Gość: Antonio Alvarez
IP: 195.136.112.*
22.06.05, 14:59
Witam.
Mam 25 lat.
Przez 6 lat bylem z dziewczyna, L. W pewnym momencie przestalismy sie
dogadywac, ona uznala, ze lepiej sie rozstac. Rozstalismy sie.
Po kilku tygodniach zaczalem sie spotykac z byla dziewczyna znajomego (co tu
duzo ukrywac, znajomosc troche sie urwala), B. B jest chyba najblizsza mi
osoba na calym swiecie, dogadywalismy sie bardzo dobrze, jest niekonfliktowa,
swietna w lozku, atrakcyjna, czasami cudownie nieporadna, energiczna i
wesola. Bardzo sie do niej przywiazalem, zaczelo we mnie sie tworzyc cos, co
moglbym nazwac miloscia. Ma tez swoje wady, ale to raczej drobnostki, wiem,
ze mi tez daleko do doskonalosci. Ale po pewnym czasie zaczalem sobie
przypominac wszystkie najfajniejsze momenty ze zwiazku z L.,
wszystkie "pierwsze razy", wyjazdy, wakacje, imprezy, itd., przezylem z nia w
koncu poczatki swojej swiadomej mlodosci. Wszystkich (prawie) bliskich
znajomych poznalem przez nia i po rozstaniu tez troche stracilem z nimi
kontakt. Spotkalem sie z nia raz, drugi. L tez nie mogla o mnie zapomniec,
nie potrafila stworzyc zadnego zwiazku z facetem, mowila, ze potrafi byc
tylko ze mna... Myslalem o niej codziennie, zaczalem sie psychicznie odsuwac
od B. No i zakielkowalo znowu. Po ok roku rozstalem sie z B i wrocilem do L.
Jestem z nia teraz jakies 2 miesiace. Nooooo i... Jest inaczej. L duzo
przemyslala, lepiej sie dogadujemy, wiecej rozmawiamy, stala sie troche
bardziej otwarta niz wczesniej. W mojej glowie przez pewien czas bylo
wszystko ok, ale... Tesknie za B. Tesknie za nia. Stracilem przyjaciolke,
kogos bardzo bliskiego. I nie dlatego, ze nie moglem z nia wytrzymac, tylko
chcialem sprobowac jeszcze raz z dziewczyna, z ktora bylem zwiazany przez 1/4
mojego krotkiego zycia. Chcialem zobaczyc, czy nie da sie uratowac tego, co
mnie definiowalo przez tak dlugi okres.
Ostatnie moje zwiazki wiaza sie tylko z wyrzutami sumienia. Najpierw mialem
wyrzuty, ze tak szybko po rozstaniu z L zwiazalem sie z B. Teraz mam wyrzuty,
ze rozstalem sie z B i szybko zaczalem byc z L. Sam juz nie wiem co mam robic.
Wczoraj spotkalem sie z B pierwszy raz od rozstania. Potraktowala mnie bardzo
po przyjacielsku, bez zadnej urazy. Udawala twarda, ze o mnie juz nie mysli,
itd. Ale w koncu tez pekla. Oboje plakalismy...
Nie jestem typem romantyka, nie umiem zrobic romantycznej kolacji przy
swiecach, romantyczna muzyka sprawia, ze wywracaja mi sie flaki na lewa
strone. A mimo to, cala ta sytuacja wyglada jak z marnej telenoweli... Nie
wiem co mam zrobic, rozstac sie znowu z L, zeby wrocic do B? A jesli znowu
zatesknie za L? Pie...nac sie mlotkiem w potylice? Powiesic? Naprawde tesknie
za B, cudowna dziewczyna...
Chyba zasluzylem na cierpienie. Jak to bylo z tym Werterem, kupil klamke i
walnal sobie w leb, nie? Moze to jakies rozwiazanie.
Pomocy?