Dodaj do ulubionych

Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę?

28.09.01, 11:35
Przeczytałem gdzieś to zdanie i poczułem tak przerażającą pustkę, że przez parę
chwil po prostu siedziałem, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu...
Ciekawe, ile jest w "moim wielkim mieście" osób tak jak ja samotnych. Idąc
ulicą i rozglądając się wokół czuję się mały, zagubiony i - jakżeby inaczej:
samotny. Wokół sami szczęśliwi, zajęci sobą ludzie... Niech nikt mnie źle nie
zrozumie - tego akurat nie mam nikomu za złe, wręcz przeciwnie. Czyli potrafimy
tak dobrze się maskować? A może ukrywać? A przecież nie o to chodzi, prawda?
Każde z nas chce spotkać tę "jedyną prawdziwą" osobę. Może o to właśnie chodzi -
gdy mijam na chodniku, w tramwaju albo sklepie dziewczynę i patrząc na jej
twarz w głowie kołacze mi coś cichutko: "Jeszcze nie.. To nie Ona.". Może to
jest ta pewność, że Ona gdzieś na mnie właśnie czeka?

A może... to są tylko demony z przeszłości? Wspomnienia tego, co było i strach
że się powtórzy. Nie wiem, co jest gorsze.

A może tak ma być? Jeśli tak, to tu jest coś, co można sobie przypomnieć
w "czarnym" nastroju:

"Za zakrętem może czeka
Droga nowa i daleka,
A choć dziś ją omijamy,
Jutro tuż za progiem bramy
Może ścieżka nas uwiedzie,
Która wprost na księżyc wiedzie..."
Obserwuj wątek
    • Gość: Ronja Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 212.244.252.* 28.09.01, 12:26
      Piękne...
      Zakręty sa najfajniejsze i dają tyle nadziei...
      • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 28.09.01, 13:49
        Nigdy nie wiadomo, na kogo wpadniemy za zakrętem... Tak, daje nadzieję.

        Gwoli uczciwości, szczerości i innym, temu podobnym - ta zwrotka to cytat z
        piosenki niejakiego Bilbo Bagginsa... Żeby nie było, że plagiatysta jestem.

        Tym niemniej jest to iskierka nadziei w mroku egzystencji.

        Pozdrawiam.
        • Gość: Ronja Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 212.244.252.* 28.09.01, 14:13
          Tak mi się, kretynce właśnie z Tolkieniem skojarzyło, ale skojarzenia się nie
          czepiłam, bo dawno to czytałam...
          • acepl Re: Czy masz miejsce... 28.09.01, 15:39
            Mam ostatnio mnóstwo czasu dla siebie, więc czytam wszystko co wpadnie mi w
            ręce. Chociaż nie całkiem - "Twierdza" A. de Saint-Exupery na pewno nie jest
            dla mnie...

            Ronju. Ktoś, kto potrafi skojarzyć Bagginsa z Tolkienem na pewno nie
            jest "kretynką". Czytanie książek jest cechą lokującą Cię dość daleko od
            takiego rodzaju ludzi...

            Pozdrowienia.
            • ronja Re: Czy masz miejsce... 28.09.01, 15:52
              Oj, ja po prostu lubię w stosunku do siebie używać pieszczotliwych inwokacji..
              Jak ten facet w "Psie, który jeździł koleją"...

              Hm, jakaś zmiana w życiu, że Ci się nagle dużo czasu zrobiło?
              Bo u mnie nawrót do czytania nastąpił od kiedy się przeprowadziłam do Wwy i
              zaczęłam daleko dojeżdżać do pracy...

              Buziaki,
              Ronja
              • acepl Re: Czy masz miejsce... 28.09.01, 16:28
                A skąd ten mój nastrój, jak myślisz?
                Przeprowadziłem się w lipcu do Wrocławia "za chlebem", wcześniej pożegnawszy
                się w nieciekawy sposób z "tą jedyną".
                W zeszłym miesiącu byłem na pogrzebie, w zeszłym tygodniu na weselu. A wszystko
                w rodzinie... Daje do myślenia, po głowie, po duszy... Książki to na razie
                jedyna odskocznia od "umartwiania się tym wszystkim".

                Pa.

                • Gość: ronja Re: Czy masz miejsce... IP: 212.244.252.* 01.10.01, 08:02
                  Hm... to faktycznie smutno się wiedzie, ale chyba masz wrażenie że to chwilowe?
                  Mam nadzieję, że ludzie w jakiejkolwiek formie kontaktu zlikwidują w Tobie
                  uczucie przygnębienia i osamotnienia...
                  I fajnie jest podchodzić do życia jak do największej przygosy, gdy ciągle się
                  czeka, co będzie za najbliższym zakrętem...
                  Może coś naprawdę niesamowitego lub ktoś naprawdę niesamowity...
                  • acepl Re: Czy masz miejsce... 01.10.01, 08:29
                    Czy chwilowe? Nie sądzę... W każdym razie przeszłość nie nastraja
                    optymistycznie.
                    Ale pokazuje też że nie warto trwać w takim stanie. Problem polega na tym, że
                    nie jest to mój świadomy wybór i nie tylko ode mnie zależy czy i kiedy to się
                    zmieni. Żeby jednak być szczerym - to ostatnie nie całkiem mnie samego
                    przekonuje.

                    Przygodo, nadchodzę... Tylko proszę bez gwałtownych wstrząsów. Przynajmniej na
                    razie

                    Hej!
                    • Gość: Ronja Re: Czy masz miejsce... IP: 212.244.252.* 01.10.01, 10:00
                      E, tam, dostaniesz przygodą w łeb jak maczugą i od razu będzie Ci lepiej...;)
                      I przestaniesz myśleć...

                      Myślenie i rozpamiętywanie jest najgorsze. Zawsze mi zarzucano nadużywanie
                      powyższych czynności... Zresztą słusznie...

                      Mówienie Ci, że to co się dzieje z Twoim życiem zależy tylko od Ciebie byłoby
                      kretyństwem. Radzenie wzięcie życia w swoje ręce też.
                      Wszystko się jakoś ułoży. Fakt, że lepiej byłoby pomóc życiu, ale chwilowo może
                      sobie radzić samo,no nie?
                      • Gość: acepl Re: Czy masz miejsce... IP: *.macrosoft.wroc.pl 01.10.01, 10:45
                        >Mówienie Ci, że to co się dzieje z Twoim życiem zależy tylko od Ciebie byłoby
                        >kretyństwem. Radzenie wzięcie życia w swoje ręce też.

                        Powiem więcej: przez takie hasła mamy dość wysoką liczbę samobójstw w kraju.
                        Przepraszam za ponure hasło, ale tak jest (żeby nie było nieporozumień - daleki
                        jestem od tego...).
                        Dalej też masz rację - życie przez chwilę da sobie radę samo.

                        Myślenie i rozpamiętywanie niestety łatwo nie odchodzi... Zbyt wiele do
                        zapomnienia.

                        Dzięki za Twoje listy i dzienną dawkę optymizmu. I za brak rad.
                        Nie przestawaj, proszę.
                        • Gość: Ronja Re: Czy masz miejsce... IP: 212.244.252.* 01.10.01, 13:25
                          Wiesz co, z tą rodziną to faktycznie tak jest. Docenia się ją, gdy się od niej
                          odchodzi...
                          Dla mnie to sama radość wracać na weekend do domu i pławić się w ciepełku,
                          dyskusjach, wygłupach...
                          I przeraża mnie to, że może faktycznie nie każdemu jest dana połówka...
                          Kurczę!!! Ja się nie zgadzam!!! Za dużo uczuc siedzi w człowieku żeby ot tak
                          nie można było tego komuś dać...

                          A że jestem przekorna, to oto plik rad, których Ci udzielę:))):
                          1. Nie martw się!!!
                          2. Weź życie we własne ręce!
                          3. Myśl pozytywnie!!!

                          Mogłabym jeszcze długo, ale po pierwsze obawiam się, że ktoś tu zaraz dokona
                          morderstwa na mojej osobie, po drugie jakoś cholera nie brzmią te rady zbyt
                          przekonywająco ...

                          Pozdr.
                          Ronja
                          • acepl Re: Czy masz miejsce... 01.10.01, 15:40
                            Podobno warto spalić za sobą wszystkie mosty i zacząć od początku.
                            Nie ma się zatem czym martwić (chyba że nie przestaniesz udzielać rad :)) ),
                            a w zamian "wziąć życie we własne ręce"... cokolwiek to znaczy.

                            W zasadzie powinna Cię przerażać możliwość nieznalezienia "połówki"... Ja,
                            samiec, mam statystycznie większe szanse na "znaleziemie partnerki życiowej"
                            (nas facetów jest po prostu mniej)... ALE: co ja w takim razie tutaj robię!!??
                            Statystyka jest do bani...

                            Zostaje myślenie pozytywne... Wszystko byłoby mniej więcej dobrze, gdyby nie
                            fakt, że chodzi o coś więcej niż "zwykłe": 'Do widzenia, było miło'. To akurat
                            jest łatwe do zaakceptowania - takie jest prawo obojga... z osobna. Gorzej
                            jeśli chodzi o to, jak się to wszystko zaczęło, trwało i skończyło. Tu jest
                            pies pogrzebany - a raczej uczucia. WSzystkie: te negatywne (co nie jest takie
                            złe) i pozytywne; a wsród nich fundamentalne - przyjaźń. "Czasem pójść do łóżka
                            z najlepszym przyjacielem to kiepski pomysł, a ciągnąć dalej jeszcze gorszy" (w
                            omawianym przypadku NIE podpisuję się pod powyższym, na co mam powody)... I
                            winni wszyscy czyli nikt. TO jest problem, z którym trzeba się uporać... I z
                            czym na szczęście daję sobie powolutku radę... Przy pomocy ludzi, po których
                            nigdy bym się tego nie spodziewał.

                            :)) No i ludzi, których znam "tylko z czytania"...

                            Pozdr.
                            • Gość: Liza Re: Czy masz miejsce... IP: 64.124.150.* 01.10.01, 17:33
                              Tak statystyka jest do bani, zwłaszcza ta , na którą Ty się powołujesz.
                              Kobiet jest owszem wiecej statystycznie, ale gdy rozbic te statystyke na
                              przedzialy wiekowe, to juz te proprcje wygladaja nieco inaczej. Kobiet jest
                              wiecej powyzej 50 roku zycia.
                              To ze kobieta trudniej odnalezc drugą połowkw jablka wynika raczej z
                              wychowania, kobiecie nie wypada przeciez wychodzic samej do miejsc gdzie mozna
                              kogos nowego poznac.
                              • Gość: acepl Re: Czy masz miejsce... IP: *.macrosoft.wroc.pl 02.10.01, 09:06
                                Statystyka... Ha. Statystycznie rodzi się też więcej dziewczynek, prawda? To
                                jak to jest: facetów rodzi się mniej, umierają szybciej...? A co między tymi
                                przełomowymi momentami w życiu? Cała statystyka jest do bani... nie tylko
                                przypadki tutaj roztrząsane.

                                A dlaczego kobiecie ma być trudniej kogoś poznać(PS. nie twierdzę, że jest
                                łatwiej)? Co masz na myśli mówiąc o miejscach, gdzie można kogoś nowego poznać?
                                Ulica, sklep, dyskoteka, szkoła, biblioteka, restauracja, tramwaj, koncert, kino
                                (?) ? Tyle możliwości... tylko jak poznać w tłumie tą właściwą? Albo tego?

                                Ciekawe, że nikt nie potrafi odpowiedzieć na postawione wcześniej pytanie: ile
                                wokół nas jest osób samotnych obojga płci? Interesująca kwestia, prawda?

                                No cóż... Takie jest życie.

                                Pozdrawiam.
                                • Gość: Liza Re: Czy masz miejsce... IP: 64.124.150.* 02.10.01, 17:32
                                  Jesli chodzi o proporcje urodzin, to stystyki podaja, ze rodzi sie procentowo
                                  wiecej dzieci plci meskiej. Dopiero zbiegiem lat to sie zmienia.Natomiast
                                  proprcje osob stanu wolnego wg. Polityki wygladaja w ten sposob , ze wiecej
                                  jest mezczyzn samotnych niz kobiet powyzej 30 roku zycia. pewnie dlatego , ze
                                  kobiet bardzo czesto decyduje sie na zawarcie malzenstwa ze strachu przed
                                  samotnoscia rezygnujac ze spotkania tzw. prawdziwej milosci, zadawalajac sie
                                  namiastka tego o czym sie marzy.
                                  Piszac o miejscach nie mialm wlasciwie na myski konkretnych miejsc moze raczej
                                  nastawienie na to, ze ktos moze mnie odnajcie, co mi pisane, nawet jesli spedza
                                  sie wolny czas w czterech scianach. W srodowisku damskim kraza mity o
                                  cudownych przypadkowych znajomosciach zawieranych na ulicach i znalezieniu
                                  przyslowiowej drugiej polowki. Jak sie odnalezc w tlumie ludzi , to jest
                                  pytanie , na ktore chciałoby znac odpowiedz wiele samotnych osob.
                            • ronja Re: Czy masz miejsce... 02.10.01, 13:58
                              Widzisz porównujesz gdzieś tam życie do rzeki... Wiesz co, jak to czasami fajnie
                              jest dać się ponieść nurtowi? Nie walczyć? Nie brać spraw we własne ręce? Nie
                              starać się zmienić biegu spraw? I jaki to wypoczynek... Tylko kiedy się przez
                              długi czas wydawało, że się miało sprawy w rękach, a zostało się wysadzonym z
                              siodła, to trudno się z tym pogodzić. Z tym, że już się nie trzyma spraw rękach i
                              już się nie kieruje własnym życiem.

                              Co do możliwości znalezienia połówki, to nie przeraża mnie to JESZCZE. Na razie
                              nie bardzo mi się chce tym martwić. I szukać. Nigdy nie szukałam. Co najwyżej
                              dawałam się odnaleźć... jakoś przeświadczenie o przeznaczeniu zawsze się mnie
                              mocno trzymało... Jeśli jestem komuś pisana, to nie zazna on szczęścia dopóki
                              mnie nie odnajdzie... I ja też tego szczęścia nie znajdę...

                              Widzę że boli Cię to samo, co mnie, a może coś innego? Mnie bolało to co było
                              złego i ten niesamowity brak wsłuchania w siebie, jakim się wykazałam... Czułam
                              że jest coś nie tak, że mimo że tak gorączkowe, radykalne,, niemal ostateczne, to
                              nie ma szansy przetrwać. I faktycznie nie miało... A jak mnie to zaskoczyło!

                              Widzisz, przekroczenie niewidzialnej linii między przyjaźnią a kontaktem
                              zmysłowym boli, oj, boli. Instynkt samozachowawczy dzwoni na alarm, ile fabryka
                              daje, ale człowiek w zaślepieniu i uniesieniu zstępuje coraz niżej... Niektórzy
                              przeskakują nad tym jak zdrowy źrebak, niektórzy nie mogą sobie dać z tym rady...

                              Pozdrawiam,
                              Ronja
                              • acepl Re: Czy masz miejsce... 02.10.01, 14:40
                                Miałaś kiedyś przyjaciela (nie przyjaciółkę :)), z którym bez problemu mogłaś
                                spędzić noc na wąskim łóżku - przytulić się do niego (nie z powodu zimna...),
                                zasnąć z głową na jego piersi, z jedną jego ręką na Twoim biodrze a drugą na
                                Twojej dłoni; nie myśląc o seksie? Wyobraź sobie, jaką więź to buduje między
                                dojgiem ludzi. To już nawet nie przyjaźń... I nie związek platoniczny
                                (abstrahując od rzeczywistego znaczenia tego wyrażenia). Nie potrafię ubrać
                                tego w słowa; choć bardzo chciałbym, żebyś wiedziała o co mi dokładnie chodzi.

                                W każdym razie decyzja o "przekroczeniu niewidzialnej linii" nie zapadła w
                                gorączce zmysłów. I nie była jednostronna... w przeciwieństwie do decyzji o
                                rozstaniu. A tak w ogóle to sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana - ale
                                to pozostanie już tylko do mojej wiadomości. Czuję, że i tak powiedziałem za
                                wiele (ale z drugiej strony stanowczo za mało).
                                • Gość: Ronja Re: Czy masz miejsce... IP: 212.244.252.* 02.10.01, 16:38
                                  Ja rozumiem o co Ci chodzi.
                                  Bo doświadczyłam tego. Spania przy chłopaku, ciasno do niego przytulona. I nic.
                                  Po prostu spania, a rano obudzenia się i gadania. Wiem, jakie więzi budują
                                  spędzane z ludźmi noce. Dane mi było budowanie przyjaźni opartych na wspólnie
                                  spędzonych na jednym łózku nocach... to przyjaźnie z tych które w ciągu paru
                                  nocy przeskakują całe miesiące budowania przyjaźni przez innych...

                                  Tylko widzisz... Co powiesz na to, gdy pewnego razu komuś przestaje wystarczać
                                  spanie obok ciebie, albo ten ktoś przez cały czas ufnego jak dziecko spania
                                  przy tobie, myślał o czymś innym...?

                                  Nie wiesz jakie okoliczności temu towarzyszyły, nie wiesz co o tym mysleć...
                                  Nie wiesz, czy potępiać, czy rozumieć... Mimo że zdarzyło się to samo, nie da
                                  się tego w żaden sposób porównać...

                                  I dlatego trudno jest konfrontować niewidzialne linie każdego z nas...
                                  Zwłaszcza publicznie...
                                  Dlatego proponuję przejście na wyższy poziom abstrakcji w formułowaniu myśli.
                                  Mniej osobisty...

                                  Pozdrawiam,
                                  Ronja
                                  • acepl Re: Czy masz miejsce... 03.10.01, 10:45
                                    Ha! Coś w tym jest...

                                    Najpierw chciałem odpowiedzieć, że jestem pewien, że wiem co się działo w
                                    konkretnych umysłach. Że po prostu wiem. Ale po namyśle nie potrafię. A biorąc
                                    pod uwagę pewne wydarzenia... Zabawne, jak zmienia się sposób i punkt
                                    postrzegania zdarzeń po pewnym czasie. W każdym razie pozostaje pytanie:
                                    czyżbyśmy co innego mówili, co innego myśleli a innego robili? To tak można?

                                    Zgoda. Nie wiem, co o tym myśleć, co ktoś wtedy myślał. Nie rozumiem tego...
                                    ale i nie potępiam - nie potrafię, bo w końcu ludźmi wszyscy jesteśmy. Ale też
                                    nie akceptuję (ambiwalentne ośwadczenie, prawda?). Jest to coś, co nie mieści
                                    się w moich kategoriach postępowania... A ocenianie niewidzialnych linii
                                    innych - chyba mam prawo zakładać, że nie są w biegunowej opozycji do moich?
                                    Zwłaszcza gdy wie się co nieco o osobie i jej poglądach. Tym niemniej nie było
                                    to nigdy moim tutaj zamiarem (ocenianie)... Nie oceniam innych ani ich
                                    zachowań, reakcji, poglądów. Nie mam do tego prawa. Ale mogę chyba zakładać,
                                    jak się zachowają, co powiedzą, zwłaszcza gdy zakładam według tej samej miary
                                    którą stosuję wobec siebie.

                                    Hmm... Faktycznie, lepiej zmienić podejście. Mniej osobisty poziom.

                                    Pozdrowienia.
                                    Ace.
                                    • Gość: Ronja Re: Czy masz miejsce... IP: 212.244.252.* 03.10.01, 11:34
                                      No to namieszałeś kolego. Moja sugestia pisania bardziej abstrakcyjnego, jak
                                      widzę została sobie przez Ciebie wzięta do serca.
                                      Na pierwszy rzut oka nie zrozumiałam nic. Wróciłam więc do swojego postu, żeby
                                      tam szukać jakiejś drogi postępowania. Nic to nie dało, bowiem ja pisałam
                                      prosto jak tylko się da. Przedszkolak by zrozumiał. Podjęłam więc na nowo próbę
                                      wczytania się w Twoją odpowiedź.
                                      Nie wiesz, nie wiesz, co się działo w konkretnych umysłach, bo to mogą wiedzieć
                                      tylko konkretne umysły...
                                      Człowiek jest na tyle niekonsekwentnym zwierzęciem, ze b. często co innego
                                      myśli i mówi, a co innego robi... Zwłaszcza jeśli nie jest pewny myśli drugiego
                                      człowieka. A drugiemu się wydaje, że wystarczająco mocno je wyraża... Choć
                                      zwróciłeś w tym wszystkim uwagę na sny? Ale można przyjąć założenie, że sen to
                                      tylko sposób mózgu na zapamiętanie jakiejś liczby informacji przez dowolne
                                      kojarzenie ich z innymi danymi. I to pociesza...
                                      Co do odmiennego myślenia i działania, może być tak, że ktoś ma nadzieję, a
                                      ktoś jej nie ma. A ze swoimi nadziejami często wolimy się nie ujawniać.
                                      Wszystko więc pozostaje w sferze niedopowiedzianych nadziei i kombinacji
                                      sennych...

                                      Czy udało mi się wywrzeć podobnie zagmatwane wrażenie? Brałam udział z
                                      niedościgłego ideału w mieszaniu...

                                      Twoja wierna naśladowniczka we wchodzeniu na wyższy poziom abstrakcji.
                                      • acepl Re: Czy masz miejsce... 03.10.01, 14:34
                                        Gość portalu: Ronja napisał(a):

                                        > No to namieszałeś kolego. Moja sugestia pisania bardziej abstrakcyjnego, jak
                                        > widzę została sobie przez Ciebie wzięta do serca.
                                        > Na pierwszy rzut oka nie zrozumiałam nic. Wróciłam więc do swojego postu, żeby
                                        > tam szukać jakiejś drogi postępowania. Nic to nie dało, bowiem ja pisałam
                                        > prosto jak tylko się da. Przedszkolak by zrozumiał. Podjęłam więc na nowo próbę
                                        >
                                        > wczytania się w Twoją odpowiedź.

                                        Bez przesady. Chyba nie zmieniłem stylu z postu na post? Poza tym wcześnie było i
                                        rozgrzewałem się w trakcie.

                                        > Nie wiesz, nie wiesz, co się działo w konkretnych umysłach, bo to mogą wiedzieć
                                        >
                                        > tylko konkretne umysły...

                                        Wydawało mi się, że wiem. I miałem podstawy do tego podstawy. Cóż, wydawało mi
                                        się.

                                        > Człowiek jest na tyle niekonsekwentnym zwierzęciem, ze b. często co innego
                                        > myśli i mówi, a co innego robi... Zwłaszcza jeśli nie jest pewny myśli drugiego
                                        >
                                        > człowieka. A drugiemu się wydaje, że wystarczająco mocno je wyraża...

                                        A jeśli mówi jasno i wyraźnie? I dostaje jasne i wyraźne odpowiedzi? Raz,
                                        drugi... a potem zwrot o sto osiemdziesiąt stopni? A potem znowu "Załoga, zwrot
                                        przez sztag!"? Trochę konsekwencji w niekonsekwencji :))) Mówić tak, robić siak,
                                        myśleć owak - ale niech to będzie przynajmniej cały czas tak samo... Tylko że
                                        wtedy nie byłoby już tak ciekawie, prawda? No i nie możnabyłoby się bronić,
                                        że "nie to miałem na myśli".


                                        >Choć
                                        > zwróciłeś w tym wszystkim uwagę na sny? Ale można przyjąć założenie, że sen to
                                        > tylko sposób mózgu na zapamiętanie jakiejś liczby informacji przez dowolne
                                        > kojarzenie ich z innymi danymi. I to pociesza...

                                        ??? Sen jest projekcją okruchów wspomnień z przeszłości powiązanych metodą
                                        chaotyczną... Co to ma do rzeczy?

                                        > Co do odmiennego myślenia i działania, może być tak, że ktoś ma nadzieję, a
                                        > ktoś jej nie ma. A ze swoimi nadziejami często wolimy się nie ujawniać.
                                        > Wszystko więc pozostaje w sferze niedopowiedzianych nadziei i kombinacji
                                        > sennych...
                                        >

                                        Może... To akurat pasuje do mnie - trochę na siłę, trochę łomem...


                                        > Czy udało mi się wywrzeć podobnie zagmatwane wrażenie? Brałam udział z
                                        > niedościgłego ideału w mieszaniu...

                                        Trochę :)).

                                        >
                                        > Twoja wierna naśladowniczka we wchodzeniu na wyższy poziom abstrakcji.

                                        Może rzeczywiście nieco przesadziłem. Chciałem nawet krok po kroku wyjaśnić, o co
                                        mi szło, ale... W każdym razie Twój post zrozumiałem. Nie od razu, oczywiście.

                                        Hej.
    • Gość: Divina Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: *.pl 28.09.01, 14:27
      Kap, kap, kap...
      krople deszczu tluką się po szybach...
      szary, popaprany świat...
      Pięknie mówisz o swojej samotności. Zwłaszcza w takim dniu, jak dzisiaj
      najbardziej doskwiera brak tego ramienia...
      I zwłaszcza w takim dniu mam ochotę przytulać się do ludzi, którzy tego
      potrzebują... Dać im swoje ciepło...
      Głupie, prawda? Sama bym chętnie się komuś w rękaw teraz wypłakała...
      kap, kap, kap
      krople deszczu tłuką się po szybach...
      • acepl O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... 28.09.01, 16:20
        Czy pięknie mówię o sobie? Nie wiem. Wiem na pewno, że mówię to, co czuję. A
        czuję, że czegoś mi brak... że jestem niekompletny. Coś za sobą zostawiłem, a
        właściwie zgubiłem.

        Samemu przeciwko całemu światu, z jego wszystkimi przeszkodami i zasadzkami -
        tak ciągle się nie da. Poczuć zapach włosów, wsłuchać się w bicie jej serca,
        poczuć jej ramiona wokół siebie - jak mur oddzielający to chwilowe sanktuarium
        od rzeczywistości... Tego pragnę. Tak, zimno dziś i porozmawiać z kimś o
        dzisiejszym dniu, nawet "wypłakać się w rękaw" byłoby bardzo, bardzo na miejscu.

        >Zwłaszcza w takim dniu, jak dzisiaj
        >najbardziej doskwiera brak tego ramienia...
        >I zwłaszcza w takim dniu mam ochotę przytulać się do ludzi, którzy tego
        >potrzebują... Dać im swoje ciepło...
        >Głupie, prawda? Sama bym chętnie się komuś w rękaw teraz wypłakała...

        Głupie? To w takim razie co powiedzieć o mnie? Nie, wypowiedzieć głośno swoje
        pragnienia, tak przecież ludzkie to nic innego, jak wsłuchanie się w siebie...

        Świat na pewno nie jest szary, popaprany... On po prostu jest. To tylko my go
        tak odbieramy. Czujemy, można by rzec. "Patrzymy na świat przez pryzmat stanu
        naszej świadomości" - i na pewno ten pryzmat nie będzie wiecznie okruchem szkła
        Królowej Lodu. I oby nigdy nie był.

        A na razie musimy wrócić do świata aktywnych - w rękaw popłaczemy sobie kiedyś,
        innym razem... Ale za to na pewno.

        Pozdrawiam.
    • lena! Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 28.09.01, 21:36
      Wiesz tak naprawdę nikt nam nie obiecywał, że bedziemy, żyć w parach, że
      spotkamy tzw. drugą połówkę. A życie leci, to jest jego paradoks.
      Człowiek to istota ukształtowana w schematach i tu jest problem. Wiec do przodu.
      Szkoda życia.Pozdrawiam.
      • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 01.10.01, 08:15
        Tak. Nikt nigdy nie obiecywał nam "drugiej połówki"... Problem polega na tym,
        że człowiek z definicji jest zwierzęciem stadnym. I nie bez powodu związek
        małżeński nazywają stadłem...
        Do przodu - staram się, ale jak długo można samemu? Rok, pięć lat, dziesięć?
        Wybacz, ale dziesięć to już stanowczo za długo. Ja powoli pękam... jak zużyty
        dzban na wodę.
        Nie da się żyć samemu - dosłownie: jestem sam jak palec. Dopiero odległość
        pozwala w pełni docenić rodzinę, ale z drugiej strony nie pozwala się nią w
        pełni cieszyć. No i gdyby tylko rodzina byłaby do szczęścia potrzebna, to do
        tej pory żylibyśmy w klanach. Czego nie widzę za oknem... Pasuje do schematu,
        prawda? Tak jak do schematu pasuje dorosły facet wywnętrzniajacy się na forum z
        takim tematem...
        Wybacz, ale nie wyglądasz na osobę, która wie o czym mówię... [Nie jest moją
        intencją ironizowanie i temu podobne "akcje". Jeśli uraziłem, to przepraszam.
        Ale po prostu mam co do Twojej wypowiedzi wątpliwości. Z drugiej strony - jest
        to Twój punkt widzenia rzeczy (i jak widać nieco inny od mojego) i choćby
        dlatego godny uwagi. W końcu to jest forum.]

        Pozdrowienia.
        • Gość: samanta1 Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 213.76.59.* 01.10.01, 19:07
          Czas plynie szybko i gdy zaczynamy myslec o tym ,ile tracimy ,ile nas
          omija ,zaczynamy sie czuc jak zwierze w potrzasku .Wtedy na dobre zaczyna sie
          myslenie o przyszlosci o tym cholernie szybko mijajacym czasie ,o tym..itd.
          Kazdy inaczej znosi samotnosc ,inaczej ja przezywa ale chyba dla kazdego jest
          bolesnie dotkliwa.Pozdrawiam i zycze odnalezienia swego szczescia !
        • lena! Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 01.10.01, 22:31
          Spotkałam wielu ludzi, któży odbierali świat z swojej perspektywy, i mówili ,iż
          nikt niezrozumie ich bólu. A ten ból rodzi sie gdzieś w gardle, umiejscowia w
          klatce piersiowej i promieniuje. Kiedy żyjemy w rodzinie wydaje nam sieże tak
          bedzie wiecznie, to takie naturalne, ludzie wokól nas też tak żyją, a potem
          wszystko idzie do przodu i nie spodzianka , jaednak nie tak. Rzeczywistość i
          wyobrażenie. Proza życia.

          • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 02.10.01, 08:37
            Każdy człowiek ma swój własny punkt widzenia świata... I każdego boli "w
            troszeczkę innym miejscu".

            >Kiedy żyjemy w rodzinie wydaje nam sieże tak
            >bedzie wiecznie, to takie naturalne, ludzie wokól nas też tak żyją, a potem
            >wszystko idzie do przodu i nie spodzianka , jaednak nie tak. Rzeczywistość i
            >wyobrażenie. Proza życia.

            Myslisz, że o tym nie wiem? Że nie zdaję sobie sprawy z tego, że rzeczywistość
            to nie bajka z happy endem? Znam to wszystko z praktyki, stanowczo za długiej.
            Nie podoba mi się to, nie zgadzam się na to, ale nikt się mnie o zdanie nie
            pyta. Tak jest i już. Jedyne co mogę, to próbować to zmnienić i z tym właśnie
            jest największy problem. Czy ja coś robię źle? Czy tak ma wyglądać życie w
            zgodzie z własnym sumieniem? A może to kara? Jeśli tak, to za błąd który nie ja
            popełniłem...
            To brzemię chwilami jest zbyt ciężkie. I nie ma od niego ucieczki, choć
            chciałoby się odpocząć, zasnąć i obudzić się w innym świecie. Ale tak się nie
            da. Nie da się nawet na chwilę zatrzymać, wyjść na brzeg tej rzeki nazywanej
            życiem i popatrzeć dokąd płynie... nie da się.
    • acepl Dla (E)Lizy. 03.10.01, 11:14
      Jak się odnaleźć? Po pierwsze trzeba chcieć dać się odnaleźć. Ale jak to
      zrobić? Może podpowiedź do odpwiedzi na to pytanie będzie w odpowiedzi na
      postawione przeze mnie pytanko (ale zakręciłem...). A brzmi ono: Ile jest osób
      samotnych, poszukujących swojego Jin albo Jang? I dlaczego nikt tego nie wie?
      Czyżby dlatego, że podświadomie przybieramy maski obojętności, siły, zatopienia
      się w codzienności?

      Chwila zastanowienia i jest kolejne pytanie: Jak w takim razie mamy żyć, jak
      się zachowywać, co robić i do czego dążyć? Obnoszene się ze swoimi problemami
      publicznie to nie najlepszy pomysł - skutki mogą być odwrotne do zamierzonych.

      Nie znam odpowiedzi na żadne z powyższych pytań. Nie wiem nawet, czy zadaję
      dobre pytania; jeśli tak, to już coś zyskałem. Jeśli...

      Pozostaje nam tylko wsłuchać się w siebie i pójść za tym głosem. Uzbrojeni, a
      jakże, w nadzieję.
    • Gość: nina Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: *.*.*.* 03.10.01, 17:38
      Baby ...
      I'm no Angel,
      Baby ...
      There's no rainbow ...
      • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 03.10.01, 22:12
        Here we are in the grays of winter
        Here we are just me and you
        Hold my hand
        Let's face tomorrow

        Tomorrow still holds out its hands to you

        This precious time
        We've only borrowed.
        The autumn winds have blown on through
        A quiet thought will tell our story

        Tomorrow still holds out its hands to you
        Tomorrow still holds out its hands to you

        So here's some wings
        They're yours forever
        And here's some dreams that will come true
        Take those tears to wash your sorrow

        Tomorrow still holds out its hands to you
        Tomorrow still holds out its hands to you
        Tomorrow still holds out its hands to you...
        • olias Re: to miejsce jest na 04.10.01, 10:23
          to miejsce jest na przedramieniu (chyba tak to się nazywa)
          na klatce piersiowej
          takie naturalne zagłębienie dla czyjejś głowy
          • acepl Re: to miejsce jest na 04.10.01, 11:31
            Szkoda żeby "tak stało niewykorzystane", prawda?
            • Gość: nina Re: to miejsce jest na IP: *.*.*.* 04.10.01, 11:54
              a jaki dołek - miejsce na główkę ukochanego - na klatce piersiowej ma
              kobieta .... ohhhh....
              • olias Re: to miejsce jest na 04.10.01, 13:20
                zapach jej włosów, smak jej spokoju
                ..... a kysz wyobraźnio!
                • Gość: nina Re: to miejsce jest na IP: *.*.*.* 04.10.01, 13:40
                  tak jak zapach jego ciała .... uwielbiam tak marzyć ...uuuu
                  • olias Re: to miejsce jest na 04.10.01, 14:06
                    na dodatek ...
                    budowa ręki umożliwia wygodne zanurzanie dłoni we włosach,
                    gdy jej głowa spoczywa na swoim miejscu (tytułowym miejscu)
                    • Gość: nina Re: to miejsce jest na IP: *.*.*.* 04.10.01, 14:35
                      gdy cię otula swoim silnym ramieniem...
    • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 04.10.01, 21:01
      wiesz? kilka miesięcy temu czulam się podobnie- coś w moim życiu się skończyło,
      a ja nie bardzo sobie mogłam z tym poradzić..w dodatku czulam się sama, nawet
      nie samotna, tylko właśnie tak idiotycznie sama...wtedy porozmawiałam z moim
      przyjacielem (dziwne,że faceci są jakby stworzenie do uspokajania
      rozhisteryzowanych przyjaciólek), probowałam mu wytlumaczyć na czym polega ta
      niezdolność do zwyklego bycia, ten brak oddechu i pustak po stracie kogoś, kto
      był... spróbowalam prostej paraboli, żeby zrozumiał mnie lepiej:
      "t jest tak, jakbyś mial butelkę a w niej 2litry wody i przychodzi ktoś, komu
      oddajesz całą swoją wodę, co tylko masz, bo ci na nim zależy, przelewasz bez
      opamiętania..i nagle ta osoba znika razem z twoją wodą...i co masz zrobić? nie
      masz już żadnej wody nawet dla siebie..i co gorsza osoby, która chciałaby
      dzielić z tobą chociaż te resztki, które ci zostały i oddać ci troszkę swojej
      wody"
      i wiesz, co mi odpowiedział? "Głupatsie, a skąd ty wiesz, że masz tylko tej
      wody dwa litry? gdzieś w środku masz na pewno caly wodospad, a gdzieś tam na
      świecie jest osoba, która sie w ten cholerny wodospad zanurzy"
      prawda jakie proste? początkowo wydawalo mi się zbty banalne...ale teraz już
      wiem, że najważniejsze odpowiedzi muszą być jednocześnie najprostsze...i może
      dlatego tak trudno je znaleźć...
      a ja zasypiam i myślę, że gdzieś tam zasypia sam ten ktoś przeznaczony dla
      mnie...bo musi być ktoś taki
      a w dzień? masz rację- maska i gdzie ja i samotność, szczęśliwa jak żadna inna,
      a że zasypaim sama, e tam..i chowanie prawdziwych uczuć pod codziennymi
      sprawami, które przecież trzeba zalatwić...
      i jestem w tym wszystkim kretyńsko schematyczna...szkoda, że nie można być
      samym w sposób oryginalny :))
      • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 05.10.01, 13:25
        Zazdroszczę przyjaciela (nie, nie tego, w ogóle przyjaciela)...
        Genialne rozwiązania można poznać po prostocie, tego się już nauczyłem. A my
        tak jakoś nauczyliśmy się wybierać zawsze tę bardziej kamienistą ścieżkę, tę
        bardziej pod górkę...

        Na pewno jest ktoś taki, kto jest przeznaczony Tobie... ktoś przeznaczony mnie.
        Przyjdzie, znajdzie wodospad i zburzy tamę go blokującą. A potem pokaże Ci jak
        piękny jest cały ten zakątek. Na pewno się zjawi.

        Gdyby nie to pragnienie... To nic, że można o nim nie myśleć, zapomnieć na
        chwilę. Zawsze będzie o sobie przypominać.

        Może o to chodzi - żebyśmy mogli później docenić to, co nas spotka?
        • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 05.10.01, 14:19
          taka już ludzka natura- po co ma być łatwo skoro może być trudno :)) więc
          komplikujemy sobie wszystko co tylk możemy...a ja może okażę się osobą słabą
          ale ja strasznie, okropnie nienawidzę wyzwań. chociaż teraz tak bardzo modne
          jest mowienie, że uwielbia się nowe wyzwania...a ja cały czas sądzę, że to nie
          moja epoka- powinnam urodzić się w Wiedniu pod koniec zeszłego stulecia. Świat
          dymu, kawiarni i Klimta... wiem, wiem- to kolejna "kieszonkowa Arkadia", ktora
          każe wierzyć, że wszystko byłoby dobrze, gdyby nie okoliczności...
          Wiem- gdzieś tam są osoby dla nas...tylko kiedy sobie pomyślę, że być może ja
          taką osobę spotkałam kiedyś przypadkowo, ale nie zwrócilam uwagi, nie
          zauważyłam..? przecież czlowiek od tego ma tą kretyńską wolną wolę, żeby psuć
          wszystko, co dla niego zaplanuje los...
          ale patrzę za okno i silę się na optymizm, uspokajam pragnienia...pociesza mnie
          jedna myśl- może i teraz tęsknię za Nim (kimkolwiek jest), ale jak tylko go
          spotkam to nie będę już pamiętać, że czasem beczałam w poduszkę...taka natura
          człowieka- jak tylko coś zdobywa, to zapomina jak źle mu bylo zanim to
          odnalazł..więc warto trochę pocierpieć, żeby później tego cierpienia już nie
          znać...prawda?
          • Gość: Margaret Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: *.swietochlowice.dialup.inetia.pl 06.10.01, 20:45
            Wydaje mi się, że my myślimy, że wraz z kimś,,odchodzi to co mu dalismy.
            Zaufanie, bezpiecznstwo, miłośc...-. Wydaje nam się,że ktoś nam coś zabrał.Ale
            przeciez to wszystko było niejako naszym wytworem,którego pokłady są w nas
            samych. Inni nie zabierają nam niczego-tak naprawdę.Nie można tak
            myślec.Przeciez miłość-jest w kazdym z nas. Kązdy z nas-nawet nie będąc z
            drugim człowiekiem , jest jak najbardziej pełnowartosciowy.Wiem,że ta pustka
            czasami jest przerażająca,pojawiają się obawy, strach przez przyszłością. Przed
            tym-że nie będzie przy nas osoby-która w zimne nocy okryje nas
            kocem..Ale.....to normalne-i rzeczywiśćie,nikt nam niczego nie obiecywał.
            Wracając do jednego pytania..dlaczego sie nie potrafimy odnależć?....hmm.faceci
            to częśto zdobywcy..nie podoba im się, gdy ktoś ich lubi. Gdy jawnie okazuje
            swa sympatię..często nad miłe, troskliwe ,inteligentn kobiety-przekładają tylko
            te piękne-i trudnodostępne.Wiem,- upraszczam.Ale sprawy damsko-męskie są
            niezywkle zawiłe.
            Po ``stracie`` kogoś- oddałam się czytaniu horrorów.-nie polecam :).chyba
            rzeczywiscie lepsza lektura Władcy Pierscieni..albo innych powiesci
            uwalniajacych wyobrażnięi emocje.
            pozdrawiam wszystkich biorących udział w dyskusji bardzo serdecznie..-.ja sama
            chyba nie mam osoby, na której ramieniu mogłabym sie oprzec.
            • acepl Re: Czy masz miejsce... do Margaret 08.10.01, 09:26
              Oj, trochę się zagapiłem. Troszeczkę. Ale maga_ pozna, że poprzedni post
              jest "dla" niej...

              Nieprawda. Ktoś od nas odchodzi i zabiera nam coś - zaufanie, pewność siebie...
              W moim przypadku poważnie okaleczono też wiarę w ludzi - pogodnych, uczciwych,
              wiernych. I wiarę w przyjaźń. Ale wiem też, że jestem lepszym człowiekiem niż
              mogłem sądzić. I jakim mnie przedstawiano.

              Tak wiele tracimy... A ile zyskaliśmy? I co zyskaliśmy? Nie potrafię tego
              ocenić - nie znaczy to oczywiście, że nic.

              Ja zdobywcą? Nieeee. Nie wiem, jak można woleć kobiety trudno dostępne - rzeźba
              może jest piękna, ale jest zimna i bezduszna. I zupełnie jej nie znam. Ale masz
              rację - nie można upraszczać. Kobieta trudno dostępna może tylko taką udawać...
              Sprawy damsko-męskie są skomplikowane. Ma to swoje dobre strony - nie jest
              przynajmniej nudno... :)))
          • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 08.10.01, 08:38
            Szczera prawda.

            Ha. Aśmy się dobrali... para niepoprawnych romantyków :)))

            Ale tak się na pewno żyje dużo lepiej. I odrobinkę łatwiej?

            Nie wiem, czy kiedykolwiek zapomnę jak mi było źle. Może to lepiej? "Bywało
            gorzej" - w wielu przypadkach taka myśl pomaga bardziej niżby się wydawało. I
            nie tylko jednej osobie...

            Kiedy wszystko wjedzie (albo wróci) na właściwe tory będziemy zbyt zajęci czymś
            (albo kimś) innym, żeby rozpamiętywać przeszłość, prawda?. Na pewno będziemy.
            • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 09.10.01, 18:17
              ach, ten romantyzm... :)) a zastanawiałeś się kiedys ile w nim jest winy? w
              mojej sytuacji sporo, na pewno...wielokrotnie to słyszałam- troszkę za dużo
              oczekuję, liczę na to,że po raz kolejny milość spadnie na mnie nagle,
              niespodziewanie, "jak uliczny morderca", porazi mnie i...wystarczy. dotychczas
              tak było, ale...czy to musi być regułą? jest parę mężczyzn, którzy sobie
              zataczają koła w okolicy, zaniteresowani mną mniej lub bardziej. a ja co? a ja
              kręcę nosem. dlaczegóż to? bo nie poczulam do żadnego z nich iskier, nie
              zawiorował wszechświat nie było MAGII...może faktycznie powinnam sobie pobyć z
              kimś kto mi odpowiada, a na wielką milość poczekać, może pojawi się z
              czasem...tylko, że ja nie lubię substytutów..zresztą związek z rozsądku? miłośc
              z rozsądku? dla mnie to oksymoron...faktycznie niepoprawana jestem :)
              a mnie "bywalo gorzej" nigdy nie pomaga..bardziej pomaga 'będzie lepiej, bo
              musi". zawsze to jakaś metoda :)
              ale jesień mamy śliczną, więc i tak się uśmiecham..jakoś tak niezależnie od
              samej siebie...
              • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 10.10.01, 13:43
                Nie potrafię się z Tobą nie zgodzić. Kiwam głową przy każdym niemal zdaniu...
                Miłość z rozsądku? To nie dla mnie... Wolę, stanowczo wolę "ulicznego mordercę".
                Że wybredny jestem? I co z tego. Już dawno postawiłem wszystko na jedną kartę.
                Może będę miał szczęście, a może nie... A wtedy może trafi mi się kolejne
                rozdanie... Po prostu - "czekam aktywnie"...

                Zresztą, taka metoda jest bardziej fair, zwłaszcza dla drugiej strony, prawda?

                Będzie lepiej... Musi. :))
                • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 10.10.01, 14:09
                  no, widzisz? metoda "bo musi" jest jak najbardziej skuteczna :)

                  a już myślałam, że tylko jestem przestarzałym egzepmlarzem romantyczki..jakoś
                  to niemodne ostatnio. Ale jakoś nie czują się w obowiązku bycia modną.
                  zdaję sobie doskonale sprawę z faktu, że te "nierozsądne" uczucia bywają
                  bardzo, bardzo trudne...przeszłam to wielokrotnie- nawet jeśli dwie osoby czują
                  to samo, tak samo intensywnie, to i tak nie znaczy, że będzie sielanka...ale ja
                  nie szukam sielanki- ja szukam uczucia, a to nei zawsze bywa
                  sielankowe...ale "burze" też są przyjemne... tak czy inaczej lepsze jest ryzyko
                  od spokoju...a na rozsądek mam wrodzoną alergię- moim żywiołem jest
                  bałagan...dobrze to nie rokuje, ale trudno :)

                  a możesz mi objaśnić metodę "aktywnego czekania"? bo jakoś mi ta kwestia
                  przepływa przez palce :)
                  • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 11.10.01, 16:48
                    Czy skuteczna? Przekonamy się... :) Ale chyba będzie - bo musi! :))

                    Czemu od razu przestarzały (od razu na usta ciśnie się pytanie, którego
                    kobiecie się nie zadaje...)? I w dodatku przestarzała romantyczka... Wiesz,
                    takie określenia kursowały już lata temu (tak na oko z półtorasta...). Więc
                    bardziej pasuje powiedzieć: wciąż aktualne...
                    I może obecna moda już wyszła z mody? :)

                    Burza ma to do siebie, że zawsze się kończy. A po niej świat wygląda inaczej,
                    powietrze jest bardziej rześkie, wywiało gdzieś te rupiecie, które walały się
                    koło płotu od dawna... :)))

                    Nie znaczy to oczywiście, że podczas burzy czuję się najlepiej. Sielankowy
                    nastrój jest bardzo mile widziany... nawet częściej niż od czasu do czasu...
                    Zawsze trzeba brać pod uwagę osobowość, przyzwyczajenia, wady drugiej osoby.
                    Choć wcale nie musimy ich akceptować... wystarczy pójść na tymczasowy
                    kompromis, aż on nauczy się, że skarpetki zdejmuje się zaraz po powrocie do
                    domu i od razu wrzuca do pralki... ;))

                    Mam jednak nadzieję, że kontrolowany bałagan... Mój pokój przypomina
                    pobojowisko do czasu, kiedy nie będę miał jak przesunąć klawiaturę, albo nie
                    zmieszczę na stoliku piątej książki nie zrzucając kubka z herbatą. Wtedy
                    układam wszystko na pólkach, w szafkach i zaczynam od początku. Znów tu leży
                    płyta Stinga, tam spodnie...

                    Aktywne czekanie? Banalne: poznawać jak najwięcej ludzi (innymi słowy: nie
                    siedzieć w domu - czyli stara rzecz w nowym opakowaniu).

                    • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 11.10.01, 22:36
                      przyznajmniej coś już udało mi się Tobie zaszczepić- metodę "bo musi"...dobrze
                      chociaż tak zostawić swój ślad na swiecie :)

                      no, tak....jako kobieta mogę sobie bezczelnie zignorować brak pytania, ktory w
                      rzeczywistości chyba troszkę był pytaniem, czyż nie? :) ale jeśli chodzi o mój
                      wiek...czasami czuję się starsza niż jestem... dużo, dużo starsza. Jak to bylo
                      u Baudelaire'a? "więcej mam wspomnień niż gdybym żyl od stuleci"? jakoś tak...
                      ale co do romantyzmu masz rację- jego przetarzalość jest już od dawna
                      przestarzała :)

                      tak- bycie razem to sztuka kompromisów i nauka wzajemnej akceptacji, to wiem.
                      oczywiscie istnieją przypadki "ścierania" się silnych osobowości..wtedy te
                      kompromisy nie zawsze pomagają...ale to jednak wyjątkowe przypadki. tak czy
                      inaczej dwoje ludzi będąc razem uczy się siebie na wzajem, dostraja i z
                      codzienności tworzy naprawdę piękną mozaikę...takie zwykle szczęście, którego
                      chyba najbardziej brakuje, kiedy nie ma się "połówki"...bo milość ma to do
                      siebie, że każdą sekundę bycia razem zmienia w czystą magię...nawet nie trzeba
                      nic mówić, nic robić, wystarzy być i już..powietrze inne, świat inny...marudzę,
                      co? :))

                      czy kontrolowany? bo ja wiem...na pewno wszechobecny- i w głowie i w serduszku
                      i (przede wszystkim) w mieszkaniu...najwięcej miejsca zajmują książki- półka
                      skończyla się już dawno więc układam gustowne stosy na podłodze...ma to swój
                      artystyczny urok :)...fakt-moim mieszkaniem rządzi chaos, rzeczy odnajdują się
                      niekoniecznie tam gdzie można się spodziewać...ale kiedy tylko mam przed sobą
                      jakieś Bardzo Ważne Zadanie to przystępuję do sprzątania mojej przestrzeni
                      życoiwej..jakoś mnie to "ustawia" psychicznie...

                      aktywne czekanie...ładna nazwa na ten taki prosto-oczywisty sposób na
                      niezamykanie się w skorupce :)
                      • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 15.10.01, 02:07
                        Odcisnąć swoje piętno... Niekoniecznie wściekle czerwonym atramentem i w dobrze
                        widocznym miejscu. :) Wystarczy fakt.

                        Ja czasem czuję się zmęczony, bardzo zmęczony. I to uczucie - zasnąć, w
                        spokoju, bez zmartwień, na zawsze. Czasami kusząca myśl. Ale nie do
                        zrealizowania, niestety ( a może to i dobrze?).

                        My, romantycy, musimy trzymać się razem. :)) Więc niech sobie realiści mówią co
                        chcą... ja wiem lepiej.

                        Fakt - kompromis nie zawsze jest osiągalny. Ale zawsze wtedy zostaje zwykłe
                        zrozumienie... A miłość znacznie to ułatwia.
                        Wystarczy być... Czasem tylko tyle do szczęścia wystarczy, a czasem trzeba się
                        namęczyć - ale zawsze warto. Byle tylko mieć dla kogo, prawda? ( czy ja też
                        marudzę? :) ).
                        • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 16.10.01, 14:01
                          musimy trzymać się razem? no, tak- "romantycy wszystkich krajów łączcie się!",
                          nowy romantyczny proletariat, "rady delegatów romantycznych", "cała władza w
                          ręce rad" :) teraz tylko partię i do sejmu... :))))

                          to uczucie zmęczenia- znam je, miałam taki etap zaraz po moim prywatnym końcu
                          świata, apokalipsie na własny użytek- wszystko co robiłam robilam z
                          przyzwyczajenia- z przyzwyczajenia się uśmiechałam z przyzwyczajenia spotykałam
                          się z przyjaciółmi, z przyzwyczajenia jadłam, z przyzwyczajenia mówiłam...
                          wzystko bez ochoty i bez uczucia, świat płynął obok a ja nie byłam jego
                          częścią, chcialam się tylko skulić, zasnąć, zapomnieć, odpocząć od tego , co
                          najbardziej męczące- od bycia. a teraz nagle coś się we mnie zmieniło- czas
                          leczy rany (banal, banał, banał...ale jakki prawdziwy) i od jakiegoś czasu
                          ogarnęła mnie niesamowita zachłanność na życie, na świat, na
                          istnienie...dziwne...

                          marudzimy, marudzimy...ale jak dobrze nam to wychodzi :)

                          wiesz na co czekam? na moment, kiedy któreś z nas (a najlepiej oboje) napisze
                          na tym forum, że problem jest nieaktualny, wątek można zamknąć bo wszystko się
                          zmieniło, bo znalazła się "druga polowa pomarańczy". bo na nas obojga ta polowa
                          niewątpliwie czeka. dobrze mi idzie udawanie optymistki? :)
                          • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 16.10.01, 17:53
                            DO SEJMU!?? PARTIA!!?? PRZECIEŻ JA JESTEM ZDROWY!!! ZA CO!?? :)))

                            Zachłanność na życie... Tak, to dziwne uczucie po spaniu z przymusu, jedzeniu z
                            przymusu, pracy i uśmiechów z przymusu (nie: przyzwyczajenia :) )... Ale nie
                            niespodziewane; oczekiwane, można by rzec i w dodatku bardziej podświadomie niż
                            z "premedytacją"... Nie narzekam - to uczucie bardzo mi się podoba. Szkoda
                            tylko, że to nie wszystko co byśmy chcieli. (Po kolei, po kolei - na wszystko
                            przyjdzie czas...)

                            Marudzimy, marudzimy... Jeszcze trochę a zostaniemy "specami od marudzenia" :))
                            Ha! Coś nam się od życia należy, prawda?

                            Byłoby... Co ja gadam! Będzie fantastycznie: KONIEC wielkimi bukwami,
                            fajerwerki, :) szampan, :)) ... I podwójne zaręczyny. :)))
                            Tylko czy z tego powodu zamykać wątek? Niech będzie dowodem na "zmienność
                            wszelkiej rzeczy we wszechświecie" i "ciągłość w akcji"... Nie żeby zaraz
                            drugie "W Jezioranach"... "Ku potomności i pokrzepieniu serc". :)
                            • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 16.10.01, 22:25
                              jak to nie do sejmu??? a ja już widziałam oczyma duszy siebie na mównicy
                              sejmowej rzucająca błotem we wszystkich, którzy śmieliby mieć inne poglądy ode
                              mnie..w końcu w naszym kraju kłócenie się ze wszystkimi o wszystko nalezy do
                              etykiety politycznej :)) ale uwaga, bo zrobi nam się wątek polityczny, a tego
                              wolalabym uniknąć...:)

                              a ja jednak uprę się, że to było przyzwyczajenie, nie przymus- żebym czuła się
                              do czegoś zmuszona muszę tego nie chcieć, a mi bylo po prostu obrzydliwie
                              wszystko jedno- wszyscy oczekują ode mnie, że będę się uśmiechać? dlaczego nie,
                              mnie to obojętne. powinnam wstać rano, bo obowiązki, bo tak trzeba? mogę
                              wstać,nie ma to dla mnie znaczenia...itd.rozumiesz? po prostu cały świat mógł
                              dla mnie istnieć lub nie, nie bardzo mnie to interesowało, a że nie mogłam się
                              z niego wyłączyć więc robiłam to, co zawsze, bo tak bylam przyzwyczajona...
                              ale teraz ta zachlanność na istnienie...pozostaje tylko ptyanie czy to kolejny
                              kroczek w stronę "wyleczenia się" (a może to już właśnie "zdrowie"?) czy też
                              kolejne stadium "choroby"...? jeśli mam być szczera to nie odpowiem z całą
                              pewnością, że już pewne sprawy zostawiłam za sobą..wydaje mi się że tak, ale
                              zagwarantować nie zagwarantuję.

                              ojej...zaraz specami od marudzenia...czasami chyba udaje nam się napisac
                              coś "niemarudzeniowego"? poza tym maruda kochanym jest Kłapouszek, a z calej
                              Stumilowo Lasowej gromadki to jego lubiłam zawsze najbardziej.

                              o tak! szampan obowiązkowo! a później relacje z życia rodzinnego, posty mające
                              służyć porównaniu rozwoju naszych potomków - mój już raczkuje, a widzisz, a mój
                              powiedział "tato"...:))) jakaż świetlana przyszlość nas czeka..w dodatku
                              udokumentowana wirtualnie :) ale poważnie- masz rację- nie byłoby, a będzie- to
                              najtrafniejszy czasownik...
                              • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 17.10.01, 08:17
                                Wiesz... Tak parę minut po napisaniu postu wczuraj zastanawiałem się, skąd u
                                mnie taki radosny nastrój... I od razu przyszła kolejna myśl: "Jestem
                                szczęśliwy... na szczęście to minie." :))) Tak to powiedziałby Kłapouchy?

                                Obojętność... to przyszło trochę później. A najpierw był przymus. Dokładnie to
                                pamiętam: wmuszanie w siebie bułki z żółtym serem (klasyczny obiad samotnego
                                faceta :)) ). I tylko bułki - z obawy przed zwróceniem, bo jedzenie "na siłę"
                                nie jest przyjemne... Albo kiedy wracałem samochodem... Autostrada, pusta w
                                dodatku, nawet mokro; a ja jadę ledwo 125, bo z powodu źle ustawionej
                                zbieżności niezbyt komfortowo było jechać szybciej (wóz wpadał w takie
                                wibracje...). Wyobrażasz sobie? Prawie się roześmiałem, kiedy do mnie dotarło
                                znaczenie całej sytuacji. I nie byłby to radosny śmiech.

                                Ale teraz jesteśmy zdrowi... (też tak mi się wydaje; szczerze wyznam).

                                Będzie... Po co to wszystko, jeśli nie po to właśnie: będzie?
                                • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 18.10.01, 13:37
                                  bardzo w stylu Kłapouszka...jestem z Ciebie dumna... :)) a gdybym ja teraz
                                  miała być Puchatkiem to powinnam wymyślić jakąś mruczankę tylko z tej
                                  okazji..ale mi daleko do ideału :)

                                  ale to wszystko najlepiej dowodzi, że szczęście znajduje się wewnątrz
                                  i "okolicznośi obiektywne" (uwielbiam okolicznośi obiektywne- to takie male
                                  zwierzątka, które zawsze wszystko psują :) ) nie mają na to żadnego wpływu-
                                  najwyraźniej to przede wszystkim od NAS zależy ile szczęścia odkryjemy w
                                  sobie...i to chyba działa w ten sposób- najpierw my zaczynamy "żyć lepiej,
                                  daleko lepiej", jak pisał pewien rosyjski pan a reszta przychodzi do tego
                                  naszego "lepiej" jak magnes- szczęście przyciąga szczęście...a może się mylę?

                                  uff..na całe szczęście to twoje "ledwie 125" już za tobą. a ja już nie
                                  rozmawiam z innymi nie zapominając natychmiast co do mnie mówią...tak- zdrowi
                                  chyba jesteśmy...do mnie jeszcze czasem coś wychodzi z cienia- jakies
                                  wspomnienie, male deja vu, ale to jak złośliwa mucha- da się odpędzić..zresztą
                                  coraz rzadziej się to zdarza. a to wszystko nauczylo mnie dystansu- zdalam
                                  sobie sprawę, że każdy ból da się przeskoczyć, JESTEM i szkoda marnować to moje
                                  BYCIE na głupie smutki...

                                  i chyba nawet oduczylam się szukać tego, co Będzie- pozwolę, żeby samo mnie
                                  znalazło..tak jak znajdowalo dotychczas...to tak jak w bajce M. Ende o górze,
                                  której nie można szukać, bo nie można jej znaleźć, trzeba po prostu iść a to
                                  ona nas odszuka...

                                  zauważyleś jak ten wątek ewoluuje? od smucenia się do uśmiechu i będzie dobrze,
                                  bo musi :) ciekawe jakie wnioski wyciągnąłby z tego jakiś pan psycholog z
                                  dyplomem na ścianie...? zresztą forum to trochę grupowa psychoanaliza, prawda?
                                  • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 18.10.01, 17:03
                                    Bez mruczanki? Szkoda... Nikt nie jest idealny. A tak przy okazji - ile tobie
                                    do niego brakuje? Kiepsko z mruczankami, to już wiem; z porządkiem też na
                                    bakier - ok.; coś jeszcze? Na razie jest nieźle... :))

                                    Szczęście jest w nas. Trzeba je tylko odnaleźć... A czasem samemu się nie da.
                                    Za to potem jest łatwiej - i magnes... elektromagnes zaczyna buczeć coraz
                                    głośniej ( i kilowaty idą jak woda :) ). Szczęście przyciąga szczęście - wolę
                                    myśleć, że tak... Choć tak naprawdę to nie wiem.

                                    Wspomnienia... Wolę te miłe, ale niestety nie mogę wybierać - same przychodzą.
                                    A wtedy trzeba odegnać? Nie wiem... Czym jesteśmy jak nie wspomnieniami (nie w
                                    całości oczywiście), wspomnieniami zdarzeń które nas kształtowały, zmieniały...
                                    I które potrafią wpływać na nasze postępowanie...

                                    Tak. Coś jest już za nami. Na szczęście... Koniec z ciągłym spoglądaniem za
                                    siebie, bezsilnością, strachem... Pozwólmy się odnaleźć. :)

                                    Psychoanaliza jest do bani... Ale masz rację - wątek ewoluuje całkiem nieźle.
                                    Tak się zastanawiam: przydałaby się świeża krew, prawda? Pomogliśmy sobie :),
                                    teraz kolej na następnych... Coś trzeba robić. :))
                                    • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 19.10.01, 19:02
                                      poczekaj, poczekaj- jak tylko zacznie śnieżyć zaprezentuję ci Śniegową Mruczankę
                                      z Nadworu autorstwa Puchatka...:)) a do Misia bardzo duuużo mi brakjue, chociaż
                                      też jestem włascielką Małego Rozumku. no i nie przepadam za Miodem...ale za to
                                      tak jak Puchatek najbardziej lubię robić Nic ("a nic to jest takie coś kiedy się
                                      idzie to robić a ktoś mnie pyta "co będziesz teraz robić?" i ja odpowiadam "ach,
                                      nic.." i to właśnie robię" :) )...po więcej szczegółów odysłam do A.A. Milne :)

                                      wiesz...Cortazar napisał kiedyś, że o szczęściu trudno mówić- nieszczęścia
                                      dotyczą każdego, a szczęście jest czymś tak osobistym, że niełatwo je opisać .i
                                      ja się pod tym podpisuję. tak sobie teoretyzujemy...a ja wolę raczej przezywać.
                                      bo chyba oczywiste jest, że gdybyśmy zaczęli mówić bardziej konkretnie, to
                                      okazałoby się, że dla każdego z nas happines to zupełnie coś innego..a
                                      przynajmniej najprawdopodobniej tak właśnie by bylo...
                                      >
                                      Mówiąc o tym, że czasami odganiam wspomnienia, które troszkę za bardzo mnie
                                      drażnią, przypominają o czymś co bylo ale już nie jest i więcej pewnie nie będzie
                                      nie mam na myśli faktu, że czegokolwiek żałuję- wszystko co zrobilam stworzylo
                                      mnie taką jaką jestem teraz, wiem więcej, jestem dojrzalsza...ale nie znaczy to,
                                      że koniecznie muszę pamiętać o tym jak do tego doszło, przynajmniej na razie nie
                                      chcę...

                                      no, tak- zrobiło nam się małe towarzystwo wzajemnej adroacji- we wszystkim się
                                      zgadzamy. ŻĄDAM POLEMIKI!!! :)) Ludzie zaprzeczie nam, powiedzcie , że nie mamy
                                      racji i koniec, bo po pierwsze to niemożliwe, żebyśmy mówili same sluszne rzeczy,
                                      z którymi wszyscy bez wtjątku się zgadzają, a po drugie...taka zgodność może sioę
                                      stać nudna... :)prawda?
                                      :))
                                      • Gość: ewa Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 212.160.117.* 19.10.01, 21:18
                                        hej, wy dwoje(marudy :-)
                                        jestescie super, zastanawiam sie...ciagle tylko gadacie ze soba, czy
                                        moze...okazalo sie, ze mieszkacie w jednym miejscu i poszliscie na jesienny,
                                        dlugi spacer?
                                        chyba powinniscie, nie zauwazyliscie tego?
                                        a dlaczego? bo wszystkie bratnie dusze, takie jak wy...:-)
                                        fajnie bylo was poczytac, niektore tematy tu na forum sa strasznie bezsensowne.
                                        a kiedy czyta sie was...ma sie ochote przytulic.
                                        do tematu:-)
                                        • maga_ Re: do Ewy :) 20.10.01, 10:50
                                          witaj Ewuniu!!! :))
                                          Jak miło wiedzieć, że ten wątek czyta ktoś jeszcze oprócz dwójki romantycznych
                                          marudek. Dziękuję za wszystkie milutkie słowa. Bardzo przyjemnie czyta się takie
                                          rzeczy. Tylko, że moje zdrowie psychiczne wymagałoby, żebys się nie
                                          zgodziła... :)) Tu taki miły post a mi coraz bliżej do samouwielbienia :)

                                          hmm...czy ja i drugi forumowy Kłapouchy mieszkamy w tym samym miejscu..? nie
                                          wiem. wszystko co wiem mieści się w tych wiadomościach. Ale, ale Ewuniu...czy ty
                                          chcesz nas zeswatać? :) Sienkiewicz pisal, że miłośc uciekła do nieba, bo mają ją
                                          teraz zastąpić rynki zbytu, a tu proszę jak się mylił- my nawet mamy naszego
                                          forumowego Amorka:))) Cóż...jesienny spacer...to wspaniała rzecz... tylko, że na
                                          razie spaceruję sama...

                                          • acepl Re: do Ewy :) (i do Magi :)) ) 20.10.01, 13:45
                                            Na szczęście już październik... Do śniegu niedaleko (i bardzo dobrze, bo nie
                                            mogę się na Mruczankę doczekać :) ). Więc trzymam Cię za słowo.
                                            Nic... ja nie potrafię. Muszę coś robić... Niekoniecznie musi być to
                                            Einsteinowskie rąbanie drew na opał - ćwiczenia fizyczne są OK., ale wolę
                                            wysiłek umysłowy - ale coś robić muszę. :)

                                            Jest jeszcze coś takiego jak "kosmiczny przypadek". Jak meteor raz na sto
                                            milionów lat... Bo jak inaczej określić to, kiedy okazuje się, że szczęście dla
                                            dwojga oznacza to samo (pomijając oczywiście poziom detali :))? Ale może masz
                                            rację: zgodność może okazać się na dłuższą metę nudna... :)) Ale ponieważ nie
                                            ma na świecie dwóch identycznych osób, więc nam to nie grozi. Na szczęście...
                                            Ufff.

                                            Zgadzam się, że we wszystkim sie zgadzamy. :))) Do dzisiaj... (czyli proszę
                                            bardzo: zamówiona polemika).
                                            Wspomnienia - są w nas i nigdy nie odejdą... Nie trzeba ich tylko cały czas
                                            przywoływać. Ja nie zapomnę i nie będę próbował - nie chcę, nie mogę i nie mam
                                            zamiaru pozwolić na "powtórkę z rozrywki". Za wszelka cenę. Za wszelką...

                                            Przyłączam się do podziękowań za miłe słowa: Merci mille fois, Ewuniu!!
                                            Przyjemnie pomyśleć, że na coś można się jeszcze przydać. :)
                                            Przy okazji zapewnię Magę, że nie tylko my się czytamy. :))

                                            Dawno już nie byłem na spacerze... Nie przepadam za spacerami w pojedynkę -
                                            pewnie dlatego.

                                            Miłość nigdzie nie uciekła - to ludzie jakoś zapomnieli o co w niej chodzi...
                                            (rzecz jasna nie wszyscy i nie wszędzie). I coś jest w słowach naszego Amor...
                                            ehem: Emorka. :))
                                            • Gość: ei Re: do Ewy :) (i do Magi :)) ) IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.10.01, 14:33
                                              ...nie tylko Wy się czytacie.W tym miejscu dzięki, że mam co czytać :))
                                              Idżcie może wreszcie na ten spacer, bo pogoda się psuje...
                                              A w pojedynkę to nie spacer, to substytut( wiem cos o tym ).

                                              ps.

                                              gdzie ja teraz znajdę taki drugi wątek ?
                                              • maga_ Re: do ei :))) 20.10.01, 15:40
                                                ojej...dobrze to wiedzieć :))
                                                ale wątek nie zniknie- obieacaliśmy sagę wielopokoleniową, to słowa dotrzymamy.
                                                poza tym gdzie ja bym znalazła takie drugie miejsce gdzie moge sobie
                                                pomarudzić...?
                                                no i podziękować za milutkie słowa, tak jak dzisiaj...no i poprzesylać całuski,
                                                tak jak to właśnie robię :))
                                                dziękuję za wszystkie słowne słodkości i cmokam mocno :)

                                                a z tym spacerem... może to nie substytut tylko preludium to wspaniałego
                                                spaceru we dwoje? ja spacerując sama staram się tak myśleć :)
                                            • maga_ Re: do Ewy :) (i do Magi :)) ) 20.10.01, 15:34
                                              ech...nie mówię, żeby cały czas nic...ale przynajmniej raz dziennie zafundować
                                              sobie godzinkę Niczego? :)) to chyba nie zaszkodzi, co? a Mruczankę obiecuję...
                                              hest najlepszym sposobem na rozgrzanie zimnego noska w śnieżne dni :)

                                              Hmm...ten twoj kosmiczny przypadek ja nazywam magią. kiedyś przeżyłam coś
                                              takiego...ale wiesz, co? na dłuższą metę potrzeba innych, uzupełniających sioę
                                              oczekiwań- to związek umacnia, zmienia, pozwala mu ewoluuować, nie zatrzymywać
                                              się w miejscu..ale nie mogą to oczywiście być oczekiwania diametralnie różne, bo
                                              wtedy rodzą się problemy. czyli? czyli Hipokratesowy umiar...ale to też nie jest
                                              wielkie odkrycie.

                                              no, nareszcie możemy sobie troszkę pozaprzeczać :)
                                              jak to jest z tymi wspomnieniami? moim zdaniem(nie takim skromnym wcale:) ) to,
                                              co przeżyliśmy kształtuje nas, to oczywiste i nie mówię, że należy o tym
                                              zapomnieć...ale ja lubię to od siebie oddalić i nei dopuszczać do siebie do
                                              momentu, w którym będę potrafila "spotkac się z dawną swą rozpaczą" i powiedzieć
                                              jak w tym wierszu- "wyprzystojniałaś, nie pociągasz nosem"...ale dopiero wtedy..
                                              bo dlaczego mam wspominać coś , co mnie boli? i nie znaczy to, że mam zamiar
                                              powracać do starych błędów...

                                              ach, jej...mamy swoją Amorkową fankę... wpadnę w to samouwielbienie,
                                              zoobzczycie..i to będzie wasza wina :)))

                                              spacer w pojedynkę to jak połowa spaceru... a ja dawno nie byłam na takim
                                              prawdziwym spacerku w dwójkę, za rękę i w koło jesień...ojej...przez naszego
                                              Ewusiowego Amorka zatęskniłam za tym...ale jak już zacznę nadrabiac
                                              zaległości... :)) pytanie tylko z kim?

                                              Pewnie, że nie uciekła- dowodem na to jest chociażby to forum- wszyscy albo tutaj
                                              tęsknią o miłości albo o niej dyskutują...a ten wątek? on to dopiero jest
                                              milosny :))


                                              • acepl Re: do Ewy :) (i do Magi :)) ) 21.10.01, 10:34
                                                Na rozgrzanie noska dobry jest jeszcze sposób "na Eskimoska"... :))
                                                Muszę jednak spróbować "nicnierobienia". Tylko może to być trudne, bo kiedy
                                                sobie siądę (albo "przybiorę pozycję horyzontalną") i po paru chwilach
                                                zasypiam... :(
                                                Kto by w ogóle pomyślał: żeby Nic było trudne do zrobienia... :))

                                                Nie można się zatrzymywać, trwać w "statycznym" związku... Przynajmniej ja bym
                                                nie potrafił... Nie mam za to problemu z kompromisami: ze mną po dobroci można
                                                wszystko; gorzej jak mnie do czegoś zmuszać... Za faktami dokonanymi też nie
                                                przepadam, ale... nie można mieć wszystkiego. :)

                                                Pamięć potrafi być przekleństwem. Wiesz, nie mówię o "spotkaniach z dawną
                                                rozpaczą" - mam na myśli zdarzenia, które do tego doprowadziły... Najgorsze są
                                                te pozornie nie związane z problemem i na pewno nie przykre. W ogóle pamiętam o
                                                wiele więcej niż powinienem... niżbym chciał.
                                                I nie zawsze jestem dumny z tego, kim teraz jestem, jak ukształtowała mnie
                                                przeszłość.

                                                Powspominajcie o spacerach jeszcze trochę, a będę miał problem... w pozytywnym
                                                znaczeniu. Potrzebuję mobilizacji!!
                                                Już wiem: dawno nie byłem w Parku Szczytnickim. A przy okazji "przypomnę się"
                                                Ogrodowi Japońskiemu... A jak czasu zostanie to do ZOO po drugiej stronie
                                                ulicy. Ha! Połowa problemu do odfajkowania...

                                                Maga, zdaj się na mnie, a na pewno Cie przytemperuję. :)))
                                                Tylko czy na pewno tego chcesz? Bo ja nie... :)) Wolę Cię w nastroju
                                                euforycznym...

                                                Dzięki wszystkim za wszystkie wspaniałe listy. Cieszę się, że mogę się na coś
                                                przydać...
                                                • maga_ Re: do Ewy :) (i do Magi :)) ) 21.10.01, 15:11
                                                  INSTRUKCJA ROBIENIA NICZEGO NA PODSTAWIE SUBIEKTYWNYCH PRZEŻYĆ AUTORKI:
                                                  najpierw należy zaparzyć sobie dobrej kawy lub herbatki...koniecznie w łądnym,
                                                  przyjaznym kubeczku. następnie zasiąść przez stosem rzeczy "do zrobienia na
                                                  wczoraj" (bardzo sprzyjającą okolicznością dla każdego jest pora wypełniania
                                                  PITów:) ). trzeba koniecznie zaopatrzyc się w bardzo dużo lenistwa i jak
                                                  najmieniej ochoty na zrobienie tego, co zrobić trzeba. kiedy już wszystkie
                                                  papiery zaczną złośliwie szczerzyć zęby domagając się uwagi zauważamy jak wzrok
                                                  powoli kieruje się w stronę okna (dobrze byłoby, gdyby znalazlo się na
                                                  przeciwko). nie wolno przerywać tego procesu! popijajac leniwie kawusię pozwalamy
                                                  naszym myślom krążyć bez celu a oczętom (ślicznym niewątpliwie:) ) obserwować
                                                  widoczek za oknem. kiedy op dłuższym czasie przerywamy ten stan spoglądmy na
                                                  zegarek i dokonujemy następującego podsumowania- "ojej...minęło całe pól godziny!
                                                  i co ja przez ten czas zrobiłam? NIC!"
                                                  nie polecane dla osób o słabej woli- łatwo staje się nałogiem!!! :))))
                                                  prawda jakie to proste? :)

                                                  to tak jak ze mną- jeżeli poprosi się mnie o coś- nie ma sprawy, da się zrobić,
                                                  znajdzie się porozumienie...gorzej, jeżeli następuje element przymusu- w tym
                                                  momencie odzywa się moja przekorna natura. jasne jest , że jeżeli ktoś próbuje
                                                  nakłonić mnie do czegoś na siłę, to ja najprawdopodobniej zrobię dokładnie na
                                                  odwrót. i wiem, że jest to moja wada. ale da się ją przeskoczyć- wystarczy
                                                  poprosić :)

                                                  Nie wiem, czy zdarza ci się, że jakiś pozornie nic nie znaczący detal uruchami
                                                  pamięciową reakcję lańcuchową- myśl skacze od wspomnienia do wspomnienia i nagle
                                                  dochodzi do tego, o czym za żadne skarby nie chciało się myśleć... inna sprawa,
                                                  że wspomnienia czasu, kiedy wszystko było małym prywatnym niebem potrafią
                                                  bardziej zaboleć niż wspomnienia okresu, kiedy wszystko powoli zaczynało się
                                                  walić. dlaczego? chociażby z tego powodu, że pojawia się myśl "straciłam coś tak
                                                  pięknego"...

                                                  No i nie spotkamy się na tym spacerku- moja trasa (np dzisiejsza) to park
                                                  Willsona, gdzie ciągle jeszcze drzewa umierają na kolorowo i szczypią przyjemnie
                                                  w oczy wszystkimi czerwieniami, żółciami i brązami jakie tylko potrafi stworzyć
                                                  natura...mówiłam już, że jesień to moja ulubiona pora roku? (uwaga- zimą to zima
                                                  jest ulubiona, latem-lato, a na wiosnę oczywiście wiosna...tak to już ze mną
                                                  jest:) )

                                                  ja oczywiście też wolę siebie z myślami w chmurach i wcale a wcale nie chcę się
                                                  tego uczucia pozbywać...ale sądzisz, że to dla mnie korzystne? ja tylko lojalnie
                                                  ostrzegam, że to może mieć różne skutki. nosek mam zadarty z natury, po co mam
                                                  jeszcze zadzierać nosa z powodu nieumiarkowanej ilości milutkich słów :)
                                                  pozostawiam to do twojej decyzji- jeśli uznasz za stosowne temperuj ile tylko
                                                  można.:)) a jeśli nic nie stoi na przeszkodzie to pozwól mi na euforii ciąg
                                                  dalszy :)


                                                  • acepl Re: do Ewy :) (i do Magi :)) ) 21.10.01, 23:39
                                                    Nie ma to jak przystępnym językiem napisana instrukcja obsługi. :)) Wypróbuję w
                                                    najbliższy weekend - pierwszy od dwóch miesięcy, kiedy nie wyjeżdżam w pilnych
                                                    sprawach... właściwie to pierwszy wolny od tego czasu.

                                                    Przekorność przekornością... ale ja przy zmuszaniu na siłę mogę się ciężko
                                                    pogniewać... Wiem, że to spora wada, ale na szczęście nie utrudnia mi życia -
                                                    wszyscy nauczyli się już nie podpadać. :)

                                                    Detal potrafi uruchomić lawinę, która może zmieść całą wypracowaną do tej pory
                                                    równowagę. Wspomnienia - "różnej maści i rodowodu" - bolą wtedy jak diabli...
                                                    Może mnie jakoś wybiórcze wspomnienia dopadają? Nie wiem... Hmm, mam zatem coś,
                                                    nad czym warto się zastanowić...

                                                    Zadarty nosek z natury? Heh, podoba mi się - zadarty nosek potrafi być
                                                    intrygujący... sexy... a nawet może "zapierać dech w piersiach"... Bardziej się
                                                    boję, żeby od nadmiaru tych słownych słodkości w główce się nie przewróciło. :))
                                                    Lub, cytując Nadszyszkownika Podjadka bodajże... stop! Jego lepiej nie
                                                    cytować. :))
                                                    Decyzja zapadła - nie mam serca do temperowania... zwłaszcza że sam w euforii
                                                    od paru dni żyję. Nie, sadystą nie jestem... :)

                                                    Park Willsona? Tam jeszcze nie byłem... gdzie to jest? Dochodzą tam w
                                                    ogóle "macki" naszego "kochanego" MZK Wrocław? Bo jeśli nie, to trochę potrwa,
                                                    zanim tam trafię...
                                                  • Gość: ewa Re: do Ewy :) (i do Magi :)) ) IP: 212.160.117.* 22.10.01, 10:21
                                                    hej, jak dobrze sie do was znowu odezwac :-)
                                                    nie mialam zamiaru bawic sie w amora, ale widze ze cos moze sie wydarzyc...a ja
                                                    maczalam w tym palce, jak fajnie;-)
                                                    (tylko...nie wiem, czy nadaje sie na amora, bo..polamalam ostatnio skrzydla...)

                                                    bo skoro o tym mowicie, to...chyba macie na to ochote, a wiec...zrobcie to po
                                                    prostu:-)
                                                    chcialabym wyczarowac dla was fajna pogode na nastepny weekend, bo...takie
                                                    jesienne spacery to jest to, co tygrysy lubia najbardziej:-)
                                                    (no...moze jest jeszcze pare innych rzeczy)
                                                    tak w ogole, mialam na mysli to, ze chyba jestescie bratnimi duszami, a spotkac
                                                    kogos takiego wcale nie jest latwo, wiec jesli juz sie spotka, to chyba nie
                                                    powinno sie pozwolic mu odejsc, prawda?
                                                    no i jeszcze cos...wspominanie, ktore boli...wlasnie to przerabiam, a poniewaz
                                                    wydarzylo sie niedawno, boli cholernie (a,sorry, brzydki wyraz)

                                                    dlatego milo sie do was przytulac, chcociaz przez chwile..

                                                    musze zmykac, ale...moze macie ochote poemailowac ze mna?
                                                    jesli tak..napiszcie, ze tak:-)

                                                    pa!
                                                  • maga_ Re: do Ewy :) 22.10.01, 18:04
                                                    a nam tez (a przynajmniej mojej skromnej osobie) miło znowu zobaczyć twoje
                                                    literki, ewuniu :)
                                                    oj, chyba nie jest tak źle z tymi skrzydełkami- bo nawet bez nich pomagasz tym
                                                    naszym forumowym iskierom. poza tym nawet z bolącym serduszkiem zachowałaś w
                                                    sobie bardzo dużo pozytywnych emocji i chęci wyczarowania czegoś dobrego ( a
                                                    przynajmniej takie odnoszę wrażenie). a wbrew pozorom po takim prywatnym końcu
                                                    świata bardzo trudno jest to utrzymać- mnie się nie udało, ja musiałam to dopero
                                                    odzyskiwać. a ty to jednak masz. więc bravo, Amorku- jesteś już kroczek do
                                                    przodu..i mam takie przeczucie, że kawałki serduszka pozbierasz szybciej niż ci
                                                    się wydaje. nie będę kłamać i mówić, że to będzie łatwe i bezbolesne,bo to
                                                    nieprawda. wspomnienia pewnie nie dadzą tak łątwo spokoju... głuptas ze mnie i
                                                    żaden ekspert (bo jak tu radzić innym, kiedy ledwo co sobie radzę ze sobą:) )
                                                    ale wiem jak to jest i wiem jak trudno wszystko sobie na nowo poukładać...ale
                                                    kobieca intuicja mówi mi, że jesteś na dobrej drodze...im więcej czasu mija tym
                                                    mniej boli...a ze wspomnieniami też sobie dasz radę...trzymam kciuki!!!
                                                    zresztą...co ja się tu tak rozpanoszyłam bezczelnie?:)) acepl..to twój wątek,
                                                    więc uspokoj mnie,bo rozgościłam się bardziej, niż wypada:)), a ty pewnie lepiej
                                                    będziesz wiedział co Amorkowi naszemu powiedzieć...bo ja chyba Ameryki nie
                                                    odkrylam...powiedziałam co czuję... i mam nadzieję, że to coś da.
                                                    Ale Ewuniu trafilaś rewelacyjnie,bo ja uważam, że przytulanie najbardziej pomaga
                                                    na wszystkie problemy...więc ode mnie masz tyle uścisków iwrtualnych ile tylko
                                                    serwer Gazety pomieści :)
                                                    a maile? jeśli tylko mogę się przydac..jestem do usług :)
                                                  • Gość: ewa Re: do Ewy :) (i MAGI) IP: 212.160.117.* 23.10.01, 16:27
                                                    hej, no tak, chyba pojechalam z tymi e-mailami? acepl przestal sie odzywac.. ;)
                                                    chodzilo mi tylko o to, ze...chcialam sobie z kims pogadac, wy jestescie bardzo
                                                    mili, a takie pisanie na forum..wydawaloby mi sie, ze opowiadanie wyszloby
                                                    bardzo osobiscie, i czulabym sie troche tak, jakbym stala naga i...kazdy moglby
                                                    sobie to czytac. nie potrafie tak opowiadac..
                                                    dlatego dzieki, MAGA:)
                                                    odezwe sie na pewno:)
                                                    a na razie zmykam, pa, pa!

                                                    aha..jeszcze..fajnie sie poczulam, prawie jak AMELIE:)
                                                    nie wiedzialam jeszcze filmu, ale podobno jest super, jesli ktos lubi troche
                                                    bajkowe klimaty w kinie...to polecam:)
                                                  • acepl Re: do Ewy :) (i MAGI) 23.10.01, 18:26
                                                    Amelie? Słyszałem... Postaram się wybrać na niego jak najszybciej... :)

                                                    Ewo, nie potrzebujesz mojego "pozwoleństwa" na pisanie do mnie... :))
                                                    Gdybym nie chciał, żeby do mnie pisać, nie umieszczałbym swego adresu w tak
                                                    widocznym miejscu... :) Pisz kiedy zechcesz, odpowiem na pewno. I chyba nie
                                                    tylko ja, prawda?
                                                    Właściwie to już dawno bym napisał, ale z przyczyn obiektywnych nie mogę... :)

                                                    No i wpadaj na wątek częściej.
                                                  • maga_ Re: do Ewy :) 23.10.01, 18:43
                                                    a widzisz, Ewuś? odezwał się nasz maruda i to miły jak zawsze (pozwolę sobie
                                                    twierdzić, że to zasługa naszego towarzystwa- oto moc kobiet, Ewuniu:) )
                                                    całkowicie rozumiem, że pewne sprawy są tak bardzo twoje, że nie chcesz o nich
                                                    mówić publicznie- to oczywiste, że każdy ma tą lekko zacienioną strefę swoich
                                                    przeżyć, bólu i tego wszystkiego co pod skórą...i obieram jako kolosalny
                                                    komplement fakt, że z jakiegoś powodu ja i Acepl zasłużyliśmy sobie na odrobinę
                                                    zaufania... i wiem już, że mówię nie tylko w swoim imieniu- pisz jeśli tylkko
                                                    chcesz, jeśli tylko możesz, jeśli czujesz taką potrzebę- każdy mail będzie mile
                                                    widziany...
                                                    zwłąszcza, że może za coś będę ci kiedyś musiała podziękować, Amorku...ale
                                                    cicho sza... :)

                                                    Amelia? sama wybieram się na ten film- jest na samym szczycie
                                                    listy "koniecznie!!!!"...tylko nie wiem, jak to będzie z czasem...ale o filmie
                                                    słyszałam same pozytywne opinie. no i bajkowe klimaty w kinie, książkach i
                                                    (przede wszystkim) w życiu to coś co uwielbiam...więc jak tylko zobaczę to
                                                    porównamy wrażenia :))
                                                    i przyłączam się do zaproszenia- postaraj się nam tu towarzyszyć jak
                                                    najczęściej...albo inaczej- pozwolę sobie na rozkaz- jak najczęściej marsz na
                                                    forum Ewuniu:)) ale to taki malutki rozkazić...wynika tylko z tego, że jesteś
                                                    tu bardzo, ale to bardzo mile widziana :)
                                                  • maga_ Re: do Ewy :) (i do Magi :)) ) 22.10.01, 17:47
                                                    oj, takie zabiegane te weekendy? moje za to rozsypane strasznie- kiedy myślę, że
                                                    będą bardzo ale to bardzo zajęte nagle okazuje się, że mam nadmiar czasu, a kiedy
                                                    ma być spokój, odpoczynek, robienie NIC, a kończy się na tym, że nie mam kiedy
                                                    oddechu złapać...nie będę udawać, że nie jest to wina tego, że nie potrafię nic,
                                                    ale to nic sobie porządnie zorganizować...ale kto powieział, że zycie
                                                    zorganizowane jest szczęśliwsze od życia pełnego chaosu, no kto? :) ale czekam z
                                                    niecierpliwością na relację z godzinki niczego...:))

                                                    A to muszę się podpisać pod tą wadą..ale z małym wyjątkiem- ze mnie potrafi być
                                                    złośnica straszna- wściekam się szybko i skutecznie ale...równie szybko mi
                                                    przechodzi- pokrzyczę sobie, potupię nóżką i za kilka chwil jestem milsza niż
                                                    kiedykolwiek. błyskawiczne "było minęło" :)

                                                    I w dodatku te detale mogą zrodzić się dosłownie ze wszystkiego- u mnie czymś
                                                    takim może być nawet zapach... dziwnie dziala ludzka pamięć...zwłaszcza kiedy
                                                    opiera się na dopiero co posklejanym serduszku...

                                                    Sexy...no, proszę...rozpieszczana jestem tymi słodkościami,słowo daję...ale nie
                                                    powiem, że mi się to nie podoba :) i pozwolę sobie nie być skromną i powiedzieć-
                                                    tak, ja też bardzo ten swój nosek lubię :)
                                                    nie będzie temperowania? uff...ulżyło mi :) może i od uśmiechu robią się
                                                    zmarszczki, ale na razie nie muszę się tym martwić, a tak bardzo lubię się
                                                    uśmiechać, więc pozostawienie mnie w permanentnej euforii bardzo mi się podoba :)

                                                    Swoją drogą zastanawiałam się ostatnio nad tym jakie to dziwne- są na świecie
                                                    setki ludzi, każdy jest inny, niepowtarzalny, każdy ma inne pasje,
                                                    zainteresowania, marzenia...a kiedy dotrzeć na samo dno tego pudełeczka ze snami
                                                    o szczęsciu jakie mamy w glowie to okazuje się, że tak naprawdę każdy chce mieć
                                                    po prostu drugą osobę, w której dłoni mógłby schować swoją... podobno miłośc to
                                                    chemia, a jak nie chemia to biologia...a ja nie wierzę w ani to ani to... miłość
                                                    to na pewno coś więcej..tylko dlaczego pragnienie jej tkwi w każdym? z czego to
                                                    wynika? za duże pytanie na mój mały rozumek ...
                                                  • acepl Re: do Ewy :)) i do Magi :)) 23.10.01, 17:07
                                                    Niestety, niektóre weekendy bardzo zabiegane... Ciągły głód wiedzy powoduje
                                                    nieraz takie perturbacje, że nie wiadomo od czego zacząć opowiadać... Więc może
                                                    innym razem.

                                                    Nicnierobienie szykuje mi się w ten weekend. No, potencjalne nicnierobienie. ;)
                                                    Przetestujemy, zaopiniujemy (jak najbardziej pozytywnie), wydamy certyfikat...
                                                    O żesz ty, nawet tu nawyki i papierki mogą złapać. :) Koniec z pracą,
                                                    przynajmniej tutaj.

                                                    Maga jak błyskawica: błyskawicznie :) uderza po czym błyskawicznie znika
                                                    (złośnica) i zostaje tylko świeże, pachnące ozonem (od zetknięcia się dwóch
                                                    przeciwniw naładowanych [emocjami] ciał) powietrze... Ktoś rozumie co
                                                    napisałem? Oto próbka mojego logicznego myślenia... :))
                                                    Ja jestem jak cyklon - z miażdżącą siłą i z wrażeniem że nigdy się nie
                                                    skończy... A o usuwaniu skutków nawet nie wspominam... Na szczęście zazwyczaj
                                                    osiągam stadium cyklonika... cyklonka... cyk... ?

                                                    W takim razie będę rozpieszczał dalej... :)
                                                    Zadarty, zgrabny i sexy nosek, do tego zniewalający promiennością uśmiech i
                                                    zabójcze oczęta z iskierkami rozbawienia (tak mi się przynajmniej marzy)... Jak
                                                    moje wyobrażenie pasuje do Ciebie?

                                                    Tak różni, że aż tacy sami. :) Chemia, biologia? Nie, to człowieczeństwo... Ja
                                                    nawet nie chcę wiedzieć jak uczucia są "skonstruowane"- ja chcę z nich
                                                    korzystać. :) Co cały czas czynię...

                                                    Nam, Maguś, nam. Witamy w NASZYCH skromnych progach. Wszyscy są mile widziani,
                                                    nie tylko stali bywalcy... :)

                                                    Nauczyłem się nie kłócić z kobiecą intuicją... Skoro Maga twierdzi, że wszystko
                                                    będzie dobrze, to ma rację... Co najmniej raz już miała (i w tym miejscu gorące
                                                    dzięki, wielkie dzięki :) ). Mnie pomógł czas i przyjaciele... Jednego i
                                                    drugiego masz tu pod dostatkiem, choć bardzo bym chciał, żeby z czasu korzystać
                                                    tylko na początku i jak najmniej. :) Ewuniu, wpadaj częściej!

                                                    Właśnie: zmieścisz gdzieś parę uścisków ode mnie? Niewiele ich mam (tak na oko
                                                    parę ładnych latek :) ) ale za to jakich... Mogę rozłożyć na raty...

                                                    Jak to za bardzo rozgościłaś? Nie mów, że zajęłaś całą kanapę przed telewizorem
                                                    na swoją osóbkę, dywan przed na "damską prasę", stolik na czekoladki... Bez
                                                    przesady. Dziękuję niebiosom, że ma kto czynić honory domu, kiedy nie mogę... I
                                                    chyba nie będę mógł przez parę jeszcze dni... Jak na fachowca przystało,
                                                    załatwiłem u siebie net na amen.
                                                  • maga_ Re: do Ewy :)) i do Magi :)) 23.10.01, 19:10
                                                    tak- pracy wstęp wzbroniony :) a naprawdę jestem ciekawa wrażeń z Niczego :)

                                                    zrozumiałam całkowicie. i błyskawica to chyba idealne porównanie- przecież burza
                                                    ma właśnie oczyścić powietrze...i taki w założeniu ma też być efekt mojej złości.
                                                    ja po prostu lubię otwarcie mówić (czasem nawet krzyczeć:) ) o tym, co mnie
                                                    złości- w ten sposób nie narastają nieporozumienia- mówię, wyrzucam z siebie
                                                    złość, wyjaśniam i...przepraszam za wybuch. a cyklonów się nie boję. a cyklników
                                                    i cykloniątek tym bardziej :)

                                                    rozpieszczana i rozpieszczana...ale wciąż nie mam dosyć:) tylko nie wiem jak
                                                    odpowiedzieć żeby nie wyjść na nieskromną lub zakompleksioną. zresztą zwyczajnie
                                                    nie wiem, jak to jest z tym moim uśmiechem- mam dośc pełne usta, jeśli to pomoże
                                                    twoim wyobrażeniom...no i śmieję się głośno, odchylając głowę. radość to uczucie,
                                                    ktorego nie potrafię nie wyrażać samą sobą. i jeśli mam jakiekolwiek iskierki w
                                                    oczach , to na pewno są złote, bo oczęta mam bursztynowe. satysfakcjonująca
                                                    odpowiedź? :)

                                                    Może rzeczywiście lepiej się nie zastanawiać? tylko dobrze byloby wiedzieć co
                                                    mnie tak naprawdę prowadzi. bo, widzisz mną zawsze rządziły uczucia, cała byłam
                                                    emocjami...od niedawna uczę się rozsądku. ale nadal ster dzierżą uczucia..i jakoś
                                                    nie mają zamiaru puścić :)

                                                    Uścisków nigdy za mało, a Ewa na pewno nie będzie narzekać- więc dokładamy twoje
                                                    i naszemu Amorkowi od takiej ilości przytulanek mam nadzieję lepiej na
                                                    serduszku :)

                                                    A, pomyliłeś się w kilku szczegółach, mój drogi- kanapa jest calutka moja, to
                                                    fakt- rozwaliłam się na niej całą długością mojej 167 centymetrową osobą i nie
                                                    mam zamiaru zejść...do tego z całą bezczelnością na jaką mnie stać położylam
                                                    tobie (biedactwu, siedzącemu kącie kanapy:) ) głowę na kolanach, nie pytając cię
                                                    nawet o zdanie...ale nie wydajesz się z tego ostatniego niezadowlony:) Więc do
                                                    tego momentu masz rację..ale muszę cię poprawić w drobiazgach- TV oglądam
                                                    rzadziutko, bo mi na to jakoś szkoda czasu...za to całą podłogę zawaliłam ci
                                                    książkami, które mam zamiar przezytać (czego i tak pewnie nie zrobię:) ) a na
                                                    stoliku procz czekoladek umieściłam stos winogron, które pracowicie wyjadam :))
                                                    i tak zajęłam sobą twoją przestrzeń życiową :) ale widzę, że za twoją zgodą :)))
                                                    hmm....nie wiem jak to bedzie z czasem, ale skoro mam być zastępczą gospodynią
                                                    wątku i podawać wszystkim mile widzianym gościom wirtualną kawę to postaram się
                                                    jednak wpadać codziennie...chociaż obeicywałam sobie inaczej. ale co tam- na
                                                    wszystko się znajdzie czas...

                                                  • Gość: ewa Re: do Ewy :)) i do Magi :)) IP: 212.160.117.* 23.10.01, 19:25
                                                    hej, dzieki za mase usciskow, po prostu...nie wiem, co mam napisac:)
                                                    ale dzieki:)
                                                    wydawalo mi sie ostatnio, ze moj aniol mnie zostawil, dran, i wyjechal sobie na
                                                    Kube albo jeszcze gdzies, nie wiadomo gdzie...
                                                    ale nawet jesli mnie zostawil, to chyba nie na dlugo i moze wlasnie wrocil?
                                                    bo wydaje mi sie, ze...wasze usciski maja zapach migdalowy, taki jaki
                                                    uwielbiam, i czasami..wydaje mi sie, ze moj aniol pachnie wlasnie migdalowo:)

                                                    ja tez was sciskam, pa!
                                                  • maga_ Re: do Ewy :)) 24.10.01, 14:37
                                                    muszę się pochwalić okolicznościami w jakich piszę dzisiaj- na ulicy na
                                                    przeciwko trwa jakiś remont, więc calutki budynek drży...nie powiem, żeby to
                                                    nie bylo zabawne uczucie :)
                                                    e, nigdzie nie pojechał- wziął urlop bezplatny i zniknąl na chwilkę...może
                                                    pomyślał , że ja i Acepl będziemy go tu zastępować? z miłą chęcią zajmiemy się
                                                    oddawaniem migdałowych uścisków (jak to ladnie Ewuś napisałaś...) ale całej
                                                    anielskiej roboty nie odwalimy za niego.więc jak tylk wróci (jeżli jeszcze nie
                                                    wrócił:) ) to chwytaj go za to złote kółeczko nad głową i nie puszczaj!!! ale
                                                    czy będzie czy nie będzie to ja nadal będę z przyjemnością rozdawac
                                                    uściski...:))
                                                    a mój zapach to jaśmin...tylko czasem budzi dobre- niedobre wspomnienia...
                                                    wczoraj zresztą próbowalam stanąć z pewnymi faktami twarzą w twarz- oglądałam
                                                    listy, zdjęcia, czytałam kartki, przeglądalam drobiazgi...wszystko było pełne
                                                    jednej tylko osoby...ale wytrzymałam dzielnie...chyba kilka tygodni temu nie
                                                    wytrzymałabym tego- wtedy to byłby powód do placzu..a teraz? pamiątki z
                                                    przeszłości..po prostu...więc jestem z siebie dumna. to dowód na to, że każdy
                                                    ból da się przeskoczyć... i tego tobie Amorku życzę :)
                                                  • acepl Re: do Ewy :)) 24.10.01, 17:19
                                                    U nas na szczęście dali sobie spokój z młotami pneumatycznymi... Na razie.
                                                    Fakt, zabawa była przednia. ;)

                                                    O tak! Trzymaj Ewo tego gamonia i nie puszczaj - nie wie co może stracić, więc
                                                    trzeba o niego zadbać za niego. :)

                                                    Zapachów nie pamiętam... I dobrze. Nie będzie mi się nic źle kojarzyć - kiedyś,
                                                    później.

                                                    Bursztyn - przypomina mi morze po sztormie. Nie wiem, dlaczego wtedy zawsze
                                                    najbardziej lubiłem (i nadal lubię) morze... Może dlatego, że - jak to mówią -
                                                    morze nie ma wspomnień? Spojrzałbym w te bursztynowe oczy... :) Ale z odrobiną
                                                    strachu, aby w nich nie utonąć...
                                                    Bardzo satysfakcjonująca odpowiedź...

                                                    Jak mógłbym być niezadowolony? Zawsze miło wiedzieć, że mogę się na coś
                                                    przydać... :) Przydałaby się jeszcze poduszka, bo tak z głową na moich kolanach
                                                    może Ci być troszkę niewygodnie... Witaj w moim życiu. :))

                                                    Żadną zastępczą gospodynią! Współgospodynią - i szkoda że wyżej awansować Cię
                                                    nie mogę...
                                                    Okazało się, że jednak jestem fachowcem... Z internetam wszystko gra - to nasz
                                                    monopolista jakiś numer wykręcił, więc samotnie poełnić honorów nie będziesz.

                                                    I niech uczucia dalej dzierżą ster - oby tylko nawigatorem pozostawał
                                                    rozsądek... :))

                                                    Czyżby zjawił się ktoś, kto burzy śmieje się w twarz? Świetnie. :)

                                                    PS. Czuję, że z książkami i winogronami Ci pomogę... I jeszcze
                                                    porozpieszczam. :)) Ale kiedy indziej... ;)
                                                  • maga_ Re: do Ewy :)) 24.10.01, 18:16
                                                    Zacznę od buntu- JA MIAŁAM CZAS OSZCZĘDZAĆ I TI NIE ZAGLĄDAĆ! A tu proszę- dwa
                                                    razy dziennie obowiązkowo...Maga i jej silna wola... oto przykład sztandarowy:))

                                                    A u mnie budowa w toku...a słyszalam, że ta ulica ma się stać zjazdem z
                                                    autostrady...rozpływam się ze szczęścia ;)

                                                    Już Ewunia sobie poradzi- nie wiesz ile siły tkwi w upartej kobiecie :

                                                    A mnie zawsze morze troszkę hipnotyzuje- patrzę w fale i czuję jakby szeptały mi,
                                                    że mam wejść, skoczyć, zmierzyć się z nimi... ale za duża ze mnie dziewczynka,
                                                    zeby dac się wciągnąć:) i co dziwne...chociaż Adriatyk oślepił mnie swoim
                                                    pięknem, to jednak nie dostrzegłam u niego tej czarnej magii jak nasz skromny
                                                    Bałtyk... czyżby lokalny patriotyzm? :)

                                                    o...dostalam bardzo dobry z odpowiedzi, panie profesorze? :)

                                                    Jakbym chciala mieć głowę na poduszce, to miałabym ją na poduszce...a ja chcę
                                                    mieć właśnie na twoich kolanach...nie mieszajmy w to poduszki:) Nie widzisz, że
                                                    jest mi wygodnie? Naqwet się przeciągam z zadowoleniem :))

                                                    I już Wspógospodyni...chyba nawet Dyzma nie robił tak błyskawicznej kariery jak
                                                    ja:) To teraz tylko zapraszać gości :)

                                                    Z ta nawigacją rozsądku różnie bywa...niestety na tym oceanie po ktorym pływa mój
                                                    statek ( i twój też..i każdej innejosoby także) nie ma map...trzeba odkrywac
                                                    samemu. ale próbuję orientować się po gwiazdach.

                                                    Burza to mój żywioł... niedawno całą spędziłam na balkonie moknąc, marznąc i
                                                    chlonąc w siebie żywioł...dopiero później zdałam sobie sprawę z faktu, że do
                                                    najbezpieczniejszyvh zachowań to nie należało. ale czy gdybym pomyślała o tym
                                                    wcześniej to czy uciekłabym do domu? nie sądzę...

                                                    możesz mnie tymi winogronami karmić, łaskawie pozwalam :)
                                                    i przykryć kocykiem jak będzie zimno... i co będę dużo mówić- mozesz mnie
                                                    rozpieszczac i traktować jak księżniczkę, nie będę cie powstrzymywać :)

                                                    ps. przypomniałam sobie o czym kiedyś marzyłam- "i postawię życie na jedną kartę,
                                                    idąc krok za krokiem po gazetę na rogu"...to bylo moje marzenie o życiu idealnym
                                                    i pomimo, że o nim zapomniałam troszkę nadal chcę taka być...zastanawiam się
                                                    tylko czy to możliwe? każdą chwilą oddychać i patrząc na owada myśleć o tym jakie
                                                    w środku niego jest male serduszko...po prostu chlonąć rzeczywistość z jkażdym
                                                    jej detalem... da się...? bo ja próbuję...ale chyba nie potrafię
                                                  • Gość: ewa Re: do magi:) (i do acepla:) IP: 212.160.117.* 25.10.01, 11:30
                                                    apatia zakopała sie w swoich pieleszach i doprowadziła te forme bytowania do
                                                    granic absurdu..

                                                    to nie moje, ale wiem o co chodzilo autorowi, bardzo, bardzo wiem...
                                                    slonce dobrze robi na apatie, ale czasami to troche malo..moze ktos wie, jak
                                                    wyrzucic kogos, kto przychodzi nieproszony i nie chce sobie pojsc?

                                                    OK, moze..pomarudze sobie jakos inaczej?

                                                    "prosze o czas, o czas dla mych ust, by nim chlapna cos
                                                    poskromil je mozg
                                                    prosze o czas, i oddech dla dusz, by skoro juz spia
                                                    nie pokryl ich kurz
                                                    prosze o czas, by umysl moj mial te chwile na mysl o tym
                                                    o czym by chcial
                                                    prosze o czas, by kazda ma mysl znalazla swoj sens, nim dojde do drzwi
                                                    prosze o czas, o przestrzen dla rak
                                                    by mogly dac znac, ze tez czegos chca
                                                    i jeszcze dla dusz, bardzo bym chcial, by z pomoca rak dotarly do cial
                                                    prosze o czas.."

                                                    hej, to Waglewski, bardzo lubie jego teksty:)

                                                    a teraz cos na ucho: ludzie, czy wiecie ze w weekend bedzie bardzo fajna
                                                    pogoda?;)
                                                    a..czytaliscie sobie moze WAHADLO FOUCAULTA U.Eco?
                                                    fajnie czasami wracac do czegos, w czym zakochalismy sie kiedys, potem to sobie
                                                    lezalo gdzies w kacie, a teraz znowu sie znalazlo..:)
                                                    i jeszcze cos, na koniec:
                                                    w filmie NIKITA L.Bessona jest taka scena: on mówi do niej:-gdzie nauczylas sie
                                                    tak usmiechac?
                                                    ona odpowiada: -przy tobie.

                                                    a ja moglabym powiedziec, zapytana, gdzie odnalazlam swoj usmiech?
                                                    przy was:)))

                                                    pa!

                                                    p.s.
                                                    maga, nie buntuj sie i zagladaj bardzo czesto na forum:)
                                                    znalazlam cos ostatnio w swoim chinskim ciasteczku: nie limituj pragnien
                                                    odpowiadajacych twojej naturze. ograniczaj inne.

                                                    polecam!

                                                    p.s.2
                                                    a jesli chodzi o aniola..to anioly maja jakies koleczka? moj nie ma..ale poza
                                                    tym jest bardzo fajny, nosi lniane spodnie i koszule, i w ogole to taki bardzo
                                                    niezalezny facet, czasami chadza bardzo swoimi drogami i trudno go znalezc, ale
                                                    kiedy go juz bardzo potrzebuje..zawsze czuje gdzies jego migdalowy zapach:)

                                                    p.s.3
                                                    do acepla:
                                                    slyszalam to gdzies niedawno, nie pamietam gdzie:
                                                    kilkuletni synek mowi do ojca: -tato, chodz poderwiemy dziewczyny.
                                                    -po co?
                                                    -zeby je kochac.
                                                    -ale jak synku?
                                                    -sercem, tata, sercem!

                                                  • maga_ Re: do magi:) (i do acepla:) 25.10.01, 16:42
                                                    twoj post przeczytalam Emuś już rano, ale czekałam aż przejdzie mi paskudny ból
                                                    mojej (niewatpliwie:) ) ślicznej głowy, zeby odpisać ci tak jak na to zasługujesz
                                                    czyli w pozytywnym nastroju:) bo nie chcę pisać, żeby odklepać tylko pisać z
                                                    przyjemnością. chociaż przy takim towarzystwie na wątku trudno inaczej niż z
                                                    uśmiechem :)

                                                    hmm...jak wyrzucić kogoś, coś czego się nie chce? świetne pytanie... niestety
                                                    sama chciałabym znać odpowiedź. czasem mamy zjawisko "rzep i psi ogon" i nic nie
                                                    możemy poradzić. może pytanie zostawię otwarte? :)

                                                    ojej..nie znalam tego cytatu, ale jest naprawdę rewelacyjny. albo inaczej-
                                                    śliczny, piekny, cudowny..i całkowicie się pod nim podpisuję...bo mi też tak
                                                    wiele spraw przecieka przez palce...

                                                    czyżby pogoda spacerowa? taka specjalnie na spacer we dwójkę? :) a już myślałam,
                                                    że pogoda robi mi na złość..a tu nie- slonko wyjdzie...a wiesz może Ewuniu jak
                                                    długo taka spacerowa aura będzie nas czarować?

                                                    No, proszę- kolejna rzecz, ktorej nie czytałam... a żalilam się Aceplowi , że
                                                    nigdy nie przeczytam wszystkiego, co chę, co powinnam...stos "do przeczytania"
                                                    pod kanapą rośnie...a dla mnie czymś co absolutnie kocham jest "gra w klasy"
                                                    Cortezara...czytane setki razy...i chyba nigdy nie będę miała dosyć.

                                                    i ty Ewuniu przeciwko mnie? ;) ty też mnie rozpieszczasz? :) jak tak dalej
                                                    pójdzie to się rozpłynę... ale co tam- pozytywnych słów nigdy za wiele, zwłaszcza
                                                    jeśli są prawdziwe, więc dziękuję:) i uśmiechaj się Ewuniu ile się da, bo
                                                    uśmiechnięta kobieta...nie ma nic lepszego :) a jak już będziesz się do nas
                                                    uśmiechać, to będzie idealnie:)

                                                    nie będę się buntowac przeciwko chińskim ciasteczkom:) zwłaszcza, ze zaglądanie
                                                    tutaj to dla mnie coś więcej niż przyjemność, to taki promyczek... a kto wie czy
                                                    nie wejdzie w stadium nałogu? :) ale to będzie chyba nałóg, nie wyrządzający
                                                    poważniejszych szkód...tylko czas mi zabiera...ale na szczycie listy spraw, na
                                                    które zawsze muszę go znaleźć są spotkania z ludzmi, których lubię, więc wszystko
                                                    jest w porządku- forum jak najbardziej do tego punktu się zalicza...

                                                    a mają aniołki kółeczka zwane aureolami :) ale jak twój nie ma to chwytaj za
                                                    skrzydełka :) a niezależny facet to coś, co chyba Ewunie lubią najbardziej :)
                                                    zwłaszcza w takim migdałowym wydaniu... a Magi też bardzo lubią faci, którzy
                                                    czasem gubią utarte ścieżki i znajdują swoje. :)
                                                  • acepl Re: do Ewy :)) 26.10.01, 17:05
                                                    Niestety, ja silną wolę nezaglądania tutaj ćwiczę z innego powodu... I od razu
                                                    śpieszę z wyjaśnieniem, że to z powodów ode mnie niezależnych. I na które nic
                                                    na razie nie poradzę. :(

                                                    To tak jak u mnie. Od tygodnia dziesięć metrów ode mnie (w lini prostej), za
                                                    jedną ścianą lub dwoma oknami (jedno tylko zamknięte) codziennie w godzinach
                                                    pracy kolejny fachowiec znęca się na betonowymi schodami przy użyciu młota
                                                    pneumatycznego. Pełen luz... :))

                                                    To nie lokalny patriotyzm, to Bałtyk ma w sobie to coś... Coś takiego
                                                    nieuchwytnego... tak, hipnotyzującego. :)

                                                    Odpowiedź celująca co najmniej. :) I proszę się do mnie zwracać: panie AcePL.
                                                    Profesorem jeszcze nie jestem... :))) Nawet do magistra trochę mi brakuje...

                                                    Ok. Wyrzucam poduszkę... :) Czego jeszcze się pozbywamy? ;)

                                                    Kariera jak w polityce - błyskawiczna. Nawet Lepperowi zabrało to więcej
                                                    czasu... mniej więcej trzydziestokrotnie. :) A gości już spraszamy... tylko coś
                                                    się ociągają. Phi! Nie wiedzą co tracą. :))

                                                    Burza na oceanie... :) Taki sztorm to niezapomniane przeżycie - dla całej
                                                    załogi... "To czas oddzielania 'chłopców' od 'mężczyzn'". :)))
                                                    Taki burzowy deszcz ma w sobie coś magicznego prawie... przynosi z sobą
                                                    oczyszczenie - przynajmniej takie miewam wtedy uczucie...

                                                    Czy można rozpieszczać i traktować jak księżniczkę, ale z umiarem? Pewnie bym
                                                    nie potrafił... chociaż może czasami tak byłoby lepiej? :)) Oj, coś dziś
                                                    przekorny jestem... :))

                                                    Ewuś, JA CHCĘ WIĘCEJ! Nie tylko żarcików (fantastycznych)... Jeszcze jakiś
                                                    wierszyk tak od serca sobie przypomniany... :))

                                                    Zapach zapachem, ale mógłby bywać przy Tobie częściej, prawda? Zupełnie jak Ty
                                                    przy nas... :))

                                                    Tak... Muszę w końcu z tego kąta wygrzebać "Dobry Omen" Terry Pratchetta i
                                                    Neila Gaimana...

                                                    Właśnie Maga. Nie ograniczaj się... Poza tym pomyśl o nas - zostawisz nas tak
                                                    samych?

                                                    No i Ewa - dzięki serdeczne za pomoc w rozpieszczaniu... :))

                                                    Co do pogody - wybitnie październikowa. Ale się nie dziwię - w końcu
                                                    październik to MÓJ miesiąc. I niech tylko usłyszę jakieś utyskiwania! Nie
                                                    będzie więcej przytulania, uśmiechów, rozpieszczania... :)))
                                                    [ Bez paniki - ja tylko tak strasznie "wyglądam" :) ].

                                                    Do stosu dorzuciłbym jeszcze trochę książek, ale... Na razie wystarczy. :)

                                                    (Niekoniecznie) do poniedziałku, moje panie... :)
    • cholka Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 08.10.01, 10:40
      Tak, zgadzam sie z Toba, ale prosze troche mniej pesymizmu, moze jednak spotkasz te jedyna?
      Ja jestem w podobnej sytuacji, tez szukam ale nie moge jakos spotkac tego jedynego , no sam
      wiesz. To jest trudne i jest mi przykro kiedy spotykam tych szczesliwych ludzi na ulicach, objetych,
      kochajacych sie, usmiechnietych.........
      Nie warto sie jednak tak dolowac, to do niczego nie prowadzi! Glowa do gory, troche wiecej
      optymizmu, bedzie Ci znacznie latwiej! Pozdrawiam! Milego dnia!
      • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 09.10.01, 16:46
        Czy ja brzmię jak pesymista? Wcześniej (tak z dwadzieścia postów w górę) na
        pewno.
        Ale teraz?

        (...)

        No, może odrobinkę.

        Na dniach zmienia się moje nastawienie do życia... Zasługa to głównie moich
        bliskich i znajomych, ale liczy się postęp. To, że czuję się samotny wcale nie
        znaczy, że jestem pesymistą. Wręcz przeciwnie - jestem samotnym optymistą...
        Masz rację - tak jest łatwiej, a ja nie lubię utrudniać sobie życia. :)
    • Gość: "słonko" Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 212.244.170.* 25.10.01, 13:28
      Czasami trzeba być przyjacielm dla innych, starać sie zrozumieć drugiego
      człowieka, nie udawać przyjażni i nie afiszować się nią i nie oczekiwać ani
      wymagać, aby druga stona odpłaciła nam tym samym. Przyjażń wymaga czasami
      poświęcenia i wyrzeczeń a czasami tylko uśmiechu i gestu. Najpierw bądżmy sami
      przyjaciółmi dla innych i nie szukajmy jej na siłę. Róbmy pewne rzeczy dla
      innych ludzi, najdrobniejsze ale z wielką miłością.
      • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 25.10.01, 16:49
        owszem, "słonko"- przyjaxń musi być przede wszystkim bezinteresowna, opierać się
        przded wszystkim na drobiazgach, a dopiero potem na rzeczach ważnych, buduje się
        powoli...to wszystko wiadomo...nie wiem tylko, co rozumiesz przez "nie szukać na
        siłę"? bo czasem szczęściu trzeba troszkę pomóc...przynajmniej moim zdaniem.
        i oczywiście- róbmy wiele rzeczy dla innych, bo to ważne (jeśli nie
        najważniejsze), ale trzeba uważać aby nie zatracić przy tym siebie. więc jeśli to
        właśnie miałeś na myśli, to tak- masz rację "slonko"...ale jeśli mówisz o
        zgubieniu siebie w innych, to powiem ci tak- tak kiedyś robiłam i wiem już, że
        nie tędy droga...
        • Gość: "słonko" Re: do "maga" IP: 212.244.170.* 26.10.01, 09:50
          Dziękuję ci za te słowa.Ale nie chodziło mi o to aby zagubic siebie ale poprzez
          przyjażń znależć siebie. I czasem trzeba sie troche poswięcic dla drugiego
          człowieka nie mówie , że złożyc siebie jako ofiare na ołtarzu ale uczynić
          wszystko aby była to prawdziwa przyjażń taka która przetrwa najgorsze
          przeciwności losu. Pozdrawiam.
          • acepl Re: do 26.10.01, 17:15
            Maga, w tym czai się prawda... "Słonko" użyła pojęcia "na siłę" w znaczeniu
            troszkę innym: pruszkowskim.

            Jest za każdym razem cudownie zadziwiające ile można od siebie dać nie
            oczekując w zamian żadnej nagrody.

            Ale... Możesz dać z siebie wszystko a przyjaźń i tak runie... Bo wystarczy
            tyci "błąd konstrukcyjny" albo zwykłe tupnięcie nogą... I po całej magii.

            Nie jestem pesymistą, broń Boże... Ale, podobnie jak Maga, zdążyłem się
            sparzyć... i to na przyjaźni, nie miłości.

            To boli, ale nie jest śmiertelne...
    • Gość: donna Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 106.24.0.* 26.10.01, 16:28
      Pewnie w twoim miescie jest bardzo wiele samotnych i nieszczesliwych osob. To
      straszne jak bardzo udajemy przed wszystkimi ludzmi, ze z nami jest wszystko
      OK. Wracamy do pustych mieszkan, pustych lozek, sami patrzymy w lustrze sobie w
      oczy i pewnie sami sobie wmawiamy ze tak jest najlepiej. Az do chwili kiedy
      potrzebujesz zaplakac w czyichs ramionach.... Wtedy juz wiesz, jak bardzo
      jestes sam...
      • maga_ Re: donna 26.10.01, 17:11
        kiedyś kiedy byłam bardzo smutna zorientowałam się, że okazanie na zewnątrz
        tego smutku wywołałoby conajmniej złe spojrzenia- po prostu z takimi emocjami
        jak samotność, smutek, strach nie wolno się ujawniać. to jak Amerykanie
        mówiący "I'm fine" na każde "how are you?". przebiegła mi wtedy przez głowę
        taka glupia myśl- społeczeństwo prozacu- wszyscy łykamy pewne normy jak Prozac
        i sztucznie, prawie chemicznie się uśmiechamy. a gdyby tak osoby samotne mogły
        się do tego tak zwyczajnie przyznać? wtedy być może byłoby inaczej- dopóki
        zamykamy się na świat udając, że wszystko jest ok, dopóty trudniej jest nam
        znaleźc "tą drugą połowę". i rzeczywiscie- po całym dniu
        bycia "silnym", "niezależnym" itd nagle emocje wybuchają wtedy, kiedy nagle ma
        się ochotę przytulić się do czyjegoś policzka..a tego policzka nie ma.
        ale potem znowu udawanie...po co?
        niech ludzie będą po prostu sobą- szczęśliwymi i smutnymi, samotnymi
        i "sparowanymi", zapłakanymi i roześmianymi. to by tyle ułatwiło. wystarczy
        zaakceptować fakt, że samotność i smutek to nie objaw słabości, ale po prostu
        stan przejściowy w drodze do "happines". więc dlaczego nie pokazać po sobie, że
        właśnie na tym etapie bycia w drodze się jest? ja wypisalam się jakiś czas temu
        z kręgu udawanego zadowolenia i pokazałam, że nie jest mi dobrze...a teraz
        jestem szczęśliwa i jeszcze bardziej widac, ze promienieję...prawda, jaki ze
        mnie promyczek? :)))
        • acepl Re: donna 29.10.01, 17:05
          Donna ujęła cały temat krótko i precyzyjnie... Tak, dokładnie o takie uczucia
          chodzi - z jednym co prawda wyjątkiem: nie wmawiam sobie, że wszystko jest na
          swoim miejscu. Już nie... Pogodzenie się z takim losem jest dla mnie niemal
          niewykonalne - to byłoby jak przyznanie się do porażki... A ja nie znoszę
          przegrywać walkowerem. :) "Żywcem mnie nie wezmą"... ;)

          Moim buntem przeciw temu właśnie "udawanemu zadowoleniu" (jak to maga - jak
          zwykle zresztą :) - z całą przenikliwością ujęła) jest ten właśnie wątek... Mój
          anonimowy krzyk sprzeciwu. :) I wiesz co? Udało się: nie żyję już w swojej
          klatce, którą sam sobie zbudowałem... Czas potrafi wszystko wyleczyć, ale
          trzeba mu w tym pomóc.
          Cieszę się z tego, że żyję. Cieszę się, że są ludzie, do kogo mam otworzyć usta
          (niekoniecznie wirtualne :), którzy mnie wysłuchają i których ja mogę zawsze
          wysłuchać. Po prostu rozumiemy się nawzajem. A co ważniejsze - są moimi
          przyjaciółmi (i zaszczytem jest dla mnie tak ich nazywać).

          Zbyt wiele osób, które mogły "odcisnąć na mnie swoje piętno" zniknęło z powodu
          mojej samotności. Co gorsza - samotności niemal "na życzenie". Nie chcę, aby to
          się kiedykolwiek powtórzyło... A przynajmniej nie na taką skalę.

          Nie jestem już samotny, Donno. Zaś to, że nie ma przy mnie nikogo, kiedy jest
          mi najzwyczajniej źle jest tylko kwestią czasu... Właściwie to wszystkie znaki
          na niebie i ziemi wskazują, że krótkiego czasu. :)))
    • karina_17 DO AUTORA 27.10.01, 20:25
      Nie chce drogi na Księżyc, bo choć lśni on cudnie na niebie wiem, że niebyło by
      mi tam dobrze, bo byłabym sama, jeszcze samotniejsza niż tutaj.
      Samotość juz jest i chyba zawsze bedzie szła z człowiekiem krok w krok. Tyle, ż
      eona wcale nie jest jakims przeklaństwem. Jesli człowiek jest samotny, gdzy
      jest sam to to jest normalne , ale jeśli jest samoty będąc z kimś - to znaczy
      że ten ktoś nie jest właśnie tym kimś z którego samotnościa nasza samotność
      mogłaby się połączyć. Rozumiesz? Chodzi o to, ze człowiek dopiero wtedy
      przestaje byc samotny gdzy naprawde pokocha i bedzie kochany. Na drodze do tego
      szczeęścia są właśnie te nieudane związki. A może lepiej powiedzieć - zwiąskie
      z nieodpowiedznimi osobami. Po przez chwilę jesteśmy szczęsliwi, a potem - po
      rozstaniu - ta samotność jest jeszcze bardziej uciążliwa. Dlatego zamiast
      "chodzić" z każdym kto mi/ci wpadnie w oko, lepiej najpierw być przyjaciółmi i
      jak cos przyjaźń przekształcić w miłość. W 99% nie bedzie to konieczne - więc
      mamy juz 99% mniej rozstań i mysli " jaki to ja jestem samotny".

      Całusy, karina

      PS. mam nadziję, że cos z tego zrozumiałeś :-)
      • acepl OD AUTORA :)) 29.10.01, 17:20
        Edgar Allan Poe (bodajże) powiedział: "Żyjemy tak, jak śnimy - samotnie".
        Być samotnym w pojedynkę wcale nie jest normalne... :) Ale samotnym przy kimś
        jest straszne... Nie chcę ani jednego, ani drugiego. (Ojej, ale się powtarzam :)

        Przyjaźń stosowana jako sito do wyławiania połówek może być bardzo zdradziecka,
        wierz mi. Czasem po prostu nie warto ryzykować (tak: ryzykować) przyjaźni i
        przekształcać ją w miłość... [właściwie to "przekształcać w" jest
        sformułowaniem nieodpowiednim; powinno być "dobudować"] Więc te 99% mniej
        rozczarowań przy rozstaniu jest kwestią wątpliwą. Z mojego przynajmniej punktu
        widzenia (popartego, niestety, praktyką).
    • Gość: ewa Re:do wszystkich, ktorzy tu wpadają :)) IP: 212.160.117.* 30.10.01, 11:43
      hej, czy u was za oknem też taki deszcz, jak u mnie?
      chyba tak:)
      ale pomyslalam sobie, kiedy sie dzisiaj sie obudzilam i bylo tak szaro i mokro
      (a to nie jest to, co tygrysy lubia najbardziej:)
      ze zamiast myslec o deszczu i dac sie poniesc smutkom, pomysle sobie o czyms
      cieplym...
      u mnie to sa ostatnie wakacje, spedzane w Jastarni, morze (bo je uwielbiam),
      chodzenie boso po piasku(to tez uwielbiam:)
      objadanie sie rybami(bo najlepiej smakuja nad morzem), no i wygrzewanie sie na
      sloncu..:)
      hej, kazdy mam w swojej szafie wspomnien cos cieplego, o czym lubi pamietac.
      moze ktos dorzuci swoja garsc slonca? :)
      trzymajcie sie cieplo:)
      pa!
      ewa

      p.s.
      maga, gdziekolwiek sie teraz podziewasz-trzymam kciuki, zeby wszystko dzialo
      sie OK:))

      p.s.2
      acepl- chciales sobie cos poczytac:)
      "nie boj sie
      chodzenia po morzu
      nieudanego zycia
      wszystkiego najlepszego
      dokladnej sumy
      niedokladnych danych
      milosci nie dla ciebie
      czekania na nikogo
      przytul
      w ten czas nieludzki
      swe ucho do poduszki
      bo to co nas spotyka
      przychodzi
      spoza nas"

      (to jest tekst Jana Twardowskiego, spiewany na plycie SPOZA NAS Mietka
      Szczesniaka, podobalo Ci sie?:)
      • maga_ Re: 30.10.01, 12:50
        a wiesz, Ewuś, gdzie się podziewam? przebywam obecnie w krainie złośliwości
        rzeczy martwych. to taki paskudny świat, w którym komputery nagle przestają
        działać, wydajać z siebie głośne "buuuuu...". i taie komputerki trzeba oddać w
        fachowe rączki "specjalistów". no i niezależnie od tego jak bardzo chcę nie
        mogę teraz wpadać tak często jakbym chciała. ale do czasu naprawy mojego
        komputerka postaram się przynajmniej raz na jakiś czas wpadać..ale to w miarę
        możliwości. a później? później znowu pozwolę sobie na malutkie uzależnienie od
        waszego towarzystwa :)

        moje wspomnienia na rozgrzaie? za dużo tego...na szczęście, bo im więcej tym
        lepiej.

        na razie odpocznijcie sobie ode mnie, a ja obiecuję, że już niedługo wrócę,
        Amorku :)
      • acepl Re:do wszystkich, ktorzy tu wpadają :)) 30.10.01, 16:45
        Wspominki? A jakze. :))

        Dokarmianie tarpanów chlebem... a później tłumaczenie się, dlaczego tego chleba
        tak mało... ;))
        Wspaniałe zachody słońca nad mazurskimi jeziorami...
        Spacer brzegiem morza wietrznym popołudniem, zaraz po sztormie.
        Sprawdzanie przez trzydzieści osób, jak działa pasterz elektryczny... :))
        Szkolne praktyki terenowe (gdzie wszyscy robili wszystko z wyjątkiem ćwiczeń)..

        Podoba się... bardzo. :) I daje do myślenia... :))

        Pozdrowienia dla wszystkich gości. Jak wspaniale jest być tu z wami...
        Dzięki.
        • Gość: ewa Re:do wszystkich, ktorzy tu wpadają :)) IP: 212.160.117.* 05.11.01, 12:21
          hej
          ja
          chciałam
          tylko
          cichutko
          powiedzieć: dzień dobry:)


          (i wysłać jeden nieśmiały uśmiech..:)

          pa,pa!
          • Gość: acepl Re:do wszystkich, ktorzy tu wpadają :)) IP: *.macrosoft.wroc.pl 05.11.01, 15:48
            Oj, widzę że mieliśmy mały świąteczny zastój... Niestety, tak też bywa... Ale
            na szczęście to mija. :)) Więc pozdrawiam Cię ewo: dzień dobry. :)) I na
            dokładkę mnóstwo uśmiechów - najszczerszych, najweselszych...

            PS. maga_ wciąż walczy z przeciwnościami losu i nie wiadomo, kiedy znów tutaj
            zawita... Szkoda, wielka szkoda. :(

            Pozdrawiam wszystkich
    • acepl Głucho wszędzie... smutno jakoś... 08.11.01, 14:00
      • Gość: ewa Re: Głucho wszędzie... smutno jakoś... IP: 212.160.117.* 09.11.01, 08:35
        hej, jestem setna chyba? ale fajnie :o))
        będzie szampan? ;O))

        pozdrowienia dla wszystkich, tych bardzo i mniej zajętych :o))

        pa!
        ewa

        p.s.
        acepl, dlaczego Ci smutno?
        no tak..może nie będę pytała, bo..ze mną chyba akurat nie masz ochoty
        rozmawiać, prawda?...
        • acepl Re: Głucho wszędzie... smutno jakoś... 12.11.01, 18:47
          Ojej... Ewo, a skąd Ci to przyszło do głowy?
          Cisza dlatego, że ostatnimi czasy też nie mam zbyt wiele czasu... nawet dla
          przyjaciół. Wiem - najcięższe przestępstwo z możliwych. Ale jestem ograniczony
          technicznie...
          A poza tym troszkę podkopany... moralnie. Ale to minie. :)
          Dzięki za troskę.
      • maga_ Re: Głucho wszędzie... smutno jakoś... 10.11.01, 12:50
        smutno...? Acepl, uśmiechnij się, nie mogę cię teraz pilnować i sprawdzać czy
        robisz to codziennie (problemy techniczne nadal trwają...), ale jestem tu kiedy
        tylko mogę chociaż sama wiem, że to nie zdarza się zbyt czesto. możesz mi
        szepnąć literkami co cię tak smuci? postaram się pomóc (pocztę będę mogła
        sprawdzić w poniedziałek). Spójrz za okno- co widzisz? jeśli widzisz cokolwiek,
        co może sprawić, że się uśmiechniesz- to już wystarczy. A jeśli (tak jak ja)
        widzisz bloki, to pomyśl- za kilkaset lat będą podziwiane tak, jak my
        podziwiamy stare kamienice...wszystko nabiera wartości z czasem albo ją
        traci... i tak sobie myslę, że skoro teraz masz powód, żeby być smutnym, to za
        jakiś czas to nie będzie miało znaczenia. wiem- marne to pocieszenie ale ja nie
        jestem dobra w mówieniu tego, co wywłuje uśmiech. kiedy ktoś jest smutny to po
        prostu mam ochotę go przytulić...pomyśl, że to właśnie robię...pomogło? jeśli
        nie, to powiedz jakie chmurki zebraly się nad twoją glową...może będę potrafiła
        je rozgonić...? przynajmniej pozwol i spróbować.
        i przepraszam, że tak rzadko tu teraz jestem- nie wiecie jak bardzo mnie to
        martwi..coż- nie zawse można mieć to, czego się chce, prawda?

        a dla ciebie Ewuniu całuski i gratulacje- dobilismy razem setki! i to ty
        otworzyłaś tą liczbę trzycyferkową- jestem z ciebie dumna :)
        zajrzę do was w poniedziałek
        buziaki
        • acepl Re: Głucho wszędzie... smutno jakoś... 20.11.01, 17:17
          Smutno na szczęście już nie jest... Teraz został już tylko nastrój
          melancholijny... :)) Ale za to (na nieszczęście) większość problemów została.
          No cóż - je też trzeba będzie zwalczyć.

          Zazwyczaj kiedy wyglądam za okno to widzę niebo... Bloki zasłaniają mi horyzont
          dopiero kiedy (w)stanę na nogi... :)) A są wielkie, z wielkiej płyty w
          dodatku... I z tego powodu śmiem wątpić, że będą stać chociażby za lat
          dziesiąt. :) A jak przyjdzie trzęsienie ziemi, to padną jak domki z kart. ;)

          Dzięki wielkie - za uśmiech i przytulanie... Jak zawsze pomagają - i Twoje i
          moich bliskich.

          PS. To co? Na horyzoncie DWIE setki widać, więc naprzód marsz. ;))
    • ptwo Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 11.11.01, 06:45
      Czy wiesz,ilu jest wokół ludzi, którzy marzą o takim miejscu? Może należało by
      stworzyć forum, gdzie mogliby się odnaleźć?
      • Gość: Eliza Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 212.244.170.* 12.11.01, 13:50
        Myślę, że nie tylko forum ale cos w rodzaju nici przyjazni. Wszyscy samotni,
        zdesperowani i opuszczeni przecież możemy wspierać siebie nawzajem, a może
        połączy nas coś więcej niż tylko biadolenie nad własnym losem
        • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 20.11.01, 17:41
          Właśnie - nić przyjażni... :) Przyjaciele są od tego właśnie, żeby wspierać się
          nawzajem oraz wspierać zdesperowanych i opuszczonych. Ale z pewnością nie są od
          tego, żeby wysłuchiwać cudzego biadolenia nad własnym losem... ;) Samotność to
          nie powód do zamykania się w sobie... i biadolenia.
          Z drugiej strony kto ma poużalać się nad swoim pustym życiem jak nie samotni
          właśnie? Tylko o ileż lepiej wypłakać się w rękaw przyjacielowi, prawda?
          Zwłaszcza takiemu, który dobrze wie, o czym mowa... Dlatego proszę wszystkich,
          którzy zajrzeli, zajrzą, a może nawet napiszą: zostańcie. :))
        • baska306 Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 23.11.01, 01:34
          Hej,hej !! Jesteście wspaniali, nigdzie indziej nie ma tyle ciepła co
          tutaj.Poczytałam, pomyślałam ,na pewno będę częściej na razie papalutki.
          Pozdrowionka !!!!!!!!!!!
        • ptwo Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 26.11.01, 05:33
          Gość portalu: Eliza napisał(a):

          > Myślę, że nie tylko forum ale cos w rodzaju nici przyjazni. Wszyscy samotni,
          > zdesperowani i opuszczeni przecież możemy wspierać siebie nawzajem, a może
          > połączy nas coś więcej niż tylko biadolenie nad własnym losem
          Tu nie chodzi o biadolenie nad własnym losem. Są takie chwile, kiedy wszystko się
          wali/ zawaliło i wtedy odrobina wsparcia może zdziałać wiele. Wiem coś o tym,
          świat mi się zawalił!

      • canad Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 13.11.01, 20:13
        ptwo napisał(a):

        > Czy wiesz,ilu jest wokół ludzi, którzy marzą o takim miejscu? Może należało by
        > stworzyć forum, gdzie mogliby się odnaleźć?

        Stworzcie i dajcie znac,tylko szybko!
        Lepiej sie robi jak sie Was czyta, szkoda tylko, ze na krotko....:(
        buziaki w podziekowaniu
        • Gość: ewa Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 212.160.117.* 16.11.01, 19:16
          canad napisał(a):

          > Stworzcie i dajcie znac,tylko szybko!
          > Lepiej sie robi jak sie Was czyta, szkoda tylko, ze na krotko....:(
          > buziaki w podziekowaniu


          hej, a może po prostu..wpadłeś tu i już je stworzyłeś?
          (mam nadzieję, że maga i acepl nie nakrzyczą na mnie, kiedy wrócą ;o))
          a skoro już tu jestem..pozdrowienia dla wszystkich!
          tych, którzy byli, są i jeszcze tu zajrzą.
          i..ciepłe uśmiechy, i..miłego obijania w weekend :o))

          pa!
          ewa
          • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 20.11.01, 17:51
            Ha! To właśnie lubię w przyjaciołach najbardziej - czytają w myślach. :))

            Skoro już tu jesteś - o Tobie mowa, canad :)) - to po co szukać dalej? I jeśli
            udało nam się pomóc (choćby na krótko) to już coś. No i kto powiedział, że
            będziemy siadać na laurach?

            PS. Jeszcze jedno - wcale nie musimy ograniczać się tylko do pisania tu, na
            forum... :)) I oczywiście do pisania w ogóle. ;)
      • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 20.11.01, 17:29
        Oj, tak... mam pewne pojęcie. Popyt na taki towar byłby... oj, co ja gadam -
        popyt jest ogromny. ;)
        I chyba jesteśmy we właściwym do odnajdywania się miejscu, prawda? I to zarówno
        jeśli chodzi o forum jak i (mam nadzieję) wątek... Nikt nie powiedział, że jest
        to klub zamknięty... :)) I ograniczony tylko do pocieszania się... :)
        Konstruktywna krytyka zawsze mile widziana (a ja zrobię pierwszy krok w
        następnym bodajże poście.0 ;)) )...
        • canad Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 20.11.01, 18:40
          acepl napisał(a):

          > Oj, tak... mam pewne pojęcie. Popyt na taki towar byłby... oj, co ja gadam -
          > popyt jest ogromny. ;)

          To, ze popyt jest ogromny- to jest oczywiste, ale co zrobic, zebysmy sie wszyscy
          nie mijali?

          > I chyba jesteśmy we właściwym do odnajdywania się miejscu, prawda?

          Chyba jestesmy.

          >I to zarówno jeśli chodzi o forum jak i (mam nadzieję) wątek... Nikt nie
          >powiedział, że jest to klub zamknięty... :)) I ograniczony tylko do pocieszania
          >się... :)

          Z tym pocieszaniem sie roznie bywa, niby powinno pomagac, a nie pomaga...:(

          Canad@ :)

          • acepl Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 21.11.01, 17:17
            No to mamy problem... A może na pocieszenie ciut za wcześnie? Albo nie takiego
            oczekiwałeś... czy też oczekiwałaś? :) Po omacku, niestety, i to w tak trudnym
            terenie (jakim jest człowiecza dusza) nawet najlepszy zespół ratunkowy niewiele
            zdziała... :)

            Co zrobić, żebyśmy się nie mijali? Najpierw odpowiedz na pytanie: Czy my robimy
            wszystko, żeby się nie minąć - a może odpowiedź na to pierwsze sama
            przyjdzie... ;)

            Pozdrawiam
            • canad Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 22.11.01, 01:13
              acepl napisał(a):

              > No to mamy problem...
              W czym konkretnie, bo nie jarze....? :)
              A mialo byc tak milo...:(

              >A może na pocieszenie ciut za wcześnie?
              <Albo nie takiego oczekiwałeś... czy też oczekiwałaś? :)
              Dla wyjasnienia:
              Jestem wdzieczna KAZDEJ osobie, ktora skrobnie cos w celu pocieszenia.
              Naleze do tej grupy kobiet -chyba na wymarciu- ktora potrafi cieszyc sie jak
              dziecko z drobnostki, jesli w takim celu te drobnostke ktos czyni.
              Czy mozna mowic, ze na pocieszenie jest za wczesnie? Jesli widze, ze komus jest
              smutno, lubie pocieszac ale nie zastanawiam sie za bardzo czy powinnam z tym
              poczekac....sa rozne sytuacje.
              Co do oczekiwan...,hm..,jesli mam zly dzien i zale sie na forum -to pare milych
              postow MOZE mi poprawic humor, jednak jesli zale sie tutaj, ze mi sie swiat wali
              z powodu rozejscia, choroby,itd. to posty nie zmienia mojej sytuacji, a jedynie
              pomoga przetrwac kolejny ciezki dzien.
              I to mialam na mysli, ze czasami pocieszenia pomagaja na krotko :)
              >
              > Co zrobić, żebyśmy się nie mijali? Najpierw odpowiedz na pytanie: Czy my robimy
              > wszystko, żeby się nie minąć ?...
              Kto "my"? No coz moge odpowiedziec tylko za siebie:
              Wrodzona niesmialosc nie pozwala mi na robienie wszystkiego
              cokolwiek masz na mysli ;)
              Pozdrawiam rowniez
              Canad@

              • baska306 Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 23.11.01, 01:45
                Hej hej Nieśmiała nie jesteś sama , zobacz ilu ludzi grzeje się już w
                ciepełku tego forum. Wrodzona nieśmiałość może być rzeczywiście planszą
                nie do przejścia ale spróbuj poudawać że jesteś strasznie odważna w niektórych
                sytuacjach to skutkuje. Chociaż do życia w samotności można się
                przyzwyczaić ale czasem skowyczę w poduszkę jak zraniony pies . Na takie
                załamki nie ma mocnych. Pozdrowienia pa pa ;-))))
                • canad Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 24.11.01, 03:07

                  baska306 napisał(a):

                  > Hej hej Nieśmiała nie jesteś sama , zobacz ilu ludzi grzeje się już w
                  > ciepełku tego forum.
                  No widze, ze tlumy,Basiu, ale jakos dalej czuje sie taaaka samotna:(

                  Wrodzona nieśmiałość może być rzeczywiście planszą
                  > nie do przejścia ale spróbuj poudawać że jesteś strasznie odważna w niektórych
                  > sytuacjach to skutkuje.
                  Bede malo oryginalna jak powiem, ze nie potrafie udawac??? Tak myslalam,
                  ale co ja na to poradze. Wokol nas tyle "udawaczy" -chyba wystarczy :)
                  >Chociaż do życia w samotności można się przyzwyczaić ale czasem skowyczę w
                  >poduszkę jak zraniony pies.
                  Wiesz, nawet mnie nie strasz, ze mozna sie przyzwyczaic, bo ja nie
                  zamierzam...martwie sie bardziej, ze sie przyzwyczaje do tej poduszki...:(

                  Tez pozdrawiam,pa.

                  • Gość: XpLove Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.11.01, 12:58
                    Anna Stesia (anastezja...>...znieczulenie)

                    Have U ever been so lonely
                    That U felt like U were the only one in this world?
                    Have U ever wanted 2 play with someone so much
                    U'd take any one boy or girl? [any...>...najpospolitszą, dowolną]


                    Anna Stesia come 2 me, talk 2 me, ravish me
                    Liberate my mind
                    Tell me what U think of me, praise me, craze me
                    Out this space and time

                    Between white and black, night and day
                    Black night seemed like the only way
                    So I danced
                    Music late, nothing great
                    No way 2 differentiate
                    I took a chance

                    Gregory looks just like a ghost
                    And then a beautiful girl the most
                    Wets her lips 2 say
                    "We could live 4 a little while
                    If U could just learn 2 smile
                    U and I could fly away, fly away"
                    Oh…

                    Maybe, maybe, maybe I could learn 2 love
                    I mean the right way, I mean the only way
                    Perhaps U could show me, baby

                    Anna Stesia come 2 me, talk 2 me, ravish me
                    Liberate my mind

                    Maybe, maybe, maybe I could learn 2 love
                    Ah, if I was just closer 2 somethin' (Closer)
                    Closer 2 your higher self? I don't know
                    Closer 2 heaven? Maybe
                    Closer 2 God

                    Save me Jesus, I've been a fool
                    How could I forget that U are the rule
                    U are my God, I am Your child
                    From now on, 4 U I shall be wild
                    I shall be quick, I shall be strong
                    I'll tell Your story no matter how long
                    No matter how... No matter

                    We're just a play in Your master plan
                    Now, my Lord, I understand
                    I understand

                    Love is God, God is love
                    Girls and boys love God above
    • Gość: ewa Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 212.160.117.* 05.12.01, 10:41
      hej, wpadłam trochę tu poodkurzać.. :o)
      i śnieg poodgarniać,
      i zostawić mnóstwo pozdrowień (nawet jeśli nikt już tu nie zagląda..wiem, wiem,
      wszyscy po prostu zaczynają już czuć zapach choinki.. :o)

      pa,pa!

      ewa
      • ja_nek Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 05.12.01, 12:39
        Zaglądają, czytają, mają w sercu własne zmartwienia i iskierkę nadziei.

        Pozdrawiam czytających i nieobecnych
        Janek
      • maga_ do wszystich, którzy tesknili (lub nie) :))) 05.12.01, 16:33
        no i wróciłam....
        nareszicie. nie myślałam nigdy, że komputer może aż tak bardzo się na mnie
        obrazić... ale już wszystko o.k.
        dziwnie się tu czuję...tyle kochanych (jak sądzę) osób przyszło,tyle postów się
        pojawiło...same zmiany...i to na lepsze!
        a w kwestii pocieszania- chyba teraz ja go potrzebuję. tyle rzeczy się
        wydarzyło. przez ostatnie tygodnie życie próbowało mi udowodnić, że jednak jest
        brutalne. ale ja się tak łatwo nie dam przekonać i będę nadal uparcie
        twierdzić, że jest piękne...tylko troszke niesforne. powywracało mi się
        wszystko do góry nogami i nic nie jest jak powinno, ale staram się nie gubić
        uśmiechu...a skoro znowu tu jestem, to pewnie będzie mi łatwiej :)
        acepl, ewunia-amorek i wszyscy, wszyscy, których nie zdążyłam poznać (co mam
        nadzieję nadrobię :) ) ciesze się, że mogę z wami być.
        maga
        ps. tak sobie napisalam, jakby acepl i ewunia koniecznie musieli mnie pamietać
        i witać z otwartymi ramionkami...a tak przecież niekoniecznie będzie. ale co
        tam- pozwalam sobie wierzyć, że jeszcze nie wypadłam im z myśli :)
        • ja_nek Re: do wszystich, którzy tesknili (lub nie) :))) 05.12.01, 17:55
          "...a w kwestii pocieszania- chyba teraz ja go potrzebuję. tyle rzeczy się
          wydarzyło. przez ostatnie tygodnie życie próbowało mi udowodnić, że jednak jest
          brutalne."
          Powiedz co się stało, to spróbujemy pocieszyć, a i wszyscy co czytają, a się nie
          odzywają zrobią to samo.

          "...jest piękne...tylko troszke niesforne."
          Trzeba w to wierzyć

          "..staram się nie gubić uśmiechu...a skoro znowu tu jestem, to pewnie będzie mi
          łatwiej"
          No własnie i to chodzi!

          "... jakby acepl i ewunia koniecznie musieli mnie pamietać i witać z otwartymi
          ramionkami...a tak przecież niekoniecznie będzie. ale co tam- pozwalam sobie
          wierzyć, że jeszcze nie wypadłam im z myśli :)"
          Na pewno nie, a jeśli z jakichś względów nie mogą być to są lub będą inni.
          Trzymaj się mocno!

          Pozdrawiam ciepło
          Janek

          • maga_ Re: do wszystich, którzy tesknili (lub nie) :))) 05.12.01, 20:14
            co się stało? cóż...tak już jest, kiedy wychodzi się z dołka porównywalnego z
            Wielkim Kanionem, wszystko jest dobrze, jestem szcześliwa, niczego nie żałuje,
            pogodziłam się z pewnymi sprawami, a tu nagle przeszłość wskakuje do mojego
            życia z głośnym okrzykiem "niespodzianka!" i oczekuje, ze będzie szampan,
            impreza i radosne powitanie, tylko dlatego, że "przecież każdy popełnia błedy,
            jest mi przykro" itd. potem wątpliwości, stare łzy jakos wracaja na nowo...i z
            jednej strony czerwone światełko- "nie rób tego, maga, wiesz jak to się
            skończy" a z drugiej "przecież czasami było cudownie"....i trzeba bylo walczyć
            z pokusami... a potem duzo wątpliwości i płaczu, bo czy na pewno słusznie. ale
            wiem, że skoro raz dałam sobie radę to dam znowu...i tyle. tylko czuje się tym
            trochę zmeczona. i boję się, że znowu zacznę swoją przeszłość nienawidzić. a ja
            nigdy nikogo nie chcę nienawidzić. chyba nie musze wyjaśniać , dlaczego...
            uff...jasno i szczerze, a w dodatku banalnie. na szczęście moje dołki nie są
            zbyt wyszukane, więc na ich zwalczenie nie trzeba zbyt skomplikowanych środków.
            ot, wystarczy "Kubuś Puchatek" , herbata w niebieskim kubku i rozmowa z
            przyjaciółmi. to zawsze pomaga. a już najpiękniej byloby, gdyby w końcu zaczęło
            śnieżyć...
            • Gość: ja_nek Re: do wszystich, którzy tesknili (lub nie) :))) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 06.12.01, 00:24
              Hmmm, widzę, że pewien obiekt znów się pojawił....
              Maga, zachowaj tu rozsądek, bądź ostrożna. podobno nie wchodzi się dwukrotnie do
              tej samej rzeki. Przemyśl wszystko z dystansu (jak to brzmi nierealnie prawda?)
              Ile było tych chwil szczęśliwych a ile tych bolesnych.
              Tutaj trzeba wypisać sobie na kartce wszystkie za i przeciw. Niczego nie
              idealizować. Dlatego, aby znów w sercu nie bolało.

              "uff...jasno i szczerze, a w dodatku banalnie."
              nasze uczucia szczere i proste zawsze wydają się banalne. Ale tylko wydają.

              Pozdrowienia
              Janek
    • anita Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 06.12.01, 08:46
      Nie wszyscy moga byc szczesliwi poniewaz nie chca. Nie potrafia znalezc swojego
      szczescia a przeciez zalezy ono tylko od nas. Serduszko samo wybierze kiedy,
      najgorzej jezeli to drugie nie odpowie tym samym, a wtedy warto zaczekac..tylko
      jak dlugo?
      • ronja Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 06.12.01, 08:52
        Może całe życie... Tylko zawsze istnieje obawa, czy nie przegapi się tej
        szansy, okazji, ziszczonego marzenia... Tej "zakwefionej sposobności" Lorda
        Jima...
    • Gość: ewa Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 212.160.117.* 06.12.01, 11:36
      cześć, łobuzy! :o)
      fajnie, czasami wystarczy tylko śnieg odgarnąć i już wpadają jacyś krasnale
      sympatyczni ;o)

      maga, oczywiście że Cię pamiętam i mam dla Ciebie mnóstwo (czekających sobie
      cierpliwie w kąciku)uścisków niedzwiedzich :o)

      a ponieważ ostatnio jestem elfem (już nie amorkiem, albo może..na razie nie ;o)

      postaram się wyczarować dla Ciebie trochę śniegu... :o)

      pa,pa, pozdrowienia dla wszystkich i..
      nie martwcie się, będzie dobrze :o)

      ewa
      • ja_nek Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 06.12.01, 12:46
        Nie Anito, nasze szczęście tylko w połowie zależy od nas. Jak ten, którego
        kochasz Cię nie kocha, to cóż można zrobić?
        Na co warto czekać? na podobne uczucia, w nadziei, że znów znienacka zakwitną?

        Nie przegapić szansy, zdążyć zanim ten pociąg odjedzie by nie stać na peronie,
        patrząc jak się oddala?
        jak nie przegapić szansy?
        A wracając do Magi. Myślicie, że stoi przed jakąś szansą? Czy powinna szukać w
        sobie jakichś iskier swych zapomnianych uczuć do tego człowieka?
        Czy pozwolić powrocić do wspomnień i odległych, zapomnianych chwil?
        Czy warto?
        Czy warto jeszcze raz dawać szansę?

        Pozdrowienia
        Janek
        • ronja Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 06.12.01, 15:54
          Nie wiem, gdy się kocha, trudniej myśleć rozsądnie, łatwiej iść na żywioł,
          radośnie i bez opamietania oddawać się chwilom spedzanym z ukochanym
          człowiekiem. Nawet gdy zranił. Tak naprawdę ludzie nie mądrzeją, jesli chodzi o
          miłość. A jeśli to miałaby być jej szansa? Jeśli ona chce na nią odpowiedzieć?
          Niech odpowiada! Moim zdaniem, ważne żeby miała przy sobie rodzinę i
          przyjaciół, to umocni ją w razie porażki, to da jej trochę dystansu w patrzeniu
          na tego człowieka, nieco porównania miłości tych wszystkich, co ją otaczają i
          miłości jego...
          A moze się mylę?

          Pozdrawiam,
          Ronja
          • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 06.12.01, 19:22
            hmm...dziękuję za wszystkie kochane słowa. miałabys absolutną rację, gdybymo
            miłosci z jego strony mogła kiedykolwiek mówić. "to bylo coś innego- takie
            jakieś marzenia". a czy ja kochalam? oczywiście.i wiedziałam doskonale, że on
            tego samego nie czul do mnie nigdy. tylko dlatego, że nie potrafił, że się bał.
            byliśmy na swoj sposob uzależnieni od siebie- on potrzebowal mnie, żeby poczuć,
            że coś znaczy i, żebym pozwolila mu uciekać w jakiś inny świat od tego
            realnego, który go przytłaczał, ja- bo chciałam mu pomóc, bo się bałam o niego,
            bo go kochałam, bo jeśli tylko zapominał się na tyle, zeby pokazać mi, że mu
            zalezy to bylo naprawdę magicznie. to byl związek chory, zakazany, ale
            jednoczesnie bardzo..pełny. on zamieniał świat w literaturę, a ja się temu
            poddawałam. to było trudne, bolesne i piękne. ale nie da się już do tego
            wrócic. wiem co byloby dalej- odrobina baśni, a potem...? gdyby w tej sytuacji
            było cokolwiek normalnego może zdecydowałabym się na to. ale ja już nie wierze,
            że mogę mu pomóc, choć bardzo bym chciała. nie dlatego, że go kocham (bo z tego
            skutecznie się wyleczyłam), ale dlatego, że współczuję mu- nie potrafi ufać i
            kochać. a to tak, jakby był uposledzony.
            uff...jeszcze nigdy nie wystukałam w przestrzeń tylu informacji o sobie. w
            dodatku takich, które trudno opisać i, które mogą wzbudzić najróżniejsze
            komentarze (włącznie z "kobieto, co ty z nim w ogóle robilaś?!" :) ). ale
            trudno- jestem irracjonalną kobieta i pakuję się w irracjonalne sytuacje i mogę
            tylko się starać nie powtarzać błędów. :)
            aż mi troszkę głupio, że moje marudzenie zajęło tyle miejsca- bo w końcu są
            rzeczy ważniejsze. fakt, że na mieście świecą już setki kolorowych lampek i, że
            święta czuć już w powietrzu powinien być na samym szczycie listy priorytetów :)
            • ronja Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 07.12.01, 09:44
              Maga!!! Nie wiń sie za zwiazek z nim!!! Miłość jest wytłumaczeniem największych
              głupstw!!! Byłam beznadziejnie zakochana w człowieku, który z mroku patrząc
              ponad moją głową w okno, pytała na głos: Ciekawe kto się tu kim bawi, ja tobą,
              czy ty mną... A ja już wtedy wiedziałam, ze o zdrowych zmysłach z tego związku
              nie wyjdę. A jednak brnęłam w to, owszem z wahaniami, ale brnęłam. Brnęłąm?
              Skakałam na główkę prosto na podwodne skały, o których wiedziałąm, ze w tym
              jeziorze są!
              W nas zawsze rozsądek spiera się z bezmyślnością w miłości!:)))
              Pozdrawiam Cię ciepło,
              Ronja
              • maga_ rozsądna miłość (czyli największy oksymoron) :) 07.12.01, 14:25
                a jednak- jest ktoś, kto rozumie...i to od razu dwie osoby. rzeczywiście-
                czasem doskonale wiemy "co powinniśmy", a jednak robimy coś zupełnie
                przeciwnegoi. trudno to pojąć komuś, kto nigdy nie czul, jak ziemia usuwa mu
                się spod nóg. i naprawdę czuję się lepiej, keidy pomyślę, że nie tylko ja
                wyrzucilam rozsądek za okno wtedy, kiedy był najbardziej potrzebny. miłość kpi
                sobie z przyczyn i skutków...i może właśnie dlatego jest tak niesamowita? w
                koncu gdyby trzymała się mocno ziemi, to w czym tkwiłby jej cały urok?
                dobrze wiedzieć, że są osoby, które rozumieją- dotychczas tylko slyszałam "daj
                sobie spokój, dziewczyno, długo się jeszcze będizesz z nim męczyć?". i nie
                muszę chyba mówić, że to nie pomagało? wy pomagacie.dziękuję.
                ja nadal się waham- wydawało mi się, że decyzja już podjęta, że wszystko jest w
                porządku, ale wczoraj...krótka rozmowa a wystarczylo, żeby zaczęły trząsć mi
                się łapki i żebym zaczęła się zastanawiać..a może jednak? ale tenjeden raz w
                moim zabałaganionym życiu staram się być rozsądna. tak dla własnego dobra.
                • ronja Re: rozsądna miłość (czyli największy oksymoron) :) 07.12.01, 15:37
                  Sama się zastanawiam, co bym zrobiła gdyby ten człowiek, o którym ja pisałam
                  przyszedł do mnie i znów chciał czegoś... Rozsadek kazałby mi odwrócić się na
                  piecie i odejść. Ale czy ja kiedykolwiek byłam rozsądna w nagłych sytuacjach?
                  • maga_ Re: rozsądna miłość (czyli największy oksymoron) :) 07.12.01, 16:52
                    oj, ronja...może to zabrzmi nieco szowinistycznie, ale ile jest rozsądnych
                    kobiet? :) ja na pewno do nich nie należę...
                    wiesz...bliska mi osoba zarzekała się kiedyś, że nigdy nie wróciłaby do tego,
                    co bylo, że przeszłość, że to już za nią. a wystarczyło, że ta przeszłość
                    zmaterializowała się w jej życiu i już- rzuciła wszystko i wróciła. i tyle było
                    jej rozsądku. na szczęście na razie dobrze jej z tym. ale to nie znaczy, że
                    każdy, kto zrobi podobnie osiągnie taki sam rezultat. ale pokazuje, że jest to
                    możliwe.
                    a tak swoją drogą...niedobry czas na dylemty uczuciowe- podobno wymarzona jest
                    wiosna. a tu proszę- niezależnie od pory serduszko skacze na wszystkie
                    strony... może to dziwne, ale moje uczucia zawsze miały temperaturę odwrotnie
                    proporcjonalną do temperatury powietrza za oknem :)
                    • ronja Re: rozsądna miłość (czyli największy oksymoron) :) 10.12.01, 08:12
                      Maga, rok w rok do ilus tam lat wstecz zawsze zakochiwałam się na Święta Bożego
                      Narodzenia~!!!:)))
                      Natomiast na wiosnę rzucałam się w wir nauki - sesja i te sprawy...
      • maga_ do ewy (tym razem świątecznego elfa) :))) 06.12.01, 19:30
        dziękuję za uściski, niech nie czekają, bo teraz potrzebuję ich najbardziej (a
        zresztą przynam się- ja jestem taki pieszczoch, że potrzebuję ich zawsze:) )
        czary Ewuniu chyba dopiero się stają, bo śniegu jeszcze nie widać, ale może po
        prostu czekasz z nim jeszcze troszkę, żeby zapewnić mi piosenkowe "white
        christmas"? :)
        czy to pora gwiazdkowa skłoniła cię do zamiany skrzydełek i strzał na zielone
        elfie ubranko? :) jeśli będziesz blisko św Mikolaja, to szepnij mu na uszko,
        żeby pod choinkę przyniósł mi wszystkie te książki, na które nie mam pieniążków
        i dużo, dużo czekolady (i odrobinę silnej woli, żebym wreszcie zaczęła
        biegać) :)
        • ja_nek Miejsce na ramieniu 06.12.01, 21:56
          Ludzie nie mądrzeją... Masz rację Ronju, lubią wierzyć, że beznadziejne
          sytuacje nie muszą być beznadziejne.....
          Czy miłość może być w sobie mądra?

          Maga, związki nietypowe, inne, zawsze mają w sobie coś więcej.
          Ja nie powiem, że to było chore.
          Trudne, bolesne i piękne – esencja uczuć do kobiety do mężczyzny i odwrotnie.
          Bo miłość to zbyt rzadko rzeczy przyziemnie przyjemne.
          Pytania w rodzaju „co Ty z nim robiłaś kobieto” są niepotrzebne. Zadają je
          zwykle Ci, którzy uważają, że serce to sługa. Ufni w swą racjonalność i siłę. A
          kiedyś przyjdzie, (a może był kiedyś) dzień, kiedy nie będą czuli się tacy
          pewni siebie, wtedy zrewidują swoje zdanie.
          Maga to jest forum Romantica, miejsce do mówienia o rzeczach pięknych, według
          niektórych banalnych, wedle innych........ - oni nic nie mówią o uczuciach.
          A jeśli pojawi się ktoś, kto Ci powie, że byłaś głupia i naiwna, uśmiechnij się
          na to. Uczucia każdego mogą zwalić z nóg.

          Pozdrowienia ciepłe
          Janek
        • Gość: ewa Re: do ewy (tym razem świątecznego elfa) :))) IP: 212.160.117.* 07.12.01, 17:59
          hej, maguś, masz tyle uścisków ile zapragniesz, i jeszcze jeden więcej :o)

          nudziłam się ostatnio jako amor, a ponieważ uwielbiam Mikołaja, jestem elfem
          (ale tylko na trochę ;o)

          hej, wiesz..
          nie wiem, co mądrego napisać..
          jeszcze kilka miesięcy temu myślałam, że jestem sama ze swoją bajką. bajką o
          mężczyznie, który okazał się małym chłopcem, powiedział: kocham cię i
          przestraszył się tego..i coraz bardziej oddalał ode mnie. i nie chciał pozwolić
          mi sobie pomóc..i wszystko rozwalił.. a ja próbowałam być uparta, ale w końcu
          chyba przegrałam..teraz już tylko, kiedy śnieg pada, wspominam ciepło
          najpiękniejszą zimę, jaką dostałam w prezencie w zeszłym roku..
          on mieszka daleko, wysyłamy sobie coraz mniej maili, już nie dzwonimy..
          wydaje mi się, że się uspokoiłam i to już koniec bajki..
          ale tak naprawdę..gdyby chciał być znowu blisko mnie..
          mam nadzieję, że tak nie będzie. teraz, spokojnie siedząc tu, tak myślę. bo
          tego nie chcę. bo wiem, że bolałoby..
          ale wiem też, że..
          ktoś kiedyś powiedział, że jeśli kochamy naprawdę, będziemy kochać zawsze.
          i ja wiem, że ten ktoś miał rację..

          trzymaj się ciepło, maga :o)

          ewa
          • maga_ Re: do ewy (tym razem świątecznego elfa) :))) 07.12.01, 18:41
            ech, jak ja umiem od ludzi wyciągać uściski:) przynajmniej w tym jestem dobra :)
            dziękuje i odściskuję się wirtualnie :)))
            nie wiedziałaś, co napisac mądrego, a jednak coś mądrego napisałaś...bo każda
            historia, w której jest prawda i wspomnienie i miłość i troszkę łez a do tego nic
            a nic kiczu, za to samo życie- jest mądra. zwlaszcza, że do pewnego stopnia
            przypomina moją. tylko, że on nigdy nie mówił "kocham", a jeśli mówił"zależy mi
            na tobie"to nie oddalał się, tylko rozbił coś zupełnie innego- mówił coś, co
            mogło mnie zranić. a kiedy nie wytrzymywałam i beczałam? śmiał się. potem
            nauczyłam się nie płakac przy nim, tylko odpowiadać taką samą monetą. i tu tkwił
            bląd, bo potem czulam się jeszcze gorzej. on paskudny i ja też paskudna.
            dobrze, że miałaś swoją piękna zimę, bo to chyba najważniejsze- wyciągnąć z tego,
            co było same dobre wspomnienia i być za nie wdzięcznym.wbrew pozorom to bardzo
            trudna sztuka. tobie się udalo- to świetnie o tobie świadczy. a ja o tym co
            minęlo nie będę już pisać- żalenie się leży w ludzkiej naturze, ale nic nowego
            nie wnosi...wygadałam się, wystarczy. maga musi wrócić do swojego "normalnego"
            samopoczucia, czyli do dziecinnego optymizmu...wystarczy poddać się codzienności,
            przeżywać ją, co od jutra będę uskuteczniać (punkt pierwszy- szarlotka z bitą
            śmietaną w mojej ulubionej kafejce:) ). reszta przyjdzie sama...przeszłość wyleci
            za drzwi...z hukiem :)

            i jescze jedno, ewuś- wszystko się zgadza- milość nie dematerializuje się tak
            sobie. jeżeli kochał, jeżeli ty kochałaś to to zostanie. jeśli nie jako milość
            taka, jaką była, to na pewno jako jakiś bardzo dobry slad w tobie. chcemy czy nie-
            takie rzeczy nas kształtują. i dzięki takim rzeczom stajemy się lepsi.
            (co ja tak ostatnio banałami piszę? :) )
            buziaki!
            maga

            • gaba5 Re: do ewy (tym razem świątecznego elfa) :))) 12.12.01, 15:13
              Oj Maga, jak Cię rozumiem, co z tego, że nie powiedział tego najważniejszego
              słowa, ale mówił, pisał tyle innych, które były bliskie temu jednemu, a
              później powiedział: nie wiem , muszę to wszystko przemyśleć,to było w
              tej,jednej chwili mówione, czyli co kłamał wtedy, chyba nie.A jeżeli ktoś mówi
              coś ważnego, to powinien wiedzieć, że musi brać odpowiedzialność za to,że nie
              może to być chwilowe, ale się przekładać także na inne pory dnia i nocy. Mimo
              wszystko chyba nie żałuję, że go spotkałam.Może to banalne, ale już więcej
              wiem.Trzymajcie się cieplutko Mago i Ewo.
              Pozdrowienia dla innych forumowiczów.
              Dosyć smędzenia, idę po pracy na przepyszne lody z bitą śmietaną i figami.
              • Gość: ewa Re: do ewy (tym razem świątecznego elfa) :))) IP: 212.160.117.* 13.12.01, 18:20
                hej, nie mam nic mądrego do napisania..
                chciałam tylko powiedzieć, że kiedy tu zaglądam, to robi mi się tak
                ciepło..ciepło, bardzo :o)

                i chciałam zostawić ślad mojej stopy..
                i jeszcze trochę ciepłych uścisków i przytulań(bo dzisiaj taki mróz
                siarczysty.. :o)

                i czasami tak sobie myślę..raz jest lepszy dzień, i wtedy wspominam tylko dobre
                rzeczy..a raz jest gorszy dzień i dopadają mnie smutki takie straszne..
                ale kiedy spotykam ludzi, którzy mówią, że lepiej nie wychylać się ze swojej
                jaskini, bo można oberwać i zaboli..a oni się cieszą, bo się nie wychylają i
                nie obrywają..
                to myślę sobie cichutko, niemądrze może, ale..

                wolę się wychylać..
                może nie zawsze się obrywa..(wiem, to się nazywa wiara w bajki) ;o)

                pa,pa!
                ewa
                • Gość: Mi6 Re: do ewy (tym razem świątecznego elfa) :))) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.12.01, 21:47
                  To nie są bajki, to coś nazywa się życie, a Ty jesteś odważnym elfem, skoro
                  ryzykujesz wychylanie się z tej jaskini.....( wiem, bo też przesiaduję w takiej
                  jaskini... )
                  • Gość: ewa Re: do ewy (tym razem świątecznego elfa) :))) IP: 212.160.117.* 14.12.01, 12:40
                    aha... :o)
                    ale ja jestem tylko trochę odważnym elfem, bo..wychylam się, ale też czasami
                    wracam, kiedy bardzo boli..
                    ale tak sobie myślę cichutko..że to już coś :o)
                    i życzę wszystkim, którzy mają na to ochotę, a trochę się boją,
                    żeby..uwierzyli, że warto i sami spróbowali :o)

                    pozdrowienia :o)
                    • maga_ Re: do ewy (tym razem świątecznego elfa) :))) 14.12.01, 14:19
                      oj, Ewuś...ale trafiłaś :) ja ostatnio zaczynalam się chować do jaskni..glebko,
                      głęboko, bo po co obrywać? i przeczytalam twojego posta i pomyślałam sobie- ile
                      można siedziec w środku? w jaskni jest ciemno, wilgotno i nic a nic się nie
                      dzieje... więc może chociaż wychylć głowę? wychyliłam...i wiesz, co? nie tylko
                      nie oberwałam, ale zobaczyłam takie śliczne rzeczy...i spotkałam kogoś, kto nie
                      boi się być na zewnątrz...troszkę mnie to ośmieliło i jutro...jutro wybiegam z
                      tej jaskini. mogę oberwać, i to bardzo...ale co tam! zaryzykuję. jeśli tylko to
                      się uda i nie dostanę po główce, to..będę musiała ci podziękować. a jeśli
                      dostanę? to też! bo przecież na tym polega życie- czasem trzeba oberwac,
                      wyleczyć guza i...iść dalej. w jaskini nie ma guzów, ale... ale co to za życie?
                      bezpieczne, ale bez radości. więc- życz mi Ewuniu powodzenia, bo jutro Maga
                      idzie w wielki świat, którego troszkę zapomniała :)
                      wyczaruj dla mnie troszkę szczęścia- wiem, ze elfy to potrafią :))
                      oj, na dworze jest zimniutko...zimniutko??? jest lodowato. ale od czego są
                      rękawiczki i cieplutki szalik? :))
                      • ja_nek Re: do ewy (tym razem świątecznego elfa) :))) 14.12.01, 15:43
                        Oj Maga. To pewnie się wymienimy, bo ja mam ochotę ukryć się i zapomnieć o
                        wszystkim...

                        Pozdrowienia
                        Janek
                        • maga_ ja_nek w ja_skini ;) 14.12.01, 16:54
                          oj, ja_nek i ty myślisz, że ja ci tak po prostu na to pozwolę? :) nigdy nie
                          bylam despotką i nie lubiłam nikogo do niczego zmuszać, ale tym razem muszę
                          się zbuntować! jeśli stało się coś złego, albo jeśli świat zwyczajnie cię
                          przerasta- ja to rozumiem. miałam tak wielokrotnie i wtedy też- skulić się,
                          zapomnieć, schować, nie ma mnie... ale wiesz co? na początku to pomaga, owszem,
                          ale potem (mówię z własnego doświadczenia) wszystkie złe emocje się kumulują,
                          coraz ich więcej i więcej... dlatego, chociaż zrezygunję z wojskowego rozkazu-
                          "NA ZEWNĄTRZ WYYYMARSZ!" :), pozwolę sobie ładnie cię poprosić- jeśli masz
                          taką potrzebę to schowaj się, bo czasem trzeba, ale...nie za długo, dobrze? nie
                          pozwól światu, żeby cię ominął! ja nie jestem dobra w dawaniu rad, bo skoro
                          sama ze sobą nie potrafię sobie poradzić, to jak mam pomóc innym? ale jeśli w
                          tej mojej głowie pojawi się czasem oprócz puchu jakaś myśl, to nie zostawiam
                          jej dla siebie. i teraz się pojawiła za sprawą Ewuni...a brzmi ona- "nie wolno
                          się chować!". a przynajmnniej nie na długo. zapomnij na chwilkę o świecie, ale
                          potem do niego w te pędy wracaj, bo ucieknie! :) mogę cię o to ładnie, po
                          kobiecemu poprosić...?
                          a gdybyś miał ochotę powiedzieć , co się właściwie stało, to...ten wątek jest
                          chyba dobrym miejscem. ale tylko jeśli sądzisz, że ci to pomoże.
                          i jeszcze nie zapomnij trzymać się cieplutko w tym mrozie :)
    • Gość: Noska Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: *.uzh.uni-freiburg.de 16.12.01, 10:03
      nie myslalam, ze kiedykolwiek dolacze do tego watku. jak to ktos juz napisal
      tutaj:ja tez myslalam, ze znalazlam swoja bajke.
      jeszcze tydzien wczesniej mowil, ze mnie kocha, ze bedziemy mieszkac razem, a 7
      dni potem: dowiaduje sie, ze to koniec. bo jestem zbyt wybuchowa i podchodze
      emocjonalnie do zycia. a on jest taki spokojny i sie nigdy nie denerwuje. nadal
      mnie kocha, ale nie moze byc ze mna. jestem cudowna, piekna itp., ale on
      nporzebuje kogos spokojnego. a jeszcze niedawno mowil o dzieciach....
      to sie stalo tydzien temu. jestem na studiach za granica. wracalam na boze
      narodzenie. 5 tyg. temu byl u mnie i bylo ok. i nawet nie poczekal az wroce
      tylko zadzwonil.
      nie daje juz rady. nie jem, nie spie, caly czas placze. nigdy juz nikomu nie
      zaufam. zaangazowalam sie bardzo i widze, ze nie warto. bo drugi raz czegos
      takiego nie przezyje..... i nie wiem, czy teraz mi sie uda........
      • Gość: Rajza Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 10.128.135.* 16.12.01, 10:17
        Gość portalu: Noska napisał(a):

        > nie myslalam, ze kiedykolwiek dolacze do tego watku. jak to ktos juz napisal
        > tutaj:ja tez myslalam, ze znalazlam swoja bajke.
        > jeszcze tydzien wczesniej mowil, ze mnie kocha, ze bedziemy mieszkac razem, a 7
        >
        > dni potem: dowiaduje sie, ze to koniec. bo jestem zbyt wybuchowa i podchodze
        > emocjonalnie do zycia. a on jest taki spokojny i sie nigdy nie denerwuje. nadal
        >
        > mnie kocha, ale nie moze byc ze mna. jestem cudowna, piekna itp., ale on
        > nporzebuje kogos spokojnego. a jeszcze niedawno mowil o dzieciach....
        > to sie stalo tydzien temu. jestem na studiach za granica. wracalam na boze
        > narodzenie. 5 tyg. temu byl u mnie i bylo ok. i nawet nie poczekal az wroce
        > tylko zadzwonil.
        > nie daje juz rady. nie jem, nie spie, caly czas placze. nigdy juz nikomu nie
        > zaufam. zaangazowalam sie bardzo i widze, ze nie warto. bo drugi raz czegos
        > takiego nie przezyje..... i nie wiem, czy teraz mi sie uda........



        Noska, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Lepiej tak niz potem szarpac sie
        latami. Trzymaj sie.

      • vulpius Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 16.12.01, 10:45
        Gość portalu: Noska napisał(a):

        > nie myslalam, ze kiedykolwiek dolacze do tego watku. jak to ktos juz napisal
        > tutaj:ja tez myslalam, ze znalazlam swoja bajke.
        > jeszcze tydzien wczesniej mowil, ze mnie kocha, ze bedziemy mieszkac razem, a 7
        >
        > dni potem: dowiaduje sie, ze to koniec. bo jestem zbyt wybuchowa i podchodze
        > emocjonalnie do zycia. a on jest taki spokojny i sie nigdy nie denerwuje. nadal
        >
        > mnie kocha, ale nie moze byc ze mna. jestem cudowna, piekna itp., ale on
        > nporzebuje kogos spokojnego. a jeszcze niedawno mowil o dzieciach....
        > to sie stalo tydzien temu. jestem na studiach za granica. wracalam na boze
        > narodzenie. 5 tyg. temu byl u mnie i bylo ok. i nawet nie poczekal az wroce
        > tylko zadzwonil.
        > nie daje juz rady. nie jem, nie spie, caly czas placze. nigdy juz nikomu nie
        > zaufam. zaangazowalam sie bardzo i widze, ze nie warto. bo drugi raz czegos
        > takiego nie przezyje..... i nie wiem, czy teraz mi sie uda........


        Czarna Róża Nieśmiertelna

        Na ciemnej mogile, zapomnianym kurhanie
        wśród zgliszczy i niemej rozpaczy
        zakwitła nocą niczym zwiastun śmierci
        róża czarna w labiryncie znaczeń.

        Wzrosła z popiołów, cierpienia i smutku,
        podlana łzami i krwią poległych,
        wzeszła cicho jak szept konania,
        jak dotyk nocy, kochanka śmierci.

        Jest czas pogardy, smutku, nadziei,
        pora na miłość i zapomnienie,
        a potem cisza, pustka samotność
        zwiewnym całunem okryje ziemię.

        W nicość zapadną się wielkie miasta,
        prochy pokryją dumne pomniki,
        ludzie odejdą, przeminie chwała,
        ty będziesz nikim, świat będzie niczym.

        Na gruzach dumy oraz pychy,
        w ruinach marzeń niespełnionych,
        jak epitafium nieśmiertelne
        róża zakwitnie wśród łez zdradzonych.

        Nie zamartwiaj się człowiek to takie "bydle", które przetrwa wszystko :)
      • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 16.12.01, 11:23
        ojej, Noska... teraz są te najtrudniejsze dni, początek zawsze jest najgorszy.
        jesteś pewna, ze wszystko sie zawaliło, ze nie dasz rady, ale...dasz. ja jestem
        tego pewna. nie wiem jakim był człowiekiem, nie wiem czy miał dobre powody,wiem
        tylko tyle, że każdy zasługuje na szczęście,że ty na nie zasługujesz. i nie będę
        powtrzać tego, co pojawiło się w dwóch poprzednich postach, chociaż to
        chyba najlepsze co mogłabyś usłyszeć, ale pewnie potrzeba czasu, zeby ci to
        pomogło, najpierw musisz uspokoić serduszko.
        teraz pewnie nic ci po slowach, przydadzą się później, więc może pobądź tu z
        nami, pisz, kiedy bedzie ci smutno, tu jest mnóstwo kochanych, ciepłych osób. to
        zawsze pomaga. mi pomogło.
        trzymaj się cieputko!!!

        • Gość: Noska do Magi i innych IP: *.uzh.uni-freiburg.de 16.12.01, 20:36
          dziekuje za wszystkie odpowiedzi. wiem juz, ze bede tu zagladala co jakis czas.
          jak bede w stanie wlaczyc komputer.
          i swieta niedlugo, sylwester i ta pustka we mnie...
          i nic innego sie nie liczy, tylko moje wspomnienia. jak mozna caly czas kogos
          kochac? po takim swinstwie? czy kiedys to przestanie bolec?
          ide spac, bo wtedy przynajmniej nie mysle
          • maga_ Re: Noska 17.12.01, 17:51
            zaglądaj, Noska, zaglądaj, ale nic na siłę.
            zastanawiam się jak się teraz czujesz, powoli powinno być lepiej , ale pewnie
            nadal masz chmury nad glową. pozwól, niech sobie popada, żebyś jak najszybciej
            mogła wrócić do życia w promyczkach.
            czy to możliwe, zeby nadal kochać? nie tylko możliwe, ale nawet dobrze o tobie
            mówi- nie nienawidzisz, czujesz, więc cię to nie zniszczyło. ja nadal kocham
            mężczyznę, który mnie skrzywdził (chciaż juz zupełnie inaczej), ale co dziwne-
            to ta miłość do niego pozwoliła mi się odbić i otworzyć się na nowe uczucie. bo
            najważniejsze, to nie tracić potencjału "czucia"...zresztą pisałam już kiedyś o
            wodzie. w srodku masz wodospad. ja powoli go odkrywam, ty też go znajdziesz, na
            pewno.
            uściski, Noska, nie daj się :))
    • maga_ do Ewy (jeśli już tu zajrzy:) ) 17.12.01, 17:56
      Ewuniu, mam straszne problemy z wysłaniem maila do ciebie... nie wiem, co się
      dzieje, ale tak się tłumaczę, zeby nie było, ze zapomniałam :))
      ale będę próbować dalej i walczyć ze złośliwymi mailożercami :)) w końcu sie
      pewnie uda :)
      pozdrowienia
      maga
    • Gość: ewa Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę IP: 212.160.117.* 27.12.01, 12:35
      hej :o)
      nie zdążyłam tu zajrzeć przed ŚWIĘTAMI, więc na życzenia już trochę za pózno..
      ale kończy się rok..o czym sobie teraz myślicie?
      bardziej o tym, co będzie, czy spoglądacie z zadumą (albo radością ogromną) w
      przeszłość?
      a..ja sobie myślę, że ten wątek trochę się zakurzył..może już go nie będzie
      zaniedługo?
      ale jeszcze przez chwilę jest, więc..chciałam wysłać wszystkim masę uścisków :o)
      ciepłych bardzo :o)
      i jeszcze..powiedzieć, że bardzo fajnie było tu wpadać i dostać masę ciepła,
      które bardzo pomogło :o)
      i chciałam życzyć wszystkim..gwiazdki z nieba ;o)
      a poza tym.. nigdy nie przestawajcie wierzyć w to, że świat tak naprawdę jest w
      kolorach tęczy.
      bo..on na pewno taki jest, daję wam słowo.
      słowo elfa ;o)

      pa,pa!
      ewa
      • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 27.12.01, 12:45
        witaj ewuś! wątek chyba powoli rzeczywiscie znika...a myślałam, że dobrniemy do
        drugiej setki :)
        o czym ja myślę pod koniec 2001 roku? chyba robię rachunek strat i zysków. i
        wiesz, co mi wychodzi? że każda strata byłą tylko droga do nowego zysku. to
        optymistyczne właściwie...no i troszkę rzeczywiscie próbuję spojrzeć co za tym
        zakrętem... na razie widzę tylko mgiełkę...
        ale ciekawe pytanie Ewuś zadałaś- jakie inni mają oczekiwania, nadzieje, obawy
        związane z tym symbolicznym nowym etapem- nowym rokiem?
        a jeśli wątek rzeczywiście traci oddech to ..nie pozostaje mi nic tyko też
        podziękoweać za ciepło- Ewunia, ronja, Acepl, ja_nek...i wszyscy, wszyscy :)
        kochani ludzie tu na forum, naprawdę :)
        • ja_nek Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 27.12.01, 13:16
          Każdy miniony rok ma w sobie to co chcielibyśmy powtórzyć, wspominać, są i takie
          rzeczy, które chcemy wyrzucić z pamięci.
          Rachunek zysków i strat. Nie ma wyłącznie zysków. Oby nie było tylko samych
          strat.
          Jakbyś Ewa, dała adres poczty, to byś i życzenia otrzymała od nas. Ściskamy Cię
          również.
          Gwiazdka z nieba. Oby to była gwiazdka i była z Nieba.... Wszystkim tak życzę w
          Nowym Roku.
          A za zakrętem zawsze jest coś, a może to nie zakręt jest tak ważny tylko to, co
          daleko za nim? I coś po drodze. Spostrzeż, podnieś, zachowaj. Nie zgub.

          "...każda strata byłą tylko droga do nowego zysku."
          Niech zatem skończą się straty i zaczną te zyski.

          Pozdrawiam poświątecznie
          Janek
          • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 27.12.01, 13:35
            może i niektóre rzeczy chce się wyrzucić z pamięci...ale czy warto? kiedy z
            perspektywy czasu patrzę na to, co złe uświadamiam sobie, że na swój sposób to mi
            także coś dało.dojrzewałam razem ze wszystkimi zlymi i dobrymi wspomnieniami. ale
            masz rację Janku- oby więcej, oby tylko te dobre!
            i jeszcze jedno...wiesz, Janku, że ja najbardziej lubię właśnie zakręty? nie to,
            co za nimi, ale samo oczekiwanie, emocje, niecierpliwosć...co jest za mgiełką?
            ile dobrych niespodzianek mnie czeka? jak życie się do mnie uśmiechnie? (grunt to
            uwierzyć, ze uśmiechnie się na pewno, a nie zrobi paskudnej miny). lubię te
            momenty, kiedy wszystko jeszcze przede mną a to, co za mną już uporządkowane. i
            ja życze tego wszystkim- żeby zawsze mieli na co czekać i, żeby życie to ich
            czekanie zamieniało na same szczęśliwe iskierki.


            • ja_nek Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 27.12.01, 19:10
              Każde przeżycie coś wnosi do naszego życia. Negatywne i pozytywne. Ale wolałbym
              mniej takiego wzbogacania negatywnego.
              Jak można lubić zakręty? Zakręt życiowy kojarzy mi się z niepewnością, ruchomym
              gruntem pod nogami. Lubienie zakrętów ma w sobie coś z samobiczowania.
              Najważniejsze – tak mi się zdaje - jest to, co jest za zakrętem.
              Jesteś optymistką. Trzeba wierzyć i przy całym rozsądku pozwalać sobie marzyć.
              Chwytać iskierki, nawet jeśli chwilami można się sparzyć....
              Nie stracić optymizmu i znaleźć właściwie...

              Pozdrawiam
              Janek
              • maga_ Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 27.12.01, 19:54
                oj, Janek...ja nie mam na myśli takich zakrętów, kiedy wszystko się wali i
                jedyne co pozostaje to niepokojące "co dalej?". mówię o tym, kiedy czeka się na
                coś, ma się powody wierzyć, że to będzie dobre, ale jeszcze nie wiadomo jak to
                będzie dokładnie. ja takie zakręty uwielbiam. takie jak chwilka przed
                odpakowaniem prezentu. życie szykuje mi coś dobrego, a ja się denerwuję,ale
                jednocześnie chciałabym już być tam, już wiedzieć. wyobrażasz sobie, że życie
                miałoby być prostą drogą? żadnych niespodzianek, nie ma na co czekać, bo...nic
                na horyzoncie nie widać. ja, kiedy wiem, że nie ma dla mnei żadnych
                (dobrych!!!) niespodzianek to po prostu ...rybka bez wody. ja nie lubię
                bezruchu, choć lubię spokój...sprzeczność? ojej...może, ale tak już jest.
                • ja_nek Re: Czy masz miejsce na ramieniu na którym mógłbym położyć swoją głowę 27.12.01, 22:36
                  Przepraszam, ja po prostu słowo "zakręt" odczytuję według jednej kalki.
                  Ja także lubie, "kiedy czeka się na coś, ma się powody wierzyć, że to będzie
                  dobre, ale jeszcze nie wiadomo jak to będzie dokładnie."
                  Radosny niepokój bo coś nowego się właśnie zaczyna....

                  Nie uważam życia za drogę bez zakrętów. Taka opaska na oczach spadła mi dawno z
                  oczu.
                  Żadna sprzeczność taka chęć niespodzianek i jednocześnie spokój, stabilizacja.
                  Każdy z nas tego chce... Ja, Ty, Kowalska z naprzeciwka. Byleby było jasno,
                  pewniej, bez rozczarowań dużej skali

                  Pozdrawiam
                  Janek
                  • maga_ maga mówi do siebie 16.01.02, 00:05
                    tak sobie przesuwam ten wątek wyżej.
                    bo mi smutno.
                    bo się za nim stęskniłam.
                    bo mi tu ciepło.
                    bo chcę ciszy, a tu właśnie jest tak cicho.
                    bo jestem zła i nie chcę na nikogo tej zlosci zrzucać.
                    bo tu jest taki spokój,że od wdychania go- zaraz lepiej.
                    bo tu kilkoro kochanych ludzi poznałam.
                    uzasadnień wystarczy. teraz wyciszę się sama dla siebie.
                    czego chcę? chcę tego miejsca na ramieniu. chcę magicznej trójki- "czułośc,
                    bezpieczeństwo, równowaga".
                    chcę kilogramów, ton, litrów, hekrolitrów, metrów i hektarów czulości.
                    chcę podniesionego do wszystkich potęg bezpieczeństwa.
                    chcę nieporównywalnej z niczym równowagi.

                    i nie chcę więcej chwil takich jak teraz- kiedy czuję, że jednak nie wszystko
                    timszel.

                    i nie chcę więcej słyszeć "zaufaj mi", bo nie chcę żałowac, że posłuchałam.

                    lepiej mi. poukładałam pragnienia największe. teraz te mniejsze- chcę
                    niebieskich koralików, chcę obejrzeć nowego Lyncha (metonimia), chcę znowu
                    zacząć wiązać włosy w dwie kitki. łatwe do zrealizowania. a te ważniejsze
                    rzeczy zrealizują się same. lepiej mi :)

                    i..to było dla mnie. komentarze niemile widziane :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka