Gość: pablo
IP: *.crowley.pl
24.02.03, 12:42
Sytuacja pewnie podobna do wielu opisywanych tutaj i może nikomu już nie
będzie się chciało zabrać zdania, ale co mi tam, napisać można. Zacznę od
tego, że byłem z dziewczyną przez trzy lata. Układało się całkiem nieźle, a
nawet dobrze. Widomo spięcia zawsze się zdarzały, ale generalnie było OK.
Planowaliśmy ślub, rozglądaliśmy się za salą, przygotowywaliśmy nieoficjalną
listę gości, aż w trakcie pewnej kłótni (nie związanej ze ślubem) padło zbyt
wiele słow, które doprowadziły do rozstania. Po trzech miesiącach "separacji"
zaczęlismy spotykać sie ponownie, oczywiście sprawa ślubu stała się
nieaktualna. Zaczęliśmy się spotykać głównie pod moim naciskiem, ona na
początku była bardzo niechętna, ale w końcu zmiękła i spotykamy się od czasu
do czasu. Ona mi mówi, że traktuje mnie jako kolegę, a nie narzeczonego jak
kiedyś, choć nasze spotkania przebiegają na stopie bardziej niż koleżeńskiej
ciągle powtarza mi, że jestem tylko kolegą, choć nie wyklucza mozliwości
powrotu. Ja nie wiem co robić, ile czekać. Może kobiety wypowiedzą się na ten
temat jako że patrzą na świat inaczej niż faceci. Czy próbować dalej spotykać
sie na stopie koleżeńskiej i czekac na poprawę sytuacji? Czy ciągle naciskać
na podjęcie przez nią konkretnej decyzji - tak lub nie, czy obrać taktyke
pasywną i czekać cierpliwie? Co robić?