Dodaj do ulubionych

Muszę Wam opowiedzieć swoją historię..

IP: *.makolab.pl / 193.28.230.* 07.08.05, 15:51
Wybaczcie że Was obciążam. Historia jest banalna, jakich wiele pewnie w
necie, jakich wiele pewnie jeszcze się zdarzy... Ona i On. Ona wolna, On
żonaty z mocnym postanowieniem rozwodu (decyzję podjął dużo wcześniej, nim Ją
poznał). Spotkanie przypadkowe na czacie, kilka zdań wymienionych na ogólnym,
w dniu następnym rozmowa... Zaiskrzyło od pierwszego zdania i zaczęło się -
niekoncząńce się rozmowy na czacie, gg, sms-y, telefony... On nastawał na
spotkanie, Ona się bała że jej nie zaakceptuje, tak bardzo jej zależało na
Nim , chciała być dla Niego najpiękniejsza i najwspanialsza... przekonała Go
że w obecnej sytuacji (Jego rozwód) spotkanie nie jest najlepszym
pomysłem... Po 2 m-cach właściwie obiecali sobie małżeństwo o dozgonną
miłość..było tak cudownie, tyle ciepła, czułości, słodkich słów, zapewnień
("jestem i będę"). Obiecał że nie będzie wchodził już na czat i rozmawiał z
kimkoliwiek innym - chciał być tylko dla Niej...Ona czuła się taka
szczęśliwa - po latach cierpienia, mniej lub bardziej udanych związków,
cierpienia, wreszcie czuła że to TEN, że to właśnie TO. Nie posiadała się z
radości, czuła się bezpieczna i kochana jak nigdy dotąd.... sądziła że jest
już Jej i zawsze będzie, przecież tak zapewniał.... Zaczęła się dusić w tym
związku, chciała być przy Nim, pocałować Go, móc dotknąć, spojrzeć w Jego
oczy, ale obietnica obowiązwała, stała się Jej przekleństwem powoli, zaczęła
ciążyć... Zaczęła wylewć swój żal, rozpacz na Nim, obciążać Go nim,
zaciskać "magiczną gumkę" tak iż prawie się dusił i nie mógł złapać tchu...
Rozmowy stały się coraz rzadsze, Ona zagniewana nie reagowała, przecież był
Jej, czuła się taka pewna siebie, nie widziała oznak nadchodzącej klęski...
I nagle rozmowa na GG w kwietniu.... On chce się rozstac, twierdzi iż doszedł
do wniosku iż Ona jednak nie będzie dla Niego odpowiednim partnerem, że pewne
zachowania już przerabiał i nie chce powtórnie... Zawalił Jej się świat,
pociemniało w oczach, prawie straciła przytomość gdy to czytała, przyznał iż
do jakiegoś czasu wchodzi na czat (mimo złożonej obietnicy)pod nickiem
którego nie zna i rozmawia z kobietami, aby odreagować... aby zrzucić
napięcie... Ona zaczyna Go przekonywać ze to chwilowe trudności, że przecież
za wiele ich łączy aby tak to się skończyło... Szaleje z rozpaczy, tęskni
obłędnie, zostawia Mu szalone wiadomości na GG (obraczą za swój ból, za swoją
tęsknotę) aż wreszcie On piszę żegnaj i daje ignora na GG.... To koniec.
Można by pisać jeszcze wiele, o wielu rozmowach i jej próbach przekonania
Go...
To było w kwietniu, teraz jest sierpień...a Ona nadal czuje się jakby ktoś
zabrał jej kawałek serca jakby coś w niej na zawsze umarło i nigdy nie
wróciło...Nie ma chwili ani dnia żeby Ona nie myślała o Nim, nie
tęskniła....Najlepiej się czuje kiedy może przymknąć oczy i snuć marzenia że
są razem albo topić łzy w słodkich wspomnieniach.... Czy to możliwe aby
uczicie było na tyle silne aby rezenowało aż do dnia dzisiejszego? Czy
kiedykolwiek skonczy się ta udręka?? Czy ona ma szanse że będą jeszcze
razem?? "Nie wchodzi się 2 razy do tej samej rzeki" - to Jego słowa... Jego
konsekwencja wydaje się tak ostateczna.. Może po prostu On Jej nigdy nie
kochał ? Może te zapewnienia były puste i bez pokrycia? Przecież jeśli ludzie
kochają się i chcą ze sobą być to starają się rozwiązać piętrzące się
problemy... Najgorsze że Ona teraz musi żyć ze świadomością że "spieprzyła"
wszystko.... nawet polubiła tego ignora na GG (choć na początku bolało do
żywego, kiedy się zapala, wie żyje chociaż...Zastanawia się, cały czas
zastanawia się czy jest jakiś sposób aby Go odzyskać?? Tak bardzo tego
pragnie, nie umie żyć bez Niego....
Obserwuj wątek
    • Gość: Dotorka Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. IP: *.chello.pl 07.08.05, 16:16
      Czas Cię wyleczy dziewczyno. Faceci na czatach zwykle narzekają na żony, co ich
      niejako usprawiedliwia przed samymi sobą i romansowaniem w necie. Widocznie ten
      romans z Tobą zaszedł już za daleko i postanowił się z niego wycofać. Nie
      obwiniaj siebie za to, co się stało. To on się wypłoszył, gdyż zabrnął za
      daleko. Teraz pewnie "bawi się" uczuciami następnej "laski", ale też - do czasu.
      Głowa do góry. Widocznie nie był Ci "pisany". :-*
      • jandecorator Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 09.08.05, 10:18
        Gość portalu: Dotorka napisał(a):

        > Czas Cię wyleczy dziewczyno. Faceci na czatach zwykle narzekają na żony, co
        ich
        >
        > niejako usprawiedliwia przed samymi sobą i romansowaniem w necie. Widocznie
        ten

        Ponad rok KOCHAŁEM tak dziewczyne i gdy sie spotkalismy,po paru spotkaniach
        zostawiła mnie:-(
        >
        > romans z Tobą zaszedł już za daleko i postanowił się z niego wycofać. Nie
        > obwiniaj siebie za to, co się stało. To on się wypłoszył, gdyż zabrnął za
        > daleko. Teraz pewnie "bawi się" uczuciami następnej "laski", ale też - do
        czasu
        > .
        > Głowa do góry. Widocznie nie był Ci "pisany". :-*
    • ap1000 Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 07.08.05, 16:25
      Au - że tak się wyrażę.

      > Najgorsze że Ona teraz musi żyć ze świadomością że "spieprzyła"
      > wszystko....

      Czemu się za wszystko obwiniasz, wina najczęściej leży po obu stronach. A może
      ma rację moja przedmówczyni - że z jego strony to była tylko zabawa?

      > Zastanawia się, cały czas
      > zastanawia się czy jest jakiś sposób aby Go odzyskać??

      Niestety, zwykle nie masz wpływu na decyzję drugiej osoby, szczególnie w tak
      ważnej sprawie. Także nie sądzę. Zapomnij, tak będzie lepiej.

      > Tak bardzo tego
      > pragnie, nie umie żyć bez Niego....

      Nieprawda, będziesz żyć. Poboli jakiś czas, ale przestanie. A potem znajdziesz
      kogoś innego, lepszego. Fakt, może teraz tego nie widzisz, ale tak będzie,
      zobaczysz :) Trzym się i nie pozwól aby to zbytnio wpływało na twoje życie -
      jeżeli będziesz rozpamiętywać to co mogło być, tylko pogarszasz sprawę. Nie
      warto.
      • Gość: zyczliwa Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. IP: *.local4.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.05, 18:32
        Desperatka z Ciebie co Ty sobie wyobrazasz kobieto??Pewnie sie nawet nie
        widzieliscie.Wielka milosc przez neta ha ha smiac mi sie chce.Cos z Toba jest
        nie tak skoro nie mozesz poznac faceta life.
        • Gość: Basiaaa Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. IP: *.lodz.dialog.net.pl 08.08.05, 10:26
          Dziękuję za wsparcie ....
          • Gość: hm.... Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. IP: *.telia.com 08.08.05, 10:51
            nielatwa sprawa, ale powiem szczerze, ze dziwi mnie to ze moglas sie zakochac tak bez spotkania... ja
            tez mam glupie pomysly i czasem wydawalo mi sie ze ktos jest dla mnie wazny i bolalo ale potem
            przechodzilo i teraz wiem ze to smiech i farsa, i moze Ci sie tak tez zacznie wydawac niebawem... ale i
            tak pojac nie moge jak moglas stwierdzic ze go kochasz???
            a jakby nosil za krotkie spodnie, baile skarpetki frotte sandaly i dres, albo ubieral sie w skory, lubil
            ostry sex co Ci np by nie pasowalo... jest setki mozliwosci na kazdej plaszczyznie zycia ktorej nie
            pozanlas, w czym moglby Cie skutecznie odstraszyc i stweirdzilabys ze to pomylka zanim tak
            nieszczesliwie bys sie zakochala... wniosek jeden albo olac chaty, albo sie nie angazowac, a jesli sie ma
            do tego tendencje to lepiej spotkac sie za wczasu i zobaczyc czy pan nie chodzi w koronkowych
            gaciach...
            pozdrawiam 3 maj sie DASZ rade!!!! :)
          • niewybrany wybacz ale 08.08.05, 14:43
            nie moge uwierzyc w prawdziwa i "dozgonna" milosc bez realnego kontaktu,
            bez przytulenia i pocalunku, bez poznania zapachu drugiej osoby.
            slowem, bez realnego kontaktu.
            To chyba raczej glebokie zauroczenie obrazem danej osoby, a nie nia sama.
    • darencjusz Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 08.08.05, 11:34
      Nie wiem, czy można to tak nazwać, ale takie są prawa ludzkiej psychologii. Do
      czasu całkowitego uleczenia się ze starego związku, szansa na zbudowanie nowego
      jest dość nikła i nie istotne są konkretne powody i szczegółowe przyczyny,
      dlaczego jednak się nie udało. Ten mężczyzna nie jest po prostu gotów na nowy
      związek. Nowa miłość jako lekarstwo na utratę poprzedniej w większości
      przypadków kończy się niepowodzeniem. Okres świadomej żałoby jest niezbędny by
      móc rozpocząć coś na nowo. Jestem w podobnej sytuacji, jak tamten mężczyzna,
      jednakże świadomość o braku pełnej gotowości na nowy związek powoduje, że nie
      skrzywdzę żadnej kobiety zbyt pochopnym angażowaniem się w nowy, trwały
      związek. A że jest mi ciężko, że boli samotność, że małżeństwo, to od roku
      tylko formalność spisana na papierze, że nie kocham już żony - to wszystko za
      mało by zacząć nowy związek. Rozum już sobie wszystko poukładał, ale serce goi
      się znacznie dłużej. Zabliźnione nie koniecznie oznacza w pełni zdrowe.
      • Gość: Basiaaaa Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. IP: *.makolab.pl / 195.116.185.* 09.08.05, 18:07
        Sądzę że był gotowy, w przeciwnym razie nie byłoby zapewniń, obienic, snucia
        wspólnych planów, nie mogę uwierzyć (o ja naiwna!)że byłam tylko antidotum na
        złamane serce, na emocjonalną pustką i brak ciepła, choć to co piszesz brzmi
        sensownie niestety... Tylko jak teraz mój rozum ma sobie to poukładać w
        sensowną całość? Staram się zaakceptować istniejący stan rzeczy, ale przychodzi
        mi to z dużym trudem...
        • darencjusz Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 09.08.05, 22:53
          Zapewnienia to nie wszystko, nawet jeśli jego rozum ma już wszystko poukładane.
          Serce zawsze ociąga się z udzieleniem odpowiedzi na pyta, na które rozum już
          dawno odpowiedział. Cały proces uzdrawiania się po rozpadzie związku w
          fantastyczny sposób jest opisany przez Johna Gray'a w "Mars i Wenus zaczynają
          od nowa" To bardzo mądra i pożyteczna książka, dla wszystkich, którzy przeżyli
          stratę czy to w wyniku rozwodu czy śmierci partnera.
          • jmx Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 10.08.05, 02:19

            A ja mam do Ciebie takie pytanie - jakbyś się zachował, gdyby Twoja wybranka
            potraktowała Cię jak Basia jego?
            • darencjusz Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 10.08.05, 17:47
              Byłbym powtórnie najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Po wielu latach
              ciągłego niedosytu i kilku latach życia w perfekcyjnej fikcji kochając za dwoje
              o niczym innym nie marzę, jak być szczerze kochanym do szaleństwa. Marzę o
              wzajemnym niedawaniu sobie ni chwili wytchnienia. Jednakże jest jeden warunek-
              do tego potrzebna jest również moja PEŁNA wzajemność uczuć, która raz, że nie
              koniecznie musi się narodzić automatycznie jako odpowiedź na uczucia kobiety.
              Dwa - by wydobyć z siebie tą PEŁNIĘ, trzeba być wystarczająco a właściwie
              całkowicie uleczony ze starego związku a to wymaga świadomości na czym to
              uleczenie polega (odnośnik do Gray'a), czasu i dużo pracy nad sobą. No i trzy-
              ludzie są rózni, mają różne potrzeby w zakresie własnej wolności i swobody,
              mają różny stopień dominacji czy uleglości, różne pojęcie partnerstwa itp.
              Najwidoczniej Basia w przypadku tego konkretnego mężczyzny przedobrzyła
              przekracając granice jego swobody. Mnie by to akurat odpowiadało. Nie z Marsa
              jestem tylko z Ziemii. Tak więc w tym przypadku chyba można wysnuć hipotezę, że
              nałożyły się na siebie dwa nieszczęścia. Pierwsze to brak pełnej gotowości tego
              mężczyzny na całkowite otwarcie się na nową miłość. Drugie to nieumyślne i
              nieświadome wkroczenie Basi na teren zarezerwowany tylko dla niego i jego
              wolności a możliwe, że tak na prawdę nie do końca pasowali do siebie, gdyż
              myślę, że ludziom dorosłym, mimo że są już świadomie dojrzali trudniej jest się
              dopasować niż ludziom w wieku młodzieńczym, gdy ich miłość dojrzewa i
              kształtuje się wraz z nimi samymi, co stwarza możliwośc lepszego wzajemnego
              dopasowania się pod wieloma względami. I nie myślę tutaj o dopasowaniu się w
              tych codziennych drobiazgach, tylko pod względem uczuciowo-charakterologicznym.
              W całej tej opowiedzianej przez Basię historii wysnuwa się pewna smutna
              refleksja na temat ludzi i ich odpowiedzialności za własne uczucia. Tak łatwo
              zranić drugiego człowieka zbyt pochopnym "kocham Cię" i wcale się tym wielce
              nie przejmować licząc się jedynie ze swoimi potrzebami. Kto na własnej skórze
              nie przeżył bólu utraty miłości ten nie potrafi sobie wyobrazić, jaką krzywdę
              wyrządza się drugiemu człowiekowi. Czym skóra bardziej wrażliwsza tym
              konsekwencje mogą być
              dotkliwsze. Konsekwencją wrażliwości mojej skóry jest paniczny strach przed
              uczuciowym skrzywdzeniem kobiety, dlatego mimo, że łaknę nowej miłości, to
              nigdy pochopnie pierwszy nie powiem Kocham Cię, zanim nie będę tego absolutnie
              pewny. Jestem w trakcie uleczania złamanego serca i ten obecny zastój i
              samotność z narzuconego sobie wyboru, traktuję jako inwestycję drugiej miłości
              mojego życia na drugą połowę mojego życia.
              P.S.Uważam, że czat to dobre miejsce na zapoznanie drugiej osoby, ale samo
              poznawanie się powinno odbywać się przede wszystkim w realu. Uniknie się tym
              sposobem korespondencji z własnymi wyobrażeniami o drugiej osobie, jak również
              na bierząco weryfikowany jest nasz własny brak pełnego obiektywizmu wobec
              siebie samych. (Chyba się rozpisałem)

              "Życie jest jak matematyka, człowiek wciąż liczy...na cud"
              • Gość: Basiaaaa Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. IP: *.makolab.pl / 195.116.185.* 10.08.05, 18:17
                Ja również wierzę że czat jest dobrym miejscem na poznanie drugiego człowieka,
                czatuję od blisko 5 lat, zatem mam niejakie doświadczenie. Nieprawdą jest, że
                jest to miejsce do spotkań tchórzy, nieudaczników życiowych i ludzi chorobliwie
                nieśmiałych. Z tych kliku lat znajomości wywiązało się naprawde wspaniałych
                znajomości i przyjaźni, właściwie najbliższą przyjaciółkę poznałam właśnie na
                czacie.
                Rozmawiałam też w wieloma mężczyznami, nie ukrywam, ale nigdy nie byłam i nie
                jest typem poszukiwacza na siłę... Nie to jest moim celem w czatowaniu.
                Niestety pewnego dnia pojawił się On i wiem że to głupio zabrzmi ale zaiskrzyło
                od pierwszego zdania (nigdy wcześniej nie miałam takiego uczucia).
                Wierzę, głęboko w to wierzę, że spotkaliśmy się z jakiegoś powodu, z góry
                wyznaczonego i dla nas zupełnie zaskakującego. Może to była nauczka dla mnie?
                Swoisty rodzaj lekcji? Choć bolesny przyznam.
                Ufam (o naiwności kobieca) iż to co pisał, pisał szczerze, tak czuł w danym
                momencie...ale życie (ja!!) niestety zweryfikowało te poglądy i sposób
                odczuwania.
                Czuję się winna, tak bardzo winna że chętnie wykopałabym maleńką dziurkę w
                ziemi i wykrzyczała swoją winę... Ją, w przeciwieństwie do Niego będę musiała
                żyć z tym poczuciem do końca życia.
                • darencjusz Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 10.08.05, 20:55
                  To przykre, że ludzie obarczają się choćby bezwiednie takimi ciężarami. Tak na
                  marginesie-(nie dotyczy to bynajmniej konkretnie Twojej osoby), wielokrotnie
                  próbowałem sobie wyobrazić, jak to jest w ogóle możliwe, by dwie osoby będące w
                  swoich związkach i mające dzieci, które zapałały do siebie miłością, są w
                  stanie rozwijać to wzajemne uczucie na bólu i cierpieniu wielu jakby nie było
                  bliskich im osób z ich najbliższego otocznia. By nie upraszczać sprawy nie chcę
                  posądzać takich osób o wcześniejszy brak uczuć wyższych, etyki, moralności,
                  obyczajowości, wrażliwości itd, tylko są to osoby o poziomie tych cech większym
                  niż średnia ludzka. Jaki efekt końcowy przynosi to wewnętrzne zderzenie się
                  świadomości wyrządzanej krzywdy z nowym uczuciem miłości? Do jakiego stopnia to
                  zakochanie się jest w stanie wyprzeć poczucie winy i wyrządzonej krzywdy. Nie
                  chodzi mi również o sytuację, gdy są faktyczne, istotne powody, by odwrócić się
                  od własnych partnerów i dopiero po tym fakcie zakochać się w kimś innym.
                  Sytuacja dotyczy osób, które ewidentnie zakochały się w osobach uważanych przez
                  nie za lepszych.
                  • white.falcon Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 10.08.05, 22:31
                    Tylko ten, kto przeszedł przez podobne doświadczenie mógłby Ci odpowiedzieć,
                    jak sądzę. Ja nie znam odpowiedzi, chyba że teoretyczną.

                    Co miałeś na myśli, mówiąc, że ktos zakochuje się w osobie uważanej przez
                    nią/niego za lepszych? Od kogo lepszych (od jej/jego partnera, osoby która
                    zakochała się?) i w jaki sposób lepszych?
                    • darencjusz Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 10.08.05, 23:36
                      Skróciłem myśl, dlatego wyszło mało precyzyjnie. Pisząc o lepszym miałem na
                      myśli osoby obu płci, które są bardziej atrakcyjniejsze, bardziej czułe,
                      wykazują większe zrozumienie i adorację, nie wiem-inaczej się wysławiają, są
                      inne w obyciu, mają inne spojrzenie itd. Przecież prawda jest taka, że po
                      świecie chodzą tysiące osób, które bardziej by do nas pasowały,niż ta, którą
                      wybraliśmy, które mogłyby się nam bardziej podobać pod róznymi względami, które
                      byłyby w stanie bardziej urzec nas swoją wyjątkową osobowością. To, że
                      zakochujemy się w konkretnej osobie nie oznacza wcale, że trafiliśmy na tą
                      jedyną z możliwych osób, a że wybraliśmy właśnie ją oznacza li tylko, że w
                      danej czasoprzestrzeni nie było w naszym otoczeniu nikogo lepszego. I cały
                      poprzedni tekst odnosi się własnie do takiej sytuacji, gdy żonaci i mężatki
                      ulegają urokowi silniejszej, bo świeżej i nowej miłości. Czy na prawdę tak
                      wielu ludzi jest bezbronnych wobec powiedzenia "Serce nie sługa"?
                      • white.falcon Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 11.08.05, 22:09
                        Dzięki za wytłumaczenie. :-)

                        Jak sądzę, to, czy ktoś będąc w związku, nadal szuka "czego nie zgubił" zależy
                        od tego, dlaczego zawarł poprzedni związek. Jeżeli to była decyzja pochopna
                        (pierwsza niedojrzała miłość np.), podjęta pod presją środowiska (np. ciąża),
                        dlatego, że nie chce się być samemu, z przyzwyczajenia (np. "tyle mieszkamy
                        razem, to może..."), czy dlatego, że "seks jest z nim/nią wspaniały" - czyli
                        podjęta nie dlatego, że szanuje się inną osobę, żywi się wobec niej prawdziwe
                        uczucia, pragnie się być z nim/nią "na dobre i na złe", nie dlatego, że widzi
                        się w nim/niej partnera w różnych sytuacjach, to wszystko może zawalić się.
                        Ludzie dorośleją, zmieniają się i jeżeli nie było nici, która naprawdę łączy
                        dwie osoby, jeżeli nie "rosną" razem, to ktoś w końcu się wyłamie. Moim
                        skromnym zdaniem początków końca trzeba szukać na początku związku. Reszta - to
                        pokłosie.

                        Uważam, że jeżeli jest się w udanym związku, to nie szuka się czegoś, czego w
                        nim nie ma, bo to, co człowiekowi potrzebne - jest w dobrym związku i wtedy
                        nawet najbardziej atrakcyjna, mądra i wspaniała osoba trzecia nie zauroczy, nie
                        zafascynuje, nie zostanie odebrana jako zastępstwo lub następstwo. Najwyżej
                        jedno drugiemu w związku powie: "Słuchaj, zobacz, jaki ten czlowiek ciekawy.
                        Może zaprzyjaźnimy się z nim, zaprosimy jego/ją z jego/jej
                        chłopakiem/dziewczyną." Nie wiem, na ile mam rację w tym, co mówię. To, co
                        mówię - to tylko moje teoretyczne rozważania.
                        • darencjusz Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 12.08.05, 23:43
                          white.falcon napisała:
                          > Moim skromnym zdaniem początków końca trzeba szukać na początku związku.
                          >Reszta - to pokłosie.
                          Bardzo mi się to stwierdzenie podoba, niesie ze sobą dużo prawdy, która
                          sprawdza się w bardzo wielu przypadkach, a możliwe, że nawet w większości.
                          Do reszty wypowiedzi chciałbym tylko dopisać, że często my sami doprowadzamy do
                          sytuacji, że zaczyna właśnie nam czegoś brakować w związku i de facto następuje
                          efekt odwrócenia kota ogonem na płaszczyźnie przyczyny-skutki. Wzajemna
                          równowaga jaka zachodzi między partnerami jest bardzo delikatną konstrukcją,
                          którą łatwo naruszyć naszymi zaniechaniami, co wywołuje negatywne reakcje
                          partnera. Nie wiem, czy można nazwać to sprzężeniem zwrotnym? W każdym razie o
                          jednym zapominamy na pewno. Nic w życiu nie jest nam dane na stałe- jeśli o to
                          coś się nie dba, to się to prędzej czy później traci. Zawarte małżeństwo na
                          pewno nie jest swoistym status quo, tym bardziej, że związane z nim nasze
                          uczucia podlegają ciągłej ewolucji. Oj, coś czuję, że zaczynam lać wodę:-).
                          Zakręcam więc kurek i do miłego przy innym temacie.
                          • white.falcon Dar losu 13.08.05, 00:09
                            Może nie przesadzaj. Wcale nie było to wodolejstwo pospolite. Przedstawiłeś
                            swoją opinię na dany temat i z Twoimi stwierdzeniami zgadzam się całkowicie.

                            Może dodam od siebie. Czasem, jak mi się wydaje, los daje nam coś w rodzaju
                            daru i potem z zaciekawieniem obserwuje, co my z tym darem zrobimy. Każdy, moim
                            zdaniem, w swoim życiu taki dar otrzymuje. Część ludzi tego nie dostrzega lub
                            też dopiero po czasie stwierdza, że "ach, cóż straciłem/am". Czyli popełnia
                            lekkomyślne roztrwonienie daru. Część - popada w samozadowolenie i przestaje
                            dostrzegać istotę daru, traktując go jako należne im dobro, o które nie dba
                            się, bo jest. Tacy zlatują po równi pochyłej, tracąc to, co im podarowano,
                            lekkomyślnie zaniedbując dar. Niektórzy - potrafią docenić wartość daru i gdy
                            los widzi, że darem się zajmują, dbaja o niego - pomaga. To, oczywiście, moje
                            czysto teoretyczne rozważania, ale wydaje mi się, że jakoś tak w tym życiu
                            jest. Moim zdaniem, darem mogą być różne "rzeczy". Mogą to być właśnie uczucia
                            wartościowej osoby, sukcesy na polu zawodowym, mogą to być pieniądze - los w
                            każdym aspekcie życia raz jeden coś nam "podarowuje". Tyle że zupełnie "inną
                            bajką" jest kwestia, co my z tym darem zrobimy... I co Wy na to?
              • jmx Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 11.08.05, 03:29

                Rezczywiście się rozpisałeś :). Ładnie piszesz i trudno się z Tobą niezgodzić
                ale... Zawsze jest jakieś ale. Piszesz, że trudniej się dopasować dwojgu
                dojrzałym, że taka miłość trudniej się rozwija - oczywiście, pełna racja. Ale
                czy dojrzali, naprawdę dojrzali ludzie wyznają sobie miłość bez osobistego
                kontaktu? z poznania się tylko z liter, własnych myśli? a gdzie to zwykłe szare
                życie z codziennymi kłopotami, rachunkami etc.? dla mnie jest to trochę
                niezrozumiałe, ale nawet jeśli się tak zdarza, ze emocje są do tego stopnia
                silne że nazywa się je miłością to chce się spotkać z wybrankiem, zacząć z nim
                normalne życie, być blisko, dzielić chwile radosne i smutne...

                Co być czuł gdyby kobieta, którą kochasz, podobno z wzajemnością, nie chciała
                się z Tobą spotykać, a potem unikała kontaktu nawet przez internet? to raczej
                kiepski powód do szczęścia... Być może ten mężczyna czuje się teraz tak samo
                jak Basia... A może nie, mężczyźni są bardziej pragmatyczni (przynajmniej
                większość) od kobiet w tej materii, jeśli czują, że z jakąś kobietą im nie po
                drodze (brak wzajemności, inne przeszkody których nie da się przezwyciężyć) to
                idą dalej a nie myślą po nocach o nieosiągalnym obiekcie swoich uczuć.

                Nie chodzi mi o to by Basia teraz zaczęła się samobiczować, trudno stało się. I
                tak jak falcon pisze - nalezy wyciągnąć wnioski z przeszłości, aby nie
                powtórzyć starych błędów. Ale by to zrobić to należy na siebie i na wydarzenia
                spojrzeć obiektywnie, starać się "wejść w skórę" tej drugiej strony. Co ona
                moze myśleć i czuć.

                > Konsekwencją wrażliwości mojej skóry jest paniczny strach przed
                > uczuciowym skrzywdzeniem kobiety, dlatego mimo, że łaknę nowej miłości, to
                > nigdy pochopnie pierwszy nie powiem Kocham Cię, zanim nie będę tego
                > absolutnie pewny.

                Pewność w miłości - bardzo ładnie. Tak powinno być. Mówię kocham gdy czuję że
                kocham a nie "wydaje mi się", albo gdy ktoś chce te słowa usłyszeć.

                Ale pierwsza część... zaniepokoiła mnie. Gdy czytam o niechęci skrzywdzenia
                drugiej strony to... Hm. Oczywiście masz rację, nikt nie chce ranić bliskich,
                być może z wyjątkiem psychopatów, i stara się do tego niedpouszczać. Ale trzeba
                sobie zdawac sprawę, że czasem, za słowami o "niechęci do krzywdzenia" stoi
                tylko, albo przede wszystkim, strach o własną skórę, o obronę status quo. Bo
                zdarza się, ze człowiek w imię niekrzywdzenia innych - właśnie ich krzywdzi bo
                postepuje tak aby jemu było wygodnie, albo uważa, ze wie lepiej co jest dobre
                dla drugiej strony. Być moze Ciebie taka postawa nie dotyczy :) i bardzo dobrze
                ale warto przyjrzeć się naszej motywacji, bo nie zawsze jest tak jak sami
                myślimy - bardzo celne zdanie o braku obiektywizmu napisałeś :).

                Tak naprawdę nie miejsce spotkania jest ważnie, ale to co dalej robimy z tą
                znajomością. Ciekawych, wartościowych ludzi można spotkać wszędzie i od nas
                zależy czy z takich spotkań rozwinie się interesująca znajomość (i coś więcej)
                czy nie.
                (też się ropzpisałam ;)
    • koni70 Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 08.08.05, 13:30
      Baaaaasiu ile masz lat?
      Czy widziałaś iedyś tego człowieka...rozmawiałaś z nim spędziłaś trochę czasu w
      łużku i poza? Jeśli nie to zalecam dobrego psychologa i odcięcie netu na długi
      czas.
    • jack20 Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 08.08.05, 13:40
      Swiat wirtualny to "brzytwa" dla takich jak Ty.
      ON stary wyjadacz w tym swiecie umie sie nia golic, nie Ty.
      Swiat infantylnych marzen, 0 intymnosci, 0 realu.
      Nie Ty pierwsza i nie Ty ostatnia wpadlas w jego pulapke.
      Walnij swoja czaszke o sciane, moze wyzdrowiejesz?
    • vendomme Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 08.08.05, 14:19
      ja nie wierze w milosc przez internet. kiedy cos nie wychodzi latwiej sie
      wyzalic przed kims koo nie znamy i komu nie patrzymy prosto w oczy.
      latwiej "pokochac" osobe, ktorej nigdy nie widzielismy, nie slyszelismy bo
      nadajemy jej wymarzone cechy. internetowe sympatie staja sie idealami, a takie
      nie istnieja... szkoda ;)
    • Gość: mi-mi Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.05, 14:36
      Oj Baaasia.. zapewniam Cię,ze ktoregoś dnia będziesz sie Nim brzydzić..
      mówię, bo wiem.. gdybym Ci tak opowiedziała swoją historię uwierzylabyś..
      Trzymaj się! i pamietaj [brzmi banalnie,ale to prawda] czas+czas+czas :)
    • Gość: jmx Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.05, 16:58
      Nie wierzę w dozgonną (ani jakąkolwiek) miłość między ludźmi, którzy się nie
      widzieli na oczy. To raz, a dwa - czy tak się traktuje kogoś kogo się kocha i z
      kim chce się spędzić życie?
      > Zaczęła wylewć swój żal, rozpacz na Nim, obciążać Go nim,
      > zaciskać "magiczną gumkę" tak iż prawie się dusił i nie mógł złapać tchu...
      > Rozmowy stały się coraz rzadsze, Ona zagniewana nie reagowała, przecież był
      > Jej, czuła się taka pewna siebie, nie widziała oznak nadchodzącej klęski...
    • white.falcon Re: Muszę Wam opowiedzieć swoją historię.. 09.08.05, 19:44
      Przestań żyć złudzeniami i szukać igły w stogu siana, rozstawiając na szalach
      wagi, czyja wina większa. Postaraj się wyciągnąć sensowne wnioski z tego
      netowego romansu. Nic na tym świecie, nawet najgorsze, nie dzieje się
      niepotrzebnie, wszystko czemuś służy, należy tylko nauczyć się wyciągać
      wnioski, uczyć się na własnych błędach, by być mądrzejszą i nie pakować się w
      coś, co potem zostawia niesmak lub ból. Trudna to sprawa, sama nie jestem też
      najmądrzejsza, ale staram się uczyć na swoich błędach i zapobiegać im na
      przyszłość, nie pakując się w wyniszczające i niepotrzebne sytuacje. Postaraj
      się, Basiu, odpowiedzieć sobie na kilka pytań - w sercu, nie na forum, no
      chyba, że chcesz, byśmy na forum wszyscy poanalizowali troszkę.

      1) Dlaczego nie wysnułaś wniosków z wcześniejszych - jak piszesz - nieudanych
      związków? Nie myslałaś nigdy nad tym, nie "dlaczego tak boli?", nie "przecież
      tak go kochałam!", tylko co takiego zaszło, że tamte związki były nieudane?

      Nie wierzę, że człowiek głupio trafia bez końca. Może źle trafic, to fakt, ale
      do pioruna nie może z uporem maniaka ładować się w coś, co jest naśladownictwem
      poprzedniego związku, na zasadzie podobny człowiek...

      2) Czy wiesz, dlaczego tak długo zżerają Ciebie emocje?

      Moim skromnym zdaniem dlatego, że to był inny związek, nie taki, w jakich dotąd
      byłaś. Nie został naznaczony realnym światem, wszystko odbywało sie w
      przestrzeni wirtualnej, więc idealizowałaś, karmiłaś siebie marzeniami, a
      rzeczywistości zamknęłaś drzwi przed nosem. Ty jej nie chciałaś, moim zdaniem,
      gdyz zawiodły Cię dotychczasowe związki. Teraz za to płacisz, bo nic nie jest
      bezkarne.

      3) Zastanów się może nad tym, czy przypadkiem nie masz zaniżonego poczucia
      własnej wartości. Nie daj się stłamsić i nie tłamś innych. Jeżeli sama lub ktoś
      zaczyna w związku dusić się i próby naprawy nie pomagają, to oznacza tylko
      jedno - trzeba rozstać się, bo to nie jest to. To Ty sama sobie wysyłasz sygnał
      dusząc się, że tak naprawdę to to, co Was łączy, czy w realnym świecie, czy w
      necie nie jest uczuciem.

      4) Przeanalizuj dotychczasowe związki i znajdź ich cechy wspólne. Może
      odkryjesz, gdzie leży błąd i postaraj sie nie szukać podobnego.

      5) Takie rozmyslania bez emocji, niejako jak ze skalpelem w ręku powinny pomóc.
      Myśl, Basiu, głowę po to masz, by nie rozdrapywać swoich emocji, a jak lekarz -
      spróbować sama siebie uleczyć.

      6) Jak Ci uda się zrealizować powyższe, to powinno pomóc i... przestanie boleć.
      Będziesz szczęśliwsza i wtedy szczęście samo Ciebie znajdzie.

      Z życzliwościa,
      Sokoliczka
      P.S. Przepraszam, że przydługie... Bądźcie wyrozumiali. :-)
      • jmx faaaalcon! :)))) 10.08.05, 02:40

        Jedyna rozsądna tutaj :). Punkt 2 - gratulacje, nie wpadłam na to.

        Ale i sprostowanie co do "duszenia się". Ona zaczęła się dusić nie w 'związku'
        ale w swoim postanowieniu o niespotykaniu się; idea szlachetna - facet w
        trakcie(?) rozwodu, ale jak się bardzo tęskni to wszelkie postanowienia,
        nazwijmy to zdroworozsądkowe, idą w kąt. I każdy człowiek zainteresowany drugim
        po prostu by się spotkał a nie miał pretensje do tej drugiej strony, która
        chciała się spotkać! chciała się spotkać, chciała rozmawiać i napotkała opór,
        obrażanie się, milczenie... Co to za miłość, co to za uczucie? Mężczyzna chciał
        poznać kobietę z krwi i kości a nie internetową zjawę a jeszcze mu się wpiera,
        ze leczył swoje złamane serce i nie był wart miłości. Może i nie był - ale jak
        to sprawdzić bez realnego kontaktu? a jak real się za bardzo "urealnił" Basia
        zwiała... Bujanie w obłokach to nie jest dobry sposób na życie, kiedyś i tak
        nastąpi konfrontacja z rzeczywistością, najczęściej bolesna.

        ps. i odezwij się czasem.... nigdzie Cię nie można złapać :)
        • white.falcon Jmx :)))) 10.08.05, 19:13
          Witaj, Jmx! Cieszę się, że widzę Cię tu. Mój mail pozostał ten sam, więc
          czekam... :-)

          Z tym rozsądkiem to chyba powiedziane lekko na wyróst. Każdy jest mądry w
          sprawach innych ludzi. Dziekuję za miłe stwierdzenie!

          W kwestii, jak nazwałam - "duszenia się" w związku Basi. Skoro ją tak to boli,
          to uznałam, ze internetowy romans, który tak przeżywa dla Basi był czymś w
          rodzaju związku lub jego namiastką. Przynajmniej Ona tak to widziała i widzi.
          Zastanowiłam się nad tym, co ona może zrobić we własnym zakresie, by "uleczyć
          się" i przedstawiłam moje rozwiązania, gorsze, czy lepsze, ale takie, które sam
          człowiek powinien spróbować zastosować. Łatwo powiedzieć - "cierpię"
          i "współczujcie mi", trudniej spróbować wyplatać się z tego stanu. Moim
          skromnym zdaniem, skoro już ktoś opisuje sytuację, w której czuje się "w
          kropce", to można mu zaproponować, co takiego można przedsięwziąć, by polepszyć
          swój stan. Samo obwinianie sie, czy obwinianie kogoś innego wyjściem nie jest,
          nie daje dalszych możliwości wybrnięcia, tylko potęguje rozdrapywanie rany. No
          a to budujące nie jest.

          Pozdrawiam serdecznie,
          Sokoliczka
          • jmx Re: Jmx :)))) 11.08.05, 03:51
            white.falcon napisała:

            > Witaj, Jmx! Cieszę się, że widzę Cię tu. Mój mail pozostał ten sam, więc
            > czekam... :-)

            Napiszę :))

            >
            > Z tym rozsądkiem to chyba powiedziane lekko na wyróst. Każdy jest mądry w
            > sprawach innych ludzi. Dziekuję za miłe stwierdzenie!

            Nie sposób się z Tobą znów nie zgodzić :).
            I po to ktoś pyta o radę aby usłyszeć obiektywne opinie... Szukanie winnych ani
            obwinianie siebie oczywiście nic nie da, ale nalezy "z boku", też oczami
            innych, spojrzeć na swoje czyny. A przynajmnien spróbować bo to wcale łatwe nie
            jest ;).
            • white.falcon Re: Jmx :)))) 13.08.05, 00:11
              Zerknij, Jmx, do skrzyneczki pocztowej. :-)
              • Gość: ???? Re: Jmx :)))) IP: *.chello.pl 13.08.05, 00:31
                Dziwne - tu musicie sie na maila umawiać?
                • white.falcon Re: Jmx :)))) 13.08.05, 16:09
                  Dlaczego dziwne? Kiedyś pisałam sporo na forum, potem przestałam. Jmx zna mnie
                  z wpisów, więc nie byłam pewna, czy zaglada do swojej starej skrzynki
                  gazetowej. Tu przeczyta info., że wysłałam maila, a gdyby było tak, że do
                  tamtej skrzynki nie zagląda, to odpowiedź dostałabym w przyszłym roku lub
                  wcale. Co w tym dziwnego?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka