krtysia
21.05.05, 16:12
"Ty" jesteś jezdeś ksienznickom, a ja jezdem królewicem" - mówiliśmy w
dzieciństwie, bawiąc się na podwórku. Świat baśni był wtedy dla nas czymś tak
samo realnym i rzeczywistym, jak obiad, mama, gra w klasy i niedojrzałe
śliwki kradzione z ogrodu sąsiada. Potem dorastaliśmy. "Bawmy się w
policjantów i złodziei." I znowu zestarzeliśmy się troszeczkę. "Pani Krysiu,
proszę nie zapominać, że tutaj JA jestem dyrektorem!"
Zapomnieliśmy o baśniach. Elfach. Smokach i księżniczkach. Uznaliśmy, że ten
świat nigdy nie istniał. Skazaliśmy go na "niebycie" w naszej świadomości.
Odbyło się to w prosty sposób - ośmieszyliśmy bajki, sprowadziliśmy je do
poziomu naiwnych historyjek dla dzieci. Trochę inaczej postrzega baśnie
szwajcarski psycholog C. G. Jung, który stwierdził, że w nich zawiera się
wszystko, co istnieje w naszej psychice. Zarówno dobra baśń, jak i mit nie
poprzestają na pokazaniu pewnych konfliktów z naszego życia, ale także
ukazują sposób na ich rozwiązanie. Rzadziej w sposób dosłowny, zwykle poprzez
symbole, ale - co ważniejsze - te odpowiedzi możemy odnaleźć sami. I wtedy
stajemy się swoimi własnymi terapeutami, lekarzami. Baśnie dają nam więc to,
czego potrzebujemy. To, na co jesteśmy gotowi
-to kto opowie jakas bajke;))?