Gość: Basiaaaa
IP: *.makolab.pl / 193.28.230.*
07.08.05, 15:51
Wybaczcie że Was obciążam. Historia jest banalna, jakich wiele pewnie w
necie, jakich wiele pewnie jeszcze się zdarzy... Ona i On. Ona wolna, On
żonaty z mocnym postanowieniem rozwodu (decyzję podjął dużo wcześniej, nim Ją
poznał). Spotkanie przypadkowe na czacie, kilka zdań wymienionych na ogólnym,
w dniu następnym rozmowa... Zaiskrzyło od pierwszego zdania i zaczęło się -
niekoncząńce się rozmowy na czacie, gg, sms-y, telefony... On nastawał na
spotkanie, Ona się bała że jej nie zaakceptuje, tak bardzo jej zależało na
Nim , chciała być dla Niego najpiękniejsza i najwspanialsza... przekonała Go
że w obecnej sytuacji (Jego rozwód) spotkanie nie jest najlepszym
pomysłem... Po 2 m-cach właściwie obiecali sobie małżeństwo o dozgonną
miłość..było tak cudownie, tyle ciepła, czułości, słodkich słów, zapewnień
("jestem i będę"). Obiecał że nie będzie wchodził już na czat i rozmawiał z
kimkoliwiek innym - chciał być tylko dla Niej...Ona czuła się taka
szczęśliwa - po latach cierpienia, mniej lub bardziej udanych związków,
cierpienia, wreszcie czuła że to TEN, że to właśnie TO. Nie posiadała się z
radości, czuła się bezpieczna i kochana jak nigdy dotąd.... sądziła że jest
już Jej i zawsze będzie, przecież tak zapewniał.... Zaczęła się dusić w tym
związku, chciała być przy Nim, pocałować Go, móc dotknąć, spojrzeć w Jego
oczy, ale obietnica obowiązwała, stała się Jej przekleństwem powoli, zaczęła
ciążyć... Zaczęła wylewć swój żal, rozpacz na Nim, obciążać Go nim,
zaciskać "magiczną gumkę" tak iż prawie się dusił i nie mógł złapać tchu...
Rozmowy stały się coraz rzadsze, Ona zagniewana nie reagowała, przecież był
Jej, czuła się taka pewna siebie, nie widziała oznak nadchodzącej klęski...
I nagle rozmowa na GG w kwietniu.... On chce się rozstac, twierdzi iż doszedł
do wniosku iż Ona jednak nie będzie dla Niego odpowiednim partnerem, że pewne
zachowania już przerabiał i nie chce powtórnie... Zawalił Jej się świat,
pociemniało w oczach, prawie straciła przytomość gdy to czytała, przyznał iż
do jakiegoś czasu wchodzi na czat (mimo złożonej obietnicy)pod nickiem
którego nie zna i rozmawia z kobietami, aby odreagować... aby zrzucić
napięcie... Ona zaczyna Go przekonywać ze to chwilowe trudności, że przecież
za wiele ich łączy aby tak to się skończyło... Szaleje z rozpaczy, tęskni
obłędnie, zostawia Mu szalone wiadomości na GG (obraczą za swój ból, za swoją
tęsknotę) aż wreszcie On piszę żegnaj i daje ignora na GG.... To koniec.
Można by pisać jeszcze wiele, o wielu rozmowach i jej próbach przekonania
Go...
To było w kwietniu, teraz jest sierpień...a Ona nadal czuje się jakby ktoś
zabrał jej kawałek serca jakby coś w niej na zawsze umarło i nigdy nie
wróciło...Nie ma chwili ani dnia żeby Ona nie myślała o Nim, nie
tęskniła....Najlepiej się czuje kiedy może przymknąć oczy i snuć marzenia że
są razem albo topić łzy w słodkich wspomnieniach.... Czy to możliwe aby
uczicie było na tyle silne aby rezenowało aż do dnia dzisiejszego? Czy
kiedykolwiek skonczy się ta udręka?? Czy ona ma szanse że będą jeszcze
razem?? "Nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki" - to Jego słowa... Jego
konsekwencja wydaje się tak ostateczna.. Może po prostu On Jej nigdy nie
kochał ? Może te zapewnienia były puste i bez pokrycia? Przecież jeśli ludzie
kochają się i chcą ze sobą być to starają się rozwiązać piętrzące się
problemy... Najgorsze że Ona teraz musi żyć ze świadomością że "spieprzyła"
wszystko.... nawet polubiła tego ignora na GG (choć na początku bolało do
żywego, kiedy się zapala, wie żyje chociaż...Zastanawia się, cały czas
zastanawia się czy jest jakiś sposób aby Go odzyskać?? Tak bardzo tego
pragnie, nie umie żyć bez Niego....