acepl
28.09.01, 11:35
Przeczytałem gdzieś to zdanie i poczułem tak przerażającą pustkę, że przez parę
chwil po prostu siedziałem, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu...
Ciekawe, ile jest w "moim wielkim mieście" osób tak jak ja samotnych. Idąc
ulicą i rozglądając się wokół czuję się mały, zagubiony i - jakżeby inaczej:
samotny. Wokół sami szczęśliwi, zajęci sobą ludzie... Niech nikt mnie źle nie
zrozumie - tego akurat nie mam nikomu za złe, wręcz przeciwnie. Czyli potrafimy
tak dobrze się maskować? A może ukrywać? A przecież nie o to chodzi, prawda?
Każde z nas chce spotkać tę "jedyną prawdziwą" osobę. Może o to właśnie chodzi -
gdy mijam na chodniku, w tramwaju albo sklepie dziewczynę i patrząc na jej
twarz w głowie kołacze mi coś cichutko: "Jeszcze nie.. To nie Ona.". Może to
jest ta pewność, że Ona gdzieś na mnie właśnie czeka?
A może... to są tylko demony z przeszłości? Wspomnienia tego, co było i strach
że się powtórzy. Nie wiem, co jest gorsze.
A może tak ma być? Jeśli tak, to tu jest coś, co można sobie przypomnieć
w "czarnym" nastroju:
"Za zakrętem może czeka
Droga nowa i daleka,
A choć dziś ją omijamy,
Jutro tuż za progiem bramy
Może ścieżka nas uwiedzie,
Która wprost na księżyc wiedzie..."