Gość: art69
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
27.03.07, 23:55
Podobny wątek już był, ale mój problem jest trochę inny. Zadurzyłem się w
koleżance z pracy. Ja mam 38 lat (choć wyglądam i czuję się znacznie młodszy),
ona 43. Jestem żonaty, mam dziecko. Ona jest samotna, ma dorosłego syna. Znamy
się od 10 lat, ale to mnie dopadło dopiero teraz. Zawsze mi się podobała.
Przedtem miała kogoś i to mnie chyba hamowało. Od paru miesięcy zacząłem się
do niej przybliżać, flirtować. Nie zwierzaliśmy się sobie. Rozmowy były
banalne, na tematy zawodowe, zwykłe żarty. Wzywała mnie do pomocy w oswajaniu
komputera, a ja brałem to za dobrą monetę. Kiedyś poprosiła mnie o numer
telefonu i przysłała sms-a, który krążył na uczelni jej syna. Śmiała się, że
to dobry żart, a ja doszukiwałem się drugiego dna. Któregoś dnia ośmieliłem
się jej dotknąć i rozmasować plecy. Była trochę zdziwiona, ale chyba nie
protestowała. Potem wpadałem do niej często "na chwilę masażu". Na dłoniach
zostawał mi jej zapach, którym się nasycałem. W konwencji żartu mówiłem, jak
bardzo będę tęsknił za nią w czasie urlopu. Coraz bardziej jej pragnąłem.
Ostatnio rozchorowała się w czasie urlopu. Wysyłaliśmy sobie żartobliwe sms-y.
Ja pisałem, że smutno i nudno mi bez niej, ona że tęskni. Żyłem nadzieją, że
oboje pod płaszczykiem konwencji ukrywamy prawdziwe uczucia. Postanowiłem
częściowo się odsłonić. Treść moich sms-ów była już mniej dwuznaczna. I tu
przyszło rozczarowanie. Pojąłem, że traktuje to jak dobrą zabawę, a mnie - jak
jednego z wielu. Od kilku dni chodzę jak struty. Nic mnie nie cieszy. Nie
potrafię przestać o niej myśleć. Wczoraj unikałem jej w pracy i wiem, że to
zauważyła. Dziś mnie zagadnęła o mój kiepski humor. Zbyłem to kwaśnym
uśmiechem, że to długa historia i nie chcę jej zanudzać. Sprowokowałem później
okazję, byśmy byli sam na sam. Po krótkiej rozmowie o niczym zagadnęła jeszcze
raz o przyczynę. Odpowiedziałem pytaniem, czy była kiedyś nieszczęśliwie
zakochana. Roześmiała się, jakby chcąc zmienić temat albo obrócić w żart.
Przycisnąłem ją i przyznała, że tak. Zapytałem czy bolało. Potwierdziła.
Powiedziałem, że właśnie to przeżywam, bo zakochałem się w kimś,
prawdopodobnie bez wzajemności. Po krótkim milczeniu nie podjęła tematu.
Zaczęła żartować o czym innym. Rozstaliśmy się nie wracając już do tego.
Nie wierzę, że nie zorientowała się, że to o nią chodzi. Pewnie nie chce
jawnie dać mi kosza i woli, abym się domyślił. Co robić?