Dodaj do ulubionych

Tak bardzo ja kochalem...

01.05.02, 09:48
Tak. Zdarzylo sie to dokladnie rok i piec miesiecy temu. Kochalem ja ale
zmusilem aby odeszla. Zrazilem ja do siebie. Szkoda, ze zrozumialem ta
niegodziwosc dopiero pozniej. Bylem jej kochankiem i przyjacielem i szefem.
Wyjechalem i czuje sie tak samotny, ze mozna sie zapomniec i spasc. W kazdej
kobiecie widze ja. Myslalem ze zapomne o tym ale to jest nie mozliwe. Dlatego
Panowie moja dobra rada pamietajcie aby nie krzywdzic juz zadnej niewiasty. Bo
one naprawde sie staraja sprostac naszym oczekiwaniom. A my dostrzegamy to
dopiero po utracie ich na zawsze. Pozdrawia samotny wedrowiec z krancow znanego
wam swiata ktory przeznaczeniem kierowany poszukuje milosci...
Obserwuj wątek
    • anntad Re: Tak bardzo ja kochalem... 01.05.02, 16:06
      To brzmi jak spowiedź, wybacz ale nie jest mi ciebie żal. Wyszło na to że to
      (być może) nie ona cierpi, tylko ty.
      Uczymy się na błędach.
      Ania
      • Gość: nokia Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.05.02, 16:15
        Szczerze ? Jestes zwykłym sukinsynem.
        • Gość: Lucy Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.05.02, 18:23
          Nie przesadzaaaajmy.Sukinsyn to niewłaściwe słowo. Wydaje mi się,że to jest
          typowe dla mężczyzn z egoistycznym podejściem do życia. Rozstają się z kobietą
          za obopólną zgodą, albo też jak Minotaur doprowadzają do tego,że sama odchodzi,
          po czym użalają się nad sobą- jacy to nie są skrzywdzeni przez los.Oczywiście
          myślą tylko i wyłącznie o sobie.Typowe.
          • ivi a ja rozumiem 01.05.02, 19:05
            Rozumiem faceta! Jest rozgoryczony i (co najwazniejsze) dostrzega swoj blad!
            Nie rozumiem natomiast Waszego ataku na Niego. Mysle, ze nie tego teraz Mu
            potrzeba. Jestem oburzona, ze w ogole mozna tak odpowiedziec na taki list, taki
            szczery list.
            Minotaur'q, wszelkie slowa pociechy beda troszke nie na miejscu, ale zycze Ci,
            bys doswiadczyl jeszcze w swoim zyciu prawdziwej Milosci!
            Pozdrawiam i trzymaj sie cieplutko!

            ivi
            • Gość: Piotr Re: a ja rozumiem IP: *.ccc.govt.nz 02.05.02, 03:25
              Jestes jedyna ktorej to powiem. Zyjesz bo dostrzegasz bol i cierpienie. Oni sa
              martwi i potrafia tylko krytykowac. Ja juz sam znalazlem dla siebie kare i nie
              musze szukac innej. Tak to co napisel jest szczere i wiem ze bylo okrutne.
              Trzymaj oczy skierowane ku wschodowi slonca skad zawsze znajdziesz promyk ode
              mnie ktory pocaluje cie na dzien dobry...
              Pozdrawiam
              Piotr
              • ivi Piotrze! 02.05.02, 19:59
                Piotrze!
                Dziękuję za te słowa. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się odpowiedzi od
                Ciebie. Twój post miał charakter wylania bólu, wyżalenia... i aż czuć w nim
                Twój żal po stracie Ukochanej. To, co przeżywasz jest wystarczająco bolesne i
                nie musisz szukać sobie innej kary.
                Tak, dostrzegam ból i cierpienie innych. Nie wiem, czy akurat to trzyma mnie
                przy życiu, ale niech będzie.
                Ci cyniczni, "martwi" krytykanci niech mówią co chcą, po prostu nie słuchaj
                ich. Życie samo w sobie jest już dość okrutne, by wytrzymać jeszcze
                okrucieństwo ze strony innych, zranionych osób. Oni zawsze będą, ale musimy
                nauczyć się nie zwracać na Nich uwagi i starać się żyć dobrze. Czasami nam nie
                wychodzi, bo nikt z nas nie jest doskonały, i często ranimy tym najbliższe nam
                osoby. Ale w życiu liczy się serce i to, że chcesz dobrze. A to, co nie
                wyjdzie, po prostu się wybacza i żyje się dalej.
                Jeśli mogę doradzić, to nie zapominaj o Ani i o tym, co Was łączyło. Była, jest
                i będzie dla Ciebie szczególną Osobą (w każdym czasie inaczej, ale jednak
                szczególną). Zamiast wykreślać Ją ze swojej pamięci, to (właśnie dla Jej dobra)
                spróbuj jeszcze raz. Jak zasugerował Ja_nek, zadzwoń, napisz, zrób cokolwiek
                (sam najlepiej wiesz co), by Ją odzyskać. A z tego, co piszesz, widać, że warto.
                Więc głowa do góry, w stronę wschodzącego słońca, i... do dzieła!

                Pozdrawiam serdecznie :)
                ivi
          • Gość: Piotr Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.ccc.govt.nz 02.05.02, 03:19
            Zgadzam sie. Nie przecze ze jest to typowe. Ale nie dostrzegasz zmiany. Egoizm
            przerodzil sie w stan apatii i zniechecenia. A to juz jest kliniczne.
            Pozdrawiam.
        • Gość: Piotr Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.ccc.govt.nz 02.05.02, 03:15
          Wiesz. Masz racje. Ale nie lubie chamstwa wiec zegnam Pania...
      • Gość: Piotr Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.ccc.govt.nz 02.05.02, 03:14
        Wiesz pozazdroscic ci takiego cynizmu. Moze ty nie mialas nigdy oswojenia
        swojej dumy po zrozumieniu wlasnego ego. Tak cierpie i to bardzo bo wiem ze juz
        nigdy jej nie bedzie wsrod moich znajomych, nigdy nie poczuje zapachu jej
        wlosow i nie zobacze usmiechu na twarzy. Znajde dziewczyne ktora bedzie inna od
        niej. Musze to zrobic bo inaczej przejde na ciemmna strone swojej osobowosci.
        Ania ma wielka kontrole nademna, jeszcze ma. Ale staram sie ja wykreslic dla
        jej dobra z mojej pamieci. A moze nie tyle wykreslic co przeniesc w stan
        biernej aktywnosci tak jak to zrobilem z Caroline. Ale mam wielka ochote
        przekrasc sie kiedys w jej mysli i zaznac to co przezylismy razem fizycznie w
        sferze blogiej medytacji...Moze mi sie to uda. Teraz tylko moge pamietac 2
        oszybke mojego zycia i zwrocic oczy ku wschodowi slonca tam skad promienie
        pierwsze beda dotykac mojej twarzy.... Pozdrawiam cie nieznajoma.Jesli mozesz
        pamietac to nie wszystko jest tylko wartosciami 0101010100001111001. Nie
        wszystko jest policzalne jak w ekonomii.
        A nawet jesli cierpienie tkwi w milosci to kochajac mazysz tylko o nim. Bo
        proza zycia zabija to co oczekujesz od uczucia wstapienia.
        • ja_nek Re: Tak bardzo ja kochalem... 02.05.02, 14:14
          Minotaur, zrobiłeś to na własne życzenie. Zniszczyłeś coś ważnego. Dobrze, że
          chociaż widzisz swój błąd. Traktuj odtąd takie relacje inaczej, z uwagą.
          Moze nie wszystko jeszcze stracone? Ona chyba ma telefon, e-mail.
          Tylko do licha nie zrań Jej znów.

          Pozdrawiam
          Ja_nek
          • Gość: zxc1973 Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.tpnet.pl / *.warszawa.sdi.tpnet.pl 02.05.02, 15:33
            ja_nek napisał(a):

            > Moze nie wszystko jeszcze stracone? Ona chyba ma
            telefon, e-mail.
            > Tylko do licha nie zrań Jej znów.

            Ja-nek dobrze gada ;-) Jezeli to bylo z Twojej "winy" i
            nadal Cie to meczy, to czemu by nie sprobowac? Tylko
            nie spodziewaj sie za duzo od razu. W najgorszym
            wypadku sie poprostu wyleczysz ;-)
            • anntad do zxc 02.05.02, 22:15
              Hej "zxc" pozdrawiam.
              Ania

              • zxc1973 Re: do zxc 02.05.02, 23:23
                anntad napisał(a):

                > Hej "zxc" pozdrawiam.

                Dziekuje.
                ...i nawzajem.
            • Gość: Strumyk Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 02.05.02, 22:16
              Gość portalu: zxc1973 napisał(a):
              >
              > W najgorszym
              > wypadku sie poprostu wyleczysz ;-)

              Czy można się z Miłości wyleczyć ?
              Jeżeli jest prawdziwa to nigdy to Ci się nie uda
              Wiem to po sobie. Dopiero po 10 latach pogodziłem się ze stratą
              Choć każde z nas ma swoje rodziny , dzieci - gdyby można było cofnąć czas ,to
              zrobił bym wszystko aby Ją odzyskać ...
              Jedynym lekarstwem na ból jest czas , duuuużo czasu
              Możesz się rzucić w wir życia ...
              ale dopiero gdy Ci się serce zabliźni albo znajdzie się ktoś ,kto choć trochę nim
              zawładnie - wtedy wróci spokój
              Życzę Ci tego
              • Gość: bleb Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.gliwice.pl / *.sownet.gliwice.pl 02.05.02, 22:44
                Czyli ta, mozna powiedziec "prawdziwa milosc", jest tylko jedna, ta pierwsza? Chyba nie. Tak mi sie wydaje. To chyba zalezy od czlowieka. Zreszta co o tym sadzicie?

                pozdrawiam

                bleb
                • zxc1973 Re: Tak bardzo ja kochalem... 02.05.02, 23:25
                  Gość portalu: bleb napisał(a):

                  > Czyli ta, mozna powiedziec "prawdziwa milosc", jest
                  tylko jedna, ta pierwsza? C

                  Nie, raczej nie ta pierwsza, to kwestia indywidualna.
                  Natomiast wszystko wskazuje na to, ze jest taka jedna -
                  ani pierwsza, ani ostantnia - o ktorej nie da sie
                  zapomniec, chociaz wszyscy by chcieli :-(

                  zxc
                • Gość: Piotr Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.ccc.govt.nz 03.05.02, 07:30
                  bleb...i wszyscy. Prawdziwa milosc jest tylko jedna. Wszystkie jej
                  doswiadczenia kieruja nami dlatego caly czas kochamy. Zycie jest miloscia. Bo
                  co innego nam zostaje poza miloscia. Pieniadze sa zludzeniem. Wladza jest
                  dominacja i ciagla walka. Seks jest polowaniem. Milosc to kwintesencja naszej
                  istoty. Naszego Ja. Moje ego doprowadzilo mnie na koniec swiata. Stracilem cos
                  waznego jak napisal Ja_nek. Cos czego nie mozna poszukac na koncie czy w
                  slowniku. Szukam jej bo wiem ze odnajde. Nie bedzie powrotu do Ani. Ania ma to
                  co chce teraz i wlasciwie w sferze uczuc ze mna jest tylko platonicznym
                  wspomnieniem. Ale jak podkreslila ivi tym co zawsze przynosi dobroc i cieplo.
                  Bede ja zawsze pamietal jako mala blondyneczke o zmyslowych oczach i futerku
                  powyzej pupki. Przepraszam ale ja jestem tez mezczyzna. I prosze aby Panie nie
                  mialy mi zazle, ze przekazuje tak intymne szczeguly. Ale milosc to nie proza.
                  To poezja. Nie mozna sie z niej wyleczyc. Jesli jestes romantykiem to takim
                  zawsze bedziesz nawet jak juz bedziesz zgrzybialym starcem o laseczce. Hi hi hi
                  hi. Ja nim jeszcze nie jestem(35). Trzymam sie dobrze. A wy? A przede wszystkim
                  czy jestescie gotowi na milosc? Czy jestescie gotowi na oddanie sie milosci? Po
                  stracie, w trakcie i w poszukiwaniu... POzdrawiam was Przyjaciele z krancow
                  znanego nam swiata i czekam na answers...:)
                  • ivi hmm... 03.05.02, 16:12
                    Gość portalu: Piotr napisał(a):

                    > Prawdziwa milosc jest tylko jedna. Wszystkie jej doswiadczenia kieruja nami
                    dlatego caly czas kochamy. Zycie jest miloscia. Bo co innego nam zostaje poza
                    miloscia. Pieniadze sa zludzeniem. Wladza jest dominacja i ciagla walka. Seks
                    jest polowaniem. Milosc to kwintesencja naszej istoty. Naszego Ja.

                    ...nic dodać, nic ująć...

                    > Ale milosc to nie proza. To poezja. Nie mozna sie z niej wyleczyc. Jesli jestes
                    romantykiem to takim zawsze bedziesz nawet jak juz bedziesz zgrzybialym starcem o
                    laseczce. Hi hi hi hi. Ja nim jeszcze nie jestem(35). Trzymam sie dobrze. A wy?

                    Cieszę się, Piotrze, że dzielnie trzymasz pion i (jak widzę) humor Ci dopisuje :)
                    Ja osobiście również mam sie dobrze, mimo, iż nie jestem aż tak zgrzybiałą
                    staruszką - hi hi hi i do 35 lat jeszcze troszkę mi brakuje ;)))

                    > A przede wszystkim czy jestescie gotowi na milosc? Czy jestescie gotowi na
                    oddanie sie milosci? Po stracie, w trakcie i w poszukiwaniu...

                    Myślę, że każdy jest na swój sposób gotowy, ale czy tak do końca...?
                    To chyba zbyt trudne pytanie, by jednoznacznie na nie odpowiedziec.
                    Postracie kogoś wyjątkowego trudno jest ponownie "być gotowym" na coś nowego.
                    Zastanawiałam się, czy można ponownie pokochać. Myślę, że na pewno to nie będzie
                    już to samo uczucie, to już nie będzie taka sama miłość, bo jak słusznie
                    zauważyłeś, Piotrze, "prawdziwa miłość jest tylko jedna"! Ale czy w związku z tym
                    jesteśmy skazani jedynie na wspomnienia...?
                    • Gość: Piotr Re: hmm... IP: *.ccc.govt.nz 04.05.02, 03:53
                      Ivi. Tak prawdziwa milosc jest tylko jedna ale nie mozna ja ograniczyc tylko do
                      jednej osoby. Wtedy stajesz sie jej niewolnikem. A my chyba jestesmy juz na to
                      za mandrzy.Prawda? Ta jedna milosc to zbior ludzi ktorzy w pokreconej kazdego z
                      nas drodze zycia ksztaltuje ja. Dla mnie kobiet dla Ciebie mezczyzn. Ja mialem
                      wiele kobiet w swoim zyciu. Wiele z nich wykorzystalem i pozucilem. Ale
                      kochalem tylko tak naprawde 2. Niemniej jednal kazda z nich okazywala mi cieplo
                      i zrozumienie. A ja staralem sie na swoj indywidualny sposob oddac to... Ta
                      moja milosc to wszystkie kobiety mojego zycia te ktore byly i te ktore beda.
                      Ale tylko szczegolne sie pamieta. I dlatego po stracie ich to tak bardzo boli.
                      Mam nadzieje sie zmienic i dostrzegac piekno kolorow milosci w tych ktore sa
                      gotowe na pokazanie mi ich. A wlasciwie juz nie mysle o wielu - mysle tylko o
                      jednej. Ale tak trudno ja wyszukac posrod stada zmutowanych martwych klamliwych
                      istot. Przepraszam za cynizm. Ale ty mnie chyba rozumiesz Ivi. Prawda?
                      Pozdrawiam Piotr
                      • ivi nic dodac, nic ujac 05.05.02, 13:24
                        Gość portalu: Piotr napisał(a):

                        > Ivi. Tak prawdziwa milosc jest tylko jedna ale nie mozna ja ograniczyc tylko do
                        jednej osoby. Wtedy stajesz sie jej niewolnikem. A my chyba jestesmy juz na to za
                        mandrzy.Prawda? Ta jedna milosc to zbior ludzi ktorzy w pokreconej kazdego z nas
                        drodze zycia ksztaltuje ja. Dla mnie kobiet dla Ciebie mezczyzn.
                        (...)
                        > Mam nadzieje sie zmienic i dostrzegac piekno kolorow milosci w tych ktore sa
                        gotowe na pokazanie mi ich. A wlasciwie juz nie mysle o wielu - mysle tylko o
                        jednej. Ale tak trudno ja wyszukac posrod stada zmutowanych martwych klamliwych
                        istot. Przepraszam za cynizm. Ale ty mnie chyba rozumiesz Ivi. Prawda?

                        Piotrze, cóż mam odpowiedzieć? Powiem krótko: rozumiem, doskonale Cię rozumiem...!
              • zxc1973 Re: Tak bardzo ja kochalem... 02.05.02, 23:21
                Gość portalu: Strumyk napisał(a):

                > Czy można się z Miłości wyleczyć ?

                Podleczyc... Moze troche zobojetnic... :-/ Zrobilem
                wszystko co moglem, cos we mnie strzelilo i sie
                zobojetnilem - nie czuje bolu. Z jednej strony nic od
                niej nie chce, nie mam o nic pretensji, tylko troche mi
                przykro, ale z drugiej, jednak brakuje mi jej i nadal
                chcialbym, aby dalo sie to jakos kontynuowac :-(

                > Jeżeli jest prawdziwa to nigdy to Ci się nie uda
                > Wiem to po sobie. Dopiero po 10 latach pogodziłem się
                ze stratą

                Wiem. Ale mam nadzieje, ze w moim wypadku nie zajmie to
                tyle czasu. Juz zajelo bardzo duzo :-(

                > zrobił bym wszystko aby Ją odzyskać ...

                Zrobilem. I nic z tego nie wyszlo. Czy wracac do tego
                za pol roku lub rok, gdy teraz wiadomo, ze "nie" i
                koniec? Czy naprawde "nie"? A jak to jeszcze przemysli?
                A jak to... lub tamto... Nie wiem. To jest dla mnie
                teraz najgorsze. Mozna to nazwac falszywa nadzieja...
                Nie chce tej nadzieji, ale... Coz. Moj stan nadal nie
                jest stabilny ;-) W koncu tak naprawde na 100% wiem to
                dopiero od 3 tygodni...

                > Możesz się rzucić w wir życia ...

                Znajomi mowia, abym poczekal jeszcze z miesiac zanim
                zaczne robic jakies glupstwa ;-))

                > ale dopiero gdy Ci się serce zabliźni albo znajdzie
                się ktoś ,kto choć trochę n
                > im
                > zawładnie - wtedy wróci spokój
                > Życzę Ci tego

                Wiem o tym, ale i tak dziekuje.

                zxc
                • zxc1973 Re: Tak bardzo ja kochalem... 02.05.02, 23:55
                  zxc1973 napisał(a):

                  > przykro, ale z drugiej, jednak brakuje mi jej i nadal

                  Hmmmm... Wlasnie to zauwazylem... Czy brakuje mi jej,
                  czy kogokolwiek, kto zapelnil by pustke jaka po niej
                  zostala? Tego chyba nikt nie wie - i pewno okaze sie to
                  najwczesniej za pare miesiecy...

                  :-Q Zle ze mna - juz zaczynam dyskutowac sam ze soba
                  ;-)))
                  • Gość: Belbo Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.acn.waw.pl 03.05.02, 10:26
                    Ty coś ze sobą zrób bo ciągle się użalasz.. ciągle myślisz.. a nie tędy droga.
                    Pomyśl czy jeśli raz powiedziała "NIE", to czy nawet jak wróci do Ciebie to nie
                    zrobi tego znowu za pół roku, za rok..
                    Nie warto.....
                    A głupoty rób już teraz..
                    To Cię wyleczy. Przestaniesz myśleć i mazgaić się.
                    Głowa do góry.



                    • zxc1973 Re: Tak bardzo ja kochalem... 03.05.02, 12:11
                      Gość portalu: Belbo napisał(a):

                      > Ty coś ze sobą zrób bo ciągle się użalasz.. ciągle
                      myślisz.. a nie tędy droga.

                      To w pewnym sensie zboczenie zawodowe ;-))))

                      > Pomyśl czy jeśli raz powiedziała "NIE", to czy nawet
                      jak wróci do Ciebie to nie
                      >
                      > zrobi tego znowu za pół roku, za rok..

                      Wiesz, wszyscy mi to mowia :') Ze teraz mialem tylko
                      probke tego, co moglo byc pozniej :-Q

                      > Nie warto.....
                      > A głupoty rób już teraz..
                      > To Cię wyleczy. Przestaniesz myśleć i mazgaić się.
                      > Głowa do góry.

                      Dziekuje. Na swoj sposob starales sie mi pomoc ;-)
                      • Gość: messja Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.proxy.aol.com 03.05.02, 14:06
                        ja nie moge: bilbo doradz jak sobie radzic z nieszczesliwa miloscia 3literkom...
                        swiat staje na glowie:))))
                        (pozdrawiam na swoj sposob obu panow:)))))


                        zxc1973 napisał(a):

                        > Gość portalu: Belbo napisał(a):
                        >
                        > > Ty coś ze sobą zrób bo ciągle się użalasz.. ciągle
                        > myślisz.. a nie tędy droga.
                        >
                        > To w pewnym sensie zboczenie zawodowe ;-))))
                        >
                        > > Pomyśl czy jeśli raz powiedziała "NIE", to czy nawet
                        > jak wróci do Ciebie to nie
                        > >
                        > > zrobi tego znowu za pół roku, za rok..
                        >
                        > Wiesz, wszyscy mi to mowia :') Ze teraz mialem tylko
                        > probke tego, co moglo byc pozniej :-Q
                        >
                        > > Nie warto.....
                        > > A głupoty rób już teraz..
                        > > To Cię wyleczy. Przestaniesz myśleć i mazgaić się.
                        > > Głowa do góry.
                        >
                        > Dziekuje. Na swoj sposob starales sie mi pomoc ;-)

                        • Gość: messja Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.proxy.aol.com 03.05.02, 14:49
                          skoro juz wszyscy sie pogodzili zw szystkimi, to moze spotkamy sie w 3-ke kiedys
                          na piwie i wymienimy nasze doswiadczenia na temat nieszczesliwej milosci?:))))

                          Gość portalu: messja napisał(a):

                          > ja nie moge: bilbo doradz jak sobie radzic z nieszczesliwa miloscia 3literkom..
                          > .
                          > swiat staje na glowie:))))
                          > (pozdrawiam na swoj sposob obu panow:)))))
                          >
                          >
                          > zxc1973 napisał(a):
                          >
                          > > Gość portalu: Belbo napisał(a):
                          > >
                          > > > Ty coś ze sobą zrób bo ciągle się użalasz.. ciągle
                          > > myślisz.. a nie tędy droga.
                          > >
                          > > To w pewnym sensie zboczenie zawodowe ;-))))
                          > >
                          > > > Pomyśl czy jeśli raz powiedziała "NIE", to czy nawet
                          > > jak wróci do Ciebie to nie
                          > > >
                          > > > zrobi tego znowu za pół roku, za rok..
                          > >
                          > > Wiesz, wszyscy mi to mowia :') Ze teraz mialem tylko
                          > > probke tego, co moglo byc pozniej :-Q
                          > >
                          > > > Nie warto.....
                          > > > A głupoty rób już teraz..
                          > > > To Cię wyleczy. Przestaniesz myśleć i mazgaić się.
                          > > > Głowa do góry.
                          > >
                          > > Dziekuje. Na swoj sposob starales sie mi pomoc ;-)
                          >

                          • zxc1973 Re: Tak bardzo ja kochalem... 03.05.02, 22:29
                            Gość portalu: messja napisał(a):

                            > skoro juz wszyscy sie pogodzili zw szystkimi, to moze
                            spotkamy sie w 3-ke kiedy
                            > s
                            > na piwie i wymienimy nasze doswiadczenia na temat
                            nieszczesliwej milosci?:))))

                            Tak. Ale to gdzies w polowie drogi, aby wszystkim bylo
                            blisko. Moze w Amsterdamie lub Kolonii? ;-)))))))
                            • Gość: Belbo Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.acn.waw.pl 03.05.02, 22:44
                              Jej jest po drodze do Wawki.. tylko musi pomylic sie troche:)
                              • Gość: messja :))) IP: *.proxy.aol.com 04.05.02, 00:28
                                Gość portalu: Belbo napisał(a):

                                > Jej jest po drodze do Wawki.. tylko musi pomylic sie troche:)

                                wcale nie musze sie mylic, wystarczy, ze wezme takies samo polaczenie jak
                                ostatnio (samolot+pociag)... oczywiscie bez pomylki juz co do pociagu...:)))
                                (a swoja droga nie narzekaj, w koncu nie codzien ci sie zdaza okazja zawalic
                                przeze mnie randke i marznac na dworcu przez 2 godziny:))))
                            • Gość: messja Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.proxy.aol.com 04.05.02, 00:24
                              moze byc w Amsterdamie, jeszcze tam nie bylam:))
                              ( a tak powaznie: przeciez zagladam czasami do Polski...:)

                              zxc1973 napisał(a):

                              > Gość portalu: messja napisał(a):
                              >
                              > > skoro juz wszyscy sie pogodzili zw szystkimi, to moze
                              > spotkamy sie w 3-ke kiedy
                              > > s
                              > > na piwie i wymienimy nasze doswiadczenia na temat
                              > nieszczesliwej milosci?:))))
                              >
                              > Tak. Ale to gdzies w polowie drogi, aby wszystkim bylo
                              > blisko. Moze w Amsterdamie lub Kolonii? ;-)))))))

                              • Gość: Belbo Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.acn.waw.pl 04.05.02, 01:11
                                No tak.. :)
                                • Gość: messja Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.proxy.aol.com 04.05.02, 01:23
                                  Gość portalu: Belbo napisał(a):

                                  > No tak.. :)

                                  a ty czemu jeszcze nie spisz?:))
                                  • ja_nek Re: Tak bardzo ja kochalem... 04.05.02, 22:02
                                    Z miłości można się wyleczyć, tyle że kuracja bywa trudna i czasochłonna.

                                    Piotrze spróbuj jeszcze zawalczyć o Nią. Do licha w końcu warto, no nie?
                                    Różne rzeczy pociągają: władza, pieniądze, seks.
                                    Ale sam powiedziałeś miłość to kwintesencja.

                                    Przyszło mi tak do głowy. Poluj, ale tak, aby nie zranić nikogo.

                                    Być gotowym na miłość. Ja staram się być gotowym.

                                    Pozdrawiam i mam nadzieję, że Ją odzyskasz
                                    Ja_nek
                                    • Gość: Piotr Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.ccc.govt.nz 05.05.02, 05:04
                                      Jan_ek. Chcialbym miec tyle optymizmu co ty. Gdyby mi dala chociaz jeden znak
                                      ze mam szanse to pozbieralbym sie do kupy i wrocilbym do Warszawy. Ale wiesz
                                      ona zmienila nr tel domowego. Jej komorka tez juz nie jest ta sama. A ostatni
                                      raz widzialem ja w jej sypialni na ul. Herbsta na ursynowie jak calowala sie z
                                      innym facetem. Wiec wiesz juz dlaczego to wszystko nie ma sensu. Stracilem ja
                                      na wlasne zyczenie. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie to boli. Ale Ivi dala mi
                                      cos przypadkowo co moze pomoze mi odnalezc wlasciwa droge do swiata zywych...
                                      Pozdrawiam was wszystkich i dziekuje wam za sympatie i chec pomocy mi.
                                      • ivi przepraszam, ze sie wtracam 05.05.02, 13:38
                                        Gość portalu: Piotr napisał(a):

                                        > Ale Ivi dala mi cos przypadkowo co moze pomoze mi odnalezc wlasciwa droge do
                                        swiata zywych...

                                        Piotrze, cieszę się, że już myślisz o powrocie do "świata żywych"! Wątpię, czy to
                                        moja zasługa, ale skoro tak Ci łatwiej, to niech będzie :)
                                        Szkoda tylko, że tak łatwo poddajesz się w stosunku do Ani. Skoro wiesz, gdzie
                                        mieszka (widzialeś Ją tam, nieważne, że z kimś, wazne, że chociaż nie zmieniła
                                        adresu), dlaczego nie spróbować? Nie wierzę, że nie przyjęłaby bukietu bordowych
                                        róż. Ale oczywiście to tylko sugestia. Nikt z nas nie zna Twojej sprawy tak
                                        dobrze, jak TY sam! Więc słuchaj własnego serca i zrób dokładnie to, co Ci mówi!

                                        Pozdrawiam cieplutko i życzę wspaniałych i owocnych pomysłów!
                                        ivi
                                        • Gość: Piotr Nic nie szkodzi... IP: *.ccc.govt.nz 06.05.02, 04:02
                                          Moje serce mowi wroc. Dotrzyj do niej. Dotchnij jej dloni i usmiechem zmyj
                                          wszystkie smutki przeszlosci. Moja glowa mowi jedz i zapomnij. Znajdz inna
                                          dorosla kobiete ktora ma z toba carte blance. Ktorej nie bedziesz musial blagac
                                          o wybaczenie... ktorej nie bedziesz niewolnikiem. Bo przy tak duzych
                                          dysproporcjach w milosci kim bede po moim powrocie w jej oczach...
                                          Zastanawialiscie sie nad tym. Wracajac jestem i osiagamy consensus... Ona mi
                                          wybacza, a ja jestem szczesliwym i kochajacym mezczyzna. Opiekuje sie nimi i
                                          staram sie zyc normalnym zyciem. Ivi czy sadzisz, ze ona majac swiadomosc
                                          takiej wladzy nademna nie zacznie tego wykorzystywac. Jest taka maksyma: WLADZA
                                          KORUMPUJE, ABSOLUTNA WLADZA CALKOWICIE SIE KORUMPUJE. Co o tym sadzisz? a
                                          wlasciwie sadzicie moi kochani?
                                          P.S. Boje sie ze jestem bohaterem tragicznym i nie znak milosci jest zyciem
                                          tylko "per asper et astra"( lub podobnie) jest nowym wymiarem zycia. Tak sadze
                                          teraz. Ale co znajde na tej drodze ciernistej tego wy astronomowie obserwujac
                                          niebo nigdy nie zauwazycie. No moze Ivi...no moze kazdy. Ale nie w tej samej
                                          chwili, nie w tym samym wymiarze Waszego dorastania lub przemieniania.
                                          Pozdrawiam wszystkich .....
                                          • ivi Re: Nic nie szkodzi... 06.05.02, 20:23
                                            Gość portalu: Piotr napisał(a):

                                            > Moje serce mowi wroc. Dotrzyj do niej. Dotchnij jej dloni i usmiechem zmyj
                                            wszystkie smutki przeszlosci. Moja glowa mowi jedz i zapomnij. Znajdz inna
                                            dorosla kobiete ktora ma z toba carte blance. Ktorej nie bedziesz musial blagac
                                            o wybaczenie... ktorej nie bedziesz niewolnikiem.

                                            Czy prosba o wybaczenie oznacza niewolnictwo? Przyznanie sie do winy i
                                            przeproszenie za wyrzadzone krzywdy, to chyba normalna reakcja kazdego
                                            czlowieka... Ale moze to tylko moje zdanie.
                                            Nawet jesli Cie odtraci i moze nawet nie wybaczy, Ty bedziesz mial czyste
                                            sumienie, ze zrobiles wszystko, co w Twojej mocy. A czy Ty wybaczylbys sobie,
                                            gdybys jednak nie sprobowal...? Czy latwo byloby Ci zyc dalej (chocby z inna
                                            Kobieta, ktora nawet pokochasz), gdybys wiedzial, ze mogles cos zrobic, a nie
                                            zrobiles tego...? Czy faktycznie tak latwo sie zapomina...?

                                            > Bo przy tak duzych dysproporcjach w milosci kim bede po moim powrocie w jej
                                            oczach...
                                            Zastanawialiscie sie nad tym. Wracajac jestem i osiagamy consensus... Ona mi
                                            wybacza, a ja jestem szczesliwym i kochajacym mezczyzna. Opiekuje sie nimi i
                                            staram sie zyc normalnym zyciem. Ivi czy sadzisz, ze ona majac swiadomosc
                                            takiej wladzy nademna nie zacznie tego wykorzystywac. Jest taka maksyma: WLADZA
                                            KORUMPUJE, ABSOLUTNA WLADZA CALKOWICIE SIE KORUMPUJE. Co o tym sadzisz? a
                                            wlasciwie sadzicie moi kochani?

                                            Kim bedziesz w Jej oczach po powrocie? Na to pytanie nie odpowie Ci nikt, oprocz
                                            Niej.
                                            Jesli Cie kocha - doceni! Jesli Toba gardzi - wykorzysta wladze nad Toba! To moje
                                            skromne zdanie na ten temat.

                                            Pozdrawiam
                                            ivi
                                            • Gość: Piotr Re: Nic nie szkodzi... IP: *.ccc.govt.nz 07.05.02, 01:30
                                              Ivi. Wiesz majac tak szlenie inteligetna rozmowczynie wydaje mi sie, ze powoli
                                              zaczynam instynktownie zanizac swoje wartosci abys ty mogla swiecic dobrymi
                                              radami. NIe daj mi sie zwodzic. Postaram sie juz nie osmieszac.
                                              (w odpowiedzi na twoja opinie-->) Raz juz probowalem- rok temu. Ale bylem
                                              jeszcze przed zmiana i wiesz to byl kompletny niewypal. Wpadlem w trans
                                              zaborczego przywlaszczenia sobie jej spowrotem. Nie patrzac na jej uczycia czy
                                              inicjowanie z jej strony jakiegokolwiek dialogu wyglaszalem monolog. Niczym
                                              belkot z poprzedniej mojej wypowiedzi (Czasami jeszcze moj mozg figluje ze mna
                                              i wracam na zapomniane tory "polskiego romantyka"). I wyslalem jej bukiet roz
                                              do biura gdzie pracowala. Musieli miec dobra zabawe z jej kochankiem bo on tez
                                              tam pracowal. Mnie nie jest zal straty jej, mnie jest zal tego, ze teraz jestem
                                              innym czlowiekiem i moglbym otworzyc to czego wtenczas nie rozumialem. Ja
                                              zaslugiwalem na ta strate. TO przeciez ja ja odtracilem, to ja ja
                                              sponiewieralem. Nie liczylem sie z jej uczuciami tylko z moja wlasna duma. Tak
                                              jestem dumny, jeszcze jestem ale moja duma juz nie jest ukierunkowana na
                                              uczucia. Dickens napisal "Milosc i duma" prawda? Moze zapozyczylem od niego
                                              glupia historie. A Chinska kinomatografia przedstawila mi ja w inny troszke od
                                              europejskiego sposob. Ten sposob dotarl do mnie. Planuje poglebic nauki Lao Tsy
                                              i dotrzec do tajemnic istnienia, wiecznosci. Czy to jest zle- oczywiscie, ze
                                              NIE. Ale brakuje mi jej. Bo dopiero teraz widze jak wiele ona dla mnie
                                              znaczyla. Ivi nie ma juz powrotu. Ten rozdzial jest juz zamkniety. Pieknie
                                              napisalas kiedys o dobroci wynikajacej z nieudanego pojednania, o korzysciach
                                              jakie moga przyniesc. Pozostanmy przy tym Ivi.
                                              Pozdrawia cie i innych samotny wedrowiec z pogranicza swiata wam znanego
                                              szukajacy zapomnienia w milosci ktorej nie moze odnalezc...
                                              • ivi Piotrze! 07.05.02, 02:14
                                                Gość portalu: Piotr napisał(a):

                                                > Ivi. Wiesz majac tak szlenie inteligetna rozmowczynie wydaje mi sie, ze powoli
                                                zaczynam instynktownie zanizac swoje wartosci abys ty mogla swiecic dobrymi
                                                radami. NIe daj mi sie zwodzic.

                                                Dziekuje za komplement :) Nie dam sie zwiesc, a Ciebie prosze, bys tego nie
                                                robil, nigdy nie zanizaj swoich wartosci.

                                                Co do pozostalej czesci Twojego posta, to aż nie wypada mi komentować. Ale powiem
                                                tylko tyle, ze coraz bardziej Cie rozumiem... i az milo czytac tak dojrzala
                                                wypowiedz. Dostrzegasz swoj blad, dostrzegasz Jej potrzeby, to, ile dla Ciebie
                                                znaczy(la)...
                                                Nie ma powrotu? Rozdzial zamkniety? W takim razie otrzasnij sie wreszcie i
                                                zacznij zyc, zyc na nowo! To brzmi ostro, ale uwazam, ze to jedyne wyjscie, by
                                                nie dac sie "zakopac zywcem".
                                                Spojrz (jak to sam kiedys powiedziales) w strone wschodzacego slonca :) i niech
                                                Jego promyk bedzie dla Ciebie promykiem nadziei, nadziei na (nie)zapomnienie i
                                                jeszcze piekniejsze jutro, nadziei na milosc, ktorej szukasz...

                                                Pozdrawiam
                                                ivi
                                                • Gość: Piotr Re: Ivi! IP: *.ccc.govt.nz 07.05.02, 03:35
                                                  Chiny sa pieknym krajem. Spedzilem juz tu prawie 2 lata mojego zycia. Niewiem
                                                  tylko czy pojade tam teraz czy po powrocie z Izraela. A moze podczas pobytu w
                                                  Jearuzalem odnajde to czego szukam. Wiesz twierdzono kiedys ze Jeruzalem to
                                                  srodek swiata, pepek swiata. Bylem przez 3 miesiace w Mariensbad ( Marianske
                                                  Lazne ) jestem przez 5 miesiecy w Christchurch. Mam przyjaciela w Jeruzalem.
                                                  Starego rabina ktory przezyl HOLOKAUST. Jest wielkim medrcem dla mnie. Chce
                                                  zeby nauczyl mnie modlic. ALe to nie jest powod mojego przyjazdu tam. Znajde
                                                  tam zycie albo smierc.....
                                                  Jezeli znajde smierc to nie pojade juz do Chin. Szkoda :(
                                                  • ivi Re: Piotrze! 07.05.02, 16:29
                                                    Rozumiem, ze podroze, to Twoje "nowe zycie", a moze "powrot do zycia"...
                                                    Jakkolwiek, ciesze sie, ze widac juz ten promyk nadziei, nadziei na zycie, na
                                                    piekniejsze jutro... :)

                                                    Jerozolima, to faktycznie piekne miasto, jak i caly Izrael.
                                                    Ale czy mozna odnalezc tamm to, czego sie szuka? Nie twierdze, ze nie! Uwazam
                                                    tylko, ze sa pewne rzeczy, ktore nie sa nigdzie umiejscowione, gdyz nie sa
                                                    ograniczone ani miejscem ani czasem... I jestem pewna, ze wiesz, co mam na
                                                    mysli... Prawda?

                                                    Zycze Ci, bys odnalazl to, czego szukasz. Czy to w Jerozolimie, czy w Chinach,
                                                    czy gdziekolwiek. Znajdz Milosc i badz wreszcie szczesliwy.

                                                    Pozdrawiam Ciebie, Piotrze i innych samotnych i szukajacych wedrowcow...

                                                    ivi
                                                  • Gość: PIotr Re: Ivi! IP: *.ccc.govt.nz 08.05.02, 02:15
                                                    Miejsca nie! Ale nasza obecnoscia w nich implikuje zdarzenia ktore szukam.
                                                  • ivi Re: Piotrze! 08.05.02, 09:45
                                                    Jak juz zapewne wiesz (z innego watku), koncze z wypowiadaniem sie. Widac
                                                    tracilam czas...

                                                    Pozdrawiam (mimo wszystko)

                                                    ivi
                                                  • Gość: Piotr Re: Piotrze! IP: 153.111.60.* 08.05.02, 09:48
                                                    ivi. napisze do ciebie jeszcze cos, moge?
                                                  • ivi Re: Piotrze! 08.05.02, 09:51
                                                    Pisac mozesz (to forum)! Tylko ja nie obiecuje reakcji!
                                                  • Gość: Piotr Re: ivi! IP: 153.111.60.* 08.05.02, 10:21
                                                    Teraz rozumiesz mechanizm ktory prowadzi mnie wzdluz lini dobra i zla. Jak
                                                    zaczynam budowac zaufanie sympatie cos zaprogramowanego we mnie cos
                                                    destrukcyjnego uruchamia sie i buuuuuuuummmmmmmmmmmm. Czego oczekuje - ja juz
                                                    nie chce zyc. Mam tego dosyc. Nie chce zyc w ten sposob. Czy ktos moze mi pomoc?
                                                  • ivi Re: ivi! 08.05.02, 10:38
                                                    Gość portalu: Piotr napisał(a):

                                                    > Teraz rozumiesz mechanizm ktory prowadzi mnie wzdluz lini dobra i zla. Jak
                                                    zaczynam budowac zaufanie sympatie cos zaprogramowanego we mnie cos
                                                    destrukcyjnego uruchamia sie i buuuuuuuummmmmmmmmmmm. Czego oczekuje - ja juz
                                                    nie chce zyc. Mam tego dosyc. Nie chce zyc w ten sposob. Czy ktos moze mi pomoc?

                                                    Zastanawiam sie, co chcesz osiagnac ta wypowiedzia? Mam sie zlitowac?
                                                    Nie mowie, ze nie wierze w to, co napisales, ale teraz, po tym wszystkim, jestem
                                                    sceptyczna!
                                                    Przyznaje, ze zaczynales budowac we mnie podswiadome i niezrozumiale zaufanie;
                                                    zaczynalam Cie lubic i cenic. Ale tak latwo jest to zburzyc, w przeciwienstwie do
                                                    budowania... A odbudowac jest jeszcze trudniej, jesli w ogole jest to mozliwe...
                                                    Nie wiem, czy kiedykolwiek bede potrafila Ci zaufac...
                                                    Nie chcesz zyc w ten sposob? Dobra postawa na poczatek! Kolejny krok: zmienic
                                                    cos! Tylko czy Ty tego chcesz? Czy nie jest Ci z tym po prostu wygodnie?
                                                    Nie rozczulaj sie nad soba, tylko wez sie wreszcie za siebie! Najwyzszy czas!

                                                    Pozdrawiam
                                                    ivi
                                                  • Gość: Piotr Re: ivi! IP: 153.111.60.* 08.05.02, 10:50
                                                    To jest silniejsze ode mnie. A ty myslalas kiedys, ze to wszystko nie jest
                                                    takie proste jakby sie wydawalo z ukladu obserwatora poukladanego wsrod
                                                    swiadectw i koneksji? Czy zastnawialas sie jak bardzo cie to zniewolilo zeby
                                                    osiagnac to co masz? Jak kryteria wartosci cywilizacyjnych obnazyly cie na
                                                    wielkich tego swiata? Ja nie jestem szklem tylko pryzmatem i dlatego uciekam im
                                                    gdzies. Zawsze jestem szybszy. A ty? Jestes ich niewolnikiem nieprawdaz?
                                                    IDe i pozdrawiam. Samotny wedrowiec zlozony w ofierze bogowi Ammon...
                                                  • ivi Re: Piotrze 08.05.02, 11:05
                                                    Gość portalu: Piotr napisał(a):

                                                    > To jest silniejsze ode mnie. A ty myslalas kiedys, ze to wszystko nie jest
                                                    takie proste jakby sie wydawalo z ukladu obserwatora poukladanego wsrod
                                                    swiadectw i koneksji? Czy zastnawialas sie jak bardzo cie to zniewolilo zeby
                                                    osiagnac to co masz? Jak kryteria wartosci cywilizacyjnych obnazyly cie na
                                                    wielkich tego swiata? Ja nie jestem szklem tylko pryzmatem i dlatego uciekam im
                                                    gdzies. Zawsze jestem szybszy. A ty? Jestes ich niewolnikiem nieprawdaz?
                                                    IDe i pozdrawiam. Samotny wedrowiec zlozony w ofierze bogowi Ammon...

                                                    Masz racje, zycie nie jest proste, ale jest do przezycia, do godnego przezycia!
                                                    I moze faktycznie, w Twojej sprawie jestem tylko obserwatorem, ale (mam nadzieje)
                                                    obiektywnym obserwatorem! Jakos nie miales na tyle ani pokory ani ochoty, by
                                                    skorzystac z tego. To przykre!
                                                    A Ty nie masz prawa mnie oceniac! Nie znasz mnie! Nie znasz mojego zycia! Nie
                                                    wiesz, co osiagnelam i jakim kosztem!
                                                    Uzurpujesz sobie prawo do zbyt wielu ludzi, ich zycia i oceniania ich! Radze z
                                                    tym skonczyc, bo w ten sposob daleko nie zajdziesz! A moze wlasnie takie
                                                    zachowanie daje Ci satysfakcje...? Tylko do czego Cie to prowadzi? Widac na
                                                    zalaczonym obrazku!

                                                    Pozdrawiam
                                                    ivi
                                                  • Gość: Piotr Re: ivi, re:DEAL IP: 153.111.60.* 09.05.02, 03:17
                                                    Jak mozesz byc obiektywna jak nie czujesz bolu jaki mam w sobie. JA widze te
                                                    wszystkie okrucienstwa i czuje ich OPRAWCOW. Nie mamy wspolnego jezyka. To
                                                    jest moja ofiara, ze jestem obserwatorem i wspoltworca calego zla tej planety.
                                                    DLATEGO odszedlem od Ani. DLATEGO wyjechalem z Polski. DLATEGO poukladane zycie
                                                    zmienilem na tulaczke z jednego miejsca na drugie. Gdybys tylko starala sie
                                                    przeczytac tresc mojego przeslania. Ono tam jest miedzy myslami ulozonymi w
                                                    zdania. Ono mowi ci UCIEKAJ. To ja mowie ci ZOSTAN. Bo czuje sie tak samotny i
                                                    nie zrozumiany przez tlum gapiow na ktorych nawet nie patrze. Kiedy dostrzegam
                                                    inna zyjaca lub budzaca sie osobe wtedy staram sie jej cos przekazac. Dlatego
                                                    do ciebie-tylko do ciebie sa skierowane te slowa na Forum. Inni ich nawet nie
                                                    odczytaja jak nalezy.Nie uzurpuje sobie niczego.
                                                    A mozesz chcesz sie zabawic. Wymysl cos strasznego. Wybierz jeden z elementow.
                                                    ALFA=OGIEN,BETA=POWIETRZE,DELTA=WODA,GAMMA=ZIEMIA,OMEGA=ZYCIE. Poddaj mi jakas
                                                    niesamowita destrukcyjna mysl. JA odwolam sie do niej podczas moich medytacji i
                                                    w ciagu kilku dni przeczytasaz o tym w gazetach. DEAL?
                                                  • ivi Re: Piotrze!!! 09.05.02, 03:36
                                                    Wlasnie dlatego, ze nie czuje bolu i nie uczestnicze w nim bezposrednio, moge byc
                                                    obiektywna.
                                                    Jakich to oprawcow wszystkich okrucienstw widzisz i czujesz?! Dlaczego czynisz
                                                    siebie winnego calego zla na swiecie?! Nie masz takiego prawa!!!
                                                    Jestes rozzalony, rozzalony na siebie, swoj los! Uspokoj sie i spojrz na swiat i
                                                    na siebie i swoje zycie bardziej optymistycznie, a mniej destrukcyjnie, a
                                                    zobaczysz, ze wszystko bedzie wygladalo zupelnie inaczej. Czy nie widzisz do
                                                    czego doprowadzilo Cie Twoje dotychczasowe myslenie i spojrzenie na siebie i
                                                    swiat wokol Ciebie?
                                                    Piotrze, ja czytam tresc Twojego przeslania, widze Twoj bol, Twoja samotnosc...
                                                    Moze faktycznie zle odczytuje... Ale wciaz zastanawam sie, dlaczego nie pozwalasz
                                                    sobie pomoc...?
                                                    I wcale nie mam ochoty bawić sie z Toba!!!
                                                    Pozdrawiam i zycze optymistyczniejszyc mysli
                                                    ivi
                                                  • Gość: Piotr Re: Kwiatuszku polnocy...ivi IP: 153.111.60.* 09.05.02, 08:00
                                                    Nie ja cierpie za innych albo w imie innych. Cierpienie to nic wobec odczowania
                                                    bol cierpiacych. Posluchaj samej siebie. Pomoc mi? O jak bardzo chcialbym aby
                                                    ktos mi pomogl. Moze faktycznie ty sie do tego nadajesz. Starasz sie byc
                                                    obiektywna prawda? Kim jestes z zawodu? Jesli masz mi pomoc to chyba wiesz
                                                    dlaczego o to pytam?
                                                  • ivi Re: Piotrze! 09.05.02, 09:40
                                                    Niekoniecznie ja moge Ci pomoc. Chodzi o to, zebys otworzyl sie na pomoc od
                                                    innych, ktorzy chca to szczerze zrobic. Zauwazylam, ze Ty tylko mowisz o checi
                                                    uzyskania pomocy, ale nic z tym nie robisz, gdy takowa przychodzi. Sa pewne
                                                    rzeczy, decyzje, ktore Ty sam musisz podjac.
                                                    A moze my po prostu sie nie rozumiemy...
                                                    Nie, nie jestem z zawodu psychologiem, jesli o to pytasz. Ale jesli Ci to
                                                    przeszkadza, to milkne...
                                                  • Gość: Piotr Re: ivi! IP: 153.111.60.* 09.05.02, 09:48
                                                    Ivi mozesz wejsc na czat www.blah.net.nz beede tam pod nickiem minotaur
                                                    oczywiscie czekal na ciebie jeszcze przez 30 min. OK
                                                    Czekam
    • Gość: Monika Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 05.05.02, 09:00
      NIe mas zpojecia jak kobiety cierpia, z powodu rozstania z ukochana osoba.
      Powinnienes wyslac swoj list do mezczyzn, moze by sie troche zastanowili i nie
      skrzywdzili nie tylko kobiet ale i samych siebie.
      • Gość: Strumyk Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.bialystok.cvx.ppp.tpnet.pl 05.05.02, 12:48
        Gość portalu: Monika napisał(a):

        > NIe mas zpojecia jak kobiety cierpia, z powodu rozstania z ukochana osoba.

        Czy Moniko myślisz ,że tylko kobiety cierpią ?
        Związek dwojga ludzi nie jest idealnym układem. Zawsze jedna ze stron się
        bardziej angażuje i daje z siebie więcej...a kiedy przychodzi rozstanie ,to
        bardziej cierpi. Nie zawsze tą osobą jest kobieta.
        • Gość: ola Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.wroc.gazeta.pl 09.05.02, 08:47
          Gość portalu: Strumyk napisał(a):

          > Gość portalu: Monika napisał(a):
          >
          > > NIe mas zpojecia jak kobiety cierpia, z powodu rozstania z ukochana osoba.
          >
          >
          > Czy Moniko myślisz ,że tylko kobiety cierpią ?
          > Związek dwojga ludzi nie jest idealnym układem. Zawsze jedna ze stron się
          > bardziej angażuje i daje z siebie więcej...a kiedy przychodzi rozstanie ,to
          > bardziej cierpi. Nie zawsze tą osobą jest kobieta.

          Zgadzam sie z Toba.
          Pozdrawiam
      • Gość: Piotr Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.ccc.govt.nz 06.05.02, 04:08
        Odpowiem ci na to. Wiem bo zarowno kobiety i mezczyzni maja podobne uczucia
        kiedy sa zywymi emocjonalnie partnerami. I to juz chyba powinnas wiedziec.
        Pozdrawiam
        • sewilla do Piotra 06.05.02, 23:23
          W tym co piszesz jest straszny bol i rozpacz, bardzo to czuc.
          Uwazaj bo to niszczy, w tym sie mozna zatracic, ale jesli wyrwac albo
          zapomniec - to tylko z kawalkiem siebie, z duzym kawalkiem.
          Nie oceniam Cie, nie daje rad, po prostu - pisze co czuje.Bo to jest chyba
          najwazniejsze.Bo nigdy nie jest tak ze czlowiek jest zupelnie sam w odczuciach,
          ktos to juz przezyl.
          Wiec wspol - czuje w pewnym sensie, bo ja juz sie swojego kawalka duszy chyba
          pozbylam, zeby sie nie pograzyc w przeszlosci.Wolalam zapomniec i mozna to
          zrobic.
          Gdybym tego nie zrobila, coraz wiecej rzeczy by mnie ranilo, bo taki bol jest
          bardzo drapiezny, zabiera ci wszystko, uzaleznia, uwazaj wiec Piotrze...
          Moge zyczyc tylko ukojenia, choc troche.

          • Gość: Piotr Re: do Sewilli IP: *.ccc.govt.nz 07.05.02, 01:52
            Boska wyrocznio. Chyba nie przeczytalas wszystkich tekstow. Albo sie to ma albo
            nigdy nie mialo. Jestes chyba zwiazana z przeszloscia tak silnie jak z
            terazniejszoscia i przyszloscia. Nie mozna zyc tylko tymi ostatnimi bo wtedy
            nie istniejesz. Widzac pary zakochanych w parku na ulicy nie czujesz tego
            samego co oni?( przeciez pamietasz...prawda?) Biorac album ze zdjeciami albo
            stara kasete video przeciez czujesz chwile milosci i harmonii ktore was laczyly
            w Twoim szczesciu prawda? Nie mozesz tego wyrawc i pogrzebac albo zapomniec. Bo
            milosc jest jedna ale obrazy jej widzisz w tych wybranych na ktore sie
            otworzylas i otworzysz. Nie zapominaj tego bo umrzesz w skorupie razem z tym
            czego nie mozesz wyrwac i odrzucic w zapomnienie. Pozdrawiam Cie.
            P.S. Ja tez mam wizje. Wiesz zostalo nam juz malo czasu. Tak moze ze 100 lat.
            Hi hi hi hi. CIeszmy sie, ze jestesmy ostatnim szczesliwym pokoleniem bez trosk
            i wielkich wojen i chaosu( jeszcze). Czy masz sny? Czy widzisz to podczas
            medytacji? Widzisz zdjecia czy poruszjace sie obrazy? Czy mozesz uruchamiac
            zdarzenia? Czy jestes tylko dokumentalista?
            • Gość: Piotr Re: do Sewilli IP: *.ccc.govt.nz 07.05.02, 06:41
              Eeeee. Napisz mi czy Sewilla = Sybilla albo cos w tym rodzaju. Hi hi hi hi.
              Chyba cos mi sie porabalo, sorry P.S. jest skierowany do innej istoty. PA
              • wkurzona13 Re: do Sewilli 09.05.02, 11:45
                A probowales sie leczyc?
                Moze jeszcze nie jest za pozno :-/
                • Gość: Piotr Re: do wkurzona13 IP: 153.111.60.* 10.05.02, 04:32
                  O co ci chodzi?
    • Gość: Piotr Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: 153.111.60.* 12.05.02, 04:27
      Z tych naszych monologow nic nie wynika. Zycie toczy sie dalej. Najpierw
      zostalem zbesztany przez pare osob, potem poglaskany. I znowoz zbesztany. Ale
      wynika z tego ze mielismy wlasnie bardzo interesujacy zwiazek na necie. Czuje
      sie jakbym juz z Wami mial rodziny. Ale nie z kazdym osobna tylko wszystkimi
      naraz. INTERESUJACE :-)
      Pozdrawiam
      • paskudna pytanie 12.05.02, 23:02
        Piotrze - jasne, ze nic nie wynika- nie wiem, co by moglo. I co Ty bys chcial.
        Ale ja nie o tym...
        Czemu piszesz w taki dziwny - chwilami az irytujacy sposob? Nie krytykuje -
        jestem ciekawa. Chodzi o to, ze milosc to wielki uczucie i starasz sie je
        opisac mozliwie mataforycznie czy moze jestes wlasnie na etapie poszuikiwania
        jakiejs prawdy (objawionej lub nie)? Podpisujesz sie jako wedrowiec. Czasami
        besztasz rozmowcow, ktorzy nic nie rozumieja. Oznacza to, ze jestes tym, ktory
        wie wiecej. Skad? z doswiadczenia zyciowego? Wtedy pisalbys prosciej. No i
        jeszcze te parokrotne uwagi, ze teraz jestes innym czlowiekiem niz 5 miesiecy
        temu. Jak sie zmieniles?
        Mam nadzieje, ze moja ciekawosc jest dopuszczalna - jestesmy tylko anonimami na
        forum.
        • Gość: Piotr Re: odpowiedz IP: 153.111.60.* 13.05.02, 02:07
          Paskudo. Wybacz, ze cie tak nazywam ale innej formy nie znam przy tak paskudnym
          nicku. Zaczne od konca. Dawniej nie medytowalem. Zajmowalem sie wynajmem
          nieruchomosci. Bylem agentem. Wyszkolilem kilku agentow i pracowalismy razem.
          Nagle ni z tego ni z owego postanowilem to wszystko zostawic. Czulem, ze cos
          sie stanie cos innego cos cudownego. Wlasnie sie stato. Zaczalem widziec
          przyszlosc modelowac ja. Wplywac na nia. Moj kolega twierdzi, ze trzeba cwiczyc
          20-30 lat aby poznac tajemnice wplywania na przyszlosc i ta wlasnie tajemnica
          jest przekazywana z ojca na syna. Mysle, ze sie myli. Moj ojciec nie przekazal
          mi zadnej tajemnicy. No moze kiedys poinformowal mnie z nieznanych mi teraz
          powodow(luki w pamieci), ze ma dar ktory pozwala mu na kierowanie pojedynczymi
          jendnostkami, ich zyciem. Tzn. jesli kogos bardzo i to bardzo nie lubil to tej
          osobie cos strasznego zawsze sie przydazylo. Tak twierdzil 20 lat temu. Ale nie
          przekazal mi tajnikow ktore moglbym uzyc do sciagania zdarzen. Bo tak nazywam
          swoj DAR. Po przez medytacje wydaje mi sie, ze potrafie sciagac zdarzenia.
          Wlasciwie do tej pory zastanawiam sie czy je przewiduje czy je sciagam.
          DYGRESJA do mojej wypowiedzi. Sluchajac siebie dwa lata temu poprosilbym
          delikwenta tzn siebie o pilne udanie sie do najblizszej poradni zdrowia
          psychicznego.
          Paskudo napastowanie ludzi i mowienie im ze "wiesz ze nic nie wiesz" moglo
          doprowadzic do smierci kiedys, prawda?
          Teraz przy takiej kolekcji jakie mamy do dyspozycji z massmediow o roznych
          zdarzeniach paranormalnych doprowadzi to tylko do smiechu. Ja osobiscie sie
          smieje. Nie wiem tylko czy dalej probowac medytowac czy zostawic to. Jak bede
          medytowac to moge wyrzadzic tym szkode innym a tego nie chce. Wolalbym tworzyc
          dobro a nie zlo. Wystarczajco duzo jest zlych ludzi na tym swiecie aby juz nie
          generowac zlych zdarzen. Jesli potrafilbym generowac dobro to moje zycie
          zmieniloby sie. Pomagajac innym bylbym szczesliwy. Teraz jestem bardzo
          nieszczesliwy bo czuje ZLO ktore nas otacza i je poniekad generuje. To wlasnie
          jest przyczyna mojej zmiany ktora tak wlasciwie zaczela sie w momencie kiedy
          rozstalem sie z ANIA. Przewidywalem ta zmiane i dlatego nie chcialem byc blisko
          niej bo instyktownie przeczowalem, ze to mogloby ja zranic. Dlatego wlasnie
          jestem sam i nie przyjaznie sie z nikim z zewnatrz. Ja nawet nie patrze na
          ludzi kiedy przechodze ulica staram sie ich nie dostrzegac. Myslisz, ze
          zwariowalem PASKUDO?
          W odpowiedzi na reszte. Objawienie to zbyt plaskie slowo. Objawia sie cos
          komus. To nie jest objawienie. Mam trudnosci z wiara w BOGA. Nie widze zadnych
          swietych, nie czuje BOGA tak jak to wiekszosc z was robi. Nie widze Boga. I to
          co napisalem musi miec dla mnie tez naukowe scisle naukowe rozwiazanie. Ja
          staram sie postrzegac zycie nawet po uaktywnieniu tego daru jako racjonalne
          przyczynowo skutkowe relacje. Chcialbym aby ktos mi mogl pomoc rozwiazac
          problem z jakim sie wlasnie teraz borykam. Moje badania nad tym fenomenem nie
          przekonuja mnie w niczym i sa wysoce subiektywne. Jesli ktos czuje sie na sile
          poprowadzic je razem ze mna to zapraszam. Ale PAMIETAJ nie bedziemy mogli sie
          nigdy spotkac.
          Pozdrawiam z pogranicza ognia,powietrza,wody,ziemi i zycia....
          Samotny wedrowiec w poszukiwaniu milosci...
          • Gość: Piotr Re: w oczekiwaniu na odpowiedz IP: 153.111.60.* 14.05.02, 09:01
            Czy doczekam sie odpowiedzi od paskudy?
          • paskudna Re: odpowiedz 14.05.02, 10:34
            Dobrze - teraz widze, ze ciekawosc to pierwszy stopien do piekla.
            Nie odpowiadalam, bo nie mam pojecia, jak odpowiedziec.
            Spotykac sie wcale nie chce - nie ma obawy.
            Nie wiem czy zwariowales.
            Ale skoro Ci Twoj dar (prawdziwy, czy urojony) przeszkadza, to po co sie nim
            zajmujesz, rozwijasz, anal;izujesz? Odrzuc go i zajmij sie tym czego
            potrzebujesz - czyli szukaniem milosci. To ladniejsze i ciekawsze od magi.
            Trudniejsze i wartosciowsze. I tez nigdy nie ma pewnosci...
            W dodatku przybliza do Boga, ktorego nie czujesz.
    • Gość: Piotr A MOZE KTOS MI OPOWIE PODOBNA HISTORIE IP: 153.111.60.* 17.05.02, 02:08
      Wlasnie na doswiadczeniach innych sie najlepiej uczymy....
      :-)
    • Gość: Piotr Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.acct.co.nz / *.dialip.maxnet.co.nz 31.05.02, 05:36
      A moze ktos mi pomoze skontaktowac sie z ANIA? Bo ja w zaden sposob nie moge
      sie dowiedziec o jej nr telefonu komorkowego ani domowego. Jesli macie jakas
      sugestie lub chec mi pomoc to zapraszam ponownie do tematu i czekam na maile.
      minotaur1@poczta.gazeta.pl
      Pozdrawiam wszystkich Piotr
      • Gość: Piotr Re: Tak bardzo ja kochalem... IP: *.acct.co.nz / *.dialip.maxnet.co.nz 31.05.02, 13:28
        Panowie. My nie zyjemy. To one daja nam wole i wybor. Nie ma nic poza
        wspomnieniem naszego dzicinstwa. wszystko inne sie nie liczy........
        Piotrbb
    • lady_in_red Re: Tak bardzo ja kochalem... 31.05.02, 14:39
      To dla mnie dziwne uczucie, czytac wasze wypowiedzi, bo
      ja stoje po tej drugiej stronie. Jestem taka "Ania",
      ktora zmuszono do odejscia, po wielu latach wspolnego,
      zreszta udanego zwiazku.
      Zapewniam was, ze bol jest straszny, choc jak do
      wszystkiego mozna sie do niego przyzwyczaic, zamknac go w
      skorupie swojego ciala, swojego domu, swojej pracy i nie
      wypuszczac, nie dopuszczac do glosu. Mozna, ale on sie
      wymyka, wyziera oczami, czasem slowem, ktore wymknie sie
      ukradkiem, lub tak jak dzis na tym forum, szybkim
      uderzeniami w klawiature.
      Gdy mezczyzna, ktorego kochasz odpycha cie od siebie,
      zaczynasz walke, ktora nie ma sensu, bo do tej walki,
      trzeba dwojga, a walczysz juz tylko ty. Czeka cie
      ponizenie, zraniona duma, niechec do milosci i wiazania
      sie z kimkolwiek. Pozostaje zlosc a nawet nienawisc. O
      tamtym czlowieku mysle jakby umarl, nie ma go, jest tylko
      ktos obcy o podobnej twarzy i nie chce go znac. Nie
      odnajdzie mnie juz, spalilam mosty, zmienilam numer
      telefonu, rzadko bywam w miejscach, gdzie bywalam,
      zerwalam wspolne kontakty. Nie chce miec z nim nic do
      czynienia.
      Tak wyglada ta druga strona, z sercem rozdartym decyzja,
      z plama na duszy. Zyje, podobam sie mezczyzna, bawie sie
      i nie chce sie ogladac za siebie. Chce spotkac kogos kto
      bedzie mnie wart i nie potraktuje mnie tak jak on.
      Jezeli ona jest choc troche podobna do mnie Piotrze, nie
      szukaj jej, bo zabola cie jej slowa, gdy ja spotkasz.
      Szukaj innej i nie popeln tamtego bledu.

      Pozdrawiam

      Lady in red
    • val2 Re: Tak bardzo ja kochalem... 30.06.02, 19:28
      Czy minotaur - Piotr przelecial juz ivi?
      Ciekaw jestem.
      Jak myslicie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka