Dodaj do ulubionych

Co robić???

IP: *.crowley.pl 24.02.03, 12:42
Sytuacja pewnie podobna do wielu opisywanych tutaj i może nikomu już nie
będzie się chciało zabrać zdania, ale co mi tam, napisać można. Zacznę od
tego, że byłem z dziewczyną przez trzy lata. Układało się całkiem nieźle, a
nawet dobrze. Widomo spięcia zawsze się zdarzały, ale generalnie było OK.
Planowaliśmy ślub, rozglądaliśmy się za salą, przygotowywaliśmy nieoficjalną
listę gości, aż w trakcie pewnej kłótni (nie związanej ze ślubem) padło zbyt
wiele słow, które doprowadziły do rozstania. Po trzech miesiącach "separacji"
zaczęlismy spotykać sie ponownie, oczywiście sprawa ślubu stała się
nieaktualna. Zaczęliśmy się spotykać głównie pod moim naciskiem, ona na
początku była bardzo niechętna, ale w końcu zmiękła i spotykamy się od czasu
do czasu. Ona mi mówi, że traktuje mnie jako kolegę, a nie narzeczonego jak
kiedyś, choć nasze spotkania przebiegają na stopie bardziej niż koleżeńskiej
ciągle powtarza mi, że jestem tylko kolegą, choć nie wyklucza mozliwości
powrotu. Ja nie wiem co robić, ile czekać. Może kobiety wypowiedzą się na ten
temat jako że patrzą na świat inaczej niż faceci. Czy próbować dalej spotykać
sie na stopie koleżeńskiej i czekac na poprawę sytuacji? Czy ciągle naciskać
na podjęcie przez nią konkretnej decyzji - tak lub nie, czy obrać taktyke
pasywną i czekać cierpliwie? Co robić?
Obserwuj wątek
    • Gość: cal-ineczka A ja mysle, ze Ty poprostu przegialeś IP: *.media4.pl 24.02.03, 18:31
      Nie gniewaj sie. Ale probuj, kto szuka nie bladzi :)
      • Gość: soren Re: A ja mysle, ze Ty poprostu przegialeś IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.03, 19:07
        cal-ineczka twierdzi ze przegiales. tego nie wiem. odpowiedz sobie na pytanie
        czy ci na niej naprawde zalezy, czy rzeczywiscie warto byc z kims kto cie
        odtraca w ten czy inny sposob. Jesli dojdziesz do wniosku ze tak, to proboj,
        nie waz sie ustawac.

        nawiasen nadmieniajac jestem w pokrewnej sytuacji, choc nie po trzech latch i
        bez zadnej klotni. zalezy mi na dziewczynie, okazuje jej to jak moge, na
        pytanie o jej uczucia slysze "nie wiem". Ja tez juz nie wiem, wiem tylko ze
        ogarnia mnie co raz bardziej niechec do ogolnie pojetego wszystkiego. czyz
        zycie nie jest piekne?

        pozdr
        • Gość: Pablo Re: nie, nie przegiąłem... IP: *.gdansk.sprint.pl 24.02.03, 19:38
          Hmmm, nie wiem czy przegiąłem. Myślę, że nie. Nie nawymyślałem jej, nie
          pobiłem, nie obrażałem jej rodziny. Wręcz przeciwnie. Szanuję ją, jej poglądy i
          jej rodzinę. Zawsze szanowałem, ale chyba tego nie widziała. Nie wiem. Starałem
          się zawsze robić wszystko by była szczęśliwa. Tego jestem pewnien.
          Kłótnia była bezsensowna i o bezsensowną rzecz. Jak to zwykle bywa. Nawet nie
          podniosłem głosu. Jedyne co powiedziałem i czego trochę teraz żałuję, to to że
          jeśli nie możemy się dogadać w błahej sprawie to ja już nic nie rozumiem i
          powinniśmy się zastanowić. Wiadomo czasami człowiek mówi różne głupie rzeczy
          bez większego przemyślenia. I zwykle w trakcie takich sporów człowiek nie
          potrafi dogadać się własnie w sprawie najbardziej błahej. Zresztą mniejsza o
          to. Zastanawiam się tylko czy czekanie ma sens. Czy takie zachowanie jest tylko
          próbą złagodzenia mojego cierpienia czy może formą próby dla mnie. Czy
          wytrzymam, czy zostanę? Czy naprawdę mi zależy? Nie wiem. Wy kobiety
          powinniście mi powiedzieć...
          • ja_nek Re: nie, nie przegiąłem... 24.02.03, 22:03
            Może do niej dopiero dotarło, że nie pasujecie do siebie.
            Skoro błaha sprawa wywołała postawienie wszystkiego na głowie i do tego jak
            widać - nieodwołalnie - tzn, że ta relacja u niej działała jako pewna
            fikcja: "chcę by mnie kochano, ale sama jestem letnia".
            Tak tylko sobie to tłumaczę...
            Ona nie ma w sobie chęci walki o ten związek, zupełnie jakby jej nie zależało.
            Jakby nie było uczuć. A jeśli jednej stronie nie zależy to jak później
            będziecie rozwiązywać wspólne problemy? Obrażając się na siebie?
            Co byłoby po śłubie? jedna strona walczy, druga siedzi i jest niezadowolona?

            Pozdrawiam
            janek
          • Gość: cal-ineczka Re: nie, nie przegiąłem...a moze jednak? IP: *.media4.pl 24.02.03, 23:44
            Byc moze ona nigdy nie lubila zadnych Twoich klutni, nawet tych blachych...
            i w koncu stwierdzila - ze jednak nie...?

            albo poprostu - zmienila zdanie. Moze od poczatku cos jej nie gralo? Moze tego
            nigdy nie zauważyłeś?
            • Gość: Pablo Re: nie, nie przegiąłem...a moze jednak? IP: *.crowley.pl 25.02.03, 08:52
              Jaestem zdania, że nie ma związków idealnych. Ludzie od zawsze się kłócili,
              kłócą i zawsze kłocić bedą. Jeśli dwoje ludzi żyje ze sobą prawie 24 h/dobę to
              raz na jakiś czas spór jest nieunikniony. Nie mówię tu o strasznych awanturach
              gdzie partnerzy tłuką się ze sobą, ale zwykłych o sporach.
              Z drugiej strony potrafię zrozumieć zwątpienie w związek i chęć przemyślenia
              wszystkiego na nowo. W życiu partnerskim chodzi między innymi o docieranie się
              i akceptację potrzeb drugiej strony. Dlatego nie odwracam się na pięcie jak
              obrażony kochanek, ale czekam cierpliwie. Rozumiem, że coś się mogło popsuć i
              chcę to coś naprawić. Skoro kiedyś było dobrze, to niby dlaczego sytuacja nie
              może wyjśc na prostą. Życie jest długie i 3 miesiące są kroplą w morzu. W sumie
              gdzie mi się spieszy? A z kolei stawiam sobie pytanie czy właściwie sens jest
              czekać. Czy wszystko powróci do normy? Czy sytuacja nie będzie powracała jak
              powracająca fala?
              • Gość: Dkenka pablo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.03, 10:50
                Pablo, miałam kiedyś podobną sytuację, tylko, że to ja byłam tą czekającą i
                wiesz z upływem czasu coraz mniej już w to wszystko wierzyłam. Ciężko było, ale
                oddalałam się na tyle skutecznie, że już 2 lata jest po. I wiesz co, teraz
                patrząc z perspektywy nie żałuję, zwłaszcza, że los dał mi szansę poznania
                kogoś bardziej interesującego dla mnie. Dziś widzę, że zbyt mocno i ślepo
                kochałam wtedy, bez zrozumienia.
                • z.grazyna Re: pablo 25.02.03, 11:39
                  chcesz znać zdanie kobiety co ona by zrobiła co mysli, po kłutni o nic... po 3 latach
                  i wspólnych planach Ona podejmuje decyzje ,że nic z tego nie bedzie.
                  W miło�ci nie ma nic na siłe... obie strony muszš chcieć. jeżeli to "chcenie" jest tylko
                  po jednej stronie - my�lę, że utrzymywamie zwišzku na siłe jest oszukiwaniem najbardziej
                  samego siebie bo w pewnym momecie brak sił brak energii na cišg dalszy... a szczegółnie jeszcze wtedy gdy nie ma... nie widać zachęty ze strony tej ukochanej osoby.
                  Kobiety sa różne, ja nie znam ani Ciebie ani jej trudno tylko na podstawie tego co piszesz
                  odpowiedzieć: DLACZEGO?
                  Jako ja moge powiedzieć, że Ona CHYBA nie kocha cie na tyle by z Toba być dla
                  Ciebie i z Tobš za to jaki jeste� a nie kim jeste� - a to jest bardzo ważne.
                  my�le że masz łagodniejszy charakter niż Ona..., ze kochasz jš tak bardzo, że
                  prawie zawsze jej ustępowałe�, (moge sie mylić to sš tylko moje przypuszczenia, bo ja wole jak to meżczyzna decyduje a ja tylko dla kokieteri sie z nim targuje)
                  ty wiesz widziałe� jak ona cie kochała... zamknij oczy i przyponmij sobie... jak było czy w pewnych chwilach w tym co robiła nie było ci czego�, czy Jej nie było za mało...
                  je�li szczeże sobie powiesz ona naprawde mnie kochała walcz o niš, a gdy jaki� dusze podszepnie Ci że co� ci brakowało - zastanów sie czy warto walczyć o tš miło�ć.

                  życzę Ci powodzenia
                  grazyna
                  • Gość: Pablo Re: pablo IP: 217.153.13.* 25.02.03, 19:18
                    Myślę, że o miłość zawsze jest warto walczyć. Tym bardziej, że była ona gorąca
                    i wzajemna. Tak mi się przynajmniej wydawało.
                    Osobiście myślę, że moja partnerka poczuła w pewnym momencie zwątpienie,
                    strach, niezdecydowanie, a ja przepełniłem czarę. Wolała się wycofać szybciej
                    niż będzie za późno. Dobrze, że wyszło to teraz, a nie przed ołtarzem. Choć są
                    to słowa z ciężkim sercem wypowiedziane.
                    Z drugiej strony patrząc to dewizą życiową tych co coś zdobyli jest, aby się
                    nie poddawać. Nie wiem, ale chyba nie podarowałbym sobie gdybym nie walczył o
                    nią. Może być to oczywiście walka z wiatrakami, ale może też przynieść
                    rezultaty, choć raczej w to wątpię.
                    Nie wiem tylko czy trzy miesiące oczekiwania na zmianę, to już nie jest zbyt
                    długo i czy powinienem pójśc po rozum do głowy. Czy może postawić sprawę twardo
                    i powiedzieć, że się wycofuję.
                    • Gość: Dkenka zostaw to.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.03, 09:53
                      zostaw to sytuacji tzn. jak ta miłośc i związek ma umrzeć to umrze i nie
                      radziłabym przypsieszać, zwłaszcza jak Ci zależy na tej kobiecie. Potem możesz
                      tego żałować. Niech naturalnie to się skończy albo rozwinie.....spróbuj sie
                      jedak zdystansować troszkę, może ona widzi, że jesteś tak czy inaczej przy niej
                      i nie podejmie żadnych kroków ani decyzji by zmienić tę sytuację.
                      • Gość: Pablo Re: zostaw to.... IP: *.crowley.pl 26.02.03, 12:41
                        I tak też pewnie zrobię, pozostawię wszystko swemu biegowi, choć nie wiem na
                        ile wystarczy mi sił by ciągnąć to w nieskończoność.
                        Poza tym, to w sytuacji w której się znaleźlismy czyli planowany ślub, ciężko
                        mi jest pozostawać przy niej jako kolega.
                        W wieczory, w które się nie widzimy, a jest ich niestety dużo, bo widujemy się
                        ze sobą raz lub dwa razy na tydzień, jest mi bardzo cięzko i czuje pustkę.
                        Nachodzą mnie myśli, że może spotyka się z kims innym, a mnie trzyma tylko w
                        zanadrzu jakby z tym kimś coś nie wypaliło. Jest to uczucie bardzo destrukcyjne
                        dla mnie i mojego uczucia, które mam dla tej dziewczyny. Czasami chciałbym z
                        tym wszystkim skończyć, ale za chwile dochodze do wniosku, że jednak poczekam.
                        Jeśli będę tak ciągle trwał to nie ułoże sobie zycia w żaden sposób, aż pewnego
                        dnia dostanę zawiadomienie o jej ślubie.
                        • Gość: Dkenka i tak często:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.03, 13:26
                          Gość portalu: Pablo napisał(a):

                          > I tak też pewnie zrobię, pozostawię wszystko swemu biegowi, choć nie wiem na
                          > ile wystarczy mi sił by ciągnąć to w nieskończoność.

                          - o tym nie myśl:))))


                          > Poza tym, to w sytuacji w której się znaleźlismy czyli planowany ślub, ciężko
                          > mi jest pozostawać przy niej jako kolega.

                          - to daleko zaszło, a Ty masz dylemat:)?


                          > W wieczory, w które się nie widzimy, a jest ich niestety dużo, bo widujemy
                          się
                          > ze sobą raz lub dwa razy na tydzień, jest mi bardzo cięzko i czuje pustkę.
                          > Nachodzą mnie myśli, że może spotyka się z kims innym, a mnie trzyma tylko w
                          > zanadrzu jakby z tym kimś coś nie wypaliło.

                          - i tak widujecie się częśto jak na odległość, która was dzieli. Wiesz, ja
                          mieszkam tylko w innej dzielnicy niż mój mężczyzna i uważam, że wolne dni,
                          wieczory tylko dobrze nam robią. Wzmacniają nas. Nie wolno się od siebie
                          uzależniać. Trzeba mieć czas dla siebie i wykorzystywać go pozytywnie a nie
                          myśleć o zdradzie połówki. W takim razie po co planować z nią przyszłość skoro
                          już jej nie ufasz:)?....a przed rzeczywistośćią i tak nie uciekniesz. Będziesz
                          z nią mieszkał a jak będzie chciała widywać się z kimś innym to i tak to
                          uczyni. Także odrzuć te myśli i uśmiechnij się namyśl o swoim szczęściu:)))
                          Jest to uczucie bardzo destrukcyjne
                          >
                          • Gość: Dkenka ech... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.03, 13:28
                            pomyliły mi się posty, pisząc o tej odległości:)))), reszta jest ok:)))
                            pozdrawiam
                            • Gość: Pablo Re: ech... IP: *.crowley.pl 26.02.03, 13:40
                              no własnie bo czegoś nie zrozumiałem. Mieszkamy od siebie nmiecałe 2 km.
                              Spacerkiem 15 min.
                              Nigdy nie myslałem o jej zdradzie, ale teraz gdy wszystko potoczyło się tak jak
                              sie potoczyło różne mysli przychodzą do głowy.
                              Uważasz, że jak na zainstaniłą sytuację to widujemy się i tak często?
                              Kiedyś widywaliśmy się codziennie i myslę, że to nie przeszkadzało nam. Chyba
                              kiedyś nie mogliśmy zyć bez siebie. Może to był błąd. Przejadło się?
                              • Gość: Dkenka Re: ech... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.03, 14:43
                                Gość portalu: Pablo napisał(a):

                                > no własnie bo czegoś nie zrozumiałem. Mieszkamy od siebie nmiecałe 2 km.
                                > Spacerkiem 15 min.

                                - to była mała pomyłka:))).


                                > Nigdy nie myslałem o jej zdradzie, ale teraz gdy wszystko potoczyło się tak
                                jak
                                >
                                > sie potoczyło różne mysli przychodzą do głowy.
                                > Uważasz, że jak na zainstaniłą sytuację to widujemy się i tak często?

                                - czasami potrzeba czasu aby wszystko wróciło do "dawnej" normy. A i czas nie
                                zawsze to powoduje. Na pewno w tej sytuacji widywanie się codziennie niczego
                                nie zmieniłoby, mogło by tylko pogorszyć. Zapewne ona boi się, bo czymże jest
                                codzienne przebywanie z ukochanym jak nie pewnego rodzaju przywiązaniem. Może
                                poczuła, że przerwy na oddech są wam potrzebne. Ja np. mieszkałam z tym kimś i
                                do niczego dobrego to nie doprowadziło, moim błędem było to, że wtedy nie
                                wyniosłąm się od niego. Dziś wiem, że wtedy sprawy mogły by potoczyć się
                                inaczej, ale nie miałam wtedy odpowiedniego dystansu, bo byłam zbyt blisko i za
                                często jak na zaistniałą sytuację. Jeśli Ci zależy poczekaj...Czy TY
                                rozmawiałeś z nią o tym co czujesz i jak to widzisz?

                                > Kiedyś widywaliśmy się codziennie i myslę, że to nie przeszkadzało nam. Chyba
                                > kiedyś nie mogliśmy zyć bez siebie. Może to był błąd. Przejadło się?

                                - to bardzo możliwe, ale częściek to przejedzenie zdarza się mężczyznom
                                chyba?:)
                                • Gość: Pablo Re: ech... IP: *.crowley.pl 26.02.03, 15:17
                                  Oczywiście, że rozmawiałem. Należę do osób, które są jak najbardziej za
                                  rozmową, za wyjaśnieniem sobie wszystkiego itd. Na samym początku czyli 3
                                  misiące temu o jakiej kolwiek rozmowie nie było mowy. Padało stanowcze nie.
                                  Ja nie poddaję się za szybko i ciągle próbowałem. Trochę przełamałem lody i
                                  zaczęliśmy się spotykać raz w tygodniu, ale z zaznaczeniem z jej strony, że
                                  będę przychodził jako kolega. Ja na to, że nigdy nie będę się z nią spotykał
                                  jako kolega. I tak jakoś pozostało. Przychodze jako kolega, a zarazem nie :-))
                                  Nie dawałem za wygraną i ciągle poruszałem temat naszego związku i tego, że już
                                  prawktycznie poukładaliśmy sobie życie, więc należy się zastanowić. Przeczekać.
                                  No i czekamy.
                                  Niestety często na moje telefony z zapytaniem o spotkanie pada odpowiedź - nie.
                                  To jest bardzo deprymujące, ale ja jestem twardy.
                                  Nie wiem tylko jak długo mam jeszcze czekać. Czy to nie jest z jej strony próba
                                  łagodnego rozstania ze mną? Żeby nie odstawiać mnie od razu. Tylko powoli dawać
                                  do zrozumienia, że i tak nic z tego nie będzie. Choć ostatnio powiedział, że
                                  rozważa mozliwośc poworotu, bo nigdy nie wiadomo co się w zyciu zdaży. Dziwnie
                                  to zabrzmiało. Jakby nie ma szans, ale życie płata figle, więc kiedyś może...
                                  • messja Re: ech... 26.02.03, 19:05
                                    . Choć ostatnio powiedział, że
                                    > rozważa mozliwośc poworotu, bo nigdy nie wiadomo co się w zyciu zdaży.
                                    Dziwnie
                                    > to zabrzmiało. Jakby nie ma szans, ale życie płata figle, więc kiedyś może...


                                    nie gniewaj sie jesli jestem niesprawiedliwa - ale na mnie sprawia wrazenie
                                    zimnej i wyrachowanej.
                                    bo jesli naprwade jej uczucia wobec ciebie zasadniczo sie nie zmienily. to
                                    3miesiace to stanowczo za dlugo, by dochodzic do siebie po klotni o glupstwo.
                                    nie wyobrazam sobie, bym mogla karac w ten sposob osobe, ktora kocham - trzymac
                                    w niepewnosci, wydzielac spotkania, prawie unikac przez cale dlugie 3 miesiace.
                                    szczegolnie jesli mieszkacie tak blisko i bylo napewno wiele okazji by wszystko
                                    wyjasnic, przeprosic, uspokoic, wyrzucic zale.
                                    a z drugiej strony jesli cie nie kocha - to tym bardziej nie powinna traktowac
                                    cie w ten sposob - jako wyjscie awaryjne, jak zabezpieczenie na wypadek, gdyby
                                    cos lepszego nie wpadlo w rece.
                                    ja na twoim miejscu nie czekalabym napewno nastepnych 3miesiecy. kiedys
                                    czekalam na kogos, kto traktowal mnie podobnie - i teraz zaluje, to byly
                                    stracone lata.

                                    sprobuj z nia porozmawiac, powiedz szczerze co czujesz i zapytaj czy nadal cie
                                    kocha. bo jesli nie - tracisz czas.
    • Gość: Dkenka trudne sprawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.03, 09:45
      messjo, masz wiele racji w tym co piszesz, ja też tak bym nie potrafiła i też
      straciłam kilka lat, które czegoś mnie nauczyły, więc może nie były straconymi.
      Jednak myślę, iż słowa o możliwym zejściu, bo nie wiadomo co może się zdarzyć,
      równie dobrze znaczyły to, że bardzo chcę, lecz nie wiem jak, nie zamykam
      furtki, bo sama nie wiem czym jest to uczucie, które noszę w sobie itd. Mój
      mężczyzna kiedyś też powiedział coś podobnego, czekałam....bo kochałam i
      uważałm, że warto. Okazało się, że jego słowa były prorocze a moje czekanie
      opłacało się. Czasami głupstwo daje dużo większego kopa niż poważna awantura,
      chociażby dlatego, że człowiek nie przyzwyczajony do kłótni jest dużo mniej
      odporny, znam to z autopsji:). Pablo, trudno coś radzić, poczytaj nasze
      wypowiedzi i rób tak jak Ci serce i sumienie podpowiada. Rób tak, żebyś nie
      żałował ani ewentualnego bezowocnego oczekiwania, albo życie obok kogoś kogo
      nakłaniałeś do podjęcia szybkiej decyzji:). Pozdr
    • Gość: Jedrek Re: Co robić??? IP: 205.189.176.* 27.02.03, 20:22
      Pablo-chlopie,wydupcz ja.Zerznij ja dobrze.Pomietaj-Twoj kutas to Twoja potega.
      • Gość: tejune Re: Co robić??? IP: *.chello.pl 02.03.03, 16:43
        Pablo
        nie znam ani Ciebie ani twojej kobiety ale sama przezylam podobna sytuacje z ta
        roznica ze to ja chcialam odejscia po 3 latach namietnej goracej pelnej
        zafascynowania milosci, szlenstwa itp itd.
        tez byly plany tez bylo ukladanie zycia, po tych kilku latach zaczelam czuc
        zwyczajne znuzenie i zmeczenia nasza miloscia , mysle ze wszystko co przezywamy
        zbyt intensywnie powoduje w pewnym momencie zmeczenie materialu, mozliwe ze
        taka sytuacja miala miejsce u Twojej ukochanej. To jest tak ze po wielkim
        uczuciu musi przyjsc okres wyciszenia bo czlowiek nie moze funkocjonowac na
        najwyzszych obrotach przez caly czas. Czesto ten stan wyciszenia jest
        traktowany przez mlodych ludzi jako koniec milosci , oni juz nie czuja tak
        intesywnie tak mocno wiec cos sie skonczylo!
        Nie jest to prawda jest to tylko uspokojenie uczuc.
        Jesli tak wyglada sytuacja musisz dac jej czas, czas zeby sama doszla do tego
        czy to koniec czy tylko wysiiszenie .
        Jesli bedziesz nalegal spotykal sie z nia , wymuszal cos nic nie uzyskasz ,nic
        trwalego.
        Powinienes czekac ale z boku,dac jej oddech i prawo do wyboru do samodzielnego
        podjecia decyzji bez Twojego udzialu,
        Mnie zajelo to 6 miesiecy, bez widywania go bez zamienienia jednego slowa.
        Wiem ze czekanie jest najtrudniejsza sprawa na swiecie szczegolnie ze nie
        wiadomo co z tego bedzie ale to tez sprawdzian dla Twoich uczuc , warto
        sprobowac dac komus oddech!
        powodzenia
        • Gość: Pablo Re: Co robić??? IP: *.crowley.pl 03.03.03, 14:26
          Do Tejune: Rozumiem, że ona potrzebuje chwili wytchnienia, że nasza miłość od
          tego ognia spaliła się sama w sobie. Tylko obawiam się, że jeśli przestanę się
          nią interesować, przestanę o nią zabiegać, przestanę nalegać na spotkania,
          wyjdzie na to, że ja zrezygnowałem, że mi już nie zależy. Nie wiem co robić...
    • Gość: Dkenka Do Pablo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 10:49
      takim sposobem myślenia, będziesz całe życie czuł niedosyt okazywanego jej
      uczucia. Ciekawe czy ona też tak myśli, co Ty czujesz?
      • Gość: Pablo Re: Do Pablo IP: *.crowley.pl 04.03.03, 12:57
        Co ja czuję? Oczywiście, że ją kocham, bo jak można decydować się na ślub z
        kimś kogo się nie kocha. Kocham ją i dlatego potrafię zrozumieć, że potrzebuje
        czasu na pozbieranie się, na przemyslenie wszystkiego. Jednym to zajmuje
        miesiąc, a innym rok. Dlatego nie odpusciłem sobie wszystkiego, a ciągle
        czekam. Bo ją ciągle kocham.
    • apf Twoja przyszła teściowa ciebie nie lubi:) 04.03.03, 22:51
      Wysnuwam tę śmiałą myśl, że wszystkiemu jest winna niedoszła teściowa:)

      Kup sześciopak i pomyśl, że życie z kłótliwą babą jest uciążliwe, więc no
      wiesz, chyba, że jesteś masochistą:)
      • Gość: PAblo Re: Twoja przyszła teściowa ciebie nie lubi:) IP: *.crowley.pl 05.03.03, 08:10
        Moja przyszła/niedoszła teściowa właśnie bardzo mnie lubi :-))) i jest chyba
        bardziej załamana całą sytuacją niż ja. Ogólnie szkoda mi całej rodziny, która
        przyjęła mnie z otwartym sercem do swojego grona. I wygląda na to, że tylko
        moja "była" nie chce mnie przy sobie.
        • Gość: Dkenka Pablo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.03, 11:27
          Pablo, moje pytanie o Twoe uczucia, miały być skierowane do Twojej lubej. Czy
          ona zastanawia się co Ty czujesz, czy odpowiednio okazuje, okazywała uczucia.
          Bo Ty nad tym myślisz ale czy ona?
          • Gość: Pablo Re: Pablo IP: *.crowley.pl 05.03.03, 11:31
            Tak, tak, wiem. Jak już odpisałem to dopiero zrozumiałem o co Ci chodziło.
            Nie wiem czy ona się nad tym zastanawia. Mówi, że moje uczucia są dla niej
            ważnem ale jej są ważniejsze. Dlatego się zastanawia.
            • Gość: tejune Re: Pablo IP: *.chello.pl 05.03.03, 11:43
              i ma racje jej uczucia w tym wypadku sa najwazniejsze, chyba nie chcesz zeby
              wyszla za Ciebie tylko dlatego ze TY ja kochasz?
              A Ty jak dobra mamuska chcesz ja caly cas oslaniac, zapewniac, moze
              kontrolowac, ona jest dorosla i musisz dac jej odejsc zeby SAMA SAMA sie
              przekonala czego na prawde chce. Ona wie ze TY ja kochasz a teraz musi sama
              przekonac sie co czuje, jesli Cie nie kocha lepiej zeby odeszla, jesli kocha
              wroci!!!!!
              Ja w okresie rozstania bylam nawet z innym facetem i jednak zrozumialam w koncu
              ze dla mnie liczy sie tylko tamten, ale do tego dochodzi sie samemu bez udzialu
              osoby zainteresowanej , wrecz musze Ci powoedziec ze Twoje dzialania moga
              wplynac na nia zle- odpychajaco, bo czasem jest tak ze traci sie szacunek do
              kogos komu mowi sie nie a on jak powoj oplata i dusi.
              Pokaz jej ze bedziesz zyl i funkcjonowal bez niej niech zrozumie ze milosc nie
              jest czyms co nam sie nalezy ale czyms o co caly czas musza zabiegac dwie
              osoby, musi obojgu zalezec
              pozdrawiam
              • Gość: Pablo Re: Pablo IP: *.crowley.pl 05.03.03, 11:57
                Dlatego też od pewnego czasu zmniejszyłem naciski prawie do zera. Myślę, że
                wystarczająco mocno przekonalem ją o swoich uczuciach.
                Pokazałam, że nawet w tych najtrudniejszych chwilach jestem przy niej, bo o to
                chyba chodzi w związku, by bez względu na okoliczności "być przy tej drugiej
                stronie"
                A co ona zdecyduje to już jej sprawa. Oczywiście, jeśli przestała mnie kochać,
                to najlepiej dla obu stron by się nie wiązać, bo to prędzej czy później się
                rozsypie. Przykre to, ale niestety prawdziwe.
    • Gość: Dkenka uczucia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.03, 14:28
      tejune ma rację, też byłam w podobnej sytuacji i to ja byłam tym owojem. Jednak
      pomimo iż wiemy jak powinnismy postąpić aby było najwłaściwiej to jednak nie
      zawsze jest to wykonalne. Niestety. Uczucia nasze biorą górą, uczucia i
      potrzeba bliskości tej osoby. I wtedy naprawdę trudno jest czynić dobrze,
      pomimo iż nic nie możemy zdziałać.
      • Gość: Pablo Re: uczucia IP: *.crowley.pl 05.03.03, 14:36
        Mam zamilknąć na kilka miesięcy? Jak kamień w wodę? Czy może trochę się
        przypominać? Jak Wy kobiety to czujecie?
        • Gość: Dkenka Re: uczucia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.03, 10:32
          a umiesz tak sterować swoim postępowaniem, gdzie w grę wchodzą uczucia? Dziwię
          się, że w takim razie do tej pory nie rozgryzłeś co działa a co nie?Nie ma
          jednego ogólnego pytania a zwłaszcza odp. co My czujemy.
          • Gość: Pablo Re: uczucia IP: *.crowley.pl 06.03.03, 12:19
            Jasne, że ciężko postępować wbrew uczuciom, które szaleją w sercu i głowie, ale
            jeśli to miałoby być kluczem do sukcesu, to chyba można zawziąć się w sobie i
            jednak czynić wbrew temu co podpowiada serce. A w takich sytuacjach podpowiada
            często nieodpowiednio. Z jednej strony chciałbym dać jej czas na podjęcie
            decyzji w samotności, a z drugiej chciałbym być w każdej wolnej chwili przy
            niej, by przypominać swoją osobą te miłe chwile, które razem przeżywaliśmy, by
            pokazać, że ciągle i bez wzgledu na sytuację będę zawsze przy niej.
            Już i tak zrobiłem postęp, bo jak sie spotykamy to nie poruszam w ogole tematu
            naszego związku. Staram się stworzyć atmosferę, która była przed nieszczęsnym
            zajściem. Jeśli trzeba będzie zniknąć na kilka miesięcy, by dać jej oddech to
            zniknę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka