Dodaj do ulubionych

Opowieści z równoległego świata

31.08.06, 01:57
To coś, co napisałam, dedykuję forum "ABCD" i prawo pierwokupu do nich
należy, bo nie wiem, czy te opowieści Wam spodobają się. Jeśli nie, to
poprostu nie będę ich zamieszczać.

Inspirowane są z jednej strony stwierdzeniem, że nasz świat jest jednym z
wielu równoległych światów, podobnych do naszego, ale nie takich samych, a z
drugiej strony - nadchodącą jesienią.

Może Wam to coś spodoba się, jestem ciekawa komentarzy.
Pozdrawiam, :-)
Sokółka
Obserwuj wątek
    • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 01:58
      Odrazu wiedziałam, że dzień nie będzie należał do udanych. Całą noc Kot tłukł
      bez opamiętania w klawisze maszyny do pisania, ale do tego w końcu można
      przyzwyczaić się - koleżanka przyzwyczaiła się do ośmiornicy, więc ja mogę
      przyzwyczaić się i do pisania na maszynie Kota. Prawo jest prawem i skoro
      ludzie podpisali Sojusz ze światem przyrody, to jakoś współistnieć trzeba.
      Jeszcze powinnam się cieszyć, że to Kot z maszyną do pisania - dla ośmiornicy
      trzeba było przerobić cały pokój na basen.

      Potem uciekła mi gąbka. Wiem, zalecają przywiązywanie ich w jednym miejscu,
      gdyż rozłażą się po kątach, ale ja tak nie potrafię. Potrafilibyście siedzieć w
      jednym miejscu, przywiązani za nogę? Bo ja nie. Nie znalazłam gąbki, więc
      naraziłam się na gderanie mydła. Długo jeszcze po moim wyjściu z łazienki
      słyszałam niesmaczne mydlane słowa tłukące się o lustro. Lustro je połykało
      niemrawo, ale pretensji o to nie mam - staruszek już kruszy się, więc dawna
      szybkość reakcji jest tylko ulotnym wspomnieniem.

      Jako tako ogarnęłam się, nasypałam okruszków od sucharków myszy komputerowej i
      wyszłam na zewnątrz. Szarość dnia leżała leniwym kudłatym dywanem po kątach, a
      do tego widziałam, jak na zewnątrz krople deszczu kłócą się o dogodne miejsca
      na szybach - podglądaczki jedne. Skierowałam się do windy. Przynajmniej moja
      winda nie strajkuje - jeszcze pamięta czasy, gdy nie było Ustawy o szacunku
      wobec rzeczy i to, że z czasów sprzed niej traktowałam ją należycie: nie
      mazałam po ścianach, nie skakałam po niej i ani razu nie kopnęłam w drzwi.
      Zawsze po mnie przyjeżdża.

      Tym razem też tak było, choć raczej niespodziewana była zawartość, którą
      wypluła zniesmaczona winda. Poznałam ją - była taka, jak pokazywał telewizor,
      póki nie odmówiłam mu zakupu po preferencyjnej cenie miotełki do zmiatania
      kurzu. Mojego wzrostu, anorektycznie wręcz chuda, jakby poskładana z
      niedopasowanych do siebie kawałków i do tego przeraźliwie smutna. Smutek
      wylewał się z jej butów i zastygał w galaretę u jej stóp. Ciężko podniosła się,
      otrzepała, ogarnęła nieskomplikowany majdan, składający się z jakiegoś
      tłumoczka i kijka.

      - Które to piętro? - zapytała grzecznie.

      - Minus 13, - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo i co tu ukrywać - przy moich
      zarobkach i tak dobrze, że mogłam sobie na nie pozwolić. Tym bardziej, że była
      to rzeczywista okazja, fart, jak mawiają, choć ja tego farta nie widziałam, bo
      tak poprotu nie odczepiłabym się i poprosiłabym o parę dodatkowych rzeczy,
      potrzebnych do życia.

      - Nareszcie trafiłam, - bez entuzjazmu powiedziała Śmierć, - Wszystko tu jest
      podobne do siebie i nigdy nie umiem trafić tam, gdzie trzeba. Pech mnie uczepił
      się, - dodała wyjaśniająco.

      Dopiero teraz dostrzegłam małego kudłatego pecha, uczepionego rękawa jej
      kurtki. Pech, słysząc wzmiankę o nim, zastrzygł fioletowymi spiczastymi
      uszkami, porośniętymi rzadkimi siwymi włoskami i zezując w zwielokrotniony
      sposób pokiwał łebkiem.

      - I choroba, - dalej tłumaczyła się śmierć. Choroba wyjrzała spoza kołnierza i
      skroiła kwaśną minę. - I dodatkowo nie wpuścili mnie na lotnisko i zabrali
      kosę, - skarżyła się, widocznie korzystając z tego, że trafiła na grzecznego
      słuchacza w mojej osobie.

      Zainteresowałam się: - Zabrali kosę? Przeciez są ewidencjonowane i są na
      uposażeniu Waszej służby.

      - Nie wolno ich przewozić w bagażu podręcznym odkąd Federacja Lotów
      zadecydowała, że ma nie być katastrof samolotów, - wyjaśniła Śmierć, - Dopisali
      taki aneks, bo zapasy metalu są na wyczerpaniu i nikt nie może pozwolić sobie
      na marnotrawstwo. A ja zapomniałam o tym, że nie mogę kosy zabierać. Teraz
      załatwiam sprawę materiałem zastępczym, - wskazała na patyk.

      - Dyscyplinarnie tak Cię załatwili? - zaczęłam współczuć.

      - Dyscyplinarnie, - pokiwała smętnie głową Śmierć, - Ale Ty, widzę, śpieszysz
      się. Istotnie, mój pośpiech wyglądał z kieszeni kurtki i już zaczął bębnić
      łapkami w mój bok.

      - Chyba zejdę schodami, - powiedziałam, - Trzymaj się, - pomachałam na
      odchodnym.

      - Też się miej, - pokiwała ręką w moją stronę Śmierć.

      Spodziewałam się, że gdy wrócę do domu, zastanę klepsydrę, informującą o
      przeniesieniu się dalej któregoś z sąsiadów, ale w ciągu kilku najbliższych
      miesięcy nie odwiedziła nas. Kot, choć roztrzepany bardziej niż ja, jednak
      powiedziałby o wizycie. Widocznie Śmierć nadal ma pecha i poszukiwanego sąsiada
      nie zastała w domu. A może znów pomyliła, tym razem nie piętra, tylko adres?

      I to jest pierwsza historia. :-)
      • m_alina Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 18:20
        Ten kot to Dunia? Jeśli tak, to już go lubię:)
        Równoległość światów przypomina mi długaśną opowieść o wędrówce ostatniego
        rewolwerowca Rolanda.
        Poczytam o kocie i innych przyległościach dla odmiany:)

        P.S.
        Z rzadka zaglądam a udaje mi się trafiać na ciekawostki.
        Dziękuję.
        • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 18:30
          To ja Ci dziękuję, Malinko, za zdanie. :-)

          Jeszcze nie wiem, kim w tych opowiastkach będzie Kot, mieszkający w równoległym
          świecie z moją bohaterką z powodu podpisanego Porozumienia o współistnieniu
          zwierząt i człowieka. Nie sądzę, by Rogatek i Dunia z mojej poprzedniej
          historyjki przenieśli się do tej (oni istnieją w realnym świecie), ale kto wie?
          W równoległym świecie wiele rzeczy z naszego świata powinno istnieć, jak
          sądzę. ;-)
          • justiz Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 18:39
            Cześć Łajcik!
            Sorry, ale nie czytałam całości, a chciałam się tylko przywitać.. Wczoraj miałam
            wiele spraw (zresztą zawsze mam) i jak nocką przysiadłam do kompa - to wydawało
            mi się, że już nikogo nie ma... :-)
            • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 18:42
              Hej, Justiz!

              Nie szkodzi - kto chce, ten czyta te moje gryzmołki. Może kogoś zabawią. Ja
              byłam, bo zasnąć nie mogłam, więc sobie napisałam to, co sobie wymyśliłam. :-)
              • justiz Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 18:52
                Usprawiedliwiam się... zaczęłam czytać, ale stale coś mnie odciągało!

                Teraz znowu muszę coś porobić w domu.., na szczęście tato zrobił dziś gołąbki i
                mi przyniósł, więc obiadu już nie muszę sobie szykować!

                Będziesz później, bo teraz muszę się wyłączyć?
                • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 21:36
                  Alez nie musisz, Justiz. Właśnie tez jestem później, bo tez zajęłam się czymś
                  innym. A gołąbki są zapewne pyszne. Albo może były. :-)
                  • justiz Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 22:10
                    Ja nie jadam wszystkiego, bo jak wspominałam ćwiczę, więc dietę mam specjalną, a
                    "gołąbki" pałaszuję z rozkoszą - 10 na 2 dni! ;-)))
                    • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 22:14
                      Ja zjem każde, a najlepsze są robione w liściach winogronowych. Są nieduże, ale
                      rozpływają się w ustach i każdego z nich w całości wkładasz do ust, więc nawet
                      kropla soku nie marnuje się. A jeszcze sa smaczne chaczapuri, ale to już nie
                      gołąbki. Albo kharczo - czasem robię to danie w domu, choć używam kolendry
                      zamiast pewnej innej przyprawy, której u nas nie dostanie się. :-)
                      • justiz Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 22:43
                        A, jadam takie pyszności u mojej dobrej koleżanki, bo jej mąż jest Arabem i
                        generalnie to on zarządza kuchnią! A ona, tak jak ja, raczej z tych fizycznie
                        aktywnych, więc preferuje kuchnię lekkostrawną!

                        Jak ja lubię o jedzonku gadać!!!!! I podobno całkiem dobrze gotuję - choć
                        niechętnie... hehehe
                        • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 22:53
                          Część dań kuchni arabskiej istotnie jest bardzo kaloryczna, a te, o których
                          mówię - to dania gruzińskie i ormiańskie. Ta kuchnia korzysta z potęgi mięsa i
                          warzyw. A chaczapuri to są nalesniki z bardzo smacznym nadzieniem serowo-
                          twarogowym z przyprawami, podaje się je z jogurtem, jak kto lubi - czosnkowym.
                          Jogurt podaje się w sosjerce, choć najlepiej takiego naleśnika maczać w nim. Na
                          gorąco są wyśmienite. :-) Ormiańska i gruzińska kuchnia wyjątkowo pachnie
                          ziołami, przyprawami. :-)
                          • justiz Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:07
                            No, ale może jakiś konkretny przepis... pliiiiiiis!

                            A gruyinskie, to u mnie tylko WINA! hehehe

                            • wiarusik Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:11
                              U mnie w spożywczaku woda Borżomi.Buteleczka 5 złotych.Nikt nie kupuje bo
                              który głupi tyle na wodę wyda.Francuskie też niedługo rosiczką zarosną.
                              Pod kościołem woda też dobra i za darmo.
                              • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:13
                                Spróbuj kiedyś Borżomi, odżałuj pięć złotych. Nie kupują, bo nie wiedzą, a
                                Borzomi bardzo ładnie leczy wrzody żołądka i doskonale reguluje trawienie. Mama
                                mi wrzody Borzomi wyleczyła skutecznie. :-)
                                • wiarusik Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:15
                                  A jak smakuje?
                                  Woda to woda.Zapewne siła autosugestii wyleczyła te schorzenia.
                                  • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:26
                                    Ja nie wiedziałam, na co piję Borżomi, bo miałam 12 lat i strasznie męczyłam
                                    się. Jest smaczna ta woda. A Mama ją poprostu mi do posiłków podawała, bo nie
                                    umiem zjeść niczego nie popijając wodą, czy sokiem. :-)
                              • justiz Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:27
                                wiarusik napisał:

                                > U mnie w spożywczaku woda Borżomi.Buteleczka 5 złotych.Nikt nie kupuje bo
                                > który głupi tyle na wodę wyda.Francuskie też niedługo rosiczką zarosną.
                                > Pod kościołem woda też dobra i za darmo.

                                Pamiętam Wiarusiczku, że jak się pojawiły w naszy kraju filmy "Nagi instynkt" i
                                "Sliver", to ja wtedy akurat studiowałam i mimo to, że kasy brakowało, to
                                wszyscy, zapaleni kinomani - kupowaliśmy wodę Evian, albo Perrie (taki, dziś
                                zupełnie dla mnie nie zrozumiały, snobizm) ;-))))))))))
                                • wiarusik Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:29
                                  A chodziliście w beretach i paliliście "Popularne" z fifki?
                                  ;)))))))))
                                  • justiz Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:42
                                    :-DDDDDDDDDDD
                                    A, nie! Bo my byliśmy aktywni fizycznie! A sportowcy - NIE PALĄ!
                                    A berety nie były wtedy trendyyyyyy! ;-)))))
                                    • wiarusik Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:47
                                      Aa już rozumiem-kółko szachowe;))
                                      Elitarny sport,yhm,taaak...
                            • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:12
                              Na co miałabyś chęć? Kharczo - to bardzo gęsta zupa z ryżu z mięskiem
                              (najlepiej nadaje się nasz szponder, tylko nietłusty). Dobre są też garnuszki -
                              sa to gliniane garnuszki, zapiekane w piekarniku z zawartością. Całe clou
                              polega na układaniu składników warstwami, by osiągnąć konkretny smak. Zamiana
                              warstw, ułożenie ich inaczej - smak już jest inny. Dobre tez są bakłażany,
                              akurat teraz jest ich zatrzęsienie. :-)
                              • justiz Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 23:21
                                Ale konkrety, konkrety! Te bakłażany, proszę! Bo jeść mi się zachciało przez
                                ciebie, a ja po 20 już nie jem, więc... ;-))))
                            • white.falcon Bakłażany dla Justiz :-) 31.08.06, 23:52
                              justiz napisała:

                              > No, ale może jakiś konkretny przepis... pliiiiiiis!
                              >

                              Bakłażan sam w sobie jest poezją, nie warzywem. No bo jaki on jest: gładziutki,
                              o śliskiej ciepłej skórce z zieloną szypułką na końcu. Słońce w nim chowa się i
                              wtedy bakłażan staje się ciemnofioletowy, zgrabniutki, w sam raz do zjedzenia.

                              Najpierw wybór - nie kupuj go w supermarkecie. Tam bakłażany leżą w kupce, są
                              pomarszczone, poranione i takie nieżywe. Idź na bazarek i nie wybieraj tych
                              największych. Te większe nadają się na sporządzanie potraw w dużych ilościach.
                              Weź kilka mniejszych. Po przyniesieniu do domu opłucz w zimnej wodzie, odetnij
                              szypułki i pokrój je w średnie plastry. Weż garnek, wsyp do niego dwie duże
                              garści soli, ułóż plastry i zalej zimną wodą. Niech sobie mokną w niej przez
                              najmarniej dwie godziny. Po co to, spytasz? Bakłażan ma gorzki sok, a sól go
                              wyciaga. W trakcie odstawania zmień raz wodę.

                              Potem wyjmij plastry, osusz serwetką i w zalezności od chęci:
                              1) Posyp pieprzem, obtocz w mące i smaż na mocno rozgrzanym tłuszczu,
                              przewracając jak kotleciki.
                              2) Obtocz w jajeczku i bułce tartej i smaż.
                              3) Zrób naleśnikowe ciasto i w nim obtocz bakłażany i usmaż.
                              Smacznego!

                              Mam inne przepisy, ale te są najprostsze i najmniej pracochłonne.
                              Znam tez parę dań z kuchni czeczeńskiej. Też są mniamuśne. :-)
                              • justiz Re: Bakłażany dla Justiz :-) 01.09.06, 00:18
                                Kochaniuchna, ale ja te wszystkie bajerki o bakłażankach, szparagach,
                                soczewicach wiem - ja proszę o konkretne PRZEPISY! Wrzuć mi w wolnej chwili na
                                skrzynkę, proszę. OK?
                                • white.falcon Re: Bakłażany dla Justiz :-) 01.09.06, 00:21
                                  Nie ma sprawy, ale to nie dziś. :-) Tylko napisz, jakie chcesz, co tam ma
                                  być. :-)
          • m_alina Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 18:59
            W świecie równoległym Dunia (ani my) wcale nie wiedzieć o tym, że TU jest
            Dunią;)
            Wyobraźnia podsuwa mi ją. Nie wiem co autorka na to.
            Kot to kot, może być każdy, ale właśnie Dunia (nie wiedzieć jakie imię nosi w
            świecie równoległym) jest zdolna do zwleczenia Gryfona do domu i zostawienia
            kawałka ryby dla głodnego. Zwykłe koty może sprowadzą do domu Gryfona, ale z
            ryby nie zostawią ani okrucha.
            • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 31.08.06, 21:35
              :-) Na tym właśnie polega równoległość świata - tam Kot przestaje być zwykłym
              kotem, tylko staje się Kotem, kłopotliwym, bo zamawiającym Gryfony z katalogu
              wysyłkowego, ale też przygotowującym rybę dla współlokatorki. :-)
              • m_alina Re: Opowieści z równoległego świata 01.09.06, 19:59
                W-F, tak nie można... no!
                No, co dostałaś w zamian za Gryfona?!
                • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 01.09.06, 21:56
                  Tewraz wcale nie będzie odcinek o tym, co dostałam, bo jeszcze nie wiem, co.
                  Teraz przygotowuję odcinek o Krabuniu, tłumaczący to, dlaczego u bohaterki
                  mieszka Kot z maszyną do pisania, a u jej koleżanki - ośmiornica. :-)
                  • m_alina Re: Opowieści z równoległego świata 01.09.06, 22:16
                    Poproszę o odcinek z Kotem i Ośmiornicą, nową gagatką świata, która może
                    gdzieś, tu obok jest.

                    Nieświadoma możliwości Ośmiornicy oczekuję bardziej opowieści o Kocie;),
                    ale niewyluczone, ze Ośmiornica dorówna Kotu ze świata pośredniego.
                    Dziękuję i czekam na III część.
    • white.falcon Pomylony Gryfon 31.08.06, 16:31
      Wracałam do domu z bólem głowy. Ból głowy to nie przelewki, bo był ciężki i
      niemiłosierdnie pukał swoim jaszczurzym ogonem w skronie. Miałam tylko
      nadzieję, że tabletki od bólu głowy, które wyszły z kiosku przypadkiem
      odwiedziły szufladę w moim domu. Na półpiętrze mało nie rozdeptałam małe różowe
      serduszko, pomykające do drzwi sąsiadki. "Znów ktoś w niej zakochał się", -
      pomyślałam. Wiem, wiem, trzeba uważnie patrzeć pod nogi, bo zranienie, a co
      gorsze - zadeptanie takiego serduszka jest wielką stratą. Zapasy ich w
      człowieku nie są niewyczerpane i jesli już ktos je wypuścił, to warto zadbać o
      to, by dotarło do adresata.

      - Makaron wyszedł, - już w progu poinformował mnie Kot, - dziś będzie ryba.
      Niestety, co jak co, ale makaron nie trzyma się mojego domu. Ciągle gdzieś
      wychodzi i w końcu zapomnę jak smakuje spaghetti. Przeciwko rybie nic nie
      miałam - Kot umie radzić z nią lepiej niż ja.

      - Aha, przysłali nam Gryfona, - dobiegł mnie głos Kota z kuchni.

      - Nie zamawiałam Gryfona, - odparłam, - Znów do domu ściągasz chłam z magazynów
      sprzedaży wysyłkowej, - zaczęłam być zdenerwowana. Kłótnia czaiła się za
      drzwiami wyjściowymi. Wyraźnie słyszałam, jak przestępuje z łapki na łapkę,
      gotowa w każdej chwili wejść. Nie chciałam kłótni, wystarczał mi ból głowy. Nie
      można tak chodzić, obwieszoną różnymi emocjami.

      - Nie zamawiam chłamu, jeśli już to tylko same potrzebne rzeczy, - godnie
      odparł Kot. Aha, tak jest, same potrzebne, pomyślałam, jak na przykład pięć
      pułapek na myszy po promocyjnej cenie. W życiu u mnie nie było myszy, więc
      pułapki prowadziły rajski żywot, choć czas od czasu z nudów zastawiały się na
      gości. Udałam się do pokoju i przyjrzałam sie Gryfonowi. Siedział sobie na
      regale z głową schowaną pod skrzydło i drzemał. Gryfon jak każdy inny, nic w
      nim szczególnego nie było oprócz tego, że nie zamawiałam Gryfona. Gryfony
      zamawiają aktorzy lub snobki, by potem chodzić na przyjęcia z Gryfonem na
      sznurku. Ja aktorka nie jestem, na snobizm mnie nie stać, a już tym bardziej na
      utrzymanie Gryfona. Wiecie, ile on żre.

      Odczepiłam pokwitowanie od jego łapy i poszłam poszukać aparatu telefonicznego.
      Aparat szczęśliwie był w domu, bo inaczej bym znów musiała szarpać się ze
      sznurem, a tego nie lubiłam. Żmijowate to-to, nieposłuszne, zawsze zaplątuje
      się. Kazałam połączyć się z magazynem.

      - Plim, plom, tu Magazyn "Wszystko dla domu", zostaw zamówienie, nie powiem
      nikomu, - odezwała się ich automatyczna sekretarka. - Poromansuj trochę, by
      połączyła mnie z człowiekiem, - poprosiłam telefon. Telefon mrugnął
      porozumiewawczo - miał dziś dobry humor, a ja poszłam zmienić skarpetki, bo już
      prosiły mnie o to. Długo to trwało, póki mój telefon zjednywał przychylność
      sekretarki, ale mu w końcu udało się.

      - Czym mogę służyć Szanownej Pani? - odezwał się człowiek.

      - Dostałam Gryfona, którego nie zmawiałam, - powiedziałam, - Już widzę, że jest
      pomyłka w adresie.

      - Ach, istotnie, - człowiek z drugiej strony widocznie sprawdził mój numer, -
      Stokrotnie przepraszam. Proszę powiedzieć Gryfonowi, by wrócił do magazynu. To
      był ogromny kłopot dla Pani, domyślam się. Ach, proszę przyjąć przeprosiny i
      mały upominek od firmy, który zostanie dostarczony Pani w dniu jutrzejszym.

      Potwornie spłoszyłam się: - Ależ dziękuję Panu, nie potrzebuję upominków. Ale
      Pan się rozłączył.

      Odprawiłam Gryfona, zjadłam rybę i w kiepskim nastroju zwinęłam się w fotelu.
      Znam te prezenty od firmy, opędzić się od nich nie da, a przydatny jest jeden
      na sto. Już kiedyś po mieszkaniu skakało mi pięćdziesiąt różnobarwnych
      parasolek do drinków, z którymi mało, że nie wiedziałam, co zrobić, ale
      niesamowicie ciężko było je połapać i zamknąć w pudełku. Wyprowadziły mnie tak
      z równowagi, że zagroziłam, że je spalę. Dopiero to poskutkowało. Nie
      spodziewam sie, że mi przyślą całkiem przydatny dezodorant. A swoją drogą,
      ciekawa jestem, co to będzie.

      To opowieść numer 2. :-)
    • kolorowywidelec Re: Opowieści z równoległego świata 02.09.06, 13:21
      Czesc ,
      ja mam dzisiaj off´a ,znaczy sie wolny dzionek;),wiec wpadlem na internet.
      Opowiadanie przeczytalem z wielka przyjemnoscia,bardzo mi sie podoba. Dodatkowo
      narobilas mi smaku ta kuchnia gruzinska i ormianska, ajajaj ja dzis obiad w
      burger kingu i batonik milka,do tego 7up Cherry:( Kroolestwo za porzadnego
      miesnego golabaska!Baklazana zwanego tutaj bernjena mnostwo,ale wszystko
      mrozonki,wiec mi nie smakuje. Pozdrwoki dla forumowiczow;)

      Przepraszam za troche chaotyczny post.
      • white.falcon Re: Opowieści z równoległego świata 02.09.06, 21:57
        Widelczyku!!! :-)

        Stolat. Cieszę się, że opowiastka Ci się podoba. Jak będę miała wolniejszą
        chwilę - wrzucę następne. Życzę Ci mimo wszystko - smacznego i zapytam, kiedy
        wracasz? Czy może jednak postanowiłeś zostać dłużej tam, gdzie jest ciepło i
        grasują skorupiaki w kuchni. ;-)

        Serdeczne pozdrowienia, :-)
        Sokółka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka