Gość: M
IP: 213.172.174.*
25.04.03, 19:26
List do A.
posłuchaj mnie... muszę napisać ten list, choć na pewno go do Ciebie nie
wyślę... piszę go z egoistycznych pobudek - niech to będzie jakieś katharsis
czy namiastka odkupienia moich win...
pamiętasz nasze drugie rozstanie? tam na ławce koło placu bankowego, gdy
powiedziałem, że nie mogę dalej w to brnąć, bo nie ma we mnie tego uczucia?
gdy mówiłaś, że mogłabyś teraz obdarzyć mnie prawdziwą, dojrzałą miłością i
gdy ja to jednym zdaniem odrzuciłem? płakałaś...
pamiętasz nasze ostatnie spotkanie? na górnośląskiej, wtedy, gdy nie
wytrzymałem i w desperacji wykrzyczałem swoją potrzebę bycia z Tobą? gdy
zapewniałem, że teraz to już naprawdę, na poważnie, że wiem już, że tylko
Ciebie kocham całym sercem? pamiętasz, prawda?
pomiędzy jednym a drugim spotkaniem też płakałem... pewnego grudniowego
wieczora zorientowałem się, że jedną z moich najważniejszych cech jest
nieprawdopodbna umiejętność komplikowania sobie życia... i egoistyczne
niszczenie rzeczy wartych pielęgnowania... płakałem, bo stanęło to przede mną
w całej swej cholernej okazałości... i znowu przez moment tak mi było źle z
samym sobą... nie, nie zaplanowałem sobie wtedy tego, że to wszystko Ci
powiem, gdy wyciągnę Cię niewinnie na jakąś imprezkę... ja po prostu, tam na
miejscu, nie wytrzymałem... i poszło... jak woda z pękniętej tamy...
dziś wiem, dlaczego dopuściłem do tego naszego drugiego rozstania... pewnie
by Cię to zabolało, gdybyś to przeczytała, ale to wszystko przez inną
kobietę... wiesz, przez którą... przez tę pustą, nic nie wartą kreaturę,
która owinęła mnie sobie wokół palca, i która nakarmiła mnie jakimiś
nieokreślonymi nadziejami... odrzuciłem Twoje uczucia, bo po prostu liczyłem
na coś od niej! omamiony pięknymi oczkami i wielkim biustem... i
fantastycznym wnętrzem, które za tymi oczami widziałem, a którego tam po
prostu nie było... kurwa!!!!!!!!! nawet nie wiesz, jak poczułem się oszukany,
jak mały i głupi! gdyby wtedy pojawiła się w pobliżu, udusiłbym ją gołymi
rękami... chyba po raz pierwszy w życiu czułem do kogoś czystą nienawiść...
pieprzona femme fatale! jak bardzo wtedy chciałem cofnąć czas o kilka
miesięcy i na tej ławce odpowiedzieć Ci, że tak, że oczywiście chcę z Tobą
być na zawsze...
później, po tym ostatnim - dramatycznym dla mnie - spotkaniu ucichło... z
pogodną rezygnacją napisałem Ci jeszcze sms-a, że pozostanę Twoim cichym
wielbicielem... i od tej pory się nie kontaktowaliśmy...
i oto proszę, jak życie jest pełne niespodzianek... już za kilka tygodni
zmieniło się wszystko... w momencie, gdy miałem o sobie jak najgorsze zdanie,
gdy wydawało mi się, że na nic dobrego nie zasługuję, pojawiła się kobieta,
nagle, jak grom z jasnego nieba... kocham ją... będę miał z nią dziecko... i
chcę się z nią ożenić... potoczyło się to wszystko tak szybko, że nawet nie
zdążyłem się obejrzeć... nowa jakość, nowe życie, zupełnie nowe priorytety i
świeże spojrzenie na świat bez obciążeń z przeszłości... po prostu -
zasada "przeszłość nie istnieje" sama wcieliła się w moje życie... (tak wiem,
że to nie takie proste, że przeszłosć jest jednak w nas - dowodem tego jest
chociażby niniejszy "list w butelce"... ale takie przez większośc czasu mam
odczucie...). oglądając swoje dziecko na ekranie ultrasonografu czułem się
tak niewiarygodnie szczęśliwy... to było przeżycie tak nieprawdopodobnie inne
niż wszystko, co mnie do tej pory spotkało, że miałem wrażenie, że to sen...
że tam, w tym gabinecie lekarskim stoję nie ja, tylko ktoś inny... po tym
doświadczeniu nic już nigdy nic nie będzie takie samo... wszystko wygląda
teraz inaczej...
nie mam żadnych praw, by się z Tobą kontaktować - myślę, że się trochę też
boję... wiem, że tego co tu piszę, nie wolno mi do Ciebie wysłać... kiedyś,
gdy byłem trochę głupszy, pewnie w swoim zadufaniu bym to zrobił, żeby
sadystycznie oczekiwać, że rozdrapię dawno zabliźnione rany... znam Cię
bardzo dobrze i wiem, że wyrządziłbym Ci tym listem większą lub mniejszą
krzywdę... tak jak napisałem na początku - piszę to dla siebie: chcę to z
siebie wyrzucić... bo uwiera... bo przecież nie da się wyrzucić z pamięci
tego wszystkiego, co kiedyś było między nami... bo czasem zwyczajnie myślę o
Tobie - w tym sensie, że po prostu zastanawiam się, co u Ciebie słychać...
pisząc to chcę spróbować pozbyć się dziwnego posmaku przeszłości w głębi
mojego gardła... i - chyba - poczucia winy wobec Ciebie...
przepraszam, że zabrałem Ci kawał życia... nie, nie mówię o całych siedmiu
latach, gdy byliśmy razem - mówię tylko o tym czasie, gdy nasz - myślę, że
bardzo udany - związek wkroczył na równię pochyłą i zabrakło nam (a zwłaszcza
mnie) sił, by o siebie powalczyć...
chybabym nie chciał, żebyśmy 'zostali przyjaciółmi'... wolę się z Tobą nie
kontaktować...
pragnę z całego serca, żebyś miała udane życie...
widocznie nie byliśmy sobie przeznaczeni.......
ale kochałem Cię... bardziej, niż myślałem...
jesteś wspaniałą kobietą...
nie zaproszę Cię na mój ślub - coś mi podpowiada, że jednak byłoby to nie
fair... chociaż... jeszcze pomyślę...
M.