerowanie wspomnianego już hotelu poza
      miastem. Jego podstawowym atutem był pełnowymiarowy, pięćdziesięciometrowy
      basen, w niczym nie przypominający sadzawek w różnych Inter-Continentalach. Jak
      się potem okazało, ów hotel miał także drugi atut – klub nocny. Co prawda
      muzykę grano w nim niemożliwie głośno, ale tańczyły tam bardzo ładne
      dziewczyny. Tak mi się przynajmniej wydaje, zważywszy że jak to w nocnych
      klubach, światła świecą tylko na tyle, na ile jest to konieczne by podpisać
      rachunek. Przyjemny był również fakt, że ilekroć bywałem w tym hotelu, nocny
      klub stał na ogół pusty, a ja cieszyłem się statusem jedynego albo niemal
      jedynego gościa. Zresztą cały hotel sprawia wrażenie pustego i wątpię, czy
      zarabia na siebie. Ale ponieważ prawdopodobnie służy jako pralnia pieniędzy
      miejscowej mafii, nikt się tym nie przejmuje.

      We wspomnianym nocnym klubie miłe panny co któryś tam taniec wykonują na
      kolanach gościa, a ponieważ w tym kraju mierzone dolarem pensje są niskie,
      nawet kilka takich tańczonych sesji, kończonych oczywiście banknotami
      wkładanymi za stanik, nie rujnuje kieszeni.

      Ciekawostką jest fakt, że znajomości nie zawiera się w nocnym klubie. Za
      którejś ze swoich pierwszych bytności usiłowałem zaprosić jedną z pań do
      pokoju. Była to piekna blond Ukrainka, tańcząca w jakiś doprowadzających mnie
      do szałua półprzezroczystych bluzkach. W ogłuszającym huku muzyki trudno mi się
      było z nią dogadać, ale zrozumiałem, że nic z tego nie będzie. Dopiero potem
      zorientowałem się, że biznes kontrolują tu barmani w drink-barze na parterze do
      spółki z bellboyami, że to przez nich załatwia się formalności i że z nimi
      reguluje się należności. Nie jest to dobry układ, bo księżniczki przyjeżdżają
      na telefon gdzieś z okolicy i w zasadzie nie widzisz buzi, dopóki nie stanie w
      drzwiach pokoju. Naturalnie umowa z barem jest taka, że jeśli nie przypadniemy
      sobie do gustu natychmiast organizowana jest kolejna próba, ale rzecz prosta
      jest to krępujące, nie mówiąc o tym że może znakomicie wybić z nastroju.

      No więc wracając do mojej wartej zapomnienia chwili. Miałem już w tym hotelu
      wcześniejsze spotkania z miejscowymi damami, o których zresztą nie mogę
      powiedzieć nic szczególnego. I tym razem do pokoju zapukała młoda panna o
      miłej, choć dość typowej urodzie. Pod względem językowym była wyjątkowo
      patriotyczna, co naturalnie świetnie uniemożliwiło nam jakąkolwiek sensowną
      wymianę zdań, tym bardziej że rozmowa w językach ojczystych również nie zdawała
      egzaminu. Działała szybko i energicznie, a ja akurat miałem ochotę zapoznać się
      z jej sprawnościami językowymi nie tylko w sensie lingwistycznym. Parokrotnie
      doszło między nami do kontrowersji pt. tak czy tak, a po każdej z nich stawałem
      się coraz mniej sprawny. W końcu młoda dama orzekła że już jest po wszystkim, a
      skoro tak to ona zrobiła swoje. I odmówiła dalszej współpracy.

      Byłem naprawdę zły, przy czym wściekłość na mojego gościa mieszała się ze
      złością na samego siebie. Wstałem z łóżka i zacząłem szybko się ubierać, a ona
      oczywiście nie bardzo wiedząc co się dzieje musiała zrobić to samo. Niemal
      wyprowadziłem dziewczynę na korytarz, zatrzasnąłem drzwi od pokoju i popędziłem
      do baru. W międzyczasie trochę ochłonąłem, więc mogłem pozbierać myśli i
      zastanowić się, co właściwie takiego chcę powiedzieć barmanowi. Co mu
      powiedziałem? Już dobrze nie pamiętam, chyba że panna jest do niczego, że nie
      ma co jej tu dłużej przyprowadzać i że czas skończyć z nią interesy. I mam
      nadzieję, że rzeczywiście tak zrobił, bo dziewczynisko było jakieś pospieszne i
      lekceważące. Pewnie spieszyła się do koleżanek na kretyński film wideo albo do
      swojego chłopaka na piwo.

      Barman ze spokojem profesjonalisty przyjął moje zażalenie, wyraził zdziwienie,
      bo jakoby wcześniej nikt nie zgłaszał pretensji, oraz obiecał przekazać moje
      uwagi wyżej. Następnie zaproponował zastępstwo, z którego już nie skorzystałem.
      Pieniędzy nie oddał, za to złożył wyrazy współczucia i z gestem „firma stawia”
      nalał mi dużego fikołka.

      Od tego czasu miałem okazję odwiedzić wspomniany kraj chyba tylko ze dwa razy.
      Ale albo siedziałem w biurze do jakiejś idiotycznej pory i w pokoju sił
      starczało mi zaledwie na zdjęcie krawata, albo nie miałem nastroju. To drugie
      chyba bardziej, bo do dziś podkochuję się w pewnej pannie z tamtejszego
      oddziału mojej firmy. Pracuje w finansach, zajmuje sie MIS i jest świetna w
      aplikacjach bazodanowych, choć raz tak rozkodowała pewną bazę, że padł SQL
      serwer. Ale oczywiście podkochuję się w niej nie z tego powodu.
      • Gość: iza Re: raz nieprzyjemnie IP: *.chello.pl 26.02.02, 12:44
        zawsze mnie zastanawialo co takiego pociaga mezczyzn w prostytutkach?
        nie powiem ze uwazam wiernosc za najwazniejsza cnote, ale nie rozumiem jak
        mozna tak egoistycznie czerpac przyjemnosc?
        przeciez pieprzenie takich panienek to jedynie zaspokojenie wlasnego pociagu
        fizycznego, egoizmu a gdzie jest tu miejsce na dawanie czegos drugiej osobie?
        coz moze zaoferowac mezczyzna ktory dba jedynie o siebie?
        kolejna gimnastyczna pozycje?
        nie--
    • redaktor__naczelny raz którego nie było 05.03.02, 09:48
      Jest takie jedno miasto, gdzie nigdy nie udało mi się spotkać z jakąś miłą
      panną. Kraj jest średniej wielkości, bardzo cywilizowany, a miasto tak piękne
      że Warszawę powinno się ze wstydu zrównać z ziemią. Co prawda niezbyt to miasto
      lubię (głównie z powodów służbowych, bardzo trudno mi się tam zawsze
      pracowało), ale to nie ma akurat nic do rzeczy.

      Mój pech polega na tym, że dość blisko siedziby firmy, odległy o zaledwie kilka
      stacji metra, jest wygodny i niewielki hotel, gdzie zwykle lokuje się
      przyjeżdżających gości. Hotel jest w tak oczywisty sposób wygodny i w tak
      oczywisty sposób konkurencyjny cenowo, że nie ma żadnego powodu by wybierać
      inny. A mechanizmy kontrolne w mojej firmie działają dobrze i na pewno nie
      uniknął bym pytania dlaczego wybrałem hotel dwa razy droższy i z dwa razy
      dłuższą drogą do biura. Co mi jednak z tego że hotel jest wygodny i tani, skoro
      jedyną osobą na której można tam zawiesić oko jest jedna z recepcjonistek. Albo
      w takim niewielkim hotelu księżniczki się nie pojawiają, albo dyrekcja prowadzi
      w tym względzie bardzo rygorystyczną politykę, albo po prostu miałem
      gigantycznego pecha.

      Któregoś dnia, a był to nieprzyjemy, mokry i wietrzny schyłek zimy i mój
      kolejny tydzień w tym mieście, byłem na tyle zdesperowany że zacząłem
      przeglądąć internet i na jeden z adresów, który wydawał mi się atrakcyjny,
      wysłałem z mojej hotmailowej poczty małe zapytanie. Odpowiedź przyszła dość
      szybko i omal nie zajęła mi całej możliwej objętości konta, tak bardzo pękała
      od załączników. Zawierały one rzekomo oryginalne fotografie miejscowych panien,
      gotowych spotkać się gdziekolwiek i kiedykolwiek. W moim kolejnym liście
      wyraziłem uznanie dla urody księżniczek oraz zapytałem, czy możemy spotkać się
      w moim hotelu, którego nazwę po pewnych wahaniach podałem. Elektroniczny
      opiekun odmailował natychmiast że czemu nie, taki hotel jak każdy inny.

      I w tym momencie stchórzyłem. Bóg widać czuwał i nie odebrał mi reszty rozumu,
      bo teraz myślę że dobrze zrobiłem. Dział rezerwacji hotelu niemal codziennie
      komunikuje się z asystentką w naszym tamtejszym biurze, a więc obie dziewczyny
      zapewne znają się dobrze i są pewnie na familiarnej stopie. Skutek myślę
      oczywisty i łatwy do przewidzenia: moja zaproszona z miasta królewna jest na
      pewno zidentyfikowana natychmiast na wejściu (jak pisałem, hotel jest niewielki
      i nikt wchodzący nie ujdzie uwagi recepcji), informacja zostaje przekazana
      naszej firmowej asystentce (a wiesz, do tego Polaka, co tu mu zamówiłaś pokój,
      wczoraj przyszła no wiesz kto), no i już jestem w firmie spalony.

      Innym razem z jakiejś przyczyny (chyba nie było miejsc) ulokowano mnie w
      sąsiednim hotelu. Był to wysoki, umiarkowanie brzydki budynek z epoki, która u
      nas nazywałaby się późnym gierkiem. Niestety gmaszysko opanowane było przez
      młodzieżowe grupy zorganizowane, głównie zdaje się z Izraela, a więc do późnej
      nocy słychać było bieganie po korytarzach i trzaskanie drzwiami, a wszędzie
      panował dziki tłok. Ponieważ największą ekstrawagancją na jaką stać takich
      plecakowych turystów jest paw po ósmym piwie, więc nic dziwnego że do takiego
      miejsca panny raczej się nie fatygują.

      Kilka lat wcześniej firma miała siedzibę w zupełnie innej części miasta.
      Nieomal dwa kroki od naszego wieżowca stoi drugi, w którym mieści się hotel.
      Charakteryzuje się on basenem położonym na najwyższym piętrze i tam właśnie
      kiedyś spotkałem miejscowe księżniczki. Były dwie i niestety, obydwie już
      zajęte, zresztą z tym samym facetem. I muszę powiedzieć, że panny znacznie
      bardziej pociągająco wyglądają w tradycyjnym bojowym rynsztunku niż w strojach
      kąpielowych.

      Za jeszcze innym razem nocleg w tym mieście wypadł mi przypadkowo i
      niespodziewanie. Znów była zima, ale tym razem ostra, mroźna i śnieżna. Na
      lokalnym lotnisku miałem bodaj półtorejgodzinną przesiadkę, a był dość młody
      jeszcze wieczór. Siedziałem właśnie w poczekalni i dziwiłem się jak jedna
      niewielka maszyna może wyprodukować tyle różnych rodzajów kawy, kiedy przez
      głośniki podano wiadomość, że odlot mojego samolotu jest opóźniony i że za pół
      godzinny podany zostanie kolejny komunikat. I tak spędziłem następne trzy
      godziny, co trzydzieści minut wysłuchując tak samo brzmiącej informacji.
      Błogosławiłem chwilę, w której wybrałem lokalne linie lotnicze, bo ich bilet
      dawał mi nieograniczony dostęp do internetowego terminalu, z którego m.in.
      przeglądałem to forum. W końcu gdzieś tak około 23-ciej oznajmiono, że samolot
      dziś nie poleci.

      W czynnym jeszcze biurze lotniczym przełożyłem mój bilet na poranek następnego
      dnia. W taksówce zaś prosiłem o dowiezienie do najatrakcyjnieszego spośród tych
      hoteli, w których poprzednio z przyczyn podanych wyżej nigdy nie mogłem stanąć.
      Teraz sytuacja była oczywiście inna: czterogodzinna wegetacja na lotnisku, brak
      wcześniejszej rezerwacji i pożądana lokalizacja raczej bliżej lotniska niż
      biura firmy. No, myślałem, teraz to już na pewno spotkam jakąś piękną
      księżniczkę.

      Figa z makiem, nie spotkałem.

      Hotel był szykowny, wielogwiaździsty, jednej ze słynnych światowych sieci,
      pluszowo-dywanowo-niklowany i tak dalej. Choć dochodziła północ na parterze
      kręciło się jeszcze trochę osób, a i w barze kilka stolików było obsadzonych.
      Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że nie ma nikogo interesującego. Dopiero
      kiedy usiadłem, zamówiłem i rozejrzałem się po okolicy, zobaczyłem dwie
      schowane nieco za filarem panny, nieomylnie rozpoznawalne dzięki krótkości
      spódniczek, długości nóg i wysokości obcasów. Kiedy jednak zająłem nieco
      bardziej strategiczne miejsce, moje rozczarowanie nie miało granic. Nie, nie
      jestem wybredny. Zamiast ociekających seksem blond piękności z włosami do
      ramion i nogami do szyi wolę delikatne anioły o lekko smutnych, dużych oczach.
      Ale tamte panny mogłyby przed moskwiankami najwyżej nosić torebki... Co z tego
      że były eleganckie, zadbane i miło się uśmiechały... W dodatku sprawiały
      wrażenie jakiś wymiętych, jakby przyszły tu dorobić po całym dniu stania za
      ladą w sklepie...

      Moja psychomachia trwała chyba kilkanaście minut, i księżniczki zaczynały się
      już trochę niecierpliwić. Pomyślałem w końcu, że nie należy sprzeciwiać się
      losowi. Skoro to miasto wyraźnie mnie nie chce, to poczekam aż kiedyś samo
      przyjdzie i poprosi.
    • redaktor__naczelny pierwszy raz 12.03.02, 09:57
      Czas na historię o przyjaciółce, którą do czasu spotkania z opisaną na samym
      początku panną uważałem za najmilszą.

      Miejsce akcji: w imperialnym stylu zbudowane miasto nad wielką rzeką, kraj
      znakomitych szpadzistów i marnych piłkarzy. Hotel jak najbardziej godny swoich
      pięciu bodaj gwiazdek, ze starożytnościami w nazwie, położony zaraz przy
      nadbrzeżnym bulwarze, choć nie w samym centrum. Czas akcji: dawno temu. Jeśli
      mnie pamięć nie myli, było to jedno z moich pierwszych albo wręcz i pierwsze
      spotkanie, a te jak wiadomo zawsze wspomina się najmilej. Proszę wybaczyć brak
      didaskaliów, niestety uleciały mi z pamięci, a ponieważ staram się tu nie
      zmyślać, będę koloryzował tylko nieistotne szczegóły - np. kolor włosów.

      Poznałem ją w hotelowym nocnym klubie. Około 23-ciej zaczynał się tam tzw.
      program artystyczny, który składał się z występów tajemniczych magików z
      cylindrami i buchającymi ogniem chustkami, z popisów wokalnych pani której siły
      w piersiach na pewno nie brakowało, z gimnastycznych wygłupów pary świetnie
      wysportowanych clownów, oraz z podszytych erotyką układów choreograficznych w
      wykonaniu czegoś pośredniego między baletem a zespołem par do tanga. Oczywiście
      znów grała bardzo głośna muzyka i znów było ciemnawo. Na domiar złego, ceny
      przy barze miały charakter zaporowy i ich głównym zadaniem było chyba wypłoszyć
      z lokalu szaraków. Dokładnie nie pamiętam, bo mieszają mi się kursy wymian i
      waluty, ale coś mi mówi że małe piwo kosztowało tam około $10.

      Było tłoczno. Stanąłem przy barze, zamówiłem, pozwoliłem się obejrzeć, a i sam
      zacząłem rozglądać się po okolicy. Dookoła chwiali się niepewnie na wysokich
      stołkach jacyś Niemcy, już w całkiem dobrym humorze. Przy bodaj dwu z nich
      stały miejscowe panny, bidule chyba nie bardzo wiedząc czy negocjacje z
      wesołymi Krzyżakami mają jakiś sens czy też należy sobie odpuścić. Nie pamiętam
      czy to jedna z nich czy też jeszcze inna młoda dama w końcu stanęła także obok
      mnie; nie tyle ją zobaczyłem, ile poczułem zapach jej perfum. Zupełnie zresztą
      oszałamiający, natychmiast zmiękły mi nogi. Nie mogłem powiedzieć co to za
      perfumy do czasu, aż w okolicznościach których nie zdradzę dowiedziałem się, że
      była to Paloma Picasso.

      Zaczęło się chyba zgodnie z regułami sztuki i bardzo standardowo: jak ci leci,
      czy ci się tu podoba, co tu robisz – biznes czy turysta, i tak dalej i tak
      dalej. Ponieważ leciało mi dobrze, z nią zapowiadało się jeszcze lepiej, a
      głowie miałem już tylko piżmo, zapytałem czy czegoś się nie napije. I owszem,
      napije się, chętnie przy stoliku. I tak wylądowaliśmy przy stoliku.

      Nie pamiętam już ani jak wyglądała ani jak była ubrana. Wiem tylko że była
      ładną brunetką (teraz mi się przypomniało), i że miała urocze buciki na wysokim
      obcasie. Aha, kuriozum tego lokalu stanowił fakt, że najbardziej pociągające
      były tam kelnerki/barmanki, i to one wyznaczały górny pułap. Ale moja
      rozmówczyni była niewiele poniżej.

      Przy stoliku nie spędzilismy wiele czasu. Ja po trosze z obawy o portfel, bo
      nie wiedziałem co sobie zamówiła na mój koszt. Prowadzona po angielsku rozmowa
      była rwana i chaotyczna, zdaje się obydwoje gwałtownie poszukiwaliśmy tematu.
      Starałem się nie mówić jej za wiele o sobie, i o ile pamiętam, powiedziałem
      chyba że jestem Norwegiem. Dlaczego nie powiedziałem jej prawdy i dlaczego
      Norwegiem? Otóż na ogół staram się nie zdradzać ze swoim polactwem, przynajmnie
      na początku, bo mam wrażenie że za granicą to się źle kojarzy i dziewczyny
      wezmą mnie za cwaniaczka, który oszuka je przy wypłacie. A Norwegiem bo
      wymyśliłem sobie, że z wyglądu mogę się pod niego podszyć, a ona chyba nie zna
      norweskiego i nie jest w stanie mnie sprawdzić. Ale teraz myślę, że chyba się
      wygłupiłem. Kierownictwo tego hotelu bardzo kontroluje łóżkowy biznes i zdaje
      się nie pozwala iść dziewczynom na górę bez wyspowiadania się na recepcji, do
      którego pokoju idą. A jeśli miała sztamę z recepcjonistą (a tak na ogół jest),
      to mogła się dowiedzieć wszystkiego, co było napisane w moim paszporcie.

      Przedstawiła mi się jako Zuzanna, co oczywiście w miejscowym języku brzmiało
      nieco inaczej. Tym znowu mnie ujęła – patrz jeden z moich poprzednich postów.
      Potem przyszło do pieniędzy. Jeśli nie wiecie to zasada jest taka, że płaci się
      na początku. Uważam zresztą że to poniekąd w interesie klienta – biedna panna
      nie martwi się w czasie trwania akcji czy aby na pewno dostanie swoje
      pieniądze, tylko może ze spokojem ducha wyrównać rachunki. I tutaj wyszedł mój
      brak doświadczenia. Teraz robię zawsze tak: w pokoju uprzednio odliczam swoje
      $150, biorę jakąś wystarczająca do baru sumę w miejscowej walucie, a resztę
      wraz z paszportem chowam gdzieś w pokoju, najlepiej w sejfie, a jeśli go brak
      to głęboko w walizce. To jasne – trzeba wziąć prysznic i nie wiadomo, co młoda
      dama będzie w tym czasie robić sama w twoim pokoju. Po czym schodzę na dół.
      Wtedy jeszcze nie opracowałem tej techniki. Gdy poprosiła o pieniądze wyjąłem z
      marynarki portfel, wyciągnąłęm plik banknotów i... zorientowałem się, że nie
      mam 50 dolarów w jakichkolwiek nominałach! Same cholerne setki plus jakieś
      nędzne drobne! Naturalnie, była miła i sympatyczna i śliczna i w ogóle, ale
      dlaczego mam tak głupio tracić $50? No ale jednak straciłem, oczywiście robiąc
      dobrą minę do złej gry.

      Nasza znajomość była pełna sympatii i miłych gestów. Z jej strony wynikało to
      zapewne z tych dodatkowych pieniędzy, których się nijak nie spodziewała. O ile
      pamiętam była bardzo młoda, może nawet przed dwudziestką, i zapewne nie
      kontrolowała jeszcze takich spontanicznych uczuć jak radośc z niespodziewanego
      prezentu, rozluźnienie że tak dobrze poszło, a może nawet, w końcu czemu nie,
      odruchowa sympatia do mnie. Z mojej strony wynikało to z faktu, że będąc z
      kobietą nie potrafię leżeć bezczynnie i instynktownie staram się choć trochę
      odwzajemnić, jakkolwiek śmiesznie by to nie wyglądało w łóżku z zawodową
      dziewczyną.

      I potem był finał, o którym wspomniałem poprzednio. Kiedy już się umyła, ubrała
      i pozbierała swoje torebki, bransoletki, apaszki i telefony komórkowe,
      odprowadziłem ją do drzwi. Nie chciała niczego z mini-baru, na pewno miała to
      samo w każdej chwili od któregoś z barmanów. W progu odwróciła się do mnie,
      zarzuciła rękę na szyję, aż poczułem jej włosy na policzku, i... pocałowała
      mnie.

      Zuzanno, moja pierwsza przyjaciółko, niech ci się dobrze wiedzie.
      • Gość: anka68 to chyba konkurs geograficzny IP: 212.244.167.* 13.03.02, 10:02
        na odgadywanie miast. Przewidujesz jakies nagrody? Jesli tak, to moge sprobowac
        zidentyfikowac te miasta (a moze i hotele) bo cos mi sie juz kojarzy.
    • redaktor__naczelny ostatni raz 19.03.02, 15:54
      No i to by było na tyle. Pierwsze z serii opisanych w tym wątku spotkań było na
      tyle dziwne, że poruszyło mnie i skłoniło do opisania na tym forum. Potem
      zorientowałem się, że Szanowni Czytelnicy nie są w stanie docenić oryginalności
      tamtego epizodu, bo nie wiedzą jak wygląda standard. No więc postanowiłem go
      opisać. Nie mam nic więcej do dodania, bo nie będę męczył Czytelników
      historiami, które nie są w stanie zainteresować nawet mnie samego.

      Zamykam konto redaktor__naczelny. Szanownych Korespondentów, którzy byli
      uprzejmi przesyłać mi tam swoje komentarze, proszę już pod ten adres nie pisać.
    • redaktor__naczelny nasza rodina, Polsza 04.09.02, 16:03
      Wiem, miałem już nie pisać, co z tego kiedy pojawiają się kolejne epizody...

      Może zainteresuje Was jak to wygląda w naszym kraju ojczystym. Ja nigdy nie
      wiedziałem, ale się przekonałem. Otóż całkiem niedawno nie zdążyłem na
      wieczorny samolot z Okęcia i musiałem szukać noclegu w Warszawie. Stojąc w hali
      odlotów z jakąś anglojęzyczną broszurką turystyczną w ręku, wydzwaniałem do
      kolejnych podanych tam hoteli, dowiadując się o ceny i wolne miejsca. Ponieważ
      już cieszyłem się na nowe znajomości, odrzuciłem hotele średniej wielkości (jak
      Vera, Novotel), gdzie panien mogło nie być z powodu zbyt małego popytu.
      Odrzuciłem też te wielkie hotele sieciowe, o których wiedziałem, że z reguły
      nie tolerują łóżkowego biznesu (Hyatt). I w końcu wylądowałem w.... no, nie
      uwierzycie... w Forum. Tak tak, w tym słynnym Forum, legendzie peerelu. Ciekaw
      byłem, jak obecnie ma się ten wspaniały przybytek i co po nim zostało z tych
      pełnych świetności dni, kiedy królowali tam arabscy terroryści, rodzimi
      cinkciarze, czescy handlarze bronią i niczego nieświadomi, naiwni
      zachodnioeuropejscy turyści. O ile pamiętam z Konwickiego i Górnickiego
      (pułkownika, tego od " Ballady Hotelowej"), jeśli chodzi o księżniczki to w
      starych dobrych czasach żaden warszawski hotel nie oferował wyższego standardu.

      Zastosowałem zwykłe środki ostrożności, być może w Polsce szczególnie
      uzasadnione. Na recepcji podałem paszport, nie dowód - bo nie ma tam adresu
      zamieszkania. Następnie na podsuniętym blankiecie podałem fikcyjny adres.
      Polecam tą metodę: może ona uchronić przed różnymi przygodami, począwszy od
      otrzymywania pocztą niezamówionych materiałów reklamowych z branży porno, a
      skończywszy na osobistych wizytach wygolonych panów, twierdzących że wiedzą
      coś, co może też zainteresować moją rodzinę.

      Jedynym miejscem które służyło za punkt zborny był barek na parterze. Jego
      wystrój istotnie nie zmienił się jeszcze od czasów, kiedy szczytem elegancji
      były drewniane boazerie, witrażowe lampy i niklowane fotele z dermy - jednym
      słowem, duch miejsca jeszcze unosił się pod sufitem. Jacyś podchmieleni starsi
      Włosi adorowali swoje równie leciwe towarzyszki, w kątach siedzeli samotni
      niewyraźni młodzieńcy, tu i ówdzie za stolikiem omawiali interesy rodzimi
      biznesmeni w poluzowanych pod szyją koszulach i obwisłych krawatach. Nad
      wszystkim unosił się tytoniowy dym. Na szczęście zobaczyłem też kilka panien,
      strategicznie rozmieszczonych w kluczowych punktach sali. Zamówiłem bodaj kawę,
      rozłożyłem jakiś turystyczny folder, i zająłem wyczekującą pozycję.

      Owszem, po przekątnej, za palmą, siedziała wysoka i szczupła blondynka z
      długimi włosami. Ubrana była w modnym ostatnio stylu folk-sexy, czyli jakieś
      falbanki, jakieś frędzle i tak dalej. Rozpocząłem komunikację w języku znanym
      jako "body language", ale coś kiepsko mi szło. Coraz bardziej niedwuznaczne
      sygnały pozostawały bez odpowiedzi, choć z pewnością zostały zauważone. Co
      jest, pomyślałem, czyżby już była umówiona? Po kawie wybrałem kofeinę w wersji
      coca-cola, ale nie posunęło mnie to do przodu. A tymczasem kelnerzy zaczęli
      przepraszać klientów - zbliżała się pierwsza, czas gdy zamykali bar. Moja panna
      podniosła się i razem z koleżankami znikła w foyer. Uregulowałem rachunek i
      wyraziłem swoje zdziwienie faktem, że tutejsze księżniczki tak niechętnie
      nawiązują znajomości. I tu kelner mnie oświecił. Otóż zasada jest taka, że to
      zainteresowany przysiada się do stolika; próby odwrócenia tego schematu
      spotykają się ze słusznym odporem obsługi. Jak mi to wyjaśniono, celem jest
      zapobieżenie natręctwu zbytnio przejętych marketingiem panien.

      Cóż było robić, mądry Polak po szkodzie, co kraj to obyczaj. Nieco zgnębiony
      wyszedłem z baru i... tak, nie myliłem się, przyjaciółki ni to ubierały się, ni
      to kręciły bez celu w foyer. Nie było co tracić czasu, podszedłem i zapytałem
      jak leci. "Sto pięćdziesiąt dolarów" - wypaliła od razu z charakterystycznym
      wschodnim zaśpiewem moja piękna, choć przy bliższym poznaniu nieco zmęczona
      rozmówczyni. Poczułem się nieswojo. No tak, widocznie wyglądam jak ostatni
      burak, skoro panna woli od razu pozbyć się aspirujących do roli królów nocy
      pętaków i nie tracić czasu. Zarażony jednak jej rzeczowością, odpaliłem kontr-
      salwę z numerem pokoju i udałem się do wind (które oczywiście pomyliłem,
      trafiając do pionu z tymi na niewłaściwe piętra).

      Potem przez chwilę podziwiałem panoramę nocnej stolicy z wysokości kilkunastu
      pięter, nieco jednocześnie żałując, że moja dzisiejsza rozmowa nie odbędzie się
      w narodowym tonie - Rosjanki mogłem spotkać w Moskwie, a byłem ciekaw Polek.
      Trudno.

      Piękna panna (zapomniałem imienia; chyba podała jakieś idiotyczne) po
      zgarnięciu ze stolika pieniędzy zauważyła, że coś chyba się denerwuję, bo tak
      spoglądam przez okno. Naturalnie bardzo mnie to zabolało, bo przecież uważałem
      się za kogoś, kto w pełnej władzy umysłu i przy chłodnych jak kuchenny nóż
      zmysłach w pełni kontroluje sytuację. Na szczęście dalej poszło już lepiej.
      Wymieniliśmy trochę niezobowiązujących szczegółów, m.in. przyznała mi się, że
      jest moskwianką. Ja w odpowiedzi podzieliłem się swoimi refleksjami z
      moskiewskich hoteli, które przyjęła raczej obojętnie, choć obdarzając mnie
      miłym określeniem "znatok". Potem rozpoczął się najważniejszy epizod spotkania,
      o którym jednak nie mogę powiedzieć nic specjalnego - była profesjonalna i nic
      ponadto. Pozwolę sobie tylko zdradzić tu pewien intymny szczegół: ponieważ
      miała piekne długie włosy, do których mam wielką słabość, nie spieszyłem się do
      finału (co chyba nawet lekko ją zniecierpliwiło). Na koniec, przy pożegnaniu,
      pozwoliłem sobie wyrazić opinię, że piękna kobieta powinna ubierać się jak
      piękna kobieta, a nie jak dziewczynka.

      Następnego dnia rano byłem ciekaw, czy na recepcji zastosują czasem używane w
      hotelach tricki i oprócz ceny pokoju, znajdę na rachunku pozycje w
      rodzaju "kwiaty" czy "pralnia". Tak tak, niektóre hotele dorabiają sobie w ten
      sposób po 20-30 dolarów. Na szczęście Forum nie stosuje takich niegodnych metod
      i wszystko odbyło się zgodnie z regułami sztuki. A potem, w taksówce na
      lotnisko, zastanawiałem się czy w polskich hotelach w ogóle można jeszcze
      spotkać się z jakąs przystojną krajanką.
      • Gość: squaw Re: nasza rodina, Polsza IP: 3.5.* / 212.244.167.* 23.10.02, 14:18
        spadaj na drzewo, buraku. Kompleksy lecz na dziurze w płocie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka