Dodaj do ulubionych

tchórzokundelek

27.04.05, 09:26
czy taki obraz "mężczyzny" ma pozostać cierniem we wspomnieniach?

miesiące, długie miesiące zapewnień o miłości, telefonów, spotkań, wyznań,
opowieści o marzeniach na przyszłość, błagań i łez jeśli tylko cień rozstania
czy wątpliwości się pojawił, miłość, miłość wpychająca się drzwiami i oknami
by ją przyjąć i zostać.
naiwna zaświtała nadzieja, że na zawsze.
czy aż tak dobrze grał by dostać "dziś" ?
cielęce dziewczęce oczęta patrzyły wystraszone ale ślepo-ufne,
i czekały, długo, na spełnienie.

a jednak,o wiele -za- długo.

to było przecież takie proste:
wystarczyło poprosić o poważną rozmowę- by w nieprzerwanym potoku miłosnych
wyznań się zająknął,
wystarczyło nacisnąć na jasne określenie "co dalej"- by zamilkł, pokrętnie
coś bełkocząc nie na temat
wystarczyło zażądać ostatecznej decyzji "w te czy we wte"- by zwiał jak
niepyszny z podkulonym ogonem skomląc o swoich i ciągle swoich
egzystencjalnych problemach

i nawet nie wydukał po prostu "nie widzę z tobą przyszłości".

-ot, tchórzokundelek.
moja miłość.


Obserwuj wątek
    • samowolny Re: tchórzokundelek 27.04.05, 09:40
      bo w tym cały jest ambaras żeby dwoje chciało na raz....

      widziane oczami faceta....były" miesiące, długie miesiące zapewnień o miłości,
      telefonów, spotkań, wyznań, opowieści o marzeniach na przyszłość, błagań .."
      i w końcu(może) pomyślał "gadał dziad do obrazu a obraz ani razu" i zapał
      powoli ustał, a wtedy pani zorientowała sie że absztyfikant jakos mniej
      nadskakuje i wpada w popłoch...ale na horyzoncie tylko widac niknaca postać
      "tchórzokundelka" ...
      • nasq Re: tchórzokundelek 27.04.05, 09:52
        >i wpada w popłoch...ale na horyzoncie tylko widac niknaca postać
        > "tchórzokundelka" ...


        tchórzokundelek nikł w oddali w popłochu bacząc by zdążyć na czas uciec przed
        zobowiązaniami.

        gdyby pani nie zapytała o "szczegóły przyszłości" absztyfikant by jeszcze
        długo, długo, ją kochał, wielbił i na rękach nosił,
        ale bez konkretnych zobowiązań jego "miłość" była najwyraźniej większa,

        chyba właśnie tylko dlatego była.

        trafił na naiwną to skorzystał.
      • zuzka111 Re: tchórzokundelek 27.04.05, 15:42
        dokładnie.
        Księżniczka na ziarnku grochu.
        Ludzie zamiast cieszyć się chwilą, tym co mają, wymyslaja jakieś głupawe testy.
        Umawiać się na całe życie, gdy nie da się przewidzieć, czy będziemy ży jutro.
        :-)
        Nie dziwię się, że chłop zwiał.
        • bellima Re: tchórzokundelek 27.04.05, 15:53
          zuzka111 napisała:

          > dokładnie.
          > Księżniczka na ziarnku grochu.
          > Ludzie zamiast cieszyć się chwilą, tym co mają, wymyslaja jakieś głupawe
          testy.
          > Umawiać się na całe życie, gdy nie da się przewidzieć, czy będziemy ży jutro.
          > :-)
          > Nie dziwię się, że chłop zwiał.


          Pewno nawet zwial spowrotem do zony. Tacy panowie lubia teksty o zyciu chwila,
          o niepewnosci jutra i obdarzac wyjatkowymi uczuciami. Gdy w domu czeka stara i
          zrzedzaca, ale pewna zona to wtedy mozna kochac na prawo i lewo! A jak kochanka
          przycisnie to sie zwiewa i szuka nowej. :))
          Dziwne te panienki, ze nie chca sie cieszyc chwilami.
          • zuzka111 Re: tchórzokundelek 28.04.05, 11:47
            Nie zrozumialas tego, co napisałąm poprzednio.
            Jeżeli autorka trzeźwo myśli, to tym lepiej.
            Ale, może nie warto czekać na księcia na całe życie, bo on może nigdy nie
            zawitać na tym białym koniu...
            Może warto cieszyć się tym co "tu i teraz", chwilą, uśmiechem, bo w dalszym
            życiu może piękne będą już tylko wspomnienia tych chwil...

            Naprawde trzeba cieszyć się chwilą, bo życie składa się własnie z tych chwil...
            Z niczego więcej.

            A przypierany facet ucieka. Jak się na nim coś wymusza, to się buntuje.
            To, że nie chciał rodziny, dzieci, małżeństwa wcale nie musi oznaczać, że nie
            kochał.
            Nazywanie go kundelkiem jest bez sensu, bo trzeba szanować siebie i swoje
            uczucia...
    • aniolek82 Re: tchórzokundelek 27.04.05, 09:48
      Faceci z natury to takie tchórzokundelki. Jak zorientują się że dziewczynie
      zależy na czymś więcej, że dziewczyna myśli poważnie o wspólnej przyszłości -
      podkulają ogonki i uciekają ;)
    • Gość: Gina Re: tchórzokundelek??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 09:49
      A ja myślę, że jednak jest ODPOWIEDZIALNY, bo albo ma już jakąś swoją
      rodzinę,którą gdyby zostawił dla Ciebie to "zjadłyby" go alimenty i nie mógłby
      Ci zapewnić BYTU, albo -jeśli nie jest z kimś związany, to ma świadomość, że
      NIE STAĆ GO na założenie Rodziny, gdyż nie będzie jej w stanie utrzymać -
      przynajmniej teraz. Miłość Miłością Kochana, ale trzeba jeszcze z czegoś żyć.
      Samo patrzenie w oczy nie wystarczy, żeby być szczęśliwą...
      • nasq Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 09:57
        nie mógłby
        > Ci zapewnić BYTU,

        sama sobie byt zapewniam. sponsora nie potrzebuję.


        >, to ma świadomość, że
        > NIE STAĆ GO na założenie Rodziny,

        i tę świadomość miał równiez przez cały czas gdy się spotykaliśmy? wiedział od
        początku, że ja chcę rodziny,
        uwazasz, że to odpowiedzialne zabrac mi kilka lat życia a potem wystawić do
        wiatru bez słowa wytłumaczenia?
        • samowolny Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:10
          nasq napisała:


          > uwazasz, że to odpowiedzialne zabrac mi kilka lat życia a potem wystawić do
          > wiatru bez słowa wytłumaczenia?

          od dłuższego czasu widze taka prawidłowośc że jak para jest zbyt długo razem
          bez zalegalizowania to potem zrywaja ze soba a jedno z nich ma pretensje o
          stracony czas..tylko czemu wczesniej o tym nie pomyślała? na co czekała? czemu
          sama nie dążyła do wyjaśnienia /uregulowania tego stanu rzeczy?
          Nie pytaj "dlaczego on tak postąpił?" ale spytaj sie siebie co ja zrobiłam aby
          było inaczej....
          • meduza4 Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:21
            Ja się tak wtrące w dwóch kwestiach. Samowolek, jakeś mój kumpel to przestań
            wymyślać niestworzone rzeczy ;-PPPPPP To o tym dziadzie do obrazu. Wszak
            faceci podobno lubią zdobywać i taka ich życiowa rola i przeznaczenie (które
            zresztą sami sobie obrali) :-DDDD


            A w kwestiach utrzymania rodziny to już nie do Ciebie ten komentarz:

            Dziwi mnie takie postawienie sprawy: nie stać go. No bo w końcu wszyscy kiedyś
            wyfruwają spod skrzydełek rodziców, zaczynają mieszkać "na swoim" i wieść
            niezależne życie. W dzisiejszych czasach dotyczy to na równi mężczyzn i kobiet.
            No i na mój chłopski rozum taniej wychodzi jak para utrzymuje jeden dom niż jak
            każde z nich mieszka osobno. No chyba, że chcą do trzydziestki czy
            czterdziestki mieszkać u mamusi... ale czy to są wtedy dorośli ludzie???

            Dla mnie miłość nie polega na tym, że mężczyzna biadoli "kocham Cię, ale nie
            będziemy razem bo mnie nie stać..."
            Gdyby kochał to by walczył, bo nie takie przeszkody ludzie potrafią pokonać
            wspólnymi siłami. I o tym należy pamiętać, że wartościowy związek może być
            motorem, siłą napędową życia. Co może wtedy stanąć na przeszkodzie miłości?
            Chyba tylko jakaś Siła Wyższa, a braku pieniędzy do niej nie zaliczam :-)
            • samowolny Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:32
              meduza4 napisała:

              > Ja się tak wtrące w dwóch kwestiach. Samowolek, jakeś mój kumpel to przestań
              > wymyślać niestworzone rzeczy ;-PPPPPP To o tym dziadzie do obrazu.

              meduza ciekawe skąd wiedziałem że akurat tego "dziada" sie przyczepisz?:)))))
              chciałem lekko sprowokowac do dyskusji.... a pamietasz treść "Stary człowiek i
              morze" ? owy rybak(mysliwy) wytrwale walczył z rybą ale w finale i tak nic nie
              osiągnął, dlatego niekiedy trzeba odpowiednio wczesnie "przeciąć żyłke" ......
              • meduza4 Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:37
                samowolny napisał:

                > meduza ciekawe skąd wiedziałem że akurat tego "dziada" sie przyczepisz?:)))))
                > chciałem lekko sprowokowac do dyskusji....

                "Ty, Ty mnie dobrze znasz, wszystko o mnie wiesz..."
                To z takiej piosenki :-)))
                A czepiłam się nie tyle dziada co Twoich domysłów i insynuacji... bo w końcu
                oprócz autorki nikt nie wie jak to było naprawdę...


                > a pamietasz treść "Stary człowiek i
                > morze" ? owy rybak(mysliwy) wytrwale walczył z rybą ale w finale i tak nic
                nie
                > osiągnął, dlatego niekiedy trzeba odpowiednio wczesnie "przeciąć
                żyłke" ......

                Właśnie nie bardzo pamiętam :-(
                Coś mi się jeszcze z czasów młodości we łbie tłucze ale ledwo kojarzę :-(

                Ty mi lepiej gadaj, czy niemiecki znasz...
                • samowolny Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:51
                  meduza4 napisała:

                  > Ty mi lepiej gadaj, czy niemiecki znasz...

                  wiesz że ja wychowałem sie na "Czterech pancernych i pies" i "Stawka wieksza
                  niz zycie" dlatego z niemieckiego znam tylko: raus,sznela,hende choh , hitler
                  kaput i bruner ty świnio..:))))
                  • meduza4 Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 12:39
                    Cho... lewka od buta :-(
                    To juz ja troche lepiej znam obce jezyki :-(
          • nasq Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:24
            była głupia wierząc w miłość. a raczej w zapewnienia o miłości, słowem i
            gestem, o najwiekszej miłosci jaka mu się w życiu zdażyła, wymarzonej i
            wyśnionej.
            kto by się spodziewał, że to nic nie znaczy? albo, że znaczy tylko "carpe diem,-
            dopki nic więcej nie będzie wymagała"
            skąd miała wiedziec, że to tylko zabawa w miłość? zabawa w dom? to pierwszy typ
            który się nią tak zabawił.
            niektórzy rodzą się chorzy na naiwność, a to choroba nieuleczalna.
            jeśli trafią na osobę która wie jak na tym grać, to przegrywają. czasem
            miesiące, lata, przyszłość. a gracz spełniony i zrelaksowany idzie grać na kimś
            innym.


        • Gość: Gina Re: tchórzokundelek??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 10:20
          Zdaje się, że jesteś silną kobietą. Pamiętaj jednak, ze w podświadomości
          każdego faceta tkwi coś takiego, że to ON POWINIEN ZAPEWNIĆ CI BYT, bo gdyby
          było inaczej, to byłby fujarą, pantoflarzem, a nie macho! Kochał Cię - to
          pewne. Przez te lata też miał nadzieję, że coś się zmieni- też marzył o Tym,
          żebyście byli razem. Na pewno nie myślał wtedy, że wykorzytuje Ciebie i TY
          BĘDZIESZ TEJ MIŁOŚCI ŻAŁOWAĆ. Domyślam się, że jesteś rozgoryczona i
          zawiedziona. Uważam jednak, że nie sprawiedliwie oceniasz ten miniony czas.
          Przecież BYŁ PIĘKNY. Nieprawda? Masz piękne wspomnienia i lekcję na przyszłość,
          więc nie jest to czas stracony.
          • nasq Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:32
            Gość portalu: Gina napisał(a):

            > Zdaje się, że jesteś silną kobietą. Pamiętaj jednak, ze w podświadomości
            > każdego faceta tkwi coś takiego, że to ON POWINIEN ZAPEWNIĆ CI BYT, bo gdyby
            > było inaczej, to byłby fujarą, pantoflarzem, a nie macho!

            czyli ważniejsze było jego ego i poczucie władzy
            niż ja, niz MY...


            >lekcję na przyszłość,> więc nie jest to czas stracony.

            mam taką lekcje na przyszłość, że wolałabym żeby się nigdy nie zdarzyła. chcę
            siebie sprzed tego czasu, ale to już niemożliwe.
            nawet tej przyszłosci po takiej lekcji nie widać. nic nie będzie takie jak
            sobie wymarzyłam, przegrałam najważniejsze. bo jak głupia gęś czekałam na
            nieodpowiedzialnego faceta.
            • samowolny Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:37
              nasq napisała:

              > bo jak głupia gęś czekałam na nieodpowiedzialnego faceta.

              a może nie trzeba było tylko czekać ale samej z inicjatywą wyjść?
              • nasq Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:40
                no właśnie wyszłam. i zobaczyłam jak podkula ten ogonek nie wiedząc czy już
                czmychać czy jeszcze dam się pobałamucić...
              • meduza4 Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:40
                Samowolek, bo Cię palnę ;-)

                No i ja muszę teraz latać za Tobą po tym wątku i przed nieprzemyślanymi
                wypowiedziami powstrzymywać. A co Ty, "materacem" byłeś, że wiesz kto z
                inicjatywą wychodził? ;-PPPPPP
                • nasq Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:41
                  meduza4 napisała:

                  > Samowolek, bo Cię palnę ;-)
                  >
                  > No i ja muszę teraz latać za Tobą po tym wątku i przed nieprzemyślanymi
                  > wypowiedziami powstrzymywać. A co Ty, "materacem" byłeś, że wiesz kto z
                  > inicjatywą wychodził? ;-PPPPPP


                  khy, khy.
                • samowolny Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:56
                  meduza4 napisała:

                  > Samowolek, bo Cię palnę ;-)
                  >
                  > No i ja muszę teraz latać za Tobą po tym wątku i przed nieprzemyślanymi
                  > wypowiedziami powstrzymywać. A co Ty, "materacem" byłeś, że wiesz kto z
                  > inicjatywą wychodził? ;-PPPPPP

                  no tak zmowa jajników męskiego punktu widzenia do wiadomości nie przyjmuje:))

                  >
                  • nasq Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 10:57
                    a co da teraz "trzeba było..."?
                    • samowolny Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 11:16
                      nasq napisała:

                      > a co da teraz "trzeba było..."?

                      racja nic nie da , to jak umarłemu kadzidło, dlatego zamknij ten rozdział
                      swojego zycia , nie patrz w tył tylko przed siebie
                      • meduza4 Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 12:42
                        Samowolek, żadnej zmowy jajników nie było i nie ma :-)
                        Jak zwykle doszukujesz się drugiego dna... chociaż kiedyś stwierdziłeś, że
                        tylko kobiety tak robią ;-PPP

                        A co do kadzidła, to mi przypomniałeś, że mi się kadzidełka indyjskie
                        skonczyły. I wcale nie zmarłemu zamierzam kadzić... tylko demonom, coby
                        przyszły i poratowały mnie w potrzebie :-D
                        • samowolny Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 13:06
                          meduza4 napisała:

                          > A co do kadzidła, to mi przypomniałeś, że mi się kadzidełka indyjskie
                          > skonczyły. I wcale nie zmarłemu zamierzam kadzić... tylko demonom, coby
                          > przyszły i poratowały mnie w potrzebie :-D

                          ty meduzko nie licz na te "demony" wylko wyślij tego totka :))))
                          • meduza4 Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 13:35
                            samowolny napisał:

                            >
                            > ty meduzko nie licz na te "demony" wylko wyślij tego totka :))))

                            To nie w tej sprawie mam je okadzać ;-PPPPP
                            A w totka nie gram z założenia :-)
                  • szybki_wytrysk Re: tchórzokundelek??? 27.04.05, 11:16
                    A propos jaj, to jest taki kawał:
                    Przychodzą pływaczki z DDR-u do trenera na skargę.
                    -Panie trenerze mamy dosyś już tego pańskiego koksu , bo rosną nam włosy.
                    - na klacie? - pyta trener.
                    -e tam na klacie , na jajach !!!!!
        • daktylek Re: tchórzokundelek??? 28.04.05, 12:40
          Może trzeba zwrócic uwagę na te kilka lat, o których piszesz. Tak to się ju ż w
          życiu składa, że jak ludzie są ze sobą za długo ( ja myślę - powyżej dwóch lat)
          i nie legalizują związku, to potem jest coraz trudniej to zrobić. Przez te
          pierwsze dwa lata największą rolę odgrywa głęboka fascynacja, także ta
          seksualna. Przez następne dwa lata podobno trwa jeszcze fascynacja - juz w
          mniejszym stopniu, a potem ... Potem zaczyna się szara rzeczywistość. Jeśli
          przez te cztery teoretyczne lata ludzie nie zdołali się zaprzyjaźnić i odnależć
          tego, co łaczy - poza facynacją - to takie związki się rozpadną wcześniej czy
          później.
      • lalka22 Re: tchórzokundelek??? 13.07.05, 16:08
        Gość portalu: Gina napisał(a):

        > A ja myślę, że jednak jest ODPOWIEDZIALNY, bo albo ma już jakąś swoją
        > rodzinę,którą gdyby zostawił dla Ciebie to "zjadłyby" go alimenty i nie mógłby
        > Ci zapewnić BYTU, albo -jeśli nie jest z kimś związany, to ma świadomość, że
        > NIE STAĆ GO na założenie Rodziny, gdyż nie będzie jej w stanie utrzymać -
        > przynajmniej teraz. Miłość Miłością Kochana, ale trzeba jeszcze z czegoś żyć.
        > Samo patrzenie w oczy nie wystarczy, żeby być szczęśliwą...


        Kompletna bzdura ! Nie kochał jej, bo gdyby kochał to by walczył o nią POMIMO
        WSZYSTKO !
    • Gość: Kaśka Re: Wina zawsze leży po obu stronach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.05, 13:47
      Nie huśtaj się więc teraz po kimś, kogo kochałaś. To był też Twój wybór. I
      byłaś szczęśliwa. Nie rzygaj na to co było, bo Ty też będziesz cuchnąć
      (przecież to kawałek Twojej historii). Zamknij tez rozdział w swoim życiu,gdyż
      to i tak niczego już nie zmieni. Do przodu patrz. Pozdr.
      • nasq Re: Wina zawsze leży po obu stronach 27.04.05, 14:23
        jasne. przecież to ja przesoliłam zupe. zapewne stąd to sie po-rzy-ganie
    • karielcia tchórzokundelek, really? 27.04.05, 14:33
      czy nie sadzisz, ze stawianie faceta "pod sciana" po kilku miesiacach
      znajomosci - to przesada?

      chodzilo Ci o niego, czy o "milosc na zawsze"?
      mam watpliwosci.
      czy nie sadzisz, ze za rok sam by moze dojrzal i moze sam Ci cos zaproponowal,
      lub... odszedl?
      • nasq Re: tchórzokundelek, really? 27.04.05, 14:45
        karielcia napisała:

        > czy nie sadzisz, ze stawianie faceta "pod sciana" po kilku miesiacach
        > znajomosci - to przesada?

        to nie było "kilka" miesięcy


        > chodzilo Ci o niego, czy o "milosc na zawsze"?
        > mam watpliwosci.

        uważasz, że jedno z drugim nie może istnieć?


        > czy nie sadzisz, ze za rok sam by moze dojrzal

        nie sądzę. ba, teraz juz jestem pewna, że do bycia naprawdę razem by nie
        dojrzał. potrzebował stanu bycia zakochanym a nie związku ze mną.

        >i moze sam Ci cos zaproponowal,
        > lub... odszedl?

        np co? żebym jeszcze pare lat zaczekała bo on się musi zastanawiać a tsunami w
        Indonezji nie pozwala mu teraz zebrac myśli? a potem będzie trzęsienie ziemi w
        Turcji, i wybuch wulkanu na Kamczatce, i..., i....

        tak, tak. powinnam poczekać do następnego wcielenia. moze by się wtedy na coś
        zdecydował...a póki co- być, i nic nie wymagać.
        • karielcia Re: tchórzokundelek, really? 27.04.05, 14:55
          wybacz, ale po prostu nie wierze...
          po roku, dwoch przebywania z kims, zna sie po prostu prawdziwe,
          a nie deklarowane intencje drugiej strony.
          • nasq Re: tchórzokundelek, really? 27.04.05, 15:05
            no właśnie. tym bardziej jego pokrętna i niepyszna rejterada była czymś
            szokującym.
            żeby choć się odważył powiedzieć to wprost. żeby było janse. ale nie.
            • zuzka111 jesteś koszmarna 27.04.05, 15:52
              nie wytrzymałabym z Tobą ni minuty :-)
              A ty go kochałaś???
              • nasq Re: jesteś koszmarna 27.04.05, 16:01
                zuzka111 napisała:

                > nie wytrzymałabym z Tobą ni minuty :-)


                wiec nie umartwiaj sie dłużej kontaktem ze mną bo cie o masochizm posądzę.
                • zuzka111 Re: jesteś koszmarna 27.04.05, 17:04
                  Nie kontaktuję się z tobą, kontaktuję się z forum gazeta.pl

                  Mało romantyczna jesteś jak na to forum ;-)))
                  Chciałaś złapać sponsora i nie wyszło, a teraz łzy rozlewasz jaki z niego pies.
                  Od pierwszego spotkania mówiłaś mu pieszczotliwie ty kundelku?
                  Nie kochał Cie i to Cie boli, a reszta to tylko ideologia. Bo jakby kochał, to
                  by zrobił co byś chciała...
                  • bellima Re: jesteś koszmarna 28.04.05, 08:08
                    Zuzka a dlaczego z taka wyrazna przyjemnoscia kopiesz kobiete?
                    Moze gdzies podswiadomie czujesz, ze ten jej kundelek to mogl byc twoj maz? I
                    czujesz jadowita satysfakcje ze ona cierpi? :)))
                    • zuzka111 Re: jesteś koszmarna 28.04.05, 11:33
                      Ja ją kopię z przyjemnością?
                      Nie. Jest mi to obojętne.
                      Zastanawiam się tylko dlaczego facet jest w ustach tej pani kundelkoczymśtam.
                      Niestety gdzieś mi umknęła kwestia czyjegoś męża, więc na pewno nie ma związku
                      między moim a tym tu.
                      Szczerze, to nie przeczytałam wszystkich postów i nie wiedziałam, że facet
                      żonaty :-). Myślałam, że jęczy tu, bo on się nie mógł zdecydować, bo taki
                      nieśmiały, czy cos...
                      Zamiast wypisywać brednie na forum, kobitka powinna przemyśleć swoje zachowanie.
                      Spytałam, czy ona go kochała, ale odpowiedzi nie widzę, więc czyż warto
                      współczuć? Wyrachowanej babie?
                      Interes nie wyszedł, niech sobie opracuje inny.
                      Może wskazówką będzie, że są też panienki, które zachodziły w ciążę, by znaleźć
                      sponsora.
                      • nasq jesteś koszmarna 28.04.05, 12:14
                        jedyne co ci moge odpowiedzieć to właśnie to: jestes koszmarna.
                        polepszaj sobie samopoczucie gdzie indziej.
                        bez odbioru.
                      • meduza4 Re: jesteś koszmarna 28.04.05, 12:49
                        zuzka111 napisała:


                        > Zamiast wypisywać brednie na forum, kobitka powinna przemyśleć swoje
                        zachowanie
                        > .

                        Pozwolę sobie zauważyć, że to co Ty wypisujesz także do kategorii mądrych
                        rzeczy nie należy, z całym szacunkiem do Twojej osoby :-)

                        > Spytałam, czy ona go kochała, ale odpowiedzi nie widzę, więc czyż warto
                        > współczuć? Wyrachowanej babie?

                        Po pierwsze: czy "ona" ma obowiązek tłumaczyć Ci się ze swoich uczuć?
                        Po drugie: przeczytałam wszystkie posty i nie dopatrzyłam się w tym żadnych
                        znamion interesu i wyrachowania. O czym zatem mówisz?

                        > Interes nie wyszedł, niech sobie opracuje inny.
                        > Może wskazówką będzie, że są też panienki, które zachodziły w ciążę, by
                        znaleźć
                        >
                        > sponsora.

                        A to? Czy to z własnego doświadczenia czy z teoretycznych rozważań? ;-PPP

                        I mała uwaga - miałam nie komentować Twoich wypowiedzi... ale Demon mnie
                        podkusił. Nie potrafiłam się oprzeć :-DDD
                        • zuzka111 Re: jesteś koszmarna 28.04.05, 14:18
                          Nie wołaj demonów, bo przyjdą i nie takie jak sobie wymarzyłaś...

                          Pytanie o miłość jest zasadnicze.
                          To przecież od miłości wszystko sie zaczyna.

                          Czyż przemożna chęć stabilizacji to nie interes?
                          Nie brzmi to tak: "ja cie będe kochała, jak się ze mną ożenisz..."?
                          Jak nie chcesz, to mam Cie gdzieś.
                          Jak nie chcesz, to jestes gnojkiem, kundlem, tchórzem...

                          Czy strach to nie uczucie przypisane ludziom i czy mężczyzna nie może sie bać
                          odpowiedzialnośći, z której kobieta pchana instynktem może nie zdawać sobie do
                          końca sprawy?

                          Przyszła na forum kobieta, zła, bo ktos zawiódł jej oczekiwania. Dlatego go
                          oczernia i nazywa kundlem...
                          Oczernia siebie, ma do siebie pretensje, nazywa naiwną. Po co?
                          Było, minęło. Było miło. To był dobry kawałek życia. Miała szczęście, którego
                          wiele osób nie dostąpi, których nikt nie pokocha. Po co na to pluć?

                          No i pytanie - a jeśli nie kochała, to czy nie jest to wyrachowanie być z nim,
                          by się ożenił?

                          To co wiem, to o czym pisze wynika z obserwacji.
                          Widziałam wiele dziewczyn jeżdżących na imprezy firmowe po to tylko by zajść w
                          ciążę z kimś na stanowisku, albo z większego miasta.
                          Życie jest brutalne, tym bardziej trzeba się cieszyc miłymi chwilami.

                          A czy jestem obrzydliwa, wstrętna - owszem.
                          Bo we mnie demony siedzą, te najgorsze...
                          • meduza4 Re: jesteś koszmarna 28.04.05, 14:42
                            zuzka111 napisała:

                            > Nie wołaj demonów, bo przyjdą i nie takie jak sobie wymarzyłaś...

                            A niech przychodzą, mam do nich interes i anioł mi w tym nie pomoże bo nie jego
                            sprawa i nie jego zakres kompetencji :-)


                            > Pytanie o miłość jest zasadnicze.
                            > To przecież od miłości wszystko sie zaczyna.

                            Ale dorosła osoba nie ma obowiązku tłumaczyć się z tego Tobie. Nie musi bo nie
                            Twoja sprawa i tyle :-)


                            > Czyż przemożna chęć stabilizacji to nie interes?

                            Ło matko boska, interes dla obojga i zazwyczaj nikt sobie z tego nie zdaje
                            sprawy. Nie mam zwyczaju rozliczać w ten sposób transakcji które obu stronom
                            dają korzyści.

                            > Nie brzmi to tak: "ja cie będe kochała, jak się ze mną ożenisz..."?
                            > Jak nie chcesz, to mam Cie gdzieś.

                            A nawet jeśli tak brzmi to co w tym złego? Jej prawo: chce takiego, który się
                            ożeni i innego brać nie musi. To wolny kraj i tyle :-)


                            > Jak nie chcesz, to jestes gnojkiem, kundlem, tchórzem...

                            A na moje rozumienie wątku to w jej oczach kundlem jest dlatego, że nigdy nie
                            powiedział, że nie chciał, mimo że nie chciał. Gdyby to powiedział nie doszłoby
                            do tego związku.


                            > Czy strach to nie uczucie przypisane ludziom i czy mężczyzna nie może sie bać
                            > odpowiedzialnośći, z której kobieta pchana instynktem może nie zdawać sobie
                            do
                            > końca sprawy?

                            Ach, to już odpowiedzialności się mamy bać? Dorosłość polega na braniu na
                            siebie odpowiedzialności: zawodowej, osobistej i jakiejś tam innej.
                            Mężczyzna... a niech się boi, ale wtedy jest tylko dużym chłopcem :-)

                            > Przyszła na forum kobieta, zła, bo ktos zawiódł jej oczekiwania. Dlatego go
                            > oczernia i nazywa kundlem...

                            No i dobrze, niech się złości, wyrzuci z siebie żal to jej ulży :-)

                            Czy złość to nie uczucie przypisane ludziom i czy kobieta nie może sie złościć
                            na tchórzostwo, z którego mężczyzna pchany swoim strachem może nie zdawać sobie
                            do końca sprawy? ;-PPPPPPPPPPPPPPPP


                            > Oczernia siebie, ma do siebie pretensje, nazywa naiwną. Po co?
                            > Było, minęło. Było miło. To był dobry kawałek życia. Miała szczęście, którego
                            > wiele osób nie dostąpi, których nikt nie pokocha. Po co na to pluć?

                            Jej życie, jej sprawa, niech pluje. Ja na wiele rzeczy plunęłam i mi się
                            zrobiło lepiej. A czy zawiedzioną miłość można nazwać szczęściem? Czy była
                            kochana naprawdę? Nie wiesz a osądzasz :-)


                            > No i pytanie - a jeśli nie kochała, to czy nie jest to wyrachowanie być z
                            nim,
                            > by się ożenił?
                            > To co wiem, to o czym pisze wynika z obserwacji.

                            A czy to ją obserwowałaś? Nie znasz osoby a generalizujesz :-)

                            > Widziałam wiele dziewczyn jeżdżących na imprezy firmowe po to tylko by zajść
                            w
                            > ciążę z kimś na stanowisku, albo z większego miasta.

                            I co z tego? Ja też widziałam, ale to nie znaczy, że każda z nas jest taka :-)



                            > Życie jest brutalne, tym bardziej trzeba się cieszyc miłymi chwilami.

                            I znowu osądzasz... tym razem coś większego od Ciebie :-)


                            > A czy jestem obrzydliwa, wstrętna - owszem.
                            > Bo we mnie demony siedzą, te najgorsze...

                            A czy ja Cię o to pytam? I co mnie Twoje demony obchodzą? Twój problem, który
                            mnie zupełnie nie interesuje :-)


                            • zuzka111 Re: jesteś koszmarna 28.04.05, 15:20
                              Skąd w Tobie pewność jakie kompetencje ma anioł :-) i czy demonów Ci trzeba.

                              Co do interesu - obojgu było dobrze.
                              Jedynie jedna ze ston chciała "premię" - której nie dostała. Może nie zasłużyła.
                              Odpowiedzialność - do tego się dojrzewa w różnym często czasie.
                              I samodzielnie podejmuje decyzję, a nie pod presją.
                              Może facet potrzebował jeszcze chwilki... czy on musiał natychmiast
                              odpowiedzieć na pytanie?
                              I nie odpowiedział, że nie chce, nic nie odpowiedział... Bo się wystraszył -
                              stąd i nazwa wątku.
                              Wolno mu się bać.
                              I naiwnie jest myśleć, że ci co biorą odpowiedzialność nie boją się.
                              Tylko odmóżdżeni się nie boję.
                              I nie mów mi co jest większe ode mnie i co mogę osądzać, bo mogę osądzać
                              wszystko co chcę.
                              To Ty mnie zaczepiłaś i moje demony.
                              • meduza4 Re: jesteś koszmarna 28.04.05, 15:34
                                zuzka111 napisała:

                                > Skąd w Tobie pewność jakie kompetencje ma anioł :-) i czy demonów Ci trzeba.

                                Skąd pewność? Tak po prostu jest!!! :-DDDDDDDD

                                > Co do interesu - obojgu było dobrze.
                                > Jedynie jedna ze ston chciała "premię" - której nie dostała. Może nie
                                zasłużyła

                                Oooo, znowu osądzamy? To co już uczyniliśmy własne ego bogiem? ;-)



                                > Odpowiedzialność - do tego się dojrzewa w różnym często czasie.

                                No to widać słusznie zrobiła chcąc znać jego zdanie na temat przyszłości ich
                                związku bo nie ma nic gorszego niż związek ludzi, którzy reprezentują inny
                                stopień odpowiedzialności :-)


                                > I samodzielnie podejmuje decyzję, a nie pod presją.

                                Trudno nazwać presją wyrażone wprost pytanie :-)

                                > Może facet potrzebował jeszcze chwilki... czy on musiał natychmiast
                                > odpowiedzieć na pytanie?

                                Podobno chwilka trwała kilka lat :-)))
                                To już ja, zwykła baba, nie potrzebowałabym tyle czasu... :-)))


                                > I nie odpowiedział, że nie chce, nic nie odpowiedział... Bo się wystraszył -
                                > stąd i nazwa wątku.

                                Brak odpowiedzi jest pewną jej formą :-)
                                Czy tego nie widzisz???

                                > Wolno mu się bać.

                                To niech się boi dalej i niech nie zawraca głowy kobiecie, która oczekuje od
                                mężczyzny odwagi :-)


                                > I naiwnie jest myśleć, że ci co biorą odpowiedzialność nie boją się.
                                > Tylko odmóżdżeni się nie boję.

                                Ja się nie wypowiadałam w kwestii czy się boją czy nie. Mówię tylko, że
                                umiejętność brania na siebie odpowiedzialności to cecha ludzi dojrzałych.


                                > I nie mów mi co jest większe ode mnie i co mogę osądzać, bo mogę osądzać
                                > wszystko co chcę.

                                Lecz jak Ty osądzasz tak zostaniesz osądzona :-))))
                                A mnie wolno mówić co mi się spodoba, zwłaszcza, że to prawo sama sobie
                                przyznałaś osądzając i atakując autorkę wątku. Grajmy więc tą samą talią
                                kart :-)))


                                > To Ty mnie zaczepiłaś i moje demony.

                                No, nawet bystra jesteś :-)))
                                Nie zaprzeczam :-DDD
                                Powiem jeszcze, że miałam w tym własny cel ;-PPPPP



                            • Gość: hansii Meduzko, nie smec... IP: *.arcor-ip.net 28.04.05, 15:23
                              mam tylko jedna uwage:
                              nie wiem, czy bala kochana.
                              ale czula sie kochana.

                              zatem plucie, ze byly to lata stracone - jest nie na miejscu.
                              chyba, ze nie o milosc, a o stabilizacje jej chodzilo...

                              TO NIE JEST JEDNO I TO SAMO.
                              • meduza4 Re: Meduzko, nie smec... 28.04.05, 15:36
                                Gość portalu: hansii napisał(a):

                                >
                                > ale czula sie kochana.
                                >
                                > zatem plucie, ze byly to lata stracone - jest nie na miejscu.
                                > chyba, ze nie o milosc, a o stabilizacje jej chodzilo...

                                A o co by jej nie chodziło, uważam, że osoby postronne nie mają prawa tego
                                osądzać. Życie samo jest sędzią dla każdego z nas i pewnego dnia także ta
                                historia w oczach autorki będzie wyglądać inaczej.

                                Po co jeszcze jej dokopywać, co to zmienia, w czym pomaga???
                                • zuzka111 Re: Meduzko, nie smec... 28.04.05, 16:16
                                  Postronne??????

                                  jak się coś załatwia w ciszy rodzinnego ogniska, to reszta jest postronna.
                                  Jak się wywala problem w internecie to zaprasza się do długu miliony
                                  uczestników.
                                  A dokopywanie pomaga w zrozumieniu. Głaskanie po główce mniej.

                                  Zycie jest na tyle krótkie i nieodtwarzalne, że trzeba się cieszyć każdą jego
                                  chwilą.
                                  Kilka lat uwielbienia i noszenia na rękach... :-), wystarczy się po tej
                                  romantyce rozejrzeć, by wiedzieć jaki to cud... :-)
                                  wracam skąd wypełzłam.
                                  • meduza4 Re: Meduzko, nie smec... 28.04.05, 16:25
                                    zuzka111 napisała:

                                    > Postronne??????
                                    >
                                    > jak się coś załatwia w ciszy rodzinnego ogniska, to reszta jest postronna.
                                    > Jak się wywala problem w internecie to zaprasza się do długu miliony
                                    > uczestników.

                                    Ale te miliony uczestników także są ludźmi i także czasem wywalają tu swoje
                                    problemy oczekując zrozumienia i szacunku. No więc jak to? Kali mieć problem
                                    - wy Kali szanować. Mrua mieć problem - Kali Mrua dokopać???



                                    > A dokopywanie pomaga w zrozumieniu. Głaskanie po główce mniej.

                                    Jak komu :-)
                                    A do głaskania po główce też nikogo tu nie zachęcałam, pozwolę sobie tak
                                    nieśmiało zauważyć ;-PPP


                                    > Zycie jest na tyle krótkie i nieodtwarzalne, że trzeba się cieszyć każdą jego
                                    > chwilą.

                                    Łatwo mówić osobie szczęśliwej i zadowolonej ze swojej obecnej sytuacji.
                                    Ty chcesz przymusić autorkę, aby była szczęśliwa choć tego nie czuje... i to
                                    przymuszasz ją w imię Twoich ideałów i poglądów :-)

                                    > Kilka lat uwielbienia i noszenia na rękach... :-), wystarczy się po tej
                                    > romantyce rozejrzeć, by wiedzieć jaki to cud... :-)

                                    Żaden to cud, tylko proza życia. Na tej romantice nie pisują przecież ludzie,
                                    którzy nigdy w życiu nikogo nie mieli. Jakiś zakon trzebaby tu wtedy
                                    założyć ;-)

                                    > wracam skąd wypełzłam.

                                    Szkoda, miło było poznać ;-PPPPPP
                                    Niech Cię Bóg prowadzi :-DDD

                              • bellima Druga uwaga 28.04.05, 16:35
                                Upieram sie przy wersji z zona i kochanka.

                                1.Wrazenie zony ktora stara sie w malzenstwie rozwiazywac problemy. Maz okazuje
                                czulosc. Po czym niczego nie podejrzewajaca zona zostaje porzucona
                                przez "kochajacego" meza ktory "cos innego" juz sobie wymyslil tylko wolal jej
                                jeszcze o tym nie mowic zeby po cichu ulozyc sobie swoja przyszlosc bez niej a
                                miec spokoj poki z nia mieszka.
                                2.Wrazenie kochanki ktorej sie opowiada o tym ze z zona to juz nic od dawna i
                                rozwod w toku, i ze juz niedlugo kochankowie beda naprawde razem. Kocha, moze i
                                rozwodzi sie i porzuca ja, bo jej rola jako kobietki dla wsparcia podczas jego
                                rozwodowych utarczek sie skonczyla.
                                Zostaja odstawione gdy zaczynaja domagac sie odpowiedzialnosci za wspolne
                                jutro. I co z tego ze w obu przypadkach kobiety czuly sie "kochane".
                                Obie moga czuc sie oszukane i wykorzystane jesli facet nie komunikowal, ze jest
                                problem miedzy nimi, lub ze plany wobec nich sie zmienily. Decyzje dotyczace
                                nich podjal za ich plecami. Im mowil to co wypadalo mowic zeby bylo milo, nie
                                liczac sie z ich planami, potrzebami, przyszloscia. Czy na pewno maja byc
                                wdzieczne panu ze raczyl je kochac? W tym czasie mogly znalezc innego,
                                odpowiedzialnego, dojrzalego, uczuciowego faceta, ktory nie tylko by
                                je "kochal" ale jeszcze chcial z nimi byc na dobre i zle, czy tworzyc rodzine.
                                Do "milosci" oderwanej od zycia codziennego (tzw stabilizacji) mozna znalezc
                                kandydatow na peczki, gdziekolwiek.
                                Co jest warta "milosc" oparta na klamstwie? Ano jest g.... warta.
                                Co niniejszym widac.
                                • meduza4 Re: Druga uwaga 28.04.05, 16:57
                                  Czy żona, czy kochanka, czy dziewczyna... jakie to ma znaczenie?
                                  Zdarzają się po prostu tacy mężczyźni jak piszesz i masz świętą rację,
                                  twierdząc, że trudno być im wdzięcznym za to, że "raczyli kochać".

                                  Miłość oparta na kłamstwie jest g... warta, a ja się posunę jeszcze dalej, że
                                  niewiele więcej jest warta miłość w której kłamstwa nie ma, ale która oparta
                                  jest tylko na ideałach, która buja w obłokach i nie ma zamiaru zstąpić na
                                  ziemię.

                                  Powiem we własnym imieniu: gdybym chciała się z kimś związać, nie szukałabym
                                  motylka, który wzlatuje pod błękit nieba w swoich marzeniach, wiele gada o
                                  miłości a nic nie robi. Wolałabym kogoś, kto choćby w milczeniu, poszedłby ze
                                  mną przez życie.
                                  To jest moje wyobrażenie miłości, ze stabilizacją jako jej istotnym elementem.
                                  I niektóre osoby na tym wątku mogą mnie nawet próbować ukamienować za moją
                                  "wyrachowaną interesowność"... na co czekam z nieukrywaną ekscytacją, ponieważ
                                  jako duch niespokojny lubię się czasami spierać ;-PPPPPPPPPPP

                                  • hansii nikt Cie nie chce kamienowac, Meduzko. 28.04.05, 19:27
                                    rozne sa kolory i rozne pragnienia milosci.

                                    uszanujmy i Twoje pragnienie stabilizacji

                                    i pragnienie innych do wzlotu - chocby w niewiadomym kierunku.

                                    bye.

                                    J.
                                    • bellima Re: nikt Cie nie chce kamienowac, Meduzko. 29.04.05, 08:12
                                      hansii napisał:

                                      > rozne sa kolory i rozne pragnienia milosci.
                                      > > uszanujmy i Twoje pragnienie stabilizacji
                                      > > i pragnienie innych do wzlotu - chocby w niewiadomym kierunku.


                                      "Pragnienie wzlotu w niewiadomym kierunku"...

                                      Zapal draga wyjdzie ci na to samo, tylko szybciej bedziesz mogl siegnac po
                                      nastepny "powod wzlotu"...

                                      ...Mówisz o romansie, zauroczeniu, miłostce lub czymś podobnym. Nie o miłości.
                                      Odpowiedzialnej, dojrzalej milosci, kiedy dwoje ludzi chce byc ze soba dzis i
                                      jutro pomimo problemow ktore zawsze sie zdarzaja.
                                      Ciekawe, ze pragnienie"powodow wzlotu" zazwyczaj pojawie sie u tych ktorzy juz
                                      maja zaklepana stabilizacje z kims innym...
                                      Prosze nie brukac slowa "milosc".


                                      • hansii The endless colours of rainbow... 29.04.05, 11:59
                                        moj doswiadczony wujek mawial zawsze:

                                        malzenstwo - to polaczenie przyjemnosci i obowiazku.
                                        taka hybryda, rzadko kiedy dobrze funkcjonuje.!

                                        Dalej obstaje przy tym, ze tyle kolorow milosci, ilu ludzi.
                                        milosc to dwie tecze - jak zgrabnie ujela to jedna z forumowiczek...
                                        www-med.eti.pg.gda.pl/~mariusz/icons/tecza.jpg

                                        • bellima Re: The endless colours of rainbow... 29.04.05, 12:08
                                          Czyli milosc to zludzenie. :))) Pojawia sie w scisle okreslonych warunkach i
                                          trwa chwilke. Zalicza sie "wrazenie" i czeka na nastepne. A w miedzyczasie
                                          jakas zona? Jakis maz? Jakies dzieci? Jakas rodzina?
                                          Bardzo wygodna (meska) teoria.:))))


                                          • hansii Re: The endless colours of rainbow... 29.04.05, 12:14
                                            to jest filozoficzna dyskusja. czy "jakos" przechodzi w "jakosc"
                                            (teoria zblizona do mysli Lenina, ze ilosc przechodzi w jakosc),
                                            czy tez, ze jakosc tworzy sie poprzez uporczywe szlifowanie jednej bryly,
                                            by nadac mu/jej znamiona IDEALU.

                                            Ja, jak realista i relatywista, sklaniam sie do koncepcji srodka, ze najlepsza
                                            jest metoda prob i bledow, gdyz czlowiek bladzi cale zycie.
                                            dopoki mu sil starcza. a potem zwyczajnie przestaje.
                                    • meduza4 Wielka szkoda ;-PPPPPPP 29.04.05, 08:48
                                      hansii napisał:

                                      > rozne sa kolory i rozne pragnienia milosci.
                                      >
                                      > uszanujmy i Twoje pragnienie stabilizacji
                                      >
                                      > i pragnienie innych do wzlotu - chocby w niewiadomym kierunku.
                                      >
                                      > bye.
                                      >
                                      > J.


                                      A ja chciałam zginąć chwalebną śmiercią... I teraz będę musiała czekać aż do
                                      starości na koniec mego życia ;-PPPPPP
                                      • hansii np. wspomoc Ojczyzne czynem? 29.04.05, 11:53
                                        rozumiem, ze smierc na lozu porodowym, w akcie wydawania nowego, dzielnego
                                        obywatela niezlomnej Rzeczpospolitej - udaloby sie pod te kategorie podciagnac?

                                        Jesli tak, to chetnie Ci pomoge we wstepnej fazie, prowadzacej do tego
                                        heroicznego czynu.
                                        • meduza4 Re: np. wspomoc Ojczyzne czynem? 29.04.05, 12:02
                                          hansii napisał:

                                          > rozumiem, ze smierc na lozu porodowym, w akcie wydawania nowego, dzielnego
                                          > obywatela niezlomnej Rzeczpospolitej - udaloby sie pod te kategorie
                                          podciagnac?
                                          >
                                          > Jesli tak, to chetnie Ci pomoge we wstepnej fazie, prowadzacej do tego
                                          > heroicznego czynu.


                                          Jak rozumiem, jesteś "on"?

                                          Chętnie przyjmę Twoją pomoc w tej fazie wstępnej, jeśli obiecasz owego nowego
                                          obywatela po mej śmierci własną piersią karmić, coby ojcem być mu i
                                          matką ;-PPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPPP
                                  • bellima Re: Druga uwaga 29.04.05, 08:19
                                    Masz racje, nie ma znaczenia status. Tak bylo latwiej zobrazowac.
                                    I masz racje, jesli ktos doswiadczyl na sobie takiego "przelotu motylka" to
                                    potem juz trzyma sie ziemi:)). Trauma zostaje na cale zycie, a motylek frunie
                                    dalej w achach i ochach zdziwiony ze szczescia za soba nie zostawil.

                                    W ten sposob nijak nie moge sie z Toba poklocic,
                                    ale moze wroci zuzka i cie zwymysla od materialistek i poradzi (bo ona wie
                                    jak) bys kogo na dziecko zlapala to sie bedzie musial z toba
                                    ustabilizowac. :)))
                                    • meduza4 Re: Druga uwaga 29.04.05, 08:51
                                      bellima napisała:

                                      > W ten sposob nijak nie moge sie z Toba poklocic,

                                      No ale ja nie z Tobą kłócić się chciałam...

                                      > ale moze wroci zuzka i cie zwymysla od materialistek i poradzi (bo ona wie
                                      > jak) bys kogo na dziecko zlapala to sie bedzie musial z toba
                                      > ustabilizowac. :)))

                                      Nawet jak wróci to ja nie wiem czy w moim wieku da się zajść w ciążę od
                                      jednorazowej przygody ;-PPPPPP
                                      Wiesz, z wiekiem płodność kobiety spada. Tylko ciąża w stałym związku wchodzi
                                      tu w rachubę ;-PPPPPPPPP
                                      • bellima Re: Druga uwaga 29.04.05, 12:11
                                        meduza4 napisała:

                                        > to ja nie wiem czy w moim wieku da się zajść w ciążę od
                                        > jednorazowej przygody ;-PPPPPP


                                        :))))) Pozostaje sprawdzac doswiadczalnie te teorie. A moze sie uda?
                                        A ile tecz mozna po drodze zaliczyc...:)))))
                                        • meduza4 Re: Druga uwaga 29.04.05, 12:18
                                          bellima napisała:

                                          > meduza4 napisała:
                                          >
                                          > > to ja nie wiem czy w moim wieku da się zajść w ciążę od
                                          > > jednorazowej przygody ;-PPPPPP
                                          >
                                          >
                                          > :))))) Pozostaje sprawdzac doswiadczalnie te teorie. A moze sie uda?
                                          > A ile tecz mozna po drodze zaliczyc...:)))))


                                          Hehehehe ;-PPPPPPPPPPPPPPPPPP

                                          Dobre, dobre :-)))

                                          Problem w tym, że pewien mężczyzna ostatnio mnie oczarował :-)
                                          Nie wiem czy ten konkretny osobnik będzie kiedyś mój, ale wiem jedno: takiego
                                          mężczyzny jak on (pod względem osobowości, wrażliwości, inteligencji itd...)
                                          pragnę dla siebie. Jeśli nie on, to przynajmniej ktoś taki jak on. Po raz
                                          pierwszy w życiu wiem czego chcę w tej materii... i tęcze mnie nie interesują.
                                          W nich tylko odbija się i załamuje światło słońca a ja chcę mojego słoneczka a
                                          nie kolorowych miraży :-)))


                        • nasq Re: jesteś koszmarna 05.05.05, 08:30
                          dzięki Meduzo za zrozumienie.
                    • nasq Re: jesteś koszmarna 28.04.05, 12:16
                      kto wie?....
          • meduza4 Re: tchórzokundelek, really? 27.04.05, 15:10
            karielcia napisała:

            > po roku, dwoch przebywania z kims, zna sie po prostu prawdziwe,
            > a nie deklarowane intencje drugiej strony.

            Guzik prawda... Ja prawdziwe intencje pewnej osoby poznałam dopiero po kilku
            latach... tyle, że to ja byłam osobą, która zerwała ten związek, no więc może
            po prostu było mi łatwiej się z tym pogodzić...

            I co jest... dzisiaj już tylko komiczne, intencje deklarowane były diametralnym
            przeciwieństwem tych prawdziwych.

            • samowolny Re: tchórzokundelek, really? 27.04.05, 15:24
              meduza4 napisała:

              > Guzik prawda... Ja prawdziwe intencje pewnej osoby poznałam dopiero po kilku
              > latach...

              racja meduza ja np żyje ze sobą prawie 40-ci lat i jeszcze ciagle sie
              zaskakuje:)))
              • meduza4 Re: tchórzokundelek, really? 28.04.05, 10:17
                No przecież wiem, ile Ty żyjesz ze sobą, nie musisz się chwalić, że w tak
                podeszłym wieku jeszcze się trzymasz ;-PPPPPPPPPPPP

                A zaskakujesz... czasami nie tylko siebie samego... ;-)

                Ja się tu przy okazji po raz setny zapytam co z kolejnym piwem... i ta
                odpowiedź wcale mnie nie zaskoczy :-(
    • jmx Re: tchórzokundelek 30.04.05, 03:50

      Żonaty? obiecywał, że się rozwiedzie? cóż, utrata złudzeń boli....
      • nasq Re: tchórzokundelek 05.05.05, 08:27
        jmx napisała:

        >
        > Żonaty? obiecywał, że się rozwiedzie? cóż, utrata złudzeń boli....
        >


        czy mówisz z własnego doświadczenia?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka