Gość: nikkei
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.02.07, 01:15
Zakochalem sie w jednej dziewczynie, jest naprawde piekna, w zasadzie jestesmy
przyjaciolmi od 5 lat, bardzo ja lubie, ona chyba mnie tez. Jest taka cudowna,
wrazliwa, zabawna, piekna. Oczywiscie zakochalem sie w niej, prawde
powiedziawszy przez cale te 5 lat sie w niej podkochiwalem, w zasadzie dlatego
rozpoczalem ta znajomosc.
Spotykamy sie 2 razy w tygodniu, jezdzimy cala paczka do kina, chodzimy na
imprezy itd. Mniej wiecej we wrzesniu zeszlego roku powiedzialem jej co czuje,
tylko troche glupio wyszlo, bo napisalem to w smsie i to jeszcze kompletnie
idiotycznie - niewazne. Odpisala wtedy, ze nic z tego nie bedzie, ze z jej
strony to tylko przyjazn i zawsze tak bedzie. Po tym nasza znajomosc troche
przygasla, skonczyly sie smsy,ktore przesylalismy sobie praktycznie
codziennie. Staralem sie jakos o niej zapomniec, bo co zrobic, ja dalej ja
kochalem. Miesiac pozniej wszystko znowu wrocilo do normy. Czesto wpada do
mnie na jakis film, chodzimy razem do knajpy cos zjesc, czasami to ona mnie
zaprasza, tylko we dwoje. Jak mam to rozumiec? Ja nadal ja kocham, czasami mam
okropnego dola, ze nic z tego nie bedzie, mam wtedy chandre przez kilka dni,
nie wiem co ze soba zrobic i nic mi sie nie chce. Najgorsze jest jednak to, ze
wiem, ze nie moge juz tego tak dluzej ciagnac, albo ona albo ja, ale kiedy jej
znow wyznam moja milosc i ona nie odwzajemni uczucia to bedzie juz koniec
miedzy nami, a ja nie chce jej stracic... Ktos byl w takiej sytuacji??