Dodaj do ulubionych

Q U I C K L Y !!!

04.02.07, 09:59
Kocham Cie! ;)))

Gdzie jestes? Brakuje Ciebie tutaj

Obserwuj wątek
    • quickly Q U I C K L Y sie zglasza!!! 05.02.07, 00:05
      I teraz biedny quickly siedzi przed komputerem i glowkuje, kto mogl mu napisac
      te slowa.
      Widzisz co narobilas... :))
      Ale nic nie szkodzi. Kazdy facet to mniejszy lub wiekszy narcyz i lubi
      komplementy (i inne dobre rzeczy mowione pod jego adresem). Nic mi wiec nie
      pozostalo jak napisac: "I love you too."

      Ja teraz rzadko tu wpadam, bo mam cwiczenia, treningi, konferencje, narady,
      planowanie i ogolnie jestem w stanie "ciezkiego marazmu przechodzacego w ogola
      niechec do ludzi i otaczajacego swiata".

      Ale (jeszcze) mocno wierze w to, ze to sie kiedys zmieni. Zamiast +38C, jakie
      mam w tym momencie za oknem, uslysze rano w radio: "...na zachodzie kraju
      zachmurzenie bedzie male z mozliwoscia opadow, temperature powietrza +15C,
      wiatry slabe, zachodnie i poludniowo-zachodnie..." Idealna pogoda na szczupaka.
      • kobietabezserca Re: Q U I C K L Y sie zglasza!!! 05.02.07, 20:47
        gdzie?
        na ryby!
        na ryby!
        pogawedzic ze szczupakiem!:)))
        • kobietabezserca Re: Q U I C K L Y sie zglasza!!! 05.02.07, 20:47
          Qickly - wlasciwie Ty wedkarz, czy rybak?
          nigdy nie wiem wlasciwie?
        • sacsahuaman Re: Q U I C K L Y sie zglasza!!! 08.02.07, 19:28
          Przespalem, zostalo troche sandacza?
      • osv Bez wyznan... 05.02.07, 21:01
        ....ale jak to teoria, ze mezczyzni sa z Marsa / niektorzy z Australii! ; ) /
        sprawdza sie w praktyce : )) ...to wyciaganie niedzwiedzia z pieczary...... : ))

        Ja tylko dodam, ze Twoja spontaniczna australijskosc i otwartosc w opowiadaniu
        o tymze kontynencie , milo sie czyta : )
        Prosze bron, Boze nie zmieniac danych temperaturowych, bo po lece w tamtym
        kierunku ; ) .....no, nie tylko : ))
        Jestes doswiadczonym komiwojazerem, jak przetrwac te podroz, Quickly ?
        Nie znam Twojej osoby, ale moge Ci pomachac z samolotu, lub postoju w Sydney : )
        Mam azymut na NZ !

        Poza tym nic innego Ci nie pozostaje poza ludzmi ; ) , bedziesz sie bratal z
        kangurami ??!! ; ))

        osv
        • Gość: KbS Re: Bez wyznan... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.07, 21:28
          osv a odkad masz azymut na NZ?
          *
          bez wyznan


          _
          poznanie mnie po tresci
          • osv Re: Bez wyznan... 05.02.07, 21:53
            Od 17-tego lutego : )
            • kobietabezserca Re: Bez wyznan... 05.02.07, 21:55
              ojku to niebawem!
        • libby Re: Bez wyznan... 05.02.07, 22:02
          Q . jest tylko wojażerem ( bez komi)
          • kobietabezserca Re: Bez wyznan... 05.02.07, 22:05
            ale z (konmi)?
            • libby Re: Bez wyznan... 05.02.07, 22:07
              mechanicznimi chiba...
          • osv Re: Bez wyznan... 05.02.07, 22:38
            Ksiazkowe Libressy sa bardzo poprawne jezykowo..... : )) dziekuje, libby.
            ...ale potraktowalam Q-ego jako przedstawiciela firmy/ armii ? /
            stad to " commis " : )))

            Sadze, ze nasiedzial sie w samolotach wystarczajaco dlugo, chcialabym wiedziec,
            w ktorym momencie w powietrzu mam zaczac pic ; )) Zycze sobie tyle samo startow,
            co ladowan! : )

            Pozdrawiam : )
            osv

      • radiation_xxx Re: Q U I C K L Y sie zglasza!!! 05.02.07, 22:14
        A wiec jestes! Super!

        Kilka slow od Ciebie i od razu lepiej bedzie mi sie zasypialo! :))

        Chyba lepiej, ze nie wiesz, kto napisal do Ciebie te mile slowa, dzieki temu nie
        musisz sie czuc zobowiazany do czegokolwiek. Ani tym bardziej nie bedziesz sie
        tez czul chyba jakos osaczony - czesto mezczyzni tak twierdza, gdy kobiety mowia
        im komplementy, nawet bardzo szczerze i bez zadnych podtekstow i oczekiwan.

        Dlaczego odczuwasz niechec do ludzi, skoro masz tyle ciekawych zajec?
        Zazdroszcze, bo mnie to fajnie wyglada.

        +38? +15? Gdyby u mnie byla stale taka temperatura, to tez chetnie spedzalabym
        czas na powietrzu, nad woda, na spacerach. A u mnie stale temperatury minusowe,
        a ja nie lubie zimy!
        W takim razie oboje mamy taka sama nadzieje, ze kiedys przynajmniej temperatury
        beda nam sprzyjaly! :))

        Trzymaj sie i pisz od czasu do czasu, jak Ci sie wiedzie.
        • quickly Dla ovs troche o podrozowaniu na Antypody... 05.02.07, 23:31
          ...i nieco dalej niz Antypody.

          Po pierwsze, to piekielnie meczaca podroz. Siedziec bedziesz w samolocie przez
          prawie dobe (bite 20 godzin samego lotu). Z Sydnej do Nowej Zelandii
          (prawdopobnie lecisz do Wellington lub Auckland)) masz nastepne 4 godziny lotu.
          Zmiana czasu (10 godzin do przodu w Australii w stosunku do Europy i 2 godziny
          do przodu w Nowej Zelandii w stosunku do Australii).

          A sama Nowa Zelandia?

          Zalezy na jak dlugo tam lecisz. Dwa tygodnie w zupelnosci wystraczy Ci aby
          objechac dwie wyspy. (Wyspa Polnocna, ta cieplejsza, jest o wiele ciekawsza).

          Wyspa Poludniowa ma zapierajace dech w piersiach widoki, pstragi w strumieniach
          i niezle plaze. Teraz jest tutaj srodek lata. Ale mozna pojezdzic na nartach.
          To jest chyba jedyne miejsce na swiecie, gdzie w tym samym dniu jezdzisz na
          nartach, wsiadasz do samochodu, zjezdzasz z Alp Nowozeladzkich (godzina jazdy w
          dol) nad morze, powiedzmy w okolicach Christchurch i plywasz na desce
          surfingowej, albo sie po prostu kapiesz.

          Wiekszosc Nowozelandczykow nie nalezy do najzamozniejszych. Moga rozczarowac
          Cie ich domy (zabudowa typu "brick-veneer", bardzo podobna do tej jaka spotkasz
          w Australii i USA). za to sa oni (w zdecydowanej wiekszosci) bardzo uprzejmi,
          spokojni i otwarci na ludzi. W pewnym sensie tam zatrzymal sie czas. Sama
          zobaczysz jak czesto sie do siebie usmiechaja i pozdrawiaja... Nie czesto mozna
          to zobaczyc w Polsce. Do tego wszedzie stada owiec, zielone laki, stoki
          gorskie, dobre drogi, zdumiewajace widoki na Ocena Spokojny (Morze
          Tasmanskie)... bedziesz miala tego wszystkiego w nadmiarze.

          Z praca jest nie najciekawiej. Zatrudnienie na czarno? Prawie nie mozliwie.
          Zreszta w takiej Anglii zarobisz dwa razy wiecej. Stad Kiwis masowo emigruja do
          Europy (U.K.) i... Australii.
          • osv Re: Dla ovs troche o podrozowaniu na Antypody... 06.02.07, 00:04
            Witaj Quickly : )

            Milo, ze sie odzywasz : )) jeszcze nie spie, wiec czytam.
            Wiem, ze podroz jest meczaca, w grafiku podano nam 25 godzin.Jak ja przetrwac ?
            Lece sluzbowo z trzema rektorami i grupa nauczycieli / 16 osob / : )
            Mamy 5-godzinny postoj w Singapurze i jak rozumiem w Sydney, potem Auckland.
            Dwa tygodnie. Program jest tak zapakowany, ze nie wiem na ile bedzie tego
            wolnego czasu. Juz slyszalam o uprzejmosci nowozelandczykow : ))
            Jest to czwarta wyprawa naukowa mojego szefostwa. Naturanie, ze juz
            przestudiowalam wszystkie mozliwe informatory. Strasznie chcialam zobaczyc
            to przedstawienie Varekai, ale ostatni spektakl graja 18 lutego w NZ, w
            Auckland. Juz wiem, ze nie zdazymy. Ty masz szanse zobaczyc go w Australii,
            podobno ciekawe : ))
            Beda i plaze i busch i bliskosc piekla : )) bulgoczaca ziemia, Sky Tower ,osv,
            ale przede wszystkim, mlodziez, szkoly i kadra nauczycielska.
            Wyglada na to, ze NZ jest rajem na ziemi....dlaczego tam nie mieszkasz?
            przeciez blisko : ))

            Pozdrawiam
            osv


            • quickly Re: Dla ovs troche o podrozowaniu na Antypody... 06.02.07, 00:36
              Nowa Zelandia raj na ziemii???
              Byc moze, nie wiem... moze za malo jeszcze zjadlem chleba. Wiesz, ja mam sporo
              bardzo dobrych znajomych, a wlasciwie przyjaciol z N.Z., na stale mieszkajacych
              tutaj w Australii. Czesc sie ozenila, maja juz dzieci... Twierdza, ze tu jest
              im lepiej, niz w N.Z.
              Napisalem Ci tylko o moich wrazeniach i sa bez watpienia bardzo subiektywne.
              Zalezy czego oczekujesz od zycia i jak jestes skonstruowana tam w srodku, w
              swojej psychice... Nie mozna wsadzic kwadratowego kolka w okragla dziure (jak
              mowia australijczycy), a ja nigdy nie nadawalem sie na emigracje... Nie chce
              Cie do niczego przekonywac lub namawiac... Kazdy z nas rozni sie podejsciem do
              zycia i swiata.
              Bez wahania oddalbym kazdy rok zycia na emigracji, za jeden dzien spedzony nad
              moja rzeka w lesie, w tym miejscu, ktore znam i bede kochac do konca swojego
              zycia.
              Zapytasz co mnie tu do cholery trzyma... czemu nie wracam. No coz... powien
              krotko tym czynnikiem decydujacym jest zludna... KASA.
              I kiedys stane przed faktem dokonanym, i w koncu usiade w tym swoim mieszkaniu
              w Polsce i wtedy powiem sobie... i to juz jest koniec???
              • osv Dla Q. troche o podrozowaniu w zyciu ... 06.02.07, 16:37
                Quickly...

                ...za bardzo sie martwisz i na zapas. ZYJ DZIS ! Widocznie miales do spelnienia
                jakas misje, skoro tam do Australii zagnaly Cie zyciowe wiatry. : )

                Na temat nostalgii i tesknoty za krajem juz rozmawialismy kiedys - jaskolki
                rozumieja problem, ale nie pozwol, aby Cie ta tesknota zjadla!
                Jestes zahartowanym czlowiekiem, z ogromnym bagazem doswiadczen, wiele widziales
                i jeszcze wiecej przezyles.....

                Mow i mysl o tym pozytywnie! Sam widzisz, jak ludzie chetnie sluchaja Twoich
                australijskich opowiesci, ktore dosc dobrze brzmia po polsku. ; ))
                Niczego nie zaluj!
                Ta Australia tez Cie w jakis sposob uksztaltowala,
                mozliwe, ze byles otwartym na ludzi czlowiekiem juz w Polsce / jak ja ! : )) /,
                ale masz w sposobie " pisemnego bycia" mila otwartosc, ktora jest bardzo
                australijska. Wiem z opowiesci i, ...z "wykopalisk ". ; )
                BTW , oczekuje tego samego od Kiwiks , jak ich ladnie nazwales : )) Podobalo
                sie w pracy ! : D

                Masz typowy dla wielu mezczyzn stres wieku, jakby poza pewnymi widelkami
                wiekowymi, nie bylbys czlowiekiem, z calym inwentarzem Twojego zycia.
                Przestan!
                Mysle, ze spedziles zycie pracowicie, ale czlowiek jest wiekszy, niz jego
                zawod. Boisz sie tej emerytury? Bedziesz mial wolnosc wyboru tego, co bedziesz
                chcial robic lub gdzie bedziesz chcial mieszkac.
                A zycie sklada sie z wyborow!
                Musisz jakos spokojnie wyciszyc siebie zawodowo, chyba, ze zawod przyzwyczail
                Cie do tegp, ze ktos za Ciebie podejmowal decyzje, a Ty wykonywales rozkazy : )

                Jezeli nawet...., bedzisz sie teraz sluchal tylko siebie, bedziesz kaprysil,
                wybieral miejsca, ryby...i kotki : )
                Mieszkasz na Antypodach, to fakt : )... to samo mozesz powiedziec do
                mnie... : ))

                Naprawde, umiej z tej wolnosci skorzystac. To jest rzeczywiscie luxusowa
                postawa i pozycja zyciowa.
                Nie umniejszaj swoich zaslug z pracy na rzecz innego panstwa, bo sadze, ze Twoi
                pracodawcy maja o Tobie dobra opinie, i jakis tam " zloty zegarek za
                zaslugi " : )) dostaniesz....

                Ludzkie serce jest w stanie pomiescic ocean milosci do malych spraw,
                krajobrazow, przyjaciol, .... osv,; )) .... i nikt tego nikomu nie odbierze,
                wiec Twoja Polska ma sie dobrze... i zawsze jest dla Ciebie...

                To duzy przywilej poznac dobrze zycie w innym kraju, i moc dobrze czuc sie w
                kraju pochodzenia...
                A o koncu nie mysl...nie Twoj problem, nie Ty bedziesz wylaczal swiatlo!

                Mam nadzieje, ze wsrod tylu madrych kursow, na ktore Ciebie wysylaja, Twoj
                pracodawca, przygotuje Cie rowniez na czas - " spocznij " !! : ))

                Moj wyjazd do NZ jest dla mnie duza przygoda, ten odlot tam na Antypody ma tez
                dodac mi odwagi : ) , ochraniaja mnie zyczliwi ludzie i sympatia szefostwa,
                powinno byc dobrze...
                Niczego nie oczekuje, kazdy dzien tam, zamierzam przezywac, jak pierwszy i
                ciekawa jestem ludzi, mlodziezy i dzieci. Moze znajde kogos, kto mowi po
                polsku? : ))

                Mam w oczach teksty R.Kapuscinskiego, ktory wszedzie widzial Czlowieka.
                Chyba w Imperium, pisal o tym, jak my europejczycy mamy sie za cos ze swoja
                cywilizacja, ale nie przezylibysmy w zyciu burzy piaskowej u Ciebie , czy w
                Afryce...

                Dziekuje za informacje...chetnie poslucham jeszcze tego, co wiesz o NZ : ))
                I tez zrewanzuje Ci sie marzeniem...Ty o rzece w Polsce....ja o zobaczeniu
                super przedstawienia w australijskiej operze : )
                Nic nie jest niemozliwe ! : )) Trzymaj sie chlodno ! ; ))


                osv


          • poledownunder Re: Dla ovs troche o podrozowaniu na Antypody... 06.02.07, 23:34
            hmmm, ze sie wtrace...

            Dwa tygodnie w zupelnosci wystraczy Ci aby objechac dwie wyspy.

            To jezeli nie chcesz po drodze wysiadac z autobusu. Dwa tygodnie na Wyspie
            Poludniowej to malo, na caly kraj to bardzo malo.


            (Wyspa Polnocna, ta cieplejsza, jest o wiele ciekawsza).

            Kwestia gustu. Wiekszosc turystow preferuje jednak Poludniowa ze wzgledu na
            bardziej zroznicowane i dramatyczne krajobrazy. Wyspa Polnocna jest
            cieplejsza, ale tez wiecej tam pada, zwlaszcza w lecie.

            Teraz jest tutaj srodek lata. Ale mozna pojezdzic na nartach.

            A to nowosc. Sezon narciarski trwa od czerwca (albo i lipca jak jest ciepla
            jesien) do pazdziernika, w tej chwili wszystkie stoki sa pozamykane. Moze
            jezeli chce Ci sie narty taskac na plecach na 2000m to pojezdzisz.

            Natomiast zgadzam sie w ogolnym zarysie z Twoja ocena NZ jako raju na ziemi.
            Dla kasy nie ma tu co jechac, bo kasy nie ma, albo o nia trudno. Jest
            natomiast wiele innych walorow, dzieki ktorym wiele osob zyje tu bardzo
            szczesliwie, w tym i osob z Australii i UK, bo ruch jest wbrew pozorom w obie
            strony.

            No i sa tacy, co mowia po polsku. Pozdrawiam.
            • osv Re: Dla ovs troche o podrozowaniu na Antypody... 07.02.07, 00:46
              Kimkowiek jestes, strasznie sie ciesze, bo jestes KIWIS : ))
              mowiacy po polsku ! Witaj : ))))

              Ja wiem, ze potrzeba wiecej czasu na zwiedzenie tego pieknego kraju : )
              Bedziemy tylko na wyspie polnocnej i mieszkamy z tego co wiem, 20 min autobusem
              od centrum,w Auckland, ale jakos troche poza miastem. Nie mam pojecia ilu
              Polakow mieszka w NZ, ale musza byc, bo gdzie nas nie ma : ))
              NZ jest " odkryciem " Szwedow, ktorym odpowiadaja jej standardy i uroda kraju.
              Pomijajac turystyke, to mamy duze zainteresowanie ich pedagogika, " kapelusze "
              i portfolio, jezeli Ci to cos mowi.
              Nasz organizator poza roznymi zakresami naszych zainteresowan, mial zbadac,
              specjalnie dla mnie, czy znajda sie gdzies polskie dzieci : )) , byloby mi milo
              z nimi pogadac po polsku, o ile to bedzie w ogole mozliwe.
              Czy jest w NZ jakis polski klub, miejsce spotkan?
              Mamy odwiedzic rozne szkoly, domy rektorow ; ), no i przyjrzec sie kulturze
              Maurow? Mauri? Poza tym jak rozwiazuje sie tam problemy asymilacji
              cudzoziemcow... uczniow w szkolach osv : )
              Co polecasz zwiedzic? zobaczyc tubylcze? : )) w Auckland ?
              Wiem, ze nas zabiora na plantacje wina, na gorace zrodla , na obiad do SKY
              TOWER i w ogole beda przezycia i pikniki w naturze, ale ja chcialam zobaczyc to
              Oceanarium, juz o Cirkus de Solei pisalam, jakis koncert, moze galerie
              obrazow...
              Ten styl zycia KIWIS bardzo imponuje moim kolegom, te zagle, te deski, te plaze
              i wina ; ))

              Dzieki za wpis, i miej sie tam dobrze.....chcialabym tylko miec szczesliwa
              podroz : )
              odezwij sie jesli masz ochote : ))

              osv
              • poledownunder Re: Dla ovs troche o podrozowaniu na Antypody... 07.02.07, 22:11
                Trafilam (nie jestem facetem) tu, bo ciekawi mnie co ludzie mysla i pisza o NZ,
                a sa to niekiedy "ciekawe" rzeczy. Troche to forum poczytalam, i chyba nie
                jest to miejsce dla mnie na dluzsza mete, wiec zaraz zwijam zagle.

                W Auckland jest Klub Polski i Dom Polski, jest nawet polskie muzeum. W
                Wellington jest Dom Polski i polska szkola. Tylko czy bedziesz miala czas zeby
                ich szukac? Na forum do ktorego link jest w mojej sygnaturce sa ludzie i z
                Auckland i z Wellington jakbys chciala sie cos wiecej o tych miastach
                dowiedziec. Ja jestem w Christchurch wiec wiele Ci nie pomoge, ale jak masz do
                mnie jakies pytania, to moze rzuc je na moj adres gazetowy.

                Do Quickly: zwrotu "dwa tygodnie zupelnie wystarcza" uzyles Ty, dlatego
                polemizowalam, bo zupelnie sie zgadzam ze NZ, ani tez zadnego innego kraju nie
                da sie poznac doglebnie w tak krotkim czasie, i watpie czy jest to kiedykolwiek
                mozliwe. Ilu z nas np. tak naprawde doglebnie zna nawet nasz kraj rodzinny?
                Ale nawet mowiac o zupelnie powierzchownym, turystycznym liznieciu NZ, dwa
                tygodnie to za malo.

                A propos sniegu. Mieszkam tu 6 lat, sniegu na Boze Narodzenie nie bylo ani
                razu, choc w grudniu owszem. Jak juz pada, to w ramach anomalii pogodowych,
                tylko w wyzszych partiach gor i po kilku godzinach go nie ma. Tak wiec w lecie
                na nartach nie pojezdzisz. Kombinacja narty-surf jest mozliwa, ale akurat nie
                w lecie. Od jesieni do wiosny (jak sie komus chce bawic w lodowatej wodzie)
                kombinacja narty-surf w jeden dzien jest natomiast mozliwa.
            • quickly Re: Dla ovs troche o podrozowaniu na Antypody... 07.02.07, 00:59
              poledownunder napisała:
              > hmmm, ze sie wtrace...
              -----------------------------------------------------------------------------
              • osv Re: Dla osv troche o podrozowaniu na Antypody... 07.02.07, 10:03
                poledownunder jest moim zdaniem mezczyzna i robi przepiekne, artystyczne zdjecia
                drzew na NZ...i nie tylko : ))
                Dziekuje za linka...usiade do niego na dluzej w czasie weekendu : ))
                Wczoraj juz bylo za pozno : ))

                Syszalam, ze na NZ mozna sobie wynajac zawodowego wedkarza i lowic z nim
                ryby.... taka "lekcja wedkowania " : ))

                No, ale konkurencji nie zamierzam Ci robic quickly: )))
        • quickly Re: Q U I C K L Y sie zglasza!!! 06.02.07, 00:24
          radiation_xxx napisał:
          > +38? +15? Gdyby u mnie byla stale taka temperatura, to tez chetnie spedzalabym
          > czas na powietrzu, nad woda, na spacerach.
          --------------------------------------------------------------------------------
          Spedzanie czasu na powietrzu, spacer przy temp. +38C???
          Nie wiem czy wiesz, ale wystarcza spedzenie dokladnie 10-12 minut na sloncu,
          bez zabezpieczenia (krem, kapelusz, okulary, koszulka obowiazkowo z dlugimi
          rekawami (nie przepuszczajaca promieni slonecznych) itd.), na to zeby wyladowac
          wieczorem w wielkim bolu w szpitalu.
          Tutaj kazdy ma predzej czy pozniej klopoty ze skora. To nie jest kontynent dla
          Europejczkow. Rak skory powyzej 60 roku zycia, to w tym kraju standard.

          > a ja nie lubie zimy!
          --------------------------------------------------------------------------------
          Ja kocham kazda pore roku. Kiedys (w 1989 roku) przyjechalem do Polski prosto z
          tropiku. To byl poczatek grudnia. W tym miejscu skad wyjechalem, wilgotnosc
          powietrza byla 100%, w nocy +32C, w dzien +33C. Tak bylo dzien w dzien,
          tydzien po tygodniu. Zadnego tam zmiluj sie boze.

          W Polsce wsiadlem do PKSu, ktory mial mnie zawiesc do Zielonej Gory. Jadac tym
          autobusem widzialem szare, zmeczone ludzkie twarze (to byl autobus relacji
          Gorzow-Zielona Gora, wiec duzo ludzi bylo z wiosek lezacych przy tej trasie,
          ktorzy pracowali w miescie i wracali lub jechali do pracy). Przez okna
          autobusu widzialem powoli zachodzace na czerwono slonce, w oddali zarysy lasow
          i pol, ktore wlasnie mijalismy... A ja siedzialem przy oknie i widzialem
          odbicie swojej twarzy w tym oknie i swoj wielki usmiech na twarzy - taki
          wielki, od ucha do ucha... Zakrylem swoja twarz rekoma, bo jak by w tym
          momencie zobaczyli mnie wspolpasazerowie, to by pomysleli, ze quickly'ego
          wlasnie wypuscili z domu wariatow (a moze faktycznie tak sie stalo??? sam juz
          nie wiem). Tam gleboko w srodku siebie cieszylem sie tak jak nigdy, od bardzo,
          bardzo wielu lat. Gdybym mogl to bym zaczal w tym momencie spiewac, albo
          calowac tych ludzi w autobusie... za te zimne powietrze, za to spokojne
          czerwone slonce ktore nie pali, za szarosc i chlod za oknem, i za las, i za te
          mijane pola... W autobusie bylo cieplo i przytulnie. I siedzialem tak i nie
          chcialem, zeby ta podroz kiedykolwiek sie skonczyla.

          Od tego czasu bylem w Polsce wiele razy. Za kazdym razem przechodzilem przez to
          samo, o czym napisalem Ci powyzej. Nie bede pisal Ci o polskiej wiosnie, lecie
          i jesieni, bo to temat na ksiazke... Nasze zycia, radiation_xxx, sa za
          krotkie, zeby by sie tymi porami roku nasycic... No coz... za pare lat (jak
          dobrze pojdzie) i tak trzeba to bedzie to wszytsko zostawic i odejsc tam, skad
          nie ma juz powrotu.
          • Gość: emka Pisz, Quickly... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.02.07, 01:07
            Pięknie się Ciebie czyta
            • osv Kia Ora, Quckly... 18.03.07, 18:21
              ...zapewne wiesz co to znaczy : )

              Tak wpadlam, aby podzielic sie wrazeniami z podrozy do NZ.
              Miales racje, ANTYPODY !! : )) i bardzo meczaca podroz. Nie pomaga ogladanie
              wielu pasjonujacych filmow /np. Babel etc / , czasu nie da sie skrocic ...
              Zaloga Signapur-skich linii lotniczych, ktora podobno wygrala konkurs na
              najlepsza obsluge pasazerow, sprawdza sie w rzeczywistosci. Wdziek i elegancja,
              i zawodowa zyczliwosc. Sa na skinienie, poza tym dobrze karmia i maja calkiem
              niezle wina : ))
              Z fascynacja obserwujesz trase lotu samolotu na wlasnym monitorze, i zadziwia
              cie jak to wszystko pomalu sie zmienia.
              Nie mamy zbyt wiele czasu na Sigapur, miasto w zarysach, przeogromne lotnisko,
              tylko nie wiem, w jakim celu wylozone zakurzona mata dywanowa?!
              Na przejsciu granicznym w Singapurze, juz przy odlocie do Auckland, celnik,
              zagladajac w moj paszport zaspiewal mi ..." Mariaaa... " z West Side Story : D
              Pomyslalam, ze maja dusze artystow, tylko po co im te widoczne karabiny
              maszynowe ??!
              Przelatywalam nad Twoja Australia, kontury ladu, nie powiem...raczej duzy : )
              Potem juz nad Morzem Tasmanskim widzialm faceta, na plazy ktora ciagnie sie
              kilometrami, lowiacego samotnie ryby...
              I nie moglam zrozumiec, jak on moze oczekiwac, aby jakakolwiek ryba miala
              odwage podplynac do ladu, przy tych nieprzytomnych falach, ktore wala o brzeg
              z niezwykla sila.
              Plaza i widoki tak piekne, ze warte tego zmeczenia i stresu zwiazanego z
              lotem... gdzies w poblizu, kolonia ptakow gluptakow...podobno dolatuja do
              Australii... ; ))
              Swiat Maori w Rotorua...gejzery i wulkaniczne podloze okolicy, gorace SPA, busz,
              z tysiacletnimi drzewami kauri, i refleksja jak wpasowac te kulture w
              dzisiejsza NZ.

              Spotkanie z wojownikami maoryskimi w Rotorua, niesamowite. Cala grupe turystow
              reprezenotwal moj szef, ktory szedl podniesc rzucony pod nogi lisc paproci, na
              znak, ze mozemy czuc sie zaproszeni... ich dzikosc, dramatyczne grmasy twarzy,
              wymowa ciala, szeröko otwarte oczy...
              i tradycyjne tance i spiewy, przypominajace troche melodyke piesni z Hawaii...
              Nieprzytomnie zdolni manualnie, rzezby w drzewie wykazuja duzy artyzm...
              Kobiety maoryskie, rozspiewane, rozdygotane w gestykulacji rak, spiewaja piesn
              o milosci dwojga ludzi, ktorzy po wielu trudach, moga ze soba byc...czy byli,
              bo to juz historia...

              Potem juz inne refleksje o przyszlosci Maurow, w biedniejszej i zaniedbanej
              szkole na peryferiach...te dzieci, szczere, otwarte i ciekawe swiata...i sniegu
              Europy : )) Tak, miales racje ich domy nie wzbudzaja zachwytu...smutno sie
              robi, kiedy wiesz, ze szkola jest jedyna ich rozrywka...
              Rzad stara sie bardzo, finansowa pomoca podpierac kulture maoryska, ich jezyk
              jest juz w programie nauczania w niektorych szkolach...czy da sie nadrobic te
              przepasc? nie wiem.

              A szkoly NZ ma wysmienite, swietnie zorganizowane, wyposazone...zdyscyplinowane
              i umundurowane... Kto na to sie zgodzi w Europie? ...mysle niesmialo.
              Bogaci Chinczycy, Koreanczycy stoja w kolejce, aby ich pociechy mogly sie uczyc
              angielskiego w NZ.
              Widzialam wiele tych szkol, podstawowych, gimnazium i collage- ow...
              i moze najbardziej zapamietam spotkanie z dwoma chlopcami z Polski...
              nie wyobrazisz sobie, jak szeroki moze byc usmiech dziecka, ktore wsrod
              wizytujacych gosci znajduje kogos, kto mowi po polsku! Zdumienie i radosc : ))
              I proba podniesienia na duchu drugiego 10-latka, ktory z takim trudem asymiluje
              sie tam , z dala od kraju, taty, z mama po rozwodzie, ktora dopiero stara sie o
              prace...
              Potrafil tak ladnie wytlumaczyc mi po polsku sposob rozwiazania zadania, ale po
              angielsku jeszcze sie nie daje za bardzo...rozmawialam z jego nauczycielami,
              mowilam, ze jest zdolny, tylko smutny...zgodzili sie ze mna, ze to jest taka
              mala depresja...jasne, ja to widzialam od razu!
              Ja mam nadzieje, ze ten chlopak to przewali, ze zdola sie zasymilowac w tej
              szkole....szczerze mu tego zycze.
              Kiedy na przerwie uczniowie mieli obowiazkowa gimnastyke do specjalnie
              przygotowanego dla nich programu, cwiczylam razem z nim, cieszyl sie jak dziecko
              chcialam, aby czul sie wazny... zapamietalam buzie z usmiechem i kiedy nasza
              delegacja opuszczala te szkole, prosilam rektora tej szkoly, aby zadbal o te
              polskie dzieci....mam obiecane!

              Poza tym, bylam w tej SKY TOWER w przemilym toarzystwie, patrzac na spadajacych
              szalencow, podpietych do lin. Panorama miasta wspaniala, podobnie jak zarcie w
              tym kraju i wina!

              I to co bylo dla mnie bardzo przyjemna niespodzianka, to spotkanie z polaunder !
              Z dziewczyna poznana tutaj na Forum: ) Wprost niesamowite!
              Jezeli czytasz Polu, przez przypadek ... jeszcze raz dziekuje, i wszystkiego
              dobrego : )
              Odezwe sie prywatnie.

              I to, co zapamietam / poza wszystkim innym, choc musze miec czas, aby to
              poukladac w sobie ! / to koncert plenerowy w Aucland , w ogromnym parku...
              my na wzorzu...tylko w czworke z naszej grupy...picknik i wino, w dole wielki
              ekran, orkiestra filharmoniczna...
              i chor, znani artysci, Pani premier, muzyka klasyczna i nowoczesna, strzelajace
              rakiety , oswietlone SKY TOWER, ksiezyc i gwiazdy...i kiedy prowadzacy koncert
              zapytali, czy sa na koncercie europejczycy, odezwalo sie paru szalencow, w tym
              i my! Ku radosci okolicznych tubylcow : ))
              Kiwis, sa rzeczywiscie sympatyczni i zyczliwi!

              A kiedy jeszcze usyszelismy " Bridge over the trouble water"..... tam , w ten
              wieczor
              ....to poprostu ...radosc wylewala sie oczyma....

              Taak, nie wiem czy NZ to raj na ziemi Quickly, ale jak bedzie Ci zle w Australii
              zrob sobie wypad do NZ...to tylko 3 godziny lotu!

              Pozdrawiam
              osv





              • white.falcon Dziękuję :-) 18.03.07, 22:25
                Wprawdzie nie jestem Quickly, tylko Sokółka, ale dziękuję Ci, Osv, za piękny
                opis wrażeń podróżnych. Po dobremu zazdroszczę. :-)
              • quickly Pieknie napisalas o tym kraju, OVS... 19.03.07, 00:36
                A wiesz, ze ja czesto myslalem o Tobie i o tym jak Ci poszlo w N.Z., wtedy
                kiedy tam bylas?
                Moze masz teraz chociaz troche rozdarta dusza jak ja... Zobaczylas troche inny
                swiat... (Nie jestem w stanie przelac na ekran mojego monitora, tego co
                chcialbym Ci teraz powiedziec... slowami nie da sie tego zrobic...)

                Co do polskich dzieci, ktore chodza tam do szkoly. Znam to doskonale z
                doswiadczenia. Tak sie dobrze sklada, ze od lat znajduje prace w polskich
                szkolach (przewaznie sobotnich), w kazdym australijskim miescie, gdzie
                przychodzi mi zyc. Znam problemy polskich dzieci... (nie chce o tym pisac, bo
                to jest temat na ksiazke).

                Moze tylko jedna (niestety bardzo pesymistyczna) obserwacja.
                Wiesz kiedy dziecko (emigrantow) cierpi najbardziej i praktycznie do konca
                swojego zycia w swoim nowym kraju? Kiedy przyjezdza ze swoimi rodzicami do tego
                nowego kraju w wieku 13-17 lat. Ponizej tego okresu (12-13 lat) szybko sie
                asimiluje i zapomina o tym, ze kiedys tam, bylo cos tam (tj. w Polsce). Czuje
                sie Nowo Zelandczykiem, czy Australijczykiem i chce nim byc (bo i faktycznie,
                mniej wiecej tak jest, poznaje dobrze jezyk, przyzwyczajenia, jest akceptowane
                przez rowiesnikow). Powyzej tego wieku (17 lat), taka osoba ma juz tak gleboko
                zakorzenione to, ze jest np. Polka, ze nawet podczas "burz i nawalnic" w jego
                emigranckim zyciu, zna swoje miejsce, wie kim jest, wie co sie stalo (wyjazd z
                kraju, akcent itp.). No i jest ta ostatnia grupa - najbardziej poszkodowana.
                Te wszystkie dzieci w okresie dojrzewania. Te cierpia najbardziej. Zazwyczaj
                robia to po cichu. Mialem z nimi wiele rozmow (nie otwieraja sie latwo). Zyja
                w swoim wlasnym swiecie. (Koncze na tym bo to jest zbyt ciezki temat, zeby go
                tu chociaz w czesci opisac i...)

                Co do powitan... To jest calkiem normalne na terenie calego Pacyfiku, ze
                lokalna spolecznosc musi Cie "oficjalnie zaakceptowac". Taka tradycja.
                Powitanie jest uroczyste i mile dla witanych. Takich przezyc doswiadczylem w
                wielu miejscach (wiele tez razy przechodzilem przez takie cos cala swoja
                jednostka wojsk.) - taki uklad, ktoremu nawet my musielismy sie tez poddac,
                zeby moc przebywac kilka tygodni lub miesiecy w takim lub takim miejscu.

                Co do samej podrozy. Wiem doskonale jak to wygladalo. Na koncu mialas juz
                tego serdecznie dosyc. Tego ogladanie na ekranie lecacego samolociku i
                ubywajacych kilometrow, wyswietlania temp. na zewnatrz, skurczonych nog i nawet
                (skondensowanego) "samolotowego" jedzenia. No tak... a co bys powiedziala na
                to, jak by Ci przyszlo siedziec w "Herkulesie", w pelnym oprzyrzadowaniu, 6, 7
                albo czasami nawet 12 godzin? Sluchwaki lub korki w uszach (niesamowity halas
                od silnikow), jedzenie podane przy wejsciu na samolot, emocje przy starcie i
                ladowaniu...

                > Przelatywalam nad Twoja Australia, kontury ladu, nie powiem...raczej duzy : )
                > Potem juz nad Morzem Tasmanskim widzialm faceta, na plazy ktora ciagnie sie
                > kilometrami, lowiacego samotnie ryby...
                ================================================================================
                To bylem ja. Machalem Ci reka... Widzialas!?


                > I nie moglam zrozumiec, jak on moze oczekiwac, aby jakakolwiek ryba miala
                > odwage podplynac do ladu, przy tych nieprzytomnych falach, ktore wala o brzeg
                > z niezwykla sila.
                ================================================================================
                Taka ciekawostka. Co roku w Australii ginie okolo 100 ludzi (przewaznie
                wedkarzy) lowiacych ryby z takich wlasnie nadmorskich skal, o ktore rozbijaja
                sie fale. Zapierajace dech zjawisko, tylko niesamowicie niebezpieczne. W samym
                Sydnej jest taka jedna platforma (skalna polka, a za nia sklana sciana), na
                ktorej stracilo zycie (odkad przywedrowali tam biali) juz ponad 100 osob! Co
                ciekawe mozna tam wejsc bez zadnych problemow nawet dzisiaj. Sa tam
                ostrzezenia i "plakietki" z nazwiskami osob, ktore stracily tam zycie... W
                czasie odplywu mozna tam jezdzic rowerem, ale kiedy zaczyna sie przyplyw i
                zaczynaja sie pojawiac kilku metrowe "balwany", to czas stamtad szybko
                uciekac... Lowilem w tym miejscu ryby kilka razy, nawet musze przyznac, ze
                braly calkiem dobrze...

                Chyba sie troche za duzo rozpisalem na nie na temat.
                Gadula ze mnie (nie poznaje sam siebie),
                Serdecznie Cie pozdrawiam i... BARDZO dziekuje za taki dlugi i ciekawy wpis,
                quickly




                • osv Jet lag... 19.03.07, 21:46
                  ...wiec tak, : )) nie wiem czy pieknie, na pewno spontanicznie, choc z malym
                  jeszcze dystansem...profesjonalny raport bede pisac pozniej !/ dla szefa - jak
                  wszyscy! /
                  Dziekuje, WF, przeciez znam troche Twoj styl ; ))...a z Toba Quickly dobrze sie
                  rozmawia, zwlaszcza o Australii...

                  Najciekawsze jest to, ze kiedy czlowiek porownuje doswiadczenia z kims takim
                  jak Ty, kto zna tamte strony swiata, nie moze w wielu przypadkach nie przyznac
                  Ci racji...
                  Po pierwsze ten lot, pociesza mnie fakt, ze ktos rozumie... to byla mordercza
                  podroz, zwlaszcza ten najdluzszy skok z Singapuru do Kopenhagi.
                  Nie wiem, jak sprowadza sie na ziemie takie masy zelastwa/ juz nie mowie o
                  Twoich Herkulesach /, ale ten samolot, ktory ladowal z nami w drodze powrotnej
                  w Singapurze mial chyba z 340 osob na pokladzie."Do domu" dowozil nas juz
                  mniejszy : )), z norweskim pilotem...z jego melodycznym akcentem, i
                  skandynawskim spokojem, mielismy nadzieje, ze chyba wyladujemy! Mial duze
                  niebieskie oczy !!... i mial czym ladowac ; ))

                  Po 5- cio godzinnym oczekiwaniu, w srodku nocy na zmiane samolotu, kiedy
                  godziny zaczynaja ci sie mieszac i uciekac, sam nie wiesz dokad, mielismy
                  dosc... i tego zarcia, i tego wina, i tego lotu !...bo nie jestes w stanie
                  znalezc sobie pozycji nadajacej sie do spania, a zmeczenie jest po prostu
                  zabojcze ! Wiem, ze to znasz...jak wielu innych ludzi, doswiadczenia
                  podroznikow : )

                  I ten stres ladowania, ta cisza motorow, muzyka klasyczna, cisnienie w uszach,
                  powaga i skupienie wszystkich...to czekanie na miekkie lub twarde ladowanie...
                  Ten Norweg nas nie zawiodl...,ale powiem Ci, ze tydzien po naszym powrocie,
                  rozbil sie samolot przy ladowaniu w Jakarcie...gdzies zatrzymywalam wzrok na
                  tym malym samolociku wlasnie na tym punkcie... kazdemu zycze tyle samo startow,
                  co ladowan !

                  Poza tym, to idiotyczne poczucie wyspania o 3 -ciej nad ranem...i tak prawie
                  przez caly tydzien, czlowiek walil sie z nog okolo 18-tej i nie dalo sie nie
                  spac : ) Na dzis juz nie ma sprawy...

                  Wiedz, rowniez, ze po drugiej stronie Morza Tasmanskiego siedzi naprawde Twoj
                  pasjonat kolega-rybak i samotnie lowi ryby. Ja oczywiscie dziekuje za
                  machanie : ).... nie wiem , czy bylo mnie widac , stalam nawet na palcach i
                  odmachiwalam z calych sil, tak jak dzielnie usilowalam nie dac sie przytopic
                  falom : )

                  To dziwne, ale ten sam problem nieostroznych wedkarzy jest po stronie NZ...
                  ta wielokilometrowa plaza biegnaca w bezkres...ogromna...porywajaca, byla
                  zakonczona w drugim kierunku, skalami z grota, i urwiskiem, do ktorego mozna
                  bylo wejsc po wykutych w tym urwisku schodach. Na tej skarpie stali rybacy i z
                  zamilowaniem moczyli swoje wedki...tuz przed skarpa, samotna skala, myslalbys,
                  ze biala od soli i wiatru...,ale to tylko ptasia wyspa...na nadbrzeznych
                  skalach bylo ich tysiace....zolto-bialo- czarne gluptaki i ich szare dzieci...
                  Wdrapywalam sie na te skarpe rybakow, przechodzac po piasku tej do groty, w jej
                  glab...kiedy bylam tam po raz drugi...grota byla wypelniona woda...to wtedy
                  dowiedzialam sie o tych niespodziewanych bryzach, ktore zmywaja do morza
                  szalonych rybakow, ktorych nie odstrasza przyplyw...
                  Jak widzisz lowienie ryb ma swoja cene i w NZ...

                  Nie da sie ukryc, ze swiat przestrzennie sie porzerza Quickly i rozumiem Twoje
                  rozdarcie...miejsca oswojone zostawia sie niechetnie...zwlaszcza, kiedy natura
                  uwodzi nas magia obrazow...naturalnie, ze chcialabym powrocic tam znowu...
                  Na razie ogladamy zdjecia, ktore w ogromnych ilosciach poprzesylalismy sobie
                  nawzajem : ))

                  Tych trudnych tematow wolalabym dzis nie poruszac...swiat zna ich duzo...
                  Trzymaj sie dzielnie...pozwolilam sobie na pogawedke, dziekuje za towarzystwo...
                  ja mam tez tony wewnetrzych obrazow i wrazen...trzeba bedzie to jakos posortowac
                  ...a obowiazki wzywaja do pracy..... : )) Milo mi, jezeli to sprawilo komus
                  przyjemnosc...

                  Acha, i uwielbiam mape Kiwis i ich widzenie swiata....NZ pepkiem swiata! ; ))
                  ANTYPODY... to my ! : D
                  Zapewne widziales i znasz: )) To sie nazywa miec poczucie wartosci wlasnej i
                  umiejetnosc turystycznego gospodarowania wlasnym krajem...

                  Pozdrawiam : ))
                  osv

                  ...troche mi sie porobilo bledow ostatnio, to z pospiechu : ))


      • sunrise1 fajnie 18.03.07, 18:30
        to quickly żyje, jmx, że o meduzie nie wspomnę- jest fajnie !!!


        pozdr, s
        • jmx Re: fajnie 19.03.07, 07:35

          Wszelki duch, dziewczyno!! i to akurat wtedy, kiedy zaczęłam się zastanawiać co
          ludzi sprowadza na to forum... Wita_j :)))))
          • sunrise1 Re: fajnie 19.03.07, 22:15
            Ty też wita_y !
            Co do ścieżki , która prowadzi na to forum, to kręta jest i długa, niemniej
            jak się już dojdzie to miło spotkać "starych" znajomych, poczytać, że żyją i
            dobrze się mają.

            pozdr, s
            • Gość: jmx Re: fajnie IP: *.galileusz.3s.pl 20.03.07, 09:43
              Mam nadzieję, że u Ciebie też wszystko w porządku :).
              To prawda, że droga na forum bywa długa i kręta... czasem musi się bardzo wiele
              zmienić, żeby wszystko zostało "po staremu" ;). Najważniejszde jest, żeby
              wszystkie te pokręcone ścieżki wyprostowały się i zaprowadziły do szczęśliwego
              celu
              • sunrise1 ano 21.03.07, 22:05
                też, co znaczy , że u Ciebie też :-).
                Ścieżki natomiast chyba się prostują rzeczywiście, poza tym ....WIOSNA !


                pozdr, s
                • jmx heh 22.03.07, 09:04

                  "Dobrze" to pojęcie względne ale nie narzekam... generalnie. Narzekanie i tak
                  nie pomoże, zawsze może być gorzej ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka